FORUM SCIENCE FICTION FANTASY & HORROR
BABYLON 2007

Powrót z gwiazd - Dzieci - wychowanie

Gustaw G.Garuga - 14 lipca 2007, 09:54

krisu napisał/a:
Kolejnym problemem sa bandy wyrostkow. Dzieci tutaj sa inaczej wychowywane, dzieci sie tu nie bije.

W Szwecji dzieci się nie bije (zakazane prawnie), a takich problemów nie ma. U nas dzieci się bije i bandy wyrostków grasują w najlepsze. Ergo - nie ta przyczyna.

ihan - 14 lipca 2007, 11:18

Ale proste i rozpowszechnione tłumaczenie, które pozwala nie zastanawiać się nad prawdziwymi przyczynami. Bo jest spora różnica między biciem/wychowaniem/zostawieniem dziecka samopas.
krisu - 14 lipca 2007, 12:36

To ja odpowiem jak w tym dowcipie o bacy i jego dzieciach: to sa dzieci? to sa sk...ny nie dzieci. Little bastards. Te dzieci moga wszystko. I nawet nikt nie zwraca im uwagi. Bo sie boi. Bo zaraz moze wyskoczyc banda Iroli (irlandzkich nierobow, takich jak u nas pod sklepami pelno) i zapytac, czego pan/pani chce od "dziecka".
Gustaw G.Garuga - 14 lipca 2007, 12:43

Nie wchodżmy w socjologię. A skoro już jesteśmy przy emigracji i dzieciach, to nie przypominam sobie, żebym będąc w Chinach widział bite dziecko. Pewnie dlatego, że przy pełnej luk, ale jednak obowiazującej polityce jednego dziecka, 'mali cesarze' są oczkiem w głowie rodziców. Przejawia się to choćby w ten sposób, że dziecko może wysikać się na podłodze w supermarkecie, i nikt nie robi awantury, tylko przychodzi pani z mopem i wyciera. Innym miejscem załatwiania dziecięcych potrzeb są kosze na śmieci, nad którymi troskliwy rodzic trzyma dziecko, aż potrzeba nie zostanie zaspokojona. Zdarza się też kucanie z bobasami na krawężnikach i 'wycelowywanie' ich w kierunku jezdni.
NURS - 14 lipca 2007, 12:52

To gustawie kwestie kulturowe, z czasem dojdą do tego, że tak sie nie godzi. Natomiast wychowywanie bezstresowe jest groźniejsze dla cywilizacji, niz wojny. IMO.
Gustaw G.Garuga - 14 lipca 2007, 14:05

Zależy, co rozumieć przez "wychowanie bezstresowe". Jeśli totalną pobłażliwość, to się zgodzę. Jeśli jednak wpajanie dziecku, że przemoc nie jest metodą rozwiązywania problemów (a to właśnie się koduje, dając klapsa), to ja w tym widzę zbawienie :)
mad - 15 lipca 2007, 16:36

Wychowanie bezstresowe to drugi biegun, przeciwieństwo zamordyzmu. Obie metody są fatalne, skrajne i nie przygotowują dzieci do życia.
NURS - 15 lipca 2007, 19:18

Gustaw, wybacz, ale pleciesz. Dawanie klapsa uczy, że za przewinieneim idzie kara. Moje pokolenie zbierało pasem po tyłku, i jakos nie wyrosło w większym stopniu na agresywnych idiotów, niż to wychowywane bezstresowo, powiedziałbym, że jest nawet odwrotnie, ale to offtop. Zatem kończmy te rozważania w tym wątku.
dzejes - 15 lipca 2007, 19:26

Wychowując psa nie powinno się go uderzyć, bo to bezsensowna strategia. A bić dziecko? To przecież porażka do kwadratu. Sam byłem bity i powiem wam, że za każdym razem marzyłem o zemście. Żadnej nauki, tylko strach i chęć odwinięcia się.
NURS - 15 lipca 2007, 19:29

A ja nigdy o zemście nie myślałem. Zalezy od człowieka a nie od bicia. Natomiast znam wiele, i to naprawde wiele dzieciaków, które są tak potwornie rozwydrzone, bo nie ponosza kary za nic, że strach. Ale proponuje przenieśc tę rozmowę gdzie indziej, bo to kącik emigranta.
dzejes - 15 lipca 2007, 19:31

Tylko że kara fizyczna to żadna kara. Można być potwornie okrutnym, wręcz sadystą nie podnosząc nawet głosu. Problem w tym, że bicie rozleniwia. Dziecko coś zrobiło - bach! Czegoś nie zrobiło - bach! Podstawową nauką, jaką mały człowiek z tego wynosi - to nie dać się złapać, dokładnie tak jak bity szczeniak.

EDIT - i jeszcze małe wytłumaczenie. Porównania do wychowania psów wynikają z mojej psami fascynacji, w żaden sposób nie deprecjonuję ani dzieci, ani ich wychowania, wręcz przeciwnie.

Gustaw G.Garuga - 15 lipca 2007, 20:16

Skoro nawet NURS tu odpowiada, zamiast z moderatorskiej mocy utworzyć stosowny wątek, to i ja odpowiem. Otóż NURSie bazujesz na doświadczeniu personalnym, a ja na badaniach socjologiczych i psychologicznych, jakie przeprowadzono w Szwecji po wprowadzeniu prawnego zakazu bicia dzieci. Otóż stopień przemocy (najpierw w szkołach, potem na ulicach) ZMALAŁ. I to tyle 'plecenia' ode mnie w tym wątku :)
NURS - 15 lipca 2007, 22:21

Ale to zmalenie, jest efektem wielu czynników wychowawczych, skoro już gadamy o systemie wychowywania, samo wychowywanie bezstresowe niczego nie załatwia. Uczy jedynie bezkarności.
dzejes - 15 lipca 2007, 22:38

Dlaczego zrównujesz brak kar cielesnych z wychowaniem bezstresowym?
Godzilla - 16 lipca 2007, 10:05

Dzejes, wychowanie to jest cholernie trudna sprawa. Rodzice muszą mieć naprawdę silne nerwy i silną osobowość, żeby przetrwać ciągłe podważanie ich poleceń, decyzji i w ogóle autorytetu przez dzieci. Ci, którzy z natury potrafią coś nakazać, mają mniej problemów. Ludzie słabsi, niekonsekwentni, bierni są skazani na ciągłe przepychanki w domu. Na drugim krańcu są zamordyści z żelazną ręką; to zapewne rodzi inne kłopoty. Kiedy powrót z pracy do domu wiąże się ze stresem, co też rodzinka zmajstruje tym razem, nerwy szybko puszczają. Łatwo jest zakazać prawnie dawania klapsów i pozwolić dzieciom donosić na rodziców policji, bo w Szwecji zdaje się jest taka możliwość, ale rodzicom wtedy pozostaje umyć ręce od wychowania dzieci w ogóle. Dochowają młodych do 16 lat czy 18, a potem fora ze dwora, radź sobie sam.

Nie mówię tu o marginesie, który dzieci robi po pijaku na imprezie, i wychowuje po pijaku a potem leje do nieprzytomności, tylko o zwyczajnych ludziach, z których jedni radzą sobie lepiej, a inni, niestety, gorzej. I cierpią.

Szara opończa - 16 lipca 2007, 10:19

dzieci w Norwegii sa po to by rodzice przez 18 lat dostawali od panstwa kasiutke na wychowanie.. a pozniej ( a najczesciej juz kiedy dzieci koncza 16 lat) wyrzuca sie je z domu - do widzenia, jests dorosly, pracuj na siebie... dochodzi do absurdow takich z czlowiek ktory utrzymuje 5 osobowa rodzine z wojskowej emerytury i pracy na pol etatu (zona nie pracuje, 2 malych dzieci i nastolatek) mieszka w sluzbowym mieszkaniu, oprocz tego ma 2 domy i 2 samochody twierdzi ze on nie jest w stanie placic za utrzymani syna kiedy on studiuje... hmmm

a dzieci mieszkaja z rodzicami ale to sa tylko cih prawni opiekunowie - male norasy robia co chca, gdzie chca i z kim chca.. po pomoc dzowni sie do kumpli a nie do rodziny...

Godzilla - 16 lipca 2007, 10:26

Chyba wolę nasze podwórko...
Szara opończa - 16 lipca 2007, 10:55

miedzy innymi dlatego tez mnie tam nie ma... pewnie, mozna wychowywac dziecko po polsku - ale nasiaknie, nie ma zmiluj...
dzejes - 16 lipca 2007, 15:12

Godzilla napisał/a:
Ludzie słabsi, niekonsekwentni, bierni są skazani na ciągłe przepychanki w domu.


Wiesz, ja jestem z natury nerwowy, szybko się wkurzam i szybko mi mija, ale jeśli potrafiłem się hamować przy psie, to jeśli będę miał dziecko, to, na Peruna - tym bardziej się będę kontrolował. A inni? Inni to piekło ;)

Kruk Siwy - 16 lipca 2007, 15:14

Godzilla mówi z praktyki dwudzetnej. A Ty z pozycji hodowcy psa. dzejes, co z Tobą chłopie? Udar słoneczny?
Godzilla - 16 lipca 2007, 15:20

Dzieci sprawiają rodzicom mnóstwo niespodzianek, a rodzice przy dzieciach sprawiają niespodzianki samym sobie. Można się o sobie niejednego dowiedzieć, i nie zawsze to są miłe rzeczy. Dzieci precyzyjnie trafiają w słabe punkty rodziców. I taki kulturalny, spokojny tata czy mama łapie się na tym że naraz wrzeszczy jak kapral na rekrutów. To bywa wyższy stopień wtajemniczenia powiedzieć coś dzieciom tak żeby to przyjęły do wiadomości i wykonały, nie podnosząc przy tym ręki ani głosu. Okazuje się, że nie każdy to w sobie ma. Niektórzy muszą to pracowicie wypracowywać, i nie zawsze z dobrym rezultatem. Co się stanie, jeżeli w tym procesie zacznie maczać ręce policja / kuratorium itd? W przypadku zwykłych ludzi, nie marginesu? Dzieci dowiedzą się jednego - że rodzice mogą im naskoczyć. Wtedy już żaden psycholog, psychoterapeuta czy pedagog nie pomoże.
dzejes - 16 lipca 2007, 15:29

Kruk Siwy napisał/a:
Godzilla mówi z praktyki dwudzetnej. A Ty z pozycji hodowcy psa. dzejes, co z Tobą chłopie? Udar słoneczny?


Ani to czas, ani miejsce na takie rozmowy.

EDIT:

Godzilla - znów ktoś wmawia mi rzeczy, których nie powiedziałem. Ja tylko i wyłącznie pisałem o biciu dzieci. Nie o krzyczeniu, nie o nerwach, tylko o biciu. O niczym więcej i o tym mogę rozmawiać.

Godzilla - 16 lipca 2007, 15:37

Tyle że jedno się wiąże z drugim. Klaps jest bardzo często efektem bezsilności. Jeżeli państwo miałoby go zakazać, to wnoszę o finansowanie z publicznych pieniędzy kilkumiesięcznych warsztatów psychologicznych dla rodziców - jak się dogadać z dzieckiem, wyegzekwować to, co wyegzekwować należy, nie zwariować i nie dać się ponieść nerwom. I o załatwienie u pracodawców, żeby pracownik w takich to a takich godzinach mógł w szkoleniu uczestniczyć, bez obawy że go pracodawca wywali.
dzejes - 16 lipca 2007, 15:38

No i dochodzimy do sedna - po prostu stawiam przed potencjalnymi rodzicami wysokie wymagania, ot co.
Martva - 16 lipca 2007, 15:47

Słuchajcie, a jakby tak zmienić tytuł wątku? Nie mówię że jest nieciekawie, tylko tak... niekoniecznie na temat ;)
Kruk Siwy - 16 lipca 2007, 15:48

Może tylko przekleić... zdaje się że jest temat o dzieciakach.
Godzilla - 16 lipca 2007, 15:49

Tymczasem dzieci mają różni ludzie, nie wszyscy sobie radzą. Nie państwo decyduje, komu wolno mieć dzieci a komu nie. Jeszcze nie decyduje, na szczęście. Tak daleko jego władza na razie nie sięga. Państwo nie wynajęło rodziców, żeby mieli dzieci. Nie płaci kobietom za donoszenie i urodzenie dziecka, nie funduje jego wychowania. Raczej obdziera z kasy. Skąd więc ciągoty do wymagań? Gdyby choć zmniejszyło obciążenia, żeby starczyło na takie warsztaty dla rodziców. Albo na cokolwiek innego pożytecznego. Wtedy ewentualnie mogłabym zrozumieć.

Fakt, offtop się zrobił. Można by wątek rozdzielić, żeby nie było zamieszania.

dzejes - 16 lipca 2007, 19:34

Stąd wymagania, że dziecko to obywatel państwa i ma przysługujące każdemu obywatelowi prawa.
joe_cool - 16 lipca 2007, 20:29

Godzilla napisał/a:
Nie płaci kobietom za donoszenie i urodzenie dziecka,

jak to nie, a becikowe?

Godzilla - 17 lipca 2007, 09:34

Ja tam żadnego becikowego nie dostałam. A poza tym czy to jest wystarczająca rekompensata za wsadzanie urzędniczych łap w sprawy rodziny? Urzędnik, jak raz poczuje władzę, będzie ją wykorzystywał coraz bardziej. W Holandii rodzicom nie wolno przedłużyć wakacji o dwa dni - do weekendu - bo mogą stracić prawa rodzicielskie. Była taka sprawa, polskie małżeństwo straciło dziecko (czy dzieci), ponieważ przedłużyli o te nieszczęsne dwa dni pobyt w Polsce na wakacjach. Szkoła została uprzedzona, nie wyraziła zgody, i dzieci zostały odebrane rodzicom w majestacie prawa. Zaczyna się niewinnie - od zakazu kar cielesnych. A potem można już wchodzić z butami. Nie życzę sobie kontroli państwa nad moim domem i dziećmi. Zastanawiam się, jaki będzie następny krok władz w tych krajach, bo nie łudzę się, że na tym wyczerpała się ich inwencja.
dzejes - 17 lipca 2007, 16:22

Demagogicznie: brak, czy nadmiar kontroli spowodował, to że w przeciągu kilku dni urodziło się:
- dziecko pijane,
- dziecko zaćpane heroiną.

?

Godzilla - 17 lipca 2007, 21:06

Och, dzejes, a co się stanie jeżeli dziecko sobie zrobią wariat z wariatką w domu bez klamek? Albo para bezdomnych nocujących w kanałach? O jakiej kontroli mówisz, chłopie, jeżeli nieszczęsny maluch zaistniał na świecie wskutek życiowej pomyłki dojrzałego fizycznie *beep*? Mały chwycik, sprowadzić dyskusję na manowce?
Navajero - 17 lipca 2007, 21:13

Bo dziejes marudzi :) Proponuję wykluczyć z dyskusji wszystkich bezdzietnych :P
elam - 17 lipca 2007, 21:21

z doswiadczenia wlasnego (jak mnie wychowywano, i jak ja dzieci wychowywalam) powiem, ze czasami w tylek trzeba dac. ale naprawde, tylko czasami, w ekstremalnych sytaucjach.
dziecko, ktore gryzlo innych (do krwi) oduczyc mozna bylo tylko w jeden sposob - pokazujac mu, co to znaczy - gryzac je do krwi. pierwszy raz zadzialalo. na miesiac. za drugim razem - na zawsze. ale to byla akcja-reakcja. nie wolno kary odwlekac ("jak wrocimy do domu, to ci wleje" )
kary cielesne nie przynosza zamierzonego przez rodzicow skutku. lepiej jest ukarac np dajac szlaban na wyjscia, kazac isc natychmiast spac, zadnych slodyczy do konca tygodnia, zakaz telewizji itd.
bardzo wazne jest rozmowa z dzieckiem. "czy widziales kiedys, zeby dorosli tak postepowali? czy mamusia bije tatusia samochodzikiem po glowie ? "

mialam szczescie wychowywac (ponad 4 lata, wiec to juz cos - nie moje NIESTETY) dzieci w rodzinie, gdzie oboje rodzicow ZAWSZE i pod kazdym wzgledem "zgadzalo sie". nawet, jesli naprawde mieli rozne zdania, przed dziecmi tego nie pokazywali. jesli mama kazala isc spac, tata nie mogl juz zawolac przed telewizor.
mam dwoch swietnych, wesolych "synkow", ktorych musialam karac nieraz, ale jak pisalam - po d* dostali ode mnie tylko pare razy. za to duzo rozmiawialismy. (to tez jest pewien rodzaj kary dla dziecka, kiedy musi sie tlumaczyc, dlaczego... :) )

jest jeden, podstawowy problem - NIKT NIE MA NA TO CZASU. malo kto w dzisiejszych czasach moze sobie pozwolic na komfort WYCHOWYWANIA dzieci.
dziecko wysyla sie do zlobka, przedszkola, szkoly. tam styka sie ono z mnostwem postaw, sposobow wychowania, reakcji, czesto sprzecznych.. nawet w rodzinie - babcia daje slodycze, mama mowi, ze nie wolno przed obiadem... komu wierzyc, kogo sluchac?? ludzie nie potrafia byc konsekwentni, male dzieci rozpieszcza sie, bo sa slodkie, a potem - jest juz za pozno.

stale jest za pozno.

ihan - 17 lipca 2007, 22:00

Miałam coś napisac w temacie, ale

Navajero napisał/a:
Proponuję wykluczyć z dyskusji wszystkich bezdzietnych :P


chyba tego nie zrobię :)

dzejes - 17 lipca 2007, 23:11

Navajero napisał/a:
Bo dziejes marudzi :)


Jak zacznę marudzić to Ci monitor imploduje stwierdziwszy, że dalsza egzystencja na tym łez padole nie ma sensu.

Navajero napisał/a:

Proponuję wykluczyć z dyskusji wszystkich bezdzietnych :P


Och super pomysł. Czyli ograniczenia w paleniu tytoniu będą mieli prawo wprowadzać tylko palący posłowie?

Navajero - 17 lipca 2007, 23:51

Dziejesie - weź kilka głębokich oddechów, wdychaj pranę, myśląc przez chwilę o "rzeczach wzniosłych i przyjemnych" :)

Ontopicznie - jestem przeciwko ingerencji państwa w życie rodzinne tzn. ingerencji urzędniczo - instytucjonalnej/ nadmiernej kontroli, natomiast myślę, że muszą być jakieś służby państwowe ( tak jak np. w USA) zajmujące się problemami rodzin patologicznych, gdzie np. dzieci są wykorzystywane seksualnie i służby te muszą mieć stosowne uprawnienia. Niestety takie sytuacje zdarzają się dużo cześciej niż się wydaje większości ludzi, a u nas sytuacja w tej kwestii pozostawia wiele do życzenia.

Co do fizycznego karania dzieci, to nie jestem entuzjastą tej metody, ale bez przesady. Jeśli coś złego robi starsze dziecko, przeważnie mozna się z nim dogadać. Jeżeli np. trzylatek wybiega sobie dla zabawy na jezdnię, w czasie kiedy matka ma obie ręce zajęte zakupami, to niestety IMO, trzeba mu wlepić kilka klapsów, namowy nie podziałają, bo dziecko jest zbyt małe, a ryzyko duże... To niestety przykład z życia. Koleżanka straciła w taki sposób córeczkę. Generalnie optuję za zdrowym rozsądkiem. Żadnemu normalnemu rodzicowi, nie sprawi przyjemności karcenie dziecka, w jakikolwiek sposób. Jednak wychowanie polega między innymi na konsekwentnym stosowaniu kar i nagród, adekwatnie do sytuacji. I to jest obowiązek rodzica, czasem nieprzyjemny.

dzejes - 18 lipca 2007, 00:11

Zapewniam Cię, że jestem całkowicie spokojny, a mój post miał raczej spowodować, żebyś jednak odpowiedzał poważnie. Jak widać podziałało.

Co do pierwszej części wypowiedzi - niestety hipokryzja. Sam piszesz, że "takie sytuacje" zdarzają się często - ergo służby nimi się zajmujące muszą mieć odpowiednie uprawnienia. Natomiast co znaczy nadmierna ingerencja nie określasz. A właśnie Polska cierpi na brak ingerencji i asekurowanie się zastrzeżeniami, że "ja to w ogóle jestem przeciw nadmiernej ingerencji" przypomina mi trochę pomstowanie na polityczną poprawność w kraju, gdzie molestowana w pracy kobieta zwykle może "liczyć" na etykietkę dziwki.
Miej cojones i napisz wprost, że odpowiednie służby dają ciała i w Polsce dochodzi przez to do licznych tragedii - ale bez asekuracji, bez siatki zabezpieczającej w postaci owego zdania "tak w ogóle to jestem przeciw...". Pamiętaj - prawda was wyzwoli ;)

Przykładu z trzylatkiem niestety nie rozumiem. Nie wiem co owe klapsy mają dać - bo jeśli dziecko jest na tyle duże, że rozumie, to można przekazać swoją dezaprobatę na inne sposoby, jeśli zaś nie rozumie, to zwyczajnie sprawiamy mu ból, a dziecko nie wie czemu.
Bicie po pierwsze rozleniwia, bo po co składać słowa, próbować być konsekwentnym, skoro można walnąć? Po drugie poprzez bicie można rozładować swój stres - a że takie rozładowywanie akurat na dziecku jest złe tłumaczyć chyba nie muszę.

Interesują mnie dwie rzeczy i jestem ciekaw jak ci z was, którzy dopuszczają kary fizyczne odpowiedzą:
- czemu dziecko wobec rodzica ma być inaczej traktowane, niż każdy inny obywatel państwa i stosowne przepisy kodeksu karnego mają być zawieszone? Czy to jest jakaś reminiscencja czasów przeszłych, kiedy to pater familias miał prawo dysponować życiem członków rodziny?
- czym się różni ojciec wychowujący dziecko pasem, od męża pasem wychowującego żonę?

Navajero - 18 lipca 2007, 00:49

dzejes napisał/a:

Co do pierwszej części wypowiedzi - niestety hipokryzja. Sam piszesz, że "takie sytuacje" zdarzają się często - ergo służby nimi się zajmujące muszą mieć odpowiednie uprawnienia. Natomiast co znaczy nadmierna ingerencja nie określasz.

Nie sądzę, aby moje stanowisko można było nazwać hipokryzją, raczej ostrożnością, aby nie wylać przysłowiowego dziecka z kąpielą. Jestem przeciw nadmiernej kontroli normalnych rodzin, za kontrolą patologicznych. Teraz jaśniej? Jest to do zrobienia. Np. w USA państwo się do wychowania dzieci obywateli nie wtrąca, jednak jeśli odpowiednie służby dostaną sygnał, że dzieje się coś złego ( ze szkoły, po rutynowych badaniach lekarskich, od sąsiadów), to stosuje się wszelkie środki, łącznie z techniką operacyjną ( np. podsłuch), aby określić, czy w takiej rodzinie nie dochodzi do jakichś patologii, i w razie czego, wkracza się ostro i zdecydowanie. O to mi chodzi. U nas nawet jak policja i służby dostają wyraźne sygnały, to albo nic nie robią, albo robią za mało, albo sprawa strasznie się wlecze. To trzeba zmienić.
dzejes napisał/a:

Przykładu z trzylatkiem niestety nie rozumiem. Nie wiem co owe klapsy mają dać - bo jeśli dziecko jest na tyle duże, że rozumie, to można przekazać swoją dezaprobatę na inne sposoby, jeśli zaś nie rozumie, to zwyczajnie sprawiamy mu ból, a dziecko nie wie czemu.

Dziecko wie czemu, bo kara następująca po jego uczynku powoduje, że w jego umyśle tworzy się związek przyczynowo skutkowy -> wyjście na jezdnie=klapsy. Dogadać się nie dogadamy, bo dziecko w tym wieku ma pamięć krótkoterminową głownie, co byśmy mu nie gadali, za kilka minut zapomni, chyba, że poprzemy to jakimś bodźcem. Jak powiedziałem, nie jestem entuzjastą kar fizycznych, jednak nie jestem też fanatykiem twierdzącym, że to jakieś absolutne zło. Po prostu czasem można się bez tego obyć, a czasem nie. Jeśli rodzic potrafi dotrzeć do dziecka nie stosując kar fizycznych to ok. Jeśli natomiast nic innego nie działa, a ów rodzić z przyczyn ideologicznych nie zastosuje tych kar, widząc, że kilka klapsów odniosłoby skutek, to najzwyczajniej w świecie zaniedbuje swoje obowiązki. Zaznaczam, że mówię tu o karceniu fizycznym, a nie o znęcaniu się nad dzieckiem.
dzejes napisał/a:

Bicie po pierwsze rozleniwia, bo po co składać słowa, próbować być konsekwentnym, skoro można walnąć??

A tu już jesteś dziejesie czystym teoretykiem. Żaden normalny rodzic nie walnie dziecka ot tak sobie. Walnie jeśli nie będzie miał innego wyjścia. Jeśli w żaden inny sposób do dziecka nie można dotrzeć, są niestety takie przypadki.
dzejes napisał/a:

Po drugie poprzez bicie można rozładować swój stres - a że takie rozładowywanie akurat na dziecku jest złe tłumaczyć chyba nie muszę.

Pisałem o karceniu. Czymś czego dokonujemy jako rodzice pod przymusem, chroniąc dziecko przed szkodliwymi dla niego zachowaniami, kiedy nie ma innego wyjścia. Ty mówisz o zachowaniach dewiacyjnych. To zupełnie różne rzeczy.

Co do pozostałych Twoich pytań - jeśli nie widzisz różnicy pomiędzy "wychowywaniem" dziecka pasem, a rodzicem który w ostateczności skarci fizycznie dziecko, kiedy inne metody zawiodą ( z zdarza się, że zawodzą) to przykro mi, ale się nie dogadamy. Jako człowiek który do tej pory z powodzeniem wychowywał własne dzieci i nauczyciel z dwudziestoletnia praktyką, powiem Ci tak ( nie pretendując rzecz jasna do nieomylności); najlepiej wychowane i najszcześliwsze dzieci, to takie, których rodzice stosowali bardzo oszczędnie karcenie fizyczne, ale w ostateczności nie odżegnywali się od tego. Najgorzej było w takich rodzinach, gdzie kary fizyczne były na porządku dziennym, bo one nie działały wychowawczo, były raczej demonstracją władzy rodzica ( często wyrazem jego kompletnej nieudolności wychowawczej) i tam, gdzie wychowywano dzieci "bezstresowo", często w imie szczytnych idei. Te ostatnie dzieci były strasznie zagubione, bo nie miały określonych wyraźnych granic swego zachowania. I często postawa ich rodziców także była wyrazem niekompetencji wychowaczej i efektem ucieczki od przykrych obowiązków dyscyplinowania potomstwa. Ci rodzice potrafili cytować całe rozdziały z książek o wychowaniu dzieci, uzasadniając nie tylko niestosowanie kar fizycznych, ale i w ogóle brak dyscypliny, powoływać się na prawa dziecka, antypedagogikę ( to taki nurt w psychologii, gdzie się uważa, że dziecko samo decyduje co ma robić, a dorośli nie powinni go dyscyplinować, a jedynie wspierać... ) Tylko, że ich dzieci były koszmarem w szkole i koszmarem w domu.
Chyba powiedziałem co chciałem i na tym zakończę :) Jak ktoś ma inne zdanie to i tak go przecież nie przekonam, a wszystko i tak życie zweryfikuje.

corpse bride - 18 lipca 2007, 00:53

o, fajna nowa dyskusja... jak odpoczne to sie wypowiem. tymczasem pozdrawiam dzejesa.
dzejes - 18 lipca 2007, 01:27

Navajero napisał/a:

Nie sądzę, aby moje stanowisko można było nazwać hipokryzją, raczej ostrożnością, aby nie wylać przysłowiowego dziecka z kąpielą. Jestem przeciw nadmiernej kontroli normalnych rodzin, za kontrolą patologicznych. Teraz jaśniej?


Wprost przeciwnie. Kto rozstrzygnie które rodziny są normalne, a które patologiczne? Zresztą samo określenie "rodzina patologiczna" budzi mój sprzeciw.

Navajero napisał/a:

O to mi chodzi. U nas nawet jak policja i służby dostają wyraźne sygnały, to albo nic nie robią, albo robią za mało, albo sprawa strasznie się wlecze. To trzeba zmienić.


Dokładnie o to mi chodziło. W dalszym ciągu nie rozumiem czemu dorzuciłeś owo asekuranckie zdanie, skoro tak naprawdę mamy podobną opinię w temacie.

Navajero napisał/a:

dzejes napisał/a:

Przykładu z trzylatkiem niestety nie rozumiem. Nie wiem co owe klapsy mają dać - bo jeśli dziecko jest na tyle duże, że rozumie, to można przekazać swoją dezaprobatę na inne sposoby, jeśli zaś nie rozumie, to zwyczajnie sprawiamy mu ból, a dziecko nie wie czemu.

Dziecko wie czemu, bo kara następująca po jego uczynku powoduje, że w jego umyśle tworzy się związek przyczynowo skutkowy -> wyjście na jezdnie=klapsy.


...więc na jezdnię wychodzimy tylko gdy mamusia (lub inny dostarczyciel klapsów) nie widzi. Tak wygląda prawidłowe rozumowanie.

Navajero napisał/a:

Dogadać się nie dogadamy, bo dziecko w tym wieku ma pamięć krótkoterminową głownie, co byśmy mu nie gadali, za kilka minut zapomni, chyba, że poprzemy to jakimś bodźcem.


Dokładnie! I właśnie dlatego przebieg skojarzenia wygląda tak, jak to opisałem powyżej.

Navajero napisał/a:

Jak powiedziałem, nie jestem entuzjastą kar fizycznych, jednak nie jestem też fanatykiem twierdzącym, że to jakieś absolutne zło. Po prostu czasem można się bez tego obyć, a czasem nie. Jeśli rodzic potrafi dotrzeć do dziecka nie stosując kar fizycznych to ok. Jeśli natomiast nic innego nie działa, a ów rodzić z przyczyn ideologicznych nie zastosuje tych kar, widząc, że kilka klapsów odniosłoby skutek, to najzwyczajniej w świecie zaniedbuje swoje obowiązki. Zaznaczam, że mówię tu o karceniu fizycznym, a nie o znęcaniu się nad dzieckiem.


Zaznaczasz, że mówisz o karceniu, nie znęcaniu. Zaznaczasz, że mówisz o sytuacji, gdy ktoś nie radzi sobie, ale nie przyleje, bo ideolo mu nie pozwala. Ile jeszcze tych założeń poczynisz? Rozmawiajmy o karceniu fizycznym, nie o fikcyjnych konstruktach powołanych na potrzeby rozmowy. Intelektualnie to dość miałkie zajęcie, sam to raz zrobiłem w tej dyskucji, ale zaznaczyłem, że to demagogia i nie traktowałem tego zbyt poważnie.
Navajero napisał/a:

dzejes napisał/a:

Bicie po pierwsze rozleniwia, bo po co składać słowa, próbować być konsekwentnym, skoro można walnąć??

A tu już jesteś dziejesie czystym teoretykiem. Żaden normalny rodzic nie walnie dziecka ot tak sobie. Walnie jeśli nie będzie miał innego wyjścia. Jeśli w żaden inny sposób do dziecka nie można dotrzeć, są niestety takie przypadki.


Żaden normalny rodzic nie zrobi tego, tamtego... Już się pojawiało to w rozmowie. Tylko po dodaniu do siebie wszystkich "żaden normalny..." okaże się, że tych normalnych jest ile? 5%? Mniej? Jakoś trudno mi uwierzyć, że takie niezwykłe jest przylanie dziecku nie dlatego, że inne metodzy nie działają, ale dlatego, że rodzic działa pod wpływem stresu i kieruje się impulsem. Owszem, post factum dorabiamy sobie uzasadnienie - to dość powszechny mechanizm, doskonale znany wszystkim akwizytorom.

Navajero napisał/a:

dzejes napisał/a:

Po drugie poprzez bicie można rozładować swój stres - a że takie rozładowywanie akurat na dziecku jest złe tłumaczyć chyba nie muszę.

Pisałem o karceniu. Czymś czego dokonujemy jako rodzice pod przymusem, chroniąc dziecko przed szkodliwymi dla niego zachowaniami, kiedy nie ma innego wyjścia. Ty mówisz o zachowaniach dewiacyjnych. To zupełnie różne rzeczy.


Ależ oczywiście! Tu pasuje to, co napisałem wyżej - o normalnych rodzicach.

Navajero napisał/a:

Co do pozostałych Twoich pytań - jeśli nie widzisz różnicy pomiędzy "wychowywaniem" dziecka pasem, a rodzicem który w ostateczności skarci fizycznie dziecko, kiedy inne metody zawiodą ( z zdarza się, że zawodzą) to przykro mi, ale się nie dogadamy. Jako człowiek który do tej pory z powodzeniem wychowywał własne dzieci i nauczyciel z dwudziestoletnia praktyką, powiem Ci tak ( nie pretendując rzecz jasna do nieomylności); najlepiej wychowane i najszcześliwsze dzieci, to takie, których rodzice stosowali bardzo oszczędnie karcenie fizyczne, ale w ostateczności nie odżegnywali się od tego. Najgorzej było w takich rodzinach, gdzie kary fizyczne były na porządku dziennym, bo one nie działały wychowawczo, były raczej demonstracją władzy rodzica ( często wyrazem jego kompletnej nieudolności wychowawczej) i tam, gdzie wychowywano dzieci "bezstresowo", często w imie szczytnych idei. Te ostatnie dzieci były strasznie zagubione, bo nie miały określonych wyraźnych granic swego zachowania. I często postawa ich rodziców także była wyrazem niekompetencji wychowaczej i efektem ucieczki od przykrych obowiązków dyscyplinowania potomstwa. Ci rodzice potrafili cytować całe rozdziały z książek o wychowaniu dzieci, uzasadniając nie tylko niestosowanie kar fizycznych, ale i w ogóle brak dyscypliny, powoływać się na prawa dziecka, antypedagogikę ( to taki nurt w psychologii, gdzie się uważa, że dziecko samo decyduje co ma robić, a dorośli nie powinni go dyscyplinować, a jedynie wspierać... ) Tylko, że ich dzieci były koszmarem w szkole i koszmarem w domu.


Rozumiem więc, że na pytania nie odpowiesz. Szkoda, to mogłoby być interesujące, zwłaszcza, że sam podnosisz swoje fachowe przygotowanie w temacie, a unikasz odpowiedzi na podstawowe pytania, które chyba niejako automatycznie pojawiają się przy okazji rozmowy o fizycznym karceniu dzieci.

Navajero napisał/a:

Chyba powiedziałem co chciałem i na tym zakończę :) Jak ktoś ma inne zdanie to i tak go przecież nie przekonam, a wszystko i tak życie zweryfikuje.


Ech... No dobrze, ale spodziewałem się po Tobie czegoś więcej, niż mało subtelne "Zobaczysz, sam będziesz lał!"

Godzilla - 18 lipca 2007, 07:19

Naprawdę Navajero powiedział "Zobaczysz ile będziesz lał"? Ja to odczytałam raczej jako "zobaczysz, czy uda ci się ani razu klapsa nie wlepić, kiedy dziecko po raz piąty w ciągu dnia majstruje przy kontakcie, a tłumaczenia i zakazy nie pomagają". To chyba różnica?

Dzieci potrafią zrobić rzeczy budzące grozę po to, żeby podroczyć się z tatą i mamą, bo skutki nie mieszczą im się jeszcze w łepetynach. A na rodziców spada odpowiedzialność za ich bezpieczeństwo. Są zabawy, które trzeba przeciąć natychmiast. Konia z rzędem temu, kto w skrajnej sytuacji zawsze się potrafi odpowiednio "pedagogicznie" zachować.

Rafał - 18 lipca 2007, 10:08

Phi, bezdzietni teoretycy od siedmiu boleści. Możesz się zarzekać, a i tak przyjdzie sytuacja kiedy zamiast po raz tysiącsetny tłumaczyć nerwy tak ci puszczą, że skończy sie klapsem - o dziwo z pozytywnym skutkiem. Nie pamiętam kiedy ostatnio któreś moje dziecko dostało klapsa, na pewno nie w tym roku, ale niech nikt sie nie zarzeka póki sam na sobie nie przetestuje.
Godzilla - 18 lipca 2007, 10:21

Otóż to, otóż to.
Navajero - 18 lipca 2007, 10:22

dzejes napisał/a:
Navajero napisał/a:

Nie sądzę, aby moje stanowisko można było nazwać hipokryzją, raczej ostrożnością, aby nie wylać przysłowiowego dziecka z kąpielą. Jestem przeciw nadmiernej kontroli normalnych rodzin, za kontrolą patologicznych. Teraz jaśniej?

Wprost przeciwnie. Kto rozstrzygnie które rodziny są normalne, a które patologiczne? Zresztą samo określenie "rodzina patologiczna" budzi mój sprzeciw.

Święta cierpliwości... Przecież wytłumaczyłem i to dokładnie. Rozstrzygną służby. Jak będzie trzeba, za pomocą technik operacyjnych takich jak podsłuch, wywiadu środowiskowego, pogłębionych badań lekarsko - psychologicznych. Jest wiele sygnałów które mogą świadczyć o tym, że coś jest nie tak. Jest tzw. "syndrom dziecka maltretowanego", są przesłanki które mogą świadczyć o wykorzystywaniu seksualnym dziecka... To można wychwycić i trzeba sprawdzić. Jak juz napisałem - rzecz jest realna i stosowana w niektórych krajach, tzn. procedura: niepokojący sygnał -> działania wyjaśniające-> reakcja służb uniemożliwiająca dalsze krzywdzenie dziecka. Co do Twojego sprzeciwu wobec okreslenia "rodzina patologiczna" to nie za bardzo rozumiem, czy dotyczy to sfery semantycznej tzn. kwestii nazwy, czy zanegowania samej możliwości istnienia takowej rodziny? IMO jedno i drugie jest bez sensu. Bo jakoś to zjawisko trzeba nazwać, a rodziny patologiczne istnieją, czy Ci się to podoba czy nie.

dzejes napisał/a:
Navajero napisał/a:

O to mi chodzi. U nas nawet jak policja i służby dostają wyraźne sygnały, to albo nic nie robią, albo robią za mało, albo sprawa strasznie się wlecze. To trzeba zmienić.
Dokładnie o to mi chodziło. W dalszym ciągu nie rozumiem czemu dorzuciłeś owo asekuranckie zdanie, skoro tak naprawdę mamy podobną opinię w temacie.

Temu, że IMO nie powinno się ingerować w proces wychowania bez potrzeby. To sprawa równie intymna jak seks. Jedynym powodem takiej ingerencji może być dobro dziecka, a nie widzimisie urzędasa, który np. uważa, że rodzice generalnie są źli/ głupi/ nieudolni ( niepotrzebne skreślić) i trzeba ich kontrolować, bo sami sobie nie poradzą.
dzejes napisał/a:
...więc na jezdnię wychodzimy tylko gdy mamusia (lub inny dostarczyciel klapsów) nie widzi. Tak wygląda prawidłowe rozumowanie.

Byc może Twoje, ale na pewno nie trzylatka.
dzejes napisał/a:
Navajero napisał/a:
Dogadać się nie dogadamy, bo dziecko w tym wieku ma pamięć krótkoterminową głownie, co byśmy mu nie gadali, za kilka minut zapomni, chyba, że poprzemy to jakimś bodźcem.
Dokładnie! I właśnie dlatego przebieg skojarzenia wygląda tak, jak to opisałem powyżej.

Nie, nie wygląda. To tylko Twoje, teoretyczne dywagacje. Małe dziecko w normalnej rodzinie ( niestety muszę cały czas powtarzać określenie "normalna rodzina", "normalny rodzic", choć kwestia "normy" jest dość płynna, ale chodzi mi to o nieazburzone relacje rodzinne i rodzic - dziecko, bez jakichkolwiek patologii) chce aprobaty rodziców i zrobi niemal wszystko, aby na tę aprobatę zasłużyć. Czasem tylko trzeba temu dziecku wyraźnie dać do zrozumienia, jakie zachowania będą się cieszyć naszą akceptacją, a jakie nie. Przykład z nieco innej działki, choć znając Twoje nastawienie, zapewne potraktujesz to jako presję psychiczną... Kiedyś mój syn przestraszył się muchy. Kiedy miał ok 3 - 4 lat, wleciała mu do ucha i od tej pory, bał się panicznie wszelkich latających owadów. To był horror. Nie mógł się bawić, bo najmniejszy dźwięk "muchopodobny" doprowadzał go do stanu przeraźliwej paniki, nie mógł spać. Zasypial tylko wtedy, kiedy trzymaliśmy go za ręke i w pokoju nic nie latało.Na dworze to samo - toatalna panika... Potrwało to kilka miesięcy, próbowaliśmy różnych metod, aby mu ten strach wyperswadować, radziliśmy sie pediatrów i psychologów dziecięcych - bez rezultatów, wszystko okazywało się nieskuteczne. Kiedy pewnego dnia siedzieliśmy razem z żoną i synem w pokoju, pojawiła się wyjątkowo duża mucha. Efekt - jak zwykle atak paniki. Próbowaliśmy jak zwykle uspokoić dziecko i odgonić muchę, ale ta była twarda, a dzieciak spazmował. Po jakimś czasie ja go trzymałem płaczącego na kolanach a żona wyczerpana tym wszystkim usiadła w fotelu. Wtedy mucha podleciała do niej i mały to zauważył. Z płaczem krzyknał, że mucha skrzywdzi mamę... Wtedy wpadłem na pomysł, jak przełamać ten strach i zaryzykowałem. Zamiast po raz setny uspokajać dziecko, powiedziałem; "Masz rację synku, to niebezpieczna mucha i może zrobić krzywdę mamusi. Trzeba mamę ratować". Dziecko zamarło na moment, a potem z płaczem rzuciło się na ratunek wymmachując jakąś książką. Mucha oczywiście odleciała, a mały jak zobaczył, że ucieka przed nim, natychmiast się rozochocił i pogonił za nią dalej. Tego samego dnia ułożyłem wierszyk na temat jego zwycięstwa nad muchą, wykazanej przez niego odwagi itp. ( wiem, że nierodzicom może się to wydać strasznie głupie, ale byliśmy z niego tak dumni, że mało nie pękliśmy) i go nauczyłem tego wiersza. Mały z dumą go powtarzał każdego dnia i od tej pory nie bał się much. Wpłynęło to też znacznie na poziom jego odwagi życiowej, czasem mam wrażenie, że nadmiernie... Tzn. od tej pory mało czego się bał, uwierzył we własne siły, co oczywiście było bardzo pozytywne, choć parę razy my z żoną byliśmy w strachu, czy nie przesadza z tą odwagą.
dzejes napisał/a:

Zaznaczasz, że mówisz o karceniu, nie znęcaniu. Zaznaczasz, że mówisz o sytuacji, gdy ktoś nie radzi sobie, ale nie przyleje, bo ideolo mu nie pozwala. Ile jeszcze tych założeń poczynisz?

Wszystkie poczynione przeze mnie założenia wynikają z praktyki, zarówno tej pedagogicznej, jak i zwykłej - rodzicielskiej ( mam dwójkę dzieci). Nie chcę tu stawiać sprawy w ten sposób, że ja mam na pewno rację bo mam doświadczenie, a ktoś nie, ale trudno przecież, abym zrezygnował w takiej dyskusji z wniosków jakie wyciągnąłem z praktyki życiowej.

dzejes napisał/a:

Żaden normalny rodzic nie zrobi tego, tamtego... Już się pojawiało to w rozmowie. Tylko po dodaniu do siebie wszystkich "żaden normalny..." okaże się, że tych normalnych jest ile? 5%? Mniej?

Nie, tych "normalnych" jest większość. To, że komuś raz na kilka lat, zdarzy się okazać dziecku gniew w sytuacji, kiedy tego nie powinien robić, czy nawet dać klapsa, kiedy można tego uniknąć, nie podważa "normalności" takich rodzin. To po prostu życie. Jeśli są to incydenty, to nie mają one większego znaczenia. Nawet czasem niosą pozytywne przesłanie dla dziecka; "Tak, tatuś był niesprawiedliwy, ale przeprosił za to, wiesz teraz, że jest tylko człowiekiem, masz okazję mu wybaczyć, tak jak on wielokrotnie do tej pory wybaczał tobie".
dzejes napisał/a:

Jakoś trudno mi uwierzyć, że takie niezwykłe jest przylanie dziecku nie dlatego, że inne metodzy nie działają, ale dlatego, że rodzic działa pod wpływem stresu i kieruje się impulsem.

Zdarza się i to co mówisz, w "najnormalniejszych" rodzinach. Jednak incydentalnie. Z prostego powodu: jeśli relacje rodzic - dziecko są niezaburzone, rodzic chce dziecko chronić przed cierpieniem, a nie je zadawać.
dzejes napisał/a:

Owszem, post factum dorabiamy sobie uzasadnienie - to dość powszechny mechanizm, doskonale znany wszystkim akwizytorom.

Łączenie akwizycji z psychologią dziecięcą jest z pewnością oryginalnym pomysłem, ale nie wiem, czy do końca słusznym :mrgreen:
dzejes napisał/a:

Rozumiem więc, że na pytania nie odpowiesz. Szkoda, to mogłoby być interesujące, zwłaszcza, że sam podnosisz swoje fachowe przygotowanie w temacie, a unikasz odpowiedzi na podstawowe pytania, które chyba niejako automatycznie pojawiają się przy okazji rozmowy o fizycznym karceniu dzieci.

Dziejesie, odpowiedziałem na nie. To Ty nie chcesz uznać mojej odpowiedzi.
Navajero napisał/a:
Ech... No dobrze, ale spodziewałem się po Tobie czegoś więcej, niż mało subtelne "Zobaczysz, sam będziesz lał!"

Ja natomiast spodziewałem się po Tobie, że potraktujesz to co napisałem poważnie, a nie zniekształcając i trywializując. Możesz w ten sposób zostać "zwycięzcą" w każdej dyskucji, jesli zmęczysz odpowiednio oponenta, tylko jaki to ma sens? Pisząc, że na tym zakończę miałem na myśli dwie kwestie; primo - mimo, że uważam się za osobę kompetentną w tym temacie, to nie jestem przeciez żadną Alfą i Omegą, i nie mam zamiaru monopolizować dyskusji. Są inni, którzy mają też coś do powiedzenia, może mądrzejszego. Secundo - mój czas "forumowy" jest mocno ograniczony, bo gonią mnie pewne terminy i mam nóż na gardle. Bywa, że chętnie bym pogadał, ale czasu nie starcza. Nie miałem zamiaru okazać nikomu lekceważenia informując, że zakończę dyskusję. Wreszcie, nie sądzę, aby emanacja moich poglądów była, aż tak ciekawa :)

dzejes - 18 lipca 2007, 11:40

Godzilla napisał/a:

Naprawdę Navajero powiedział "Zobaczysz ile będziesz lał"? Ja to odczytałam raczej jako "zobaczysz, czy uda ci się ani razu klapsa nie wlepić, kiedy dziecko po raz piąty w ciągu dnia majstruje przy kontakcie, a tłumaczenia i zakazy nie pomagają". To chyba różnica?
Dzieci potrafią zrobić rzeczy budzące grozę po to, żeby podroczyć się z tatą i mamą, bo skutki nie mieszczą im się jeszcze w łepetynach. A na rodziców spada odpowiedzialność za ich bezpieczeństwo. Są zabawy, które trzeba przeciąć natychmiast. Konia z rzędem temu, kto w skrajnej sytuacji zawsze się potrafi odpowiednio "pedagogicznie" zachować.


Wybacz, ale nie sposób z Tobą rozmawiać. Po raz kolejny przypisujesz mi niewypowiedziane przeze mnie intencje. Przecież oczywiste jest, że człowiek może się zdenerwować, może dziecko uderzyć, mi chodzi o uznanie, że jest to zło, należy tego unikać, a jeśli już się zdarzy - zastanowić się czemu tak się stało i wyciągnąć wnioski.
Bardzo Cię jednak proszę - rozmawiaj ze mną, nie z projekcjami na temat mój i moich poglądów.

Rafał napisał/a:

ale niech nikt sie nie zarzeka póki sam na sobie nie przetestuje.


Patrz wyżej. Poza tym wybacz, ale fakt, że Ty się nie powstrzymałeś nie świadczy, że i mi się to nie uda.

Navajero napisał/a:

Święta cierpliwości... Przecież wytłumaczyłem i to dokładnie. Rozstrzygną służby. Jak będzie trzeba, za pomocą technik operacyjnych takich jak podsłuch, wywiadu środowiskowego, pogłębionych badań lekarsko - psychologicznych. Jest wiele sygnałów które mogą świadczyć o tym, że coś jest nie tak.


Nienienie. Ty napisałeś:

Cytat:

Jestem przeciw nadmiernej kontroli normalnych rodzin, za kontrolą patologicznych.


Tym samym ktoś musi uprzednio rozstrzygnąć która rodzina jest patologiczna, a która normalna i dopiero wtedy jesteś w stanie zgodzić się na kontrolę owych uznanych za patologiczne.
Jak przeprowadzić ów podział bez wzmożonej działalności, której jesteś przeciwny, jak to napisałeś n razy? Bo przecież sam napisałeś, że jesteś za wzmożonymi działaniami dopiero wobec zidentyfikowanych rodzin patologicznych.
Bo opcji, że sam ze sobą nie uzgodniłeś swojego stanowiska nie dopuszczam.

Navajero napisał/a:

To można wychwycić i trzeba sprawdzić. Jak juz napisałem - rzecz jest realna i stosowana w niektórych krajach, tzn. procedura: niepokojący sygnał -> działania wyjaśniające-> reakcja służb uniemożliwiająca dalsze krzywdzenie dziecka.


Czyli w pełni się zgadzamy, jedynie Ty używasz uniwersalnej tarczy "ja to jestem przeciw, ale jestem za". OK, Twoje prawo.

Navajero napisał/a:

Co do Twojego sprzeciwu wobec okreslenia "rodzina patologiczna" to nie za bardzo rozumiem, czy dotyczy to sfery semantycznej tzn. kwestii nazwy, czy zanegowania samej możliwości istnienia takowej rodziny? IMO jedno i drugie jest bez sensu. Bo jakoś to zjawisko trzeba nazwać, a rodziny patologiczne istnieją, czy Ci się to podoba czy nie.


Oczywiście, moja matka po śmierci ojca była wiele razy informowana, że jesteśmy rodziną patologiczną.
Tu właśnie jest problem, takie pojęcie jak "rodzina patologiczna" często jest synonimem wszystkiego, co odbiega od ogólnopolskiej normy. I tak: krzywdzimy ludzi niesłusznie oklejonych taką łatką, a jednocześnie rozwadniamy problem zamiast go rozwiązywać.

Navajero napisał/a:

Byc może Twoje, ale na pewno nie trzylatka.


...napisał trzylatek. :roll:

Navajero napisał/a:

Nie, nie wygląda. To tylko Twoje, teoretyczne dywagacje.


Oczywiście. To wszystko to tylko moje teoretyczne dywagacje, przecież w ogóle nie mam nawet dziecka, a jak nawet będę je miał, to je będę lał. :roll:

Navajero napisał/a:

Przykład z nieco innej działki, choć znając Twoje nastawienie, zapewne potraktujesz to jako presję psychiczną... [...]


Nooo... To już trzecia osoba wiedząca lepiej co jak ocenię i jakie mam poglądy. Czy potrafisz zrozumieć, że ja się odnoszę do karcenia fizycznego?

Navajero napisał/a:

Nie, tych "normalnych" jest większość. To, że komuś raz na kilka lat, zdarzy się okazać dziecku gniew w sytuacji, kiedy tego nie powinien robić, czy nawet dać klapsa, kiedy można tego uniknąć, nie podważa "normalności" takich rodzin. To po prostu życie. Jeśli są to incydenty, to nie mają one większego znaczenia. Nawet czasem niosą pozytywne przesłanie dla dziecka; "Tak, tatuś był niesprawiedliwy, ale przeprosił za to, wiesz teraz, że jest tylko człowiekiem, masz okazję mu wybaczyć, tak jak on wielokrotnie do tej pory wybaczał tobie".


Znów się zgadzamy. Ty chyba po prostu nie rozmawiasz ze mną, tylko z jakimś nazifeministą z Norwegii, który chciałby kary śmierci za klapsa. Wyżej odpowiadałem już, że dla mnie ważne jest uznanie, że karcenie fizyczne jest złem, a jeśli już coś takiego się zdarzy - to trzeba się zachować mniej więcej tak, jak Ty to opisałeś.
Problem w tym, że z mojej praktyki życiowej (z której to płyną wnioski, z których nie zrezygnuję z powodów tak sprawnie wyłuszczonych przez Ciebie) wynika, że rodziny, w których dziecko "dostaje" raz na kilka lat - jest mniejszość, a bicie jest traktowane jako normalna metoda wychowawcza. Naprawdę znacznie częsciej spotykam się z sytuacją, gdzie rodzic ciągnie płaczące dziecko za rękę co jakiś czas wymierzając mu solidnego klapsa - aż do zachłyśnięcia się małego i ucichnięcia, niż z rozpieszczonym dzieciakeim, który robi co chce, a rodzic z bezradnym uśmiechem to obserwuje. Może po prostu na południu Polski jest więcej rodzin patologicznych?

Navajero napisał/a:

Dziejesie, odpowiedziałem na nie. To Ty nie chcesz uznać mojej odpowiedzi.


Może jestem zbyt prostym misiem - ale nie zauważyłem. Także pozostaję przy swoim stanowisku, choć nie ukrywam, że sprawiłbyś mi ogromną radość, gdybyś na każde z mych pytań udzielił króciutkiej, takiej dwuzdaniowej nawet odpowiedzi.

Navajero napisał/a:

Ja natomiast spodziewałem się po Tobie, że potraktujesz to co napisałem poważnie, a nie zniekształcając i trywializując.


Wybacz, ale tak właśnie Twoje słowa zrozumiałem.

Godzilla - 18 lipca 2007, 12:01

Dzejesie, rozmawiałam z tobą a nie z twoimi projekcjami. Sam tak podsumowałeś Navajero, nie odwracaj więc kota ogonem. Robisz mnóstwo szumu w sprawie, której nie przetestowałeś na własnej skórze. Co do uznania że jest to zło i wyciągania wniosków, każdy normalny (lubię to słowo!) rodzic ma mnóstwo okazji, żeby się nad tym zastanawiać. Z twoich wcześniejszych wypowiedzi wynikało, że nie uznajesz że to się może się zdarzyć. Sprowadzałeś wszystko do patologii. Nie narzekaj teraz, że ze mną się trudno rozmawia. Z tobą również.
Rafał - 18 lipca 2007, 12:04

dzejes napisał/a:
Poza tym wybacz, ale fakt, że Ty się nie powstrzymałeś nie świadczy, że i mi się to nie uda.
Nie świadczy też, że ci Ci się to uda ;P: Pewność siebie jest pożądana w pokerze :wink:
Jasne, możesz znać siebie doskonale i sprawdzać swoje reakcje w sytuacjach ekstremalnych, ja nie mam i nie mogę mieć o tym pojęcia, ale zauważ, że deklarujesz swoje zachowanie w sytuacji kompletnie dla siebie nie znanej - to budzi ... delikatnie mówiąc, pewne niedowierzanie.

dzejes - 18 lipca 2007, 12:16

Godzilla napisał/a:
Dzejesie, rozmawiałam z tobą a nie z twoimi projekcjami. Sam tak podsumowałeś Navajero, nie odwracaj więc kota ogonem. Robisz mnóstwo szumu w sprawie, której nie przetestowałeś na własnej skórze.


Ależ przetestowałem - byłem dzieckiem.

Godzilla napisał/a:

Co do uznania że jest to zło i wyciągania wniosków, każdy normalny (lubię to słowo!) rodzic ma mnóstwo okazji, żeby się nad tym zastanawiać. Z twoich wcześniejszych wypowiedzi wynikało, że nie uznajesz że to się może się zdarzyć. Sprowadzałeś wszystko do patologii.


Nic takiego nie napisałem. Poproszę o cytat.

Rafał napisał/a:

Nie świadczy też, że ci Ci się to uda [...]
deklarujesz swoje zachowanie w sytuacji kompletnie dla siebie nie znanej - to budzi ... delikatnie mówiąc, pewne niedowierzanie.


Jasne, ale ja nie pisałem, że na pewno mi się uda, tylko że uważam, że będę się potrafił kontrolować. To nie jest stwierdzenie, że na pewno się będę kontrolował.

Kruk Siwy - 18 lipca 2007, 12:17

Do zamęczenia ostatniego usera. To się chyba nazywa dog fight...
Rafał - 18 lipca 2007, 12:21

dzejes napisał/a:
To nie jest stwierdzenie, że na pewno się będę kontrolował

No to co to bylo za stwierdzenie? Zapewne wniosło wiele merytorycznych treści do duskusji, ale jakoś przemkły obok mnie niezauważone :cry:

dzejes - 18 lipca 2007, 12:23

Och, bardzo przepraszam, ośmieliłem się napisać coś czysto subiektywnego... Obiecuję się poprawić, bo przecież wszyscy inni piszą tylko i wyłącznie obiektywne, wyważone i merytoryczne posty.
Rafał - 18 lipca 2007, 12:32

No właśnie, żeby mi to było ostatni raz! ;P:
dzejes - 18 lipca 2007, 12:54

Rafał napisał/a:
No właśnie, żeby mi to było ostatni raz! ;P:


Tata ni bij! Tata nie bij!
:twisted:

Rafał - 18 lipca 2007, 13:01

O! Widzisz, żadne bicie nie jest potrzebne :lol:

A teraz na poważnie, wielokroć słyszałem stwierdzenie, że dzieci bite w dzieciństwie własnych dzieci nie biją (jejku nie potrafie sobie wyobrazić, że ktos może dziecko na poważnie zbić, zabiłbym chyba takiego gnoja, jakies instynkty we mnie się budza - mam na mysli danie klapsa ostatecznie pasa :evil: ) - i na odwrót - dzieci wychowywane "bezstresowo" - własne dzieci karca fizycznie. Moje pytanie: dzejes czy schemat pasuje też do Ciebie?

dzejes - 18 lipca 2007, 13:02

Ja słyszałem coś dokładnie odwrotnego - że powielamy metody, które stosowano wobec nas.
Rafał - 18 lipca 2007, 13:04

No właśnie w tym przypadku jakoby nie. Nie wiem czy zjawisko było badane czy nie, ale taki funkcjonuje, bo ja wiem, stereotyp?
dzejes - 18 lipca 2007, 13:07

O stereotypach mówiłem - bo badań nie znam. Jednak liczba wypowiedzi w stylu Nursa - czyli "dostawałem w skórę i proszę, wyrosłem na normalnego człowieka!" może świadczyć, że silniejszy jest ten mówiący o powielaniu.
Rafał - 18 lipca 2007, 13:13

Może zatem nie dostawał za mocno :wink: :lol: Zobacz, jeśli doświadczacz tego co uznajesz sam za krzywdzące i niesprawiedliwe będziesz chciał za wszelka cene oszczędzić tego własnym dzieciom. Drugie pokolenie jako "nieskażone" doświadczeniem "dostawania w skórę" nie będzie miało wiekszych oporów przed daniem w skórę pokoleniu trzeciemu, które uzna tę metodę za krzywdzącą i niesprawiedliwą i postanowi, że czwartemu pokoleniu tego zaoszczędzi, skutkiem tego pokolenie piąte ....
dzejes - 18 lipca 2007, 13:19

Nooo nie jestem pewien czy to tak działa. Chyba raczej silniejsze jest przywiązanie do wzorców wyniesionych z domu, czyli skoro ja tak byłem wychowywany i proszę, jaki jestem zaj****sty ;) to i syna tak wychowam, żeby też taki był.
Rafał - 18 lipca 2007, 13:26

Ale tak się mogą przenosić wzorce pozytywne. Instynkt opiekuńczy nie pozwala powielać wzorców negatywnych - a jest to chyba jeden z dominujących instynktów lub jeżeli nazwać rzecz po imieniu: po prostu miłość rodzicielska.
Godzilla - 18 lipca 2007, 13:27

To nie musi być tak, że człowiek jest dumny ze sposobu, w jaki wychowali go rodzice. Ale trudno jest się wyrwać z pewnych wzorów: w takiej a takiej sytuacji dostałbym od ojca klapa. Nie chcę dawać klapsów, ale co mam wobec tego zrobić, jeżeli mówienie nie działa? Patrzeć biernie jak dziecko broi? I klapsy wracają, bo w obrazkach zapamiętanych z dzieciństwa brakuje alternatywy.
Agi - 18 lipca 2007, 13:34

dzejes, ale u Ciebie ten stereotyp nie działa...
Zastanawiałam się, czy w ogóle zabierać głos w tej dyskusji... wrodzone gadulstwo wzięło górę :wink:
Nie byłam bita przez Rodziców i nie uznaję bicia za metodę wychowawczą. Dla mnie jest to raczej przyznanie się do bezsilności i pójście na łatwiznę. Od początku traktowałam córkę poważnie - drugi człowiek zasługujący na uwagę i szacunek. W miarę czasu i możliwości umysłowych odpowiadałam na wszystkie jej pytania i tłumaczyłam dlaczego oczekuję od niej określonego zachowania. Myślę, że udało mi się osiągnąć podstawowy cel - nadal mamy znakomity kontakt i przyjemnością przebywamy w swoim towarzystwie.

Kruk Siwy - 18 lipca 2007, 13:36

Agi55, ani jednego małego klapsiczka?
Agi - 18 lipca 2007, 13:43

Kruku Siwy, raz ją uderzyłam :oops: Miała wtedy 7 lat, wróciła do domu spóźniona o 3 godziny, brudna jak nieboskie stworzenie, a za pół godziny miała brać udział w szkolnym przedstawieniu. Nerwy mi puściły i uderzyłam. Myślę, że bolało mnie to bardziej niż ją. Najlepszy dowód, że do dziś to mam przed oczami.
Kruk Siwy - 18 lipca 2007, 13:48

Nio tak...
Czyli praktycznie żandnych klapsów. Ja tam się wychowywałem w bardziej "tradycyjnej" okolicy. I dla mnie bicie dzieci ma inny wymiar. Bicie czytaj katowanie. To co dostałem od Ojca ( jakiś tam pasek czy rzemyk) to było coś super delikatnego. Nie wspominam tego z przyjemnością ale nie stanowi to dla mnie żadnej traumy.
Dlatego może odróżnijmy karę fizyczną (typ klaps) od bicia. Zwłaszcza kiedy ten klaps jest wyjątkiem a nie regułą.

Rafał - 18 lipca 2007, 13:50

Dziwne, dziwne postawy wobec "bicia" dzieci krążą po świecie. Właściwie to skrajne, a bierze się to chyba z wrzuceniem do jednego worka dania klapsa i właściwie nawet przestępczego pobicia dziecka. Zobaczcie wyniki ankiety:

Jak Polacy karzą dzieci?

80 proc. daje klapsy
73 proc. krzyczy na dziecko
35 proc. zakazuje używania sprzętów (np. zakaz oglądania telewizji)
26 proc. zakazuje spotkań z innymi dziećmi
25 proc. bije pasem
14 proc. wyzywa
14 proc. często krytykuje dziecko
7 proc. bije w twarz

TNS OBOP, styczeń 2001, próba 781 dorosłych Polaków


Czyli co, 80% Polaków bije dzieci?

Albo taki tekst:
Cytat:
Bicie i wszelkie cielesne karcenie w Polsce uznaje się w praktyce sądowej za legalne, gdy są one – komentuje Violetta Konarska-Wrzosek – reakcją na konkretne przewinienie dziecka. Gdy karcąc rodzice mają na uwadze cel wychowawczy i gdy robią to umiarkowanie. Karcenie umiarkowane może pozostawiać na ciele dziecka drobne obrażenia – zasinienie, zadrapania, skaleczenie, podbiegnięcia krwawe. Dopiero poważniejsze uszkodzenie ciała dziecka powoduje, podobnie jak w przypadku osoby dorosłej, zastosowanie wobec rodziców odpowiednich przepisów kk.

Nie ma natomiast prawa bić ani znieważać dziecka w jakiejkolwiek formie nauczyciel, wychowawca, katecheta. Nikt poza rodzicami, którzy karzą go za konkretne przewinienie i dla jego dobra.

CBOS zapytał reprezentatywną liczbowo grupę Polaków, czy bicie dla dobra jest dobre? 23 proc. respondentów było zdania, że owszem, dziecko w ten sposób się hartuje. Nic tak nie uodparnia na trudy życia jak lanie, sądzą ci respondenci. 34 proc. badanych sądziło, że te z lanym tyłkiem są bardziej posłuszne (co wśród rodziców mniej wykształconych uchodzi za szczególny walor dziecka i główny cel wychowawczy; wykształconym rodzicom zależy bardziej na tym, żeby dziecko było samodzielne, aktywne i kreacyjne).

Połowa ankietowanych przez CBOS nie bawi się w subtelności. Dziecko jest własnością rodziców i to oni mają prawo decydować, co jest dla jego dobra, co nie jest, i nikomu nic do tego. Otóż: nie ma karania fizycznego i upokarzania dla dobra. Jest – tylko i wyłącznie dla niedobra.

Kijem i mieczem

Czym i jak się bije
Jak karzesz swoje dziecko (w proc.)

klapsy 63,1

bicie przez ubranie pasem lub innym przedmiotem 38,1

pociąganie za ucho 25,7

stawianie w kącie 25,7

szarpanie 20,9

bicie pasem na goły tyłek 17,9

zmuszanie do klęczenia 15,9

bicie w twarz 14,2

przetrzymywanie w zamkniętym pokoju 5,8

bicie pięściami, kopanie 2,9

brutalne bicie z uszkodzeniem ciała 1,7

inne 3,0

(z badań Grażyny Fluderskiej i Moniki Sajkowskiej)

agnieszka_ask - 18 lipca 2007, 14:08

Ja klapsy dostawałam głównie od babci - za niejedzenie i nie chodzenie do kościoła hihihi. Za to kary od rodziców były bardziej dotkliwe, mimo, że nie cielesne. Mama np. potrafiła się do mnie nie odzywać, ponad to co musiała. Kiedy zawiniłam czekała mnie dłuuuga reprymenda. Musiałam wysłuchać jakie skutki miało moje zachowanie, jaki wywarło wpływ na moją mamę, jakie uczucia w niej wyzwoliło, a później musiałam z nią rozmawiać na temat dlaczego tak postąpiłam, co chciałam w ten sposób osiągnąć oraz czy zrozumiałam swój błąd. Po długiej i ciężkiej dyskusji okraszanej płaczem zapadała cisza, która potrafiła czasem trwać nawet dwa dni. Mama była smutna, nie uśmiechała się, widać było że jest jej przykro. Czasem naprawdę wolałabym dostać klapsa, tak jak to robiła moja babcia i po 15 minutach wszystko wracało do normy. Ale z drugiej strony chyba szybciej nauczyłam się myśleć o konsekwencjach mojego postępowania i bycia wrażliwym na drugiego człowieka.

Myślę, że wychowując swoje dzieci będę chciała spotkać się w połowie drogi z metodami babci i mamy :)

dzejes - 18 lipca 2007, 14:33

Godzilla - chyba najlepiej oddałaś to, co chciałem powiedzieć. Brak wyuczonych innych wzorców powoduje, że złe wzorce wychowawcze mogą jak najbardziej przechodzić na dalsze pokolenia.

Agi - po pierwszem ja mam tylko nadzieję, że stereotyp się nie sprawdzi, po drugie jak już pisałem jestem nerwowy i trochę nad sobą pracuję, żeby nie rzucać mrożonym groszkiem po mieszkaniu ;)

agnieszka_ask - 18 lipca 2007, 14:53

dzejes, ale skąd masz czerpać wzorce jak nie od rodziców? dlatego właśnie sposób wychowywania jest "dziedziczny"
Godzilla - 18 lipca 2007, 15:04

Tak, i to jest bardzo, bardzo trudno nadrobić. Człowiek nieraz pół życia się nie domyśla, że rozkazuje dziecku proszącym tonem, mówi mu że kocha z miną zbolałą, jakby się cytryny właśnie najadł, i dziwi się, że słowa nie skutkują. A nawet jeżeli ktoś mu to uświadomi, to jeszcze długa droga zanim nauczy się postępować inaczej.
Agi - 18 lipca 2007, 15:05

Stąd uznaję za trafne powiedzenie, że wychowanie dziecka zaczyna się 20 lat przed jego urodzeniem.
dzejes, jeśli odrzucasz bicie jako metodę postępowania z dziećmi, w teorii, to i w praktyce powinieneś sobie poradzić.

Godzilla - 18 lipca 2007, 15:09

Jeżeli twoi rodzice umieli poradzić sobie z tobą bez przemocy i wychowali na mądrego, odpowiedzialnego i zaradnego człowieka, to sobie poradzisz. Jeżeli twój sprzeciw wobec bicia wynika z własnych złych doświadczeń w dzieciństwie, możesz mieć problemy, bo zapamiętałeś złe wzorce, które odrzucasz, ale mało masz dobrych na ich miejsce. A zresztą i tak będziesz miał masę niespodzianek.
Rafał - 18 lipca 2007, 15:11

Tak czy siak, biedny dzejes :lol:
Ale nie ma co straszyć, prawda?

Godzilla - 18 lipca 2007, 15:14

Dobrze będzie :wink:
dzejes - 18 lipca 2007, 15:45

Muszę powiedzieć, że dyskusja zdryfowała w dość dziwne rejony :roll:
Wiecie, mi się aż tak nie spieszy :wink:

Agi - 18 lipca 2007, 16:08

Czyli na razie powychowujemy Ciebie? :wink: :mrgreen:
dzejes - 18 lipca 2007, 16:45

A głaskanie po głowie bedzie? :mrgreen:
Agi - 18 lipca 2007, 18:17

Jasne :!: I przytulanie od czasu do czasu :mrgreen:
Tomcich - 18 lipca 2007, 18:37

Tulimy, tulimy, tulimy :!: :mrgreen:
Adashi - 18 lipca 2007, 18:45

Uważajcie, wszędy afery pedofilskie :twisted: :mrgreen:
Agi - 18 lipca 2007, 20:52

Adashi, ale tulenie dzejesa, już nie podpada pod pedofilię ;P: :mrgreen:
dzejes - 18 lipca 2007, 21:20

Tomcich napisał/a:
Tulimy, tulimy, tulimy :!: :mrgreen:


PFuj! Gdzie z łapami?!

Rafał - 12 listopada 2007, 12:50

Wczoraj zaliczyłem opad szczęki. Córka - szkrab ośmioletni nie chce iść spać, prosimy idź, bo sami też już zasypiamy :wink: , a ona twardo: nie, będę siedzieć i patrzeć jak uprawiacie sex :shock: . Szkoła :twisted:
Godzilla - 12 listopada 2007, 12:53

Kurczę, rodzicom, którzy mimo wszystko wychowają dzieci na normalnych ludzi zdrowych na ciele i umyśle, to chyba powinni ze dwa doktoraty hurtem dawać. Nie wspominając o bardziej przyziemnych gratyfikacjach.
Pako - 12 listopada 2007, 13:20

Wow, Rafał, pogratulować córeczki. Zaskoczyła mnie, hyhy...
Rafał - 12 listopada 2007, 13:33

Na szczęście po wypytaniu okazało się, że w szkole mówią, że podobno rodzice to robią w nocy i koniecznie chciała sprawdzić co to jest :wink: :lol: i jeszcze ponaglała, no róbcie, róbcie :lol: Szok normalnie.
corpse bride - 12 listopada 2007, 13:41

a co jej powiedzieliście?
Rafał - 12 listopada 2007, 14:06

Won do swojego pokoju! :wink:

No dobra, coś tam powiedzieliśmy o przytulaniu się, itd. 8)

corpse bride - 12 listopada 2007, 15:39

wiesz, to może zaważyć na jej psychice ;)
Iscariote - 12 listopada 2007, 19:33

Moja znajoma nauczycielka niemieckiego, ucząca w podstawówce, opowiadała mi jak to sobie dzieci na przerwie mierzyły to i owo... i jak opowiadały o swoich przygotowaniach do pierwszego razu na łące... to całowanie i w ogóle... I czy jak Jasio złapie za kolanko, to przypadkiem Małgosia nie zajdzie w ciążę. :lol: Ale ubaw z tych szkrabów miała. :wink:
Wiedźma - 23 listopada 2007, 15:28

Autentyczny tekst trzecioklasisty sprzed 10 lat na sprawdzianie.

Czym róznia się ssaki od ptaków?

Ptaki się rodza z jaj,a konie bez jaj.

dzejes - 26 listopada 2007, 10:26

Podrzucam możliwy temat dyskusji:

O taki

Przeczytałem ten serwis wczoraj i się okropnie wkurzyłem. Dlatego apeluję do was, forumowi ojcowie - kochajcie dzieci swoje, bo wam nogi z d.... - or I'll die tryin'

Navajero - 26 listopada 2007, 10:53

Dokładnie to samo można napisać o matkach. W szkole często dochodzi do tak kuriozalnych sytuacji, że dzieci wolą się zwrócić po pomoc do ulubionego nauczyciela/ wychowawcy niż do rodziców... Ale jak ktoś od małego systematycznie rozmawia ze swoim dzieckiem, ma czas na kontakt, to nie ma z kolei takich problemów, jak opisane w tym artykule. Ma inne. Ostatnio syn się zwrócił do mnie po poradę na temat sztuki abstrakcyjnej ( miał napisać referat i nie wiedział od czego zacząć). Jezu, co ja wiem na temat sztuki abstrakcyjnej?... Ale znalazłem mu jakiś czarny kwadrat na białym tle... ;P: A wcześniej doradzałem na temat kupna suspensorium ( zajęcia Krav Magi). Ciężkie jest życie ojca :mrgreen:
Kostucha Drang - 27 listopada 2007, 18:31

Navajero, Fakt. Mój syn ostatnio przyszedł do mnie i mówi: " tato, a Wojtek Budzianowski mnie bije! ". W końcu poradziłem żeby też dał mu w łeb.
kruchy - 29 listopada 2007, 12:41

Mam w domu 4 latka.I wiem że jeśli nie znajdę choć paru chwil żeby pobyć z nim na jego poziomie momentalnie wejdzie w moje miejsce ktoś inny(koleżka z mieszkania obok albo z ekranu).
Mam pytanie.Czy ktoś zna może metodę na wymyślanie kolejnych przygód Power Rangersów.Ja w domu tv nie posiadam ale on chodzi do dziadków i tam sie zaraził.Teraz mnie molestuje żeby mu opowiadać a ja już nie mam pomysłów.

hrabek - 29 listopada 2007, 12:46

A nie wychodzi jakies pismo Power Rangers? Poza tym to chyba nie problem:
Power Rangers kontra Godzilla
Power Rangers i Komnata Tajemnic
Power Rangers kontra Ptak z Ulicy Sezamkowej
Power Rangers kontra Darth Vader

Wystarczy to w slowa ubrac :)

Słowik - 29 listopada 2007, 12:48

Power Rangersi planują zasadzenie w parku paru drzewek. Jedno z nich wpada na pomysł, żeby zasadzić nasionko drzewoośmiornicy. Następnego dnia w środku miasta wyrasta potwór. Walka, scalanie, brontoceptorangers musi interweniować.

Albo wystarczy poczytać ;)
http://www.tv.com/power-r...05/episode.html

kruchy - 29 listopada 2007, 13:10

Dzięki.
A myslałem że już wszystko było...
Sęk w tym że ja bym chciał tzw.: treści edukacyjne jeszcze przemycać a poza tym on mnie napada przed snem kiedy moja kora mózgowa właśnie zasuwa żaluzje.No nic parę pomysłów mam.
Zastanawiam sie jeszcze nad jednym.Filmy które lecą na dziecięcych kanałach,nadmieniam że mój Michaś sika na mini mini, oscyluja coraz bardzie wokół takiej dziwnej demonicznej ezoteryki(Power Rangers Mistyczna Moc,Witch etc.) albo delirycznego surrealizmu i ja wiem że nie mogę stanąć skutecznie między nim a ekranem.TV wyeliminowałem ale też nie chcę wychować kosmity i godzę się że u dziadków ogląda.Chyba więc nie mam wyjścia jak próbować "odegzorcyzmować" jakoś bohaterów kreskówek.Ale może się mylę.Jak myslicie zakazać chłopu oglądać wszystko w czambuł czy dołączyć do gry?

Rafał - 29 listopada 2007, 13:15

Ja tam swoim dawkowałem bajki z kaset i płytek. I to nawet te typu reksio, wilk i zając, krecik poprzez sąsiadów i barbi z królami lwami i tarzanami do asteriksów a ostatnio mój ośmiolatek za stare kolekcje moich filmów się bierze i stwierdził, że najlepszy jest "Obcy - 8 pasażer". Gwiezdne wojny to w/g niego kicha. :lol:
hrabek - 29 listopada 2007, 13:18

I tak nie zakazesz wszystkiego, bedzie ogladal. Sa przeciez kumple (a jak nie to zaraz beda), sa dziadkowie, ktorzy mu nie zabronia. Moze zamiast tego pusc mu jakas fajna bajke Disney'a, np. Auta, Roboty, czy cos takiego - nie do konca infantylne, nowe, zeby bylo duzo kolorow i dobra jakosc obrazu i moze sie w cos takiego wciagnie?

Moj brat jak dorastal, to lecialy dwie bajki w godzinach popoludniowych na nieistniejacym juz RTL7: General Daimos i Gigi. Pierwsza byla o walkach mechow czy aniolow, nie pamietam juz, w kazdym razie krew sie gesto lala, w drugiej czlowieczek skladajacy sie praktycznie tylko z glowy zagladal dziewczynom pod spodniczki, bo biale majteczki go rajcowaly i dawaly adrenaline do dzialania. I przez ladnych pare lat codziennie po przyjsciu ze szkoly lykal po jednym odcinku tych bajek. Brat wyrosl i daje rade, wiec chyba nie jest tak do konca z tymi bajkami zle, aczkolwiek mozesz sprobowac go zainteresowac czyms innym.

Czarny - 29 listopada 2007, 13:26

Lepiej kup telewizor i puść mu jakieś normalne kreskówki (np. Cartoon Network nadaje teraz Fantastyczną 4 i Ligę Sprawiedliwości - sam oglądam jak tylko mogę). Niech zapomni o tym kiczu Power Rangers
kruchy - 29 listopada 2007, 13:34

TV- po moim trupie.
Fidel-F2 - 29 listopada 2007, 13:42

kruchy napisał/a:
TV- po moim trupie.
przesadzasz z deka chyba, nieograniczony dostęp, wiadomo bezsens ale totalny zakaz imho również
kruchy - 29 listopada 2007, 13:44

Jest w chacie PC.TV u dziadków. I dosyć.
Rafał - 29 listopada 2007, 13:50

Idź pogadaj z Pilipiukiem :D
Alatar - 29 listopada 2007, 18:53

A może stare, sprawdzone na sobie bajki? Tajemnice Wiklinowej Zatoki, Bolek i Lolek dookoła świata (jedna z moich ulubionych), W 80 dni dookoła świata, Kacze Opowieści, Muminki, Gumisie, Smerfy, Bouli, Balou, Reksie, Pomysłowe Dobromiry, Wilki i Zające, Kreciki, Sąsiedzi, Aladdyny, Króliki Bugsy i plejada Zwariowanych Melodii, Hanna Barbera, Pampalini Łowca Zwierząt, Fraglesy, Muppety, Mapeciątka, DragonBalle i inne anime, Yattamany, Yattodetamany (Kalendarze), Kapitany Hawki (Tsubasy), Dzieci Słońca, Było sobie życie, Były sobie odkrycia, Disney'owskie produkcje (zwłaszcza te starsze) :?:
Czarny - 29 listopada 2007, 19:01

Ale do tego wszystkiego niezbędny jest telewizor 8)
kruchy - 29 listopada 2007, 19:03

Oglądać to te moje chłopię to ma co( na PC).I właśnie te "stare bajki" są jeszcze ok.Mam problem z tym co teraz dzieciom proponują.Wiem że wkrótce zagarnie go w łapy państwowa-obowiązkowa-kołchozowa edukacja i jak nie będzie na topie to mi go zaszczują.Czyli jednakowoż muszę chyba dopuścić do niego Power Rangersów i ich Mistyczne Moce ale zastanawiam się jak nie dopuścić żeby mi syna nie ukradli.Normalnie załamka szczególnie że ja do domu to raczej wieczorami dopiero wracam (teraz też garuję czekając na wspólnika).Ma ktoś pomysł jak być lepszym od Zmutowanych Żółwi Ninja w oczach syna?
Godzilla - 30 listopada 2007, 09:58

Moje szkraby ostatnio przechodziły fazę Shreka. Nie pomagały tłumaczenia że już rzygamy na zielono. W końcu synek wymyślił odmianę zabawy - puszcza film po angielsku i pyta o słówka. Od czasu do czasu, bo w zasadzie zna cały tekst na pamięć. Dla odmiany życzy sobie disneyowskich "Aryskotratów" (też znamy na pamięć od lat), Teletubisiów albo kabaretu Potem. No i co z takim zrobić?
hrabek - 30 listopada 2007, 09:59

Cieszyc sie, ze ma szerokie zainteresowania :)
merula - 30 listopada 2007, 10:06

Moi mieli fazę na "Wędrówki z potworami" albo "....dinozaurami. Puszczali te kilka płyt na okrągło. Nawet wiedzieli w którym momencie dinozaur zrobi kupę. :wink:
Iwan - 30 listopada 2007, 10:52

etap Power Rangersów to chyba obowiązkowy etap do przejścia przez wiekszość dzieci i ich rodziców, mój starszy syn i oglądał (na szczęście dość krótko) a że ten film jets tak samo niekończący sie jak Moda na sukces to podejrzewam że ten młodszy(9 miesiecy) też wpadnie w ich szpony
Kostucha Drang - 30 listopada 2007, 11:20

fajne jest laboratorium dextera , hojrak tchórzliwy pies, no i oczywiście Edowie. Sam też lubie te bajki a i poziom agressivy nie za duży. :mrgreen:
ihan - 30 listopada 2007, 14:08

Kostucha Drang napisał/a:
hojrak tchórzliwy pies,


Oj, widzę, że wiele sie zmieniło od czasu moich bajek. Wtedy mniej się chojrakowało.

Alatar - 30 listopada 2007, 15:47

Kostucha Drang napisał/a:
fajne jest laboratorium dextera , hojrak tchórzliwy pies, no i oczywiście Edowie. Sam też lubie te bajki a i poziom agressivy nie za duży. :mrgreen:

Pomimo mrgreena muszę się upewnić, że to żart. To żart?

Voy - 13 grudnia 2007, 22:14

Moja 2-letnia córeczka ma nieustającą od kilku miesięcy fazę na "Opowieści z Narnii", które ogląda prawie na okrągło, a ściślej mówiąc, oglądałaby, gdybyśmy jej nie odsysali. Zrobiłem też eksperyment, posadziłem dziecko przed "Drużyną Pierścienia" i... od tamtej pory muszę opowiadać nie tylko o panu Tumnusie, ale i o Frodzie. Aha, zostałem też w związku z tym zmuszony do odszukania zagubionego "Hobbita" i szczegółowego opowiadania akcji na podstawie obrazków. :lol:
Jest nieźle, ale przynajmniej ja się nie nudzę. A poza tym ogląda też "Zaczarowany ołówek" - jak dla mnie, bajka na piątkę.

Godzilla - 14 grudnia 2007, 12:01

Voy, poprzeglądaj od czasu do czasu załączniki do pisemek o dzieciach ("Dziecko", "Twoje dziecko", "Mama i ja" itd.) albo różnych babskich - zdarzają się perełki. Koziołek Matołek, Rumcajs, Makowa Panienka, Psi żywot, Pomysłowy Dobromir i inne takie różności. Mamy już tego niezłą kolekcję. Takie "Podróże Baltazara Gąbki" (to akurat kupiliśmy normalnie a nie z pisemkiem) - wyobraź sobie, że do każdego odcinka muzyka była najwyraźniej robiona oddzielnie, choć powtarzają się motywy. Nawet czołówka była za każdym razem grana na nowo. Porównaj to z dzisiejszymi bajkami, gdzie skleja się komputerowo istniejące elementy. Albo "Psi żywot" - jaki fajny jazzik w podkładzie! Nie ma porównania z takimi Gumisiami czy setnym odcinkiem Kubusia Puchatka (no, ten oryginalny Disneyowski był fajny, zwłaszcza piosenka o słasicach i łoniach).
gorat - 14 grudnia 2007, 19:06

Łonia? :mrgreen: :twisted: :mrgreen:
Iwan - 14 grudnia 2007, 19:14

a mój brzdąc właśnie daje mi popalić bo następne ząbki mu idą :?
Piech - 14 grudnia 2007, 19:17

Zastanawiam się, co odczuwa dwuletnie dziecko oglądając "Władcę Pierścieni". Ten film jest obliczony na wywoływanie intensywnych emocji. Miejscami jest przerażający. Dziecko przyklejone do ekranu niekoniecznie odczywa przyjemność. Często patrzy i nie może oderwać wzroku podobnie jak my, gdy widzimy wypadek samochodowy. Właśnie taki efekt wykorzystuja producenci wielu "bajek" dla dzieci, a rodzice często nie zdają sobie z tego sprawy.
Voy - 14 grudnia 2007, 20:45

Mamy taki zwyczaj, że nasza córka nigdy nie ogląda filmów sama i zawsze, jak ogląda, to gada o tym, co widzi; chce, żeby jej dodatkowo opowiadać. Masz rację z tymi emocjami - dlatego pokazałem go jej tylko 2-3 razy i na parę lat chcę dać spokój, ale i tak cały czas gada o Frodzie i Gandalfie. I dobrze, bo mamy o czym gadać :D
banshee - 14 grudnia 2007, 20:52

oglądałam z moim młodym (2 lata) lorda i po prostu go olał poszedł spać. Za to na Scooby doo woła, że boi się demonów.
kiedyś widział jak facet wyrzucił lale z balkonu (pokazywali siłę uderzenia auta oddziałującą na dziecko) no to mój malutki się popłakał "że pon zrobił dzidzi ałka"

kruchy - 15 grudnia 2007, 08:04

Piech napisał/a:
Dziecko przyklejone do ekranu niekoniecznie odczywa przyjemność. Często patrzy i nie może oderwać wzroku podobnie jak my, gdy widzimy wypadek samochodowy. Właśnie taki efekt wykorzystuja producenci wielu "bajek" dla dzieci, a rodzice często nie zdają sobie z tego sprawy.

Święte słowa.A do tego te wszystkie "mistyczne moce",walki z makabrycznymi potworami czy mocno przypominającymi różne orientalne demony istotami.Bajki pełne wywrzaskiwanych inwokacji przywołujących moce , żywioły,tajemnicze artefakty i inne gadające miecze.Taki ezoteryczny kolaż magii i przemocy w plastikowej scenografii która najładniej prezentuje się na półce w supermarkecie.

Koniu - 15 grudnia 2007, 14:06

Znalazłem ostatnio parę kaset video z wieczorynkami o zwierzakach z mojego dzieciństwa. Co one robią na tych kasetach, nie wiem, ale zostawię je dla swojego ewentualnego brzdąca. Oczywiście jeśli będzie się jeszcze w jego czasach dało oglądać video:/
Martva - 15 grudnia 2007, 14:58

Gdzieś w Kraku widziałam punkt gdzie przegrywają kaset video na płyty DVD :)
Sosnechristo - 15 grudnia 2007, 14:59

Ja tam się wychowałem na istnym przekroju - od polskich spokojnych, stonowanych bajek typu Porwanie Baltazara Gąbki i Disneyowskich w stylu Robin Hooda, przez Power-coś tam i japońskie dziwadła, aż po amerykańskie krzykliwe łomoty w stylu Spider-mana i Batmana. Jakoś z tym żyję, ale fakt - rodzice (głównie mama) mi to jakoś tak rozsądnie dozowali. No i wyrósł (wyrasta?) ze mnie taki wilk samotnik - względnie kundel-przybłęda - który tak sobie odsiewa programy, że często nie ma o czym rozmawiać z rówieśnikami. Szczególnie w gimnazjum daje to o sobie znać...
banshee - 15 grudnia 2007, 16:57

nie jest tak źle
ja wychowałam się na czarodziejce z księżyca :wink: :wink:
a to strasznie ryło banie :lol: :lol:

Alatar - 15 grudnia 2007, 20:20

Sosnechristo, ja podobnie. :)
mistique - 15 grudnia 2007, 20:23

Cytat:
ja wychowałam się na czarodziejce z księżyca :wink: :wink:

Znajdź mi taką z roczników 82-89, która tego nie oglądała.

Koniu - 15 grudnia 2007, 20:48

Albo takiego. Zdarzało mi się też =)
banshee - 15 grudnia 2007, 21:07

mistique napisał/a:
Cytat:
ja wychowałam się na czarodziejce z księżyca :wink: :wink:

Znajdź mi taką z roczników 82-89, która tego nie oglądała.


ha! ano znalazłabym i to nawet z pięć dziewcząt!

mistique - 15 grudnia 2007, 21:17

banshee napisał/a:
ha! ano znalazłabym i to nawet z pięć dziewcząt!

Kłamią.

banshee - 15 grudnia 2007, 21:23

wierz mi, że nie.

rodzice nie pozwalali ;P:

elam - 15 grudnia 2007, 22:56

a ja sie wychowalam na przygodach kota Filemona, pszczolce Mai i Reksiu.
nienawidze pajONkow i jestem infantylna ;P:

Tomcich - 15 grudnia 2007, 23:01

Ja od Filemona zawsze wolałem Bonifacego. :mrgreen: Jest to jednak przykład złego wpływu bajek na dzieci. :roll: Do tej pory mi pozostała wielka chęć do leniuchowania, pełnej michy i wylegiwania się w łóżku (bo zapiecka u siebie nie mam :| ). Tak to jest jak dziecko obierze sobie złych idoli za wzór. :mrgreen:
elam - 15 grudnia 2007, 23:04

no bah, Bonifacy to moj idol :D
Koniu - 16 grudnia 2007, 02:27

banshee napisał/a:

rodzice nie pozwalali ;P:


To oglądały cichcem, gdzie i jak się tylko dało. Zakazany owoc smakuje najlepiej czy coś takiego.

Sosnechristo - 16 grudnia 2007, 12:57

Od Filemona i Bonifacego wolałem Garfielda :mrgreen:

A trochę odcinków "Czarodziejki..." to i ja widziałem, gdy miałem z pięć lat. Do dziś żałuję, ale cóż... Błędy młodości.

banshee - 16 grudnia 2007, 14:54

ja lubowałam się w smerfach i Muminkach, ale filemonka też oglądałam.
a mój młodzian uwielbiam Filemona, uszatka, scoobiego i ku mej konsternacji tabaluge :?

dzisiejsze baje są okropiczne

Fidel-F2 - 16 grudnia 2007, 14:56

co masz do tabalugi?
banshee - 16 grudnia 2007, 15:00

jest nudny i brzydko rysowany. poza tym na kanale leci non stop bez ładu i składu niedopasowane do siebie odcinki
Fidel-F2 - 16 grudnia 2007, 15:42

ale jest na maksa edukacyjny

a uszatek czy scoobi ( ten to jest paskudnie rysowany) to w jakąś chronologiczną całość sie układa? zresztą jak większość bajek, kazdy odcinek to zamknięta całość

Tomcich - 16 grudnia 2007, 15:54

Sosnechristo napisał/a:
Od Filemona i Bonifacego wolałem Garfielda :mrgreen:


No niestety, stary już jestem, ja w dzieciństwie takiego wyboru nie miałem. :mrgreen:

mistique - 16 grudnia 2007, 16:39

Sosnechristo napisał/a:
A trochę odcinków "Czarodziejki..." to i ja widziałem, gdy miałem z pięć lat. Do dziś żałuję,

Czemu? Czarodziejka z księżyca nauczyła mnie mnóstwo o przyjaźni, poświęceniu i miłości lesbijskiej :) Tak serio to ostatnio przypominałam sobie wszystkie serie i stwierdzam, że ilość przemyconej tam erotyki jest niesamowita, a wtedy nic z tego nie zauważyłam. Albo może zauważyłam? To by było ciekawe, zbadać czy to miało jakiś wpływ na te wszystkie dziewięciolatki które to widziały.

banshee - 16 grudnia 2007, 18:13

Fidel-F2 napisał/a:
ale jest na maksa edukacyjny

a uszatek czy scoobi ( ten to jest paskudnie rysowany) to w jakąś chronologiczną całość sie układa? zresztą jak większość bajek, kazdy odcinek to zamknięta całość


w takim razie ja nie rozumiem zawartego w tej bajce przesłania, poza tym, że zima jest zła.
to już uszatek jest dla mnie łatwiejszy.
jeżeli chodzi o chronologie to najpierw jest ostatni odcinek serii, a potem druga cześć zupełnie innego i nie wiadomo o co chodzi.
w pozostałych bajach to nie jest ważne bo wątki są różne w każdym odcinku

scoobi owszem pozastawia wiele do życzenia pod względem formy, ale sama postać psa obżartucha jest sympatyczna, poza tym mówi, że nie ma co się bać potworów bo to zazwyczaj ludzie są za nie poprzebierani.

to moja opinia

Fidel-F2 - 16 grudnia 2007, 18:29

banshee napisał/a:
w takim razie ja nie rozumiem zawartego w tej bajce przesłania, poza tym, że zima jest zła.
uprzejmość, współpraca, odpowiedzialność, szacunek, na zło odpowiadać dobrem, zrozumienie innych, rezygnować z zemsty, rezygnować z własnych korzyści na rzecz innych - to tak na szybko, głebsze zastanowienie przyniosłoby pewnie jeszcze parę punktów
banshee - 16 grudnia 2007, 18:56

aha...no w każdym razie dla dwulatka to nie jest baja :lol: wole jednak uszatka, ale dzieki za wyjaśnienie
hrabek - 17 grudnia 2007, 08:56

Wlasnie to jest swietna bajka dla dwulatka. Moj mlody oglada ja codziennie, bo akurat leci w TV, jak go ubieram przed wyjsciem do niani i nie widze w niej nic zdroznego, co by moglo go w jakikolwiek sposob wykrzywic. Jesli ma sie uczyc swiata na podstawie tej bajki, to nie mam nic przeciwko.
banshee - 17 grudnia 2007, 10:38

hrabek napisał/a:
Wlasnie to jest swietna bajka dla dwulatka. Moj mlody oglada ja codziennie, bo akurat leci w TV, jak go ubieram przed wyjsciem do niani i nie widze w niej nic zdroznego, co by moglo go w jakikolwiek sposob wykrzywic. Jesli ma sie uczyc swiata na podstawie tej bajki, to nie mam nic przeciwko.


dobra sprzeczać się nie będę, ale tak na moje to taki młody szkrab, który w zasadzie jeszcze nie rozróżnia dobra od zła nie wie co to znaczy zemsta, odpowiedzialność czy własne korzyści.
tak myślę, że dla starszych jest ok, a jak na razie to mały ogląda bo mu się piosenka podoba :wink: to już dla niego elmo jest bardziej edukacyjny :)

Fidel-F2 - 17 grudnia 2007, 10:41

banshee, Toruń Toruniem, ale masz braki w edukacji dotyczącej psychiki dziecka
banshee - 17 grudnia 2007, 10:59

Fidel-F2 napisał/a:
banshee, Toruń Toruniem


toruń jak setki innych miast ;P:

no i znów zarzucasz mi że jestem podłą matką...ech...

przeczytałam tyle książek, nasłuchałam się rad o psychologów i "koleżanek po fachu" wliczając w to moją matkę i babcie, poza tym jestem dobrym obserwatorem, jeżeli chodzi o moje własne dzieci

a Ty się znów czepiasz ;P:

hrabek napisał/a:
nic zdrożnego


a czy ja mówiłam, że jest w niej coś zdrożnego?
nie, tylko, że Ja jej nie lubię :wink:
młody ogląd co chce, poza bajami na CN i J, bo to nie dla niego :)

hrabek - 17 grudnia 2007, 11:10

Ja tez jej nie lubie, bo jest nudna i wtorna. Ale mlodemu sie podoba. I nie ma w niej nic niewlasciwego, wiec moze ogladac. A ja ogladam z nim i zagajam rozmowe przy okazji kolejnych scen. I tak to powinno dzialac.
Fidel-F2 - 17 grudnia 2007, 11:14

hrabek napisał/a:
bo jest nudna i wtorna
ale co to konkretnie znaczy?
banshee - 17 grudnia 2007, 11:24

hrabek i tu osiągnęliśmy porozumienie, dzięki 8)
hrabek - 17 grudnia 2007, 11:25

To znaczy, ze wszystkie odcinki sa takie same - Arctos nigdy niczego sie nie uczy i wciaz bezskutecznie chce przejac Jakastam Doline (nie pamietam nazwy). Przy czym bajka zrobiona jest na powaznie, nie ma w niej zartow, jak np. w Smerfach, gdzie niereformowalny Gargamel wciaz bezskutecznie probowal zlapac niebieskie stworzenia. Dlatego mi sie nie podoba, wolalbym, zeby syn ogladal cos zabawniejszego, zeby mogl wyrabiac sobie myslenie abstrakcyjne (poczucie humoru). Ale pewnie do tego sam dojrzeje.
Fidel-F2 - 17 grudnia 2007, 12:15

Smerfy też w każdym odcinku sa takie same.
nieedukowalność Arctosa - standard wszystkich bajek. Jak sam zauważasz Gargamel się nie zmienia. Ciągle jest taki sam, ciągle ma takie same plany, tak samo kiepskie. Czarny charakter po to w bajce jest by pozytywni bohaterowie na jego tle wykazywali swój spryt i etyczną wyższość.
brak humoru - racja (choć szczątkowo tu i ówdzie sie pojawia i jest raczej radosny niż humorystyczny)
ergo smerfy i tabaluga specjalnie się nie różnią, poza tym, że ten ostatni jest bardziej serio i bardziej edu

Godzilla - 17 grudnia 2007, 12:24

A pamiętacie Załogę G i Zoltara? Takie samo bohaterskie zadęcie, niekumaty Zoltar, setki odcinków, i jak myśmy się w to wpatrywali w smarkatych latach!
hrabek - 17 grudnia 2007, 12:29

Ja nie pamietam, nie ogladalem tego nigdy. Zadnego odcinka nie widzialem do dzisiaj. Nie wiem, czy powinienem zalowac. Wgapialem sie za to w He-Mana, to byla ekstra baja jak na tamte czasy.
Fidel-F2 - 17 grudnia 2007, 12:38

Załoga G to było mistrzostwo, czekało się na kolejne odcinki z niecierpliwością, teraz podobnych bajek jest na kopy ale wtedy to był rodzynek. He-Mena nigdy nie wiedziałem, pewnie sie pojawił w czasach gdy wyrosłem z bajek.
Godzilla - 17 grudnia 2007, 12:55

Ja się go naoglądałam w Stanach, mając już 19 lat. Z początku nie mogłam pojąć jak tamtejsze dzieci (3 i 6 lat) mogą uwielbiać tak brzydkie obrazki. Z czasem brzydota przestała mi przeszkadzać, nawet polubiłam te historyjki. Po paru latach zobaczyłam to w polskiej kablówce z polskim dubbingiem ( :roll: ), i znowu mnie zbrzydziło.

A widok trzyletniego Markiego, jak cały napuszony podnosi do góry patyk i wrzeszczy: "Pałer - Breskaj - He-Man - łaaaaaa!" jest nie do zapomnienia :D

banshee - 17 grudnia 2007, 13:52

he-man dla boysów, a my miałyśmy shire :wink: wszystkie odcinki obejrzałam z siostrą :mrgreen:
Koniu - 17 grudnia 2007, 23:12

A Żwirek i Muchomorek? Bodajże to były Bajki mchu i paproci czy coś takiego, niewiele pamiętam, ale to co owszem bardzo dobrze mi się kojarzy.
banshee - 17 grudnia 2007, 23:15

Żwirek i Muchomorek?
a co to jest? ja tylko w Shreku o tym słyszałam

Fidel-F2 - 17 grudnia 2007, 23:15

:shock:
Koniu - 17 grudnia 2007, 23:15

Nie znasz tej bajki ? :shock:
evilmg - 17 grudnia 2007, 23:16

banshee napisał/a:
he-man dla boysów


haha, He-Mana to ja sam ogladam. zakupilem sobie ostatnio odcinki :mrgreen: bede go zapuszczal dzidziusiowi, jak podrosnie :D

banshee - 17 grudnia 2007, 23:20

niet!

chociaż po przemyśleniu coś kojarzę.
takie dwa małe "cosiki" krasnale czy podobne, niepokolorowane.
a to już wiem co to. widziałam dwa razy ;P:

dalambert - 18 grudnia 2007, 08:00

banshee napisał/a:
Żwirek i Muchomorek?
a co to jest? ja tylko w Shreku o tym słyszałam

dwa zacne skrzaty rodem z poludniowej strony Karpat dyskretni w kolorystyce zato zacni i serdeczni, wspominam z ukontentowaniem. :)

Alatar - 18 grudnia 2007, 08:40

banshee napisał/a:
takie dwa małe "cosiki" krasnale czy podobne, niepokolorowane.


A przypadkiem nie były to kasztany?

mistique - 18 grudnia 2007, 09:29

Alatar napisał/a:
A przypadkiem nie były to kasztany?

Nie, to były Kasztaniaki :) Taka piosenka była na początku, kończyła się: kto to taki? - kasztaniaki.

Fidel-F2 - 18 grudnia 2007, 10:37

dalambert napisał/a:
dwa zacne skrzaty rodem z poludniowej strony Karpat
niejaki Giertych miał co do nich pewne podejrzenia
banshee - 18 grudnia 2007, 10:52

a do kogo G nie miał zastrzeżeń?
kruchy - 18 grudnia 2007, 11:16

No ja się ostatnio trochę załamałem.Mój Michaś oglądał Power Rangers.Myślę sobie ok.Dobrzy wojownicy piorą złe potwory.Przekaz jasny: sprawiedliwość górą,Rangersi to tacy jakby dzielni,szlachetni waleczni rycerze,myślę- może być.
A tymczasem serial przerodził się w Power Rangers Mystic Force.A tam okultyzm pełną gębą.Walą po oczach w rozbłyskach jakieś dziwaczne symbole,bohaterowie wrzeszczą zaklęcia przyzywające moce których natury nie odwołując się do jakichś demonicznych treści za chiny nie wytłumaczysz pięciolatkowi.Takie ezoteryczne przedszkole.
Ja wiem że jakbym mu zabronił oglądać to na zasadzie zakazanego owocu może sie to przeciw mnie obrócić.Powiedziałem mu że może serial tylko ze mną oglądać.Muszę więc siedzieć i cały czas mu tłumaczyć: w normalnym życiu moce do których odwołują się rangersi więcej zabierają niż dają,pamiętaj że nie masz siły ognia a siłę rozumu,rangersi to twoje zabawki a nie przyjaciele itp.
Po prostu masakra.

banshee - 18 grudnia 2007, 11:30

tak mi się wydaje, że chyba każdy młody chłopiec (ew dziewczynka- no dobra oglądałam pare odcinków i wstydzę się tego diabelnie :oops: ) przechodzi zachwyt nad tym serialem, kto by nie chciał być power ranger, wszyscy moi kuzyni się w to bawili :roll:
Kostucha Drang - 18 grudnia 2007, 12:25

Godzilla napisał/a:
A pamiętacie Załogę G i Zoltara?


