FORUM SCIENCE FICTION FANTASY & HORROR
BABYLON 2007

Blogowanie na ekranie - Z ogródka

elam - 22 stycznia 2007, 19:53
Temat postu: Z ogródka
- co ja tak z tym ogródkiem ? aa, to proste jest, jak tłumaczyłam Tomcichowi ; w życiu można poszukiwać sensu, można też zadowolić się poszukiwaniem ogródka… :)

- ogród to coś, co tworzy się według własnej wyobraźni i potrzeb. W ogrodzie się pracuje, by wydał dobre owoce. W ogrodzie się odpoczywa. Ogród dla mnie to taka miniatura świata, jaki nas otacza, i życia w ogóle.
Nie możemy zmieniać według naszych upodobań całego świata, ale możemy kształtować nasz ogród. I o to chodzi…
Nie mogę w życiu mieć wszystkiego, czego chcę – na szczęście zrozumiałam to już dawno temu. Ale nadal mam marzenia. Moje małe ogródki…
Do szczęścia potrzeba mi jeszcze tylko jednego – tego prawdziwego, realnego ogrodu, z krzakami czerwonej porzeczki, grządkami z cebulą, czosnikiem i pietruszką, i jabłonią pod którą można rozłożyć kocyk i śnić...

- czyż taki ogródek nie jest pięknym sensem życia? :)


proponuje blog filozoficzno-ogrodniczo-kulinarny :)

Martva - 22 stycznia 2007, 19:57

O, a ja jestem świeżo... wzglednie świeżo upieczony mgr inż. ogrodnictwa :)
Bardzo mi sie podoba Twoje ogródkowe marzenie, zwłaszcza w czasach, kiedy większość ludzi ma w ogrodach trawniczek i iglaki. Nie lubimy iglaków.

elam - 22 stycznia 2007, 20:23

iglaki, to i owszem, ale z tej "pierwszej strony" domu, od ulicy, pod oknem, i to zwykle pospolite swierki :)
jakos nie przemawiaja do mnie te wymyslne sosny i jodly niebieskie, biale i td.
poza tym, w kacie ogrodu fajnie byloby miec leszczyne - orzechy laskowe, mniaaam :) , i bzy. oj, jaka ja radosc mialam w dziecinstwie z zabawy w krzakach bzu!
i z drzew jeszcze orzech :)

a wracajac do filozofii... :) no wlasnie ,dlaczego tak jest, ze ludzie zadowalaja sie plaskim trawnikiem z jakas marna tuja?
czy to nie odzwierciedla ich braku zainteresowan, braku marzen? ...

no, ludziska, przyznawac sie tu teraz, jaki kto ma ogrodek !! :twisted: :mrgreen:

no to moze sie pochwale:

- datura mojej mamy (to kwiatowe drzewko trzeba na zime wykopac i schowac w piwnicy)



dobrze miec wlasne winogrona... asiontko robi winko. ciekawe, czy mi sie cos dostanie... ? :wink:

Tomcich - 22 stycznia 2007, 20:31

Ogródka brak, ciężko uprawiać ogródek mieszkając na czwartym piętrze w bloku. :roll: Za to mam kwiatki w doniczkach na parapecie. :mrgreen:

EDIT: czemu się zadawalają tylko trawką, myślę, że przez wszechobecny brak czasu. :|

gorat - 22 stycznia 2007, 20:34

Przynajmniej bez wydziwianych iglaków (elam wzdycha uspokojona).
Martva - 22 stycznia 2007, 20:34

To nie jest dracena, to datura, zwana powszechnie trąbami anielskimi :) Spokrewniona z miłą roślinką o nazwie bieluń dziędzierzawa. Narkotyk. Trucizna. Afrodyzjak.
Śliczna.
Do iglaków mam sporo antypatii, bo wszyscy je sadzą. A one nie dość że są dość wymagające, chorują etc, to jeszcze sie nie zmieniają z rytmem przyrody i pór roku. Wyglądają znośnie w górach i na cmentzarzach, no dobrze, ewentualnie uznaję żywopłoty.

Dunadan - 22 stycznia 2007, 20:35

Kurcze, coś w tym jest Elam co mówisz o ogródku... heh, mieć taki swój własny, z karmnikiem, źródełkiem, pięknymi roślinami, czatownią na ptaki :mrgreen: Kto wie, może się spełni. Przyznam się szczerze że czasem też myślę o tym by zostać ( nie, nie ogrodnikiem :D ) producentem krzewów i drzew ozdobnych. Chyba dość ciężka robota ale za to jakie korzyści.
Tak czy siak - to był chyba długo oczekiwany blog - Elam wreszcie ma swojego bloga! :D będzie popularny ;)

gorat - 22 stycznia 2007, 20:37

Początek niezły, wszyscy sie rzucili na ogródki. I te wyznania, że chciałoby się ogródek, jakie to fajne... :twisted:
elam - 22 stycznia 2007, 20:38

no, oczywiscie, ze datura :) lapsus linguae, dracene mamy na forum :) juz edytuje i dzieki :)
elam - 22 stycznia 2007, 20:40

gorat, a jak tam z roslinnoscia u ciebie? :wink:
gorat - 22 stycznia 2007, 20:41

U mnie zielone są okładki książek.
FTSL

elam - 22 stycznia 2007, 20:47

nie pociaga cie natura? mozliwosc hodowania czegos, jakiejs istoty zywej (chocby to byla tylko trawa) , wplywania na jej egzystencje... ?

ja mowie czasem do moich kwiatkow w doniczce, puszczam im muzyke :) ,
lubie dotykac delikatnie i chwalic, jesli ladnie rosna...
jestem dla nich takim troszke bogiem, prawda? ode mnie zalezy, ile dostana swiatla, wody, czego beda sluchac (a rosliny reaguja na dzwieki), kogo postawie w ich sasiedztwie ...

Martva - 22 stycznia 2007, 21:04

Ogród to jest fajna rzecz, bo szalenie... zmysłowa. Wygląda jak wygląda; liście szeleszczą na wietrze, ptaki ćwierkają, owady brzęczą; zupełnie inaczej pachnie po nocnym deszczu, inaczej wieczorem po upalnym dniu, latem zapach tytoniu splata się z aromatem datury, wcześniej, w maju, kwitnie wiciokrzew o zapachu cytrynowych ciasteczek; każdy gatunek roslin ma inną fakturę, mozna je głaskać i porównywać, czuć pod opuszkami szorstkość pnia, gładką powierzchnię liścia funkii czy mięciutkie futerko czyśćca, chodzić boso po mokrej trawie i nagrzanych kamieniach scieżek...
Nie wiem jak można to spłycać do tuj, jałowców i trawnika.
To nie jest ogród!
To zieleń przydomowa.

elam - 22 stycznia 2007, 21:08

:bravo
pieknie to opisalas. tak poetycko.

a dla tych, co nie lubia albo nie rozumieja poezji, mozemy zawsze zachwalac materialne korzysci plynace z ogrodu: wlasna cebula... .... ... ... :mrgreen:

Tomcich - 22 stycznia 2007, 21:13

Cytat:
Bluszczem ku oknom
Kwiatem w samotność
Poszumem traw
Drzewem co stoi
Uspokojeniem
Wśród tylu spraw
Pamiętajcie o ogrodach
Przecież stamtąd przyszliście
W żar epoki użyczą wam chłodu
Tylko drzewa, tylko liście
Pamiętajcie o ogrodach
Czy tak trudno być poetą
W żar epoki nie użyczy wam chłodu
Żaden schron, żaden beton
Kroplą pamięci
Nicią pajęczą
Zapachem bzu
Wiesz już na pewno
Świeżością rzewną
To właśnie tu

Czego tu nie lubić, albo nie rozumieć :shock:

hjeniu - 22 stycznia 2007, 22:14

U mnie po ścieżkach na ogródku się nie biega, bo to płoszy jaszczurki i nie głaska się krzaków porzeczki żeby nie płoszyć ptaków które mają tam gniazda :)
gorat - 22 stycznia 2007, 22:32

"Pamiętajcie o ogrodach..."
Ech, musicie mi przypominać? Wszystkie tomy stoją tuż obok, zaraz sięgnę i poszukam czegoś, co mi się podoba...

Fidel-F2 - 23 stycznia 2007, 10:06

miałem taki ogród za młodu gdy mieszkaliśmy obok dziadków, był dokładnie taki jak opisuje elam
niestety minusem takiego drzewno-krzaczastego ogrodu są kleszcze

elam napisał/a:
poza tym, w kacie ogrodu fajnie byloby miec leszczyne - orzechy laskowe, mniaaam :) , i bzy.
jeszcze, zdecydowanie, jaśmin i maciejka
Cytat:
Nie lubimy iglaków.
Martva napisał/a:
nie zmieniają z rytmem przyrody i pór roku

jak to nie zmieniają? a zieloniutkie młode igły? a modrzewiowe różowe szyszeczki? a czerwone jagody cisu? jasne, że to nie klon, ale zawsze.

Godzilla - 23 stycznia 2007, 10:25

Ja mieszkam w bloku, takim nie za wielkim, a że na parterze, to pod oknami zrobiłam sobie kawałek skalniaczka. Na więcej się nie porywam, bo przy mojej pracy i reszcie obowiązków trudno by mi było utrzymać coś co wymaga większej pielęgnacji. Ale te moje chwasty pięknie kwitną na wiosnę (takie biało-różowo-żółte dywaniki), jest macierzanka (też kwitnie i pachnie), jest najzwyklejszy jałowiec, już podrośnięty, i kosodrzewina z szyszeczkami (młode szyszeczki, może jeszcze jako kwiaty, są różowoczerwone), i staram się nie zapomnieć o maciejce. Na jaśmin i bez miejsca nie starcza na tym moim skrawku trawnika. Zresztą chciałabym prawdziwy pachnący jaśmin, a nie jakąś odmianę z przepięknymi kwiatkami bez zapachu. I lilie takie jak miała moja babcia, najzwyklejsze białe lilie, przepięknie pachnące. Te w kwiaciarniach walą jakimiś perfumami.
Kruk Siwy - 23 stycznia 2007, 10:38

Od czerwca ubiegłego roku ogródeczek mam. Ale narazie ubożuchny. I tak świetnie jest letnią porą usiąść na tarasie wypić kawkę i dopiero potem ruszać na podbój świata tego.
Godzilla - 23 stycznia 2007, 10:50

Na trzecie urodziny mój synek dostał od babci prawdziwy krzak pomidorowy, dający pomidorki koktajlowe. Taka drobnica, bardzo słodka i smaczna. Rósł sobie w wiadrze z ziemią. Postawiliśmy go na balkonie i przetrwał aż do jesieni. Ostatnie pomidorki zebraliśmy jakoś koło przymrozków. Następnej wiosny - niespodzianka. Kilka pomidorków musiało się sturlać z balkonu, i ze szczeliny między płytkami pod ścianą wyrósł krzak pomidora, też owocujący, do późnej jesieni.
gorat - 23 stycznia 2007, 10:57

Aż chce się prosić o zdjęcie :D
Godzilla - 23 stycznia 2007, 11:02

Mam parę zdjęć skalniaczka, ale pomidor chyba nie został obfotografowany. Jak w domu nie zapomnę to sprawdzę.
dzejes - 23 stycznia 2007, 11:03

Zupełnie nie rozumiem ludzi dbających o ogrody, ogródki or compatible.

Jeśli już miałbym mieszkać z jakimś kawałkiem ziemi wokół domu - to zostawić w stanie czystym. Posadzić ewentualnie jakieś chwastokrzaki i koniec. No i miętę, herbata miętowa może być.

Fidel-F2 - 23 stycznia 2007, 11:08

dzejes napisał/a:
Zupełnie nie rozumiem ludzi dbających o ogrody

jak chcesz polecę Ci jakiegoś terapeutę

dzejes - 23 stycznia 2007, 11:11

Nie, dziękuję. Obserwując otoczenie dochodzę do wniosku, że to ja jestem reprezentantem poglądów większości - a normą jest ogół.
hjeniu - 23 stycznia 2007, 11:13

Ke? :shock:
Godzilla - 23 stycznia 2007, 11:17

Fakt, normą jest wyłysiały trawniczek zasypany kawałami tynku po ostatnim remoncie, oraz śmieciami i petami zrzucanymi przez miłych sąsiadów z wyższych pięter. Nie mówiąc o psich kupach.
Kruk Siwy - 23 stycznia 2007, 11:20

Psie kupy rzondzą! dzejes, ma psa!
Rafał - 23 stycznia 2007, 11:40

Ogródek sam mi się zaprowadził. Rośnie magnolia, zaprowadziła się mięta, posadziłem jałowiec w celach kulinarnych (do ogniska), pięknie rosną pokrzywy i rzepy. Rzepy to rosną nawet na jakieś 3m wysokie. Kosiarka się połamała, raczej niechlujnie to wygląda. Wiosną się zabiorę. Acha, jeszcze czasami jak nam się zechce to kilka grządek wiosną robimy gdzie bądź, jakieś warzywka. I kilka róż rośnie. Bzy skasowałem. Jaśmin pozostał. A, i kalina też. Zdjęć nie będzie, nie ma czym się chwalić. A trawnik i piaskownica to podstawa. Na czymś trzeba rozłożyć basen i plażować :mrgreen: Piaskownicę mam bolszą, taką 4x4 i wywrotę piachu. Rosnąć niczemu nie przeszkadzam. Ale się wezmę. Kiedyś na pewno się wezmę :mrgreen:
Godzilla - 23 stycznia 2007, 11:41

Zasadź skalniaki i macierzankę. Samo ci się zrobi.
dzejes - 23 stycznia 2007, 12:01

Nic nie sadź - właśnie o czymś takim myślałem. Tak jest ładnie i uroczo.

A co do reszty komentarzy - może i być tynk po zeszłorocznym remoncie, jak i rozkładające siew ciągu dwóch tygodni psie kupy - za to jak widzę jakieś pseudowiatraczki, gipsowe krasnale z doniczkami w *beep*, czy kupy kamienia ukradzinone z parku krajobrazowego (Wyżyna Krakowsko-Częstochowska anyone?) - to nie wiem co lepsze.

Fidel-F2 - 23 stycznia 2007, 12:05

czy ktoś tu słowem wspomniał o pseudowiatraczkach i krasnalach nie mówiąc już o jakimkolwiek złodziejstwie?????
dzejes - 23 stycznia 2007, 12:08

Czy ktoś tu słowem wspomniał o tynku i psich kupach?
Godzilla - 23 stycznia 2007, 12:13

Żadnych wiatraczków, krasnali, tynku i kup. Howgh!
A kamienie do skalniaka mam z własnego terenu. Wykopane na budowie, polodowcowe kamulce.

Martva - 23 stycznia 2007, 12:33

Ogrody są różne.
Można sobie załozyć japoński ogród kontemplacyjny, ułożyć kamienie w triadach i grabic żwirek, żeby kazde ziarenko leżało na swoim miejscu (spece od Japonii, nie krzyczcie na mnie, jesli cos pokręciłam)
Można czerpać z tradycji założeń barokowych - ogrody węzłowe, kwietniki dywanowe, niziutkie strzyzone żywopłoty, krzewy i drzewka rzeźbione w formy geometryczne etc.
Można zrobić ogród wiejski - tu ziółka, tam warzywka, drzewa owocowe, trawnik do leżenia, mnóstwo bardzo kolorowych kwiatów w zestawieniach oszałamiających oczy.
Można również zainspirowac się stylem angielskim, gdzie ogród udaje naturę, pod drzewami rosną leśne rosliny, nie ma kantów i brył, a całość wygląda trochę dziko. I do czegoś takiego dążę - orliki, naparstnice i złocień maruna rozsiewają się gdzie chcą, niezapominajki przyszły nie wiadomo skąd i plenią się w najlepsze, a w trawniku mam więcej mchu niz trawy. I tak jest dobrze.
Krasnalom mówię stanowcze 'nie'.

Haletha - 23 stycznia 2007, 12:43

Ja tam bym chciała mieć własny park, albo parko-las... I wszystkim mówić, że nie pielę chwastów, bo jest w stylu angielskim;)
Godzilla - 23 stycznia 2007, 12:50

O to to. Ja niestety na wiosnę muszę znaleźć czas na wypielenie i poprzesadzanie tych moich roślinek. Zasadniczo dają sobie radę same i tylko w upały były podlewane (bardzo przyjemne zajęcie :) ), ale pozostawione całkiem samopas rozrastają się, włażą na siebie i zagłuszają co słabsze gatunki. Szczególnie zaborcza jest macierzanka. Poza tym część jest teraz poprzerastana trawskiem, a to średnio wygląda. Cóż, ogródek w sam raz dla kogoś, kto ledwie się wyrabia do domu przed wieczorem, i to w te dłuższe dni.
Haletha - 23 stycznia 2007, 12:56

Chcę taki. A do kompletu, ma się rozumieć, stylowy domek i stajnia:)
Godzilla - 23 stycznia 2007, 12:58

Ho ho, prawdziwie książęce gusta! :bravo
Haletha - 23 stycznia 2007, 13:02

Zawsze, kiedy widzę takie miejsca (głównie na zdjęciach), pociesza mnie tylko jedna myśl: w pałacu byłoby cholernie dużo do mycia i sprzątania, a ja nie lubię sprzątać:o))
Fidel-F2 - 23 stycznia 2007, 13:05

Ten Nieborów i Arkadia to parę kilometrów ode mnie byłem tam prę razy na obiedzie ze znajomymi. W pałacu w Nieborowie kręcono Pana Kleksa.
Martva - 23 stycznia 2007, 13:34

Ooooh, sliczności :)
To ja wstawię parę moich ogrodowych fotek, mogę?



Miałam więcej, takich z tulipanami, ale komputer je zeżarł w czerwcu :/

hijo - 23 stycznia 2007, 14:50

Ech, jeśli o mnie chodzi to jedyna słuszna forma ogrodu to ogród japoński.
Martva - 23 stycznia 2007, 14:53

Dla mnie japońskie są zbyt uładzone. Ładne toto, ale nie chciałabym mieć.
Ale z ogródkiem jak z pizzą, każdy lubi co innego ;)

hijo - 23 stycznia 2007, 15:20

Martva napisał/a:
Ale z ogródkiem jak z pizzą, każdy lubi co innego ;)
Zdecydowanie tak, poza tym w przeciwieństwie do ciebie wręcz uwielbiam iglaki :mrgreen:
dzejes - 23 stycznia 2007, 15:25

Iglaki... Muszę je lubić, matka się pobudowała na takiej dzIałce, gdzie rosną naturalne iglaki. Każdy ma circa 15 metrów w górę, tylko za cholerę się lampek w święta nie dało założyć, bo gałęzie się zaczynają gdzieś tak 10 m nad ziemią :roll:

I albo mam taki ogródek, albo mój własny, mieszkaniowy (czyt. brudna lodówka).

elam - 23 stycznia 2007, 20:21

Rafal to ma chyba fajny ten ogrod
Rafal napisal :
Cytat:
Ogródek sam mi się zaprowadził. Rośnie magnolia, zaprowadziła się mięta, posadziłem jałowiec w celach kulinarnych (do ogniska), pięknie rosną pokrzywy i rzepy. Rzepy to rosną nawet na jakieś 3m wysokie. Kosiarka się połamała, raczej niechlujnie to wygląda.

dziko. fajnie :) kosiarkom mowimy NIE :)
Cytat:
Wiosną się zabiorę. Acha, jeszcze czasami jak nam się zechce to kilka grządek wiosną robimy gdzie bądź, jakieś warzywka.

- cebulka? :wink:
Cytat:
I kilka róż rośnie. Bzy skasowałem. Jaśmin pozostał. A, i kalina też.

bzu szkoda. bzy fajne sa... pachna oblednie i wcale im to nie przeszkadza, ze obrywa sie galazki do wazonu. wiem, bo zawsze zrywalismy i wszystkim w okolicy dawalismy, a bzy rosly i rosly, ze hej!!
bzy lubia zyly wodne; znaczy sie, dobrze rosna na zylach. jeden znajomy rozdzkaz (rurzdrzkarz :D ) moich znajomych mnie uswiadomil. kazal kopac studnie kolo krzaku :)
Cytat:
Zdjęć nie będzie, nie ma czym się chwalić. A trawnik i piaskownica to podstawa. Na czymś trzeba rozłożyć basen i plażować Piaskownicę mam bolszą, taką 4x4 i wywrotę piachu. Rosnąć niczemu nie przeszkadzam.

no, fajnie. osobiscie tez uwazam, ze powinno byc w ogrodzie miejsce na jarzynki w rownych grzadkach, i na pokrzywy, i na trawniczek, piaskownice tez mialam w dziecinstwie, i byla nawet kupka zwiru co zostal po budowie w kacie ogrodu, porosla czesciowo dzikim rumiankiem i czyms do mleczy podobnym ale prymitywniejszym, bardziej prastarym...
Cytat:
Ale się wezmę. Kiedyś na pewno się wezmę

nie kasuj wszystkiego... w ogrodzie, jak w zyciu, musi byc troche balaganu, troche porzadku; miejsce na roze i na pokrzywy :)

a propos pokrzyw, nie ma to jak jajecznica z mlodymi cebulkami, szczypiorkiem i pokrzywami na wiosne.

Rafał - 24 stycznia 2007, 09:27

:mrgreen:
Godzilla - 24 stycznia 2007, 12:04

Z zielska to i młoda komosa nadaje się do jedzenia. Można przyrządzać ją jak szpinak. Kiedyś moja mama zrobiła z niej jarzynkę, i było to całkiem jadalne. Ludzie dożywiali się nią w czasie głodu. A kury mojej babci przepadały za nią.
elam - 24 stycznia 2007, 21:25

komosa, czy to tosamo, co lebioda?
Tomcich - 24 stycznia 2007, 22:09

Tak jest, to to samo
Godzilla - 25 stycznia 2007, 07:20

Taka roślinka z liśćmi białymi od spodu, jak posypanymi mączką ziemniaczaną.
merula - 24 lutego 2007, 16:14

Ja właśnie zaczynam przygodę z kawałkiem zielonego do dyspozycji, do tej pory jedynie parapety były w zasięgu. Niestety większość powierzchni, niedużej zresztą została zastrzeżona, bo chłopcy muszą mieć gdzie piłkę pokopać. :wink: Więc pozostaje niewielka przestrzeń bez trawki do dyspozycji. :cry:

Ale nie poddaję się, cebule (kwiatów) posadzone, pomidorki na sadzonki już rosną, nawet dwie poziomki wykiełkowały :mrgreen: A iglak już rok w domu rośnie i czeka na swoje miejsce. Taki malutki cyprysik.

Martva - 24 lutego 2007, 16:58

Ja pomidory też planuję, tylko muszę upolować nasiona 'Maskotki' i 'Yellow Pearshaped'. Będą rosły w skrzynkach na tarasie, bo w ogrodzie nie mam słońca zupełnie. Chyba że wywalę trochę miesięcznic, które zajmuja potwornie duzo miejsca i tłumią wszystko wokół, ale mama będzie protestować...
Z innej beczki - znalazłam mnóstwo porządnej, granitowej kostki wywalonej w krzaki po skończonej budowie, zastanawiam się jakby ją przetransportować do domu, niby niedaleko ale strasznie toto ciężkie i nieporęczne...

gorat - 24 lutego 2007, 17:49

Taczkami? W torbach zakupowych? Zależy, jaki ma rozmiar :)
Haletha - 24 lutego 2007, 18:00

Ja bym użyła Mocy pod postacią podróżnego plecora:)
Kruk Siwy - 24 lutego 2007, 18:10

Martva, bierz ten skarb i nie wahaj się zapłacić za transport! To fantastyczna okazja. Ja sam przyznaję bez bicia kradłem po prostu... podczas remontu Ząbkowskiej.
Martva - 24 lutego 2007, 21:37

Nie no, robotnikom zostało i ciepnęli w krzaki, podjechać się nie bardzo da, bo szlak spacerowy, chyba będę nosić po 2 w plecaku, trochę mi to zajmie... Bo całkiem sporo ich jest.
Jeszcze jakieś cegły by się przydały, takie wielkie, stare i omszone :)
W ogóle mam parcie na ogród, coś bym porobiła. Myślałam że mi przeszło i juz będę się bawić tylko koralikami, ale jednak coś ruszyło... Poplewić troche, przekopać grządkę, połazic boso... chcę wioooosnę już!

gorat - 24 lutego 2007, 22:17

Jakbyś mieszkała na Dolnym Śląsku, to byś teraz miała :)
Martva - 24 lutego 2007, 22:26

Ale mieszkam w Krakowie, i to w takim miejscu gdzie wiosna zawsze jest ciut później. Na razie zakwitły ranniki i przebiśniegi, a potem zrobiło się wstrętnie.
Podobno ma się juz skończyć ta głupia zima, górale w 'Trójce' dziś mówili.
Chcę krokusy, pszczoły, kwitnące ałycze, i fiołki, i zielone młodziukie listki, i pierwiosnki, i kwiaty na wiśni, czereśni i jabłoni, i niezapominajki, i tulipany. I w ogóle.
Jest mało chwil równie pięknych ja te, kiedy stoi się pod koroną obsypanej kwiatami ałyczy/mirabelki z zamkniętymi oczami, czuje się słońce na twarzy i zapach kwiecia, a wokół słychać jeden wielki szum brzęczących pszczół.
Kto wymyślił zimę?

elam - 24 lutego 2007, 23:07

zima jest potrzebna, zeby przyroda mogla sobie odpoczac. jak noc, na sen.
w naszym ogrodku kwitna juz krokusy. sliczne sa. troche sie boje, ze jakby przyszedl wiekszy mroz, moze im zaszkodzic, bo przeciez ani krzty sniegu nie ma...

merula - 25 lutego 2007, 11:03

A moje krokusy jeszcze nie chcą kwitnąć. Ale mogę się podzielić flancami maskoty właśnie, bo one mi rosną na parapecie. Chcesz?
Jesienią poszalałam trochę z cebulami kwiatuszków i teraz z niecierpliwością czekam, co się pojawi i kiedy będzie kolorowo.
Zastanawiam się też kiedy posadzić zimującą na klatce schodowej wisterię i gdzie ją wkopać, żeby jej dobrze było.

A propos kamyczków, to upolowałam sobie kiedyś przy drodze (krajowej, pozostałaść po remoncie) kilka otoczaków i ktoś mi je spod balkonu zaiwanił. To jest niefart :D

Martva - 25 lutego 2007, 11:36

Ooooooh, wisteria... Zazdroszczę, zawsze chciałam mieć. Ale nic z tego, nie mam gdzie, nie mam jak, ograniczyłam się do wiciokrzewów. I w tym roku dojdzie akebia. Bo pnących róż już mam troche i chyba mnie nie lubią, powojniki takoż.
Nie wiem jak to jest, ale ogladam w różnych ogrodowych gazetach projekty przydomowych ogródków, 3x5 m, i mieści się tam wszystko łącznie z ławeczką, altanką, strumyczkiem i oczkiem wodnym. A ja w moim, nieco większym jednak ogrodzie nie jestem w stanie znaleźć miejsca na cokolwiek. Pewnie jest to trochę kwestia zacienienia - słońca mam trochę na tarasie, trochę na patio i jeszcze odrobinę przy siatce od ulicy.
I kombinuję, jakby tu ograniczyć trawę - na ogół wszędzie jest sucho i cienisto, więc może by tak barwinek? Albo dzikie wino? A w bardziej wilgotnych miejscach zrobic coś, żeby został sam mech i stokrotki? Bo szczerze nie znoszę koszenia, a jakoś tak to jest, że zawsze ja muszę :)

Agi - 25 lutego 2007, 14:47

Polecam barwinek, ładnie wygląda i dobrze zarasta ziemię pod krzewami, jak już zarośnie - zero roboty w tym miejscu, nawet chwasty się nie przebijają.
Martva - 25 lutego 2007, 15:59

No, barwinek w części ogrodu mam i rzeczywiście jest świetny. Dzikie wino też zresztą, jak nie ma się na co wspinać to się ukorzenia i płoży. Myślałam jeszcze o trzmielinie i dzikim powojniku, takim z drobniutkimi kwiatkami i puszystymi owocostanami, ale nie wiem czy wytrzyma warunki i czy mi nie zje wszystkiego innego, podobno jest trudny do opanowania ;)
Agi - 25 lutego 2007, 20:13

Martva, mam w ogrodzie powojnik tangucki. Mocno się rozrasta, jest odporny i po przekwitnięciu w miejscu kwiatostanów tworzą się puchate kulki. Dość fajnie to wygląda. Mam problem z wklejeniem fotki, więc wkleiłam link do aukcji, gdzie jest pokazany:
http://aukcja.onet.pl/show_item.php?item=166037892
Zresztą jesteś ogrodnikiem, to zapewne znasz tę roślinkę :D

Kruk Siwy - 25 lutego 2007, 20:17

Agi55, miałem taki powojnik. Jest bardzo fajny, dość agresywny. Obsadziłem nim trejaż żeby się oddzielić od sąsiadów. Te kulki są naprawdę ekstra!
elam - 25 lutego 2007, 20:18

a ja nie znalam :) dzieki :)
Agi - 25 lutego 2007, 20:22

Sporo roślin kupiłam na Allegro. Niektóre całkiem egzotyczne nie przetrwały pierwszej zimy, ale większość rośnie ku memu zadowoleniu. Jak zacznie się sezon ogroniczy spróbuję je pokazać. Może do tego czasu opanuję trudną sztukę wklejania zdjęć, a może ktoś życzliwy mi podpowie, jak to robić. :D
hjeniu - 25 lutego 2007, 20:29

Agi55, spróbuj z Picasą od Googla (to ci od master planu :mrgreen: ) ma teraz opcję umieszczania albumu zdjęć w necie z poziomu programu (co prawda sam jeszcze nie sprawdzałem jak działa, ale Google się stara więc może być OK)
Martva - 25 lutego 2007, 20:35

Eh, byłabym szczęśliwa, gdyby nas uczyli na studiach takich rzeczy :? Ale jak to wygląda, to wiem, bo poszłam na studia z pasji i dokształcam się na własną rękę.
Roślinka jest fajna, sprzedawałam ją w czasie praktyk na 100%, ale u mnie jest jedno 'ale' - słońce. A ja się zastanawiałam, czy nie wykopac sobie albo nie wysiać Clematis vitalba bo wydaje mi się, że to wytrzyma wszystko, łącznie z cieniem. Tylko że potem jest nie do usunięcia, podobno. Ale suche, zacienione miejsce pod dwoma ogromnymi klonami jest... ciężkie. Zastanawiam się, czy by tam nie pomalować ziemi na zielono :P

Kruk Siwy - 25 lutego 2007, 20:36

Martva, a zwykła hedera helix?
elam - 25 lutego 2007, 20:44

pokazalam mamie powojnika, i okazalo sie, ze juz wlasnie kupila zeszlej jesieni :)
jesli chodzi o kwiaty i rosliny ogrodowe, moja mama jest strasznie trendy.
ja tam tylko cebule chodze plewic....

Martva - 25 lutego 2007, 20:55

Bluszcz próbowałam, za sucho, nie wytrzymał. Dzikie wino się uchowało, i dzika Rosa multiflora, ale marnie wyglądają bardzo. Trzeba spróbować z barwinkiem jeszcze... Z ciekawostek, odkryłam siewki cisa, po jednej przy każdym klonie - nie do przesadzenia, niestety (iglaków nie znoszę, ale cisy są OK).
asiontko - 26 lutego 2007, 14:11

Cytat:
elam ja tam tylko cebule chodze plewic....

naprawdę??? ;P:

merula - 26 lutego 2007, 14:57

No pięknie, ja tu o krokusach i sadzeniu roję, a za oknem śnieg wali od rana :D
MrMorgenstern - 26 lutego 2007, 15:10

elam napisał/a:

no to moze sie pochwale:

Obrazek

- datura mojej mamy (to kwiatowe drzewko trzeba na zime wykopac i schowac w piwnicy)


Oj jest się czym pochwalić! :twisted:

Datura Species

...obok pierwotnego zastosowania jako lek ma także burzliwą historię jako roślina trująca i afrodyzjak. Na całym świecie znane jest jej afrodyzyjne zastosowanie. Rośliny wszystkich gatunków we wszystkich swoich częściach zawierają wysoce aktywne alkaloidy z grupy tropanów.

merula - 26 lutego 2007, 15:20

No i właśnie dlatego mieć jej na razie nie będę. Dzieci zeżrą wszystko, zwłaszcza niedozwolone, a ja nie lubię wycieczek po lekarzach. Za czas jakiś pomyslę, chociaż juz teraz cholera mi się podoba, a koleżenka ma taką pod 2 metry :evil:
Martva - 26 lutego 2007, 15:23

Aśtam, czepiasz się. Poza tym tak zupełnie naprawdę to to jest Brugmansia, a Datura się mówi tak upraszczając :P Chociaż w Krakowie rośne sobie ładnie na kwietnikach mniej lub bardziej publicznych Datura metel, zastanawiam się zawsze czy duża ilość młodzieży skubie :>
A wszelkie bielunie i bieluniospokrewnione (blisko spokrewnione, o pomidorach nie mówię) od dzieci należy trzymać z daleka, zwłaszcza od dzieci w wieku wszystkożernym :!:

Godzilla - 26 lutego 2007, 15:25

Od dzieci w wieku wszyskożernym należy trzymać większość roślin ozdobnych w ogóle. Sąsiadka nabyła kiedyś piękny ilustrowany atlas roślin ozdobnych, takich głównie hodowanych w doniczkach. Po dokładnym przejrzeniu powiedziała, że możnaby dać podtytuł "jak wytruć pół miasta".
Martva - 26 lutego 2007, 15:27

No tak, w końcu są to roślinki ozdobne, nie jadalne.
merula - 26 lutego 2007, 16:04

Pewnie, ze bez przesady z tym truciem miasta, ale w domu troszkę łatwiej przypilnowac, można czegos nie hodować, a w plenerze, zwłąszcza jak młodzież juz dość samodzielna jest to trudniejsze. Moi juz dosć wyrośnieci są, wszystkiego do paszczy nie pchają, ale co im wpadnie do głowy to mtrudno przewidziec. czy sobie na przykład nie sporządzą poczęstunku ze ślicznych listków, czy też inne zastosowania znajdą. Byłam dzieckiem ze średnią wyobraźnią i wiem jakie miewalismy p[omysły, to czemu moje własne dzieci mają byc gorsze od mamusi :mrgreen: A i tatuś miał swoje za uszami :lol: Ostrożny dłuzej zyje bez siwych włosów
Martva - 26 lutego 2007, 16:09

Ja pamiętam, że kiedyś przetarłam trawę przez platikowe sitko (takie do piasku), podlewając wodą (teraz by mi sie nie chciało). Nie uwierzycie, jak obłędnie przepiękny kolor ma sok ze świeżej trawy! Chyba nawet wypiłam trochę :)
Z rzeczy trujących, jadłam jagody cisa. Sama czerwona osnówka jest nieszkodliwa, ale żeby pluć nasionami, to nie wpadało mi do głowy. I cóż, żyję.
Przy dzieciach do dobrze mieć miętę, melisę i różne inne takie co jak się je potrze, to pachną. Lubczyk też jest fajny :)

asiontko - 26 lutego 2007, 16:16

o ile pamiętam ja tam nigdy nie jadałam kwiatków, elam może potwierdzić :wink:
a na pewno mieliśmy ich duuużo

Godzilla - 26 lutego 2007, 16:18

O tak, pachnące ziółka są fajne. Z lubczyka straszny krzaczor wyrasta. Listki pachną jak maggi.
elam - 26 lutego 2007, 20:50

asiontko napisał/a:
o ile pamiętam ja tam nigdy nie jadałam kwiatków, elam może potwierdzić :wink:
a na pewno mieliśmy ich duuużo


no potwierdzam, male asiontko potrafilo wyjesc na raz pol kilo cukru z cukierniczki , ale kwiatkow jakos nie lubila :D
nie rozumiem tej dziwnej obawy... tzn, czesciowo rozumiem, no ale, bez przesady.
cisa tez kiedys zjadlam. smaczne :)


z nietrujacych, smacznych a malo znanych rzeczy polecam bukowine.

Martva - 26 lutego 2007, 21:47

To się nie nazywa buczyna?
Fajne, chociaż cierpkie trochę, i wysoki odsetek pustych orzeszków :)

Agi - 26 lutego 2007, 22:41

Przy zbieraniu radzę uważać na dziki, też bardzo buczynę lubią :P
elam - 26 lutego 2007, 23:04

buczyna? :shock:
u nas sie mowi bukowina, ale moze i macie racje.. u nas sie mowi duzo dziwnych rzeczy...

Agi - 27 lutego 2007, 07:08

elam, bukowina, to las bukowy, a buczyna, to orzechy bukowe - tak sobie przyrodniczy językoznawcy wymyślili :mrgreen:
elam - 27 lutego 2007, 07:20

ale przeciez ona wcale nie buczy ;P:
Rafał - 27 lutego 2007, 07:56

Ale jak pięknie szumi :wink: Mam niestety w bród lasów bukowych - taka monokultura sprzed 80 lat. Ale i tak są piękne. Nieziemskie wrażenie robią o szarówce, takie drzewa - duchy.
Agi - 27 lutego 2007, 09:10

I wspaniale jest wędrować jesienią znajdując co chwilę piękne prawdziwki. Ech... rozmarzyłam się.
Rafał - 27 lutego 2007, 09:17

A jak myślisz, po co bladym świtem łażę po lesie i budzę sarny? :D

Sto kilkanaście lat temu, na zboczu jednej górki pewien jegomość wróciwszy z dalekich podróży zaprowadził ogród japoński. Atrakcja na całe Prusy. Dziś, jak się wie gdzie szukać, ledwo można odnaleźć kawałki kamieniarki, jaiś stopień, czy kawałek cegły. Rosną brzozy, modrzewie i buki, czasem świerczek się trafi. I najlepsze kozaki w całych górach Sowich. :lol:

krisu - 27 lutego 2007, 11:30

A ja mieszkam tam, gdzie kruki mają pętlę. Na skraju miasta. Sąsiadów niewielu. Dookoła las sosnowy i brzozowy. Kilka stawów hodowlanych, dalej pola i łąki. Strach pomyśleć, co będzie jak dotrze tu cywilizacja.
Edit: lepszego ogródka mi nie trzeba.

Rafał - 27 lutego 2007, 11:46

Przejeżdżam co dwa-trzy tygodnie koło Tomaszowa (gierkówką) - faktycznie sporo lasów, ale Tomaszów poznaję po tych kłębach pary z kafelek.
merula - 27 lutego 2007, 11:55

Bukowina nie musi być w górach. Wychowana jestem na Trójmiejski parku krojobrazowym i naprawdę można pomyśleć, że się w górach jest. A dla kontrastu kaszubskie laski na piaskach. Ach... rodzinne strony. A teraz pozostał jeno las Kabacki, co to we wekend przypomina zatłoczony park i trasę szybkiego ruchu dla rowerów. Nie to tygrysy lubią najbardziej.
Rafał - 27 lutego 2007, 12:05

Kocham lasy na wydmach. Nie mogę się doczekać kiedy będę łaził po lasach zachodniej Ustki, coś wspaniałego. Ten zapach, te prawdziwki, te mrówki :wink: , bunkry i stanowiska ogniowe.
Kruk Siwy - 27 lutego 2007, 12:21

Rafał, zapach napalmu o świcie?
Rafał - 27 lutego 2007, 13:15

Zwietrzały nieco :wink: , miałem nadzieję, że te umocnienia to jeszcze powojenne pozostałości, ale jak się okazało jest to owoc lat 50-tych. Zaraz jakąś fotkę poszukam i wstawię...
Ot masz na przykład, bez ludziów udało mi się znaleźć:

Fajny grzybek, nie?

