FORUM SCIENCE FICTION FANTASY & HORROR
BABYLON 2007

Mechaniczna pomarańcza - Strzelanie na ostro - Dalamberta potyczki z filmem

dalambert - 16 sierpnia 2008, 14:51

Rzecz dzieje się w 1977 r - Iława - wyspa na jeziorze Jeziorak przyozdobiona wspaniałym grodziszczem piastowskim . Od frontu podgrodzie, częstokoly i potężna wieża bramna. od tyłu wielka dziura i dostęp dla smochodów i wozów transmisyjnych. Tak to najbardziej obfotografowana dekoracja w dziejach filmu polskiego. Zaczął Rybkowski któren do "Gniazda" ją postawił, potem była "Jarosławna królewna Francji"/usługa dla ruskich/, i teraz Grzegorz Królikiewicz tworzy "Kronikę polską Galla Anoniwa" i cóż za wspaniałe obrazy pojawiają sie wsród potężnych bali częstokołów :
1// sniadanie licznie zgromadzonej gawiedzi przerywa Woj - kaskader , wyturlał z pokrzyw potężny głaz, tak z półtorej tony granitu i nim
przebrzmiały jeki zachwytu nad jego siłą spokojnie zaczyna go / znaczy głaz/ nożem na plastry kroić :!: - styropian był potrzebny do zabezpieczenia Panów Kaskaderów z łukow trafianych na żywca pod kamerą. Tak to się wtedy efekta specjalne robiło. :!:
Obrazu dobełnial widok pięknie ubranych słowiańskich kmieci skrytych w cieniu chaty z olastikowych bierwion i rżnących w pokerka zaś rozgrywke komentujacych wyszukana łaciną / niestety furmańską/. ;P:
Inne zdjecia: paru kaskaderów zaimplantowanych w malownicze bagno robi za mocno nieświeżych nieboszczyków , zaś ich koledzy z luboscią poszukują obok dorodnych rosówek by w nich umieścic i efekt charkteryzacji poprawić żywym towarem :?
tak to się niegyś dzieła wieko mniej lub bardziej pomne tworzyło. :)
Olaf dawaj dalej cudnie się czyta :arrow:

dalambert - 16 sierpnia 2008, 16:54

Nie byłem swiadkiem tego wydarzenia, lecz w swiecie filmu polskiegogo jest to opowiesć wręcz klasyczna i wszyscy się przysiegają , iż rzecz jest absolutnie prawdziwa jeno okolicznoći im się zmieniają, ale niech tam:
Lata były mocno "ludowe" a dzielo wielce strzelające i oberpoprawnepolitycznie, jak to najkrótszą drogą,z właściwym sojusznikiem i od poprawnej strony świata. jedną z wiekszych scen były walki wokół mostu plączone z jego wysadzeniem po uprzedniej bohaterskiej ewakuacji. Most budowali przez miesiąc saperzy na jeziorze , a potem zjazd ekipy, charakteryzacja brzegów , przygotowanie do zdjęć, no i wreszcie GOTOWE.
Od 5 rano wokół planu zbierają się kolejni sprzwdzacze "czy wszystko mamy" i przekazywacze -"Panie Rezyserze wszystko na medal'
gdoz, 6 zaczynają zwozić statystów,
godz.7 -sprzet ciężki - czołgi , ciężarówki i inne przybywa,
godz 7/30 aktorzy przybywaja
godz. 8 Drugi Reżyser przybywa - sprawdza gotowość i ; rzuca Pirotechnikowi pytanie :
Panie jak tam gatowe ?'
_"Gotowe"- Panie reżyserze.'
-"A sygnalizację macie dopracowaną?"
-"Mamy"
"A jaka, bo to ważne?"
" A no podnoszę rękę i zdejmuję kapelusz' powiedział pirotechnik i tak zrobił.
Saper czuwający przy zapalarce od 6 rano precyzyjnie polecenie wykonał/, z HUKIEM.
Zdjecia scen mostowych przesunieto o dwa miesiące . :twisted:
Hej wspaniale masz opowiesci Olafie i upowszechnienia warte :D
A teraz lecę na SKOFę i PIWO nie Twój Morgan będzie nam patronem, o może nie do końca :wink:

Tomcich - 17 sierpnia 2008, 23:08

dalambert - to nawet w "Nic śmiesznego" Koterskiego było. :mrgreen:
Olaf - historie zacne :bravo :mrgreen:

dalambert - 18 sierpnia 2008, 10:47

Tomcich, Toż pisałem co anegdotka / zreszta prawdziwa, acz różnym filmom przypisywana/ jest KLASYKĄ z dziejów polskiej kinematografii :!:
A to słyszeliście/ tez klasyka/:
Wielka scena batalistyczna w obrzydliwym "dziele" pani Jakubowskiej "Żołnierz Wolności" / załgujacym dzieje gen. Swierczewskiego / ale cóż były to lata stalinowskie więc środki ogromne i zadęcie potężne.
Kręcony jest moment ruszenia "naszej" zwyciezkiej ofensywy - szerokość planu 300 m. długość dobre 500 m. kamera na wózku - jazda pod kamere z 60 m. pirotechnika zakopana / dobre 200 eksplozji/ czołgów z 50, wojaków z 2000, zasieki, okopy i wszysto co do filmbitwy olśniewającej potrzebne.
Ale kamery jeszcze wtedy były jak przed wojną / II św/ więc szwenkier /ten co w obiektyw patrzy i filmuje/ siedział skryty pod kocykiem co by światło z drugiej strony obiektywu taśmy nie prześwietlało.
No i wszystko gotowe, upał jak cholera, pan Kamerman siedzi pod kocykiem i : jedna próba na sucho - wspaniale wiozą goscia te 60m. i z powrotem, druga na sucho - rewelacja, trzecia /oczywiscie statyści ganiają, ale pirotechnika milczy/
Wrszcie KRĘCIMY i lu- kamera jedzie czołgi ruszają, wojsko pędzi z okrzykiem "urrrrrrrrrrraaaaaaaaa". Dym , Huk, Błysk,Trzask.
Koniec - Jak było? - WSPANIALE!
I po trzech dniach przegląd nakręconego materiałów , wszyscy w napieciu , ekran się rozświetla i co?
A no wszyscy widzą wspaniałe zdjęcia GĄSIENICY PIERSZEGO CZOŁGU pędzacej w kurzu na Berlin !!!
Pan Kamerman zmęczony upalem i czekaniem przy zdjeciach na ostro kamerę wprawdzie włączył, ale zdrzemnał sie ździebko i Kamera sama pracując jeno gąsienicę z całej superbatalistyki skręciła :mrgreen:
Ledwo się bidoka z łap UB udało wybronić, bo go za sabotaż imperialiśtyczy przymknęli, ale z roboty wyleciał. :?

Kostucha Drang - 18 sierpnia 2008, 11:51

dalambert napisał/a:
- styropian był potrzebny do zabezpieczenia Panów Kaskaderów z łukow trafianych na żywca pod kamerą. Tak to się wtedy efekta specjalne robiło.


O Jezu :shock:

Olaf - 18 sierpnia 2008, 12:53

I ten styropian wystarczał? Łuk ma potężną siłę, zwłaszcza krymsko-tatarski, a i angliki bez problemu przebijają współczesne drzwi pokojowe (wiem, bo koleżanka w domu sprawdzała :) ).
dalambert - 18 sierpnia 2008, 13:04

Kostucha Drang, Olaf, moi drodzy ,jedyne łuki jako tako wyglądające , a będące w dyspozycji polskiej kinematografi w owym czasie / rok 1977/ były po filmie Żuławskiego -"Na Srebrnym Globie" / wykonane przez jakiś warsztat w Bielsku-Białej/ udajace coś pośredniego między refleksyjnym a anglikiem :shock: biły niezbyt mocno tym bardziej, że cięciwy były podkupywane zużyte z klubów sportowych, a w tymże arcydziele G.Królikiewicza - "Kronika Polska" jest scenka jak / przy oblężeniu Głogowa/ strzała trafia woja w usta. Tyż było na żywca. Czesław Magnowski/ksywka Cynio/ mial w ustach kulę styropianu a kumpel mu z za kamery w usta z łuku strzelił, Cynio ząb stracil, ale co za ujęcie wyszło :!:
Tak to się drzewiej filmy kreciło , bez computra i bez znieczulenia :P
Ps. Pucek marudzi więc dla nie daj Boże współczesnych naśladowców wyjaśniam. Poza Cyniem co niezły wariat był, to przy takich efektach Panowie Kaskaderzy miedzy styropian a siebie ,jeszcze blache podkładali by się zabezpieczyć, a styropian był po to, aby strzały ładnie w "ciele" tkwiły. Z obecnym sprzętem probować nie radzę bo można kogoś utrupić :twisted:

Kruk Siwy - 19 sierpnia 2008, 14:44

Hi hi. Ja to bym pewnemu panu te kulę styropianową w inne miejsce wsadził. A że strzelec ze mnie marny to i kilka razy bym próbował zapewne.