Jakże by nie. Eh, baaardzo lubiłem Księżniczkę :P

Alatar - 18 grudnia 2007, 13:05

Ja też, ja też <podnosi rękę>. Oglądałem pierwszą (z Ritą) i drugą (z Z-em) serię, te najbardziej pierwotne i świeże. Kto pamięta Alfę, Zordona, Złotego? Późniejsze serie to tak jedynie widziałem na zasadzie ciekawostki.
Pako - 18 grudnia 2007, 13:44

Ja oglądałem. Najpierw w kinie film, potem dłuuugo serial w TV. Power Rangers byli dobrzy, ładnie równoważyli McGywera i Drużynę A ;-)
Powersy to fajna rzecz... ale faktycznie, każdy kolejny odcinek to był większy schiz, dzisiaj tego nie pojmuję po prostu. Dla mnie już Z był bleee...

banshee - 18 grudnia 2007, 16:19

Pako napisał/a:
. Dla mnie już Z był bleee...


i w tym nie jesteś odosobniony :wink:

drużyna a to był klasyk

Koniu - 18 grudnia 2007, 17:12

Żwirek i Muchomorek to były czechosłowackie krasnale.
Tomcich - 18 grudnia 2007, 18:23

Żwirek i Muchomorek

Załoga G

no i He-man

Polecam dział Multimedia. 8)
Kiedyś to były fajne bajki. :mrgreen:

May - 19 grudnia 2007, 18:29

Ech, w Zaloge G to sie cala moja podstawowka bawila, jak mialam z 8 lat. Fajnie bylo ;P: mielismy czapki z daszkami i pelerynki z kapturkami... Gdzie te czasy...
Easy - 22 grudnia 2007, 13:11

http://www.pardon.pl/arty...ace_i_bezprawne

Tak się niedługo w szkołach dzieci będzie wychowywać.

Wychowanie bez niepotrzebnego stresu, w pytkę.

Miria - 22 grudnia 2007, 18:03

Po przeczytaniu powyższego wyjazd za granicę wydaje mi się naprawdę świetnym pomysłem.
Navajero - 22 grudnia 2007, 18:18

E tam, po prostu pracę trzeba zmienić, albo wygrać w totka :)
Jolietka - 22 grudnia 2007, 20:20

a ponieważ ja uczyłam się w takiej stresującej, upokarzającej biedne dzieci szkole, to od dzisiaj zaczynam kopać ludzi w tramwaju i autobusie bo mam prawo do takiej formy ekspresji. Czasami mam wrażenie, że świat stanął na głowie i ..... ( :mrgreen: )
czeka nas chyba pewien paradoks: staniemy się niewolnikami dziwnie pojętej wolności: mnie wolno wszystko, a ty siedź cicho i nie krytykuj. Kto nie jest z nami jest przeciwko nam!

May - 22 grudnia 2007, 21:01

Miria, tutaj jest jeszcze gorzej...
kruchy - 22 grudnia 2007, 21:33

Ja mam w domu taki mały pogmatwany kosmos z dziećmi.Mieszkam w kamienicy gdzie jest pięć mieszkań i sześcioro dzieci (moich dwójka).Siłą rzeczy popołudnia spędzają razem.Na górze mieszka ośmiolatek ( alfa i omega dla mojego pięciolatka) z siedmioletnią siostrą.Ich matka pogoniła męża,dzieci pozapisywała na różne zajęcia popołudniowe,notorycznie kukułczy u dziadków i sąsiadów i "samorealizuje się".No i te dzieci to wieczne zarzewie konfliktów.Ja nie chcę zamykać przed nimi drzwi a jednocześnie ciężko mi ciągle użerać się z normalnie agresywnym koleżką("nie jesteś moim ojcem nic mi nie możesz kazać") i serce mi sie kraje jak patrzę na siedmioletnią dziewczynkę która pół roku po rozwodzie rodziców wróciła do ssania smoczka i której matka na pytanie skąd się wzięła powiedziała(cytuję bo to zdanie wryło mi się w pamięć jakbym zobaczył kraksę samochodową)" a wiesz zaszłam w ciąże wszyscy mi radzili żebym usunęła , ja nie chciałam i teraz się męczę córeczko".
Dumamy z żoną jak pomóc tym dzieciakom i czy my możemy w ogóle nie wpierniczając się z butami w życie sąsiadki cokolwiek zrobić.

banshee - 22 grudnia 2007, 23:31

kruchy napisał/a:
J
Dumamy z żoną jak pomóc tym dzieciakom i czy my możemy w ogóle nie wpierniczając się z butami w życie sąsiadki cokolwiek zrobić.


Czasami nie da się nie wpierniczać. Jednych wystarczy mocno potrząsnąć, na innych trzeba przygotować mocniejsze działa. Dzieci "lubią" powielać błędy rodziców :?

Anko - 23 grudnia 2007, 01:00

Easy napisał/a:
http://www.pardon.pl/artykul/3454/pytanie_uczniow_przy_tablicy_upokorzajace_i_bezprawne

Tak się niedługo w szkołach dzieci będzie wychowywać.

Wychowanie bez niepotrzebnego stresu, w pytkę.
A, o tych pracach domowych to też słyszałam, matka mi się pożaliła, że jak uczniowie o tym usłyszeli, to już pyskują, że prac domowych odrabiać nie będą, bo rzecznik rzekł...

Ha, może niech też rzecznik dąży do zlikwidowania szkoły, przynajmniej A.Pilipiuk się ucieszy i nie tylko on...

ihan - 23 grudnia 2007, 11:42

Co do szkolnictwa, jego sytuacja w Polsce dobitnie pokazuje, że nie można wyciągać prostych wniosków porównując z zagranicą. Bo myśląc czarno-biało w szkołach prywatnych, gdzie rodzice płacą dzieci docelowo powinny być uczone lepiej/więcej, podobnie na studiach płatnych. Mam możliwość obserwowania studentów wieczorowych, płacą niemałe pieniądze (są to osoby, które zdały egzamin, ale znalazły się poza listą, więc nie tak całkiem znikąd). Studia i nauka nie interesuje ich totalnie, poziom jest przerażający, a horyzont zainteresowań ... cóż. A akurat kierunek daje w zasadzie wyłącznie możliwość pracy w zagranicznych laboratoriach, ale do tego trzeba mieć choć blade pojęcie. Podobnie na niższym poziomie edukacji, gdzie rzadko rodzice wymagają czegoś poza tym, żeby dziecko bez kłopotów miało ładne świadectwo.
Oczywiście, ilość zadań domowych powinna być rozsądna, ale tworząc nad dziećmi ochronny parasol zrobimy im krzywdę, gdy będą musiały wejść w prawdziwe życie. Dobrze, że przynajmniej ten problem mnie nie dotyczy.

Anko - 23 grudnia 2007, 12:32

ihan napisał/a:
Mam możliwość obserwowania studentów wieczorowych, płacą niemałe pieniądze (są to osoby, które zdały egzamin, ale znalazły się poza listą, więc nie tak całkiem znikąd). Studia i nauka nie interesuje ich totalnie, poziom jest przerażający, a horyzont zainteresowań ... cóż.
Ha, no właśnie. Tak się psioczy, że studenci "darmowi" powinni płacić, bo to oni mają najwyższy poziom nauczania. Niby. Ale kurczę, jak kto płaci właśnie za to, żeby dać mu święty spokój i ładną laurkę/dyplom na koniec, to co, wbrew niemu mają mu "wmuszać" wysoki poziom? :?

Zresztą, to, co na moim uniwersytecie mówi się czasem o zaocznych (że zero ambicji, że postawa roszczeniowa, że wagarują i olewają), to mi znajoma mówiła, że taka "młodzież" to się trafia i na dziennych (w pewnym "młodym" uniwersytecie z sąsiedniego miasta). :roll:

Fidel-F2 - 23 grudnia 2007, 12:34

a po cholerę mają sie przykładać skoro tylko papier jest ważny a wiedza wtłaczana na zajęciach w dużej mierze do niczego nieprzydatna?
Navajero - 23 grudnia 2007, 12:37

Anko napisał/a:
Tak się psioczy, że studenci "darmowi" powinni płacić, bo to oni mają najwyższy poziom nauczania. Niby. Ale kurczę, jak kto płaci właśnie za to, żeby dać mu święty spokój i ładną laurkę/dyplom na koniec, to co, wbrew niemu mają mu "wmuszać" wysoki poziom? :?

No bo zaoczni właśnie za to płacą. Aby zaliczyć studia na luzie :) W szkołach prywatnych ( generalnie) płaci się za wyższą jakość nauczania. To zupełnie co innego.

Martva - 26 grudnia 2007, 15:58

Kuzyn opowiadał w poniedziałek, jak to go dawno temu wzywali do szkoły, w sprawie syna, wtedy trzecioklasisty, obecnie 16-letniego. Wzywała świetliczanka.
Kuzyn postanowił najpierw syna wypytać, żeby się dowiedzieć o co chodzi.
syn: nie, tato! nie mogę ci powiedzieć!
po kilku groźbach i naleganiach:
- no bo kolega się zakochał, i napisaliśmy list, i pani go przechwyciła.
-ale jak to 'napisaliście'?
-no bo kolega mówił co tam ma być, a ja redagowałem.
-no ale co tam takiego było?
-ale tato! Nie mogę powiedzieć!
-Powiedz!
-'kochamy cię, jak będziesz spała to zdejmiemy ci stanik'... a dalej nie mogę powiedzieć, bo się wstydzę...
Kuzyn coraz bardziej rozbawiony stwierdził że przecież lepiej będzie jeśli tego nie usłyszy od pani ze świetlicy, chłopak spuścił głowę i dokończył:
'a potem pod twoim oknem odbędzie się... serenada!'
Kuzyn: i co dalej?
-No nic, to koniec.
-Synu, a co to jest serenada?
-Ja nie wiem, ale koledzy mówili, że straszne świństwo!

ihan - 26 grudnia 2007, 16:34

Fidel-F2 napisał/a:
a po cholerę mają sie przykładać skoro tylko papier jest ważny a wiedza wtłaczana na zajęciach w dużej mierze do niczego nieprzydatna?


Na moim kierunku większość studentów po studiach wyjeżdża za granicę na doktoraty albo do pracy w laboratoriach. Wiedza wtłaczana na zajęciach/ćwiczeniach jest im w większej mierze niezbędna by byli w stanie się tam odnaleźć. I dzienni to rozumieją, a zaoczni nie mam pojęcia jaki mają pomysł na życie.

Anko - 26 grudnia 2007, 20:28

ihan napisał/a:
zaoczni nie mam pojęcia jaki mają pomysł na życie.
Może zostać wykształconym pracownikiem supermarketu/pizzerii/etc. w bratnim kraju zwanym Wielką Brytanią/Irlandią/etc.? :mrgreen:
hjeniu - 26 grudnia 2007, 21:05

Martva napisał/a:
-Synu, a co to jest serenada?
-Ja nie wiem, ale koledzy mówili, że straszne świństwo!


Pewnie słyszeli jak ja śpiewam :mrgreen:

banshee - 26 grudnia 2007, 23:22

ihan napisał/a:
a zaoczni nie mam pojęcia jaki mają pomysł na życie.


są i tacy, którzy dzielą obowiązki na trzy i innego wyjścia nie mają :?

Anko - 27 grudnia 2007, 00:11

banshee napisał/a:
są i tacy, którzy dzielą obowiązki na trzy i innego wyjścia nie mają :?
Mają jeszcze do wyboru np. łatwiejsze kierunki studiów niż biologia molekularna, czy o czymż to ihan mówiła. :)
ihan - 28 grudnia 2007, 08:58

Anko napisał/a:
banshee napisał/a:
są i tacy, którzy dzielą obowiązki na trzy i innego wyjścia nie mają :?
Mają jeszcze do wyboru np. łatwiejsze kierunki studiów niż biologia molekularna, czy o czymż to ihan mówiła. :)


Biotechnologia konkretnie. Jeśli ktoś dzieli obowiązki na wiele, zdecydowanie nie powinien iść na kierunek doświadczalny, bo będzie miał problem ze zrobieniem magisterki. Jeśli ktoś potrzebuje papierka niezrozumiały dla mnie jest wybór takiego kierunku studiów.

banshee - 28 grudnia 2007, 12:36

ihan, jeżeli chodzi o głupi papierek to fakt. Niestety wybór kierunków, jak dla mnie jest baaardzo ograniczony...więc nie dziwię się dlaczego poniektóre osoby wybierają cokolwiek dla mgr-a przed nazwiskiem :roll:
Piech - 28 grudnia 2007, 13:02

Ci którzy chcą tylko papierka zupełnie niepotrzebnie się trudzą na zajęcia i tracą cenny czas. Już za $199 można otrzymać dyplom i nie trzeba sobie w ogóle głowy zawracać nauką. Zamów dziś i otrzymaj upragniony dyplom w ciągu 5 dni!

Cytat:
On the basis of what you already know, you can now qualify for an accredited degree that is accepted and recognized worldwide for as little as $199.
Order now and receive your degree in just 5 days!


http://www.belforduniversity.org/
http://www.affordabledegrees.com/

banshee - 28 grudnia 2007, 19:43

:shock:
aniol - 4 stycznia 2008, 13:48

a tutaj prosze, kolejny dowod ze dzieci nalezy wychowywac na jedynie slusznych filmach
http://wiadomosci.onet.pl/1667496,69,item.html
kurcze az to musze zonie pokazac!

Jolietka - 4 stycznia 2008, 14:33

Anko napisał/a:
Zresztą, to, co na moim uniwersytecie mówi się czasem o zaocznych (że zero ambicji, że postawa roszczeniowa, że wagarują i olewają), to mi znajoma mówiła, że taka "młodzież" to się trafia i na dziennych

oj, jest różnie.
Pracuję na uczelni państwowej. Nauki przyrodnicze i techniczne :mrgreen:
Z moich obserwacji codziennych wynika, że 80% studentów na studiach dziennych jest średnio albo i w ogóle zainteresowana. Chodzi mi o to co jest kwintesencją studiów: samodzielne zgłębianie wiedzy, samodzielne korzystanie z więcej niż jednego podręcznika, a przede wszystkim zadawanie pytań. Żeby zadać pytanie trzeba wiedzieć o co pytać, trzeba natknąć się na problem.
20% osób stara się robić coś więcej, ponad poziom dostateczny, bo na tę ocenę zasługują Ci, którzy uczą się odtąd dotąd. I niektórzy z nich naprawdę poszerzają horyzonty. Ten wysiłek kiedyś im się zwróci. I tego im życzę. Mam nadzieję, że mają z tego dużo satysfakcji.
Z drugiej strony od trzech lat zaskoczona jestem studentami zaocznymi, większość z nich pracuje systematycznie i wykazują większą aktywność na zajęciach niż dzienni.
Myślę, że postawa Studentów zależy od profilu uczelni tzn. czy studiują nauki ścisłe czy humanistyczne.

aniol - 4 stycznia 2008, 14:47

postawa studentów zależy też od ich wieku
jako że studiowalem i na dziennych i na zaocznych moglem zaobserwowac ciekawe zjawisko: studenci powyzej 30-tki (glownie zaoczni - wiec ludzie pracujacy, majacy rodziny) wykazywali sie faktycznie duzo wieksza dojrzaloscia, systematycznoscia itd
przyklad pierwszy z brzegu: na cwiczenia nie przyszedl wykladowca - dzienni po odczekaniu 15min z radosnym hurra ida do knajpy
zaoczni w takiej samej sytuacji poszli z awantura do dziekanatu
zupelnie inne podejscie maja ludzie ktorzy placa za swoje wyksztalcenie ze swoich pieniedzy (a nie zyja na koszt rodzicow), poswiecaja uczelni wolne wekendy, a na sesje zuzywaja swoje urlopy, a inne mlodziez ktora w wieku 20tu kilku lat zyje sobie na garnuszku u swoich rodzicow
co do wymagan programowych; nie wiem jak na innych uczelniach ale na krakowskiej AR pomimo poteznej roznicy w ilosci godzin cwiczen i wykladow ( a co za tym idzie roznej ilosci przekazanego materialu) pomiedzy dziennymi a zaocznymi, egzaminy mieli wspolne
o dziwo zaoczni wypadali lepiej

acha; jestem zwolennikiem platnej nauki na wyzszych uczelniach
nie widze powodu dla ktorego mam oplacac pobyt na studiach batalionom ludzi ktorym na tychze studiach nie zalezy
jakos nie wierze w zdolnych Jankow Muzykantow, a ze swoich obserwcji widze ze 3/4 ludzi na studiach wogole sie tam nie powinno znalesc (czesc z nich; szczegolnie meska ucieka przed wojskiem, czesc jak juz zaznaczylem przedluza sobie dziecinstwo i ucieka od doroslosci, a ogromniasta wiekszosc ma generalnie w d.. zajecia, ich tresc i cala reszte)
platne studia beda powodowaly ze na uczelniach pojawia sie ludzie ktorym naprawde zalezy na studiowaniu (ewentualnie dzieci bogatych rodzicow)
natomiast wszelkie gadki o wyrownywaniu szans sa dla mnie mitem, owszem jesli trafi sie jakis niezwykle uzdolniony mlodzian aczkolwiek ubogi to prosze bardzo, system stypendialny jest jak najbardziej na miejscu, tu nie widze przeciwwskazan aby za srednia np powyzej 4,5 zwalniac takiego osobnika (lub osobniczke) z czesnego, czemu nie na to nawet moga isc moje podatki
ale utrzymywac ich wszystkich? brrrr

Rafał - 4 stycznia 2008, 15:27

Aniele, jakby tak było jak chcesz to bym się w życiu nie wykształcił. Niech płacą oboboki poniżej pewnej średniej na wstępnych. Bo idąc tym tokiem rozumowania można to samo powiedzieć o liceach i podstawówkach.
banshee - 4 stycznia 2008, 15:39

nauka już teraz jest płatna i co?
mnie na studia nie stać, są ludzie z biednych rodzin, którzy mają talenty, ale niestety nie mogą ich rozwijać
gdyby wszystko było płatne, to poziom wykształcenia ludzi w naszym kraju spadłby radykalnie

Pako - 4 stycznia 2008, 15:58

Aniołku, jako rzecze Rafał - śmiem się uważać za godnego studiowania, zainteresowanie studiami jest, uczę się i staram, dziedzina mnie interesuje I co? I jeśli byłby płatne, nigdy bym nie mógł sobie na studia pozwolić. A nawet w informatyce, gdzie duża część to samokształcenie, studia pomagają. Nie jestem aż tak genialny, żeby wyciągnąc na średnią 4,5. Elektroniki, elektrotechniki skutecznie utrudniają życie. Z przedmiotów czysto informatycznych śmigam równo. I co? I mam to wszystko w cholerę rzucić? Tak by wyszło, jeśli studia staną się płatne. Będzie jeszcze jednego w miarę dobrego jak mniemam informatyka mniej. A już i tak ościenne państwa przeaniają nas w ilości i powoli jakości kształconych informatyków...
Żadne arguenty na temat płatnych studiów jeszcze mnie nie przekonały. Nie rozumiem, dlaczego miałbym stracić możliwość studiowania, tylko z tego powodu, że ojciec kroci nie zarabiał, matka pracowała w domu, a braci mam jeszcze trzech, wszyscy uzdolnieni.

Miria - 4 stycznia 2008, 16:08

Pako, no dobra, ale system, taki, jaki jest, tez kiepsko się sprawdza. Naprawdę mnóstwo ludzi podchodzi do studiowania, tak jak to pisał anioł i tez mnie wkurza, że ida na nich pieniądze z podatków, moich między innymi. Sorry, studia nie są obowiązkowe, dlaczego maja być dla wszystkich za darmo? Za darmo mógłby być pierwszy rok, a potem, jak ktos olewa i ma średnią poniżej 4, to płacić. Takie życie, masz wybór, zakuwasz i starasz się, dostajesz stypendium, a nie - to płacisz zamiast tego. Sądzę, że dobry system stypendialny - stypendia zarówno naukowe, jak i socjalne - rozwiązałby sprawę. Dobry, powtarzam. Gdyby Ci, których na to stac, płacili za nauke, więcej byłoby dla tych biednych ale zdolnych, bo z tego, co sie orientuję - a studia skończyłam jakiś czas temu, więc mogę się mylić - to wysokość stypendiów socjalnych jest śmieszna. Poza tym i studenci mają możliwośc zarobienia na naukę, jest wielu takich, co pracuje i studiuje. Da się, serio.
Godzilla - 4 stycznia 2008, 16:14

Mirio, są kierunki, na których da się studiować i pracować, są takie, na których się nie da, albo okupuje się to zdrowiem. Naprawdę jest duża różnica między Uniwerkiem a Politechniką. Wiem, bo widziałam jedno i drugie od środka. Teraz mam znajomego, który będąc na Polibudzie dorabia w wieczornym sekretariacie w kancelarii, i dowiedziałam się że rezygnuje, bo tego nie da rady uciągnąć, a wiem że chłopak jest zdolny. Naprawdę tu by się przydał przyzwoity system stypendiów.
Miria - 4 stycznia 2008, 16:22

Godzilla, ok, zdaję sobie sprawę, że nie zawsze praca jest możliwa, ale zaradność i motywacja też powiny być premiowane. Same zdolności bez pracy niewiele znaczą, a nie powiesz mi, że nie ma całego mnóstwa studentów, którzy jednak dorobic by mogli, tylko im sie nie chce. Można dawać korki, można pracować w wakacje. Wierz mi, wiem coś o tym. Stypendia socjalne powinny zapewniać warunki podstawowe - czyli bezpłatna nauka, ewentualnie akademik. A resztę trzeba sobie zapewnić samemu, w końcu w zyciu niewiele jest za darmo - czemu akurat studia mają być?
Godzilla - 4 stycznia 2008, 16:27

Jest mnóstwo studentów, którzy dorabiają, sama mam w firmie takich kolegów. Różnie z tym bywa, czasem rezygnują z pracy, czasem ze studiów, niektórym udaje się godzić jedno z drugim przez dłuższy czas. Częściej zarabiają w ten sposób studenci zaoczni, albo na luźniejszych kierunkach. Ci z Politechniki raczej się nie wyrabiają. Ale fakt, mówię o regularnej pracy na pół etatu w godzinach wieczornych, nie o korkach czy tłumaczeniach. Ja Politechniki po prostu kondycyjnie kiedyś nie wytrzymałam i rzuciłam w diabły.
Pako - 4 stycznia 2008, 16:54

Pracować regularnie na pełny czy pół etatu nie dałbym rady.
Poza tym: rozpoczynając pracę - tracę stypendium. Muszę więc albo albo... Kroci nie zarobię pracując na pół etatu, studia polecą z pewnością (kto nie studiował na polibudzie ten nie wie). Dziennie tracę do tego jakieś 4-5 godizn na dojazdy. Co oznacza, że wstaję o wpół do szóstej rano, wracam gdzieś koło szesnastej do domu. Odpoczywam chwilę, a potem biorę się do nauki (w przyszłym tygodniu cztery mega kolokwia, z czego dwa w jeden dzień, wszystkie na zaliczenie). W miedzyczasie piszę dwa sprawozdania na laboratoria, poprawiam i opisuję program na inne laboratorium, aktualnie muszę dodatkowo napisać sprawozdanie z tego programu. Kończę z tym całym bajzlem koło 20. Niby można by iśc do pracy... ale... ale kiedy ja będe spal?

Godzilla - 4 stycznia 2008, 17:05

Jakie te politechniki są do siebie podobne ;P:
Jolietka - 4 stycznia 2008, 17:50

Sama studiowałam na Polibudzie (PK-górą jest :mrgreen: ) i na pracę miałam czas dopiero na 4-tym roku, jak wszystkie podstawowe przedmioty miałam za sobą. Od tego momentu studiowanie to było łączenie ze sobą już zdobytej wiedzy. Do tego laborki i projekty, ale to już inna bajka, wymagająca skupienia i czasu.
Obecnie co 3-ci Student pracuje, co oznacza, że ze względu na corocznie zmniejszaną liczbę godzin wykładów i ćwiczeń, mają dużo wolnego czasu.
Pako napisał/a:
Poza tym: rozpoczynając pracę - tracę stypendium
, owszem ale tylko socjalne, naukowego nie. Ono zależy tylko od średniej.
Oczywiście doba ma tylko 24 godziny. Studenci kierunków technicznych muszą więcej czasu poświęcić na pracę samodzielną, fakt.

dzejes - 5 stycznia 2008, 01:50

Heh, jakaż silna grupa propolibudowa. "Bo nie wiecie..." "Bo tak ciężko..." Zmuszał ktoś? Czy to nie Pako pisał, że on to by już do pracy poszedł, ustatkował się?
Cry me a river emo kids, potem pogadajcie ze studentami medycyny. Albo prawa podczas sesji. Bo akurat co jak co, ale sesje prawo to ma prze.....ane.

Ja byłem typowym studentem-pasożytem, dostawałem pieniądze od matki, do tego miałem rentę po ojcu, a studia - banał. W tygodniu zajęć mało, 16 godzin to była absolutna perwersja i czułem się przemęczony. Ale dzięki temu pracowałem w rozgłośni studenckiej, w Polskiej Akcji Humanitarniej, wychowałem sobie świetnego psa, spędziłem pięknie czas. Dla mnie to spora wartość, jak i to, że spróbowałem róznych rzeczy, roziwnąłem się na różnych frontach, niekoniecznie tylko na tym, który wskazywał kierunek, który studiowałem. Nauczyłem się gotować, prać i prasować też.

Studenci dzienni są różni, podobnie jak zaoczni, a wszelkie generalizowanie jest bez sensu. Zresztą w opisanej sytuacji, gdy studenci dzienni urwali się po kwadransie, a zaoczni poszli się awanturować - to jeśli rzecz się działa na jakimś dużym, państwowym uniwerku - to mądrość życiową widzę raczej w zachowaniu studentów dziennych, nie zaocznych.

Inną zupełnie sprawą jest system stypendialny. Śmiem twierdzić, że wprowadzenie odpłatnych studiów z dobrym systemem stypendialnym byłoby ułatwieniem dla wielu zdolnych kandydatów na studia, których na owe studia nie stać - a nad którymi się wszyscy z taką troską pochylają. Ale zniesienie "bezpłatnych" studiów? Zgroza! Ech, czasem rządzenie dekretami jawi mi się jako sympatyczna alternatywa. Choć oczywiście tylko wtedy, gdy dekrety wydaję ja. Więc jeśli będziecie mieli szansę - głosujcie na mnie, będę bardzo dobrym dyktatorem.

ihan - 5 stycznia 2008, 11:22

Moje osobiste zdanie: zdrowy system stypendiów. Tylko i wyłącznie naukowych, albo jeśli socjalne to wyłącznie wtedy, gdy wyniki w nauce są zadowalające. Zasady jak w którymś bodajże holenderskim uniwersytecie: trzy dwóje i kończysz studia. Widziałam sporo indeksów, gdzie 90% egzaminów zdanych w 3 terminie i wyższej oceny jak 3 brak. Studia nie są obowiązkowe, wszyscy ich skończyć nie muszą. Ciekawe kto by chciał być leczony przez lekarza, którego indeks tak wyglądał, albo chciałby by dom i nośność fundamentów projektował mu taki architekt. Zdarzyło mi się w moim życiu skończyć zaocznie AE gdy już pracowałam, sporo osób nie podchodziło do żadnego egzaminu, w indeksach mieli same piątki, CBA by miało tam śliczny materiał to wpadania o 6 rano. Spory szok po wcześniejszych studiach dziennych, gdzie nikomu by nawet nie przyszło do głowy iść do wykładowcy z załącznikiem. Umówmy się: są kierunki gdzie można pracować równolegle i takie gdzie nie ma takiej możliwości. Na wielu kierunkach sporo osób podejmuje pracę na 4 czy 5 roku, ale tam gdzie praca magisterska jest doświadczalna, a student pracuje w dobrej grupie i chce sie czegoś nauczyć zwyczajnie nie ma czasu. Moi magistranci przychodzą w wakacje, często siedzą razem ze mną do późnej nocy, nie można przerwać eksperymentu w połowie, bo właśnie musimy wyjść. Specyfika, nikt nie narzeka, ale drażni mnie gdy dyskutując o studiach, stypendiach i zdobywaniu doświadczeń wszyscy zapominają, że nie wszędzie praca magisterska polega jedynie na pracy z kilkoma źródłami pisanymi a tempo jej pisania zależy wyłącznie od poukładania sobie czasu przez magistranta.

USA są świetnym przykładem, że da się zbudować rozsądny system stypendialny, da się by równolegle obok siebie egzystowały bardzo dobre uczelnie i takie w Ruchodupkach Dolnych, a ta ich kooegzystencja nie powoduje obniżenia poziomu na tych lepszych, jak to się u nas obecnie dzieje.

Pako - 5 stycznia 2008, 11:47

dzejes napisał/a:
Zmuszał ktoś?

Nie zmuszał. Ale zamarzyło mi sie tak kiedyś zostać informatykiem. Jestem w te klocki w miarę dobry, lubię to i interesuje mnie to. Chcąc zostać informatykiem studia to rzecz naprawdę fajna - dużo rzeczy niepotrzebnych się człowiek dowie, ale też trochę się nauczy. A potem o pracę jako informatyk łatwiej. Z tego co słyszałem łatwiej, jeśli ma się dyplom polibudy, a nie uniwerku. A więc polibuda. A jaka? Jakaś, która daje porządnego kopa. Więc śląska.
I tutaj stypendium naukowe zaczyna się od 4,55. Śmiem twierdzić, że nie do osiągnięcia dla kogoś, kto uczy się normalnie (czyt. nie zarywa nocy, ma jakieś tam znajomości i odrobinę czasu wolnego). Czemu średnia jest taka wysoka? Bo jej sposób ustalania polega na dawaniu naukowego iluśtam procentom najlepszych studentów na wydziale. A więc stypendia wędrują do osób z łatwiejszych kierunków, na których osiągnięcie takiej średniej jest zdecydowanie prostsze. Przeciętny informatyk czy automatyk będzie w kropce.
Stopa stypendium naukowego też jest świetna: najniższe to 120zł bodajże. Akademik w Rybniku kosztuje zdrowo ponad dwa razy tyle. Resztę niby mogą dorzucić rodzice. Ale tylko jeśli przyjąć, że mój brat skonczy studiowanie, moi młodsi darują se szkoły i pójdą w świat. Opłacenie nauki dwóm uczniom technikum i dwóm studentom już teraz jest dla nich sporym wydatkiem (gdyby nei socjalne nie dałbym rady studiowac).

Ja się kłócić ani dyskutować o tym za bardzo nie chcę, bo mi się nei chce i muszę napisać sprawozdanie z metod numerycznych. Ale wprowadzenie płatnych studiów skończyłoby się na tym, ze zamiast informatykiem zostałbym magazynierem jakimś albo kimś w tym stylu. Bez obrazy proszę, magazynierzy są potrzebni, są potrzebni ludzie którzy robią drogi i tacy, którzy sprzedają mi chleb w sklepie. Ale ja chciałem zostać informatykiem, bo tak sobie zamarzyłem i mam w tym kierunku jakieś talenta.

Miria - 5 stycznia 2008, 11:54

Pako, a ja sobie zamarzyłam, że chcę być kierowcą, uważam, że mam talent. I o pracę byłoby ławiej. No i czemu, u diabła, nikt mi nie chce opłacić kursu na prawko?!

Piszesz o systemie stypendialnym, może lepiej by on wyglądał, gdyby studia były jednak płatne?

Rodzice nie mają kasy, bywa. Tylko nie rozumiem, czemu w tym wypadku inni mają fundować studia. W końcu rodzice mają obowiązek utrzymywania dzieci - alimenty zasądza się do ukończenia nauki/26 roku życia. Life is brutal, w wielu dziedzinach, tylko akurat studia się należą?

Pako - 5 stycznia 2008, 12:17

Zauważ, że jednak nie tylko studia. Bo strasznie się uparliście: tylko studia i buuu!
Tak samo jest z systemem leczenia, socjalnym całego państwa, całym szkolnictwem, od przedszkola począwszy. Tak samo jest z firmami (wszelkiego rodzaju ulgi i tak dalej). A po co są te ulgi? Żeby się firmy rozwijały, bo potrzeba rozwijających się firm.
u nas potrzeba masy informatyków, naprawdę masy, i to się jeszcze przez parę lat utrzyma, zwłaszcza, że ilość kształconych informatyków maleje. Co się stanie, jak studia będą płatne? Będzie ich jeszcze mniej, a co za tym pójdzie wszyscy ucierpią. Bo informatyków sporo cągle potrzeba, jest sporo oprogramowania do napisania, sporo stron (a raczej poratali, nie stronek bogasqów) do skodzenia, masa systemów do zaprojektowania. Ze stronkami da se radę samokształcący się informatyk (a raczej ich banda) jeśli będzie miał parę lat doświadczenia w ostrym kodzeniu,inaczej wyjdzie kaszanka. Z oprogramowaniem rzesza samokształconych może se da radę, może nie, róznie będzie. Zazwyczaj kod będzie poszarpany strasznie, ale powinno się dać radę. O ile będą mieli długie lata pracy w tym kierunku za sobą, nie samego kształcenia się jako tako.
Z projektowaniem poważnych systemów dadzą sobie radę tylko ludzie po studiach, najlepiej łączonych informatyka i zarządzanie.

płatne studia sprawią, żę najpierw samokształcący się informatycy będą musieli przez parę długich lat nabierać doświadczenia, a w tym czasie pisać masę oprogramwania, które nie do końca będzie dobre. Po czymprzez parę długich lat będą najpierw poprawiali co na początku spieprzyli, a dopiero potem pisali normalnie i w miarę dobrze.
Studia dają to, że już w trakcie studiowania wpaja się ludziom trochę podstawowych zasad co do pisania, uczy ich się i każe im się uczyć tych podstaw, których wypracowanie samemu może zająć o wiele dłużej. Uczy się ich robienia tego, co do nich należy i w miarę na czas. Przynajmniej po części. I daje dużą ilość wiedzy, która może się kiedyś przyda, a na zdobycie której w razie potrzeby samokształcący się stracą o wiele więcej czasu.

O sieciach komputerowych, urządzeniach elektronicznych, telefonach, oprogramowaniu pralek czy mikrofalówek nie wspominam. Tam w ogóle samokształcący będą mieli problemy. Bo jak u licha programuje się te wszystkie duperele, zwane mikroprocesorami, gdzie nie można w wymaganiach napisać: 2Gb ramu. tam się trzeba zmieścić w 64kb... raze z kodem...

ihan - 5 stycznia 2008, 12:26

Pako, pisałeś coś o systemie stypendiów, który jest ewidentnie zły, bo źle rozliczany w ramach wydziału. Od kilkunastu postów wszystkie osoby piszące o stypendiach mają na myśli przemyślany i dopracowany system. Uczysz się i osiągasz zadowalające wyniki: dostajesz stypendium, nie chce ci się uczyć, bulisz kasę albo wylatujesz. Piszesz o informatykach, znaczy inne kierunki mniej ważne dla Państwa mogą być rozliczane jakkolwiek, rozumiem argumentację. Rozumiem tak długo, jak długo tacy za darmo kształceni informatycy będą mieli obowiązek pracy w kraju i to w zawodzie, a jeśli nie muszą zwrócić koszty kształcenia. inaczej, przyznasz twoja argumentacja sensu nie ma.
Pako - 5 stycznia 2008, 12:40

Mówię tylko o informatykach, bo nie mam pojęcia jak wygląda sytuacja na innych kierunkach. Jestem informatykiem i w tym się jakoś tam orientuję.
Co do obowiązku pracy w kraju i zwrotu kosztów kształcenia: tu już jest zupełnie inna bajka, tu się nie wtrącam. Osobiście wyjeżdżać nie chcę i nie zamierzam, pracować chcę w zawodzie. Ale jeżeli na przykład w okolicy by się praca nie znalazła, to tymczasowo pracowałbym pewwnie w czym się da, bo na przykład praca informatyka za 1200zł to jawna kpina jest. Ale myślę, ze z tym nie bedzie akurat większych problemów.

Jeśli system stypendialny był by inny, lepszy, można by kombinować. Ale wybaczcie, za 430zł socjalnego nie da się nic konkretnego wymyślić, połowa schodzi na dojazdy, akademik zeżarłby jeszcze więcej. Do tego potrzeba internetu, komputera, ksiazek albo ksera, trzeba jeść i pić. I inne takie. Za 430zł obecneo bym się nie wymieścił, a polibuda nie jest dobra w rozdawaniu pieniędzy.

Kwestia też: uczysz się. Co to znaczy? Ja się uczę, z informatycznych przedmiotów piąteczki i czwóreczki mam, umiem je i rozumiem. Znaczy jest dobrze.
Ale leżę na elektronice i elektrotechnice, mimo, że też się uczę. Zazwyczaj też rozumimem, ale w układach praktycznych rzecz się sypie, bo kompletnie się w tym gubię. A więc powtarzam elektrotechnikę, razem z rzeszą ludzi. Znaczy się nie uczę, bo dizęki temu nie mam szans na naukowe (nie można mieć żadnego warunku) i średnia gdzieś koło czwóreczki. A, wybaczcie, na humanistycznych jest podobno zdecydowanie łatwiej. Tak przynajmniej humaniści twierdzą sami. Że czytania jest sporo i w ogóle zapieprz, ale większość z nich biadoli, jak trója przyjdzie, poniżej cztery, cztery i pół nie schodzą często. I jak tu porównać oba kierunki?

System stypendialny musiałby totalnie stanąć na głowie, zostać kompletnie przerobiony i wprowadzony od nowa. A to zajmie pewnie najbliższe pięć lat, jak nie więcej. Taką przynajniej żywię nadzieje. Że zdążę skończyć studia, zanim ktoś wprowadzi płatne studia.
Mam też nadzieję, że będize mnie stać na studia dla dzieci bez większych zmartwień.

Miria - 5 stycznia 2008, 12:51

Podoba mi się Twój tok myślenia,Pako. "Mi jest tak wygodnie" to rewelacyjny argument. :wink:
ihan - 5 stycznia 2008, 12:55

Jeszcze raz: system stypendialny powinien być dla najlepszych, przepraszam, takie moje zdanie. Zacznijmy inaczej, jaki system jest dla ciebie w porządku? Przyznający kasę w zależności od dochodów rodziny wyłącznie? IMHO stypendia naukowe powinny być wyższe, dużo wyższe od stypendiów socjalnych, to jak z płacą za pracę, lepiej wykonujesz, więcej dostajesz. Jaki sobie wyobrażasz system stypendiów, 430 zł to dużo nie jest, ale wiele osób zarabia jakieś 800 zł na rękę, stypendium socjalne miałoby być wyższe od zarobków, niby dlaczego? Jak sobie wyobrażasz, że utrzymasz się wyłącznie ze stypendium, które w dodatku miałoby być przyznawane niezależnie od wyników w nauce, taki rodzaj nagrody, że oto dzielny młody człowiek zaszczycił swą osobą uczelnię, zechciał studiować i klękajcie narody? Uważasz to za zdrową sytuację? Nigdzie na świecie, w normalnym świecie rządzonym prawami ekonomii, nie stać ludzi na studia dla dzieci bez większych zmartwień. Jeśli znasz taki kraj, proszę wskaż mi go. Dlatego są stypendia naukowe, dlatego są fundusze stypendialne, gdzie rodzice odkładają przez wiele lat. Studia, to nie obowiązek, a wykształcenie dzieci to sprawa rodziców, inni poprzez swoje podatki mogą co najwyżej pomóc tym zdolniejszym.

Edit: mój post to odpowiedź na post Pako.

Miria - 5 stycznia 2008, 13:02

Do tego, co napisała ihan, dodam tylko tyle, że osobiście jestem za prywatyzacją służby zdrowia (temat osobny i wielce skomplikowany, więc rozwijać nie będę), przedszkola są płatne, istnieje coś takiego, jak obowiązek nauki i w przypadku dzieci nie ma mowy o wprowadzeniu systemu stypendialnego, a ulgi podatkowe związane z kosztami na naukę nie są złym pomysłem (kiedyś były, ale chyba już nie ma).

EDIT: A może ktoś orientuje się, jak wygląda sprawa kredytów studenckich w tej chwili?

dzejes - 5 stycznia 2008, 15:11

Pako napisał/a:
... bo na przykład praca informatyka za 1200zł to jawna kpina jest.


Nooo to obok GGG mamy drugiego podejrzanego o syndrom WDSP. A wiesz mój drogi, że ja po prawie pracowałem w kancelarii przez całkiem długi okres za minimalną krajową - na rękę to było jakieś 650 zł? Bo nie było innej pracy w zawodzie, a nie chciałem wtedy tego rzucać. A wierz mi, że moja praca nie polegała na parzeniu kawy i odbieraniu telefonów. Do tego dorabiałem sobie zleceniami różnymi, których sam musiałem szukać. Ale jeśli ich nie było, to albo zęby w ścianę, albo "kochane pieniążki przyślijcie rodzice" - obie opcje tak naprawdę kijowe.

Więc Pako - choćbyś jajko zniósł, to nie wzruszysz mnie, a już na pewno nie tekstami tego typu.

Agi - 5 stycznia 2008, 15:21

ihan napisał/a:
Zdarzyło mi się w moim życiu skończyć zaocznie AE gdy już pracowałam, sporo osób nie podchodziło do żadnego egzaminu, w indeksach mieli same piątki, CBA by miało tam śliczny materiał to wpadania o 6 rano. Spory szok po wcześniejszych studiach dziennych, gdzie nikomu by nawet nie przyszło do głowy iść do wykładowcy z załącznikiem.


Zdarzyło mi się skończyć prawo zaocznie, bo moich rodziców nie było stać na sfinansowanie mi studiów. Nie słyszałam (przynajmniej na naszym roku) żeby ktoś sobie kupił wpis do indeksu.
I jeszcze jedno, student nie da wziątki, jak wykładowca nie przyjmie :wink:

Jolietka - 5 stycznia 2008, 16:20

Pako napisał/a:
Mam też nadzieję, że będize mnie stać na studia dla dzieci bez większych zmartwień.


tia

Być może będziecie się pewnie ze mnie śmiać, ale ja już teraz, mając rocznego synka, odkładam dla niego pieniądze na studia, po trochę, co miesiąc.

dzejes - 5 stycznia 2008, 17:57

Bo Pako ma bardzo małe wymagania od życia. Ot praca w tej okolicy, w której się urodził, w zawodzie, który sobie wymyślił, za pensję, którą uzna za nie poniżającą. Do tego studia dla dzieci, więc zakłada jakiś związek, czyli to wszystko razy dwa tak naprawdę. Zakłąda też, że dzieci będą na studia chciały, nie zaczną grzać hery np. I ja się pytam - czy to tak dużo?

;)

ihan - 5 stycznia 2008, 20:57

Agi, ostatnio strasznie dużo się na studiach zmieniło, na gorsze w większości. Taki znak zmian ustrojowych, które poszły w całkiem nie tym kierunku. Są kierunki gdzie dalej nikt nie wpadłby na to żeby dawać, bo w najlepszym razie skończyłoby się to dywanikiem u Dziekana, są takie gdzie jest to codzienność i nikt nie reaguje. Dzisiaj pewnie sama bym zareagowała, ale kilka lat temu byłam grzecznym, strachliwym dziewczątkiem.
Aha dla jasności, studia dzienne z którymi miałam doświadczenie oczywiście nie były na AE.

Easy - 9 lutego 2008, 19:33

http://www.pardon.pl/arty...wolucja_idiotow

To niebezpieczna reforma" - uważa prof. Marcin Król, historyk idei i wykładowca uniwersytecki. "Tak szybkie profilowanie jest zagrożeniem dla polskiej inteligencji" - uważa. Szkoły opuszczaliby bowiem nie inteligenci, ale wąsko wyspecjalizowani rzemieślnicy.

Szkoły opuszczają inteligenci? Hyhy...

Inteligent nie potrzebuje, by mu obowiązkowo tłukli wiedzę ogólną.

Piech - 9 lutego 2008, 20:28

Easy napisał/a:
http://www.pardon.pl/artykul/3930/historia_tylko_przez_rok_rewolucja_idiotow

To niebezpieczna reforma" - uważa prof. Marcin Król, historyk idei i wykładowca uniwersytecki. "Tak szybkie profilowanie jest zagrożeniem dla polskiej inteligencji" - uważa. Szkoły opuszczaliby bowiem nie inteligenci, ale wąsko wyspecjalizowani rzemieślnicy.

Co, dwa lata przed maturą uczniowie mają się uczyć już tylko wybranych przedmiotów!? Straszne. Okropne. Horror. Grozi nam system taki jak np. w Anglii i w klasach przygotowujących do międzynarodowej matury (IB).

Easy - 9 lutego 2008, 20:42

Piech napisał/a:
Co, dwa lata przed maturą uczniowie mają się uczyć już tylko wybranych przedmiotów!? Straszne. Okropne. Horror. Grozi nam system taki jak np. w Anglii i w klasach przygotowujących do międzynarodowej matury (IB).


Luzik, to tylko takie szumne zapowiedzi, jak wszystko w tym kraju, tak i tu pomysł zejdzie śmiercią naturalną.

banshee - 9 lutego 2008, 20:44

oby tak było :?
chociaż mnie bardziej boli obniżenie wieku szkolnego...

mad - 10 lutego 2008, 00:27

Piech ma rację. Nie wolno wymagać od licealistów zbyt wczesnej deklaracji odnośnie dalszych planów. Jakby nie patrzeć, to są jeszcze dzieci :|
Za przykład mogę podać samego siebie. Jeszcze rok przed maturą - jako uczeń technikum - wybierałem się, co oczywiste, na polibudę. Zdążył się jednak we mnie dokonać radykalny przełom i poszedłem na polonistykę. Oczywiście miałem zaległości, musiałem dużo nadgonić, ale dałem radę. Dzisiaj nie wyobrażam sobie siebie jako inżyniera. Szybka profilizacja oznacza więcej przypadkowych wyborów. Niestety, często dokonywanych pod wpływem rodziców.

Piech - 10 lutego 2008, 01:13

Nie zrozumieliście mnie. Ironizowałem. Gdyby miał powstać system, gdzie do szesnastego roku życia jest edukacja wszechstronna, a dwa lata przed maturą trzeba wybrać kilka przedmiotów i na nich się skupić, to wcale by nie było złe. To by nie determinowało przedmiotu dalszej edukacji, tylko ogólny kierunek. Matma, fizyka, biologia, chemia dla ścisłowców i medyków; miękkie przedmioty dla 'humanistów'. W wieku 16 lat już naprawdę powinno się wiedzieć, czy ktoś jest predysponowany do przedmiotów ścisłych, czy nie.

Jak napisałem powyżej, na takiej zasadzie działa program IB. Po pierwszym roku liceum wybiera się sześć przedmiotów. Ogólnoświatowy program IB stoi bardzo dobrze. W systemie angielskim po 16. roku życiu wybiera się 3-4 przedmioty. Tamten kraj też funkcjonuje chyba całkiem nieźle.

ihan - 10 lutego 2008, 10:19

Prawda pewnie leży po środku, jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało. Bo osobiście pisałabym się na wczesne sprofilowanie, ale większość mi znanych osób, nawet w momencie wyboru kierunku studiów nie było pewnych co ich naprawdę interesuje. A co dopiero mówić o 16 latkach. Są osoby, które na 5 roku studiów dopiero uświadamiają sobie, że to zdecydowanie nie to i na przykład praca doświadczalna ich nie bawi. Sprofilowanie, może, ale z daniem bazy, która przy założeniu nakładu pracy nie zamknie kogoś w ramach wybranego wcześniej koszyka przedmiotów. Myślę, że w polskim szkolnictwie co innego jest problemem. Przejście na system testowy spowodowało, że młodzież uczy się rozwiązywać testy. Nie myśleć, nie szukać odpowiedzi i uczyć się jak zadawać pytania, tylko zakreślać kółeczkiem jedną z 4 liter. Testy są wygodne i dla zdającego i dla oceniającego, oszczędzają pracy. Ale tak naprawdę niczego nie uczą. OK, w systemie amerykańskim też są testy, ale jednocześnie sporo zadań wymaga pracy własnej, są to np. projekty. U nas w szkołach z tym się nie spotkałam. Natomiast podoba mi się system blokowy zajęć. W Szwecji na studiach przedmioty prowadzone są blokowo, wykłady, ćwiczenia przez 5-6 tygodni, potem egzamin.
Alatar - 12 lutego 2008, 19:54

Ja uważam wyżej zasygnalizowany pomysł za błędny. Zupełnie nie widzę tego by po pierwszej klasie liceum sprecyzować się na dany kierunek. Wybór taki byłby podyktowany nierzadko presją rodziców, widzimisię ucznia ... Poza tym to w czasie nauki w szkole średniej (w całym czasie jej trwania) często krystalizują się osobowości, predyspozycje, dążenia. Swoją drogą dla mnie 3 lata liceum to było za mało. Najlepsze wyniki otrzymalibyśmy chyba wtedy, gdyby tak "zacząć kontrolować" to czy nauczyciel potrafi uczyć, przekazać wiedzę, zainteresować ... bo wtedy można by spokojnie dość sporo wynieść z przedmiotów w sumie jeśli nie wszystkich to na pewno z większości. Nie ma chyba nic gorszego niż nudne lekcje lub/i nieumiejętne nauczanie ... wtedy nawet wybrane przedmioty są smutną koniecznością.

To tak tylko, gdyby ktoś pytał mnie o zdanie. ;P:

Vykosh - 13 lutego 2008, 15:34

Mozna zrobic tak, ze kto chce sie profiluje a kto nie jedzie dalej mieszanka roznych profili.
Mnie zawsze maksymalnie wk...ia jak ktos mowi mi co jest dla mnie dobre. Jak to samo bedzie dotyczyc moich dzieci bede podobnie zirytowany.

System stypendiow, ale i rozliczania wykladowcow i kadry naukowej jst potrzebny. I to bardzo. Na razie za pieniadze podatnikow szkoli sie kadry (lekarzy, informatykow, etc) dla innych krajow UE a takze za pieniadze podatnikow siedza na uczelniach dziadki niewiele potrafiace - ich wiedza konczy sie tak z 10-20 lat temu. O ile na filologii mozna to wytrzymac to na uczelniach technicznych jest to totalnym bezsensem.

Najprostsze rozwiazanie - wszystko sprywatyzowac i zapewnic senswony, wspomagany przez panstwo system kredytowania.

Fearfol - 18 lutego 2008, 17:30

dobra napiszę to bo forum daje pewną anonimowość. Wybrałem ten wątek bo najbardziej odpowiada a nie ma sensu robić nowego. Po drugie uważam to co chcę napisać za problemu z wychowaniem i z jasnym rozpoznaniem sytuacji.

otóż mamy sytuację :

pewien chłopak poznaje dziewczynę na imprezie, wszystko jest o.k - zatańczył, pośmiał się z nią, mieli parę wspólnych tematów, pod koniec imprezy wziął od niej numer komunikatora internetowego. Napisał do niej, ona odpisała, korespondencja przez neta daje pewną swobodę i ośmiela więc zaczęli rozmawiać o sprawach intymnych - w żartach na razie. Kilka dni późnej dalej prowadzili dyskusje o wszystkim i niczym, w końcu chłopak postanowił się z nią spotkać. Ona się wykręcała. Po za tym zauważył że często w swoim opisie ma wiadomości dotyczące kolejnych imprez, bib, popijaw itd.
Ich wspólna koleżanka napisała do chłopaka czy zamierza kręcić z tą dziewczyną, jak ten odpisał że nie wyklucza takiej możliwości to ona szczerze mu odradziła tą znajomość. Streściła w kilku zdaniach jej charakter i określiła ją jako puszczalską i której jak się nudzi to miesza chłopaków z błotem. Chłopak wie że ta koleżanka dobrze zna tą dziewczynę, ale nie wie co o tym sądzić.

Jak myślicie co powinien zrobić dalej?

*ta sytuacja może ale nie musi być prawdziwa, może dotyczyć mnie, mojego kolegę, kuzyna, syna prezesa, lub kosmonauty. To jest teraz nie ważne.

pytanie jest proste po czym można określić upodobania niektórych osób i jak nie dać się zwieść pozorom.

Adashi - 18 lutego 2008, 17:33

IMHO :arrow: Niech kolega napiera, raz się żyje :wink:

A jak pójdzie źle, to się piwo wypije na te smutki ewentualne :| :arrow: też IMHO :mrgreen:

Easy - 18 lutego 2008, 17:49

Adashi napisał/a:
IMHO :arrow: Niech kolega napiera, raz się żyje :wink:

A jak pójdzie źle, to się piwo wypije na te smutki ewentualne :| :arrow: też IMHO :mrgreen:


Amen.

Bardzo dobrze napisane. Są większe tragedie, niż nieudany związek, lub nieszczęśliwa miłość.

Rozumiem, że Wuja ze mną wypije piwo, jak będę w dolinie?

Adashi - 18 lutego 2008, 17:51

Easy napisał/a:
Rozumiem, że Wuja ze mną wypije piwo, jak będę w dolinie?

No jak nie, jak tak :wink:

Fearfol - 18 lutego 2008, 18:57

tylko że w jego przypadku jest tak że boi się publicznego uznania go za idiotę który naprawdę wierzył ,że się jej podoba tak aby była z nim przez dłuższy czas.

pytanie jest jak poznać prawdziwy charakter tej klientki ?

Adashi - 18 lutego 2008, 19:08

Empirycznie, inaczej się nie da, IMHO :|
Agi - 18 lutego 2008, 19:36

Spróbować znaleźć się w tym towarzystwie co ona bez żadnych deklaracji i poobserwować. Upodobań, szczególnie przy jakiejś porcji alkoholu nie da się ukryć, a z Twojego posta wynika, że w tym towarzystwie się pija.
Martva - 29 kwietnia 2008, 09:08

W sumie nie wiem czy w dobrym temacie, ale chyba bardziej pasuje tu, niż w "Luźnych...''
Artykuł

Zobaczyłam zdjęcia i stwierdziłam: o, jaka fajna, ładna dziewczyna. A potem przeczytałam:
Cytat:
Marysia ma pryszczate ryło i tłuste, poskręcane w syfiaste kudły włosy, białe sadło na *beep* i schaby na biodrach. Jak widzę Marysię, zbiera mi się na bełta i to solidnego. Ma nawet chłopaka, który chyba w łóżku postępuje z nią według procedury »flaga na ryj i za Polskę «.

Przeczytałam też całą resztę artykułu i we mnie zawrzało.
Że też takich gnoi nie można ze szkoły wywalić na zbity pysk? Że mogą się poczuć totalnie bezkarni? Chyba że ofiara sobie zrobi krzywdę, bo dopiero wtedy się ktoś przejmie?

Bardzo, ale to bardzo się cieszę, że za czasów kiedy chodziłam do podstawówki Internet nie był w powszechnym użyciu.

Rafał - 29 kwietnia 2008, 09:32

To są prawie dorośli ludzie, przynajmniej mogliby zostać pociągnięci z oskarżenia prywatnego, możliwe, że kuratorium też (Tiszner się chyba w grobie obraca, że tekie indywiduum sobie nim gębe wyciera) - jeśli już w tym kierunku rodzice z Marią poszli.

Szkoła zachowała się chyba przyzwoicie?

Martva - 29 kwietnia 2008, 10:32

Szkoła tak, ale kuratorium... Żenada. I rodzice tych chłopców... :roll:
Zazdroszczę siły tej dziewczynie, ja miałam toksyczna klasę w podstawówce, wracałam do domu ze szkoły, płakałam 15 minut, a potem wsadzałam nos w książkę i nie było mnie.

dalambert - 29 kwietnia 2008, 10:45

Rafał napisał/a:
To są prawie dorośli ludzie,
druga licealna to 18-latkowie i to *beep* ma prawogłosu i Sejm wybiera to jest dopiero skandal :twisted:
Easy - 29 kwietnia 2008, 11:03

dalambert napisał/a:
Rafał napisał/a:
To są prawie dorośli ludzie,
druga licealna to 18-latkowie i to *beep* ma prawogłosu i Sejm wybiera to jest dopiero skandal :twisted:


90% osób w tym, i jakimkolwiek innym kraju nie powinno mieć prawa głosu. Nie wiek świadczy o dojrzałości, nie zawsze.

gorat - 29 kwietnia 2008, 11:15

I to jest dowód na wspaniałość demokracji szlacheckiej - właśnie 10% miało prawo.
Sosnechristo - 29 kwietnia 2008, 16:49

Paskudne. Tzn, sytuacja z artykułu przytoczonego przez Martvę jest paskudna. Ale to, niestety, dzisiaj codzienność w szkole. Przechodziłem przez podobne rzeczy. Tzn, nie wiem, czy ktoś mnie na forum publicznym obsmarował, ale nie byłem akceptowany w klasie, więc rozumiem tę dziewczynę.
Selithira - 29 kwietnia 2008, 17:06

Piękna dziewczyna... Pseudopowody, dla których tak o niej napisali... Glany? Heavy metal? Czerń? Klasyfikowanie ludzi pod kątem subkultury :|
I najważniejsze - " bo miała własne zdanie"... Zawsze szanowałam ludzi o odmiennych poglądach i zawsze byłam za taką opinię szanowana, nie mam pojęcia, jak inne zasady mogły się wykształcić w jednym z lepszych polskich liceów. Chyba zacznę tracić wiarę w ludzi :?

Martva - 29 kwietnia 2008, 18:32

Sosnechristo napisał/a:
Przechodziłem przez podobne rzeczy. Tzn, nie wiem, czy ktoś mnie na forum publicznym obsmarował, ale nie byłem akceptowany w klasie, więc rozumiem tę dziewczynę.


No ja właśnie też, dlatego mnie to tak ruszyło. Tylko ja byłam cichym, zamkniętym w sobie dzieckiem i bałam się zrobić cokolwiek. Na szczęście śmierci też się bałam.

Selithira napisał/a:
Chyba zacznę tracić wiarę w ludzi


Smutne, ale widać jak ładnie u nas wygląda tolerancja dla inności.
A ten tekst ojej chłopaku... no żesz, ja generalnie jestem przeciwna karom cielesnym, ale za coś takiego chłopiec powinien w pysk dostać, i to nie raz.

Miria - 29 kwietnia 2008, 19:42

Rodzice chłopaków są w tym wszystkim genialni. :evil:
Sosnechristo - 29 kwietnia 2008, 21:47

Martva napisał/a:
Smutne, ale widać jak ładnie u nas wygląda tolerancja dla inności.
A ten tekst ojej chłopaku... no żesz, ja generalnie jestem przeciwna karom cielesnym, ale za coś takiego chłopiec powinien w pysk dostać, i to nie raz.


Nie w pysk, tylko porządny wpierrrrr... Taki, żeby zapamiętali.
Poza tym czegoś tu nie rozumiem. Dziewczyna ładna, bystra. Zawsze mi się wydawało, że takie się podrywa, a nie obsmarowuje na jakimś portalu. :roll:
Źle, że cały czas młodzież nieco ambitniejsza, o odmiennych upodobaniach jest tak traktowana przez rówieśników. Dobrze, że zaczyna się o tym coraz głośniej mówić.

mistique - 29 kwietnia 2008, 21:52

O ja pie***, 4 punktów mi zabrakło do tego liceum, jak to dobrze...
Fidel-F2 - 29 kwietnia 2008, 21:53

hej, hej, a czemu od razu wpier..., sąd jest od tego
ihan - 29 kwietnia 2008, 21:54

Dobrze, że zaczyna się mówić, tylko z takiego mówienia niewiele wynika. Podobnie jak w przypadku dziewczyny z Gdańska, która popełniła samobójstwo. Rodzice chłopców nie widzą problemu, ba, uważają, że ich dzieci są ofiarami. Problem głębszy, bo tutaj rodzice chłopców wydawaliby się należeć raczej do elity, ale widać nie ma to żadnego znaczenia. Niesamowite, że większość klasy wiedziała i żadnej reakcji. Podobnie jak portal, który założony w takim celu, gdyby go dokładnie przejrzeć pewnie jeszcze sporo podobnych sytuacji by się okazało.
Martva - 29 kwietnia 2008, 21:58

Sosnechristo napisał/a:
Poza tym czegoś tu nie rozumiem. Dziewczyna ładna, bystra. Zawsze mi się wydawało, że takie się podrywa, a nie obsmarowuje na jakimś portalu.


Wiesz, ja naprawdę miałam straszne przejścia z rówieśnikami, tak w szóstej - ósmej klasie podstawówki. Kompleksy mi zostały do dzisiaj. Czułam się strasznie - a potem, po latach, dowiedziałam się że byłam najładniejsza w klasie i oni wszyscy na mnie 'lecieli' :roll: Noż wurwa, gdybym ja była wtedy minimalnie odważniejsza to bym się pocięła przecież.

I myślę że ona im imponuje, i czują się od niej głupsi - to obsmarowywanie wynika z czystej zawiści. Co oczywiście nie jest absolutnie żadnym usprawiedliwieniem, żeby nie było - powinni dostać naganę i wylecieć ze szkoły. Dla przykładu.

Sosnechristo - 29 kwietnia 2008, 22:08

Fidel-F2 napisał/a:
hej, hej, a czemu od razu wpier..., sąd jest od tego



Dlatego, że kara wyznaczona z urzędu spłynie po nich jak po kaczce. Wiem, bo sam obracałem się w takim towarzystwie przez dziewięć lat. To ludzie inteligentni, z osobna sympatyczni, ale w grupie bezwzględni. Podle się czuję, że podaję niektórym ze "znajomych" rękę na ulicy, ale mniejsza o większość.
W każdym razie takie typy zrozumieją tylko język ciała, kontakt powierzchowny.
Nagana? Będą się mogli przed kumplami pochwalić, zyskają powód do kolejnych bluzg. A przed łomotem nie ochronią ich wpływy mamusiek i tatusiów.

Fidel-F2 - 29 kwietnia 2008, 22:10

:mrgreen:
ihan - 29 kwietnia 2008, 22:13

No proszę, jak Fidel ślicznie podpuścił kolegę :bravo

Tralala, przemoc nie jest żadnym rozwiązaniem. Uzmysłowi im, że źle zrobili? Zrozumieją, że skrzywdzili koleżankę? Skądże, uzmysłowi, że byli głupi, że dali sie złapać, że pisali otwartym tekstem, że podali imię i nazwisko. I tyle.

dzejes - 29 kwietnia 2008, 22:19

Jakie piękne stowarzyszenie umarłych poetów się zrobiło :roll: Sami prześladowani nonkomformiści.

W tej całej sprawie problemem jest to, że oni zamiast plotkować oralnie pozostawili ślady. Kluczowy jest fragment o tym, że ona zaczęła układać sobie kontakty z resztą klasy. Gdyby nie forum - to nie byłoby śladu po tych wypowiedziach, to i te wypowiedzi zapewne nie byłyby takie, jakie były - bo nie byłoby wzajemnego nakręcania się przez uczniów.

Fatalne jest natomiast zachowanie rodziców, którzy dają dzieciom piękną lekcję życia - jak się coś spieprzy, to mamusia i tatuś pomogą. Fatalne.

Z drugiej strony nie wiem czy wydalenie ze szkoły nie jest zbyt surową karą za coś, co jest tak naprawdę normą i czy nie jest hipokryzją to, że kara dotyka uczniów tak, a nie inaczej przez szkołę traktowanych. A jak ukarać? Solidny kop w dupę - rodzicom, że takich gnojków chowają. Chowają, bo przecież to ciągle nie do końca ukształtowani ludzie. Dlatego uważam, że jeśli cokolwiek spowoduje upadek cywilizacji Zachodu, to nie ryćkający się homoseksualiści, tylko rozpieszczone dorosłe dzieci, które przyzywczajone są do tego, że przecież "dorośli" zawsze załatwią - a dorosłych kiedyś braknie.

No i jeszcze jedna sprawa, na którą uwagi nikt nie zwrócił - poziom merytoryczny owych bluzgów. Tragedia, dno i pół metra mułu. I to mają być uczniowie renomowanego liceum?

Sosnechristo - 29 kwietnia 2008, 22:50

Fidel, myśmy chyba z innym rodzajem młodzieży obcowali. Do moich "kumpli" przemawiały tylko te najprostsze 'informacje', tylko tego, że dostaną - przed audytorium - się bali. Zdarzało się, że dyrektorce pyskowali, mimo grożącej nagany. Kar rodziców też się nie bali. Nie wiem, może to ja trafiłem na jakieś wyjątkowe egzemplarze? :roll:



dzejes napisał/a:
Jakie piękne stowarzyszenie umarłych poetów się zrobiło :roll: Sami prześladowani nonkomformiści.



No to teraz zaryzykuję, być może stracę czyjś szacunek na forum, ale trudno.
Nie wiem, ja tam poznałem taki mechanizm z obu stron; powiedzmy, że jestem nawróconym grzesznikiem (nawet jeśli grzeszyłem łagodnie i raczej z pobudek osobistych, niźli z racji owczego pędu i nigdy przeciw dziewczynom). Tak, kiedyś też byłem wilkiem i żarłem się ze stadem. Tylko że szybko pojąłem, jakie są konsekwencje takich czynów - że mogę komuś zrobić co najmniej przykrość. Chwała Bogu, nikogo porządnie skrzywdzić nie zdążyłem. I tego mi niektórzy darować nie mogą - że się za 'miękki' okazałem.
Ale i tak czuję wstyd.

dzejes napisał/a:
Gdyby nie forum - to nie byłoby śladu po tych wypowiedziach, to i te wypowiedzi zapewne nie byłyby takie, jakie były - bo nie byłoby wzajemnego nakręcania się przez uczniów.


Byłyby, może nawet gorsze. W towarzystwie kolegów można sobie na wiele pozwolić, a czasem i coś naprawdę ohydnego w twarz rzucić. Ot, żeby za dobrze przedmiotowi dyskusji w klasie nie było.

dzejes napisał/a:
No i jeszcze jedna sprawa, na którą uwagi nikt nie zwrócił - poziom merytoryczny owych bluzgów. Tragedia, dno i pół metra mułu. I to mają być uczniowie renomowanego liceum?


Nie napisałem nic o tym, że to loża chamów, a nie szyderców? :shock: Psiakrew, zapomniałem, przez ten młyn w domu. Mi się zawsze loża szyderców kojarzyła z grupą, owszem, wredną i ciętą, ale inteligentną i przygadującą wypowiedziami reprezentującymi pewien poziom.

Fidel-F2 - 29 kwietnia 2008, 22:56

Sosnechristo, patrz ihan,
Sosnechristo - 30 kwietnia 2008, 10:01

Dobra, może i się zagalopowałem. Tylko co przemówi do takich ludzi?
Martva - 30 kwietnia 2008, 10:05

Cytat:
Jakie piękne stowarzyszenie umarłych poetów się zrobiło :roll: Sami prześladowani nonkomformiści.


Ja tam niekoniecznie byłam nonkonformistką. Potrzebowałam akceptacji rówieśników, ale jakoś mi nie wychodziło. Ale chodziłam w dzwonach, słuchałam Beatlesów i czytałam książki, i to im strasznie przeszkadzało...

dzejes napisał/a:
Fatalne jest natomiast zachowanie rodziców, którzy dają dzieciom piękną lekcję życia - jak się coś spieprzy, to mamusia i tatuś pomogą.


I potem wyślą na narty do Włoch.

dzejes napisał/a:
Z drugiej strony nie wiem czy wydalenie ze szkoły nie jest zbyt surową karą za coś, co jest tak naprawdę normą


No to trzeba zmienić te normy. I co innego prywatna rozmowa paru kolegów, a co innego wylewanie kubłów pomyj na forum publicznym. Niech się chłopaki uczą że się trzeba w język czasem ugryźć.

dzejes napisał/a:
I to mają być uczniowie renomowanego liceum?


Przerażające...

Rafał - 30 kwietnia 2008, 10:39

Pierniczycie jak stare zgredy, co zapomniał wół jak cielęciem był? :wink:
Szkoła to zawsze była dżungla z prawem pięści, nikt się nie bił na przerwach? W tym momencie Pilipiuk mi się przypomniał, pewnie mógłby coś dorzucić, za to w całej komentowanej informacji na pochwałę zasługuje szkoła - za reakcję.
A rodziców tych gnojków należałoby pociągnąć po kieszeni, tak po 100 tys na domy dziecka. I bezwzględnie wywalić ich ze szkoły!

hrabek - 30 kwietnia 2008, 10:41

rodzice tej dziewczyny zawsze moga wytoczyc proces cywilny. A pewnie i ona sama moze.
Rafał - 30 kwietnia 2008, 10:51

Otóż to, otóż to, jakaś organizacja powinna im pomóc to zorganizować. Choćby tylko dla przykładu.
Easy - 30 kwietnia 2008, 16:08

http://www.dziennik.pl/wy...tki_o_seks.html

Szkoła uczy, szkoła bawi...

Fearfol - 30 kwietnia 2008, 16:15

raczej to nie jest zabawne tylko żałosne ze strony tej katechetki.
Adashi - 1 maja 2008, 13:26

Sosnechristo napisał/a:
Tylko co przemówi do takich ludzi?

No jak to co? Urwanie lusterka od samochodu/motoru/roweru/hulajnogi nauczy ich moresu, niezawodnie :twisted:

ihan - 1 maja 2008, 19:46

Lepiej by przemówiło oderwanie samochodu od lusterka. Od takiego wyczynu to by dopiero kopary opadły.
Obawiam się, że konieczne by były szersze działania, począwszy od rodziców, bo pewnie rodzice w podobnym tonie wypowiadają się o innych ludziach, zresztą nie wyczytałam by rodzice byli zszokowani poziomem wypowiedzi.

Fidel-F2 - 1 maja 2008, 20:08

ja rodzicow rozumiem, sam na ich miejscu walczyłbym żeby dziecku się upiekło
natomiast wewnątrzrodzinnie ukarałbym *beep* bardzo dotkliwie chociaz mam nadzieje, że będe takim ojcem, że do takiej sytuacji nigdy nie dojdzie

ihan - 1 maja 2008, 21:28

Jednak jest pewna różnica między postawą: "moje dziecko źle postąpiło, przepraszam, sam rozwiążę tę sprawę" a postępowaniem rodziców opisanych w artykule.
Fidel-F2 - 1 maja 2008, 21:42

ihan, IMO, czepić się można metod ale nie mechanizmu

z drugiej strony, nie bardzo bym wnikał jak oni tam "sami rozwiążą sprawę" bo to zbyt złożona kwestia jest

zasadniczo, w tej sytuacji, szkoła powinna zareagowac stosownie, no i sąd jesli do niego to dotrze

oczywiście nie miał bym nic przeciwko wyprostowaniu gnojkom priorytetów odrobiną buta

Martva - 5 maja 2008, 12:56

Wysłanie delikwenta na zagraniczną wycieczkę na narty nie jest dla mnie wewnętrznym rozwiązaniem sprawy. Wątpię żeby mu chociaż kieszonkowe obcięli.
Fidel-F2 - 5 maja 2008, 20:20

Martva, ale to jest niesprawdzalne (chyba, że publicznie pokażą ślady chłosty) i niewarte dyskusji. Wysłali go pewnie nie w nagrode tylko by go trzymać z daleka aż sprawa przycichnie. I nie chce dalej wnikac bo trzeba by elaborat pisać.
Fearfol - 6 maja 2008, 11:46

Ja sam jestem w II klasie L.O , dokładnie taki sam wiek jak oni. I z mojego punktu widzenia, wygląda to trochę inaczej. Uważam że prawda i odpowiedzialność leży po środku.

Ta dziewczyna Maria, też trochę przegięła pałę, jeżeli jestem nowy w klasie to próbuje się integrować a nie stawiać mur. Pierwsze co bym zrobił po przyjściu do nowej klasy to zaprosiłbym wszystkich na piwo( to taki rodzaj okupienia się ). Klientom z jej klasy nie podobał się ton jej wypowiedzi i w ogóle to co mówiła ( coś tam było że my w MyP to mieliśmy więcej) i ja tu też bym ją wyśmiał, skoro chce więcej to niech idzie do tej klasy, dlaczego wszyscy mają się przystosowywać do jej poziomu. ( no chyba że chcą). Bo ogólnie bardzo denerwujące jest zachowanie gdy człowiek uważa że mu nie zależy, zamyka się, nonszalancja wobec całej klasy ( coś tam było też że ten przyznaję ten dawid jest ode mnie lepszy w j.polskim) - i to nie jest wywyższanie się? (przypuszczam) że uważała klasę za matołów i nie gadała za bardzo z nimi ( bo to nie jej poziom). Co do czepiania się wyglądu , tutaj chłopaki "najechali" na to , na co najłatwiej, za mały zasób słów żeby obsmarować charakter to trzeba się czepiać wyglądu. Bo znów sięgając do przeszłości , sam też należałem do grupy 3mającej władze w gym. I co ciekawe najbardziej wqrwialo gdy ktoś ma zryty charakter i na siłę próbuje sobie znaleźć we mnie kolegę, nie obchodził nas wygląd bo on nie był tak ważny.Do tej pory unikam klientki która po prostu ma strasznie zryty charakter, (np: nie tańczę z nią , jak mnie po prosi to odmawiam itd. )od razu nie spodobała mi się w wypowiedziach gdy zamiast kryć klasę to jeszcze ją oskarżała.

teraz w L.O nie jestem przykładem subkulturwowca, swoją muzykę słucham w domu albo w słuchawkach, na wycieczkach w wspólnym odbiorniku leci coś śmiesznego, albo coś co wszyscy znają. Nikt nie narzucą się ze swoja indywidualnością. Powód do drwin to właśnie takie zamykanie się w swoim świecie, ja to np; pojechałem na pidżamę porno, teraz wybieram się na Fokusa z Paktofoniki do posen, później mam w planach jarocin i sunrise. Chciałbym tym udowodnić że jestem otwarty na ludzi, i nie zamykam się w "czterech ścianach " swojej muzyki.

aha i skoro ona jest taka ynteligenta to czemu im nie wybaczyła ? ja nie wiem ale swoim małym rozumkiem to pojmuję zasadę " że głupszym się ustępuje", oczywiście do pewnych granic. Ja to też musiałem kilka razy dać kolesią w mordę żeby ugruntować swoją pozycję w klasie, sam przy tym dostałem baty ale to buduje respekt.

dalambert - 6 maja 2008, 12:04

Fearfol napisał/a:
aha i skoro ona jest taka ynteligenta to czemu im nie wybaczyła ?

a zjakiej to paki yntelygencja ma być zobowiązana do wybaczanie chamom i głupkom :?:
Chamstwu należy sie przeciwstawiac siłą i godnością osobistą :!:

Martva - 6 maja 2008, 12:35

Fearfol, powiedz że żartujesz... :shock:
Żeby nie było: ja rozumiem irytację reszty klasy, ze przyszła nowa i się panoszy. Natomiast taka irytacja absolutnie nie usprawiedliwia pisania o kimś, że zacytuję:
Cytat:
jest jedną z najbardziej zje*anych osób, jakie znam

Cytat:
Jak widzę Marysię, zbiera mi się na bełta i to solidnego. Ma nawet chłopaka, który chyba w łóżku postępuje z nią według procedury »flaga na ryj i za Polskę

Cytat:
Powinna ciągnąć druty za jałmużnę na Kaszubach, a nie chodzić do »Trójki «

Jak kogoś nie lubię, to go ignoruję. I już. Nie muszę o nim chamsko pisać na forum publicznym, prawda?

Uważam się za osobę inteligentną, ale czegoś takiego bym nie wybaczyła. Nigdy.
Ty byś wybaczył? Jakby ktoś coś takiego napisał o Tobie? Albo Twojej dziewczynie?

Fearfol - 6 maja 2008, 15:26

Co do języka ich wypowiedzi to się absolutnie z tobą zgadzam, poziom żenująco niski. Ale nie wiem czy zauważyliście pewną bardzo złą tendencję, otóż przekleństwa i bluzgi strasznie spowszedniały, i ich poziom "mocy" się drastycznie obniża. Np kiedyś jak powiedziałem na brata że jest głupi to była afera, rodzice zabraniali, w szkole również (podstawówka) dzieci nie znały słów na negatywne określenie kogoś lub czegoś. Używało się : jesteś zły, nie dobry , w skrajnych przypadkach jesteś głupi jak but/osioł. A teraz? już w podstawówce karzeł co nie odrósł od ziemi wyzywa cię od h.. , k.. i wymyśla najróżniejsze porównania co było kiedyś nie do pomyślenia. Uważam, że agresja która zawsze była obecna w społeczeństwie ewoluowała z przemocy fizycznej ( bójek, kiedyś już za byle co skakaliśmy sobie do gardeł) do przemocy "słownej" , czyli wymyślanie coraz bardziej wulgarnych odzywek.

tak więc ich intencje usprawiedliwiam( w części) , natomiast języka nie.

Martva napisał/a:

Uważam się za osobę inteligentną, ale czegoś takiego bym nie wybaczyła. Nigdy.
Ty byś wybaczył? Jakby ktoś coś takiego napisał o Tobie? Albo Twojej dziewczynie?


ja bym się nie bawił i dał w mordę, najwyżej bym przegrał. Ona natomiast jest dziewczyną więc skoro jest w radiowęźle niech najeżdża klientów przez radio, (w necie znajdzie najróżniejsze określenia), obgaduje za plecami.

Martva - 6 maja 2008, 15:34

A ja bym na jej miejscu naciskała na wywalenie ich ze szkoły. Za poziom między innymi, uważam gości za niegodnych dobrego LO. Uczniowie dobrego LO nie powinni się zachowywać jak dzieci z rynsztoka. Obgadywanie za plecami to jest właśnie taktyka miernych gnojków, co inaczej podskoczyć nie mają odwagi.

Niepokoi mnie postawa że jest sama sobie winna. Bo rzeczywiście, postawiła się, nie pozwala się gnoić, nie położyła uszu po sobie - a gdyby miała słabszy charakter i zrobiła sobie krzywdę, to byłaby 'biednym nieszczęsnym dzieckiem' i ofiarą przemocy szkolnej.

Fearfol - 6 maja 2008, 15:59

wywalenie ze szkoły no nie wiem , to najprostsza droga do rynsztoku, bo co on powie w nowej szkole ? "HA, wywalili mnie , bo taka k. naskarżyła że ją obsmarowałem na żal.pl"
I gościu się deprawuje , nie chce mu się dbać o oceny i stosunki z innymi uczniami.

Ja na miejscu dyrka to skazałbym na przymusową współpracę z tą dziewczyną, prace grupowe , zajęcia wychowawcze i przedmiotowe, po to żeby nauczyli się żyć z osobami który nienawidzą.

Rafał - 6 maja 2008, 16:32

A co mnie obchodzi, że jakiś ch.. niemyty dalej się deprawuje i stoczy się do rynsztoku i tak mu tam niedaleko, mnie obchodzi, aby moje dziecko, które chodzi do tej szkoły było bezpieczne.
ihan - 6 maja 2008, 16:34

Fearfol napisał/a:
Ja na miejscu dyrka to skazałbym na przymusową współpracę z tą dziewczyną, prace grupowe , zajęcia wychowawcze i przedmiotowe, po to żeby nauczyli się żyć z osobami który nienawidzą.

przepraszam a czemu ta dziewczyna winna? Ja na jej miejscu nie życzyłabym sobie przebywać w towarzystwie takiego osobnika i nie wiem dlaczego ktoś miałby mnie zmuszać.

Miria - 6 maja 2008, 16:57

Martva napisał/a:
A ja bym na jej miejscu naciskała na wywalenie ich ze szkoły.


Obawiam się, że należałoby powywalać pi razy oko jedną trzecią (tak optymistycznie licząc) wszystkich uczniów ze wszystkich szkół. Ten przypadek nagłośniono, ale takie zachowania są nagminne, coś w tym, co napisał Fearfol o słownej agresji, zdecydowanie jest. W tym roku uczeń z mojej klasy dostawał smsy o obrzydliwej treści (twoja matka to... itd. słownictwo na poziomie gorszym, niż cytowane w artykule, pogróżki) i okazało się, że były one wysyłane przez dziewięciolatka. Nie doszłam, dlaczego je wysyłał, nie jest uczniem szkoły, w której pracuję, ale z relacji rodziców wynika, że z głupoty i dla zabawy.

To jest poważny problem, skala jest ogromna, bynajmniej nie chodzi mi o to, że powinno ujść chlopakom z artykułu na sucho - ale co robić, wywalać wszystkich takich? Tzn. przenosić do innych szkół? W podstawówce to się nie sprawdzi, jest rejonizacja i właściwie guzik można, jesli rodzice nie wyrażą zgody. A większość z nich zachowuje się tak, jak rodzice tych chłopaków (chociaż ten dziewięciolatek dostał podobno lanie, matka przyprowadziła go do rodziców poszkodowanego i afera była).

Jako nauczyciel po prostu nie wiem, jak skutecznie z tym zjawiskiem walczyć. Tłumaczyć można w nieskończoność, kazda szkoła ma program przeciwdzialania agresji i powiem, że przynajmniej u nas nacisk na ów program jest mocny, rozmawia się z rodzicami, są i kary rozmaite, a jak przyjdzie co do czego, to i tak najskuteczniejszym argumentem w sporze jest "twoja matka to..., a ty...". Może macie jakieś pomysły?

Fearfol - 6 maja 2008, 16:58

"To mogła się Maryśka chociaż zbliżyć do Adama, syna rolnika, takiego samego odludka klasowego jak ona. A ona nie. Nie zabiega o akceptację, nie rozmawia z nikim z klasy na przerwach, znika ze swoich chłopakiem albo znajomymi z innych klas. Ubiera się na czarno, nosi glany, słucha progresywnego metalu i rocka, śpiewa we własnym zespole rockowym Defibrylator, maluje obrazy i chce zostać artystką, dostaje się do finału olimpiady z języka polskiego, zwycięża w konkursach plastycznych, prowadzi szkolne radio."

pogrubione - to jest właśnie jej problem , bo od czego jest klasa ? czy to zbiór indywidualności ? każdy sobie rzepkę skrobie ? Ona ma ich najnormalniej w *beep*, powinna nauczyć się zauważać ludzi z innymi poglądami z innym sposobem myślenia. Boję się że mnie nie zrozumiecie ale choć próbuję.

Martva - 6 maja 2008, 17:22

Fearfol napisał/a:
Ja na miejscu dyrka to skazałbym na przymusową współpracę z tą dziewczyną, prace grupowe , zajęcia wychowawcze i przedmiotowe, po to żeby nauczyli się żyć z osobami który nienawidzą.


Wiesz, kiedyś wychowawczyni posadziła koło mnie jednego, hmmm, niegrzecznego ucznia. Do dziś nie wiem czym jej zaszkodziłam, że mnie tak ukarała, bo przez resztę semestru przeżywałam koszmar.

Miria napisał/a:
Ten przypadek nagłośniono, ale takie zachowania są nagminne,


No to nagłośniono, gdyby ich wywalili to może niektórym dałoby to do myślenia. A tak inni dostali jasny i prosty komunikat, że można gnoić innych i nie ponosić żadnych konsekwencji. Boję się ze niedługo będzie następna taka sprawa, a jeśli trafia na kogoś słabszego psychicznie, to może się skończyć tragicznie.

Fearfol napisał/a:
Nie zabiega o akceptację, nie rozmawia z nikim z klasy na przerwach, znika ze swoich chłopakiem albo znajomymi z innych klas


No, jakby to powiedzieć. Straszne. Ma swoje życie, swój styl. Gryzie kogoś? Bije? Wyzywa?
Nie każdy musi być konformistą. Może ona po prostu nie ma wspólnych zainteresować i tematów z tymi ludźmi, to co, ma udawać że ma? Podlizywać się, żeby się przypodobać?
Ludzie są różni.

Fearfol napisał/a:
Ona ma ich najnormalniej w *beep*, powinna nauczyć się zauważać ludzi z innymi poglądami z innym sposobem myślenia


Chwila moment, a dlaczego ONA powinna się nauczyć zauważać ludzi z innymi poglądami i z innym sposobem myślenia, a reszta jej klasy nie? Dlaczego tylko ona ma akceptować ich, a oni nie mogą zaakceptować jej?
Ja naprawdę nie widzę problemu, jeśli ktoś mnie olewa, to ja jego też olewam. Koniec, kropka. Wszyscy są zadowoleni.

dzejes - 6 maja 2008, 19:00

Martva napisał/a:
.
Chwila moment, a dlaczego ONA powinna się nauczyć zauważać ludzi z innymi poglądami i z innym sposobem myślenia, a reszta jej klasy nie? Dlaczego tylko ona ma akceptować ich, a oni nie mogą zaakceptować jej?


Podstawową rolą szkoły jest socjalizacja, nabycie umiejętności społecznych. Życie w grupie, nie zawsze takiej, jaką byśmy sobie wymarzyli, współpraca z ludźmi, których nie zawsze mamy ochotę oglądać.

I jeszcze mała uwaga - to rozmowa o zjawisku, wstawianie co drugie zdanie "A bo ja miałam/miałem..." jest jałowe.

jewgienij - 6 maja 2008, 19:15

Martva napisał/a:
Wiesz, kiedyś wychowawczyni posadziła koło mnie jednego, hmmm, niegrzecznego ucznia. Do dziś nie wiem czym jej zaszkodziłam, że mnie tak ukarała, bo przez resztę semestru przeżywałam koszmar.


Cholera, poruszyłaś moje sumienie. Sam byłem takim uczniem, którego dosadzano do dziewczyn w naiwnej wierze, że się uspokoi :oops: Nawet nie sądziłem, że można o tym tak długo pamiętać. Bo ja sam mało raczej pamiętam z czasów szkolnych.

Co do roli szkoły, to dzejes ma rację. Ma uczyć życia w stadzie.

ihan - 6 maja 2008, 19:17

Znam ludzi twierdzących, że szkoła służy hodowli osób pozbawionych osobowości i wyrównaniu wszystkich do jednego worka. A jednak istnieją szkoły integracyjne, w których dzieci mają się oswoić z innością i zrozumieć, że świat nie jest czarno-biały a ludzie są różni. Socjalizacja, w porządku, ale zdefiniujmy co to jest, i co według przytoczonej przez Fearfola opinii strasznego zrobiła? Znikała na przerwach, miała swoich znajomych? No ja was przepraszam, ale to nie dzieci w przedszkolu tylko prawie dorośli ludzie. Żyła w grupie, pewnie współpracowała na lekcjach, bo w dobrej szkole na tym powinna polegać część zajęć, jeśli nie, rola nauczyciela by reagować.
Miria - 6 maja 2008, 19:32

ihan napisał/a:
Żyła w grupie, pewnie współpracowała na lekcjach, bo w dobrej szkole na tym powinna polegać część zajęć, jeśli nie, rola nauczyciela by reagować.


Powiedz mi, jak reagować, żeby naprawdę rozwiązać problem, a nie tylko go ukryć. Dziewczyna niewątpliwie jest indywidualistką i socjalizować się nie miała najmniejszej ochoty. Stawiała raczej na rywalizację, niż współpracę. To źle, czy dobrze? Należy kogoś uspołeczniac za wszelką cenę, czy nie? Jeśli tak, to jak to zrobić, żeby nie wyrządzić krzywdy?

Fidel-F2 - 6 maja 2008, 19:38

Miria napisał/a:
Jako nauczyciel po prostu nie wiem, jak skutecznie z tym zjawiskiem walczyć. Tłumaczyć można w nieskończoność, kazda szkoła ma program przeciwdzialania agresji i powiem, że przynajmniej u nas nacisk na ów program jest mocny, rozmawia się z rodzicami, są i kary rozmaite, a jak przyjdzie co do czego, to i tak najskuteczniejszym argumentem w sporze jest "twoja matka to..., a ty...". Może macie jakieś pomysły?
niewiele możesz zrobić, spoleczeństwo zmierza sobie w kierunku w jakim zmierza, wychowanie większości rodziców kojarzy się z tym, żeby dzieciak na obiad miał mielonego, a z odwdzięki, ma wstydu nie robić, dwój nie przynosić ze szkoły, dobrze też, żeby policja się nim nie interesowała. I to w zasadzie wszystko. Cóż szkoła, choćby najlepsza lecz obdarta z jakiegokolwiek autorytetu moze uczynić?
dzejes - 6 maja 2008, 19:40

ihan napisał/a:
Znam ludzi twierdzących, że szkoła służy hodowli osób pozbawionych osobowości i wyrównaniu wszystkich do jednego worka. A jednak istnieją szkoły integracyjne, w których dzieci mają się oswoić z innością i zrozumieć, że świat nie jest czarno-biały a ludzie są różni.


Widzisz gdzieś sprzeczność? Obie wersje to socjalizacja, czyli nabywanie umiejętności życia w społeczeństwie, uczenia się norm w nim obowiązujących.


ihan napisał/a:

Socjalizacja, w porządku, ale zdefiniujmy co to jest, i co według przytoczonej przez Fearfola opinii strasznego zrobiła? Znikała na przerwach, miała swoich znajomych? No ja was przepraszam, ale to nie dzieci w przedszkolu tylko prawie dorośli ludzie. Żyła w grupie, pewnie współpracowała na lekcjach, bo w dobrej szkole na tym powinna polegać część zajęć, jeśli nie, rola nauczyciela by reagować.


Jak reagować? Mitologizujesz szkołę i nauczyciela. Sama zauważasz, że to prawie dorośli ludzie - ona też. Wiedziała chyba, że zmieniając klasę może mieć pod górkę. Chyba zresztą sama mówiła, że "ci z IIB uważali nas za lepszych..." - więc jako prawie dorosła osoba powinna wziąć za siebie odpowiedzialność.

Miria - 6 maja 2008, 19:48

Nie wiem, może da się jakoś autorytet odzyskać? Po prostu nie wiem, takich rzeczy nie uczą na studiach ani na kursach, kazdy nauczyciel sam musi sie nauczyć. Ja do tego nie doszłam i nie wiem, czy kiedykolwiek znajdę jakiś sposób. Może jestem złym nauczycielem?

Ech, użalam się, ale takie sa bolączki codziennego życia w szkole. Mnóstwo sprzeczności, sytuacji frustrujących, kiedy bezsilośc ogarnia i ma się wszystkiego dosyć. Odbiegnę od tematu, ale a propos uspołeczniania - u nas jest chłopiec, pochodzacy z patologicznej "rodziny" (właściwie o rodzinie trudno mówić), dla którego jedynym znanym językiem, sposobem porozumienia z rówiesnikami jest agresja i zastraszanie. No i próbujemy go uspołecznić, tylko że wygląda to tak, że on bez powodu podchodzi do dzieci i je bije, wyzywa najgorszymi obelgami. W sytuacji sam na sam jest zupełnie inny, ale co JA mam zrobić, kiedy stoję na dyżurze i widzę, że on podchodzi do innego dziecka i je kopie, i wiem, że na moją uwagę reakcją będzie śmiech, ponowne kopnięcie lub stek bluzgów? Wzywac policję? Była wiele razy. Pedagog? Usprawiedliwia go za każdym razem, "bo on jest biedny". Dyrektor? "Ma pani problem, to ja wyznczam pani zadanie - niech go pani rozwiąże". A co z innymi dzieciakami? Patrzą i widzą jego bezkarność. No i co robić?

EDIT: Do Fidela to było.

Fearfol - 6 maja 2008, 20:01

zostaje z tobą po lekcjach , tłumaczysz mu, sprawdzasz czy ma problemy z nauką jeżeli tak to pomożesz mu w lekcjach. . ( zbudujesz sobie szacunek ) i dopiero po tym zacznie respektować twoje uwagi. zależy też ile ma lat . Jeżeli jest starszy to nic mu raczej nie pomoże.
klient po prostu poprzez agresywne zachowanie próbuje ukryć to że jest biedny i tępy w nauce.
znaczy jak to nie pomoże to zrobić wszystko aby trafił do poprawczaka.


Cytat:
Nie każdy musi być konformistą. Może ona po prostu nie ma wspólnych zainteresować i tematów z tymi ludźmi, to co, ma udawać że ma? Podlizywać się, żeby się przypodobać?


no nie tutaj popadasz w skrajność , to może wszyscy zatrzaśniemy się w gettach (swoją drogą ciekawa dyskusja jest w wątku dekalogu fantasty ) i w ogóle nie będziemy utrzymywać kontaktów z innymi ludźmi. Nie każdy musi być konformistą ? to chyba nie wierzysz w małżeństwa i drużyny piłkarskie. Nie ma tematów i zainteresowań wspólnych , aha ja takie coś to mógłbym stwierdzić po paru latach nauki , a nie po kilku miechach. Nie podlizywać tylko zluzować i zintegrować. I znów jak mawiali starzy górale " jak wejdziesz między wrony musisz krakać tak jak one".
A tak w ogóle to Martva na podstawie tego to możesz stworzyć shorta,: świat w którym nikt nikomu nie ustępuje , ciągła wojna o wszystko , brak społeczeństwa.

<och cholera nie zauważyłem edita>[/quote]

Fidel-F2 - 6 maja 2008, 20:04

Miria, nie wiem, może po prostu potrzebuje kogoś kto się porządnie zaangażuje i wejdzie w rolę rodziców, to ciężka praca ale chyba taki Twój zawód
Miria - 6 maja 2008, 20:23

Fearfol napisał/a:
zostaje z tobą po lekcjach , tłumaczysz mu, sprawdzasz czy ma problemy z nauką jeżeli tak to pomożesz mu w lekcjach. . ( zbudujesz sobie szacunek ) i dopiero po tym zacznie respektować twoje uwagi. zależy też ile ma lat . Jeżeli jest starszy to nic mu raczej nie pomoże.


Wszystko to jest robione. Pedagog, która zaangażowała się w sprawę calkowicie, poświęca mu mnóstwo prywatnego czasu, zabiera na wyjazdy, pomaga w nauce. Wychowawczyni podobnie. Ja go w tej chwili nie uczę i niemożliwością jest, żebym się nim w ten sposób zajmowała, bo mam swoją klasę i naprawdę sporo rzeczy, którymi muszę się zająć. Zresztą, w zeszłym roku miałam z nim nauczanie indywidualne i można się dogadać. Wychowawczyni mnóstwo osiągnęła, sprawiła, że on ma swoje zainteresowania, rozumie dużo. Tylko co z tego, wszystkiego, skoro nadal bije i wyzywa dzieci? Gdy tylko znajdzie się wśród równieśników - zachowuje się agresywnie, często stwarza zagrożenie. Przeciez codziennie po szkole w końcu wraca do tego swojego "domu"? Konkretna sytuacja, przerwa, dyżur - i co?

ihan - 6 maja 2008, 21:01

Miria napisał/a:
ihan napisał/a:
Żyła w grupie, pewnie współpracowała na lekcjach, bo w dobrej szkole na tym powinna polegać część zajęć, jeśli nie, rola nauczyciela by reagować.


Powiedz mi, jak reagować, żeby naprawdę rozwiązać problem, a nie tylko go ukryć. Dziewczyna niewątpliwie jest indywidualistką i socjalizować się nie miała najmniejszej ochoty. Stawiała raczej na rywalizację, niż współpracę. To źle, czy dobrze? Należy kogoś uspołeczniac za wszelką cenę, czy nie? Jeśli tak, to jak to zrobić, żeby nie wyrządzić krzywdy?


Pytanie, czy działała poza przyjętymi normami? Nie zauważyłam, by jej indywidualność wykraczała poza nienadmierne kumplowanie się z nową klasą. Nie utożsamiajmy uspołeczniania się z obowiązkiem bycia bratem-łatą dla wszystkich. Miała problemy z nauką, z nauczycielami, z niewłaściwym zachowaniem?

dzejes napisał/a:

Jak reagować? Mitologizujesz szkołę i nauczyciela. Sama zauważasz, że to prawie dorośli ludzie - ona też. Wiedziała chyba, że zmieniając klasę może mieć pod górkę. Chyba zresztą sama mówiła, że "ci z IIB uważali nas za lepszych..." - więc jako prawie dorosła osoba powinna wziąć za siebie odpowiedzialność.


A w którym momencie nie wzięła na siebie odpowiedzialności? A może niespoufalanie się z klasą to była właśnie odpowiedzialność, nie chciała się narzucać? Klasa to nie zbiór osób, które obowiązkowo muszą się przyjaźnić, nie była kulturalno-oświatowym i nie podjęła się zabawiania i uszczęśliwiania wszystkich wokół.
Zresztą, IMHO, nic nie usprawiedliwia takiego zachowania tych chłopców, dorosły człowiek w takiej sytuacji ignoruje.

Martva - 6 maja 2008, 21:36

dzejes napisał/a:
Podstawową rolą szkoły jest socjalizacja, nabycie umiejętności społecznych. Życie w grupie, nie zawsze takiej, jaką byśmy sobie wymarzyli, współpraca z ludźmi, których nie zawsze mamy ochotę oglądać.


Akceptacji inności i tego że ludzie bywają różni też powinna uczyć. Moim zdaniem przynajmniej.

dalambert - 7 maja 2008, 08:13

Wszystko to bardzo ślicznie , ale Martva, co mają robić ci którzy nie są INNI, odrębni i wyjątkowi, ciągle mają się dostosowywać do kolejnych popaprańców, tolerować czyjeś chamstwo - bo spowodowane innością, akceptować arogancję różnych narcystycznych bęcwałów i kretynek co od otoczenia wymagają nieustającego pochylania się nad ich problemami i entuzjazmu dla kolejnych innowacji ?
A może wiźiąć sprawy w swoje ręce i szkolnemu agresorkowi tak po lekcjach przylać by do wakacji wylądował na urazówce i tam w gipsie agresję ćwiczył :mrgreen:

ihan - 7 maja 2008, 09:09

Oczywiście dalambercie. W dyskutowanym przykładzie wredna agresorka, popaprana jak rzadko nie integrowała się z klasą na przerwie, miała swoich znajomych. W zasadzie chłopcy dzielni byli, tolerancyjni jak rzadko, że wylali swoje frustracje jedynie w sieci, zamiast porządnie jej przylać. Bo jej agresja była niesłychana, narcystyczna kretynka normalnie. A pomysł żeby nie było innych, odrębnych i wyjątkowych był realizowany w Chinach, w socjalizmie też wszyscy mieli równe żołądki, prawda? Możemy sobie poczerpać wzorce.
dalambert - 7 maja 2008, 09:30

ihan, chodziło mi o przygład gnoja-agresorka podany przez Mirię, a co do tych chamów z z renomowanej szkoły to poprostu należy ich z niej wylać na zbite pyski bo po takiej prezentacji nie nadają się do porządnej szkoły,
Zaś inną sprawą jest aresja i arogancja różnych fanatycznych popaprańców usilujących zmusić wszystkich do zajmowania się ich propbemami, było nie było najbardzej fanatyczną i nietolerancyjną RELIGIĄ jest ATEIZM

gorbash - 7 maja 2008, 09:55

dalambert napisał/a:
ihan, chodziło mi o przygład gnoja-agresorka podany przez Mirię, a co do tych chamów z z renomowanej szkoły to poprostu należy ich z niej wylać na zbite pyski bo po takiej prezentacji nie nadają się do porządnej szkoły,

Ja bym chyba był za sprawą w sądzie. W szkole niech zostaną. Ktoś kiedyś ich musi nauczyć że za swoje czyny się odpowiada.

Rafał - 7 maja 2008, 09:59

No tak, sprawa w sądzie, zakaz zbliżania się na mniej niz kilometr załatwiałby sprawę :wink:
dalambert - 7 maja 2008, 10:01

gorbash,
gorbash napisał/a:
Ktoś kiedyś ich musi nauczyć że za swoje czyny się odpowiada.
oczywiscie , ale nie musi tego robić najlepsza szkola w mieście, a obraza karalna jest z powództawa cywilnego czyli dziś wnosimy sprawę , a pierwsza rozprawa za trzy lata, nauczą się jedynie, że sądy mamy do d... :twisted:
Godzilla - 7 maja 2008, 10:02

A ja bym ich wyrzuciła dla przykładu. Nie muszą kończyć akurat tej szkoły, mogą sobie poszukać jakiejś innej. Jak rodzice wychowali prostaków o skórze nosorożca, niech się teraz martwią. Ukończenie renomowanego liceum nie jest obowiązkowe.

Edit: a poza tym słyszałam, że przy powództwie cywilnym strona wnosząca sprawę musi zapłacić opłatę sądową na dzień dobry. Po latach być może te pieniądze odzyska, jak już wyrok zapadnie i na dodatek zostanie wyegzekwowany.

gorbash - 7 maja 2008, 10:08

Ok, czyli rzeczywistość znowu mnie powaliła;-)
Rafał, chodziło mi raczej o wpis do papierów do końca życia oraz wstyd którego by się najedli w czasie rozprawy, ale faktycznie chyba nie do końca mogłoby to tak zadziałać...

Martva - 7 maja 2008, 10:27

dalambert napisał/a:
Martva, co mają robić ci którzy nie są INNI, odrębni i wyjątkowi, ciągle mają się dostosowywać do kolejnych popaprańców, tolerować czyjeś chamstwo - bo spowodowane innością, akceptować arogancję różnych narcystycznych bęcwałów i kretynek co od otoczenia wymagają nieustającego pochylania się nad ich problemami i entuzjazmu dla kolejnych innowacji ?


Ja znów nie rozumiem do czego Ty pijesz. Bo mówisz do mnie, potem że chodziło o Ci o agresywnego chłopca opisanego przez Mirię - to w końcu o co?
Nie chciała się integrować - nie ma takiego obowiązku. Uważała się za inteligentniejszą od reszty - no to trudno, tez miałam w klasie chłopca z kompleksem Boga, po prostu rzadko z nim rozmawiałam (bo nie bardzo było o czym) i tyle.
Jak ktoś jest narcystycznym bęcwałem i nie chce gadać z resztą, to reszta nie musi gadać z nim, prawda? Ale jest różnica między niegadaniem a obsmarowywaniem na sieci z użyciem nazwisk.
Jak widzisz na ulicy kogoś kto Ci się nie podoba, to możesz go zignorować albo skopać do utraty przytomności. Co jest lepszym przykładem dostosowania się?

gorbash napisał/a:
W szkole niech zostaną.