Fidel-F2 - 27 lutego 2007, 14:13

elam rzekła
Cytat:

z nietrujacych, smacznych a malo znanych rzeczy polecam bukowine.

orzechy bukowe w większej ilości nie są chyba zbyt zdrowe dla człowieka

Martva - 27 lutego 2007, 14:38

Nie wyobrażam sobie zjedzenia wiekszej ilości tego, łuskanie jest potwornie nudne.
Poza tym - co w dzisiejszych czasach jest zdrowe? :mrgreen:

Fidel-F2 - 27 lutego 2007, 15:21

ale są rzeczy zdrowsze od innych
merula - 27 lutego 2007, 15:28

mleko matki o ile żywi się ona czystą wodą, bo wszystko inne może powodować alergie :mrgreen:
Fidel-F2 - 27 lutego 2007, 15:32

merula, niekoniecznie
matka może być chora, oddychać nienajzdrowszym powietrzem

Martva - 27 lutego 2007, 16:27

Poza tym dla dorosłego człowieka to mleko matki tez niekoniecznie :)
merula - 27 lutego 2007, 16:28

No to juz nie wiem :D
Umrzeć?

Tak łatwo się nie dam :mrgreen:

Rafał - 27 lutego 2007, 16:34

Umrzeć??? to ponoć też niezdrowe, rozumiesz, na oddech źle wpływa.
hjeniu - 27 lutego 2007, 17:05

Piwo jest zdrowe :mrgreen:
Martva - 27 lutego 2007, 18:06

No taaaak, i dobrze robi na włosy. Ale jest niedobre i biega sie po nim do toalety co 5 minut :roll:
Rafał - 27 lutego 2007, 18:09

Masz kłopoty z prostatą :shock: :?:
hjeniu - 27 lutego 2007, 18:16

Nikt nie jest doskonały :lol:
Martva - 27 lutego 2007, 18:29

Nie, błyskawicznie funkcjonujące nerki :D
A doskonała jestem, oczywiście <foch>

Piech - 27 lutego 2007, 18:32

Raz, dzieckiem będąc, najadłem sie buczyny, aż w głowie mi się zakręciło. A ostrzegano mnie, że tym sie można odurzać. Wie ktoś, co tak naprawdę jest w tych orzeszkach?
Agi - 27 lutego 2007, 20:25

Zainspirowana pytaniem Piecha,
Cytat:
Raz, dzieckiem będąc, najadłem sie buczyny, aż w głowie mi się zakręciło. A ostrzegano mnie, że tym sie można odurzać. Wie ktoś, co tak naprawdę jest w tych orzeszkach?

poszukałam wiadomości na temat owoców buka, czyli bukwi
Okazuje się, że co do nazw, wszyscy goście ogródka elam byli w błędzie. :oops: Las bukowy to buczyna a owoce to bukiew.
Cytat:
bukiew, owoce buka; trójgraniste, niepękające orzechy umieszczone po dwa w kolczastej miseczce owocowej (zwanej kupulą), chętnie zjadane przez zwierzęta leśne (np. dziki); zawierają dużo tłuszczów, są jadalne także dla człowieka.

dla ciekawych fajny link:
http://www.grodzisko.malo...p?article_id=10

Martva - 27 lutego 2007, 20:44

Wstydzimy się zbiorowo :oops:
A ja dziś nabyłam nasionka Maskotki i Yellow Pearshaped i mam zamiar się opychać małymi pomidorkami przez cały sezon. Bukiew zostawię dzikom ;P:

Fidel-F2 - 28 lutego 2007, 10:14

Martva napisał/a:
Ale jest niedobre i biega sie po nim do toalety co 5 minut
tu już przesaadziłaś, niedobre???? :roll:
a do łazienki to po 3-4 dopiero jest konieczność

Martva - 1 marca 2007, 17:50

To chyba już...?





:D

hjeniu - 1 marca 2007, 18:10

No... Teraz to już jak nic przyjdą mrozy :twisted:
Martva - 1 marca 2007, 18:18

Nie, od poniedziałku ma być +15. Poza tym przebiśniegi kwitną od miesiąca. Poza tym ja NIE CHCĘ żeby przyszły mrozy :twisted:
asiontko - 1 marca 2007, 22:20

mrozom mówimy NIE
U mnie kwitły krokusy przed domem :D ale chyba już przekwitły....

Godzilla - 2 marca 2007, 09:21

A ja właśnie zobaczyłam żółte krokusy na trawniku przed biurem. Żeby tak jeszcze otoczenie było przyjemniejsze... Biedaki.
Agi - 3 marca 2007, 18:35

Popracowałam dziś w moim ogrodzie, co za frajda :D
Przebiśniegi kwitną ze wszystkich sił, krokusy wychylają kolorowe główki, można już odróżnić gdzie będą tulipany, a gdzie żonkile. Oczyściłam wszystko i mogę cieszyć oczy.

Martva - 3 marca 2007, 18:57

Ja tylko zdążyłam przynieść z siostrą 6 kamyków, a potem lunęło.
A w ogóle to widziałam pszczołę, taką prawdziwą, żywą i wiosenną. Chwaliłam się już...?

Martva - 4 marca 2007, 18:12

Wyczaiłam fajną nową roślinkę - kiwano. Wygląda toto tak:

i jest blisko spokrewnione z melonem. Podobno znosi nasz klimat, przypomina smakiem kiwi, zapachem banana. Tylko, że oczywiście lubi słońce, czy wszystkie fajne owocowarzywa muszą lubić słońce?

Agi - 4 marca 2007, 20:12

Martva, można to u nas kupić?
Martva - 4 marca 2007, 20:47

Nasiona widziałam w budce odpowiedniej na krakowskim Kleparzu, są też chyba na allegro ale z odpowiednim przebiciem. Polskie firmy nasienne mają w ofercie - na przykład Legutko i chyba właśnie tej firmy widziałam, na allegro są po 1 zł za sztukę chyba.
A same owoce to nie mam pojęcia, czy są.

Fidel-F2 - 5 marca 2007, 14:44

od okazji do okazji, owoce pojawiają się w supermarketach
Rafał - 5 marca 2007, 15:07

Jak mi się chce za łopatę, szpadel, grabie, piłę łańcuchową, sekator, zapałki i do ogrodu chodu. A tu kretyńskie zebrania do 20, wrrrr :twisted:
hjeniu - 5 marca 2007, 15:24

Rafał akurat piła łańcuchowa na zebraniach może Ci się przydać :twisted:
hjeniu - 5 marca 2007, 15:25

Rafał akurat piła łańcuchowa na zebraniach może Ci się przydać :twisted:

edit: Coś mi ta piła chodzi po głowie :mrgreen:

Martva - 5 marca 2007, 15:41

Ja dziś przytargałam kolejne 3 granitowe kostki, a potem dobre 2 godziny siedziałam w ogrodzie. Wywaliłam na kompost gałązki świerka, którymi nerwowo okrywałam kiełki ze 2 tygodnie temu, jak miały nadejść 'straszne mrozy', przycięłam parę róż, obcięłam jednej z nich wszystkie zeszłoroczne liście - świeże i zielone - a potem zabrałam się za czyszczenie jednej rabaty z miesięcznic, ku zgrozie mojej Mamy. Strałam się być delikatna i raczej je wykopywać z korzeniami, niż krzywdzić, ale wychodziło różnie. Połowa została, wezmę się może jutro, a może w środę?
Czeka mnie jeszcze duuuużo grabienia, przycięcie i przesadzenie paru róż, wywalenie/przesadzenie powojnika, rozmnażanie floksów i w ogóle potworna masa pracy.

Rafał - 5 marca 2007, 15:47

Jak byłem wczoraj na rynku to o mało nogi nie skręciłem, jakaś ^%$#$#%^& trzy kostki granitowe zaiwaniła. :mrgreen:
Martva - 5 marca 2007, 15:49

Bo porządni ludzie to zaiwaniają kostki granitowe z krzaków, a nie z rynków ;P:
Martva - 8 marca 2007, 12:57

Wczoraj znalazłam powojnika 'Arabella' co myślałam że go coś zeżarło; poprzesadzałam, poprzycinałam, potem pograbiłam trochę, i mam teraz takie zakwasy, że auuu :( Odzwyczaiłam się od pracy fizycznej...
Godzilla - 8 marca 2007, 13:06

A ja wreszcie muszę zabrać się za mój kawalątek skalniaczka. Pozbierać śmieci, pety zrzucone przez sąsiadów i różne takie, i trochę zadbać o roślinki. Wreszcie będzie jasno jak wracam z pracy, bo po ciemku się nie da.
Agi - 8 marca 2007, 15:04

Wczoraj pracowałam w ogrodzie, krokusy kwitną, aż miło, zastanawiam się czy dalie już wysadzać. Martva, co Ty na to?
Martva - 8 marca 2007, 16:26

Ha, nie wiem, dalie miałam raz , i to mianiaturowe:) Ale chyba za wcześnie na nie... Wiosna wczesna, ale nigdy nic nie wiadomo, nagle wyskoczy jakiś przymrozek i co? :)
U mnie krokusy też kwitną, chociaż bardzo nierówno, bo jedne przekwitają, a drugie dopiero wyłażą spod ziemi, ranniki i przebiśniegi ciągle w kwiatach, scylle zaczynają pączkować, i parę miodunek się pokazało, strasznie wcześnie.
A w tym tygodniu trzeba wysiać pomidorrry i nie zapomnieć :)

merula - 8 marca 2007, 21:23

Ja dalie na razie puściłam w doniczkach do kiełkowania w domu, niech sobie rosną. A reszcie domowej zrobiłam dobrze i poprzesadzałam do większych doniczek i ziemi świeżej dołozyłam. Niech sie paskudy rozrastają :) Co poniektóre nawet ze starych doniczek ie chciały wyleźć, tak się rozpychały.
Jeszcze ze dwa tygodnie i trzeba zacząć trawkę strzyc. Będzie fajnie 8)

Kruk Siwy - 8 marca 2007, 21:36

merula, komu tak fajnie będzie, a? Ogródeczek mamy niewielki ale ze 150 metrów trawnika trzeba będzie przelecieć... kurczę.
Martva - 8 marca 2007, 21:42

Nienawidzę kosić trawnika, najchętniej zostawiłabym mały kawałek, a na reszcie zrobiła mszarium/mcharium, okrywowe jakieś i nie wiem co jeszcze... Zwłaszcza że to co mam to bardziej przypomina stokrotnik niż trawnik :mrgreen:
merula - 8 marca 2007, 21:54

Kruku , my mamy wszystkiego coś koło tego co Ty, nominalnie 170 m, ale w rzeczywistosci trawki jest może ze 100. A kosić będzie mąż, oczywiście :mrgreen:
Kruk Siwy - 8 marca 2007, 22:07

No właśnie. Ja mam pewną nadzieję, że prośbą, groźbą albo i przekupstwem wrobię w to Lichtensteina. W ostateczności po połowie... nureczka nam nie odpuści. Ale dzisiaj podglądałem krokusy. Sporo ich żółte i fioletowe a z trawy wystają kolejne łebki.
merula - 8 marca 2007, 22:22

A moje skubańce nie chcą się ujawnić :evil:
Rafał - 9 marca 2007, 08:04

A mi powyskakiwały. Zresztą rośnie wszystko na potęgę, tulipany nieśmiało się pokazują, żonkile za to bezczelnie już na 10 cm powychodziły. Magnolia coś jeszcze śpi.
Martva - 9 marca 2007, 09:39

U mnie tulipany się nieśmiało pokazują od ponad miesiąca chyba. Mam nadzieję że zakwitną przynajmniej, a nie skończy się na bujnym listowiu :wink:
Wiciokrzewy przez pół zimy miały otwarte pączki liściowe, największą hortensję ktoś mi dzielnie przyciął a teraz się nie przyznaje (i dobrze robi :evil: ).
I pszczoły już są, tylko jakieś takie niemrawe jeszcze. Nie chce im się przelatywać z jednego krokusa na drugiego, tylko przełażą po płatkach :)
Teraz czekam na tulipanowo-niezapominajkowo-krzaczasto-drzewiaste szaleństwo :)

Martva - 12 marca 2007, 15:36




Martva - 1 kwietnia 2007, 20:05

Ktoś tu jeszcze zagląda? Sezon się zrobił, i w ogóle.
Nie wytrzymałam dziś i przyniosłam z pracy pnącą różę Veilchenblau. Na razie moczy się w wiadrze z wodą, nie mam nawet krzty pomysłu gdzie ją posadzić... ale musiałam ją mieć :)
Tak będzie wyglądać:




merula - 1 kwietnia 2007, 22:10

Piękna. Ale ja też nie wiedziałąbym gdzie taką u mnie posadzić. Za to kwitną mi już pierwsze tulipany, zonkile i irysy. I posadziłam poziomki, latem będzie co skubać. Zeby tylko tak piękna pogoda się utrzymała 8)
Agi - 1 kwietnia 2007, 22:17

Martva, róża jest piękna. Chętnie przygarnęłabym ją do mojego ogródka. Czy macie je w doniczkach do kupienia przez cały rok? Nie wiem kiedy będę w Krakowie.
Martva - 2 kwietnia 2007, 20:14

Nie, kopane badyle tylko. I wydaje mi się, że już się sprzedały, bo nie kojarzę żebym dziś widziała, a podlewałam, przysypywałam i nawet jakieś sprzedawałam; nie rzuciły mi się w oczy.
Nazwę należy sobie zapisać, bywa na allegro, ale allegro bym nie ufała; poszukaj jesienią po różnych szkółkach i centrach ogrodniczych, myślę że znajdziesz.
Nie wiem gdzie ją posadzę i nie wiem kiedy. Coś mi się wydaje, że lato spędzi w donicy, może zastanowię się do jesieni...

Agi - 2 kwietnia 2007, 20:59

Dzięki Martva, tak zrobię.
Chociaż co do Allegro, mam pozytywne doświadczenia. Kilkanaście roślin kupiłam i jestem zadowolona.

elam - 2 kwietnia 2007, 21:02

kurcze

to mial byc moj blog przyrodniczo-filozoficzny, a zrobila sie kwiaciarnia :D

no fajnie, w koncu brakowalo takiego tematu na forum

ale jakbym napisala tu teraz jakies glebsze przemyslenia o zyciu, to bedzie dziwnie wygladalo....

Martva - 2 kwietnia 2007, 21:09

dawaj dawaj :)
bossski avatar masz :D

Agi - 2 kwietnia 2007, 21:11

elam, cna Gospodyni tego ogródka, przepraszam za zachwaszczanie
elam - 2 kwietnia 2007, 21:20

alez ja lubie chwasty :) zwlaszcza pokrzywy

a na awatarku zdjecie zrobione przed dwiema godzinami komorka, po drodze do domu - oblednie pachnace drzewokrzewy dzikich sliwek - mirabelek (chyba?? czy jakichs innych miodunek... takie malutkie, zolciutkie, ulepiasto przeslodkie owoce maja)

Agi - 2 kwietnia 2007, 21:26

Śliczne, u nas też już kwitną.
A co do pokrzyw, to wielce pożyteczne są, szczególnie wiosną.

elam - 2 kwietnia 2007, 21:27

i smaczne :)
Agi - 2 kwietnia 2007, 21:31

Dobrze jest jeszcze mniszka lekarskiego do wiosennej surówki dodać
elam - 2 kwietnia 2007, 21:36

za mleczami akurat nie przepadam

ale dowiedzialam sie ostatnio, jak po polsku nazywaja sie moje ulubione salaty, ktorymi zajadalam sie we francji

roquette - rukola
i mache - czyli roszponka, mniam mniam mniam :D

Agi - 2 kwietnia 2007, 21:39

znam i mam w ogródku. U nas udają się równie dobrze.
elam - 2 kwietnia 2007, 21:42

masz mache? tzn te roszponke? dobrze to rosnie??
Agi - 2 kwietnia 2007, 21:57

Myślę, że u Ciebie rosłaby lepiej niż u mnie, bo lubi łagodną zimę, dłużej można z niej korzystać. Teraz już nie mam, wysieję na początku sierpnia. Na razie posiałam czerwoną liściastą, kruchą i masłową. I dużo szpinaku. Odkryłam nową odmianę szpinaku - nowozelandzki, krzaczasty. Ma tę podstawową zaletę, że nie wyrasta, można go dłużej ścinać.
Haletha - 2 kwietnia 2007, 22:11

Agi55 napisał/a:
Dobrze jest jeszcze mniszka lekarskiego do wiosennej surówki dodać

O właśnie. Które części mniszka są jadalne? Liście, czy łodyżki również? Chętnie upichciłabym sobie jakieś "egzotyczne" zielsko, ale nie mam ochoty się zatruć:)

Agi - 2 kwietnia 2007, 22:22

Tylko liście.
Zresztą zerknij na informacje zawarte w notce:
http://zielnik.herbs2000.com/ziola/mniszek_lek.htm

Haletha - 2 kwietnia 2007, 22:42

"W kwiatach mniszka lekarskiego znaleziono substancję zwaną helenin, która może być pomocna dla osób mających problemy z widzeniem w ciemności."
Niezłe. Przyznać się, kto nie ma problemów z widzeniem w ciemnościach?;)

gorat - 3 kwietnia 2007, 15:20

Ja nie mam problemów. Nic nie widzę.
Piech - 4 kwietnia 2007, 10:36

Ja widzę ciemność.
elam - 7 kwietnia 2007, 22:41

a ja zawsze widze jakies swiatelko w tunelu :D
Tomcich - 8 kwietnia 2007, 12:49

To uważaj elam, bo czasami to światełko to pociąg nadjeżdżający z naprzeciwka. ;P:
ihan - 9 kwietnia 2007, 09:57

Agi55 napisał/a:
Dobrze jest jeszcze mniszka lekarskiego do wiosennej surówki dodać


Pyszny jest biały ser z młodymi liśćmi mniszka, pokrzywy i krwawnika.

Agi55 napisał/a:
Odkryłam nową odmianę szpinaku - nowozelandzki, krzaczasty. Ma tę podstawową zaletę, że nie wyrasta, można go dłużej ścinać.


Nie wyrasta, bo kwitnie w kątach liści. Jest bardziej mięsisty niż zwykły szpinak i odrobine różni się smakiem, ale też jest pyszny. Tylko wrażliwy na niską temperaturę i lepiej posiać wcześniej do doniczek, a dopiero koło połowy maja wysadzać do ziemi.

elam - 11 kwietnia 2007, 21:15

nie tyle z ogrodka, co z lasku (jakies 100 krokow od naszego domu w kotlince gremlinka)

polowanie na kaczence:

nasze bagnisko ukochane

lasek wiosenny

asiontko w naturze


i cos z ogrodka:

i


krotko mowiac, wiosna przyszla !!! :D

hjeniu - 11 kwietnia 2007, 22:03

Jak to dobrze mieszkać w południowych krajach :mrgreen:
elam - 11 kwietnia 2007, 22:12

ach :) sie ciesze, ze ktos zajrzal i zobaczyl :)
hjeniu - 11 kwietnia 2007, 22:24

Cały czas tu zaglądam, żeby sprawdzić czy piszesz :twisted: Piszesz?
Agi - 11 kwietnia 2007, 22:25

Ja też podziwiam :bravo
Muszę się zmobilizować i obfotografować mój ogródek

elam - 13 kwietnia 2007, 07:16

help me ...

kupilam sobie farbe coby pokryc siwe wlosy,
wedlug obrazka na pudelku mial byc ciemny braz, czyli takie, jak mam naturalne,
a tu wstaje sobie dzis rano i - o, zgrozo !!!!
jestem czarna jak kruk :shock: !!! ( i to bynajmniej nie Kruk siwy)

Rafał - 13 kwietnia 2007, 08:05

Jaki numerek i jaka firma? I ile czasu trzymałaś?
Miria - 13 kwietnia 2007, 08:37

Zapewne dość szybko zacznie się zmywać. :roll:
Agi - 13 kwietnia 2007, 09:45

elam, żeby na głowie wyszedł ciemny brąz trzeba wziąć farbę najwyżej jasny szatyn (nie mylić z szatanem :wink: ), czasem wystarczy ciemny blond. Jeśli włosy były niedawno farbowane to trzeba usunąć ten kolor - jest specjalny preparat. Tylko nie przesadź, bo usuniesz razem z włosami.
Miria - 13 kwietnia 2007, 09:50

Agi, kolor ostateczny zależy od włosów oraz innych czynników (czasu trzymania farby itd.) ale faktycznie na ogół wychodza ciemniejsze, niż na opakowaniu. Ja bym sie nie bawiła w zdejmowanie koloru, bo można narobić bigosu, jeśli już, to u fryzjera. Ale na ogół ciemny kolor trochę się zmywa po kilku myciach. Elam, źle i bardzo z tym kolorem?
Agi - 13 kwietnia 2007, 10:08

Miria, ja właśnie mam "na oko" ciemnobrązowe, a fryzjerka daje mi jako bazę ciemny blond i wychodzą takie jak trzeba. Zymywanie koloru może faktycznie nie jest najlepszym pomysłem.
elam - 13 kwietnia 2007, 20:04

no, moze nie jest az tak zle, kolezankom w pracy sie spodobalo :D
z tylu, zwlaszcza na dole, mam jasniejsze niz z przodu (farby zabraklo ) :D
wygladam jak owczarek niemiecki podpalany ;P:

albo kolorowy gremlinek... ;)

elam - 30 kwietnia 2007, 11:05

zielono mi....

Tomcich - 30 kwietnia 2007, 11:18

Fajny widok, taki uspakajający. :) Wiosna jest piękna.
Ixolite - 30 kwietnia 2007, 11:26

Suuper :bravo

Jak słonko wyjdzie to się chyba przejdę z fotoaparatą do lasu :)

hijo - 30 kwietnia 2007, 12:01

elam, coś ty mi zrobiła nie mogę się dziś odpędzić od Gortoz A Ran - J attends
elam - 30 kwietnia 2007, 12:02

wlasnie teraz, od tych kilku dni - i juz niestety sie to konczy - lasy lisciaste maja ten niesamowity kolor swiezych, mlodziutkich listkow. przy slonecznej pogodzie efekt jest faktycznie cudowny.

Hijo - a jak myslisz, dlaczego ja to nosze w telefonie?? :D nie odpedzaj sie :D to jest piekne....

Tomcich - 30 kwietnia 2007, 12:05

hijo to siła oddziaływania gremlinka :D
hijo - 30 kwietnia 2007, 12:18

elam
Cytat:
wlasnie teraz, od tych kilku dni - i juz niestety sie to konczy - lasy lisciaste maja ten niesamowity kolor swiezych, mlodziutkich listkow
mają go cłay czas wystarczy patrzałki z szkłami polaryzacyjnymi założyć :D

Muzyka faktycznie piękna, a znalazłem na wrzucie [img=http://www.wrzuta.pl/images_2/audio.gif.jpg] inny fajny kawałek z tej płyty[/b]

Haletha - 30 kwietnia 2007, 18:25

Muzyka z "Helikoptera w ogniu" jest perfekcyjna i piękna. W całej rozciągłości. Na mnie największe wrażenie robi "Hunger", ale nie wiem gdzie to znaleźć w sieci:)
hijo - 30 kwietnia 2007, 18:54

Haletha, założę się, że na youtubie znajdziemy :D

No i znalazłem jako podkład do jakiegoś klipu

No i idiota nie wkleiłem linki

http://www.youtube.com/watch?v=Vym8u-NP-hU

merula - 6 maja 2007, 18:31

Czy ktoś z Was mógłby mi doradzić jak założyć skalniak? Tzn, jak przygotować podłoże, czy jest to konieczne, co najlepiej tam posadzić itp ? Przytargałam ostatnio kamulce, plan jest, tylko co dalej.
Martva - 6 maja 2007, 20:56

Większość skalnych roślin nie potrzebuje jakiegoś specjalnego podłoża, powinna im wystarczyć odrobina ziemi uniwersalnej w szparach między kamieniami. Ważne żeby przepuszczalna była. A co do nasadzeń, na początek chyba najmniej kłopotliwe będą rozmaite rozchodniki, rojniki, skalnice i macierzanki; żagwin, floks szydlasty, gęsiówka kaukaska, rogownica kutnerowata? Smagiczka skalna? Dąbrówka rozłogowa ewentualnie. Pogooglaj sobie co Ci pasuje.

Nie na temat, ale ładnie :) :







elam - 6 maja 2007, 21:10

sliczne tulipany :bravo
Martva - 6 maja 2007, 21:29

Strasznie mutują, dziwne jakieś są :)
Niezależnie od tego, jakie się posadzi, po kilku latach i tak będą żółte, czerwone albo w smugi. 5 lat studiowania ogrodnictwa nie przyniosło totalnie żadnych wyjaśnień w tej kwestii :)

ihan - 6 maja 2007, 22:37

A te smugi na tulipanach, to nie wirusy powodują przypadkiem?
Martva - 6 maja 2007, 22:47

To zależy jakie smugi, ale wirusy to na liściach też. A mnie chodziło o takie smugi jak tu


albo

May - 11 maja 2007, 18:22

ooo, co zrobilas z domowymi tulipanami? To sa te, co kiedys byly purputowo - biale? Bo takich zolto-czerwonych na pewno nie kupowalam!!!
ihan - 11 maja 2007, 21:44

Niekoniecznie wirusy muszą powodować smugi na liściach.

Tu jest bardzo ciekawy i pięknie ilustrowany artykuł o właśnie takich tulipanach.

Agi - 11 maja 2007, 22:06

Nie władam na tyle językiem, żeby treść zrozumieć, ale kompozycje na obrazkach piękne. Ja celewo wybieram takie smugowate tulipany, właśnie kwitną.
elam - 19 maja 2007, 20:53

sliczne tulipany :)

ja niestety nie mam az tak ladnych zdjec, ale zrobilam dzisiaj pare fotek komorka.
wiec bedzie najpierw cos z maminego ogrodka, a potem ze spaceru...

slicznie wygladaja niezapominajki w trzech kolorach:

mama hoduje jakies takie pelargonie - edit: wedlug Martvej to werbeny. wiem, ze mama ma werbeny, bo ostatnio mowila, ze kupila... a ja nie wiedzialam do tej pory, co to toto :)

mnostwo dzikich poziomek za plotem

a w polu chaberki - niebieskie i rozowe :shock:
to rozowe to tez chabry? hmm?

nawet skrzypy polne kwitna, taki piekny maj !

a w lesie - trawa powyzej kolan..

Martva - 19 maja 2007, 21:45

elam napisał/a:

slicznie wygladaja niezapominajki w trzech kolorach


O tak, bardzo lubię :)
W moim ogrodzie rozrastają się niebieskie, w sumie rosną półdziko - zarastają sporą część trawnika i sieją się wszędzie na potęgę. Jak sie pojawiają gdzieś, gdzie byc nie powinny, to się je przenosi gdzie indziej. Ale same niebieskie są, czasem się zjawi jakiś różowy mutant; białe co roku mam ochotę nabyć, żeby zwiększyć pulę genów, ale na ochocie się kończy ;)

Cytat:
mama hoduje jakies takie pelargonie


A to nie werbeny są? :)

Cytat:
a w polu chaberki - niebieskie i rozowe :shock:
to rozowe to tez chabry? hmm?


Hmmmm, wyglądają trochę firletkowato :) Chabry to nie są, na moje oko :)
Ale piękną mamy wiosnę. Znów z pełną mocą dociera do mnie, że najpiękniejszym zjawiskiem na Ziemi są mokre kwiaty bzów :)

elam - 19 maja 2007, 22:24

ano, pewnie werbeny, skoro tak mowisz - ja sie nie znam :)
no i te rozowe, wiem, ze to nie chabry... ale takie "poszarpane ", ze sie tak kojarza...
slicznie by wygladaly w bukiecie z chabrami - no ale te drugie jeszcze nie kwitna...

jeszcze pâre obrazkow:

po prostu drzewo...
jak maszt...

Norka, czyli spasiony owczarek

ktos sobie zbudowal obserwatorium na drzewie :shock: ...

Martva - 19 maja 2007, 22:54

To różowe poszarpane mi się kojarzy z firletką, a jest taki gatunek firletki jak firletka poszarpana. Nie będę teraz googlać, bo zakropiłam oczy i nic nie widzę ;)
A Norka śliczna, uśmiecha się fajnie :)

elam - 19 maja 2007, 23:01

och, Norka sie czesto "usmiecha" - to bardzo glupi pies, i cieszy sie z byle czego ...


ihan - 20 maja 2007, 09:06

To różowe to z pewnością Lychnis flos-cuculi, rzeczywiście jakaś firletka, ale polskiej nazwy nie znam ;)

Up-date: już pamiętam, nazwa (regionalna chyba, u nas w każdym razie) to: karmelki.

Pako - 20 maja 2007, 09:37

elam napisał/a:
och, Norka sie czesto "usmiecha" - to bardzo glupi pies, i cieszy sie z byle czego ...

Głupi... albo bardzo mądry. Co będzie płakał, jak tyle radości wokół? Motylek, pszczółka, wszy na ogonie, pełna micha, właścicielki które za uchem podrapią... A i za własnym ogonem, pobiegać można, czego chcieć więcej od życia? Dach, żarcie i dwie kobiety :P No cudo ;)

elam - 20 maja 2007, 10:44

hej dziewczyny, wy sie znacie na roslinkach - powiecie mi moze jeszcze, co to za wysoka trawa na zdjeciach z psem?

Norka jak ja tylko zobaczyla, rzucila sie w nia i zaczela pasc jak krowa :D
jeszcze tego nie widzialam :D
a trawa wysooooooka, powyzej kolan, gdyby ja wyprostowac...

ihan - 20 maja 2007, 12:53

elam, oznaczanie traw to wyższa półka. Nawet baaardzo wysoka. A botanikiem nie jestem. Czyli w skrócie: nie mam pojęcia co to za trawa.
Godzilla - 20 maja 2007, 16:01

Zwierzaki chętnie jadają perz, on jest dosyć duży, ale czy to akurat jest to trawsko na zdjęciu, nie wiem.
Tomcich - 20 maja 2007, 18:45

Jeżeli pies je trawę w małych ilościach, to jest to normalne, urozmaica sobie dietę o błonnik. Jeżeli natomiast są to duże ilości jednorazowo to może mieć jakieś problemy z żołądkiem i chce w ten sposób wywołać u siebie wymioty. A może po prostu chce przejść na wegetarianizm, coraz to popularniejsze na świecie. :wink:
elam - 20 maja 2007, 19:13

hmm, wymioty, nie

czy to byl perz ? raczej tez nie, wydaje mi sie, ze wiem, jak perz wyglada :)

to byly baaardzo dlugie, waskie (ciensze niz u perzu) ostre listki.
w lesie jeszczee nie kwitla, na skraju lasu - tak.
miala krotkie, zwarte kwiatostany. tyle pamietam.

jakas kocia trawa :D

Martva - 20 maja 2007, 19:46

Taka żywozielona, wyglada na uroczo miękką, ale ma paskudnie ostre źdźbła? Znam, ale nie mam pojęcia co to jest :)
Tomcich - 20 maja 2007, 19:58

Jesienią maślaki lubią w niej rosnąć.
elam - 20 maja 2007, 20:58

nie;
nie paskudnie ostre (piesek jadl ze smakiem) - tylko troche

i yyy.. czy to sa zdzbla, czy listki? bo zdzblo to mi sie kojarzy z - jak to powiedziec, no, ta sztywniejsza rurka, na ktorej jest kwiatostan. a dookola mnoooostwo listkow... nie?

ihan - 20 maja 2007, 22:12

I zaczęło mnie dręczyć to trawsko, bo też wiem jak wygląda (w lesie gdzie jeździmy na konne tereny tego sporo) i nie wiem co to jest. Pewnie jakaś turzyca, podchodzi mi pod żółtą , ale pewności nie mam.
Martva - 20 maja 2007, 22:20

Bo ja wiem? Jeśli to jest to co ja myślę, to rośnie w krakowskim Lesie Wolskim, a o tej turzycy piszą że lubi mokro, i tofowiska, i jakoś mi nie pasuje...
ihan - 20 maja 2007, 22:33

A może to będzie bryzoides?
elam - 20 maja 2007, 22:57

to moze byc turzyca, bo tam bylo baardzo mokro, takie podmokle tereny.
ale na pewno nie zolta - ciemnozielone toto bylo (tylko na zdjeciu takie jasne wyszlo :) )
moze ta dziobkowata? ide pogooglac :)

juz :)

tak jest, to carex brizoides, turzyca drzaczkowata :)
dzieki

Agi - 21 maja 2007, 00:43

Kilka zdjęć z mojego ogródka.
Przekwitająca sasanka
[img][/img]

berberysy


pomnik kota
[img][/img]
Piec ogrodowy, który wymyślił i zbudował mój mąż
[img][/img]
Piwonia krzewiasta
[img][/img]
[img][/img]
i trochę krzaków
[img][/img]

fragment skalniaka

[img][/img]

hjeniu - 21 maja 2007, 09:08

Wrócę jeszcze do trawy. Moja jamniczka wpierdziela wszystko co się da złapać do pyska (ostatnio na spacerze chrupała chrabąszcze) i w związku z tym ma częste problemy z żołądkiem - zauważyłem, że jak je trawę w celach leczniczych to nie pasie się jak leci tylko szuka konkretnych gatunków. Psie ziołolecznictwo?
dzejes - 21 maja 2007, 10:12

Całkowicie normalne. Nie świadczy to również, że psu czegoś brakuje i musi uzupełniać trawą - większość znanych mi psów je trawę, a są to zarówno kundelkowate Burki, jak i czempioni wystaw ;)

No a że pies to nie krowa - to wybiera konkretne gatunki, nie wcina wszystkiego jak leci :)

Martva - 21 maja 2007, 10:15

A mój wcina wszystko jak leci :)
Jak wracamy ze spaceru, zaciąga mnie na taki trawniczek pod klasztorem, ia tam idzie niespiesznie, chapiąc źdźbła.
Ale ostatnio jestem niedobrą panią, bydlątko wychodzi w kagańcu i nie ma jak jeść zieleniny :(

elam - 21 maja 2007, 18:28

a nasza Norka uwielbia... kapuste pekinska :shock: :D
Martva - 4 czerwca 2007, 14:59

A kiszone ogórki i czereśnie (niekoniecznie kiszone)? :D
To ja trochę fotek wrzucę :)

Piwonia


Krzew Rosa multiflora nad schodami, tata od kilku lat jęczy że trzeba to wyciąć, ale my z mamą twardo protestujemy i przełazimy pod spodem zgięte w pół ;P:


Czereśnie, te co zgniją z racji głupiej pogody, jak co roku.


Naparstnica, jedna z moich ulubionych roślin


Pnąca róża, Golden Showers albo Goldfassade, nigdy nie pamiętam


Jak wyżej, z powojnikiem Lord Herchekll którego nabyłam kiedyś zachwycona kolorem kwiatów. Nie miał etykietki, gdybym wiedziała że rośnie na kilkadziesiąt cm i nie czepia się, to może bym się zawahała, ale w sumie ładny jest.


Róża New Dawn w pąku, bardzo polecam jak ktoś szuka ładnej i niewymagającej pnącej róży


Tu w rozkwicie


Biała pnąca róża nie pamiętam jakiej odmiany, powojnik Warszawska Nike


j.w.

elam przepraszam za robienie kwiaciarni, ale w sumie na temat jest, nie? :)
Dunadan jak powiesz chociaż słowo o ostrości, mydle albo innych aspekatch technicznych (tfu!) to Cię ugryzę ;P:

elam - 4 czerwca 2007, 17:47

:bravo :bravo :bravo

piekne kwiatki, takiej kwiaciarni mozesz robic, ile chcesz :)


i jeszcze :
Tomcich...
;P:

gorat - 4 czerwca 2007, 20:48

No nie, świątynkę lepiej wybuduj, a nie pasożytujesz z kultem na chyba wszystkich tematach, które dzisiaj czytałaś ;)
elam - 4 czerwca 2007, 20:51

no co ty, ja czytam WSZYSTKIE tematy - laurki wstawiam tylko tam, gdzie moze Tomcich zajrzec.... :D
Tomcich - 4 czerwca 2007, 20:57

elam ja też czytam wszystkie tematy, ale tego admicja mogłaby nie wytrzymać. :mrgreen: I dzięki 8)
elam - 7 czerwca 2007, 20:36

help, help, help !!!

kto mi powie, co to za drzewo??

Martva - 7 czerwca 2007, 20:46

Tulipanowiec, Liriodendron tulipifera
elam - 7 czerwca 2007, 20:56

jestes wielka :bravo
Martva - 7 czerwca 2007, 21:07

No ba :lol:
elam - 7 czerwca 2007, 21:11

swoja droga, swietne drzewo. zaobserwowalismy dzisiaj i rodzicom sie spodobalo...
ja bym byla jak najbardziej za posadzeniem w ogrodzie czegos takiego, i np milorzab, a nie tylko te okropne iglaki...
pare lat temu w mojej okolicy byla moda na sadzenie jakis takich sosen :/ oczywiscie, wszystko przy plocie, pod drutami wysokiego napiecia .... no i teraz trzeba obcinac wierzcholki... fuj, jak to wyglada. tez mamy przy domu takiego straszaka :?

Martva - 7 czerwca 2007, 21:23

Iglaki są złe, i bardzo, bardzo nie lubię.
Ale o tym to chyba wszyscy wiedzą ;P:

elam - 24 czerwca 2007, 21:53

z dzisiejszego spacerku (ufff, uffff ... :p ) na Szyndzielnie dwa okazy beskidzkiej flory.

zupelnie nie wiem, co to jest :


a to kiedys wiedzialam, ale mam w tej chwili dziurke w mozgu...

ihan - 24 czerwca 2007, 22:09

Na mój gust lilia złotogłów i naparstnica purpurowa. Możesz zerknąć tutaj
elam - 24 czerwca 2007, 22:12

naparstnica, no tak.
ale lilia zlotoglow, czy to nie jest jakas rzadka chroniona roslina?
w sumie, to na taka wyglada...

Martva - 24 czerwca 2007, 22:16

Jest pod ochroną, w kazdym razie tak mi się wydaje. Śliczne kwiatuszki :)
A ja moich nie mogę nawet sfocić, bo aparat leży i się naprawia, buuu :(

elam - 24 czerwca 2007, 22:18

jest jest, pod calkowita.
chyba pierwszy raz w zyciu widzialam toto w naturze. dwa krzaczki sobie rosly obok siebie...
a naparstnic mnostwo. purpurowych, bialych i rozowych :)
i grzybki tez byly - zajaczki, golabki i trujaki rozne.
i rowerzysci.

nie rozumiem jak mozna jezdzic rowerem po gorach ...

Martva kup sobie komorke SE jak ja - nie trzeba tachac ze soba aparatu, robisz zdjecia telefonem :D to wcale nie szpan, to wygoda :D

Martva - 24 czerwca 2007, 22:26

Ale ja mam taki telefon co jest wielki i niezniszczalny, prosty w obsłudze, bezgadżetowy i mam nadzieję że w związku z tym wszystkim nikt mi go nie ukradnie :)
Rowerzyści są natomiast zdecydowanie, ale zdecydowanie be, nie lubimy ich :twisted:

elam - 24 czerwca 2007, 22:29

nie lubimy. zdecydowanie.

ani iglakow w ogrodkach, ani rowerzystow w gorach :twisted:

solidarnie protestujemy przeciwko takim aberracjom ! :mrgreen:

dzejes - 24 czerwca 2007, 22:31

Też macie problemy, rowerzyści...
Mnie po górkach ganiają quady i terenowe potwory :x

Martva - 24 czerwca 2007, 22:32

Ja jeszcze proponuję rozszerzyć listę o rowerzystów w lasach.
Iglaki na cmentarze/w góry! Rowerzyści na ścieżki rowerowe!

dzejes - 24 czerwca 2007, 22:34

A co Ci rowerzyści w lesie przeszkadzają?
Martva - 24 czerwca 2007, 22:37

Wpływają ujemnie na moje poczucie bezpieczeństwa oraz doprowadzają do furii mojego psa.
elam - 24 czerwca 2007, 22:37

rozjezdzaja go. las, znaczy sie.
i przechodniow stresuja, nie wspominajac o zwierzatkach...

dzejes - 24 czerwca 2007, 22:38

Ale mam nadzieję, że wiesz, że jazda na rowerze po lesie jest zgodna z prawem, w przeciwieństwie do spuszczania psa z uwięzi?