A kaskaderzy to muszą być wariaci, choć niekoniecznie idioci. Któren to nawet jakieś scenariusze pisywał? Bo nie pomnę.

dalambert - 19 sierpnia 2008, 16:21

Kruk Siwy, On ci wspominany tu przezemnie dobry słowem / acz setny wariat/ Czesław Magnowski jest autorem scenariusza-noweli filmu Jana Łomnickiego "Wielka wsypa" a takze laureatem paru konkursów poetyckich w swych rodzinnych Katowicach, grywal tez epizody w wielu filmach, a i jako kierownik planu dorabiał np przy filmie tegoż Jana łomnickiego "Jeszcze tylko ten las" - rzecz dotyczyła wyprowadzenia z getta i próby uratowania żydowskiej dziewczynki / ratowana Fridmanówna, ratujaca Ryszrda Hanin/ . Tak, ze musieliśmy getto warszawskie odtwarzac, było to na ul. Małej na Pradze w Warszawie,i przy innych trudnosciach spora była z bronią bo Łomnicki / człek skrupulatny/ uparł się co by było porządnie, więc nie wchodziły w grę MP40 które owszem Niemcy mieli,rzecz siedziała w jakimś 41 roku, ale nie dla oddziałow wartowniczych , a na froncie dla panzergranadierów.
Udało sie nam z Zakladu Kryminalistyki KGMO / o rany co za zbiór tam mają broni wszelakiej/ dwa MP wzrór bodajże 24 i 38 - magazynki boczne jak u stena , a lufy w azurowych oslonach i RKN-Bergman do ustawienia na koszu motocykla wypożyczyć.
Wszystko szło cacy tylko pewnego dnia zachciało się rekwizytorom wysłać na plan owego Bergmana w szoferce mercedesika który reflektorki światłu woził, a kierowca tegoż jak się na Małej ustawił to zamiast interesu pilnowac udał się na poszukiwanie wrażeń i toalety do pobliskiej bramy.
Bergan leżał sobie spokojnie przykryty gazetą na tylnym siedzeniu w towarzystwie dwu dorodnych półlitrówek i trudno się dziwić,ze gdy pan kierowca powrócił do wozu to już ich tam nie było.
Afera straszna rok 1989 więc i przemiany ustrojowe i wybory wolne i RKM w niewiadomo czyich łapach / a broń z wspomnianego ZK KGMO dostana lekko na lewo była - ktoś dostał kasę za "konsultacje"/ więc strach duży i afera kroi się niezła.
I tu do akcji wkracza Cynio z oświadczeniam :"Ja to zalatwie" i znika w okolicznyych ruderkach. nie ma go dobre cztery godziny - napięcie rosnie/ zawiadamiać gliny, czy nie/ poczym pojawia się nasz bohater . Idzie ciężko zlekka się zataczając , ale pion i równowagę utrzymać mu pomaga RKM-Bergman na którym się jako na lasce godnie wspiera i oświadcza : "Macie to żelastwo ,ale kier. prod jest jeszcze wienien mnie za trzy połówki , którem musiał postawić i za trzy kolejne które za zwrot zguby obiecałem",
Po czym z godnością zasypia. :mrgreen:

Kruk Siwy - 19 sierpnia 2008, 16:59

No i o tym powinni kręcić filmy a nie czy on ją kocha a jak kocha to sypialnie czy platonicznie...
Tematy samożyciowe nieco podliftowane, daleko lepiej by się ludziom podobały. Niż te durnoty co to nam polskie kino i tv prezentuje.

Agi - 19 sierpnia 2008, 17:01

dalambert, bardzo smaczne kąski nam serwujesz. Proszę o jeszcze!
dalambert - 19 sierpnia 2008, 17:48