Renomowana szkoła, jedno najlepszych LO w mieście i uczniowie mający sprawę o coś takiego? A fe.

hrabek - 7 maja 2008, 10:50

Godzilla napisał/a:
Edit: a poza tym słyszałam, że przy powództwie cywilnym strona wnosząca sprawę musi zapłacić opłatę sądową na dzień dobry. Po latach być może te pieniądze odzyska, jak już wyrok zapadnie i na dodatek zostanie wyegzekwowany.


To nie sa az tak duze pieniadze z tego co wiem.
Kiedys mialem sprawe w sadzie i jednoczesnie z pozwem zlozylem prosbe o zwolnienie z oplat sadowych i zostala ona uwzgledniona (bylem studentem, nie mialem wlasnych dochodow). Jesli ten przepis sie do tej pory nie zmienil, to ona tez ma duze szanse na zwolnienie z oplaty. Z tym, ze sprawa bedzie trwala kilka lat niestety wygrac sie nie da. Ale sama sprawe jak najbardziej. Tym bardziej, ze to praktycznie dorosli ludzie sa (prawie 18 lat kazde z nich).

ihan - 29 maja 2008, 18:33

Przeniesione z blogu Martvej:
dalambert napisał/a:
krisu napisał/a:
Zal ze harcerstwo upadlo...

ZHR, ZHP, Zawiszacy, wi inni w sumie około 200 000 ludzi , ale upadek BĘC ;P:


Harcerstwo było ruchem powszechnym, niemal każde dziecko było w zuchach a potem w harcerzach. Większość z nich jeździła na obozy. I pytanie niespodzianka: ile teraz jest w waszym otoczeniu młodzieży należącej do harcerstwa? Ja nie znam ani jednej sztuki. Podobno tamto harcerstwo: ZHP było be. Ciekawe, bo mnie nikt nigdy na zbiórkach nie indoktrynował, pewnie miałam szczęście czy jakoś tak. Teraz te wszystkie harcerstwa zajmują się głównie obrabianiem czterech liter sobie nawzajem, podobnie jak organizacje kombatanckie, bo tam tez niezłe szopki odchodzą. I tak dalambercie, zgadzam się z krisem: jakkolwiek by sie szumnie teraz nie nazywało, jakkolwiek by się nie obkładali patriotycznymi hasłami uważam to za upadek harcerstwa.

Martva - 30 maja 2008, 10:39

ihan napisał/a:
I pytanie niespodzianka: ile teraz jest w waszym otoczeniu młodzieży należącej do harcerstwa? Ja nie znam ani jednej sztuki.


Znam parę sztuk, syn kuzyna, mój siostrzeniec też się bawił, plus paru kolegów.
Ja sama jako dziecko trochę zazdrościłam harcerzom, bo miałam ciężkiego fioła na punkcie przyrody, ale potem wyszło ze znajoma, harcerka od lat kilku, nie odróżnia od siebie drzew i wtedy stwierdziłam że to pic na wodę i na niczym się nie znają.

Ziuta - 30 maja 2008, 13:04

Kumpel z LO jest w ZHR.

ihan, piszeż, że harcerstwo było ruchem społęcznym. Mnie opowiadano, że zapisywano jak leci, całe pierwsze klasy szły na dzień dobry do zuhów.

dalambert - 30 maja 2008, 13:17

ihan,
co do ZHP różnie bardzo to bywało, generalnie na wysookich szczeblach to byli partyjni aparatczycy, ale tyż podgryzający tych z prostego PZPR bo ONI sa harcerze, ale dla pierwszej wizyty Ojca Świętego w Polsce to drużny ZHP-owskie zorganizoawły biała slużbę, o zdanie wierchuszki się niepytając, a wzięło w niej udzial dobre 100 000 młodych.
Czrna jedynka Zawiszy Czarnego PIERWSZA zaczela pomoc dla robotnikow z Ursusa i Radomia a po ich akcjach / drużynowy Antoni Macierewicz/ powstal KOR w ramach którego zresztą dzialali dalej,
W 1988 na jesieni strajk okupacyjny mlodszych istruktorow i starszych harcerz okipowal IMCa' ę,/Kwaterę Glowną ZHP? domagając się odkomunizowania ZHP i możliwości tworzenie niezależnych organizacji harcerskich tak zaczęly i ZHP1918,ZHR , ZHarcersk Stowarzyszenie Katolickie Zawisza i inni,
To tak z Pamieci , dwie moje córki byly w ZHR / jedna do dziś dziala/ a harcerzy do w domu mieliśmy od cholery.
Dlatego Ziuta,toze Ci opowiadano ,że to róznie w różnych szkolach bywalo, ale harcerstwo nawet te mające wpisaną w statut przyjaźń do ruskich pionierów i pijane partyjne naczalstwo ptrafilo sporo ciekawych rzeczy zdziałać i lepsze bylo od wszelkich ZMS i ninnych Mlodych Bojowych Ateistów. :twisted:

Godzilla - 30 maja 2008, 13:21

Owszem, i tak było w mojej podstawówce, wszyscy hurtem zostali zapisani do zuchów, podobnie jak w piątej klasie na dzień dobry dostaliśmy legitymacje Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej i musieliśmy kupić znaczek za złotówkę.

Co do zuchów, w czwartej klasie miały się przepoczwarczyć w harcerzy, i najpierw wieść niosła, że zostaniemy MSR czyli Młodzieżową Służbą Ruchu (że niby mielibyśmy ruch na drogach regulować jak milicja), a potem że Harcerską Służbą Socjalistycznej Polsce. A że słowo "socjalistyczny" już wtedy budziło we mnie odruch wymiotny (było to jeszcze przed 1980 rokiem, ale socjalizm wylewał się z telewizji wszystkimi dwoma kanałami, i z gazet płynął szeroką rzeką), odetchnęłam z ulgą, gdy się to zuchostwo i harcerstwo po prostu rozlazło.

Do harcerstwa wróciłam na bardzo krótko mając 17 lat, w ten sposób pojechałam na całkiem sympatyczny obóz nad Jezioro Koronowskie. I tyle.

Adashi - 30 maja 2008, 13:59

Tak prowokacyjnie pojadę, paramilitarne wychowanie młodzieży :twisted: nie pasuje do dzisiejszych realiów, gdzie wśród młodych liczy się bunt przeciwko zastanemu systemowi albo kompletny nihilizm. Harcerstwo stało się obecnie niemodne.
dalambert - 30 maja 2008, 14:10

Adashi napisał/a:
paramilitarne wychowanie młodzieży nie pasuje do dzisiejszych realiów, gdzie wśród młodych liczy się bunt przeciwko zastanemu systemowi

ależ harverze właśnie siębuntują przeciwko zastanemu systemowi relatywizmu moralnego, filozofii róbta co chceta ip romowaniu braku wartości jako wszechwartości, a co ty wiesz o wychowaniu i programie działania harcerstwa, ze twierdzisz, ze to paramilitarne wychowanie, znasz obecne metody i programy pracy w drużynie, czy też tylko tak sobie gadasz co by wyjść na pchodnię politpoprawności z antyklerykalnym kgankiem w łapce do walki z inkwizycją wzniesionej/ inkwizycji nie ma, a łapka dalej macha, że ha,ha :twisted: /

Adashi - 30 maja 2008, 14:24

dalambert, czekałem kiedy wyskoczy politpoprawność i antyklerykalizm (gdzie się podział ateizm? :lol: ), nie wiem co prawda co to ma wspólnego z ideą harcerstwa, ale co tam :roll:

Ja osobiście nic nie mam do harcerstwa, po prostu zauważam pewien trend i go komentuję. Obrazowo powiem o co mi chodzi, harcerstwo świetnie pasowało do czasów powiedzmy "Podróży za jeden uśmiech", "Wakacji z duchami" i "Pana Samochodzika", do "Tolka Banana" już trochę mniej, a do czasów "Power Rangers" nie pasuje ni za cholery. Po prostu nie nadąża za konsumpcyjnym społeczeństwem kultury obrazkowej, w której życie toczy się w rytmie i z szybkością teledysku. Dalej prowokując powiem, że już oazy i inne tego typu milusie przedsięwzięcia lepiej odnalazły się w nowych realiach, zaprzęgły do działania marketing i inne zdobycze ukochanego przez nas kapitalizmu, to i radzą sobie lepiej :mrgreen:

dalambert - 30 maja 2008, 14:40

Adashi napisał/a:
Po prostu nie nadąża za konsumpcyjnym społeczeństwem kultury obrazkowej,
nie ma zamiarru nadążać ono / harcerstwo/ jest temu spoleczeństwu przeciwne i to jest wlaśnie mlodzieńczy bunt przeciwko zastanemu światu z konsumpcyjnego g... z mózgiem wypranym reklamami, wolno im i co ciekawsze rozwijają się i ziększająszeregi, widać nie wszyscy mają mozgi netem wyprane , :P
Adashi - 30 maja 2008, 15:04

Jasne, że wolno im, tak jak mówię nie jestem przeciwny. Tylko że jakoś nie widzę na ulicach tej młodzieży w mundurkach, dumnie i odważnie buntującej się wobec społeczeństwa konsumpcyjnego. Widzę za to masę blokersów, dresów, hip-hopowców, wytapetowane gimnazjalistki, netoholików, itd. Chemiczne pokolenie XTC. Harcerstwo w dzisiejszych czasach jest reliktem, tak jak czytanie książek, niestety albo stety - nic na to nie poradzimy :|
To o czym mówisz, czyli zbuntowanie się wobec tego stanu rzeczy, właśnie poprzez harcerstwo jest szansą dla tego ruchu, ale obawiam się, że niewykorzystaną jak dotąd. Tu potrzeba musztry, drylu i munduru, pewnego kultu siły i patriotyzmu - "Kawaleria Kosmosu" się kłania, a że patriotyzm w narodzie upada, żeby nie powiedzieć, że jest niemodny a reszta trąci nieco brunatną demagogią to jest tak a nie inaczej.
Popatrz na przykład oaz, o których mówiłem. Zobacz co robi Góra (co do Mahometa przyjść nie chciała :wink: ) z tą całą Lednicą, jaki rozmach, jakie zaangażowanie, media, pieniądzę - marketingowe czary :lol: I mimo tego, że akurat z tą doktryną całkowicie się nie zgadzam to umiem docenić finezję działania, mają odpowiednie podejście :twisted:

dalambert - 30 maja 2008, 15:14

Adashi napisał/a:
Tu potrzeba musztry, drylu i munduru, pewnego kultu siły i patriotyzmu -

skad ta wiedza o drylu i kulcie sily, bo przecież nie z harcerstwa , bo go nie widzisz, a zawsze byla to organizacja elitarna , zaś mundur noszą harcerze na zbiorkach, obozach, w czasie imprez / np. rajd Meksyk - wiesz o jaki "Meksyk" chodzi/ a nie pod blokiem, obawiam się zresztą , że blokersów też Sznowny za często nie widuje bo by w szpitalu leżal, a nie w necie dyskutował.
Harcertwo stawia chetnym wysokie wymagania, choćby abstynencja alkoholowa i nikotynowa, wiara w Boga, i życie w/g Jego przykazań. a kto nie chce to harcerzem czy harerką być nie musi, to akurat nie jest jeszcze przymusowe jak politpoprawny terror.
Wesolegolyckendu zyczę hej

Adashi - 30 maja 2008, 15:49

dalambert napisał/a:
przecież nie z harcerstwa , bo go nie widzisz

Nie widzę, a kiedyś pałętali się po ulicach w drodze na i ze zbiórki, a teraz co, zeszli do podziemia czy jak?

dalambert - 30 maja 2008, 15:57

Adashi, popatrz dokladniej są nawet w Grullstsdt :wink:
Adashi - 30 maja 2008, 16:14

Coś mi się wydaje, że nie tyle co kiedyś. Teraz oprócz trendu spadkowego nieco tortu uszczknęły dla siebie różne grupy rekonstrukcyjne oraz komanda ASG i paintball.
Fidel-F2 - 30 maja 2008, 16:29

dalambert napisał/a:
a zawsze byla to organizacja elitarna
dalambert napisał/a:
Harcertwo stawia chetnym wysokie wymagania, choćby abstynencja alkoholowa i nikotynowa, wiara w Boga, i życie w/g Jego przykazań
zejdę,
Ziuta - 30 maja 2008, 21:05

Nie powinieneś. Była nawet z tego powodu chryja w USA, gdy się okazało, że zgodnie z zasadami ułożonymi przez Badden-Powella, do harcerstwa nie moga należeć homoseksualiści.
Piech - 31 maja 2008, 01:16

Zazdroszczę dzisiejszym harcerzom. Są w harcerstwie, bo chcą. Gdy byłem w wieku szkolnym, całą szkołę zapisano hurtem do jakiegoś Socjalistycznego Związku Harcerstwa Polskiego. Nawet nazwy te czerwone zbóje nie mogli zostawić w spokoju. Wszystko się we mnie buntowało i nic z tamtym badziewiem nie chciałem mieć wspólnego. O mundurze mowy nie było.

Dziś patrzę jak córka wraca ze zbiórki w pełnym rynsztunku i cieszę się, że dziś jest takie harcerstwo, jakie jest, a nie takie jakie było dawniej.

Selithira - 31 maja 2008, 15:31

Obecnie, o ile mi wiadomo, istnieją dwie organizacje, ZHP i coś takiego jak ZHR, w pierwszej nawet byłam kilka razy na harcerskiej zbiórce, ale... Źle się czułam w mundurze, a z wymienionych przez dalamberta wymagań nadmierne związanie z religią mi przeszkadzało, to nie było dla mnie, więc dałam sobie spokój.
Zgadzam się tylko z tym, że dzisiaj do ZHP należą ludzie, którym się to podoba, angażują się i tak jest OK.
Harcerzy znam może 50, najwięcej z tzw. drużyn starszoharcerskich, czyli głównie klas już liceum, ew. końca gimnazjum.

Easy - 31 maja 2008, 20:07

http://www.tvn24.pl/-1,1551715,wiadomosc.html

Rodzice, by móc wychowywać dzieci, muszą mieć środki przymusu. Kary cielesne mają wychowywać dzieci, które są coraz bardziej rozwydrzone - mówił Korwin-Mikke. Jego zdaniem posiadanie dzieci rodzi odpowiedzialność. - Dziś ojciec nie odpowiada za dziecko, dlatego je bije i tłucze. To nie jest jego dziecko tylko państwowe. Państwo decyduje, kiedy posłać je do szkoły, kiedy szczepić. Rodzic jest sfrustrowany i tłucze dziecko. Gdyby było jego, to ręki na nie by nie podniósł. Swoje się szanuje

Dziwny wywód. Bicie bierze się z tego, że ojciec nie może posłać dziecka do szkoły, kiedy mu się to podoba? Dziecko państwowe? Litości...

A samo bicie: niby dać klapsa nie wadzi, jest jednak małe "ale".

A czym jest klaps? Lekkim klepnięciem dziecka w pupę dla jednych rodziców, mocnym uderzeniem dyscyplinującym dla drugich.

Właśnie, jeden rodzic ukarze słusznie, a drugi wyładuje frustracje a przed sądem powie: to był tylko niewinny klaps.

Martva - 31 maja 2008, 20:09

Korwin-Mikke jest pajacem. Nawet mi się go komentować nie chce.
Fidel-F2 - 31 maja 2008, 20:27

Easy napisał/a:
niby dać klapsa nie wadzi, jest jednak małe "ale".
ale polega na tym, ze jeśli bijesz dziecko to dajesz mu prawo by ono biło Ciebie
dzejes - 31 maja 2008, 22:14

Fidel - powiedz coś głupiego, bo nie chcę się z Tobą zgadzać w 100%.
dalambert - 2 czerwca 2008, 09:58

Adashi, wyobraź sobie , że znam harcerzy będących rownież w grupach rekonstrukcyjnych, nota bene byłem wczoraj na imieninach Xięcia Joefa Poniatowskiego w Jablonnie, gdzie bardzo udaną batalię , acz niewielką rzeczone grupy odwojowaly/ artyleria, ulany 8 pp Xsięstwa i jegry Pruskie 1806/ hej fajnie bylo :lol:
Virgo C. - 2 czerwca 2008, 19:02

Selithira napisał/a:
Źle się czułam w mundurze, a z wymienionych przez dalamberta wymagań nadmierne związanie z religią mi przeszkadzało, to nie było dla mnie, więc dałam sobie spokój.

Ty chyba jednak byłaś u tych drugich, to ZHR stawia na przywiązanie do religii. ZHP jest neutralne światopoglądowo (a przynajmniej jeszcze kilka lat temu było). ZHP stawia też na koedukacje, w przypadku ZHR wszystko oddzielnie i niech tylko złapią dwie osoby odmienej płci w jednym miejscu - zaraz na apelu będą się tłumaczyć co robili (przypadek autentyczny, znajoma z ZG tak miała).

@Wypowiedź Korwina
To jego ktoś jeszcze poważnie traktuje ?

ihan - 2 czerwca 2008, 19:20

Ciekawsze jak Korwin tłumaczy przemoc w rodzinie w stosunku do współmałżonka. Państwowi oni czy prywatni?
Virgo C. - 2 czerwca 2008, 19:43

Biorąc pod uwagę jego przekonania to zapewnę współmałżonek nie pracuje tylko siedzi w domu i dzieciaki wychowuje. A jako taki jest pracownikiem i w przypadku braku satysfakcji z poziomu oferowanych usług można pracownika umotywować odpowiednio, np. ciężką ręką.
ihan - 2 czerwca 2008, 20:02

Virgo, bez sensu. Przecie swojej własności się nie niszczy.
Virgo C. - 2 czerwca 2008, 21:51

Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale są tacy co swoją własność niszczą. Na ogół by wymienić na inny model, teoretycznie lepszy.
dalambert - 3 czerwca 2008, 08:23

Virgo C. napisał/a:
przypadku ZHR wszystko oddzielnie i niech tylko złapią dwie osoby odmienej płci w jednym miejsc
a no jest odzielnie i jak się komuś nie podoba to być nie musi / oczywiście gadka o łapaniu dwu osób razem to dyrdymałka i nikt tam nikogo nie śledzi ani łapie , ale ZHR to są dwie odrebne organizacje Organizacja Harcerek i Harcerzy połączone w jeden Związek, tak jak było w okresie między wokennym/ może byscie się zastanowili DLACZEGO to się nazywa Związek , a no bo zgodnie z zasadami twórcy skautingu to byly zawsze dwie odrebne organizacje - skautki powstaly później niż skauci i podobnie bylo w POlsce/ zaś w statucie Wszystkich organizacji skutowskich na Świecie jest wiara w BOGA, oczywiście są również organizacje skautowskie powiązane z jedną konkretną religią w Polsce jest to Katolickie Stowarzyszenie Harcerskie Zawisza i nikt tam nikogo na siłe nie ciągnie, ale jak ktoś wstępuje to wie gdzie i klijenta co muzulmanin np. jest tam nie przymą = wolno im.
Widzę tu straszną tendencje do zaglądania w dyskusji w "cudze garnki" i arbitralnego dyrygowania jaka to "zupa" postępowa jest.
Można i tak, ale to wolny kraj i kochani zaglądacze ryzykujecie dostanie klapsa po lapach które pchacie do cudzego garnka. :mrgreen:

Martva - 3 czerwca 2008, 09:23

dalambert napisał/a:
Widzę tu straszną tendencje do zaglądania w dyskusji w "cudze garnki" i arbitralnego dyrygowania jaka to "zupa" postępowa jest.
Można i tak, ale to wolny kraj i kochani zaglądacze ryzykujecie dostanie klapsa po lapach które pchacie do cudzego garnka. :mrgreen:


A czy ktoś mówi że ZHR nie powinni robić jak robią? Był głos: nie podobało mi się, zrezygnowałam. Gdzie tu widzisz pchanie łap do cudzego garnka, na Jowisza? :shock:

dalambert - 3 czerwca 2008, 09:26

Martva, uwaga byla ogólna o zauważalnej na Forum tendencji , cóż może siemylę ale mogę miec swoje zdanie ...
ps codo golebia na dachu to slynny cytat z Qvi vadis niech Ci będzie przestrogą:
"a akanty waszego domu niech białe obsrywają golębie" hej :P

Selithira - 14 czerwca 2008, 16:35

Zdarzyło mi się tu zajrzeć po raz pierwszy od dwóch tygodni - Virgo, zapewniam, że ZHR to nie było - większość płci przeciwnej tak w drużynie, zastępie i w grupie podczas gier terenowych... Tak czy inaczej, oprzedzona do organizacji nie jestem, ale mnie to nie bawi.
Agi - 13 października 2008, 21:40

Driver z Bartusiem, najmłodszym wnukiem :D



Godzilla - 13 października 2008, 22:11

Ojooooj, jaki duży wnuczek! :D
Agi - 13 października 2008, 22:14

Wnuczek ma trzy tygodnie i jest źródłem radości dla całej rodzinki :D
merula - 14 października 2008, 15:00

takie małe to mają dobrze. potem sie już nami tak nie zachwycają :twisted:
Godzilla - 14 października 2008, 15:49

Jak mój szkrab był w tym wieku i wychodziłam z nim na pierwsze spacery, pamiętam jak podbiegały dzieci z podwórka, nieraz widać że usmarowane uliczne łobuziaki, i zachwycały się: Jaki malutki! To chłopczyk czy dziewczynka? A ile on ma? Fajne to było.
Godzilla - 4 grudnia 2008, 19:07

Ostatnio jak odprowadzałam córeczkę do przedszkola, wisiał tam ciężki zaduch ni to butaprenu, ni pasty do butów. Okazało się że przedszkolanka zrobiła z kartonu stożkowatą choinkę, nalepiła jakieś farfocle i posprejowała na złoto. Nawet fajnie to wyglądało, tylko trzeba było wywietrzyć.

Rozmowa po powrocie z przedszkola była taka:
Ja: Pani zrobiła wam ładną choinkę, prawda?
Ona: Tak, i ją zaczarowała.
Ja: A jak?
Ona: Na złoto.
Ja: I co było dalej?
Ona: No i śmierdziało.

ihan - 5 grudnia 2008, 12:01

Taki mały absurdzik:
Cytat:
Ojcu za pozostawienie dzieci bez opieki grozi do trzech lat więzienia. Natomiast matce, która je opuściła - jak twierdzi policja - nie można postawić żadnych zarzutów.

hrabek - 5 grudnia 2008, 12:15

Absurdzik, jak wycielas zdanie z kontekstu. Jest napisane, ze matka uciekla, ale dzieci zostaly z ojcem. A ojciec pojechal szukac matke i zostawil dzieci z pijanym kolega. Matce nie mozna postawic zarzutow, bo dzieci byly pod opieka ojca. A ojcu mozna, bo zostawil pod opieka pijanego czlowieka. Jak dla mnie calkowicie logiczne.
ihan - 5 grudnia 2008, 12:21

Matka zostawiła dzieci pod opieką człowieka, który był mniej więcej tak samo odpowiedzialny jak pijany kolega. Jakaś różnica, oprócz tego, że ma być może wspólne DNA z dziećmi?
hrabek - 5 grudnia 2008, 12:28

Jasssne. Oczywiscie natychmiast swoja superwomanowska przenikliwoscia dostrzeglas wszystkie niuanse sytuacji i ocenilas odpowiednio obie osoby.
Lynx - 5 grudnia 2008, 12:36

hrabek, raczej sytuację. Żadna normalna kobieta nie zostawilaby dzieci. Chyba, że istnieją inne okoliczności. Ja też za kilka godzin wyjdę z domu i pozostawię dzieci same. Wrócę w poniedziałek. I? Kara do 3 lat?
hrabek - 5 grudnia 2008, 12:44

Ja to rozumiem. Ale dla ihan najwyrazniej wszystko jest albo biale, albo czarne. Ewentualnie w twoim przypadku do wiezienia trafilby ojciec dzieci, bo go nie bylo w poblizu jak matka musiala wyjechac ;)
gorbash - 5 grudnia 2008, 12:49

Przecież matka siedzi z tyłu.
ihan - 5 grudnia 2008, 13:54

Sprecyzujmy sytuację: matka pozostawiła dzieci bez właściwej opieki. Przypuszczalnie nie opuściła męża dlatego, że był cudownym i opiekuńczym człowiekiem, prawda? Mogła poprosić o sprawdzenie co się dzieje chociażby rodzinę, sasiadów, jeśli im nie ufała ostatecznie opiekę społeczną. Czym się różni od ojca, ojciec przecież też nie zostawił dzieci sam. Jeśli ma byc fair ukarany powinien byc tylko i wyłącznie sąsiad, albo oboje rodzice.
hrabek - 5 grudnia 2008, 14:11

Odeszla, bo tamten drugi jej zawrocil w glowie i kupowal jej kwiaty co tydzien. A jej dotychczasowy maz raz w roku. To ze odeszla wcale nie znaczy, ze rodzina byla patologiczna. Moze to ona wlasnie miala problemy sama ze soba i chciala wszystko sobie poukladac, zeby nie wyzywac sie na dzieciach?
Zostawila dzieci pod opieka ojca. Nie jest powiedziane, czy pierwszy raz je zostawila, czy wczesniej je zostawiala. Nie jest tez powiedziane, czy ojciec zostawil dzieci z kolega po raz pierwszy czy dzialo sie to czesciej. Moze pierwszy raz je zostawil pod opieka obcej osoby, do tej pory zawsze wywiazywal sie ze swoich ojcowskich obowiazkow, tylko wyjatkowa sytuacja go zmusila do podjecia desperackich krokow? Moze zostawil dzieci pod opieka kolegi nie wiedzac, ze jest pijany? Bo nie wiadomo, ile kolega wypil. Pijany to jest powyzej 0,2 promila. A w tekscie nie ma informacji, czy kolega mial 0,3 po jednym piwie, czy 2 promile. A przyznasz, ze to kolosalna roznica.

Piszesz "sprecyzujmy sytuacje", ale w zasadzie nic nie precyzujesz, bo nie masz zadnych informacji ponad te, ktore pojawily sie w jednoakapitowej notce. Ja dostrzegam zbyt wiele niewiadomych, zeby jednoznacznie sie okreslic. Widze duzo wiecej mozliwosci na obrone tezy o winie ojca i niewinie matki, niz obopolnej winie, badz niczyjej.

I jeszcze jedna rzecz, to juz bardziej odnosnie wypowiedzi Lynx. Napisalas, ze zadna normalna kobieta nie zostawilaby dzieci. Tez tak mysle, ale mimo to uwazalbym z uzywaniem slowka "zadna". Nie wiadomo, jak to bylo. Moze to bylo tak, ze ona rano zostawila dzieci z ojcem i poszla do pracy, a plan ucieczki powstal dopiero pozniej. Ten gosciu ja zaczarowal i przestala myslec. Moze nawet na chwile. A ojciec spanikowal i zostawil dzieci z kolega, z ktorym byc moze wczesniej wypili bo browarze. Nie wiadomo.

Wlasnie o to mi chodzi, ze nie znamy zadnych szczegolow sytuacji, tymczasem niektorym wystarczy to juz do postawienia ostatecznej diagnozy.

ihan - 5 grudnia 2008, 14:20

Jeszcze raz:
Cytat:
Natomiast matce, która je opuściła - jak twierdzi policja - nie można postawić żadnych zarzutów.

Sorki, ale dla mnie takie prawo to absurd, i nieważne jakie były okoliczności. Bo hrabku na nieznane okoliczności się powołujesz. A prawo mówi: a kij z okolicznościami. Z ojcem nieodpowiedzialnym wolno zostawiać, z nieodpowiedzialnym sąsiadem nie. Uważasz, że to jest OK? I uważam, że powinno byc symetrycznie, ojciec, który by zostawił z matką nieodpowiedzialną tak samo powinien odpowiadać. I sąd powinien się zająć oceną okoliczności.

hrabek - 5 grudnia 2008, 14:28

Teraz mi przykro, ze tyle napisalem, a mimo to wciaz mam wrazenie, ze mnie nie rozumiesz.

Mi wlasnie chodzi o to, ze nie wiadomo jaki ten ojciec jest. Chodzi mi o to, ze moze to najlepszy ojciec dla dzieci, ktory przez te lata po ich urodzeniu ani razu nie zawiodl. Sytuacja stresowa (przyznasz, ze stres w takiej sytuacji jest raczej duzy) sprawil, ze facet nie pomyslal i polecial za swoja ukochana zona. Nie mozna tego wykluczyc, wiec gdzie tu wina matki?
Kij z okolicznosciami w takim sensie, ze jak ja zostawilem mojego synka z matka i poszedlem do pracy to automatycznie powinienem za to odpowiadac przed sadem? Ale dlaczego? Przeciez matka jest odpowiedzialna i ja jej ufam. Moze tu sytuacja jest taka sama (pomijajac fakt, ze matka uciekla, ale znowu: nie mamy zadnych wskazowek dlaczego to sie stalo i co bylo impulsem ostatecznym). Ojciec do tej pory nigdy nie zawiodl, wiec matka mu ufala, bo niby czemu nie mialaby ufac?
Wina ojca nie jest udowodniona. Jak pisalem, kolega mogl byc po trzeciej flaszce, ale mogl byc takze po jednym piwie. Dzieciom (chyba) na szczescie nic sie nie stalo. Sąd zdecyduje.

ihan - 5 grudnia 2008, 14:34

Przykro mi, że ci sprawiłam przykrość.
Cały czas mówimy o tym samym, tylko inaczej. Ale właściwie nie mamy o czym dalej dyskutować, bo brak winy matki z punktu widzenia prawa tak czy siak jest bezsporny. I prawa w ogóle nie interesuje, zauważ, czy ojciec był odpowiedzialny czy nie. I to mnie złości.

hrabek - 5 grudnia 2008, 15:11

ihan: rozumiem Twoj punkt widzenia. Tylko to jest to, co pisalem wczesniej. Gdyby automatycznie sprawdzac, czy ojciec jest odpowiedzialny, czy nie, gdy matka zostawi z nim dzieci, to trzeba by sprawdzic wszystkich ojcow. Bo zawsze bedzie tak, ze kiedys matka zostawi dzieci z ojcem i wyskoczy do fryzjera, przyjaciolki, czy sluzbowo wyjedzie. Wydaje mi sie, ze prawo musi zakladac pewne zaufanie do spoleczenstwa, inaczej nasze juz teraz niewydolne sady praktycznie nie wykopalyby sie z natloku spraw o sprawdzenie odpowiedzialnosci rodzica.
Miria - 5 grudnia 2008, 15:20

Dokładnie, dodam tylko, że kwestia odpowiedzialności może być oceniona bardzo subiektywnie. Cała odpowiedzialność spadałaby więc na rodzica, który pozostawił dzieci pod opieką drugiego, zawsze, gdyby w tym czasie dzieciom coś złego się stało. A przecież obydwoje rodzice posiadają takie sama prawa rodzicielskie. Fakt, przy obecnym stanie rzeczy może dochodzić do sytuacji "podrzucam kukułcze jajo (dzieci), uwalniam się od odpowiedzialności, przegrałeś". Ale jak temu prawnie zapobiec?
merula - 5 grudnia 2008, 15:31

ihan, jeśli oboje maja władzę rodzicielską, i jedno z rodziców zostawia dziecko drugiemu , to wszystko jest OK. Mają oboje prawa i obowiązki w tym zakresie. I skoro nikt nie wymaga specjalnych certyfikatów do zostania rodzicem, to domniemywa sie, ze oboje są "rozsądni". Dopiero ten z rodziców, który pozostawia je poza opieką rodzicielską odpowiada za wybór osoby do sprawowania opieki i ewentualne konsekwencje. I juz, takie to "proste".
Lynx - 5 grudnia 2008, 16:29

hrabek, dokładnie: żadna normalna- na długo, bez opieki, na pastwę losu.

Z innej beczki: merula, jak można rozpuścić(nieco) Twoje potomstwo? :twisted: Chipsy? czekolada? MIĘSO? czy Tasaczek? a może okarynę? Wybór nalezy do Ciebie i móóóóów mi szybko... zanim wyjadę.

merula - 5 grudnia 2008, 19:33

chipsy absolutnie nie, słodkie może byc, wolałabym aby pozostali w jednym kawałku, a chcesz okaryną?, generalnie one wdzięczne, niewybredne i niemuszące byc rozpuszczanymi chłopaki :mrgreen:
Rafał - 6 grudnia 2008, 08:44

A jak tam Mikołaj się spisał? Jedno moje dziecko dostało lego technic - aż pozazdrościłem, drugie taką matę do tańczenia w rytm muzyki i strzałek na TV, trzecie dostało cycka :D
Godzilla - 6 grudnia 2008, 15:15

Synek dostał atlas autobusów - mały, ale mnóstwo uciechy, bo jest tam od metra marek i typów miejskich autobusów, czyli to co baardzo lubimy. Córeczka dostała "Bajki z mchu i paproci". Jakie wrażenia to się zobaczy, bo jeszcze nie oglądała.
merula - 7 grudnia 2008, 12:30

a moi są zachwyceni kartami Pokemon cośtamcośtam

ja też sobie fajnego mikołaja sprawiłam

Fidel-F2 - 7 grudnia 2008, 13:56

zestaw hot weels, już mnie głowa boli od hałasy
hrabek - 8 grudnia 2008, 11:01

Moj szwagier chyba kupil podobny zestaw co Ty, Fidelu, rok temu swojemu synkowi i tez wstawil go na najwyzsza polke, bo nie mogl halasu zniesc :)

Moj dostal laptopa z Kubusiem Puchatkiem i bardzo mu sie podoba, poki co, do tego jakies drobiazgi, w tym maly zestaw Lego Creator. Pod choinke czeka duzy zestaw, wiec ten byl, zeby go zainteresowac. Ale poki co zainteresowanie jest umiarkowane :/

Godzilla - 8 grudnia 2008, 11:04

Mojemu brzdącowi (starszemu) Mikołaj przyniósł kieszonkowy album miejskich autobusów. Dziecko się z nim teraz nie rozstaje. Każdy egzemplarz na ulicy zostaje z mety zidentyfikowany.
dzejes - 2 marca 2009, 16:32

Odświeżam temat, artykuł ciekawy przeczytałem w temacie.

Link

Gwynhwar - 2 marca 2009, 18:08

Ja się wypowiem, choć pewnie poleca głosy, że dzieci nie mam, więc co ja tam wiem. Ale! Mam rodziców, dwoje rodzeństwa i trochę wspomnień.
Moja mam wychowywała nas trójkę praktycznie sama (tata w tamtym okresie pracował 12 godzin dziennie), a wszyscy byliśmy niezwykle żywiołowi o.O' Dostałam klapsa kilka razy w życiu, i to naprawdę od wielkiego dzwonu (raz wylałam mamie perfumy z Londynu do umywalki, bo mi się buteleczka podobała...), i za każdym razem rodzice do mnie przychodzili i przepraszali za to. To znaczy, znając życie oboje pewnie byli w ten sposób wychowani, że jak dziecko jest niegrzeczne to trzeba je ukarać. Tylko potem mieli wyrzuty sumienia i od samego początku traktowali nas jak drugiego człowieka. Ja uważam, że nie można popadać w skrajności. Klaps to nie jest katowanie dziecka, często bardziej boli duma niż pośladek. Aktualnie wydaje mi się, że nigdy nie mogłabym uderzyć dziecka, czy to swojego czy czyjegoś, ale czas pewnie pokaże jak to będzie wyglądało w praktyce. Na pewno nikomu nie pozwolę bić dzieci pasem czy innymi "akcesoriami".
I wydaje mi się, że faktycznie jest to kwestia wychowania. Moja mama strasznie dużo z nami rozmawiała. Wtedy wydawało mi się to nudne, ale teraz widzę, że przynajmniej mam wpojone to co trzeba. I to nie pasem!

Lynx - 3 marca 2009, 09:56

dzejes, artykuł ciekawy, rzeczywiście.
Klaps, czy też "lanie" jest często wyrazem naszej, dorosłych, bezradności, czy bezsilności w danej sytuacji. Czasami trudno jest dwu, trzylatkowi wytłumaczyć pewne rzeczy, które sa dla niego niezrozumiałą abstrakcja, np. takie jak ewentualne konsekwencje wejścia na ruchliwą jezdnię. Nie popieram przemocy jako środka wychowawczego. Więcej można uzyskać miłością, spokojem, akceptacją. Im starsze dziecko, tym łatweiej z nim rozmawiać, ale trzeba zaczynać naprawdę wcześnie. Samemu nauczyć się komunikować. Bo dziecko to człowiek. Młody, nieukształtowany w pełni, pełen ciekawości, zapału, próbujący zdobywać własne doświadczenie. Obowiązkiem rodziców jest przygotować je do dorosłego życia. Nauczyć podejmowania decyzji i liczenia się z ich konsekwencjami.
Bicie tego nie uczy. Uczy tylko strachu i krótkotrwałości kary. Jak to mawiał Jasiu po odebraniu świadectwa: "Jeszcze tylko wp@#$*&^l i wakacje." A przecież nie o to biega.

Martva - 17 października 2009, 10:27

Pełen szacun
Wyobrażacie sobie coś takiego w polskiej szkole?

Fidel-F2 - 17 października 2009, 10:30

ja nawet byłbym przeciwny by gej lub lesbijka byli nauczycielami, niechby w liceum ale nie wcześniej
merula - 17 października 2009, 10:52

Fidel a co Ci do tego, jakie ktoś ma upodobania w tej sferze?
Powiedz jeszcze, że do poziomu liceum muszą być to koniecznie osoby po ślubie, bo samotni dają zły przykład? Co za kołtuństwo, przecież nauczyciel nie rozmawia z dziećmi o swoim pożyciu i zwiazkach, on im przekazuje wiedzę.

Właśnie dlatego, że niektórzy mają takie spojrzenie na sprawy mocno prywatne uważam, że toleracji i otwartości powinno sie uczyc od małego, tego , że ludzie są różni, mają różne wartości i priorytety, ale ich różnice nie są problemem, dopóki wszyscy szanują swoją godność i człowieczeństwo.

hardgirl123 - 17 października 2009, 10:56

bardzo mądry artykuł, popieram
Fidel-F2 - 17 października 2009, 10:57

żartowałem

serka?

merula - 17 października 2009, 11:01

tylko dobrego ;P:
hardgirl123 - 17 października 2009, 11:14

Fidel-F2, może kakałka :>????
Fidel-F2 - 17 października 2009, 11:16

a z chęcią, do serka w sam raz
hardgirl123 - 17 października 2009, 11:17

perwers :mrgreen:
Ambioryks - 17 października 2009, 13:40

Cytat:
Taką postawę przyjął Donald Tusk. Nie tylko popiera pomysł całkowitego zakazu bicia dzieci, ale też publicznie przyznaje się do popełnionych błędów.

Tylko pytanie, czy ten pomysł całkowitego zakazu bicia dzieci ma dotyczyć również klapsów. Bo np. moim zdaniem klapsy należy odróżnić od bicia. Zgadzam się tutaj z Gwynhwar, że rodzice czasem mogą chwilami nie mieć cierpliwości i uderzyć dziecko czy dac mu klapsa. Ale co innego chwilowa utrata cierpliwości, a co innego maltretowanie, które świadczy o sadyzmie i zwyrodnieniu.
Tim Lubic napisał/a:
Dlatego jako gej i wasz nauczyciel proszę, byście nie używali poniżających i ośmieszających słów w stosunku do osób LGBT.

Czy on naprawdę wyobrażał sobie, że ośmioletnie dzieci wiedzą, co to znaczy "gej" i co to znaczy "LGBT"?
Ja po raz pierwszy usłyszałem słowo "gej" w wieku 12 lat - od swoich kolegów z klasy. I na początku nie wiedziałem, co to znaczy. Dopiero jak potem zapytałem rodziców, to się dowiedziałem. Dwa-trzy lata później dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak kwestia 'praw homoseksualistów', a o tym, że istnieje coś takiego jak 'dyskryminacja' homoseksualistów, dowiedziałem się bodaj w 2004 roku. A ze skrótem "LGBT" zetknąłem się jakieś dwa lata temu.
Naprawdę nie wiem, po co dzieciom z podstawówki wiedzieć o takich rzeczach.
Cytat:
"It's so gay" znaczy dla nich tyle co "Ale obciach"

Bo po angielsku "gay" znaczy "wesoły".

Navajero - 17 października 2009, 13:52

merula napisał/a:
Fidel a co Ci do tego, jakie ktoś ma upodobania w tej sferze?
Powiedz jeszcze, że do poziomu liceum muszą być to koniecznie osoby po ślubie, bo samotni dają zły przykład? Co za kołtuństwo, przecież nauczyciel nie rozmawia z dziećmi o swoim pożyciu i zwiazkach, on im przekazuje wiedzę.

I to jest teoria. A praktyka jest taka, że nauczyciel jest obserwowany, także jego życie prywatne, szczególnie w mniejszych miejscowościach. Wiesz, że na studia pedagogiczne generalnie nie przyjmuje się inwalidów, osób z większymi bliznami na twarzy itp.? Bo dzieci by się z nich śmiały... Oczywiście - nie powinny ( teoria), oczywiście robiłyby to nagminnie ( praktyka).

Co do sefry erotycznej jeszcze - już na poziomie gimnazjum wychodzi to bardzo ostro. Dzieciaczki są tym mocno zainteresowane, niektóre w teorii, inne już w praktyce... Nie wyobrażam sobie nauczyciela o którym byłoby wiadomo, że jest gejem czy lesbijką. Takich zdręczyłyby dzieciaki. Na śmierć.

Fidel-F2 - 17 października 2009, 14:24

Ambioryks napisał/a:
Zgadzam się tutaj z Gwynhwar, że rodzice czasem mogą chwilami nie mieć cierpliwości i uderzyć dziecko czy dac mu klapsa.
rozumiem, że jeżeli w dyskusji z Tobą stracę cierpliwość na moment to mogę wymierzyć Ci policzek co oczywiście nie będzie problemem bo nie będę Cię przeca maltretował
Ambioryks - 17 października 2009, 14:25

Co innego stracić cierpliwość z powodu rozbijania sprzętów domowych przez dzieci, a co innego wkurzyć się na rozwmówcę.
Fidel-F2 - 17 października 2009, 14:28

owszem syn parę rzeczy zniszczył już w domu, nie widziałem nigdy powodu by go za to bić, jak rozumiem za wkurzanie rozmówcy kara fizyczna jest dla Ciebie akceptowalna

chłopie przecież ludzie by Cie zakatowali

Ambioryks - 17 października 2009, 14:40

Fidel-F2 napisał/a:
jak rozumiem za wkurzanie rozmówcy kara fizyczna jest dla Ciebie akceptowalna

A niby gdzie napisałem, ze jest?
Fidel-F2 napisał/a:
chłopie przecież ludzie by Cie zakatowali

I vice versa.

Fidel-F2 - 17 października 2009, 14:49

Ambioryks napisał/a:
A niby gdzie napisałem, ze jest?
Ambioryks napisał/a:
Co innego stracić cierpliwość z powodu rozbijania sprzętów domowych przez dzieci, a co innego wkurzyć się na rozwmówcę.
z tej wypowiedzi tak wywnioskowałem ale może to nadinterpretacja, wyjaśniej więc, proszę, jasno i klarownie kiedy, kogo i w jakim stopniu wono bić a kiedy nie

Ambioryks napisał/a:
I vice versa.
jak widzisz nie mogę optowac za biciem
Ambioryks - 17 października 2009, 15:03

Fidel-F2 napisał/a:
jasno i klarownie kiedy, kogo i w jakim stopniu wono bić a kiedy nie

Nie wiem, kiedy wolno bić. Chodziło mi o to, że nie widzę nic dziwnego w tym, że rodzic daje klapsa swojemu dziecku, które coś zgrandziło (jak to się określa), po czym tłumaczy mu, że tak nie wolno. A jak ktoś wkurza się na rozmówcę, to niech używa argumentów, a nie siły - bo mowa raczej nie jest wyrządzaniem szkód materialnych.

Miria - 17 października 2009, 15:32

Ale dziecku można wyrządzić szkodę materialną, tak? Na czym według Ciebie polega różnica?
Ambioryks - 17 października 2009, 15:34

Miria napisał/a:
Ale dziecku można wyrządzić szkodę materialną, tak?

Nie, chodziło mi o to, że rozmówca, jakkolwiek by kogoś nie wkurzał, samą mową nie wyrządza szkód materialnych. A dziecko, które rozrabia w domu, już takowe wyrządza.

RD - 17 października 2009, 15:37

Ambioryks
Tak z czystej ciekawości - masz dzieci?

Miria - 17 października 2009, 15:40

Ambioryks napisał/a:
Nie, chodziło mi o to, że rozmówca, jakkolwiek by kogoś nie wkurzał, samą mową nie wyrządza szkód materialnych. A dziecko, które rozrabia w domu, już takowe wyrządza.

Ok, Twoja żona rozwaliła na słupie Wasz samochód. Walniesz ją za to?

Martva - 17 października 2009, 15:44

Ambioryks napisał/a:
Czy on naprawdę wyobrażał sobie, że ośmioletnie dzieci wiedzą, co to znaczy "gej" i co to znaczy "LGBT"?


A przeczytałeś cały ten artykuł? Tam dalej było o dziecku które pytało co to jest gej.

Ambioryks napisał/a:
Naprawdę nie wiem, po co dzieciom z podstawówki wiedzieć o takich rzeczach.


Właśnie po to żeby od małego wiedziały że ludzi są różni. W wielu aspektach.

Navajero napisał/a:
Nie wyobrażam sobie nauczyciela o którym byłoby wiadomo, że jest gejem czy lesbijką. Takich zdręczyłyby dzieciaki.


Najwyraźniej zależy to od kraju/mentalności/nie wiem. Tamten nauczyciel przyznał się sam (rozwaliły mnie pytania 'co z ciebie za gej, jak nie masz chłopaka?'). W Polsce sobie czegoś takiego nie wyobrażam, bo w Polsce każdą osobę która jest w jakiejkolwiek kategorii inna traktuje się jak wielbłąda. Ale jeśli nikt się nie odważy przełamywać, to tak będzie wciąż, bo te dzieci którym skrzętnie zasłania się oczy na wszelkie przejawy inności wyrosną na dorosłych o ograniczonych horyzontach.
Strasznie mi się podobał ten artykuł, nie mówię tylko o podejściu do homoseksualizmu, tylko w ogóle to musi być strasznie pozytywna szkoła.

Fidel-F2 - 17 października 2009, 15:53

Ambioryks napisał/a:
nie widzę nic dziwnego w tym, że rodzic daje klapsa swojemu dziecku, które coś zgrandziło (jak to się określa), po czym tłumaczy mu, że tak nie wolno.
a dlaczego dziwnym miało by być gdybym walną Ci fangę w nos a potem wytłumaczył gdzie zbłądziłes? no i klarownie pomieszałeś kolejność. Najpierw bęcki potem tłumaczenie. A nie wydaje Ci się, że tłumaczenie powinno mieć priorytet?
Cytat:
Nie, chodziło mi o to, że rozmówca, jakkolwiek by kogoś nie wkurzał, samą mową nie wyrządza szkód materialnych. A dziecko, które rozrabia w domu, już takowe wyrządza.

i cóżeś sie tak uczepił tych szkód materialnych? a może mi szkody materialne zwisają kalafiorem a wagę przykładam do aspektów psychicznych? i cóż to za szkody mogą być? szklanke stłucze? syn już pare ma na koncie, ja pewnie z dziesięć razy więcej, firankę oberwie? kwiatka wywali z doniczki? też mi szkody

Ambioryks napisał/a:
A jak ktoś wkurza się na rozmówcę, to niech używa argumentów, a nie siły
a dlaczego w przypadku dziecka namawiasz do użycia siły?
nimfa bagienna - 17 października 2009, 15:54

Nie trzeba być homoseksualistą...
Miałam w liceum rewelacyjną germanistkę. Kobieta około trzydziestki, miała syna w przedszkolu - była tzw. "panną z dzieckiem". Jako nauczycielka - wspaniała. Kontakt z młodzieżą - lepszego chyba być nie mogło. Autorytet, umiejętność przekazania wiedzy - na najwyższym poziomie.
Uczyła mnie przez trzy lata. Jak się okazało, zaszła w ciążę po raz drugi - nie mając męża, cóż za zgroza:> Dyrektor stwierdził, że nie nadaje się na nauczycielkę i podziękował jej za współpracę.
Jedno nieślubne dziecko ten obrońca moralności jeszcze zniósł, ale drugie?:> Nie liczyło się, że jest świetna w zawodzie, a uczniowie ją uwielbiają. Liczyło się to, że chciała mieć dzieci bez faceta w domu.
Na jej miejsce przyszła jakaś baba, która od razu na pierwszej lekcji powiedziała nam, że jeśli chce się mieć piątkę na świadectwie, to MUSI się do niej zapisać na korepetycje - oczywiście płatne.
Ta pani była - zdaniem dyrektora - lepsza. Bo miała męża.

e1,e2 - literówki

Ambioryks - 17 października 2009, 15:54

RD napisał/a:
Tak z czystej ciekawości - masz dzieci?

Nie. Ale co to ma do rzeczy? Czy przez to nie wolno mi pisać, czemu się dziwię, a czemu nie?
Miria napisał/a:
Twoja żona rozwaliła na słupie Wasz samochód. Walniesz ją za to?

Nie. Tym byłbym tak zszokowany, a przede wszystkim chciałbym się dowiedzieć, czy nic jej się nie stało podczas tego wypadku, że ani mi było w głowie ją za to uderzać.
Jeśli ktoś znalazł się w sytuacji zagrożenia, to trudno być na niego zły - naturalnym odruchem jest troska, czy nic się nie stało tej osobie.
Martva napisał/a:
Tam dalej było o dziecku które pytało co to jest gej.

Wiem. Przeczytałem. Ale to nie było pytanie o jego wychowanków, tylko o niego - co on sam sobie wyobrażał, zanim się spotkał z tymi dziećmi.
Martva napisał/a:
po to żeby od małego wiedziały że ludzi są różni.

Ale po co im to od małego wiedzieć? Ja się tym nie interesowałem i byłem szczęśliwy. Zwisało mi to - bo niby po co miałbym się tym przejmować? kazdy powiniene zajmować się sobą i swoimi sprawami, a nie cudzymi.
Poza tym, szkoła jest od tego, żeby uczyć. Od wychowywania są rodzice. Tylko w państwach totalitarnych i totalitaryzujących szkoły zajmują się wychowaniem.

Martva - 17 października 2009, 15:59

Ambioryks napisał/a:
Ale po co im to od małego wiedzieć?


żeby potem nie wytykali palcami rudych/piegowatych/grubych/czarnych/okularników/niewidomych/ludzi na wózkach etc. Na przykład.

Ambioryks napisał/a:
kazdy powiniene zajmować się sobą i swoimi sprawami, a nie cudzymi.


Jakbyś nie zauważył, żyjemy w społeczeństwie ;)

Ambioryks napisał/a:
Ale to nie było pytanie o jego wychowanków, tylko o niego - co on sam sobie wyobrażał, zanim się spotkał z tymi dziećmi.

A co sobie miał wyobrażać?

Ambioryks - 17 października 2009, 15:59

Fidel-F2 napisał/a:
a dlaczego dziwnym miało by być gdybym walną Ci fangę w nos a potem wytłumaczył gdzie zbłądziłes?

Bo błądzenie w wywodach to nie tłuczenie naczyń, rozsypywanie czegoś, obrywanie firanek, darcie kartek w książkach. Naprawdę nie dostrzegasz tej subtelnej różnicy?
Fidel-F2 napisał/a:
a dlaczego w przypadku dziecka namawiasz do użycia siły?

:?: Niby gdzie namawiam? Uzasadnianie czy usprawiedliwianie czegoś to nie musi być namawianie.
nimfa bagienna napisał/a:
Ta pani była - zdaniem dyrektora - lepsza. Bo miała męża.

Ale co ma rodzenie nieślubnych dzieci do homoseksualizmu? To chyba osobny temat.

Miria - 17 października 2009, 16:10

Ambioryks napisał/a:
Nie. Tym byłbym tak zszokowany, a przede wszystkim chciałbym się dowiedzieć, czy nic jej się nie stało podczas tego wypadku, że ani mi było w głowie ją za to uderzać.
Jeśli ktoś znalazł się w sytuacji zagrożenia, to trudno być na niego zły - naturalnym odruchem jest troska, czy nic się nie stało tej osobie.

Ależ się migasz. Ale dobra, nie uważała przy wyjeżdżaniu z garażu i urwała lusterko. Zagrożenia - brak, szkoda materialna jest. I co z tym fantem?

Martva - 17 października 2009, 16:15

Ambioryks napisał/a:
Ale co ma rodzenie nieślubnych dzieci do homoseksualizmu? To chyba osobny temat.


A gdzie masz homoseksualizm w temacie?

Fidel-F2 - 17 października 2009, 16:18

Ambioryks napisał/a:
Bo błądzenie w wywodach to nie tłuczenie naczyń, rozsypywanie czegoś, obrywanie firanek, darcie kartek w książkach. Naprawdę nie dostrzegasz tej subtelnej różnicy?
no nie bardzo, 'tłuczenie naczyń, rozsypywanie czegoś, obrywanie firanek, darcie kartek w książkach' to zwykły proces rozwoju dziecka a nawet jeśli nie to co z tego? dlaczego za to bić? przecież to jakieś duperele a nawet rozwalił DVD za 1000zł? to co? za to będzie mu trzeba przywalić mocniej? Poza tym to Twoja wina, bo raz , że nie wytłumaczyłeś a dwa nie dopilnowałeś, dziecko mogło by sobie zrobić krzywdę, kara należy się Tobie
Ambioryks napisał/a:
Bo błądzenie w wywodach
czepiasz się słówek, powiedzmy, że maiałeś obowiązek a nie chciało Ci się wynieś śmieci i jest szkoda bo w domu niemożebnie śmierdzi, mam prawo przywalić Ci?

Ambioryks napisał/a:
Niby gdzie namawiam? Uzasadnianie czy usprawiedliwianie czegoś to nie musi być namawianie.
znów czepianie, jeśli usprawiedliwiasz jakieś zachowanie to znaczy, że nie widzisz w tym nic niestosownego
seba - 17 października 2009, 16:19

W tym temacie zgadzam sie analizą profesora (pedagoga) Aleksandra Nalaskowskiego.
tutaj(material video_)
http://www.tvp.pl/publicy...instwa-08102009

Prowadzący program Paweł Kukiz i Marek Horodniczy

Ambioryks - 17 października 2009, 16:19

Martva napisał/a:
żeby potem nie wytykali palcami rudych/piegowatych/grubych/czarnych/okularników/niewidomych/ludzi na wózkach etc.

Ale przecież wiedzieć o tym, że nie należy wytykać palcami rudych czy ludzi na wózkach to zupełnie co innego niż wiedzieć o istnieniu czegoś takiego jak orientacje seksualne. Dzieci jeszcze to nie dotyczy. Dieci nie powinny wytykać palcami tych, których wymieniłaś, ale po co dodawać do tego kwestię homsoeksualistów? Zresztą mnie nigdy nie obchodziło, czy istnieją inne orientacje (na początku oczywiście nie wiedziałem, że to się tak nazywa), a dowiedziałem się o tym mimo woli.
Martva napisał/a:
Jakbyś nie zauważył, żyjemy w społeczeństwie

To nie oznacza, że powinniśmy zajmować się takimi kwestiami. Zostawmy każdego samemu sobie, niech sam kieruje swoim życiem.
Martva napisał/a:
A co sobie miał wyobrażać?

Właśnie nie miał sobie wyobrażać, że dzieci będą to wiedziały. Miał na to nie liczyć.
Miria napisał/a:
dobra, nie uważała przy wyjeżdżaniu z garażu i urwała lusterko.

Żona to nie dziecko. Jej się nie wychowuje, bo jest dorosła. I nie bije się jej, bo jest kobietą.
Zresztą czemu przyrównujesz do siebie te dwie kwestie?

Miria - 17 października 2009, 16:23

Ambioryks napisał/a:
Żona to nie dziecko. Jej się nie wychowuje, bo jest dorosła. I nie bije się jej, bo jest kobietą.
Zresztą czemu przyrównujesz do siebie te dwie kwestie?

Ale zastanów się chwilę, czy to ma jakikolwiek sens, czy tylko przyjmujesz pewne rzeczy, bo tak zostałeś wychowany. Bicie to nie wychowywanie, bo co w ten sposób osiągasz? Pomyśl. Kobiety nie wolno uderzyć, a dziecko można? Gdzie tu sens?
EDIT: A przyrównuję, bo przedtem pisałeś, że sytuację, w której można użyć przemocy od tej, w której nie można, jest powstanie szkody materialnej. Na tym przykładzie pokazałam Ci, że to nieprawda. Teraz szukasz innego usprawiedliwienia dla przemocy wobec dzieci. A takie po prostu nie istnieje.

Ambioryks - 17 października 2009, 16:25

Fidel-F2 napisał/a:
dlachego za to bić?

Bo nie lubi się, jak dzieciak rozrabia, i chce się mu dać nauczkę. Dla dziecka przedmioty, które niszczy, nie mają żadnej wartości - a dla rodziców mają. Dla starszych dzieci też. Jeśli dorosły przez niezdarność coś zepsuje, to sam jest tego świadom - a dziecko nie.
Fidel-F2 napisał/a:
powiedzmy, że maiałeś obowiązek a nie chciało Ci się wynieś śmieci i jest szkoda bo w domu niemożebnie śmierdzi, mam prawo przywalić Ci?

Nie. Zaniechanie jakiejś czynności, np. zaniedbanie obowiązku, które jeszcze można naprawić i nie będzie sprawy, to co innego, niż 'grandzenie'.
Fidel-F2 napisał/a:
jeśli usprawiedliwiasz jakieś zachowanie to znaczy, że nie widzisz w tym nic niestosownego

Nie widzenie w czymś czegoś niestosownego nie oznacza namawiania. Naprawdę mylisz te pojęcia?
To, że ja nie widzę w czymś czegoś niestosownego, nie oznacza, że chcę, by inni to robili.

dzejes - 17 października 2009, 16:35

Ambioryks napisał/a:

Nie. Zaniechanie jakiejś czynności, np. zaniedbanie obowiązku, które jeszcze można naprawić i nie będzie sprawy, to co innego, niż 'grandzenie'.


A jeśli nie da się naprawić? Żona miała złożyć pismo do urzędu skarbowego, zawaliła termin - straciliście przez to pieniądze. Bach ją w miskę?
A córka? Masz córkę - obejmuje ją zakaz bicia, bo to kobieta, czy można lać, bo dziecko? Jeśli ta druga możliwość, to kiedy następuje przejście od jednego stadium do drugiego?

Ambioryks - 17 października 2009, 16:42

Miria napisał/a:
Teraz szukasz innego usprawiedliwienia dla przemocy wobec dzieci.

Nie przesadzajmy z tym nazewnictwem - uderzenie dziecka raz od wielkego dzwonu to chyba nie przemoc jako taka, a w każdym razie nie regularna.
Może i się trochę zapętliłem, ale - porównana sytuacja jednak jest inna.
dzejes napisał/a:
A jeśli nie da się naprawić? (...)

Jak napisałem - żony bym nie uderzył (no chyba żebym źle wybrał i związek byłby nieudany, to wtedy nie wiem, czy bym mógł uderzyć, czy nie - trudno mi określić. Ale nawet jeśli, to nie popieram tego).
Córki też raczej bym nie uderzył.
A syna - cóż, ma być z niego facet, to musi umieć się bić i być twardym, a nie miętkim. ;)
A poważniej, to nie wiem, ale mam kuzyna, który we wczesnym dzieciństwie potrafił być naprawdę łobuzerski i działający na nerwy.

dzejes - 17 października 2009, 16:44

Ambioryks napisał/a:
Miria napisał/a:
Teraz szukasz innego usprawiedliwienia dla przemocy wobec dzieci.

Nie przesadzajmy z tym nazewnictwem - uderzenie dziecka raz od wielkego dzwonu to chyba nie przemoc jako taka, a w każdym razie nie regularna.
Może i się trochę zapętliłem, ale - porównana sytuacja jednak jest inna.


To jest przemoc. Jestem w cięzkim szoku, że taki przeciwnik politycznej poprawności rozmydla pojęcie przemocy. Szok i wstrząs.

nimfa bagienna - 17 października 2009, 16:44

Ambioryks napisał/a:
nimfa bagienna napisał/a:
Ta pani była - zdaniem dyrektora - lepsza. Bo miała męża.

Ale co ma rodzenie nieślubnych dzieci do homoseksualizmu? To chyba osobny temat.

Nie zrozumiałeś. Będzie zatem kawa na ławę.
Nie, to nie jest osobny temat. Homoseksualista postrzegany jako "gorszy" dziwoląg i panna z dwojgiem dzieci postrzegana jako takiż "gorszy" dziwoląg. Oba takie dziwadła pracujące jako nauczyciele mogą - zdaniem hiperpoprawnych moralistów - karygodnie skazić delikatną psychikę dziecięcia.
Żadnej odmienności nie ma. "Inny" dla większości znaczy "gorszy". Nieznany. Zagrażający.
Mam nadzieję, że teraz dotarło :mrgreen:

Miria - 17 października 2009, 16:50

Ambioryks napisał/a:
Nie przesadzajmy z tym nazewnictwem

Cytat:
przemoc «przewaga wykorzystywana w celu narzucenia komuś swojej woli, wymuszenia czegoś na kimś; też: narzucona komuś bezprawnie władza»

Ambioryks napisał/a:
Może i się trochę zapętliłem, ale - porównana sytuacja jednak jest inna.

Na czym dokładnie polega jej inność?
Ambioryks napisał/a:
A syna - cóż, ma być z niego facet, to musi umieć się bić i być twardym, a nie miętkim. ;)

Czyli syn powinien Ci oddać? Inaczej bić się nie nauczy. A w starciu z o wiele silniejszym przeciwnikiem to też nie bardzo raczej.

Ambioryks - 17 października 2009, 18:00

dzejes napisał/a:
rozmydla pojęcie przemocy.

Rozmydla? A nie zawęża?
nimfa bagienna napisał/a:
Homoseksualista postrzegany jako "gorszy" dziwoląg i panna z dwojgiem dzieci postrzegana jako takiż "gorszy" dziwoląg.

Skoro o tym mowa, to zaiste ciekawe zestawienie - bo przecież popęd seksualny jest czymś pierwotnym, a małżeństwo (jako instytucja) jest wtórne. Jest wtórne również wobec rodzenia dzieci - bo kobiety rodzą dzieci od zawsze, a instytucja małżeństwa kiedyś musiała się pojawić jako ludzki wymysł.
Miria napisał/a:
Na czym dokładnie polega jej inność?

Na tym, że postępowanie wobec dziecka ma związek z wychowaniem, a wobec współmałżonka - nie ma związku z wychowaniem.
Miria napisał/a:
zyli syn powinien Ci oddać?

Ech, nie zauważyłaś emotki na końcu tego zdania?

ihan - 17 października 2009, 19:37

A dlaczego współmałżonka, ergo dorosłych ludzi nie można wychowywać?
RD - 17 października 2009, 20:38

Ambioryks napisał/a:
RD napisał/a:
Tak z czystej ciekawości - masz dzieci?

Nie. Ale co to ma do rzeczy? Czy przez to nie wolno mi pisać, czemu się dziwię, a czemu nie?

Ma do rzeczy. Bardzo dużo.

ihan - 17 października 2009, 20:44

RD, to znaczy, że osoby nie posiadające dzieci nie mogą się wypowiadać o zasadności stosowania kar fizycznych dla dzieci, samotni nie mogą się wypowiadać na temat związków, mężczyzni nie powinni w ogóle głosować przy przepisach dotyczących kobiet i vice versa?
RD - 17 października 2009, 21:01

A czy ja czegoś komuś zabraniam? Po prostu wypowiadanie się na temat stosowania kar w sytuacji, kiedy dziecko jest niegrzeczne lub coś zepsuje nie mając pojęcia (lub mając tylko teoretyczne), jak wygląda osobniczy kontekst społeczny i dynamika emocjonalna jest po prostu dość zabawne. Moim zdaniem. Które wolno mi mieć i wypowiadać. Chyba.
nimfa bagienna - 17 października 2009, 21:04

Z całym szacunkiem, ale podejrzewam, że rodzic, który daje dzieciakowi klapa w pupę, bo jest przez niego doprowadzony do ostateczności, nie myśli w tym momencie ani o kontekście społecznym, ani o dynamice emocjonalnej.
RD - 17 października 2009, 21:11

O tym właśnie mówię. Ale żeby to wiedzieć, trzeba mieć dzieci. A kontekst społeczny i emocje są w tle. Ale są, prawda?
MOFFISS - 17 października 2009, 21:14

Jako rodzic dwójki dzieci powiem wam jedną rzecz, wychowanie dzieci oznacza wychowanie rodziców. Nigdy nie uderzyłem dzieci, nawet nie dałem klapsa i są normalne, wrażliwe i nie boją się odpowiedzialności. Trzeba masę cierpliwości. Warto dyskutować jak z dorosłym, bez żadnej taryfy ulgowej, one błyskawicznie się uczą. Naśladują i potrafią myśleć, tylko trzeba dać im szansę i nie przekazywać własnych fobii, czy zabobonów.
Bicie słabszych jest formą bezsilności, tylko dziecko ma bezgraniczne zaufanie i natychmiast, bezwarunkowo przenosi wzorce na całe życie. Bijąc dziecko - kaleczysz, wypaczasz jego osobowość.

RD - 17 października 2009, 21:19

Dzieci to ludzie, i jak to ludzie, bywają różne. Jedne wymagają większej uwagi czy twardszej ręki, inne są bardziej podatne na wzorce wychowawcze. Ale jeśli już rodzic daje klapsa, kosztuje go to bardzo wiele. Oczywiście, jeśli jest normalny. A bicie jako forma wychowania nie jest żadną formą wychowania i tu zgadzam się w stu procentach z Moffisem.
seba - 17 października 2009, 21:52

MOFFISS napisał/a:

Bicie słabszych jest formą bezsilności, tylko dziecko ma bezgraniczne zaufanie i natychmiast, bezwarunkowo przenosi wzorce na całe życie. Bijąc dziecko - kaleczysz, wypaczasz jego osobowość.


Tutaj mówimy juz o konkretnej patologii.
Jesli np. Rodzic rozdziela przemocną swoich synów tłukących sie po miedzy soba na potege, to ojciec ma prawo rozdzielic synów czynem(przemocą) czy nie?
Pytam, bo w Szwecji za taki akt "przemocy" mozna iść za kraty.

W ramach debaty :wink:

Waldemar Łysiak o wychowywaniu dzieci 1
http://www.youtube.com/watch?v=C-dFICHuJS8

Przemoc, państwo, rodzina (1/3) - Bronisław Wildstein przedstawia
http://www.youtube.com/watch?v=zOpHLQ3G3os

RD - 17 października 2009, 22:04

No, na szczęście pod tym względem do Szwecji póki co nam jeszcze daleko :) .
seba - 17 października 2009, 22:36

Stare to już, ale co mi tam.



Ta sama szkoła teraz i 50 lat temu. Na zewnątrz budynek jakby ten sam, ale...



Scenariusz: Johnny i Mark wdali się po szkole w bójkę na pięści.



1960 - Zbiera się tłum. Wygrywa Mark. Johnny i Mark podają sobie ręce
i rozchodzą się w zgodzie.



2009 - Wezwano policję. Jednostka Szybkiego Reagowania przybywa i
aresztuje Johnny'ego i Marka. Policja rekwiruje telefony komórkowe z
nagraną bójką jako dowody rzeczowe. Chłopcy są oskarżeni o napaść oraz
zachowanie niegodne ucznia, obaj zostają wyprowadzeni ze szkoły oraz
obaj są zawieszeni, mimo iż to Johnny sprowokował bójkę. Zostają
zaaranżowane różne konferencje oraz spotkania z rodzicami. Zapis video
jest dostępny na 6 stronach www.



Scenariusz: Jeffrey nie chce siedzieć spokojnie w klasie, przeszkadza
innym uczniom.



1960 - Jeffrey zostaje wysłany do gabinetu dyrektora, dostaje 6 razy
po *beep*. Wraca do klasy, siedzi cicho i nie przeszkadza już w
prowadzeniu zajęć.



2009 - Jeffrey zostaje nafaszerowany dużą dawką Ritaliny. Ociera się o
śmierć. Staje się zombie. Stwierdzono u niego zespół ADHD. Szkoła
dostaje dodatkowe fundusze, z powodu niepełnosprawności Jeffrey'a.
Jeffrey wylatuje ze szkoły.



Scenariusz: Billy wybija szybę w samochodzie sąsiadów i dostaje od
ojca "z plaskacza".



1960 - Billy następnym razem będzie ostrożniejszy. Wyrasta na
normalnego faceta, idzie do collegu i zostaje zdolnym biznesmenem.



2009 - Ojciec Billy'ego jest aresztowany za znęcanie się nad
dzieckiem. Billy zostaje przeniesiony do domu dziecka i przyłącza się
do gangu. Psycholog wmawia jeszcze siostrze Billy'ego, że była
molestowana przez ojca i tatuś trafia do paki. Matka Billy'ego wdaje
się w romans z psychologiem. Psycholog dostaje awans.



Scenariusz: Mark, uczeń collegu, przynosi do szkoły papierosy.



1960 - Mark częstuje papierosem dyrektora szkoły w wydzielonym
pomieszczeniu dla palących.



2009 - Wezwano policję i Mark wylatuje ze szkoły za posiadanie
narkotyków. W jego aucie dokonano rewizji, szukając narkotyków i
broni.



Scenariusz: Mohammed oblewa angielski na maturze.



1960 - Mohammed podchodzi jeszcze raz do egzaminu i idzie do collegu.



2009 - Sprawa Mohammeda zainteresowała lokalną grupę Obrony Praw
Człowieka. Ukazują się artykuły w ogólnonarodowej prasie, że
obowiązkowy egzamin z angielskiego to czysty rasizm. Stowarzyszenie
Swobód Obywatelskich wysuwa pozew sądowy przeciwko stanowemu systemowi
szkolnictwa i nauczycielowi angielskiego. Angielski już nie jest
obowiązkowym przedmiotem na maturze. Mohammed zdaje maturę z wynikiem
pozytywnym i zarabia na życie kosząc trawniki. Lepszej roboty nie
znajdzie, bo nie zna angielskiego.



Scenariusz: Johnny znajduje resztki fajerwerków, wsadza je do butelki
po rozpuszczalniku i wysadza w powietrze mrowisko.



1960 - Mrówki giną.



2009 - Zostają wezwane MI-5 i policja, a Johnny jest oskarżony o
popełnienie aktu terroryzmu. Trwa dochodzenie przeciwko rodzicom,
rodzeństwo Johnny'ego zostaje zabrane z domu, skonfiskowane są
komputery, a tata Johnnyego trafia na listę podejrzanych i nigdy już
nie poleci za granicę.



Scenariusz: Johnny upada na przerwie i zdziera sobie skórę z kolana.
Jego nauczycielka, Mary, znajduje go płaczącego i postanawia go
przytulić, by choć trochę go pocieszyć.



1960 - Po kilku chwilach Johnny czuje się lepiej i wraca do gry.



2009 - Mary jest oskarżona o molestowanie seksualne i traci pracę.
Grozi jej 3 lata pozbawienia wolności. Johnny uczęszcza przez 5 lat na
psychoterapię. Zostaje gejem.

MOFFISS - 17 października 2009, 22:37

seba napisał/a:

Jesli np. Rodzic rozdziela przemocną swoich synów tłukących sie po miedzy soba na potege, to ojciec ma prawo rozdzielic synów czynem(przemocą) czy nie?


Nie, są inne możliwości, reakcja zależny od kontekstu. Jeśli rodzic (świadomy) zauważa u siebie nadużywanie takich form perswazji, powinien iść do psychologa - daleki jestem od złośliwości - najlepiej poradzić się specjalisty. Nie ma czego sie wstydzić, im dalej w las, tym droga staje się mniej widoczna...

dzejes - 18 października 2009, 03:12

seba napisał/a:


Waldemar Łysiak o wychowywaniu dzieci 1
http://www.youtube.com/watch?v=C-*beep*

Przemoc, państwo, rodzina (1/3) - Bronisław Wildstein przedstawia
http://www.youtube.com/watch?v=zOpHLQ3G3os


A masz coś o uprawie pomidorów na mrozie? Reflektuję.

EDIT: Fajna zabawa z tą szkołą. Też spróbuję.

Ta sama szkoła teraz i 50 lat temu. Na zewnątrz budynek jakby ten sam, ale...

Scenariusz: Nauczyciel regularnie obmacuje Marysię.

1960: Marysia wie, że dorośli zawsze mają rację, więc nic nikomu nie mówi. Żyje całe życie z tym wspomnieniem. Nie potrafi założyć rodziny, zaufać drugiemu człowiekowi. Umiera w 1997, w łóżku. Przedawkowała środki nasenne.

2009: Marysia mówi innemu dorosłemu o tym, co się dzieje. Sprawca zostaje ukarany, a Marysia żyje szczęśliwie, szybko zapomina.

Scenariusz: Ojciec leje Marka dzień w dzień.

1960: Sąsiedzi mają to gdzieś, bo sami leją swoje dzieci, czasem tylko narzekają na wrzaski i komentują, że może stary przesadza. Marek zaczyna pić w ogólniaku, na studiach pije już niemal codziennie. Umiera przed czterdziestką - trzustka nie wytrzymuje.

2009: Sąsiedzi dzwonią na niebieską linię. Ograniczone prawa rodzicielskie działają na ojca Marka jak zimny prysznic. Zaczyna pracować nad sobą, po roku zaczyna odbudowywać stosunki z synem, który w tym czasie wraz z matką przebywał u dalszej rodziny. Po dwóch latach znów mieszkają razem, ale nikt już nie krzyczy z bólu.

Bawimy się dalej?

seba - 18 października 2009, 09:23

dzejes - podałeś przykłady czystej patologii i tu sie zgadzamy. :wink:
Virgo C. - 18 października 2009, 11:09

Ambioryks napisał/a:
Naprawdę nie wiem, po co dzieciom z podstawówki wiedzieć o takich rzeczach.

A po co dziecku z drugiej klasy podstawówki wiedzieć co znaczy cudzołożyć?

@seba
My to chyba w innych wymiarach (a przynajmniej krajach) żyjemy :roll:

Fidel-F2 - 19 października 2009, 09:16

seba, cudujesz jak nie wiem co a tu chodzi o prostą zasadę, bicie dzieci to zło. To wszystko.

MOFFISS, pełna zgoda w naszych poglądach w tym temacie

seba - 19 października 2009, 12:12

Fidel-F2 napisał/a:
seba, cudujesz jak nie wiem co a tu chodzi o prostą zasadę, bicie dzieci to zło. To wszystko.

MOFFISS, pełna zgoda w naszych poglądach w tym temacie


Chodzi mi tylko o to, że nie można rodzicom wmawiać, że

DZIECIOM NIE WOLNO NICZEGO ZABRANIAC!!!


Jestem przeciwnikiem takiego wychowywania dzieci "róbta co chceta"

Z drugiej strony boje sie, że konkretna ustawa nie uderzy w patologie, czyli w ludzii, ktorym powinno sie odebrać dziecaki, ale własnie w normalnych rodziców, ktorzy czasem potrafią dzieciaka strzelic w tylek gdy nic innego nie skutkuje.(np. za znecianie sie psychiczne nad mlodszym bratem czy nauczycielem w szkole)

Np. w Szwecji sa przez to dramaty rodzinne. Gdy Matke sakazano za klapsa(nie za katowanie dziecka), to placzaca dziewczynka w domu dziecka przyznała sie ze wszystko zmyslila, bo mama nie chciala jej kupic nowej lalki.
Co z tego, że sie przyznała, jak teraz czeka jej matke rok odsiadki i co misiecznie widzenia po wyjsciu za krat.
Ustawa o bicu dzieci w Szwecji nie uderzyła w patologiczne rodziny, gdzie dzieci sa katowane, bo urzednicy boja sie tam chodzic, wiec dla wyników zabieraja dzieci normalnym rodzinom już za samo zle spojrzenie czy preswazje slowna rodzica wzgledem dziecka.

Poza tym uważam, że Ojciec i Matka powinni być dla swoich pociech autorytetami, a nie kumplami.


Dużo ludzi tylko tak gada, że nie wolno bic dzieci, ale gdy widzą barczystego recydywistę, który TLUCZE syna czy córke to odwracaja głowy i udaja, że niczego nie widzieli.
A gdy widzą normalna rodzine, gdzie mama da lekkiego klapsa knąbrenemu dzieciakowi, to wtedy dopiero dzownia po policje.

Miria - 19 października 2009, 12:36

seba napisał/a:
Chodzi mi tylko o to, że nie można rodzicom wmawiać, że

DZIECIOM NIE WOLNO NICZEGO ZABRANIAC!!!

Ale co to ma wspólnego z karami cielesnymi?
seba napisał/a:
Gdy Matke sakazano za klapsa(nie za katowanie dziecka), to placzaca dziewczynka w domu dziecka przyznała sie ze wszystko zmyslila, bo mama nie chciala jej kupic nowej lalki.
Co z tego, że sie przyznała, jak teraz czeka jej matke rok odsiadki i co misiecznie widzenia po wyjsciu za krat.

Jakiś link można prosić?

Fidel-F2 - 19 października 2009, 12:43

seba napisał/a:
Chodzi mi tylko o to, że nie można rodzicom wmawiać, że

DZIECIOM NIE WOLNO NICZEGO ZABRANIAC!!!
seba, porypało Cię? a kto postuluje takie bzdury?

seba napisał/a:
Np. w Szwecji sa przez to dramaty rodzinne. Gdy Matke sakazano za klapsa(nie za katowanie dziecka), to placzaca dziewczynka w domu dziecka przyznała sie ze wszystko zmyslila, bo mama nie chciala jej kupic nowej lalki.
Co z tego, że sie przyznała, jak teraz czeka jej matke rok odsiadki i co misiecznie widzenia po wyjsciu za krat.
Ustawa o bicu dzieci w Szwecji nie uderzyła w patologiczne rodziny, gdzie dzieci sa katowane, bo urzednicy boja sie tam chodzic, wiec dla wyników zabieraja dzieci normalnym rodzinom już za samo zle spojrzenie czy preswazje slowna rodzica wzgledem dziecka.
jakoś mnie nie przekonałeś

seba napisał/a:
Poza tym uważam, że Ojciec i Matka powinni być dla swoich pociech autorytetami, a nie kumplami.
a może precyzyjniej o co ci chodzi wyjaśnisz? bo ja nie widzę problemu w byciu jednym i drugim jednocześnie


seba napisał/a:
Dużo ludzi tylko tak gada, że nie wolno bic dzieci, ale gdy widzą barczystego recydywistę, który TLUCZE syna czy córke to odwracaja głowy i udaja, że niczego nie widzieli.
A gdy widzą normalna rodzine, gdzie mama da lekkiego klapsa knąbrenemu dzieciakowi, to wtedy dopiero dzownia po policje.
a skąd to wiesz?
illianna - 19 października 2009, 13:38

Fidel-F2 napisał/a:
seba, cudujesz jak nie wiem co a tu chodzi o prostą zasadę, bicie dzieci to zło. To wszystko.
nawet jest takie pytanie w teście na IQ: "Dlaczego nie powinno się bić dzieci?" :mrgreen:
hrabek - 19 października 2009, 14:04

Skoro to test na IQ, to pewnie jest to test wyboru. Możesz od razu podać możliwe odpowiedzi? No chyba, że to pytanie otwarte, ale jeśli tak, to jest tendencyjne, bo nie dopuszcza możliwości odpowiedzi, że dzieci owszem, bić można.
illianna - 19 października 2009, 14:12

hrabek, otwarte, ale tendencyjne, jak słusznie zauważyłeś,
pytanie nie jest o sam fakt bicia lub nie, ale o powody żeby nie bić,
nie powinno się bić dzieci, bo...
czyli autorzy testu uznali, że nie ma innej opcji, człowiek inteligentny nie bije, a bardzo inteligentny, wie dlaczego tego nie robi :mrgreen:

dalambert - 19 października 2009, 14:15

illianna, jeszcze wiekszym złem jast ustawowy zakaz i karanie za klapsa.
Czy wy nie widzicie oczyma duszy, tych wszystkich nawiedzonych idiotek i fanatycznych kretynów podsłuchujacych pod waszymi drzwiami dlaczego to dziecko placze, tych wszystkich cwanych nastolatek galerianek szntażujących rodziców donosem o klapsie jeżeli ...
tych wszystkich stowarzyszeń postępu zaglądających ludziom pod drzwi by się wykazać jak dobrze dzieci strzegą , tego całego aparatu policyjnego powołanego do strzeżenia dziateczek przed klapsem!
Tych podsłuchów ABW w celu rozpoznania krzywdy dziecka.
LUDZIE to pędzi do paranoiii i schhiozofrenji społecznej :evil: :!:

dalambert - 19 października 2009, 14:17

Szczyt politpoprawności system *beep* mi słowo podsłuchujących mi bipnął ;P:
kurde dalej działa podsłuchiwać idioto to jak będzie
od tego odmiania mechaniczny kretynie
Ja podsłuchuję
Ty podsłuchujesz
Oni ....

Fidel-F2 - 19 października 2009, 14:17

dalambert, nie o tym mowa i nikt tu jak na razie takich pomysłów nie przedstawiał. Rozmawiamy o istocie rzeczy.
illianna - 19 października 2009, 14:20

dalambert napisał/a:
LUDZIE to pędzi do paranoiii i schhiozofrenji społecznej
nie słyszałam o paranoii i schizofrenii społecznej, zwłaszcza o tej drugiej i nawet cięzko mi sobie wyobrazić, to tak jakby napisać społeczny Alzhaimer :mrgreen:
dalambert, ależ ja tak tylko dla humoru o tym teście, absolutnie nie jestem za ustawoiwym rozwiazywaniem stosunków miedzyludzkich, chociaż akurat przemoc w rodzinie w Polsce kwitnie i wiele wody upłynie zanim będzie jak na zachodzie, że to dzieci straszą rodziców, chociaż pewnie pojedyńcze przypadki cwaniackich zachowań dzieci i młodzieży się trafiają

dalambert - 19 października 2009, 14:27

Fidel-F2, od rzemyczka do koniczka, a jak bedzie podstawa prawna do sie zaczną genialne działania nawiedzonych.
Na wszelką przemoc sa paragrafy już dziś i co? Ciągle żony leją mężów bo zupa była za słona.
illianna napisał/a:
nie słyszałam o paranoii i schizofrenii społecznej

Oj usłyszysz, a nawet zobaczysz jak to politpoprawność rozkwitnie , a sama przyznajesz
illianna napisał/a:
dzieci straszą rodziców, chociaż pewnie pojedyńcze przypadki cwaniackich zachowań dzieci i młodzieży się trafiają

..
Naprzód mlodzierzy świata.... :mrgreen:
...

Fidel-F2 - 19 października 2009, 14:42

dalambert, bredzisz,
otóż to przepisy są bo taki młodzian może sobie obdukcję zrobić i złożyć kwity na ojca.
ilu takich jest?

co nie zmienia faktu, że bicie dzieci to zło


i jak na razie to gadasz co ślina na jezyk przyniesie a sensu w tym nie ma

Godzilla - 19 października 2009, 14:42

Dzieci to dzieci, bałabym się urzędników, którzy mieliby podstawę aby wszędzie wściubiać nos i urabiali mózgi dzieciakom, aby donosiły na rodziców. To już było przerabiane w poprzednim systemie, zwłaszcza cokolwiek bardziej na wschód.

dalambert,
dalambert napisał/a:
Naprzód mlodzierzy świata....
:mrgreen:
shenra - 19 października 2009, 14:43

dalambert napisał/a:
mlodzierzy
:twisted:
dalambert - 19 października 2009, 14:47

Godzilla, niech będzie , młodzież też sprawdzałem przez jakiegoś mechkretyna i mi młodzież na czerwono podkreślił :evil: :oops:

Fidel-F2, a Pawke Morozowa pamietasz :twisted:

Miria - 19 października 2009, 15:15

dalambert napisał/a:
młodzież też sprawdzałem przez jakiegoś mechkretyna i mi młodzież na czerwono podkreślił :evil:

Może dlatego, że o "ł" zapomniałeś. :wink:

seba - 19 października 2009, 15:17

Miria napisał/a:
seba napisał/a:
Chodzi mi tylko o to, że nie można rodzicom wmawiać, że

DZIECIOM NIE WOLNO NICZEGO ZABRANIAC!!!

Ale co to ma wspólnego z karami cielesnymi?
seba napisał/a:
Gdy Matke sakazano za klapsa(nie za katowanie dziecka), to placzaca dziewczynka w domu dziecka przyznała sie ze wszystko zmyslila, bo mama nie chciala jej kupic nowej lalki.
Co z tego, że sie przyznała, jak teraz czeka jej matke rok odsiadki i co misiecznie widzenia po wyjsciu za krat.

Jakiś link można prosić?


Ideologia Dr Spoka pt. Dzieciom nie wolno niczego zabraniać. Wykluczna nawet symbolicznegoklapsa.
Wszystko fajnie, że są takie dzieci, które słuchaja sie rodziców i nie trzeba im żadnych kar wymierzać.
Ale musimy przyjac do wiadomosci, że są takze knabrne dzieciaki, ktore chca rodzicow terroryzować.
Linku szewedzkiego nie podam, bo nie znam tego jezyka.
Tą historie slyszalem od T.T. Terlikowskiego, który pisał na ten temat w periodyku Fronda(W biblitece uniwersyteckiej znajdziesz wszystkie numery tego periodyku)


Cytat:
W Szwecji każdego roku zawiera się 38 tys. małżeństw. Jednocześnie w tym samym czasie dochodzi do 31 tys. rozwodów. Powstają rodziny, w których pojawiają się tzw. plastikowi rodzice, czyli ojczymi, macochy, opiekujący się dziećmi z własnych oraz poprzednio zawartych i rozwiązanych już związków. W rezultacie szwedzkie rodziny, według określenia jednej z wypowiadających się w filmie osób, to „wielka jajecznica”. Do zniszczenia więzi rodzinnych przyczyniają się również nieuzasadnione i szkodliwe ingerencje władz w wewnętrzne sprawy rodziny. W 1979 r. wprowadzono zakaz klapsów i karcenia dzieci wraz z ich indoktrynowaniem: za skarcenie dziecka grozi kara do 10 lat więzienia. Dzieci są pouczane, że w razie jakiegokolwiek konfliktu mają donosić na swoich rodziców policji. Na skutek tych donosów każdego roku państwo odbiera rodzicom od 10 do 12 tys. dzieci. Film ukazuje jedną z takich spraw: Dziewczynka z zemsty za uśpienie kociąt donosi na swojego ojca, fałszywie oskarżając go o molestowanie seksualne, ten zostaje skazany na wieloletnie więzienie. Po trzech miesiącach dziewczynka oddana do domu dziecka przyznaje, że zarzut był zmyślony, jednak urzędnicza machina wprowadzona w ruch jest nieubłagana. Rezultat – tragedia rodziców i dziecka, pozbawionego rodzinnego domu. Inny przykład: Chory na epilepsję syn zostaje odebrany matce z powodu jej domniemanej nadopiekuńczości. Władze socjalne oddają go w opiekę rodzinie byłych narkomanów, później człowiekowi obarczonemu problemem uzależnienia alkoholowego. W tym czasie do matki, która ma zakaz widzeń swojego dziecka, syn wysyła 40 listów z błaganiem o ratunek. W końcu syn pozbawiony właściwej opieki umiera. Matka wytacza proces państwu, który jednak przegrywa i musi zapłacić 1,5 mln koron tytułem kosztów procesowych. A oto inny przykład „postępu”: W 1995 r. zalegalizowano małżeństwa homoseksualistów i lesbijek. „Postępowy” kościół protestancki zostaje zmuszony do udzielania takim osobom „ślubów”. Z drugiej strony – nawet organizacje gejowskie sygnalizują w swoich raportach ogromną liczbę przypadków przemocy w tego rodzaju nienaturalnych związkach. Aż 40 tys. osób w Szwecji – przynajmniej jeden z rodziców jest homoseksualistą lub lesbijką. Jak może to wpływać na wychowanie tych dzieci? Odpowiedzi należałoby szukać, analizując wskaźniki przestępczości, uzależnień, samobójstw. Najbardziej tragiczne jest, że osierocone dzieci, przeważnie z innych krajów, są oddawane w adopcję homoseksualistom i lesbijkom. Ma to rzekomo wpłynąć na ograniczenie „homofobii”. Co powiedziałyby rodziny, z których pochodzą te dzieci, gdyby ich los był im znany? Prześladowani natomiast są duchowni, którzy głoszą naukę Pisma Świętego o grzesznym charakterze dewiacji. Pastor zielonoświątkowy Ake Green za zacytowanie nauki Biblii na ten temat na ambonie został skazany na miesiąc więzienia, sąd drugiej instancji uniewinnił go, jednak sprawa nadal jest rozpatrywana przez Sąd Najwyższy.


http://www.niedziela.pl/a...=nd200927&nr=25





Cytat:
Zwolennicy swobodnego dostępu obywateli do broni palnej często posługują się następującym argumentem: gdy posiadanie broni jest zakazane, używają jej wyłącznie przestępcy, którzy nie mają skrupułów, aby prawo łamać. Natomiast zwykli, uczciwi obywatele przestrzegają przepisów, więc są wobec owych przestępców bezbronni.

Ten sam argument wyjątkowo trafnie da się zastosować także do całkowitego zakazu bicia dzieci, którego wprowadzenie zapowiedział parę dni temu Donald Tusk. Jeśli szefowi rządu wydaje się, że po wprowadzeniu owego zakazu opiekun, który jest zdolny zakatować na śmierć małą dziewczynkę, powstrzyma się od tego czynu, to się głęboko myli. Najwyżej o biciu zastraszonych dzieci w rodzinach patologicznych będziemy się dowiadywali rzadziej. Za to zwykłe matki i zwykli ojcowie, którym zdarzy się dać swoim pociechom lekkiego klapsa w miejscu publicznym, będą trafiać do aresztów. W dodatku przepis, który pozwoli niesfornemu dziecku posłać rodzica za kraty, na pewno nie polepszy atmosfery w wielu rodzinach.

Wszyscy jesteśmy chyba zgodni, że znęcanie się nad dziećmi jest obrzydliwym przestępstwem i powinno być surowo karane. Żaden normalny rodzic nie stosuje kar cielesnych jako podstawowej metody wychowawczej. Ale też każda matka i ojciec doskonale wiedzą, że do dziecka często nie sposób trafić za pomocą racjonalnych argumentów i bywa, że jedynym skutecznym rozwiązaniem jest klaps. Stąd - pozornie nieco zaskakujące - wyniki sondażu “Rzeczpospolitej” wskazujące, że dwie trzecie Polaków zgadza się na wprowadzenie ustawowego zakazu bicia dzieci, a równocześnie 78 proc. z nas uważa karanie klapsem za dopuszczalne. Wyjaśnienie tego paradoksu jest oczywiste: nie potępiamy klapsów, bo po prostu nie uznajemy ich za bicie.


http://blog.rp.pl/blog/20...apsa-z-kapiela/

Całkowicie zgadzam sie z diagnozą Dominika.
Cytat:

Kolejna głupia gadanina zalepiająca media: „Kto jest za biciem dzieci?”. Każdy dobrze wie, że nikt. Ale też każdy, kto chwilę pomyśli, zda sobie sprawę, że czynienie z rodzicielskiego klapsa kryminalnego przestępstwa to czysta paranoja.

Nie ma możliwości innego wyznaczenia granic karalności niż uszkodzenie ciała – ale takie prawo akurat od dawna obowiązuje. Bo jeśli już, to czemu karać tylko za klapsy? Czyż nie jest przemocą naruszającą godność szarpać dziecko za rączkę? A której matce nie zdarzyło się to, gdy ona na przykład chce wejść do sklepu, a małe wybiec na ulicę, pod koła?

Poza tym każdy psycholog przyzna, że wrzask może szkodzić dziecięcej psychice bardziej niż klaps, więc i za krzyk na dziecko powinno się karać. Właściwie jedyną prawnie dopuszczalną reakcją na uporczywe nieposłuszeństwo powinno być wezwanie przez rodziców policji i złożenie na malca oficjalnej skargi. I jak zwykle postępowe towarzystwo prezentuje zapierającą dech hipokryzję.

http://blog.rp.pl/ziemkie...wojna-o-klapsa/

Na szczscie zespol Frondy zaczął dokładnie monitorować skutki ustawy w Szwecji.
Już nie długo bedzie raport.
Wtedy zobaczymy czy przeciwnicy klapsa bedą tak mocno nalegać zeby każdego rodzica zamykać w wiezieniu za klapsa.
Paradoksem jest, że w Szwecji Pedofil dostaje mniejszy wyrok niz Mataka skazana za klapsa!!!!!!!!!!!!!!!!

Miria - 19 października 2009, 15:37

seba napisał/a:
Ideologia Dr Spoka pt. Dzieciom nie wolno niczego zabraniać. Wykluczna nawet symbolicznegoklapsa.

Ale zrozum, że rezygnacja z kar cielesnych to nie to samo, co bezstresowe wychowanie. Trudno sobie wyobrazić wychowanie bez kar (choć nagrody sa skuteczniejsze, ale czasem karę trzeba zastosować). Tylko jest cała gama sposobów ukarania złego zachowania. Kara cielesna jest złym wyborem, nawet w przypadku małych dzieci. Widziałam niedawno program, w którym specjalistka pomagała rodzicom killkulatków (od 3 do 6 lat) rozwiązywać wychowawcze problemy, niektóre naprawdę hardkorowe, w stylu dziecko rzucające się w histerii na podłogę, kopiące rodzica i rzucające bluzgami. Karą było tam zabranie dziecka do sypialni, gdzie zostawało samo przez kilka minut. Miało jasną informację, że jak nie przestanie się źle zachowywać, to czeka je kara. I to doskonale działało. Nie twierdzę, że to jest uniwersalny sposób działający na każde dziecko, ale myślę, że można dobrać odpowiedni rodzaj kary do sytuacji bez uciekania się do kar cielesnych, bo one nie wychowują po prostu. Zresztą, pracuję w szkole, kar cielesnych siłą rzeczy stosować nie mogę (chociaż w sumie raz się zdarzyło, że miałam wielką ochotę), a to wcale nie oznacza, że dzieciom niczego nie zabraniam i nie przestrzegają reguł.

I jestem w stanie zrozumieć rodziców dających klapsy dzieciom, sama wcale nie jestem pewna, że nigdy bym tego nie zrobiła, bo ludźmi jesteśmy i błędy nie są nam obce. :wink: Nie uważam też, że to coś straszliwego i niszczącego psychikę na zawsze i powinno się za każdego klapsa ścigać prawnie z całą surowością. Ale uderzenie dziecka ZAWSZE pozostanie błędem rodziców.

Frondzie nie ufam za grosz, więc się do cytatów nie odniosę.

illianna - 19 października 2009, 16:02

dalambert napisał/a:
illianna napisał/a:
nie słyszałam o paranoii i schizofrenii społecznej


Oj usłyszysz, a nawet zobaczysz jak to politpoprawność rozkwitnie , a sama przyznajesz

nie sądzę, ale co ja się tam znam na psychiatrii, w końcu dopiero 8 lat pracuję w szpitalu psychiatrycznym ;P:
dalambert napisał/a:
a sama przyznajesz illianna napisał/a:
dzieci straszą rodziców, chociaż pewnie pojedyńcze przypadki cwaniackich zachowań dzieci i młodzieży się trafiają

proszę o nie wyrywanie z kontekstu, takie przypadki się pewnie zdarzają bo krzywa Gausa na to wskazuje, jak jest jakaś potencjalność w przyrodzie, to i pewnikiem gdzieś wystąpi, ale to anomalia jak ostatni śnieg i nie ma nic wspólnego z sednem zagadnienia,
ja uważam, że bicie dzieci złe jest, na dodatek niczego nie polepsza, a jak rodzice zwalają na to, że bić nie mogą i dlatego dają się dzieciom zastraszyć, to świadczy o rodziców głupocie, niekompetencji, braku talentu wychowawczego, ci co dzieciaki leją, też bywają zastraszani przez wdzięczne pociechy, tylko jakoś w ogóle mi ich nie żal :twisted:

Godzilla - 19 października 2009, 16:03

Wszystko to ładnie. Pod warunkiem, że rodzice nie są przyciśnięci różnej maści problemami życiowymi, idealnie panują nad sobą, mają harmonię pomysłów co zrobić z krnąbrnym dzieciakiem "zamiast", słowem - są skałą mądrości. Często, niestety, nie są. A z przepisami bywa "od rzemyczka do koniczka", dziś pozwalamy ingerować w rodzinę aby eliminować sadystów, jutro będziemy wyrywać dzieci z rąk zwykłych, niedoskonałych rodziców. Aby je umieścić - gdzie?
illianna - 19 października 2009, 16:17

Godzilla, ale ja nie o tym, jasne że każdemu z nas zdarza się stracić cierpliwość, nie mieć pomysłu, nie wytrzymać, ale to jeszce nie sankcjonuje takich zachowań jako dobrych, trzeba odzielić przypadkowe, sporadyczne emocjonalne zachowania od znęcania się, myślę, że mimo wszytsko polskie prawo to rozdziela, z tego co udało mi się zaobserwować w sądzie bedąc biegłą,
sam przepis jeszcze nie stanowi o jego egzekwowaniu, zawsze dużą rolę ma czynnik ludzki, dlatego oprócz przepisu, który umożliwi ochronę dziecka, konieczna jest praca nad zmianą mentalności i niektórych rodziców i osób oceniających, czyli pedagogów, psychologów, pracowników społecznych, policjantów, sędziów itp, tak żeby zachować w tym wszytskim zdrowy rozsądek i nie krzywdzić nikogo, nie zabierać dzieci niepotrzebnie itp.
na razie jest tak, że pedofilne i przemocowe zachowania są karane często minimalnym wyrokiem np. 2 lat lub nawet wyrokiem w zawieszeniu, a rodziny wycofują zarzuty wobec znęcających się, bo nie mają w tym realnego wsparcia ze strony społeczeństwa i po prostu boją sie i wstydzą albo co gorsza nie widzą problemu w tym, że przemoc jest na codzień obecna w ich domu i się jej poddają, myślę że to większy problem niż dziecko wzywające policję na rodziców,
pomijam już fakt, że często spotykałam się w sądzie z pomysłem, że dziecko sobie wszystko wymyśliło albo zostało poszczute przez kogoś na biednego niewinnego dorosłego i było to zdecydowanie częstsze niz postawa obojętna, a z postawą zaszczujmy biednego ojca który klepnął w tyłek dzieciaka, to się nigdy osobiście nie spotkałam, choć jest to zapewne możliwe

Miria - 19 października 2009, 17:20

Godzilla napisał/a:
A z przepisami bywa "od rzemyczka do koniczka", dziś pozwalamy ingerować w rodzinę aby eliminować sadystów, jutro będziemy wyrywać dzieci z rąk zwykłych, niedoskonałych rodziców. Aby je umieścić - gdzie?

Niestety, każde takie prawo może prowadzić do nadużyć i przegięć, też mam mieszane uczucia. To bardzo delikatny temat. Ale zabieranie dzieci to ostateczność, szukając informacji na temat rewelacji seby o szwedzkiej matce, która poszła do więzienia (nie znalazłam), wyczytałam, że "karą" dla rodziców na ogół bywa wysłanie na terapię czy warsztaty, i to nie jest chyba zły pomysł. Głupio się mi mądrzyć na ten temat, bo nie mam własnych dzieci, ale tak dużo dziwnych przypadków obserwuję w szkole, że czasem żałuję, że ludzie nie przechodzą obowiązkowych szkoleń z wychowywania dzieci. Podstawowej wiedzy im brakuje, o pomysłach na rozwiązanie różnych problemów nie wspomnę. Taka trochę paranoja, że z tylu rzeczy w życiu trzeba zdawać egzaminy i miec pozwolenia, a tak trudne zadanie jak bycie rodzicem nie wymaga żadnego przygotowania.

Fidel-F2 - 19 października 2009, 17:33

seba napisał/a:
Ideologia Dr Spoka pt. Dzieciom nie wolno niczego zabraniać. Wykluczna nawet symbolicznegoklapsa.
mylisz pojęcia, co Miria ładnie wyłuszczyła, zakaz bicia nie jest tożsamy z zakazem wszelkich kar. U mnie działa to w ten sposób mniej więcej:
T - Mikołaj proszę pozbierac zabawki
S - nie chce mi się
T - ok, skoro nie interesują Cię te zabawki to ja je pozbieram ale potem oddam dzieciom, które lepiej się o nie zatroszczą
S - no dobra, pozbieram ale razem się bawiliśmy to razem zbieramy
T - masz rację, zbieramy razem
S - Ale nie oddasz moich zabawek
T - Nie nie oddam

albo
T - Mikołaj odnieś talerz do kuchni
S - Nie chce mi się
T - Ok, ja odniosę, ale następnym razem gdy będziesz mnie o coś prosił, ja też powiem nie.
Tu trzeba dać chwilę czasu do namysłu i mamy
S - dobrze, zaniosę

Czasem da sie złamać opór bez straszenia karąa a jedynie dzięki tłumaczeniu. Trzeba próbować różnych metod, czsem działa ta czasem inna.

Czy powyższe przykłady to bezstersowe wychowanie? Nie. A bez bicia? Bez.
seba napisał/a:
Kolejna głupia gadanina zalepiająca media: „Kto jest za biciem dzieci?”. Każdy dobrze wie, że nikt. Ale też każdy, kto chwilę pomyśli, zda sobie sprawę, że czynienie z rodzicielskiego klapsa kryminalnego przestępstwa to czysta paranoja.

Nie ma możliwości innego wyznaczenia granic karalności niż uszkodzenie ciała – ale takie prawo akurat od dawna obowiązuje. Bo jeśli już, to czemu karać tylko za klapsy? Czyż nie jest przemocą naruszającą godność szarpać dziecko za rączkę? A której matce nie zdarzyło się to, gdy ona na przykład chce wejść do sklepu, a małe wybiec na ulicę, pod koła?