EDIT: Przechodniów? :shock: W lesie? :shock:

elam - 24 czerwca 2007, 22:39

niech ci bedzie, turystow, kurka jego wodna :twisted:
dzejes - 24 czerwca 2007, 22:42

Jakich turystów? W jakich w lasach się poruszacie? Ja jadąc na dwie godziny do lasu spotykam średnio:
- od poniedziałku do piątku - 0,1 ludzia przeliczeniowego,
- łikendy - 1 ludź przeliczeniowy.

Martva - 24 czerwca 2007, 22:51

Istnieje pewne prawdopodobieństwo, że Twój las jest mniej uczęszczany od mojego.
W moim lesie jest wytyczony szlak specjalnie dla rowerzystów. I byłabym bardzo szczęśliwa i zadowolona, gdyby oni się go trzymali, a nie jeździli wszędzie i po wszystkim.
Mój pies spuszczany bywa rzadko ze względu na inne psy oraz cholernych dwukołowców natomiast ja jestem drobnym dziewczątkiem i trudno mi go utrzymać, jak zza zakrętu wypada na nas z pełną szybkością zgraja rowerzystów.
I jeszcze rozjeżdżają ropuchy i zaskrońce.

elam - 24 czerwca 2007, 22:51

my z asiontkiem dzisiaj spotkalysmy chyba 6ciu rowerzystow i okolo 15 pieszych na szlaku. w ciagu 3 godzin.
dzejes - 24 czerwca 2007, 22:52

To wy nie po lasach chodzicie, a po ścieżkach wypoczynkowych. 8)
elam - 24 czerwca 2007, 22:54

przegonie cie po tej sciezce za 6 dni :mrgreen:
Martva - 24 czerwca 2007, 22:54

Wiesz, w Krakowie trudno spotkać las z prawdziwego zdarzenia ;)
hijo - 24 czerwca 2007, 22:55

dzejes napisał/a:
Mnie po górkach ganiają quady i terenowe potwory :x
Powiedz dzejesie, gdzie to zaraz z qmplem się tam pojawimy UAZem :twisted:

Martva napisał/a:
Wiesz, w Krakowie trudno spotkać las z prawdziwego zdarzenia ;)
a ja mieszkam w centrum wielkie przemysłowej Aglomeracji i mam pod nosem dwa rezerwaty i całe mnóstwo lasu :D mało kto o tym wie, ale ok 70% Katowic to tereny zielone, kiedyś możemy zrobić ognicho u mnie pod lasem :) ale to w przyszłości i innym wątku
elam - 1 lipca 2007, 23:16

ja wam musze tu wrzucic pare fotek z mojej okolicy... a raczej tego, co motocrossy zrobily z ta okolica ...
gorat - 2 lipca 2007, 15:31

Czekamy, aż wrócisz :)
elam - 2 lipca 2007, 20:45

tu kiedys byla tylko sciezka, wydeptana w trawie. ale kiedys po deszczu przyjechalo kilka motorow i samochodow ...

a tu wlasciwie w ogole sciezek nie bylo, to BYL las...

Tomcich - 2 lipca 2007, 22:06

Nie było nas był las, nie będzie nas będzie las.
Ullikummi - 2 lipca 2007, 23:52

Martva napisał/a:
Wiesz, w Krakowie trudno spotkać las z prawdziwego zdarzenia

Podobno w odległości trzech kilometrów od Rynku jest kilkuhektarowy kompleks leśny ciągnący się wzdłuż jakiejś rzeczułki. Musiałabyś poszukać w internecie - powinno być trochę informacji, bo podobno jest akcja ekologów o uznanie tego obszaru za rezerwat przyrody, a władze lokalne nie są zbyt zadowolone z tego. Szczegółów nie pamiętam - czytałem o tym jakiś czas temu chyba w Zielonych Brygadach - ale głowy bym sobie za to uciąć nie dał :)

Martva - 3 lipca 2007, 10:01

Hmmm, prądnik Biały/Białucha, tudzież jest jeszcze jakieś takie maleństwo co płynęło gdzieś w okolicy mojej pracy (widziałam tablice informacyjne).
Mam natomiast Las Wolski kilka minut od domu, tylko dzejes mówi że jak w lesie są przechodnie to to nie jest las :twisted:
I cholerni rowerzyści są wszędzie, a mają swój szlak który jest dalekodalekodaleko od moich szlaków.

Ullikummi - 3 lipca 2007, 15:48

Uuuuu, jeśli się tam ludzie pałętają to jest park albo lasek, czyli taki orzeł z obciętymi skrzydłami albo wilk w klatce. Współczucie. (Tak, jak bym miał lepiej, hyhy) Trza wsiadać w samochód i do Białowieży :D
gorat - 3 lipca 2007, 15:49

A tam to co? Lepiej?
Martva - 3 lipca 2007, 18:38

Ullikummi napisał/a:
Uuuuu, jeśli się tam ludzie pałętają to jest park albo lasek, czyli taki orzeł z obciętymi skrzydłami albo wilk w klatce.


Jest określany jako leśny park miejski i ma ponad 400ha :) Orłów i wilków niet, ale dziki bywają. A na polanie nieopodal natknęłam się na gronostaja :)

Ziuta - 3 lipca 2007, 23:38

Eeeee. Gronostaje, to i u mnie w postindustrialu. Raz kocica dostała nerwicy, bo dwa się biły na tarasie.
Martva - 4 lipca 2007, 09:32

A to gronostaje, czy kuny?
Godzilla - 4 lipca 2007, 09:40

A do mojego kociura kiedyś zaczęli na balkon przychodzić koledzy. Nie gronostaje. Podwórzowe koty. Właziły na balkon (mamy nisko), i pamiętam pobudkę koło czwartej nad ranem, kiedy taki kolega wlazł z balkonu na parapet, wetknął mordkę w uchylone okno i śpiewał do naszego burasa: muaaaau, mrrrrłaaaau, mrrrraaaauuuuu!!! Choroba, ciepło było, a myśmy musieli spać przy zamkniętych oknach.
elam - 7 lipca 2007, 13:27

czarne porzeczki

soku z czarnej porzeczki nie lubie. nie ma charakteru owocu.
czarna porzeczka musi byc jedzona prosto z krzaka, w sloneczne poludnie. ma w sobie ten dziki, atawistyczny niemal smak, ktory traci szybko po jakiejkolwiek obrobce.
koniecznie niemyta. smakujaca ostro, liscmi, wsia, nawozem, latem, sloncem, wakacjami. zrywana garsciami i pakowana zachlannie do ust, ledwie rozgryzana i przelykana wraz ze skorka, kurzem, ogonkami.
czarna porzeczka to krew ogrodu.

czerwona porzeczka

dobra czerwona porzeczka, wypieszczona czerwcowym sloncem jest duza, swietlista i wcale nie taka kwasna, jak wszyscy mowia. nie jest tez slodka; po prostu... po prostu jest. kwintesencja jagody, laczaca w sobie smak i zapach wczesnego lata, drobniutkie pestki, troche fruktozy, witaminy i radosc, pobudzajaca do zycia, do spiewu, do biegu, i do obiadu :) czerwona porzeczka to lzy radosci lata.

zolta porzeczka

smakowo calkiem niezle nasladuje czerwona; jest nawet nieco slodsza, niestety, wizualnie wygrywa jedynie z agrestem.
ciekawie wypada w polaczeniu z czarna - taka mieszanka smakow sprawia, ze zachciewa mi sie znowu czerwonej . po drodze jest

agrest

zrywam drobne, ceglastoczerwone owoce, obrywam szypulke i przez w ten sposob powstala dziurke wysysam slodki srodek, a skorke wyrzucam. jego smak kojarzy mi sie nieco z mlodymi, swiezymi figami. jest zbyt slodki, by go psuc gorycza twardej skorki

wisnia

ugina sie pod ciezarem owocow i blaga mnie, bym jej ulzyla, obiecujac, ze po 5tym owocu zapomne o jego kwasocie. a jednak nie; nie wiem, kto wymyslil wisnie, ale zapomnial dosypac cukru. zdecydowanie. wiec nasza wisnia bedzie sie garbic nadal, bo ja jej nie pomoge. :)

Tomcich - 7 lipca 2007, 13:33

elam kompocik z wiśni paluszki lizać. :D A sok wiśniowy jest moim ulubionym :D (oczywiście po soku chmielowym ;) )
elam - 7 lipca 2007, 15:11

pytanie ogrodnicze:

wie ktos, co zrobic, zeby kalafiory i brokuly nie "wyrastaly" ?

Tomcich - 7 lipca 2007, 15:16

Co to znaczy wyrastać? Zaczynają już kwitnąć?
Martva - 7 lipca 2007, 15:18

W jakim sensie? jeśli chodzi o rozwój kwiatów, to nic nie poradzisz - sprawa zalezna od terminu siewu i przebiegu pogody, jesli dobrze pamiętam z warzywnictwa...
Tomcich - 7 lipca 2007, 15:29

Dokładnie jest tak jak Martva mówi, widziałem już bardzo nieduże róże, które kwitły. Zależy to też częściowo od odmiany. Inaczej na warunki pogodowe reagują odmiany wczesne, inaczej późne. Problem w tym roku jest taki, że warunki pogodowe sprawiły, że przebieg okresu wegetacyjnego skrócił się trochę i brokuły wczesne zaczynają kwitnąć. Problemy z tym mają nawet firmy zajmujące się przerobem lipcowego brokuła, bo są w tej chwili zapchane dostarczanym im towarem.
elam - 7 lipca 2007, 16:33

no ale dlaczego jednym sie potrafia udac kalafiory, a u nas same kwiatki? to naprawde tylko od pogody zalezy??
to, ze salata z czasem wyrasta, to normalne, ale te kalafiory i brokuly, zeby tak od razu - wyglada toto jak jakis krzaczek ozdobny :(

Tomcich - 7 lipca 2007, 16:53

Przyczyn może być wiele, dla brokułów najważniejsze z nich to odmiana (różne odmiany zachowują się bardzo różnie), warunki atmosferyczne (temperatura w ciągu dnia i nocy, opady, słońce) oraz dostępność wody. Gdy w trakcie wiązania róż jest bardzo gorąco, a wody brak róże szybko zaczynają kwitnąć. Podobnie jest gdy wody jest za dużo, korzenie są podtopione, nie mogą oddychać, wtedy wcześnie tworzone są małe, rozpierzchnięte różyczki.
elam - 7 lipca 2007, 16:57

no to u nas bylo za duzo wody i za goraco :) - mam mnostwo malutkich rozyczek zamiast kalafiorow :(
ihan - 7 lipca 2007, 16:58

elam, może sprzedawaj je w formie bukietów.
Agi - 7 lipca 2007, 18:12

elam, z wiśni to jeszcze wiśnówkę można zrobić :wink:
Martva - 24 lipca 2007, 14:12

A ja bym tu trochę kwiaciarni zrobiła, co? Wiem że mam własnego bloga, ale ten jest ogrodowy ;)


cienisty murek


Róża. Nie jestem pewna, czy pnąca 'New Dawn' czy jakaś okrywówka, bo się przerosły wzajemnie, ale chyba ta druga ;)


Róża 'Happy Wonder' moja zdobycz z byłej pracy za 3 zł. Co jak co, ale 'malinową' bym jej nie nazwała, a tak miała na etykietce. Niemniej, bardzo ładnie i obficie kwitnie :)


Jakaś tawuła, fajne puchate kwiatki :)


Jak to co? Kwiat paproci ;)

A teraz nawet nie kwiaciarnia, tylko warzywnik :)


pomidory 'Maskotka', rosną w doniczce



a tu odmiana 'Yellow Pearshaped', strasznie duża roślina urosła, i zdecydowanie gorzej wiąże. Ale nie mogę się doczekać aż dojrzeje.

PS wiecie dlaczego gnojówka z pokrzyw nazywa się gnojówka? Ja już wiem :?

Haletha - 7 sierpnia 2007, 19:52

A moje drzewko pomarańczowe całe jest obsypane małymi i większymi owockami. Na każdej gałązce jest po kilka i niektóre przestają już być zielone:)
Martva - 7 sierpnia 2007, 20:38

Ożesz, zazdroszczę :)
Ja mam cytrusa wyhodowanego z pestki ze 20 lat temu, nawet nie wiemy czy to grejpfrut, mandarynka, cytryna czy pomarańcza, wielkie toto strasznie, bo ponad 1,5 m licząc od brzegu donicy - w tym roku pierwszy raz nie poszło na taras, bo nie da się go wynieść. Ale kwiatów i owoców się pewnie nie doczekam, bo a/nie jest szczepione, a egzemplarze rozmnażane z nasion zakwitają baaaaardzo późno, 2/nie ma za dobrych warunków zimą, bo jasnego pomieszczenia z temperaturą 12-15 stopni to mu nie znajdę...

ihan - 11 sierpnia 2007, 19:32

To wyżej to na pewno nie jest New Dawn, czyli to ta druga z pewnością :)
Godzilla - 13 sierpnia 2007, 12:46

Martva napisał/a:

PS wiecie dlaczego gnojówka z pokrzyw nazywa się gnojówka? Ja już wiem :?

O raju. Moi teściowie kiedyś wyczytali, że wywar z pokrzyw pomaga na mszyce. Spryskali tym pomidory. To był jeden z gorszych pomysłów, jakie w życiu widziałam. Pomidorki przejęły ten zapach. Piękne pomidorki, pieczołowicie i ekologicznie hodowane, absolutne minimum chemii!

Martva - 13 sierpnia 2007, 14:00

Nie wiem jak pachnie wywar jako taki, wiem jak pachnie herbatka, i wiem jak cuchnie gnojówka, czyli pokrzywy zalane wodą i odstawione na tydzień - czymś takim moje pomidory podlewam, ale nie wpadłoby mi do głowy żeby je spryskiwać, a fe!
Godzilla - 13 sierpnia 2007, 14:02

Zdaje się, że właśnie coś takiego teściowie wyprodukowali. Herbatkę z pokrzywy piłam, wiem też, że ludzie dodają młodą pokrzywę do sałatek czy zup i chwalą sobie, ale tamten zapach był, no, nie do podrobienia :? I nie do wywabienia.
Martva - 13 sierpnia 2007, 17:01

No fakt, że po podlewaniu tym czymś obsesyjnie myję ręce kilkanaście razy w ciągu godziny, bo mam wrażenie że mi śmierdzą...
A z innej beczki: czy tylko mnie się wydaje, że się zrobiło jesiennie strasznie? Śliwki już są, liście żółkną i czerwienieją, już o deszczach nie mówię...

elam - 13 sierpnia 2007, 21:49

dokladnie. w zeszlym roku lato skonczylo sie w listopadzie, a potem do stycznia byla jesien - w tym przychodzi wczesniej.
i a propos sliwek, nie wiem, jak w innych rejonach Polski, ale u nas - zatrzesienie !! dawno nie bylo takiego sliwkowego urodzaju. to samo z orzechami, wloskimi i laskowymi, i jablkami - pomimo tych strasznych przymrozkow w kwietniu czy w maju, ktore to mialy niby zniszczyc wszystko.
starzy gorale przepowiadaja sroga zime ... 8)

Godzilla - 14 sierpnia 2007, 10:46

U nas z orzechami włoskimi może być problem, bo wymroziło na pierwszego maja. Ocalały zawiązki na czubkach drzew.

Ale jest jakoś jesiennie. Już mgły się zaczynają. Fakt, że to przez wilgotność powietrza. Znowu jest gęste jak zupa, takie ciepłe i ciężkie. Babcie przy przystankach sprzedają astry. Bardzo ładne, ale to jak koniec lata.

Tomcich - 14 sierpnia 2007, 20:32

Gnojówka z pokrzyw jest dobra jako nawóz, choć nie na wszystkie rośliny (akurat na pomidory działa dobrze), trzeba ją tylko trochę rozcieńczyć. Natomiast na mszyce można ją stosować w postaci oprysku, ale musi być już bardziej rozcieńczona (bodajże 1:20). Może teściowie zastosowali nierozcieńczoną?
Godzilla - 14 sierpnia 2007, 21:57

Nie wiem. Efekty dała trwałe.
elam - 5 września 2007, 20:57

a mi winogrona w ogrodku nie dojrzaly w tym roku ... :(
Martva - 5 września 2007, 21:11

I co, nie mają już szans, zgniły, czy jak...?
elam - 5 września 2007, 21:14

nie no, ale ziimno jest, nie zdaza dojrzec i sie "nacukrzyc" przed mrozami ....
wino nie wyjdzie ... :(

Fidel-F2 - 5 września 2007, 22:54

jeszcze wrzesien może być piękny tak do połowy października, daj im sznasę
elam - 7 września 2007, 22:05

nie tyle z ogrodka, co z miasta....
przez te sliczne deszcze, co to maja nadal trwac, juz mamy maly problem z rzeka Biala.... :?

ulica obok Sfery




parking


sklep meblowy

Fidel-F2 - 7 września 2007, 22:14

to ostatnie to u Ciebie w domu?
gorat - 7 września 2007, 22:16

Widać umiejętność czytania ze zrozumieniem... Fidel, ile Ty godzin dziennie harujesz?
elam - 7 września 2007, 22:16

pisze przeciez : sklep meblowy ....
Fidel-F2 - 7 września 2007, 22:19

ano fakt
jakoś i umknęło
chyba pora sie przespac

elam - 29 września 2007, 20:29

hellou

mam pytanie ogrodnicze, czy raczej warzywnicze:

kto wie, co to sa KWAKI ?? to jakas odmiana buraka chyba, kiedys s.p. babcia uprawiala to dla swin - mam wrazenie, ze bylo toto zielone... w Kronice Beskidzkiej jest przepisa na zupe z kwakow i tak mi sie przypomnialo....

Tomcich - 29 września 2007, 20:33

Po pańsku - brukiew, po góralsku - korpiele albo kwacki, kwaczki lub kwaki (to ich regionalna nazwa z Żywiecczyzny).

Tako rzecze Google. :wink:

Martva - 29 września 2007, 20:44

A brukiew boję się że może być trudna do dostania, kiedyś była popularnym warzywem ale po wojnie się źle kojarzy i jeśli jest uprawiana to na paszę.
Widziałam kiedyś w jakiejś książce kucharskiej, tłumaczonej chyba z francuskiego, przepis na tartę z brukwią, pasternakiem i jeszcze jakimś warzywem, chyba bardziej 'konwencjonalnym' - ale te dwa pierwsze przecież są trudno dostępne. Znaczy pasternak podobno można czasem dostać jako pietruszkę, ale trzeba wiedzieć jak rozróżnić, 'oficjalnie' w handlu nigdy nie widziałam. Brukwi też.

elam - 29 września 2007, 20:47

jestescie WIELCY :bravo
Fidel-F2 - 29 września 2007, 20:48

parę lat temu precowałem w supermarkecie na dziale W&O i pasternak to nie był wynalazek ale brukwi nigdy nie widziałem
Agi - 29 września 2007, 21:14

U nas brukiew jest w warzywniakach, jeszcze nie teraz, teraz to na polu...
Pamiętam brukiew z dzieciństwa, rodzice uprawiali dla krów, młoda na surowo była nawet niezła, w innej postaci nie próbowałam.

ihan - 29 września 2007, 21:36

O tak, brukiew jest pyszna. Nie wiem gdzie ją można kupić, bo mam własną z ogródka - nasiona można nabyć bez problemu. W zasadzie można ją podawać jak kalarepę - niezła jest tarta z jogurtem, ewentualnie śmietaną, posolona. U babci koleżanki w Limanowej jadłam gotowaną, podawaną z roztopionym masłem.mniam, mniam. Jako nałogowy pożeracz jarzyn z rosołu, brukiew uwielbiam.
Fidel-F2 - 29 września 2007, 21:48

cebulę z rosołu tez pożerasz?
Martva - 29 września 2007, 21:54

Cholera, kolejna rzecz na liście 'do spróbowania'. Tylko że muszę wyczaić gdzie w Krakowie sie to da dostać - ogród mam, ale on się do uprawy czegokolwiek nie nadaje zupełnie, a do warzyw zwłaszcza (pomijając pomidory w doniczkach). Jakieś coś liściastego może by wyrosło, ale korzeniowe... nie ma szans :)
ihan - 29 września 2007, 21:57

Fidel-F2 napisał/a:
cebulę z rosołu tez pożerasz?


U mnie nie gotuje się cebuli w rosole. Tym niemniej nie widzę problemu, pożarłabym jak najbardziej. Jestem jarzyno-uzależniona. Kapusty nie lubię tylko w jednej formie: gołąbków. Nie lubię gołąbków i już.

Fidel-F2 - 29 września 2007, 22:12

ihan napisał/a:
U mnie nie gotuje się cebuli w rosole.
:shock:
ihan napisał/a:
Tym niemniej nie widzę problemu, pożarłabym jak najbardziej.
nie wiesz co mówisz
Martva - 29 września 2007, 22:14

A Tobie chodzi o taką cebulę co się opala nad gazem i dodaje dla koloru? W życiu czegoś takiego nie widziałam, ale czytałam o tym :)
Tomcich - 29 września 2007, 22:19

Nie bezpośrednio nad gazem, tylko najlepiej na płytce żeliwnej którą kładzie się na palnik. A najlepiej na płycie pieca, ale tego u mnie w bloku nie ma. :roll:
Fidel-F2 - 29 września 2007, 22:23

Martva, nad gazem mozna ale powinno na blasze
kolor, kolorem ale przypalona cebula daje tez pewna nutę smaku to dwa
ja tego nie lubie i daje po prostu cebulę
i cztery, u Ciebie też się nie daje cebuli do rosołu? :shock:

edit: o właśnie Tomcich dobrze gada

elam - 29 września 2007, 22:28

moj tatusiek to nawet utoczyl specjalnie taka zeliwna plytke na gaz, zeby cebule do rosolu przypalac. bez dwoch cebul w garnku to by nie byl dobry rosol :D
a ja namietnie wyjadam pietruszke, nikt inny nie ma prawa ruszac !!
o cebule sie jeszcze z tatuskiem klocimy, ale z pietruszka to juz wygralam :D

ihan - 29 września 2007, 22:29

Martva, ja nie czytałam, słyszałam o tej cebuli. Fidelu, to problem w gotowanej cebuli ma być niby? Następnym razem dodam i spróbuję.
Tomcich - 29 września 2007, 22:31

U mnie w domu wykorzystuje się tą płytkę przy smażeniu placków ziemniaczanych. Ciasto zamiast na patelnie z tłuszczem trafia na taką płytkę w postaci małego placuszka. Taki podpłomyk ziemniaczany :wink:
Fidel-F2 - 29 września 2007, 22:37

ihan, wszystkie warzywa z rosolu moge zjeść ale cebula po ugotowaniu śmierdzi niemożebie
elam, zadziwiasz mnie

Martva - 29 września 2007, 22:39

Fidel-F2 napisał/a:
cztery, u Ciebie też się nie daje cebuli do rosołu? :shock:


Bo u nas się w sumie jakoś tak przestało robić rosół w ogóle :)
Ale zapytałam Mamę, mówiła że dodawała, chociaż nie zawsze jej się chciało opalać.

Fidel, a Ty zupy cebulowej też nie?

elam - 29 września 2007, 22:46

upieczona cebula po ugotowaniu nie smierdzi :shock:
Fidel-F2 - 29 września 2007, 22:57

Martva, cebulowej nie miałem jeszcze okazji jeść ( nad czym ubolewam)
elam, może upieczona nie smierdzi ja daję surową jak ją bóg stworzył (tyle, że bez łupinek) a ta śmierdzi

ihan - 29 września 2007, 23:02

To po co ją dajesz? Jeśli cebula śmierdzi, to rosół w którym się gotowała częściowo też, nie widzę innej możliwości.
A zupa cebulowa jest pyszna. Z grzankami i serem.

Fidel-F2 - 29 września 2007, 23:06

rosół nie śmierdzi, nie wiem jak to jest ale bez cebuli jest wyrwa w smaku
Martva - 29 września 2007, 23:06

Bez sera też jest pyszna :) W ogóle to banalnie prosta zupa, nie wiem dlaczego tak późno się nauczyłam ją robić :)
elam - 29 września 2007, 23:25

w ogole, cebula rzONdzi.

cebula na prezydenta ! :D

Tomcich - 29 września 2007, 23:27

elam napisał/a:
cebula na prezydenta ! :D


:shock: Adam :?: ;P:

lavojtek - 1 października 2007, 13:32

ihan napisał/a:
A zupa cebulowa jest pyszna. Z grzankami i serem.

:bravo :bravo Mialem wczoraj na obiad :D

Martva - 1 października 2007, 16:22

Też będę miała niedługo, jak tylko mi się będzie chciało zrobić ;)
Martva - 29 października 2007, 20:13

Ma ktoś w ogrodzie grujecznik japoński? Jeśli tak, zazdroszczę. Taki niepozorny krzaczek, a teraz pokazuje z pełną mocą dlaczego warto go mieć... :)
Godzilla - 30 października 2007, 14:51

Mam nasiona derenia. Kto wie jak to wyhodować? Po prostu wsadzić wiosną do gruntu? A przez zimę chować w mieszkaniu czy przechłodzić na balkonie?
Agi - 30 października 2007, 15:01

Spróbuję zapytać znajomego ogrodnika, wiem że ma dereń.
ihan - 31 października 2007, 11:50

Dereń raczej rozmnaża się z sadzonek zdrewniałych, wątpię żeby powszechnie stosowało się siew. Na zdrowy rozsądek nasiona raczej zostawić na balkonie, lub włożyć do lodówki, prawdopodobnie potrzebują przechłodzenia do kiełkowania - przecież w naturze dojrzewają jesienią i kiełkują dopiero wiosną.
Kruk Siwy - 31 października 2007, 11:54

Godzilla, dereń to duży krzew albo małe drzewo. Jak będziesz hodować od nasiona to Twoje wnuki doczekają owoców.
Może przesadzam ale dzieciaki to już dawno sobie pójdą z domu...

Martva - 1 listopada 2007, 22:41

Derenia, sztuk 2, mam w ogrodzie już ze 3 lata. W tym roku jeden z nich wypuścił jednego kwiatka i są niewiele większe niż w czasie sadzenia. Oczywiście jak ktoś chce się bawić we własnoręczne rozmnażanie, to może sobie nawet magnolię wysiać ;) ale naprawdę zajmuje to strasznie długo (magnolia z siewu zakwita po ok. 20 latach). Nie wiem jak gdzie indziej, ale w Kraku nabycie derenia jadalnego, całkiem sporego krzaka, dość łatwe jest (znaczy w obu moich dotychczasowych pracach był; wnioskuję że nie były to wyjątkowe miejsca) :)

Ktoś ostatnio pytał o róże i czy jeszcze u nas są - fota z 29X :)


Fidel-F2 - 5 listopada 2007, 21:20

elam, musimy renegocjować umowę
poniuchałem i okazało sie, ze bażanty w Irlandii są pod częściowa ochroną, tzn pod ochroną sa kury a do kogutów można walić jak, za przeproszeniem, do kaczek
i faktycznie pałęta się tego mnóstwo

elam - 5 listopada 2007, 22:11

:mrgreen: no widzisz elam ma (prawie) zawsze racje :mrgreen:
Fidel-F2 - 5 listopada 2007, 22:15

znaczy przyjmujemy aneks, że mam prawo do kogucików?
elam - 17 listopada 2007, 12:03


najnowsze wiadomosci z kotlinki gremlinka. widok z okna mojego pokoiku - te dwie brunatne prawie poziome kreski za drzewami, to "ulica", czyli droga, ktora sie chodzi w strone cywilizacji.
no. tak to wyglada, dzisiaj, w okolicach Bielska...

Martva - 17 listopada 2007, 17:27

Nieźle was zasypało :)
Ale u nas sprawa wygląda podobnie:




Rafał - 19 listopada 2007, 08:30

Kurczę, skąd wy tyle śniegu nakradłyście? :wink: :lol: U mnie ani pół grama :| Pies się zamienia w kulkę błota :evil:
elam - 26 listopada 2007, 23:04

wracalam do domu juz po ciemku...

akacjowa aleja...


i droga kolo lasku...

bialo-szaro-grafitowo...

Agi - 26 listopada 2007, 23:11

Zima całą gębą, a u nas szaro - buro i kapie deszcz
elam - 26 listopada 2007, 23:19

u nas tak bylo do dzis - od rana wialo i proszylo. no i widac efekty...
do was trze przyjdzie, Agi, nie martw sie :)

swoja droga, widac nawet po ciemku, ze na zadupiu mieszkam :)

Iscariote - 28 listopada 2007, 13:32

ale za to jakie zadupie :) Ładne całkiem. Nie to co moje zadupie :cry:
elam - 28 listopada 2007, 18:45

heh, ladnie to to wyglada tylko z daleka i po ciemku :)

a wczoraj widzialam robozaura - taka maszyne, ktora burzyla stara kamienice. potezne szczeki na dluuuugim wysiegniku, ugryzaly sobie po kawalku domu. jak w kiepskim horrorze :)

ihan - 28 listopada 2007, 18:48

To smutne. Zawsze mi smutno gdy są burzone domy, tak jakby wywalić do kosza ileś lat życia mieszkańców.
elam - 28 listopada 2007, 19:13

prawda...

przez 16 lat mieszkalam w strasznym budynku bez ogrzewania, lazienki, biezacej wody itp. , w okropnych, mogloby sie wydawac, warunkach.
bardzo tesknie za tym starym domem, dzisiaj ruina. za piecem kuchennym na wegiel, takim z fajerkami; za wiadrami z woda, po ktora chodzilo sie do studni, za grzejnikiem elektrycznym, wokol ktorego wszyscy sie cisli i gnietli, i przy ktorego swietle czytalam w nocy "Pana Wolodyjowskiego" bo nie moglam doczekac do rana, co bedzie z Ketlingiem i Krzysia...

Godzilla - 28 listopada 2007, 22:58

Tak jak ja tęsknię do domku mojej babci. Nie wiem czy kiedyś jeszcze poczuję zapach jaki stamtąd pamiętam. Zawsze będzie mi się kojarzył z wakacjami, dzieciństwem... Tam czas zwalniał. Bardzo często śni mi się ten dom.
Kostucha Drang - 7 grudnia 2007, 14:50

Godzilla napisał/a:
czy kiedyś jeszcze poczuję zapach jaki stamtąd pamiętam. Zawsze będzie mi się kojarzył z wakacjami, dzieciństwem.


"Pamięć zapachów" to ciekawa sprawa. Ja jako dziecko zaspypiałem zwrócony do otynkowanej ściany i do teraz kiedy czuję zapach tynku robi mi sie tak miłoooo i sennie ;P:

Godzilla - 7 grudnia 2007, 16:13

Mi jest bardzo żal zapachów, bo od kilku lat węch mi się bardzo pogorszył. Doskonale czuję wszelki dym, spaliny i chemię, ale wyjść na spacer i poczuć jak pachnie świat, to już nie takie proste. Zapach łąki, morza, mrozu, jesiennych liści - rzadki luksus. Świat przeważnie nie pachnie i już :(
elam - 7 grudnia 2007, 19:51

oj, szkoda. ja mam slaby wzrok i sluch, ale dobry wech. tez pamietam wiele zapachow z dziecinstwa. taki zapach z komory w starym domu dziadkow - mleko, ser, stare drewno, piwniczna wilgoc - wystarczy, ze poczuje cos zblizonego do tego, i znowu mam 6 lat...
gorat - 7 grudnia 2007, 23:14

Tak patrzę powyżej - kilka lat temu nie mogłem uwierzyć, że i jak można mieć dziesiątki tysięcy postów :P:
elam - 8 grudnia 2007, 11:25

gorat, a o co ci chodzi??
jest pare osob, ktore srednia dzienna maja wyzsza ode mnie. to po prostu wysluga lat, i tyle :p

a zreszta. prosze bardzo, wylaczcie licznik postow w offtopach.......

gorat - 8 grudnia 2007, 20:06

No właśnie chodzi mi o tę wysługę ;) Wiele nie pisujemy, a i tak tysiące się robią :P:
Kostucha Drang - 10 grudnia 2007, 09:26

Godzilla napisał/a:
Mi jest bardzo żal zapachów, bo od kilku lat węch mi się bardzo pogorszył. Doskonale czuję wszelki dym, spaliny i chemię, ale wyjść na spacer i poczuć jak pachnie świat, to już nie takie proste. Zapach łąki, morza, mrozu, jesiennych liści - rzadki luksus. Świat przeważnie nie pachnie i już


Pewnie palisz papieroski ? :wink:

Martva - 10 grudnia 2007, 09:44

A ja nie wiem, czy to jest pogorszenie węchu, czy raczej zanieczyszczenie powietrza.
Mieszkam na obrzeżach Krakowa, i jeszcze jako chodziłam do szkoły, to bardzo wyraźnie czułam w powietrzu na przykład zbliżającą się zimę (mróz i śnieg mają bardzo charakterystyczny zapach, taki surowy), wiosnę czy jesień. A od kilku lat jakoś nie - a bardzo się zwiększył obszar zabudowy, więcej samochodów jeździ, może to dlatego?

Kostucha Drang - 10 grudnia 2007, 09:50

To fakt. Zapach świeżej ziemii , zapach po deszczu ( gdzie się podziały te wszystkie dżdżownice ? ) zapach zimy. Albo faktycznie zatrucie środowiska, albo z wiekiem zmniejsza się u człowieka liczba komórek węchowych w nosku.
Godzilla - 10 grudnia 2007, 19:29

Właśnie nie palę, a problem jest.
Martva - 22 stycznia 2008, 12:36

Jako że podobno wiosna idzie i sezon sie zbliża, pozwolę sobie odświeżyć topic.
Otóż dowiedziałam się czegoś interesującego i praktycznego, co jest rzadkie na moich studiach. O tulipanach. Że jak się nam nie chce wykopywać cebul co roku, to można je posadzić głębiej niż normalnie, i one wtedy nie będą kombinować i rozdrabniać się na mnóstwo cebul przybyszowych, tylko na jedną. Szkoda że nie wiedziałam o tym w październiku, to bym spróbowała - ale generalnie coś w tym może być, mam pod orzechem taką tulipanową kępę, tradycyjnych prostych nieudziwnianych żółtych - podejrzewam Golden Apeldoorn, rosną tam od zawsze, bez wykopywania, i co roku kwitną tak samo. Kiedyś wymyśliłam że je przesadzę, wzięłam łopatę, po godzinie kopania na głębokości łopaty nadal nie znalazłam ani pół cebuli i dałam spokój :)

May - 22 stycznia 2008, 17:48

A mnie zakwitly juz prawie wszystkie krokusy w skrzynkach! (te na grzadce zezarly wstretne slimaki)
Tu i owdzie kwitna juz zonkile... Szkoda tylko, ze pada caly czas i nie mozna sie ta semi-wiosna cieszyc...

Martva - 5 lutego 2008, 15:27

Ekhem, następna próba rozruszania.
Jak co roku o tej porze chyba zaczynam wpadać w szał różany, chociaż nie mam zielonego pojęcia gdzie je wsadzić. Przy okazji zauważyłam ślicznie podrobione fotki niebieskiej róży pnącej o nazwie na 'I', ciekawam jaka jest w rzeczywistości, podejrzewam ze ciemnoróżowa. W zeszłym roku dorwałam przepiękną Veilchenblau, została posadzona od południa, ale zastanawiamy się czy by jej nie przesadzić w inne miejsce, bo wyczytałam że w półcieniu ładniej się wybarwia. Z tym że Mama upiera się przy orzechu, a ja mówię że jak już to jabłoń, a jak koniecznie chce coś pod orzech to kupmy nową a nie męczmy tej, niech zostanie jako obiekt porównawczy.
Poza tym akebia przezimowała, chyba ją ciachnę w połowie wysokości, bo owszem ma trzymetrowe pędy, ale tylko dwa.
I znalazłam dziś naręcze gałązek trzmieliny, ktoś widać swoją przyciął i wywalił na 'ziemię niczyją' - niektóre już zaczynają puszczać korzonki, a trzmielina wdzięcznym krzaczorem jest.

I przebiśniegi się zaczynają, tulipany kiełkują, a krokusy nic.

Jak u Was? Co z wiosną? jakieś plany ogrodowo-balkonowe na sezon najbliższy?

Godzilla - 5 lutego 2008, 15:45

Jak przeżyję najbliższy okres, to chciałabym kompletnie, od góry do dołu, przekopać mój skalniak. Żeby tak dzieciaki były mądrzejsze i cierpliwsze, zrobiłabym to razem z nimi, ale mała Asia chyba nie da mi się za długo babrać w ziemi. Tam już wszystko pozarastało i poprzerastało. Normalnie rękawice, łopata i kęsim!
Martva - 5 lutego 2008, 16:25

Ja chciałam posadzić bzy, znaczy lilaki, w miejscu po dębie, ale wygląda na to że w miejscu po dębie będą leżeć szczątki dębu. Nie cieszy mnie to specjalnie, bo to oznacza że nadal będzie łyso. A przez całe życie marzyłam o bzie, we wszystkich trzech kolorach (kremowego i wariacje dwubarwne odpuszczam), ale nie miałam gdzie wsadzić, bo wszędzie za ciemno...
No i będzie trzeba poeksperymentować z okrywówkami zamiast trawnika, przenieść barwinek i winobluszcz w inne rejony ogrodu i sprawdzić czy dadzą sobie radę. I marzy mi się jeszcze mchawnik, znaczy murawa mchowa, ale nie wiem jak się za to zabrać.
A skalniak pamiętam z wczesnego dzieciństwa, jak jeszcze był skalniakowaty. Znaczy kamole, słońce i różne rodzaje rozchodników, floks szydlasty, i gęsiówka, i rogownica kutnerowata. Potem na działce obok powstał dom i zostały tylko kamulce.
W ogóle mój ogród się nadaje do totalnego przearanżowania, tylko ja nie wiem jak ;P:

Godzilla - 5 lutego 2008, 16:30

Nie mam problemów tego kalibru. Mój skalniaczek został zaprowadzony na kawałku trawnika pod blokiem, ma z grubsza trzy metry na metr, parę kamulców w tym jeden duży, z krzaków jałowiec i kosówkę, i masę drobnych roślinek. Gdybym nie zrobiła tam skalniaka, miałabym z balkonu view na łysawy trawnik zniszczony przez budowlańców i zaśmiecony petami przez sąsiadkę z góry. Może w tym roku zaprowadzę tam lawendę i jeszcze jakieś ziółka. Nie są ściśle skalnymi roślinkami, ale lubię je.
Agi - 5 lutego 2008, 17:10

Jesienią wsadziłam nową brzoskwinię, zobaczymy co z tego wyniknie.
Na razie niczego w ogrodzie nie ruszam, jeszcze mrozi i nie ciągnie mnie do grzebania w ziemi.