Agi, chcecie to macie - będzie z "Odwiecznym Polskim Antysemityzmem" w tle :
Przy tymże "Jeszcze tylko tym lesie" asystentką reż. czyli Jana Łomnickiego była niejaka Agnieszka Arnold / potem znana z filmu o Jedwabnem w/g scenariusza p. Grossa/ która miala ambicję by w 'Lesie" żydów grali wyłacznie Żydzi / grał u nas cały teatr Zydowski + kopa znajomych Pani Asystentki./
Wnętrza zatłoczonego do niemożliwości getta robiliśmy na ul. Biedronki w Wilanowie w Szpitalu św. Aleksandra / to taka ochronka wzniesiona dla pracowników dóbr wilanowskich przez Potockich w latach dwudziestych XIX wieku/ po Drugiej ŚW. przerobina dla róznych wysiedleńców, więc mająca w każdym pokoju kuchnię węglową, a i na podescie schodów była zachowana dwu fajerkowa kuchnia- tam też dla oddania klimatu postanowilismy umieścic "Rodzinę Glodującego Żydowskiego Zegarmistrza" wstawilo sie trzy piętrowa prycze, warsztacik zegarmistrzowski i puste garnki. Siada aktor chudzielec ze stosowną brodą ,żona niejaka Hanach tak chuda, że mogła za śmierć grać no i wreszcie trójka dziatek zamówionych przez Arnoldównę przybywa i co my widziem: Trzy przepiękne barokowe putta jeno czarne , a nie blond jak to zazwyczaj amorki w barokowych ołtarzach bywają. Łomnickiego zatkało, wziął Panią Asystentkę na boczek i po chwili słyszymy : " Qr..., do CHol.. Qr .. czyś Ty , qr..Co ja mam z tymi dzieciakami kręcić reklamę dobrego qr..odżywiania"/pan Jan wkurzony w słowach nie przebierał i wyrażał się dobitnie/ i w jego tyradę wpada drżący głos Agnieszki :
" ALe PPPannie Janie przeciez DDawidekk mma niedowagę :!: "
Od tego czasu jeżli komuś z ekipy udało się coś przy zdjęciach spieprzyć rozkładał ręce i rozbrajającym uśmiechem oświadczał :
_"ALE,ale przeciez Dawidek ma niedowagę" :lol:

Agi - 20 sierpnia 2008, 09:07

:bravo
dalambert jesteś kopalnią wiedzy o kuchni filmowej. Dawaj następne.

dalambert - 20 sierpnia 2008, 10:28

Jak to się kiedyś kostiumy w filmie polskim wymyślało ? A no robiłem z Tomkiem Biernawskim / jako jego asystent/ film Wojciecha Solarza "Ojciec Królowej" / miła komedyjka o łajdusie tatuśku królowej Marysienki , któremu ambitna córeczka chciała załatwić stosowny tytuł arystokratyczy, we Francji lub gdziekolwiek/.
Kostiumami rządziła tam ówczesna slawa Pani Barbara Ptak i ozdobila ona brzuchy wsystkich żupanowo-deliowatych polskich panów wspaniałymi pasami aksamitu, szerokimi na jakieś 15 cm., obszytymi złotymi tasiemkami i ucukrowanymi kolekcjami naszytych kolorowych szkiełek drogie kamienie udających. Do naszych szabel i karabeli pasowało to jak pięść do nosa, więc zapytalismy Pania Basię jak wpadla na tak orginalny pomysł. Pani B. odparła oburzona;
" to z dokumentacji historycznej, jak nie wierzycie to w Galerii portetu staropolskiego jest stosowny obraz".
Kręciliśmy również w Palacu Wilanowskim, wnętrza i dziedziniec więc z kol.B. popędziliśmy w dyrdy na pierwsze piętro pałacu gdzie owa galeria się znajdowała i faktycznie. Jest portret wspaniałego magnata w futrzanej czapie z kitą, dleii , żupanie i przy szablicy, którego brzuch obejmuje pasisko klejnotami sadzone i wściekle kolorowe.
Patrzymy na podpis i tu ryk śmiechu. Stało tam jak byk, co malatura zrobiona około roku 1825 przedstawia ówczesnego tuza polskiej sceny narodowej w roli WLADYSŁAWA JAGIEŁŁY w sztuce "Krolowa Jadwiga" i z epoką króla Jana nic wspólnego nie ma.
Coż Pani Basieńce tak się obrazek spodobał, że zapomniala podpis przeczytać. :P
A owe osiągnięcie kostiumografi historycznej jeszcze i dziś podziwiać można bo film bywa do trafienia na "Kino Polska" lub TVPolonia.

Tomcich - 24 sierpnia 2008, 18:37

dalambert - może książkę z anegdotkami z planów filmowych napiszesz. :D
Jak następnym razem będę oglądał "Ojca królowej" to się przyjrzę tym pasom. 8)