Poza tym każdy psycholog przyzna, że wrzask może szkodzić dziecięcej psychice bardziej niż klaps, więc i za krzyk na dziecko powinno się karać. Właściwie jedyną prawnie dopuszczalną reakcją na uporczywe nieposłuszeństwo powinno być wezwanie przez rodziców policji i złożenie na malca oficjalnej skargi. I jak zwykle postępowe towarzystwo prezentuje zapierającą dech hipokryzję.
Cytat kompletnie głupkowaty, widać , że pisany przez kogoś kto nie miał najmniejszej styczności z dziećmi, nie mówiąc o ich wychowywaniu. Widzi tylko takie środki wychowawcze: bicie, szarpanie i krzyk. Potem się poddaje i wzywa policję. Półgłówek.
Godzilla napisał/a:
Wszystko to ładnie. Pod warunkiem, że rodzice nie są przyciśnięci różnej maści problemami życiowymi, idealnie panują nad sobą, mają harmonię pomysłów co zrobić z krnąbrnym dzieciakiem "zamiast", słowem - są skałą mądrości. Często, niestety, nie są.
jasne, że może się zdarzyć, ludzie to nie anioły i nerwy mogą puścić, ale to nie znaczy, że te zachowania są w porządku. Dlaczego dziecko ma cierpieć bo rodzic miał zły dzień? Niech se ten rodzic strzeli baranka z rozpędu w kant parapetu. Może się usokoi. I dzieci obrywają w takich sytuacjach tylko dlatego, z są małe, bezbronne, nie mogą oddać i dla dorosłego nie wiąże sie to z konsekwencjami. Bo gdyby na miejscu dziecka był dorosły który nas zirytował w podobny sposób to tak swobodnie mu nie przywalimy. Bo może oddać, albo doniesie na policję, albo wylecimy z pracy albo zyskamy złą opinię. ALe dziecku mozna przywalić bo nic nas to nie kosztuje.


jeszcze to


seba napisał/a:
Wszyscy jesteśmy chyba zgodni, że znęcanie się nad dziećmi jest obrzydliwym przestępstwem i powinno być surowo karane. Żaden normalny rodzic nie stosuje kar cielesnych jako podstawowej metody wychowawczej. Ale też każda matka i ojciec doskonale wiedzą, że do dziecka często nie sposób trafić za pomocą racjonalnych argumentów i bywa, że jedynym skutecznym rozwiązaniem jest klaps. Stąd - pozornie nieco zaskakujące - wyniki sondażu “Rzeczpospolitej” wskazujące, że dwie trzecie Polaków zgadza się na wprowadzenie ustawowego zakazu bicia dzieci, a równocześnie 78 proc. z nas uważa karanie klapsem za dopuszczalne. Wyjaśnienie tego paradoksu jest oczywiste: nie potępiamy klapsów, bo po prostu nie uznajemy ich za bicie.
co za bzdury, żaden normalny rodzic nie stosóje kar cielesnych wogóle, ja jestem ojcem i wiem, że można do dziecka trafić bez jakiejkolwiek przemocy

Najpierw: znęcanie się nad dziećmi jest obrzydliwym przestępstwem i powinno być surowo karane a potem: Ale też każda matka i ojciec doskonale wiedzą, że do dziecka często nie sposób trafić za pomocą racjonalnych argumentów i bywa, że jedynym skutecznym rozwiązaniem jest klaps. Można wygłosić głupszą wypowiedź? trudno mi sobie wyobrazić

seba - 19 października 2009, 18:02

Co za demagogia :bravo :bravo

Cytaty, które podałem uważam za trafne. Co wiecej obaj cytowani publicysci maja dzieci.
Fidel - obaj sa podpisani z imienia i nazwiska - wiec człowieku dzwon juz na policje zeby im odebrac dzieciaki i zamknąc w wiezeniu. Idzc jeszcze dalej i zrob petetycje, żeby za inne poglady na temat wychowania dzieci ludzi zamykano.

Tacy ludzie jak Ty maja na sumienu niewinnego chlopca w Szwecj, który odebrany od matki za "klapsa" - pisał, błagał żeby mame zwrocic, aż wrescie umarł z tesknoty.
WLASNIE TACY LUDZIE SA ODPOWIEDZIALNI ZA SMIERC DZIECI!!!!

Przedstawiam wszystkim jednego z ideologow walki przeciwko strasznemu "klapsowi"

Szef partii zielonych w europarlamencie

Cohn-Bendita zawarte w wydanej ponad trzydzieści lat temu książce "Wielki bazar" ("Der grosse Bazar") nadal robią wstrząsające wrażenie:

Od dawna miałem
ochotę pracować z dziećmi. W 1972 roku złożyłem podanie o pracę w alternatywnym (państwowym) przedszkolu we Frankfurcie nad Menem. Pracowałem tam ponad dwa lata. Mój nieustanny flirt z dziećmi szybko przyjął charakter erotyczny. Te małe pięcioletnie dziewczynki już wiedziały, jak mnie podrywać. Rzecz jasna niejedna z nich przygląda się rodzicom, kiedy się pieprzą. Kilka razy zdarzyło się, że dzieci rozpięły mi rozporek i zaczęły mnie głaskać. Ich życzenie było dla mnie problematyczne. Jednak często mimo wszystko i ja je głaskałem.


To jest wlasnie postepowy model wychowywania dzieci!!

ihan - 19 października 2009, 18:14

seba napisał/a:
aż wrescie umarł z tesknoty.


Rany, może dyskutujcie na jakimś poziomie!

Fidel-F2 - 19 października 2009, 18:15

prowokujesz czy jesteś aż tak głupi?

seba napisał/a:
Co wiecej obaj cytowani publicysci maja dzieci.
ja też mam i uważam ich za kretynów

seba napisał/a:
Fidel - obaj sa podpisani z imienia i nazwiska - wiec człowieku dzwon juz na policje zeby im odebrac dzieciaki i zamknąc w wiezeniu. Idzc jeszcze dalej i zrob petetycje, żeby za inne poglady na temat wychowania dzieci ludzi zamykano.
ech biedny żuczku, poglady można mieć dowolne ale zgoda na bicie słabych i bezbronnych istot cechuje wyłącznie gnojków.

szukasz demagogii? tu masz świetny przykład
seba napisał/a:
Tacy ludzie jak Ty maja na sumienu niewinnego chlopca w Szwecj, który odebrany od matki za "klapsa" - pisał, błagał żeby mame zwrocic, aż wrescie umarł z tesknoty.
WLASNIE TACY JAK TY LUDZIE SA ODPOWIEDZIALNI ZA SMIERC DZIECI!!!!

Fidel-F2 - 19 października 2009, 18:19

seba napisał/a:
Od dawna miałem
ochotę pracować z dziećmi. W 1972 roku złożyłem podanie o pracę w alternatywnym (państwowym) przedszkolu we Frankfurcie nad Menem. Pracowałem tam ponad dwa lata. Mój nieustanny flirt z dziećmi szybko przyjął charakter erotyczny. Te małe pięcioletnie dziewczynki już wiedziały, jak mnie podrywać. Rzecz jasna niejedna z nich przygląda się rodzicom, kiedy się pieprzą. Kilka razy zdarzyło się, że dzieci rozpięły mi rozporek i zaczęły mnie głaskać. Ich życzenie było dla mnie problematyczne. Jednak często mimo wszystko i ja je głaskałem.
co ma pierd..nięty pedofil do dyskusji na temat wychowania dzieci? seba, ale Ty baran jesteś :P
seba - 19 października 2009, 18:29

Filed- wszyscy jestesmy przeciwko bicu i katowaniu dzieci. Tak samo jak ty uważamrodziców, ktorzy bija dzieciaki tylko, że zbiły niechcacy tależ za kretynów.
Ale są też trudne dzieciaki i tylko klaps(To nie to samo co bicie po glowie czy katowanie) może być czynnikiem wychowawczym.

Podam przykład takiego bezklapsowego wychowania.

Rok temu kilku chlopców w jednej ze szkoł molestowało 12 letnia dziewczynke Anie, ktora potem sie powiesiła.

Matka jednego z chlopców powiedziala, że nie wie jak syn mogl w tym uczestniczyc bo nigdy nie stosowała klapsów i nigdy mu niczego nie zabraniała.

Klaps to nie to samo co bicie,znecanie i katowanie dzieci!!!!!

A co do pedofila CB to jeden z ideologow Wychowanie Bezklapsowego!!!!!!!!


Fidel-F2 - 19 października 2009, 18:35

seba napisał/a:
Ale są też trudne dzieciaki i tylko klaps(To nie to samo co bicie po glowie czy katowanie) może być czynnikiem wychowawczym.
bzdura
seba napisał/a:
tym uczestniczyc bo nigdy nie stosowała klapsów i nigdy mu niczego nie zabraniała.
co wcale nie znaczy, że go dobrze wychowała, nieobecnośc bicia w procesie wychowania nie gwarantuje sukcesu, potrzeba wiele innych rzeczy
seba napisał/a:
Klaps to nie to samo co bicie,znecanie i katowanie dzieci!!!!!
to samo, różnica w natężeniu

seba napisał/a:
A co do pedofila CB to jeden z ideologow Wychowanie Bezklapsowego!!!!!!!!
i czego to dowodzi? bo nie łapię what's yor point
seba - 19 października 2009, 18:45

Sorry, ale skad do diabala wiesz, że to bzdura??

Jestes naukowcem??

To, że wychowujesz dzieci jeszcze nie znaczy że wszystko wiesz na temat wychowania!

Ekspertem nie jestes!! Prosze Cie Fidel o troche wiecej pokory. :wink: :)

shenra - 19 października 2009, 18:49

seba, w ten sam deseń na jakiej podstawie zaprzeczasz Fidelowi?
dalambert - 19 października 2009, 18:53

W tym temacie to jednak Fidel-F2, ma przekonania i doświadczenie .
seba, ma przekonania i uniejętność czytania.

Do porozumienia nie dojdziecie bo ideolog nie dogada się z praktykiem, ale pogadajcie dalej , Coś się dzieje :P

seba - 19 października 2009, 18:53

shenra napisał/a:
seba, w ten sam deseń na jakiej podstawie zaprzeczasz Fidelowi?


Na zasadzie

Po pierwsze NIE SZKODZIC

Czasem jesttak, że gdy chcemy zrobic coś dobrego, tomozemy tym sposobem tylko pogorszyc sytulacje.

Zamiast klapsem, to wszyscy powinni sie zajac super ostrą ustawa dla rodzicow,ktorzy bija i katuja dzieciaki!!! Czyli uderzyc w patologie, ale co budzi moje zdziwienie - wielu ludzi nie chce ustawy dla katów dzieci!!! Oni chca ustawy dla rodziców, ktorzy stosuja lekkieklapsy!!!

Dlatego uważam, że tacy ludzie maja na sumieniu dzieciaki



dalambert napisał/a:
W tym temacie to jednak Fidel-F2, ma przekonania i doświadczenie .
seba, ma przekonania i uniejętność czytania.

Do porozumienia nie dojdziecie bo ideolog nie dogada się z praktykiem, ale pogadajcie dalej , Coś się dzieje :P


Ja przytoczyłem argumenty Ojców!!!
Wiec posililem sie zdaniem praktyków!!!! ;P: ;P: ;P:

Fidel-F2 - 19 października 2009, 18:59

seba, po pierwsze dziecko to człowiek. Ludzi nie wolno bić. Zwłaszcza małych i bezbronnych. Szczególnie zaś tych których kochamy i którzy nas kochają i dla których jestesmy całym swiatem, którzy ten świat widzą tylko przez nas, jak przez jakiś wizjerek.
po drugie, bijąc innego człowieka, także i dziecko dajesz mu równorzedne prawo do bicia Ciebie
po trzecie bijąc dziecko, karzesz go za to, że (z powodu wieku i związanego z tym poziomem rozwoju) nie do końca rozumie świat który go otacza
po czwarte bijąc dziecko, wykazujesz jedynie, że nie rozumiesz go, dlaczego ono ma oberwać za to, że ty mało kumasz?
po piąte, bicie ludzi jest zabronione przez prawo

to tak na szybko, jakbym się skupił to parę punktów bym jeszcze wymyślił

seba napisał/a:
Jestes naukowcem??
nie nie jestem ale po pierwsze kocham syna, po drugie myśle, a po trzecie interesuję się psychologią wychowania dzieci odkąd mam syna

seba napisał/a:
To, że wychowujesz dzieci jeszcze nie znaczy że wszystko wiesz na temat wychowania!
z pewnością, ale rónież z pewnością o wiele, wiele więcej niż Ty

seba napisał/a:
Ekspertem nie jestes!! Prosze Cie Fidel o troche wiecej pokory.
tu mnie zastrzeliłeś, padłem i zaraz mogę zejść
shenra - 19 października 2009, 18:59

seba napisał/a:
To, że wychowujesz dzieci jeszcze nie znaczy że wszystko wiesz na temat wychowania!
to znaczy kiedy będzie wiedział dostatecznie dużo?

Fidel-F2 napisał/a:
seba napisał/a:
Ale są też trudne dzieciaki i tylko klaps(To nie to samo co bicie po glowie czy katowanie) może być czynnikiem wychowawczym.

bzdura
tu się muszę zgodzić z Fidelem, seba sądzisz że jak dasz klapsa dzieciakowi, z którym masz trudności wychowawcze wpłynie pozytywnie na proces wychowawczy? Kiedy tu już masz do czynienia z zaburzeniem. Spotkałeś się kiedyś z takimi dziećmi, że tak się oburzyłeś na stwierdzenie "bzdura"?
dzejes - 19 października 2009, 19:03

Często bywa tak, że wypaczenia, które dotknęły dzieci ze strony ich rodziców manifestują się w dorosłości fanatyczną obroną tych właśnie złych zachowań, gdyż łatwiej jest racjonalizować jakoś zachowanie ludzi, których się kocha (rodziców), niż przyznać, że nawet oni nie są nieomylni.

Oczywiście piszę całkowicie offtopic.

Fidel-F2 - 19 października 2009, 19:04

seba, klaps jest zwykle konsekwencją błędów popełnianych przez rodziców wczesniej, to oni powinni dostać wpierdol za to, że niszczą psychikę dziecka

a poza tym

chciałbyś by ktoś przekonywał Ciebie do swych poglądów przy pomocy argumentu siły? to nie jest pytanie retoryczne, czekam na odpowiedź z uzasadnieniem

ihan - 19 października 2009, 19:08

Podstawowym problemem jest to, iż uważa się, że dzieci a) nie są ludźmi, b) są z założenia głupie i nic nie rozumieją, więc mówienie do nich nie ma sensu, c) kombinacja dwóch powyższych. Proponuje poobserwować sobie roczne dziecko, które ma już swoje zdanie i potrafi obstawać przy nim. I poobserwować uważnie, nie z pozycji siły jak dużo dzieci rozumieją. Zamiast poprawiać sobie humor tym, że ma się nad nimi przewagę fizyczną.
seba - 19 października 2009, 19:09

No dobra.

Powołuje się na autorytet naukowy w tym zakresie, czyli na dziekana pedagogiki UMK w Toruniu prof Aleksandra Nalaskowskiego

Czy Fidel wie wiecej niż naukowiec??
Watpie :wink: :wink: :wink:

Fidel-F2 - 19 października 2009, 19:14

seba, niejednego kretyna z tytułem już widziałem i jeśli on podaje takie argumenty jak Ty w obecnej dyskusji to śmiem twierdzić, że gość mi do pięt nie dorasta
ihan - 19 października 2009, 19:14

seba, z tą nabożnością wobec naukowców to bym uważała. Powoływany przez ciebie
naukowiec publikacji w międzynarodowych czasopismach nie ma, bo scholar go w zasadzie nie zna: http://scholar.google.pl/...%84&btnG=Szukaj
I całkiem obok, psycholodzy zwierzęcy uważają, że warunkowanie pozytywne jest dużo bardziej skuteczne.

shenra - 19 października 2009, 19:15

seba napisał/a:
Czy Fidel wie wiecej niż naukowiec??
Znaczy rozumiem, że pan dziekan spłodził sobie szwadron dzieciaczków i testował na nich swoje teorie, dzielił na grupy eksperymentalne i kontrolne i co i rusz dodawał nowy czynnik? A może w laboratorium nad nimi pracował.
Czy autorytet może mieć tylko "naukowiec"? Bo co? A osoba wychowująca dzieci, bo je po prostu posiada i jej dzieci nie latają z nożami po ulicach, ani nie tłuką młodszych kolegów, to już się na tym nie zna? Bo nie ma przed nazwiskiem dr, prof. etc. i tabliczka z tymże nazwiskiem nie dynda na drzwiach w żadnej uczelni?

seba - 19 października 2009, 19:17

Wasza argumentacja mnie powaliła ;P:
Nie znaja badań naukowca,a już wiedzą co mysleć. :bravo

Szkoda gadać.

Fidel-F2 - 19 października 2009, 19:18

seba, co ty bredzisz? przecież użyłem trybu warunkowego :shock: :|
ihan - 19 października 2009, 19:19

seba, jeszcze raz: podaj międzynarodowe opracowania tego naukowca, linki do publikacji itp, chętnie się zapoznamy. Bo mnie się nic znaleźć nie udało, co by było publikowane w jakimś przyzwoitym czasopiśmie.
shenra - 19 października 2009, 19:19

Ciekawa konkluzja, bo ja się odnoszę do Twojej wypowiedzi.

seba napisał/a:
Czy Fidel wie wiecej niż naukowiec??


Nie oceniam pana naukowca, tylko pytam czemuż miałby być większym autorytetem niż ojciec bez tytułu naukowego.

dzejes - 19 października 2009, 19:20

ihan napisał/a:
Bo mnie się nic znaleźć nie udało, co by było publikowane w jakimś przyzwoitym czasopiśmie.


Przyzwoite czasopisma są z Zachodu, a tam wiadomo - lewactwo, ruja i zakazują mówić mama i tata.

ihan - 19 października 2009, 19:21

No, i jeszcze język zagramaniczny trzeba znać i publikują tylko po recenzjach. Szajs.

EDIT: seba, zanim zaczniesz epatować naukowością autorytetów, sprawdź najpierw dorobek:
http://www.pedagogika.umk...&id=158&Itemid=

Baza cytacji też go nie zna: http://zatoka.icm.edu.pl/WoS/CIW.cgi

Fidel-F2 - 19 października 2009, 19:21

shenra, offtopicznie, przeczytałem Twój podpi właśnie i mało nie zdechłem ze śmiechu
shenra - 19 października 2009, 19:23

Fidel-F2, :wink: Oddychaj, bo będę Cię mieć na sumieniu. :wink:
illianna - 19 października 2009, 20:39

seba, myślę, że Fidel ma tu rację w 100%, ja akurat mam kwalifikacje mój drogi, by to napisać, to że się nie stosuje klapsów nie znaczy że się wychowuje, bycie rodzicem nie ogranicza się do kar i nagród, pozwalania i zabraniania, bycie rodzicem to całodobowe zajęcie, które wymaga cierpliwości i umiejętnego stawiania granic, z podanych przykładów wynika, ze Fidel świetnie sobie radzi, sama bym nic lepszego nie wymyśliła, radzi sobie bo z synem rozmawia i stawia mu sensowne granice oraz jest konsekwentny, ale nie boi się zmienić zdania i jak dziecko mu mówi razem się bawiliśmy to razem sprzątamy on przyznaje mu rację, nie musi robić sie groźnym tatą, żeby uzyskać to co trzeba,

podsumowując pytanko, czy jeszcze ktoś oprócz mnie dostrzega to, ze jeśli twoje własne dziecko wpada na pomysł zadzwonienia na policję i doniesienia na ciebie, to już od dawna między wami jest coś nie tak i sam jesteś sobie winien, bo coś przegapiłeś w procesie wychowawczym?

moim zdaniem jak rodzice są ok i dobrze się z dziećmi komunikują oraz dobrze je wychowują to dzieci nie dzwonią dla żartu na policję, pomyślcie o sobie, zadzwonilibyście na policję na swoją mamę? przyszłoby wam to do głowy? i nie zasłaniajcie się dziecięcą logiką, bo ona nie jest skrajnie inna od logiki dorosłego i dziecko, które potrafi zadzwonić w konkretne miejsce z taką informacją jest dzieckiem wystarczająco dużym, żeby rozumieć, że to nie tylko niewinny żarcik :mrgreen:

Lynx - 19 października 2009, 23:50

Ambioryks napisał/a:
po co dodawać do tego kwestię homsoeksualistów?


Po to, żeby uświadomić KAŻDĄ INNOŚĆ.
I nie chodzi tu o określenie czy ten INNY KTOŚ jest lepszy czy gorszy. Po prostu jest.

MOFFISS - 20 października 2009, 08:51

Reguły prawne, czy akty normatywne nie wychowują dzieci. :evil:
Opisywane patologie w rodzinnych relacjach nie są żadną przeciwagą dla stawiania nierozumych tez.
Jak pragniesz odpowiedzi postaw się na miejscu dziecka. Każdy był ( jest ) dzieckiem, nawet jesli wychowywał się bez opieki biologicznych rodziców.

Inny przykład, by zobrazować chore podejście.
Wyobraź sobie, że jesteś szefem zespołu ludzkiego. Zamiast komunikować, dyskutować bijesz swoich podwładnych, wyzywasz od najgorszych, stosujesz tortury psychiczne, molestujesz seksualnie itd. Jak myślisz, jakie osiągniesz wymierne efekty? :mrgreen:

illianna - 20 października 2009, 08:56

MOFFISS, jakbyś jeszce napisał do kogo to było, bo jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że to do Lynx,
MOFFISS - 20 października 2009, 08:58

illianna napisał/a:
MOFFISS, jakbyś jeszce napisał do kogo to było, bo jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że to do Lynx,


Pani psycho-log wybaczy, ogólnie było, niepersonalnie, bo dyskutujecie jak na wybiegu, przy tężni w Ciechocinku.

illianna - 20 października 2009, 09:05

MOFFISS, to może ja personalnie do Ciebie, jak Ci się dyskujsja nie widzi, nie dyskutuj, a skoro coś piszesz, to nie mów dyskutujecie, tylko dyskutujemy, bo do Ciebie też się to odnosi, ja tam nie wiem jak jest w Ciechocinku i czy tam jaki wybieg pod tężnią się znajduje, widać Ty wiesz,bo pewnie w sanatoriach bywasz, ja nie bywam, podziel się może na blogu doświadczeniem z ciechocińskich dysput Panie Anal-i-tyku :twisted:
MOFFISS - 20 października 2009, 09:11

illianna napisał/a:
widać Ty wiesz,bo pewnie w sanatoriach bywasz, ja nie bywam, podziel się może na blogu doświadczeniem z ciechocińskich dysput Panie Anal-i-tyku :twisted:


dobre! A, nawet nieźle ci idzie z metamową. :bravo

illianna - 20 października 2009, 09:15

MOFFISS, metamowa? a jak nazwiesz to, co Ty robisz? Ja w tym za wiele treści nie dostrzegam :roll: zwłaszcza w tym zdaniu:
MOFFISS napisał/a:
Pani psycho-log wybaczy, ogólnie było, niepersonalnie, bo dyskutujecie jak na wybiegu, przy tężni w Ciechocinku.

Fidel-F2 - 20 października 2009, 09:16

illianna, dostałaś pochwałę od MOFFISSa, wydrukuj opraw i powieś koło dyplomu na ścianie gabinetu.
illianna - 20 października 2009, 09:17

Fidel-F2, to jeszce Ty mnie pochwal, powieszę sobie za jednym zamachem dwa, żeby co chwilę młotka nie wyciagać i gwoździ nie szukać :mrgreen:
Fidel-F2 - 20 października 2009, 09:19

chwila, chwila, MOFFISSowi byle czym można zaimponować, na moją pochwałę to trzeba sobie naprawdę zasłużyć a poza tym to wcześniej Ci się oświadczę niż pochwalę
MOFFISS - 20 października 2009, 09:23

illianna napisał/a:
MOFFISS, metamowa? a jak nazwiesz to, co Ty robisz? Ja w tym za wiele treści nie dostrzegam :roll: zwłaszcza w tym zdaniu:
MOFFISS napisał/a:
Pani psycho-log wybaczy, ogólnie było, niepersonalnie, bo dyskutujecie jak na wybiegu, przy tężni w Ciechocinku.


Jest takie powiedzenie, stare jak wrzody na d...
Każdy czyta tak jak potrafi. Nic nie poradzę, że niektórzy tracą dystans do samych siebie i wpadają w panikę, zaciekle broniąc się przed...[tutaj każdy wstawia to, co go drażni]
Taki proces nazywa się mapowaniem. Identyfikuje zagrożone obszary, które są niczym innym jak filtrami, przez które obserwujemy rzeczywistość.

illianna - 20 października 2009, 09:24

Fidel-F2, oftopik się robi, ale możesz się oświadczać nawet codzień, ja jestem odporna :mrgreen:
MOFFISS - 20 października 2009, 09:26

illianna napisał/a:
Fidel-F2, oftopik się robi, ale możesz się oświadczać nawet codzień, ja jestem odporna :mrgreen:


raczej podatna

illianna - 20 października 2009, 09:27

MOFFISS, nie chce mi się z Tobą gadać, żałość mnie ogarnia na takie komentarze, zajmij sie może włąsną psychiką, co?
MOFFISS - 20 października 2009, 09:28

illianna napisał/a:
MOFFISS, nie chce mi się z Tobą gadać, żałość mnie ogarnia na takie komentarze, zajmij sie może włąsną psychiką, co?


jestem wiecznym dzieckiem, nie potrafię inaczej. Dlatego w sprawach i prawach dzieci jestem bezkompromisowy. :evil:

Fidel-F2 - 20 października 2009, 09:33

MOFFISS napisał/a:
raczej podatna
illianna, kazdy ma jakieś kompleksy które czasem niechcący wyskoczą, bądź wyrozumiała dla kolegi
illianna - 20 października 2009, 09:35

Fidel-F2, mój Ty bohaterze ;P:
Fidel-F2 - 20 października 2009, 09:36

miał, miał, miał, mów mi tygrrrys
MOFFISS - 20 października 2009, 09:37

illianna napisał/a:
Fidel-F2, mój Ty bohaterze ;P:


twierdzenie zawiera mase informacji: Fidel, uważaj sobie, nie jestem dzieckiem

edit. metamowa ;P:

Fidel-F2 - 20 października 2009, 09:39

MOFFISS napisał/a:
twierdzenie zawiera mase informacji: Fidel nie jestem dzieckiem
MOFFISS, ma kubek z uchem
ihan - 20 października 2009, 09:42

Rozmowa i jej poziom adekwatne do tytułu wątku, bo wychowanie komuś by się bardzo przydało.
illianna - 20 października 2009, 09:50

Cytat:
miał, miał, miał, mów mi tygrrrys
mogę poczochrać?

a wracajac do dzieci,
MOFFISS napisał/a:
Reguły prawne, czy akty normatywne nie wychowują dzieci.
normalnie muszę się zgodzić ;P: , one jedynie umożliwaiają reakcje w sytuacji, gdy już dochodzi do różnych rzeczy i dają jakieś narzędzie do przerywania pewnych sytuacji, faktycznie lepiej byłoby zapobiegać i edukować, bo sam akt prawny nie spowoduje jeszcze wzrostu wrażliwości społecznej, a wiele rzeczy nigdy nie wyjdzie z ukrycia, bo jest na nie ciche przyzwolenie społeczne
hrabek - 20 października 2009, 09:50

klapsa komuś?

EDIT:to apropo wcześniejszej dyskusji, nie ostatniego posta Ilianny napisanego równo z moim.

MOFFISS - 20 października 2009, 10:05

hrabek napisał/a:


nie ostatniego posta Ilianny .


Nic nie mówiśmy o dzieciach dyslektykach. A, to poważny problem, niosący potencjalne zagrożenia w wychowaniu.

ihan - 20 października 2009, 10:35

Konkretnie? Masz jakieś przemyślenia o dzieciach dyslektykach i potencjalnych zagrożeniach w wychowaniu? Własnymi słowami prosimy.
MOFFISS - 20 października 2009, 10:46

http://zapodaj.net/858d9514db20.gif.html


widzisz kotka na górze?

dalambert - 20 października 2009, 11:06

MOFFISS, dzieci wychowuje
To linkami /do bełkotów/ je smaruje :mrgreen:

hrabek - 20 października 2009, 11:22

MOFFISS: jaki związek ma twój post i link w nim z tematem wątku?
MOFFISS - 20 października 2009, 11:30

hrabek napisał/a:
MOFFISS: jaki związek ma twój post i link w nim z tematem wątku?

zmuszanie małego kotka do robienia pompek jest tak samo niemożliwe jak poprawienie dziecka dyslektyka.

Agi - 20 października 2009, 11:53

illianna napisał/a:
faktycznie lepiej byłoby zapobiegać i edukować

Nie chce mi się ponownie prezentować poglądów na wychowanie dzieci, przytoczę tylko banalne powiedzenie:
Wychowanie dzieci rozpoczyna się dwadzieścia lat przed ich urodzeniem.

illianna - 20 października 2009, 13:35

Agi, Ty się nie zasłaniaj :mrgreen:
Agi - 20 października 2009, 13:45

Jak ktoś powie, że źle wychowałam swoje dziecko bedę walczyć, na razie nie widzę potrzeby. :mrgreen:
illianna - 20 października 2009, 13:46

Agi, poczekaj na Fidela i Moffissa :mrgreen:
shenra - 20 października 2009, 15:17

MOFFISS, co Cię sprowadziło do tego wątku?

MOFFISS napisał/a:
Nic nie mówiśmy o dzieciach dyslektykach. A, to poważny problem, niosący potencjalne zagrożenia w wychowaniu.
To znaczy, że dzieci np z zezem też są potencjalnym problemem wychowawczym, bo niedajbóg będą czytać w spak? I jak to się ma do ->

MOFFISS napisał/a:
zmuszanie małego kotka do robienia pompek jest tak samo niemożliwe jak poprawienie dziecka dyslektyka.
załamać się idzie.

MOFFISS napisał/a:
Każdy czyta tak jak potrafi. Nic nie poradzę, że niektórzy tracą dystans do samych siebie i wpadają w panikę, zaciekle broniąc się przed...[tutaj każdy wstawia to, co go drażni]
To już w ogóle nie wiem, do czego pijesz? :shock:

Jak nie masz z kim pogadać zadzwoń na telefon zaufania, tam Cię będą słuchać tak długo, aż się nie rozłączysz. Nie zatruwaj kolejnego wątku...za mało Cię wszędzie dookoła? :|

MOFFISS - 20 października 2009, 17:10

shenra napisał/a:
za mało Cię wszędzie dookoła? :|


nie poradzę, że każdy z wątków jest dla mnie za ciasny, nawet mój własny :mrgreen:

Agi - 20 października 2009, 17:15

To może własne forum załóż?
ihan - 20 października 2009, 17:18

Świetny pomysł Agi. I na tym forum każdy post wychodzący poza cytowanie cudzych wypowiedzi i linków będzie uznawany za spam. Czadowo będzie.
MOFFISS - 20 października 2009, 17:26

Agi napisał/a:
To może własne forum załóż?

łatwo powiedzieć, ale gdzie ja taką drugą :cry: Agi znajdę?

Agi - 20 października 2009, 17:30

Nie znajdziesz, jestem niepowtarzalna. ;P:
Kooooniec offtopa!

koloryt - 21 października 2009, 14:35

seba napisał/a:
Tą historie slyszalem od T.T. Terlikowskiego, który pisał na ten temat w periodyku Fronda(W biblitece uniwersyteckiej znajdziesz wszystkie numery tego periodyku)

Poszukaj lepiej nowych mistrzów. Dla dobra własnych dzieci.
Pedagogika-z-Psychiatryka
Wychowanie-bezstresowe-uklad-cywilizacji-smierci
cytat napisał/a:

(...) Tutaj też przecież mem zamanifestował się w postaci "wynalazcą doktryny był doktor Spock". Jak się wpisze "wychowanie metodą Spocka" do gugla, też można znaleźć niejednego świra, polecam:

www.dzieciaki.net.pl/wych...owe-wychowanie/

Bezstresowe wychowanie
Jerzy Łach, 19 listopada 2007

Autorem powiedzenia bezstresowe wychowanie jest amerykański pediatra Benjamin Spock. Trzeba przyznać, że gość miał naprawdę fantazję. Najpierw psychoanalizował dziecięce zachowania, potrzeby i obawy, a potem wydał książkę. Uważał, że jeśli ograniczamy potrzeby dziecka, to w przyszłości doprowadzi to do ograniczenia jego możliwości. Ciekawą miał tezę.
Twierdził też, że rodzice są dla dzieci zbyt surowi i stawiają im zbyt wiele wymagań, a wymaganie od dzieci podporządkowania się rodzicom i ich dyscyplinie za przyczynę stresu, który hamuje rozwój dzieci. (...) Spock W 1946 roku wydał książkę ?Baby and Child Care? która stała się światowym best-sellerem. Opłakane skutki stosowania nauki Spocka widać już na całym świecie. Nawet niektórzy Polacy zdają się dostrzegać wielkie zło, jakie niesie ta metoda.


Wielce Szanowny pan Jerzy Łach najwyraźniej nigdy w życiu tej książki nie czytał, po prostu bezmyślnie powiela to, co usłyszał od innego prawicowego *beep*. Książka Spocka zawiera po prostu praktyczne porady typu "co robić gdy dziecko nie może zasnąć". W jakich okolicznościach ta książka wyewoluowała w wyobraźni prawicowych pojebów w wykład doktryny bezstresowego wychowania, rzekomo zawierająco produkty "psychoanalitycznej obserwacji"?

Zacząłem się zastanawiać nad tym, czy w roku 1946 rzeczywiście szokiem mogło być samo zadanie pytania "co zrobić, gdy nie może zasnąć?", skoro wszyscy znali odpowiedź: lać, lać i lać, aż wreszcie zaśnie? Mam dla tej hipotezy taki corollary, że wiele rzeczy traktowanych jako oczywista oczywistość przez pokolenia naszych przodków - na przykład że "dziecko ma kłopoty z zasypianiem na nowym miejscu" - u mnie kompletnie nie występuje.

W każdym razie, przy badaniu tego mema interesujące jest pytanie o to, jak się do tego wplątał ten cały Spock z jego poradami w sprawie kolki.

Godzilla - 21 października 2009, 14:54

"prawicowego *beep*"
"prawicowych pojebów"

No mnie wychowano trochę inaczej - tak się nie mówi. I dlaczego *beep* tak ładnie się łączą ze słowem "prawicowy"?

Ani moi rodzice, ani dziadkowie nie czytywali Spocka, nie wiem nawet czy dobrze się orientują kim był. I jakoś nie stwierdziłam, żeby metodą usypiania płaczącego dziecka w naszej rodzinie było lanie do skutku.

Kto się przyzna że czytał tego Spocka? Coś tam musiało być jednak poza poradami co zrobić z płaczącym dzieckiem. A sam gość kryształowym wychowawcą zdaje się że nie był, ale w tej chwili nie dojdę, gdzie czytałam o nim jakiś większy tekst. W każdym razie irytuje mnie obrzucanie inwektywami ludzi, którzy chcą by dzieciakom stawiać zdrowe granice.

dzejes - 21 października 2009, 15:35

Godzilla - poczytaj Salon24, to zrozumiesz dlaczego słowo "poj_eb" tak się łączy z "prawicowy". Prawdziwe zoo. Chętnie bym poczytał lewicowy odpowiednik, ale takowego nie ma.
Godzilla - 21 października 2009, 19:05

Tak się składa, że ja się w żaden sposób z lewicą utożsamić nie potrafię. Za dobrze pamiętam poprzedni system. Jeśli ktoś nazywa się prawicowcem i nie trzyma poziomu - kulturalnego, intelektualnego, jakiegokolwiek, to co ja zrobię. Jednak nie lubię, jak się ktoś wciska ludziom do domu z jakimiś nowymi ideologiami i chce im dzieci indoktrynować. To już było. Możecie mnie nazywać prawicową po***bką. Pażałsta.
dzejes - 21 października 2009, 19:08

Znaczy swoim imieniem będziesz bronić Salonu24? "Skoro oni, to ja też!"?
Czy aby na pewno wiesz, kogo bronisz?

ihan - 21 października 2009, 19:12

Mówienie o prawicy i lewicy na polskiej scenie politycznej to jakieś nieporozumienie.
dzejes - 21 października 2009, 19:16

Dla mnie podstawą do oceny jest samookreślenie zainteresowanego.
illianna - 21 października 2009, 21:32

kochani dorośli, a co to ma do dzieci? :mrgreen:
RD - 21 października 2009, 22:19

Też się powinny samookreślić :mrgreen:
MOFFISS - 22 października 2009, 07:59

illianna napisał/a:
kochani dorośli, a co to ma do dzieci? :mrgreen:

nic

baranek - 22 października 2009, 08:03

mam problemem. moja córeczka ma od wczoraj rozwolnienie. może nie takie straszne, ale wcześniej tego nie było. iść do lekarza już dzisiaj, czy poczekać do jutra? poważnie pytam. wczoraj cztery kupki były. 'luźne', że się tak wyrażę, a dzisiaj dwie od rana. nie śmiejcie się ze mnie, ale się martwię. ładnie śpi, nie marudzi, jest grzeczna i ładnie się bawi [teraz lalą]. aha, ząbki wychodzą, te z tyłu. może to od tego?
MOFFISS - 22 października 2009, 08:10

nie zaszkodzi iść do lekarza ;P:
illianna - 22 października 2009, 08:16

baranek, na zdrowy rozum jak nie ma gorączki możesz poczekać, lekarz i tak da albo coś na powstrzymanie żeby się nie odwadniała jesli to wirus, albo antybiotyk jeśli bakteria. Biegunki to w gruncie rzeczy normalka, pilnuj żeby dużo piła obserwuj czy nie gorączkuje albo nie ma innych objawów typu wymioty, zrób ścisłą dietę i możesz do jutra poczekać, a jak nie przejdzie to do lekarza, bo za długo to nie dobrze, organizm pozbywa się mikroelementów
Fidel-F2 - 22 października 2009, 09:10

baranek, ja bym poszedł do lekarza i to raczej prywatnie, u małego dziecka choroba może sie rozwinąć błyskawicznie, a biegunka to szansa na odwodnienie. Niech dużo pije, chce czy nie chce, co 10 minut dawać coś do picia, choćby łyżeczkę łyknęła to juz dobrze.
corpse bride - 22 października 2009, 11:12

myślałam, że poczytam o wychowaniu do śniadania... :|
hrabek - 22 października 2009, 12:29

Myśmy tak mieli z synem, dostał takiego rozwolnienia, że nie wiedzieliśmy co zrobić. Do tego każdy łyk z kubka powodował wymioty, więc nie mógł się nawet napić. Dawaliśmy mu łyżeczką co kilkadziesiąt sekund po mini-łyczku. I to trwało ze dwa dni, nie dało mu się nawet leku podać, bo też zwracał. Straszne to było.
baranek - 22 października 2009, 12:30

corpse bride, wychowanie to nie tylko przytulanie i głaskanie po główce :)

e: i nie czytaj przy jedzeniu!

Miria - 22 października 2009, 12:33

baranek, ale te kwieciste opisy biegunek to może niekoniecznie dotyczą wychowania? :wink: Gdzieś był ogólny wątek o dzieciach, zdaje się.
dalambert - 22 października 2009, 12:35

Miria, Ty nie bądź taki delikates ;P: To jest wychowanie i problem , a nie pedagogicze dyrdymały o panu Spoku :mrgreen:
baranek - 22 października 2009, 12:37

Miria, moja wina, bo spanikowałem. nie powinienem był. siekajam.
Rafał - 22 października 2009, 12:39

Witajcie, ja na chwilkę, może dwie, mała zasnęła, a drugi dzień warujemy przy niej bo ma zapalenie krtani - lekarz nastraszył nas nie na żarty. Czasami to można pozazdrościć tym bezdzietnym :wink:
Miria - 22 października 2009, 12:40

baranek, chyba nie strzelasz focha, mam nadzieję?
illianna - 22 października 2009, 12:45

Rafał napisał/a:
Czasami to można pozazdrościć tym bezdzietnym
ej no nie możliwe ;P:
Rafał - 22 października 2009, 12:54

Nigdy nie mów nigdy ;P:
baranek - 22 października 2009, 13:03

Miria, ja? focha? <próbuje> foch! pff! <rezygnuje z powodu braku koniecznej przy strzelaniu fochów gracji> coś ty!
Martva - 22 października 2009, 13:09

baranek napisał/a:
koniecznej przy strzelaniu fochów gracji


:D :D :D

Dragoon - 22 października 2009, 13:44

baranek, moja córa też tak miała przy ząbkowaniu. W naszym wypadku pomagał "Lakcid" kupowany w aptece bez recepty (taki w szklanych ampułkach).
corpse bride - 22 października 2009, 15:11

baranek napisał/a:
i nie czytaj przy jedzeniu!


to kiedy?

dalambert - 22 października 2009, 15:13

corpse bride, polecam klozetlekrurę ;P:
Martva - 22 października 2009, 15:26

Lepiej czytać przy jedzeniu niz nie czytać wcale. O.
Szkoda że jako dziecko nie znałam tego tekstu, nie czytałam wtedy chyba tylko przy jeździe na rowerze i łażeniu po drzewach ;)

corpse bride - 23 października 2009, 01:22

dalambert, tam 'czytam' kolorowe magazyny i opowiadania. przy śniadaniu forum.
baranek - 23 października 2009, 09:46

cierpliwość. przede wszystkim cierpliwość. wczoraj całodniowa walka z kapciami. Gluś nauczył się zdejmować. i nóżki jej marzły. ona zdejmowała, ja zakładałem. do znudzenia. Gluś znudził się pierwszy. dzisiaj od rana tupta w kapciuszkach.

a z brzuszkiem wszystko w porządku.

illianna - 23 października 2009, 09:55

baranek, to super!
mBiko - 23 października 2009, 13:24

baranek, jestem z Ciebie dumny, przetrzymałeś Glusia.
illianna - 26 października 2009, 08:43

artykuł o dzieciach lub ich braku
Virgo C. - 28 października 2009, 18:02

http://www.dziennik.pl/wy...lat.html#reqRss
Fidel-F2 - 28 października 2009, 18:04

ciężki wp**rdol rodzicom panny sie należy
corpse bride - 28 października 2009, 18:25

i ich rodzicom i ich rodzicom i ich rodzicom i ich rodzicom i...
Virgo C. - 28 października 2009, 18:30

Zastanawiam się jak nikt nie mógł ciąży zauważyć. I jak można było piski dziecka uznać za szczurze. Chociaż to, że 14-latka sama urodziła i porzuciła dziecko też trudno mi zrozumieć, ale tutaj zawsze można wyjaśnić szokiem i wstydem.
corpse bride - 28 października 2009, 18:33

był taki odcinek hałsa.
dzejes - 28 października 2009, 21:26

corpse bride napisał/a:
i ich rodzicom i ich rodzicom i ich rodzicom i ich rodzicom i...


Jednak mimo wszystko uważam, że przesadzasz w swej krwiożerczości.

Lynx - 28 października 2009, 23:15

Też jestem za karaniem rodziców takiej nieletniej matki. Choćby za brak odrobiny wyobraźni i całe późniejsze zachowanie wobec własnej córki. Wyzywanie jej i traktowanie jakby była gorsza. Była zwyczajnie nieświadoma konsekwencji, czyli była źle, przez rodziców, wychowana. Bo wychowanie seksualne i przygotowanie to zycia w rodzinie to najnormalniejszy i jeden z podstawowych obowiązków rodzica.
Bidulka.

hrabek - 29 października 2009, 10:08

Virgo C. napisał/a:
Zastanawiam się jak nikt nie mógł ciąży zauważyć.


Wierz mi, że można. W poprzedniej firmie kadrowe opowiadały historię, jak to pani przyszła rano do pracy, poszła do domu, a na drugi dzień przyniosła zaświadczenie o urodzeniu dziecka i wniosek o dwa dni urlopu okolicznościowego. Nie dość, że do ostatniego dnia chodziła do pracy, urodziła dopiero jak skończyła zmianę, to jeszcze nikt ciąży nie zauważył. Zdarza się.

Godzilla - 29 października 2009, 10:46

Tak z innej parafii, coś o szczepieniach:
http://wolnemedia.net/?p=16442
Ponure...

dzejes - 29 października 2009, 12:01

Ano ponure obserwować jak osoba z niezłym dorobkiem naukowym stacza się w otchłań.
Godzilla - 29 października 2009, 12:06

A przypadki upośledzeń są. Widać ci rodzice i ich dzieci też się staczają.
dzejes - 29 października 2009, 12:09

Nie ma takich przypadków. Jest grupa lekko stukniętych ludzi, którzy swoim zachowaniem zagrażają mojemu bezpieczeństwu.
Godzilla - 29 października 2009, 12:29

dzejes, bardzo proszę, nie tak ostro. Skąd wiesz że nie ma? A o skutkach ubocznych leków słyszał? A o przeciwwskazaniach przeciwko podawaniu szczepionek? Takim przeciwwskazaniem może być byle co - drobny katar, ciąża i karmienie. Szczepionek zrobiło się nam od metra i trochę, w tej chwili szczepi się przeciw chorobom, które za naszego dzieciństwa były po prostu chorobami wieku dziecięcego - odra, różyczka, nie jestem pewna jak jest z ospą. Czy potrzebnie? A pieniądze za obowiązkowe szczepienia łatwo płyną.

W miażdżenie przeciwnika baw się z Fidelem, nie ze mną. Ja bym nie lekceważyła tego co mówi ta osoba.

dzejes - 29 października 2009, 12:40

Będę lekceważył, bo dość dużo wiem w tej sprawie. Nie lekceważę natomiast szkodliwości propagowania takich "informacji". Jestem teraz w pracy, nie mam czasu za bardzo na dłuższe wywody, dziś wieczorem wrzucę info o tym nieszczęsnym autyzmie. Przeczytasz, sama ocenisz.
koloryt - 29 października 2009, 12:40

Godzilla napisał/a:
Ja bym nie lekceważyła tego co mówi ta osoba.

Na niepokój może pomóc kilka łyków nafty Ewentualnie krótka lektura.

Fidel-F2 - 29 października 2009, 13:12

Godzilla, pediatra do której chodzimy ma stanowisko podobne do dzejesowego, irytuje ją takie sianie paniki. W mojej ocenie, po kilku latach wspołpracy, to bardzo dobry lekarz. Bywało, że syn był diagnozowany równolegle przez innych lekarzy. Zawsze wychodziło na jej. Dodam, że ma wnuka którego szczepi wieloma dodatkowymi, nieobowiązkowymi szczepionkami.

Godzilla napisał/a:
A o przeciwwskazaniach przeciwko podawaniu szczepionek? Takim przeciwwskazaniem może być byle co - drobny katar, ciąża i karmienie.
Szczepionka to po prostu wprowadzenie osłabionych drobnoustrojów do organizmu, rozsadnym więc jest by organizm był sprawny i silny w takiej sytuacji.
Duke - 29 października 2009, 13:25

dzejes napisał/a:
Będę lekceważył, bo dość dużo wiem w tej sprawie. Nie lekceważę natomiast szkodliwości propagowania takich "informacji". Jestem teraz w pracy, nie mam czasu za bardzo na dłuższe wywody, dziś wieczorem wrzucę info o tym nieszczęsnym autyzmie. Przeczytasz, sama ocenisz.

Też sporo na ten temat czytałem zarówno głosy na tak jak i na nie. Wiadomo koncerny farmaceutyczne wypuszczają leki na ADHD będące koktajlem twardych narkotyków. 10 lat temu były szałem na rynku, teraz nagle okazuje się że te leki zabijają (nigdy nie były douszczone na terenie UE). Kto wie jak to jest ze szczepionkami. Z drugiej strony w Holandii antybiotyki są podawane tylko w szpitalach, u nas tzw "lekarze pierwszego kontaktu" zapisują je wiadrami przy pierwsym katarku...
Wiesz kiedyś się mówiło o tzw "złej krwi" - nie biez dzieciaka z domu dziecka bo wyrosnie z niego bandyta co ci we śnie gardło poderżnie. Teraz "odkryto" FAS i FAE - uposledzenie mózgu wywołane spozyciem alkoholu przez matkę będącą w ciązy powodujące że u mózg dziecka nie jest w stanie przetworzyć pewnych informacji i jest niezdolny do abstarkcyjnego myslenia czy pojecia związku przyczynowo skutkowego. Biorąc pod uwagę że większość dzieci w domach dziecka pochodzi z rodzin z problemem alkoholowym odsetek takich które mają FAS jest tam bardzo wysoki, zatem na 90% taki dzieciak może mieć FAS lub FAE (lzejsza odmiana) i choćby nie wiem jak bardzo kochał rodziców może coś wywinąć bo jego mózg nie przetworzy informacji o tym że pchnięcie kogoś śrubokrętem może się skończyć fatalnie - i tak schemat się dalej powieli.
Jednym słowem to nie tak że świat się nagle zrobił zły to my mamy lepsze serwisy informacyjne.

dzejes - 29 października 2009, 13:47

koloryt - przypominam, że nie jesteśmy u Barta na blogu, zwracaj się nieco grzeczniej do współużytkowników.
shenra - 29 października 2009, 19:22

Duke, raczej powiedziałabym, że większość z tych dzieciaków ma FASD i trudniej go rozpoznać, ze względu na fragmentaryczność objawów. Sam FAS jednak dodatkowo "łatwiej" rozpoznać dzięki charakterystycznym dysmorfiom twarzy i ciała.
Piech - 29 października 2009, 23:36

Wprawdzie to nie moja działka, ale zupełnie nie rozumiem tego uporu w stosowaniu tiomersalu w szczepionkach. Jest wiele innych bakteriobójczych środków i naprawdę nie trzeba używać rtęci.

Przypomina mi to peerelowską technikę stosowaną przez chłopów, dodawania do mleka różnych świństw, np. proszku ixi, żeby się mleko szybko nie zepsuło.

Duke - 30 października 2009, 08:20

Bo to jest biznes moi mili. Wiecie ile kosztuje opracowanie nowej szczepionki/leku? Krocie! Potem jak się okazuje że lek na który koncern wydał miliardy może szkodzić to przemilcza się prawdę, bo nawet jak po latach coś wyjdzie i ktoś zaskarży o odszkodownie to i tak się opłaci...
W wielu krajach zachodnich spotkałem się z pogladem że jeżeli dziecko złapie jakąś infekcję to nalezy na samym początku pozwolić organizmowi ją zwalczyć, a potem podajmy jakieś leki. W Holandii idąc do lekarza z przeziębieniem usłyszymy że mamy wpić sok wyciśnięty z pomarańczy lub cytryn i wylezeć w ciepłym, a u nas dadzą gripeksy, tabciny i tak dalej, cokolwiek oferował przedstawiciel medyczny...

Fidel-F2 - 30 października 2009, 08:38

Duke napisał/a:
W wielu krajach zachodnich spotkałem się z pogladem że jeżeli dziecko złapie jakąś infekcję to nalezy na samym początku pozwolić organizmowi ją zwalczyć, a potem podajmy jakieś leki. W Holandii idąc do lekarza z przeziębieniem usłyszymy że mamy wpić sok wyciśnięty z pomarańczy lub cytryn i wylezeć w ciepłym, a u nas dadzą gripeksy, tabciny i tak dalej, cokolwiek oferował przedstawiciel medyczny...
dwa dni temu poszedłem z synem (pierwszy dzień temperatura bliska 40 trudno było zbić do 38 nawet, drugi dzień temperatura łatwiejsza zbija się do 37, trzeci dzień bez temperatury, czwarty dzień delikatnie podwyższona biały czop w gardle, być może angina się zaczyna) do lekarza w przychodni - diagnoza - trudno powiedzieć chyba angina sie zaczyna - antybiotyk, syropek-*beep*. Pomyślałem, że coś jest na rzeczy, a skoro tak to trzeba iść prywatnie do prawdziwego lekarza - diagnoza - dziecko właściwie sie wybroniło i jest prawie zdrowe, nijakiej anginy nie ma śladu - biały czop to delikatne owrzodzenie spowodowane mechanicznym uszkodzeniem nabłonka w gardle - bez antybioyku, jedynie lekki lek przeciwzapalny by ułatwić wyjście z choroby zmęczonemu już trochę organizmowi.
Ziemniak - 30 października 2009, 08:53

Fidel-F2, antybiotyk to standardowa kuracja niedouczonych pediatrów, unikam antybiotyków jak ognia, jeżeli już trzeba coś dać, to staram się sulfonamidy (biseptol itp)
illianna - 30 października 2009, 08:57

Fidel-F2, nie daj zantybiotykować, broń dziecieka, to najgorsza rzecz jaką można dziecku zrobić, mi pewien profesor laryngologii, po tym jak się dowiedział, że mnie przez miesiąc faszerują debecyliną w zaszczykach, powiedział, że lepiej by sobie dziewczyka soczku z marchwi wypiła, uważam, że miał świetą rację
Fidel-F2 - 30 października 2009, 09:02

dlatego chodzę prywatnie
ihan - 30 października 2009, 09:05

Dyskusja o antybiotykach już była. Nie raz. Krótko: należałoby bardziej upowszechnić robienie antybiogramów. Co do szczepionek mam za małą wiedzę, tym niemniej szczepienie na grypę uważam za bezsensowne. I podobnie, co do autyzmu akurat też mamy (jako ludzkośc, nie tylko moją jednostkową) za małą wiedzę. Nawiedzeńcom z obu stron w każdym razie nie ufam.

Aha, zastrzykach, chyba, że to tak specjalnie ;)

Piech - 30 października 2009, 09:15

illianna napisał/a:
nie daj zantybiotykować, broń dziecieka, to najgorsza rzecz jaką można dziecku zrobić

To zależy od przypadku. Gdyby nie antybiotyki, nie byłoby większości z nas. Nie przeżylibyśmy dzieciństwo, podobnie jak większość dzieci w czasach przedantybiotykowych. Dobry lekarz potrafi ocenić, kiedy antybiotyk jest potrzebny, a kiedy nie. Niestety tacy lekarze nie są normą. Większość ma odchył i albo przepisuje antybiotyki na byle co, albo przeciwnie, chce wszystko leczyć soczkami. Coraz więcej jest też lekarzy od "alternatywnej medycyny", co mnie przeraża.

illianna - 30 października 2009, 09:28

Piech, jak najbardziej masz rację z podkreśleniem dobry lakarz ;P:
merula - 30 października 2009, 09:47

ja przeżyłam dzieciństwo dzięki propolisowi. uniwersalna receptura domowa na wszystko :D
inną kwestią jest, że to cholerstwo rzeczywiście jest skuteczne

własne dzieci chronię przed antibiotykami w normie, a przed tatusiem z byle czym lecącym do lekarza takoż :wink:

Lynx - 30 października 2009, 14:14

dzejes, szczerze i uczciwie- znam kilkoro dzieci, których rodzice unikają jak mogą szczepien. Znam też rodziców, którzy twierdzą, że ich dziecko zaczęło się dziwnie zachowywać po jakimś szczepieniu szczepionką zintegrowaną- ostateczna diagnoza: autyzm. Akurat takie opinie są mi znane. U nas naprawdę jest mało informacji i mało badań przeprowadzanych w tym kierunku. Nie nagłaśnia się informacji o ew. szkodliwości szczepionek, tylko badania o ich skuteczności. Jednak, jak by nie patrzeć, każdy medal ma dwie strony. Istnieje możliwość, że jednak mogą szkodzic.

W kwestii antybiotyków- mogą szkodzić niszcząc np. naturalną florę jelit. Problemem jest to, że często w "wolne" miejsce wprowadzają się szkodzący lokatorzy.
My również unikamy nadmiaru antybiotyków. Udało nam się ich inikać przez półtora roku. Niestety- bywają choroby, które baz antybiotykoterapii mogą być bardzo groźne w skutkach.
Ogólnie zgadzam się z
ihan napisał/a:
należałoby bardziej upowszechnić robienie antybiogramów
.
dzejes - 30 października 2009, 14:53

Szczepionki, a autyzm.

W ciągu ostatnich kilku lat w niektórych krajach niespodziewanie wzrosła liczba zachorowań na odrę i świnkę. Wśród państw, które borykają się z tym problemem, są Wielka Brytania i Irlandia. Odnotowano tam kilkadziesiąt tysięcy przypadków zachorowań i kilka zgonów. Ale przecież dostępne są szczepionki przeciw tym chorobom, w tym MMR, potrójna szczepionka przeciw odrze, śwince i różyczce.

Dla leniwych wybór cytatów z linkowanego tekstu.

Zapewne historie o tym, że szczepionki nie mają nic wspólnego z autyzmem, nie wydały się nikomu zbyt medialne. Wakefielda łatwo było opisać jako samotnego bohatera, który broni dzieci przed establishmentem medycznym i koncernami farmaceutycznymi. Przedstawienie wyników innych badań było dużo trudniejsze. To były badania epidemiologiczne – porównywanie dzieci szczepionych i nieszczepionych, i sprawdzanie, czy w którejś grupie częściej pojawia się autyzm, albo porównywanie dzieci autystycznych i nieautystycznych, i sprawdzanie, czy dzieci z którejś grupy częściej otrzymywały szczepionkę MMR. Kto chciałby przedzierać się przez skomplikowane artykuły pełne analiz statystycznych, i czytać o tym, że w Finlandii przebadano historie medyczne ponad pół miliona dzieci i nie znaleziono takiego związku, że w Danii przebadano historie medyczne ponad pół miliona dzieci, z których 1/5 nie dostała MMR, i nie znaleziono takiego związku, że w Anglii porównano historię szczepień u 1300 dzieci, u których zdiagnozowano autyzm, i u 4500 dzieci bez autyzmu, i nie znaleziono związku między MMR i autyzmem, że w Japonii, gdzie MMR stosowano tylko w latach 1989-1993, po jej wycofaniu odnotowano wręcz więcej diagnoz autyzmu, że Demicheli i współpracownicy przyjrzeli się 31 badaniom na temat MMR, jej skuteczności i skutków ubocznych, i stwierdzili, że nie ma dowodów na związek między tą szczepionką a autyzmem, i tak dalej, i tak dalej…

Ponadto pojawiły się intrygujące informacje o tym, dlaczego Wakefield w ogóle zajął się tym tematem. Dziennikarz z Sunday Times, Brian Deer, odkrył, że część dzieci opisanych w artykule Wakefielda została skierowana do jego kliniki przez Richarda Barra, adwokata, który planował zaskarżyć producentów szczepionek o odszkodowanie. Wakefield otrzymał od tego prawnika, specjalizującego się w pozwach przeciw firmom farmaceutycznym, spore pieniądze (początkowo twierdził, że ok. 50 tys funtów, ale kiedy Brian Deer uzyskał dostęp do dokumentów, okazało się, że Wakefield otrzymał od Barra ponad 400 tys funtów (plus zwrot kosztów za wydatki). Ponadto nie uzyskał zgody komitetu etycznego na przeprowadzenie badań na tych dzieciach. Na wieść o tym większość współautorów artykułu zażądała wycofania z niego swoich nazwisk i opublikowania sprostowania. Poza tym kilka miesięcy przed artykułem w Lancecie Wakefield złożył wniosek patentowy. A cóż chciał opatentować? Pojedynczą szczepionkę przeciwko odrze. Tylko kto chciałby jej używać, jeśli może wybrać szczepionkę chroniącą nie tylko przed odrą, ale i przed świnką oraz różyczką? Wakefield chciał też opatentować lekarstwo na autyzm, problemy jelitowe i chorobę Crohna. Zanim zajął się autyzmem, szukał bowiem przyczyn choroby Crohna w szczepionce MMR zawarty w niej wirus odry miał powodować nieswoiste zapalenia jelit, m. in. chorobę Crohna. Jednak po jakimś czasie sam opublikował artykuł, w którym przyznał, że w próbkach pobranych od chorych nie udało mu się wykryć wirusowego RNA. Szkoda, że nie zrobił tak w sprawie autyzmu i MMR. A może należy się cieszyć, że nie opublikował kolejnej pracy o tym, że szczepionka MMR powoduje, że kury przestają się nieść, a krowy mleko dawać.

Piech - rtęć używana w rzeczonej szczepionce jest w postaci etylku, który jest usuwany z organizmu dość szybko. Cytowana tu prof. Majewska prowadzi badania (finansowane przez ivil EU) na temat wpływu thimerosalu na młode organizmy - wyniki nie są specjalnie przerażające. Raczej mierne.

ihan o jakich dwóch stronach mówisz? Ja mam wyniki badań, fakty, nie czuję się jak nawiedzeniec. Raczej jak wyobcowany nieco z towarzystwa koleś, bo czasem komuś powie "no sorry, ale gadasz głupoty".

duke wrócę do twojej teorii "złej krwi". Niestety, ale jest błedna. Jeszcze 40 lat temu picie alkoholou i palenie przez kobiety w ciąży było normą, więc cała argumentacja ci się sypie.

Lynx jeśli ktoś ma podejrzliwy stosunek do szczepionek, zaszczepi dziecko, to potem przy byle okazji będzie widział złowrogi wpływ szczepienia. Dziecko się przewróci? "Szczepienie osłabiło koordynację ruchową" Kichnie? "Obniżyło odporność" i tak dalej i tak dalej. Nie ma żadnych naukowych podstaw do kojarzenia autyzmu ze szczepieniami. Nie ma. Nie ma żadnego sporu, jest jeden podejrzany typ, który wykorzystał wspólczesne media, które żyją aferami i emocjami. A znajomym przekaż pozdrowienia od kogoś, kto uważa, że wyrządzają swoim dzieciom dużą krzywdę. I mi też. I moim potencjalnym dzieciom też.

Zgaga - 30 października 2009, 15:02

Dzisiaj mam fazę na wypisywanie głupot (co widać w różnych miejscach), a zatem żeby ją kontynuować, opowiem małą anegdotkę o synu koleżanki, wówczas lat 6.

Łukasz poprztykała się z drugi Łukaszem, popchnął go. Pani wychowawczyni pyta:
- Łukaszu dlaczego popchnąłeś kolegę.
- Ależ proszę pani, ja go nie popchnąłem, ja go wprawiłem w ruch.

ihan - 30 października 2009, 15:09

dzejes, czy gdzieś cię zaliczyłam do nawiedzeńców? Luz człowieku.

Może nie byłam wystarczająco precyzyjna: nie wierzę w wywoływanie autyzmu przez szczepionki. Lub, jakiejś odmiany autyzmu, bo jednak w wielu przypadkach jest dziedziczny. Zachowania autystyczne mogą pojawiać się u bardzo małych dzieci, gdy jeszcze nie bardzo jest na którą szczepionkę je zwalić. Jeszcze raz: za mało wiemy o autyzmie, diagnoza też nie jest prosta i jednoznaczna, by do jednostki chorobowej o nieznanych przyczynach przypisywać winnego - szczepionkę.
Natomiast jestem sceptyczna co do szczepionek przeciwko meningokokom itp. lansowanych w ostatnich latach. I takie niemalże comiesięczne szczepienia - bo gdy zechcesz szczepić na wszystko co możliwe, to roku ci nie starczy, uważam za nawiedzeństwo.

Fidel-F2 - 30 października 2009, 15:12

ihan napisał/a:
Natomiast jestem sceptyczna co do szczepionek przeciwko meningokokom
bo ponieważ?
Piech - 30 października 2009, 15:30

Z artykułu prof. Majewskiej:
Cytat:
Weldon krytykuje drugą koronną cytowaną przez IOM publikację (Hviid et al., JAMA, 2003, 290:1763-1766), której autorzy twierdzą, że w Danii ilość przypadków autyzmu wzrosła po usunięciu thimerosalu ze szczepionek w 1992 r. Jest to jawna manipulacja, bowiem przed 1992 autorzy liczyli tylko szpitalne diagnozy autyzmu, a po tym roku zmienili kryteria i dodali diagnozy pozaszpitalne.


Zajrzałem do artykułu Hviida i faktycznie coś jest na rzeczy. Dużo liczb, statystyk, jednocześnie autorzy przechodzą do porządku dziennego nad tym, że
Cytat:
In 1991-1994, only inpatients were included in the Danish Psychiatric Central Register. From 1995, both inpatients and outpatients were included.


Nieładnie.

Poza tym autorzy związani są ze Staten Serum Institute, producentem szczepionek.

Zastanawiam się jakie standardy obowiązują badaczy w środowisku medycznym.

Cytat:
Piech - rtęć używana w rzeczonej szczepionce jest w postaci etylku, który jest usuwany z organizmu dość szybko.


dzejes, zależy skąd. Na pewno inaczej z osocza a inaczej z mózgu. Rtęć wiąże się kowalencyjnie z białkami, konkretnie z ich resztami cysteinowymi. Tak związana pozostanie w organizmie przynajmniej tak długo, jak ta zmodyfikowana cząsteczka białka.

I ponawiam pytanie: po co w ogóle stosować związki rtęci?

Duke - 30 października 2009, 15:52

dzejes poczytaj sobie http://www.biomedical.pl/...yndrome-39.html
FAS jest pewną nowinką - wiadomo tyle że jeżeli matka w jednym niewłasciwym momencie wypije sporo alkoholu to dzieciak będzie to miał. Im więcej sporzyje tym bardziej wysmazy mózg dzieciaka. To może dotknąć kazdego, ale jeżeli matka ma problem akoholowy to wiadomo że będzie chlać przez cały czas - czyli prawdopobieństwo wzrasta do granicy pewności. Biorąc pod uwagę że to głównie alkoholikom odbiera się dzieci i daje się je do DD to mógłbym napisać że Twoja argumentacja pada...
Co do szczepionek to napiszę w ten sposób: zbyt długo pracuje w różnych instytucjach finansowych aby traktować cokolwiek za pewnik. Wiadomo tyle że prawie każdy osobnik płci męskiej ma autyzm. Jedni mniej inni wiecej. Nie wiadomo czemu tak jest, ale jest. Wiadomo tylko tyle że są pewne bodźce które stymulują rozwój autyzmu. Teraz do nich bardzo po cichu zaczęto doliczać szczepionki starszej generacji. Z drugiej strony w Szwecji wykryto prawdziwą "epidemie" autyzmu u chłopców bedących dziećmi emigrantów z Afryki. Ponaddto przeprowadzono badania z których wynikało że rdzenni afrykańczycy mieszkający w Afryce nie mają autyzmu. I o czym to świadczy? Brak słońca + szczepionka = autyzm? Może tak a może nie. Własnie przeczytałem że z komórek macierzystych wychodowano zaróno plemniki jak i komórki jajowe. Znaczy wszystko jest mozliwe...

ihan - 30 października 2009, 15:58

Duke: spożyje.
Fidel-F2 - 30 października 2009, 15:59

ihan, odpowiesz?
ihan - 30 października 2009, 16:21

Fidelu, dlatego chociażby, ze dostępne informacje nie są dla mnie wiarygodne - podawane są głównie przez producentów szczepionek. Mam wątpliwości co do skali zagrożenia.
Dlatego, że spora część ludności (i dzieci też) jest nosicielami meningokoków, znaczy posiada na nie naturalną odporność. Znaczy: niemal każde dziecko się musiało z nimi zetknąć. Meningokoki nie przeżywają poza ludzkim organizmem, jak zapobiegać zakażeniu: prosto dosyć, nie pić z jednej szklanki (czyli np. nie oblizujemy łyżeczki, którą karmimy dziecko), nie całować się itp.- może by więc apelować do rodziców by unikali ryzykownych zachowań - jednak ostrzegający przed meningokokami nie prowadzą takiej akcji, więc ich wiarygodność dla mnie spada.
Oczywiście jeśli rodzice czują potrzebę dodatkowych szczepień powinni to zrobić.

Fidel-F2 - 30 października 2009, 16:24

pytam bo dwa dni temu pediatra poradziła mi by zaszczepić syna przeciw pneumokokom i meningokokom, a mam do niej zaufanie

ihan napisał/a:
Meningokoki nie przeżywają poza ludzkim organizmem, jak zapobiegać zakażeniu: prosto dosyć, nie pić z jednej szklanki (czyli np. nie oblizujemy łyżeczki, którą karmimy dziecko), nie całować się itp.-
jednakowoż syn jest w przedszkolu, może być różnie z zachowaniem takich rygorów
ihan - 30 października 2009, 16:30

Rozumiem, że chodzi o całowanie :mrgreen:

Fidelu, jeśli ufasz powinieneś szczepić. Piszę to całkiem poważnie. Twoja lekarz może mieć dane z konkretnego rejonu, może akurat u was zachorowania są częste. Ja pisze tylko o swoim odczuciu/przemyśleniach, ktore w tym wypadku akurat nie są wiedzą praktyka.

Chociaż szczepienie podobnie jak w przypadku grypy dotyczy tylko kilku szczepów.

dzejes - 31 października 2009, 00:26

Duke napisał/a:
dzejes poczytaj sobie http://www.biomedical.pl/...yndrome-39.html
FAS jest pewną nowinką - wiadomo tyle że jeżeli matka w jednym niewłasciwym momencie wypije sporo alkoholu to dzieciak będzie to miał. Im więcej sporzyje tym bardziej wysmazy mózg dzieciaka. To może dotknąć kazdego, ale jeżeli matka ma problem akoholowy to wiadomo że będzie chlać przez cały czas - czyli prawdopobieństwo wzrasta do granicy pewności. Biorąc pod uwagę że to głównie alkoholikom odbiera się dzieci i daje się je do DD to mógłbym napisać że Twoja argumentacja pada...


Alkoholizm dotyka całe społeczeństwo, pisanie, że głównie alkoholikom się odbiera dzieci to bzdura. Tak jak pisałem - 40 lat temu wiedza o wpływie alkoholu na płód była przyzerowa, a alkoholizm to nie menelstwo. Dzieci w domach dziecka, czy ochronkach lądowały do niedawna w przypadku śmierci opiekunów i porzucenia. Te dwa przypadki. Dzieci odebrane z powodu zaniedbania obowiązków przez opiekunów to "wymysł" ostatnich lat.

Duke napisał/a:

Co do szczepionek to napiszę w ten sposób: zbyt długo pracuje w różnych instytucjach finansowych aby traktować cokolwiek za pewnik. Wiadomo tyle że prawie każdy osobnik płci męskiej ma autyzm. Jedni mniej inni wiecej. Nie wiadomo czemu tak jest, ale jest. Wiadomo tylko tyle że są pewne bodźce które stymulują rozwój autyzmu. Teraz do nich bardzo po cichu zaczęto doliczać szczepionki starszej generacji. Z drugiej strony w Szwecji wykryto prawdziwą "epidemie" autyzmu u chłopców bedących dziećmi emigrantów z Afryki. Ponaddto przeprowadzono badania z których wynikało że rdzenni afrykańczycy mieszkający w Afryce nie mają autyzmu. I o czym to świadczy? Brak słońca + szczepionka = autyzm? Może tak a może nie. Własnie przeczytałem że z komórek macierzystych wychodowano zaróno plemniki jak i komórki jajowe. Znaczy wszystko jest mozliwe...


Fakty. Artykuły. Badania.

Piech napisał/a:

Nieładnie.


Z jednej strony jest samotny gość, który miał co najmniej kilka powodów, by podważać bezpieczeństwo konkretnej szczepionki. Z drugiej... no właśnie? Nieładnie?


Piech napisał/a:

dzejes, zależy skąd. Na pewno inaczej z osocza a inaczej z mózgu. Rtęć wiąże się kowalencyjnie z białkami, konkretnie z ich resztami cysteinowymi. Tak związana pozostanie w organizmie przynajmniej tak długo, jak ta zmodyfikowana cząsteczka białka.

I ponawiam pytanie: po co w ogóle stosować związki rtęci?


Prawdopodobnie dlatego, że są skuteczne. Wiesz, fascynuje mnie to, że ludzie tak się boją rtęci w szczepionce, a nie boją się tej w świetlówkach, choć tam występuje w znacznie niebezpieczniejszej formie. Ale wracając do tematu - będę szczery, nie umiem ocenić, czy jakieś inne środki konserwujące mogłyby być użyte, nie mam wystarczającej wiedzy. Jednak wiem, że nie ma żadnych dowodów na to, że istnieje związek między autyzmem, a szczepieniami.

Wszyscy trzymamy na smyczy wściekłego psa i nie podoba mi się myśl, że jacyś idioci straszą ludzi powikłaniami związanymi z tym faktem - otarcia naskórka, które mogą prowadzić do amputacji dłoni - nie wspominając o zagrożeniu, że pies może się zerwać.
Tak widzę szczepienia.
Jeśli ktoś leczy raka naftą, wodą utlenioną, bądź naświetlaniami magiczną lampą, to oprócz wkurzenia na oszustów, którzy śmiertelnie chorym ludziom sprzedają złudną nadzieję i odbierają szansę na wyleczenie, bądź przedłużenie życia - nie mam z tym problemu.
Jednak szczepienia to nasz wspólny interes.

ihan - 31 października 2009, 08:38

dzejes, wszystko zgoda w przypadku chorób zakaźnych wywołujących epidemię, gdzie szczepionki są dobrze opracowane i skuteczne - wówczas możesz uważać, że ludzie nie szczepiący zagrażają tobie i twoim bliskim. Ale już w przypadku szczepień na grypę, kleszczowego zapalenia opon mózgowych, pneumo- i meningokoków a niedługo okaże się, że jeszcze dziesiatki podobnych szczepionek są dostępne, należałoby jednak zastanowić się czy szczepienia są zasadne. W konkretnej sytuacji, w konkretnym środowisku.
seba - 3 listopada 2009, 11:02

Cytat:
Ani chłopiec, ani dziewczynka


Nora i Jonas nie odpowiadają na pytanie, czy ich dziecko jest chłopcem czy dziewczynką. Postanowili wychować je bez obciążeń, jakie ich zdaniem narzuca płeć.
źródło: Rzeczpospolita OnLine
+zobacz więcej

Nora podjęła taką decyzję, gdy była w ciąży. „Wydawało się, że pierwsza wpadłam na ten pomysł” – opowiadała gazecie „Svenska Dagbladet”. Później jednak okazało się, że tak nie było.

Nora chce, by jej dziecko, które nazwała Pop, rozwijało się bez żadnych ograniczeń i nie było narażone na odgrywanie określonej roli, do jakiej zmuszają stereotypowe wzorce zachowań płci.

Zapewnia, że to nie jest żaden eksperyment. Dużo bardziej niebezpieczne jest jej zdaniem „wydanie dziecka na świat z etykietką na czole, na której jest napisane „różowe” lub „niebieskie”. Płeć to jej zdaniem tylko „konstrukcja społeczna”. Także Jonas mówi, że tak długo, jak to będzie możliwe, Pop nie będzie narażone na wpływ osób, które traktują inaczej dziewczynki i chłopców. – Jeżeli mogę chronić moje dziecko przed zaszufladkowaniem, to chcę to robić – podkreśla.

Pop czasem nosi więc sukienkę, a czasem spodnie. W szafie ma całą kolekcję ubrań. Samo decyduje, co na siebie włoży. Zmienia się mu też często fryzury. Rodzice zwracają się do dziecka po imieniu, unikając słów „on” i „ona”. Zapewniają jednak, że nigdy nie ukrywali przed nim, jaka jest jego płeć. Wie o tym także najbliższa rodzina i opiekunowie, którzy zmieniali Pop pampersy. Nora i Jonas mówią, że dziecko, które ma teraz trzy lata, czuje się dobrze i dobrze się rozwija. Są przekonani, że pewność siebie i osobowość, którą już dostrzegli, zachowa do końca życia.

– Sądzę, że pomogliśmy Pop rozwinąć silne cechy charakteru – ocenia Nora. Artykuł w „Svenska Dagbladet” o szwedzkiej parze wywołał burzę w sieci. Niektórzy internauci pisali, że rodzice oszaleli, że znęcają się nad dzieckiem. Inni chwalą pomysł.

Parze urodziło się teraz drugie dziecko. Zamierzają je wychować podobnie jak Pop. Ani na dziewczynkę, ani na chłopca. Bezpłciowo
.

http://www.rp.pl/artykul/...ewczynka__.html

Czyli rzeczywistość juz dogoniła fantastyke? :shock:

Fidel-F2 - 3 listopada 2009, 11:37

głópków nie brak
dzejes - 3 listopada 2009, 11:39

upków.
Fidel-F2 - 3 listopada 2009, 11:40

tych też
Toudisław - 3 listopada 2009, 11:45

pewne jakaś następna prowokacja albo dziennikarska kaczka.

Ciekawe co zrobią jak pop dostanie okres :P i jak go będą edukować seksualnie :P ma brać tabletki czy zakładać prezerwatywę

dalambert - 3 listopada 2009, 11:47

Jean jagues Rousseau chciał człowieka w buszu wychowywac , takie kretynizmy mają długą postępową tradycje :mrgreen:
Toudisław - 3 listopada 2009, 11:53

dalambert napisał/a:
c , takie kretynizmy mają długą postępową tradycje :mrgreen:

Kretynizm i głupota wyginą razem z końcem gatunku Homo sapiens. Ale i to nie jest w 100 % pewne :P ( mnie to już będzie całkiem obojętne )

Pucek - 3 listopada 2009, 11:55

Cóż, dawniej to się publika zbiegała, jak się cielę z dwiema głowami urodziło. Teraz bardziej w modzie kwestie płci...
ihan - 3 listopada 2009, 18:45

A mnie się taki pomysł bardzo, bardzo podoba. I nie widzę w którym miejscu jest tu kretynizm i głupota.
dalambert - 3 listopada 2009, 19:00

ihan, ciekawe jak się tak chowane dziateczki zaczną zachowywać gdy im hormony zaczną się budzić i grać. A i mundre wychowawce będą musiały coś zacząć wyjaśniać chyba , ze koleżeństwo pod trzepakiem to załatwi ;P:
hrabek - 3 listopada 2009, 19:10

No właśnie, zastanawiam się na ile takie dziecko ma szansę wytrwać w zamyśle rodziców - będą do osiemnastki je w domu trzymać? Przecież gdziekolwiek na ulicę nie wyjdzie, z kim się nie spotka, na pewno w mig zderzy się ze zdefiniowaną seksualnością każdej innej osoby.
dalambert - 3 listopada 2009, 19:14

No wychowywanie na zasadzie:
ty JasioKasio jesteś inne coś niż reszta cała prowadzi jedynie do solidnego pomerdania w umyśle delikwenciątka i jest gwarancją konkursowego pokręcenia życia :?

Fidel-F2 - 3 listopada 2009, 19:19

ihan, co Ty dobrego widzisz w tym pomyśle? :shock:
seba - 3 listopada 2009, 19:26

ihan napisał/a:
A mnie się taki pomysł bardzo, bardzo podoba. I nie widzę w którym miejscu jest tu kretynizm i głupota.


A mi twoja postawa przypomina stary Zydowski kawał


„Icek, z twoją żoną całe miasto sypia!” „Jakie tam miasto, co znowu za miasto? Cztery chałupy na krzyż i od razu miasto?!”

ihan - 3 listopada 2009, 19:35

seba, trenuj sobie przypominanie kawałów na innej osobie.
dzejes - 3 listopada 2009, 20:19

Krótko, bo smażę placki z dyni, a potem moje zainteresowanie przeniesie się na polską ordynację podatkową, więc na szwedzkie eksperymenty wychowawcze nie mam już miejsca.

Po pierwsze artykuł był opublikowany w marcu 2009 roku. Rzeczpospolita opublikowała swój tekst po drugim, z wczoraj, o, tym. Ów drugi to swego rodzaju przypomnienie, podsumowanie, albowiem po pierwszym rzeczywiście wybuchła dość intensywna (z tego co wyczytałem) dyskusja, łącznie z głosami nawołującymi do odebrania rodzicom praw rodzicielskich, przykładami jak kończyli ludzie wychowywani w zakłamaniu odnośnie własnej płci i tak dalej.

Drugi artykuł zawiera kilka informacji, które powinny nieco wyjaśnić obraz. Tak więc rodzice nie utrzymują dziecka w niewiedzy odnośnie spraw płci, nie robią z fizycznej płci Pop tajemnicy - wie o niej najbliższa rodzina i przyjaciele, którzy pomagali się opiekować dzieckiem, gdy było maleńkie. Rodzice również nie mają zamiaru ingerować w wybory dziecka.

Generalnie po sięgnięciu nieco głębiej, niż tekst w RZ mam wrażenie, że to trochę zakręceni, młodzi ludzie (dziecko urodziło się, gdy mieli po 21 lat), którzy uważają, że robią dobrze. Dziecku krzywda się stać nie powinna, o ile rzeczywiście nie będą wpływać na jego/jej zachowania i nie odizolują dziecka od świata. A takie zagrożenie nie jest zerowe.

Uważam też, że gorsze jest wychowanie dziecka w przekonaniu, że jest głabem i debilem, które nic nie osiągnie, czy też że żydy rządzom światem, ewentualnie że jak się baby nie leje, to jej wątroba psowacieje. A takie sposoby i metody wychowawcze jakoś rzadko trafiają na łamy Rzepy, natomiast jeden dziwaczny przypadek ze Szwecji migusiem.

Duke - 3 listopada 2009, 23:13

dzejes, gdzieś czytałem że teraz w Szwecji mają poważny problem z przestępczością nieletnich i tak się teraz zastanawiają czy nie odejśc od modelu jaki przyjeli. Co do samej Rzepy, to jak czytam jakie debilizmy wypisują w GP to dochodzę do wniosku że Faktyzacja naszej prasy postępuje. Teraz to już wszędzie liczy się tylko sensacja.. :(
dzejes - 3 listopada 2009, 23:48

Nie mam teraz czasu sprawdzać statystyk, jutro poszukam, ale ciekawy jestem o co ci chodzi. Od czego odchodzą?
corpse bride - 4 listopada 2009, 01:57

Cytat:
Ciekawe co zrobią jak pop dostanie okres i jak go będą edukować seksualnie ma brać tabletki czy zakładać prezerwatywę


przecież oni nie wychowują dziecka jakby nie miało płci biologicznej (sex) tylko nie narzucają mu płci kulturowej (gender), czyli kolorów, ról społecznych, zabawek itd. nie wiem, jakie to ma szanse powodzenia w świecie, gdzie reszta dzieci jednak ma narzucony gender, pewnie małe.

Duke - 4 listopada 2009, 07:53

dzejes, generalnie chodziło o to, że po wprowadzeniu totalnie bezstresowego modelu wychowania (w szkole nawet zlikwidowali oceny bo to stresuje dzieci) doszli do wniosku że dzieciaki robią się coraz gorsze bo brakuje autorytetów. Skoro nic nie można (bo to stresuje) i nic nie trzeba (bo jak coś nie pasi to można zakapować rodziców) to powstała koszmarna karykatura hasła "róbta co chceta".
dzejes - 4 listopada 2009, 09:27

Duke - nie wiem, o czym piszesz. Wychowanie bezstresowe to jakiś polsko-prawicowy mit, nieznany na zachód od Odry i północ od Gdańska.
Duke - 4 listopada 2009, 09:36

dzejes, w Szwecji wprowadzono bardzo restrykcyjne prawo które zbrania stosowania kar fizycznych i upokazania dziecka pod groźbą więzienia i odebrania praw do opieki. Własnie dlatego w szkołach musieli zlikwidować oceny a nawet odnotowywać nieobecność. Teraz się obudzili że poszli za daleko i trzeba się z tego wycofać. Po za tym jakbyś tego nie nazwał chodzi właśnie o to aby dziecko wychowywać "bez stresu" w atmosferze wzajemnego poszanowania i tym podobne pierdy. Tak wogóle to przestań chłopie negować wszystkiego tego co Ci nie pasuje. Wyluzuj :wink:
dzejes - 4 listopada 2009, 09:49

Nie no, ja bardzo chętnie poczytam o bezstresowym wychowaniu. Podobnie poczytam jakieś statystyki potwierdzające wzrost przestępczości w Szwecji i rzeczy potwierdzające twoje słowa.

Co do wyluzowywania się - ależ ja jestem wyluzowany. Tylko że na tym forum panuje potworne lenistwo intelektualne. Wpadnie ktoś, powie "A w Szwecji to będą bić dzieci!" i część powie "Brawo!" część "To niedobrze!", a część oleje sprawę. A gdzie jakieś dowody na pierwszą tezę?
Sam widzę u siebie jak się uwsteczniłem udzielając się tutaj. Niedobrze, niedobrze.

Lynx - 4 listopada 2009, 09:54

Wychowywanie dziecka jest kwestią bardzo indywidualną, choćby z tego względu, że każdy człowiek ma nieco inny charakter. Wydaje mi się, że ustawowo nie powinno się zbyt wiele narzucać w tej kwestii. Dodatkowo, w procesie wychowawczym powinno brać więcej osób, nie tylko rodzice, ale wszyscy dorośli z otoczenia dziecka- jak wiadomo z czasem ta ilość osób się zwieksza. Właściwie wychowane dziecko będzie żyło sobie właśnie "bez stresu" choćby z tego względu, że będzie szanowało innych, a co za tym idzie samo będzie szanowane. Jest to proces tworzenia właściwych wzajemnych relacji. Czasami "klaps" też staje się argumentem o ile nie jest związany z przemocą dla przemocy. Jest elementem wychowania, który ma na celu uświadomienie dziecku, że może mu się stać krzywda, jeśli nie zaprzestanie krzywdzących innych działań.

Edzia: literki

seba - 4 listopada 2009, 10:13

dalambert napisał/a:
Jean jagues Rousseau chciał człowieka w buszu wychowywac , takie kretynizmy mają długą postępową tradycje :mrgreen:


Mała ilustracja "postepowej" tradycji

Cytat:
Jednakże pomysł, by całą naturę ludzką uznać za glinę, z której lepi się „coś”, co dopiero z czasem nabierze cech człowieczeństwa, jest zupełnie nowatorski, choć jego chorych pierwowzorów można by się doszukać w najciemniejszych tradycjach eugeniki, z których zresztą Skandynawia także kiedyś słynęła. O co bowiem chodzi i tym razem, jeśli nie o to, o co lewakom chodziło i chodzi od zawsze – o dobro ludzkości, przecież, o skonstruowanie nowego, lepszego osobnika, który będzie wolny od tego brudu, jaki niesie ze sobą ta cholerna tradycja, w której zawsze wcześniej czy później zaczyna się pojawiać patriarchat, konserwatyzm, religijność i inne podłości burżuazyjnego świata.

Na różne sposoby próbowano już świat zmieniać (jak „Pan Marks przykazał”) - a to za pomocą eksterminacji (Lenin, Stalin), a to za pomocą rewolucji seksualnej (Marcuse), a to za pomocą indoktrynacji upowszechnianej za pomocą „systemu edukacji” (neomarksizm nawiązujący do Gramsciego), nikt jednak nie próbował „wyzerować człowieka” w taki sposób, by jego tożsamość stanowiła rezultat eksperymentu społecznego, by stanowiła coś w rodzaju „efektu laboratoryjnego”, nie zaś procesu samorozwoju i codziennych interakcji z innymi ludźmi. Jak pisze G. Allen na swoim blogu „Daddy Types”, pomysł ten jako pierwszy zgłosiła we wczesnych latach 70. (a więc w epoce ekspansji myśli Marcusego i Gramsciego) L. Gould (1932-2002), amerykańska feministyczna pisarka i publicystka żydowskiego pochodzenia w opowieści „X: a Fabulous Child's Story”(fragment po angielsku zlinkowany poniżej), w której opisana jest historia stanowiąca niemalże scenariusz zachowania wspomnianego szwedzkiego małżeństwa. Jest to utopijna (jak zwykle musi się lewacka baśń kryć za jakimś kolejnym zamordyzmem) opowieść o... ściśle tajnym eksperymencie, w trakcie którego specjalnie dobrani rodzice wychowują dziecko „bezpłciowo” (jego „imię”, a więc owo „X” pochodzi od nazwy „Xperiment”). Rodzice dostają specjalne instrukcje od rządowych naukowców nadzorujących „projekt dziecko X” i mają w równy sposób traktować swój „męski” oraz „żeński” wkład w wychowanie. Nie wolno im też zatrudniać żadnych niań ani w jakikolwiek sposób sugerować dziecku jego płci za pomocą ubrań, zabawek etc.
x

Nie interesuje mnie w tym miejscu osobisty życiorys samej Gould (link poniżej), o ile bowiem czyjeś osobiste perypetie (tudzież zmaganie się z pewnymi społeczno-kulturowymi determinantami) mogą skłaniać niektórych ludzi do jakichś psycho- czy socjopatologicznych wizji świata, o tyle działania osób (jak to szwedzkie małżeństwo), które idą śladem takich chorych wizji są o wiele trudniejsze do wyjaśnienia i zrozumienia. Mamy tu bowiem do czynienia, sądzę, wyłącznie z chorobą psychiczną, przy czym można się zastanawiać, do jakiego stopnia ludzie decydujący się na taki przerażający eksperyment z własnym dzieckiem, zachowują jeszcze poczytalność. Albo ktoś zabiera się za „wychowywanie X-a”, ponieważ jest ewidentnym psychopatą traktującym z metodycznym okrucieństwem jakiegoś wybranego człowieka (tu swoje własne dziecko), albo ktoś czyni to, bo „uwierzył genderystom”, a więc jest psychopatą „wyższego rzędu”, bo na usługach jakiejś piekielnej, antyhumanistycznej ideologii (coś jak przedstawiciel destrukcyjnej sekty).

http://freeyourmind.salon...ywa-psychopatow

Ambioryks - 4 listopada 2009, 16:09

dzejes napisał/a:
Wychowanie bezstresowe to jakiś polsko-prawicowy mit, nieznany na zachód od Odry i północ od Gdańska.

A na południe od Zakopanego i Cieszyna? I na wschód od Bugu i Sanu?
seba napisał/a:
a to za pomocą rewolucji seksualnej (Marcuse)

To rewolucja seksualna miała miejsce, bo Marcuse tak sobie wymyślił? A ilu libertynów w ogóle czytało go lub słuchało, i ilu w ogóle o nim słyszało? Ja o nim słyszałem, ale nie ma on żadnego wpływu na moje postępowanie. Był jakimś guru "postępowej" młodzieży?

Próbujesz wmówić czytelnikom, że wszystkie z dzisiejszych "postępowych mód" do efekt gigantycznego prania mózgu zgotowanego ludziom przez totalitarystów? To chyba jakaś kolejna teoria spiskowa.

Duke - 4 listopada 2009, 16:10

http://www.wykop.pl/ramka...-upadek-rodziny
dzejes - 4 listopada 2009, 16:17

Ambioryks napisał/a:
dzejes napisał/a:
Wychowanie bezstresowe to jakiś polsko-prawicowy mit, nieznany na zachód od Odry i północ od Gdańska.

A na południe od Zakopanego i Cieszyna? I na wschód od Bugu i Sanu?


A nie wiem. Masz jakieś czeskie lub słowackie opracowania polecające "bezstresowe wychowanie"?

Ambioryks - 4 listopada 2009, 22:35

Nie mam. Zapytałem dlatego, że nie wiem - a przy pisaniu o polskiej specyfice, jako argument podałeś tylko północną i zachodnią granicę - jakbyś brał pod uwagę tylko kraje germańskie jako przeciwstawiane Polsce. A słowiańskie przecież też są. Po prostu, jestem uczulony na zachodocentryzm.
dzejes - 4 listopada 2009, 23:38

Po wpisaniu w Google frazy "wychowanie bezstresowe" dostajesz mętną definicę z wiki i strony typu "bankructwo moralne wychowania bezstresowego" "Zachodnia moda na wychowanie bezstresowe upada" i tp. Stąd moje granice, gdyż właśnie umowny zachód jest podawany jako źródło owej zarazy.
Lynx - 5 listopada 2009, 10:09

Jakie byście proponowali sposoby na zachowania agresywne i autoagresywne u dziecka? Jeśli macie pomysły jak takie coś ograniczyć, jak oduczyć to będę wdzięczna za sugestie. Mnie się pomysły kończą.
Piech - 5 listopada 2009, 10:25

Słyszałem, że gdy dziecko gryzie, żeby je też ugryźć (od razu) i w ten sposób uświadomić, że to boli. Samo może nie zdawać sobie sprawy.

edit: konstrukcja powyższego zdania daje po oczach, ale zamiast edytować zostawię ku przestrodze.

Rafał - 5 listopada 2009, 23:25

Znajoma jest oligofrenopedagogiem praktykującym i mocno zaangażowanym. W/g niej, czasem dziecko musi dostać, aby zrozumieć, że boli. Opowiadała też kiedyś o dziewczynce, która wyrywała sobie włosy z głowy, w jej przypadku nic nie pomagało tylko opieka 24h. A ogólnie to chwaliła zajęcia muzyczne w małych grupach.
seba - 6 listopada 2009, 08:57

Wczoraj byl bardzo ciekawy program Pawła Kukiza i Marka Hodorniczego o na temat klapsa

Kto nie widział, to tutaj mozna program w calosci zobaczyć.
http://www.tvp.pl/publicy...o/05112009-2255


Dzisaj mnie rozwalil tekst Mazurka na temat postepowego wychowywania :lol:

Cytat:
Palma postępu

Trwa wyścig o to, komu palma pierwszeństwa odbije bardziej. Szwedzkie małżeństwo, które odmawia podania płci swej trzyletniej pociechy, bo to sprawa prywatna, i ogranicza kulturowy rozwój dziecięcia, czy może duński pastor, który nie wierzy w Boga, a uparcie chce być nadal duchownym? Hm, i to kusi, i to nęci.

Straszliwe zapóźnienie cywilizacyjne tego kraju (nazwy nie podaję, żeby nie rozniecać żagwi szowinizmu) sytuowało nas dotychczas w ogonie parady postępu, niemniej i tu kroczy nowe. Co prawda pierwsza Ewa Wanat wiosny nie czyni, ale już Magda Żakowska i owszem. Dziennikarka ta, zszokowana tym, że jej półtoraroczny synek postanowił wyszorować czarnoskórego chłopca – co nie tyle pozytywnie świadczy o dbałości o higienę w domu państwa Żakowskich, ile o skrywanym rasizmie (pani Magda naprawdę to sugeruje!) – postanowiła zadbać o jego postępową edukację. Po odpowiednim doborze lektur donosi z dumą: “homofobem nie będzie”.

Uff, kamień spadł mi z serca, bo mógłby mieć kłopot w kontaktach z rówieśnikami. Oto głos anonimowej ciężarnej koleżanki pani Żakowskiej: “Marzę o chłopcu i żeby był gejem, bo do końca życia będzie miał ze mną silną emocjonalną więź, jak w filmach Almodóvara”. I będzie mamusię w sanatorium odwiedzał?

Postęp cywilizacji maruderów nie znosi, a ariergardę wstydliwie chowa, uprzednio stygmatyzując ją mianem homofobów, fundamentalistów, talibów. Niestety, jednostki wsteczne umiarkowanie tym się przejmują i miano ciemnogrodu już nikogo nie dotknie. Na szczęście w sukurs progresu idą instytucje, jak strasburski Trybunał delegalizujący krzyże w szkołach. Pora jeszcze, by zdelegalizował kuku na muniu.

Virgo C. - 6 listopada 2009, 14:12

Ręce, nogi i w sumie wszystko chyba opada...
http://www.pardon.pl/arty..._utopil_4-latka

hrabek - 6 listopada 2009, 14:17

Ja bym go wsadził na dożywocie. Dla własnego dobra. Bo jak zdąży wyjść zanim ojciec czterolatka umrze, to długo żywy nie pochodzi. A już na pewno na jego miejscu nie składałbym papierów o wcześniejsze zwolnienie.
Virgo C. - 6 listopada 2009, 14:22

Ja się zdziwie jeśli ten dzieciak dożyje 20 lat.
Lynx - 6 listopada 2009, 14:41

Horror. Ale spójrzcie jaka skuteczność prawa. A u nas karanie 14 letniego bandyty nie jest możliwe, bo to nieletni. Wyroki są śmieszne, nie można takiego zamknąć bo nieletni. A tam:
Cytat:
Ponieważ nie ma jeszcze 15 lat, nie dostanie dożywocia ani tym bardziej kary śmierci. Poza tym jednak będzie sądzony jak dorosły.
Przynajmniej mają jakieś rozwiązania.
Fidel-F2 - 7 listopada 2009, 00:59

a nad czym tu deliberować, kula w łeb i do piachu gdzieś pod płotem
ketyow - 7 listopada 2009, 18:55

Virgo C. napisał/a:
Ręce, nogi i w sumie wszystko chyba opada...
http://www.pardon.pl/arty..._utopil_4-latka


Tylko teraz najważniejsze jest wysunąć wnioski - skąd się takie zachowania biorą, z czego to wynika i jak temu zapobiegać?

Fidel-F2 - 7 listopada 2009, 23:50

ketyow, nie mogę

a jak myślisz?

ihan - 8 listopada 2009, 11:50

ketyow, no tak, przez ostatnie ileś tam lat pedagodzy, psycholodzy i behawioryści dziecięcy zajmowali się głównie piciem kawy, to teraz w końcu wezmą się do roboty.
Nie wierzę w proste i mechaniczne odpowiedzi.

ketyow - 8 listopada 2009, 12:54

Oczywiście, że nie jest łatwo o odpowiedź a prosta nie istnieje, nic takiego nie powiedziałem. Z tymże odnoszę wrażenie, że faktycznie, pedagozdy to chyba piją kawę. Znam na przykład panią Pedagog, która była pedagogiem w mojej szkole, w której później mój brat miał problemy. Znajoma matki. Jej głównym problemem było to, że nie lubi dzieci. W końcu mama prowadziła wojnę z całą szkołą, bo wyszło na to, że nauczyciele i kadra nauczycielska, gdy mają problem z jakimś dzieckiem, to traktują je wśród klasy jak inne, gorsze i zamiast próbować jakoś po ludzku rozwiązać problem, to najlepiej się dzieciaka pozbyć i przenieść do innej szkoły, niech kto inny się martwi. Zresztą pamiętam ze swoich czasów, że dzieci gorzej się uczące (wieś, często z rodzin, gdzie po powrocie ze szkoły musiały ciężko pracować z rodzicami) nauczyciele obnosili się z nimi jak z byle czym - bo to wyniki szkoły zaniżają. Jeżeli dziecko w szkole jest wystawiane na pośmiewisko innych przez nauczycieli, to coś tu chyba nie halo. Dodajmy do tego powiedzmy w niektórych wypadkach patologię w domu, plus media (nie mówię o filmach, dzisiaj wystarczy oglądać wiadomości) i taki dzieciak pośród wszystkich dorosłych nie ma żadnego normalnego wzorca, który mógłby naśladować. Więc jeśli w domach dzieje się jak się dzieje, a to dotyka dużą grupę ludzi, to chociaż w szkołach kadra powinna być dobierana także wg jakichś testów psychologicznych czy cuś. Idąc na muzykę bałem się, jak każde dziecko w szkole. A teraz kobieta od muzyki z metodami wychowawczymi SS jest wicedyrektorką. Zamiast dzieciom pomagać to się je naznacza i wkłada do szufladki "nic z niego nie będzie".
ihan - 8 listopada 2009, 13:05

ketyow, nie miałam na myśli pedagogów szkolnych, bo i z własnego doświadczenia pamiętam, że to jakby bez sensu funkcja. Choć pewnie znajdują się i na tym stanowisku ludzie pozbierani, z wiedzą i wyczuciem, ale nie ma presji na ich udoskonalanie. Pedagogika i psychologia dziecięca rozwija się niesamowicie, metody uczenia przez zabawę, uczenia (w znaczeniu poznawania świata i odpowiadania na pytania) jako forma nagrody, a nie kary pozwalają osiagać niesamowite rezultaty - dziecka ciekawego świata i dysponującego sporą wiedzą, potrafiącego szukać odpowiedzi, ale i właściwych pytań. Tylko, że cała ta wiedza nie jest wdrażana, nie ma sprzężenia zwrotnego między wiedza akademicką a praktyka codzienną w szkołach. Z drugiej strony, kto na studiach uczesniczył w różnej maści kursach pedagogicznych wie, że to kompletna strata czasu.
Miria - 8 listopada 2009, 16:04

ihan napisał/a:
Tylko, że cała ta wiedza nie jest wdrażana, nie ma sprzężenia zwrotnego między wiedza akademicką a praktyka codzienną w szkołach. Z drugiej strony, kto na studiach uczesniczył w różnej maści kursach pedagogicznych wie, że to kompletna strata czasu.

To niestety prawda. Na studiach poza podstawami psychologii (w sumie też mało przydanymi, bo teorie Freuda mało się w praktyce szkolnej przydają;) ) nie było w ogóle pedagogiki jako takiej, przynajmniej na moich studiach. Było mnóstwo metodyki nauczania, ale fakt, że większość nauczycieli jest jednocześnie wychowawcami (no, każdy nauczyciel wychowuje, ale chodzi mi o funkcję opiekuna klasy) był kompletnie pominięty. Mocno zderzyłam się z rzeczywistością, gdy dostałam pierwsze wychowawstwo.

Co do posta ketyowa, to ja mam wrażenia raczej odwrotne, mianowicie teraz w szkole najbardziej się skacze wokół dzieci problemowych, co jest przegięciem w drugą stronę. Tych spokojnych i cichych prawie się nie zauważa, a czasem się zdarza, że jak już wybuchnie jakaś bomba, to sprawcą jest właśnie dziecko, którego nigdy by się o nic złego nie posądziło.

Lynx - 8 listopada 2009, 17:36

Z tym skakaniem, czy odrzucaniem, to bywa działanie w obie strony i najczęściej jest uzależnione od osobniczych preferencji ludzkich- czyli nauczyciel też człowiek. O roli pedagoga w szkole to ja mam nieco inne zdanie. Często zajmuje się taka pani pedagog wyrównywaniem m.in. braków emocjonalnych dziecka. Oczywiście, jeśli nie ma współpracy ze strony rodziny to tzw. g. osiągnie. Spotkałam się np. z takimi sytuacjami, gdzie dziecko dyslektyczne jedyne ćwiczenia przeprowadzało właśnie z pania pedagog, bo rodzice "nie mieli czasu" a jej za to płacą. ( mamusia i tatuś nadużywali alkoholu). Ponadto etat pedagoga jest na szkołę 1, a uczniów w takiej szkole np.600 lub 1000. Trudno się zająć wszystkimi. Dpodajmy do tego wzorce z domu- i mamy paskudnego, rozwydrzonego smarkacza, który już w drugiej klasie próbuje rządzić z tekstem: ja płacę, ja wymagam. To jakiś obłęd. A nauczyciel nie ma prawa skarcić, bo to niewychowawcze i może zostać oskarzony o znęcanie się nad dzieckiem.
Miria - 8 listopada 2009, 21:53

To wszystko prawda, chociaż "skakanie i odrzucanie" zależy też w dużym stopniu od polityki szkoły, czyli dyrekcji. No i bez wsparcia domu rodzinnego działania szkoły są prawie zawsze skazane na porażkę, niestety.
dzejes - 8 grudnia 2009, 19:32

Wracając do szczepionek - zachęcam do zapoznania się z oświadczeniem PZH.

Do pobrania stąd.

Miria - 15 grudnia 2009, 15:24

O, to szczepionek nikt nie skomentował? :roll:

A z innej beczki - poczytałam dziś o zespole Aspergera. Pouczająca lektura. Mamy zdiagnozowany drugi przypadek w szkole. Mocno nieszczęśliwe dzieci.

Nie to, żebym była złośliwa, ale od razu mi na myśl jeden forumowicz przyszedł. :wink:

Piech - 15 grudnia 2009, 17:10

Miria napisał/a:
O, to szczepionek nikt nie skomentował?