Martva - 5 lutego 2008, 18:10

Ja na razie planuję, tylko zawsze sie na planach kończy a ogród wygląda jak obraz nędzy i rozpaczy ;)
Więc jeszcze może jakaś róża. Rabatowa. Jedna, no może dwie ;)
W sumie jeszcze jeden powojnik, można by go puścić na siatkę zamiast kolczurki, kolczurka jest zła i trudno ją opanować. Clematis tangutica 'Aureolin' jest ładny
Plus pomidorki, jak w zeszłym roku, 'Maskotka' i ' Yellow Pearshaped'
I kosmos, tytoń i szałwia wdzięczna. I groszek pachnący. I wymyślę jeszcze pewnie milion rzeczy, a uda sie zrealizować ze dwie ;)

Agi - 5 lutego 2008, 18:14

Martva napisał/a:
Clematis tangutica 'Aureolin' jest ładny


Mam, rośnie bardzo intensywnie. Kwiatki są małe i delikatne, bardziej efektownie wyglądają "dmuchawce" tworzące się po przekwitnięciu.

Kosmos rzeczywiście jest ładny, ale to straszny chwast, jak się rozsieje, jest niemal nie do wyplenienia.

Martva - 5 lutego 2008, 18:26

W zeszłym roku sprawiłam sobie 'Polish Spirit', 'Blue Angel' i 'Warszawską Nike'. Napisałam je w kolejności od najfajniejszego, a przy okazji najszybciej rosnącego i najobficiej kwitnącego :) Tego żółtego nie miałam gdzie wsadzić, ale odkąd dąb odszedł do krainy gdzie odchodzą martve dęby mam kawałek ogrodzenia w słońcu ;)
Myślałam jeszcze, czy by akebii nie sprobować rozmnożyć, jak już ją utnę. Tylko nie wiem kiedy to zrobić, wszędzie piszą ze tnie się tylko stare i uschnięte pędy, a ona jest łysa :/

A straszne chwasty u mnie w ogrodzie mają ciężko, nawet rogownica nie przeżyła, a ona ma skłonności do tłumienia wszystkiego podobno ;) Ziemia jest ciężka, dość sucho, słońca niewiele... Rozsiewają sie i wędrują po ogrodzie: niezapominajki, cebulice (śliczna roślinka, bardzo polecam zwłaszcza na półdzikie trawniki), złocień maruna i orliki. Te ostatnie mutują na potęgę, kwiaty karleją i robią się coraz bardziej pełne, a za to bez ostróg,i przestały się wysiewać tak ochoczo i obficie jak kiedyś.
Więc generalnie ekspansja kosmosu mi nie grozi ;)

Agi - 5 lutego 2008, 18:42

Martva napisał/a:
Myślałam jeszcze, czy by akebii nie sprobować rozmnożyć, jak już ją utnę. Tylko nie wiem kiedy to zrobić, wszędzie piszą ze tnie się tylko stare i uschnięte pędy, a ona jest łysa :/


Spytam znajomego szkółkarza, od którego dostałam sadzonkę akebii. Na mój rozum trzeba przygiąć pęd i przysypać ziemią, po jakimś czasie ukorzeni się, wtedy odciąć i wykopać sadzonkę.

Cebulic mam w nadmiarze, też je od czasu do czasu wyrzucam,

May - 5 lutego 2008, 20:03

Martva, a co to jest szalwia wdzieczna? to samo co Clary?
Moje zolte i fioletowe krokusy juz przekwitly, odkad wytrulam cholerne slugs to pierwiosnki jakos odzyly i maja kwiatki a nie ogryzione z platkow badylki, czekam na zonkile - juz pieknie napaczkowaly!
A poza tym petunie w doniczkach mi zime przezyly, dalej sa zielone... I miniaturowe lwie paszczki, ktore kupilam jako jednoroczne tez chyba nie przemarzly.

Martva - 5 lutego 2008, 21:49

May napisał/a:
Martva, a co to jest szalwia wdzieczna? to samo co Clary?


Salvia horminium, nie?

May napisał/a:
I miniaturowe lwie paszczki, ktore kupilam jako jednoroczne tez chyba nie przemarzly.


Miniaturowe lwie paszczki to Linaria, czy prawdziwe lwie paszczki?

May - 6 lutego 2008, 21:24

Prawdziwe lwie paszczki ale male, w senskie, ze krzaczki niewysokie. Ladne, nigdy wczesniej nie mialam takich w ogrodzie, bo na Woli jakos nam nie pasowaly, albo cholera wie co...

Aha, sprawdzilam te szalwie, dawniej to sie chyba powabna nazywalo?

Martva - 7 lutego 2008, 13:01

Powabna, wdzięczna, trójbarwna, S. horminum, S. horminium, kto by się tam systematyką przejmował... Ładna jest bestia i gdzieś ją muszę upchnąć. mam nadzieję że jej ślimaki nie lubią :|

A w ogóle, to rannik się puszcza! Znaczy, ten, no, pączkuje. I przebiśniegi też, ale mniej odważnie.

Piech - 7 lutego 2008, 13:08

A jak się mają do ogrodowych lwich paszczek te naturalne, które na wiosnę rosną w rowach? Przynajmniej w Sudetach widzę tego dużo wczesną wiosną. Takie żółte.
Martva - 7 lutego 2008, 13:18

Ogrodowe lwie paszcze, te klasyczne, to jest wyżlin większy (Antirrhinum majus) i nazwa lwia paszcza jest straszliwie niepoprawna z punku widzenia systematyki ;) nie wiem czy te karłowe o których May mówi są innym gatunkiem, czy po prostu miniaturową odmianą :)

Jest cos co rosnie dziko, nazywa się wyżlin polny (Antirrhinum orontium), ale piszą że rośnie na niżu, a pokazują że jest fioletowy.

Chyba wiem o jakiej roślinie mówisz, zaraz znajdę draństwo ;)

EDIT: Komonica zwyczajna czyżby? Budowa kwiatu jest dość podobna tak na pierwszy rzut oka, chociaż to zupełnie inna rodzina.

Godzilla - 7 lutego 2008, 13:18

Lnica pospolita to się chyba nazywa, ale czy lwia paszcza to ten sam gatunek zmutowany, zupełnie nie wiem.
Martva - 7 lutego 2008, 13:22

Lnica to Linaria, May mówi ze chodzi o coś innego :) Bo lnicę znamy, chyba zresztą z Anglii właśnie (chyba babcia nasiona przywoziła, czy coś takiego, w każdym razie kojarzy mi się z Anglią w takim samym stopniu jak wyżej wspomniana szałwia).

EDIT: chyba masz rację, lnica pospolita to by było to, mnie się zawsze kojarzy z odmianami ogrodowymi, kolorowymi :) Jak tu:


Piech - 7 lutego 2008, 13:54

To o co pytałem wygląda jak ta lnica. Tylko okres kwitnienia nie bardzo mi się zgadza, ale może źle mi się zapamiętało. W każdym razie, bardzo ładne rośliny. Aż dziw, że takie okazałe kwiaty rosną sobie dziko przy drodze.
ihan - 7 lutego 2008, 15:05

A to nie gnidosz królewski przypadkiem? albo pszeniec , albo ortanta?
Martva - 7 lutego 2008, 15:23

No w sumie zależy co Piech ma na myśli mówiąc 'okazałe' ;) Lnica wysoka nie jest, kwiatów specjalnie dużych też nie ma, ale są ładne.
Piech - 7 lutego 2008, 15:33

ihan, nie takie. Bardziej jak klasyczne lwie pyszczki. Przy okazji sfotografuję.
ihan - 7 lutego 2008, 15:41

OK, a dlaczego wykluczyliśmy lnicę ?
Edit: i jeszcze taka . Ta robi wrażenie.

Piech - 7 lutego 2008, 16:09

To wygląda na lnicę. Nie wykluczyłem jej, tylko wydawało mi się, że widziałem te kwiaty wiosną, a napisane jest, że kwitnie latem. Może pamięć mnie zawodzi i widziałem to latem. Wiosną, w moich sekretnych miejscach, przy drodze też jest dużo kwiatów. Pierwiosnki, kaczeńce i sporo innych, o których nie mam pojęcia, bo botanik ze mnie żaden.
Rafał - 8 lutego 2008, 08:33

Raz jedyny raz widziałem w górach dziko rosnącą lilię złotogłów, aż dziw, że nikt jej nie zerwał :D
ihan - 8 lutego 2008, 17:54

Martva, a jakie masz źródło lilaków? To znaczy, żeby mieć pewność, że osobnik jest wybranego koloru, bo bardzo, bardzo mi się marzy taki bardzo ciemny. Ale te w szkółkach, potem okazują się nie takie jak na fotkach. I jeszcze lilaki węgierskie bym chciała, żeby mieć dłużej kwitnące.
Martva - 8 lutego 2008, 18:05

W ogóle nie mam źródła, znaczy się nie rozglądałam. W mojej byłej pracy (Ogród Łobzów) w zeszłym roku mieli odmiany różne, szczepione, wyraźne drzewka bez tendencji do krzaczenia, ale w okolicach 70 zł. Opisane były na metkach, ale i tak znikały głównie w porze kwitnienia, i trudno się dziwić - szkółki nie zawsze rzetelnie opisują rośliny, zdarzały się piękne różowe pigwowce z pięknymi zdjęciami białych kwiatów na etykietach...
Tez najbardziej lubię ciemne, więc gdyby miał być jeden, to wolałabym właśnie taki. Ale najbardziej bym chciała wszystkie trzy ;)
Tak sobie myślę, że trzeba by je upolować w porze kwitnienia, żeby nie było niespodzianek, a potem posadzić jesienią, o ile nam sie uda pozbyć stert drewna z ogrodu...

ihan - 8 lutego 2008, 18:47

A ja właśnie nie lubię drzewiastych, wolę krzaczaste. Nie lubię gołych pni.
Martva - 8 lutego 2008, 19:14

Ja też wolę krzaczaste, dlatego dłuuuugo łaziłam wokół nich, wahałam się i myślałam, i w końcu nie wzięłam :) Bo wolę 3 krzewy, które się przerosną, splotą gałęziami i będą kwitły wszystkimi trzema kolorami niż drzewka które będą łyse na dole. Za to z wypłaty za ostatnie 3 dni pracy wzięłam sobie Syringa meyerii 'Palibin', takie fajne maleństwo :) Trochę mi się dziwnie wracało, bo poza nim miałam jeszcze 3 clematisy. I 2 przesiadki w godzinach szczytu ;)
May - 9 lutego 2008, 12:15

A ja wlasnie odkrylam ze troche wstretnych slugs przerzylo ostatnie trucie. Bede musiala powtorzyc egzekucje zanim zakwitna moje sliczne male zonkilki, bo te ohydy zzeraja kwiatki i paczki, za to chwastow nie ruszaja...
Piech - 9 lutego 2008, 12:53

Te, które przeżyły pewnie żywią się tymi niebieskimi granulkami. Na sam widok ślinka im leci, a Ty myślisz, że im niedobrze. Lepiej poszukaj czegoś, co je zjada.
ihan - 9 lutego 2008, 12:59

Pod warunkiem, że to coś co je zjada nie zagustuje potem w roślinkach May :)
Martva - 9 lutego 2008, 13:48

May napisał/a:
ze troche wstretnych slugs


One się po polsku nazywają ślimaki, chyba już nie pamiętasz ;P:

Piech napisał/a:
Lepiej poszukaj czegoś, co je zjada.


Myślałam o założeniu hodowli jeży. Ewentualnie ropuch. Bażanty z racji łownego kota odpadają (zwłaszcza że one się żywią tylko stonką, pamiętam z biologii ;P: ). Tylko boję się że jedno i drugie będzie mi włazić pod nogi, albo, nie daj Boże i odpukać, pod kosiarkę :|

ihan - 9 lutego 2008, 18:36

Z tymi akurat ślimakami jest problem, bo nie wiem co je zjada. Hodowla jeży nie wypali, bo jeże są terytorialne i gdy ich będzie zbyt dużo nie będą sie tolerować.
May - 9 lutego 2008, 19:23

Slimaki to sa dla mnie te z muszelka widoczna. Te gole to slugs i juz. I nie dostaja granulek, bo malo skuteczne byly, kupilam trutke w plynie. Wiem, ze nieekologiczna jestem, ale szlag mnie trafia jak z moich prymulek zostaja tylko wyjedzone szypulki...
Martva - 9 lutego 2008, 20:00

Bo te ślimaki to *chyba* są jakieś takie przywleczone z cieplejszych krajów, pewnie przez globalne ocieplenie. Nie mają tu naturalnych wrogów i mnożą się na potęgę. Tak sądzę, bo jak byłam mała to były tylko winniczki, które są aniołami przy tych paskudach, a taki bezskorupczak się trafiał od wielkiego dzwonu, i to był połowę mniejszy od tych dzisiejszych. Fakt że wystarczy im jedna noc żeby zeżreć ostróżkę, tylko jedna smętna łodyżka zostaje, widać za twarda.
A zjada je suka mojej ciotki, to znaczy zjadła jednego, potem szybko zwróciła go naturze i nie wiem czy nadal próbuje.

elam - 9 lutego 2008, 21:25

Martva. alez bazanty nie moga zywic sie wylacznie stonka, bo zyly na ziemiach polskich od zawsze, a stonka dopiero od 50 ciu lat..
Fidel-F2 - 9 lutego 2008, 21:44

May, bociana sobie zahoduj
ihan - 9 lutego 2008, 21:51

Obawiam się, że tymi łysymi ślimakami to nic się nie żywi. Są tak odrażające, że stanowią ostatnie ogniwo łańcucha pokarmowego.
Agi - 9 lutego 2008, 21:55

Znaczy, kiedyś nas zjedzą???
Piech - 9 lutego 2008, 21:57

Przerabiaj je na biopaliwo. Będziesz bogata.
ihan - 9 lutego 2008, 21:59

Agi, nie wykluczam. Zwłaszcza będąc skażona w młodości horrorami niejakiego pana Guya Smitha, tam ślimaki też na pewno były.
Piechu, może się nie opłacać po odparowaniu.

Martva - 10 lutego 2008, 11:05

elam napisał/a:
alez bazanty nie moga zywic sie wylacznie stonka, bo zyly na ziemiach polskich od zawsze, a stonka dopiero od 50 ciu lat..


Ale to żart był, pamiętam te takie ślicznie rozrysowane łańcuchy pokarmowe w podręcznikach do biologii (ziemniak -> stonka -> bażant -> lis) ;)

ihan napisał/a:
Obawiam się, że tymi łysymi ślimakami to nic się nie żywi.


Nie no, coś musi. Tylko ja się serio pytam, czy one nie zostały przypadkiem przywleczone z krajów o łagodniejszym klimacie? Może być tak jak ze szrotówkiem, który tez nie miał u nas naturalnych wrogów, ale coś go odkryło i zjada.

Agi napisał/a:
Znaczy, kiedyś nas zjedzą???


Yyyy, zdecydowanie każę sie spalić po śmierci. Żywcem mnie nie dorwą ;P:

Piech napisał/a:
Przerabiaj je na biopaliwo. Będziesz bogata.


Jeden facet na forum ogrodniczym wspominał, że jak robi gnojówkę z pokrzyw w wielkiej beczce, to topi w niej pozbierane ślimaki, rozpuszczają się bez śladu :?

ihan - 10 lutego 2008, 11:12

Martva napisał/a:
Jeden facet na forum ogrodniczym wspominał, że jak robi gnojówkę z pokrzyw w wielkiej beczce, to topi w niej pozbierane ślimaki, rozpuszczają się bez śladu :?

Zbrodnia doskonała. Tylko najpierw musi je złapać.

Miria - 10 lutego 2008, 11:18

Martva napisał/a:
Może być tak jak ze szrotówkiem, który tez nie miał u nas naturalnych wrogów, ale coś go odkryło i zjada.


To to, co zżera kasztanowce? Jeśli tak, to dobra wiadomość, bo mi serce pęka, jak patrzę na drzewa na mojej ulicy.

ihan - 10 lutego 2008, 11:28

Z tego co tutaj jest napisane koneserami tych szrotówków są sikorki. Tam jest sporo ciekawych informacji, zwłaszcza o pochodzeniu tego motyla. Szrotówek, jako "stonka imperialistyczna", interesujące.
Martva - 10 lutego 2008, 11:30

ihan napisał/a:
Tylko najpierw musi je złapać.


Nooo, tu jest podstawowy minus. Bo co jakiś czas robiło sie u nas 'akcję ślimak' polegającą na zbieraniu do wiaderka wszystkich znalezionych ślimaków i wynoszeniu ich na łąkę (tylko szybko, bo one błyskawicznie probowały z tego wiaderka wiać). A potem się zjawiły bezskorupkowce, bleeee.

Miria napisał/a:
Jeśli tak, to dobra wiadomość, bo mi serce pęka, jak patrzę na drzewa na mojej ulicy.


Podobno sikorki (bodajże) je wykryły i zżerają. Poza tym naprawdę bardzo dobre efekty przynosi grabienie liści i ich palenie/głębokie zakopywanie, nieźle się spisuje samoprzylepna folia na pniach (tylko nie jest dobrą metodą przy stosowaniu w pobliżu pasiek). Szczepienia natomiast są nieskuteczne.
A mój ulubiony profesor entomologii upiera się, że bardziej niż szrotówek zagrażają kasztanowcom sól na drogach i zanieczyszczenie miejskie. Nie wiem jak jest naprawdę, ale od bardzo dawna nie widziałam normalnie, jesiennie przebarwionego kasztanowca, od dłuższego czasu są rdzawe takie. A mieszkam w okolicy alei Kasztanowej, więc sporo ich obserwuję.

Miria - 10 lutego 2008, 11:34

Kolejna dobra wiadomośc, bo w okolicy ostatnio jest masa sikorek. Za liście sama chciałam się brać, ale nie mam ich gdzie palić. Ale od zeszłego roku miasto sie tym zajęło. Tez mieszkam przy ulicy, gdzie rośnie kilka kasztanowców, kiedys była cała aleja, ale wycięli przy różnych budowach.
Agi - 10 lutego 2008, 11:42

Kasztanowce przy drogach to był nie najlepszy (delikatnie mówiąc) pomysł. Zresztą dotyczy to wszystkich drzew.
Sadzone bezpośrednie przy jezdni, zamiast za rowem odwadniającym przyczyniły się do niejednego pogrzebu. Kasztanowce dodatkowo mają tę wadę jako drzewa przydrożne, że robijające się na jezdni i rozjeżdżane kasztany tworzą śliską maź. Codziennie jeżdżę taką drogą ( w dużej części już kasztanowce usunięto i zastąpiono je grabami posadzonymi za rowem) i naprawdę, jazda jesienią bywa sportem ekstremalnym.

Miria - 10 lutego 2008, 11:46

U nas to akurat wykladana kostką uliczka z leżącymi policjantami, sprzątana czesto, więc zagrożenia nie ma. :) Ale w okolicy jest ulica, gdzie wielkie drzewa rozną co kilka metró, a jest ona tak wąska, że trzeba zjeżdzać na bok, gdy coś wiekszego jedzie z naprzeciwka, w dodatku dośc dluga prosta, więc niektórzy lubią się rozpędzać. :roll: Staram sie nie jeżdzić tamtędy.
ihan - 10 lutego 2008, 11:50

Zerknijcie jeszcze co znalazłam przeglądając google szukając szrotówka. Bardzo mi imponują szkoły, które robią coś poza wąsko pojętym programem nauczania, i ludzie mający fajne pomysły.
Martva - 10 lutego 2008, 11:51

Wiesz, te 'moje' były sadzone, jak tam prawie samochodów nie było ;)

A że teraz totalnie się nie myśli o pewnych rzeczach sadząc drzewa przy ulicach, to inna sprawa - nie wiem jak można w centrum miasta sadzić na przykład platany, które jednak docelowo są sporymi drzewami; można je bardzo ładnie ciąć, ale o tym nikt nie myśli. Albo klony zwyczajne, które w mieście źle się czują i rudzieją już późnym latem. Skutki są takie, że się sadzi małe drzewka i wymienia dwa lata później, nie wiem gdzie tu sens?

Agi - 10 lutego 2008, 12:12

Martva, owszem, kasztanowce przy "mojej" drodze też pamiętają czasy furmanek i powozów.
Godzilla - 10 lutego 2008, 12:48

Czy ktoś z was wie skąd można wytrzasnąć takie zwykłe białe lilie, jakie hodowały nasze babcie? Niektórzy nazywali je "liliami świętego Antoniego". Tak się składa, że wszystko co teraz widzę w ogródkach i kwiaciarniach ma jakiś powalający zapach, zupełnie niepodobny do zapachu lilii mojej babci.
Martva - 10 lutego 2008, 13:22

Ehh, może być ciężko.
Pamiętam z praktyk studenckich panią, która chciała hortensji. Takich klasycznych. No więc zaprowadziłam ją do hortensji, pokazałam kilka odmian - a ona się skrzywiła i powiedziała że nie chce takich odmianowych, tylko 'zwyczajne'. Nie ma czegoś takiego jak 'zwyczajna' hortensja ;)

To jest taka dygresja właściwie - ale odpowiedź na Twoje pytanie brzmi: szukaj po ludziach. Nie masz jakieś znajomego działkowca, albo kogoś kto ma znajomego działkowca? Takie stare odmiany są często trudne do znalezienia na rynku, ale może ktoś sie będzie chciał podzielić cebulami.

Google mówi że to Lilium candidum czyli lilia biała, może chodzi po prostu o czysty gatunek? Naprawdę się nie da tego dostać? Nie znam się na liliach, lubię ale nie mam gdzie wsadzić, więc się nie orientuję w rynku ;)

Agi - 10 lutego 2008, 13:30

Godzilla, w okresie kwitnienia rozejrzę się po znajomych ogródkach, jeśli będą spróbuję wyprosić cebulki.
Martva - 10 lutego 2008, 13:32

O właśnie :) :bravo
Godzilla - 10 lutego 2008, 20:22

Agi, dzięki!
aniol - 11 lutego 2008, 07:21

Martva napisał/a:

A mój ulubiony profesor entomologii upiera się, że bardziej niż szrotówek zagrażają kasztanowcom sól na drogach i zanieczyszczenie miejskie. Nie wiem jak jest naprawdę, ale od bardzo dawna nie widziałam normalnie, jesiennie przebarwionego kasztanowca, od dłuższego czasu są rdzawe takie. A mieszkam w okolicy alei Kasztanowej, więc sporo ich obserwuję.


hmm czyzby prof.Wnuk nadal wykladal?

Martva - 11 lutego 2008, 08:44

Wykłada, ale moim ulubionym entomologiem był prof. Wiech ;)
aniol - 11 lutego 2008, 08:57

z Wiechem nic nie mialem , ale Wnuk wylaszal identyczne opinie
i tez jest swietnym prowadzacym!

Martva - 11 lutego 2008, 09:08

Też go lubiłam, ale nie aż tak ;)
W ogóle katedra entomologii była jedną z najsympatyczniejszych, mimo że za wykładanym przedmiotem nie przepadałam to jednak ludzie byli mili :)

aniol - 11 lutego 2008, 09:17

:D
ja z entomologi prace pisalem
u Wnuka wlasnie
i zarowno prowadzacy jak i sam przedmiot wielce mi pasowali

Martva - 11 lutego 2008, 09:23

O, no proszę :)
Godzilla - 11 lutego 2008, 10:45

Sól na jezdniach strasznie niszczy drzewa, w Warszawie od jakiegoś czasu drzewa padają masowo. Aż żal patrzeć. Może to wiek, po prostu przyszła na nie pora, ale żeby tak razem różne gatunki, klony i lipy, to podejrzane.
Martva - 11 lutego 2008, 10:53

Albo sie jej po prostu więcej zużywa. Mało które drzewa tolerują sól, a zauważ że często z tego posolonego śniegu z chodników i jezdni sie usypuje pryzmy... wokół pni.
elam - 16 lutego 2008, 16:53

hej - hej, posadzcie drzewko ! :)

http://elam.posadzdrzewo.pl/

podobno, jesli wejdziecie na te stronke i posadzicie wirtualne drzewko, firma Tetrapak posadzi gdzies prawdziwe :)
trzeba o swoje drzewko internetowe dbac, im czesciej sie na nie patrzy, (tzn mozna raz dziennie, jak na stronie pajacyka) tym lepiej rosnie. moje drzewko tez odwiedzajcie...
i drzewko o imieniu: http://asiontek.posadzdrzewo.pl

Godzilla - 16 lutego 2008, 19:01

Hihi, ja też mam: Godzilla.posadzdrzewo.pl
elam - 16 lutego 2008, 19:26

:)

taka mila zabawka. prawie jak dla dzieci, bo zeby roslo, trzeba je odwiedzac, czyli "pielegnowac". milusie. (widzialas, jakie asiontkowi juz uroslo? :) )

ihan - 16 lutego 2008, 19:29

Tamaguchi w wersji mniej hardcorowej, bo roślin mniej żal niż zwierząt. A firma Tetrapak tak sama by nie mogła sadzić drzew, tylko potrzebuje kampanii reklamowej? Przepraszam, ale ten pomysł nie wydaje mi się najmądrzejszy.
Miria - 16 lutego 2008, 19:52

ihan napisał/a:
A firma Tetrapak tak sama by nie mogła sadzić drzew, tylko potrzebuje kampanii reklamowej?


To mniej więcej jak Pajacyk, nie widzę w tym nic złego. :roll:

ihan - 16 lutego 2008, 20:07

Odbieram inaczej, ale nie znaczy to, że cały świat musi od razu się ze mną zgadzać. ;)
Miria - 16 lutego 2008, 20:11

Uzasadnienie, uzasadnienie. :twisted:

Ale nie, żeby mi jakoś strasznie zależało. Drzewka nie zasadziłam. Nie przeżyłoby tygodnia - w zeszłym tygodniu wywaliłam ostatni kwiatek z mieszkania.

ihan - 16 lutego 2008, 20:14

I dobrze, że ci nie zależy, bo pewnie by się skończyło niemiłymi postami. Dla spokoju moderatorów załóżmy, że po prostu mi się nie podoba.
Miria - 16 lutego 2008, 20:19

Ej, od razu takie założenie? :shock: Można przecież spokojnie wymienić poglądy.
ihan - 16 lutego 2008, 20:23

Nie, Miria, za stara jestem. Nie ma tematu.
elam - 16 lutego 2008, 21:22

jeeeej :shock:
ihan, jak chcesz, powiem ci, ze jestes za stara, w blogu Fidela :D
oczywiscie, ze to takie tamaguchi. ale mile, bo przy okazji widzisz, jak powoli takie drzewko rosnie. a galazke urwac, ped zlamac, drzewo sciac, tak latwo...

ihan - 16 lutego 2008, 22:09

Elam, marna kłótnia by była. Głupio się kłócić o prawdę :wink:
Drzewo widzisz na żywo, widzisz jak wolno rośnie, że potrzebuje światła i wody.

elam - 16 lutego 2008, 22:43

ech wiesz, w dzisiejszych czasach bywa tak, ze patrzymy na las, a nie widzimy drzew :) taka ladna przenosnia - ale i doslownie tez tak bywa. niby zauwazasz, ze cos ci rosnie w ogrodku czy doniczce, ale - ...


ale faktycznie, marny powod do klotni. poszukam czegos innego ;)

Martva - 23 lutego 2008, 11:10

Dawno nie pisałam: ja chcę już wioooosnęęęę...
ihan - 24 lutego 2008, 16:37

O, to cię podrażnię. W Jenie, skąd to nie chwaląc się wróciłam kwitną przebiśniegi, krokusy, przylaszczki, jakieś cebulice, pierwiosnki, wszędzie. W ogródkach, w ogrodzie botanicznym. W ogóle mają łagodniejszy klimat, pełno tam budlei i kalin sztywnolistnych i piękną pnącą hortensję widziałam przycinana wokół śmietnika. Ja chcę do Jeny, jeśli nie mogę mieszkać w kraju o normalnym klimacie, to przynajmniej w Jenie chce. A ogródki są naprawdę śliczniutkie tam. Szkoda, że nie będziemy tak za jakiś miesiąc, bo jak zaczną kwitnąć jeszcze tulipany, rododendrony i narcyzy będzie pięknie.
Martva - 24 lutego 2008, 17:10

A u mnie dziś:







Pierwsze krokusy (żółte) też wylazły, ale jeszcze nie są fotogeniczne ;)

Godzilla - 24 lutego 2008, 19:56

Też żółte krokusy wyłażą mi pod balkonem :-)
Martva - 24 lutego 2008, 20:01

No u mnie na razie tylko ranniki i przebiśniegi, ale krokusy wylazły. Żółte w pąkach, a pozostałe na razie w pędzelkach ;)
elam - 24 lutego 2008, 20:29

alze sliczne te zdjecia :)
Martva - 24 lutego 2008, 20:36

Jak widzę pszczoły na kwiatkach, zwłaszcza te pierwsze, to nie mogę się opanować i pstrykam ile sie da ;)

Znalazłam przypadkiem folder z fotkami z kwietnia 2007, ja już chcę te kolory... a nie wiem czy w tym roku mi w ogóle tulipany zakwitną :(

elam - 24 lutego 2008, 21:04

u mnie jeszcze nic nie wyszlo. nooo moze jakies pierwsze badylki, ale nic nie kwitnie na razie.

prosze o wiecej wiosennych zdjec ! szukamy wiosny ! :D

Martva - 24 lutego 2008, 21:15

Jeśli jutro coś nowego upoluję, to wrzucę tutaj, a z najładniejszej tradycyjnie zrobię Ci kwiaciarnię na blogu ;)
May - 24 lutego 2008, 21:19

U mnie krokusy juz przekwitly, zostaly tylko te pozniejsze odmiany z wiekszymi kwiatkami, ale i one juz pomalutku przekwitaja... Za to zonkile szaleja, wszedzie lany zoltych kwiatkow. Poza tym zaczynaja kwitnac rozne krzewy, nie wiem jakie bo sie nie znam - biale i rozowe. I moje ulubione zolte, co widzialam tylko tutaj i w Bretanii tez juz kwitna. Mysle, ze to chyba zarnowce, ale tez sie nie znam, siostre mam od tego ;P:
I wiosna wisi w powietrzu, tak niby juz jest, ale nie do konca, strasznie mnie kreci ta pora roku!

Martva - 24 lutego 2008, 21:21

May napisał/a:
Poza tym zaczynaja kwitnac rozne krzewy, nie wiem jakie bo sie nie znam - biale i rozowe.


Zrób fotkę, całość plus zbliżenie kwiatu. Pliiiiiz. To może się dowiesz:)

May - 24 lutego 2008, 23:07

Duzo fotek musialabym zrobic. Srednia ma jakies pojedyncze fotki to poogladasz moze...
Martva - 25 lutego 2008, 09:44

No to zrób dużo fotek zamiast smęcić, nie?
Martva - 25 lutego 2008, 14:24

Cytat:
Srednia ma jakies pojedyncze fotki to poogladasz moze...


Wypatrzyłam jedną kalinę i coś co może być kamelią, ale nie jestem pewna na 100%.

A u mnie:







Właściwie to jest bardzo sprytne, że najpierw kwitną żółte, bo są chyba najbardziej optymistyczne. Nie przepadam za żółtym kolorem, z wyjątkiem żółtych kwiatów. Takich bardzo żółtych, właśnie jak krokusy. Albo narcyzy trąbkowe, zwłaszcza miniaturowe. Albo tulipany.

Martva - 3 marca 2008, 11:55

Wywlokłam się do ogrodu na 10 minut porobić zdjęcia i większość do wyrzucenia - pewnie mi się łapy trzęsą, nie bez znaczenia jest też zapewne fakt że aparat był ustawiony na portret, nie na auto i trochę zeszło zanim sie zorientowałam ;P:
Generalnie wszędzie jest pełno błota, wylazły moje ukochane kremowe krokusy 'Cream Beauty', pokazują się fioletowe, śnieżyce kwitną, śnieżyczki chyba się kończą, stokrotki jak zwykle bez przerwy, a cebulice już mają te śmieszne niebieskie zgrubienia, chociaż do kwiatków jeszcze trochę ;)




Agi - 3 marca 2008, 12:16

Pozwoliłam sobie to wkleić, bo urzekła mnie uroda tego rzadkiego, chronionego kwiatuszka

Cytat:
Starczanowo, wieś w gminie Murowana Goślina, zaczyna przeżywać prawdziwe oblężenie. Przyczyną, która ściąga do Starczanowa tysiące osób jest rozpoczynająca właśnie kwitnienie ŚNIEŻYCA WIOSENNA.


Godzilla - 3 marca 2008, 12:17

Jaka ładna, przypomina konwalię.
Martva - 3 marca 2008, 12:24

O, jak fajnie ze im dziko rośnie, ja widziałam tylko w ogrodach ;)
Agi - 3 marca 2008, 12:34

Martva, u tych, którzy nie bacząc na zakaz wykopali z lasu i przynieśli do ogrodu?

Cytuję za źródłem:
Cytat:
W Polsce śnieżyca wiosenna występuje w Sudetach i w Karpatach wschodnich oraz rzadko w południowej części niżu. W tej części Polski jest ewenementem.

Podlega ścisłej ochronie gatunkowej i jest narażona na wyginięcie. W związku z powyższym 1 maja 1975 roku miejsce jednego z dwóch terenów występowania śnieżycy na niżu zostało objęte całkowitą ochroną poprzez utworzenie Rezerwatu zajmującego powierzchnię 9,46 ha.

Martva - 3 marca 2008, 12:46

No ja ją mam w ogrodzie, a nie sądzę żeby została wykopana z lasu... Jedna kępka się chyba wysiała sama, o ta:

bo na pewno jej tam nikt nie sadził. A ta z posta wyżej sobie rosła parę lat w jednym miejscu a potem została przesadzona, bo okazało się że przez kępę przebiega trasa psa.
To że gatunek jest chroniony nie musi oznaczać że ludzie go nie mają w ogrodach, wiele gatunków jest uprawianych i rozmnażanych w szkółkach i można je kupić.

Agi - 3 marca 2008, 13:03

W porządku, przesadziłam, jak to w wątku ogrodniczym bywa.

Jestem zawzięta, jeśli idzie o uszczuplanie dziko rosnących chronionych roślin, celem ozdobienia własnego ogródka, stąd pewnie taka reakcja.

Martva - 3 marca 2008, 13:18

:)
Przyznaję się do ukradnięcia z lasu małej kępki kopytnika, regularnym podkradaniu co roku kilku egzemplarzy kokoryczy tudzież przywrotnika z pobliskiej łąki, oraz przywiezieniu pewnej ilości cebulek krokusów z gór (takie co zostały po dziczej uczcie, miały raczej mizerne szanse na przeżycie).

BTW śmieszna historia z tymi krokusami, bo 10 lat później nagle wyrósł nam nieopodal storczyk, nie wiadomo jak i skąd. Przypuszczam że się nasionko na grudce ziemi musiało przypałętać, a one bardzo długi kiełkują. Niestety długo nie pociągnął, gleba chyba nie ta...

mBiko - 3 marca 2008, 14:45

Agi napisał/a:

Jestem zawzięta, jeśli idzie o uszczuplanie dziko rosnących chronionych roślin, celem ozdobienia własnego ogródka, stąd pewnie taka reakcja.


Brawa dla tej Pani, też jestem furiat jeżeli chodzi o ochronę przyrody.

Martva - 3 marca 2008, 15:30

Roślinki to jest małe piwo, w Lasku Wolskim, czyli 'moim' lesie, był sobie kamień. Taki kawał wapienia, metr na metr na metr minimum a przypuszczam że i więcej; i pewnego dnia sobie zniknął. Mam pewne podejrzenia w związku z nim i równocześnie urządzanym ogródkiem nowych sąsiadów, ale kamień jak kamień, nie udowodnisz...
Godzilla - 3 marca 2008, 16:30

W okolicach Ojcowa jest więcej takich tajemniczych zniknięć.

Edit:
Wyrosły mi pod oknem krokusy, a w nocy zapowiadają mróz, coś koło -5. Co robić, obłożyć je czymś, czy zostawić? Mają duże pączki kwiatowe.

May - 5 marca 2008, 20:11

Krokusom podobno mrfoz nie szkodzi. Jak sie okazalo - zonkilom tez nie, bo wlasnie zima sobie o Somerset przypomniala i mamy przymrozki w nocy, a przedwczoraj to nawet snieg padal!!!
A kwiatki dalej rosna i maja sie dobrze...

Martva - 7 marca 2008, 13:22

Plan na jesień: kupić dużo cebulek żółtych krokusów i zrobić łączkę. Na jednym kawałku są fioletowe, na drugim będą żółte, o.
Martva - 9 marca 2008, 22:37

Nowe kwiatuszki:






Miodunka


Krokusy przywiezione dawno temu z Gorców




Krokusy odmiany "Cream Beauty', z zawartością ;)



A Wam coś kwitnie?

dzejes - 9 marca 2008, 22:44

Martva napisał/a:

A Wam coś kwitnie?


Palma. Nieustająco i całorocznie 8)

Martva - 9 marca 2008, 22:46

Palma to myślałam że odbija ;)

Daktylowa, kokosowa...? ;)

dzejes - 9 marca 2008, 22:50

Martva napisał/a:
[...] kokosowa...? ;)


:oops: Dziękuję

Martva - 14 marca 2008, 21:28









A w sumie to dlaczego tylko ja? Bo mi tak głupio :|

ihan - 14 marca 2008, 22:04

Nie wiem jak inni, ale ja na przykład nie mam cyfrówki, to zdjęć nie wstawię.
Godzilla - 15 marca 2008, 11:07

Chyba że zeskanujesz.
ihan - 15 marca 2008, 11:26

Skanera także brak.
merula - 17 marca 2008, 19:55

Nie chce mi sie zwalczyć lenistwa i nauczyć wstawiać.

A poza tym mam na razie tylko dwa krokusiki. Późno cebule wsadzałam, to teraz mam. A raczej nie mam :wink:

ihan - 17 marca 2008, 20:19

jak późno wsadzałaś? Bo one w zasadzie muszą tylko zdążyć się zakorzenić przed zamarznięciem ziemi, a w tym roku nie zamarzała zbyt wcześnie.
merula - 17 marca 2008, 20:49

No niby nie, ale ja je wkopywałam na początku grudnia chyba. A na pewno nie wcześniej niz w końcówce listopada.

Liście tulipanów, irysów, szafirków czy inszych różności widać, ale nie kwitną jeszcze, co robią na przykład "złośliwce" u mojej mamy w Gdańsku.

Martva - 18 marca 2008, 08:50

Na tulipany to za wcześnie jeszcze - przynajmniej u mnie. I w ogóle nie wiem czy raczą zakwitnąć, bo chyba się cebulki strasznie rozdrobniły. Chyba je zakopię głęboko w jakimś kącie i niech siedzą.
A w ogóle to śnieg pada.

May - 19 marca 2008, 20:24

U mnie zakwitl jeden. Jeszcze dwa maja paczki. I tak dobrze w porownaniu z zeszlym rokiem - wtedy utopilam pojemnik, w ktorym rosly i wszystkie cebulki mi zgnily.
Za to zonkili mnostwo i dzieki nowej trutce na slimaki - kwitna wszystkie!

merula - 19 marca 2008, 22:24

Wykopałam u babci w ogródku kwitnące przebiśniegi i wsadziłam w donice. Ciekawe, czy się na mnie nie obrażą i przeżyją.
Martva - 19 marca 2008, 22:30

E, jak były z bryłą ziemi to nie powinny. Moja Mama tak dostała od kogoś.
Ja przyniosłam z (Agi, nie czytaj) lasu kilka kokoryczy z cebulkami, znalazłam w kretowinach i mi się zal zrobiło ;) A jak mijałam taki teren 'niczyj' z którego niektórzy okoliczni mieszkańcy sobie zrobili pryzmę kompostową, to rzuciło mi sie w oczy coś czerwonego, patrzę - piwonia :shock: . musiał sie kawałek kłącza zaplątać w czasie jakichś prac ogrodowych, bo kiełkowała z takiej kupy ziemnopiaskowogruzowej. Co miałam zrobić, wykopałam, przecież by tam długo nie przetrwała... :roll:

Martva - 8 kwietnia 2008, 21:51















Reszta tam gdzie zwykle
A u Was co?