dalambert - 24 sierpnia 2008, 21:35

Tomcich, to Ci jeszcze poradze byś zwrócił w tym filmie uwagę na berk z fraucymerem Królowej Marysienki bo:
zdjecia były w Tarnowie i okolicy , a ekipa stała w najepszym w owym czasie hotelu miasta "OrbisTarnowia", oczywiscie co lepsza część ekipy, Aktory, Reżysery, KieryProd i co ważne kaskaderzy. Barek owego zacnego lokalu był miejscem pracy kilku uroczych panienek/ no może nie tyle tam pracowały , ile prowadziły negocjacje i prezentowaly towar/
Oczywiscie wspaniali chlopcy kaskaderzy wzbudzili ich podziw i zdobyli trwałą przyjaźń, co zaowocowalo wyraźnym spadkiem obrotów /panienki wzięły sobie urlop twórczy i przestały opiece oddawac gotówkę/ w efekcie opieka postanowiła skarcić niesolidne pracownice, ale nadziała się na nowych przyjaciół panienek, którzy po średniej demolce barku spowodowali wysłanie "opiekunów " do szpitala miejskiego, gdzie spędzili na chirurgicznym okolo 2-3 miesiecy.
Komendant Miejski MO osobiscie podziekowal kolegom kaskaderom w prostych żolnierskich slowach
-"Aleście tym sk...synom dopie..., i dobrze im tak"
A Panienki o które poszlo stały się ulubienicami calej ekipy/ no głównie męskiej części/ i zaangażowano je do filmu jako wspomiany fraucymer Królowej :lol:
W miescie Tarnów film mial podobno bardzo wysoką frekfencję, bo kupa luda wspomniany berk pognała podziwiać. :wink:

Godzilla - 24 sierpnia 2008, 21:48

Piękne :bravo :bravo :bravo :D
gorat - 24 sierpnia 2008, 21:52

dalambert, co to berk?
czterdziescidwa - 24 sierpnia 2008, 23:52

dalambert - rozważ ten pomysł Tomcicha. Dwa egzemplarze już sprzedałeś.
dalambert - 25 sierpnia 2008, 09:32

gorat napisał/a:
dalambert, co to berk?
to BREK a ja jestem stary sklerotyk co literówki nie zauważył, a brek to odkryty powóz wieloosobowy, często przy polowaniach uzywany / reszta w Wiki/ :cry:
Godzilla - 25 sierpnia 2008, 09:48

Trzy egzemplarze!
Rafał - 25 sierpnia 2008, 09:52

Sztyry! :D
Martva - 25 sierpnia 2008, 10:16

A jak nie książkę, to przynajmniej szorta ;P:
dalambert - 25 sierpnia 2008, 11:10

Godzilla, Rafał, Martva, szortów nie umiem takie wspomnionka własne i cudze opowiadam jak się przy kinie przeżyło około 20 lat to się trochę nazbierało,teraz bedzie opowiesć zasłyszana:
film polski baze swoją po IIwś. budował cokolwiek przypadkowo w Łodzi mieście które bylo cale i w centrum Polski więc tam się kupa ludzi kultury i nie tylko zgrupowała bo Warszawa wiadomo.
Pierwszy film powojenny "Zakazane piosenki" kręcony był w hali sportowej parafii Matki Bożej Zwyciezkiej przy ul. Łąkowej , która stała się zalążkiem przyszłej sławetnej Hoolyłódź czyli Wytwórni Filmów Fabularnych w tymże mieście.
Poniewaz szykowalo się mnóstwo pomysłów realizacyjnych związanych z wojną władze przekazały nowo formującej się instytucji filmowej kupę "łupów" wojennych to jest mundurów , utensyliów i wyposażenia wojakowego. Wśród nich były dwa transportery kołowo gąsienicowe dość późnego modelu, jeden z nich grał np. w filmie "Godziny nadzieji" i innych bojowych propagndówkach, aż pewnego pięknego dnia OBA rozpadły się na poszczególne płyty pancerne, które złożyly się jak przysłowiowy domek z kart.
Śledztwo wykazało, że w bazie transportowej na dobry miesiąć przed tym niesamowitym faktem nocami słychać było całymi godzinami głośne stukanie i zgrzyty. Szczegółowe badanie pozostałego wojennego złomu wykazało, iż oba transportery były wyprodukowane gdzieś w lutym 1945 r. gdy upadająca Resza nie liczyla sie z żadnymi kosztami i płyty pancerne skladające się na owe pojazdy bojowe zostały połączone SREBRNYMI SPAWAMI.
Ktoś to wyczaił, a dalej cóż - i wtedy Polak potrafił . Dziwne, ale winnych nie wykryto :wink:

Kruk Siwy - 25 sierpnia 2008, 13:55

A może byś tym zajadłym obrońcom dziubdziożka smękliwego co to na forum szalejeą owiedzial (przy jakiejś okazji) przygody ze skórammi zwierzątek?
Coś mi się wydaje że to dość zabawne było.