Użycie tiomersalu komentowałem wyżej. Zalinkowany list nie wnosi wg mnie żadnej nowej wiedzy. Wciąż pozostaje pytanie, po co używać związku rtęci? Wydaje się, że odpowiedź jest taka: Bo naprodukowaliśmy tego od groma i co, mamy teraz wyrzucić? A poza tym dobrze zabija bakterie i można taką szczepionkę przechowywać latami. A poza tym, stosujemy go mało. A poza tym wcale nie jest taki szkodliwy, bo szybko wypłukuje się z organizmu. To ostatnie wcale nie musi być prawdą. To, że spada poziom we krwi nie znaczy, że tak jest w całym organizmie.

Nasunęło mi się jeszcze jedno pytanie: Jeżeli czterech profesorów doktorów habilitowanych napisze "w organiźmie", czy taka forma staje się poprawna?

dzejes - 15 grudnia 2009, 17:24

Piech napisał/a:
Wciąż pozostaje pytanie, po co używać związku rtęci?


Myślę, że w odpowiednich warunkach zadawałbyś pytanie po co używać Dihydrogen monoxide :roll:

Piech - 15 grudnia 2009, 17:34

Ale o co Ci chodzi, dzejesie? Że wyolbrzymiam? Akurat wiem, co to dihydrogen monoxide i wiem, co to związki rtęci. Mam w sejfie całe pudełko takich rzeczy:

Ethylmercurichloride
Mercuricchloroanilate
Phenylmercuric acetate
4-acetamidophenylmercuric acid
Trimerosal 404.8
p-Hydroxy mercuribenzoate sodium salt
Methyl mercuric chloride 251.09
p-Hydroxy mercuriphenyl sulfonic acid 396.8
Mercurochrome 750.7
Mersalylacid sodium salt 505.9
HgCl2 271.52
4-Hydroxy-3-nitrophenyl mercuric acid

Wiem jak się z tym należy obchodzić. Bardzo ostrożnie. To jest naprawdę zupełnie coś innego niż dihydrogen monoxide.

Martva - 15 grudnia 2009, 17:36

Gdzieś ostatnio czytałam że więcej rtęci jest w morskich rybach niz w dawce szczepionki. Ale gdzie i kiedy to czytałam?
Piech - 15 grudnia 2009, 17:44

Martva napisał/a:
Ale gdzie i kiedy to czytałam?

Może tu?
http://www.vaccinesafety.edu/thi-table.htm
http://www.fda.gov/Food/F...y/ucm115644.htm

dzejes - 15 grudnia 2009, 18:52

Piech napisał/a:
Ale o co Ci chodzi, dzejesie? Że wyolbrzymiam?


Nie mam pojęcia o co ci chodzi. W tym rzecz. Piszesz "ale dlaczego?" zamiast wysunąć konkretne zarzuty i jakiej się odpowiedzi spodziewasz? Może taka metoda konserwacji jest tańsza, niż inne, których wcześniejsze użycie (bo przypominam, że zgodnie z podlinkowanym raportem krytykowana przez ciebie jest wycofywana) spowodowałoby drastyczną podwyżkę ceny? Może nie doceniono grozy, jaką wzbudzi "rtęć" w składzie szczepionki, którą dostają "NASZE DZIECI!" Grozy, którą chyba i ty się nieco zaraziłeś - co mnie właśnie dziwi najbardziej, że akurat ty. Może inne może. Nie wiem.

A co do rtęci - pamiętam, że się jej bałem, tak po prostu. Gdy rozbił się termometr zastanawiałem się co strasznego stałoby się z kimś, kto połknąłby te wirujące kulki. Otóż jak się dowiedziałem potem najprawdopodobniej nic strasznego by się nie stało.
Bo rtęć występuje w różnych postaciach - ale tobie mam to mówić? Bez przesady.

dareko - 15 grudnia 2009, 19:57

To napewno jest czerwona rtec.
Piech - 15 grudnia 2009, 21:22

dzejes, dareko, moje wątpliwości wyraziłem na 20. stronie tego wątku i nie chce mi się powtarzać. Jeżeli łatwiej Wam wierzyć, że przemawia przeze mnie ciemny zabobon, to mnie to ani ziębi, ani grzeje.
dzejes - 15 grudnia 2009, 23:32

Piech napisał/a:

Przypomina mi to peerelowską technikę stosowaną przez chłopów, dodawania do mleka różnych świństw, np. proszku ixi, żeby się mleko szybko nie zepsuło.


O tym mówisz?

Piech - 16 grudnia 2009, 00:00

dzejes napisał/a:
O tym mówisz?


http://www.science-fictio...p=505953#505953

I teraz już naprawdę EOT z mojej strony.

Lynx - 16 grudnia 2009, 00:14

Piech napisał/a:
dihydrogen monoxide
jakis dwuwodzian jednotlenowy? Przynajmniej to wynika z nazwy. Czyżby woda?
Nie mam pojęcia co to może być.

W kwestii szczepień. Nadal uważam, że należy dobrze się zastanowić, zanim zaszczepi się dziecko. I pamietać, że nawet katar jest przeciwwskazaniem dla szczepienia. Dziecko musi być bezwzględnie zdrowe.

illianna - 22 grudnia 2009, 19:57

Monotlenek diwodoru (ang. dihydrogen monoxide, w skrócie DHMO) – technicznie poprawna, ale w praktyce niestosowana nazwa wody. Termin ten został wykorzystany na potrzeby serii głośnych mistyfikacji, które miały pokazać skutki ignorancji naukowej i ośmieszyć zjawisko publicznego lęku przed nieznanymi substancjami chemicznymi.

Na przestrzeni dziesięcioleci, na potrzeby kolejnych żartów z tej serii stworzone zostało wiele petycji i witryn internetowych, które opisywały zagrożenia i negatywne skutki środowiskowe powodowane przez ów związek chemiczny: erozja gruntów, niszczenie zabytków, przyspieszanie korozji metali, istotna rola w procesach cieplarnianych. Monotlenek diwodoru był też wskazany jako główny składnik kwaśnych deszczów oraz wielu niebezpiecznych odpadów przemysłowych; podkreślano, że przypadkowe wdychanie nawet niewielkich ilości substancji może prowadzić do śmierci, a postać gazowa często powoduje poważne oparzenia. Pisano także, że substancja ta znaleziona została w tkankach nowotworowych u wielu pacjentów.

Petycje nawoływały do zdecydowanego odzewu i sprzeciwu wobec produkcji i wykorzystania DHMO - zależnie od staranności z jaką były przygotowane osiągały mniejszy lub większy sukces.

Piech - 23 grudnia 2009, 00:53

illianna napisał/a:
Petycje nawoływały do zdecydowanego odzewu i sprzeciwu wobec produkcji i wykorzystania DHMO - zależnie od staranności z jaką były przygotowane osiągały mniejszy lub większy sukces


To jest dobra strona o DHMO
http://www.dhmo.org/facts.html

Rafał - 5 stycznia 2010, 11:27

Tak sobie myślę gdzie się poradzić, niech będzie że tutaj :wink:

Może mi ktoś polecić namiar na wakacje z dzieciakami, najlepiej południe Europy, może Grecja, jakieś sprawdzone biuro podróży, albo hotel, a najlepiej jakąś zorganizowaną imprezę?

ihan - 6 stycznia 2010, 20:42

Znajomi byli z dziećmi, ale na własną rękę i z namiotem, nie wiem czy cię to interesuje.
Rafał - 7 stycznia 2010, 08:33

Niespecjalnie raczej, na własną rękę ponad 10 lat jeździmy, chce się odmiany i odpoczynku od myślenia o wszystkim. Chociaż i to niebezpieczne, w zeszłym roku tak się odmózgowałem, że pinu do własnej karty po powrocie nie mogłem sobie przypomnieć :lol:
merula - 7 stycznia 2010, 11:22

Z tego co pamiętam raczej nieduze masz te dzieci?

Popytam znajomych.

Rafał - 7 stycznia 2010, 11:42

Duże, nieduże, na głowę wchodzą (1-10-12), przy czym pierworodny jakiś taki bykowaty się robi, matkę przerósł wzrostowo i wagowo, ojca goni, muszę mu ograniczyć witaminy, czy co? :wink:
merula - 7 stycznia 2010, 13:07

czyli moderowanie dla dzieci niekonieczne jest?
Rafał - 7 stycznia 2010, 13:56

Nie, niekonieczne. A masz coś?
merula - 7 stycznia 2010, 16:55

a bardzo Ci na all inclusiv zależy?
Rafał - 7 stycznia 2010, 21:11

Nie, aby tylko na miejscu można było się wyżywić bez harpuna i rozpalania ognia :wink:
mad - 7 stycznia 2010, 22:41

Wyślij dwójkę najstarszych na obóz przetrwania.
Piech - 8 stycznia 2010, 00:09

Rafał, byłem kiedyś z dziećmi w okolicy Epidauros, na Peloponezie, niedaleko Aten. Apartament z kuchnią, blisko morza, plaża okay. Antyczny Epidaurus dobrze zwiedzić, dużo tego, w dobrym stanie. Słynny amfiteatr. Mykeny też niedaleko. Jak chcesz, to się zapytam znajomego o ten pensjonat, bo zapomniałem.
merula - 8 stycznia 2010, 01:15

moi znajomi bywali na Tassos, Kos i Korfu i chwalili, niezbyt drogo i niezbyt tłoczno. A ostatnio gdzieś w europejskiej części Turcji. Podpytam o konkrety.
Rafał - 9 stycznia 2010, 02:17

Dzięki, dzięki, dzięki, :D
Rafał - 20 stycznia 2010, 01:02

Mam prośbę, jakby ktoś z was rozliczał się i nie wiedział co zrobić z tym 1 % z podatku, to przekażcie na rzecz leczenia syna mojej kumpeli i kolegi moich dzieciaków. Jasiek musi jakiś czas brać leki za 10 koła miesięcznie, no, musi. Poniżej daje namiar:
http://www.jasiu.fruart.pl/index.html

Pucek - 20 lutego 2010, 10:19

Śnieg latoś mieliśmy wspaniały przez ponad półtora miesiąca. Plac zabaw koło bloków wielki i niczyją stopą nie tknięty (psiarze uczciwie omijają) - z dziećmi nikt nie przyszedł zrobić bałwana. I nigdzie w okolicy.
Dziś rano - odwilż w najlepsze -trafiłam obrazek jak z filmu:
Jeden dzieciak lepi coś, zbiera śnieg na kopczyk. Ciemna buźka afro... europejczyka.

Miria - 11 marca 2010, 14:55

Przerażające.
Kai - 25 marca 2010, 16:10

Ups rozpędziłam się, myślałam, że to temat o wychowaniu własnych dzieci.... :twisted:
Agi - 25 marca 2010, 16:23

Kai, o własnych również można.
Lynx - 25 marca 2010, 16:33

Zastanawiam się, jak wytłumaczyć nastolatce, że maminy portfel nie jest bez dna. ;) Niby z jednej strony mówi, że rozumie, a za chwilkę oznajmia ile, na co i na kiedy potrzebuje. Ja się zastrzelę ;P:
merula - 25 marca 2010, 16:45

ooddaj jej portfel w zarządzanie i oczekuj spełnienia zachcianek. ciekawe, jak długo wytrzyma? :wink:
Kai - 25 marca 2010, 16:52

Lynx napisał/a:
Zastanawiam się, jak wytłumaczyć nastolatce, że maminy portfel nie jest bez dna. ;) Niby z jednej strony mówi, że rozumie, a za chwilkę oznajmia ile, na co i na kiedy potrzebuje. Ja się zastrzelę ;P:

Może zacznij po prostu mówić "Nie mam na to"? I ignoruj? Nie na zasadzie "nie słyszę" ale powiedz "jak będę miała, to oczywiście, na razie nie mam na to, na to i na to..."
Nie wiem jakim cudem, ale mojemu nigdy ptasiego mleka nie brakowało, zwykle co chciał, to miał, a jak się ciężkie czasy zaczęły to nigdy tego przed nim nie ukrywałam. Nie bylo problemu, do tej pory nie ma. Jest "jak będzie kasa, to by mi się nowe spodnie przydały" ale chodzi twardo w tych co ma.
Nawet czasem mi się zdaje, że przesadzam, mam prawie 10.000 do spłacenia, a ja się mu wybieram kupować gitarę za 1200. Ale jak widzę, z jaką cierpliwością nosi ciuchy po 2 sezony i cieszy się z każdej nowej koszulki, to po prostu nie umiem.... :(

hrabek - 26 marca 2010, 12:07

No chłopaki mają inaczej niż dziewczyny.
Kai - 26 marca 2010, 15:17

hrabek napisał/a:
No chłopaki mają inaczej niż dziewczyny.


Ekhm... powiedziałabym, że raczej "w innych miejscach" ;) choć dostrzegam, że i ubrać się lubią "konkretniej", ale nie wszyscy. Jak zaglądam do wątków "co sobie kupiliśmy" to się cieszę, że nie mam "modnisia" :mrgreen:

Natomiast normalne są wydatki na struny, za wynajęcie studia w najmniej oczekiwanych momentach tygodnia i też trudno mu odmówić. Można negocjować spodnie, buty, kurtkę, ale ze sprzętem jest gorzej. :)

Zresztą każde hobby kosztuje, co tu dużo mówić. Jakby się interesował komputerami inaczej, niż tylko użytkowo, to też trzeba by było "urodzić" na nowy sprzęt co jakiś czas.

Kwestia dogadania, jak mi się zdaje. Albo rozpoczęcia własnej pracy zarobkowej (ech, za moich czasów to było pięknie, można sobie było dorabiać ile wlazło :) )

Duke - 26 marca 2010, 15:38

Lynx wyslij młodą do roboty. Chce czegoś ekstra ponad ustawowe minimum, niech zarobi. Ja osobiście zawsze wolałem iść i zaraobić niż wyciągac od rodziców, fakt że na starość przyszła refleksja ze głupi byłem, ale z drugiej strony jak mi raz ojciec powiedział że wydaje kasę na głupoty to mu powiedziałem że owszem wydaje, ale swoją. Jak sobie postoi z ulotkami to bardziej doceni kosmetyk czy ciuch ;P:
Kai - 26 marca 2010, 15:45

To jeszcze zależy ile ma ta "nastolatka". Nie wiem,jak to wygląda zgodnie z przepisami. Ale praca wakacyjna jak najbardziej.
Też zawsze wolałam mieć własną kasę. Niezależność finansowa to wspaniała sprawa.


PS. Młody wrócił z konkursu. Jeśli nawet on twierdzi, że konkurs był ustawiony, to... jak szybko dzieciaki się uczą, że niewiele zależy od umiejętności.

I nie, nawet nie chodziło o to, że to oni mieli wygrać. Byli inni, lepsi, a wygrali całkowici przeciętniacy.

Rafał - 27 kwietnia 2010, 10:35

Pomału czas rozglądać się za prezentami na dzień dziecka, moje już poskładały zamówienia, o ile rolki dla córki rozumiem i popieram, to konkretna wiatrówka dla syna, hm. Waham się.
dalambert - 27 kwietnia 2010, 10:41

Rafał, a ile wiosen liczy przyszły morderca gołębi i wróbli ? bo o strzelaniu do tarczy pod Twoim nadzorem możesz zapomnieć przy wyjściu ze sklepu. :twisted:
No chyba ze będziesz trzymał ten prezencik w szafie pancernej i wydawał wyłączie do użytku pod Twoim OSOBISTYM nadzorem, inaczej w końcu zobaczysz zawody pod hasłem "Uplować siostrę jak na rolkach gania" :mrgreen:

Rafał - 27 kwietnia 2010, 10:45

13 latek mu stuknie w sierpniu, teoretycznie ma to być prezent za całokształt nauki, praktycznie tata też ma ochotę :mrgreen:
Duke - 27 kwietnia 2010, 10:51

Rafał generalnie to wszystko zalezy co ma Twój syn pod sufitem, bo z czegoś takiego naprawdę można zrobić krzywdę. Jesli młody jest "normalny" i zdaje sobie sprawę że to nie jest zabawka to ok. Dodatkowo wspólne strzelanie sprawi że będzie to kolejnym wspólnym działaniem i formą spędznia czasu ojca z synem. Strzelanie uczy precyzji, skupienia i wberw pozorom daje sporo frajdy.
Kai - 27 kwietnia 2010, 10:55

Rafał, poczekałabym z tym ze 2-3 lata jeszcze. On może nie zrobić nic złego, ale może zawsze być "pokaż!" i tragedia gotowa.

Niech tata kupi sobie, a synowi da się pobawić czasem.

dalambert - 27 kwietnia 2010, 10:57

Po prostu dostęp i użytkowanie - WYŁĄCZNIE z Tata kochanym !
Zero samodzielnych wypraw strzeleckich - czyli SZAFA PANCERNA jako dodatek do prezentu :wink:

Kai - 27 kwietnia 2010, 10:58

Nie wiem, jak jest z pozwoleniem na taką broń, ale wczoraj przy okazji wypadku z bronią mówili o tej szafie pancernej całkiem poważnie...
dalambert - 27 kwietnia 2010, 11:04

Kai, pozwolenie nie jest konieczne, a wczorajsza tragedia to wynik zaniechania starego durnia / dziadziuś/ któren nie dość, ze kbks miał nielegalnie / "znalazłem na strychu"/ to jedzcze NABITY i zaladowany na stojącym na podwórku wozie, przykryty jakąś szmatą zostawił.
Wspólnie strzelanie syna z tatą to wcale niezły pomysl wychowawczy , a Rafał, dureń nie jest :!:
Ot tak sobie trochę marudzę, uczulając i ostrzegając - wiadomo stary tetryk :wink:

Kai - 27 kwietnia 2010, 11:07

dalambert napisał/a:
Wspólnie trzelanie syna z tatą to wcale niezły pomysl wychowawczy , a Rafał, dureń nie jest

Nikt nie twierdzi, że jest inaczej, ale...
a) strzelanie tylko do tarczy, nie uważam, aby 13-latek był gotów psychicznie i moralnie na strzelanie do jakichkolwiek istot żywych.
b) żadne zabezpieczenie nie jest wystarczające, jeśli dzieciak się uprze. Rafał nie jest zapewne w domu 24/24, a po sobie wiem, że od 5 roku życia nie było przede mną żadnego zamka.

To jest broń, nie zabawka. Pokładanie całej nadziei w rozsądku rodziców nakłada na nich zbyt dużą odpowiedzialność - ale oczywiście to moje zdanie.

Duke - 27 kwietnia 2010, 11:12

Rafał, skoro to ma być prezent poniekąd dla was obojga to może zamiast zaczynać z "wysokiego C" kupić na początek pistolet na CO2 który z racji gabarytów łatwiej przechowywać a po drugie takiego Crossmana C11 mozesz kupic za 120 zł + przesyłka, więc jak obaj uznacie że "za wcześnie" albo "że to nie jest to" nie będzie aż tak szkoda ;-)
Sosnechristo - 27 kwietnia 2010, 11:19

Zastanawiałem się, gdzie to wrzucić, ale chyba tu najbardziej pasuje
Dosyć niepokojący artykuł o przestępczości wśród dzieciarni
Poza wszystkim wypowiedź JKM budzi u mnie wątpliwości.

Żerań - 27 kwietnia 2010, 11:31

Kai, ale to jest trzynastolatek. Nie pięciolatek, ale trzynastolatek. I jeśli będzie chciał wyłamać zamek szafy, gdzie przechowywana jest broń, to to zrobi, ale zrobi to świadomie. Bo będzie chciał zaimponować kolegom, na przykład.

Zadaniem taty - tu, rzecz jasna, teoretyzuję:) - jest po prostu pokazanie konsekwencji zabaw z bronią i próba wyrobienia instynktu, że to może i jest fajne, ale raz, że to nie jest zabawka; a dwa - że trzeba umieć się wiatrówką posługiwać i nie strzelać do ludzi.

Dalambert ma rację. Ech, swoją drogą chciałbym mieć wiatrówkę w tym wieku. :mrgreen:

A co do istot żywych - naprawdę nigdy nie widziałaś, jak dzieci (zwłaszcza młode) dręczą zwierzęta i ludzi? Ja widziałem i mi się to nie spodobało. Trzynastolatkowie w tym wieku doskonale wiedzą, co to przemoc, śmierć, cierpienie, oswoili się nią poprzez media - za pomocą filmów, gier video (zdziwiłabyś, w jakie gry potrafią tacy "delikwenci" grać, hehe), komiksów, anime, czy po prostu z telewizji informacyjnej. Wiedzą, że karabiny mogą zabijać i jeśli nie mają wpojonych odpowiednich wartości, prostujących kręgosłup moralny, to zabijać będą (znów, rola rodziców). Popatrz na armie dzieci-żołnierzy w Afryce. Oni mają właśnie trzynaście lat.

A link Sosne tylko potwierdza, co mówiłem, ale wprowadzenie surowszych kar cielesnych też imho da skutek odwrotny od zamierzonego. Bo w końcu dzieciak, którego tatuś będzie bił zbyt często i za mocno (albo za wszystko, co złe), w końcu się wkurwi i tatusia zastrzeli z wiatrówki. Przede wszystkim dzieciak musi widzieć w rodzinie autorytet - wtedy nie będzie szalał za bardzo. A jak autorytetu nie będzie miał w rodzinie, znajdzie sobie inny. Niekoniecznie w tej grupie społecznej, co trzeba. Strach (przed biciem np) prowadzi do gniewu, gniew do nienawiści, nienawiść do cierpienia - że zacytuję klasyka. ;)

Alem się rozpisał.

Duke - 27 kwietnia 2010, 11:35

Sosnechristo, bo wszędzie się pisze i mówi o prawach dziecka, a nigdzie nie ma ain słowa o obowiązkach. Zamiast tworzyć "Kartę praw dziecka" powinna byc "Karta obowiązków dziecka". Prawda jest taka że po za drobnymi wypadkami wszystkie te dzieciaki pochodzą z rodzin dysfunkcyjnych. Dysfunkcja IMHO nie tylko polega na biedzie czy uzaleznieniach, bo tam gdzie nie ma normalnych stosunków tam rodzą się patologie.
dzejes - 27 kwietnia 2010, 11:38

Duke napisał/a:
Zamiast tworzyć "Kartę praw dziecka" powinna byc "Karta obowiązków dziecka". Prawda jest taka że po za drobnymi wypadkami wszystkie te dzieciaki pochodzą z rodzin dysfunkcyjnych


I to ich wina, że mają te rodziny dysfunkcyjne? Możesz mi wytłumaczyć jaki jest związek między pierwszym zacytowanym przeze mnie zdaniem, a drugim? Ale tak łopatologicznie, bo ja nie widzę absolutnie żadnego.

Kai - 27 kwietnia 2010, 11:49

Żerań napisał/a:
Kai, ale to jest trzynastolatek. Nie pięciolatek, ale trzynastolatek. I jeśli będzie chciał wyłamać zamek szafy, gdzie przechowywana jest broń, to to zrobi, ale zrobi to świadomie. Bo będzie chciał zaimponować kolegom, na przykład.


Żerań, 13 lat to początek trudnego wieku. Wydaje mi się, że najprostszym sposobem uniknięcia kłopotów i nieprzewidzianych sytuacji jest nieprowokowanie ich. A co do reszty Twojej wypowiedzi - oczywiście, doskonale sobie z tego zdaję sprawę i zgadzam się, że rola rodziców jest tu najważniejsza, ale rodzice nie są wszechmocni, wszechobecni i wszechpotężni. Mogą się starać do upadłego, ale za wynik nie zaręczy nikt.

Sama starałam się wychować syna w poszanowaniu dla życia i raczej udało mi się przeczekać okres, kiedy jest się najbardziej podatnym na wpływ krwawych gier i filmów, za to mam teraz inny zgryz, którego nie przewidziałam. Dziecko jest odrębną istotą i nie przewidzisz do końca, jak się będzie zachowywać w różnych sytuacjach.

Po prostu dziesięć razy bym się zastanowiła, zanim bym wprowadziła broń do domu, ale jak mówię, to moje zdanie, może jestem tchórzliwą babą i nie znam się na męskich relacjach.

Rafał - 27 kwietnia 2010, 12:33

Właściwie to dzieciaki od maleńkości strzelają, jedna wiatrówka już się rozsypała od ponadnormatywnego obciążenia pracą :wink: , nie obawiam się o głupoty, nawet jak koledzy przychodzą to ich syn pilnuje. Ta wiatrówka to miałby być na osobistą własność. Strzelać to łobuz strzela lepiej od starego, coś koło 26 pkt. Chyba postawie warunek powyżej 25 pkt. na zawodach (1 maja jakieś mają być) i powyżej 35 pkt. na egzaminie szóstoklasisty. Kurczę, obym tylko nie żałował :wink:
Kai - 27 kwietnia 2010, 12:40

Rafał, od tego trzeba było zacząć. Skoro już zna zasady i sam ich przestrzega, to nie powinno być problemów, aczkolwiek dzieci się zmieniają i to bardzo, zwłaszcza w tym nastoletnim okresie. I to nawet nie chodzi o charakter, tylko o zainteresowania. No, ale skoro Ty też strzelasz, to się nie zmarnuje, tak jak u mnie nie marnują się modele z Gwiezdnych Wojen :D
Duke - 27 kwietnia 2010, 13:38

dzejes napisał/a:
Duke napisał/a:
Zamiast tworzyć "Kartę praw dziecka" powinna byc "Karta obowiązków dziecka". Prawda jest taka że po za drobnymi wypadkami wszystkie te dzieciaki pochodzą z rodzin dysfunkcyjnych


I to ich wina, że mają te rodziny dysfunkcyjne? Możesz mi wytłumaczyć jaki jest związek między pierwszym zacytowanym przeze mnie zdaniem, a drugim? Ale tak łopatologicznie, bo ja nie widzę absolutnie żadnego.


Na początek możesz mi pokazać gdzie cytujesz pierwsze moje zdanie a gdzie drugie. Co do mojej wypowiedzi to chodzi mi o to iż obecnie dzieciaki już od przedszkola uczone są tego że mają prawa. W sumie to same prawa, a nie obowiązki. To z koleji uczy je "że to mi się należy". One domagają się ciuchów, kosmetyków, gadżetów bo "mają do tego prawo". W chwili obecnej nauczyciel nie może w szkole nic, lada moment rodzice też nic nie będą mogli w domu. Bo dzieciak ma prawa. Gdyby jedengo z drugim po złapaniu ubrali w kubraczek i kazali przez tydzień po szkole przez 8h sprzątać trawniki z psich odchodów to by się zastanowił.
Co by nie było mój osmioletni syn w ostatnią sobotę odmówił odrabiania lekcji informując mnie że on ma prawo do wypoczynku, a ja mam obowiązek mu go zapewnić bo tak im mówiła pani w szkole i jak jacyś rodzice krzywdzą dzieci i na nie krzyczą to mają to zgłaszać tej pani (pewnie pani psycholog szkolna)

Kai - 27 kwietnia 2010, 13:58

Duke napisał/a:
Co by nie było mój osmioletni syn w ostatnią sobotę odmówił odrabiania lekcji informując mnie że on ma prawo do wypoczynku, a ja mam obowiązek mu go zapewnić

:shock:
To może niech z tą panią załatwi (ale sam, używając tych samych argumentów), żeby na weekend nie zadawali? :evil: O, a najlepiej niech pani przejdzie się po nauczycielach i to biednym, zestresowanym, przemęczonym dzieciątkom załatwi.

Duke napisał/a:
Dysfunkcja IMHO nie tylko polega na biedzie czy uzaleznieniach, bo tam gdzie nie ma normalnych stosunków tam rodzą się patologie.

Dysfunkcja w tym drugim przypadku polega najczęściej na przekonaniu, że aby być nowoczesnym rodzicem, należy dziecku zapewnić wszystko, nie żądając w zamian niczego i brońcie bogowie hamować jego rozwój intelektualny i obniżać samoocenę karami czy bodaj zwróceniem uwagi.

Żerań - 27 kwietnia 2010, 14:17

Kai napisał/a:
Sama starałam się wychować syna w poszanowaniu dla życia i raczej udało mi się przeczekać okres, kiedy jest się najbardziej podatnym na wpływ krwawych gier i filmów, za to mam teraz inny zgryz, którego nie przewidziałam. Dziecko jest odrębną istotą i nie przewidzisz do końca, jak się będzie zachowywać w różnych sytuacjach.


Akurat krwawe gry czy filmy - jeśli dziecko jest odpowiednio wychowywane i zna pewne granice (znów powracam do kwestii kręgosłupa moralnego i prawidłowo wytworzonych więzi społecznych w relacjach rodzic-dziecko) to nie wpłyną na niego negatywnie, imo. To nie jest tak, że jak będzie grał w Half-Life'a to zacznie zabijać przechodniów, chociaż z ostatnim zdaniem zgadzam się całkowicie:) Moi rodzice też by to potwierdzili, bo jako dwulatek (AFAIR miałem wtedy dwa lata) stracili mnie z oczu, a ja pobiegłem na Politechnikę Warszawską... Jak Rafał od początku uczy dzieciaka, jak należy postępować z bronią, to w porządku. Ja tam nie mam nic przeciwko posiadaniu broni w domu, byle tylko wiedzieć, jak i kiedy jej używać.

A to, że dzieci są uczone o przysługujących im prawach, to nic złego. Muszą jednak pamiętać o obowiązkach. Zawsze można powiedzieć, że czas na opieprzanie się jeszcze przyjdzie: na studiach. :mrgreen: Inna sprawa, że te tzw bezstresowe wychowanie to imho bujda wielka na resorach jest. Dysfunkcja społeczna rodzi się w każdych warunkach, tak swoją drogą, niezależnie od statusu materialnego. W przeciwnym wypadku nie byłoby młodocianych prostytutek z tzw. "dobrych domów".

Kai - 27 kwietnia 2010, 14:29

Żerań napisał/a:
A to, że dzieci są uczone o przysługujących im prawach, to nic złego.

Dziecko jest w pewnym sensie nastawione na własny komfort, to jest jego prawo. Do pewnego czasu jest też małym egoistą i to też jest jego prawo. Dlatego zapomnij o tym, że będzie myślało o obowiązkach, skoro jest świadome praw, które praktycznie te obowiązki znoszą - spójrz na przypadek opisany przez Duke'a. Prawa dzieci powinni znać rodzice i to oni powinni ich przestrzegać, ale w granicach zdrowego rozsądku. Dziecko powinno być naturalnie świadome, kiedy dzieje mu się prawdziwa krzywda i wiedzieć, do kogo się z tym udać, ale samo pojęcie "prawo do..." jest dla niego pojęciem zbyt trudnym do ogarnięcia.

Edit:
Unikałam gier raczej z innego powodu - to potworni pożeracze czasu, podobnie jak telewizja, dlatego były nieobecne do pewnego czasu, a TV mocno ograniczona. Przy nadmiarze innych zajęć (samodzielnie sobie narzuconych) nawet nie zauważył braku :mrgreen: . Potem już nawet własny serwer nie pomógł :D

Lynx - 27 kwietnia 2010, 14:30

Duke, a ja bym chciała wiedzieć jak to załatwiłeś z synem.
Duke - 27 kwietnia 2010, 14:56

Lynx powiedziałem żeby skończył gadać i brał się za lekcje bo marnuje czas który mógłby poswięcić na rower, a za pyskowanie ma dzień bez słodyczy.
Tak na marginesie czy to jest aby za szybko aby dziecko w I klasie podstawówki już miało przerobiony cały alfabet, pisało wypracowania czytało lektury pisało dyktanda? Z matematyki robią już dodawanie i odejmowanie przemienne i zaczynają równania w zakresie do 30 :roll:

Ps. Na pytanie kiedy dostanie swoją MP3 odpowiedziałem że wtedy jak ja dostanę od mamy MP5 :wink:

Kai - 27 kwietnia 2010, 15:01

Duke, lepsze chyba to, niż gdyby pierwsza klasa była powtórzeniem zerówki (właściwie klasy 1-3), co miałam w przypadku mojego dziecka - siedzenie w pozach dowolnych, "wyrównywanie poziomu" czyli nicnierobienie i zabawy na okrągło, bez ocen, bez jakiegokolwiek wysiłku. I tak przez trzy lata. Efekt - w czwartej klasie jeszcze czytali z trudem.

Ja bym się na Twoim miejscu cieszyła, nie będziesz miał takich problemów jak ja - dziecka nie nauczono w szkole... uczyć się, ani systematyczności, ani "przysiadania fałdów" jak trzeba i teraz zbieram tego owoce. :evil:

a za załatwienie sprawy :bravo , tylko za pyskowanie bym raczej inną karę dała ;)

dzejes - 27 kwietnia 2010, 15:08

Duke napisał/a:
Na początek możesz mi pokazać gdzie cytujesz pierwsze moje zdanie a gdzie drugie.


To pokazują zasady interpunkcji. Wiesz - kropki i takie tam.

Duke napisał/a:
Co do mojej wypowiedzi to chodzi mi o to iż obecnie dzieciaki już od przedszkola uczone są tego że mają prawa. W sumie to same prawa, a nie obowiązki.


I jak rozumiem sam fakt chodzenia co dzień dzień w dzień do szkoły, uczenia się jakichś idiotyzmów nic nie mówi w temacie "obowiązki"?

Duke napisał/a:
Gdyby jedengo z drugim po złapaniu ubrali w kubraczek i kazali przez tydzień po szkole przez 8h sprzątać trawniki z psich odchodów to by się zastanowił.


Jakbyś ośmiolatka zapędził do takiej pracy, to by się najwyżej popłakał, a nie "się zastanowił".

EDIT: Czy nie chodzi o to, żeby dzieciom było lepiej, niż rodzicom? A jak czytam to, co piszesz to mam wrażenie, że chcesz pokazać synowi, że ty miałeś ciężko, to on, kurna też ma mieć!

Kai - 27 kwietnia 2010, 15:18

Duke napisał/a:
Ps. Na pytanie kiedy dostanie swoją MP3 odpowiedziałem że wtedy jak ja dostanę od mamy MP5 :wink:

Dobre!
:wink: niestety nie mogę sobie na to pozwolić, idę dzisiaj po prezent urodzinowy z miesięcznym wyprzedzeniem, ale nie mogę przepuścić 50% przeceny :D

Duke - 27 kwietnia 2010, 16:03

dzejes może i by się popłakał ale napewno by zapamiętał, ale na chwilę obecną system jest taki że dzieciak dostaje nadzór kuratora, jeden drugi, trzeci a potem ląduje w poprawczaku z którego wychodzi jako pełnoprawny bandyta.
Co do reszty, pomny tego jak prowadzisz dyskusje nie chce mi się pisać.

Miria - 27 kwietnia 2010, 16:06

Duke, a kto ma w te kubraczki ubierać?
Fidel-F2 - 4 maja 2010, 21:35

tak trochę obok tematu ale co tam

Odprowadzam syna do przedszkola. Dochodząc do budynku mijamy przedszkolny plac zabaw na który ktoś wrzucił przez płot reklamówkę z kilkoma butelkami po piwie, pustymi paczkami po papierosach i jakimś śmieciem jeszcze. Część tego dziadostwa trochę się rozsypała. Mówię:
- Patrz Mikusiu, ktoś niegrzeczny naśmiecił na waszym placu zabaw.
Syn na to z pełną powagą:
- To na pewno czterolatki, bardzo są niegrzeczni.

hijo - 4 maja 2010, 22:15

Fidel-F2, Twój syn zwyczajnie jest dobrze rozeznany w sytuacji politycznej w przedszkolu :) i wie jak "wrogom" świnię podłożyć :mrgreen:
Dzieciaki w przedszkolu potrafią czasem zagiąć. Moja mama pracuje w przedszkolu i nie raz opowiadał historie niesamowite z dzieciakami. Najbardziej uderzyła mnie ta, w której pani przedszkolanka przyłapała malucha, który podczas leżakowania położył się na koleżance. Zapytawszy oboje co robią usłyszała: Kochamy się. :?

Pucek - 5 maja 2010, 10:40

Dziateczki w szkole (1 klasa) też mogą przyprawić o zawał. W szkole bynajmniej nie z pipidówy: " 3 maja to mamy święto... eee... prostytucji... A co to jest, proszę pani?"
Rafał - 5 maja 2010, 10:50

A my wczoraj zastanawialiśmy się co to znaczy "mama tata czyk brum". W wolnym tłumaczeniu okazało się że chodzi o "słuchajcie zgredy włączyłam pralkę". :lol:
dalambert - 5 maja 2010, 11:03

Rafał napisał/a:
"słuchajcie zgredy włączyłam pralkę

z woda , czy BEZ :?:

baranek - 5 maja 2010, 11:06

moja kumpela pracowała kiedyś w szkole. w klasach młodszych. i kiedyś jakiś młodzieniec, obrażony za otrzymaną ocenę, spojrzał na nią i wycedził: "życzę pani, żeby panią zgwałcili".
Rafał - 5 maja 2010, 12:12

dalambert napisał/a:
z woda , czy BEZ
Pełny serwis :D
Kai - 5 maja 2010, 12:47

Jaka szkoda, że mój już wyrósł z tego uroczego wieku. :(
Lynx - 5 maja 2010, 13:00

Kai, poczekaj na wnuki. :twisted:
Junior z każdym się wita "cześć"co w jego wykonaniu brzmi (mniej więcej) jak "keń" :wink:
I jak mu powiedzieć, że czasami wypada piowiedzieć Dzień dobry? ;P:

Godzilla - 6 maja 2010, 07:09

Nauczy się, nauczy :D

Ostatnio dochodzę do wniosku, że jeśli dzieci ze szkoły muzycznej mają czymś się wyróżniać na tle reszty, to niewątpliwie smykałką do idiotycznych piosenek i wprawą z jaką je wyśpiewują, ku utrapieniu rodziców. Ostatnio na tapecie mamy ABBĘ:

Mamma mia, wsadź se w d*** kija,
Pchaj, pchaj, aż poczujesz ajajaj

Pogryzę!

Kai - 6 maja 2010, 07:32

Godzilla, boskie!

A wszystko to, bo Ciebie kotam
I jak bez kota mógłbym żyć
Chodź, pokażę Ci czym kocia miłość jest
Dla Ciebie zamiauczę się!


Oryginalna przeróbka by Młody lat chyba 7

Godzilla - 6 maja 2010, 07:51

Hi hi :lol:

Wczoraj wyszukiwałam tę piosenkę na Youtubie, bo nie znałam, a melodia była potrzebna do przedszkolnego przedstawienia. U małej w przedszkolu dzieci co jakiś czas robią przedstawienie dla rodziców, a rodzice dla dzieci. Tym razem gramy Królewnę Śnieżkę. Wczoraj była pierwsza próba, kabaret był nie z tej ziemi, pokładaliśmy się ze śmiechu. Dobrze że dzieci nie widziały :lol:

Królewicz: Śnieżka, ach, gdzież ona, całe życie jej szukałem!
Krasnoludek Gderek (czyli Ra66it) - z nieskrywaną uciechą: Nie żyje!

Miria - 6 maja 2010, 12:20

Fajna inicjatywa. A Ty masz jakąś rolę?
Godzilla - 6 maja 2010, 12:49

Ja jestem gołąbkiem, a do tego mam gitarę i nie waham się jej użyć. Choć bardzo się cieszę że nie muszę akompaniować księciu, który sam sobie przygrywa ("Śnieeeeżko, nie jestem ciebie waaaart"...) :mrgreen:
Rafał - 24 czerwca 2010, 11:18

Wczorajszego dnia ojca to długo nie zapomnę. Żona w pracy, ja sam z dziećmi. I zaczęło się: Najmłodsza: szerszeń pod ubrankiem lalki przytulanki i rozbity na równej drodze nos. Średnia: poleciała na rolki, wychodzę za chwilkę i widzę kawałek dalej na przejściu stoi auto i leży na chodniku jakaś potrącona dziewczynka, normalnie zawał, lecę, na szczęście nie moja i lekkie tylko otarcia. Syn też dostarczył emocji, ale za stary byk jest, żeby opisywać co i jak :wink:
Kai - 24 czerwca 2010, 11:58

Rafał, to jak z horroru normalnie... ja bym chyba zawału dostała. Ile mają lat Twoje dzieci?
Godzilla - 24 czerwca 2010, 12:04

Szok, współczuję. Całe szczęście że tej potrąconej małej nie stało się wiele, choć i tak na obserwację wziąć powinni, czy nie ma jakichś obrażeń wewnętrznych, bo nie wszystko widać na wierzchu.
Ozzborn - 24 czerwca 2010, 12:08

Matko Bosko mało zawału nie dostałem jak czytałem... dobrze, że na strachu się skończyło.
Kai - 24 czerwca 2010, 12:10

Godzilla, na pewno wzięli, jeśli kierowca miał dwie szare komórki do potarcia o siebie, to wezwał pogotowie, nawet jeśli nie od potrącenia, to od samego upadku mogło jej się coś stać.
Rafał - 24 czerwca 2010, 12:15

Kai: 2, 11 i 13. Pełna chata :wink:
Kai - 24 czerwca 2010, 12:17

Rafał, to gratuluję żelaznych nerwów. Z jednym, kiedy przechodził te lata po kolei, miałam siedem światów, trójka by mnie chyba do Tworek zawiodła od razu :D

A co z szerszeniem, mam nadzieję, że nikogo nie ukąsił?

Agi - 24 czerwca 2010, 12:25

Kai, szerszenie żądlą.

Rafał, dzielny jesteś.

dalambert - 24 czerwca 2010, 12:26

Agi napisał/a:
szerszenie żądlą

I to jak :!: to taka OSA razy pięć :evil: brrrrrrrrrrrrrrr

Kai - 24 czerwca 2010, 12:26

Cytat:
Kai, szerszenie żądlą.


Faktycznie :mrgreen: Dzięki.

Rafał - 24 czerwca 2010, 12:48

Kai napisał/a:
A co z szerszeniem, mam nadzieję, że nikogo nie ukąsił?
Rozdeptałem wrednego stwora. Na szczęście w tym roku pierwszy raz się pojawił (puk,puk). Ech, to było jeszcze do przeżycia, jak mi kiedyś w ustronnym pomieszczeniu na intymne miejsce spadł taki jeden przez wentylację w suficie, to dopiero było coś, pełna ekstrema, bandżi niech się chowa :lol:
Sandman - 24 czerwca 2010, 13:20

Rafał napisał/a:
Ech, to było jeszcze do przeżycia, jak mi kiedyś w ustronnym pomieszczeniu na intymne miejsce spadł taki jeden przez wentylację w suficie, to dopiero było coś, pełna ekstrema, bandżi niech się chowa :lol:


Padłem i nie mogę się podnieść. Ani się ruszyć, ani walnąć gada i ten zimny pot... :lol:

dalambert - 24 czerwca 2010, 13:23

Az mi sie chłopaki scena z "Belle de joure" przypomniała, a która to się domyślcie :mrgreen:
Kai - 24 czerwca 2010, 13:30

Rafał napisał/a:
Ech, to było jeszcze do przeżycia, jak mi kiedyś w ustronnym pomieszczeniu na intymne miejsce spadł taki jeden przez wentylację w suficie, to dopiero było coś, pełna ekstrema, bandżi niech się chowa :lol:


Ciesz się że oddolnie jeszcze szczur nie zaatakował, jak kiedyś moją koleżankę :lol:

Ale hardkor... :lol:

Fidel-F2 - 25 czerwca 2010, 23:56

Rafał napisał/a:
Ech, to było jeszcze do przeżycia, jak mi kiedyś w ustronnym pomieszczeniu na intymne miejsce spadł taki jeden przez wentylację w suficie, to dopiero było coś, pełna ekstrema, bandżi niech się chowa
:mrgreen: Rafał, dzięki za tę radość którą mi przyniosłeś
Rafał - 7 marca 2011, 10:42

Dzisiaj mała mnie podsumowała - niosę ją do żłobka, dziecko na ręku, ja w czerwonej krawatce, idziemy po schodach, wyciągnęła mi ten krawat, tarmosi, tarmosi i w końcu mówi: ładny masz szaliczek :mrgreen:
illianna - 8 marca 2011, 12:05

Mały od kliku dni bawi się sam przez nawet pół godziny z miśkami, naprawdę złote dziecko z niego. :D
Kai - 8 marca 2011, 13:31

Jestem dumna z Młodego, bo zaczyna zachowywać się odpowiedzialnie - zarabia, odkłada i sam sobie kupuje profesjonalny sprzęt, zamiast doić maminą kieszeń.
hrabek - 12 kwietnia 2011, 12:35

Tak się zastanawiam, nikt na forum nie ma dziecka w wieku 6 lat? Żaden z rodziców nie ma dylematu, czy oddać dziecko do zerówki, czy do pierwszej klasy? My z żoną zastanawialiśmy się bardzo długo i w końcu stwierdziliśmy, że damy syna do pierwszej klasy.
shenra - 12 kwietnia 2011, 12:42

hrabek, moi zastanawiali się, czy nie posłać Młodej o rok wcześniej, ale w sumie cieszę się, że tego nie zrobili.
Navajero - 12 kwietnia 2011, 12:43

Na szczęście nie :) Moje dzieci uczą się w szkole średniej i studiują ( starszy), wyprzedzając w ten sposób nieco falę obecnych reform oświatowych. Dzięki Bogu.
Fidel-F2 - 12 kwietnia 2011, 12:43

Ja mam 6-latka i tak długo jak się dało trzymałem go w przedszkolu. Po wakacjach idzie do szkoły. W przedszkolu były spotkania z psychologami i pedagogami zajmującymi się tą kwestią, stanowczo odradzali. Ja się z nimi zgadzam, posyłanie sześciolatka do szkoły to duży bład.
shenra - 12 kwietnia 2011, 12:45

Dokładnie, zgadzam się w pełni. Też odradzałam moim przyspieszanie etapu, nawet jeśli Młoda się nadawała do przeskoczenia zerówki.
hrabek - 12 kwietnia 2011, 12:56

Sprawa nie jest prosta. Też się zastanawialiśmy czy da sobie radę w szkole i na ostatnim miejscu chodziło o przygotowanie w nauce, bo tu to myślę, że mamy syna spokojnie nawet na drugą klasę, tylko o jego zachowania społeczne. Czy będzie przystawał do grupy, czy nauczy się symbiozy z innymi? W końcu zdaliśmy sobie sprawę, że przecież za rok nikogo już takie rzeczy obchodzić nie będą i oprócz zdolnych i rozwiniętych sześciolatków trafią się tacy, którzy są kompletnie nieprzygotowani. Dokładnie tak, jak dzieje się to z siedmiolatkami teraz.
Z mojego punktu widzenia rok w zerówce jest rokiem zmarnowanym, bo niczego nowego się tam nie nauczy. A pierwsza klasa to jeszcze nie jest kierat, tylko nauczanie początkowe, w którym są bloki tematyczne, jest sporo zabaw, aby dzieci przyzwyczaiły się do szkolnego rygoru, ale jednocześnie nie zostały zniechęcone do nauki na samym początku.
Bardzo możliwe, że duży wpływ na naszą decyzję miał fakt, że sam poszedłem do szkoły jako sześciolatek. Dałem radę, skończyłem studia, mam dobrze płatną pracę i ponad 2m wzrostu. To ostatnie to może akurat niekoniecznie zasługa wcześniejszego pójścia do szkoły, ale wyrósł ze mnie kawał chłopa, w dodatku niegłupiego. Wierzę, że nasz syn także da radę.

Fidel-F2 - 12 kwietnia 2011, 13:28

hrabek, problem nie w nauce ale w rozwoju emocjonalnym i społecznym. Oczywiście nie ma reguły i będą sześciolatki które nadają sie do szkoły i będa siedmiolatki które nie za bardzo sie nadają. Gdy dziecko dorasta zachodzą w mózgu różnorakie zmiany, u jednych torchę wcześniej, u innych trochę później, niemniej potrzebny jest czas by te zmiany zachodziły. Z Mikołaja grupy jeden chłopiec poszedł do szkoły jako sześciolatek. Wydawało sie że był gotowy. Wiem, że niestety zaczęly się problemy, ale nie znam szczegółów bo to z drugiej ręki. Miałem też w podstwówce kolegę który rok wcześniej poszedł do szkoły, zawsze był inny, mial problemy z integracją z resztą klasy. Ogólnie rzecz biorąc podstawówka była dla niego kiepskim czasem (fakt, że był jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym uczniem w klasie). Naturalnie to jednostkowe przypadki i nie można wyciągać nazbyt ogólnych wniosków.
Nieprzygotowany sześciolatek i nieprzygotowany siedmiolatek to zupełnie inna rzecz. Obserwując syna (Ty z pewnością też to widzisz obsrwując swojego) widzę jakie znaczenie mają miesiace a nie lata nawet, jak są zmiany w wielu sprawach. Coś co siedmiolatkowi przyjdzie naturalnie, sześciolatkowi może sprawiać niepotrzebne problemy. Nie wiem czy już podjęliście ostateczną decyzję ale jeśli nie to zastanówcie się jeszcze nad tym dobrze. Co mu to da? Rok wcześniej skończy edukację? I co z tego, czy to takie ważne przy ryzyku problemów emocjonalnych? Czy to może wasze ambicje? Trudno to wszystko na odległości i przypowierzchownej znajomości tematu oceniać ale ja bym zdecydowanie odradzał.

Miria - 12 kwietnia 2011, 14:30

Jest jeszcze kwestia "podwójnego rocznika". Jeśli teraz mało sześciolatków pójdzie do szkoły, to w następnym roku będzie masakra - dwukrotnie więcej pierwszoklasistów. Bardzo tym straszą i ja się tego boję jako nauczycielka. Szkoły się nie rozrosną, klasy mogą być i trzydziestopięcioosobowe, może nauka na zmiany... Już się o tym w szkole mówi. Te nieszczęsne dzieciaki mają małą szansę na tyle uwagi w takich warunkach, ile powinny jej dostać, a przy okazji siedmiolatki też będą miały gorzej, tak mi się wydaje. I ten rocznik będzie szedł sobie przez całą edukację, problemy ciągłe, łącznie z dostaniem się na studia. Gdybym była rodzicem sześciolatka, miałabym poważny zgryz.
merula - 12 kwietnia 2011, 14:44

też się zastanawialiśmy i daliśmy młodemu rok dłuższe dzieciństwo. tego mu już nikt nigdy nie zabierze. a pożyć i pouczyć sie w życiu jeszcze zdąży.

trafił do nas argument, że lepiej, by pobył jednym z lepszych, skoro zdolny, i ewentualnie uczył się innych rzeczy poza szkołą, bo robi to świetnie na samoocenę, niż jakby miał być przeciętny, albo gonić starszych i lepszych.

Navajero - 12 kwietnia 2011, 14:47

Miria napisał/a:
Jest jeszcze kwestia "podwójnego rocznika".

Jest wiele innych kwestii :) Np. czy szkoła podstawowa do której pójdzie sześciolatek jest "samodzielna" czy np. dzieli budynek z gimnazjum. W tym drugim przypadku powstaje masa problemów.

merula - 12 kwietnia 2011, 14:52

Navajero, akurat ten model sprawia najmniej problemów, dzieci nieźle ze sobą koegzystują, a jest to jakby kontynuacja podstawówki i jest mniej problemów z samookreślaniem się nastolatków i budowaniem pozycji w nowej grupie w trakcie największej burzy hormonów.
Navajero - 12 kwietnia 2011, 15:14

To widać mamy odmienne doświadczenia ;)
Miria - 12 kwietnia 2011, 15:16

Navajero napisał/a:
Jest wiele innych kwestii :) Np. czy szkoła podstawowa do której pójdzie sześciolatek jest "samodzielna" czy np. dzieli budynek z gimnazjum. W tym drugim przypadku powstaje masa problemów.

Dlatego decyzja musi być strasznie trudna. Chyba najlepiej przejść się do szkoły, do której ma chodzić dziecko, pogadać z nauczycielami/dyrekcją, obejrzeć klasy, może zajrzeć na jakąś lekcję, może wśród znajomych są rodzice obecnych pierwszaków? Bo niektóre szkoły są na pewno lepiej przygotowane do przyjęcia sześciolatków niż inne, a przygotowanie szkoły jest kluczowe.

hrabek - 12 kwietnia 2011, 15:25

Fidel: właśnie o rozwoju emocjonalnym pisałem. Przeczytaj dokładnie mojego posta. O naukę nie martwię się wcale, wiem, że dam radę. Nie jestem wszechwiedzący, nie mam pojęcia, czy robimy dobrze, wierzę, że tak.
On jest chętny do poznawania nowych rzeczy, chce zgłębiać wiedzę i mam wrażenie, że w zerówce tylko się zniechęci. Trafi do dzieci, które nie potrafią czytać, pisać, liczyć i będzie od zera "poznawał literki". Albo i nie, bo słyszałem, że takie rzeczy i tak dopiero w pierwszej klasie. O wiele bardziej boję się tego, że w zerówce zniechęci się do nauki, bo wszystko będzie za proste, a trzeba będzie równać poziom do tych mniej nauczonych, niż do tego, czy da sobie radę w podstawówce. I masz rację, że tu liczą się miesiące. Gdyby urodził się w lutym, jak ja, to bym w ogóle nawet nie pisał na ten temat, bo miałbym 100% pewności, że da sobie radę. Ale on jest z końca października, więc jest 9 miesięcy różnicy między nim, a mną w jego wieku, stąd moje obawy, czy da sobie radę. Z kolei widzę jak zachowuje się on i dzieci od niego o pół roku i więcej starsze i ogarnia mnie wewnętrzny spokój, że nie ma się co martwić. Oczywiście na początku czeka nas dużo pracy, żeby go ciągle angażować i pomagać mu w przypadku problemów. Mam nadzieję, że damy radę ;)
Kolejnym aspektem jest to, że on o wiele lepiej czuje się w grupie starszych od siebie. Pasuje mu to i wiele się wtedy uczy. Gdy w przedszkolu odeszły dzieci starsze i został tylko jego rocznik, to mój syn został w zasadzie hersztem bandy i o ile zabawowo czuje się świetnie, to praktycznie niczego nowego się od tamtego czasu nie nauczył (poza kilkoma przekleństwami i oryginalnymi zwrotami, które wypowiadane przez sześciolatka potrafią doprowadzić do łez ze śmiechu). Emocjonalnie też przystopował (jestem w stanie rozróżnić zachowania wyniesione z przedszkola od tych, które wpajamy mu w domu i przez ostatni rok rozwija się praktycznie tylko w domu). Oczywiście nie da się zwalić tego tylko na jego kolegów, samo przedszkole jest do bani i cieszę się, że już będzie z nim koniec. Dlatego też wolę, żeby poszedł teraz z siedmiolatkami do szkoły, niż za rok ze swoim rocznikiem.
Nie mogę z całym przekonaniem powiedzieć, że odsunęliśmy na bok własne ambicje, bo być może gdzieś w podświadomości ta myśl cały czas siedzi, ale naprawdę najbardziej chodzi mi o to, żeby nie tracić roku. Zerówka jest tak naprawdę poczekalnią przed szkołą, dzieciaki praktycznie niczego się tam nie uczą, a program w większości pokrywa się z tym, co jest w pierwszej klasie. Bez sensu przerabiać 2x to samo.

Miria: Nie chodzi nawet o tłok w podstawówkach, ale później będzie 2x więcej kandydatów na miejsce w gimnazjum, 2x więcej w liceum i 2x więcej na studia. Moim zdaniem to ma o wiele większe znaczenie niż przeludnienie w podstawówkach. Za rok pierwszaki będą miały o wiele gorzej na każdym kroku od samego początku, praktycznie do początku studiów (bo mam nadzieję, że jak już się dostaną na wymarzone studia, to już będą w stanie je skończyć w terminie, a wtedy liczba pozostałych kandydatów na wejściu nie będzie miała znaczenia).

merula: co to znaczy dłuższe dzieciństwo? Przecież ja mu nic nie zabieram. I tak będzie chodził do szkoły i tak. Tylko pójdzie do innej sali i będzie robił co innego. A później wróci do domu i dalej będzie grał z ojcem na playstation, albo spotykał się z kolegami. Ja bez zerówki absolutnie nie czuję się ograbiony z roku dzieciństwa i na żadnym etapie nauki nie czułem, że poszedłem zbyt wcześnie do szkoły i nie daję sobie rady z tego powodu. A za najlepszy okres uważam studia, bo wtedy człowiek jest dorosły i świadomy swojej wartości i tego, co chce osiągnąć, otacza się grupą ludzi o podobnych zainteresowaniach, a nie tylko z tego samego rejonu i wtedy spędza najlepszy czas. Można więc powiedzieć, że chcę, aby mój syn jak najszybciej doszedł do tego etapu i cieszył się pełnią studenckiego życia :)

Navajero - 12 kwietnia 2011, 15:30

Miria napisał/a:
Bo niektóre szkoły są na pewno lepiej przygotowane do przyjęcia sześciolatków niż inne, a przygotowanie szkoły jest kluczowe.

Yesss... :)

hrabek - 12 kwietnia 2011, 15:30

Miria napisał/a:
Dlatego decyzja musi być strasznie trudna. Chyba najlepiej przejść się do szkoły, do której ma chodzić dziecko, pogadać z nauczycielami/dyrekcją, obejrzeć klasy, może zajrzeć na jakąś lekcję, może wśród znajomych są rodzice obecnych pierwszaków? Bo niektóre szkoły są na pewno lepiej przygotowane do przyjęcia sześciolatków niż inne, a przygotowanie szkoły jest kluczowe.


Jednym z kluczowych punktów przy podejmowaniu decyzji było właśnie porozmawianie z nauczycielami. I co? I nic. Bo byliśmy w trzech szkołach, rozmawialiśmy w każdej z kilkoma nauczycielami i podział między tymi, którzy preferują sześciolatków w szkołach i tych, którzy się przed nimi wzbraniają, jest praktycznie 50-50. Koniec końców, powtórzyli tylko nasze własne argumenty za i przeciw, nie przeważając na żadną ze stron. A wszystko sprowadza się do tego, jakie konkretnie podejście ma do sześciolatków przyszła wychowawczyni naszego syna. Ale na tym etapie nie da się tego ustalić, bo szkoła sama jeszcze nie wie ile dzieci będzie musiała przyjąć, a co za tym idzie ile będzie klas pierwszych, więc ilu wychowawców będzie potrzebnych. A i wśród wychowawców pierwszaków można trafić tak i tak. Aczkolwiek przecież wychowawczyni przeciwna sześciolatkom w szkole nie będzie się mścić na moim synu za naszą decyzję i będzie go traktować jak każdego innego ucznia.

Miria - 12 kwietnia 2011, 15:41

hrabek napisał/a:
Za rok pierwszaki będą miały o wiele gorzej na każdym kroku od samego początku, praktycznie do początku studiów

Toż o tym pisałam :wink:
Co do oglądania szkoły, to chodziło mi bardziej o praktyczne przystosowanie, bo teorie nauczycieli to jedno, a jak wygląda nauka to drugie. Nowa podstawa programowa została dopasowana do młodszych dzieci (o tym, jak ona wygląda, dyskutować teraz nie będę, bo to temat rzeka), kwestia tego, jak nauczyciele organizują zajęcia. Obawiam się, że Ci starszej daty zwłaszcza będą mieli kłopot z sześciolatkami. Mnie w tym roku pierwsze klasy ominęły, ale koleżanki mówią, że już inaczej się pracuje, takie maluchy np. zasypiają na lekcjach, nie są w stanie usiedzieć w miejscu, wiadomo... I tak źle i tak niedobrze, niby wyrównujemy do Zachodu, ale np. w Anglii najmłodsze dzieci uczą się w kilkuosobowych grupkach i mają dwóch nauczycieli, tak przynajmniej było w szkołach, które widziałam - zupełnie inaczej to wygląda niż w polskiej szkole, niestety.

merula - 12 kwietnia 2011, 15:58

jest jeszcze taka kwestia, że w szkole, do której chodzą moje dzieci, zerówki mają zawsze na rano, natomiast od pierwszej klasy zaczyna się nauka na zmiany. około 16 sześciolatek już nie przyswaja nic.
Godzilla - 12 kwietnia 2011, 17:07

Potwór Młodszy zdawał egzaminy do szkoły muzycznej. Chciałam spróbować. Nauczyciele byli dość przerażeni wizją sześciolatków w tej szkole, z jej dodatkowymi obowiązkami, i wyszło tak jak uprzedzały panie rytmiczki, że przyjmowali z zasady siedmiolatki (zdawały oba roczniki). Potwór nie przedostał się przez sito, i może dobrze. Pochodzi może do zerówki przy zwykłej szkole, spróbujemy za rok. To będzie trochę większe i cierpliwsze dziecko.
Sauron - 12 kwietnia 2011, 17:11

merula napisał/a:
około 16 sześciolatek już nie przyswaja nic.

szesnastolatek też :twisted:

merula - 12 kwietnia 2011, 17:18

ja na to patrzę jeszcze z tej strony. czasem lepiej, żeby ważne życiowe decyzje podejmował człowiek o rok dojrzalszy.
Kasiek - 12 kwietnia 2011, 17:22

Nie zapomnę, że dla mnie pod względem nauki, zerówka to był horror. Ja już płynnie czytałam, a tu znów wkuwanie literek, czyli nuda. Za to pod innymi względami, czyli budowania relacji, nauki pewnego rygoru (wstawania, ale nie do nauki, tylko zabawy głównie), to było coś fajnego. I nie zamieniłabym tego na pierwszą klasę. W podstawówce miałam dwie dziewczyny rok młodsze od nas, były swietne w nauce, ale z ludźmi dogadywały się gorzej. W liceum była też dziewczyna urodzona 1 stycznia (autentyk, o 1 w nocy :D ) i druga, urodzona 27 grudnia. I niby w liceum ta różnica jest już mniej widoczna, ale jaka jest przy 6-7 latach? Przecież to cały rok różnicy, jedna uczyła się chodzić i mówić, podczas kiedy druga uczyła się sikać w pieluchę. Ja już nie będę mieć wyboru, ale będę się starać oddać dziecko do szkoły tak późno, jak sie tylko da. Tak jak pisała merula, napracować i zauczyć na śmierć zawsze się zdąży, a dzieciństwo i lata swobody i nauki świata poprzez rodziców, rodzinę i samego siebie, zawsze się przydadza.
Fidel-F2 - 12 kwietnia 2011, 21:32

hrabek, Mikołaj też jest z końca roku, z listopada, (ja z grudnia i jak widzisz też mam pewien problem z relacjami :wink: ), i z tego powodu wcześniejsza szkoła nie wchodziła w grę. Znalazłby się w klasie w której przynajmniej część kolegów była by starsza od niego niemal dwa lata.

hrabek napisał/a:
ale naprawdę najbardziej chodzi mi o to, żeby nie tracić roku. Zerówka jest tak naprawdę poczekalnią przed szkołą, dzieciaki praktycznie niczego się tam nie uczą, a program w większości pokrywa się z tym, co jest w pierwszej klasie. Bez sensu przerabiać 2x to samo.
IMHO, to ma marginalne znaczenie, rozwój emocjonalny jest wielokrotnie bardziej istotny.

Wiem, że zauważasz problem rozwoju emocjonalnego. Moim zdaniem to aspekt najbardziej istotny i dlatego się wypowiedziałem.

Żerań - 27 czerwca 2011, 18:47

Witamy w XXI wieku. Płci mówimy nie.

Gdzie są granice absurdu?

Kai - 27 czerwca 2011, 18:51

Szwedzi zawsze byli epokę do przodu. Za moich czasów zgrozę budziła obecność ciężarnych uczennic w szwedzkich szkołach, teraz to już chyba nie jest aż taki problem? Za 30 lat być może uznamy, że to niezły pomysł.

Dla mnie debilny, ale ja już starej daty jestem.

Godzilla - 27 czerwca 2011, 18:55

Żerań, niech się perskiego nauczą. W perskim nie ma rodzajów gramatycznych, nawet nie ma osobnych słów na "on - ona". Iran przodownikiem postępu!
Żerań - 27 czerwca 2011, 19:37

Cóż, SF już to przerabiała...

Żeby jeszcze niektórych dobić, wrzucę drugiego ciekawego linka: Matrix już w Polsce. Świat zwariował.

O, Newsweek też coś ciekawego wrzucił.

czterdziescidwa - 27 czerwca 2011, 21:05

Żereń, wklejasz dwa linki, z których pierwszy do przedruk z australijskiego serwisu plotkowego, zamieszczony w polskim serwisie plotkowym, na temat jakiegoś jednego przedszkola w Szwecji, a drugi to tekst o jakimś jednym prywatnym żłobku, w którym zamontowali kamery. Na podstawie tego wyciągasz wnioski o kondycji ludzkości w XXI wieku, że niby osiągamy granicę absurdu i wszystko okraszasz linkiem do tekstu o nastolatkach sprzedających swoje gołe zdjęcia.

Masz wielkie szanse zostać wpływowym prawicowym publicystą :P

Żerań - 27 czerwca 2011, 21:09

Ja, prawicowym publicystą? Boże, uchowaj.

Serwisy może plotkarskie, ale jak się zbierze całość do kupy (a to nie są jedyne "eksperymenty"), to wyłania się nieciekawy obraz. SF przerabiała już apłciowe/post-płciowe społeczeństwa i nie zawsze wychodziło to ludzkości na dobre. Nowomowie mówimy po prostu zdecydowane nie. W każdym wypadku.

czterdziescidwa - 27 czerwca 2011, 21:20

No tak, ale to co linkujesz to ni są żadne "symptomy" tylko sensacje z plotkarskich serwisów. Zawsze znajdziesz jakieś przedszkole w którym zainstalowali kamery, albo na każde śniadanie podają hamburgera, albo każą dzieciom modlić się przed podwieczorkiem.
W internecie możesz wygoglować argumenty na potwierdzenie każdej tezy, możesz znaleźć dziesiątki potwierdzających przypadków. Potem zbierasz do kupy i masz jakąś teorię Helową.
Bezpłciowym językiem straszą nas już chyba kilkadziesiąt lat. I poza naprawdę problematycznymi przypadkami, jak np. określanie zawodów które kiedyś były dostępne tylko dla mężczyzn, tej bezpłciowości ni widać.

Inna sprawa, że przedszkole z kamerami nie ma nic wspólnego z bezpłciowością. Tym bardziej dziecięco porno.

eLAN - 28 czerwca 2011, 14:34

A co powiecie na problem... finansowania?
Jeśli rodzicieli stać na zafundowanie czegoś, to powinni to zafundować, czy raczej wyslać potomka do pracy, niech sam sobie na fanaberie zarobi :P ?

Kai - 28 czerwca 2011, 21:58

eLAN, u mnie jest tak.
Młody zarabia występami. Co sobie zarobi, to jego. Ja wrzucam mu na konto kawałki, których nie będę w stanie pobrać z bankomatu czy zużyć. Czasami to on zasila mnie. Ale grubsze zakupy finansujemy wspólnie, czasem na zasadzie poświęceń "słuchaj, nie dostaniesz wiele pod choinkę, bo ten kontroler trochę kosztuje", czasem się dzielimy.
W moim przypadku muzyka to nie fanaberia, tylko autentyczne powołanie i dlatego chętnie się dołożę do wszystkiego, co niezbędne. W zamian mam pewność, że jeśli wpadnie coś za koncert, nie zostanie to przepite, tylko może wspomóc mnie "przed pierwszym", jeśli naprawdę źle się poukładało. Nie należy fundować z definicji, jeśli dzieciak sam może zarobić. To dla niego fantastyczne przeżycie, mieć własną, zarobioną kasę. Fundowanie zabija tę radość.

Zresztą... zależy od dziecka i wychowania.

Rafał - 29 czerwca 2011, 09:51

A co powiecie na problem z seksem? :lol:

O ile dla 14-latka jeszcze są "koleżanki", nie "dziewczyny" choć się spotykają, to 12-latka jest strasznie zainteresowana. Nie mam pojęcia o czym gadają sobie takie kumpelki, ale padło pytanie, po którym szczęka opadła na podłogę, typu "czy od 16 lat można już stosować prezerwatywę?". Nie dalej jak parę dni temu przyłapała nas w niedwuznacznej sytuacji, my pełna konsternacja - nie wiadomo co robić, a ta jak nie wybuchnie śmiechem, dobre 15 minut pękała ze śmiechu. Cholera, co to może znaczyć? :shock:

Może robimy coś nie tak? :wink:

Tejar - 29 czerwca 2011, 10:22

Rafał napisał/a:
Nie dalej jak parę dni temu przyłapała nas w niedwuznacznej sytuacji, my pełna konsternacja - nie wiadomo co robić, a ta jak nie wybuchnie śmiechem, dobre 15 minut pękała ze śmiechu. Cholera, co to może znaczyć? :shock:

Może robimy coś nie tak? :wink:

Bardziej doświadczona jest, ani chybi.

Rafał - 29 czerwca 2011, 10:36

Tejar, a tfu, zgiń, przepadnij :twisted:
Agi - 12 lipca 2011, 10:56


Eksplozja radości - Eryk na huśtawce. :D

Godzilla - 12 lipca 2011, 11:03

Agi, świetny!
nimfa bagienna - 12 lipca 2011, 11:07

eLAN napisał/a:
A co powiecie na problem... finansowania?
Jeśli rodzicieli stać na zafundowanie czegoś, to powinni to zafundować, czy raczej wyslać potomka do pracy, niech sam sobie na fanaberie zarobi :P ?

Po mojemu to drugie.
Pewnie, można wiecznie dawać, ale wtedy istnieje zagrożenie, że ani się rodzic obejrzy, a będzie miał w domu trzydziestoletniego sweet dzidziusia, który co i rusz będzie wyciągał rękę i wrzeszczał "daj!".

Navajero - 12 lipca 2011, 11:23

Popieram przedpiścę, aczkolwiek nie mam nic przeciwko odosobnionym aktom rodzicielskiej wspaniałomyślności :)
merula - 12 lipca 2011, 11:26

eLAN napisał/a:
Jeśli rodzicieli stać na zafundowanie czegoś, to powinni to zafundować, czy raczej wyslać potomka do pracy, niech sam sobie na fanaberie zarobi


a gdzie jest powiedziane, że należy sponsorować potomka po kres możliwości finansowych i że to co moje, to jego? przecież nawet prawo spadkowe mówi, że mam prawo nie oddać potomkowi całego swojego majątku.

ja uważam, że nawet dziecko nieduże, na miarę swoich możliwości, na pewne rzeczy powinno zapracować. choćby myjąc rodzicom samochód, czy kosząc trawę.

Agi, młody boski :D

ed: Navajero właśnie o to chodzi, chcę, to mogę obdarować, ale nie mam takiego przymusu.

dalambert - 12 lipca 2011, 11:27

nimfa bagienna, + 1 , czyl świete słowa, oraz uwaga "słodki dzidziuś" w wieku 30 lat to nie tylko wrzeszczeć , ale i przylać może jak mamusia cukiereczka nie da :evil:
nimfa bagienna - 12 lipca 2011, 13:47

Aś tam, od razu przylać. Ale mały szantażyk emocjonalny może zadziałać bez pudła. :mrgreen:
Kai - 12 lipca 2011, 16:49

merula napisał/a:
na pewne rzeczy powinno zapracować. choćby myjąc rodzicom samochód, czy kosząc trawę.

Akurat tego nie popieram, płacenie dziecku za czynności domowe, nawet nie całkiem wchodzące w zakres jego obowiązków wg mnie nie jest dobrą metodą wychowawczą, bo szybko zacznie targować się o kolejne. Natomiast bez wątpienia warto nauczyć, że "dziękuję" też czasem jest zadowalającą nagrodą.

merula - 12 lipca 2011, 16:55

Kai, za normalne prace domowe niekoniecznie mu sie coś należy, ale takie mycie samochodu, które oszczędza kasę na myjnię, już można potraktować jak swego rodzaju pracę.

a jak dorośnie, należy promować inne drobne prace zarobkowe. niech się przyzwyczaja, że samo nic w życiu nie przychodzi. i że w pewnym momencie już potrzeby rodziców zaczynają być ważniejsze, niż potrzeby dzieci.

Kai - 12 lipca 2011, 17:21

W pewnym wieku dzieci same na to wpadają, że praca zarobkowa to też i przyjemność. Grunt to wtedy im nie powiedzieć "jak możesz, co z nas dziadów robisz?". Z drugiej strony dobrze, żeby wiedziały, że rodzice też mają swoje potrzeby, na każdym etapie ich życia, żeby je informować, że ilość pieniędzy w domu ma swoje granice itp. I nie, za rodzinny samochód nie, ale jeśli np pomaga Ci w pracy (jakiejkolwiek) zarobkowej, to koniecznie :)

Kiedy byłam się ostrzyc, 10 letni na oko syn mojej fryzjerki bardzo starannie zamiatał, przynosił napoje, gazety itp. Może mamusia mu coś za pomoc dała, może nie, ale ode mnie "napiwek" dostał :D

Mój całe zeszłe lato grał z kolegami w przejściu podziemnym, a że ładnie grali, to i mieli na swoje potrzeby :) Może to nie aż taka praca, ale zawsze coś. Starałam się to potraktować z humorem, choć byłam trochę zła, ale byli tacy szczęśliwi, że się podobali.

Godzilla - 12 lipca 2011, 17:32

Kai, jak jeszcze pracowałam na Starym Mieście, nieraz widziałam dzieciaki ze szkoły muzycznej (wiek - gdzieś tak liceum), jak stały i grały, żeby zebrać na wakacje. To było fajne, tym bardziej że grać naprawdę umieli nieźle.
Kai - 12 lipca 2011, 17:35

Godzilla, ważne, że nie nikt nie miał ochoty zapłacić, żeby przestali grać, tak jak to jest nieraz. :lol:

Teraz też występują w klubach i na imprezach - kasy niewiele, ale za studio się zwraca. Dobre i to.

Żerań - 13 lipca 2011, 11:27

W sumie to powinno iść do ciszy wyborczej, ale tam się toczy tak piękna dyskusja o feminizmie, że nie chcę jej przerywać (choć może powinienem, bo wniosek złożyła dziewczyna;P), więc trafia tutaj. Do wychowania; wszak mówicie dużo o zaradności i wychowaniu. A szkoła, jak w Polsce powszechnie wiadomo, ma wychowywać w duchu prawnej i obywatelskiej świadomości.

więc wychowała. I co wy na to? Pal licho pretekst, chociaż dziewczynę w 100% popieram, bo sam dostałem z wypracowania 60% na rozszerzonym, a dzisiaj piszę opowiadania, ale to kolejny przypadek, kiedy "dzieciarnia" walczy o swoje. I tak trzeba.:)

nimfa bagienna - 13 lipca 2011, 11:38

A ja uważam, że zachowuje się jak roszczeniowo nastawiona dzidzia, która chce dostać za darmo coś, na co nie zapracowała.
Ilt - 13 lipca 2011, 11:57

Jakimi przesłankami kierowałaś się dochodząc do wniosku, że nie zapracowała?
nimfa bagienna - 13 lipca 2011, 12:02

Odpowiedz sobie na proste pytanie - jak jej poszło na polskim?

e. Kocham obecny trend: za moją porażkę winien jest system, Pan Bozia, kuratorium, gópi nauczyciele, program do bani, układ gwiazd i zawartość tlenu w atmosferze. Tylko nie ja. Na pewno nie ja. :mrgreen:

Navajero - 13 lipca 2011, 12:11

Ona chce tylko prawa do ponownej oceny pracy. Generalnie to przecież norma. Jeśli nauczyciel w podstawówce, gimnazjum czy ogólniaku wystawi uczniowi ocenę z którą ten się nie zgadza, uczeń może zażyczyć sobie egzaminu komisyjnego sprawdzającego jego wiedzę. Co w tym dziwnego? Dlaczego nie ma podobnej możliwości z egzaminami maturalnymi? Z tego co wiem, to właśnie tam sprawdzający popełniają najwięcej błędów. W zasadzie co roku prasa donosi, że jakieś pytania maturalne były źle skonstruowane, zadania miały błędne rozwiązania itp. Mam znajomych pracujących jako egzaminatorzy ( sprawdzają prace maturalne), niemal co roku ci ludzie narzekają, że w trakcie sprawdzania wychodzą niedociagnięcia i często miejscowe kuratorium czy Warszawa kilkakrotnie zmieniają zdanie co do oceny/ interpretacji danego zadania. Inna sprawa, że sprawdzanie wypracowań wg tzw. "klucza" to idiotyzm najwyższej próby, wykluczający jakąkolwiek indywidualną - niechby i genialną - interpretację, bo jeśli maturzysta nie wstrzelił się w klucz - przegrywa z kretesem. To wymysł ograniczonych intelektualnie urzędasów którzy nie muszą natężać ( i tak nietęgich) mózgownic i sprawdzają prace wg klucz/ ściągi, z góry wiedząc jak powinien daną rzecz interpretować piszący.
nimfa bagienna - 13 lipca 2011, 12:14

To jakim cudem tyle osób tę maturę w ogóle zdało? Bo niezdający to chyba jednak wyjątki są...
Zaraz się zacznie rozmowa o tym, jak gópi i brzydki system tłamsi wrodzoną inteligencję wrażliwych dzieciaczków... więc chyba z dalszego ciągu rozmowy zrezygnuję. :mrgreen:

merula - 13 lipca 2011, 12:24

jak uważa, ze ocena jej nie satysfakcjonuje, ma poprawkę w sierpniu. :wink:


nie wiem, jak się do tego ustosunkować, bo po pierwsze, jakoś inni sobie radzą, po drugie, z braku egzaminów, rekrutacja przeciągała by się do września, po trzecie, kto miałby to robić. swego czasu, dzięki egzaminom na studia, kiepska ocena z matury nie była dramatem, bo wiedzę weryfikował egzamin. a od niego też nie można się było odwoływać.

Navajero - 13 lipca 2011, 12:29

nimfa bagienna napisał/a:
To jakim cudem tyle osób tę maturę w ogóle zdało? Bo niezdający to chyba jednak wyjątki są...

Prawda, choć z każdym rokiem procent tych co nie zdali rośnie. Ale nie w tym rzecz, dlaczego tylko matury mają być wyłączone z systemu kontroli? Przecież ich wyniki są dużo ważniejsze niż ocena semestralna czy roczna, gdzie taka możliwość istnieje?
nimfa bagienna napisał/a:
Zaraz się zacznie rozmowa o tym, jak gópi i brzydki system tłamsi wrodzoną inteligencję wrażliwych dzieciaczków... więc chyba z dalszego ciągu rozmowy zrezygnuję. :mrgreen:

Nie, ja to tylko tak, mimochodem ;P: Nb. Ciebie by nie wk..wiło, gdyby "specjaliści" od kluczy i innych takich narzucaliby Ci co masz myśleć o konkretnym wierszu? Na zasadzie jedynej słusznej interpretacji przy założeniu, że "oporni" będą" karani obniżeniem ocen? IMO to system promujący miernoty. I mnie na przykład to wk..wia. Ale nie będę już tego tematu kontynuował :)

Edit Poprawka to nie to samo. Bo po pisemnej maturze zostaje ślad, arkusz będący dowodem umiejętności i wiedzy ucznia. Dlaczego nie sprawdzić go jeszcze raz jeśli powstają jakieś wątpliwości? Komu to przeszkadza? Dla eksperta sprawdzenie takiego arkusza to 15 minut, tym bardziej wg klucza. Tu nie ma możliwości odmiennej interpretacji, albo uczeń trafił w klucz, albo nie. Jeśli panienka skłamała, sprawa wyjaśni się w ciągu kwadransa, ale jeśli nie, dlaczego nie naprawić pomyłki?

merula - 13 lipca 2011, 12:34

ale podobnie jest z egzaminami na prawo jazdy. poddajesz się interpretacji jedyniesłusznej i zerojedynkowej egzaminatora, kiedy w realu sytuacje często są znacznie bardziej skomplikowane i niejednoznaczne. ale na egzaminie jeździsz "po szkolnemu" i już.
nimfa bagienna - 13 lipca 2011, 12:34

Navajerito, mnie i owszem, narzucali, co mam myśleć o wierszu, informując mnie, "co poeta chciał przez to powiedzieć". Ale ja to stary zgred jestem, trwający w mylnym błędzie, że jeśli się uczysz, to się nauczysz i zdasz. Gdzie mi tam do przedstawicieli nowej generacji, którzy chcą zdać dzięki pisaniu listów protestacyjnych i robieniu hałasu wokół swojej osoby.
Ja mam tylko jedno pytane: kto to będzie sprawdzał, kto za to sprawdzanie zapłaci, i jak ma się ewentualna rewizja wyników do tych wszystkich, którzy uczciwie zdali.

merula - 13 lipca 2011, 12:36

tak, tylko jak tych panienek i paniczów będzie szło w tysiące, to już nie jest 15 minut i żaden problem.
nimfa bagienna - 13 lipca 2011, 12:38

Otóż to właśnie. I znowu: kto to ma zrobić, skąd na to czas i skąd na to pieniądze dla sprawdzających.
Navajero - 13 lipca 2011, 12:42

nimfa bagienna napisał/a:
Ja mam tylko jedno pytane: kto to będzie sprawdzał, kto za to sprawdzanie zapłaci, i jak ma się ewentualna rewizja wyników do tych wszystkich, którzy uczciwie zdali.

To tylko technikalia. Da się to zrealizować. Ja po prostu wiem co za intelektualiści pracują w kuratoriach i mam świadomość, jak ważne jest kontrolowanie pracy tych ludzi. I co się dzieje jak takiej kontroli nie ma... A co do uczciwości, to wiesz Nimfella - czasem protestujący mają rację :)

nimfa bagienna - 13 lipca 2011, 12:46

I wiesz także, jacy intelektualiści siedzą w szkolnych ławkach. I jak głośno potrafią wrzeszczeć, jeśli coś idzie nie po ich myśli - to też wiesz. ;P: Oj, jak ty to dobrze wiesz. ;P:
Alatar - 13 lipca 2011, 12:53

Klucz odpowiedzi to wynik standaryzacji, ujednolicenia. Dla części to pewnie żadne usprawiedliwienie, ale ułatwia to i przyspiesza sprawdzanie oraz ocenianie, teoretycznie wyeliminowuje w pewnym stopniu subiektywną ocenę sprawdzającego (coś jak z opowiadaniami/powieściami - jednym mogą się spodobać, innym wprost przeciwnie).

A w kwestii odwoływania się od wyników, to powinno być coś takiego, np. do komisji przedmiotowej czy coś takiego, ale powinien być też mechanizm zabezpieczający przed zbyt nadmiernym korzystaniem z tej możliwości (by większość uczniów nie korzystała z tej drogi tylko dlatego, że nie podoba im się jak wypadli).

Navajero - 13 lipca 2011, 12:53

nimfa bagienna napisał/a:
I wiesz także, jacy intelektualiści siedzą w szkolnych ławkach. I jak głośno potrafią wrzeszczeć, jeśli coś idzie nie po ich myśli - to też wiesz. ;P:

Tak, wiem :) Tylko, że odkąd wszedł przepis, żeby przechowywać przez rok ( dawniej oddawano uczniom) wszystkie pisemne prace ucznów, skończyły się protesty dotyczące wystawianych z tychże prac ocen. Bo każdy, kto otworzy ryjek ma świadomość, że nauczyciel może pokazać rodzicom takową pracę i zademonstrować jakim mistrzem intelektu jest protestujący. W przypadku pisemnych matur schemat jest podobny. A pieniądze i czas to naprawdę nie problem: kuratoria i tak marnotrawią jedno i drugie z niedoścignionym mistrzostwem :mrgreen:

nimfa bagienna - 13 lipca 2011, 12:55

W języku dyplomacji używa się takiej frazy: "Obie strony poinformowały się o swoich poglądach i rozstały się w przyjacielskiej atmosferze."
8)

Navajero - 13 lipca 2011, 13:20

No jakżeby inaczej :)
Kai - 13 lipca 2011, 13:47

Alatar napisał/a:
ułatwia to i przyspiesza sprawdzanie oraz ocenianie, teoretycznie wyeliminowuje w pewnym stopniu subiektywną ocenę sprawdzającego

A czy przypadkiem matura nie jest zwana inaczej egzaminem dojrzałości? Wydawałoby się, że powinna promować samodzielne, twórcze myślenie i własne interpretacje. :lol: No, chyba, że sprawdzającym nie wystarczy hartu ducha na to, aby się z takimi samodzielnymi myślicielami zmierzyć.

Matrim - 13 lipca 2011, 14:18

Kai napisał/a:
A czy przypadkiem matura nie jest zwana inaczej egzaminem dojrzałości?

No właśnie już nie :) Od 2005 roku istnieje egzamin maturalny. Egzamin dojrzałości skończył się wtedy.

Ilt - 13 lipca 2011, 14:19

nimfa bagienna napisał/a:
Ja mam tylko jedno pytane: kto to będzie sprawdzał, kto za to sprawdzanie zapłaci

Z pieniędzy przeznaczonych na poprawkę ci sami ludzie, którzy mieliby poprawę matury sprawdzać.
I już mnie tu nie ma.

nimfa bagienna - 13 lipca 2011, 14:43

Znaczy - zapłacą podatnicy. Dziękuję, rozumiem.
Ilt - 13 lipca 2011, 15:28

A za matury poprawkowe to nie płacą podatnicy? I to dużo więcej niż to 10 czy 12 złotych na zapłacenie egzaminatorowi za ponowne sprawdzenie matury?
nimfa bagienna - 13 lipca 2011, 15:53

Oczywiście że płacą podatnicy. Będą zachwyceni, że poniosą dodatkowe koszta za dodatkowe sprawdzenie prac maturalnych. Ich zachwyt spotęguje narastająca świadomość, że pomagają przedstawicielom niezrozumianej młodzieży w walce z systemem, który ich utrąca.
Ja na przykład już jestem zachwycona. :mrgreen:
I w zachwycie oddalam się na plażę razem z Sośniakiem i Rafałem. :idea: :wink:

Ilt - 13 lipca 2011, 16:05

A, rozumiem już czemu się nie zgadzamy w kwestii finansowej. Uważasz, że każdy maturzysta na dzień dobry złoży podanie o ponowne sprawdzenie matury, a z kolei ja sądzę, że będą to przypadki odosobnione - i jeśli okaże się, że rzeczywiście matura została błędnie oceniona to maturzysta nie przystąpi do egzaminu w terminie poprawkowym (co, teoretycznie, jest jakąś oszczędnością).

Miłego plażowania. :)

nimfa bagienna - 13 lipca 2011, 16:07

Podziwiam tok rozumowania. Ten mi przypisywany. Tydzień bym siedziała, a czegoś podobnego bym nie wymyśliła.
<jużmnietuniema>

Ilt - 13 lipca 2011, 18:12

nimfa bagienna napisał/a:
Podziwiam tok rozumowania. Ten mi przypisywany. Tydzień bym siedziała, a czegoś podobnego bym nie wymyśliła.

W takim wypadku nie wiem w jaki sposób podatnicy mają ponieść dodatkowe koszty. Maturzystka z artykułu sprawdziła swoje wypracowanie maturalne z kluczem, znalazła wszystkie jego elementy w wypracowaniu. Zatem - zapewne podejdzie do egzaminu w terminie poprawkowym. Koszt (ponoszony przez podatnika) matury w terminie poprawkowym jest wyższy niż koszt ponownego sprawdzenia matury już napisanej.

Więcej > mniej :P

Już przestaję truć/marudzić/rozmawiać/nie zgadzać się/dziwić, skubanie słonecznika jest bardziej produktywne. ;)

Kai - 13 lipca 2011, 20:01

Ilt napisał/a:
Uważasz, że każdy maturzysta na dzień dobry złoży podanie o ponowne sprawdzenie matury

Zapewniam Cię, że sporo ludzi tak zrobi, licząc na fuksa.

Kiedy tak patrzę, jak towarzystwo cwaniaczy (mam dziecko w liceum, więc jakby z pierwszej ręki) to widzę, że nawet ściągi odeszły w niepamięć. Teraz się protestuje.

czterdziescidwa - 10 października 2011, 20:25

Chyba tutaj ten link się nadaje najbardziej: Co myślą dzieci?

http://www.ted.com/talks/...bies_think.html

sympatyczny eksperyment z "włączaniem pudełek" ;)

hijo - 10 października 2011, 21:17

czterdziescidwa, przesympatyczne:) Poza tym bardzo ciekaw jak mi to teraz pomoże nauczyć stwora korzystać z nocnika :D
Rafał - 2 listopada 2011, 07:43

Rewelacyjną piosenkę dziecko z przedszkola przyniosło:

Jam jest żabka, tyś jest żabka,
my nie mamy nic takiego:
Jedna łapka, druga łapka,
skrzydełka żadnego
Uła kła kła, uła kła kła,
skrzydełka żadnego

Jam jest ufok, Tyś jest ufok,
my nie mamy nic takiego.
Jeno czułki, jeno czułki,
i coś zielonego.
Uła uła kła kła, uła kła kła,
i coś zielonego.

Jam jest wariat, Tyś jest wariat,
My nie mamy nic takiego.
Jeno szajba, jeno szajba,
rozumu żadnego.
Uła kła kła, uła kła kła,
rozumu żadnego.

Kurczę, a za moich czasów to nic tylko jagódki i jagódki :twisted:

Dodatkowo do kolekcji przybył jakiś wyjątkowy szczep przedszkolny wirusa. Po tygodniu wylęgania ładuje w ciągu 5 minut ponad 38 stopni gorączki, trzyma przez 12 h, spada do 35,2 i pomału wyrównuje. Oprócz gorączki żadnych objawów, właśnie odżywam, aaaaaa.

Godzilla - 2 listopada 2011, 10:02

Rafał, czy mam spisać słowa kolejnych przebojów dzieciaczków ze szkoły muzycznej? Trochę tego było, śpiewać dranie umieją... Na przykład tak:

Wlazł kotek na płotek,
I walnął go młotek,
Siekierka dobiła
I kotka zabiła :twisted:

Rafał - 2 listopada 2011, 10:38

:mrgreen: :bravo cudne!

Moja ma 3 latka, strach się bać co będzie śpiewała za kolejne 3 :roll:

Pucek - 2 listopada 2011, 10:39

Chcecie trochę prehistorii w temacie? Co prawda nie przedszkole, tylko kolonie ( wczesna podstawówka):
Pytał mamę raz Januszek
- mamo co to za placuszek
- To nasz tatuś ukochany
przez autobus rozjechany

Zwrotek było duuuuużooo. Jakby co - służę, zeszyt mi się uchował ;P:

Godzilla - 2 listopada 2011, 10:41

Jeden wierszyk przywiozłam zza oceanu:

Little birdie in the sky,
Why did you do that in my eye?
Good thing elephants don't fly,
Little birdie in the sky!

merula - 2 listopada 2011, 11:10

A menu przedszkolno kolonijne?
Zupa z trupa, kości grzane, rzygowiną polewane, a na deser pół słoika, bitej flegmy od gruźlika?

hijo - 4 listopada 2011, 17:14

To dorzucę to co usłyszałem od synka koleżanki:

Pada śnieg, pada śnieg,
Sypie kamieniami,
A Mikołaj dostał w zęby,
Leży pod saniami

fealoce - 4 listopada 2011, 18:09

Mocne!
Pucek - 4 listopada 2011, 20:14

Zawsze mówiłam, że dzieci są zdolne. Do wszystkiego. A im starsze tym mają większe możliwości.
dalambert - 6 listopada 2011, 11:48

nasza środkowa córeczka / nauczycielka/ opowiada w klasie o Andersenie i wspomina, że napisał on "Małą Syrenkę" i tu podrywa sie dziewuszka i pyta ze zdumieniem:
- Jak TO, to NIE Disney :!: :?:

Ice - 6 listopada 2011, 16:14

O proszę, w mojej świadomości też to funkcjonowało jako Disneyowska fikcja.
Martva - 6 listopada 2011, 16:32

:shock:
Ice - 6 listopada 2011, 17:27

Nie bijcie. :oops: Jak byłem mały, to ani na bajkę, ani na film się nie załapałem, za to załapałem się na zeszyty, piórniki, naklejki z wersji Disnejowskiej u kuzynki starszej o 5 lat. Jak byłem większy to nie dopytywałem. I tak to pozostało w pamięci. Znak czasów.
Martva - 6 listopada 2011, 17:31

Nie biję, tylko się dziwię.
Pucek - 7 listopada 2011, 10:55

Drobiazg sytuacyjny (też od córki):
Dziecię z zerówki radośnie - Dostałem dzisiaj dwie piątki! Naprawdę!
Pan (jak raz dyrektor) się poczuł - No pięknie! To musisz się bardzo dobrze u...
- I jeszcze mi złotówka została!!!

baranek - 7 listopada 2011, 11:07

Moja Siostra, dawno temu, oglądając Disneyowską [chyba] fabularną wersję 'Dziewczynki z zapałkami':
- To ona była czarna?


Moja Córka wczoraj [jest po pierwszych lekcjach angielskiego]:
- Aj em Gosia [patrzy na mnie wyczekująco].
- Aj em Tatuś - powiadam.
Gosia oburzona:
- To ja jestem aj em!
Nie wiem, czy nie za wcześnie na języki obce.

charande - 7 listopada 2011, 11:44

Z cyklu "dziecięca twórczość wierszowana":

Zuzia, lalka nieduża,
Trzy metry wzrostu, hektar zarostu.

Copyright by kolega z podwórka :mrgreen:

Godzilla - 7 listopada 2011, 16:49

Szczotka, pasta, kubek dynamitu,
Jedna zapałka i zęby są do kitu.

hijo - 7 listopada 2011, 18:43

Myje zęby wystające z gęby,
bo pozostałe są zardzewiałe :P

Rafał - 14 listopada 2011, 13:57

Takie coś po internecie się błąka odnośnie tematu rodzice - dzieci. :wink:
baranek - 14 listopada 2011, 14:11

Andrzej Mleczko: http://www.youtube.com/watch?v=cISBCIMMJVY
Godzilla - 19 listopada 2011, 16:34

Bob Budowniczy
Wszystko spierniczy,
Bob Budowniczy
Spierniczy sam!

Fidel-F2 - 19 listopada 2011, 20:16

Syn wrócił z uwagą

"Proszę pani dzisiaj na lekcji Mikołaj leżał pod ławką. Nie wykonywał ćwiczenia. Zapytałam chłopca dlaczego nie maluje, odpowiedział "nudzi mi się""

Rafał - 20 listopada 2011, 02:29

E tam :wink: . Mój kiedyś przyniósł takie kwiatki: "Bartek zepchnął nauczycielkę ze schodów" oraz "Bartek wyrwał drzwi z ubikacji"

Jeszcze wszystko przed tobą :D

Natomiast najmłodsza (3-latka) na wieść, że jedna z pań w przedszkolu już nie pracuje zapytała: "a co? już umarła?" :mrgreen:

Witchma - 20 listopada 2011, 09:17

Rafał, masz urocze dzieci :D
dzejes - 20 listopada 2011, 12:19

Joo, a potem żona wraca do domu i mi opowiada o takich "uroczych" dzieciach.
Kai - 20 listopada 2011, 12:25

Rafał, musisz je uwarunkować na kontakt z dorosłymi bez wyobraźni :) Trening musi być intensywny, jeśli mają przetrwać :mrgreen:
Pucek - 20 listopada 2011, 20:19

Znajoma ma córki w wieku 5 klasa podst. i 3 kl. gimnazjum. Starsza jako że jest w okresie burzy i naporu - szumi, krzyczy i awanturzy. Ostatnio o pierwszej w nocy o coś się wykłócać zaczęła.
Na to wychynęła ze swojej dziupli młodsza:
- Przepraszam bardzo, ale czy mogłabyś dojrzewać trochę ciszej?

Godzilla - 22 listopada 2011, 23:07

Szkraby znalazły sobie nową gierkę. Nie powiem, wciągającą. Minecraft czy coś takiego. Do tego na Youtubie znalazły kilka odcinków instrukcji produkowanej przez jakiegoś gracza. Całkiem fajne filmiki z obszernym komentarzem jak się tworzy kolejne rzeczy i budowle. Gość gada dużo, trochę nadużywa angielszczyzny ("O, szkielet, a tyś się jakim cudem wyspałnował w moim domku?")

Teraz Potworzęta na wszelkie paskudy wyłażące w tej grze nocą mówią "ofaki".

Kai - 23 listopada 2011, 21:13

Matura próbna. Czy muszę dodawać jakikolwiek komentarz?
Godzilla - 23 listopada 2011, 21:16

Pamiętam, że to była większa piła niż ta prawdziwa.
Kai - 23 listopada 2011, 21:19

Ano mniej więcej. A mój jest lewa noga z matmy. Będę musiała z nim popracować.
A z drugiej strony ciekawe - z heavy metala w ciągu pół roku przeszedł w hipisa. Teraz bandany, psychodeliczne t-shirty itp. BTW - kto wie, gdzie kupić tetrę na metry? Chce koszulki, to ja mu zaraz zrobię w dobrym tradycyjnym stylu skręcania i wiązania. Kiedyś byłam w tym naprawdę dobra, sporą część studiów zarabiałam na tetrowo-koronkowych wyrobach farbowanych ręcznie, czasem w 4-5 odcieniach.

Godzilla - 23 listopada 2011, 21:38

Nie masz w okolicy po prostu sklepu z materiałami?
Bo w sieci to trochę trudno, znalazłam jakieś oferty, ale przypuszczam że w większości wypadków chodzi o sprzedaż hurtową:
http://uniontex-sp.maxtra...ieluszkowa.html
http://tkaniny.com.pl/Ofe...OWA-402352.html
http://bfw.com.pl/?id=ofe...luchowe&lang=pl
http://www.bobas-bochnia.com.pl/?kat=kon

aniol - 23 listopada 2011, 22:21

a mnie moja corka (lat 4) roczulila tekstem
-" tata, ja sie zakochalam w Bolku i Lolku; bo wiesz ja to jestem dziewczyna"
i to wszystko takim fajnym, pelnym przejecia, konspiracyjnym szeptem

Lowenna - 24 listopada 2011, 08:02

aniol, fantastyczne :bravo
Rafał - 24 listopada 2011, 08:10

Przypomniało mi się, w II klasie podstawówki na zabawie podchodzi do mnie kolega z klasy syna i cały zszokowany i zdegustowany szarpie mnie za rękaw i mówi: proszę pana, proszę pana, bo Bartek tańczy z dziewczyną :shock:
Kai - 24 listopada 2011, 20:05

Godzilla, no właśnie są, ale jakieś takie... dziwne. Ale jak znajdę, jak zafarbuję to... pokażę na forum :)

Rafał, jeszcze parę lat i będziesz wołał tak jak ja "Idź już, bo Twojej dziewczynie d... zmarznie!". Swoją drogą, dzieciaki są całkiem nieofensywne, nie ładują się do domu, a jak się ładują, to znaczy, że naprawdę chcą i proszą o pomoc. Miałam tak, przyszli przemoczeni do nitki, wzięłam Rude Szaleństwo do łazienki, dałam ręcznik, czystą koszulkę i suszarkę. A że deszcz nie ustawał, zadzwoniłam po posiłki :) tatuś przyjechał, zabrał i ok.

Strasznie śmiesznie jest (dobór słów nieprzypadkowy), kiedy dzieciaki dorosłe względem prawa próbują się znaleźć w powalonej rzeczywistości.

Ilt - 24 listopada 2011, 20:41

Kai napisał/a:
ja mu zaraz zrobię w dobrym tradycyjnym stylu skręcania i wiązania.
A podzielisz się zdjęciem na forum? :)
Kai - 24 listopada 2011, 20:49

Ilt, no jasne, swego czasu zarabiałam niezłą kasę za spódnice tetra + koronki + farba.

Jeśli ktoś mi podpowie, gdzie kupić tetrę na metry. Bo w nowych czasach zgłupiałam.

Godzilla - 24 listopada 2011, 21:03

No już wrzucałam linki, może w jednym można kupić mniej niż całą belę od razu ;P:
Martva - 24 listopada 2011, 23:09

Jak mi się kiedyś chciało farbować we wzorki koszulki i pościele, to zawiązywałam materiał podartymi rajstopami, fajnie się sprawdzały.

W ogóle to mam ochotę ufarbować dżinsy, ale tak dla odmiany żeby wyszły równo, i coś mi się wydaje że nic z tego ;P:

mBiko - 25 listopada 2011, 22:36

Scena z wanny. Potwór nabiera wodę plastikową łyżeczką, pije, a po każdym łyku otrząsa się i mówi "nieboble". Pytam, dlaczego pije skoro niedobre, na co ona rozbrajająco "niemiem".
aniol - 27 listopada 2011, 16:40

kobieca logika:
ogladam z junorka "wielka podroz Bolka i Lolka"
scena kiedy zostali pojmani przez wojownikow murzynskich
juniorka - tata a to sa chlopaki czy dziewczyny?
ja - no chlopaki
- ale chlopaki nie chodza w spodniczkach
- ale ci chodza
- ale chlopaki nie maja rozowych tarcz
- ale ci maja
- ale chlopaki nie maja rozowych bluzek
- ale ci maja
- ale chlopaki nie maja kwiatow we wlosach i naszyjnikow
- no ci maja
- a ty masz?
- ja nie mam
- NO WIDZISZ!!! to dziewczyny

Lynx - 28 listopada 2011, 20:50

aniol, rozbrajająca :lol:

mBiko cudowny czas :)

Młoda, przez swoją brawurę (60 km/h przy ograniczeniu do 50 km/h) na ostrym zakręcie, wpadła w poślizg ( nic jej się nie stało ) i uszkodziła samochód. Jeszcze bym odpuściła, gdyby nie hasło: bo tam wszyscy tak jeżdżą! Ale w tym momencie ręce mi opadły- będzie musiała pokryć koszty napraw. Zapracuje na to latem. Za głupotę trzeba płacić, nieprawdaż?

E: literówka

Godzilla - 28 listopada 2011, 20:54

Renifery to frajery,
Gonią Mikołaja,
A Mikołaj dostał w łeb
I walnął się w jaja

(to przyśpiewka na melodię Jingle Bells)

Kai - 2 grudnia 2011, 22:41

Godzilla, ja niemelodyjna jestem, nie mogę załapać :D
Godzilla - 2 grudnia 2011, 22:43

No, mała modyfikacja, trzeba z lekka pokombinować aby to wcisnąć w melodię, ale to się da :mrgreen:
Kai - 2 grudnia 2011, 22:49

Aaa, to właśnie ta różnica :)
Co kupujecie swoim dzieciom na Mikołaja? Mój już dostał, więc będzie tylko rózga.
Jakoś się tak dzieciak ustawił, że kiedyś mnie spytał "a naprawdę muszę dostać coś konkretnie pod choinkę?" Więc teraz jest symbolicznie, (w tym roku będzie duża butla ulubionego martini, skończył 18), a zakupy i prezenty są w miarę potrzeb.

merula - 3 grudnia 2011, 09:48

ja uważam, że "pod choinkę" ma sens. można w końcu czasem trochę poczekać.

a dostają coś rozrywkowego ( starszy grę w żółwiki i księgę 101 rzeczy które musisz zrobić zanim dorośniesz, młodszy diabolo), po książce i coś na osłodę.

po książce i coś na osłodę dostaną też pozostali obdarowani.