Agi - 8 kwietnia 2008, 22:17

też mam takie roślinki, ale nie mam dobrego aparatu
Martva - 9 kwietnia 2008, 10:34

Ja też nie mam :) Ale z aparatem siostry (duużo lepszy od mojego) jestem niekompatybilna i zupełnie nie umiem złapać ostrości.
Martva - 8 maja 2008, 21:29

Mam mutanty w ogrodzie. Znaczy, mam rośliny z genami, to obrzydliwe.
Białe miesiącznice (Lunaria) funkcjonują od paru lat, w zeszłym roku pojawiły się pierwsze różowe niezapominajki, a w tym doczekałam się również białych. Muszę uważać żeby ich nie skosić, bo oczywiście w trawniku rosną.
Oczywiście cuda wyczyniają tulipany, zakwitając na zupełnie dziwne kolory, ale w tym przypadku chodzi raczej o pomieszanie cebul jesienią. No i się rozsiewają, zołzy, nie widzę innego wyjścia.
Jeden taki klasyczny, czerwony (podejrzewam że to Apeldoorn, ale nie mam 100% pewności) ma natomiast po 8 płatków i pręcików, zamiast normalnie i po bożemu 6. Przy czym nie są 'rozłożone' równomiernie, tylko tak jakby było po 4 normalne i dwa podwójne. Dodatkowo najwyższy listek na łodydze jest przebarwiony i chyba do ostatniej chwili się nie mógł zdecydować czy chce zostać płatkiem kwiatowym czy listkiem.
Normalnie mutant, że hej. Z genami. I chromosomami pewnie. Kto wie, może nawet ma jakieś DNA...
Wrzucę fotki jeśli komp przeżyje. Ciekawa jestem czy takie zjawiska się często zdarzają i skąd sie biorą.

Agi - 19 maja 2008, 20:52

U mnie w ogrodzie glicynia pięknie rozkwitła i krzewuszka też. Bzy duże już więdną, ale za kilka dni zacznie kwitąć miniaturowy - przepięknie pachnie. No i piwonia krzewiasta też kwitnie, szkoda, że tak krótko.
Napracowałam się dziś okrutnie przy flancowaniu i pieleniu. Mój kręgosłup mówi, że mnie nie lubi.

gorat - 20 maja 2008, 11:03

Martva, uparcie czekamy na zdjątka.
Martva - 13 czerwca 2008, 14:32

ihan napisał/a:
w ogóle wyprowadzam z ogrodu żółcie i pomarańcze zostając przy czerwieniach, różach, fioletach i niebieskościach.


A tę zasadę wprowadziłam w kawałku ogrodu od południa. New Dawn na płocie, fioletowe i różowe tulipany (głównie, bo się strasznie pomieszały cebulki), różowa róża Queen Elizabeth, Veichenbalu którą trzeba będzie gdzieś wyprowadzić, poliant którego nazwy nie pamiętam, miał być malinowy a jest czerwony i się gryzie, róża pomarszczona w białej wersji, szałwia lekarska, piwonie, dzwonki jakieś, bodziszki, dąbrówka (którą mam ochotę wyrzucić stamtąd bo się rozrasta jak dzika). Wysiałam jeszcze trochę jednorocznych w odcieniach różu fioletu i bieli (plus rezeda), ale ślimaki zeżarły :( A, w zeszłym roku posadziłam akebię - dolazła do balkonu i chce wyżej, ale nie kwitła w tym roku, paskuda. A w zeszłym miała kwiatki.

W innych częściach bywa różnie, żółte pnące róże zestawiłam z kontrastowymi powojnikami i zobaczymy co z tego wyjdzie :)

ihan napisał/a:
Mam słabość do niebieskich kwiatów.


A to ja też. Wiosną cały ogród jest w chmurach niezapominajek (rozsiewają się jak dzikie), a ja żałuję że ostróżki są pożerane przez te wstrętne mięczaki w ciągu doby :(

ihan napisał/a:
I staram się iść teraz głównie w biele


Biele są trudne, strasznie dużo użerania się z nimi jak przekwitają. Trzeba bardziej zwracać uwagę na brązowiejące płatki i je obrywać, bo inaczej paskudnie wyglądają.

Martva - 13 czerwca 2008, 22:14

Rozruszanie tematu się znów nie udało... To trochę staroci:











I obiecany mutant:

ihan - 15 czerwca 2008, 11:18

Martva, uda się lepiej to poruszanie jak zakupię w końcu aparat.
Wiem, że biele są trudne, nie lubie na przykład białych bzów. Nie lubie i już. Ale bez czarny ma dla mnie jedne z piękniejszych kwiatów. A teraz zaczął się sezon kwitnienia jaśminów. Ja chcę ciągłą wiosnę !!!!

Martva - 15 czerwca 2008, 12:04

Ja za jaśminami jakoś tak nie przepadam, chociaż pełne są fajne. Lubię żylistki. A białe bzy... cóż, chyba lubię je najmniej ze wszystkich bzów, ale kupiłam, żeby się ładnie uzupełniał/komponował z liliowym i fioletowym ;)
Czarny bez natomiast uwielbiam, pięknie pachnie. Znów przegapiłam sezon i nie zrobiłam syropu :(

ihan napisał/a:
uda się lepiej to poruszanie jak zakupię w końcu aparat.


Ale mógłby ktoś ze mną czasem porozmawiać na temat, no :)

ihan - 15 czerwca 2008, 12:10

Alez rozmawiam właśnie.
Pełnych jaśminów nie lubię, bo przeważnie są jakieś takie łyse. Mniej ulistnione i byle jakie. Skuszona i naiwna (choć wiedziałam jaki będzie skutek) posiałam na balkonie nasturcję. I teraz na 4 piętrze ma hodowlę mszyc. Jakieś domowe, niechemiczne sposoby?
A, ostatnio widziałam nowa odmianę, purpurowolistną z jasnoróżowymi kwiatami bzu czarnego. Teraz intensywnie szukam miejsca gdzie mogłabym go posadzić.

Martva - 15 czerwca 2008, 12:27

ihan napisał/a:
Alez rozmawiam właśnie.


No i bardzo mnie to cieszy :)

ihan napisał/a:
Pełnych jaśminów nie lubię, bo przeważnie są jakieś takie łyse.


Ale mają ładniejsze kwiatki i (chyba) nie pachną. Co w przypadku jaśminu jest plusem, jak uwielbiam zapach wiciokrzewów, bielunia, tytoniu ozdobnego czy innej rezedy, tak za jaśminem nie przepadam.

ihan napisał/a:
Jakieś domowe, niechemiczne sposoby?


Oj, nie wiem. Moje mszyce na różach są spasożytowane przez jakąś muchówkę, ale wiadomo że nie wszystkie... poza spłukiwaniem wodą nic mi nie przychodzi do głowy.

Cytat:
A, ostatnio widziałam nowa odmianę, purpurowolistną z jasnoróżowymi kwiatami bzu czarnego.


Też ją widziałam, ale byłam twarda ;) w ogóle jest kilka fajnych odmian bzu, widziałam w jakiejś gazecie - purpurowa, żółta, jakaś taka powycinana strzępiasto...

ihan napisał/a:
Teraz intensywnie szukam miejsca gdzie mogłabym go posadzić.


To jest ból. Gdyby rok temu nam nie padł wielki dąb, to nadal nie miałabym na nic miejsca, a tak mogę przesadzić jaśminowiec (dostałam parę lat temu na Festiwalu Recyclingu za jakąś makulaturę czy inne puszki), tawułę (to samo) i wysadzić trzy lilaki. I mam straszną ochotę na rabatkę z irysami ;) A tak naprawdę chodzi o to żeby zmniejszyć powierzchnię trawnika :P

ihan - 15 czerwca 2008, 15:11

Irysy kocham miłością nieodwzajemnioną, nie chcą u mnie rosnąć. A to boli mocno. W ogóle mam jakąś 7 czy 8 klasę, piach i sucho. Więc żyją tylko ekstrema.
Martva - 15 czerwca 2008, 16:33

Irysy u mnie mają liście, ale kwitnąć nie chcą, pewnie mają za ciemno :|
Bo z kolei ja mam glinę, sądzę że wytworzoną z wapieni (od dawna się kłócę z rodzicami, bo ono mówią że mamy kwaśną glebę, a ja że niekoniecznie, bo w okolicy w cholerę wapienia, a na trawniku stokrotki, trzeba wreszcie jakiś test kupić), ale bardzo suchą i do tego duuużo cienia. A przeważnie jak coś lubi glinę, to wilgoć, a jak sucho, to słońce. Więc sadzę i zostawiam, albo się rozsiewa jak dzikie i rośnie w różnych dziwnych miejscach (niezapominajki, orliki, złocień maruna, melisa, trochę naparstnice), albo marnieje i zostaje pożarte przez ślimaki. Więc ogród mam półdziki. Delikatnie mówiąc ;) ale przynajmniej to jest ogród, a nie zieleń przydomowa (trawnik i tuje).

Martva - 19 czerwca 2008, 16:42

Nareszcie została zbudowana krata ogrodowa, o której myśleliśmy od kilku lat. Będzie zasłaniać kompost. Wczoraj i dziś malowałam ją drewnochronem, a teraz kombinuję czym obsadzić i kiedy :) Mam maleńką New Dawn w doniczce, drugą sporą ale wyłysiałą w wiadrze, Veichenblau do przesadzenia i Bournonville kupioną wczoraj, chyba jakaś straszna nowość bo jej Google nie zna (ale etykietkę miała ładną). Póki co rośnie tylko jakaś biała okrywowa, mająca obecnie postać skłębionej masy pędów, kolców i kwiatów o wymiarach 1,5*1,5*1,2 m i ani odrobinę nieprzypominająca tych półmetrowych różyczek ze zdjęć w pismach ogrodniczych ;) Trzeba ją będzie bardzo solidnie ciachnąć jesienią.
W każdym razie trzeba je będzie zacząć sadzić, nie wiem w jakiej kolejności i która gdzie. A w przyszłym roku bym dodała jakiegoś powojnika dla towarzystwa, a co! :) tylko nie wiem jakiego, poza tym że ma być polski, odporny i pasujący (nie żółty i nie czerwony).

ihan - 19 czerwca 2008, 16:54

Ale kiedy chcesz żeby powojnik kwitł? osobiście lubię Jana Pawła II , róże i powojniki są dobrym pomysłem, bo clematisy lubią łysieć od dołu.
Aha, jak ma wyglądać ta nowa zakupiona róża?

Martva - 19 czerwca 2008, 17:24

Nowo zakupiona róża jest różowa, ma ładny kształt kwiatów (na etykietce) i nazywają ją 'mini-climberem'. Znaczy do 200cm ma mieć maksymalnie, znaczy posadzę ją z brzegu. Wyprodukowała ją firma Poulsen i j jest to odmiana pochodząca z linii Courtyard. Nawet jest fotka :)

Nad Janem Pawłem II się wczoraj zastanawiałam, ale było to w markecie Leroy Merlin, rośliny strasznie stłoczone i nie wyglądały specjalnie zdrowo. Udam się do którejś z moich byłych prac. A masz go? Rzeczywiście jest odporny i obficie kwitnący? Bo ja mam powojnika odmiany niewiadomej który ma lat ze dwadzieścia a od ok. siedmiu zakwita jednym kwiatem w październiku (podejrzewam Warszawską Nike), i zawsze mi się wydawało że to trudna roślina, ale w zeszłym roku zakupiłam 'Warszawską Nike', 'Blue Angel' i 'Polish Spirit' (nie liczę 'Lorda Herschell'a', bo on jest inny) i jakoś sobie radzą.
Więc z Janem Pawłem II jestem wstępnie na tak, ale może jeszcze jakiś. Różowy albo fioletowy. Może Kacper, jak by sie trafił ;)

ihan - 19 czerwca 2008, 22:57

Posiadam tylko jakieś botaniczne clematisy, krzaczaste. Mam ochote na jakies pnące, ale boje się, że u mnie nic rosnąć nie będzie chciało. A taki alpina byłby mniamuśny. Albo taki/
Martva - 20 czerwca 2008, 10:42

No, ten z linka wygląda fajnie :)
Może jakbyś wykopała naprawdę duży dół i dała mu dużo dobrej ziemi? One nie potrzebują strasznie dużo miejsca dla korzeni, w końcu jak jest sporo odmian nadających sie do pojemników...

saszka - 20 czerwca 2008, 22:13
Temat postu: Powojnik tangucki
Tak o powojnikach ładnie piszecie, aż też coś dodam :)

Zasiałam dwa tygodnie temu nasionka (koło 80 sztuk) powojnika tanguckiego i nic - nie wykiełkowało ani jedno. Myślicie, że jeszcze dać im szansę z tydzień czy dwa?

Pozdrawiam

ihan - 20 czerwca 2008, 22:20

Tak całkiem w ciemno, bo w życiu nie siałam nasion powojnika tanguckiego: czy były stratyfikowane (przechłodziłaś je)? Czy moczyłaś przed wysianiem? osobiście nie ryzykowałabym z nasionami, chyba, że pragniesz wyhodować nowa odmianę. Za duży rozrzut i nie muszą powtarzać cechy rosliny matecznej. Wyłącznie sadzonki.

Martva, spróbuję z clematisami jakimiś fajnymi. Chciałabym coś błękitnego, ale obawiam się, że wszystkie opisywane jako błekitne będą w rzeczywistości fioletowe. U mnie nie tylko kwestia ziemi,ale i tego, że sucho. Tarnów - biegun ciepła, fakt. Ale co jeszcze mało kto mówi, bardzo mało opadów, gdy leje w całej małopolsce to u nas raczej nie. A mój ogród to jeszcze dodatkowo mikroklimatyczny, leje wokół, ale nie u nas. Bywam tylko w weekendy, więc problem z podlewaniem.

Martva - 20 czerwca 2008, 22:39

saszka, nie mam zielonego pojęcia o siewie z nasion. Może zapytaj na forum 'Ogród' na gazecie.pl, tam nie takie rzeczy sieją :) aczkolwiek stratyfikacja też mi przemknęła przez głowę.

ihan napisał/a:
osobiście nie ryzykowałabym z nasionami, chyba, że pragniesz wyhodować nowa odmianę. Za duży rozrzut i nie muszą powtarzać cechy rosliny matecznej.


Ale jak to jest czysty gatunek, nie odmiana?

Poza tym przy okazji pobytu w supermarkecie pokazałam Mamie te nieszczęsne Jany Pawły. Wyciągnięte, stłoczone, uschnięte do połowy - mówię: odmiana może być, ale jakość jest straszna, dopłacę dwa złote i kupię ładną roślinkę która miała więcej miejsca. A Mama: zabierzmy jednego, uratujemy go...
Tak więc posadziłam dziś New Dawn z wiadra, Bournonville z doniczki, jak się okazało, w dolnej części totalnie wypełnionej mrowiskiem, i Jana Pawła II. Nie przejmując się specjalnie drenażami, piaskami, obornikami etc. Przeżyją to przeżyją.

ihan napisał/a:
Chciałabym coś błękitnego, ale obawiam się, że wszystkie opisywane jako błekitne będą w rzeczywistości fioletowe


Błękitny Anioł jest błękitno-liliowy. Chyba mu w końcu żadnej foty nie cyknęłam :|

ihan napisał/a:
Ale co jeszcze mało kto mówi, bardzo mało opadów, gdy leje w całej małopolsce to u nas raczej nie. A mój ogród to jeszcze dodatkowo mikroklimatyczny, leje wokół, ale nie u nas.


To warunki na dziewannę i macierzankę, nie na clematisy, rzeczywiście...
Miałam taki patent na podlewanie kiedyś, żeby po podlaniu rośliny umieścić przy niej 1,5litrową butelkę, napełnioną wodą, tak żeby szyjka była wbita w ziemię. Hortensje tak ratowałam jak mi się nie chciało codziennie biegać z konewką. Ale na piaszczystej ziemi się to nie musi udać...

ihan - 20 czerwca 2008, 23:08

Jeśli jest czysty gatunek, to przecież nie jest homozygotyczny. Rozrzut ogromny może być.
Martva - 20 czerwca 2008, 23:16

No niby tak, ale jak to dzikusy, to kwitnąć (a chyba głównie na kwiatach nam zależy) powinny podobnie. W okolicy mam taki niemiłosiernie zakrzaczony teren, chaszcze porośnięte dodatkowo powojnikiem pnącym (tak mu jest? małe kwiatki, mnóstwo pylników, puszyste owocostany). I wnioskuję że się z nasion rozmnaża, nawet się zastanawiałam czy nie zebrać, ale nie zdecydowałam się (podobno trudne do wytępienia, a ja już mam przejścia z kolczurką).

Z innej beczki wiesz że są ludzie którzy zbierają nasiona ze sklepowych pomidorów i je wysiewają? Teraz, w epoce odmian F1? Chyba by mi się nie chciało ryzykować. Ale to dlatego że ja wiem, a oni nie :)

ihan - 20 czerwca 2008, 23:28

Może ci ludzie też wiedzą i liczą na coś jeszcze bardziej niezwykłego?
Dzikusy, niby kwitnąć powinny podobnie. Ale gdyby tak było nie miałaby sensu żadna selekcja i zeru postępu hodowlanego by było, bo sztuczną mutagenezę chemiczną czy promieniowaniem dopiero od niedawna robić umiemy :wink:

Martva - 21 czerwca 2008, 08:25

Cytat:
Może ci ludzie też wiedzą i liczą na coś jeszcze bardziej niezwykłego?


Wątpię, raczej 'zawsze tak robiłem i było dobrze'.

ihan napisał/a:
Ale gdyby tak było nie miałaby sensu żadna selekcja i zeru postępu hodowlanego by było,


Ale z drugiej strony wiesz, clematis nie tuja, nie musisz mieć rządka takich samych, różnorodność jest pożądana ;)

May - 21 czerwca 2008, 13:43

Martva, a pomidory, ktore same nam na komposcie wyrastaly, to jakie odmiany byly?
Martva - 21 czerwca 2008, 13:44

A co ja jestem, jasnowidz? :shock:
Godzilla - 21 czerwca 2008, 17:56

Nieoczekiwanie wybrałam się z synkiem do sklepu ogrodniczego. Potrzebowałam nawozu, ale dałam się naciągnąć na poziomkę ozdobną i rojnik. Do tego znalazłam doniczkę z czerwonym rojnikiem, gdzie część rośliny obłamała się i leżała luzem, prażąc się w słońcu. Dogadałam się ze sprzedawczyniami, wzięłam to schnące nieszczęście za darmo, bo powiedziały że nie będą bawić się w ratowanie. Tak więc sama go ratuję na spodeczku z wodą. Jest jedna różyczka z pędem kwiatowym, pewnie przez ten pęd wypadła z doniczki, bo ciężki. I oprócz niej pięć małych różyczek, które były do niej z boku przyczepione. Chyba będą żyć :D

Bardzo lubię rojniki.

Martva - 21 czerwca 2008, 18:28

No, rojniki fajne są :) Aczkolwiek wydaje mi się - głowy nie dam - że jak rozetka zakwitnie, to umiera. Mogło mi się z czymś pomylić.
Godzilla - 21 czerwca 2008, 18:36

Ta kwitnąca tak, ale na razie rośnie i pączki rozwijają się. Te niekwitnące oddzieliłam od niej, niech sobie pęcznieją na własny rachunek. Potem je wysadzę do ziemi.
Martva - 21 czerwca 2008, 19:53

Pamiętam ze jak byłam mała, to mieliśmy kawałek ogrodu z kamulcami, rozchodnikami i roślinami skalnymi różnymi. A potem sąsiedzi postawili sobie dom i nawet rogownica nie przetrwała. W związku z tym rojnikami zachwycam się czysto platonicznie.
ihan - 23 czerwca 2008, 20:07

Trzymam kciuki za waszych ocalonych.

Pytanko, czy macie pomysł gdzie można kupić nasiona (takie do uprawy) ziół? A konkretnie glistnika (Chelidonium maius), podobno jest nawet jakaś polska odmiana. Bo nie mam pomysłu ODR?

Martva - 23 czerwca 2008, 20:12

Glistnik jaskółcze ziele masz na myśli? chcesz sadzonkę? O ile mama wszystkiego nie wyrwała...
ihan - 23 czerwca 2008, 20:14

Dzięki. Z sadzonką nie problem, coś tam w ogródku też znajdę. Ale najlepsze byłyby nasiona, a najlepiej konkretnej odmiany. Jakieś kwalifikowane.
Martva - 23 czerwca 2008, 20:18

Zajrzałam na allegro, tam tylko sadzonki i nalewka... Kurczę, nie wiem.
merula - 23 czerwca 2008, 21:42

Przymierzam się do zakupu róż jesienią. Chciałabym ładne, niewymagające, raczej rabatowe, choć jakąś fajną pnącą też gdzieś upchnę. Możecie coś podpowiedzieć?
Martva - 23 czerwca 2008, 22:40

Ja się nie znam na różach :) Ale jak chcesz ładną pnącą, to New Dawn - mało wymagająca, odporna, dluuuugo kwitnie (u mnie przeważnie mrozy warzą ostatnie kwiaty), kwiaty niewydziwiane, bladoróżowe, lekko pachnące.
A rabatowe... hmmm, Queen Elisabeth mam i Fresię. I Rumbę. To takie których nazwy znam ;)
Queen Elisabeth jest nieśmiertelna, po tym jak wyrwałam ją z korzeniami bo myślałam że wymarzła na amen wypuściła pęd po dwóch tygodniach na kompoście. Dostała jeszcze jedną szansę, chociaż podejrzewałam że to dzik. Teraz ma z 1,6 m bo chyba za słabo ją przycięłam, kwitnie jak szalona.
Fresia jest żółta i pachnie (co się rzadko zdarza rabatowym). Słabo kwitnie, bo rośnie w cieniu, muszę ją przesadzić gdzieś.
Rumba jest super, kwitnie obłędnie, ma małe kwiatki ale za to w ilościach hurtowych i ciekawe kolory. Mam również wersję szczepioną na pniu, mama dostała na Dzień Matki :) Muszę ją obfocić, bo rośnie na drugim końcu ogrodu gdzie rzadko zachodzę :)

merula - 24 czerwca 2008, 09:54

DZięki Martva, poszukam w necie co za sztuki, poszukam, gdzie w okolicy można takowe kupić i się zastanowię.
ihan - 24 czerwca 2008, 12:27

tez nie jestem różoznawcą, choć powoli postanawiam to zmienić. O mojej słabości do pnącej New Dawn juz pisałam. Coral Dawn też jest OK, ale new jest dla mnie ładniejsza. Queen Elisabeth jest IMHO jedną z piękniejszych róż, choć niby nie lubię różowego, ale to taki mocno pastelowy odcień. Polecam wszystkie możliwe polianty, poza tym lubię Schneewitchen i w wersji pnącej i rabatowej, jest śnieżnobiała i nie mam nigdy problemów z przekwitającymi kwiatami, choć z reguły z białymi jest problem, bo brzydko brązowieją. Lubię Haendla, a od kiedy w ogródku Szefowej mojej zobaczyłam Westerlanda o średnicy chyba z 4 metrów wprowadziłam ją do mojego ogrodu. Kwiaty Westerlanda przebarwiają się od pomarańczowo-czerwonych w pąku do niemal kremowych w pełni rozkwitu. I pięknie pachną. Mam jakąś niezidentyfikowana pnącą, bardzo różową, która pachnie cytryną.
May - 24 czerwca 2008, 21:11

zazdroszce Wam ogrodow... Moja rabatka kwiatowa pieknie wygladala, ale naparstnice, orliki i lubiny juz praktycznie przekwitly i zostal mi tylko samotny nagietek, lwie paszczki i lawenda, a miedzy nimi kikutki po naparstnicach...
Ziemia na rabatce dosyc podla, a inwestowac w, jakby nie bylo, nie swoj ogrod jakiejs wiekszej kasy nie chce. Dlatego wiekszosc moich roslinek rosnie w pojemnikach, co niestsy ogranicza troche mozliwosci. Mam dwe roze, kupione w stanie cwierc zywym w supermarkecie, ale okazuje sie ze odbily calkiem niezle, tylko dalej nie chca kwitnac, wiec nie jestem pewna kolorow. O odmianach nawet nie wspomne :twisted:
A wogole rozsadzilam dzis zawartosc kilku skrzynek i doniczek i padam...

merula - 25 czerwca 2008, 11:21

May, ja nie mam ogródka, tylko jak to Martva określiła zieleń przydomową. Większość to trawnik i tylko dookoła mam pas ziemi do zagospodarowania i małą rabatkę przy zejściu z balkonu na ów trawnik. Ale się nie daje i próbuję coś tam pohodować.
Martva - 25 czerwca 2008, 13:05

Pas ziemi dookoła trawnika aż się prosi o rabatkę i róże są tu fajnym pomysłem. pnące zwłaszcza, bo tworzą sporo masy zielono-kwiatowej, a nie zajmują dużo miejsca na szerokość, jak się je dobrze poprowadzi.

Siostra, jak się sadzi krótkowieczne byliny, to się ma łyso. Orliki maja to do siebie, że za długo nie kwitną. Trzeba sobie było kupić coś typowo balkonowego, pelargonie, osteospermum czy miniaturowe dalie.

May - 26 czerwca 2008, 19:38

Nie cierpie pelargonii, osteospermum musze rozwazyc, a dalie mam, tylko na wpol zezarte przez slugi (oczywiscie przesuszylam bulwy zima i myslalam, ze je szlag trafil, ale odbily, tylko, ze pozno).

Najwiekszy problem z ta rabatka polega na tym, ze gleba jest fatalna, gliniasto-pylista i wyjalowiona do spodu. Kiedy wprowadzilismy sie tu dwa lata temu rosl na niej glownie perz i pojedyncze czarnuszki (tam, gdzie ziemia nie byla spalona). Na dobra sprawe trzeba by to wszystki wywalic w cholere i zalozyc od poczatku, wsypujac tam kilkaset litrow czegos bardziej zyznego. Ale, jak juz wspomnialam wyzej, nie bardzo chce inwestowac wieksza kase w ogrodek, ktory nie jest moj...

Martva - 26 czerwca 2008, 21:05

Nie chcesz inwestować, to nie narzekaj. Kompostem się z Tobą ktoś nie podzieli?
A pelargonie fajne są. Poza tym to był przykład, nie wiem co Angole w doniczkach trzymają, Ty tam mieszkasz, to podpatrz, nie?

May - 27 czerwca 2008, 21:29

dostalam worek konskiej kupy od sasiadow, moze pomoze...
Martva - 27 czerwca 2008, 21:35

To smacznego :)
Martva - 11 lipca 2008, 21:09

Zakwitła mi hortensja i przypomniałam sobie dyskusję o niebieskich kwiatach. Hortensje potrafią być bardzo bardzo niebieskie, w sumie ten ich błękit aż sztuczny jest. Całkiem przyzwoicie niebieskie są też cebulice (Scilla) i niezapominajki, i ułudka. Widziałam przed chwilą zdjęcie farbownika lekarskiego i też wygląda na czysty błękit bez domieszek.
Powojnik 'Blue Angel' jest natomiast bardziej liliowy niż błękitny.

ihan - 11 lipca 2008, 22:47

Tak, błękitne to ja. Mam hortensje błękitną, w tym roku nie było zimy, więc moja kwitnie jak oszalała, a ma jakieś 2 metry średnicy, więc jest zjawiskowa. Farbownik lekarski, hmmm. Sprawdzę. Genialnie błękitny jest powój (wilec), Heavenly blue od kilku lat dostępny w Polsce, wcześniej dostawałam nasiona od znajomych z USA.
Znaczy: powojnik Blue Angel mogę sobie odpuścić, tak myślałam.

Martva - 12 lipca 2008, 09:01

Może są jakieś bardziej niebieskie. Jak znajdziesz Polish Spirit z granatowym kwieciem na etykietce to nie wierz, w rzeczywistości ma silnie fioletowy odcień (chociaz piękny jest, szkoda że mi padł na mojej glinie). Taki pełny, który chyba się nazywa Multi Blue też jest bardziej fioletowy. Ale kto wie? Ułudka jest naprawdę błękitna, ma lekko fioletowy poblask wokół środka, ale płatki są jak pomalowane farbką :) Jak byś chciała, to służę sadzonką (o ile jej coś nie zarosło)
Wilca jakąś mieszankę wysiałam w dużych ilościach, część wzeszła i zniknęła, podejrzewam ślimaki. Paskudne bestie obskubują mi nawet moje wypieszczone doniczkowe pomidory :evil:

May - 12 lipca 2008, 10:47

Jestem nieekologiczna i slimaki truje. Bez wyrzutow sumienia, odkad zezarly wszystkie siewki, zanim na dobre zdazyly wyjsc z ziemi.

A niebieskie sa jeszcze dzwonki, mam teraz kwitnace dwie odmiany, ale nie pytajcie jakie. Jeden wyglada troche jak taki lakowy, a drugi - chyba byly takie w ogrodzie na Woli dawno temu, biale i niebieskie wlasnie. (duze kwiatki) - w zeszlym roku tez padl ofiara slimakow, ale na szczescie odbil.

ihan - 12 lipca 2008, 10:53

May, te dzwonki są na pewno niebieskie, a nie fioletowe?
Martva - 12 lipca 2008, 15:11

Te drugie o których ona pisze to prawdopodobnie dzwonek brzoskwiniowolistny i IMHO jest liliowy bardziej. Ale dzwonki to jest dobry trop, spróbuj sobie na żywo obejrzeć dzwonek Poszarskiego, dalmatyński i inne takie. Poza tym może czarnuszka?
Najbardziej niebieską rośliną wg autora książki 'zmysłowy ogród' (fatalnie przetłumaczonej zresztą, nie wiem czy z kimś to konsultowali ale jak tak to mam nadzieję że przynajmniej nie zapłacili) jest mak himalajski Meconopsis. Mama się nawet dała nabrać i nabyła nasiona, ale nie polecam, chyba ze masz dużo miejsca w lodówce i nie zrażają Cię niepowodzenia. Ale na zdjęciach wygląda pięknie i rzeczywiście bardzo błękitnie.

ihan - 12 lipca 2008, 22:40

Widziałam kiedys zdjęcia tego maku himalajskiego, dla mnie ideał kwiatu. Gdybym miała taki, siedziałabym i wpatrywała się w niego.
Martva - 12 lipca 2008, 22:46

Noooo, odcień ma boski. Ale w sprzedaży nie widziałam, nie wiem czy u nas się go da uprawiać.
Martva - 17 lipca 2008, 16:35

Wyszłam sobie na taras przed chwilą i obejrzałam pomidory. Rosną w donicach, tak jak w zeszłym roku, i te same odmiany co w zeszłym roku - i mam wrażenie że są sporo większe. Zostały później wysadzone i rosną za gęsto, jak to zwykle u nas, ale zrobił się nich dziki gąszcz. Chyba są większe ode mnie, przerosły paliki i nie ma ich do czego przywiązywać. Ciekawe czy to kwestia fachowego nawozu do pomidorów, który dostały kilka razy, gnojówki ze skrzypu, którą również dostały kilka razy, czy jeszcze czegoś innego. Bałam się ze wszystko poszło w liście ale nie, kwitną i nawet wiążą jakieś tam gruszeczki. Fajnie.
May - 17 lipca 2008, 18:39

A ja z okazji tego, ze Kat wyskoczyla dzis goraczka, nie poszlam do pracy i w zwiazku z tym przesadzilam wszystkie kwiatki, ktore od jakiegos czasu czekaly na wolna chwilke. Teraz musze juz tylko podlewac i skubac, podlewac i skubac, podlewac i skubac... Az do zimy.
Albo przynajmniej do czasu az przyjdzie mi do glowy znow cos posadzic...

Martva - 3 października 2008, 13:17

Kurczę, jeszcze 2-3 lata i mój ogród zacznie jakoś sensownie wyglądać. Od pewnego czasu usiłuję zmniejszyć powierzchnię trawnika i otoczyć go rabatami o nieregularnych brzegach. Kompost został schowany za pergolą z różami, przed pergolą zostały wysadzone chabry i wczoraj przesadziłam tam kilka piwonii. Marzą mi się kosaćce, nie syberyjskie tylko jakieś takie wypasione ;) ale nawet nie wiem kiedy się je sadzi. Przydałaby się jeszcze łączka żółtych krokusów w którymś kącie. Jeszcze przerzucić duuużo drewna spod siatki, wsadzić tam 3 lilaki, jaśminowiec i tawułę... ehh.
jewgienij - 3 października 2008, 14:40

A nie lepiej położyć asfalt i zrobić wypasiony parking?
Martva - 3 października 2008, 15:13

Może. Zastanowię się.
Piech - 3 października 2008, 17:57

Zagospodarowujecie opuszczony blog elam? :wink:
gorat - 3 października 2008, 19:07

Już od dawna - tytuł aż prosi.
ihan - 3 października 2008, 20:26

Martva, wszystko o kosaćcach. To moje ukochane kwiaty, ale u mnie nie rosną.
joe_cool - 14 października 2008, 17:52

słuchajcie, kojarzycie może jak się nazywa taki krzaczor z puchatymi gałązkami? tzn. gałazki ma zielone, ale sprawiają one bardzo puchate wrażenie. krzaczor często spotykany jest pod blokami, na skwerkach i tak dalej...
Martva - 14 października 2008, 18:07

Tamaryszek?
ihan - 14 października 2008, 20:36

Jeśli kwitnie na różowo na wiosnę, to pewnie tamaryszek rzeczywiście. No, chyba, że perukowiec podolski, ale on to puchate ma owoce w zasadzie.
Martva - 15 października 2008, 10:07

A tawuły maja puchate kwiaty. I pewnie nie tylko tawuły, jakby się głębiej zastanowić :) joe_cool, wrzuć fotkę ;P:
joe_cool - 15 października 2008, 16:10

fotki nie mam, ale wrzuciłam tamaryszek w gugla i pasuje. dzięki, wielkie jesteście :D tylko te, które widziałam we Wro nie kwtiną - może jakaś inna odmiana.

bo ogólnie chciałam się dowiedzieć, jak się z tego zaszczepki bierze, czy jest jakaś metoda, czy po prostu trzeba kupić gdzieś w sklepie...

Martva - 15 października 2008, 16:20

Może są za młode albo kwitną nie wtedy kiedy na nie patrzysz ;P: co do rozmnażania - szczerze mówiąc nie mam pojęcia, jest to na tyle pożyteczna informacja że na studiach mi jej nie przekazali, a w pracy nie musiałam tego wiedzieć bo sprzedawałam gotowe krzaki ;)

TU piszą że przez sadzonki zdrewniałe.

joe_cool - 15 października 2008, 16:25

Martva napisał/a:
Może są za młode albo kwitną nie wtedy kiedy na nie patrzysz


Widzę je codziennie, bo rosną niemal pod moim blokiem, więc wybieram opcję drugą - czyli że za młode... ;)

Zdrewniałe pędy jednoroczne - hm, jak to rozpoznać... W razie co się kupi gotową sadzonkę. Dzięki za linka!

ihan - 15 października 2008, 19:03

Jak dobrze się przyjrzysz, to rozpoznasz i że zdrewniałe i że jednoroczne (najmłodsze, będą miały jaśniejszą korę)
Piech - 4 listopada 2008, 08:11

W ananasie znalazłem nasionka. Ucieszyłem się na ananasy z domowej plantacji i położyłem kilka nasion na mokrej wacie. Tak już leżą parę tygodni - i nic. Czy ktoś ma pomysł, co by zrobić, żeby wykiełkowały?
Martva - 4 listopada 2008, 09:13

Ananasy się rozmnaża raczej przez pióropusze, znaczy rozety liściowe niż przez nasionka - z nasionkami pierwszy raz się stykam szczerze mówiąc.
Mogą być niedojrzałe. Albo mieć grrrrubą łupinę nasienną.

EDIT: http://forumogrodnicze.info/viewtopic.php?t=10186

ihan - 4 listopada 2008, 22:46

Co do nasion ananasa jeszcze:
http://en.allexperts.com/...eapple-seed.htm

Piech - 5 listopada 2008, 00:22

Aha, to może potrwać nawet 6 miesięcy! Nie szkodzi, poczekam. Dzięki za link, ihan.
Ciekawe czy na bibule wykiełkuje, czy może potrzebuje ciemności - tak jak w ziemi. Na razie przykryłem czymś z wierzchu.

Martva - 2 grudnia 2008, 13:20

Wczoraj wkopałam w grunt kilkanaście chryzantem. Takich doniczkowych, jakimi się handluje w okolicach Wszystkich Świętych. W sieci są bardzo sprzeczne informacje, nie wiem czy przeżyją czy nie, ale szkoda mi było wyrzucać, dostaną szansę. Kiedyś próbowaliśmy jedną przetrzymać w domu, ale za ciepło było, rosły chude i długie i jeszcze je coś zżerało.
Podobno drobnokwiatowe odmiany są odporniejsze na mróz.
Zobaczymy na wiosnę.

May - 2 grudnia 2008, 19:37

Zaadoptowalam ostrokrzewa. Ktos go porzucil na ulicy biedaka, wiec wsadzilam go do doniczki i mam bozonarodzeniowa dekoracji :)
Poza tym nastaly mrozy, cale -2 mielismy w nocy i ostatecznie szlag mi trafil nasturcje. Ale groszek pachnacy, ktroy czail sie w ukryciu przez cale lato i pojawil sie dopiero pod koniec wrzesnia nadal sie trzyma!

Martva - 4 marca 2009, 17:36

Nooo, wiosna idzie, trzeba by temat ogródkowy trochę ożywić, nie?
Zrobiłam nasionkowe zakupy. Pomidorki koktajlowe: zwykłe i żółtogruszeczkowate, bazylia zwykła, cytrynowa i cynamonowa (chcę jeszcze drobnolistną), koper ogrodowy, groszek pachnący fioletowy, szczypiorek czosnkowy, nasturcje.
Jeszcze bym chciała szałwię wdzięczną, bo to wdzięczna roślinka, i nie wiem co jeszcze :)

dzejes - 9 marca 2009, 16:49

Pytanie - miętę lepiej trzymać w doniczce w kuchni, czy wysiać na zewnątrz?

Doniczkę mógłbym mieć u siebie, a gdybym miał trzymać na zewnątrz, to musiałbym u matki. No a mięta potrzebna mi jest do herbaty - nauczyłem się w Maroku - zielona ze świeżą miętą właśnie. Bardzomi.

Tak więc nie zmarnieje mi w doniczce?

Agi - 9 marca 2009, 21:14

dzejes, w doniczce nie próbowałam hodować, ale mięta jest generalnie bardzo odporna, a w ogrodzie rozłazi się, jak perz.
Lynx - 9 marca 2009, 21:33

dzejes, dużą, dosyć płaską michę-doniczkę, i zasilać raz w tygodniu. Niech pójdzie w liście. Miejsce dowolne, mięta nie ma specjalnych wymagań.
Martva - 9 marca 2009, 21:57

dzejes napisał/a:
Pytanie - miętę lepiej trzymać w doniczce w kuchni, czy wysiać na zewnątrz?