Tomcich - 25 sierpnia 2008, 14:48

Cóż, już pewnie pod Płowcami nasi dziadowie zajmowali się zbieractwem złomu. :roll: Mamy to we krwi. :mrgreen:
dalambert, a jak nie chcesz książki pisać to pisz takie anegdotki chociaż w tym wątku. :D
Całkiem niedawno oglądałem "Giestapo Krzyżaków", teraz patrzę na "Wiedźmina" i mogę powiedzieć jedno. :roll: Kiedyś to te seriale ciekawsze były. :evil:

dalambert - 25 sierpnia 2008, 15:29

Tomcich, "Giestapo Krzyzaków i Bezpieka Jagiełły" to ostatnio chyba na Kinie Polska byli, a "Wiedźmin" też oglądam i ze zdziwieniem stwierdzam, ze coraz bardziej mi się podoba, oglądać sie daje, Dolny Śląsk / głównie/ przepiękne krajobrazy ma, a im bardziej się abstrachuje od pierowzoru literackiego tym bardziej serial staje się znośny, a Pucek muzykę św. pamięci Ciechowskiego wielce chwali.
Natomiast dziś się naprawdę wzruszyłem gdym wyrąbywanie kol. Kaskaderów robiacych za bandę Renfri oglądał. Ot Dziuniek/ ten siwy długowłosy/ w zbroi łuskowej i co widze toż ubrany w Karacenę Hetmana Jabłonowskiego, którą poleciłem do "Odsieczy Wiednia" pp. Smolińskiej i Sroki wykonać. Sama Renfri pięknie walczyła i umierała w bechterze przez. Tomka Biernawskiego zaordynowanym do "Hetmana'"
Czyli rekwizyty nie giną, najwyżej właściciela /film/ zmieniają. Ale cale militaria "Wiedzmina " przyzwoite sa, no może z wyjatkiem idiotycznych różków na hełmach nilfgardzkich wojaków, ale cóż wszystkiego mieć nie można.
Notomiast właśnie mi się przypomina niesłychany awans w kinematografii moich starcych dzinsów, ale to już następnym razem, na życzenie Szanownej Publiczności :P

Tomcich - 25 sierpnia 2008, 15:56

dalambert, elfich Apaczy a' la Winnetou w ponczo ubranych chyba bronić nie będziesz. :twisted:
Agi - 25 sierpnia 2008, 15:57

Publiczność wyraża życzenie: opowiadaj dalambercie, bo ciekawie prawisz :bravo
Martva - 25 sierpnia 2008, 16:03

dalambert napisał/a:
a Pucek muzykę św. pamięci Ciechowskiego wielce chwali.


Bo muzyka i krajobrazy były jedynymi plusami tego czegoś.

gorat - 25 sierpnia 2008, 16:25

dalambert, pisz dalej, ale za jednym wyjątkiem: precz z abstra****ami! :twisted:
Godzilla - 25 sierpnia 2008, 17:02

O tak, ekstra*** abstra****e!
dalambert - 25 sierpnia 2008, 19:20

gorat napisał/a:
: precz z abstra****ami
Godzilla napisał/a:
O tak, ekstra*** abstra****e!
Kochani ja jestem z tamtej epoki i nie zrozumiałem dowcipu choć powinienem - czy chodzi o cześciowe wykropkowywanie wyrazów, jak choćby w krótkiej żołniersko milicyjnej wypowiedzi Komendanta MO w Tarnowie?
Co zresztą przypomina mi wizytę w knajpie w Malborku przy kręceniu dziela GK "Idea i Miecz" poszlismy sobie po zdjeciach na wódeczke i inne rozrywki.
Knajpa charakterystyczna, w budynku na skarpie nad Nogatem ,tak że z parteru schodzilo się niby do piwnicy, a był to poziom dolnego tarasu z widokiem na rzeke. Siedzim sobie wódkę pijem na kwiat miejscowej damskiej flory stosowną uwagę zwracamy, z wzajemnością zreszta / wiadomo filmowcy/ .
Fraternizacja postępuje ,gdy po widocznych z sali schodach wkracza paru miejscowych osiłków już stosownie zaprawionych i widząc obcych rusza w naszym kierunku z wyraźnym zamiarem dogłębnego zbratania się poprzez walkę/ niekonicznie czysta/.
My w strach i bój nierowny już sie podrywamy/ bo schody na górę i do wyjścia zastawione i spieprzać nie ma jak/.
Gdy Jeden z osiłkow spojrzwszy na nas uważniej wykrzyknął :
-" O K... wa To KASKADERZY' i cała petarda rzucila się na schody tratując się w panicznej ucieczce.
Dopiero swieżo poznane Malborżanki wyjaśniły nam, iż na miesiac przed naszym przybyciem skończyl na zamku paromiesięczne zdjecia "Znak Orła" / wredne krzyżaki, dobre polaki, król Łokietek, rybak Gniewko itd/ a liczna działajaca przy filmie komanda kaskaderów dokonała na miejscowej żulii podobnego pogromu jak w Tarnowie z identycznym zreszta skutkiem.
I tak to trwale wspomnienie Kaskaderskich pacyfikacji i nasze, bynajmniej nie bojowe skóry uratowało.