Kai - 3 grudnia 2011, 11:33

merula, u niego zakupy dzielą się na "już" i na "święty nigdy". Do na "już" należą zakupy związane z muzyką, bo są w miarę potrzeb (rosnących!) i tego się odłożyć w czasie nie da - np. harmonijka w konkretnej tonacji na koncert. Te na "święty nigdy" to ciuchy i inne rzeczy, bez których on uważa, że się może obyć w ogóle, ale skoro jest trochę wolnej kasy...

Dlatego właśnie z "okazji" u nas są prezenty symboliczne, ale miłe, dla podtrzymania nastroju. Kosmetyk, drobny ciuszek, książka. Ale mam do "oprezentowania" parę osób, w tym młodych, które mają do tego inny stosunek, dlatego szukam trochę inspiracji.

Kasiek - 3 grudnia 2011, 11:46

mBiko napisał/a:
Scena z wanny. Potwór nabiera wodę plastikową łyżeczką, pije, a po każdym łyku otrząsa się i mówi "nieboble". Pytam, dlaczego pije skoro niedobre, na co ona rozbrajająco "niemiem".


Urocze...
Moja chrześnica za każdym razem jak się na nią podnosi głos, że "nie wolno!" (kiedy na przykład chce zjeść ziemię z kwiatka), uśmiecha się od ucha do ucha, zaczyna podskakiwać na tyłku i klaskać... No i weź się pogniewaj...

Kai - 3 grudnia 2011, 12:06

No i właśnie chyba tu wchodzi wychowanie przez starszych rodziców. mBiko, ja bym natychmiast ukróciła picie wody z wanny, mam nadzieję, że choć bez płynu była?

Nie wiem czemu, mój poza jednym wyczynem - zjedzenie naraz całej paczki czekoladowych gwiazdek - nie miał takich tendencji, żeby jeść coś, co nie jest do jedzenia. Możliwe, że go za bardzo na serio wychowałam.

Kasiek, a po co się gniewać? Wystarczy zabrać łapki, wycałować, połaskotać i zapomni o ziemistej przekąsce.

fealoce - 3 grudnia 2011, 12:18

No cóż, ja kiedyś zjadłam trochę proszku, którego brat używał do wywoływania zdjęć... :wink: Ale ja w ogóle miałam różne ciekawe pomysły: próbowałam wpaść do zupy, wkładałam palec między drzwi chwilę przedtem zanim się zamknęły, wkładałam pośliniony palec do kontaktu (oczywiście kontakty były zabezpieczone przed dziećmi ale bardzo szybko sobie z tymi zabezpieczeniami radziłam) itd.


Mam nadzieję, że to nie jest genetyczne :mrgreen:

Kai - 3 grudnia 2011, 12:39

fealoce, niezbadane są drogi genetyki :D
hijo - 6 grudnia 2011, 15:50

Kai, Stwór dostał znikopis :) bo bardzo lubi pisi pisi :D A to jest bezpieczniejsze od długopisów i kredek (szczególnie, że wszystkie ściany mam białe)
charande - 6 grudnia 2011, 16:35

Kai, może niektóre dzieciaki po prostu nie mają aż takich zapędów do poznawania świata zmysłem smaku :) Jeśli wierzyć rodzicom - ja nie brałam do ust niejadalnych rzeczy, natomiast znam dziewczynę, która w dzieciństwie jadła pastę do zębów, mój kuzyn lizał tynk, a córeczka cranberry, z tego co wiem, próbowała zjeść gąsienicę...
illianna - 6 grudnia 2011, 17:33

a mój bączek ma już ROK!
(zdjęcia z jesieni jeszcze.)

Agi - 6 grudnia 2011, 17:38

Wznosimy toasty za jego zdrowie od rana. :D
hijo - 6 grudnia 2011, 17:54

illianna, gratuluje, a już na jesieni sam biegał?
Godzilla - 6 grudnia 2011, 18:06

Piękne zdjęcia :D
Kai - 6 grudnia 2011, 20:38

illianna, ale słodziak!
charande, myślę, że jednak rodzice mają w tym spory udział, dostaję szału, jak słyszę "Oj, Młody wsadził nożyczki do kontaktu, jaki on mądry!". U mnie wszelkie wygłupy były tłumione w zarodku, rzeczowo, bez gniewu, ale konkretnie. To nie jest do jedzenia, tego się nie rusza - chyba, że chcesz ruszyć. Aaaa, sparzyło? - A mówiłam? I jakoś w sumie wyszło bez większych traum.

illianna - 6 grudnia 2011, 21:51

hijo, sam to nadal nie biega, za rączki to i owszem, ale pewnie niedługo zacznie, oj to dopiero wyzwanie będzie...

Godzilla, dzięki!

Kai, no słodziak, a tak a propos to moje dziecko bierze do buzi papier, drewno, węgiel, rośliny, buty, liże podłogę itd, oczywiście zdarza się mu to czasem, jak matka nie zdąży zapobiec, tłumaczenie czegokolwiek wywołuje błysk w oku, ci co znają S. wiedzą jaki i kontynuację zabawy z dzikim śmiechem zadowolenia, ktoś powie, że za mały żeby zrozumieć, otóż jak mówię że coś gorące, to rozumie, bo sam z siebie nie lubi dotykać gorących rzeczy, czyli jak chce to korzysta z ostrzeżenia, w ogóle to lubi się bawić takimi rzeczami jak pogrzebacz, miotła, sprzęt kuchenny itp, a zabawki mało go obchodzą, chyba że można do nich zajrzeć, coś wcisną przesunąć, ale nie jakieś wielkie guziki z głupią melodyjką, tylko małe zębate kółeczka itp. Jednym słowem tłumaczę, ale oczy mam dookoła głowy non stop. :lol:

Fidel-F2 - 6 grudnia 2011, 21:58

illianna napisał/a:
ale oczy mam dookoła głowy non stop
no to tak parę latek jeszcze :P
Ziemniak - 6 grudnia 2011, 22:03

A później się zaczną imprezy i laski :mrgreen:
aniol - 7 grudnia 2011, 10:08

ciekawa rzecz
wczoraj z okazji mikolajek, przedszkolaki (w tym i juniorka) poszly z prezentami do domu dziecka
nie wiem jak inne dzieci ale w mojej corce wizyta ta wzbudzila potezny wybuch empatii - naprawde niezwykle bylo dla mnie posluchac jak z przejeciem opowiada o Paulince ktorej dala zabawki, o radosci tejze Paulinki ( " i tata, ta Paulinka tak sie cieszyla, tak sie cieszyla z tych prezentow, ze ja nie wiem") i na koniec stwierdzenie juniorki - "bo wiesz tatusiu, dawanie prezentow jest fajne"
kurcze fajne to jest!

Godzilla - 7 grudnia 2011, 10:50

aniol, świetnie :D
charande - 7 grudnia 2011, 13:35

Cytat:
"Oj, Młody wsadził nożyczki do kontaktu, jaki on mądry!"


:shock:

No tak... Mnie, póki byłam w wieku poniżej 4 lat, ponoć w ogóle do kuchni nie wpuszczali bez nadzoru dorosłych, żebym na siebie nie ściągnęła jakiegoś garnka. Ale też nie miałam za bardzo zapędów do ryzykownych zachowań. Raz, ale byłam już starsza (6 lat?), w celach "naukowych" dotknęłam palcem gorącego żelazka :)

Kuzyni, też w nieco starszym wieku, wyczyniali różne brewerie i dostawali za to w skórę.

hijo - 7 grudnia 2011, 16:08

illianna napisał/a:
sam to nadal nie biega, za rączki to i owszem, ale pewnie niedługo zacznie, oj to dopiero wyzwanie będzie...
No będzie, Stwór zaczął chodzić koło 14,15 miesiąca, ale tylko na chwilę - potem się zmieniło i na razie wszędzie biega :)
Lynx - 7 grudnia 2011, 23:11

Szczęściarze. Moje pociechy zaczęły chodzić kolejno: Pomiot mając 9 miesięcy a Junior 10. Około roczku nie uzywaliśmy wózka z młodą, młodego dało sie w spacerówce utrzymać do ok 1,5 roku.
Godzilla - 7 grudnia 2011, 23:15

No to u mnie chyba padł rekord. Potwór Młodszy spionizował się na parę dni przed ukończeniem 6 miesięcy, rzecz jasna kurczowo trzymając się łapinami narzuty na łóżku. Doświadczenie jednak było tak fascynujące, że szybko nauczył się przesuwać nogi po ziemi, a potem już jakoś to poszło.
merula - 7 grudnia 2011, 23:19

mój starszy śmigał już mając 8 miesięcy,młodszy był leniwszy i dopiero jako 10-ciomiesięczniak.
illianna - 8 grudnia 2011, 11:18

Szczerze mówiąc, to ja się cieszę, że jeszcze nie biega, bo zima syf na zewnątrz i palenie w piecach w domu, tak jest łatwiejszy do opanowania, na spacerze grzecznie grzeje tyłek w polarowym śpiworze. Nie będzie mi przeszkadzać jak zacnie chodzić w marcu, ale pewnie to będzie szybciej, bo już mu się zdarza zrobić rok czy dwa, jak zapomni, że nie umie.
Kai - 8 grudnia 2011, 20:52

Fidel-F2 napisał/a:
illianna napisał/a:
ale oczy mam dookoła głowy non stop
no to tak parę latek jeszcze :P

A potem to GPS, bo oczu nie starczy :mrgreen:

illianna, dzieciaki już tak mają, najpierw chcesz, żeby szybko urosły, bo będą bardziej odpowiedzialne, mniej trzeba za nimi chodzić, a potem się okazuje, że rosną za szybko, nagle gdzieś Ci się ten słodki bachorek zmienia w faceta... uchhh, to jest cudowne, miłe, ale czasem mam wrażenie, że czas leci za szybko :) Już jest prawie dorosły, a za chwilę będzie całkiem...

Lynx - 8 grudnia 2011, 21:20

Kai, oj tam, oj tam. Każdy wiek dziecięcia ma swoje zalety. I to małe tulaśne stworzonko, dla którego mama jest najnajnaj, i to dorosłe, już samodzielnie funkcjonujące, które daje ci wreszcie święty spokój... i podaje herbatę i wódki naleje ;) a czasami obiad zrobi.
mBiko - 8 grudnia 2011, 22:54

Jak ja bym chciał, żeby Potwór chodził. Chociaż czasem.
Fidel-F2 - 9 grudnia 2011, 14:48

Mam przyjaciela Jaśka, który to Jasiek ma trzy córki. Kilka razy odwiedziłem go z synem. Za pierwszym razem nie za bardzo chciał jechać, bo jak to tak, same dziewczynki? Ale potem spodobało mu się i teraz dość regularnie wierci mi dziurę w brzuch 'Kiedy pojedziemy do Jaśka?'. Niestety to prawie 200km i to po drugiej stronie Wisły więc siłą rzeczy wizyty nie są zbyt częste.
Wczoraj pytamy syna do których dziadków chciałby jechać na święta i ferie, a on na to, że do żadnych. No to pytamy zdziwieni 'Dokąd w takim razie?'. 'Do Jaśka' odpowiedział syn z pełnym przekonaniem i miną człowieka ujawniającego odpowiedzi na najbardziej palące pytania ludzkości.

Lynx - 9 grudnia 2011, 14:50

Fidel-F2, jako męcizna na pewno rozumiesz swoją pociechę :wink: :mrgreen:
Kai - 9 grudnia 2011, 21:03

Lynx, każdy ma, ale jeden większe, drugi mniejsze :D Ja się normalnie dziwię, jak te ludziska zaczynają wyścig szczurów od 2 roku życia.
Lynx - 9 grudnia 2011, 21:14

Gorzej, że na pewnym etapie szczurzyzm zaślepia ich tak bardzo, że tracą perspektywę i zdrowy rozsądek. Ale to insza inszość.
Żelazny - 9 grudnia 2011, 21:52

A mnie rozwala tekst mojego syna: nie teraz - mam bardzo poważną rozmowę (na skype) , powtarzany przez trzy godziny przy każdym zwróceniu uwagi, że chyba już pora odrobić lekcje... I co? - mam mu wyłączyć kompa?! :?: :?
Lynx - 9 grudnia 2011, 21:57

Żelazny, odrobinę więcej stanowczości?
hijo - 11 grudnia 2011, 00:10

Żelazny napisał/a:
I co? - mam mu wyłączyć kompa?!
korki wyłącz i powiedz, że zużył swój zapas prądu :)
Rafał - 11 grudnia 2011, 00:22

Ja tam swoim poinstalowałem visikida i dałem do dyspozycji 2 h dziennie. Jak w jeden dzień przeszarżują to w drugi mają ograniczenie. Wiem, świnia jestem, ale dobra świnia, bo czasami łaskawie w nagrodę przydzielam dodatkowe godziny ;P:

No i z grubsza wiem co robią z komputerem i po jakich stronach bywają.

Kai - 11 grudnia 2011, 13:34

Żelazny, a przez co się łączysz z netem? Większość routerów ma możliwość przydzielania czasu połączenia z siecią. Od - do, a potem dziękuję, do widzenia, możesz płakać...
Żelazny - 12 grudnia 2011, 13:20

Kai - radiówka z routerem - z tym, że młodego komp idzie na kablu z routera ale to chyba nie ma znaczenia.
illianna - 12 grudnia 2011, 20:30

Kai napisał/a:
illianna, dzieciaki już tak mają, najpierw chcesz, żeby szybko urosły, bo będą bardziej odpowiedzialne, mniej trzeba za nimi chodzić, a potem się okazuje, że rosną za szybko, nagle gdzieś Ci się ten słodki bachorek zmienia w faceta...
a ja gdzieś napisałam, że chce żeby szybciej rósł? no może po to, żeby z nim grać w szachy, rysować, rzucać piłką itp, ale to już pewnie nie długo nastąpi, S grał w szachy jak miał chyba 3 lata, a młody już teraz przejawia różne predyspozycje do wysokiego IQ, wczoraj S miał katar, dziś dziecko wywleka chusteczki i udaje, że smarka, może to nie osiągnięcie na roczniaka, ale mam lepsze przykłady, wjechał autem w róg inie bardzo umiał sobie poradzić, no t ja żartem "weź i wycofaj" on zmarszczył brwi, proces intelektualny odmalował się na twarzy, no i ... wycofał ;-) a wczoraj jadł samodzielnie, łyżeczką tort, są zdjęcia, no! :mrgreen:

Ja tak w ogóle to do dziecka się nie spieszyłam, dlatego właśnie, że jak już je mam, to całą gębą, ciągle mnie ktoś pyta, czemu nie pracuję, no bo nie chcę, na szczęście wcześniej udało się oszczędzić co nieco, no i mimo jednej pensji nie jest źle, kolejne pytanie, czy się nie nudzę, otóż nie, wręcz przeciwnie jestem okropnie zajęta, czasem też okropnie zmęczona, ale to taki urok, doskonale wiem, że ludzie uciekają od dziecka do pracy, żeby sobie odpocząć, bo mam koleżanki, które mówią to otwarcie, nie nabieram się na gadanie, o jak to ciężko pracować i mieć małe dziecko, tak samo jak nie pracować i mieć, a czasami lżej, bo się człowiek odrywa, zmienia aktywność, czasami pewnie ciężej, jak to w życiu, więc ani nie zazdroszczę, ani nie narzekam.

Agi - 12 grudnia 2011, 20:49

illianna napisał/a:
a wczoraj jadł samodzielnie, łyżeczką tort, są zdjęcia, no! :mrgreen:

Wklej gdzieś. Chociaż na zdjęciu popatrzę. :)

Żelazny - 12 grudnia 2011, 21:01

Rafał napisał/a:
Ja tam swoim poinstalowałem visikida i dałem do dyspozycji 2 h dziennie. Jak w jeden dzień przeszarżują to w drugi mają ograniczenie. Wiem, świnia jestem, ale dobra świnia, bo czasami łaskawie w nagrodę przydzielam dodatkowe godziny ;P:

No i z grubsza wiem co robią z komputerem i po jakich stronach bywają.



Rafał - będę wdzięczny za podanie linka do programu :) Próbowałem na dobrychprogramach ale coś nie działa :(

Kai - 13 grudnia 2011, 20:55

Żelazny, poczytaj instrukcję, moje oba routery miały możliwość przydziału neta w określonych godzinach. Musi się dać.

illianna, bo jeszcze jest malutki, najsłodszy okres w życiu mama-dziecko. Cokolwiek robi, to jest cudowne, magiczne, a jeśli wykazuje wyższe IQ to wypas. Mój od początku był zafascynowany dźwiękami, największy wrzask był kiedy magnetofon się wyłączył - NIIIEEEE GLLLLOOOO! Pokochałam, pogodziłam się z tym, dzisiaj koń ma 19 lat prawie a i tak mnie doprowadza do łez wzruszenia. Prezent w postaci "kociego" zegarka, sukces w szkole - za przedstawienie dostali darmowe bilety na film i przepustkę do dalszych występów

Rafał - 14 grudnia 2011, 08:06

Żelazny, visikid.pl - nie jest to jakiaś rewelacja, ale bangla.
Fidel-F2 - 15 grudnia 2011, 07:29

nie wiem jakie tam macie podejście do gier Lego ale w poniedziałek w Tesco będą za pół ceny, mój syn już rozbija skarbonkę
Rafał - 15 grudnia 2011, 07:45

Moja za to zakochana, chodzi z Piotrusiem za rękę, tulą się, całują, chociaż wczoraj stwierdziła, że Wojtusia też kocha. :shock:
hrabek - 15 grudnia 2011, 08:35

Fidel: a coś bliżej? Chodzi o planszówki, czy komputerowe, czy wszystkie? I przez poniedziałek masz na myśli 19 grudnia?
Witchma - 15 grudnia 2011, 08:36

Rafał, no co? Kobieta ma praktyczne podejście do życia :D
Fidel-F2 - 15 grudnia 2011, 08:45

przepraszam za nieprecyzyjność

od 19.12 do 21.12 gry planszowe budowane z klocków Lego

raczej wszystkie bo nie ma żadnych doszczególnień ale głowy nie dam

Rafał - 15 grudnia 2011, 11:16

Witchma napisał/a:
Rafał, no co? Kobieta ma praktyczne podejście do życia
Aha, ja tam postępowy jestem, nie mam nic przeciw, nawet jak się dowiedziałem, że Zuzię też kocha. Ech ta dzisiejsza młodzież, za moich czasów było to nie do pomyślenia, klocek zabrać, za warkocz pociągnąć to tak, ale żeby od razu całować się, i to z dziewczynką, ble! :mrgreen:
aniol - 16 grudnia 2011, 11:15

kolejny tekst juniorki
"tatusiu czy mozesz cofnac czas?"

a chodzilo o cofniecie bajki na dvd, bo chciala jakis kawalek raz jeszcze zobaczyc

Lynx - 16 grudnia 2011, 19:48

aniol, Tata może wszystko :D
Rafał - 27 grudnia 2011, 09:47

Mój Bartek nieuchronnie w stronę dojrzałości zmierza, co mnie trochę szokuje, że to już "już". Pierwszy sylwester "u koleżanki" z noclegiem, jasna cholera, puścić - nie puścić, trzeba puścić, zarzeka się, że nie będzie pił, może niechby już lepiej pił? :wink: :shock:
Ziemniak - 27 grudnia 2011, 13:26

Rafał, zachciało się ojcostwa, to teraz trzeba się szykować na dziadostwo :mrgreen:
Rafał - 27 grudnia 2011, 13:37

A tfu, na psa urok :shock: :lol:
mesiash - 27 grudnia 2011, 14:04

Chyba czas przypomnieć sobie pierwsze imprezy z nocowaniem :) najważniejsze żeby wytrwał do północy!
Kai - 29 grudnia 2011, 21:30

Rafał napisał/a:
Mój Bartek nieuchronnie w stronę dojrzałości zmierza, co mnie trochę szokuje, że to już "już". Pierwszy sylwester "u koleżanki" z noclegiem, jasna cholera, puścić - nie puścić, trzeba puścić, zarzeka się, że nie będzie pił, może niechby już lepiej pił? :wink: :shock:

A niech pije, byle do domu trzeźwy wrócił :)
Mój ostatnio ma trening dojrzałości, jego dziewczyna ma przykrą przypadłość alergiczną, stara się być odpowiedzialny, pilnować, żeby miała zawsze inhalator...

A nocowanie przerabiał już w wieku 15 lat. Zabronisz, zrobi po swojemu, to lepiej mieć nad tym kontrolę.

Rafał - 29 grudnia 2011, 21:36

Ale mój ma 14 ;)
Kai - 29 grudnia 2011, 22:51

Niewiele zmienia, po prostu, im bardziej zakazany owoc tym bardziej kusi. Od haftu po paru piwach rzadko kto umiera, a dzieciak uczy się swoich granic możliwości.
Jeszcze nigdy nie widziałam Młodego zalanego, a ma już 18 lat i trochę raczej wypił...

Pewnych rzeczy się nie da zahamować, dzieciaki dorastają znacznie szybciej, niż byśmy chcieli. Weź Młodego na męską rozmowę, wyjaśnij, co jest złe w alkoholu, papierosach, narkotykach i WIERZ że to poskutkuje. Bo jak będzie, nie wiadomo. Nigdy.

Mój nie pali. Za kołnierz nie wylewa, ale bez nałogu. Nie używa narkotyków. Ale w domu zawsze miał sączek do kieliszka, nikt nie pali i nie jara. Nauczyłam go pić, nie palić i nic więcej. I oby tak zostało.

Lis Rudy - 29 grudnia 2011, 22:53

Rafał, mój dostał na taką okoliczność 5 dych i szampana. Szampan wiadomo, Sylwester, a kasę z informację że donator życzy sobie, aby dzicko zaopatrzyło się w prezerwatywy. :D
Miał wtedy jakieś 16 lat. I chyba kupił, bo dziadkiem nie zostałem :mrgreen:

Kai - 30 grudnia 2011, 09:18

Mój wypił piwo poza domem chyba też w wieku 15 lat. Przyznał mi się bez problemu, dostał instrukcje - przecież skoro już wypił, nie będę robić hecy, zwłaszcza, że przyszedł trzeźwy - potem mi się przyznał, że kiedyś te instrukcje naruszył, pożałował ciężko, odcierpiał i od tamtej pory jest ok.

Dopóki nie był pełnoletni, na "wyjściowe" sylwki dostawał zawsze szampana, martini albo dobre wino.

Rafał - 30 grudnia 2011, 09:27

Kai napisał/a:
Weź Młodego na męską rozmowę, wyjaśnij, co jest złe w alkoholu, papierosach, narkotykach i WIERZ że to poskutkuje. Bo jak będzie, nie wiadomo. Nigdy.
Nie, na szczęście nie ma takiej potrzeby, jakiś taki obrzydliwy jest na punkcie alkoholu i używek, nie raz miał okazję wśród rówieśników i nie dał się namówić. :)
Fidel-F2 - 30 grudnia 2011, 09:57

Rafał, to się zmieni, na bank, tylko nie wiesz czy jutro czy za rok
mesiash - 30 grudnia 2011, 10:32

Rafał napisał/a:
Nie, na szczęście nie ma takiej potrzeby, jakiś taki obrzydliwy jest na punkcie alkoholu i używek, nie raz miał okazję wśród rówieśników i nie dał się namówić. :)


Dobry chłopak był i mało pił? Lepiej nie czarnowidzieć, ale spróbuj sobie przypomnieć jak ty podchodziłeś do picia/innych używek jeszcze dzień przed pierwszym piwem/czymkolwiek?

Rafał - 30 grudnia 2011, 14:05

Tak szczerze, to będąc w jego wieku winka i nalewki już mi się zdarzały, ale fakt, prawdziwe picie zaczęło się w LO.
Lynx - 30 grudnia 2011, 20:11

Ło matko i córko.
Ale obydwiem łapkami podpisuję się pod tym, co napisała Kai, ttylko spokój i prawda nas/was ocali. Też różności przechodziłam z Pomiotem w gimnazjum. Ale zawsze wiedziałam gdzie jest, a jak przesadzila, wiedziala, że może zadzwonić i otrzyma pomoc. Skutkuje do dzisiaj.
A "posmrodzić dydaktycznie" zawsze można po... :twisted:

illianna - 30 grudnia 2011, 21:09

trzy dni gorączki poszczepiennej za nami, uf...


spacerek świąteczny

Fidel-F2 - 30 grudnia 2011, 23:06

:evil:
illianna - 31 grudnia 2011, 12:18

Fidel-F2 napisał/a:
:evil:
? nie do końca kumam?
hijo - 31 grudnia 2011, 12:22

illianna, chyba o twarzoksiążkę :)
illianna - 31 grudnia 2011, 12:31

hijo, o co? :shock: co to jest twarzoksiążka?
Witchma - 31 grudnia 2011, 12:39

illianna, to jest to, co zalinkowałaś i co wyświetla wiadomość, że zawartość jest chwilowo niedostępna.
hijo - 31 grudnia 2011, 12:53

illianna, przetłumacz facebook :mrgreen:
Fidel-F2 - 31 grudnia 2011, 13:09

właśnie, raz że fejsbuk dwa, że nic nie pokazuje
illianna - 31 grudnia 2011, 14:49

Witchma, Fidel-F2, hijo, ok już poprawiam, myślałam że jak album jest publicznie dostępny to wystarczy, okazuje się, że nie.

spacerek

mam nadzieję, że już będzie ok.

Godzilla - 31 grudnia 2011, 14:55

O ja cie, i prawdziwy wielbłąd był!
illianna - 31 grudnia 2011, 14:56

Godzilla, i lamy i czarny osiołek i górskie owce(?) kozy (?), no coś w ten deseń :D
hijo - 31 grudnia 2011, 15:14

illianna, a alpaki :) ?
aniol - 1 stycznia 2012, 15:11

strasznie fajne bylo dzis wspolne ogladanie z juniorka "Piotrusia Pana" w telewizorni
kilka razy rozbawila mnie stwierdzeniem - ojej zupelnie jak w ksiazce
i mocno wzruszyla podczas sceny umierania Dzwoneczka kiedy zaczela krzyczec - ja tez wierze we wrozki

baranek - 2 stycznia 2012, 13:52

jak oduczyć małą tych durnych żartów o kupce? ma ktoś pomysł? ciągle tylko 'kupka to', 'kupka tamto'.
'o czym była bajka Gosiu?', 'o kupce!' i zaśmiewa się do łez prawie.

aniol - 2 stycznia 2012, 13:55

moja miala podobnie - przeszlo samo po jakims pol roku
czasem trzeba bylo ze smutna mina powiedziec "to wcale nie jest smieszne" i dawala sobie spokoj na kilka dni
u corki szwagra widze w tej chwili podobnie, wiec mozliwe ze wszystkie 3-4latki to przechodza

Rafał - 2 stycznia 2012, 14:16

Moja zaśmiewa się z kotka co to wlazł na płotek po żerdzi, najadł się grochówki i pierdzi. Natomiast szokuje czasami odzywkami. Ostatnio nie chcąc jeść kaszki stwierdziła: tata, ja tego nie toleruję! :shock: :lol:
illianna - 2 stycznia 2012, 17:32

baranek, ciesz się, że nie chce z tobą porównywać kupek :mrgreen:
Żelazny - 2 stycznia 2012, 17:47

A mnie rozwalają "osiągnięcia " szkolne mojego starszego (pierwsza liceum). W ciągu miesiąca z trójki z fizyki zrobiła się jedynka, to samo z geografii :( Jutro zakładam garnitur i lecę do szkoły porozmawiać z wychowawczynią. Przynajmniej postaram się zrobić dobre wrażenie i może dowiem się w jaki cudowny sposób można w takim czasie obsunąć się w nauce o dwa stopnie w dół... Aha - stwierdzenie pani od geografii - poprawicie się w drugim półroczu... . Po próbie uzyskania przez młodego jakiejś szansy na odpowiedź i poprawę. Do tego nieobecność przez cały grudzień pani od biologii oczywiście bez żadnego zastępstwa - też zero możliwości na poprawę. A rada już w ten czwartek. Co wcale nie usprawiedliwia mojego syna i tego, że w pewnym momencie sobie odpuścił. Ale kto pyta nie błądzi więc jutro tam idę.
Kai - 5 stycznia 2012, 20:17

baranek, to jest "etap". Nie reaguj, a sam przejdzie. Jak każdy.

Żelazny, a ja w klasie maturalnej po raz pierwszy nie zaliczyłam jedynki na semestr. Znaczy Młody nie zaliczył. Za to zaliczył maturę próbną.
Wciąż nie rozumiem JAK on może wciągać tonami podręczniki do muzy, a nie jest w stanie się skupić nad stroną z matmy. No, ale to mój syn, normalny być nie może.

A nauczyciele też mają w odwłoku, więc się nie dziw. Dzieciaki sobie w tym okresie zdrowo odpuszczają, przytomność przychodzi w klasie 2, drugi semestr. Wierz mi, przerabiałam.

Za tydzień studniówka.

Lynx - 5 stycznia 2012, 21:37

U nas średnia 4, więc nie mam się co martwić. My mamy za dwa tygodnie. Za to zostałam wrobiona w rolę matki-opiekunki na studniówkę. I nie mam co na siebie włożyć.
Żelazny - 6 stycznia 2012, 18:27

Lynx - na pewno coś wymyślisz :wink:
Fidel-F2 - 6 stycznia 2012, 18:29

Lynx, powiedz, że wymyślisz
Lynx - 6 stycznia 2012, 18:40

Fidel-F2, już nawet mam. Jeśli jesteś bardzo ciekawy wyślę Ci fotkę w kreacji. ;P:
Fidel-F2 - 6 stycznia 2012, 18:59

siur, dawaj
Lynx - 6 stycznia 2012, 19:25

Jak będziesz grzeczny.
Fidel-F2 - 6 stycznia 2012, 19:26

:P
ketyow - 7 stycznia 2012, 12:10

ihan napisał/a:
Ale też nie przesadzajmy z tym, że dzieci mają decydować o wszystkim.


O ile wcześniej włożyli temu dziecku nieco wartości do głowy i choć trochę je uchowali, to uważam, że powinny decydować o wszystkim - mówię właśnie jako osoba, która każdą ważną decyzję w swoim życiu podejmowała sama i niczego by w nim nie zmieniła. Czuję się z tym świetnie, czuję się wolny, robiłem na co miałem ochotę, nie robiłem na co nie miałem ochoty. Prawie całe dzieciństwo przesiedziałem przy komputerze i jakoś nie uważam je za zmarnowane :wink: Aczkolwiek, może ja po prostu umiałem się zdecydować i zawsze miałem jakiś cel, wiedziałem na co ja właściwie mam ochotę. U mnie decyzje np. ze studiami wyglądały tak, że miałem mnóstwo kierunków, na które chciałem iść, ale rozumiem, że część osób idąc już na studia nadal nie wie co chce robić w życiu. Ale tu rodzice im i tak nie pomogą. Jak dzieciak nie ma ochoty grać na instrumentach albo ćwiczyć - to nie ma sensu, chyba lepiej niech sobie siedzi przy tym komputerze.

ihan - 7 stycznia 2012, 12:11

dzejesie, nie mam pojęcia co piszą w necie o wychowaniu bezstresowym. Wiem, że w Polsce jest niezwykle powszechny mem: bezstresowe=złe, bezstresowe=bez klapsów i po uproszczeniu równania bez klapsów=źle. Rodzi się oddolny ruch obrony kar cielesnych rozumianych jako dobro wyższe niemalże, z drugiej strony pojawia się ruch w jakiś dziwny sposób rozumianych praw dziecka, dzieciństwo ma być szczęśliwe, sielankowe co można osiągnąć tylko w jeden sposób bez żadnych obowiązków i broń Boże wymagań. Na którymś forum ktoś (sorki, ale nie pamiętam kto i gdzie) opisywał szkołę w Polsce, gdzie dziecku w pierwszej klasie pani wychowawczyni zwracała uwagę, by się publicznie nie cieszyło, że dobrze wykonało jakieś zadanie, bo innym dzieciom, które gorzej sobie poradziły może być przykro. Powszechne zrobiło się odrabianie lekcji za dzieci, które kompletnie sobie bimbają ze szkoły, na skalę naprawdę dużą. Albo ja mam pecha i akurat takich znajomych. Miałam kontakt akurat z osobami ze Szwecji i USA, widzącymi na własne oczy przegięcie związane ze szczytnym przecież założeniem obrony dzieci przed dorosłymi. I to naprawdę przykro, bo te przegięcia dają wodę na młyn właśnie wszystkim zwolennikom żołnierskiego, twardego wychowania, wyposażonego wyłącznie w zakazy. Z tego co słyszałam, w książce o której wspominamy autorka mocno wspomina z jednej strony o ustanawianiu niezmienialnych zasad, z drugiej o tym, że dziecko ma czuć, że jest kochane.
ketyow - 7 stycznia 2012, 12:39

Ja dostawałem w du*pę równo i jestem z tego zadowolony, a zastosowanie "bezstresowego" wychowania w przypadku moich dwóch młodszych braci sprowadza się do tego, że powinno się wysłać do jakiegoś psychiatry, żeby naprostować w głowach. Niestety całe życie jest dla ludzi systemem wymierzania kar, to w pracy coś źle zrobisz, to w szkole itd. więc jak ktoś jest przyzwyczajony, że się tylko nagradza, to może rzeczywiście zbudować pod stopami niepewne fundamenty. Oczywiście mocno uogólniam, ale powinien być jakiś czynnik, który u dziecka wywołuje respekt wobec wymagań/reguł rodziców. U mnie była to ciężka ręka ojca i starczyło, da się to zrobić i okrężnymi metodami, bo znam ludzi, którzy "po prostu" "są z dobrego domu", ale tak czy owak - brat i jego bezstresowe wychowanie doprowadziły do tego, że teraz uważa, że nic nie musi, wszystko mu wolno i czasami się zastanawiamy, czy kiedyś nie skończy za kratkami z jego trybem życia.

http://www.youtube.com/watch?v=t0dAUd5Kw4Y

Godzilla - 7 stycznia 2012, 12:42

ihan, nigdy z góry nie wiesz, jak sobie poradzisz z wychowaniem dziecka. To wychodzi w praniu. Jedni mają w sobie zdolności przywódcze, wrodzone wyczucie psychiki dziecka, niezłomną wytrzymałość nerwową i mnóstwo innych chwalebnych a pożytecznych cech, dzięki którym osiągną czego chcą i skłonią dziecko do pożądanych zachowań bez podniesienia głosu ani - tym bardziej - ręki. Inni kochają, ale tych cudownych cech im brak albo mają w stopniu niewystarczającym. Mają do wyboru: dać sobie wejść na głowę i przyzwolić na bałagan i bezhołowie w domu, czy też na zachowania niebezpieczne, albo skorzystać z wyjścia awaryjnego - krzyknięcia czy klapsa. Przetestowałam pewne sprawy na własnej skórze i wkurzam się, jak wymądrza się ktoś, kto albo dziecka sam nie miał, albo jest całkiem innym człowiekiem ode mnie i śmie żądać, aby wszyscy równali do niego.

Niestety spodziewam się, że przegięcia z zachodu dotrą i tutaj. Nikomu to nie posłuży. Nie wiem, czy założenie obrony dziecka przed dorosłymi jest tak bardzo szczytne. Wyciąga się dziś kryminalne historie o mordowaniu i katowaniu dzieci (najczęściej przez konkubentów młodocianych matek), jakby wbijając ludziom przekonanie, że rodzina jest miejscem, gdzie rodzi się przemoc. Czyli naturalne jest, że powinien ją nadzorować urzędnik. Świetna atmosfera do obdarzania dzieci miłością oraz wyposażania w rozsądek na dalsze życie.

ketyow - 7 stycznia 2012, 12:44

Godzilla, no i dobrze mówisz.

Niektóre dzieci w genach są niegrzeczne i samym gadaniem do nich nie trafisz :wink:

Godzilla - 7 stycznia 2012, 12:54

ketyow, nie wiem czy w genach. Zwykle chłopcy są żywiołowi i mają sto pomysłów na minutę, dziewczęta mniej rozrabiają za to we własnej grupie potrafią być jędzowate i złośliwe dla którejś z koleżanek. Dla równowagi każdy dzieciak ma dobre cechy, które aż się proszą, żeby rozwijać i nagradzać. Fajnie by było mieć gotowy wzór, jak postępować w każdym przypadku, żeby okiełznać złe skłonności. Albo się ten wzór odziedziczyło po mamie, babci, prababci i kilkanaście pokoleń wstecz, albo radź sobie człowieku - albo wykrzeszesz to z siebie, wpadniesz na genialny pomysł, coś tam podpatrzysz u znajomych i zastosujesz, albo się szarpiesz.
dzejes - 7 stycznia 2012, 12:58

ihan napisał/a:
drugiej strony pojawia się ruch w jakiś dziwny sposób rozumianych praw dziecka, dzieciństwo ma być szczęśliwe, sielankowe co można osiągnąć tylko w jeden sposób bez żadnych obowiązków i broń Boże wymagań.


Ale wiesz, że pojawia się głównie w twojej głowie?

ketyow napisał/a:
Ja dostawałem w du*pę równo i jestem z tego zadowolony,


Czym się różni bicie dziecka od bicia dorosłego?

ketyow - 7 stycznia 2012, 13:02

dzejes, nie rozumiem o co pytasz.
Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 13:04

ketyow napisał/a:
Ja dostawałem w du*pę równo i jestem z tego zadowolony
daj znać jak coś niedługo spieprzysz, przyjadę i Ci wpier#olę żebyś sie dobrze poczuł
dzejes - 7 stycznia 2012, 13:08

ketyow napisał/a:
dzejes, nie rozumiem o co pytasz.


Czym się różni sytuacja:

- ojciec bije dziecko

od

- mąż bije żonę

shenra - 7 stycznia 2012, 13:09

Czy danie dziecku klapsa to musi być od razu bicie porównywane ze znęcaniem się?
dzejes - 7 stycznia 2012, 13:10

Czy drobne wykręcenie żonie ręki to od razu znęcanie się?
shenra - 7 stycznia 2012, 13:11

dzejes, wiesz o co pytam, więc nie odwracaj kota ogonem.
Ice - 7 stycznia 2012, 13:11

dzejes,

Czyli co, szlaban dla nastolatka, to to samo, co uwięzienie dorosłego? :roll:

dzejes - 7 stycznia 2012, 13:17

shenra napisał/a:
dzejes, wiesz o co pytam, więc nie odwracaj kota ogonem.


A według ciebie wykręcenie żonie ręki przez męża jest dopuszczalne, czy nie? Próbuję sprecyzować jakieś wartości graniczne, bo bez tego nie mamy jak rozmawiać.

Ice napisał/a:

Czyli co, szlaban dla nastolatka, to to samo, co uwięzienie dorosłego? :roll:


Ale że istnieje jakaś instytucjonalna przemoc fizyczna wobec kobiet?

shenra - 7 stycznia 2012, 13:21

dzejes, nie umiesz odpowiadać na zadane Ci pytania, jeżeli nie dopasujesz sobie tego do swojej teorii. Trudno. Nie będę prowadzić przepychanek pytaniowych.
Godzilla - 7 stycznia 2012, 13:24

shenra, forumowe Samce Alfa wkroczyły do akcji...

Dzejes, jako ojciec jesteś odpowiedzialny za wychowanie dziecka. Dziecko ma niewielkie pojęcie o rzeczywistości, dopiero uczy się łączenia przyczyn ze skutkami. Odpowiadasz za jego życie, zdrowie, a jak narozrabia, jesteś odpowiedzialny za spowodowane straty. Masz małego człowieka, z którym nie za bardzo pogadasz, bo on ma ograniczoną uwagę i zdolność pojmowania Twoich wywodów, za to niespożytą energię i pomysłowość w testowaniu Twojej odporności i cierpliwości. Są dłuższe okresy, kiedy odbywa się prawdziwa próba sił. A Ty w takim starciu dysponujesz własną psychiką i pomysłami, jakie podpatrzyłeś w domu w dzieciństwie, ewentualnie u dzieciatych znajomych (ale ci bezdzietni niezbyt chętnie wybierają się z wizytą do bachorów), i zwykle brak Ci dogłębnego przeszkolenia psychologicznego, bo z wykształcenia jesteś np. prawnikiem i nigdy nie zamierzałeś się wybierać na psychologię rozwojową czy inne takie kierunki. Nie Twoja brocha i zainteresowania. Radź sobie jak umiesz najlepiej!

Edit: ups, nie zdążyłam na przeniesienie dyskusji.

Bardzo to ładne co piszesz, gadasz jak prawdziwy prawnik. Powiedz mi, jak to się dzieje, że żona ma pełne prawa obywatelskie, a dziecko dopiero od 13 lat nabiera części, potem coś tam od lat 16 czy 18? I prawo zawierania małżeństwa - od jakiego wieku? Skąd się to bierze, że dzieci są tak nierówno traktowane?

dzejes - 7 stycznia 2012, 13:24

To co ty napisałaś to nie było żadne pytanie, tylko teza zakończona znakiem zapytania - teza jakobym zrównywał maltretowanie kobiety z klapsem danym dziecku. No więc ja przeformułowałem swoje pytanie tak, byś nie mogła tej tezy do mnie przyczepić, bo to nie jest moja teza. A ty teraz robisz fochu-fochu. Ja fochu-fochu nie robię, tylko poważnie z tobą rozmawiam.
ihan - 7 stycznia 2012, 13:24

dzejes napisał/a:
ihan napisał/a:
drugiej strony pojawia się ruch w jakiś dziwny sposób rozumianych praw dziecka, dzieciństwo ma być szczęśliwe, sielankowe co można osiągnąć tylko w jeden sposób bez żadnych obowiązków i broń Boże wymagań.


Ale wiesz, że pojawia się głównie w twojej głowie?


Ale wiesz, że akurat głównie wśród osób z którymi rozmawiam, bo osobiście niespecjalnie wychowywanie dzieci zajmuje moje myśli? I nie jestem przypadkiem osobowości wielokrotnej :mrgreen:

I tylko na szybko: Często pojawia się argument z klapsem jako metodą wychowawczą dla dzieci, które nie rozumieją słowa mówionego, czyli powiedzmy do 3 lat. Osoby zajmujące się układaniem psów (poziom rozwoju mózgu trochę wyżej niż 3 letnie dziecko, bo trzyletnie dziecko to poziom konia mniej więcej) w każdej książce przeczytają, że pies karanie za dane zachowanie kojarzy z osobą, nie tylko sytuacją. Stosuje się więc obcą osobę, która w danej sytuacji ma psa ukarać. Albo jakieś zdalne karanie, żeby było skojarzenie - zachowanie - ból - nie opłaca się. Skąd na Bogów na dole dziecko nie rozumiejące słowa mówionego ma tworzyć abstrakcyjne warunkowanie, że również w nieobecności rodziców dane zachowania mogą być nieopłacalne?

Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 13:24

shenra, przykro mi ale to Ty masz niesprecyzowane poglądy i nie potrafisz odpowiedzieć na proste pytanie.

A poza tym spróbuj w swoich teoria zastąpić słowo 'dziecko' słowem 'człowiek'. Wszak dziecko jest człowiekiem. Czy może jednak nie?

dalambert - 7 stycznia 2012, 13:25

dzejes napisał/a:
A według ciebie wykręcenie żonie ręki przez męża jest dopuszczalne,
To Ty smędzisz to "wykręcaniu ręki" wychowaj choć jedno dziecko to pogadamy, na razie jesteś ideolog-teoretyk - nic gorszego, zawsze teoretyczni ideolodzy sprowadzali masę nieszczęść na ludzi.
Mówiło się o "klapsie" jako nie niezbędnym, ale możliwym elemencie wychowania dzieciaka, a Ty siejesz zamęt i demagogizujesz, aż zęby bolą....

Ice - 7 stycznia 2012, 13:25

dzejes napisał/a:
shenra napisał/a:
dzejes, wiesz o co pytam, więc nie odwracaj kota ogonem.


A według ciebie wykręcenie żonie ręki przez męża jest dopuszczalne, czy nie? Próbuję sprecyzować jakieś wartości graniczne, bo bez tego nie mamy jak rozmawiać.


No to doprecyzuj.

Fidel-F2 napisał/a:

A poza tym spróbuj w swoich teoria zastąpić słowo 'dziecko' słowem 'człowiek'. Wszak dziecko jest człowiekiem. Czy może jednak nie?


No to jako człowiek powinno też samo decydować o ewentualnych zabiegach medycznych, które mają być na nim wykonane. Prowadząc dziecko do dentysty wbrew jego woli łamiesz jego prawa.

Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 13:27

dalambert napisał/a:
Mówiło się o "klapsie" jako nie niezbędnym, ale możliwym elemencie wychowania dzieciaka,
a to nie jest demagogia? "Możliwy element" oznacza, że zachowanie takie jest w pełni usprawiedliwione i uzasadnione w jakichś tam warunkach (nie do końca wiadomo jakich). Co wg mnie jest bzdurą. I padł Ci argument teoretyka.
Godzilla - 7 stycznia 2012, 13:28

ihan, miej najpierw dziecko. Przeżyj parę sytuacji. Doświadcz bezradności, poczuj się przyparta do ściany. Potem mów.
Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 13:29

Ice napisał/a:
No to doprecyzuj.
a ja mogę? To proste jest. Przemoc fizyczna jest zabroniona.

Ice, bawisz jak zwykle

dzejes - 7 stycznia 2012, 13:30

dalambert napisał/a:
na razie jesteś ideolog-teoretyk


Jeden

Dwa

Trzy

I tak z każdą twoją wypowiedzią. Mało wartościowa, mało wnosząca do rozmowy.

shenra - 7 stycznia 2012, 13:31

Cytat:
Czy danie dziecku klapsa to musi być od razu bicie porównywane ze znęcaniem się?
:arrow:
dzejes napisał/a:
To co ty napisałaś to nie było żadne pytanie, tylko teza zakończona znakiem zapytania - teza jakobym zrównywał maltretowanie kobiety z klapsem danym dziecku.
Gdzie tu jest jakikolwiek odnośnik do maltretowania kobiet? Zadałam konkretne pytanie, na które Ty wyskoczyłeś z
dzejes napisał/a:
Czy drobne wykręcenie żonie ręki to od razu znęcanie się?
Więc nie obraczaj mnie swoją nadinterpretacją.

Fidel-F2, wcale nie. Nie porównuję dania dziecku klapsa ze znęcaniem się nad żoną. Nie mówimy o wykręcaniu rąk, robieniu porządnej krzywdy, tylko o klapsie. O czymś co nie spowoduje, że dziecko straci tyłęk, rękę, głowę, zdrowie psychiczne i fizyczne.
Nie uważam klapsów za metodę wiodącą, ale też nie uważam, że jeśli zdarzy się taka sytuacja to jest koniec świata, trauma na całe życie i dramat na skalę światową.

Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 13:31

Ice napisał/a:
No to jako człowiek powinno też samo decydować o ewentualnych zabiegach medycznych, które mają być na nim wykonane. Prowadząc dziecko do dentysty wbrew jego woli łamiesz jego prawa.
_________________
aha, czyli rozumiem że trzylatek może być maltretowany do woli bo mam bardzo ograniczone predyspozycje do decydowania o sobie

Ice, jesteś wielki

Ice - 7 stycznia 2012, 13:32

Fidel-F2 napisał/a:
Ice napisał/a:
No to doprecyzuj.
a ja mogę? To proste jest. Przemoc fizyczna jest zabroniona.

Ice, bawisz jak zwykle


Wykonywanie na człowieku zabiegów medycznych bez jego zgody jest również zabronione.

Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 13:32

shenra, nie rób tego sobie
Godzilla - 7 stycznia 2012, 13:34

Moim zdaniem jest to kolejna dyskusja prowadząca donikąd. Miałam jeszcze coś tam dopisać, ale to bez sensu. Dzejes mnie przegada jako prawnik, Fidel ma syna, udało mu się wychować bez klapsów, więc poczuwa się, żeby resztę społeczeństwa pouczać bądź odsądzać od czci i wiary. Obu życzę dalszego dobrego samopoczucia.
shenra - 7 stycznia 2012, 13:34

Fidel-F2, masz rację. Dziękuję za sympatyczną wymianę zdań. Poczułam się wyjątkowo. Mam nadzieję, że jesteście z wojownikiem dzejesem zadowoleni.
EOT

Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 13:35

Ice napisał/a:
Wykonywanie na człowieku zabiegów medycznych bez jego zgody jest również zabronione.
czyli niepełnosprawnego umysłowo trzydziestolatka nie można bić i nie można poddawać zabiegom medycznym bez jego zgody
Ziemniak - 7 stycznia 2012, 13:36

Godzilla, co się Fidelowi udało, to się okaże za piętnaście lat. Wychowanie dziecka kończy się, gdy jest ono samodzielne.
Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 13:37

shenra, chodzi o to, że wyrażasz swoje zdanie a gdy kto prosi o jego uargumentowanie to się obrażasz
dzejes - 7 stycznia 2012, 13:37

shenra - przeczytaj co ja napisałem i co ty napisałaś. Powoli, na spokojnie, może za godzinę, a może jutro. Ja ci teraz dam wskazówki interpretacyjne:

- ja zapytałem czym się różni bicie dziecka, od bicia dorosłego. Tylko o to, nie pisałem nic o klapsach, o znęcaniu się, nie dokonywałem żadnych innych porównań. Zadałem pytanie i to do tego nawet nie tobie je zadałem.
- nagle ty wchodzisz w rozmowę pisząc:
Cytat:

Czy danie dziecku klapsa to musi być od razu bicie porównywane ze znęcaniem się?


Teraz pozwolę sobie zakończyć tę rozmowę.

EDIT:

shenra napisał/a:
z wojownikiem dzejesem zadowoleni.


A teraz jeszcze zamiast rozmawiać merytorycznie stosujesz klasyczne ad hominem

shenra - 7 stycznia 2012, 13:39

Fidel-F2, pierwsza zadałam pytanie, na które nie uzyskałam odpowiedzi, ale widocznie inaczej rozumiem kulturę dyskusji.

dzejes, nie mnie zadałeś to pytanie, ale ja miałam jedno dla Ciebie, znaczy, że w Twoją dyskuję z innymi nie powinien się nikt wtrącać, bo nagle przestajesz rozumieć słowo pisane.
Ok, mam dość.

Lynx - 7 stycznia 2012, 13:39

Sprecyzujmy może słowo kara i nagroda.
Osobiście uważam klapsa za ostateczny i ostatni argument przekonujący delikwenta o przykrych konsekwencjach niewłaściwego zachowania. Oczywiście, jeśli oinne argumenty, typu tłumaczenie i rozmowa, nie dają żadnych rezultatów.
dzejes, przemoc dla samej przemocy, dająca satysfakcję "bijącemu" jest nieodmiennie zła, niezależnie wobec kogo stosowana. O ile rozumiem dyskusja dotyczy kar i nagrod w systemie wychowania? ;)

Ice - 7 stycznia 2012, 13:40

Fidel-F2 napisał/a:
bardzo ograniczone predyspozycje do decydowania o sobie



Fidel-F2 napisał/a:

niepełnosprawnego umysłowo trzydziestolatka


O proszę, czyżbyś przestał rozumować 0-1?

Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 13:42

Ice, gdybyś Ty zaczął rozumować w jakikolwiek sposób, ech... marzenie ściętej głowy
ihan - 7 stycznia 2012, 13:42

W zasadzie może i zależy od wzorców i predyspozycji? W mojej rodzinie nie jest przyjęte bicie dzieci. Nie byłam bita ja, nie było bite kuzynostwo ani dzieci kuzynostwa. I w obrębie bicia są także klapsy. Dzisiaj, z perspektywy starej baby powiem, że niewyobrażalne dla mnie jest aby rodzice stosowali wobec mnie jakakolwiek formę przemocy fizycznej, kompletnie niewyobrażalne i wiem jak bym to będąc dzieckiem odebrała, jako kompletną stratę zaufania, a dzieci (wnioskuję także po dzieciach znajomych, trochę z nimi pogadałam w życiu) bardzo mocno odbierają i bardzo przeżywają takie nawet symboliczne klapsy. Oczywiście, może być, że nasza rodzina taka delikatna i dzieci znajomych takie delikatne, a zdarzają się osobniki wymagające bardziej.
Godzilla - 7 stycznia 2012, 13:42

Lynx, to był punkt wyjścia, ale został sprowadzony już kilka razy do absurdu. W tej chwili precyzujesz sprawy najbardziej oczywiste i podstawowe... Zobaczymy, jakim chwytem zostaniesz zażyta.
Lynx - 7 stycznia 2012, 13:44

Godzilla, w toku zacietrzewionej dyskusji chyba umknął dyskutantom. :wink:
Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 13:46

Lynx napisał/a:
Osobiście uważam klapsa za ostateczny i ostatni argument przekonujący delikwenta o przykrych konsekwencjach niewłaściwego zachowania. Oczywiście, jeśli oinne argumenty, typu tłumaczenie i rozmowa, nie dają żadnych rezultatów.
Tym samy dajesz prawo innym ludziom, wliczając w to swoje dziecko, by użyły przeciw Tobie przemocy fizycznej gdy uznają, że inne formy perswazji do Ciebie nie dotarły.

Godzilla, może być?

Edit Lynx a jeśli ten ostatni i ostateczny argument też nie zadziała?

Ice - 7 stycznia 2012, 13:48

Fidel, co zrobisz, gdy Twoje dziecko będzie się bawiło nożem lub zapałkami? Zabierzesz mu. A jak nie będzie chciał puścić? Użyjesz swojej przewagi fizycznej?
Godzilla - 7 stycznia 2012, 13:50

Fidel-F2, ja odpowiadam, w razie czego karnie, sama za swoje winy.

Dziecko za siebie nie odpowiada. Ja za nie odpowiadam jako jego opiekun prawny. Mam obowiązek pewnych rzeczy od niego wymagać.

Jeżeli Twój syn, pięcio- czy siedmioletni, wda się w bójkę z kolegą, rozumiem, że w trakcie tej bójki masz prawo jedynie słownie interweniować? A jeżeli wybije koledze oko, będzie płacił grzywnę z własnego kieszonkowego bądź sam pójdzie siedzieć?

Może być?

Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 13:51

Ice, a co zrobisz jak Twoje dziecko będzie na trotuarze, przy pomocy siekiery, wycinało dla rozrywki nerkę jakieś staruszce?
Ice - 7 stycznia 2012, 13:51

Fidel, nie pajacuj, tylko odpowiedz.
Godzilla - 7 stycznia 2012, 13:52

Raju, a ta scena to jak z Pudelka!
Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 13:53

Godzilla, ale mylisz pojęcia. Użycie siły fizycznej to nie to samo co stosowanie przemocy.
Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 13:53

Ice napisał/a:
Fidel, nie pajacuj, tylko odpowiedz.
odpowiedziałem, czego nie zrozumiałeś?
Godzilla - 7 stycznia 2012, 13:55

Fidel-F2, więc jeżeli będziesz przeszkadzać przechodniowi na ulicy, ma on prawo użyć wobec Ciebie siły.
Ice - 7 stycznia 2012, 13:55

Fidel, no zdefiniuj granice między użyciem siły a przemocą.
Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 13:57

Godzilla napisał/a:
idel-F2, więc jeżeli będziesz przeszkadzać przechodniowi na ulicy, ma on prawo użyć wobec Ciebie siły.
jakoś precyzyjniej proszę bo nie bardzo wiem do czego zmierzasz

ale owszem jeśli na przykład zabiorę mu plecak to może użyć siły

Lynx - 7 stycznia 2012, 13:58

Fidel-F2, nie zrozumiałeś mojej wypowiedzi. Przykro mi. Skoro nie umiesz odróżnić przemocy od kary... I słowo "prawo" jest w tym przypadku kluczowe.
A jeśli ten ostatni i ostateczny argument nie zadziała, to pozostaje mieć nadzieję, że kiedyś dziecię nie wyrośnie na kryminalistę, wobec którego będą miały zastosowanie przepisy KK. Które również określają kary za niewłaściwe zachowanie.
O ile rozumiem system kar i nagród jest powszechnie stosowany w większości metod wychowawczych. Kary można stopniować od wyrażenia słownej dezaprobaty, podobnie nagrody.

Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 13:59

Ice napisał/a:
Fidel, no zdefiniuj granice między użyciem siły a przemocą
jak podnoszę kufel to używam siły fizycznej moich mięśni a jak leję kogoś w mordę używając tych samych mięśni to jest przemoc
Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 14:00

Lynx napisał/a:
O ile rozumiem system kar i nagród jest powszechnie stosowany w większości metod wychowawczych. Kary można stopniować od wyrażenia słownej dezaprobaty, podobnie nagrody.
a gdzie ja napisałem, że jestem przeciw stosowaniu kar?
Godzilla - 7 stycznia 2012, 14:01

Fidel-F2 napisał/a:
Godzilla napisał/a:
idel-F2, więc jeżeli będziesz przeszkadzać przechodniowi na ulicy, ma on prawo użyć wobec Ciebie siły.
jakoś precyzyjniej proszę bo nie bardzo wiem do czego zmierzasz

ale owszem jeśli na przykład zabiorę mu plecak to może użyć siły

To może Ty doprecyzuj tę tajemniczą różnicę między przemocą a użyciem siły.
Co do tego plecaka, to albo jest Szwarcenegerem, weźmie Cię w dwa palce jak kociaka i po prostu Ci ten plecak wyjmie spod pachy, albo wda się z Tobą w bijatykę.

Ice - 7 stycznia 2012, 14:01

Fidel-F2 napisał/a:

ale owszem jeśli na przykład zabiorę mu plecak to może użyć siły


W jaki sposób mógłby użyć siły, żeby nie było to przemocą?

Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 14:07

Godzilla, rzecz w tym, że powstrzymanie dziecka które wbiega na ulicę, odebranie noża czy uderzenie w rękę gdy widzisz, że akurat wsadza gwoździa do gniazdka elektrycznego ma uzasadnienie. Zapobiegasz zagrożeniu bez zamiaru karania czy zadawania bólu. Czym innym jest bicie po fakcie, gdy nie ma zagrożenia i jedynym Twoim celem jest danie nauki czy może nauczki. To jest przemoc.
Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 14:08

Ice napisał/a:
W jaki sposób mógłby użyć siły, żeby nie było to przemocą?
myślę, że ma prawo do stosowania maszyn prostych
Ice - 7 stycznia 2012, 14:09

Jak nauczysz kilkulatka że do gniazdka nie należy wkładać gwoździa?
shenra - 7 stycznia 2012, 14:10

Fidel-F2, edytuj posty
Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 14:11

Ice napisał/a:
Jak nauczysz kilkulatka że do gniazdka nie należy wkładać gwoździa?
myślę, że mu jeb#ę z półobrotu parę razy a potem poprawię nunchaku
shenra - 7 stycznia 2012, 14:14

Fidel-F2, gratuluję. Postawa godna naśladowania w każdym aspekcie.
Ice - 7 stycznia 2012, 14:14

Fidel-F2 napisał/a:
Ice napisał/a:
Jak nauczysz kilkulatka że do gniazdka nie należy wkładać gwoździa?
myślę, że mu jeb#ę z półobrotu parę razy a potem poprawię nunchaku


Nie pajacuj, tylko odpowiedz.

Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 14:15

shenra, w końcu przekonaliście mnie do waszego podejścia
Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 14:15

Ice napisał/a:
Nie pajacuj, tylko odpowiedz.
odpowiedziałem, czego nie rozumiesz?
shenra - 7 stycznia 2012, 14:16

Fidel-F2, w tym momencie czuję się urażona. Bardzo. I dziękuję Ci za tak urocze podsumowanie, mam nadzieję, że Ty i Twoje ego macie się teraz jeszcze lepiej.

Po raz ostatni mówię, edytuj posty

Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 14:17

shenra napisał/a:
w tym momencie czuję się urażona
znowu? nie uważasz, że powinnaś przeprosić najpierw za tą wypowiedź
shenra napisał/a:
Fidel-F2, gratuluję. Postawa godna naśladowania w każdym aspekcie.

Ice - 7 stycznia 2012, 14:17

Nie rozumiem, czemu wolisz kpić i wypisywać takie głupoty, zamiast uargumentować swoje zdanie/metody.
shenra - 7 stycznia 2012, 14:18

Fidel-F2, nie nie uważam, jak pajacujesz to się licz z równie złośliwym podejściem innych. Bo zamiast dyskutować, chciałeś napisać coś idiotycznego, to napisałeś i za to Ci właśnie gratuluję.
Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 14:22

Ice, nie łapiesz niuansów to powiem otwartym tekstem. Mam Twoje pojmowanie rzeczy za wyjątkowo ograniczone a doświadczenie nauczyło mnie, że jakiekolwiek próby tłumaczenia Ci czegokolwiek zazwyczaj nie przynoszą najmniejszych efektów. W związku z takim stanem rzeczy nie czuję potrzeby traktowania Twoich wypowiedzi za szczególną uwagą a jedynie jako pole do rozrywkowego acz bezwartościowego ping-ponga.
Godzilla - 7 stycznia 2012, 14:22

Fidel-F2, straszny ten świat wokół Ciebie. Ludzie za dziećmi non-stop z nunczaku biegają. Pod każdym krzakiem chowają po kryjomu bachory, a potem zapewne płodzą kolejne. A najgorsi ci "normalni", którzy po kryjomu sprzyjają takim, co to kablem i żelazkiem gnojki traktują. Oj, straszny świat.
Lynx - 7 stycznia 2012, 14:22

Fidel-F2, zadawanie pytań nie jest argumentacją w dyskusji, tego typu pytania nie wnoszą tez nic do niej. Po za tym mógłbyś napisać co chcesz osiągnąć zadając takie pytania.
Ice - 7 stycznia 2012, 14:23

No Fidel, nie bądź okrutny, nie opuszczaj nas, gdy po kliku stronach dyskusji doszliśmy do punktu kulminacyjnego, czyli przełożenia Twoich teorii na praktykę.
Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 14:23

shenra napisał/a:
Fidel-F2, nie nie uważam
shame on you, shenra, jeśli pajacujesz to licz się z równie złośliwym podejściem innych
Ice - 7 stycznia 2012, 14:27

Fidel-F2 napisał/a:
Mam Twoje pojmowanie rzeczy za wyjątkowo ograniczone a doświadczenie nauczyło mnie, że jakiekolwiek próby tłumaczenia Ci czegokolwiek zazwyczaj nie przynoszą najmniejszych efektów. W związku z takim stanem rzeczy nie czuję potrzeby traktowania Twoich wypowiedzi za szczególną uwagą a jedynie jako pole do rozrywkowego acz bezwartościowego ping-ponga.


Może po prostu nie potrafisz obronić swoich spaczonych poglądów przed weryfikacją?

Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 14:29

Lynx napisał/a:
Fidel-F2, zadawanie pytań nie jest argumentacją w dyskusji, tego typu pytania nie wnoszą tez nic do niej.
hmmm, nie prawda http://pl.wikipedia.org/wiki/Dow%C3%B3d_nie_wprost

Lynx napisał/a:
Po za tym mógłbyś napisać co chcesz osiągnąć zadając takie pytania.
dotrzeć do sedna

Godzilla, rozmawiamy o zasadach

Ice napisał/a:
o Fidel, nie bądź okrutny, nie opuszczaj nas, gdy po kliku stronach dyskusji doszliśmy do punktu kulminacyjnego, czyli przełożenia Twoich teorii na praktykę.
spóźniłeś się odrobinę
Martva - 7 stycznia 2012, 14:30

Nieużywanie przemocy wobec dziecka jest spaczonym poglądem?
shenra - 7 stycznia 2012, 14:30

Fidel-F2 napisał/a:
shame on you, shenra, jeśli pajacujesz to licz się z równie złośliwym podejściem innych
To się dogadaliśmy. :D
Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 14:30

Ice napisał/a:
Może po prostu nie potrafisz obronić swoich spaczonych poglądów przed weryfikacją?
rozgryzłeś mnie, niechęć do bicia dzieci to faktycznie spaczone poglądy i kompletnie nie mam pojęcia czym wytłumaczyć takie zboczenie
Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 14:31

shenra napisał/a:
To się dogadaliśmy.
to musisz skończyć z fochaniem się
Ice - 7 stycznia 2012, 14:32

Fidel, i dalej czekam na Twoją odpowiedz, jak przekonasz kilkulatka, żeby nie pchał palców do kontaktu?
Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 14:35

Ice, a jak przekonasz psa, żeby nie zagryzł Twojej sąsiadki?
shenra - 7 stycznia 2012, 14:37

Fidel-F2 napisał/a:
to musisz skończyć z fochaniem się
To mnie nie kuś :mrgreen: I nie pajacuj :wink:
Ice - 7 stycznia 2012, 14:37

Fidel, niestety jak to napisałeś nie łapię niuansów, jak możesz to prościej, najlepiej z kropką na końcu.
kropek - 7 stycznia 2012, 14:38

Fidel-F2 napisał/a:
Ice, a jak przekonasz psa, żeby nie zagryzł Twojej sąsiadki?

Fidel - a jak przekonasz dciecko które rzuca się na podłogę i tłucze w nią głową, bo mu się coś niespodobało? Poczekasz grzecznie aż sobie krzywdę zrobi, wygłosisz mu kazanie, czy może użyjesz innych równie efektywnych metod wychowywania ....

Ice - 7 stycznia 2012, 14:41

Oj kropek, nie uważałeś na wykładzie, to nie będzie przemoc tylko użycie siły fizycznej i to jest dozwolone. Wszystko, co by mogło popsuć teorię naszego wielkiego myśliciela to dozwolona siła fizyczna, a reszta, to co mu pasuje do teorii, to zła przemoc.
Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 14:42

kropek napisał/a:
Fidel - a jak przekonasz dciecko które rzuca się na podłogę i tłucze w nią głową, bo mu się coś niespodobało? Poczekasz grzecznie aż sobie krzywdę zrobi, wygłosisz mu kazanie, czy może użyjesz innych równie efektywnych metod wychowywania ....
ok, przyjmijmy, że poległem na tym pytaniu, powiedz co należy wg Ciebie zrobić
Ice - 7 stycznia 2012, 14:44

Fidel, zawiedziony jestem, liczyłem na kolejny opis sekwencji ciosów....
Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 14:48

Ice, sorry, ale nie ja odpowiadam z Twoje problemy
Godzilla - 7 stycznia 2012, 14:50

kropek, jeżeli jesteś silny i sprawny fizycznie, bierzesz obywatela pod pachę i stawiasz do pionu. Jeśli masz chory kręgosłup i nie jesteś w stanie go podnieść, stoisz nad nim i mu tłumaczysz. Do skutku.
kropek - 7 stycznia 2012, 14:55

Fidel-F2 napisał/a:
ok, przyjmijmy, że poległem na tym pytaniu, powiedz co należy wg Ciebie zrobić

No cóż, z własnej praktyki, tak jak Godzilla napisała, dzieciaka do pionu i dawka wychowawczych klapsów, za drugim razem wystarczył klaps, trzeciego razu nie było .... Dziecko zdrowe jest a i w histerię już nie próbuje wpadać. Granice zostały wyznaczone i wszyscy są zadowoleni...

Miria - 7 stycznia 2012, 14:56

Że tak sobie flejmnę - czy jak w szkole dziecko rzuci mi się na podłogę w napadzie histerii, spróbuje wydziabać oko długopisem koledze albo po prostu i zwyczajnie moje prośby i tłumaczenia nie będą wpływały na jego zachowanie, to mogę mu dać klapsa? Czy tu już inne zasady obowiązują? Bo wiecie, takie rzeczy często się zdarzają, i w ciągu 10 lat pracy jeszcze nigdy nie zastosowałam przemocy (choć siły zdarzyło mi się użyć, przy rozdzielaniu bijących się chłopaków np.). Cud jakiś?

Karanie nie może oznaczać sprawiania bólu, do tego się rzecz sprowadza moim zdaniem.

Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 14:57

@kropek uważasz, że bez klapsów niczego by nie pojął?
Godzilla - 7 stycznia 2012, 14:58

A mi chodziło o postawienie bez przemocy. Samo postawienie. Przerwanie głupiego zachowania. Otóż jeśli jesteś silnym facetem i podniesiesz te 20 kilo żywej wagi, to zapewne wystarczy. Kładę nacisk na to "jeśli" i "zapewne". Resztę proszę sobie dośpiewać.
shenra - 7 stycznia 2012, 15:02

Fidel-F2, to tak samo, czy uważasz, że wszystkim dzieciom da się wytłumaczyć wszystko słownie i osiągnąć homeostazę? Wszystkim, bez wyjątku.

Miria, zdaje się, że używanie tego typu argumentów przez nauczyciela w szkole jest karalne, więc gdzie sens pytania?

Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 15:03

Godzilla, ale 20 kilo to waga dziecka 5-6 letniego :shock: . Jeśli w tym wieku dziecko próbuje wymuszać decyzje na rodzicach przy pomocy tego typu histerii to niestety ale w dużej mierze jest to wina rodziców i sposobu dotychczasowego wychowania. Trudno jednocześnie uznać, ze karanie z to dziecka jest słusznym zachowaniem. Zresztą, w większości przypadków gdy dzieci karane są biciem, karane są za winy rodziców.
Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 15:04

shenra napisał/a:
Miria, zdaje się, że używanie tego typu argumentów przez nauczyciela w szkole jest karalne, więc gdzie sens pytania?
shenra, wstydzę się za Ciebie :oops:
kropek - 7 stycznia 2012, 15:07

@Fidel - F2 Z mojego punktu widzenia, w przypadku dzieciaka, który ma około 18 miesięcy, nieistotne jest, czy inne argumenty nie odniosły skutku, istotne jest aby dzieciaka uchronić przed zrobieniem sobie krzywdy. Tego typu zachowania pochodzą od tego, że dzieciak chce przesunąć granicę, jego "chcę" ma być ważniejsze od innych. Jeśli nie dostanie jasnego sygnału, że to jest, nie halo, następnym razem będzie mógł próbować takiego numeru z babcią - a to już mogło by być niebezpieczne dla niej i dla niego ...

Miria napisał/a:

Karanie nie może oznaczać sprawiania bólu, do tego się rzecz sprowadza moim zdaniem.


??????? Karanie nie może sprawiać bólu? UPS... A jaki jest cel karania? Kara musi boleć czy to w sensie psychicznym czy fizycznym. Czy nauczyciel wf, który w ramach kary wymierza np. 50 przysiadów nie sprawia bólu, jak dla mnie tego typu stwierdzenia to czysty populizm ....

Miria - 7 stycznia 2012, 15:14

shenra, w sumie nie wiem, co mam Ci napisać. Ręce mi opadły.

Kropek, szkoda, że dla tak wielu ludzi ból jest jedyną opcją karania. Owszem, przysiady nie bolą, pozbawianie przywileju to nie ból, danie dodatkowego zadania to nie ból, ogólnie dyskomfort to nie to samo co ból. Naprawdę warto poczytać trochę, psychologia sporo oferuje w dziedzinie wychowania, nie ma potrzeby wyważania otwartych drzwi i dochodzenia do wszystkiego samemu, skoro jest tyle gotowych i wypróbowanych metod. Można poszukać rozwiązań zamiast zasłaniania się bezradnością. Do licha, oglądałeś kiedyś Supernianię? Czy ona biła jakieś dziecko lub sprawiała mu ból? Nie. Czy odnosiła sukcesy wychowawcze? Tak. Czy trzeba czegoś więcej?

Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 15:14

kropek, a kto mówi, że ma nie dostać jasnego sygnału? Dzieci zawsze chcą przesuwać granice. Non stop każdego dnia badają jak daleko mogą się posunąć. Nie uważam, że bicie jest metoda stawiania granic. I dlaczego babcia miałaby nie poradzić sobie z półtorarocznym dzieckiem?
kropek - 7 stycznia 2012, 15:17

Fidel - pamiętasz o kontekście? dziecko leży i bije głową w podłogę? Ile razy tak może robić żeby sobie krzywdy nie zrobić? Co do babci, wysil swoją wyobraźnie, na pewno uda Ci się coś wymyślić ...
Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 15:22

kropek, jeśli babcia nie jest w stanie powstrzymać półtorarocznego dziecka od zrobienia sobie krzywdy to zostawianie z nią dziecka jest dużą nieodpowiedzialnością. Opieranie się na tym że jak kilka razy mu wleję to na pewno przy babci nie zrobi nic niebezpiecznego jest delikatnie mówiąc mało rozgarniętym sposobem rozumowania.

kropek, tłumacz, przytulaj, stój nad nim i łap jak tylko zaczyna tłuc głową, sprzedaj samochód i wyłóż cały dom dywanem grubym na 3cm ale nie bij.

Godzilla - 7 stycznia 2012, 15:26

Fidel-F2 napisał/a:
ale 20 kilo to waga dziecka 5-6 letniego
No i co. Dwa-trzy kilo mniej.

Fidel-F2 napisał/a:
Jeśli w tym wieku dziecko próbuje wymuszać decyzje na rodzicach przy pomocy tego typu histerii...
Na podstawie rzuconej cyfry wysnuwasz wniosek na temat wieku, w jakim moje dzieci miały (lub mogły mieć?) podobne odchyły.

Co do win rodziców, jest to fajny slogan mądral, którzy wiedzą wszystko najlepiej. Może mają szczęście, może są zaślepieni. Niech najpierw sami wychowają własne dzieci do dorosłego wieku, niech te dzieci same mają dzieci, żeby popatrzeć co wyszło z tego wychowania. Poza tym bez wymierzenia nawet jednego klapsa można dzieciaka zrównać z ziemią. Nie wiem, co bardziej niszczące.

kropek - 7 stycznia 2012, 15:28

Fidel,
Ojoj roztkliwiłem się ... wszytko dla dziecka, jakie to szczytne idee, a potem mamy złote dzieci, które robią to co chcą, idą na mecze, biją innych równie bezstresowo wychowanych, kradną etc... no bo jak źle zrobią to ktoś im wytłumaczy i przytuli ..... cudowny jest ten świat

Miria napisał/a:


Owszem, przysiady nie bolą, pozbawianie przywileju to nie ból, danie dodatkowego zadania to nie ból, ogólnie dyskomfort to nie to samo co ból.


Oj chyba w życiu zakwasów nie miałaś, a nazywanie psychicznego bólu dyskomfortem...., no cóż, różne figury stosuje się w retoryce, można i tak. Ja jestem prostym człowiekiem i nazywam rzeczy po imieniu. A super niania, wybacz ale przemilczę .. program o dysfunkcyjnych rodzinach ....

shenra - 7 stycznia 2012, 15:32

Miria napisał/a:
shenra, w sumie nie wiem, co mam Ci napisać. Ręce mi opadły.
Nie rozumiem, czemu użyłaś adrgumentu, który jest z góry absurdalny i jeszcze mi teraz piszesz, że to Tobie ręce opadły?
Prawnie jest to karalne. Powinnaś wiedzieć.

Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 15:32

Godzilla, żaden slogan. Nie pamiętam kto dokładnie, ale jeden z psychologów powiedział (swobodny cytat z pamięci) 'Człowiek w swoim życiu ma jedynie dwa naprawdę duże problemy. Jeden to ojciec a drugi to matka'. Dzieci noszą w sobie piętno rodzicielskich błędów na wiele sposobów, zwykle przez całe życie. Nie ma rodziców którzy by byli idealni i bezbłędni. Taki świat. Co nie znaczy, że nie należy się starać. A bicie dziecka to po prostu odpuszczenie sobie. Nie chce mi się starać a chcę żeby zadziałało szybko. To mu wleję.

Godzilla napisał/a:
Poza tym bez wymierzenia nawet jednego klapsa można dzieciaka zrównać z ziemią. Nie wiem, co bardziej niszczące.
Pełna zgoda. Jednak to w żaden sposób nie uzasadnia bicia.

shenra napisał/a:
Nie rozumiem, czemu użyłaś adrgumentu, który jest z góry absurdalny i jeszcze mi teraz piszesz, że to Tobie ręce opadły?
Prawnie jest to karalne. Powinnaś wiedzieć.
shenra, Ty kpisz czy na prawdę nie rozumiesz?

kropek napisał/a:
Ojoj roztkliwiłem się ... wszytko dla dziecka, jakie to szczytne idee, a potem mamy złote dzieci, które robią to co chcą, idą na mecze, biją innych równie bezstresowo wychowanych, kradną etc... no bo jak źle zrobią to ktoś im wytłumaczy i przytuli ..... cudowny jest ten świat
takie dzieci idą na mecze i biją innych bo nikt im nie tłumaczył, nie przytulał i zasadniczo miał ich gdzieś poza spuszczeniem wpier#olu od czasu do czasu
shenra - 7 stycznia 2012, 15:34

Fidel-F2, oświeć mnie wszechwiedzący :roll:
Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 15:36

shenra, czy bicie ludzi jest prawnie karalne?
Martva - 7 stycznia 2012, 15:38

shenra napisał/a:
Prawnie jest to karalne. Powinnaś wiedzieć.


Czyli rodzic w sytuacji bez wyjścia może użyć klapsa jako ostatecznego argumentu, a nauczyciel nie może, więc musi sobie poradzić inaczej? To jak sobie ma poradzić? I dlaczego rodzic nie może poradzić sobie tak samo, jeśli jest inna metoda? Nie łapię.

kropek, wychowanie bez kar cielesnych nie równa się wychowaniu bez kar (i wychowaniu bezstresowemu) znaczy dla mnie się nie równa, ale ja jestem dziwna ogólnie.

kropek - 7 stycznia 2012, 15:39

Fidel-F2 napisał/a:
shenra, czy bicie ludzi jest prawnie karalne?

Fidel,proponuję czytać ze zrozumieniem, post Shenry odnosił się do karalności nauczycieli w przypadku używania przemocy w szkole ....


Martva napisał/a:

kropek, wychowanie bez kar cielesnych nie równa się wychowaniu bez kar (i wychowaniu bezstresowemu) znaczy dla mnie się nie równa, ale ja jestem dziwna ogólnie.

Martva, klapsy na ogół są skuteczne wtedy gdy dzieciak jest jescze mały i proces tłumaczenia bywa długotrwały i nieskuteczny. W szkole jest już nieco inaczej. Z drugiej zaś strony, czytałem w prasie i znam z opowieści znajomych przypadki gdy dzieciak zachowywał się w sposób zagrażający życiu i zdowiu innych dzieci i szkoła nie potrafiła nic poradzić, a rodzice mieli wszystko w du... i uważali, że to ich dziecko jest biedne i prześladowane...

Miria - 7 stycznia 2012, 15:40

shenra napisał/a:
Nie rozumiem, czemu użyłaś adrgumentu, który jest z góry absurdalny i jeszcze mi teraz piszesz, że to Tobie ręce opadły?
Prawnie jest to karalne. Powinnaś wiedzieć.

Ja wiem. Za to Ty najwyraźniej nie wiesz, że w świetle prawa każde wymierzanie kary cielesnej jest zabronione. Także gdy robią to rodzice.
Wydawało mi się też, że bronisz kar cielesnych jako ostatecznego środka, gdy wszystko inne zawodzi, i bez klapsa się nie da. Otóż pokazuję, że się da.

Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 15:44

kropek napisał/a:
Fidel,proponuję czytać ze zrozumieniem, post Shenry odnosił się do karalności nauczycieli w przypadku używania przemocy w szkole ....
ręce opadają

kropek napisał/a:
czytałem w prasie i znam z opowieści znajomych przypadki gdy dzieciak zachowywał się w sposób zagrażający życiu i zdowiu innych dzieci i szkoła nie potrafiła nic poradzić, a rodzice mieli wszystko w du... i uważali, że to ich dziecko jest biedne i prześladowane...
sam sobie odpowiadasz, taka sytuacja jest konsekwencją tego że rodzice mieli wszystko w d. Bicie czy nie bicie nie ma tu nijakiego znaczenia
shenra - 7 stycznia 2012, 15:47

Miria napisał/a:
Wydawało mi się też, że bronisz kar cielesnych jako ostatecznego środka, gdy wszystko inne zawodzi, i bez klapsa się nie da. Otóż pokazuję, że się da.
Wydawało Ci się, nigdzie nie powiedziałam, że się nie da. Nie jestem zwolennikiem stosowania tego typu kar, ale też nie uważam, że danie dziecku klapsa, jeśli sytuacja do tego doprowadziła(klapsa, nie połamania kończyn i ciężkiego uszkodzenia ciała) nie jest traumą na całe życie.
Miria napisał/a:
Za to Ty najwyraźniej nie wiesz, że w świetle prawa każde wymierzanie kary cielesnej jest zabronione.
Wiem, odnoszę się do tego, że jeśli nauczyciel publicznie, czyli w klasie, ukara w ten sposób dziecko, to sam będzie się liczył z konsekwencjami w trybie natychmiastowym. I do tego odnosiła się moja wypowiedź. Natomiast rodzic w domu jak da klapsa dziecku, nie ma na to świadków, prawda?
Nie potraficie chyba wyznaczyć granicy między klapsem, a przeginaniem pały. Kiedyś rodzice dawali dziecku klapsa i wyrośli oni(wyrośliśmy) na normalnych ludzi, którzy nie czują się jak zdegradowani do poziomu podłogi osobnicy i nie mamy zapędów (że to tak ładnie ujmę) wpier**nia wszystkiemu co się rusza jako zadość uczynienia naszym strasznym krzywdom.
Mojej młodej też się większość rzeczy i "przepychania" udało wytłumaczyć używając argumentów słownych, jednak zdarzyła się sytuacja, gdy dostała klapsa i nie chodzi z tego powodu do psychologa.

kropek - 7 stycznia 2012, 15:48

Fidel-F2 napisał/a:
kropek napisał/a:
Fidel,proponuję czytać ze zrozumieniem, post Shenry odnosił się do karalności nauczycieli w przypadku używania przemocy w szkole ....
ręce opadają

kropek napisał/a:
czytałem w prasie i znam z opowieści znajomych przypadki gdy dzieciak zachowywał się w sposób zagrażający życiu i zdowiu innych dzieci i szkoła nie potrafiła nic poradzić, a rodzice mieli wszystko w du... i uważali, że to ich dziecko jest biedne i prześladowane...
sam sobie odpowiadasz, taka sytuacja jest konsekwencją tego że rodzice mieli wszystko w d. Bicie czy nie bicie nie ma tu nijakiego znaczenia

ręce opadają ....

Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 15:53

Martva, +1

zawsze Cię podziwiałem za umiejętność klarownego wypowiadania myśli

shenra napisał/a:
Wiem, odnoszę się do tego, że jeśli nauczyciel publicznie, czyli w klasie, ukara w ten sposób dziecko, to sam będzie się liczył z konsekwencjami w trybie natychmiastowym
ale rozumiesz, że to jest argument bezwartościowy w aspekcie dyskusji tutejszej?

shenra napisał/a:
Kiedyś rodzice dawali dziecku klapsa i wyrośli oni(wyrośliśmy) na normalnych ludzi, którzy nie czują się jak zdegradowani do poziomu podłogi osobnicy
Jedni tak inni nie, poza tym to nie jest argument. Nie chodzi o to jedynie czy klaps skrzywdzi tylko o to czy wolno bić innych .

shenra napisał/a:
i nie mamy zapędów (że to tak ładnie ujmę) wpier**nia wszystkiemu co się rusza jako zadość uczynienia naszym strasznym krzywdom.
jak to nie? przecie sporo tu osób, Ciebie wliczając, którzy twierdzą, że bicie jest ok.

shenra napisał/a:
Mojej młodej też się większość rzeczy i "przepychania" udało wytłumaczyć używając argumentów słownych, jednak zdarzyła się sytuacja, gdy dostała klapsa i nie chodzi z tego powodu do psychologa
Rozumiem, że jak mnie wkurzysz i Ci przywalę a Ty po tym nie będziesz musiała chodzić do psychologa to wszystko jest ok?

kropek napisał/a:
ręce opadają ....
ale żeby przywalić dziecku to jakoś tam się zawsze podniosą
shenra - 7 stycznia 2012, 15:57

Fidel-F2 napisał/a:
ale rozumiesz, że to jest argument bezwartościowy w aspekcie dyskusji tutejszej?
Nie ja wytoczyłam to działo.

Fidel-F2 napisał/a:
przecie sporo tu osób, Ciebie wliczając, którzy twierdzą, że bicie jest ok.
Rozmawiasz już do lustra, to co za różnica, co powiem?

Fidel-F2 napisał/a:
Rozumiem, że jak mnie wkurzysz i Ci przywalę a Ty po tym nie będziesz musiała chodzić do psychologa to wszystko jest ok?
Tak sobie to tłumacz, skoro w mojej wypowiedzi tylko tyle jesteś w stanie wyczytać. Nie mamy o czym gadać.

Fidel-F2 napisał/a:
ale żeby przywalić dziecku to jakoś tam się zawsze podniosą
Tak , zawsze i wszędzie walimy dzieci, tak na dopomóż Bóg.
Idę sobie walnąć jakieś dziecko, mam dwa pod ręką, będę mogła to zrobić symultanicznie.

Miria - 7 stycznia 2012, 16:00

shenra, myślę, że swoje stanowisko określiłam wystarczająco jasno dla wszystkich czytających. Na to, że Ty masz najwyraźniej problem w określeniu, czego bronisz i dlaczego, to już wpływu nie mam. Pozdrawiam i EOT.
shenra - 7 stycznia 2012, 16:02

Oczywiście, wszyscy jesteście przejrzyści jak łza, to my niekumacie powinniśmy się kajać z naszą małointeligencją i topornością.
Miria - 7 stycznia 2012, 16:03

Walnij jeszcze większego focha, wtedy Twoje na pewno będzie na wierzchu;)
Ziemniak - 7 stycznia 2012, 16:06

Fidel-F2 napisał/a:
Rozumiem, że jak mnie wkurzysz i Ci przywalę a Ty po tym nie będziesz musiała chodzić do psychologa to wszystko jest ok?

Jeżeli nie widzisz różnicy, między dzieckiem a osobą dorosłą, to dyskusja z tobą jest bezprzedmiotowa.

Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 16:14

shenra, odnoszę wrażenie, że już sama nie wiesz o czym mówisz. Nie chciałby Ciebie na opiekunkę mojego syna skoro twierdzisz, że nie wolno bić wtedy gdy dasz się złapać i sama poniesiesz karę.

Ziemniak napisał/a:
Jeżeli nie widzisz różnicy, między dzieckiem a osobą dorosłą, to dyskusja z tobą jest bezprzedmiotowa.
widzę, widzę - dziecko wolno bezkarnie bić a dorosłego nie

Dalsza dyskusja jest bez sensu. Chcecie bić dzieci to je bijcie. Dla mnie to olewanie dziecka i odwaga bohatera któremu ofiara nie jest w stanie oddać. Nie wiem jak mozna bić bezbronną osobę którą się kocha. I to dlatego, że nie rozumie ona do końca reguł świata w którym żyje. W dużej mierze, myślę, odpowiada za to debilny mem 'mnie bili i nic mi nie jest' pozwalający nie czuć się winnym. Na tej samej zasadzie kiedyś małym dzieciom nie podawano znieczulenia przy operacjach chirurgicznych - uważano, że są za małe by czuć ból a jak dorosną to i tak nic nie będą pamiętać.

Ice - 7 stycznia 2012, 16:18

Ale dokładnie w ten sam sposób uzasadniasz aborcję hipokryto. :lol:
kropek - 7 stycznia 2012, 16:26

Fidel-F2 napisał/a:

Dalsza dyskusja jest bez sensu. Chcecie bić dzieci to je bijcie. Dla mnie to olewanie dziecka i odwaga bohatera któremu ofiara nie jest w stanie oddać. Nie wiem jak mozna bić bezbronną osobę którą się kocha.


Fidel, demagogia 5+, przeinaczanie słów innych +5, czytanie ze zrozumieniem 1 i tak ładnie możemy sobie podyskutować, klaps to bicie - zadawanie kar w szkole skutkujących psychicznym bólem to dyskomfort, ot takie życie ... EOT

Agi - 7 stycznia 2012, 16:27

Ice napisał/a:
Ale dokładnie w ten sam sposób uzasadniasz aborcję hipokryto. :lol:

Ice, nie używamy inwektyw jako argumentów w dyskusji.

shenra - 7 stycznia 2012, 16:34

Miria napisał/a:
Walnij jeszcze większego focha, wtedy Twoje na pewno będzie na wierzchu;)
Wychodź na wyższy piedestał, na pewno mnie przekonasz.
Fidel-F2 napisał/a:
shenra, odnoszę wrażenie, że już sama nie wiesz o czym mówisz. Nie chciałby Ciebie na opiekunkę mojego syna skoro twierdzisz, że nie wolno bić wtedy gdy dasz się złapać i sama poniesiesz karę.
Nic takiego nie powiedziałam.
Godzilla - 7 stycznia 2012, 16:53

Moim zdaniem cała rzecz prowadzi w jedną stronę: nie opłaca się mieć dzieci. To jest od dawna ekstremalny sport, dostępny wybranym.

Kwestia ewentualnego fizycznego skarcenia dziecka (w skrajnym przypadku) została już dawno sprowadzona do absurdu, zrównana z katowaniem i znęcaniem się, i po pierwsze ludzie mają kolejny argument przeciwko posiadaniu dzieci w ogóle (oprócz własnej wygody, poziomu zarobków, możliwości wyjazdu na wakacje w dowolnym momencie, gdy tylko szef da urlop), po drugie, jak już się na nie zdecydują, są pod potężną presją, czy sprostają olbrzymim wymaganiom.

Miria, szczycisz się, że zawsze znajdziesz inną metodę niż klaps. To warunek Twojego przetrwania w zawodzie, prawda? Ci co nie znajdą, klapsa nie wlepią bo zaraz będą mieć na karku dyrektora, kuratorium i wszystkich świętych, po prostu dotrwają do końca roku szkolnego a potem poszukają nowej roboty. Ewentualnie wytrwają w szkole i uodpornią się na uczniów. Zawsze to ciepła posada, lepsza taka niż żadna.

Czytałaś w wiadomościach o nauczycielu, któremu klasa włożyła na głowę kosz na śmieci a jeden z uczniów filmował to komórką? To jeden z pechowców, którzy w skrajnych sytuacjach nie dają sobie rady tak dobrze jak Ty, a podnieść ręki im rzecz jasna nie wolno.

kropek - 7 stycznia 2012, 16:58

Godzilla +1 :bravo
terebka - 7 stycznia 2012, 17:44

Niechby jeszcze wszystko to było aż takie proste - jest klaps sposobem dyscyplinowania czy już znęcaniem się. Czy wymierzanie go świadczy za tym, że dziecko jest krnąbrne i inaczej się nie da, czy że to dorosły nie dorósł do roli rodzica i nie potrafi dostatecznie uruchomić wyobraźnię by wykrzesać z siebie sposoby dyscyplinujące mniej radykalne. Prawdę mówiąc nie mam pojęcia. Na samą myśl, że ktoś wymierza klapsa przykładowemu kilku- czy nastolatkowi, cierpnie mi skóra, bo jeśli można - a można - zdyscyplinować go inaczej, słowem, to czemu, kuźwa, nie! Jednakże nie każdy -latek pozwoli się zdyscyplinować. Każdy przypadek jest jednostkowy, nie da się tego problemu sklasyfikować i ująć w twarde ramy. Z jednej strony oczyma wyobraźni widzę zdjęcie "Chłopca" z Cieszyna. Z drugiej - wzmiankowanego nauczyciela z koszem na głowie. Są to skrajności, owszem, ale one właśnie pozwalają mi sądzić, że się, drodzy Współforumowicze, nie pogodzicie :P
Fidel-F2 - 7 stycznia 2012, 18:09

terebka, po co wspominasz nauczyciela z koszem na głowie? Dostał ten kosz bo uczniowie nie byli bici? Większej głupoty nie słyszałem. Dostał ten kosz na głowę bo dzieci są wychowywane bez zasad albo raczej nie są wychowywane tylko hodowane.
terebka - 7 stycznia 2012, 18:20

Wspomniałem nie jako pierwszy. Ale wspomniałem bo jednak zdarzenie to miało miejsce i z czegoś wynikło. Nie znasz przypadku, więc Twoje przekonanie, że znaczenie miał wyłącznie czynnik rodzicielski, brzmi nieprzekonująco jak dla mnie. Nie da się dziecka uchronić od wpływów negatywnych, poza rodzicielskich - złego towarzystwa, własnego postrzegania świata, diabeł wie czego jeszcze. Nie każdy rodzic sobie da z tym radę, i jeżeli użyje siły gdy przerośnie go sytuacja, to wciąż nie znaczy że jest złym rodzicem i że zasługuje na potępienie. Na wszelki wypadek dodam, bo może jednak nie wynikło to z mojej poprzedniej wypowiedzi: nie jestem zwolennikiem kar cielesnych. Nie powinny mieć miejsca. Ale ani mi w głowie odsądzać od czci i wiary tych, którzy je stosują w formie klapsów. Jako rodzic z całą pewnością masz zdecydowanie większe pojęcie o temacie, co nie znaczy, że pojadłeś wszelkie rozumy.


edit
Cytat:
Dostał ten kosz bo uczniowie nie byli bici? Większej głupoty nie słyszałem.


Całe szczęście, że nie ja tę głupotę napisałem.

Miria - 7 stycznia 2012, 19:51

terebka, w zasadzie to mogę się podpisać pod tym, co napisałeś. Naprawdę nie chodzi mi o to, że wszyscy mają być idealnymi rodzicami, a jak już ktoś dał klapsa, to powinno mu się dzieci zabrać, nie! Absolutnie nie. To całkowicie normalne, że popełniamy błędy, poddajemy się emocjom i chwilowej bezradności, mamy różny próg cierpliwości i sytuacje też bywają rozmaite. Ale wkurza mnie maksymalnie obrona kar cielesnych "bo ja dostawałem i nic mi nie jest", "bo to jedyna skuteczna metoda", "bo inaczej dziecko sobie krzywdę zrobi" itd. Kary cielesne to złe rozwiązanie i dyskutowanie z tym jest po prostu bezcelowe. Chodzi tylko o to, żeby szukać innych sposobów i starać się nie powtarzać popełnionych błędów.
Rafał - 8 stycznia 2012, 02:48

Miałem napisać, że padam na pysk, bo mam w domu mutującego wirusa przypiepszającego się w kółko do dzieciaków i nie wiem jak działać i które prochy do którego dzieciaka i za co mam komu płacić bo padam na pysk {patrz godzina}


Hmm. :evil:


Nigdy w życiu żadnego dziecka nie uderzyłem, ale było blisko. Symboliczny klaps, czemu nie, ale ... dzieciak czasami ma zrobić dokładnie to, co stary mu mówi: zejść z ulicy na chodnik, przestać kopać dziewczynkę, oddać ten granat :wink:

Nieważne, że klaps nie nastąpi, ważne, że to ma być czasem koniec świata, klapsy i cokolwiek fantazja przyniesie, skutek ma nastąpić natychmiastowo :wink:


Wkurwiam się i nie śpię, bo chłopczyk z grupy, zmarł na nie wiadomo na co, miał 2 latka, 40 stopni gorączki przez 6 godzin i tyle go było. Szok.

Lynx - 8 stycznia 2012, 09:58

Miria, Fidel-F2, podam przykład dziecka, a wy, bardzo was proszę, podajcie swoją receptę na przekonanie go o konsekwencjach społecznie nieakceptowalnych zachowań.
Dziecko z zachowaniami agresywnymi i autoagresywnymi, nie komunikujące się werbalnie. Niewłaściwe zachowanie: bicie innego dziecka.
A teraz czekam na receptę.

illianna - 8 stycznia 2012, 12:07

Fidel-F2 napisał/a:
Dalsza dyskusja jest bez sensu. Chcecie bić dzieci to je bijcie. Dla mnie to olewanie dziecka i odwaga bohatera któremu ofiara nie jest w stanie oddać. Nie wiem jak mozna bić bezbronną osobę którą się kocha. I to dlatego, że nie rozumie ona do końca reguł świata w którym żyje. W dużej mierze, myślę, odpowiada za to debilny mem 'mnie bili i nic mi nie jest' pozwalający nie czuć się winnym. Na tej samej zasadzie kiedyś małym dzieciom nie podawano znieczulenia przy operacjach chirurgicznych - uważano, że są za małe by czuć ból a jak dorosną to i tak nic nie będą pamiętać.
wyjątkowo i bez żadnych ale zgadzam się z Fidelem, mały ma teraz okres szarpania mnie za włosy w sposób wyjątkowo bolesny, wyraźnie sprawia mu to frajdę, myślę, że to geny po szympansach wczepiających się w matkę się odezwały :mrgreen: pomijam, że mnie czasem ugryzie w twarz i inne części ciała też albo przywali tacie młotkiem drewnianym z zabawki z IKEA proso w rzepkę, czasem z bólu krzyknę, sposób niekontrolowany, nie zawsze uda mi się powstrzymać, jak krzyknę średnio to się śmieje, jak bardzo to się aż cały skuli w sobie, zamyka oczy i zamiera. Nie wyobrażam sobie, żebym miała go uderzyć, choć jego zachowaniu są elementy celowości, nawet z powodu tych moich wrzasków czuję się winna, zwykle staram się spokojni i uparcie powtarzać, że tak się nie robi i pokazywać jak się głaska żeby nie bolało, i tak do ukichania. To samo trenujemy z kotkiem, uczymy dziecko głaskać kota w sposób bezpieczny. Co dziwne nasz kot, które bodajże wczoraj rozcharatał S rękę do krwi, wie że to dziecko i daje się szarpać bez ograniczeń. Oczywiście nie pozwalamy na to, ale czasem nie zdążymy, bo kot uparcie chce się z dzieckiem bawić. Dodam, że kota tez nie bijemy, za to że nas gryzie i drapie.
Oczywiście to nie o to chodzi, że jak ktoś da w nerwach klapsa, to dziecko trafi na psychiatrię, ale to nie ok tak samo jak danie mężowi po pysku, czy wrzeszczenie na siebie. Jasne zdarza nam się to nam wszystkim, ja na przykład często się wydzieram i wcale nie jestem z tego dumna, wstyd mi jak cholera, staram się to zmienić, zamiast się usprawiedliwiać, an razie jeszcze mi się nie udało, ale to nie wpływa na moją ocenę tego.

Lynx napisał/a:
Dziecko z zachowaniami agresywnymi i autoagresywnymi, nie komunikujące się werbalnie. Niewłaściwe zachowanie: bicie innego dziecka.
A teraz czekam na receptę.
nie pracowałam nigdy z dziećmi, ale mieliśmy a oddziale 20 letnią upośledzoną pacjentkę, przewieźli ją z Dpsu bo już nie dawali rady, była nas kilka miesięcy, na początku personel brał ją w kaftanie i spacerował z nią, bez kaftana się nie dało w ogóle, a i tak waliła głową w twoją głowę, wszyscy po prostu to znosiliśmy, stopniowo kaftan został zdjęty, itd. co dziwne inni pacjenci, mimo że sami bardzo chorzy rozumieli że ona nie potrafi inaczej i tolerowali że czasem ich szarpie, bije wyrywa włosy, miałam do nich duży szacunek za to.
Lynx - 8 stycznia 2012, 12:21

illianna napisał/a:
jak ktoś da w nerwach klapsa


Myślę, że tu jest pies pogrzebany- nie w nerwach. Jeżeli już jesteśmy zmuszeni do cielesnej kary wówczas musimy być w pełni świadomi tego co robimy i jakimi konsekwencjami to grozi. Bo nie sztuka uderzyć. Sztuką jest umiejętność odrożnienia konieczności.
Nie wiem, czy wyrażam się dosyć jasno, teoretyzowania a praktyka to dwie różne rzeczywistości.
illianna, życzę cierpliwości. Mam nadzieje, że już niedługo wejdziecie na następny etap- zrozumienie niewłaściwości robienia innym "ała". ;)
Powodzenia w byciu mamą. To niełatwe, ale jakże satysfakcjonujące, szczególnie jak możesz być dumna ze swojego dorosłego dziecka.

illianna - 8 stycznia 2012, 12:41

Lynx, napisałam w nerwach, dlatego że zwykle tak się dzieje, a nie dlatego że to popieram, nerwy też niego nie uzasadniają, a na zimno to w ogóle sobie nie wyobrażam, nie ma takiej konieczności, która to dla mnie uzasadnia, i tyle, są tylko ludzkie potknięcia, jeśli już to się zdarzy, i ja akurat jestem daleka od teoretyzowania, moja praca mnie tego nauczyła, czasami bywało naprawdę ciężko, ale skoro nie uderzyłam nigdy bezczelnego pijaka, który był wulgarny i chamski wobec mnie, a na detoks przyszedł odpocząć a nie się leczyć, to dlaczego mam bić własne dziecko? Jasna ktoś powie, że by mnie z roboty wywalili, otóż niekoniecznie,bo różne rzeczy da się zawsze ukryć, pijak jeszcze może by się wykłócić, upośledzony niemowa, już nie, po prostu nie wyobrażam sobie że mogłabym uderzyć kogoś kto de facto jest ode mnie zależny i na mnie liczy, nawet jeśli mnie szarpie albo wyzywa od ku.
A w byciu rodzicem na pewno jeszcze wiele trudów przed mną, małe dzieci mały kłopot itd. takie życie, ale też dużo radości, obecnie radość zdecydowanie przeważa.

Lynx napisał/a:
Powodzenia w byciu mamą. To niełatwe, ale jakże satysfakcjonujące, szczególnie jak możesz być dumna ze swojego dorosłego dziecka.
dzięki i oby się nam wszystkim rodzicom spełniło
Żelazny - 11 stycznia 2012, 00:34

Cytat:
ja akurat jestem daleka od teoretyzowania, moja praca mnie tego nauczyła


illianna - praca a życie ...

Rafał - 11 stycznia 2012, 08:13

Ponieważ dzieciaki naumiały się kantować visikida, przyszła pora na kolejny krok, internet poprzez ustawienia routera "rwie się" pomiędzy godziną 20, a 24 :twisted: .
Ilt - 11 stycznia 2012, 09:20

To ich nie powstrzyma a zachęci do dowiedzenia się jakie jest hasło do routera i co należy zmienić, by cię oszukać. :) )

A tak z ciekawości, Visikida używasz tylko do ograniczenia czasu używania komputera, czy też sprawdzasz co robiły?

Kasiek - 11 stycznia 2012, 09:28

A da się wychować kopacza w brzuchu? Żeby jakoś mniej się nad matką znęcał? Chodzenie nie pomaga, głaskanie się po brzuchu też nie. Działa tylko przyłożenie ręki przez Marcina do brzucha (automatycznie Pasożyt zastyga w bezruchu :P ), ale jego akurat nie mam pod ręką :P
Rafał - 11 stycznia 2012, 09:28

Ilt, na początku visikid służył mi do kontrolowania ilości czasu spędzonego na zabawie w sieci lub bez, był taki układ - 2h dziennie na zabawę, plus ew.dodatkowo godzina. Wiem, okrutny jestem :wink: , ale te 2-3 godziny wydają się rozsądnym kompromisem. Oczywiście wiedziałem też jakie strony odwiedzają i jakie programy używają. Tu było ok.