Większość ziół jednak lepiej rośnie na zewnątrz niż w domu. Słońce, temperatura, te sprawy. Proponuję część wysiać w doniczkach, część u mamy, im więcej miejsc tym większa szansa ;) Jakiś kawałek balkonu się nie znajdzie, albo opcja podwieszenia skrzynki do parapetu na zewnątrz?

W tym momencie mam dwa gatunki mięty w ogrodzie, zupełnie nie wiem jakie (nie pieprzowa na pewno), i rzeczywiście się draństwo rozłazi. Fajny zapach przy koszeniu trawnika ;) W doniczkach nie próbowałam trzymać, znaczy przyniosłam kiedyś z uczelni sadzonki dziwnych odmian, ale zapomniałam o nich przed zimą, zostały w doniczkach na zewnątrz i przemarzły.

Godzilla - 9 marca 2009, 22:01

Ja ogródka nie mam, dysponuję tylko kawałkiem trawnika pod oknami, może nie całkiem pod nogami przechodniów, ale też nie ogrodzonego niczym. Mam tam grządkę - skalniaczek, a na nim macierzankę i miętę, która wysiała się sama. Zobaczę jak będzie się w tym roku trzymała, bo w zeszłym po prostu jej nie ruszałam.
Agi - 9 marca 2009, 22:07

Godzilla, będzie! Próbowałam pozbyć się mięty i przez kilka lat tępiłam, przetrwała to, zrezygnowałam.
merula - 9 marca 2009, 22:11

też radzę w czymkolwiek ograniczającym szansę rozpełźnięcia się.

a średnia doniczka na balkonie w zupełności wystarczy.

dzejes - 9 marca 2009, 22:21

- Gdzie lepiej będzie mięcie? W ogródku, czy w kuchni, w doniczce?
- Na balkonie w skrzynce.


Tak to jest - zapytać baby o radę :twisted:

Nie mam balkonu ;)

A poważnie to dzięki. Trochę mi głupio, bo czuję się jakbym spytał o warunki do uprawy mlecza :wink: Ale to dobrze, że się rozrasta, bo po powrocie z Maroka wciągam dziennie do dwóch dzbanków tej herbaty, a lubię jak mięty jest dużo. Ech, a tam na targu to można taaaakie wiechcie świeżej kupować, za grosze.

Także przyjmuję na razie wersję z doniczką. Myślę też nad obkupieniem się w nasiona i wysianiem ich na łące niedaleko domu matki - Jura, czysto, ładnie, jak urośnie, to będę miał zbiory :wink:

Agi - 9 marca 2009, 22:29

Wprosimy się do Ciebie na herbatkę :wink:
Ziemniak - 9 marca 2009, 22:43

Na wiadro herbatki :P
dzejes - 9 marca 2009, 22:45

Oj, bo zorganizuję Ju(a)rkon - fantastyczne przeżycia na Jurze z herbatką gratis! :twisted:
Martva - 9 marca 2009, 22:52

dzejes napisał/a:
- Gdzie lepiej będzie mięcie? W ogródku, czy w kuchni, w doniczce?


Lepiej jej będzie w ogródku, to na 100% :) ale będzie trudniej dostępna.

W sumie jeśli część wysiejesz do gruntu, to potem jak się rozrośnie możesz wykopywać kawałki kłączy i wsadzać do doniczek. Nie wiem jak jest z sianiem mięty, zawsze jak rozmnażałam to przez sadzonki kłączowe :)
BTW zawsze mnie uczyli że mięta pieprzowa nie wytwarza nasion, bo się rozłazi, a w sprzedaży widziałam nasiona różnych firm. Normalnie mnie okłamali, znowu... :roll:

Rafał - 10 marca 2009, 09:18

Mięta, jak już się rozkorzeni jest nie do wytępienia. Po atomowej zagładzie pozostaną karaluchy żrące miętę. U mnie rośnie pod murem od południowego-zachodu od niepamiętnych czasów. Latem wystarczy poskubać parę listków, do szklani po brzegi, zalać wrzątkiem, wystudzić - naprawdę kapitalna sprawa.
Martva - 22 marca 2009, 13:00

Tylko fajnie by było mieć kilka odmian/gatunków mięty, ja mam dwa, w tym jeden fajny. Drugi przelazł od sąsiadów i jest mniej fajny. A mięta ma jakieś straszne ilości gatunków, swobodnie się ze sobą krzyżujących, plus masa odmian... zwykłą pieprzową bym sobie sprawiła.

Byłam dziś w lesie i oglądałam mech. Uwielbiam mech i chętnie bym sobie zorganizowała jakieś miłe mszyste miejsce w ogrodzie, tylko że dość sucho mam. Ale w jednym miejscu trawnika nie mam trawy, tylko mech i stokrotki, stokrotki regularnie koszę, mech raz wygrabiłam, ale zrobiło się brzydko i stwierdziłam że wolę mech niż nic ;) a na zbitej glebie w cieniu na trawnik nie ma szans.

Lynx - 22 marca 2009, 13:08

Martva, mech ponoć kwaśniej gleby potrzebuje.
Martva - 22 marca 2009, 14:08

Mchów jest sporo gatunków i myślę że jednak nie każdy - rodzice mi wmawiali od zawsze że mamy w ogrodzie kwaśną glebę, ja nie jestem tak pewna, bo to glina wytworzona z wapieni, stokrotki rosną jak szalone, one lubią wyższe pH, trzeba będzie kupić coś do mierzenia pH i sprawdzić :) Mech też jest, jeden gatunek, nie wiem jaki :)
Wilgoć jest chyba bardziej kluczowa.
W ogóle to chyba nazbieram kilka egzemplarzy i zobaczę co wytrzyma :)
Jak się pogoda ustabilizuje, to trzeba się będzie zabrać za porządki ogrodowe, ułożyć jedną ścieżkę, przełożyć inną, przyciąć róże, przesadzić róże, wypadałoby jeszcze zrobić coś z warzywnikiem, ale właściwie ten kawałek powinien zmienić nazwę na tulipannik...

Nie wiem jak to jest, ale w gazetach jest masa projektów ogródków o wymiarach 4/5 m w których jest miejsce na wszystko (łącznie z wodą i altanką), a w moim nie ma miejsca na nic :)

Lynx - 22 marca 2009, 15:57

Wilgoć, kwasowość gleby, zacienienie.
Chziałabym znowu mieć w czym dłubać. Echhh...

Godzilla - 10 kwietnia 2009, 15:32

Zajrzałam dziś rano do "ogródka" pod oknem, czyli na mój nieogrodzony poprzerastany kawałek skalniaczka. I szok! Krokusy już przekwitły, to nie ich pora, ale trzymają się żonkile, zakwitł malutki (3 kwiatuszki) ale obłędnie pachnący hiacynt, rozkwitły fiołki, a mam dwa gatunki, zwykły ciemnofioletowy i różowy, i na dodatek zdążyły się porozsiewać po okolicy, kwitnie kilka kępek rozrzuconych to tu to tam po trawie :D I bratki na dokładkę, takie ładne, granatowo-białe. I barwinek. No wiosna pełną gębą!

A że moi mężczyźni przytargali wraz z zakupami z Auchan doniczkę z cyprysikiem, kolekcja pod balkonem się wzbogaci, tylko muszę doczytać na ile cyprysik jest odporny na mrozy i w ogóle jakie ma wymagania, bo tam gleba niespecjalna jest.

Martva - 10 kwietnia 2009, 18:59

Godzilla napisał/a:
tylko muszę doczytać na ile cyprysik jest odporny na mrozy i w ogóle jakie ma wymagania,


To mam nadzieję że etykietkę masz, cyprysików jest kilka gatunków i sporo odmian :)

Hiacynty kwitną, pierwszy tulipan się pokazał, żonkilków małych całe stadko, duży jeden, miodunki, cebulice (uwielbiam cebulice!), pierwiosnki i takie tam.

Boję się że jedna róża się na mnie obrazi, bo ciachnęłam ją dość nisko i nie bardzo ma pąki z których mogłaby wybić - ale uznałam że 200 cm to sporo jak na różę rabatową... :roll:

Godzilla - 10 kwietnia 2009, 19:09

Jest bardzo jasno zielony, malutki, ma króciutkie igiełki, będzie sobie stał w doniczce na świątecznym stole. W domu doczytam co tam na nim napisali.
Martva - 10 kwietnia 2009, 19:20

Oj, to możliwe że on jest z tych niezimujących w gruncie - mgliście mi się kojarzy że takie maleństwa kiedyś sprzedawaliśmy, można je było zimować w oranżerii.
Ale na etykietce powinna być nazwa odmiany, ich jest straszne mnóstwo - nie znam się specjalnie bo nieliściastych nie lubię :)

ihan - 10 kwietnia 2009, 20:35

Datury pewnie też osiągają tam nieprzyzwoite rozmiary. Gdybym miała więcej pewności siebie, mniej zobowiązań, nie kochała konkretnie tej pracy i tych współpracowników, wyemigrowałabym do kraju o jakimś normalnym klimacie. Eh.

A ten cyprysik to nie jest przypadkiem ivonne ?

Godzilla - 10 kwietnia 2009, 22:33

Cupresus Gold Crest.

Na doniczce bardzo skrótowa instrukcja - pół słoneczka i pół konewki. Nic nie ma o temperaturach, jakie wytrzymuje. W Internecie jedyna wskazówka - nie w pełni mrozoodporny. To co, jakiś chochołek na zimę wystarczy?

Piech - 10 kwietnia 2009, 22:36

Tak trochę apropos zastanawiam się czasem dlaczego pewne gatunki roślin żyją u nas całkiem nieźle, gdy się je kupi i posadzi, a nie występują naturalnie. Na przykład te różne iglaki, które ludzie sadzą w ogródkach. Taką mam teorię, że one wprawdzie nieźle przeżywają typową polską zimę, ale nie taką, która się u nas zdarza raz na x lat. Dwa czy trzy lata temu była taka zima, co zdziesiątkowała iglaki na mojej ulicy.

Albo platany. Wielkie, wspaniałe drzewa, których pełno w Poznaniu. Ale trzeba posadzić. Widać, że żadna zima im nie straszna, gdy są już takie, jakie są - ale coś im przeszkadza się rozmnażać. Może są wrażliwe na zimno, gdy są całkiem małe, a może nawet nie mogą same u nas wykiełkować z jakiegoś powodu.

Co powiecie?

Godzilla - 10 kwietnia 2009, 23:54

Nie mam pojęcia, pewnie rzeczywiście to coś z rozmnażaniem. A platany chyba lepiej się sprawdzają w mieście niż różne inne gatunki. Obserwuję jak z roku na rok wykruszają się klony przy Świętokrzyskiej. Sąsiedztwo ulicy bardzo im nie służy, chyba szczególnie od czasu gdy zaczęto ulice i chodniki obsypywać solą każdej zimy. W miejsce wyciętych drzew sadzi się platany, takie ładnie podrośnięte. I trzymają się, zobaczymy jak im się powiedzie.
ihan - 11 kwietnia 2009, 09:19

Zabawne, że w moich okolicach platany w zasadzie znane nie są. Ot, jeden gigant rośnie przed jakąś szkołą i tyle. Nie wiem na jakiej podstawie twierdzicie, że jest problem z rozmnażaniem, te które widziałam w Polsce miały normalne owoce. Bywa, że pewne rośliny nie mają czasu zakwitnąć i wydać owoców, bo potrzebują więcej ciepła, albo później zaczynają wegetację, niż w naturalnych siedliskach. Platan, piękne drzewo.
Problem z klonami jest chyba już ogólnopolski, podobnie w przypadku świerków, które masowo usychają stawiałabym na susze jako pierwotną przyczynę.
Godzilla, nic więcej niż chochołek na zimę nie wymyślisz. A w czasie tej ostrej zimy, o której pisze Piech oprócz tego, co mi standardowo wymarza, wymarzł mi też bluszcz.

Martva - 11 kwietnia 2009, 10:49

Platany się świetnie sprawdzają jako drzewa przyuliczne, tylko jest z nimi jeden problem - trza je ciąć, a nikt o tym nie pamięta.
Widzieliście rynek w Pszczynie?

Piech napisał/a:
Tak trochę apropos zastanawiam się czasem dlaczego pewne gatunki roślin żyją u nas całkiem nieźle, gdy się je kupi i posadzi, a nie występują naturalnie.


Bo na przykład pochodzą z Ameryki i nie miały jak występować naturalnie ;)
Albo, jak pani doktor ihan pisała, potrzebują ciut innego klimatu do rozmnożenia się. Zależy jaki konkretnie gatunek masz na myśli, bo roślin nierodzimych, a porastających Polskę na potęgę jest masa.

W ogóle mamy dziwny klimat, przemarzają u nas na przykład byliny pochodzące z Syberii - bo owszem, znoszą straszne mrozy, ale tam jak się zaczyna wiosna to już jest, a u nas czasem wali mrozem.

Piech - 11 kwietnia 2009, 11:00

Alternatywnie do tradycyjnego chochołka można małą roślinę całą otulić specjalną gąbczastą folią.

Zauważyliście jak śnieg topnieje w pobliżu roślin? Wygląda na to, że rośliny zimą, nawet takie gołe, wydzielają całkiem sporo ciepła.

Martva - 12 kwietnia 2009, 18:05

Godzilla napisał/a:
Cupresus Gold Crest.

Na doniczce bardzo skrótowa instrukcja - pół słoneczka i pół konewki. Nic nie ma o temperaturach, jakie wytrzymuje. W Internecie jedyna wskazówka - nie w pełni mrozoodporny. To co, jakiś chochołek na zimę wystarczy?


Pogooglałam i nie jestem pewna czy dobrze znalazłam - on pachnie cytrynami trochę? - ale nie wygląda to zbyt różowo. Bo to cyprys, nie cyprysik, a cyprysy są dużo bardziej wrażliwe.
'Cyprys macrocarpa „Goldcrest” może zimować w domu , w temp. Od 16-22 C. Zalecane jest jednak umieszczenie go w temp 5-15 stopni. Lubi wilgotne powietrze więc wskazane jest częste zraszanie.'

'Niektóre cyprysiki (np. goldcrest wilma) są tak wrażliwe, że uznawane sa za rośliny domowe, jednak zimowanie nawet tych najwrażliwszych odbywa się, tak jak zauważył Rozmaryn, na balkonie z osłoniętą bryłą korzeniową, a także częścią nadziemną, w pomieszczeniu gospodarczym, piwnicy, strychu (niewielkie rośliny), a przydomek "domowy" w przypadku cyprysika oznacza, że ewentualnie można go zimować w nieogrzewanym pokoju bez przeciągów. Absolutnie żaden iglak nie zimuje w pomieszczeniach z ogrzewaniem centralnym.

Moje przepiękne pachnące cytryną zieloniutkie 3 cyprysiki zbrązowiały wraz z pierwszą falą mrozu zeszłej zimy'

'Na stronie http://www.kwiat.pl/kwiat...1/bok_prawy.htm znalazłam coś takiego.
"Cyprys Goldcrest Wilma wymaga stanowiska chłodnego, jasnego nie nasłonecznionego, ale z wysoką wilgotnością powietrza. W lecie lubi stać na balkonie lub ogrodzie. Utrzymywać stałą wilgotność gleby, w zimie ograniczyć podlewanie, ale nie przesuszać ziemi. Nawozić od wiosny do jesieni 2 razy w miesiącu, w pozostałym okresie co 8 tygodni."'

'O wymaganiach cyprysa (Cupressus macrocarpa) piszą w wielu książkach o roślinach domowych. Mam wrażenie czytając wątek, że trochę się tu myli cyprys z cyprysikiem:) Cyprysa absolutnie nie przezimuje się na działce, chyba że zima będzie taka jak w tym roku. Najzimniejszy pokój w domu, zraszanie, ograniczenie podlewanie i trzymanie kciuków. Są tacy, co uprawiają przez wiele lat araukarie, które muszą zimowiać w podobnych warunkach, czemu z cyprysem miałoby się nie udać? Smile
I jeszcze co się tyczy zimowania iglaków w pomieszczeniu z centralnym ogrzeaniem. Da się zrobić - dostawałam takie cyprysiki (prawdziwe cyprysiki Wink ) zimą jako mini-choinki, do wiosny trzymałam w domu, latając po prostu codziennie do wanny i zraszając część nadzeimną (bez spryskiwania ziemi). Teraz rosną na działce i są piękne!'

EDIT: w ogóle znalazłam w lesie stos wyrzuconych z doniczek wrzosów. No więc następnego dnia przyszłam z torbą i trochę przygarnęłam. W ogóle zdziwiona jestem, bo do tego że ludzie swoje odpadki ogrodowe wywalają do lasu to jestem przyzwyczajona (ziemia w okolicy droga, więc chyba nie mają w ogrodach miejsca na kompost), ale żeby wyrzucać żywe rośliny?

ihan - 12 kwietnia 2009, 18:57

Ogródkowo: posiałam dzisiaj szałwię (czerwoną i śliwkową, nasion kremowej kolejny rok nie udało mi się kupić), minę, pałczatkę, kobee fioletową i ciemnoniebieski groszek pachnący. Jeszcze muszę nabyć błękitną lobelię zwisającą. Wiem, że sieje troche późno, ale nie mam cierpliwości do wyciągających się w domu do światła chabazi, a tak mogę wystawić na balkon (bo ciepło) i bez problemu wysadzić po połowie maja.

EDIT: Wszystkim pikującym polecam koreczki torfowe Jiffy, używamy na uczelni, sa świetne:
https://magma.dns-systems.net/secure/headshigh/store/image.php?type=P&id=16296

Martva - 12 kwietnia 2009, 19:07

O, a jak szałwie siejesz o tej porze to one Ci kwitną? Mam omączoną i lśniącą 'Lunę' (klasycznej czerwonej nie lubię, bo mi nie pasuje), i znów przegapiłam sugerowany termin luty-marzec, pikowanie i takie tam.
Z drugiej strony na torebkach każą się tak cackać z tytoniem ozdobnym, a rozsiewa się doskonale sam, jeśli mu się pozwoli...

ihan - 12 kwietnia 2009, 19:14

Kwitną, trochę póżniej, ale przed zimą zdążą. To jak z astrami, jak kupi sie sadzonki, to kwitna w lipcu, bez sensu, bo aster jako kwiat jesienny ma kwitnąć we wrześniu. Na omączoną choruję, bo kwitnie w kłosach, uwielbiam jak coś kwitnie w wyrażnych kłosach albo w baldachach, ale jakoś nigdy nie udało mi się dohodować własnej. A w tym roku jakos nasiona nie wpadły mi w oczy.
Martva - 12 kwietnia 2009, 19:25

Ja moją nabyłam w budce na Kleparzu albo w jakimś supermarkecie, nie pamiętam nawet :) Mam też ukochaną szałwię mojej babci, czyli Salvia horminium, po polskiemu wdzięczna, powabna bądź też trójbarwna. A lekarską ciachnęłam bardzo mocno, z nadzieją że puści jakieś młodsze pędy, roślina jako taka jest strasznie stara.

Przyjrzałam się akebii, kupiłam ją kwitnącą w 2007, w zeszłym roku nie kwitła, za to rosła jak szalona, teraz jest cała w pąkach kwiatowych, strasznie się cieszę.

I jednoroczny łubin (cały jeden) mi kiełkuje. I maciejka. Albo lnica, juz nie jestem pewna co gdzie poszło ;P:

ihan - 12 kwietnia 2009, 19:29

Akebia ładna jest. W tym roku najbardziej mnie cieszy, że po raz kolejny nie przemarzła mi hortensja, błękitna, błękitniutka. Mam jazdy na punkcie błękitu.
Martva - 12 kwietnia 2009, 19:49

Bo błękit fajny jest :) Takie scylle/cebulice, snieżniki, niezapominajki, ułudki, hortensje właśnie - mrrr. Ołownik też jest błękitny ślicznie, ale z zimowaniem ciężko :(
gorat - 12 kwietnia 2009, 23:46

ihan napisał/a:
Wszystkim pikującym polecam koreczki torfowe Jiffy, używamy na uczelni, sa świetne:
Co, my jastrzębie jesteśmy, żebyśmy mieli pikować?
Godzilla - 18 kwietnia 2009, 15:07

Kto mi powie, kiedy mam wsadzić do gruntu cebulki irysów i gladioli? Piszą że po przymrozkach, ale co to praktycznie znaczy? Teraz? W połowie maja? A może w czerwcu?
Lynx - 18 kwietnia 2009, 15:11

Godzilla, a nie czas był jesienią?
Teraz zdaje się powinnaś je wykiełkować w domu i sadzonkę raczej w ziemię wsadzić. Ale 100% pewności nie mam. Sprawdzę w mądrej książce jeśli chcesz.

Agi - 18 kwietnia 2009, 15:13

gladiole sadzi się na wiosnę, mniej więcej teraz.
cherryen - 18 kwietnia 2009, 17:05

Godzilla google prawdę Ci powie: :D

http://www.swiatkwiatow.p...olus-id400.html
Mieczyki wysadzamy pod koniec kwietnia/ na początku maja w rozstawie 8-12 x 20 cm.

http://rkmk.cyberdusk.pl/...y_cebulowe.html
Najwcześniej, bo w końcu września lub na początku października sadzimy cebule irysa angielskiego, w końcu października cebule irysa żyłkowanego a cebule irysa hiszpańskiego i holenderskiego sadzimy jak najpóźniej, tzn. w drugiej połowie listopada lub, jeżeli warunki na to pozwolą nawet w grudniu.

:)

ihan - 18 kwietnia 2009, 21:24

Dzień ciężkiej pracy ogródkowej, uwielbiam to. Wysiana salsefia (zobaczymy co zacz), marchewka, buraki, sałaty różne, roszponka i rukola, brukiew, groszek cukrowy. W nastepny weekend pora na kwiaty. Przy okazji pozłościłam się trochę, bo myślałam, że gość, ktoremu płaci się za przekopanie zostawi zeimię w stanie umożliwiającym sianie bezpośrednie (tzn. przy okazji wyplewi co tam rosło). No ale nic. Śliwy kwitną i pachną jak szalone, tak samo magnolie. Ah, wiosna.

Co do sadzenia czegokolwiek w końcu listopada i grudniu, mocno bym uważała.

EDIT: Zasada jest taka, że cebulowe/bulwy jak mieczyki i dalie, takie które nie są mrozoodporne sadzi się tak, aby wzeszły po zimnych ogrodnikach (czyli po 15 maja). Średnio wyłażą dwa tygodnie, więc powinno się sadzić na początku maja.

Martva - 18 kwietnia 2009, 21:42

ihan, poszalałaś z warzywami :) U mnie będzie chyba tylko pietruszka naciowa, koperek, szczypiorek czosnkowy, rzeżucha i rukola. I to przy założeniu że wywalę gdzieś resztę tulipanów z warzywnika :D
Wysiałam trochę jednorocznych, muszę dosiać jeszcze w paru miejscach (zmienialiśmy siatkę i kilka orlików zostało przy tej okazji wydeptanych do gołej ziemi, więc się miejsce zrobiło). Ciekawe czy cokolwiek z tego będzie.

ihan napisał/a:
Co do sadzenia czegokolwiek w końcu listopada i grudniu, mocno bym uważała.


Znalazłam kiedyś w grudniu garść cebulek tulipanów, wylazły na ziemię, albo coś je wykopało, nie pamietam. Ziemia była zmarznięta, podrapałam ją łopatą, położyłam cebulki (malizny straszne, wielkości paznokcia), przysypałam ziemią z donic po pomidorach. To było dwa albo trzy lata temu i niektóre z nich mają pąki kwiatowe ;) ale to był fuks totalny :)

cherryen - 19 kwietnia 2009, 09:44

ihan
link jest link nie po to, żeby zapchać wiersz, a żeby go otworzyć ;) :D
a w nim:

Zróżnicowany jest również termin sadzenia. Generalnie należy dążyć do późnego wysadzania, gdyż w czasie długiej ciepłej jesieni rośliny wypuszczają liście przed nadejściem zimy, co jest bardzo niekorzystne i może doprowadzić do wyginięcia cebul.

Najwcześniej, bo w końcu września lub na początku października sadzimy cebule irysa angielskiego, w końcu października cebule irysa żyłkowanego a cebule irysa hiszpańskiego i holenderskiego sadzimy jak najpóźniej, tzn. w drugiej połowie listopada lub, jeżeli warunki na to pozwolą nawet w grudniu.

Gdy zima jest mroźna i bezśnieżna konieczne jest przykrycie zagonów np. słomą lub liśćmi. Trzeba jednak pamiętać o wczesnym usunięciu okrycia na wiosnę, aby rośliny mogły swobodnie wzrastać. W międzyrzędziach ściółka może pozostać, co pomoże w utrzymaniu wody w glebie. Brak wody powoduje znaczne obniżenie plonu cebul, dlatego koniecznym jest stosowanie nawet zalewania zagonów. Podlewanie kończymy z chwilą zakwitnięcia kwiatów, ponieważ po tym terminie jest ono nawet szkodliwe.

hehe kiedyś miałam pod telefonem zawodową ogrodniczkę. teraz nie mam ogródka. ;>
ihantym bardziej gratki ciężkiej pracy.. i późniejszego zbierania plonów. :)

Martva - 24 kwietnia 2009, 18:37

Czy u Was też jest dużo mniej pszczół niż normalnie? Kiedyś pod kwitnącą czereśnią był jeden wielki bzyk, a teraz jakieś pojedyncze sztuki...
ihan - 24 kwietnia 2009, 19:56

Mamy trzy własne ule, więc drastycznego braku pszczół nie widzę, ale tej zimy bardzo dużo roi padło.
Martva - 24 kwietnia 2009, 20:00

Choróbsko jakieś?

Obrabiam zdjęcia właśnie - po co ja tego tyle pstrykam? ;P:

ihan - 24 kwietnia 2009, 20:07

Na dzisiaj wersja jest taka, że choroba. Choć podejrzewane były też środki ochrony roślin. W całej Polsce bardzo dużo pszczół spadło.
Wstawiaj zdjęcia. Jak się nauczę, to też będę wstawiać.

Martva - 24 kwietnia 2009, 20:18

To nie jest jakoś specjalnie skomplikowane, naprawdę. Chociaż chyba zrezygnuję z bloga na blox.pl i zostanę przy fotosiku, jest o niebo wygodniejszy w obsłudze.
Godzilla - 24 kwietnia 2009, 20:56

Czytałam o tym. Pszczoły po prostu nie wracają do uli. Znikają. Nawet nie ma padłych egzemplarzy żeby dać do przebadania. W Polsce i tak nie jest tak źle jak na Zachodzie, jeszcze do nas nie dotarło na całego.
Martva - 24 kwietnia 2009, 22:29

Może je coś zżera? Rzeczywiście mi się coś kołacze po głowie że jakieś problemy były i że pszczelarze chcieli od kogoś (?) zgody na zasilenie pasiek rojami skądś... ale to bardzo mgliste kołatanie.















Kremowe i żółte były niefotogeniczne w tym roku, żałuję, bo chyba je najbardziej lubię :)

May - 25 kwietnia 2009, 16:59

U nas tez pszczol praktycznie nie ma. Bedzie problem z jablkami chyba... A w Somerset to tragedia, z czego beda cider robic?
Lynx - 25 kwietnia 2009, 17:05

Widziałam dzisiaj jedną, siedziała mi na ramieniu :)
Godzilla - 25 kwietnia 2009, 17:29

Gdzieniegdzie próbują ręcznego zapylania, latają po drzewach z pędzelkami, ale to nie jest zbyt wydajne. Nie ma to jak pszczoła.
Agi - 25 kwietnia 2009, 19:20

Wreszcie znalazłam czas na pracę w ogrodzie, posiałam rzodkiewkę, koper i sałatę, posadziłam cebulkę na szczypior. Kręgosłup boli, ale jestem z siebie zadowolona.
U mnie pszczół sporo lata, a drzewa kwitną, aż miło.

Kasiek - 26 kwietnia 2009, 19:22

Byłam na targach ogrodniczych. Jak napiszę pracę z tekstologii to zabieram się za ogrodnictwo balkonowe :P Na razie mam śliczne gerberki w doniczce i nasiona tykwy :D
Godzilla - 26 kwietnia 2009, 19:33

Ohoho, tykwa! A to wyrośnie w naszych warunkach? Mam na myśli doniczkę w mieszkaniu, bo na zewnątrz to chyba wykluczone?
Martva - 26 kwietnia 2009, 20:00

Godzilla, wyrośnie, o ile lato nie będzie jakieś strasznie zimne :)
Ziemniak - 26 kwietnia 2009, 20:24

Godzilla, moja sąsiadka hoduje tykwy na działce, są bardzo ładne i nic im się nie dzieje.
Godzilla - 26 kwietnia 2009, 20:27

I dają takie zdrewniałe owoce?
Ziemniak - 26 kwietnia 2009, 20:30

Tak, sąsiadka powiesiła sobie kilka mniejszych w mieszkaniu, w charakterze ozdóbek Po wypatroszeniu oczywiście ;P:
Kasiek - 26 kwietnia 2009, 20:34

Tak, w mieszkaniu można hodować, ale to może wyrosnąć na 12 metrów podobno :P Może na balkonie? Byłąm z ciocią, ona ma działkę więc jej łatwiej :D Zobaczymy co z tego będzie :)
dzejes - 26 kwietnia 2009, 23:34

Mięta Dzejesa update

Tak więc kupiłem skrzynkę na parapet, w skrzynce posadziłem: oregano, tymianek i miętę. Kupiłem w Obi takie duże krzaczki (względnie duże), oprócz mięty, którą kupiłem w innm markecie - doniczkę malutką z trzema badylkami. Jeden od razu zciachałem na herbatę. Po kilku tygodniach sytuacja następująca:
- tymianek rosnący w środku umiera,
- oregano bawi się w sosnę, czyli puszcza wyyysokie, pełznące po szybie wicie,
- mięta zarasta WSZYSTKO, w ciągu dwóch tygodni przebiła się przez wspomniany tymianek, teraz asymiluje oregano.

Boję się, że pewnej nocy zeżre mi psa.

merula - 27 kwietnia 2009, 08:43

a ostrzegaliśmy :mrgreen:
Agi - 27 kwietnia 2009, 08:56

merula, miałam napisać to samo, ale uznałam, że to takie "damskie" :wink: :mrgreen:
dzejes - 27 kwietnia 2009, 12:44

Agi napisał/a:
merula, miałam napisać to samo, ale uznałam, że to takie "damskie" :wink: :mrgreen:


Bój się Boga! Ktoś by jeszcze pomyślał, że jesteś kobietą! :mrgreen:

Martva - 27 kwietnia 2009, 17:58

dzejes napisał/a:
- tymianek rosnący w środku umiera,


Hmmm, może ma za mokro?

Cytat:
- oregano bawi się w sosnę, czyli puszcza wyyysokie, pełznące po szybie wicie,


Może ma za ciemno?

Wkurzyłam mnie dziś moja rodzicielka, bo zastanawialiśmy się co jest nie tak z sadzonkami pomidorów, którym totalnie zasychają starsze liście. Uznałam że pewnie jakiś grzyb się przyplątał z niewydezynfekowaną ziemią kompostową i że obawiam się że nic z nich nie będzie. A mama że szkoda, myślała że w kompoście i torfie będzie im dobrze. W torfie, pytam, z tego dużego worka który kilka dni temu wysypałam pod wrzosy? Tak, owszem, z tego. pH 3,0. Aua.

Ziemniak - 27 kwietnia 2009, 18:05

To teraz już wiesz, dlaczego pomidory mają takie kwaśne miny.
dzejes - 27 kwietnia 2009, 18:29

Martva napisał/a:
dzejes napisał/a:
- tymianek rosnący w środku umiera,


Hmmm, może ma za mokro?


Niestety tymianek był na doczepkę, a mięta lubi mokro, przynajmniej z mych miesięcznych doświadczeń to wychodzi.
Martva napisał/a:
dzejes napisał/a:

oregano bawi się w sosnę, czyli puszcza wyyysokie, pełznące po szybie wicie,


Może ma za ciemno?


Stoi na parapecie, gdzie słońce jest cały dzień. Raczej ma za dużo mięty dookoła.

ihan - 27 kwietnia 2009, 18:43

Ma za ciemno, bo go mięta zasłania.
dzejes - 27 kwietnia 2009, 20:48

Bingo :mrgreen:
Ziemniak - 4 maja 2009, 15:08

Kilka okazów z mojej działki
http://picasaweb.google.p...feat=directlink
http://picasaweb.google.p...feat=directlink
http://picasaweb.google.p...feat=directlink
http://picasaweb.google.p...feat=directlink
http://picasaweb.google.p...feat=directlink

I ptaszek na deser
http://picasaweb.google.p...feat=directlink

jewgienij - 4 maja 2009, 16:05

Następna impreza na Twojej działce
Martva - 4 maja 2009, 16:50

Ziemniak, te tulipany są strasznie, strasznie fajne. Zwłaszcza różowy. I te białe pełne. I różowe pełne też. Śliczności :)
W sumie mam cały ogród w tulipanach, mnożą się na potęgę, ale głównie zwykłe żółte, podejrzewam odmianę Golden Apeldoorn. Nie trzeba się przejmować koszyczkami, wykopywaniem i przesuszaniem cebulek etc ;)
Ale i tak wolę oczywiście białe, różowe i fioletowe ;P:

Ziemniak - 4 maja 2009, 19:05

Żółte też mam, zabunkrowały się w jednym miejscu. Nie dał im rady RoundUp, kosiarka ani kopanie na sztych głęboko, na wiosnę spokojnie wylazły spod trawy ;P: Niedługo pochwalę się różami, tylko muszą zakwitnąć.

Ed:
jewgienij, planuję wstępnie na drugą połowę czerwca 8)

Martva - 4 maja 2009, 19:10

Ziemniak napisał/a:
ani kopanie na sztych głęboko,


Hehe, moje też chciałam przesadzić parę lat temu, ale cebulki się nie znalazły ;P:

corpse bride - 5 maja 2009, 18:47

o, kącik ogrodniczy. myślałam, że to blog, którego nie czytam...
Piech - 5 maja 2009, 20:47

To jest blog elam, ale nikt o tym nie wie.
Martva - 5 maja 2009, 20:56

Bo elam wzięła i zniknęła :(
Ziemniak - 5 maja 2009, 21:18

Zeszłoroczne kwiatki:




http://picasaweb.google.pl/Ziemniak02/DziaA#

ihan - 5 maja 2009, 21:53

Fajne cynie i liliowiec. Eh, szkoda, że w cyniach chloroplasty nie chodzą, bo taki fajny model byłby.
elam - 6 maja 2009, 21:57

Piech napisał/a:
To jest blog elam, ale nikt o tym nie wie.


ja Ci dam, nikt !!
a tak w ogole - zagladam i widze stare znajome twarze... znaczy, awatary... i milo sie robi, ze nadal tu jestescie, Piechu, Pako, martva i inni

od powrotu do Polski wypadam z obiegu. zycie mi sie troche zacielo (tak mowia, ze zycie zacia sie po 30tce ;) )

ok nie bede sie tu uzewnerzniac niepotrzebnie, tylko wrzuce cos z ogrodka :)


Pako - 6 maja 2009, 22:27

elam napisał/a:
i milo sie robi, ze nadal tu jestescie, Piechu, Pako, martva i inni

Do usług, pluszaczku, do usług ;)

Martva - 6 maja 2009, 22:31

elam napisał/a:
i milo sie robi, ze nadal tu jestescie, Piechu, Pako, martva i inni


Ktoś musi ;)

Fajne masz to niebieskie w trawniku.

I zaglądaj częściej :)

Rafał - 7 maja 2009, 08:13

Fajny ogródek, to białe to kwiat jabłoni?
dalambert - 7 maja 2009, 10:31

Rafał napisał/a:
to białe to kwiat jabłoni?

raczej magnolia :)

Godzilla - 7 maja 2009, 10:34

Jabłoń, jabłoń, tylko z bliska.
Martva - 7 maja 2009, 10:48

dalambert, widziałeś Ty kiedyś magnolię?
dzejes - 7 maja 2009, 11:37

Schabowy mu zasłonił ;P:
Martva - 7 maja 2009, 13:42

Podkiełkowałam sobie wilce na mokrej wacie, jak rzeżuchę, w międzyczasie okazało się że te wysiane do gruntu jednak postanowiły ruszyć po miesiącu. Ale już nadżarły je ślimaki. Nienawidzę ślimaków.
Piech - 7 maja 2009, 13:52

elam napisał/a:
i milo sie robi, ze nadal tu jestescie

elam, bo widzisz, forum jest nie tylko dla tych, którym się nie zacina.

elam - 7 maja 2009, 19:53

:)

oczywiscie, ze to jablonie

May - 7 maja 2009, 21:46

Martva napisał/a:
Nienawidzę ślimaków.

Badz nieekologiczna i wytruj. Albo spraw sobie jeza.

U mnie slimakow jakby mniej w tym roku, chyba je zima wytlukla troche?

corpse bride - 7 maja 2009, 23:39

moje wilce kiełkowały w szklance z wodą. teraz to samo robię z drugą turą.
Piech - 8 maja 2009, 07:49

Właśnie zauważyłem, że w szklance wody mój ananas puszcza korzenie. Ukręciłem był z owoca ten zielony czub i próbuję z niego wyhodować ananasowca.
Miria - 8 maja 2009, 07:52

Zakupiłam lubczyk, miętę, cząber i bazylię. Będę instalować skrzynkę na "balkonie", dosieję koperek i zobaczę, co z tego wyniknie.
Fidel-F2 - 8 maja 2009, 08:43

może być, że babka zielarka
ihan - 8 maja 2009, 11:07

U kolegi z pracy (w pracy) zakwitł bananowiec. Za kilka tygodni planujemy konsumpcję.
Fidel-F2 - 8 maja 2009, 12:11

ihan, daj coś szerzej
dalambert - 8 maja 2009, 14:40

May napisał/a:
Badz nieekologiczna i wytruj

a nie można by zapiekane z czosnekiem, serem, masełkiem i natką pietruszki - szczególnie winniczki są kochane -po co ta nienawiść!
Nie lepiej polubić :P

Martva - 8 maja 2009, 17:42

dalambert, winniczki są całkiem sympatyczne (poza tym duże, więc łatwo je pozbierać i wynieść), trochę mniej lubię żółtoskorupkowe, ale najgorsze są te duże gołe, co wyglądają jak kupa :/ Jak chcesz to możesz przyjechać, pozbierać i zapiec z czosnekiem, ja dziękuję uprzejmie.
ihan - 8 maja 2009, 19:32

Fidel-F2 napisał/a:
ihan, daj coś szerzej


A precyzyjniej? Co szerzej?

Kwitną bzy i wisteria, oboje pięknie pachną. Tylko, deszczu trzeba. Dużo!

Ślimaki łyse chyba nie są jadalne. Nawet z czosnkiem.