dzejes - 25 sierpnia 2008, 20:52

:bravo

Pomysł z książką przedni, tylko na prawników rezerwę trzeba poczynić, gdyby opisani się obrazili ;)

Titus Pullo - 26 sierpnia 2008, 11:22

dalambert napisał/a:
G.Królikiewicza - "Kronika Polska" jest scenka jak / przy oblężeniu Głogowa/ strzała trafia woja w usta. Tyż było na żywca. Czesław Magnowski/ksywka Cynio/ mial w ustach kulę styropianu a kumpel mu z za kamery w usta z łuku strzelił, Cynio ząb stracil, ale co za ujęcie wyszło :!:


E tam wyszło. Wyszło to by, jakby w oko trafił... tak realistycznych efektów to nawet w Ryanie nie mieli.

Kruk Siwy - 26 sierpnia 2008, 11:24

Titus Pullo, na kaskadera! Proponuję na początek strzelić mu nie w oko ale... cokolwiek niżej. Hihihi.
dalambert - 26 sierpnia 2008, 11:40

w 87 czy 88 kolaborowałem przy arcywidowisku TV " Najkrótsza drogą". Była to czysta propagandówa na schemacie - wielka sala w niej kombatanty przemieszane z młodzią na ekranie ogladają historycze scenki i fragmenty filmowe z epoki i ze wzruszeniem wspominają dzieje dawne i wyciagają stosowne wnioski.
Rzecz dotyczyła bitwy pod Lenino i jako II scenograf nadzorowałem powstanie takich miejsc jak : "brama i fragment obozu w Sielcach" "okopy polskie i niemieckie na bitwy polu" "Stanowisko dowodzenia gen. Berlinga" "Ziemianka niemiecka" i jeszcze parę z WFD na Chelmskiej która kolaborowala przy tym dziele. Współpracowal z nami niejaki Pan Miecio dorabiajacy sobie do emerytury szofera w UB jako pomocnik rekwizytora / podnieś ,przynieś, zapakuj/.
Rzecz dziala sie na najbardziej filmowym poligonie WP/ miedzy Wesołą, Rembertowem i Zielonką pod Warszawą/ właśnie szykowalismy niemiecką ziemiankę do zobycia przez dzielny polski atak, Pan Miecio czyscił do polysku samowar któren we wnętrzu ziemianki owej błysnąć mial.
Gdy na planie zdjęciowym pojawiła się super delegacjo- inspekcja.
Sam Pan Kierownik Produkcji, Pan Reżyser, Pan prof . Konsultant autor księgi historycznej i znawca owej wiekopomnej bitwy, oraz GENERAŁ / wprawdzie po cywilu/ ale jakże groźny i dostojny.
My sobie szykujem rekwizyty i wyposażenie,a pan Konsultant peroruje jak to krajobraz tu podobny, jak to się nasi dzielnie bili, jak to niemce uciekały a ruskie pomagały.
Gdy nagle Pan Miecio uniósl głowę znad samowara i wygłosil test :
" Panowie przeciez kompania taka, a taka już by spieprzyła z bitwy pola gdyby nie chłopcy z NKWD co im w plecy rąbnęli i na niemca pognali, a ten i ten stchórzył, a tamtego to wogółe pod Lenino nie było"
Konsternacja kompletna, aż wreszcie Pan Konsultant rzuca groźnym głosem:
"A wy to skąd o tym wiecie?!".
Pan Miecio zaś spokojnie oświadcza:
"Bo JA panowie to pod Lenino BYŁEM!"
i spokojnie wraca od pucowania samowara- Tacy to ciekawi kiedyś pomocnicy w WFDiF na Chełmskiej bywali :P
poprawiłem literówki.

Titus Pullo - 26 sierpnia 2008, 11:42

Kruk Siwy napisał/a:
Titus Pullo, na kaskadera! Proponuję na początek strzelić mu nie w oko ale... cokolwiek niżej. Hihihi.