A hasło do routera znają, ale jakoś tak zapomniałem powiedzieć o zmianie ustawień i sami siebie tak nawzajem utwierdzają w awarii zewnętrznej i mają pretensję, że chyba nie zapłaciłem za internet :wink:

dalambert - 11 stycznia 2012, 09:37

Rafał, a jeszcze nie wyczaili, że można wejść na takie jedno Forum i po zapoznaniu się z występami na nim kochanego rodziciela, mieć sprawę obczajoną na wiele sposobów :mrgreen: :?:
Rafał - 11 stycznia 2012, 09:42

dalambert, czasu nie ma na to, syn tłucze zespołowo w gry i odcięty od reala w słuchawkach z mikrofonem śmieje się do monitora :shock: córka za to siedzi w forach dla nastolatek i się produkuje w jakichś gosupermodel :shock:
dalambert - 11 stycznia 2012, 09:45

Rafał, no to, jak to młode więc i "głupie" tracą szansę rozpracowania ukochanego staruszka, ale uważaj i dzieci czasem mądrzeją / acz rzadko :wink: /
illianna - 11 stycznia 2012, 12:48

Żelazny, moja praca jest zdecydowanie bardziej życiowa niż życie, życie to luzik przy pracy.
Żelazny - 12 stycznia 2012, 00:34

illianna - żadna praca nie jest bardziej życiowa niż życie - życie nie płaci za wykonywanie choćby podstawowych czynności czy obowiązków chociażby wobec własnej rodziny. W pracy ( choćbyś nie wiem jak się udzielała) zawsze dostajesz za to kasę - czy według Ciebie nie zmienia to w najmniejszym stopniu podejścia do tematu?!
Ilt - 12 stycznia 2012, 01:26

Rafał napisał/a:
Oczywiście wiedziałem też jakie strony odwiedzają i jakie programy używają. Tu było ok.
A propos kontroli rodzicielskiej to nigdy nie mogłem zrozumieć rodziców regularnie sprawdzających aktywność dzieci na komputerze. Rozumiem - jak się coś niefajnego podejrzewa, ale nie 'bo tak'. Ktoś może na forum sprawdza regularnie (bez żadnej nadzwyczajnej przyczyny) - i jest w stanie powiedzieć dlaczego? Ze strachu? Z braku zaufania?
Rafał - 12 stycznia 2012, 07:49

Ilt napisał/a:
Z braku zaufania?
Ufać ufamy, sprawdzać sprawdzamy :D
Miło wiedzieć, że nadal można ufać i wszystko jest ok. Ale co rozumiesz przez "regularnie"?

Edit:
Ale fajne bajki kumpel mi dał, super, seria o Maszy i Niedźwiedziu, jak ktoś lubi bajki koniecznie niech zobaczy choć pierwszy odcinek: http://www.youtube.com/watch?v=CSdGB_r6ZkQ

Ilt - 12 stycznia 2012, 08:33

Rafał napisał/a:
"regularnie"

Codziennie po powrocie z pracy. W każdy [tu wstaw nazwę dnia tygodnia]. Co X dni. Każdego ikstego dnia każdego miesiąca. X razy w miesiącu też bym podciągnął. To by chyba pokrywało wszystkie 'regularnie' bez wpadania w obsesję. :)

Rafał napisał/a:
Ufać ufamy, sprawdzać sprawdzamy

No właśnie IMHO (ale ja nie jestem rodzicem) coś nie tak z tym ufaniem jak sprawdzamy. ;)

dalambert - 12 stycznia 2012, 08:38

Ilt napisał/a:
(ale ja nie jestem rodzicem)

No właśnie - poczekaj jak będziesz miał naprawdę coś do powiedzenia :wink:

Rafał - 12 stycznia 2012, 09:02

Ilt napisał/a:
Codziennie po powrocie z pracy. W każdy [tu wstaw nazwę dnia tygodnia]. Co X dni. Każdego ikstego dnia każdego miesiąca. X razy w miesiącu też bym podciągnął. To by chyba pokrywało wszystkie 'regularnie' bez wpadania w obsesję.
Aha, no to ja coś raz na miesiąc-trzy miesiące patrzę czy coś na czerwono się nie pokazuje (program oznacza sam tzw."nieodpowiednie treści").
hrabek - 12 stycznia 2012, 09:03

A rozmowy na gg monitorujesz? Tam to się dopiero można zdziwić.

A dzieci na facebooku dodałeś? Patrzyłeś do jakiej grupy znajomych cię wrzucili? :D

Rafał - 12 stycznia 2012, 09:28

hrabek napisał/a:
A rozmowy na gg monitorujesz? Tam to się dopiero można zdziwić.
Nie, to byłoby przegięcie.
hrabek napisał/a:
A dzieci na facebooku dodałeś? Patrzyłeś do jakiej grupy znajomych cię wrzucili?
Nie przyznaje się do nich ;P: 8)
Ilt - 12 stycznia 2012, 10:04

dalambert napisał/a:
No właśnie - poczekaj jak będziesz miał naprawdę coś do powiedzenia
Dlatego przyznaje, że nie rozumiem i pytam o motywację, a nie dyskutuję/staram się przekonać do innego modelu/daję się przekonać do innego modelu/. Jakbym był rodzicem to pewnie potrafiłbym stwierdzić co dokładnie mnie motywuje lub kusi do sprawdzania aktywności pociech (w sytuacjach bez przesłanek, że dzieje się coś złego) i ekstrapolować. ;-)

Dzięki Rafałowi (dzięki!) dowiedziałem się, że jedną z motywacji/pokus jest ograniczony zapas zaufania. I choć progenitury ( ;-) ) dostają kredyt, tak co jakiś czas jest on sprawdzany. Ponieważ Rafał nie sprawdza gron znajomych i komunikacji to chyba nie boi* się o ich bezpieczeństwo (np. złe towarzystwo, 'Cześć jestem Krzyś i tak jak ty mam 11 lat' czy phishing), a o ich kontakt z treściami uznawanymi za nieodpowiednie dla dzieciaków.

*zakładam, że wyedukował jak unikać wyłudzenia danych i że nie należy spotykać się z nieznajomymi.

merula - 12 stycznia 2012, 10:11

Ilt, to proste. jesteś za dzieci odpowiedzialny. z jednej strony, trzeba sprawdzać, czy nie przekraczają zakazów i co robią (jak spędzają czas dany im na takie rozrywki), z drugiej, jakby im się coś stało przez niedopatrzenie, plułbyś sobie w brodę latami.
poza tym, jak coś nawywijają, jesteś za nie odpowiedzialny prawnie i finansowo, więc też warto wiedzieć, czy nie robią czegoś "kosztownego".

poza tym, do pewnego wieku nie zawsze dzieci są w stanie ocenić zagrożenie i od tego też są rodzice. aby sprawdzić i ewentualnie interweniować.

zaufanie fajna rzecz, ale ma swoje granice.

dalambert - 12 stycznia 2012, 10:13

Ilt, Młodzi odpowiedzialny rodzic, czy opiekum po prostu powinien patzeć na łapy czy w compa, w interneciejest wszystko i jeszcze więcej, więc wiele może się stać.
Zaś do czego zdolna jest ambitna młódż przygody szukająca, to bardzo ładnie w "tolkienowskim" kostiumie opisał Marcin Mortka w zbiorku opowiadań "Strasznie mi się podobasz" - Polecam :!:

Navajero - 12 stycznia 2012, 12:34

Cóż, jak powiedział Feliks Dzierżyński: "Ufać, ale kontrolować" :)
Rafał - 12 stycznia 2012, 12:58

Beria to był, Beria swołocz jedna ;P: :D
dalambert - 12 stycznia 2012, 13:09

Ejże dopiero Beria? Chyba tylko krwawego Felka cytowała kanalia.
Rafał - 12 stycznia 2012, 13:12

A możliwe, znam to jako pochodzące od Berii:
- co wy towarzyszu, nie ufacie nam???
- ufać - ufamy, sprawdzać - sprawdzamy!

Navajero - 12 stycznia 2012, 13:35

Najprawdopodobniej to cytat z Dzierżyńskiego ( względnie Lenina). Nie zachował się w piśmie ( archiwach), po raz pierwszy publicznie użyto go w filmie "Bolszaja żizń" z 1946 roku.
illianna - 12 stycznia 2012, 13:39

Żelazny, nie, bo żadna kasa nie zapłaci takiej pracy, pominąwszy już jak śmieszna jest kasa, którą się za taką pracę dostaje, nie chcesz chyba powiedzieć, że wiesz o czym mówię, bo jakbyś wiedział, to byś tak nie gadał. Wyobraź sobie, że istnieją takie zawody i miejsca, w których nie da się pracować dla kasy, bo jak próbujesz, to odpadasz bardzo szybko. Albo chcesz to robić bez względu na kasę, albo tego nie robisz bez względu na to ile ci zapłacą. To raczej ciężko zrozumieć jak się tego nie doświadczyło. A w ogóle to nie wiem skąd u Ciebie zapędy, żeby podważać moje własne doświadczenie? Przecież j piszę o sobie, że tak nadużyję zaimków, nie mam ambicji pisać o innych, sami niech się z tym męczą.
Żelazny - 13 stycznia 2012, 01:35

Ani myślę podważać Twoje doświadczenie. To jest tylko dyskusja więc chyba mogę mieć własne zdanie? Poza tym ja też coś w tym życiu widziałem i mam prawo wyciągać wnioski - prawda? Nie muszę wiedzieć gdzie pracujesz. Wiem tylko, że praca to jest określony czas w ciągu dnia, tygodnia itd. Życie nie robi przerw i po ośmiu czy dwunastu godzinach nie powiesz - teraz idę do domu bo skończyłem zmianę. Niezależnie jak bardzo się w tę pracę angażujesz jest to praca. Poza tym nie twierdziłem, że w Twoim przypadku praca jest zależna od kasy - zadałem pytanie.
Jeżeli uraziłem Cię moją poprzednią wypowiedzią - przepraszam najmocniej! Na pewno nie miałem takich intencji.

illianna - 13 stycznia 2012, 19:52

Żelazny, spoko, nie uraziłeś moja praca niestety czasem chodzi ze mną do domu i bynajmniej nie dlatego że jest to pracoholizm, moim pacjentom dzieją się różne rzeczy, czasem o 2 w nocy, zwykle jestem dostępna 24 pod telefonem, pomijam już drobny szczegół, że od pewnych sytuacji, emocji, myli nie da się uwolnić zamykając drzwi, one są z tobą cały czas, czy chcesz tego czy nie, obecnie jestem na wychowawczym, mam przerwę w pracy już niedługo dwuletnią, ale nadal niektóre sytuacje do mnie wracają, zwłaszcza te, na które niewiele mogłam pomóc, jak na przykład rodzicom, którym zmarł synek na świńską grypę. Łatwiej mi paradoksalnie pomagać osobom, które mają zaburzenia osobowościowe, nerwicowe, psychotyczne, niż tym którym ktoś bliski umarł, zwłaszcza ośmioletnie dziecko. Ale o nie ten wątek...

Ja w każdym razie szczepię swojego bąka na co się tylko da, teraz planuję ospę wietrzną. A poza tym to mój maluch jest mały porządnicki i strasznie chce mi ze wszystkim pomagać, jak coś wyciąga z szafy to potem usiłuje włożyć na miejsce, strasznie lubi zamiatać, no i odkąd nauczył się używać widelca łyżeczki ciągle mnie karmi ;P:

Godzilla - 13 stycznia 2012, 21:46

Musiałabym odnaleźć i jakoś wskanować (sfotografować? Nie mam skanera) zdjęcia mojego Starszego, jak mając nieco ponad rok wyrzucał mi wszystko z półki, po czym właził na nią i tam siedział po turecku, bardzo z siebie zadowolony. Nigdy przedtem ani nigdy potem nie miałam tak skrupulatnie poukładanych rzeczy na półce :mrgreen: Codziennie na nowo ;P:
Lynx - 13 stycznia 2012, 22:39

illianna, ale ze szczepieniami pamietaj, żeby maluch był bezwzględnie zdrowy. Nawet katarek może być niebezpieczny.
illianna napisał/a:
maluch jest mały porządnicki

He, he zobaczymy jak będzie dalej. Junior np. zawsze pamięta o postawieniu bucików na półce, czasami muszę mu przypominać o powieszeniu kurteczki, a Pomiot buty zostawia gdzie bądź.

Ziemniak - 14 stycznia 2012, 08:56

Bić, czy nie bić?
Lis Rudy - 14 stycznia 2012, 09:51

Ziemniak, właśnie miałem to zalinkować.
Jesteś szybki jak "Speedy Gonzales" :wink:

dzejes - 14 stycznia 2012, 12:03

No i co? Jak go ktoś pobije, to naprawdę myślicie, że mu to pomoże? Czy raczej wzbudzi chęć zemsty?
Ziemniak - 14 stycznia 2012, 12:14

Za czasów mojego dzieciństwa pomagało, czemu teraz ma być inaczej?
dzejes - 14 stycznia 2012, 13:25

Eeeeeech... Dobra, pomagało. EOT
illianna - 14 stycznia 2012, 14:03

dzejes, cóż, chyba ich nie przekonamy...
a szkoda, bo bicie jest potwornie upokarzające dla dzieci, każde bicie, nawet klapsy, a wszelki stwierdzenia "mnie bili i wyrosłem na ludzi" to racjonalizacja bitego, która pozwala mu sobie z tym wstydem i złością poradzić tak to idzie przez pokolenia.
A tego chłopaka można by pewnie prawie zatłuc i tak by nie pomogło, jakby był wcześniej bity też by nie pomogło.

merula - 14 stycznia 2012, 14:10

abstrahując od innych okoliczności, to jak dzieci są bite przez kolegów, to to nie jest upokarzające?

coraz częściej słucham o takich przypadkach jak ten chłopiec i naprawdę się zaczynam zastanawiać, czemu wszyscy dookoła muszą cierpieć, kiedy taki delikwent jest bezkarny i czemu jesteśmy tak bezradni wobec takich problemów. tym bardziej, że dochodzi do eskalacji i "ferment" rozszerza się na wielu i ich zaraża. a prawdopodobnie jakieś zdecydowane kroki na początku powodowały by, że młodzieniec nie miałby takich problemów i wielu osobom żyło by się łatwiej. i nie przekonują mnie słowa, że system działa, tylko wolno.

Ice - 14 stycznia 2012, 16:10

illianna napisał/a:

a szkoda, bo bicie jest potwornie upokarzające dla dzieci, każde bicie, nawet klapsy, a wszelki stwierdzenia "mnie bili i wyrosłem na ludzi" to racjonalizacja bitego, która pozwala mu sobie z tym wstydem i złością poradzić tak to idzie przez pokolenia.


Chyba się trochę zapędzacie w tych analizach, albo wrzucacie wszystko do jednego wora. Ja kilka razy w życiu dostałem tego tak demonizowanego klapsa i nie czuję z tego powodu żadnej złości ani wstydu, w ogóle to nie zaprząta mojej pamięci w codziennym życiu.

Navajero - 14 stycznia 2012, 16:11

System nie działa wolno, system nie działa w ogóle. Szkoła nie ma żadnych możliwości zdyscyplinowania takiego dziecka o ile rodzice nie chcą w tym pomóc ( a przeważnie nie chcą, albo nie potrafią). W praktyce trudno nawet kogoś takiego przenieść karnie do innej szkoły, bo sprawa idzie przez kuratora, a ten niemal zawsze odrzuca takie wnioski. Nb. trochę się dziwię wygłaszanym tutaj opiniom, jakoby klapsy były "potwornie upokarzające" dla dzieci. Poważne badania już dawno odesłały tę tezę do lamusa. Prowadziła takowe min. amerykańska psycholog Diana Baumrind z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley. Studium nosi tytuł: „Umiarkowane klapsy w dzieciństwie nie przynoszą negatywnych skutków u nastolatków” („No Lasting Harm Among Adolescents From Moderate Spanking in Childhood”). Wyniki zostały przedstawione w referacie wygłoszonym na dorocznym zjeździe Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego już w 2001 roku. Link do konkluzji ( dla angielskojęzycznych):

http://www.universityofca...ws/article/3518

Wg badaczy elementem, który miał decydujący wpływ na zachowanie dzieci, była jego sytuacja wychowawcza, a nie dawanie czy też niedawanie klapsów. Nb. jest rzeczą oczywistą, że za pomocą odpowiednio dobranych kar "niefizycznych" można dziecko dużo bardziej upokorzyć niż klapsem. I spora grupa rodziców "bezklapsowych" tak robi. Badania potwierdziły, że jeśli dziecko ma kochających rodziców, którzy dają mu oparcie i dobrze się z nim komunikują, wyrośnie na dobrze rozwiniętego i dobrze funkcjonującego społecznie człowieka, niezależnie od tego, czy w dzieciństwie otrzymywało klapsy czy nie. Analiza wielu innych podobnych badań wskazuje na to, że nie istnieją żadne dowody potwierdzające szkodliwość kar fizycznych, o ile zapewnione zostaną pewne warunki. Te warunki to:
- wiek dziecka 2-6 lat
- klapsy stosowane rzadko, bez stosowania żadnych narzędzi, bez nadmiernej intensywności
- kary wymierzane w celu zmiany niewłaściwego zachowania dziecka
- utrzymywanie dobrych relacji z rodzicami, przekonanie dziecka, że kary wymierzane są w sposób sprawiedliwy, wyjaśnianie dziecku, dlaczego zostało ukarane.

Poniżej link do ciekawego opracowania odnośnie stosowania kar fizycznych w Szwecji ( i konsekwencji wprowadzenia zakazu takich kar);

http://www.crin.org/docs/...miliesFirst.pdf

Podobny tekst:

http://humansciences.okst...rdurrunl.75.pdf

I stanowisko Amerykańskiego Towarzystwa Pediatrycznego ( gdzie omawia się min. błędną metodologię badań wykazujących rzekomą szkodliwość klapsów):

http://www.acpeds.org/ima...ement_final.pdf

I cytatliwy cytat z powyższego tekstu:

The selective use of disciplinary spanking with young children can be useful component of the disciplinary process.

Aha, mój post to tylko głos z oddali, bo nie mam zamiaru włączać się w tę dyskusję, jak na mój gust temperatura za wysoka :)

dzejes - 14 stycznia 2012, 16:18

Navajero napisał/a:
nie mam zamiaru włączać się w tę dyskusję,


Nie mam zamiaru włączać się w tę dyskusję, ot tak tylko przejeżdżałem czołgiem, więc oddałem salwę.

A w temacie - bądź dokładny cytując źródła. Amerykańskie Towarzystwo Pediatryczne - to organizacja założona w 2002 roku, o którym Wiki w pierwszym zdaniu pisze:
Cytat:

is a socially conservative association of pediatricians and other healthcare professionals...


Organizacja ta ma też spory problem z edukacją seksualną.

No i nazwa - mocno myląca, bo zadziwiająco podobna do AMERICAN ACADEMY OF PEDIATRICS - organizacji założonej jeszcze przed IIWŚ, o znacznie większym dorobku.

Navajero - 14 stycznia 2012, 16:25

Po prostu uściśliłem pewne kwestie :) Nie twierdzę, że nie odezwę się tu nigdy, po prostu nie mam zamiaru wdawać się jakieś przepychanki co często się tu zdarza, ani odgrywać guru na bazie własnych doświadczeń.
dzejes - 14 stycznia 2012, 16:28

Naprawdę wydaje ci się, że wrzucając linki do prac konserwatywnych think-tanków z USA podszywających się pod szacowne instytucje cokolwiek "uściśliłeś"?
Ziemniak - 14 stycznia 2012, 16:37

dzejes, jeżeli fakty świadczą przeciwko twoim tezom, to tym gorzej dla faktów. Tak to sobie możemy dyskutować...
Navajero - 14 stycznia 2012, 16:38

Rozumiem, że to zaproszenie do piaskownicy? Dziękuję, nie skorzystam. Jestem pewien, że każdy z uczestniczących w tej dyskusji userów jest w stanie wyrobić sobie własne zdanie na temat podanych przeze mnie tekstów i zważyć ich ciężar gatunkowy z argumentami drugiej strony. Oraz odsiać argumenty merytoryczne od niemerytorycznych. Bez mojej pomocy.
Lynx - 14 stycznia 2012, 17:57

Cytat:
Bić, czy nie bić?


Znałam takie dzieci. Ich rodziców także. W czasie, kiedy trzeba było dzieciaczkowi "dać klapsa" czyli wskazać niewłaściwość danego zachowania, mamusia miała pretensje do każdego : " bo to on mojego synka uderzył, a nie mój synek..." teraz mamusie odwiedzają ( albo i nie) synków w więzieniach. I mają pretensje do wszystkich, tylko nie do siebie.
Przykre, niestety.

dzejes - 14 stycznia 2012, 18:49

Ziemniak napisał/a:
dzejes, jeżeli fakty świadczą przeciwko twoim tezom, to tym gorzej dla faktów.


Jakie fakty?

Navajero nie po raz pierwszy ustawiasz się w pozycji bezstronnego, obiektywnego rozjemcy, który to przychodzi i niesie oświecenie maluczkim. Zamiast odpowiedzi masz tylko właśnie "och, urażona wrażliwość ma, nie będę się zniżał do TAKIEGO poziomu".

Wrzuciłeś masę linków, cytowałeś ileś tam artykułów opatrując wszystko komentarzem "ja w dyskusję nie wchodzę", gdy tymczasem wjechałeś w nią buldożerem.

Ja zadałem sobie trud sprawdzenia jednego, losowego tekstu, na który się powoływałeś - efekty przedstawiłem na forum. Oczywiście, co nie było trudne do przewidzenia odpowiedziałeś jakimś frazesem o tym, że "ludzie rozsądzą", gdy tymczasem w takich dyskusjach 90% ludzi nawet nie klika w podane linki, a z pozostałych 10% - 90% nie sprawdza źródeł.

Cóż, jeśli siedzę w piaskownicy, to nie martw się - ciebie bym do niej nie zaprosił.

Dodatkowo wrzucam wątek do ignorów, bo osłabia mnie dyskusja na takim poziomie. Naprawdę, ogarnijcie się ludzie.

Navajero - 14 stycznia 2012, 19:11

I w związku z tym stwierdziłeś w liczbie mnogiej, że "wrzuciłem linki do prac konserwatywnych think-tanków z USA podszywających się pod szacowne instytucje". Tymczasem za konserwatywną może uchodzić jedynie jedna cytowana przeze mnie instytucja, mianowicie cytowane na samym końcu Amerykańskie Towarzystwo Pediatryczne. Wrzuciłem link do ACP bo po prostu miałem go pod ręką, można go było zastąpić paroma innymi, pochodzącymi z instytucji "niekonserwatywnych". Swój post oparłem natomiast głównie na badaniach Diany Baumrind z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, najstarszego i najważniejszego z kampusów Uniwersytetu Kalifornijskiego ( nb. wykładał tam swego czasu Miłosz). Uniwersytet ten słynie ze swojej aktywistycznej i rewolucyjnej przeszłości :) Artykuł zamieszczony jest wprost na stronie tej uczelni, nie można się pomylić. Nie ma tu mowy o jakimkolwiek konserwatyzmie. Także nic mi nie wiadomo, aby konserwatystą był autor innego zacytowanego przeze mnie tekstu Robert Larzelere, członek wielu prestiżowych organizacji naukowych w tym American Psychological Association ( APA jest największym na świecie stowarzyszeniem skupiającym psychologów). Podobnie rzecz ma się z analizą związaną z wprowadzeniem zakazu kar cielesnych w Szwecji. Ot i cały mój cytowany konserwatyzm. Na pewno ucieszysz się z faktu, że przybliżyłem innym dyskutantom profile osób i instytucji cytowanych w moim poście. Będzie wiadomo o co chodzi bez konieczności buszowania po Internecie :)
illianna - 14 stycznia 2012, 21:27

merula napisał/a:
abstrahując od innych okoliczności, to jak dzieci są bite przez kolegów, to to nie jest upokarzające?

coraz częściej słucham o takich przypadkach jak ten chłopiec i naprawdę się zaczynam zastanawiać, czemu wszyscy dookoła muszą cierpieć, kiedy taki delikwent jest bezkarny i czemu jesteśmy tak bezradni wobec takich problemów. tym bardziej, że dochodzi do eskalacji i "ferment" rozszerza się na wielu i ich zaraża. a prawdopodobnie jakieś zdecydowane kroki na początku powodowały by, że młodzieniec nie miałby takich problemów i wielu osobom żyło by się łatwiej. i nie przekonują mnie słowa, że system działa, tylko wolno.


jest upokarzające, to nie podlega dyskusji, zwłaszcza starszych przemoc wobec młodszych dzieci taka jest. Zdecydowane kroki nie muszą oznaczać bicia. A zresztą, to że matka go broni w szkole, nie znaczy że sama go nie leje, patrząc statystycznie na zwolenników bicia, choćby na przykładzie tego forum, na 90% lała go i leje, a to że nie pozwala lać go innym... typowe, ona może bo jest matką a innym wara.

Lynx napisał/a:
Znałam takie dzieci. Ich rodziców także. W czasie, kiedy trzeba było dzieciaczkowi "dać klapsa" czyli wskazać niewłaściwość danego zachowania, mamusia miała pretensje do każdego : " bo to on mojego synka uderzył, a nie mój synek..." teraz mamusie odwiedzają ( albo i nie) synków w więzieniach. I mają pretensje do wszystkich, tylko nie do siebie.
Przykre, niestety.
Owszem bardzo przykre, ale wydaje mi się że poruszasz kilka spraw na raz, czym innym jest uznanie winy, a czym innym wymierzenie kary, wypieranie się że moje dziecko coś zrobiło jest złe wychowawczo, ale przyznanie tego nie musi prowadzić do klapsów, kary są różne.
A tak humorystycznie a propos: Mamusiu czemu mnie codziennie nie lałaś po pupie, byłabym teraz profosem na UJ, znanym matematykiem, a nie jakimś beznadziejnym psychologiem broniącym pup innych dzieci. Dobrze, ze przynajmniej w pierdlu mnie nie musisz odwiedzać.

Ice, i chwała bogini, że nie czujesz, co nie ma związku z tematem, bo każde dziecko ma inną wrażliwość, ty nie czujesz, a ktoś czuje.

Za wiki: Internalizacja, uwewnętrznianie – mechanizm obronny polegający na przyjmowaniu za własne narzucanych z zewnątrz postaw, poglądów, norm i wartości. W socjologii fenomenologicznej Petera Bergera i Thomasa Luckmanna jest składową triady, na którą składają się także obiektywizacja i eksternalizacja.
Na początku główną rolę w tym procesie pełnią rodzice dziecka (szczególnie gdy jest ono w wieku przedszkolnym i w pierwszych latach uczęszczania przez nie do szkoły), później wychowawcy oraz grupy rówieśnicze, a po osiągnięciu przez daną osobę wieku dorosłego grupy społeczne i jednostki, z którymi się ona identyfikuje i które są dla niej autorytetem.
W wyniku internalizacji normy heteronomiczne (ustanowione nie przez tych, których mają obowiązywać) przekształcają się w normy autonomiczne (ich przestrzeganie nie wymaga już kontroli z zewnątrz). Internalizacja jest więc jednym z najważniejszych mechanizmów socjalizacji i społecznego rozwoju człowieka.


Chciałbym zapytać zwolenników klapsów jak by rozwiązali sprawę tego chłopca? Jakieś konkrety. Np czy mają go bić rodzice pokrzywdzonych dzieci, czy pani w szkole, czy policjant, czy to będzie publiczna chłosta na goły tyłek, bicie po gębie, czy po rękach liniałem, ile klapsów ma dostać, jak często zastosujemy kurację, a może by też publicznie wychłostać tą matkę, zwłaszcza rodzice dzieci mogliby sobie ulżyć, poprawiłby im się nastrój, czuli by że sprawiedliwości stało się za dość.


I na koniec świetny utwór:
Maleńczuk

Agi - 14 stycznia 2012, 21:34

illianna napisał/a:
A tak humorystycznie a propos: Mamusiu czemu mnie codziennie nie lałaś po pupie, byłabym teraz profosem na UJ, znanym matematykiem, a nie jakimś beznadziejnym psychologiem broniącym pup innych dzieci. Dobrze, ze przynajmniej w pierdlu mnie nie musisz odwiedzać.

Też się cieszę. :wink:
Dziecko potrafi szybko zrozumieć, co nie jest akceptowane i przy odpowiedniej porcji cierpliwości, a przede wszystkim traktując dziecko jako rozumną istotę, możemy osiągnąć porozumienie bez uciekania się do przemocy.
Bicie dziecka jest przyznaniem się do bezsilności.

illianna - 14 stycznia 2012, 21:40

Agi, a jednak taka wspaniała kariera przeszła mi koło nosa...eh życie, mogłam być naprawdę kimś, a teraz jak mąż mnie czasem poklepie to już tak dobrze nie działa...
Agi - 14 stycznia 2012, 21:43

Przecież byłaś świetna z matematyki, a ja Ci tylko powiedziałam, że zawodu, mężczyzny i miejsca zamieszkania nie będę nikomu wybierać, a zwłaszcza własnemu dziecku. :D
Wszystko jeszcze przed Tobą, zacznij kolejne studia.

illianna - 14 stycznia 2012, 21:47

Agi, ale to widzisz nie chodziło o mówieni tylko o klapsy, szybciej bym się rachować nauczyła, a w LO nie siadłabym na laurach, a tak w poczuciu bezpieczeństwa o własny tyłek zaniedbałam naukę... no i nie wyszłam za jakiegoś multimilionera, tylko pisarza, to wszystko przez Ciebie ;P:
Agi - 14 stycznia 2012, 21:48

No i klops wychowawczy mi wyszedł ;P:
Ice - 14 stycznia 2012, 22:48

illianna napisał/a:


Ice, i chwała bogini, że nie czujesz, co nie ma związku z tematem, bo każde dziecko ma inną wrażliwość, ty nie czujesz, a ktoś czuje.

Czyli co, "wyjątek potwierdzający regułę"? Jakby spytać 100 osób to 100 wyjątków potwierdzających regułę? Jakby zrobić badania i by się okazało, że 99% nie ma z tym problemu, to mamy 99% wyjątków potwierdzających "regułę"? :wink:

Ilt - 14 stycznia 2012, 23:28

Navajero napisał/a:
System nie działa wolno, system nie działa w ogóle.
Jest dokładnie jeden stuprocentowo skuteczny system walki z dręczeniem (bullying) w szkole. Powstał niedawno, użycie go sprawiło, że dręczyciele przestali dręczyć i sami z siebie przeprosili (!) ofiarę, zaniedbujący dzieciaka rodzice skapnęli się, że coś jest nie tak i skojarzyli, że wychowywanie dziecka polega na dostrzeganiu tego co się w jego życiu dzieje, a szkoła, że także musi działać, że musi powstrzymywać dręczycieli, że musi działać prewencyjnie, że nie może ignorować żadnego przejawu dręczenia, nawet tak trywialnego jak przezywanie.

Zainteresowani?

System nazywa się... youtube viral video. A tu wywiad kilka miesięcy później.

:shock:

//e: jeżeli ktoś się nie zorientował, wyraziłem właśnie dezaprobatę dla faktu, że nie ma skutecznego systemowego rozwiązania problemu. //

Ice - 14 stycznia 2012, 23:38

Ale przecież to było od zawsze i niby co spowodowało, że obecne młode pokolenie totalnie nie potrafi sobie radzić ze stresem, szkołą, czy ogólnie rozumianym życiem? :roll:
Lynx - 15 stycznia 2012, 00:34

illianna, użyłam cudzysłowiu specjalnie, dla podkreślenia umowności słów "dać klapsa" czyli wymierzyć kare.
Bardziej mnie wkurza obojętność rodzica we właściwym, wczesnym momencie, kiedy wyrażenie- okazanie dezaprobaty jest skuteczne. Znam takie sytuacje z własnego podwórka, dzieciak siedział z Pomiotem i u nas czytał lektury, ja mu robiłam kanapki do szkoły, jeszcze w gimnazjum. Mamusia nie pokazała się nawet na jednej wywiadówce... W szkole średniej problemy narosły, teraz chłopak siedzi w więzieniu. Wnuczek sąsiadki, już teraz recydywa, Rodion jako czterolatka uratował przed utonięciem, Babcia nigdy nie pozwoliła na niego złego słowa powiedzieć, zawsze hołubiła, w zeszłym miesiącu Dziadek usiłował się powiesić dręczony psychicznie przez "kochanego wnusia", który wyszedł pół roku temu z więzienia. Syn kolegi, sąsiada, wyszedł z kicia, po pijaku zatłukł bezdomnego, znowu siedzi. Można mnożyć takie przykłady. Widziałam ich jako dzieci, teraz jako dorosłych...
To nie pean na cześć skuteczności i sluszności "klapsa" jako metody wychowawczej, to raczej odniesienie do braku reakcji czy też całkowitego bezkrytycyzmy rodziców względem własnych pociech. Jestem świadoma szkodliwości przesady w obu kierunkach, ale uznanie braku reakcji za lepszą metodę to jest dla mnie nie do pojęcia. Problem nie zniknie przez to, że zamkniemy oczy. Problemem jest raczej brak jakichkolwiek wzorców ze strony rodziców i reakcji, jakiejkolwiek.
I to nie jest nic osobistego, taka refleksja po przeczytaniu tego artykułu, zalinkowanego przez Ziemniaka.

E: ort i literka

merula - 15 stycznia 2012, 02:30

illianna napisał/a:
Chciałbym zapytać zwolenników klapsów jak by rozwiązali sprawę tego chłopca? Jakieś konkrety. Np czy mają go bić rodzice pokrzywdzonych dzieci, czy pani w szkole, czy policjant, czy to będzie publiczna chłosta na goły tyłek, bicie po gębie, czy po rękach liniałem, ile klapsów ma dostać, jak często zastosujemy kurację, a może by też publicznie wychłostać tą matkę, zwłaszcza rodzice dzieci mogliby sobie ulżyć, poprawiłby im się nastrój, czuli by że sprawiedliwości stało się za dość.


illianna, absolutnie nie chodzi mi o to, że należało by *beep* sprać i byłoby po sprawie, tylko o to, że wiele problemów bierze się z pobłażliwości i poczucia bezkarności delikwentów. i jeśli nie radzą z tym sobie rodzice, to w zasadzie nie ma instrumentów, żeby w porę zadziałał ktoś inny. sąsiedzi i otoczenie nie interweniuje, bo nie chcę się mieszać i mieć przykrości, szkoła nie umie, instytucje w rodzaju kuratorów są w zasadzie niewydolne i nieskuteczne. i w ten sposób hodujemy sobie problem.

a problem widzę też w tym, że uważa się, że bicie jest upokarzające i niewłaściwe, ale w gruncie rzeczy pozwala sie, aby ofiarami przemocy były inne dzieci. bo ktoś sobie nie radzi. jakby ich dobro, godność, bezpieczeństwo i rozwój były w tej sytuacji mniej ważne i mniej warte.

Godzilla - 15 stycznia 2012, 11:20

W pewnym momencie nie ma już równowagi sił. Ofiarą stają się rodzice. Widzą co się dzieje, nie mają pomysłu jak sprawę załatwić dyplomatycznie i bezsiłowo, rozwiązanie siłowe jest potępione i niewychowawcze. Pozostaje szarpać się. Może prawo do posiadania dzieci należałoby przyznać wyselekcjonowanym jednostkom radzącym sobie wychowawczo w trudnych przypadkach, zawsze silnym, zwartym, gotowym. Albo urzędowo odbierać dzieci tym mniej przystosowanym i umieszczać w rodzinach zastępczych (jak w Norwegii). Zróbmy Nowy Wspaniały Świat.
Pucek - 15 stycznia 2012, 11:47

A dzieci czasem biorą przykład z takiego "mocnego" kolegi, a czasem mają dość i biorą sprawy w swoje łapki. Dziecię znajomych, chłopak drobny i spokojny, (i wychowany na pewno bez klapsów) miał paru kolesi-gnębicieli. W I czy II klasie podstawówki. Któregoś razu w desperacji wsadził do worka na kapcie kawałek cegły i jak przydzwonił głównemu kolesiowi, to się dręczenie natychmiast skończyło.
Koledzy oczywiście opowiedzieli, co i jak było. A na zebraniu - i tu dowcip - nikt nie chciał uwierzyć, że to właśnie mały Jasiu tak się zachował. Więc Jasiu żadnej kary nie miał, a koledzy na wszelki wypadek więcej do Jasia nie podchodzili.
Jasiu wyrósł, skończył ekonomię i socjologię, zarobił doktora, jest ojcem tróki dzieci i jakoś po drodze nie widać było, żeby mu się coś z tamtych przeżyć na rozum rzuciło. No trochę szkoda, że nie wiem, na co wyrośli koledzy.

Mam jeszcze troszkę "żywych przykładów" w zapasie, że człowiek to nie tabula rasa i "jedynie słusznym wychowaniem" wszystkiego nie można załatwić. Może podrzucę coś z czasem, dyskutujcie na zdrowie :)


Ed: Godzilla , słusznie - każdemu mądremu stempelek na łeb. A potem i tak będzie jak w piosence - ...a głupich jak zwykle nie widać...

illianna - 15 stycznia 2012, 13:42

Lynx napisał/a:
Jestem świadoma szkodliwości przesady w obu kierunkach, ale uznanie braku reakcji za lepszą metodę to jest dla mnie nie do pojęcia. Problem nie zniknie przez to, że zamkniemy oczy. Problemem jest raczej brak jakichkolwiek wzorców ze strony rodziców i reakcji, jakiejkolwiek.
no właśnie brak wzorców, brak reakcji, popieram, to są przyczyny, co nadal nie mus oznaczać kar cielesnych, mniej lub bardziej dotkliwych,ja wcale nie jestem za pobłażliwym traktowaniem wszystkiego co dziecko robi, je jestem przeciwoko klapsom jako metodzie reagowania, dla mnie nie ma równości po między nie bije i nic nie robię, wolno ci wszystko, ot co.

merula napisał/a:
illianna, absolutnie nie chodzi mi o to, że należało by *beep* sprać i byłoby po sprawie, tylko o to, że wiele problemów bierze się z pobłażliwości i poczucia bezkarności delikwentów. i jeśli nie radzą z tym sobie rodzice, to w zasadzie nie ma instrumentów, żeby w porę zadziałał ktoś inny. sąsiedzi i otoczenie nie interweniuje, bo nie chcę się mieszać i mieć przykrości, szkoła nie umie, instytucje w rodzaju kuratorów są w zasadzie niewydolne i nieskuteczne. i w ten sposób hodujemy sobie problem.

a problem widzę też w tym, że uważa się, że bicie jest upokarzające i niewłaściwe, ale w gruncie rzeczy pozwala się, aby ofiarami przemocy były inne dzieci. bo ktoś sobie nie radzi. jakby ich dobro, godność, bezpieczeństwo i rozwój były w tej sytuacji mniej ważne i mniej warte.
i ja się nawet Tobą zgadzam, poza ostatnim zdaniem, bo z moich doświadczeń wynika, że osoby nie akceptujące fizycznych rozwiązań są głęboko przeciwko jakiemukolwiek znęcaniu się i wcale nie jest tak, że akceptują, by dzieci były ofiarami innych dzieci, i nie dam się przekonać, że jakby tych małych katów lano po pupach w dzieciństwie, to by byli teraz aniołkami. Z moich doświadczeń zawodowych tudzież z prostej statystyki pokazującej, jak rozpowszechnione jest bicie dzieci, wynika, że 99% małych prześladowców było bitych, co ich niczego nie nauczyło oprócz tego, że siłą i biciem można coś na kimś wymóc. Jestem skłonna nawet zaryzykować twierdzenie, że statystycznie byli oni bici częściej i poważniej niż ci, co nie dręczą innych, że bicie ich było jedynym sposobem komunikacji zakazów i wymuszania woli rodziców.

Godzilla napisał/a:
Może prawo do posiadania dzieci należałoby przyznać wyselekcjonowanym jednostkom radzącym sobie wychowawczo w trudnych przypadkach, zawsze silnym, zwartym, gotowym. Albo urzędowo odbierać dzieci tym mniej przystosowanym i umieszczać w rodzinach zastępczych (jak w Norwegii). Zróbmy Nowy Wspaniały Świat.
domyślam się że to była ironia? Bo to już było w Niemczech, Szwecji, Norwegii, a nawet w Polsce były próby, choć spełzły one na niczym na szczęście, polecam świetną książkę na ten smutny temat :"Higieniści".
Pucek - 15 stycznia 2012, 14:53

illianna napisał/a:
no właśnie brak wzorców


No właśnie - dla odmiany dziecię chowane bezstresowo, z kulturalnego i zasobnego domu, zakładam, że klapsa nie doświadczył, ale i dobrej opieki chyba też...
Mama uznała że sam się świetnie rozwija.
Nastoletni młodzian powojażował po Europie, zagustował w narkotykach, potem to już tylko włamy, odsiadka, zniknięcie po wyjściu i po latach identyfikacja DNA, zwłok znalezionych na klatce schodowej i pochowanych jako NN. Co zrobił dla ludzkości - ano dwoje (już pełnoletnich) dzieci które rugują tatusia z pamięci mimo bieżących kontaktów z babcią.

Jest na sali ktoś, kto powie gdzie był błąd? Jest ktoś kto byłby w stanie wojować z taką mamą i klarować że źle robi? Bo scenariusz się często i nieraz podobnie dramatycznie powtarza?

Agi - 15 stycznia 2012, 15:00

Pucek, bez bicia, to nie znaczy bez ograniczeń głupich pomysłów i zachcianek wszelkich dzieciątka. A`propos zasobnego domu, dziecku bardziej od kolejnej zabawki potrzebna jest uwaga i czas poświęcony mu przez rodziców.
Pucek - 15 stycznia 2012, 16:06

Agi, dokładnie. I tu wracamy do kwestii, kto może/komu wolno mieć dzieci?
Rodzice wynoszą wzorce z własnych domów, albo mają własne głębokie przemyślenia i wiedzą lepiej albo i nie mają, idą na żywioł, olewają wszystko - opcji wiele.
Pytanie kto ma ludzkości tok myślenia przestawić i wyegzekwować ?


E: Dalej - kto ma pilnować kontaktów dziatek wychowanych wg różnych "szkół"? Kto z absolutną pewnością będzie mógł orzec, jakie działanie wywoła jaki skutek u danego egzemplarza homo sapiens? Bo geny przecież przenoszą nie tylko urodę fizyczną ale i cechy charakteru - i tak dalej , i tak dalej. Cała ta dyskusja to dobre chęci wprowadzenia - utopii .

Ice - 15 stycznia 2012, 16:56

Pucek napisał/a:
Bo geny przecież przenoszą nie tylko urodę fizyczną ale i cechy charakteru - i tak dalej , i tak dalej.


"Genetyczni patrioci"? ;P:

illianna - 15 stycznia 2012, 18:02

Pucek, tu nie chodzi o utopię, ani tym bardziej o decydowanie kto ma mieć dzieci, bo to przynosi fatalne skutki, tu chodzi o zasadę, bicie dzieci jest złe, ja tu nie poruszam innych kwestii, oczywiście, że są inne błędy wychowawcze, czasami tragiczne w skutkach, ale to nie znaczy, że bicie jest rozwiązaniem, z tego co pamiętam cała dyskusja mówiła też o ustawie, nie wyobrażam sobie ustawy dopuszczającej bicia w jakiejkolwiek formie, tak jak już wyżej pisałam, czasem rodzic z bezsilności daje kapsa i nie kończy się to traumą, ale to nadal nie jest argument.
Podam inny przykład podwójnych standardów dotyczących bicia, jak mąż da żonę w gębę to sprawa rodzinna, oczywiście w drugą stronę też, ale jakby sąsiad dał tej samej kobiecie w gębę, to poleciałby być może o sądu. Dlaczego bicie przez bliskich jest lepsze od bicia przez obcych, co mniej boli? Nie dlatego, tyko dlatego, ze uważamy że o co robimy w domu to nasza spraw, nawet jak krzywdzimy najbliższych, a to właśnie ich powinniśmy szanować najbardziej.
Jakby sąsiad uderzył nieswoje dziecko, dał mu klapsa, to by była afera, ale rodzic może, bo niby rodzic wychowuje, a kto to niby wie czy akurat "wychowuje", czy się znęca? Nikt. Nawet sam zainteresowany rzadko sobie zdaje sprawę z tego co robi, bo najczęściej jest to impulsywne. Kiedyś nauczyciele, księża, milicjanci bili dzieci w szkole, na religii, na ulicy, nikt nie protestował, kiedyś złodziejom obcinano rękę, a ludzie byli publicznie chłostani. Może przywróćmy te zwyczaje, nasze dzieci będą często "wychowywane", nie będziemy jako rodzice w tym osamotnieni. "Wychowywać" będzie szkoła, kościół, państwo.

Ostatni mój argument i dalej już nie dyskutuję, bo szkoda czasu,99% dzieciaków z mojego pokolenia było klapsanych w dzieciństwie 99% dzieciaków z pokolenia moich dziadków było karanych biciem w szkole, w pokoleniu moich rodziców też tak często bywało, w moim zdarzało się sporadycznie, sama miałam taką nauczycielkę, która rzucała kluczami w uczniów, pękiem kluczy dodam, skoro tak wiele osób po trzydziestce i starszych doświadczyło "wychowania", to dlaczego w więzieniach nie siedzą sami bezstresowo wychowani dwudziestolatkowie? Czemu bicie nie wypleniło większości przestępstw?
Odpowiedź jet prost bo bicie niczego nie wyplenia, a nie bicie to za mało by kogoś wychować. Wychowanie jest procesem żmudnym i długim i wymaga nie pieniędzy i zabawek, ale czasu i zaangażwania, bycia obok dziecka, dawania przykładu. Kiedy dziecko słyszy w domu, że nauczycielka jest głupia, koledzy to frajerzy, z policji można kpić i robić władzę w konia, że prawdziwy Polak zawsze kombinuje jak ominąć prawo i to jest honor jak się uda, że uczciwym to można być owszem jak wiesz, że cię złapią, a jak nikt nie widzi można robić, co się chce, że liczy się tylko kasa i nikomu nie można ufać, bo ludzie to bydło itd, no to co te klapsy pomogą?

Pucek - 15 stycznia 2012, 18:14

Ice, a gdyby nawet dokładnie tak było - to co?

Takie np. byle szczury mają pamięć genetyczną - młode umieją rzeczy, których wyuczyli się rodzice albo przynajmniej szybciej się tego uczą, co zostało dowiedzione badaniami dawno temu. To co - ludzkości podobnych talentów żałujesz :wink:

E: Illiana Bicie czy nie bicie - samo niczego nie załatwi, masz rację. Trzeba być mądrym rodzicem - i tu jest też utopia. Jak byli bandyci i porządni sto lat temu, i za naszych rodziców, tysiąc lat temu i teraz - i każdy dzieciaka zmajstrować może. I wcale nie jest powiedziane że z porządnych rodziców bandyta nie wyrośnie. Tudzież na odwrót.
Ja tylko nie wierzę, że znajdzie się jakaś siła sprawcza, co całej ludzkości cudnie wszystko w rozumkach przestawi i potem już będzie sielanka.

ihan - 15 stycznia 2012, 18:25

Ponieważ zagadnienie dotyczy nie tylko wychowywania dzieci własnych, proszę o źródła badań podających, że wiedza nabyta może być przenoszona "przez geny". Badań które by oddzielały dziedziczenie pewnych wzorców, schematów zachowań związanych z budową mózgu, niezależnych od procesu uczenia od prawdziwego dziedziczenia rzeczy nauczalnych.
Bom ciekawa bardzo, naprawdę, na ile czyste były to eksperymenty, bo wyniki by i zahaczały o epigenetykę. Jeśli Pucek znasz źródła wdzięczna byłabym bardzo.

Pucek - 15 stycznia 2012, 18:51

Co do ludzkości - pozwoliłam sobie mrugnąć okiem, nie wiem, czy kto i jakie badania w tym względzie popełnił. Możliwe że amerykanie, oni wszystko badają :wink:
Co do szczurów - wiedzę mam od p. Marii Czerwińskiej, która przygotowywała zwierzaki do filmu "Fort XIII" ( i wielu innych przez wiele lat, nie tylko szczury) . Pewnie jest w internecie. Wg niej 2 -3 pokolenia szczurów świetnie potrafiły sprostać wymaganiom scenariusza. To zresztą był akurat czas ówczesnego przygotowywania do zdjęć.
Ale mogę jeszcze dotrzeć do pań z zootechniki w Warszawie i dopytać.

Kasiek - 15 stycznia 2012, 20:32

Godzilla napisał/a:
Musiałabym odnaleźć i jakoś wskanować (sfotografować? Nie mam skanera) zdjęcia mojego Starszego, jak mając nieco ponad rok wyrzucał mi wszystko z półki, po czym właził na nią i tam siedział po turecku, bardzo z siebie zadowolony.


Mamy zdjęcie jak z siostrą i sąsiadem siedzimy na półce, tylko znaleźć nie mogę... Boskie było :D

A co do bicia czy niebicia, akurat oglądamy "Poszukiwanego, poszukiwaną" i tam jest taka scena:

http://www.youtube.com/watch?v=NH6ijKdSP0g
od 37:45 do 40:30

Pucek - 16 stycznia 2012, 11:30

Tak dla porządku sprawdziłam daty - wspomniany wyżej film był skończony w 1984 roku, , kontakty dalamberta z produkcjami filmowymi, a więc i z większością znajomych zanikły koło 1990 - czyli ho, ho jak dawno temu.

A pani Czerwińska tymczasem podziałała bardzo czynnie - polecam stronę Fundacji CZE - NE - KA , co akurat z wychowywaniem dzieci ma sporo wspólnego.

Również dla miłośników szczurków może się co trafi - pogadałam z kumą z SGGW - wcale nie była zdziwiona pytaniem o pamięć tych zwierzaków. Obiecała poszukać konkretów, wszak to już ćwierć wieku strzeliło od przyfilmowych doświadczeń :)

Rafał - 16 stycznia 2012, 11:50

Dzisiaj przeżyłem mały szok, syn stwierdził, że najwyższa pora aby mu maszynkę do golenia sprezentować. A dopiero co go na ręku nosiłem, chlip, :wink:
illianna - 16 stycznia 2012, 13:07

Pucek napisał/a:
Ja tylko nie wierzę, że znajdzie się jakaś siła sprawcza, co całej ludzkości cudnie wszystko w rozumkach przestawi i potem już będzie sielanka.
w to akurat ja też nie wierzę, bo ja generalnie niedowiarkiem jestem :mrgreen:


szok

corpse bride - 16 stycznia 2012, 13:30

Yeah, czytałam właśnie. W którymś z opowiadań E. A. Poego był opis jakiegos party w tym stylu. Tylko to chyba był czerwony mór i chyba chodziło o coś innego, ale takie miałam skojarzenie.
Kasiek - 16 stycznia 2012, 15:45

Jak dla mnie chore, ale kurczę, choroba wie... Niektórzy nazywali geniuszy debilami :P
Sama bym tak nie zrobiła jednak...
Choć... Marcin miał długie włosy, tak gęste, że zazdrościły mu wszystkie dziewczyny. I w wieku 17 lat zachorował na ospę :/ Żeby nie zwariować, wyżywał się na głowie, drapiąc skórę, byle nie drapać twarzy i reszty. I po tej ospie włosy zaczęły mu wypadać, wypadać, aż się skończyło na tym, co ma dziś. Może jakby przechorował to w dzieciństwie nadal miałby włosy do tyłka? :P

illianna - 16 stycznia 2012, 17:18

Kasiek, OK, ale jak rozumiem, nie ma on 10 lat? wcześniej nie było szczepionki, teraz już jest. Tak jak kiedy byłam dzieckiem nie sczepili a świnkę, a teraz szczepią, mój mąż po tym kiedy przeszedł ospę w wieku 28 lat, od razu się zaszczepił na świnkę, bo też nie chorował jako dziecko.
Kasiek - 16 stycznia 2012, 18:46

Nie, jasne że nie, dlatego napisałam, że ja bym tego nie zrobiła, bo to chore jak dla mnie.
Ziuta - 16 stycznia 2012, 19:08

Już szczepią na ospę? Nie wiedziałem. Pamiętam, że w domu zachorowaliśmy jednocześnie. Ja miałem 9 lat, siostra 6. Zaraz po nas zachorował ojciec i on właśnie przeszedł chorobę najciężej. Lekarka wprost powiedziała, że choroby zakaźne wieku dziecięcego przechodzone po dojrzewaniu są najniebezpieczniejsze. Ale o profilaktycznym zarażaniu jeszcze nie słyszałem.
illianna - 16 stycznia 2012, 21:25

Ziuta, szczepią już od jakiegoś czasu, szczepionka nie gwarantuje 100% odporności, ale żadna szczepionka tego nie gwarantuje, a chroni przed powikłaniami, które także u dzieci bywają groźne, oczywiście w Polsce jest to fakultatywne sczepienie i kosztuje 150zł, np. w Luksemburgu państwo funduje meningokoki, pneumokoki, ospę, rota, a u nas płacisz grubą kasę.
Fidel-F2 - 21 stycznia 2012, 07:33

Wracając do tematu bicia dzieci. Ręce opadają. Ile, pracy, wysiłku i zachodu by usprawiedliwić chęć bicia małego, słabego człowieka którego główną przewiną jest to, że nie rozumie otaczającego go świata. Tyle wysiłku by mieś prawo bić człowieka i czuć się z tym dobrze. Człowieka, który powinien być najbliższą i najbardziej ukochaną istotą. Myślę, że to obrona własnej wartości kosztem dziecka. No bo skoro bicie jest normalną, pozytywną metodą wychowania to znaczy, że nie jestem niedorobioną, leniwą niedojdą, która nie potrafi wychować dziecka w inny sposób. Więcej nie napiszę co myślę bo mnie wyrzucą z forum.

A tak przy okazji. Czy zachęcanie do bicia ludzi nie jest niezgodne z prawem a co za tym idzie łamie regulamin forum? Myślę, że administracja powinna zająć stanowisko.

Kasiek - 21 stycznia 2012, 10:05

Fidel-F2 - a ile wysiłku, żeby Ci ktoś napisał w końcu, że jesteś najwspanialszym człowiekiem na tej ziemi, najlepszym rodzicem i naj naj naj w ogóle...
Nie widzę tu zachęcania do bicia nikogo albo przez nikogo. Jeżeli ktoś przedstawia swoje stanowisko, to ma do tego prawo, bo mamy wolność słowa i ta osoba może swoje zdanie wyrazić na forum dyskusyjnym. To, czy swoje stanowisko wprowadza w życie i czy może za to ponieść odpowiedzialność karną to już inna sprawa i zadanie dla innych służb niż forumowi moderatorzy. Jeżeli chcesz, zawsze możesz zgłosić na policję podejrzenie o popełnieniu przestępstwa czy jak to się nazywa. Wydaje mi się, że dalsza dyskusja nie ma sensu, bo zawsze będą zwolennicy jednego stanowiska i drugiego, niezależnie od prawa, a to dyskusja o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy...

Fidel-F2 - 21 stycznia 2012, 10:55

Zaczynacz od wycieczki osobistej (proszę moderację o reakcję) co jest co najmniej żenujące, poza tym dajesz do zrozumienia, że nie radzisz sobie z argumentami. Ďodatkowo, w całej swojej wypowiedzi omijasz sedno mojej skupiając się na tym co 'przy okazji' - kolejna żenada.

Nawiązanie do dyskusji o wyższości jednych świąt nad drugimi jest bezsensowne jako, że jest to ironia na temat oceny subiektywnych odczuć natomiast bicie dzieci jest z jednej strony zabronione prawnie a z drugiej naganne moralnie, przemoc w stosunku do słabej i bezbronnej istoty wg mnie zawsze powinna budzić wstręt w zdrowym psychicznie człowieku.

Agi - 21 stycznia 2012, 11:21

Fidel-F2 napisał/a:
Zaczynacz od wycieczki osobistej (proszę moderację o reakcję) co jest co najmniej żenujące,

Kasiek napisała przecież o wysiłku związanym z wychowaniem dziecka:
Kasiek napisał/a:
Fidel-F2 - a ile wysiłku, żeby Ci ktoś napisał w końcu, że jesteś najwspanialszym człowiekiem na tej ziemi, najlepszym rodzicem i naj naj naj w ogóle...

Jesteś przeczulony Fidelu, w mojej ocenie cytowany tekst w żaden sposób nie odnosi się do Ciebie.
Co do pozostałych kwestii, wyciągasz zbyt daleko idące wnioski z dyskusji. Nikt tu nie nawołuje do przemocy w rozumieniu kodeksu karnego.

illianna - 21 stycznia 2012, 11:37

UWAGA! osoby o słabych nerwach proszone są o niezaglądanie do tego linka, a zwłaszcza kobiety będące aktualnie w ciąży, ja w każdym razie poryczałam się w połowie i nawet nie doczytałam, ale uważam, że wiedzieć o tym warto.

"Nie ma płodzika" GW Wysokie obcasy

Fidel-F2 - 21 stycznia 2012, 11:57

Agi, manipulujesz
Agi - 21 stycznia 2012, 11:59

Nie manipuluję. Tak zrozumiałam jej wypowiedź, zanim jeszcze się odezwałeś. Zresztą niech Kasiek sama napisze o kogo jej chodziło.
illianna - 21 stycznia 2012, 12:01

Agi, Fidel-F2, ja tam nie chcę wchodzić między wódkę a zakąskę, ale w pierwszej chwili też tak odczytałam jak Fidel-F2, tzn że to do niego personalnie, potem pomyślałam że w sumie ogólnie też można by to zrozumieć, tyle że:

Kasiek napisał/a:
Fidel-F2 - a ile wysiłku, żeby Ci ktoś napisał w końcu, że jesteś najwspanialszym człowiekiem na tej ziemi, najlepszym rodzicem i naj naj naj w ogóle...
to jedak sugeruje Fidela-F2 jako odbiorcę.
Agi - 21 stycznia 2012, 12:03

illianno, nawet jeśli tak rozumieć posta Kasiek, nadal nie widzę nic obraźliwego pod adresem Fidela.
illianna - 21 stycznia 2012, 12:05

Agi, a to już inna kwestia, ja pisałam o adresacie zdania, nie o jego obiorze emocjonalnym, bo ten może być indywidualny.
ihan - 21 stycznia 2012, 12:28

illianna, do cytowanego artykułu, to wiedzieć warto także, że

Spoiler:

wydobycie z kobiety martwego płodu wcale nie jest priorytetowe. Bywa, że kobieta dowiaduje się o martwej ciąży i umawiana jest na zabieg dopiero po kilku dniach, i przed te kilka dni musi żyć ze świadomością nieżywego dziecka w środku. Że naturalnym w praktyce lekarskiej jest wywoływanie oksytocyną pełnego porodu, a żeby doprosić się cesarki i jak najszybszego rozwiązania sytuacji trzeba się wiele naprosić i napłacić. I to wszystko nie urban legends, to przeżycia dziewczyny, która była zmuszona rodzić martwe dziecko w tamtym roku, tydzień po tym jak dowiedziała się, że jest martwe.


Fidel-F2 - 21 stycznia 2012, 12:53

Agi, je nie napisałem że obraźlwie ale, że to była odzywka personalna. Bezdyskusyjnie jednak nie była napisana w celu rozwoju dyskusji a była złośliwa (za co między innymi ostatnio miałem urlop) i ewidentnie nie była ogólna a skierowana do mnie co wykazała illianna. Jeśli Fidel nie może być przykry to proponuję żeby stosować podobne podejście w stosunku do reszty forumowiczów.
Agi - 21 stycznia 2012, 12:59

Kasiek, nie bądź złośliwa i przykra dla Fidela-F2.
illianna - 21 stycznia 2012, 18:01

ihan, wiem o tym moja kuzynka tak miała ostatnio, miała czekać przez święta, ale na szczęście udało się przed, zresztą chyba raczej trudno w takiej sytuacji mówić o jakimś szczęściu, innych szczegółów nie znam, ale mnie perspektywa, którą opisali w artykule, osobiście najbardziej przerażała jak byłam w ciąży. W szpitalu w którym rodziłam, też się zdarzały głupie teksty, ale na szczęście aż takiej masakry nie było.
Godzilla - 21 stycznia 2012, 18:19

Ja się naczytałam tyle koszmarnych tekstów o porodach (żywych też), o bezduszności i psychicznym obetonowaniu personelu, że swoją porcję przerażenia i obrzydzenia przeżyłam już dawno. Dobrze, że się zaczęło o tym mówić. Tylko niech mi "katolickim krajem" nie rzucają, bo te obyczaje to Azja, a przynajmniej import zza wschodniej granicy. Głębokie i wieloletnie zmiany w mózgu, zakonserwowane w instytucjach i wbijane przez stary personel młodemu. Jak się młody nie chce dostosować, jest wygryzany przez stary i zasiedziały. Słyszałam i takie historie, z drugiej strony biurka.
ihan - 21 stycznia 2012, 19:07

Myślę, że spory udział w zmianach miało wprowadzenie porodów rodzinnych i wsparcie kobiety przez bliskich w egzekwowaniu poprawnego zachowania personelu.
aniol - 21 stycznia 2012, 19:36

ihan napisał/a:
Myślę, że spory udział w zmianach miało wprowadzenie porodów rodzinnych i wsparcie kobiety przez bliskich w egzekwowaniu poprawnego zachowania personelu.


a to na pewno - swiadomosc ze w kazdej chwili lekarz moze w ryj dostac od zdenerwowanego ojca, za chamskie odzywki typu: jak dawalas to teraz cierp (autentyczne z doswiadczen w mojej rodzinie ) wplynela na to ze na porodowkach jest normalniej

Kasiek - 21 stycznia 2012, 21:16

Fidel-F2 napisał/a:
Zaczynacz od wycieczki osobistej

Może nie od wycieczki osobistej, ale dyskusja o biciu dzieci/karaniu dzieci za pomocą klapsa wydawała mi się zakończona. Natomiast we wcześniejszych postach Fidela uderzył mnie fakt napawania się dumą bo nie uderzył dziecka. Skoro to takie naturalne, to po co to tyle razy podkreślasz? I po tym jak dyskusja zeszła na inny temat kolejny post, jakie to złe jest uderzenie dziecka i że jemu się udało bez (dla mnie to było kolejne podkreślenie tego faktu) i po prostu napisałam że wygląda mi to na dopraszanie się miziania i głaskania po główce. Skoro jest to naturalne - to po co to podkreślać?
O, moze ja się pochwalę - nie kradnę - czy ktoś mnie pochwali?
Jeśli Fidel poczuł się urażony - przepraszam, natomiast odnoszenie się do wypowiedzi i zachowań innych jest zabronione? Ok, więcej nie odezwę się do Fidela, skoro to takie nieeleganckie... :shock:

ihan napisał/a:

UWAGA! osoby o słabych nerwach proszone są o niezaglądanie do tego linka, a zwłaszcza kobiety będące aktualnie w ciąży, ja w każdym razie poryczałam się w połowie i nawet nie doczytałam, ale uważam, że wiedzieć o tym warto.

"Nie ma płodzika" GW Wysokie obcasy


Przeczytałam. Straszne, takich historii też znam wiele. Mało tego, jak leżałam 2 doby w szpitalu z podejrzeniem poronienia we wrześniu, też nikt mi nawet nie zrobił USG, nie powiedział - jest ok, albo: już po wszystkim... Badania przy otwartych drzwiach, wymienianie się lekami przez dziewczyny, bo pielęgniarki myliły karty i nazwiska...
Owszem, poród rodzinny może coś zmienić, ale tylko w przypadku jeśli osoba obecna wie co się dzieje. Ktoś kto się na tym nie zna - nic nie pomoże. I co zrobi, jeśli lekarz albo położna powie - to dla dobra dziecka? Zaryzykuje i powie: chcę po mojemu, czy ustąpi?

Ice - 21 stycznia 2012, 21:32

Ostatnio coraz częściej się zastanawiam skąd tak spory odsetek zepsutych ludzi w służbie zdrowia. Czy to ta praca tak ryje beret, czy forma jej organizacji, kasa trzepana na prywatnych praktykach, czy może jakieś źle rozumiane poczucie elitarności? Ostatnie dwa oczywiście tyczą się tylko lekarzy.
Godzilla - 21 stycznia 2012, 22:58

Kasiek, osoba towarzysząca musi mieć pojęcie w co się pakuje i jak to z grubsza wygląda. Nieważne, czy to jest mąż, czy koleżanka / przyjaciółka, kurs w sensownej szkole rodzenia jest wskazany, chyba że z jakichś innych doświadczeń ten ktoś się zna na rzeczy.
Kasiek - 21 stycznia 2012, 23:27

Owszem, choć raczej mi chodzi o to, że nikt nie jest lekarzem i może wiedzieć jak to wygląda, może znać mniej więcej teorię, jakie skurcze kiedy, co robić i tak dalej. Ale jak lekarz/położna powie że to dla dobra dziecka - 99% się zgodzi na tę propozycję, bo nie ma takiej wiedzy i doświadczenia, żeby decydować... Ja bym prawdopodobnie się zgodziła, bo skąd mam wiedzieć dokładnie co się dzieje i jakie może mieć to konsekwencje w przyszłości?
Fidel-F2 - 22 stycznia 2012, 08:43

Kasiek napisał/a:
Może nie od wycieczki osobistej
a jednak

Kasiek napisał/a:
ale dyskusja o biciu dzieci/karaniu dzieci za pomocą klapsa wydawała mi się zakończona
ona trwa od początku tego wątku i tak nagle się skończyła? Nie żartuj.
Kasiek napisał/a:
Natomiast we wcześniejszych postach Fidela uderzył mnie fakt napawania się dumą bo nie uderzył dziecka.
Nie wiem w czyich postach się zaczytujesz ale na pewno nie w moich. Pisałem o tym, ale nie będę powtarzał w kółko, zdarzyło się, że uderzyłem syna, nic wielkiego ale jednak. Nie dorabiam do tego teoryj i nie szukam na siłę wytłumaczenia. Zachowałem się kretyńsko i mi wstyd. Zabolało mnie tak mocno, że to się już nigdy nie powtórzyło.

Kasiek napisał/a:
Skoro to takie naturalne, to po co to tyle razy podkreślasz? I po tym jak dyskusja zeszła na inny temat kolejny post, jakie to złe jest uderzenie dziecka i że jemu się udało bez (dla mnie to było kolejne podkreślenie tego faktu) i po prostu napisałam że wygląda mi to na dopraszanie się miziania i głaskania po główce. Skoro jest to naturalne - to po co to podkreślać?
Podkreślam bo dla wielu jak widać naturalnym jest bicie. Mizianie i głaskanie sobie wymyśliłaś. Jakim sposobem nie wiem. Może gdyby się skupić na temacie zamiast na potrzebach emocjonalnych Fidela...

Kasiek napisał/a:
O, moze ja się pochwalę - nie kradnę - czy ktoś mnie pochwali?
a jest gdzieś na forum wątek w którym duża grupa pochwala kradzież i do niej zachęca? Ale cieszy mnie fakt, że mimowolnie postawiłaś kary cielesne po tej samej stronie przyzwoitości co kradzież.

Kasiek napisał/a:
Jeśli Fidel poczuł się urażony - przepraszam, natomiast odnoszenie się do wypowiedzi i zachowań innych jest zabronione?
Fidel wyraźnie powiedział, że nie czuje się obrażony a zażenowany sposobem dyskusji z Twojej strony. Nie manipuluj.
Kasiek napisał/a:
Ok, więcej nie odezwę się do Fidela, skoro to takie nieeleganckie...
znów manipulujesz
Ilt - 22 stycznia 2012, 09:35

Fidelu, jak to się dzieje, że przez 10 dni (dobrze mówię, 10?), gdy nie było ciebie na forum, nie wpadła mi w oczu żadna kłótnia, przerzucanie się >>ona/on/oni/one mnie obraża/ją!<< czy oskarżanie o manipulacje?
dalambert - 22 stycznia 2012, 09:47

Ilt, Nie marudź :!:
Bez Fidela nie ma życia na tej połoninie
Jak go losy w bana rzucą
Forum z nudy ginie - Heeeejjjjjjjjjjjjj ;P:

Ilt - 22 stycznia 2012, 09:49

dalambert, co racja to racja. :mrgreen:
Fidel-F2 - 22 stycznia 2012, 10:41

Ilt, sam widzisz jak mało w tym mojej winy.
dalambert, dzieki ale nie umniejszajmy Twych zasług.

dalambert - 22 stycznia 2012, 11:58

Fidel-F2, Fakt tyż robie co moge :wink:
To co jakaś mała psztykaninka w "Politykalni" było nie było te okropne piraty wszystkie strony Rządunia Naszego Kochanego na kołku wywiesili :mrgreen:

aniol - 22 stycznia 2012, 20:15

kurcze - znowu historia ktora nie bardzo wiem gdzie wsadzic bo pasuje do kilku watkowuje
wrzucam tutaj bo niby o wychowywaniu i usamodzielnianiu dzieci tez trakt
zaslyszana wczoraj, persony dramatu znane z dalekiego widzenia
jedna pani ma syna - syn (lat 20-kilka) ma wprawdzie zespol Dawna ale w stopniu niewielkim, duza zasluga tej pani ze nie traktowala go jak kaleki tylko w miare mozliwosci starala sie go usamodzielnic
udalo sie jej na tyle ze chlpak pracuje, i mieszka osobno od rodzicow
pewnego dnia pani odebrala telefon od syna "mamo przyjedz do mnie bo mam w mieszkaniu skrzata"
matka pomyslala ze w mieszkaniu pojawila sie jakas mysza czy inny gryzon, a poniewaz pora byla raczej pozno wieczorna, zlekcewazyla temat, obiecujac synowi ze zajrzy do niego nastepnego dnia rano
co tez uczynila
a syn zaprowadzil ja do zamknietej lazienki, gdzie po otwarciu okazalo sie ze faktycznie jest w niej...
pan cierpiacy na karlowatosc, trudniacy sie roznoszeniem ulotek


gdyby nie to ze znam bohaterow tej historii (z drugiej reki ale jednak) uznalbym cala historie za zart

Zorina - 22 stycznia 2012, 22:48

aniol, sytuacja zabawna, chociaż nie dla skrzata, powinien być wątek: humor sytuacyjny, jestem pewna że szybko byśmy go zapełnili historyjkami ;)
Agi - 22 stycznia 2012, 23:11

Zorina napisał/a:
powinien być wątek: humor sytuacyjny, jestem pewna że szybko byśmy go zapełnili historyjkami ;)

Na Planecie Małp jest wątek Co nas śmieszy.

Zorina - 22 stycznia 2012, 23:25

Agi, nowicjusz... dopiero się rozglądam :)
Agi - 22 stycznia 2012, 23:27

Dlatego życzliwie podpowiadam :)
Ilt - 22 stycznia 2012, 23:53

Zorina, nie przejmuj się, ja tu już jakieś pół roku jestem, ciągle nie mam pojęcia co jest gdzie. A dwa tematy do wrzucania wyszperanych w sieci rzeczy to już fokle. ;) )
Zorina - 22 stycznia 2012, 23:59

Ilt, dzięki za pociechę
dalambert - 29 stycznia 2012, 13:09

Tak troszkę ku przestrodze młodym rodzicom - uważajcie co do dziateczek mówicie
Pucek - 29 stycznia 2012, 13:19

Po takim anonsie...

Rafał mówi zbitkami "słówek" i słów dorosłych. Ma dwa i pół roku i specjalnie się z gadaniem nie spieszy.
" Ciotki wziuuuu! leko-leko nie! " - ciotki nie mają lecieć daleko (pożegnanie na lotnisku)

Kolory nazywa poprawnie i prawie wyraźnie - z wyjątkiem różowego. Tatuś opowiadając obrazki w książeczkach używał zwrotu blebleble na coś różowego - teraz Rafcio tak określa "różowy" i "dziewczynka".

Świetnie przyswoił włoskie "basta" - a braciszek gania za nim i powtarza ba-ta!

Godzilla - 29 stycznia 2012, 21:37

Ech ta wczesnoszkolna wyobraźnia. Przemówienie wygłaszane entuzjastycznym tonem rodem z reklamy proszku do prania:

- Koza robi bobki! Potem krowa robi polewę! Potem się suszy w wielkiej maszynie! I mamy czekoladowe chrupki N***k firmy N***! Do tego worek bobków gratis!

czterdziescidwa - 29 stycznia 2012, 22:04

Jeśli chodzi o N***k firmy N***, to może po prostu dziecko wygrzebało gdzieś w necie opis procesu technologicznego...
illianna - 30 stycznia 2012, 12:20

gorączka 39,5 i nie odpuszcza już drugi dzień, czekamy na doktora :(
Godzilla - 30 stycznia 2012, 12:32

Biedny szkrab. To go musi strasznie męczyć.
Ziemniak - 30 stycznia 2012, 13:11

illianna, nic się nie martw, wysoka gorączka u małych dzieci jest normalna. Trzeba zbijać lekami. Lekarz jak najbardziej wskazany.
Rafał - 30 stycznia 2012, 13:13

Znaczy się wirusówka, w 95% na trzeci dzień samo się leczy, w 5% przypałęta się bakteria i trzeba ją pogonić antybiotykiem. Przy pierwszym dziecku człowiek przeżywa, potem wpada się w rutynę :wink:
Godzilla - 30 stycznia 2012, 13:15

Dziecko wymęczy się i tak, a rodzice razem z nim. Zbijać na pewno trzeba, bo 39,5 to już bardzo dużo. Ale maluchy mają tak, że jak się zbije poniżej 38 to się im zaraz robi dobrze i zaczynają się bawić.
Rafał - 30 stycznia 2012, 13:23

I ciekawa rzecz, gorączka 37-38 stopni dziecko widocznie chore, biedne i obolałe, gorączka pod 39 i lepiej dziecko dostaje jakieś turbo, czasami człowiek nieźle się zaskoczy, że dziecko na oko zdrowe, a tu 39 jak malowane.
illianna - 30 stycznia 2012, 13:33

Godzilla, Rafał, Ziemniak, zbijamy od dwóch nocy na przemian ibum i czoki paracetamolu, lekarz konsultował telefonicznie, a wieczorem przyjedzie, mały ma takie piki temperatury co pięć godzin i żadnych innych objawów, najgorsze że dość kiepsko spada nawet po lekach a dzisiaj jest gorzej niż wczoraj, teraz go wykąpałam, dostał czopek i usnął, nie mierzyłam kolejny raz, bo by się obudził, ale czuję że ciut go popuściło.
Staram się nie panikować, ale przypominaj mi się rodzice którym zmarł chłopak i to właśnie na takie niby nic, a niedawna śmierć w rodzinie też osłabiła moją kondycję psychiczną, ale pewnie jak zwykle wszystko minie mu po trzech dniach.

Rafał - 30 stycznia 2012, 13:37

illianna, w przypływach paniki robiło się aceton w moczu i ogólne badania laboratoryjne aby wykluczyć/potwierdzić to i owo - ale z własnej inicjatywy, szczególnie jak bywały wcześniej stany zapalne, żeby lepiej przycelować terapią.
Będzie dobrze :D

Fidel-F2 - 30 stycznia 2012, 13:47

illianna, dla Mikołaja kupiliśmy coś takiego

http://www.ceneo.pl/647229

mierzenie temperatury trwa ok 2 sekundy i nie zdarzyło się by pomiar obudził Mikołaja

i możesz mierzyć co kwadrans i trzymac rękę na pulsie

jeśli leki nie pomagają to może kąpiel 28-30'C trochę go schłodzi

Godzilla - 30 stycznia 2012, 15:21

illianna, tulak. Pewnie, rób co trzeba, lekarz musi małego zobaczyć. Mam nadzieję, że paskudztwo szybko odpuści.
illianna - 30 stycznia 2012, 17:14

gorączka na razie odpuściła :) choć pewnie wróci wieczorem :?
Fidel-F2, mamy coś podobnego, ale chyba jakiś badziew nam się trafił i nie doszacowuje, muszę pewnie kupić inny.

w przewie między gorączkami mały wczoraj zrobił pierwsze samodzielne kroczki, a dzisiaj tańczył :D

Fidel-F2 - 30 stycznia 2012, 18:08

Braun z linka działa od lat bardzo dobrze.
illianna - 30 stycznia 2012, 21:33

Fidel-F2, mój to niestety nie jest braun :( ,
a dziecko ma ropną anginę, coś mi się od początku nie podobały te piki gorączki, zupełnie jak u mnie po cesarce, słusznie, bo to oznaka bakterii, a nie wirusa, teraz już będę wiedzieć,
no i trzeba nadmienić, że profilaktyka nie służy zdrowiu, bo zaraziliśmy się na badaniu kontrolnym zeza, zeza nie ma angina jest, zresztą to nie pierwszy raz jak przywlekamy chorobę z poradni, ostatnio też zaraził się podczas szczepienia którego na dodatek nie było a zapalenie oskrzeli i owszem. Debrze że to tak generalnie dopiero czwarta choroba w życiu, bo od marca do teraz był zdrowy, nawet kataru nie miał, i jakby nie ten zez...

Godzilla - 30 stycznia 2012, 21:37

Mój starszy właśnie kaszle od kilku dni, i chyba po prostu przetrzymam go w domu. Mam go ciągnąć w -15 po to, żeby się w przychodni najadł bakterii? W sobotę byliśmy i potem mu się pogorszyło. Może już by był zdrowy gdyby nie to.
corpse bride - 31 stycznia 2012, 14:45

jak ja byłam dzieckiem, to była osobna cześć przychodni dla dzieci zdrowych, które przychodziły na badania kontrolne i do szczepień. teraz tak nie jest, czy bakterie przelazły na lekarzu?
Fidel-F2 - 31 stycznia 2012, 15:09

corpse bride, u mnie też tak jest ale, żeby np. wziąć kartę dziecka trzeba iść do części dla chorych
illianna - 1 lutego 2012, 13:43

corpse bride, u nas są odrębne godziny ordynacji, co z tego jak czasami chorzy przyłażą jak im się podoba, nie wspomnę już o tym, ze raczej nikt klamek nie przeciera po każdym pacjencie, nie mówiąc o wadze i innych utensyliach, a jak wiadomo wirusy łatwo się przenoszą, w Austrii w zimie jest takie zalecenie epidemiologiczne, żeby rękawiczek nie zdejmować w publicznych środkach transportu, zmniejsza to zakażalność, bo nawet mycie rąk nie wystarcza czasami, człowiek dotyka twarzy średnio co 4 min., ale wirusy to pikuś (mały jest na nie już dość odporny), gorsze są baterie, które jak się ostatnio dowiedziałam od mojego pediatry (super jest swoją drogą, bardzo dobry lekarz), mnożą się na instrumentach i najłatwiej złapać właśnie u takiego okulisty i w tp. poradniach. Ja tam dziecka nie chowam pod kloszem, co mogą potwierdzić wszyscy nas odwiedzający znajomi i nawet jak ktoś ma katar to jakoś specjalnie nie izoluję, al przychodnie i szpitale to samo zło.

Mały nie ma już gorączki, ma za to mega rozwolnienie po leku, ale musimy jakoś wytrzymać na probiotykach i marchwi z ryżem.

Kasiek - 1 lutego 2012, 15:03

Moja przyjaciółka też ma szczęście... Poszła z małą bo ta miała kaszel i katar do pediatry. Mała dostała antybiotyk i jeszcze jakiś lek. Po dwóch dniach Aśka dzwoni, że są w szpitalu bo mała ma jakieś toksyczne uczulenie... Dzień później okazało się, że dziecko ma uczulenie na ten antybiotyk bo nie wolno go podawać w połączeniu z tym lekiem, z którym mała go dostała... dzięki Bogu skończyło się tylko na wysypce bo mogła się udusić...
W szpitalu przyplątało się do niej zapalenie ucha. Miały jutro wychodzić, ale dzisiaj jeszcze do tego wszystkiego doszła chyba jakaś jelitówka, gorączka, wymioty, biegunka... A Aśka jest sama, bo mąż w Warszawie w pracy. Ja nie wiem, jak ona jeszcze daje radę...

corpse bride - 1 lutego 2012, 15:47

z tymi rękawiczkami to fajne, choc ja sama na to wpadłam. jak czasem widzę, jacy ludzie dotykają swojego ciała (obgryzają paznokcie/skórki, drapią jakieś liszaje/łupież itd.), a potem dotykają drążków, siedzeń, biletomatów... Bleee... Człowiek ma ochotę cały się zamknąć w jakiejś hermetycznej rękawiczce.
Kasiek - 1 lutego 2012, 22:05

Była kiedyś taka reklama o paleniu papierosów chyba. Facet był zamknięty w takiej plastikowej bańce i nie mógł się zetknąć z nikim...
illianna - 12 lutego 2012, 19:43

Królik
Godzilla - 12 lutego 2012, 20:43

Świetny!
Kasiek - 12 lutego 2012, 21:25

Rewelacyjny ten króliczek :D
Agi - 12 lutego 2012, 21:26

Spaghetti też niezłe :)
Fidel-F2 - 13 lutego 2012, 07:39

w deseczke gościu
Godzilla - 13 lutego 2012, 13:26

http://wyborcza.pl/1,7547...grzecznych.html

Cała szkoła ma się zastanawiać, jak się czuje dziecko z zaburzeniami zachowania. Kto się zastanowi, jak się czują dzieci szarpane, opluwane i wyzywane? Czy nauczyciel ma mieć kwalifikacje strażnika więziennego i czarny pas judo?

Navajero - 13 lutego 2012, 13:35

A kogo to obchodzi w rządzie? Ich dzieci nie chodzą do zwykłych szkół. Rząd sobie dzieci wyuczy prywatnie, a na resztę naplewat'...
Kasiek - 13 lutego 2012, 13:59

Jasne, nauczyciel na lekcji powinien olać pozostałych 30 uczniów i uczyć dziecko co powinno w tej chwili robić, a czego nie. Może jeszcze ma zrealizować program podczas takiej lekcji? Od wychowywania są rodzice, a nie nauczyciel. A rodzice ucznia bijącego inne dzieci stwierdzą, ze on ma zaburzenia kontaktów z innymi i nie chcą by było samotne w domu. Biedaczek...
Kurczę, miałam praktyki z dzieciakami chorymi i były w stanie ogarnąć, że więcej im wolno (na zasadzie dopytać trzy razy, poprosić o sprawdzenie czy dobrze zapisały w zeszycie notatkę, jeden z chłopców musiał podczas lekcji wstać i chwilę pochodzić, zazwyczaj obchodził ustawione w kwadrat ławki i nigdy nie wykorzystał tego do szarpnięcia kogoś, uderzenia, pociągnięcia za włosy czy zabrania komuś zeszytu czy piórnika...), ale że nie wolno im wszystkiego.
Był w innej klasie chłopiec agresywny i te dzieciaki naprawdę miały dość bycia z nim w jednej klasie. Nauczyciele też zresztą mieli dość upominania, proszenia, przesadzania... Z tematu udawało się zrobić połowę, jeśli było dobrze. Po jednej lekcji z jego klasą byłam wykończona... Wychowawczyni też powiedziała, że rodzice chcą, by się wychowywał wśród rówieśników. A to, że co chwilę ktoś obrywał, ktoś płakał z bólu - co tam...

illianna - 13 lutego 2012, 14:16

Godzilla, Kasiek, Fidel-F2, Agi, dzięki!

Ja też jestem przerażona perspektywą takich kolegów w szkole mojego dziecka za już 5 lat :| , pamiętam ze swojej szkoły starszych chłopaków, zwykle odsiadujących kolejny rok w tej samej klasie, który byli agresywni, choć sama aniołkiem nie byłam i się im stawiałam, znaczy biłam w co popadnie a potem uciekałam bardzo szybko :mrgreen:

dalambert - 13 lutego 2012, 14:20

illianna napisał/a:
znaczy biłam w co popadnie a potem uciekałam bardzo szybko
:shock: jak mogłaś :?: :!: powinnaś porozmawiać, zrozumieć problemy, iść razem do szkolnego psychologa i na wycieczke do lunaparku :mrgreen:

A ty tak nie postępowo w mordę, czy w jaja łobuza i w nogi :!:

Godzilla - 13 lutego 2012, 14:21

Mnie przeraża polityczna poprawność: że większość ma ustępować i dawać się tłuc łobuzowi nienadającemu się do nauki w normalnej szkole. Że liczy się zdanie rodziców łobuza, którzy nie potrafili go do tej pory wychować jak należy: otóż życzą sobie, aby szkoła była placykiem zabaw dla ich dziecięcia, na którym dziecię owo niczym w pokoju bez klamek trenować sobie będzie umiejętności społeczne - na kim popadnie. I nie ma na to silnych. Przecież zwykła sprawiedliwość nakazywałaby, aby dzieciak wyleciał ze szkoły. Niech idzie do jakiejś specjalnej, ze specjalnie przeszkolonym personelem. Co innego nadmierne zwiercenie i niemożliwość usiedzenia w ławce, zwłaszcza u mniejszych dzieci, co innego przemoc wobec innych i poczucie bezkarności.
illianna - 13 lutego 2012, 14:24

dalambert, przecież byłam połowę od ich mniejsza, a poza tym miałam 10 lat, czego wymagać, a temperament krewki, po przodkach Węgrach :mrgreen:
illianna - 13 lutego 2012, 14:36

Godzilla napisał/a:
Przecież zwykła sprawiedliwość nakazywałaby, aby dzieciak wyleciał ze szkoły. Niech idzie do jakiejś specjalnej, ze specjalnie przeszkolonym personelem. Co innego nadmierne wiercenie i niemożliwość usiedzenia w ławce, zwłaszcza u mniejszych dzieci, co innego przemoc wobec innych i poczucie bezkarności.
też uważam, że to strasznie trudny temat, bo w specjalnej szkole też są dzieci, czemu one mają cierpieć? Są jeszcze bardziej bezbronne, jeśli na przykład mają tylko niższe IQ, ale tam klasy są małe, można prędzej opanować. Całkiem ze szkoły wylać się nie da, bo obowiązek szkolny. Pamiętam jeszcze jak nie było gimnazjum,to jakoś po ósmej klasie się rozwiązywało, a często już po szóstej, ale i tak do szóstej klasy była czasem makabra, mimo że wtedy nauczycielom więcej było wolno, a i szacunek był do nich większy wśród rodziców. O tym czy dziecko powinno być zwolnione z obowiązku szkolnego lub mieć indywidualny tryb nie powinni decydować tylko rodzice, jak nie rokuje nadziei na zmianę zachowania, trudno wylot do domu i tam niech go uczą indywidualnie albo wcale. W ogóle zastanawiałam się nad tym całym obowiązkiem kiedyś i am duże wątpliwości, czy to komuś służy, moim zdaniem 12 lat to powinien być maks, bo mam wrażenie ze jak ktoś się uprze to i tak się niczego nie nauczy a dręczy innych. kontakty społeczne można trenować poza szkołą. Szkoła powinna być przywilejem nie karą, wtedy by się chciało do niej chodzić.
Godzilla - 13 lutego 2012, 14:44

Powinny chyba być szkoły dla takiego elementu. Bo też nie widzę przyczyny, żeby element miał się wyżywać na dzieciach z zespołem Downa czy innymi upośledzeniami. To nie ta kategoria specjalności. Niestety to co mi przychodzi do głowy, przypomina skrzyżowanie szkoły z poprawczakiem. Trudno: nie każde dziecko o IQ w normie nadaje się do normalnej szkoły, niezależnie od tego, co sobie myślą jego rodzice.

Co do wylatywania ze szkoły, właśnie takie zdanie wiele razy słyszałam od mojego taty i je podzielam: jeżeli ktoś uparcie nie chce się uczyć, a na dodatek zagraża bezpieczeństwu innych dzieci i szkoły jako całości, żaden obowiązek szkolny nie powinien tu grać roli. Nie chce się uczyć, droga wolna, do widzenia. W mojej podstawówce był taki jeden, podobno co roku okoliczne podstawówki podrzucały go sobie jak kukułcze jajo. U nas wsławił się podpaleniem składu węgla pod szkolną stołówką. Pamiętam, jak wuefista i peowiec latali z gaśnicami, i na szczęście skończyło się na paru kałużach z piany na korzytarzu (do schowka z węglem nie zaglądałam, szkoła ocalała w każdym razie).

Navajero - 13 lutego 2012, 14:49

Dawniej można było przenieść dzieciaka karnie do innej szkoły, dziś jest to praktycznie niemożliwe. Sam fakt, że łobuz po przeniesieniu musiał "odnaleźć się" w zupełnie nowym środowisku, przyczyniał się w większości przypadków do znacznego "utemperowania" klienta. Dzisiaj przeciwko uczniom gimnazjów toczą się poważne sprawy karne, wielu z nich ma kuratorów, zetknąłem się nawet z przypadkiem kiedy 19 - letni gimnazjalista uczył się jakiś czas z normalnymi dziećmi mając wyrok 3 lat więzienia ( dyrektor więzienia poinformował szkołę, że nie ma wolnego miejsca).
Godzilla - 13 lutego 2012, 14:50

Biedne dziecko, wszyscy bardzo się o nie musieli martwić.
illianna - 13 lutego 2012, 14:51

Godzilla, tylko że to też by nie wypaliło, to jak wsadzić kogoś kto gwizdnął bułkę ze starym złodziejem, po wyjściu mamy dwóch złodziei, to się niestety dzieje w poprawczakach, dlatego moim zdaniem lepiej co by taki kiepsko liczył i czytał i nie wiedział co to euglena zielona, czyi aut ze szkoły, albo nauka w domu, niż nauczył się nowych ciekawych sposobów znęcania się nad innymi.
dalambert - 13 lutego 2012, 14:54

illianna, rację masz . 3 lat paki nie dostaje sie za rąbnięcie bułaczki !
Godzilla - 13 lutego 2012, 14:55

Masz rację. To ja za bardzo przyswoiłam sobie, że obowiązek szkolny jest i basta, nie ma ucieczki. Kiedyś go nie było, i ludzie żyli. Kto chciał się uczyć, ten się uczył.
Navajero - 13 lutego 2012, 14:58

Gość o którym wspomniałem miał na koncie oszustwa internetowe i pobicie kilku staruszków - Niemców którzy przychodzili wówczas do Polski po zakupy. Mimo wyroku sądowego siedział u nas do końca gimnazjum ( był inteligentny, więc ukończył je bez problemu).
illianna - 13 lutego 2012, 15:00

Godzilla, no właśnie, czasem naprawdę ktoś się nie nadaje, lepiej czułby się wykonując prostą pracę, on i jego otoczenie, więc po co uszczęśliwiać na siłę, że niby źli rodzice zabiorą ze szkoły nieoszlifowany diament? Jakoś mi się w to wierzyć nie chce.

Navajero, no skoro inteligentny, to mógł potem edukację wieczorowo dla dorosłych nadrobić i po sprawie, a tak wszyscy się męczyli. Ja na miejscu nauczycieli już dawno bym wnosiła o ograniczenie obowiązku tylko do podstawówki, z tego co wiem to wielu nauczycieli myśli podobnie, bo też mam znajomych w tym zawodzie.

Godzilla - 13 lutego 2012, 15:03

Ba, paru geniuszy bardzo marnie dawało sobie radę w szkole, paru innych w ogóle w domu się uczyło. Pewnie znajdą się i takie diamenty, które szkoła zmarnowała zamiast oszlifować.
illianna - 13 lutego 2012, 15:12

dalambert napisał/a:
illianna, rację masz . 3 lat paki nie dostaje się za rąbnięcie bułaczki !
chodziło mi o to że poprawczaki i więzienie nie resocjalizują tylko kryminalizują, z nudów ludzie się od siebie uczą nowych metod popełniania przestępstw, poznają światek kryminalny i nagle z chłopaka, który bił dzieciaki robi się chłopak, który idzie na rozbój z bejsbolem, co i tak być może miałoby miejsce ale tylko być może i nie tak szybko.
Kasiek - 13 lutego 2012, 15:14

No właśnie - jak to jest. Kiedyś przecież też były dzieci. Bawiły się w wojnę, tłukły czym popadnie, wracały do domu z popodbijanymi oczami i krwawiącymi nosami, siniakami na rękach i nogach... i w zasadzie tyle. Jak ktoś się bardziej nie lubił, to "wojna" trwała dłużej, ale jakoś nie było takiego znęcania się, terroru, wymuszeń, szantażów... No dobra - szantaż był na zasadzie"powiem pani", "powiem twoim rodzicom". Albo ja chodziłam do jakiejś idealnej szkoły. Choć moja szkoła była bardzo duża (19 klas w gimnazjum jednego rocznika - były do S literki + podstawówka), nie było trudno nas opanować...
Godzilla - 13 lutego 2012, 15:16

Ja natomiast wiem, co to znaczy jak banda dzieciaków upatrzy sobie ofiarę i dopada ją przy byle okazji. Owszem, było znęcanie się i nauczyciele nie wiedzieli co z tym robić, były działania pozorowane i zamiatanie pod dywan. Delikwent zostawał sam z nerwicą, spokój był dopiero w liceum.
Miria - 13 lutego 2012, 15:26

Tylko już podstawówki te problemy dotyczą (popatrzcie na wiek dzieci w artykule) i co z takimi?
illianna - 13 lutego 2012, 15:27

Kasiek napisał/a:
nie było takiego znęcania się, terroru, wymuszeń, szantażów...
było, u mnie było, laskę zgwałcili butelką w 8 klasie, nie poskarżyła się i tyle, to oczywiście ekstremum, ale jak zabrali ci kasę, śniadanie, rower, siedziałaś cicho, ten kto doniósł miał jeszcze gorzej, a nauczyciele często karali i winnego i tego co doniósł, na zasadzie że miał coś ze sprawa wspólnego, rodzice zwykle stawali po stronie nauczycieli, żeby mieć spokój, nikt nikogo autem do szkoły nie odwoził, więc jak byłaś skarżypytą i potem wracałaś z bandą chłopaków jednym autobusem, cóż ni było to wesołe...więc lepiej było powiedzieć że się coś zgubiło niż że ukradli, piszę o podstawówce, do gimnazjum nie chodziłam, w LO to był już inny świat, ale nadal czuło się lęk przed chłopakami z zawodówek. Gimnazjum jeszcze przedłużyło mękę obowiązku szkolnego.
Godzilla - 13 lutego 2012, 15:28

Moim zdaniem skrajne przypadki należy izolować. Co takiego popełniły inne dzieci, że jeden łobuz ma je terroryzować? Za co taka kara?
Miria - 13 lutego 2012, 15:34

Ale jak to rozwiązać w praktyce? Ośrodek wychowawczy - skutek taki, jak opisała illianna, obowiązek szkolny istnieje, więc dziecko uczyć się musi, zostaje nauczanie indywidualne, tylko to są koszta, a przy większej liczbie trudnych przypadków szkoła nie da rady, zabraknie nauczycieli. Bo oczywiście sprawa się rozbija o brak kasy, jak zawsze. Gdyby kasa była, to moim zdaniem z nauczaniem indywidualnym w pakiecie powinna iść terapia rodzinki ucznia i jego samego, a najlepiej jeszcze zanim zapadnie decyzja o takim nauczaniu. A jak nie, to rodzice mogą go uczyć sami w domu, konstytucja daje takie prawo, tylko egzaminy trzeba zdawać.
charande - 13 lutego 2012, 15:35

Godzillo, żeby daleko nie szukać, niżej podpisana ma parszywe wspomnienia z ostatnich klas podstawówki, dzięki rówieśnikom, a nie nauczycielom... Nie było dręczenia fizycznego, tylko psychiczne, za to długotrwałe, zbiorowe (w pewnym momencie - praktycznie cała klasa kontra ja) i podejrzewam, że do pewnego stopnia zaszkodziło mi to długofalowo.

Na 100% trafiali się też tacy, którzy obrywali fizycznie, ale to spotykało raczej chłopców.

Navajero - 13 lutego 2012, 15:44

illianna napisał/a:
Navajero, no skoro inteligentny, to mógł potem edukację wieczorowo dla dorosłych nadrobić i po sprawie, a tak wszyscy się męczyli. Ja na miejscu nauczycieli już dawno bym wnosiła o ograniczenie obowiązku tylko do podstawówki, z tego co wiem to wielu nauczycieli myśli podobnie, bo też mam znajomych w tym zawodzie.


Owszem, wielu nauczycieli chciałoby ograniczenia przymusowej nauki do 15 lat ( tak jak kiedyś było), albo i mniej. Mnie samemu jest głupio kiedy przychodzi mi zmuszać do nauki kogoś, kto tak naprawdę chciałby szatkować buraki w cukrowni. Nauczyciele nie są w stanie nic zrobić, bo popsułoby to rządowe statystyki bezrobocia. Co innego gdyby zaprotestowało całe społeczeństwo. Nb. chłopczyk o którym mowa sprawiał problemy jedynie do pewnego czasu. Na swoje nieszczęście zagroził pobiciem pewnej nauczycielce, a jej mąż potraktował tę groźbę na serio i przeprowadził z nim rozmowę wychowawczą. Bo policja ( ani dyrekcja szkoły) nie była w stanie nic zrobić w tej sprawie. Poprawczaki ( a właściwie Ośrodki Wychowawcze) resocjalizują częściej niż się ludziom wydaje. Nawet te kiepskie i źle prowadzone. Jest to rzecz jasna resocjalizacja bardzo brutalna. Bo nagle szkolny gangster zostaje rzucony nie w grupę normalnych dzieci, a młodocianych przestępców i wcale nie musi być w tym otoczeniu bossem. Niedawno do znanej mi szkoły wróciła z takiego ośrodka osoba która ćpała, dilowała narkotyki, kradła i miała na koncie kilka pobić ( fakt, że osoba inteligentna). Teraz jest do rany przyłóż, największe jej przewinienie od pół roku to zapalenie papierosa za szkołą ( a i to grzecznie go chowa widząc nauczyciela).

Edit; literówka.

Godzilla - 13 lutego 2012, 15:45

Po co obowiązek szkolny? I dlaczego pewnych osób nie można z niego zwolnić, jeżeli uparte trzymanie ich w szkole zagraża innym dzieciom? Rodzice albo dadzą sobie radę z nauczaniem w domu, albo (co prawdopodobne) nie dadzą sobie, ale trudno - nie każdy musi wiele wiedzieć. Czytać, pisać, liczyć, to tak. W niektórych specjalnościach to w zupełności wystarczy.

Charande, podaj łapę. Wiem o czym piszesz. Z tą może różnicą, że moja klasa nie maczała w tym palców, ale też nie pomagała. Dotąd pamiętam jeden jedyny raz, kiedy kolega z klasy odgonił ode mnie złośliwego smarkacza, bo ja byłam na takim etapie, że nie potrafiłam sobie poradzić. Patrzyłam na niego jak na bohatera. Dorośli byli nieźli: "nie przejmuj się i udawaj, że nie widzisz, to im się znudzi i przestaną". To człowiek podnosił głowę do góry, zaciskał zęby i udawał, że deszcz pada kiedy plują. Tfu.

Martva - 13 lutego 2012, 15:53

Godzilla napisał/a:
Dorośli byli nieźli: "nie przejmuj się i udawaj, że nie widzisz, to im się znudzi i przestaną"


I bądź ponad to. Taaaaaak.

charande - 13 lutego 2012, 15:54

Godzilla, łapka. Miau i głask :)
illianna - 13 lutego 2012, 15:55

Navajero napisał/a:
Nauczyciele nie są w stanie nic zrobić, bo popsułoby to rządowe statystyki bezrobocia.
święta racja, ale poddawać się nie można, ja jako społeczeńtwo już protestuję.

Navajero napisał/a:
Poprawczaki ( a właściwie Ośrodki Wychowawcze) resocjalizują częściej niż się ludziom wydaje.
jeśli masz jakieś badania, statystyi na ten tmat, wrzuć, chętne poczytam, bo jakoś do tej pory żyłam w odmiennym przeświadczeniu, a może nie miałam racji.

Martva, Godzilla, charande, ja też nie miałam lekko, z tym że ja pyskata jestem i być może to jeszcze pogarszało sprawę czasami :evil:

Miria - 13 lutego 2012, 16:00

Wiecie, z tym dręczeniem, zwłaszcza psychicznym, w szkole jest strasznie ciężko. Ja na to nie mam sposobu, staram się robić, co mogę, ale dzieciaki na ogół grzecznie przytakują, jak z nimi rozmawiam, a potem robią to samo. Ciężko się nawalczyłam w obecnej klasie, milion rozmów, godzin wychowawczych, spotkań z rodzicami, z pedagogiem, programów specjalnych, jest o wiele lepiej niż było, ale problem nie zniknął. A przecież trzeba wszystko rozegrać delikatnie, umiejętnie, rozpoznać, kto mówi prawdę a kto niekoniecznie. Trudne to.
illianna - 13 lutego 2012, 16:06

Miria, dlatego moja babcia miała rację mówiąc, że lepiej kamienie na drodze łupać, niż cudze dzieci uczyć, ja tam nauczycielom nie zazdroszczę i podziwiam za wytrzymałość psychiczną i determinację, sama miałam kilka razy zajęcia w szkole, wolę już oddział zamknięty ;P:
Miria - 13 lutego 2012, 16:09

Dzięki za dobre słowo, rzadka sprawa. :wink: Zawód ma swoje plusy i ogólnie nadal lubię tę pracę, ale czasem chciałabym do niej nie wracać.
Kasiek - 13 lutego 2012, 16:13

illianna napisał/a:
było, u mnie było,


U mnie nie, tyle, co napisałąm, ale nie aż tak.

charande napisał/a:
Nie było dręczenia fizycznego, tylko psychiczne, za to długotrwałe, zbiorowe


U mnie było tak, ze ja jestem "dziwna", bo nie słuchałam takiej muzyki, nie nosiłam markowych ciuchów, czytałam książki i lubiłam teatr. Bolało, to fakt, ale nie było innej formy "znęcania się" niż po prostu odtrącenie. Na szczęście...

Navajero napisał/a:
Owszem, wielu nauczycieli chciałoby ograniczenia przymusowej nauki do 15 lat ( tak jak kiedyś było), albo i mniej.


Teraz chyba jest do końca gimnazjum czyli jakieś 15 lat właśnie...

hrabek - 13 lutego 2012, 16:19

Obowiązek jest do 18 roku życia, ale w jakiej postaci się go spełnia, już nie jest powiedziane, czyli może być zawodówka, praktyki w zakładzie pracy, itp.
Navajero - 13 lutego 2012, 16:21

illianna napisał/a:
Navajero napisał/a:
Poprawczaki ( a właściwie Ośrodki Wychowawcze) resocjalizują częściej niż się ludziom wydaje.
jeśli masz jakieś badania, statystyi na ten tmat, wrzuć, chętne poczytam, bo jakoś do tej pory żyłam w odmiennym przeświadczeniu, a może nie miałam racji.