May - 8 maja 2009, 19:38

ihan, tych, co wygladaja jak kupa to ponoc nawet jeze nie chca jest, bo sa trujace/niesmaczne.
gorat - 8 maja 2009, 20:16

Dlatego z gołą d*** latają, skubańce :|
Fidel-F2 - 9 maja 2009, 05:46

ihan, no o tym bananowcu, skąd nasiona czy sadzonki wziąć można, jak mu tam rośnięcie idzie itp, bo na bananowca bym sie skusił.
Piech - 9 maja 2009, 09:58

Dobre pytanie. Skoro banan jest owocem, to gdzie są nasiona?
Fidel-F2 - 9 maja 2009, 10:13

w bananie, tylko, że te handlowe to mutanty i nasion nie posiadają stad pytanie
ihan - 9 maja 2009, 12:25

Skąd wziął banana jeszcze nie wiem. Zostanie przesłuchany. Odrostów ma jak mrówków. Mieliśmy dyskusję (ze sporą rozbieżnością zdań, ale to w naszym przypadku standard) na temat nasion banana, moja wersja: bo one nie mają nasion i dlatego jest problem z uzyskiwaniem nowych odmian, bo tylko przez mutacje, zero rozmnażania płciowego. Rośnięcie mu idzie w porządku, ma w tej chwili jakiś metr, tylko dużą rozpiętość, bo liście ogromne. Stoi przy oknie (nie wiem jaka to strona świata, ale może ktoś z Krakowa będzie wiedział, Ruczaj, w stronę biblioteki PAT/Nokii, stawiam na zachód, bo dogrzewa nam po południu. W zimie normalnie ogrzewane pomieszczenie, klimatyzację mamy od tamtego roku, więc w lecie, popołudniami raczej upał. Często spryskiwany wodą, ale nie wiem czy kranówka, czy destylowana. Nie wiem co dostaje jeść. Jak dostanę pozwolenie, to pstryknę fotkę, jak się nauczę wstawiać, to wstawię. Stan na czwartek był taki, że kwiat uchylony, widać kilka "bananków" ze słupkami na końcach, coś podobnego do tego: http://3.bp.blogspot.com/...cja_banany1.jpg
Martva - 14 maja 2009, 17:47

Przekwitły scylle, znaczy cebulice, za to zaczęły kwitnąć bluebellsy, które mama przywiozła w zeszłym roku z Anglii, niezbyt legalnie chyba zresztą. Pogooglałam trochę, okazało się że ma to polską nazwę endymion zwisły i że małe różowe dzwoneczki kupione kilka lat temu jako 'ozdobny czosnek' to prawdopodobnie odmiana endymiona, zwisłego albo hiszpańskiego. ładne toto jest, ja mam skłonność do niebieskich kwiatów, zwłaszcza tworzących barwną plamę - a one potrafią robić plamy, wrzućcie sobie w szukanie grafik w Google :) Mam nadzieję że się rozrosną szybko, może spróbuję znaleźć cebulki jesienią.

Poza tym wiciokrzew zakwitł i pachnie. Tulipany się skończyły, niezapominajki się skończyły prawie, orliki są w pełni - bawi mnie obserwacja jak się zmieniają z roku na rok. Kilka lat temu zmutowały i większość kwiatów była nieduża, a pełna, bez charakterystycznych 'ostróg', trochę jak pompony z bibułki. Niezbyt mi się podobały, na szczęście rozmnażały się chyba gorzej od zwykłych i w tym roku jest ich niewiele. Za to chyba muszę dokupić jakieś jasne/dwukolorowe w ramach poprawiania rasy, bo są głównie fioletowe i ciemnoróżowe. A dawno temu miałam kremowo-liliowe i one były ładne.

Agi - 14 maja 2009, 18:26

Glicynia pięknie kwitnie i piwonie drzewiaste, i jeszcze krzewuszka i mnóstwo innego drobiazgu.
Martva - 14 maja 2009, 18:38

Ooooch, glicynia to jest moje odwieczne nierealizowalne marzenie... Zazdroszczę :)
Agi - 14 maja 2009, 18:42

Mam dwie liliowo - błękitne
Martva - 14 maja 2009, 18:46

Nie miałabym jej gdzie wsadzić żywcem. Słoneczne, a zaciszne miejsca mi się skończyły :(

A mój ciemnofioletowy bez nie jest aż tak ciemnofioletowy jak powinien, bu. Chyba kupię jeszcze jednego, ale najpierw muszę wymyślić jak się pozbyć stosu drewna i płyt chodnikowych ze środka ogrodu...

Nutzz - 14 maja 2009, 21:10

Ehhh.... a moja piwonia się uparła i od trzech dni nie chce otworzyć kwiatów - a cały czas jest tuż-tuż.
Za to mam cały klomb konwalii tuż pod oknem - ha-ha!

Agi - 14 maja 2009, 21:38

Zrobiłam trochę fotek, ale jutro wrzucę, bo Driver zabrał niechcący kabel od aparatu.
May - 16 maja 2009, 14:20

Moje orliki, wlasnorecznie wyhodowane z nasionek, wlasnie zakwitly i sa absolutnie przepiekne, mam te odmiane dlugoostrogowa, dwukolorowe kwiaty. Do tego kwitna naparstnice, dzwonki i teoretycznie_jednoroczny_nagietek (jeden ma 3 lata a drugi dwa).
Po bluebells w Anglii zostalo wspomnienie za to wisterie sa takie, ze ojej! i cos co sie nazywa foxglove tree, cudo (jedno drzewo rosnie w Wells, w Ogrodzie Biskupa)

Martva - 16 maja 2009, 14:29

Muszę wysiać orliki za miesiąc, nabyłam jakieś nasionka i mam nadzieję że coś z nich będzie, znaczy że chociaż połowa zakwitnie tak jak na obrazku, czyli dwukolorowo właśnie. Trochę nowych genów się naszym kwiatuszkom przyda ;)
Google mówi że foxglove tree to paulownia, nie wiem jak sobie toto radzi w naszym klimacie, ale trzeba przyznać że robi wrażenie.

ihan - 16 maja 2009, 18:40

Podobno paulownia dobrze odbija od korzeni, rośnie szybko (do 5 metrów w ciągu roku), więc przemarznięta odbije. Tylko nie ma co wtedy liczyć na kwiaty.
Wsadziłam różową daturę, dałam obornika, który miał być granulowany, bezzapachowy. powiedzmy, że jest granulowany. Posiałam jakieś sałaty i roszponkę, drugi rzut fasolki szparagowej fioletowej, posadziłam 2 pomidory (dla zapachu, uwielbiam zapach liści pomidorów, i tak zawsze zanim dojrzeją to chorują, więc nie ma sensu sadzić więcej), paprykę, selera i pory. Nad miejscem dla róży don Juan się zastanawiam. O dziwo, wysiane wieki temu ogórki i cukinia zaczynają wschodzić. I w końcu popadało.

May - 16 maja 2009, 22:01

Marzy mi sie datura, ale tutaj praktycznie nie do dostania. W zeszlym roku byla jedna sadzonka w Ogrodzie Biskupa, ale duza i sie nie zdecydowalam (dlugi spacer z ciezka donica...) ale teraz zaluje...
ihan - 16 maja 2009, 23:19

Ale w Anglii datura by była genialna, bo nie powinna przemarzać (choć może się mylę). Gdyby można było zimować w ziemi, to niezłe bydle można by wyhodować.
baranek - 16 maja 2009, 23:42

Martva napisał/a:
winniczki są całkiem sympatyczne

Takie małe winnice? Z możliwością degustacji? Oj, są.

Godzilla - 16 maja 2009, 23:46

Dwa w jednym, winniczki w winie?

Chociaż mi tam zawsze bydlątek szkoda. Zwłaszcza winniczki są fajne. Rozumiem, że ktoś hoduje winniczka. Ale żeby go jeść?

shenra - 16 maja 2009, 23:47

Godzilla napisał/a:
Ale żeby go jeść?
bardzo smaczne są. Choć w naszych rodzimych warunkach nie próbowałam. :wink:
Fidel-F2 - 17 maja 2009, 06:33

kiedyś na Dębowców nazbieraliśm ślimaków, bo wielkie cholery były i pełno ich wszędzie, dlugo trwał spór o sposób oczyszczenia i przygotowania bo nikt nie miał pojęcia jak to zrobić. W końcu poszły na patelnię gdy któraś flaszka już pusta była, zjadłem potem jednego czy dwa ale nic nie pamiętam jesli idzie o degustację, nie mam tylko pojęci jak oni te ślimaki wyjęli z muszelek, służbę stajenną wtedy miałem i akurat była pora karmienia i takich tam dupereli przed końskim snem
Martva - 17 maja 2009, 09:08

Cytat:
Marzy mi sie datura, ale tutaj praktycznie nie do dostania.


Aż dziwne, ograniczenie jakieś bo trująca, czy co?

Poszłam wczoraj na późny psacer i KWŚ, te prawdziwe, bezskorupkowe, wyległy tłumnie. Mieliśmy dusze na ramieniu i wróciliśmy szybko, tak na wszelki wypadek ;)

Godzilla - 17 maja 2009, 09:45

Coś słyszałam kiedyś, że te "trąbki anielskie" mają działanie narkotyczne. To już dawno było, więc nie gwarantuję że dobrze pamiętam. Ale to by coś tłumaczyło.
Martva - 17 maja 2009, 09:56

Oj, mają, jak najbardziej mają - wprawdzie dawka psychoaktywna jest bliska śmiertelnej... :roll:
Godzilla - 17 maja 2009, 10:12

Inna sprawa, że piękny atlas roślin ozdobnych znajoma podsumowała, że mógłby mieć podtytuł: "Jak wytruć pół miasta".
Martva - 17 maja 2009, 10:20

Wiesz, moja sis ma książkę o roślinach psychoaktywnych i występuje w niej pietruszka, bo zawiera jakieś świństwo; z drugiej strony ktoś kiedyś liczył że żeby się zatruć pietruszką trzeba by jej zjeść kilka kilogramów.
Większość psiankowatych jest toksyczna - tytoń, datury/bielunie, psianki, o wilczej jagodzie nie wspominając, no ale ona nie jest ozdobna :)

Godzilla - 17 maja 2009, 10:31

A wielkie, mięsiste liście tytoniu latem w pełnym słońcu mają wspaniały zapach!

Co nie znaczy że lubię je po wysuszeniu i podhajcowaniu.

Martva - 17 maja 2009, 10:35

A takiego zwykłego tytoniu w życiu na oczy nie widziałam. Ozdobny uwielbiam, bo pięknie pachnie wieczorem.
Godzilla - 17 maja 2009, 10:49

Dawno dawno temu jeździłam do babci do Brodnicy. Fajne miasteczko, zabytkowe, nad jeziorem. I jak się nad jezioro szło, mijało się sporo pól z tytoniem. Nie wiem czy teraz ktoś to tam hoduje, ale wtedy były całe plantacje tych wielkich roślin, przy każdym polu drewniana szopa-suszarnia, gdzie pęki liści schły na sznurkach. W upalne lato zapach był niesamowity.
dzejes - 17 maja 2009, 11:01

Martva napisał/a:

Poszłam wczoraj na późny psacer i KWŚ, te prawdziwe, bezskorupkowe, wyległy tłumnie. Mieliśmy dusze na ramieniu i wróciliśmy szybko, tak na wszelki wypadek ;)


Ha! Pamiętam, jak wracałem do domu po juwenaliach którychś i zaatakowały mnie ślimaki! Szedłem nie wadząc nic nikomu, aż tu nagle patrzę - otaczają mnie ślimaki. Setki ich było, takie bez skorupek i ogromne. Bardzo powoli szedłem, żeby żadnego nie rozdeptać, albowiem byłem pewien, że gdybym jednego ruszył - reszta by mnie zabiła.
Tylko nie wiem czemu kumple spadli ze śmiechu z krzeseł, gdy o tym opowiedziałem :roll: a to najszczersza prawda była.

Agi - 17 maja 2009, 14:32

Kilka roślin z mojego ogródka



Krzewuszka

Glicynia



Kremowa peonia krzewiasta. Pierwszy raz zakwitła

Peonia różowa.

Bez miniaturowy. Bardzo długo kwitnie.

merula - 19 maja 2009, 22:05

jadąc dziś do pracy przyuwazyłam prawie kwitnącą , bezpańską, małą piwonię przy drodze i wieczorkiem ją sobie upolowałam.
ciekawe, czy przeżyje tę operację, bo miałam tylko małą łopatkę.

Martva - 21 maja 2009, 13:06

Agi, krzewuszka boska, a takiego małego lilaka mam - to jest Palibin?

merula, przeżyć przeżyje, ale pewnie się obrazi na jakiś czas ;) Moje zaczynają kwitnąć właśnie.

Skarżyłam się ostatnio że nie ma pszczół. Wyszłam dziś na taras, i poczułam się jakbym stanęła w kwietniu pod kwitnącą ałyczą - żadnych owadów nie widać, ale jeden brzęk. A chwilę potem usłyszałam wrzask mamy, która wyszła drzwiami z drugiej strony domu.







Chyba za dużo myślałam o królowych matkach ostatnio, nie? ;)

Agi - 21 maja 2009, 13:21

Martva napisał/a:
Agi, krzewuszka boska, a takiego małego lilaka mam - to jest Palibin?

Dostałam sadzonkę od zaprzyjaźnionego ogrodnika, pana Bonifacego zresztą , :D nie wiem co to za odmiana.
Martva napisał/a:
A chwilę potem usłyszałam wrzask mamy, która wyszła drzwiami z drugiej strony domu.

Komuś rój uciekł. Jak sobie poradziliście?

Martva - 21 maja 2009, 13:26

Sąsiedzi wpadli w panikę, tata zaczął szukać w książce telefonicznej krakowskich hodowców pszczół, a ja odpaliłam Google i znalazłam pomocny artykuł. Zadzwoniliśmy na straż pożarną, wytłumaczyliśmy panu że tak wiemy że pszczoły są nieagresywne i sobie polecą, ale szkoda żeby się tak włóczyły i żeby nam dali numer do jakichś pszczelarzy. Okazało się ze jeden mieszka całkiem blisko, przyjechał w ciągu czterdziestu minut, zdjął rój, wpakował do pudła, pudło wisi na płocie i czeka do wieczora, żeby wszystkie pasiaste wlazły. Wieczorem przyjedzie i zabierze.
Piech - 21 maja 2009, 13:44

Jeżeli ten pszczelarz jest w pobliżu, może to właśnie z jego pasieki się wyroiły.
Martva - 21 maja 2009, 14:27

Mówi że nie, bo by zauważył.
elam - 24 maja 2009, 12:50



nasza dzielna malutka magnolia. najpierw obgryzl ja pies tak, ze zostal po niej badylek 15cm, potem spalil ja jakis smar, potem zmarzla w zimie.... a miala 2 kwiaty w tym roku :)

Martva - 24 maja 2009, 13:55

Piękniasta :) Lubię tę odmianę, bo fajnie pachnie.
Martva - 3 czerwca 2009, 20:48

Posadziłam ostatnią partię podkiełkowanych wilców, zwykłych i wściekle niebieskich, bo poprzednie jakoś zmarniały, miałam wyrzuty sumienia że ich nie podlałam. Te były posadzone do mokrej ziemi i podlane przez deszcz, i już dobę później zostały z nich smętne łodyżki, ćwierć centymetra nad ziemią.
Czy pisałam już, że nienawidzę ślimaków? :cry:

dalambert - 3 czerwca 2009, 22:18

Martva napisał/a:
, że nienawidzę ślimaków?

nawet z czosnkiem i pietruszką :?:

Piech - 4 czerwca 2009, 00:19

Mój ananas jeszcze trochę żyje. Zielony czub z owocu puścił korzenie w szklance wody, a teraz siedzi już w doniczce. Niektóre liście żyją, ale niestety w samym środku rośnie pleśń, więc trudno liczyć tam na młode liście. Mam nadzieję, że puści coś bokiem.
Pucek - 4 czerwca 2009, 11:32

Aś tam z egzotyką - od roku mam bugenwillę i nawet zakwitła. Już mam z nią kłopot, bo duża. Ciąć na bonzaja czy chodować krzaczora? Kupa roboty tak czy siak.
Kiedyś wsadzilam grula w dużą doniczkę, na balkonie. Szybko wyrósł, kwiatów dużo i pięknie pachnące , a jeszcze na koniec obiad był :wink:

Agi - 6 czerwca 2009, 20:02

Kolkwicja pięknie rozkwitła i wiciokrzew też.
W piątek kupiłam dwie angielskie róże. Krzewiasta Emanuel - różowa wpadająca w lekko liliowy odcień i biała, której odmiany nie zidentyfikowałam, ale wygląda tak:

Obie pachną tak, jak prawdziwe róże pachnieć powinny!

May - 6 czerwca 2009, 20:37

Tutaj chwale sie zdjeciami z mojego ogrodu. Szkoda, ze z orlikow juz niewiele zostalo :cry:
Fidel-F2 - 7 czerwca 2009, 05:56

znaczy mimo wszystko większość tego trawniczka zostawiłas w spokoju, jakoś spodziweałem się, że cały placyk za domem będzie ogródkiem, kiedys skopaliśmy taki trawnik w polowie i posialiśmy warzywa :P
May - 7 czerwca 2009, 21:44

Fidel-F2, jesli to do mnie - to trawnik jest od frontu. Z tylu mam low maintaince garden, tzn landlord uznal, ze najlepiej wszystko wysypac zwirkiem. Warzywa rosna w doniczkach (fasola, pomidory i troche ziol). Ale marzy mi sie kiedys wlasny ogrod, z warzywnikiem, trawnikiem i rabatkami jak nalezy...
ihan - 7 czerwca 2009, 23:13

May, masz ładniutki ogród. Mam słabość do angielskich ogrodów z rabatą opartą na murowanym ogrodzeniu. Może kiedyś się dorobię.
Martva - 7 czerwca 2009, 23:19

Kupiłam coś co chyba jest szałwią ananasową. Nie wiem po co ;P: Liście fajnie pachną jak się je potrze.

I naparstnice mi zakwitły, nareszcie.

Piech - 7 czerwca 2009, 23:39

Czy nie lepiej w Anglii, w tych ciężkich czasach, posadzić ziemniaki i posiać cebulę?
May - 7 czerwca 2009, 23:52

ihan, Jak sie wprowadzalam, to na rabacie byla spalona glina z ktorej wystawal perz i niedobitki takiego niebieskiego czegos - nigella to sie chyba nazywa. Po trzech latach udalo mi sie osiagnac efekt widoczny na obrazkach, ale wciaz pracuje nad ulepszeniem - w zimie mam pierwiosnki, potem zonkile. w maju jest najladniej, a potem tylko dalie. No i nigelle, nie do wyplewienia ;) Brakuje mi czegos kwitnacegp dluzej niz sezonowo, dostalam kilka penstemonow, ale 1) nie wiem kiedy zakwitna, 2) nie wiem jak dlugo kwitna.
A i zapomnialam o lawendzie, musze ja chyba porzadnie przyciac w tym roku bo rozrosla sie do straszliwych rozmiarow (ech, jak sobie przypomne te zabiedzona sadzonke z przeceny...)

Piech, myslalam o ziemniakach, ale wymagaja duzego pojemnika, moze w przyszlym roku? ;P: Na razie z psiankowatych mam stado pomidorow - odmiana Thumbling Tom, nadajaca sie do skrzynek okiennych i wiszacych koszy, zobaczymy co z nich wyrosnie.

Godzilla - 8 czerwca 2009, 09:33

May, Wiki twierdzi, że nigella to po naszemu czarnuszka. Ładny kwiatek, a nasionka pysznie pachną, można bułki przy pieczeniu posypać. O ile to właściwy gatunek.
Martva - 8 czerwca 2009, 09:37

May napisał/a:
nigella to sie chyba nazywa.

Czarnuszka.
Posiałam, ale nie wiem czy jej ślimactwo nie zeżre :(

May napisał/a:
Brakuje mi czegos kwitnacegp dluzej niz sezonowo,

Co to znaczy dłużej niż sezonowo?

Róże zaczynają kwitnąć, ale jakoś tak niezbyt chętnie, w zeszłym roku było lepiej.

ihan - 2 lipca 2009, 11:52

Coś cicho i pusto się w ogródkowym wątku zrobiło.
A u mnie w maju-czerwcu, po raz pierwszy od posadzenia (czyli po dobrych kilku latach) zakwitł kielichowiec wonny:

I róża parkowa Pink Grootendorst razem z powojnikiem jasno-fioletowym

I taka róża pnąca (no name)

I wspomnienie wiosny: wisteria na czereśni:

Martva - 2 lipca 2009, 12:02

Wiiiiiiisteeeeeria!
U mnie zakwitł wilec, jedyny oszczędzony przez ślimaki.

ihan - 2 lipca 2009, 12:22

Też kocham wisterię:
To ta sama wisteria (jej kawałek) na pergoli pod czereśnią:

A jak jesteśmy przy wilcach, to mój ubiegłoroczny, ukochany Heavenly blue

Martva - 2 lipca 2009, 13:03

Wysiałam paczkę, ocalały dwa, przy czym jeden ma pożarty czubek i nie wiem czy się raczy rozgałęzić, na razie myśli. Rośnie w skrzynce, wspina się na kratkę z żółtą różą i powojnikiem Warszawska Nike, ale jakoś nie bardzo się chce zabierać za kwitnienie.

W ogóle przez tę głupią pogodę lnice mi się położyły, a ulubioną białą pnącą różę poraziła szara pleśń. Ona coś ma pecha w tym roku, znaczy nie pleśń tylko róża.

merula - 3 lipca 2009, 09:10



czy ktoś wie, jak pozbyć się tego cholerstwa, żeby mi lilii nie zżerało?

Martva - 3 lipca 2009, 09:15

Google :)
'Zwalcza Actellic 50 EC (0,1%) i Owadofos 540 EC. Ewentualnie szkodnika można wyłapywać ręcznie.'
http://www.bio-forum.pl/messages/78737/104294.html
http://www.bio-forum.pl/messages/78737/99718.html

gorat - 3 lipca 2009, 13:50

Landlord to jakiś urzędnik ochrony krajobrazu?
Martva - 15 lipca 2009, 16:56

Groszek zakwitł. Jeden. Pachnie nieziemsko.
Powojnik otrzymany w zeszłym roku od ciotki okazał się być wiciokrzewem.
Nie mogę znaleźć róży pnącej przesadzonej na żądanie mamy, albo zniknęła bez śladu, albo mi się myli z inną różą.
Rabatka ze złocieniem maruna całkiem fajnie wygląda, nawet mama która zawsze narzekała na 'to zielsko' wypowiedziała się ostatnio z uznaniem. I zdziwieniem, że tak się grupowo wysiały w jedno miejsce. Same. Taaaaaaaak ;P:

ihan - 24 sierpnia 2009, 19:08

Pisałam kiedyś o kwitnącym bananowcu. Otóż: zazdrośćcie mi, albowiem dziś odbyła się uroczysta konsumpcja pierwszego owocu. I był pyszny.
Martva - 24 sierpnia 2009, 19:13

O jaaa, zazdroszczę :)
Pako - 24 sierpnia 2009, 19:22

Ja nie zazdroszczę, ostatnio po bananie o mało mnie nie skręciło, ale gratulować mogę.
Jak wytworzycie na masową skalę pomarańcze, to się z przyjemnością jako tester zapiszę :P

elam - 29 sierpnia 2009, 14:47

jesien nadchodzi....








zdjecia zrobilam po prostu telefonem komorkowym, wracajac z pracy - wiec nie maja jakichs wiekszych walorow artystycznych, ale nie o to chodzi, nie jestem fotografikiem, trzeba mi wybaczyc ;)

a sonny Erisccon rzONdzi xD)teraz nawet w plemiona gram z komorki. czekam jeszcze tylko na opcje "mikrofala" i "prasowanie" ;p

Martva - 29 sierpnia 2009, 14:50

No, nawłocie kwitną i wrotycz... a ja tak bardzo nie chcę :(

Zdjęcia super, w życiu bym nie powiedziała że to komórka :shock:

elam - 29 sierpnia 2009, 18:22

nawlocie? wrotycz? a co to ? :)

a ja myslalam, ze to jakis pospolity, polny oset :)

Martva - 29 sierpnia 2009, 18:50

Nawłocie i wrotycze to takie żółte ustrojstwa które kwitną jak się zaczyna ta pora roku na 'j'.
dalambert - 29 sierpnia 2009, 19:53

elam, wyjątkowo jesienny dziś wieczor -masz rację JESIEŃ tuż, tuz :|
Rafał - 31 sierpnia 2009, 08:35

Ano jesień idzie, nie ma na to rady :D
elam - 31 sierpnia 2009, 23:05



- Martva, a to co to ? :)

Martva - 1 września 2009, 09:38

Nawłoć właśnie.
elam - 1 września 2009, 22:17

ach, a ja sie zastanawialam przez chwile, czy nie jakis krwawnik czy dziurawiec :) ale od czego sa google :)
Martva - 2 września 2009, 09:27

Krwawnik jest mały i biały (znaczy dziki krwawnik, odmiany ogrodowe bywają kolorowe), i ma baldaszki (konkretnie chyba baldachogrona ;P: ), a dziurawiec też jest niewielki i ma kwiatkowate kwiatki, znaczy ze środkiem i płatkami. No i ma maleńkie dziurki w liściach jak spojrzysz pod światło :)
dalambert - 2 września 2009, 10:15

elam, Martva, gałązkę dziurawca do flaszki z dobrą wódeczką wsunąć / może być zacny bimber/ i tydzien lub dwa potrzymać.
Piękny rubinowy kolor się ujawnia , a i smak zacny, że o własciwościach leczniczych nie wspomnę :D

Martva - 2 września 2009, 10:18

Być może, wiem że po wszelkich artykułach z dziurawcem należy uważać na słońce i antykoncepcję :)
dalambert - 2 września 2009, 10:22

Martva napisał/a:
uważać na słońce i antykoncepcję

znaczy mocniej się opala i zachodzi ?

Martva - 2 września 2009, 10:29

Znaczy robi się skłonność do fotouczuleń i plam na skórze, a tabletki hormonalne mają obniżoną skuteczność.
dalambert - 2 września 2009, 10:50

Martva, ale na wątróbkę pomaga, a tabletki hormonalne to i tak rozwalają organizm w drzazgi jeno o tym to się Panie po latach przekonują jak im się podroby zaczyają sypać.
Martva - 2 września 2009, 10:55

Po latach to wszystko się zaczyna sypać wszystkim niezależnie od płci, mój drogi dalambercie, ale to niekoniecznie jest temat na ten wątek :)

W przyszłym roku siejemy więcej groszków i więcej wilców. Nie wiem co z powojnikami, bo chyba mi dwa kolejne padły na grzyba, tym razem Warszawska Nike. Blue Angel na ogrodzeniu się jakoś trzyma i Jan Paweł II na pergoli chyba też, dawno do niego nie zaglądałam. Chyba się muszę pogodzić że mam ziemię nie taką, czy coś :(

Potrzebuję też floksów w kolorach innych niż biel i średni róż, bo rosną jak zwariowane, tolerują glinę i półcień, łatwo się mnożą (podział i sadzonki zielne), grzecznie kwitną i robią plamę koloru.

Całe lato nie zrobiłam chyba ani jednego zdjęcia...

elam - 2 września 2009, 20:22

ja sie ladnych kilka lat temu zalatwilam herbatka z dziurawca - przebarwienia na twarzy mam do tej pory..

Marta - a ja ostatnio chodze z telefonrm 'na wierzchu' - i takie fotki zdarza mi sie cyknac. niby nie jest to arcydzielo, ale jakas migawka z czasu terazniejszego, zawsze...

May - 3 września 2009, 21:25

Zaraza ziemniaczana wytlukla wszystkie moje pomidorki :cry:
Jutro, jesli pogoda dopisze, wyzbieram reszte (a plony obfite byly!) i pozbede sie roslin.
Wie ktos co sie robi z pojemnikami w takim wypadku? Trzeba jakos dezynfekowac, czy niekoniecznie?

Martva - 3 września 2009, 21:46

Jak chcesz żeby się sytuacja powtórzyła w przyszłym roku, to niekoniecznie.
May - 3 września 2009, 22:01

To jaki preparat wacpani proponuje? Mam jakies takie do pryskania na zaraze, czy takim mozna czy jakims chlorem lepiej? Bo sie nie znam zupelnie!
Martva - 3 września 2009, 22:10

Zapytaj w swoim centrum ogrodniczym, nienawidziłam fitopatologii szczerze i z wzajemnością. Poza tym nie mam zielonego pojęcia jakie tam macie środki.
Piech - 5 października 2009, 13:32

Coś mi żre krzaczki maliny. Co robić i kiedy?
ihan - 5 października 2009, 13:52

Zależy co ci te krzaczki żre. Ot, taka krowa, żre maliny mojej znajomej - najprościej wypasać gdzie indziej, przez cały sezon wegetacji.
Martva - 5 października 2009, 14:10

Piech, wrzuć sobie w Googla 'szkodniki malin' i znajdź potwora. Jak znajdziesz, to pewnie zwalczanie też będzie podane.

Przeprowadziłam ostatnie (mam nadzieję) koszenie w sezonie, orzechy mi strasznie przeszkadzały. A w przyszłym roku wysieję stanowczo więcej groszków i chyba je obsypię trutką na ślimaki.

Piech - 5 października 2009, 15:11

Martva napisał/a:
Piech, wrzuć sobie w Googla 'szkodniki malin' i znajdź potwora.

W sumie jest sporo informacji, ale akurat nie o takich robalach, co wygryzają w liściach dziury.

Miria - 5 października 2009, 15:15

A ja rozstałam się ze swoją balkonową uprawą ziół. Też je coś żarło, a oregano zrobiło się czerwone. Teraz trzeba czekać na wiosnę. :|
ihan - 5 października 2009, 18:46

Oregano zrobiło się czerwone, bo pojawienie się antocjanów to podręcznikowa odpowiedź na stres: susza, niższa temperatura.
Piechu, a jakie dziury wygryzają, tzn. zostawiają same wiązki przewodzące czy takie regularne dziury?

Miria - 5 października 2009, 21:08

Dobrze wiedzieć. :) Biedne zestresowane oregano... Pewnie ciągłe zrywanie liści i gałązek też dobrze nie wpłynęło na jego psychikę. :wink:
Martva - 5 października 2009, 21:10

E, to mu pewnie mniej przeszkadzało, uszczykiwane rośliny się lepiej krzewią :)
Miria - 5 października 2009, 21:14

Ale mogą się stresować przy tym, c'nie? No i się rozkrzewiło, na czerwono.
Martva - 5 października 2009, 21:16

Może zmutowało, czerwone i łaciate bazylie się skądś wzięły ;)
Miria - 5 października 2009, 21:18

Kurde, może powinnam na nie chuchać i sprzedawać jako nową odmianę? :roll:
Martva - 5 października 2009, 21:26

No nie wiem, od chuchania mogłoby się ogrzać i zzielenieć ;)
Miria - 5 października 2009, 21:30

I tak źle i tak niedobrze. A przy okazji, może ktoś wie - w skrzynce miałam kilka rodzajów ziół i wszystkie sobie rosły ładnie przez parę miesięcy, z wyjątkiem bazylii. Próbowałam trzy razy, za każdym razem bazylia padała po jakichś dwóch-trzech tygodniach - niemal z dnia na dzień kaput. No i nie mam pojęcia, czemu.
Piech - 5 października 2009, 22:10

ihan napisał/a:
Piechu, a jakie dziury wygryzają, tzn. zostawiają same wiązki przewodzące czy takie regularne dziury?

Owalne kilkumilimetrowe dziurki. W jednym liściu może być ich sporo, niejednakowej wielkości. Reszta liścia żyje, ale wygląda chorowicie. Owoce były zdrowe.

Piech - 1 grudnia 2009, 18:05

Moje nowe hobby to hodowanie ananasowców. Zielony czub owocu można ukręcić, obrać z dołu z listków, ze dwa centymetry tak, żeby odsłonić widoczne zalążki korzeni. Równo przyciąć spód nożem i wstawić do szklanki z wodą. Postawić w jak najlepiej oświetlonym miejscu i często zmieniać wodę. Jeżeli roślina nie zgnije, po paru tygodniach zaczną rosnąć korzenie. Jak wyrośnie ich sporo, można posadzić w ziemi.

Na razie mam jednego w ziemi, już całkiem niezłych rozmiarów. Drugi niestety zgnił w szklance. Za to trzeci się ukorzenił i w weekend go posadzę. Skoro mam parkę, może uda się jakieś owoce wyhodować.

Martva - 11 grudnia 2009, 17:02

Co roku późną zimą/wczesną wiosną się zastanawiam co fajnego zrobię w ogrodzie w tym sezonie, a późną jesienią/wczesną zimą - czego nie zrobiłam.
Wysiałam masę wilców i groszków ozdobnych - to plus. Większość została zeżarta przez wstrętne oślizłe poczwary - to minus.
Zredukowałam powierzchnię trawnika przez zwiększenie powierzchni rabat - to plus. Minus - dalej jest zdecydowanie za dużo koszenia ;P:
Nie przesadziłam róż, znów dałam w *beep* z cebulowymi, warzywniko-zielnik z koperkiem, pietruszką, szczypiorem i rukolą zupełnie nie wypalił. Pnąca róża ni stąd ni zowąd wzięła i uschła, i kolejny powojnik padł ofiarą uwiądu. Cholerne kawałki dębu, które miały wg pomysłu mojej matki być jakims rodzajem mebli ogrodowych, trzeci rok leżą tam gdzie leżały, bo nie wie gdzie je ustawić.
Ciekawe co nowego wymyślę na wiosnę... I ile z tego mi się uda zrealizować.

W sumie moje studia mnie strasznie zniechęciły do ogrodu. Dobrze że na polonistykę nie poszłam.

ihan - 12 grudnia 2009, 17:09

Często miałąm takie planowanie w okresie zimowym (czyli przez pół roku), czytanie po raz setny różnych fajnych książek, zastanawianie się co kupić. Teraz nie mam czasu, obiecuję sobie w lecie zająć się ogrodem i co roku nie mam czasu. Powinnam na wiosnę przekopać, dosypać jakiś nawóz (Śmierdziel jest znanym i cenionym producentem, woziłam w samochodzie trawę, owies, mogę nawóz), problem, że w domu jestem tylko w weekendy. Oduczyłam się planowania, bo potem się tylko złoszczę, że coś tam nie zrealizowałam. Przyzwyczaiłam się do byle jakiej ziemi i ze spokojem przyjmuję, że nie mam tak pięknych róż jak moja Szefowa na przykład. A wiosny już strasznie nie mogę się doczekać. I kwitnącej wisterii i niezapominajek.

Piechu, kwitnienie ananasa przyśpiesza etylen, więc jak będą wystarczająco duże możesz położyć obok dojrzewające jabłko (wersja ostra radzi nawet przykryć folią ananasa z owym jabłkiem, ale bałabym się aż takiej wilgotności) Albo udac się z roślinkami do dojrzewalni bananów ;) . I nie wiem czy jest obcopylny, ale zaopatrzenie się w pędzelek nie zaszkodzi, choć oczywiście może się zdarzyć, że nie zakwitną synchronicznie. Niby nie ma normalnych nasion, więc klasyczne zapłodnienie nie zachodzi, ale mądre źródła podają, że zapylenie jest konieczne.

Piech - 12 grudnia 2009, 20:58

Dzięki, ihan! Ciekawe informacje, będę eksperymentował.
A tak w ogóle, to miło Cię znów widzieć.

May - 18 lutego 2010, 12:59

Kupilam dzis dwie dziesiatki pierwiosnkow w Lidlu i przenioslam je do trzech skrzynek. Dwa sie nie zmiescily i wyladowaly na rabatce. Poza tym zakwitly mi juz wszystkie wczesne niebieskie (fioletowe) krokusy, te zolte w paski tez niesmialo sie otwieraja. Pogoda ohydna, to przynajmniej troche koloru w ogrodzie sie pojawilo.
Roze puszczaja, ale fuksje chyba wszystkie niestety mroz zwarzyl na smierc :( i moje niesmiertelne petunie, ktore przezyly dwie poprzednie zimy chyba tez :( ...

Fidel-F2 - 18 lutego 2010, 22:51

May napisał/a:
ktore przezyly dwie poprzednie zimy
dwie pory deszczowe chyba :P
May - 18 lutego 2010, 22:55

Eeee, w zeszlym roku to nawet snieg mielismy przez pare dni i troche mrozu bylo :wink:
A pora deszczowa trwa jakies 12 miesiecy z kilkudniowymi przerwami :wink:

Martva - 18 lutego 2010, 22:57

Jakie to są żółte w paski? Kojarzę tylko białe w paski albo fioletowe w paski, zależy jak na to patrzeć.
Fidel-F2 - 18 lutego 2010, 23:02

Martva napisał/a:
Jakie to są żółte w paski? Kojarzę tylko białe w paski albo fioletowe w paski, zależy jak na to patrzeć.
to takie same tylko żółte
May - 19 lutego 2010, 15:58

Martva, Zolte w takie brazowe paseczki. o
A jak szukalam zdjecia to znalazlam takie kwiatki :wink:

Martva - 19 lutego 2010, 16:28

E, ja bym ich nie nazwała paseczkowanymi, bo te paseczki mają tylko z wierzchu i w ogóle.
A z takich innych kwiatków miałam schemat na żonkila i go nie rozumiem. Są również schematy na inną technikę, jakieś peyotowe, na przykład na naparstnice, ale ich nie rozumiem porównywalnie.

dzejes - 19 lutego 2010, 18:20

Wow, 1200x1600 pix.
ihan - 19 lutego 2010, 22:15

Hmm, martva, tych tez nie nazwałabyś paseczkowanymi?:
http://republika.pl/blog_.../tr/krokusy.jpg

Te kwiatki robione z czegoś tam, nie żeby były brzydkie, nie, [brak tolerancji dla odmiennych gustów]dla mnie one są koszmarnie brzydkie i nigdy nie pojmę po cóż ludzie coś takiego robią i kupują[/brak tolerancji dla odmiennych gustów].

Martva - 19 lutego 2010, 22:22

O, te juz bardziej. Mam takie w ogrodzie, ale takie bardziej żyłkowane niż paseczkowane, kontrast dużo mniejszy.
Paseczki to dla mnie o takie:

Agi - 16 marca 2010, 22:02

Dziś po przyjeździe z pracy zajrzałam do ogrodu, a tam przebiśniegi kwitną w najlepsze, tulipany wychynęły z ziemi na trzy centymetry, krokusy takoż. Śnieg stopniał i na razie nowego nie widać, oby tak dalej. :D
Zrobiłam zdjęcia, ale wcięło mi kabelek od aparatu, może jutro znajdę.

Martva - 18 marca 2010, 13:04

Kiełki róznych rzeczy wyłażą, ale kwitnie tylko rannik. Z akebii opadły liście i mam nadzieję że w ogóle żyje.

Trzeba by pomidory wysiać, mamy Pear Shaped, Vilmę i Maskotkę. Wszystko wyląduje w donicach pod balkonem, bo jak rosną w gruncie to dostają jakiegoś świństwa i szlag je trafia zanim zdążą zakwitnąć.

merula - 18 marca 2010, 15:50

u mnie przebiśniegi też już kwitną, teraz czekam na krokusy.
a reszta nieśmiało główki wystawia tam, gdzie już śniegu nie ma.

May - 21 marca 2010, 13:31

U mnie po wiekszosci przebisniegow zostalo wspomnienie, krokusy takze przechodza do historii. Nadchodzi czas zonkili, dobry miesiac pozniej niz rok temu!
Na to wyglada, ze zime przezyly wszystkie roze - puszczaja swieze listki. Za to nie jestem pewna fuksji, nie przezimowalam ich w garazu tylko zostawilam w ogrodzie i dosyc mizernie wgladaja (zwykle im zima nie szkodzi, ae w tym roku byla ciezsza, co prawda mrozy byly tylko kilka dni i nie wiecej niz -5, ale biedne roslinki nie sa przyzwyczajone...). Odbily lubiny i orliki, a takze malwy. No i zapomnialam o pierwiosnkach, zima chyba zaszkodzila slimakom, bo tym razem nic nie obgryza platkow!

Pomidorki posialam wczoraj, Thumbling Tom (gronowy doniczkowy), Garden Pearl (tez gronowy), Gardeners Delight (j.w.) i eksperymentalnie Moneymaker (normalnoowocowy). Niestety nie mam dla nich zadnego schronienia przed deszczem, ale moze nie bedziemy miec deszcowego lata czwarty raz z rzedu?