Nie, generalnie masz rację: system resocjalizacji w takich instytucjach jest newydolny. Ja napisałem tylko, że nawet w najgorszych placówkach - wbrew powszechnemu mniemaniu - istnieje pewna grupa osób które wychodzą z nich mając zamiar nie popełniać więcej przestępstw. Obserwowałem takie przypadki w praktyce. Zapewne to skromny procent wychowanków jako takich... Co do badań to nie wiem czy ktokolwiek je u nas prowadził. Zetknąłem się z jakimiś amerykańskimi, ale to inna rzeczywistość. Kiedyś w szkołach przeprowadzano anonimowe ankiety na temat używania przez uczniów alkoholu czy narkotyków. Od wielu lat nikt takich nie robi. Z wiadomych względów. Nie ma ankiety, nie ma problemu. Kiedyś nowy komendant policji zaproponował, że od czasu do czasu po szkole przejdzie się patrol ze specjalnie szkolonym ( do wykrywania narkotyków) psem. Nigdy nie obserwowałem wśród uczniów takiej paniki jak wtedy... Nb. pomysł zdechł, okazało się, że to niezgodne z przepisami i dzieciaczki odetchnęły.

Kasiek napisał/a:
Navajero napisał/a:
Owszem, wielu nauczycieli chciałoby ograniczenia przymusowej nauki do 15 lat ( tak jak kiedyś było), albo i mniej.


Teraz chyba jest do końca gimnazjum czyli jakieś 15 lat właśnie...

Nie, do 18. Czyli uczniowie repetujący siedzą do 18, albo i dłużej ( jeśli w drastyczny sposób nie opuszczają zajęć).

Miria - 13 lutego 2012, 16:42

Navajero napisał/a:
Kiedyś w szkołach przeprowadzano anonimowe ankiety na temat używania przez uczniów alkoholu czy narkotyków. Od wielu lat nikt takich nie robi. Z wiadomych względów. Nie ma ankiety, nie ma problemu.

No coś Ty. W naszej szkole jak najbardziej są robione takie ankiety, temat jest ogólnie wałkowany często, z tego, co wiem, w innych szkołach podobnie, przynajmniej w tych okolicznych. Generalizujesz zbytnio chyba.

Martva - 13 lutego 2012, 16:53

Bardzo często trafiam w prasie codziennej na artykuły o ankietach o alkoholu, narkotykach albo jednym i drugim których wyniki są alarmujące albo i nie, więc :shock:

A wracając do psychicznych znęcaczy i ogólnie niegrzecznych dzieci - 'najwspanialszy' pomysł, jaki miały nauczycielki w mojej podstawówce, to było sadzanie takich delikwentów z grzecznymi uczniami, najlepiej dziewczynkami.

Godzilla - 13 lutego 2012, 17:27

Cóż, w ramach podbudowania mnie psychicznego w trudnej sytuacji pani pedagog wkręciła mnie w douczanie klasowego półgłówka. Chłopaczek był skrajnie niezdolny, co nadrabiał cwaniactwem. Tak, był to dobry uczynek i sprawdzian cierpliwości, odrabiać z nim matematykę czy polski, tylko jak się to miało do moich problemów?
Navajero - 13 lutego 2012, 17:29

Miria napisał/a:
Navajero napisał/a:
Kiedyś w szkołach przeprowadzano anonimowe ankiety na temat używania przez uczniów alkoholu czy narkotyków. Od wielu lat nikt takich nie robi. Z wiadomych względów. Nie ma ankiety, nie ma problemu.

No coś Ty. W naszej szkole jak najbardziej są robione takie ankiety, temat jest ogólnie wałkowany często, z tego, co wiem, w innych szkołach podobnie, przynajmniej w tych okolicznych. Generalizujesz zbytnio chyba.

W mojej okolicy nie było takich ankiet od lat :) A jak wyniki u Was?

Miria - 13 lutego 2012, 18:18

Wyniki były budujące, jeśli chodzi o narkotyki - z ankiet wypełnianych przez rodziców i samych uczniów wynikało, że ich w szkole nie ma i dzieciaki mają dużą świadomość konsekwencji używania narkotyków. No i w szkole faktycznie nigdy żadnej "afery narkotykowej" nie było. Ale to podstawówka, dlatego jest tak różowo. A alkoholem trochę gorzej, niektórzy próbowali, akcje z alkoholem w roli głównej się niestety zdarzyły (pamiętam dwie w ciągu 10 lat pracy, ale mogło być więcej), ale tragedii nie ma. Albo ściemniają. :roll: Problemem, który wychodzi w ankietach, jest nieodmiennie przemoc rówieśnicza.
Navajero - 13 lutego 2012, 18:36

No tak podstawówka... :)
Ice - 13 lutego 2012, 18:40

Te ankiety to był niezły śmiech, u mnie ładnych kilka lat temu w LO zrobili ankietę z pytaniami:

...
9. Czy znasz miejsca w których można kupić narkotyki? tak/nie
10. Jeżeli tak to gdzie?
:wink:

Godzilla - 13 lutego 2012, 18:45

"Mój ideał człowieka. Dlaczego Lenin?" :mrgreen:
Lowenna - 24 lutego 2012, 14:23

Głos w sprawie dzietności w PL

Bardzo cieszę się, że nas była czwórka i dzięki temu miałyśmy tyle wolności, ile dusza zapragnie :twisted:

Kasiek - 25 lutego 2012, 13:22

W sumie coś w tym jest... A co do tych procentów, że to matka powinna siedzieć z dzieckiem, a ojciec nie, to daleko szukać nie muszę. Stwierdziłam, że na falkonie nic się nie stanie, jak ja będę na konwencie a z małym będzie Marcin. Moja matka stwierdziła, ze ta jasne, zostawię z ojcem... Zapytałam co w tym dziwnego, zostawię przecież dziecko z JEGO WŁASNYM ojcem. Odpowiedź: bo facet to się nie nadaje... :roll:
Ilt - 25 lutego 2012, 14:30

Kasiek napisał/a:
bo facet to się nie nadaje.
Chyba jedynie do karmienia piersią. :roll:

e: Muszę tak zacząć odpowiadać ludziom, którzy rzucają, że facet to się nie nadaje. Tak, to dobry plan.

Kasiek - 25 lutego 2012, 20:53

Ilt napisał/a:
Kasiek napisał/a:
bo facet to się nie nadaje.
Chyba jedynie do karmienia piersią. :roll:


Nigdy nie sprawdzałam, ale podobno jak się faceta odpowiednio i odpowiednio długo stymuluje, to też może mieć laktację...

To, że "facet się nie nadaje" jest prawdą, ale to jest wina samych bab. Nikt się nie rodzi z umiejętnościami obsługi noworodka. Kobiety przekazują sobie tę wiedzę, czytają poradniki, potem w szpitalu uczą się noworodka przez kilka dni i już są bardziej bogate w doświadczenia. Po powrocie do domu zajmują się małym przez ten czas, kiedy facet jest w pracy, a jak on wraca i chciałby coś zrobić, a robi to wolniej, ostrożniej, może nie dość dokładnie, słyszy: idź, ja to zrobię lepiej/szybciej/dokładniej. To raz: jak się ma nie zniechęcić? Dwa: jak ma się w ogóle nauczyć? A potem po trzech latach samodzielnej obróbki malca kobieta mówi bo on mi nigdy nie pomógł, albo jak moja matka po 4 dzieci - on się nie nadaje...

Godzilla - 25 lutego 2012, 21:02

Myśmy razem w szkole rodzenia zaliczali wykładzik z opieki nad młodzieżą :mrgreen: Kąpanie młodzieży zasadniczo należało do męża, co dla mnie było tym ważniejsze, że długo miałam obolały kręgosłup. A przy drugim dziecku pomagałam koleżance z sali zakładać czapeczkę jej synkowi (miesiąc przed terminem się urodził, rzeczywiście malusieńki był) i trochę niepewnie się czułam. W końcu zdążyłam odwyknąć od tak małych dzieci. Kwestia wprawy.
corpse bride - 29 lutego 2012, 14:31

Kasiek, so true... I to nie tylko, jeśli chodzi o dzieci, ale też np. sprzątanie. Ale świadomość takiego procesu to połowa sukcesu. Z dziećmi nie mam doświadczenia, ale z podziałem obowiązków domowych bardzo się staram, żeby sama siebie nie wrobić w dożywotnie zajmowanie się wszystkim. Jest to praco- i czasochłonne,a le działa :)

Poza tym się te wzorce jednak coraz bardziej zmieniają - obserwuję znajomych ze świeżymi dziećmi i ojcowie bardzo ładnie partycypują.

Wie ktoś, czy urlop macierzyński można równo podzielić? Tzn. zrzec się połowy na rzecz ojca dziecka?

illianna - 29 lutego 2012, 21:25

corpse bride, nie można, tata ma tylko 2 tyg, ale może iść na wychowawczy.
Agi - 29 lutego 2012, 21:26

corpse bride napisał/a:
Wie ktoś, czy urlop macierzyński można równo podzielić? Tzn. zrzec się połowy na rzecz ojca dziecka?

Nie można. Przepisy regulują tę kwestię dokładnie.
Cytat:
Kodeks pracy: Art. 180.

§1. Pracownicy przysługuje urlop macierzyński w wymiarze:

20 tygodni w przypadku urodzenia jednego dziecka przy jednym porodzie,
31 tygodni w przypadku urodzenia dwojga dzieci przy jednym porodzie,
33 tygodni w przypadku urodzenia trojga dzieci przy jednym porodzie,
35 tygodni w przypadku urodzenia czworga dzieci przy jednym porodzie,
37 tygodni w przypadku urodzenia pięciorga i więcej dzieci przy jednym porodzie.
(...)
§5. Pracownica, po wykorzystaniu po porodzie co najmniej 14 tygodni urlopu macierzyńskiego, ma prawo zrezygnować z pozostałej części tego urlopu; w takim przypadku niewykorzystanej części urlopu macierzyńskiego udziela się pracownikowi-ojcu wychowującemu dziecko, na jego pisemny wniosek.

Fidel-F2 - 29 lutego 2012, 21:29

mam dysonans poznawczy
Agi - 29 lutego 2012, 21:32

Fidel-F2, zacytowałam kodeks pracy, stan prawny na 2012 rok.
Fidel-F2 - 29 lutego 2012, 21:34

to czemu piszesz, że nie można?
Agi - 29 lutego 2012, 21:35

Połowy nie można. Można resztę po wykorzystaniu 14 tygodni, a to niekoniecznie jest połowa urlopu.
Fidel-F2 - 29 lutego 2012, 21:37

ok, inaczej zrozumiałem
Godzilla - 29 lutego 2012, 23:03

http://www.youtube.com/watch?v=kExM7UlEE9E

"Spadła z obłoków". Pamiętacie? Oglądam sobie z dzieciakami. Teraz nie do pomyślenia, te bandy dzieciaków biegające po jakichś zapyziałych ugorach i z upodobaniem naparzające się bombami z ziemi czy kępek trawy. Łącznie z cztero- czy pięcioletnią dziewuszką, która plącze się za grupą, a grupa odsyła ją do mamusi.

corpse bride - 2 marca 2012, 16:05

trochę nie fair - 14 tyg. kobieta (i to z tego, co rozumiem koniecznie 14 pierwszych tygodni), a tylko 6 mężczyzna. Nawet jeśli do tego swoje 2 tygodnie, to daje zaledwie 8. prawie o połowę mniej. nie dziwne, że podczas tych 14 tygodni kobiety uczą się obsługi dziecka, a mężczyźni mogą ewentualnie 'pomagać'... ja bym wolała te dalsze tygodnie urlopu, wtedy dziecko jest już bardziej kontaktowe i w ogóle...
merula - 2 marca 2012, 17:38

tylko, że jednak w większości wypadków dziecko potrzebuje matki w tym okresie. więc taki podział jest dość logiczny i naturalny.
Fidel-F2 - 2 marca 2012, 18:03

corpse bride,
Godzilla - 2 marca 2012, 20:04

corpse bride, pójdź do pracy zaraz jak cię puszczą ze szpitala po porodzie. Życzę szczęścia.
aniol - 2 marca 2012, 20:17

znalazlem w akwariowym filtrze calkiem spory kamyk (nie mam zielonego pojecia skad sie tam wzial) a juniorka wystrzelila z tekstem: "tatusiu, chyba jakas rybka chce ci uciec do oceanu"
corpse bride - 5 marca 2012, 10:14

merula, jak to, potrzebuje matki? a nie opieki po prostu? z tego, co wiem w tym wieku dziecko nie rozumuje jeszcze kategoriami matka-ojciec. ma mieć jedzenie, zmienioną opiekę i kogoś do przytulania.
godzilla, owszem, pewnie po porodzie trzeba odpocząć i dojść do siebie, ale o ile pamiętam okres połogu trwa 6 tygodni, a nie 14.
fidel, nie rozumiem tego emota.

aniol, ja kiedyś w filtrze znalazłam szkielet glonojada :(

Fidel-F2 - 5 marca 2012, 10:22

corpse bride napisał/a:
merula, jak to, potrzebuje matki? a nie opieki po prostu? z tego, co wiem w tym wieku dziecko nie rozumuje jeszcze kategoriami matka-ojciec. ma mieć jedzenie, zmienioną opiekę i kogoś do przytulania.
W tym wieku dziecko nie rozróżnia pojęć 'ja' i 'matka'. Ja+matka dla dziecka to jeden niepodzielny byt. Wyobraź sobie jakbyś się czuła gdybyś w pewnym momencie, budząc się na przykład, zorientowała się, że część Ciebie nie istnieje.

corpse bride napisał/a:
fidel, nie rozumiem tego emota.
no to precyzyjniej

corpse bride - 5 marca 2012, 10:27

a gdyby dzieckiem od urodzenia opiekował się ojciec/dziadek/brat/siostra/ktokolwiek, to dziecko nadal czułoby brak matki? zakładając, że jest dobrze zaopiekowane i niczego mu nie brakuje. to są jakieś ideologiczne bzdety trzymające kobiety w domach.
Fidel-F2 - 5 marca 2012, 10:29

myślę, że jak już będziesz miała dziecko to mu po prostu zamontuj automatyczne karmidło i pamiętaj, żeby przynajmniej raz w tygodniu gnój z boksu wyrzucać
Rafał - 5 marca 2012, 10:30

Czułoby, nadal. Spytaj matki.
Agi - 5 marca 2012, 10:31

Fidel-F2, przegiąłeś. Pozwól innym ludziom postępować, a przynajmniej myśleć po swojemu.
Fidel-F2 - 5 marca 2012, 10:33

Wybacz Agi, ale czasem, zwłaszcza wybitne kretynizmy, podnoszą mi ciśnienie i reaguję, być może, przesadnie.
corpse bride - 5 marca 2012, 10:48

przypuszczałam, że mój pogląd może się nie spodobać, ale widzę, że nie podoba się aż tak, że dyskusja jest bezcelowa. np. dla fidela istniej tylko opozycja: dziecko piastowane przez matkę vs. dziecko z kojcu z automatycznym karmidłem. Ja próbowałam powiedzieć, że nie tylko rodzona matka nadaje się do opieki nad dzieckiem.
Fidel-F2 - 5 marca 2012, 10:54

corpse bride napisał/a:
Ja próbowałam powiedzieć, że nie tylko rodzona matka nadaje się do opieki nad dzieckiem.
nieprawda, napisałaś
corpse bride napisał/a:
to są jakieś ideologiczne bzdety trzymające kobiety w domach.
co jest skrajnym kretynizmem
corpse bride napisał/a:
np. dla fidela istniej tylko opozycja: dziecko piastowane przez matkę vs. dziecko z kojcu z automatycznym karmidłem.
możesz przybliżyć w jaki sposób doszłaś do tak głupiej konkluzji?
Agi - 5 marca 2012, 11:06

Fidel-F2, nie rozpędzaj się.
merula - 5 marca 2012, 11:58

corpse bride, z racji ograniczonej opcji analizowania bodźców i dużej zmiany, dziecko potrzebuje czegoś znanego i oswojonego. tym czymś jest dźwięk bicia serca matki, który zna od zawsze, oraz jej głos i zapach. to mu daje poczucie bezpieczeństwa. pewnie, ze przeżyje, gdy zajmie sie nim ktoś inny, przeżyje nawet prawie całkowity brak opieki, tylko po co mu to fundować? to naprawdę odbija się na nim i na jego rozwoju. natomiast nikt cie nie zmusza do uwzględniania tego w swojej koncepcji wychowawczej. twoja broszka i twoje ewentualne problemy w przyszłości. jak bardzo chcesz, chyba możesz zrezygnować z opieki nad dzieckiem po porodzie całkowicie.
Agi - 5 marca 2012, 12:04

merula napisał/a:
jak bardzo chcesz, chyba możesz zrezygnować z opieki nad dzieckiem po porodzie całkowicie.

Jest też opcja zrezygnowania z bycia matką.

Godzilla - 5 marca 2012, 12:15

Otóż to.
corpse bride - 5 marca 2012, 13:20

Agi napisał/a:
merula napisał/a:
jak bardzo chcesz, chyba możesz zrezygnować z opieki nad dzieckiem po porodzie całkowicie.

Jest też opcja zrezygnowania z bycia matką.


To brzmi, jakbym matką już była (albo w jakiś sposób była nią domyślnie), a dopiero miała z tego REZYGNOWAĆ, żeby nią nie być. Otóż ja matką nie jestem, więc ewentualnie, jeśli kiedyś będę chciała mogę zrezygnować z niebycia matką i nią zostać. Znowu, pisząc, że chętnie zajęłabym się dzieckiem starszym, a urlop na czas kiedy dziecko jest najmniejsze przekazała jego ojcu słyszę (czytam), że można też zrezygnować z bycia matką. Czyli - nie chcesz się opiekować dzieckiem najmłodszym, to znaczy, że nie chcesz być matką wcale. Spadam z tego tematu, dość mi dziś gazety podniosły ciśnienie.

Agi - 5 marca 2012, 13:56

Wyraziłam się nieprecyzyjnie. Miałam na myśli rezygnację z zostania matką.
Natura tak nas urządziła, że jesteśmy swojemu dziecku potrzebne najbardziej właśnie w pierwszym okresie po urodzeniu. Decydując się na macierzyństwo dobrze byłoby fakt ten zaakceptować. Tylko tyle i aż tyle.

merula - 5 marca 2012, 16:17

corpse bride, ja wcale nie chcę Ciebie kopać, ani pouczać. po prostu taka jest biologia i natura zwierzęcia, że na początku swojego życia potrzebuje matki. a człowiek stety, bądź niestety właśnie zwierzęciem jest. i trudno w pewnych sprawach uciec od biologii, jakkolwiek bardzo by się chciało. a to, że przyjemniej wychowuje się już odrośnięte dziecko, najlepiej już kumate, nie jest szczególnym odkryciem. niestety jednak, w większości wypadków bierze się rodzicielstwo z całym dobrodziejstwem inwentarza.
charande - 5 marca 2012, 17:09

Cytat:
Jest też opcja zrezygnowania z bycia matką.


Jest. Zwłaszcza, że niezależnie od ujemnego przyrostu naturalnego w krajach rozwiniętych, w skali globu i tak jest nas za dużo.

corpse bride, rzecz właśnie w tym, że malutkie przez pierwsze tygodnie po porodzie powinno być jak najbliżej mamy. Własnych doświadczeń nie mam, ale zapadł mi w pamięć przykład przyjaciółki, gdzie kluczowa była po prostu bliskość: dzieciak był spokojny, dopóki leżał na mamie, spał w chuście itd., mama mogła w tym czasie robić cokolwiek (np. pisać na forum ;) ). Dziecko dwu-, trzyletnie to coś zupełnie innego, wtedy już faktycznie nie ma tak bardzo znaczenia, którzy członkowie rodziny się nim zajmują. Nie jestem pewna, w którym momencie przebiega granica "bezpiecznego oddzielenia" od mamy, natomiast wiem, że w ekstremalnych przypadkach, fundując dziecku ciągłe oddzielenie oraz poczucie, że nikt się nim nie opiekuje i na otoczenie nie należy liczyć, można wyhodować psychopatę.

Fidel-F2 - 5 marca 2012, 17:38

charande napisał/a:
niezależnie od ujemnego przyrostu naturalnego w krajach rozwiniętych, w skali globu i tak jest nas za dużo.
bo ponieważ?
charande - 5 marca 2012, 18:15

Ponieważ bo
Fidel-F2 - 5 marca 2012, 19:20

teorie, w dużej mierze wyssane z palca, coś jak efekt cieplarniany
aniol - 5 marca 2012, 21:20

z mojej branzy
w praktyce treningowej z roznymi zachowaniami rodzicow juz sise spotykalem, od odreagowywania kompleksow, po zachowania typu "niech go pan tak nauczy zeby wszystkich w szkole napier..al"
ale cos takiego zdarzylo mi sie pierwszy raz
w klubie prowadzonym przez jednego z moich bylych uczniow zostalem poproszony o przeprowadzenie egzaminu w grupie dzieciecej
po egzaminie jeden z tatusiow przylazl z wielkim pyskiem i pretensjami dlaczego jego syn dostal tylko 7 kyu (dla niewtajemniczonych jest to najnizszy stopien uczniowski w jj) skoro on uwaza ze powinien dostac conajmniej 6
rozsadna rozmowa z tatusiem nie dala rezultatu
dowiedzialem sie min ze nie nadaje sie absolutnie do pracy z dziecmi, zostaly podwazone moje kompetencje i kwalifikacje
na koniec pan zazadal powtorzenia egzaminu, kiedy dowiedzial sie ze nic z tego uslyszelismy ze on tego tak nie zostawi
mam ta niewatpliwa przewage nad nauczycielami ze moge momentalnie komus takiemu pokazac drzwi i najprawdopodobniej tak sie to zakonczy (chyba ze napisze na mnie donos do ministry Muchy) ale pomijajac debilizm calej tej sytuacji zastanawiam sie jak bedzie wygladac dalsze zycie tego chlopca z takim nadopiekunczym tatusiem z przerostami ambicji - co to wszystko zalatwi, kazdego operd..li, podniesie synkowi ocene na koniec roku itd

merula - 5 marca 2012, 22:13

zostanie ministrem. albo prezesem.
Agi - 6 marca 2012, 10:06

W artykule Cathrin Kahlweit opublikowanym w Süddeutsche Zeitung przerażające informacje na temat praktyk stosowanych w sierocińcach austriackich.
cranberry - 6 marca 2012, 13:34

Tak wracając do przyjemniejszych tematów:

Cytat:
rzecz właśnie w tym, że malutkie przez pierwsze tygodnie po porodzie powinno być jak najbliżej mamy. Własnych doświadczeń nie mam, ale zapadł mi w pamięć przykład przyjaciółki, gdzie kluczowa była po prostu bliskość: dzieciak był spokojny, dopóki leżał na mamie, spał w chuście itd., mama mogła w tym czasie robić cokolwiek (np. pisać na forum ;) ).


Myslę, że to kwestia przyzwyczajenia - jakby od urodzenia spędzała czas głównie z ojcem, karmiona butlą (bo to była TA dzieciak, moja osobista :D ), to by wolała leżeć na ojca brzuchu niż na moim ;)

Fakt, jest coś takiego u malucha jak rodzic pierwszego kontaktu, ale IMO jak nie karmi się piersią, to w tej roli obowiązuje równouprawnienie.
Ale ogólnie metoda "zajmę się dzieckiem, jak podrośnie" to tak nie bardzo. Tzn. jasne, przytłaczająca większość facetów tak postępuje (a na pewno postępowała kiedyś), ale z braku doświadczeń z autopsji nie mam pojęcia jak to może działać: co - niemowlak ryczy a taki na ręce nie weźmie czy nie przewinie, bo żona włosy myje?
W drugą stronę (z odwróceniem tradycyjnych ról) też to raczej nie podziała IMO. Będzie po prostu nie fair.
Zresztą - dzieci ponoć zaczynają gadać z sensem po 30, długo by czekać :mrgreen:

A ogólnie to kto chce niech ma, kto nie chce niech nie ma, nic nam do tego ;)

Edit:
corpse bride napisał/a:
owszem, pewnie po porodzie trzeba odpocząć i dojść do siebie, ale o ile pamiętam okres połogu trwa 6 tygodni, a nie 14.

Fakt, ze to bez sensu odgórnie narzucone, ale te 6 tygodni to jest naprawde bardzo bardzo podstawowe dojście do siebie.

Cytat:
Zapytałam co w tym dziwnego, zostawię przecież dziecko z JEGO WŁASNYM ojcem. Odpowiedź: bo facet to się nie nadaje...

Ech... :? :roll:
Jakbym z babcią czy ciotką noworodka zostawiała, to bym miała poczucie winy. Ale z ojcem??
Kasiek, trzymaj się ogólnie! Ściskam!

aniol - 8 marca 2012, 12:24

rano zona zrobila juniorce takie fajne kitki na glowie
i rozowe kokardki
i mloda przegladajac sie w lustrze przed wyjsciem do przedszkola stwierdzila
"dzisiaj to Igor musi sie juz we mnie zakochac"

kurde musze sie temu Igorowi dobrze przyjrzec :wink:

Rafał - 8 marca 2012, 12:27

aniol, a ile lat ma juniorka? Bo coś mi się wydaje, że podobnie jak moja (3,5 l.) Ostatnio mała zasunęła tekst, że Piotrusia już nie kocha (całują się i w ogóle nierozłączni :roll: ) , kocha Wojtusia :shock: :lol:
aniol - 8 marca 2012, 12:36

juniorka ma prawie 5
Rafał - 8 marca 2012, 12:55

Aaaa, to inna bajka :D
illianna - 8 marca 2012, 12:56

cranberry napisał/a:
Fakt, jest coś takiego u malucha jak rodzic pierwszego kontaktu, ale IMO jak nie karmi się piersią, to w tej roli obowiązuje równouprawnienie.
teoretycznie, ale pominąwszy sam fakt dostarczania pokarmu, kobiety które karmią wydzielają uspokajający feromon, i tutaj już panowie niestety nie zawalczą.

http://wyborcza.pl/1,7540...a_ukojenie.html

ihan - 9 marca 2012, 13:17

corpse, ale w zasadzie Agi ma rację. I trzeba pamiętać, że w życiu rzadko można mieć wszystko naraz, i z czegoś tam zawsze trzeba rezygnować. Dlatego trzeba maksymalizować i optymalizować swoje szczęście. O ile IMHO dziecko nie powinno być pępkiem wszechświata i rodzice maja prawo do swojego hobby rozwoju itd., to jednak (wciąż IMHO i wszystko, co poniżej też), trzeba też wobec swoich decyzji, i tego teoretycznego dziecka być też uczciwym. I o wiele mniej bym się martwiła koniecznością siedzenia z niemowlakiem, bo tak, dziecko potrzebuje poczucia bezpieczeństwa i znanego otoczenia, i oczywiście, choć matka jest optymalna, ale powiedzmy, można mniej optymalnie znaleźć inną osobę (ojca, babcię, listonosza, jeszcze raz: nie jest najoptymalniejsze, ale nie jest to zło, które spowoduje, że z dziecka wyrośnie psychopata zdegenerowany), która to bezpieczeństwo zapewni, to już obowiązkiem rodziców jest dbanie o rozwój intelektualny i emocjonalny późniejszy. To znaczy, że rodzice muszą się liczyć z koniecznością chodzenia do piaskownicy, jak bardzo by ich to nie nudziło i jak bardzo by ich nie wkurzali inni rodzice otaczający piaskownicę, mają obowiązek potem podtrzymywać kontakty socjalne swojego dziecka z rówieśnikami, jak bardzo idiotyczne przyjęcia urodzinowe z tłumem wrzaskunów i ich równie wkurzających rodziców by człowieka nie denerwowały. To budowanie więzi przez na przykład wspólne pieczenie ciasteczek z innymi matkami i ich dziećmi (patrz wyżej), to konieczność zabaw rozmaitych, w tym jakichś kretyńskich balów karnawałowych, zabaw w chowanego czy szczytu kretynizmu w rodzaju zabawy w sklep, szkołę czy dom. I to wszystko to psi obowiązek rodziców, nie da się jednocześnie mieć dziecka i nie musieć uczestniczyć w jego rozwoju intelektualnym, bo trzeba zdawać sobie sprawę, że dziecko za równie kretyńskie może uważać nasze sposoby spędzania czasu jak np. wyjście do teatru, opery czy długie rozmowy intelektualne.

Jeśli ktoś zaczyna tolerować dopiero nastolatki, a najlepiej takie w okolicach 20-tki i starsze, to niestety przeskoczyć się tego wcześniejszego okresu nie da. A nie wyobrażam sobie stracenia 20 lat życia na coś, co wywołuje wewnętrzny sprzeciw i bezgraniczne znudzenie.

cranberry - 9 marca 2012, 14:15

illianna, oj, nie wiem, co mi się wydzielało przy pierworodnym, ale sądząc po tym, jak ryczał, nie było uspakające :D Wyliśmy czasem oboje, aczkolwiek uważam, że lepiej czasem wyć wspólnie niż równocześnie, lecz oddzielnie.

ihan, tak, chociaż możliwość obserwowania radości dziecka w pewnym stopniu tę nudną część obowiązków osładza.
Natomiast ja też nie bardzo ufam w możliwość zawiązania bliskiej więzi "warunkowo" - "jak już zacznie być ciekawe". Bo we WŁASNYM dziecku ciekawe jest po prostu to, jakie jest, a nie jak bardzo spełnia nasze warunki dla "interesujących znajomych". Celowo podkreślam "własnym", bo to całkowicie zmienia optykę. A przynajmniej powinno zmieniać, jeżeli ktoś już to dziecko ma.

corpse bride - 9 marca 2012, 14:23

ihan, ale ja to rozumiem. Pewnie dlatego nie mam dzieci, bo cały czas nie jestem przekonana, czy warto. Ale chodziło mi nie o całe życie dziecka, tylko pierwsze 20 tygodni, na które przyznawany jest urlop macierzyński. Że to nie fair, że rodzice nie mogą wziąć go po połowie, no bo wszyscy piszecie, jak matka jest potrzeba i jak ma się wytwarzać więź itd, ale ojciec (też rodzic!!!) jest w ten sposób spychany na drugi plan. No i druga kwestia, że rodzice nie mogą wybrać, kto bierze pierwszą część tego urlopu, a kto drugą, tylko matka zawsze musi brać pierwszą. I o tym konkretnie mówiłam, a dyskusja pogalopowała w inną stronę.
merula - 9 marca 2012, 14:41

corpse, ale właśnie kolejność i wymiar (choć może tu już mniej) podyktowane są uwzględnieniem fizjologii i natury pojawienia się dziecka. i to jest ciężko przeskoczyć i nie jest kwestią do rozpatrywania w kategorii sprawiedliwości. urlop macierzyński wynika z faktu stania się matką i daje czas matce i dziecku na dojście do siebie i wdrożenie do nowego stanu. choćby uspokojenia huśtawki hormonalnej.
cranberry - 9 marca 2012, 15:02

Nikt ojcu nie broni wziąc urlopu wypoczynkowego w okresie, który uzna za najodpowiedniejszy - np. na tygodnie, kiedy przez dom przechodzi pierwszy huragan pt "Nie śpię drugą dobę, latam po lekarzach z dzieckiem i ze sobą, a dziecko płacze po nocach".

Zasadniczo zgadzam się, że prawo nie powinno narzucać zbyt wielu sztywnych rozwiązań i powinno być elastyczne. Ale zazwyczaj jest tak, jak pisze merula - fizjologia jest tu po stronie "rozwiązań tradycyjnych". Choćby dlatego, że jednak większość kobiet przynajmniej przez pierwsze tygodnie karmi piersią.

A wiecie co? Ja mam takie wrażenie, że decyzję i o ślubie, i o dzieciach powinno się podejmować na czuja (a nie na wykalkulowanie). Tzn oczywiście, jak nie ma racjonalnych przeciwskazań. Że jednak lepiej, żeby było to wewnętrzne, jasne, intuicyjne: CHCĘ!!
Bo jak nie chcę, no to żadne kalkulacje nie pomogą.

hrabek - 9 marca 2012, 15:24

Od tego roku (w poprzednim był tydzień) ojciec ma dodatkowe dwa tygodnie specjalnego urlopu, który może wykorzystać w dowolnym momencie przed ukończeniem przez dziecko jednego roku. Nie jest to urlop wypoczynkowy i nie wlicza się także w urlop macierzyński. Taki ukłon od rządu dla ojców.
Rafał - 9 marca 2012, 15:29

Szkoda, że dopiero teraz :?
illianna - 9 marca 2012, 15:44

Wyznania złej matki, Stephanie Calman, ostatnio czytam dla odstresowania, polecam wszystkim rodzicom.
hrabek - 9 marca 2012, 15:46

Rafał napisał/a:
Szkoda, że dopiero teraz :?


Ać tam, w moim przypadku trafili idealnie :)

corpse bride - 9 marca 2012, 16:06

hrabek, wiem, czytam gazety prawne. Ale nadal - 2 tygodnie ojciec, 20 tygodni matka. Owszem, ojciec może wykorzystać wypoczynkowy, ale matka macierzyński ma OPRÓCZ wypoczynkowego, a nie zamiast.

cranberry, często tak jest chyba z tym 'na czuja'. Ja na przykład analizując racjonalnie nigdy nie planowałam ślubu, bo stwierdziłam, że to nie dla mnie. Ale kiedy znalazłam właściwą osobę zdecydowałam się na ślub bez żadnego wahania.

hrabek - 9 marca 2012, 16:13

corpse bride napisał/a:
hrabek, wiem, czytam gazety prawne. Ale nadal - 2 tygodnie ojciec, 20 tygodni matka.


Nie. Matka 14, ojciec 8 (z tymi dwoma dodatkowymi). Zdecydowanie mniejsza dysproporcja, prawda?

cranberry - 9 marca 2012, 16:21

Cytat:
Matka 14, ojciec 8 (z tymi dwoma dodatkowymi).

Co w zasadzie oznacza, że matka ma 6 zwolnienia "na siebie" i 8 urlopu na dziecko.
Ale to jest wszystko i tak strasznie skomplikowane w praktyce, bo z jednej strony ulop "tylko dla ojca" ma motywować do tego, żeby brał go jednak ojciec, z drugiej - przy karmieniu piersią 2 tygodnie dłużej czy krócej dla matki w domu to może być niezły koszmarek lub koszmarku uniknięcie.
Osobna sprawa to macierzyński przy wcześniakach, który przecież powinien być na dobrą sprawę liczony od planowanej daty porodu a nie rzeczywistej - bo dziecko nie rozwija się szybciej niż jego donoszony rówieśnik). Ale na tym się (na szczęście) sama nie znam, więc nie będę się wypowiadać.

hrabek, gratulacje :D

ihan - 9 marca 2012, 16:59

corpse, zasadniczo rozumiem, bo najlepiej by było żeby nie było żadnych narzuconych urlopów. Wypoczynkowych też, bo bywają sytuacje, gdy pracownik, z własnej woli, nie ma kiedy iść na urlop, gdy praca jest jego hobby i ma różne zobowiązania. Zmuszanie pracowników naukowych na uczelniach, realizujących własne granty do brania urlopów jest właśnie takim kuriozum (ha, ha, za urlop nie liczą nam 50% kosztów, więc odpowiednio mniej kasy za ten czas się dostaje), zwłaszcza, że ilość przepisowego wolnego jest jeszcze większym kuriozum. Ale, z drugiej strony trzeba sobie zdawać sprawę, że gdyby takiego przymusu nie było, w części firm znaleźliby się pracodawcy, którzy nie pozwalaliby pracownikom na wypoczynek. I to samo by się zdarzyło z urlopem porodowym. Większość kobiet chce być w domu przez jakiś tam czas, mogłaby być furtka dla tych, które nie chcą, ale jak zrobić by w inny sposób ta furtka nie została wykorzystana?
cranberry - 10 marca 2012, 14:56

ihan, tak.

A tak w ogóle to na fali rozmowy o tym, kiedy takie małe zaczyna kontaktować, to pomyślałam, że kiedy jest zupełnie malutkie (tak przez pierwsze tygodnie), kiedy jakiś kontakt łapie się z nim głównie w czasie karmienia, przewijania i kąpieli (bo poza tym albo śpi, albo - jeżeli ma kolki - wyje), to jest okazja do nauczenia się takiej dość niesamowitej rzeczy, że się człowiek jednak jakoś dogaduje z delikwentem! Chodzi o przestawienie się na takie bardzo uważne wsłuchiwanie się w subtelne komunikaty - że o, skrzywiło się, o, uśmiechnęło się. To fajne jest, żal tracić ten etap ;) Bo potem to już jest zupełnie inne dziecko - takie 4-miesięczne to już stare jest :mrgreen:

Godzilla - 10 marca 2012, 15:23

Mała jeszcze miesiąca nie miała, chyba ze dwa tygodnie, jak zauważyłam, że odzywa się w spokojnych chwilach. Takie niewyraźne "aaa". Zawsze jej wtedy odpowiadałam, zagadywałam, i po jakimś czasie pod moim adresem leciały najpiękniejsze "gu" na świecie. Takie przeciągłe, ze spojrzeniem w oczy. Znaczy jeżeli ktoś ma awersję do dzieci w tym wieku, to nic go nie przekona...
cranberry - 11 marca 2012, 08:20

godzilla, ;)

Ja bym powiedziała tak: do cudzych dzieci niech się wdzięczy kto lubi (ja akurat lubię, ale to hobby takie), na swoje niech się decyduje ten, kto naprawdę chce. Ale jak się już tego noworodka ma, to po prostu szkoda zapamiętać z tego okresu tylko, że "płakał po nocy, kupowałem pampersy, a żona miała humory" - bo to jednak częściej tatusiowie przegapiają te tygodnie - lepiej pokonać opór żony (i teściowej ;P: ) i dać się dzieciakowi pouwodzić. Bo to jest strasznie fajny, intymny etap, bardziej intymny niż chyba jakakolwiek relacja. Ta jedna, dwie osoby to dla noworodka cały świat. Miną trzy miesiące i się zacznie - grzechotki, raczkowanie, kumple, dziewczyny, imprezy :mrgreen:

Zorina - 11 marca 2012, 08:28

cranberry napisał/a:
kumple, dziewczyny, imprezy

po trzech miesiącach :shock:
wiem wiem skrót czasowy
ale faktycznie czas szybko leci, a dzieci rosną szybciej niż chcemy,

ihan - 11 marca 2012, 09:17

Upływ czasu, to bardzo subiektywne uczucie. Znajoma urodziła dziecko jakieś milion lat temu, i tak ciągle to dziecko ma i ma, i ma, i ma, i ma od zawsze niemalże. Myślałam, że skoro to tak długo trwa, to młoda powinna już się co najmniej na studia wybierać, albo wyprowadzać z domu, a tu okazuje się, że ona w jakichś pierwszych klasach podstawówki dopiero jest. Więc z tym, że tak szybko dzieci wyrastają absolutnie bym się nie zgodziła.
Zorina - 11 marca 2012, 10:19

ihan, :bravo :mrgreen:
Lynx - 11 marca 2012, 12:16

ihan, im starsze tym szybciej czas ucieka. Młoda dopierutko sie urodziła a już w maju maturę zdaje. Ech...
ihan - 11 marca 2012, 13:06

No właśnie Lynx, chodzi o to, że subiektywne. Znajomi mają dzieci, i strasznie długo to trwa, zanim można z nimi zacząć normalnie interaktować, bo dzieci ciągle małe, a to nie ma z kim zostawić, a to coś tam. I to tak trwa latami, bez końca. IMHO cholernie długo. Zwłaszcza, że dawniej dzieci były bardziej samodzielne, zostawały same w domu, wracały same ze szkoły, same wychodziły do miasta, nie wiązały tak strasznie rodziców, ale też miały własne życie. Teraz wszędzie wożone i zaprowadzane, wg prawa do niemalże dorosłości same w domu zostać nie mogą.
merula - 11 marca 2012, 13:10

najgorsze, że niby mogą, ale jak im się coś stanie, to rodzice mają grube nieprzyjemności.
Lynx - 11 marca 2012, 13:30

O to, to, merula prawdę rzecze.
corpse bride - 11 marca 2012, 16:07

Własnie, powiedzcie mi, rodzice - zmieniając temat. Czy odprowadzanie 11- czy 12-latka do szkoły i ze szkoły, podczas, gdy ta szkoła jest 500m od domu i nawet nie bardzo można wpaść pod samochód po drodze, bo przejście jest podziemne, a skrzyżowanie z tramwajami ma światła, czy to jest OK? W nowej pracy dowiedziałam się, że koleżanka ma dziecko, pomyślałam, że pewnie niemowlę, bo jest młoda. Potem wspomniała o tym odprowadzaniu, więc zdziwiłam się, że ma już szkolne dziecko, ale wyobraziłam sobie, że to I klasa. A potem ona powiedziała, że piąta klasa i mnie wcięło. Pomyślałam, że pewnie to specjalne dziecko (bo wiedziałam, że w tej okolicy jest szkoła specjalna), ale nie pytałam. A potem zobaczyłam chłopaka i to normalny, inteligentny i kumaty chłopak. No i się strasznie zdziwiłam, że on dopiero teraz sam się uczy chodzić do szkoły, podczas kiedy o ile pamiętam ja była na podobną odległość odprowadzana do jakiejś pierwszej klasy, potem chodziłam sama. Kiedy miałam 12 lat opiekowałam się dwójką młodszego rodzeństwa, które z kolei ja gdzieś odprowadzałam, siedziałam z nimi w domu, kiedy rodzice byli w pracy itd. I nie wydaje mi się, żebym była jakimś przedwcześnie dojrzałym dzieckiem, wszyscy tam robili. Czy czasy się aż tak zmieniły, czy koleżanka jest nadopiekuńcza?
Godzilla - 11 marca 2012, 16:12

Ja odprowadzam, ale mamy jazdę z paskudną przesiadką i ewentualnie fatalne przejście przez ruchliwą ulicę, bez świateł (zależy czy nam się trafi ten fajniejszy czy ten mniej fajny autobus). Jeśli nie ma takich atrakcji, to w tym wieku to już raczej przesada. Co więcej, dzieciaki same zaczynają lubić samodzielność.
Lynx - 11 marca 2012, 16:13

corpse bride, raczej koleżanka jest nadopiekuńcza, chyba, że w grę wchodzą czynniki, o których nic nie wiadomo. Ja Juniora (11 lat) odprowadzam, jego wygląd nic nie mówi o jego problemach.

Dodam, że Pomiot bała się sama pojechać autobusem czy pociągiem do 16 roku życia...

merula - 11 marca 2012, 16:19

jeśli nie ma powodów dodatkowych, na przykład dziecku się włącza szwendaczek i wyczynia potem różności, to chyba jest to już przesada. ja swoich, z których jeden jest w podobnym wieku, rano odwożę, bo mam lekkie opory z uwagi na brak chodnika i średnie zaufanie do pędzących kierowców. poza tym odwożę obu, bo młody może posiedzieć w świetlicy, a nie muszę osobno wykopywać ich z łóżek i osobno pilnować, żeby wyszli na czas. ze szkoły oba młode wracają same, bo natężenie ruchu "przyjaźniejsze". ale chyba od września już zaprzestanę tego procederu.

ale znam mamy, co to jeszcze chyba noszą dziecku tornister do klasy. a nawet jeśli nie, to byłyby do tego zdolne. :wink:

nimfa bagienna - 11 marca 2012, 16:28

Moja koleżanka z pracy odwoziła córkę do szkoły samochodem do 17. roku życia. Woziła ją na angielski, na basen, do koleżanek - oczywiście dziewczyna mogła utrzymywać tylko takie znajomości, które akceptowała mamusia. Ja dzieci nie mam, więc nie zabierałam głosu, poprzestawałam na słuchaniu, jak "dzieciate" koleżanki uświadamiają ją, żeby może trochę spasowała z tym wyręczaniem córki we wszystkim i z permanentną kontrolą. W odpowiedzi słyszały zawsze: "Bo ona jest jeszcze dzieckiem, sama sobie nie poradzi."
Rok temu panna skończyła 18 lat. Po maturze spakowała manatki i wyniosła się z domu. Matka nie jest w stanie zrozumieć, dlaczego. :mrgreen:

ihan - 11 marca 2012, 17:16

Autentycznie współczuję twojej koleżance, bo taka sytuacja musi być dla niej trudna.
nimfa bagienna - 11 marca 2012, 17:32

Ja współczuję im obu, i matce, i córce.
Kasiek - 11 marca 2012, 19:02

Hmm, też bym wolała, zeby facet miał więcej wolnego do zapoznania się z obsługą dziecka. Kobieta ma jednak te kilka miesięcy na przywyknięcie do lokatora jej brzucha. Nie wiem, może to durne jest, co napiszę, ale po kilku miesiącach kopania mnie wiem jak dziecko reaguje na mój stres, na pojawiające się czasem skurcze, ma określone pory wstawania i kopania (prawie zegarek można ustawiać, autentyk), ostatnio to on mnie informuje kiedy mam jeść - jak kopie w ciągu dnia, znaczy że mam wrzucić coś do żołądka, potem się szybciutko uspokaja. A czasem jak wstanę z łózka taka skopana dopiero czuję, że burczy mi w brzuchu.
Facet jest od początku jakby z boku, bo przecież nie może poczuć tego wszystkiego. Moze co najwyżej o tym usłyszeć. Bo nawet jak czuje przez brzuch jak mały kopie to kompletnie inaczej niż kobieta. I nie powinno być to kosztem urlopu macierzyńskiego.
U nas będzie pewnie tak, ze Marcin najpierw dostanie 2 tyg zwolnienia na opiekę nade mną po cesarskim cięciu, potem 2 tyg tacierzyńskiego, a być może potem będzie brał jakieś pojedyncze dni urlopu w lecie, albo jakiś tydzień-dwa na raz (ma strasznie dużo zaległego urlopu). Więc i tak spędzi sporo czasu z małym, a na pewno nie dam się wrobić w pracę przy dziecku non stop.

cranberry napisał/a:
Osobna sprawa to macierzyński przy wcześniakach, który przecież powinien być na dobrą sprawę liczony od planowanej daty porodu a nie rzeczywistej - bo dziecko nie rozwija się szybciej niż jego donoszony rówieśnik).


Zgadzam się - jedna znajoma urodziła dziecko w styczniu, choć miała termin na kwiecień, w 25 tygodniu ciąży. Mała do dziś jest w szpitalu i o ile dziecko w szpitalu przebywa, urlop macierzyński przerywa się po 8 tygodniach hospitalizacji, zamienia na zwolnienie L4 na dziecko i wraca do macierzyńskiego jak dziecko wypisują ze szpitala. Tyle że nadal jest to 2 miesiące straconego czasu na siedzenie przy inkubatorze, bo dziecka się w ten sposób nie pozna, nie zaznajomi z jego obsługą. Trochę to krzywdzące.

Zorina napisał/a:
cranberry napisał/a:
kumple, dziewczyny, imprezy

po trzech miesiącach :shock:
wiem wiem skrót czasowy
ale faktycznie czas szybko leci, a dzieci rosną szybciej niż chcemy,


Kurczę, jeszcze "niedawno" odczytywałam MMSa od przyjaciółki, ze Julka właśnie się urodziła, a już chodzi, świętowaliśmy pierwsze urodziny, zaraz pójdzie do przedszkola, po chwili będzie pierwsza klasa, potem gimnazjum, studniówka... Ech. No przecież ja dopiero się chwaliłam, ze wreszcie nam się udało zajść, a już torbę do porodu mam spakowaną :)

merula napisał/a:
najgorsze, że niby mogą,

No własnie najgorsze to "niby". Bo w praktyce to do 15 (chyba) roku życia musisz gnojkowi zapewnić opiekę. Co mi się w głowie nie mieści, bo jak miałam 7 lat to mama chodziła do pracy na 7.30 (potem na 7), tata też i tylko kanapki nam mama robiła na początku do szkoły. Sami szliśmy (fakt, podstawówka i gimnazjum 3 bloki dalej), sami wracaliśmy, umiało się podgrzać zupę na obiad, potem wracała mama i robiła II danie. A w wakacje siedziało się na dworze i wracało dopiero jak było ciemno. I nikt nie pomyślał, że nasi rodzice są źli, bo nie zapewniają nam opieki w tym czasie. Kto by chciał mieć jakąś opiekę na głowie w wieku 7, 10 czy 13 lat?
Ja też zawsze siedziałam z młodszą siostrą (ale to rok różnicy, więc może się nie liczy), a potem z dzieciakami brata (6 i 10 lat różnicy). Przyjeżdżali do babci na wakacje, więc się z nimi siedziało, ganiało po dworze... Nigdy nic wielkiego się nie stało, poza jakimś siniakiem, czy zadrapaniem kolana. Ale kiedyś się tyle nie mówiło o pedofilach, nie paliło się w 4 klasie podstawówki, nie piło między lekcjami za śmietnikiem... A niestety teraz tak się dzieje. Ze wzgledu na tę podstawówkę i gimnazjum parę metrów od domu na placu zabaw są imprezki na długich przerwach, jak tylko zrobi się cieplej :/ Zaraz się zacznie. :evil:

illianna - 12 marca 2012, 14:59

Kasiek napisał/a:
Ale kiedyś się tyle nie mówiło o pedofilach, nie paliło się w 4 klasie podstawówki, nie piło między lekcjami za śmietnikiem... A niestety teraz tak się dzieje. Ze wzgledu na tę podstawówkę i gimnazjum parę metrów od domu na placu zabaw są imprezki na długich przerwach, jak tylko zrobi się cieplej :/ Zaraz się zacznie.
dobrze, że napisałaś, "nie mówiło", bo jak wiadomo większość zachowań pedofilnych jest w rodzinie i dalszej rodzinie, ewentualnie znajomi rodziców, myślę że jest ich tyle sam co było. A co o reszty, ja to pamiętam inaczej, był alkohol, pornsy, ucieczki z domu, niechciane ciąże, kradzieże itp, i to wszystko przed 15 rokiem życia, było mniej narkotyków, bo w ogóle było ich mniej, zwłaszcza w małych miejscowościach. Cóż jak człowiek robi się dorosły, żeby nie powiedzie stary, jego dzieciństwo tak jakoś samo się idealizuje.

A co do samodzielności, to moim zdaniem trzeba wyważyć między nadopiekuńczością, a brakiem zainteresowania, co czasami jest bardzo trudne i zależy od sytuacji, a czasami wygląda tak że jak nam pasuje się wtrącić, jesteśmy nadopiekuńczy, a jak mamy dużo spraw to sprawy dzieci stają na drugim miejscu, co też jest bardzo złym wariantem.

charande - 12 marca 2012, 15:32

corpse bride, co do odprowadzania 11-latka do i ze szkoły, to skąd wiesz, może go np. raz czy drugi starsi koledzy zaczepili, postraszyli, kazali oddać pieniądze czy walkmana? Może w przejściu podziemnym potrafi stać jakieś towarzystwo nieciekawe? Ja pamiętam, że w 5. klasie byłam odprowadzana ze szkoły (25 minut, duże miasto) w te dni, kiedy lekcje kończyły się po zmroku, bo spora część trasy biegła wzdłuż zaniedbanej partii cmentarza: pusta uliczka, ciemno, krzaczory. A może mama tego chłopca jest wyczulona na punkcie historii o zaginięciach dzieci?
Kasiek - 12 marca 2012, 19:55

illianna napisał/a:
dobrze, że napisałaś, "nie mówiło", bo jak wiadomo większość zachowań pedofilnych jest w rodzinie i dalszej rodzinie, ewentualnie znajomi rodziców, myślę że jest ich tyle sam co było. A co o reszty, ja to pamiętam inaczej, był alkohol, pornsy, ucieczki z domu, niechciane ciąże, kradzieże itp, i to wszystko przed 15 rokiem życia, było mniej narkotyków, bo w ogóle było ich mniej, zwłaszcza w małych miejscowościach. Cóż jak człowiek robi się dorosły, żeby nie powiedzie stary, jego dzieciństwo tak jakoś samo się idealizuje.


Nie wiem czy się idealizuje, ale jakoś ja nigdy nie zapaliłam, nie piłam w szkole, bo mogłam wziąć łyka piwa od taty czy łyka wina od mamy - nie potrzebowałam atrakcji wśród kolegów. Pornosów jakoś nie oglądałam, nie uciekałam z domu, choć pewnie miałam ochotę nie raz.
Ale faktycznie nie znałam słowa pedofil, każdy dorosły na placu zabaw miał oko na resztę dzieci i jak się niebezpiecznie bawiły to zwracał uwagę bez podejrzenia o pedofilię czy znęcanie się.

A co do wyważania - niestety - niczyje życie nie jest idealne i trudno znaleźć złoty srodek, a jak się go znajdzie to czasem trudno się go trzymać.

cranberry - 13 marca 2012, 10:14

Zgadzam się, że z nadopiekuńczością to szalenie indywidualny problem - nie można przegiąć w żadną stronę. A dziecko może mieć indywidualny problem (np. z orientacją w przestrzeni, z windą w bloku, do której i dorosłemu strach wsiadać, z plecakiem, którego nie wolno nosić, bo kręgosłup chory, przejście dla pieszych może być źle usytuowane, autobus trudny przesiadkowo albo go z niego wypychają itd), albo właśnie dziecko może być nadmiernie kontrolowane. Z zewnatrz trudno oceniać.

Co do dzieci cudzych co wolno rosną ;) No bo wiecie, to nie będzie tak, że dzieciaty znajomy odchowa dzieci i do towarzystwa wróci. Zanim je odchowa miną lata, to będzie już inne życie. 5-10-20 lat, w zależności od tego, o jakie "wracanie" chodzi i ile tych dzieci będzie. A na emeryturze będzie niańczyć wnuki ;) Jak się pojawiają dzieci, to sobie trzeba na nowo życie i przyjaźnie układać, zresztą to dotyczy każdej dużej zmiany (ślub, emigracja). Trzeba się szalenie napracować, żeby było "jak dawniej", a tak naprawdę będzie inaczej niż dawniej, ale wcale nie znaczy, że gorzej. Ja w sumie udzielam się towarzysko pewnie bardziej niż w latach mojej, hehe, "dzikiej" młodości :mrgreen:

illianna - 13 marca 2012, 13:55

Kasiek, no ja wiem, że wiele dzieci pewnie tak jak Ty funkcjonowało OK, ale było też dużo takich co nie funkcjonowały, tak naprawdę trudno to ocenić, bo nawet jak są jakieś badania, to pewnie ankietowe, czyli do duszy. A przynajmniej jak ja byłam w podstawówce, to były czasy kiedy problemy raczej zamiatało się pod dywan, bo wstyd, albo ich nie dostrzegało, bo tak było rodzicom na rękę, dopóki nie stało się coś naprawdę poważnego.

Co do pedofilii to nie mogę się zgodzić, fakt nikt nie słyszał terminu, ale zjawisko występowało, jak studiowałam statystyki mówiły nawet 30% przypadków. Zresztą miałam dorosłych pacjentów po różnych historiach pedofilnych i przemocowych. To że Ty o nich nie słyszałaś, to normalne, bo takie rzeczy ukrywało się najdokładniej. Nawet jak to był twój najbliższy sąsiad mogłaś o tym niczego nie wiedzieć.

nimfa bagienna - 13 marca 2012, 14:09

Trudno mi się zgodzić z tym, że dawniej pewnych problemów nie było. Kiedy kończyłam podstawówkę, w dzień balu ósmych klas w męskiej toalecie na parterze "przyjmowała" niejaka Kasia zwana Stówą, która właśnie skończyła szóstą klasę. Oważ Kasia zadeklarowała, że chłopaki, którzy skończyli ósmą klasę, mogą skorzystać z jej wdzięków za darmo, bo dziś jest ich święto. Inni muszą płacić.
Problemy były, tylko wygodniej było ich nie widzieć i o nich nie mówić. O czym się nie mówi, tego nie ma. :mrgreen:
Zawsze sobie przypominam tę sytuację, gdy słyszę, że dawniej pewne problemy nie istniały. Podstawówkę skończyłam sto lat temu.

corpse bride - 13 marca 2012, 14:38

charande, no nie wiem, dlatego pytam, jak to bywa u innych. Nie wiem, czy miał miejsce któryś z przypadków, jedyne, co mogę wykluczyć to typki w przejściu - to przejście to nasze rondo mogilskie, które właściwie nie jest podziemne z wyjątkiem krótkich kawałków, jest bardzo zatłoczone i jasne nawet nocą. Jeśli jest polem do jakichś nadużyć, to raczej dla kieszonkowców w godzinach szczytu. A ci raczej nie polują na dzieci. Chociaż może teraz polują, bo podobno teraz nawet dzieci mają komórki.
Rafał - 13 marca 2012, 14:47

Znajoma prowadza syna do szkoły i z powrotem, chłopak chodzi do 4 klasy, wszyscy się pukają w czoło, bo to jedyny taki przypadek.
Fidel-F2 - 13 marca 2012, 15:21

nimfa bagienna napisał/a:
Podstawówkę skończyłam sto lat temu
nie ma potrzeby sie sztucznie postarzać, z metryczki wynika że co najwyżej jakieś osiemdziesiąt pięć
nimfa bagienna - 13 marca 2012, 15:22

;P:
Kai - 24 marca 2012, 22:26

wiecie co, fajna dyskusja, ale tak prawdę mówiąc to dziecko można TYLKO uczulić na pewne zachowania, ono będzie musiało w przyszłości w tym wszystkim funkcjonować i żyć. Młody od 14 roku życia jeździ, chodzi i zawiera znajomości sam, bo nie jestem w stanie śledzić go 24/24. Parę razy dostał po ryju, ale to nie znaczy, że mam go schować do klatki, to taka sama część życia jak każda inna. Odprowadzanie nic nie da.
corpse bride - 26 marca 2012, 11:24

Też mi się tak wydaje, ale pewnie dlatego, że tak zostałam wychowana. Np. inne dzieci biegły skarżyć rodzicom, że ktoś im stuknął na podwórku, a mi mama powiedziała, że jej w takiej sytuacji jej mama powiedziała, że to twój konflikt, radź sobie sama, masz pięści - dzieci są dla siebie równymi przeciwnikami, rodzic zaburzyłby równowagę.

Apropos kiedysiejszej dyskusji o urlopach rodzicielskich, okazało się dziś, że rozumie mnie Gazeta Wyborcza. W artykule pt. 'Tata chce do dzieci' jest o tym, że jednak większość ojców nie chce.
http://wyborcza.pl/1,7547..._do_dzieci.html

charande - 26 marca 2012, 11:47

Mnie się wydaje, że gdzieś leży złoty środek między trzymaniem dziecka pod kloszem a rzuceniem go samopas na głęboką wodę. Jak patrzę wstecz, to widzę, że mnie starano się chronić przed potencjalnym zagrożeniem ze strony dorosłych (klasyczne "nie rozmawiaj z nieznajomymi", odprowadzanie ze szkoły po zmierzchu do 5. klasy, potem już nie), a z rówieśnikami na trzepaku kotłowałam się, jak chciałam. To chyba było niegłupie.

Kai, ale 14 lat to nastolatek, różnica między 10-12 lat a 14 jest jednak spora.

Kasiek - 26 marca 2012, 14:05

corpse bride napisał/a:
Apropos kiedysiejszej dyskusji o urlopach rodzicielskich, okazało się dziś, że rozumie mnie Gazeta Wyborcza. W artykule pt. 'Tata chce do dzieci' jest o tym, że jednak większość ojców nie chce.
http://wyborcza.pl/1,7547..._do_dzieci.html


Hmm, ja to zrozumiałam zupełnie inaczej ;)
Dobrze, że u Marcina w firmie nie ma problemu z tacierzyńskim, urlopem i tak dalej. Jego szef bez problemu zgadza się na nagły wolny dzień, bo mnie trzeba zawieźć do lekarza. Niedawno dziecko urodziło się innemu facetowi z ich formy i szef sam go wypychał na miesiąc wolnego, żeby ten się zajął żoną i dzieckiem. A firma wcale nie jest duża, zatrudnia jakieś 20-25 osób.
Marcin też jakoś nie mówi, że nie będzie chciał się zajmować dzieckiem, już się umawiają na spacery z wózkami z kumplem, który mieszka niedaleko nas, ma córkę w wieku 6 miesięcy, a z Marcinem ganiają w weekendy po lesie i się strzelają.
Wydaje mi się, że trochę przegięty ten artykuł, że pojechanie po dziecko jest "niemęskie". Nie wiem, kto tak teraz myśli. Może niektórzy ze starszego pokolenia, którzy wychowani byli w podziale bardzo sztywnym na męskie i damskie zajęcia. Teraz raczej już inaczej się na wszystko patrzy...

Kai - 27 marca 2012, 20:09

charande, koleżanka odprowadzała syna do końca podstawówki, a potem woziła gimnazjalistę. To jest chore, IMHO. Wśród moich znajomych za puszczanie samopas 14-latka zostałam zjechana do ziemi. Nie, żebym się tak koniecznie dała :D
Ilt - 27 marca 2012, 20:45

Kai napisał/a:
Wśród moich znajomych za puszczanie samopas 14-latka zostałam zjechana do ziemi.
Mnie w tym wieku rodzice puścili na wakacje (drugi koniec kraju, 10 dni) z przyjaciółmi starszymi o do 2 lat. Wydaje mi się jednak, że postęp trzęsienia się nad potomstwem wynika - przynajmniej po części - z tego, że jest go ogólnie mniej niż 25 lat temu, przez co jest towarem bardziej luksusowym i opcjonalna strata byłaby bardziej odczuwalna.
merula - 27 marca 2012, 20:51

a przepisy i media są głupie i z każdego wypadku potrafią zrobić sensację w stylu paskudnych, wyrodnych rodziców zaniedbujących dzieci, alkoholików zapewne.
Rafał - 27 marca 2012, 22:37

Ja tam swojego chce z chałupy wypchać na wakacje ale się łobuz nie daje :D
Fidel-F2 - 28 marca 2012, 07:12

Rafał, wiesz, wszystko jest kwestią ceny
Rafał - 28 marca 2012, 07:45

A pewnie, zostałem poinformowany na samym początku, nowy komputer to się nazywa. :wink:
merula - 28 marca 2012, 08:18

moi na razie są tańsi :mrgreen:
Kasiek - 28 marca 2012, 14:38

Ale nowy komputer w domu? Czy taki nówka sztuka? Bo jak to pierwsze to mogę Ci oddać stare pudło, co stoi w piwnicy :D A Ty z uśmiechem zawołasz: mamy nowy komputer na chacie :D
Rafał - 28 marca 2012, 15:38

A tam, dwa pudła w garażu na części i do wyżywania się w ramach edukacji jak to jest zrobione, pudło awaryjne na strychu (na chodzie) dwa pudła w pokojach dzieciaków - 5 letnie, ale giercują zdrowo i ładują w karty graficzne i ram, mój laptop z i7, w ramach kompa jeszcze pewnie galaxy s2 się załapie - tak jakby wystarczy, nie? :wink:
Jak to mówią apetyt rośnie w miarę jedzenia, (albo jak mówią inni: w dup...się poprzewracało :wink: )

mawete - 28 marca 2012, 16:07

Moja córa jest za grzeczna, czasami mnie coś trafia... Do szkoły sama biega (10 lat ma), po trzepakach łazi, na desce i rowerze niby jeździ, pływa, trochę w karate się bawiła, ale w tatusia się nie wdała... :(
merula - 28 marca 2012, 19:43

mawete, poczekaj jeszcze ze dwa-trzy lata :wink:
Kai - 28 marca 2012, 21:35

Puszczam Młodego z dziewczyną do Paryża :D Oj, będzie się działo!

A lapka to ja miałam przez parę godzin, jak przywiozłam do domu było "ooo, to ja mu pokażę mój pokój" i lapciowi się spodobało. Teraz lapek jeździ na koncerty jako organ (?) Hammonda, a ja nadal tłukę na stacjonarce.

Lynx - 28 marca 2012, 23:14

Kai, boś uległa mama :mrgreen:
Kai - 31 marca 2012, 05:22

Lynx, no nie całkiem tak, bo po prostu uważam, że kupowanie lapka "dla niego" jest niewychowawcze ;) , zwłaszcza, że dzięki koledze kupiłam wyższą półkę w cenie średniej. Dawniej robiłam w drugą stronę, to "dla dziecka" kupowałam wszystkie gadżety z Gwiezdnych Wojen" jakie mi się nawinęły :)
Rafał, u mnie stan na dziś - 3 w miarę nowoczesne (czyli dwujajowce i Win7), lapek, jeden 12-latek na chodzie, jeden 6-latek też na chodzie i 2 na części. Oraz całe pudło po obudowie części > 10 letnich.

Mody dostał kategorię A. :D

illianna - 1 kwietnia 2012, 08:50

Czemu mnie nikt nie uprzedził, że jak się ma dziecko około półtoraroczne, to żeby jakoś funkcjonować cały dzień, trzeba brać amfę :mrgreen: ? Chociaż silny wyciąg z zielonej herbaty też nie jest zły :twisted: , lepszy niż kawa w każdym razie.
merula - 1 kwietnia 2012, 09:14

utrzymujemy to w tajemnicy, żeby inne się złapały na słodkie dzidziusie i "robiły" nowych obywateli :wink:
Kai - 1 kwietnia 2012, 09:28

Przeca to siłownia, jogging i inne atrakcje w jednym miejscu :) Strasznie fajne są takie maluchy :)
illianna - 1 kwietnia 2012, 09:41

Kai, no fakt mam mięśnie na karku i kaloryfer na brzuchu, nigdy nie byłam tak wyżyłowana. :mrgreen:
Kai - 1 kwietnia 2012, 22:51

Korzystaj, póki możesz, jak Ci powie "Mama, ale Ty się tak nie klej publicznie" to będzie za późno - btw to tekst synka mojej koleżanki, ja się nigdy publicznie "nie kleiłam" za co zostałam wynagrodzona tym, że Młody mnie ściska (w stylu Breżniewa) publicznie i na ulicy.
Godzilla - 1 kwietnia 2012, 22:56

W mojej dawnej podstawówce ósmoklasiści na powitanie obściskiwali się a'la Breżniew z gromkim okrzykiem: "Jacuś!!! Aaaale uroooosłeś!"
Kai - 1 kwietnia 2012, 23:09

Ze sobą tak, ale nie z mamusią :)
Młody pisze z Paryża "ale magia!" i to mnie przekonuje, że dobrze zrobiłam, puszczając go na tę wycieczkę jako dodatek do Młodej (wycieczkę organizował plastyk). Raz byłam w tym mieście i do końca życia nie zapomnę.

Lynx - 1 kwietnia 2012, 23:21

Pomiot też była zachwycona Paryżem :)
Ilt - 1 kwietnia 2012, 23:35

Gdyby tylko nie ci Paryżanie... :-)
Kasiek - 4 kwietnia 2012, 11:51

Kurczę, chciałabym do Paryża... ale chyba jednak bardziej do Irlandii ;)
Fidel-F2 - 4 kwietnia 2012, 12:07

a czego byś szukała w Irlandii?
cranberry - 4 kwietnia 2012, 13:04

illianna, półtoraroczne? Ojeeeeeej... :D
Ale potem jest już lepiej!
Hmm, tzn. szóstego roku życia jest lepiej, bo dalej to pewnie jeszcze gorzej? Dalej to ja się nie znam :mrgreen:

Ilt - 4 kwietnia 2012, 17:59

Fidel-F2 napisał/a:
a czego byś szukała w Irlandii?

Zapewne craic. ;-)

Kai - 4 kwietnia 2012, 20:18

Wrócił.
Emigruje :)

Kasiek - 4 kwietnia 2012, 23:10

Fidel-F2 napisał/a:
a czego byś szukała w Irlandii?

Wszystkiego. Od kilku lat sobie obiecuję, że pojadę, że odwiedzę wszystkie miejsca, o których czytałam i tak dalej... Na razie to marzenie ściętej głowy...

Zadzwoniła dzisiaj moja przyjaciółka, powiedzieć, jaka cwaniara z mojej chrześnicy (13.5 miesiąca): mała uwielbia pilota od telewizora. Aśka jej go chowa gdzieś za swoje plecy, pod poduszkę na łóżku itp. Jak Julka widzi, że mama pilnuje ukochanej zabawki, to idzie do komody, otwiera szufladę, wyrzuca wszystkie ubrania. Kiedy tylko Aśka podniesie się, zeby posprzątać - ta biegnie, wdrapuje się na łóżko i szuka pilota.... Cwaniara jedna...

Fidel-F2 - 5 kwietnia 2012, 08:28

Może to nic nadzwyczajnego ale faktycznie Irlandia ma masę fajnych miejsc do odwiedzenia, od megalitów przez zabytki późniejszej historii po niezwykłe formacje geologiczne i przyrodnicze. I szczęśliwie wszędzie jest blisko. W jeden dzień bez specjalnego wysiłku można dotrzeć wszędzie. Szczególnie polecałbym popłynąć na Skellig Islands. To niemal całodzienna wyprawa ale zdecydowanie warto.
Kasiek - 6 kwietnia 2012, 08:53

Dzięki za podpowiedź. Ja Irlandię kocham miłością wielką i nieustającą już ładnych parę lat (albo i naście) i chciałabym zobaczyć wszystko...
Kai - 6 kwietnia 2012, 23:01

To tak jak ja Paryż, ale jestem uwarunkowana od urodzenia.

Bruksela też jest przepiękna.

Fidel-F2 - 7 kwietnia 2012, 09:24

A ja mam awersję do wielkich miast. Kompletnie nie interesuje mnie co może zaoferować Rzym, Paryż czy Londyn. Wolę jechać 200km i obejrzeć coś w rodzaju Glendalough czy Oratorium Gallarusa gdzieś na odludziu (Kasiek, też polecam w Irlandii).
Kai - 7 kwietnia 2012, 12:16

Zapraszam do Katowic, to może załapiesz różnicę.

Następnym krokiem edukacji Młodego będą Alpy i jezioro Como. A potem może Mediolan. A w międzyczasie oczywiście wszelkie bardziej "dzikie" atrakcje.

Fidel-F2 - 7 kwietnia 2012, 12:22

Kai napisał/a:
Zapraszam do Katowic, to może załapiesz różnicę.
między czym a czym?
Kai - 7 kwietnia 2012, 15:44

Między wielkimi miastami a wielkimi miastami. U nas zrobili wszystko, żeby chciało się tylko jak najszybciej uciekać.
Fidel-F2 - 7 kwietnia 2012, 15:49

prawdopodobnie można znaleźć całe pęczki cech którymi miasta się różnią ale dla mnie jest to obojętne
Kai - 9 kwietnia 2012, 07:44

Czuję przez skórę, że będzie kupowany akordeon. Nie wiem, czy chcę, żeby był aż takim multiinstrumentalistą, a podobno na tym ma się ich pokazówka opierać.
Lis Rudy - 9 kwietnia 2012, 09:51

Kai, to ciesz się że się ze szkockimi dudami nie zapoznał. Wtedy dłuższy urlop w zamkniętym zakładzie opieki zdrowotnej murowany. :D
Chociaż ja lubię dudy. Ale jaka kakofonia dzwięków musi się z nich wydobywać podczas nauki ! Krowom w wymionach mleko kiśnie :wink:

Kai - 9 kwietnia 2012, 09:56

Dudy i bongosy w kolejce czekają :D I na ksylofon mu się oczy śmieją. Na razie raczy nas i pół bloku Procol Harum i bardzo dobrze.
Lis Rudy - 9 kwietnia 2012, 09:59

Kai napisał/a:
Procol Harum

normalny człowiek :bravo
U nas z każdego okna leci "polski rap" :evil: (co samo w sobie jest sprzeczne)

Kai - 9 kwietnia 2012, 10:04

Bardzo normalny :mrgreen: w końcu sama wychowałam, jak przyniósł mi raz do domu Tokio Hotel to nie pytaj co było :D
Lynx - 9 kwietnia 2012, 10:32

Kai, oj tam, oj tam, Tokio Hotel nie byli tacy żli, choć jeden z nich był raczej brzydką dziewczynką... :twisted:
Kai - 9 kwietnia 2012, 10:36

Sfelerowaną, której Bozia przez pomyłkę przylepiła nie to co trzeba? :twisted: Nie, w domu tego nie zniosłam, podobnie jak innych kololowych rushoffych. Ruszył wykład o muzyce, do którego o dziwo włączyła się cała rodzina i na szczęście dziecko oprzytomniało. Moja krew, jak podkręci to przynajmniej nie mam się czego wstydzić. :lol:
Kasiek - 9 kwietnia 2012, 11:21

Ja też się modlę, zeby mi tylko żadnych Dżustinków Biberkó nie lubił...
Kai - 9 kwietnia 2012, 13:08

Zależy, co w domu będzie słyszał. Ja z moim tańczyłam przy Williamsie, konkretnie A New Hope, kiedy jeszcze główki nie podnosił. A jak w środku był, też nie inaczej :D
Gadasz z Miauleństwem? Tak przez brzuch, postukać, poklepać, porozmawiać o bzdurach. Dzieci to lubią.

Kasiek - 9 kwietnia 2012, 13:16

Gadam, gadam, Iron Maiden lubi, zasypia przy nich. I innego rocka też słucha, niech się uczy od razu :D
Kai - 9 kwietnia 2012, 13:18

No i prawidłowo. Ironsów też uwielbiam. A teraz naprawdę widzę, że to "uwarunkowanie" daje efekty.
Kasiek - 9 kwietnia 2012, 14:00

To chyba od jutra zacznę mu podawać podwójną dawkę :D
Kai - 9 kwietnia 2012, 16:53

Wiesz, jak się fajnie tańczy z bobasem w objęciach do Straussa? Czasem się zastanawiam, czy to nie przez to od jakiegoś czasu zaczął straszliwie płakać przy moim śpiewaniu, a muzę z CD słuchał jak coś świętego :D Bo ja antymuzyczna jestem, więc nie wiem, skąd u Młodego i ten słuch, i to opanowanie instrumentów.
Kasiek - 9 kwietnia 2012, 18:42

Młody kopie jak szalony przy czymkolwiek klasycznym. Żyć daje tylko przy Bocellim, kopie ciut mniej. Przy Ironach i innych Gunsach czy Metallice idzie spać.
Kai - 9 kwietnia 2012, 19:41

Wysokie i niskie tony :) Mój kopał najwięcej przy sprawozdaniach finansowych :D
Agi - 10 kwietnia 2012, 17:31

Kamil - nowy członek rodziny

Kasiek - 10 kwietnia 2012, 17:37

No proszę, jacy dumni dziadkowie :)
A maluszek uroczy, już się nie mogę doczekać wzięcia na ręce swojego :)

Godzilla - 10 kwietnia 2012, 17:44

Fantastycznie! I samych chłopaków widzę na zdjęciu.
Agi - 10 kwietnia 2012, 17:48

Godzilla napisał/a:
I samych chłopaków widzę na zdjęciu.

Owszem, tylko wnuków na razie mamy.

Godzilla - 10 kwietnia 2012, 17:50

No to przybył kolejny rozrabiaka :D
Lynx - 10 kwietnia 2012, 18:25

Łał :) fajne zdjęcie rodzinne :) Teraz zacznijcie wymagać od dzieci wnuczki ;)
Kasiek - 10 kwietnia 2012, 21:03

Jak moja matka. Najpierw "nie ustaliliście tego z nami" tego - dziecka znaczy się, a teraz "może jeszcze jakaś wnuczka by mi się trafiła..."
Lynx - 10 kwietnia 2012, 21:12

Kasiek, to był żart...
Agi - 10 kwietnia 2012, 21:28

Lynx napisał/a:
Teraz zacznijcie wymagać od dzieci wnuczki ;)

W rodzinie Drivera sami chłopcy się rodzą.

Kasiek - 10 kwietnia 2012, 21:53

Lynx napisał/a:
Kasiek, to był żart...


moja matka też jako żart tak mówiła. Przynajmniej na razie ;) :mrgreen:

illianna - 11 kwietnia 2012, 10:47

Kasiek, bój się, bój, to tak jest, urodzisz jedno i nagle pytania o drugie, albo komentarze, czemu tu taki drugi nie biega :mrgreen: ale pocieszę Ci jak już masz dwa to przestają dręczyć, a jak masz trzecie zaczynają się nawet martwić, pięć to już patologia a więcej to hobby :twisted:

A tak serio, serio, to ja niezbyt lubię takie pytania i sama nigdy ich nie zadaje, no bo to w końcu sprawa rodziców, ile mają dzieci, a różnie bywa i ktoś czasem nie ma, bo nie może, a by chciał i jest mu przykro ciągle słyszeć takie pytania, a inny nie chce i nie ma i go to irytuje.

Agi, GRATULACJE po raz kolejny.

Godzilla - 11 kwietnia 2012, 10:51

Mnie to kiedyś wkurzał nieziemsko przyszywany wujek, który zawsze baaaardzo się interesował, dlaczego dzieci nie mamy i kiedy będziemy mieć, a potem baaardzo zachęcał do dalszych. No kuźwa, sam miał jednego syna i wieczny konflikt w rodzinie. W znacznej mierze przez własny zakuty łeb. Można być docentem i mieć zakuty łeb, oj, można.
illianna - 11 kwietnia 2012, 10:53

Godzilla, o to to, mąż jest jedynakiem, ja też, dziwne że my mamy mieć nagle stadko czyż nie? :mrgreen:
dalambert - 11 kwietnia 2012, 10:56

illianna, Ja jedynak, Pucek jedynaczka , a wyszedł nam wcale zgrabny duecik /swego czasu ksywka Alinka-Balladynka/ i jakoś się przeżyło.
Nie ma reuł , jest życie i wola boska :wink:

Fidel-F2 - 11 kwietnia 2012, 10:59

dalambert napisał/a:
wola boska
szczęśliwie, dziś dość łatwą ją okiełznać
illianna - 11 kwietnia 2012, 11:00

dalambert, o tuż to, nie ma reguł i tego się trzymajmy nie zwracając innym głowy dziećmi, które powinny się urodzić, jak się będą miały urodzić, to ich raczej gadanie nie zatrzyma :mrgreen:
cranberry - 11 kwietnia 2012, 11:10

Agi, jaka kruszynka!! Jak to powiedziała moja dr rodzinna "Jak to się zapomina, że człowiek może być TAKI MAŁY!!" Śliczności!! I imię Kamil mi się bardzo.
illianna, minę jednego pana, dość bezczelnie dopytującego się "A drugie???" na moją równie bezczelną odpowiedź "DRUGIE W BRZUCHU!!" wpominam z mściwym rechotem do do dziś ;P: Widać za krótką spódnicę miałam i nie przyjrzał się akurat brzuchowi zbyt dokładnie :mrgreen:

dalambert - 11 kwietnia 2012, 11:22

Fidel-F2 napisał/a:
szczęśliwie, dziś dość łatwą ją okiełznać

:D No w porządku :!: JEST Fidel-F2, , a już się bałem ...
Czyli szczęśliwie wszystko w normie :wink:

Kasiek - 11 kwietnia 2012, 12:54

illianna napisał/a:
Kasiek, bój się, bój, to tak jest, urodzisz jedno i nagle pytania o drugie

35 tydzień, USG, pierwszy raz u tego lekarza - jeszcze nie dotknął sondą brzucha a już: to kiedy drugie? Dla żartu i my w śmiech, a on do Marcina: spoko, spoko, niech się pan nie martwi, trzy miesiące po porodzie żona zacznie męczyć o drugie :D Swoją drogą bardzo fajny lekarz :)

illianna napisał/a:
to w końcu sprawa rodziców, ile mają dzieci, a różnie bywa i ktoś czasem nie ma, bo nie może, a by chciał i jest mu przykro ciągle słyszeć takie pytania, a inny nie chce i nie ma i go to irytuje.


Dokładnie. Najgorsze chyba jest dla tych co by bardzo chcieli a nie mogą...
Mnie też wkurza jak ktoś mówi: no to teraz koniecznie dziewczynka, żeby była "parka". Do grzyba jasnego - żenić się będą ze sobą czy bawić? A jak nie ma parki to co, gorsza rodzina? "Parka" to brzmi jak z hodowli królików albo świnek morskich, a nie jak o rodzinie...

cranberry napisał/a:
Jak to powiedziała moja dr rodzinna "Jak to się zapomina, że człowiek może być TAKI MAŁY!!"

Znajoma ciężaróka też tak powiedziała o synku swojej siostry, jak go trzymała na rękach gdy miał pięć dni. Ja miałam dziecko na rękach jak miało miesiąc. Teraz sie boję, co będzie z moim :D Ale mój zapowiada się na większego niż Julka, własnie o ten zagubiony miesięczny kilogram, więc może jeszcze coś pamiętam :D

hrabek - 11 kwietnia 2012, 13:22

Ja od razu żonie mówiłem, że chcę drugiego synka, bo pierwszy tak fajnie nam wyszedł :)
Kasiek - 11 kwietnia 2012, 14:22

Ja sobie nie wyobrażałam, że możemy mieć chłopca. Jakoś tak chyba po przyjaciółce, która w lutym ubiegłego roku urodziła moją chrześnicę, zafiksowałam się na punkcie dziewczynki. I było, że Tośka to, Tośka tamto... i nagle chłopak. Przez tydzień prawie płakałam, no bo jak to. Bez spineczek i sukieneczek, które mogłabym szyć? Bez przekazywania rodzinnych sekretów kulinarnych, gadania o całowaniu z chłopakami i bieganiu na zakupy?
A teraz to chyba bym miała łzy w oczach jakby się okazało, że Michaś to nie Michaś... Jakoś tak przyzwyczaiłam się do myśli, że chłopak, kupiłam fajne ciuszki (o dziwo, dla chłopca też są :D ), będę szyć mundury w wersji XXS i biegać z nim po lesie z karabinem. A co.

illianna - 11 kwietnia 2012, 19:26

Kasiek napisał/a:
kupiłam fajne ciuszki (o dziwo, dla chłopca też są :D ),
one są fajne tylko dla chłopców, dla dziewczynek to jakaś masakra, wszystko różowe ewentualnie fioletowe, a dla chłopców różne fajne kolory, zieleń, pomarańcz, brąz, granat, grafit, mnóstwo i ciuchy są bez kwiatków i falbanek,czyli normalne. Jakbym miała dziewczynkę to chyba by musiała w męskich ciuchach chodzić, bo fioletoróżobieli bym nie zniosła.
Kasiek - 11 kwietnia 2012, 20:19

Biel jeszcze tak, fiolet powiedzmy, ale wszechobecny róż mnie też przeraża i obrzydza córkę. Zresztą, ja bym większość sukienek szyła sama, więc miałabym luzik :)
Ale dla chłopców jest mnóstwo fajnych zawadiackich bluz, kurteczek, koszul... będzie fajnie :D

fealoce - 11 kwietnia 2012, 21:27

Kasiek, Pucek prosiła żeby przesłać :mrgreen:
już niedługo też będziesz miała takie pięty do łaskotania

Kasiek - 11 kwietnia 2012, 22:28

O jaaa, dzięki Pucek, dzięki fealoce.

Dzisiaj odwiedziła mnie chrześnica. Kurczę, byłam ulubioną ciocią, buzia jej się śmieje na mój widok, ale to nic w porównaniu z uwielbieniem, jakim darzy nowego wujka, czyli Marcina. Czuję się smutno choć pocieszam się, ze fascynacja wynika z tego, ze wujek nosi okulary i umie tak fajnie kopać piłkę :D

Kai - 12 kwietnia 2012, 15:47

illianna napisał/a:
dla dziewczynek to jakaś masakra, wszystko różowe ewentualnie fioletowe
Ja na to mówię "russhoffe" czyli różowe poza granicami wszelkiego dobrego smaku. Czasem trafi się pojedynczy fajny ciuszek, ale rzadko. Chłopca rzeczywiście łatwiej jakoś ubrać.

Ale fajne piętki :)

illianna - 21 kwietnia 2012, 15:45

wiosenne zabawy w parku Jordana
Fidel-F2 - 21 kwietnia 2012, 16:05

fajne, zjeżdżalnia rządzi
Lis Rudy - 21 kwietnia 2012, 17:07

link do artykułu opisującego "bezpłciowe" wychowywanie dzieci w niektórych krajach.
No ja tego nie ogarniam :shock:
http://www.edziecko.pl/ed..._tajemnica.html

Agi - 21 kwietnia 2012, 20:10

illianna, świetnie to wygląda. Eryk na dzielnego mężczyznę się zapowiada. :D
merula - 22 kwietnia 2012, 02:03

Agi napisał/a:
Eryk na dzielnego mężczyznę się zapowiada.


jak to Wiking :wink:

Kai - 22 kwietnia 2012, 08:19

Lis Rudy napisał/a:
link do artykułu opisującego "bezpłciowe" wychowywanie dzieci w niektórych krajach.
No ja tego nie ogarniam :shock:
http://www.edziecko.pl/ed..._tajemnica.html

Totalnie chore. Zamiast omijać przesądy związane z płcią, tworzy się swoje własne.

Siedzę i myślę, czy nie całkiem dwulatek naprawdę może rozpoznawać literki?

merula - 22 kwietnia 2012, 09:06

może.
Kai - 22 kwietnia 2012, 11:30

No to będzie ciekawe. Że tak zajadę Palpatine'em, będę uważnie śledzić rozwój tego młodego człowieka :mrgreen:
illianna - 13 maja 2012, 12:03

ciekawostka laktacyjna

uwaga gołe cycyki!

Kai - 13 maja 2012, 12:13

IMHO są dwie możliwe wersje:
- mamusia nie ma lepszego pomysłu na bliskość z dzieckiem
- mamusia chce zaistnieć, a nie ma innych interesujących atrybutó.

Bo natura jakoś tak przewidziała, że wszystkie ssaki karmią tylko przez skończony okres, a nie dla zabawy.

illianna - 13 maja 2012, 12:23

Kai, widzę, że skupiłaś się na negatywach. Owszem patologia istnieje w każdym obszarze, to samo można powiedzieć o matkach goniących z łyżką za dzieckiem po całym domu.
Mnie uderzyło coś innego, że na świecie średnia jest trzy lata i że karmienie korzystnie wypływa na zdrowie karmiącej, oczywiście co zresztą napisali na końcu są granice karmienia, dziecko często samo się odstawia koło 2 roku życia. Jeśli matka nie ma zaburzeń w obszarze tworzenia więzi, na pewno nie będzie przedłużać karmienia w nieskończoność.
Mnie natomiast jeszcze coś fascynuje, ze temat bardzo intymny i w sumie do decyzji każdej rodziny (matki, ojca, dziecka) zaraz wywołuje na zachodzie tyle emocji i potrzeby wtrącania się, cóż ludzie "cywilizowani" uwielbiają zarządzać życiem innych.

Kai - 13 maja 2012, 12:32

Nie skupiłam się na negatywach, po prostu nie widzę żadnej rozsądnej podstawy, żeby karmić dłużej niż ok. 2 lat.
illianna napisał/a:
Jeśli matka nie ma zaburzeń w obszarze tworzenia więzi, na pewno nie będzie przedłużać karmienia w nieskończoność.

No widzisz, sama to powiedziałaś. Począwszy od pewnego etapu istnieją znacznie ciekawsze i bardziej rozwojowe sposoby tworzenia więzi.
illianna napisał/a:
temat bardzo intymny i w sumie do decyzji każdej rodziny (matki, ojca, dziecka) zaraz wywołuje na zachodzie tyle emocji

Gdyby tego nie podano do publicznej wiadomości, Zachód żyłby w błogiej nieświadomości i w niej umarł. Podejrzewam, że niestety dzieciak padł ofiarą dążenia do "wyjątkowości". Żałosne.

Lis Rudy - 13 maja 2012, 16:04

dziewczyny, tak dołączjąc do tematu-w linku macie materiał o 26-letniej amerykance która karmi swojego 3-letniego syna piersią:
http://wiadomosci.gazeta....&utm_source=RSS
ja osobiście tego kompletnie nie rozumiem i wygląda mi to na jakąś perwersję :|

Godzilla - 13 maja 2012, 16:11

Ojej, wielkie mi co, chce karmić dłużej, niech karmi.
illianna - 13 maja 2012, 18:19

Kai napisał/a:
Gdyby tego nie podano do publicznej wiadomości, Zachód żyłby w błogiej nieświadomości i w niej umarł. Podejrzewam, że niestety dzieciak padł ofiarą dążenia do "wyjątkowości". Żałosne.
nie wiem czy doczytałaś do końca, tekst jest od kolejnymi obrazkami rozbity na 7 części, ten artykuł nie dotyczy jednej matki i syna, ale zaleceń WHO, badań nad wpływem karmienia na zdrowie kobiet, statystyk na świecie, ja nie skupiam się na tej jednej kobicie, zresztą to nadal jej sprawa o ile nie łamie prawa. A wrzuciłam go dlatego, że w Polsce i na zachodzie ogólnie, istnieje jednak tendencja do potępiania i obrzydzania się karmieniem powyżej pół roku, co moim zdaniem jest wtrącaniem się w nie swoje sprawy, trochę wnikającym z tego żeby matkę jak najszybciej zagonić do pracy, z tego powodu gmina płaci nianiom zus, tworzy żłobki, ale wychowawczy jest okresem niepłatnym i nieskładkowym, co jest jawną nierównością i dyskryminacją matek. W TV jest mnóstwo nachalnych reklam sztucznego mleka, które jest rzekomo wspaniałe, a potem się wszyscy dziwią skąd alergie i słaba odporność dzieci. Ja nawet w bliskim otoczeniu spotykam się z głupimi komentarzami na temat karmienia, a przecież moje dziecko nie ma jeszcze półtora roku. Dziwi mnie skąd ta złość, co to kogo obchodzi, przecież to sprawa moja i męża zarówno finansowo jak i w innych obszarach.
Myślę że takich osób jak ja jest więcej dlatego uważam, że trzeba wspierać autonomiczność decydowania w tym obszarze i obalać stereotypy.

ihan - 13 maja 2012, 18:25

Owszem. Wspierać autonomiczność. W obie strony.
illianna - 13 maja 2012, 18:38

ihan, jak najbardziej się zgadzam, jak ktoś nie chce niech nie karmi, jego sprawa.
Godzilla - 13 maja 2012, 18:44

Dzieci mieć również nie musi. Ale jak już ma, niech się kieruje w swoim postępowaniu czymś mądrzejszym niż reklamy sztucznego mleka albo moda.
illianna - 13 maja 2012, 18:55

Godzilla, dokładnie, dlatego najważniejsze są informacje, tak żeby podjąć decyzję świadomie.
ihan - 13 maja 2012, 19:00

Naprawdę Godzilla uważasz, że kobiety nie karmiące dzieci piersią to tylko głupie suki kierujące się reklamami, modą lub dbające o wygląd biustu? Ale fakt, zgadzam się, że sporo osób nie tylko nie musi, ale nawet nie powinno mieć dzieci. Szkoda tylko, że niewielka ich część zdaje sobie z tego sprawę.

I w zasadzie widzę właśnie przeciwną tendencję, że kobiety boją sie przyznać, że nie karmią piersią (z jakiegokolwiek powodu, nie tylko dlatego, że są głupie i wredne), bo są szykanowane, napiętnowane i traktowane niemal jak dzieciobójczynie. Różne są rozwiązania, nie wszystkie optymalne, ale i wśród karmionych piersią zdarzają się alergicy, i wśród dzieci butelkowych wyrastają okazy zdrowia. Nie zawsze da się lansowane optymalne zachowania wdrażać, a każda kobieta ma prawo sama zdecydować jak będzie żyła po urodzeniu dziecka, biorąc pod uwagę różne aspekty. Samo karmienie piersią z nikogo super mamy nie czyni.

Kai - 13 maja 2012, 19:39

illianna, chyba bardzo dużo się zmieniło od czasu, kiedy ja karmiłam - korzystałam i ze skróconego czasu pracy, i jakoś nie miałam problemów z dociągnięciem do 17 miesiąca, a potem dziecię odstawiło się samo i naprawdę nie wyobrażam sobie, że miałabym je od tego odwodzić.

ihan, karmienie piersią wymaga poświęceń i cierpliwości. Trudno kogoś potępiać za to, że nie karmi, ale trudno też uniknąć myślenia, że trochę więcej starania i... Nieważne, to decyzja matki. Problem w tym, że o ile karmienie piersią w pierwszych miesiącach życia nie budzi żadnych dodatkowych emocji, o tyle powyżej 3 roku życia to przesada. Gruba przesada IMHO. Oczywiście, można i do pełnoletniości, czemu nie. Pytanie tylko, czy takie dziecko będzie w stanie normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Bo "budowanie więzi" w ten sposób to wierutna bzdura. Chyba, że chodzi o więzy.

Godzilla - 13 maja 2012, 21:22

Naprawdę, ihan, aż mi niemiło czytać jak nisko cenisz moją zdolność zrozumienia innych ludzi. Widzę u ciebie ogromną zarozumiałość, a do tego wstręt do wszystkiego co ludzkie, fizjologiczne, naturalne, i niezgodę na to że ciebie miałoby to też dotyczyć. Mieć dzieci, no fajnie, ale urodzić? Poważnie? A potem karmić - fuj - piersią? Potem jest walka o uwolnienie kobiet od takiego upokorzenia, jakby wszystkie chciały, żebyś im to wywalczyła.

Z karmieniem piersią bywa stos kłopotów: zastoje, różne bóle, do tego brak pomocy na początku ze strony położnych, nieprzespane noce i tak dalej. Są kobiety, które z jakichś osobistych przyczyn mają psychologiczny wstręt i będą dążyć do zakończenia tej historii jak najszybciej. Do tego wiele kobiet nie może sobie pozwolić na urlop wychowawczy, zostawiają w domu czy w żłobku niemowlę i wracają do pracy, i z karmieniem zaczynają się problemy, choć wiem z doświadczenia, że i wtedy daje się karmić dziecko całkiem długo, choć mleko mamy przestaje być jedynym pokarmem. Przeszłam też koszmar mocnego ograniczenia diety, bo dziecko miało jakieś wypryski, i to była jedna z paskudniejszych spraw jakie pamiętam. Szczerze powiem że nie wiem, ile bym wytrwała, gdyby małemu naprawdę wyszła alergia na kilka podstawowych składników. Wiem o tym chyba trochę więcej od ciebie. I proszę, abyś zastanowiła się, zanim mnie będziesz po raz drugi osądzać.

Natomiast intelektualistkę, która mężowi zapowiedziała że się z nim rozwodzi jak tylko zachce mu się dzieci, to miałam na studiach. Bardzo męska dziewczyna. Po latach dowiedziałam się, że jednak dała się złamać, choć było to nieźle po trzydziestce. Nie wiem, jak się z tym upokorzeniem teraz czuje.

illianna - 14 maja 2012, 13:01

Kai napisał/a:
chyba bardzo dużo się zmieniło od czasu, kiedy ja karmiłam - korzystałam i ze skróconego czasu pracy, i jakoś nie miałam problemów z dociągnięciem do 17 miesiąca, a potem dziecię odstawiło się samo i naprawdę nie wyobrażam sobie, że miałabym je od tego odwodzić.
nie wiem, czy się zmieniło, wiem jednak że są różne miejsca pracy i różne odległość tych miejsc od domu, mnie 7,30 racy zajmowało 12 godzin z życia, jakbym pracowała na 1/2 etatu, nie byłoby mnie w domu 8 godzin i to codziennie lub 12 godzin co drugi dzień, czyli gdybym musiała wrócić do pracy po pół roku, to musiałabym odstawić, ale nie to byłoby najgorsze, tylko nie widzenie dziecka przez tyle godzin, dlatego planując ciążę od razu zakładałam wychowawczy i szykowałam zasoby finansowe na ten czas. oczywiście nie znaczy że potępiam matki, które pracują po 12 godzin, cóż ich życie, może nie mają wyjścia.

Godzilla napisał/a:
Z karmieniem piersią bywa stos kłopotów: zastoje, różne bóle, do tego brak pomocy na początku ze strony położnych, nieprzespane noce i tak dalej. Są kobiety, które z jakichś osobistych przyczyn mają psychologiczny wstręt i będą dążyć do zakończenia tej historii jak najszybciej.
ja na szczęście mam na odwrót, żadnych problemów z karmieniem, natomiast trzy tygodnie na butelce wspominam jako koszar, ciesz się, że udało się wrócić do cycka. No i akurat mój miał słabą tolerancję mleka przetworzonego (kolki), co dziwne teraz wcina mleczne deserki ze zwykłego od krowy i nic.

Dziwi mnie też rozumienie przez niektórych karmienia piersią. Często ludziom się jakoś tak wydaje, że jak pierś to nic innego, a to nie prawda, moje dziecko już o 5 miesiąca wcina różne rzeczy, a karmienie traktuje jako bonus.

ihan napisał/a:
I w zasadzie widzę właśnie przeciwną tendencję, że kobiety boją sie przyznać, że nie karmią piersią (z jakiegokolwiek powodu, nie tylko dlatego, że są głupie i wredne), bo są szykanowane, napiętnowane i traktowane niemal jak dzieciobójczynie.
a ja mam inne wrażenie, że owszem do pół roku jest tak jak piszesz, a potem tendencja się całkowicie odwraca i dlatego uważam, ze mają w tym udział kampanie firm sprzedających cudowne mleko tudzież społeczny nacisk powrotu do pracy, bo szczęśliwa mama to mama pracująca, ja w każdym razie ciągle spotykam się z pytaniami kiedy wracam do pracy i taką lekką konsternacją że jeszcze tego nie zrobiłam. Oczywiście te kwestie nie zawsze mają ze sobą jakiś związek, można pracować a różne sposoby. Przerwa jaką sobie robię jest moim wyborem, ale jednak odczuwam nie tyle nacisk, co właśnie konsternację w tych pytaniach KIEDY wreszcie.
charande - 14 maja 2012, 17:14

Mały komentarz na marginesie dyskusji: w krajach rozwijających się niemowlęta karmione mieszankami są dużo bardziej narażone na biegunki i inne infekcje od karmionych piersią (powstaje problem z czystością wody używanej do rozcieńczenia mieszanki, czystością naczyń etc., zaś mleko matki zawiera m.in. immunoglobulinę A, która opłaszcza śluzówki dziecka, chroniąc przed wnikaniem drobnoustrojów). Wydaje mi się, że także w przypadku 2- czy 3-latka, który już wcina różne rzeczy, mleko matki będzie korzystnie wpływać na odporność. Stąd dłuższe karmienie w przypadku spartańskich warunków życia może nie być głupie. Mgliście majaczy mi się, że przynajmniej w niektórych prymitywnych plemionach było normą, że przy jednej piersi niemowlak, przy drugiej dwulatek, a i starsze dziecko possie od czasu do czasu.

Ale jest olbrzymia różnica między karmieniem piersią 2, 3-latka a sześciolatka :shock:

Godzilla - 14 maja 2012, 17:24

Na Syberii u miejscowych podobno i tak bywało.
illianna - 15 maja 2012, 08:35

charande, no właśnie o to mi chodzi, badania pokazują że ilość przeciwciał rośnie, matki karmiące dłużej niż rok mniej chorują potem na różne paskudne przypadłości, to było w tym artykule, a że niektóre panie przesadzają, no cóż i wśród owadów zdarzają się zbączenia... patologiczną więź z dzieckiem można mieć równie dobrze przy pomocy łyżeczki, widziałam takich wiele. Z innej beczki żywieniowej, to że anoreksja jest chorobą nie znaczy, że wszystkie diety są złe, to że objadanie jest chorobą nie znaczy że porządny posiłek jest zły itd., jednym słowem zawsze można przegiąć.

Ja podsumowując chciałbym, aby ludzie mieli dostęp do informacji, natomiast decyzję mogli podejmować samodzielnie, jakakolwiek by ona nie była, najczęściej jest jednak tak, że ludzie mają dostęp do różnych zmanipulowanych przekazów, a decyzję podejmują pod presją niekoniecznie bezpośrednio za dziecko odpowiedzialnej rodziny, otoczenia itp.

Zmieniając trochę temat mnie osobiście wkurza nierówne traktowanie. No bo jak nazwać to, że niby prorodzinnie rząd wymyślił, że może zapłacić mojej teściowej, teściowi, matce, czy sąsiadce Zus za to że popilnują mi dziecka, ale ja jakbym chciała przepracować jedno popołudnie w tygodniu w prywatnym gabinecie muszę odprowadzić pełną składkę? Na dodatek moje zajmowanie się dzieckiem nie liczy mi się do emerytury. Ok nikt mi nie kazał mieć dzieci, ja to rozumiem, ale taka sytuacja prawna wyraźnie mnie dyskryminuje, pokazuje że to nie ja się najlepiej nadaje do wychowywania, ale opłacone niańki, a ja mam pracować, przecież to jakiś absurd, to jak zapłacę koleżance, a ona mi i się nawzajem zgłosimy do gminy jako niańki, to wtedy będzie ok? Można powiedzieć, że to tworzenie miejsc pracy i niewątpliwie ZUS zyska mając podwójne składki.Ja nie mam nic przeciwko nianiom, tylko uważam że w ramach wspierania rodziny nie powinno się tworzyć prawnej dyskryminacji rodziców. Albo nie płacimy ZUSu nikomu albo wszystkim.

cranberry - 15 maja 2012, 09:44

Podejrzewam, że zamysł z tym ZUS był taki, że w większości zawodów, jeżeli pani będzie miała np. sześcioletnią przerwę to po prostu już do zawodu nie wróci, więc w tym rozumieniu faworyzowanie płatnej opieki ma jakieś tam logiczne uzasadnienie - żeby duża grupa pracowników nie wypadła na trwałe z rynku pracy (bo jak dzieci podrosną to pojawi się duży problem z koniecznością przekwalifikowania).
Nie wypowiadam się, czy to słuszne podejście, tylko -wydaje-mi-się-, że mogło chodzić o coś takiego.
Natomiast oczywiście jak zwykle zapomniano o pracownikach nieetatowych i przedsiębiorcach, jezeli dobrze rozumiem? :?

Co do decyzji, ile karmić, kiedy wracać do pracy, to mam wrażenie, że to najlepiej działa, kiedy matka dokładnie wie, gdzie jest jej prywatna granica - co ona sama tak naprawdę CHCE zrobić. Ale o to chyba łatwiej przy kolejnych dzieciach, kiedy czlowiek jest mniej podatny na dobre (lub mniej dobre) rady z zewnątrz, a przede wszystkim wie, z czym się "to wszystko" je. Z opieki nad pierworodnym pamiętam dużo zagubienia i rozdarcia między sprzecznymi opiniami autorytetów (mama jedno, jedna doktorka drugie, poradnik trzecie, a lekarka w szpitalu czwarte). Dopiero potem do mnie dotarło, że jak sobie wyobrażałam siebie jako matkę, to nie niedoświadczoną matkę pierwszego noworodka, tylko jakoś tak "później" ;) Że mogę sobie dać czas nabranie pewności. Ale to tak trochę obok tematu.

Godzilla - 15 maja 2012, 11:30

cranberry, w ZUSie chodzi głównie o to, żeby pobrać pieniądze, bo większość opiekunek pracuje od zawsze na czarno, to raz. A przedsiębiorca, choćby miał mikro i indywidualną działalność, płaci ZUS