Martva - 21 marca 2010, 14:37

Cream Beauty się wzięły i zakwitły, zupełnie nie wiem kiedy wylazły, bo niedawno był jeden. I parę dzikich górskich krokusów przywiezionych z Gorców wylazło, ale do wysypu chyba jeszcze trochę.
Leszczyna ma już swoje ukwiały. Ale to ciągle jeszcze nie TO, chyba musi spaść deszcz i potem juz będzie dobrze.

Agi - 21 marca 2010, 15:19

Dziś rozkwitły żółte krokusy i wszędzie biało od przebiśniegów.
dalambert - 21 marca 2010, 18:31

Agi napisał/a:
Dziś rozkwitły żółte krokusy i wszędzie biało od przebiśniegów.

Ech w plenerze to piknie jest- u na s jeno amarylisy na oknie, ale tyż pikne :D

Martva - 29 marca 2010, 18:14

Przegapiłam kwitnienie kremowych krokusów, ale sfociłam dziś fioletowe i zółte. I cebulice juz wyłażą. Pograbiłam trochę i wycięłam mnóstwo różanych pędów (i trochę żałuję że nie uważałam na fitopatologii, bo nijak nie wiem czy choróbsko czy wymarznięcie). Piwonie wyłażą. I chabry. I kokorycze się rozlazły po całym trawniku. I widziałam pszczołę. Yeah.
May - 29 marca 2010, 21:24

U nas pszczolki i trzmiele juz ze dwa tygodnie bzykaja :)
I fuksje chyba mi przezyly zime (jednak!!!)
Zonkile w pelnej krasie, nagle wszedzie zrobilo sie zolto :)
A po krokusach nawet sladu nie ma...

Martva - 8 kwietnia 2010, 19:46

Pograbiłam trochę, żeby mama nie robiła awantur jak wróci z UK. W sumie bez sensu, bo chodzi głównie o klonowe noski, które przecież zbierze kosiarka, odpalona jak cebule przekwitną. Ale niech jej będzie.
Krokusy się skończyły, kwitną grupy cebulic na trawniku. Kokorycze też kwitną. I miniżonkilki, kupowane latami w marketach wczesna wiosną i wysadzane do gruntu, dzikie mnóstwo ich. I całkiem spora plama ziarnopłonu się skądś wzięła.
A w centrum w ogóle wiosna hula, tulipany w rozkwicie widziałam, i Prunus różne lada dzień zakwitną.

Poplewiłam tez chwilę, pozbyłam się jakichś 20cm kwadratowych podagrycznika ;P: Jak odrośnie, to go chemią potraktuję. Za pomocą pędzelka, żeby niczemu innemu krzywdy nie zrobić.

Martva - 10 kwietnia 2010, 14:15

Wczoraj ojciec zostawił mnie przy regale z nasionami i poszedł szukać kart pamięci do aparatu, i to był błąd z jego strony. Wilec, powój, godecja, nemezja, czarnuszka, portulaka, lwia paszcza, maciejka i rezeda, i pewnie jeszcze cos czego nie pamietam. A z warzywno-ziołowych rzeżucha, pietruszka naciowa, ogórecznik (podobno fajne pesto wychodzi) i portulaka warzywna, bo mnie zaciekawiła. Ktoś wie co ona za jedna?
Przydałaby się jeszcze rukola, może roszponka, błękitny wilec i błękitne groszki. I szałwia wdzięczna/trójbarwna. Na zielony tytoń ozdobny już nie liczę.

corpse bride - 10 kwietnia 2010, 14:20

ogórecznik jest fuj. a ja mam dziś kolejny odcisk na dłoni, tym razem od wbijania płotka z palików młotkiem w ziemię. czeka mnie jeszcze powtórka, bo spółdzielnia kupiła tych płotków za mało...
Martva - 10 kwietnia 2010, 14:25

A czemu fuj? Ma ładne niebieskie kwiatki i wabi pszczoły.
Odciski od narzędzi mam zawsze jak nie zdejmę pierścionków, więc staram się pamiętać.

Miesiącznice kiełkują, muszę je cichcem wyrzucić gdzie indziej, zanim mama wróci, bo inaczej znów będzie awantura.

BTW czytałam wczoraj opowiadanie o końcu świata. Bohaterka do ostatniej chwili pracowała w ogrodzie, tu sadziła, tu przycinała, tu pielęgnowała trawnik... a ja jak wyszłam z pierwszego szoku po dzisiejszych wiadomościach, nabrałam natychmiastowej chęci żeby wyjść pogrzebać w ziemi.

corpse bride - 10 kwietnia 2010, 14:29

wabi pszczoły, tak, stąd go znam, bo ojciec obsiewał tym okolice pasieki, a ja pszczół nienawidzę.
mama dodawała liści ogórecznika do czego się dało, do każdej sałatki i były wstrętne, futrzate i szorstkie o mdłym smaku.
dlatego fuj :)

Martva - 10 kwietnia 2010, 14:31

Hmm, może za stare były, czy coś. Jak miałam praktyki na wydziale, to pani z laboratorium cos zrobiła z ogórecznika i to coś było bardzo zielone i bardzo ogórkowe. Ale zmielone chyba, więc nie szorstkie i futrzaste.
corpse bride - 10 kwietnia 2010, 14:47

pewnie za stare.
ihan - 10 kwietnia 2010, 15:17

Wiec tak: portulaka jest pyszna. Miałam w tamtym roku z ogródka i obżerałam się na konferencji w Berlinie, gdzie było absolutnie najlepsze żarcie wegetariańskie jakie kiedykolwiek jadłam. Wielkie, tłuste, grube, zielone. Pychota.
Wczoraj posiana: marchewka, pietruszka, buraki, groszek cukrowy, sałaty różne, portulaka warzywna właśnie, roszponka, rukola. Zostały mi jeszcze kwiaty i pasternak. I koniecznie muszę znaleźć nasiona wilca Haevenly blue, które powinnam gdzieś mieć.

Martva - 10 kwietnia 2010, 16:18

O, Heavenly Blue właśnie, wyleciała mi z głowy odmiana. W zeszłym roku posiałam mnóstwo, ale tylko dwa zakwitły, reszta została pożarta w fazie liścieni :(
Cieszę się że portulaka jest jadalna, bo kupiłam chyba dwa opakowania. I dziko zazdroszczę że Ci tyle warzyw wychodzi, ja korzeniowe sobie odpuściłam ze względu na glebę, na dyniowate brak miejsca, liściowe zostają różne różności, ale też jest problem z miejscem, w dawnym warzywniku dominują tulipany i niezapominajki...

Z innej beczki - widać teraz jak fajną rośliną jest forsycja. Jak niesamowicie jest ciepła i energetyzująca. Strasznie mi trudno zrozumieć ludzi którzy się jej pozbywają.

ihan - 10 kwietnia 2010, 20:30

Warzywa sieję z przyzwyczajenia, zwykle marchewka rośnie niewielka, pietruszka wychodzi ledwo-ledwo, ale na nać coś tam się zbierze. Buraki sporadycznie bywają. Na kalafiory i kapustę nie mam szans, za słaba ziemia. Kwaśno piach i sucho, to niezbyt udane polączenie. Ale cukinie mam zawsze i ogórki, choć bez sensu, bo zanim mają owoce zwykle je mączniak wytłucze. I pomidory, też zwykle owoce zdążą zachorować zanim je zeżrę, ale uwielbiam zapach liści pomidorów. Forsycję lubię, choć denerwuje mnie, że okoliczne szkółki sa tam kompletnie nieprofesjonalne, że nie wiedzą jaką odmianę sprzedają. I dotyczy to forsycji (a chciałabym na przykład ze względów partiotycznych Ursynów), ale też lilaków i, o zgrozo, róż. Informacja: roża pnąca/parkowa/polyanth/wielkokwiatowa jest IMHO bardzo niewystarczająca.
Martva - 13 kwietnia 2010, 22:18

Bo z odmianami tak jest, człowiek widzi cos w gazecie i się napala na konkret a tu figę, nie ma. W Ogrodzie Łobzów to był pozytyw że większość krzoków miała nazwę odmiany i nawet tam upolowałam tę pnącą różę co niby jest niebieska (figę, różowa z liliowym odcieniem). Ale czasem były źle zaetykietkowane i pigwowiec który nazywał się Pink cośtam kwitł na biało :/

Nabyłam kolejną porcję nasion, szałwię trójbarwną mam, granatowy groszek pachnący, wilca Heavenly Blue, i rukolę, roszponkę, bazylię grecką i szczypiorek czosnkowy.

Nie wiem po co, jak i tak wszystko zeżrą ślimaki :roll:

A, poczytałam o portulace i podobno zawiera jakies niesamowite ilości kwasów tłuszczowych omega-3, co jest dla mnie dość ciekawą informacją :) Mam nadzieję że wyrosnie.

May - 20 kwietnia 2010, 21:30

Wyrosly mi p r a w i e wszystkie zasiane pomidorki. Policzylam. Okolo 40 roslinek. Jak wszystkie przezyja pikowanie to nie wiem, gdzie je wsadze, bakuje mi doniczek! Chyba klub ogrodniczy w szkole u Kat dostanie kilka...
Martva - 20 kwietnia 2010, 21:53

Połamałam przy pikowaniu całkiem sporo, więc na razie się nie martv nadmiarem.
dalambert - 21 kwietnia 2010, 10:08

A mnie po drodze do pracy cudnie kasztan się zieleni, zaraz zakwitnie :D
Martva - 21 kwietnia 2010, 10:26

Posiałam trochę kwiecia w sobotę, szałwię trójbarwną, maciejkę, rezedę, lnicę, jakieś jednoroczne chabry, kosmos/onętek, i tytoń, i godecję. Bardzo się cieszę że deszcz pada i nie daje ziemi przeschnąć, ale mogłoby byc trochę cieplej.
Zostały słoneczniki w śmiesznej czerwonawej odmianie, wilce, groszki, nasturcja i nemezja. No i warzywozioła, które nie wiem gdzie posiać, bo nie bardzo jest miejsce, chyba w skrzynkach wylądują. Ewentualnie mogę wysiać po 3 ziarenka kopru między kwiatami, to może ładnie wyglądać.

May - 21 kwietnia 2010, 19:59

Bibi ma dla Ciebie czerwony koper wloski (fennel to koper wloski?), slicznie wyglada na rabatach kwiatowych o ile to to o czym mysle.
U nas nie pada juz ze trzy tygodnie, ziemia spekana jak nieszczescie, woda w beczce na deszczowke prawie sie skonczyla...Dobrze, ze place roczny abonament za wodociagi i nie mam licznika!

Martva - 23 kwietnia 2010, 17:31

Dzięki za czerwone coś, ale pasternak? Co ja mam zrobić z pasternakiem? :(

Lnica wykiełkowała. Prawdopodobnie lnica, bo pamiętam co siałam w tym kawałku ogrodu, ale żeby tak konkretnie, to nie ;P:

May - 23 kwietnia 2010, 19:52

Martva napisał/a:
Co ja mam zrobić z pasternakiem? :(

Chcialas sprobowac jak smakuje. To sobie wyhoduj ;P:
Mozesz sprobowac w pojemniku, ja mam marcheki i rzodkiewki w skrzyni.

Martva - 23 kwietnia 2010, 22:01

Obawiam się że nie mam takiej dużej skrzyni, w ogóle Biba histeryzuje jak słyszy o czyms jadalnym w gruncie, i każe mi wszystko siać do skrzynek. Nie wiem gdzie niby mam zmieścić skrzynki. Argh.
Agi - 23 kwietnia 2010, 23:22

Martva, macie zatruty grunt w ogrodzie?
Martva - 23 kwietnia 2010, 23:30

Ciężki/ zacieniony/ obsikiwany przez psa. Zawsze przynajmniej jedna z tych możliwości. Do tego dochodzą ślimaki-mutanty.
Dawno temu wymyślili fajne miejsce na warzywnik, ale odkąd powstał dom na sąsiedniej działce to przestało być fajne miejsce. Ojciec uprawiał kiedyś pomidory kawałek dalej, ale w dalszym ciągu zostaje kwestia domu sąsiadów, poza tym obecnie znajduje się tam psi wybieg ;P: Dąb opuścił ziemski padół i od zachodu się zrobiło kawałek słonecznego miejsca, ale z tamtejszej gliny da się lepić kulki. Kurczę, w gazetach ogrodowych widzę projekty maleńkich ogródków w których jest _wszystko_, a ja nie mogę znaleźć kawałeczka miejsca pod pietruszkę i rukolę.
W sumie nie mam pojęcia jak jest z czystością powietrza i gruntu u mnie 'na wsi'.

A, korzeniowe nam nigdy nie wychodziły, dlatego myślałam o liściastych.

Agi - 23 kwietnia 2010, 23:33

Rozumiem. Ja w tym roku zupełnie nie mogę się zmobilizować do pracy w ogrodzie, w tygodniu nie mam czasu, a jak przychodzi sobota to jest zimno i pada deszcz.
May - 25 kwietnia 2010, 16:04

Martva, Zrob sobie podniesiona grzadke. Tylko bedziesz musiala zorganizowac porzadna ziemie. Kilkadziesiat litrow kompostu i bedzie dobrze?
Martva - 25 kwietnia 2010, 17:37

A gdzie? I skąd zorganizować taką wielką skrzynię? Pierwsze pytanie jest ważniejsze.
May - 25 kwietnia 2010, 18:01

Wiesz, ogrod na Woli jest duzy. Zastanow sie, gdzie masz slonce i gdzie mozesz poswiecic kawalek trawnika... A rame mozesz zbudowac sama, o ile sa w domu jeszcze jakies deski
Ja mam skrzynki z lidla, sa wsytarczajaco duze na pomidory i rzodkiewki (jakies 30 cm glebokosci chyba)
Ide rozsadzac pomidorki :)

Martva - 25 kwietnia 2010, 18:09

Słońce jest obecnie na małym kawałeczku od południa, gdzie nie zmieści się nic, oraz przy ulicy od zachodu, gdzie robię rabatkę.
To by musiało być na tyle wysokie żeby pies nie właził. Może w przyszłym roku, jeśli w tym się uda kompost zreorganizować.

Agi - 1 maja 2010, 19:13

Doprowadziłam ogród warzywny do ładu, posiałam i zaflancowałam wszystko co zaplanowałam. Na stosowną porę czekają jeszcze ogórki i fasolka szparagowa.
Liczyłam na deszcz po południu, niestety na razie nic z tego.
Jestem zmęczona, ale cała szczęśliwa.

Martva - 1 maja 2010, 23:32

Ślimaki się obudziły, winniczki pełzną dostojnie, bezskorupkowe pomykają chyżo przez grządki, takie małe, świeżo wylęgnięte chyba całymi stadami, ale są też pojedyncze bydlaki po 20cm. O-hy-da. Dziś widziałam dwa przy moich jednorocznych zasiewach i wydaje mi się że wcześniej było więcej kiełków. Ciocia mi pokazywała swoje żonkile które cos zmutowały w tym roku - rzeczywiście ogromne kwiaty, średnica 1,5 raza większa niz normalnie - i okazało sie ze są całe podziurkowane przez te parszywe mięczaki. Bleeee, wszystkiego się odechciewa :evil:
May - 2 maja 2010, 20:55

Martva, dostalas trutke jak bylam w krk ostatnio? to zastosuj! wiem, ze niewegetariansko, ale skutkuje...
Godzilla - 7 maja 2010, 11:44

http://aukcja.onet.pl/sho...ampaign=SGOnet1
No proszę, coś takiego można dostać. Ciekawe co by było gdybym posadziła pod moją kosodrzewinką. Kosodrzewinka jest jakaś zmarniała po zimie. Jesienią był remont balkonów, więc sypał się na nią cały ten pył i paskudztwa z budowy, teraz część igieł ma zbrązowiałych. Nie wiem czy to po prostu przeczekać, czy może jakiś grzyb się wdał.

Kai - 7 maja 2010, 11:48

Martva napisał/a:
winniczki pełzną dostojnie, bezskorupkowe pomykają chyżo przez grządki

Jakoś nie umiem sobie wyobrazić tej chyżości :lol:

Martva - 7 maja 2010, 12:14

Popracuj nad wyobraźnią, te duże łyse są naprawdę szybkie. czasem jak jest letnia impreza na tarasie to człowiek się aż nieciekawie czuje, jak taki kształt gdzies pomyka na granicy swiatła, albo wpełza na scianę, fe.
nimfa bagienna - 7 maja 2010, 17:38

Czy ktoś z szanownych państwa miał kiedyś róże w skrzynce na balkonie?

Bo miałam ci ja winobluszcz w takiej wielgachnej skrzyni, ale nie przetrwał tej zimy z jej mrozami. Oderwałam go od ściany i wyrzuciłam. A skrzynia stoi pusta. I tak myślę... może by tak ze dwa krzaczki róż do niej wsadzić?
Któś cóś wie na ten temat? Podzieli się doświadczeniem?

Godzilla - 7 maja 2010, 17:44

No, w skrzynce na balkonie to nie. Za to kiedyś się zlitowałam nad różyczką-miniaturką, którą dostałam w doniczce na urodziny, i jak się zrobiło ładnie to ją wysadziłam na grządkę pod oknami. Rok po roku kwitła, takie maleństwo, teraz widzę że zaszkodziła jej ciężka zima, ale znowu odbijają gałązki. Może jeszcze coś z niej będzie.
Martva - 8 maja 2010, 09:58

Róże się da, ale nie zawsze udaje. Po pierwsze trzeba wybrac odmianę, jakies rabatowe/wielokwiatowe, albo miniaturowe powinny być ok, w wielkokwiatowe chyba nie ma sensu się pakować. I w sumie poza ewentualnymi szkodnikami może im zrobić krzywdę mróz, więc donica musi być naprawdę duża, na zimę trzeba ją postawić na styropianie i dobrze opakować. Mnie na przykład w tym roku przemarzła pnąca róża w ogrodzie, rosnąca między schodami a tarasem, w czymś w rodzaju betonowej donicy właśnie (nie wiem czy nie złapała jakiegoś grzyba jesienią, ale na wiosnę była totalnie nieżywa, inne próbowały coś wypuszczać. No ale w jej wypadku nie było jak zrobic izolacji.
nimfa bagienna - 8 maja 2010, 10:03

Rabatowe, powiadasz? Miniaturek nie lubię. Są jakieś takie... no, miniaturowe. ;)
O. Trzeba się będzie zastanowić. I rozejrzeć. W końcu do sklepu ogrodniczego mam 300 metrów.
Dziękuję.

Godzilla - 8 maja 2010, 10:08

Z pnących moja babcia hodowała zwyczajną fasolę. Miała w ogródku altankę ze zwykłych drewnianych deszczułek, obsadzała dookoła pnącą fasolą, i latem miała piękny domek gdzie można było posiedzieć na ławeczkach, obrośnięty zielonymi liśćmi od dołu do góry. Na dodatek fasola kwitła. Wiadomo jakie są te fasolowe kwiatki, niezbyt okazałe, ale jedne białe, inne czerwone i w sumie bardzo fajnie to wyglądało.
nureczka - 8 maja 2010, 10:17

Pnąca nasturcja też się dobrze sprawdza pod warunkiem, że się nie ma oporów przed stosowaniem dużej ilości chemii. Bez regularnych i obfitych oprysków zamienia się w hodowlę mszyc. Ona je po prostu przyciąga.
Martva - 8 maja 2010, 10:22

Rabatowe, chodzi o to żeby było kilka pędów, każdy rozgałęziony na czubku i z kilkoma kwiatkami, a nie wielkokwiatowy, gdzie na każdym pędzie jest jeden kwiat. Wielkokwiatowe są ładne i często pachną, ale jednak trzeba by ich było posadzić masę żeby to dało jakiś efekt, na balkonie mi się nie widzi. Ja mam od dwóch sezonów różę pienną, mieszka w doniczce, jest zimowana między drzwiami wejściowymi (nie wiem jak się to nazywa fachowo, wiatrołap?), gdzie ma jasno i raczej chłodno, nie wiem jak bardzo chłodno. cos się do niej dobrało i straciła pokrój, bo mama nie pozwoliła mi jej przyciąć, ale radzi sobie.

Jak masz centrum ogrodnicze z obsługą która chociaz odrobinę się zna, to zmierz tę skrzynię i idź popytać. Sezon na 'kopane' róże się skończył, ale takie pojemnikowe mozna spokojnie kupić i w czerwcu.

Z pnączy lubię wilce i groszek pachnący :)

Ale w sumie jest temat od tego ;)

Godzilla - 8 maja 2010, 10:29

Fakt, może jakaś dobra dusza przeniosłaby tę dyskusję do Ogródka?

Uwielbiam groszek pachnący. I jeszcze lubię lilie, tylko nie takie ogromne różowe, jak teraz sprzedają w kwiaciarniach, ale proste białe lilie, jakie miała moja babcia (ktoś na nie mówił "lilie świętego Antoniego", rzeczywiście ten święty trzymał je na starych obrazach). One miały bardzo specyficzny, słodki zapach, nie do pomylenia. Od lat nie czułam tego zapachu. Ciekawe czy akurat ta prosta odmiana byłaby do dostania.

Agi - 8 maja 2010, 10:50

Jestem dobra dusza i zaraz przeniosę :D
Godzilla - 8 maja 2010, 10:52

Dzięki :D
Agi - 8 maja 2010, 10:55

Godzilla napisał/a:
Ciekawe czy akurat ta prosta odmiana byłaby do dostania.

Pamiętasz, chyba dwa lata temu szukałam ich dla Ciebie po wszystkich znajomych właścicielach ogródków, niestety bezskutecznie.

Godzilla - 8 maja 2010, 11:04

No właśnie :(
Martva - 8 maja 2010, 11:05

A to jest to samo co lilia biała? Przychodzą mi do głowy takie babcie które sprzedają sadzonki na różnego rodzaju placach targowych/bazarach, tylko nie wiem o jakiej porze roku :)
Godzilla - 8 maja 2010, 11:17

Niet u nas takich babć.
Pucek - 8 maja 2010, 15:21

Takie lilie z całą pewnością można znaleźć w Tarnowie i dalej na południe, w co starszych wiejskich ogródkach. Byłam tam wprawdzie kilka lat temu, ale akurat w porze kwitnienia lilii - koniec czerwca- i w samym mieście sporo było (nawet pamiętam gdzie), i po drodze do Tylicza, ale to już kawał drogi...
Oczywiście z racji że właśnie kwitły nie było sensu dogadywać się o cebulki, a też od dawna chciałam je mieć na działce. A potem jakoś nie dało rady się wybrać, no i w końcu mi przeszło :|

Martva - 9 maja 2010, 10:08

Akebia zakwitła nic nie mówiąc :D
ihan - 9 maja 2010, 10:44

A to podstępna bestia z tej akebii.

Róże na balkonie: tu i tu, choc osobiście bałabym się mieć róże na balkonie. IMHO zbyt wymagające, zbyt dużo ryzyko przemarznięcia, zbyt wiele szkodników, które jakoś zwalczyc trzeba, a w ogrodzie mniej zjadliwe się zdają. Osobiście jeśli już, to oczywiście New Dawn, którą uwielbiam bezgranicznie. Zdecydowanie nie wielokwiatowe, wszystkie polyanthy (wielokwiatowe/rabatowe) dobrze brzmią. Zagraniczne firmy specjalizuja się w odmianach typowe tarasowych, z mniejszymi kwiatami, ale powtarzającymi kwitnienie lub wręcz kwitnącymi cały rok, ale to jeszcze nie w Polsce. Bo trudno mówić o kulturze ogrodniczej, gdy w większości centrów ogrodniczych są róże w opakowaniach, ze zdjęciem i z podaniem tylko: róża pnąc/wielokwiatowa/wielkokwiatowa/parkowa, ale bez podania odmiany. Prawdziwe barbarzyństwo. Różanie znalazłam sobie taką stronę: http://forumogrodnicze.in...t=32273&start=0 i zachorowałam na kilka, chyba sobie zamówię wysyłkowo, bo do Poznania nie chce mi się jechać. Abraham Darby, Teasing Georgia czy Aloha są absolutnie cudowne. W zasadzie na stronie rosarium są zaznaczone odmiany nadające się do pojemników. W okolicach Krakowa jednak słabo jest jeśli chodzi o ogrodnictwo.
Winobluszcz na balkonie mi przeżył, ale pięciolistkowy zdecydowanie jest bardziej odporny, z trójklapowym pożegnałam się kilka lat temu. Wilec Haevenly blue kocham niezmiernie ze wzgledu na kolor kwiatów, ale wilce u mnie rosną słabo i na balkonie i w ogrodzie i raczej czymś je podsadzam. Od kilku lat na balkonie niezmiennie mam kobeę, która owszem, nie w każdym roku zdąży zakwitnąć, ale bardzo szybko rośnie i mam burze liści o ładnym, ciemnozielonym odcieniu.

Martva - 9 maja 2010, 12:33

New Dawn w pojemniku? To przecież wielkie jest ;) Ale jak ktos szuka krzaczasto-pnącej do ogrodu to polecam, bardzo sympatyczna odmiana, długo kwitnie i jest ładna i odporna.

A w tym Rosarium mają Paul’s Himalayan Musk, która zawsze była we wszystkich książkach/pismach jako świetne odmiana do obsadzania drzew, a w handlu nie widziałam. Wow.
Mam nadzieję że Veilchenblau posadzona w 2007 jeszcze żyje, przesadziłam ją koło pergoli obok innych i już się pogubiłam która jest która :|

ihan - 30 maja 2010, 10:12

Niespodziewanie, całkiem niedaleko odkryłam niezłe centrum ogrodnicze, gdzie np. podana jest mrozoodpornośc krzewów, a róże mają z jakiejś dobrej szkółki, bo krzewy piękne i tłuste. I w ten sposób zostałam właścicielką odmiany: Charles Austin,, First lady, Garden of roses. Wszystkie zdjęcia z sieci, ale mam nadzieję, że jak zakwitną pochwalę się moimi. Mocno zastanawiam się nad pnącym „Elfem”, ale trochę drogawy jest. Natrafiłam też na lilaka odm. Primrose, na którego jakiś czas chorowałam, bo ma kremowy kolor, niestety kompletnie nie pachnie, a woń jaką wydaje trudno nazwać zapachem. Dlatego też jak na razie się wyleczyłam. Ale oczywiście nie oparłam się kalinie koralowej „compacta” i odmianie kaliny japońskiej „Watanabe”, bo mam słabość do kwiatostanów w kształcie baldachu, a już jak kwiaty są zróżnicowane, z płonymi na zewnątrz, to nic piękniejszego być nie może. Z posianych przed deszczami ogórków nie wzeszedł ani jeden, wszystkie wysadzone do ziemi w koreczkach torfowych okry tez zakończyły żywot. Dobrze, że przynajmniej azalia i łubiny kwitnieniem wynagradzają tę nieudaną wiosnę.

Godzilla, jeśli cię ta lilia jeszcze interesuje, to postaram się zdobyć cebulki jesienią. Podobno na rynku w Wieliczce bywają.

Godzilla - 30 maja 2010, 10:31

ihan, pewnie! :D
Martva - 30 maja 2010, 18:50

że łubiny teraz kwitną, widzę w ogrodach. Cudzych. Uwielbiam łubiny, a jak ostatnio podejmowałam próby, to przetrwały 48 godzin (tak długo dlatego że były sadzone równocześnie z ostróżkami). Kwitną też kosaćce, omg, jakie one są piękne. Mam tylko zwykłe syberyjskie, ale chciałabym więcej, takich bardziej wypaśnych. Muszę się zorientować kiedy się to sadzi i gdzie by miały szanse :)
May - 25 czerwca 2010, 22:29

Kwitna groszki pachnace i fuksje Cudnie!
Pierwsze plony juz za mna - pojednyncze straczki fasolki szparagowej - mam 3 roslinki w doniczce, troche za malo na obiad, ale mozna dorzucic do smazonych warzyw...
Za chwilke pierwsze pomidory - owocki juz sie zawiazaly, teraz tylko czekam az dojrzeja... I cukinki zaczynaja wygladac obiecujaco!
Za to ziola jakos mi nie wychodza, pietruszka zanikla, bazylia mizerna, a koriander poszedl w kwiatki...

Martva - 6 września 2010, 11:30

Cholerne doniczkowe pomidory zawiązały sie juz dawno, dawno temu i wciąż są totalnie zielone, nawet nie próbują dojrzeć. Dziwnie.
Godzilla - 6 września 2010, 19:18

A może to jakaś zielona odmiana?

Siostra kiedyś z Węgier przywoziła pomidory-zeberki, w śliczne paski zielono-czerwone. Były pyszne.

A nawet jeśli nie dojrzeją, zrób smażone zielone.

Martva - 6 września 2010, 19:23

Nie, to są koktajlowce, powinny być żółte gruszeczki (trzeci czy czwarty rok uprawiamy) i czerwone kulki z dwóch odmian, Maskotka i chyba Vilma. Smażenia takiej malizny sobie nie wyobrażam...
elam - 1 stycznia 2011, 13:12

a propos zielonego;
przed Nowym Rokiem byłam w Warszawie, sprawdzić jak wygląda w zimie :)
i bardzo spodobał mi się pałac kultury i nauki wieczorem. Jest zielony jak ogórek albo papryka.

Godzilla - 1 stycznia 2011, 13:15

Hej hej!
Dawno Cię nie było. W ogródkach teraz rosną głównie sople, zielony Pałac to zawsze jakaś odmiana ;)

Kruk Siwy - 1 stycznia 2011, 13:15

Zła elam, niepozytywna. Nie odezwała się do ludziów, be!
elam - 1 stycznia 2011, 13:37

??
Martva - 1 stycznia 2011, 13:39

że była w Warszawie i nikomu ani słowa, jak sądzę ;)
elam - 1 stycznia 2011, 14:15

czekałam na info od Nureczki....

a bo ja ostatnio dużo tu piszę... ale skoro zawitam i mnie krytykują, to widocznie lepiej było w ogóle się nie odzywać. :( cześć..

Kruk Siwy - 1 stycznia 2011, 14:41

elam, a ona czekała od Ciebie.
No i gdzie widzisz tę krytykę? Żal nam żeśmy się nie mogli spotkać.
Drażliwa jakaś jesteś.

Godzilla - 1 stycznia 2011, 15:17

elam, dokąd uciekasz? Ja się cieszę że jesteś!
May - 20 marca 2011, 18:05

Wiosna! Prace ogrodowe czas zaczac! Zaszalalam i obsialam trzy doniczki - salata w dwoch, rzodkiewka, marchewka i cebula w trzeciej. Nocka co pawda jeszcze moze byc chlodna, ale moze przezyja?
Fidel-F2 - 20 marca 2011, 22:42

May napisał/a:
obsialam trzy doniczki - [...] rzodkiewka
zasiałem kiedyś rzodkiewki w takiej dużej lecz płaskiej (10cm) doniczce, wyrosły liście i żylaste/włókniste cieniutkie korzonki
Agi - 20 marca 2011, 22:48

Fidel-F2, może za gęsto posiałeś?
Fidel-F2 - 20 marca 2011, 22:59

może i tak, nie pamiętam już dokładnie, to ładnych parę lat (7?) temu było, od tamtego czasu zrezygnowałem z doniczkowych rzodkiewek
Agi - 20 marca 2011, 23:12

Rzodkiewki są "żarłoczne", potrzebują bardzo dobrej gleby i dużo miejsca inaczej nie udają się.
Fidel-F2 - 20 marca 2011, 23:27

może sie jeszcze kiedy skuszę bogatszy o informacje, dzięki
Martva - 21 marca 2011, 12:02

W razie czego - rzodkiewkowe liście są jak najbardziej jadalne ;)
Fidel-F2 - 21 marca 2011, 12:06

w sensie że nie trujące
Martva - 21 marca 2011, 12:17

W sensie że jadalne.
http://fotoforum.gazeta.pl/72,2,777,96546444.html
http://ugotuj.to/przepisy...08316,9495.html
http://www.kuchnia.tv/kuc...esnikowym-.html
http://www.chillibite.pl/...one-liscie.html
http://www.foody.pl/stron...log=1&offset=30

Fidel-F2 - 21 marca 2011, 12:22

Koreańskie media podają przepisy na potrawy z kory i trawy.
Martva - 21 marca 2011, 12:37

Przebóg, znasz koreański? ;)
Fidel-F2 - 21 marca 2011, 13:07

oba
Martva - 21 marca 2011, 13:09

Podziwiam.
W Czechach wyszła książka o potrawach z trawą, jeśli dobrze kojarzę, ale nie wiem co to ma wspólnego z liśćmi rzodkiewki ;)

Fidel-F2 - 21 marca 2011, 13:11

Martva napisał/a:
W Czechach wyszła książka o potrawach z trawą
ja bym to postawił na półce obok książek astrologicznych
Kruk Siwy - 21 marca 2011, 13:23

brukiew palce lizać a zupa z lebiody mniam mniam, można żreć aż się uszy trzęsą. Ale tylko dwa razy dziennie powiedział towarzysz Kim. Trzeba dbać o zdrowie.

Człowiek i świnia potrafią zjeść prawie wszystko, ale zaprawdę nie wszystko warto. Howgh!

Martva - 21 marca 2011, 14:17

Fidel-F2 napisał/a:
ja bym to postawił na półce obok książek astrologicznych


No co Ty, jedzona jest zdrowsza niż palona.

Kruku Siwy, brukiew podobno wraca do łask, podobnie jak kilka innych zapomnianych warzyw typu pasternak, topinambur i coś tam jeszcze.

Kruk Siwy napisał/a:
Człowiek i świnia potrafią zjeść prawie wszystko, ale zaprawdę nie wszystko warto.


Ale jadłeś kiedyś pesto z tych liści rzodkiewkowych albo coś w tym rodzaju? Czy po prostu 'wiesz'?

Kruk Siwy - 21 marca 2011, 14:25

Martva, dzieckiem będąc to nawet trawę na łące gryzłem. A tak bardziej serio, jak się nasłuchałem o tym co jedli ludzie biedni a także i nie biedni w czasie wojny zażyczyłem sobie brukwi podanej jak trzeba i zupki lebiodowej. Ojciec mi to przyrządził i wielce się śmiał bo plułem dalej niż widziałem oboma specjałami. A wcale nie byłem uprzedzony do nich.

Stąd moja pewna niechęć do mód żywieniowych. Jestem otwarty na propozycje, sushi jadaywam, bycze jądra proszę bardzo, nawet kabaczka zjem choć nie lubię ale są jednak pewne granice.

Jeść będę rzodkiewki, liście ich królikom zostawię.

Jotha - 21 marca 2011, 14:30

Fidel-F2 napisał/a:
Koreańskie media podają przepisy na potrawy z kory i trawy.


Ja się za bardzo nie znam, ale tak mi przyszło do głowy... czy nasz chleb powszedni to aby nie jest "potrawa z trawy"? Albo ryż... to przypadkiem też nie "trawa"? Bo może i te ich potrawy z trawy to coś w tym rodzaju?

Martva - 21 marca 2011, 14:45

Kruk Siwy napisał/a:
Jeść będę rzodkiewki, liście ich królikom zostawię.


Ja kiedyś chętnie zrobię eksperyment, jak będę mieć dostęp do młodych liści. Jadłam kiedyś coś pestopodobnego z liści ogórecznika - absolutna rewelacja, a przecież pfuj, to chwast ;P:
Brukiew jak kiedyś dorwę to też kupię, jeśli nawet do selera się przekonałam - nie przepadam, ale panierowany albo pieczony jest super, to brukiew też może być dobra.

Jotha napisał/a:
Bo może i te ich potrawy z trawy to coś w tym rodzaju?


Jakoś dziwnie nie sądzę ;)

Agi - 21 marca 2011, 14:49

Kruk Siwy napisał/a:
zażyczyłem sobie brukwi podanej jak trzeba i zupki lebiodowej.

Dziecięciem będąc wiele razy podjadałam surową młodą brukiew, uprawialiśmy ją wraz z innymi okopowymi dla zwierzaków.
Nie pamiętam dokładnie smaku, ale nie była wielce obrzydliwa, skoro jadłam więcej niż raz.

Kruk Siwy - 21 marca 2011, 14:52

Dla mnie poprostu była niesmaczna, a w kwestii smaku spierać się nie będę. Staram się próbować różnych rzeczy. Ostatnio myślę o jakichś owocach morza, ale spróbuję wtedy jak mi się nad właściwe morze uda wybrać.
No ale to już inny temat.

joe_cool - 21 marca 2011, 16:27

Z tego typu rzeczy mangold jest całkiem niezły - taki podduszany w masełku :)
Mówią na to również burak liściowy...

Pucek - 21 marca 2011, 18:45

Dzieckiem będąc jadłam brukiew, za bardzo mi nie smakowała, ale teraz nijak nie zweryfikuję - od lat nie widziałam w sprzedaży.
Lebiodę jadłam - pycha, zrobiona jak szpinak, ale ile się trzeba nabiegać, żeby toto zebrać w większej ilości... Ale jak kto szpinaku nie lubi, to ma z głowy.
Z buraka pastewnego wcale udatna surówka wychodzi, ale jak wyżej - trza go najpierw mieć pod ręką.

A - z wakacyjnych wspominków: rewelacyjna konfitura z pędów dzikiego dzięgielu. Tylko j.w. - trzeba być w okolicy, gdzie to zielsko rośnie w dużych ilościach.

Kruk Siwy - 21 marca 2011, 20:17

Z dzięgielu to ja lubię dzięgielówkę. Poezja! Zwłaszcza pod jakieś mięsko ale i sama miło wchodzi.
May - 22 marca 2011, 21:49

Martva, przywiezc Ci brukiew?
Tu jest bardzo popularna, stanowi jeden ze skladnikow niedzielnego obiadu (tzw Sunday Roast - pieczone mieso z pieczonymi warzywami - ziemniakami, pasternakiem i brukwia wlasnie), poza tym jest niezbednym skladnikiem uroczystej szkockiej kolacji z okazji urodzin Roberta Burnsa - haggis with nips and tatties (czyli szkocka kaszanka z brukwia i ziemniakami).
Jadamy od czasu do czasu, smakuje ok i ma piekny kolor! jedyny problem jest taki, ze sie dosyc dlugo gotuje...

Matrim - 22 marca 2011, 22:01

May, a to nie rzepa aby? Ta z haggisem? Mnie się wydawało, że te "nips" pochodzą od "turnips".
May - 22 marca 2011, 22:44

Matrim, bo Szkoci na brukiew mowia rzepa. Skrot od swede (lub Swedish) turnip. Reszta UK skrocila nazwe do swede.
Mielismy na ten temat dosyc ciekawa dyskusje podczas ostatniej Burnsowej kolacji w jednym z moich tanecznych klubow szkockich.

Matrim - 22 marca 2011, 22:48

May, dzięki za informację, w błędzie żyłem :) No to w takim razie brukiew dobra jest :)
Martva - 23 marca 2011, 11:42

May napisał/a:
Martva, przywiezc Ci brukiew?


Jak masz na myśli nasiona, to nie chcę, mam dwa opakowania pasternaku i nie wiem co z nim zrobić, bo przecież w zacienionej glinie nie wyrośnie...

May - 23 marca 2011, 22:37

Martva, bardziej myslalam o bulwie. Jednej, tak na sprobowanie.
A poza tym nie wiem jakie brukiew ma wymagania, moze w zacienionej glinie bedzie rosla tez?

Martva - 24 marca 2011, 10:41

Nie wiem, wyguglaj ;P: generalnie rzeczy z jadalnymi częściami podziemnymi lubią ziemię która jest uroczo pulchna, a nie glinę.

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group