Po prostu - z całym szacunkiem dla wspaniałych filmowych anegdot - nie bardzo chce mi się wierzyć, że ktoś, komuś - nawet kaskaderowi ze styropianem w ustach - strzelił w te usta z łuku. Chociaż, pacholęciem będąc, byłem święcie przekonany, że ci źli goście w Commando faktycznie giną. Zwłaszcza, jak ojciec powiedział mi, że ich rodziny dostają za to dużą kasę.

dalambert - 26 sierpnia 2008, 11:52

Titus Pullo, niestety możesz oczywiscie nie wierzyć twoje prawo, ale rzecz się miała w 1977 roku i jak się nie strzeliło to sceny nie było, a komputer to się wtedy nazywał ODRA ilestam i był wielkości domku jednorodzinnego i liczyl wolniej niz laptop , a o computrowej obróbce zdjeć filmowych to się nawet Lemowi nie śniło.
Zaś Cynio to naprawdę i Artysta i ryzykant i niezły wariat był, że o skłonności do wypitki i wybitki nie wspomnę. :mrgreen:

Godzilla - 26 sierpnia 2008, 12:11

Jeżeli komputer ODRA już wtedy istniał... Ja zaliczałam na nim PASCALa w 1988 roku, stało toto w Gmachu Głównym PW na drugim piętrze i zajmowało kilka solidnych politechnicznych pokoi (a w tym budownictwie pomieszczenia mają swoje wymiary!), w osobnym pokoju była drukarka wierszowa, wydruki na szerokim perforowanym papierze odbierało się w okienku. Studenci pracowali w jeszcze innym pokoju, przy każdym stanowisku był ekran i klawiatura, na jednej z klawiatur jakiś marzyciel napisał długopisem "PC/XT". Teraz mi nie chcą wierzyć, że na własne oczy to widziałam.
dalambert - 26 sierpnia 2008, 12:33

Godzilla, na dziejach komputeryzacji się nie znam, ot palnąłem porównawczo co by młodzi ogrom zmian zaszlych obrazowo uswiadomić :wink:
Adashi - 26 sierpnia 2008, 13:07

dalambert, prosimy o kolejną anegdotkę, bo się świetnie to czyta :)
Rafał - 27 sierpnia 2008, 07:57

A czy to nie w "Zakazanych ..." strzelano z ostrej?
dalambert - 27 sierpnia 2008, 10:06

Rafał, nie wiem, ale z ostrej strzelano nieraz np. W "Eroice" Munka jak Dzidziuś Górkiewicz / Edward Dziewoński/ przekrada się wzdłuż drewnianego płotu to lecąca za nim po płocie seria z CKM była jak najbardziej ostra, zaś niektóre inscenizowane scenki z Powstania Warszawskiego z "Zakazanych Piosenek" tak były realistyczne, ze do dziś niejeden "dokumentalista" włącza je w swój film jako autentyczne zdjecia z Powstania- szczególnie chodzi mi o sekwencję dzieci w niemieckich hełmach ganiających z butelkami przez dziurę w murze i dalej po gruzach hajda na czołgi.
Agi - 27 sierpnia 2008, 13:29

dalambert, prosimy, gospodarz w swoim wątku :D
dalambert - 27 sierpnia 2008, 14:35

Ha czuje sie "usyfag, satyfyg" jak odpowiedział pewien bokser na radosne pytanie dziennikusa "co po tak ciężkiej walce pan czuł gdy pan wygrał?" ten zas wybełotal to co na wstępie zas dziennikus wykrzykął radośnie ;" Acha Pan był usatysfakcjonowany!!" :P
Otóz i ja jestem :) a opowieść jest taka, pytano mnie tu o "Eroikę" Munka wiem tyle com film widzial i to nie raz i co było na filmowych opowiastkach publikowane, za to na własne oczy widziałem jak Pan Wajda krecił ostatnią scene "Kanału".
Robione to bylo mniej więcej u zbiegu ulic Brzozowej i Mostowej na Sarym Mieście w Warszawie / podziemia to studio w Lodzi , ale góra to Warszawa/.
Stare Miasto to było wtedy ,1958 czy 59 ,odbudowane w obrębie murów obronnych, a i te odszykowane były tylko od Barbakanu do Szerokiego Dunaju / topografia dla warszawiaków, a kto nie wie to niech w maps'a wejdzie/ zaś dołem i nad Wisłą to niezłe ruiny były i to nawet cześciowo zamieszkale.
Tak że przepiekna wolno stojąca paro piętrowa ściana kamienicy została pod okienkami obwieszona rynienkami na rope / coby pożar udawać/, trochę dymów ze świec i okrągły właz kanału z zabezpieczoną możliwością zejścia artsty Glinskiego na powrót do miejskiej hydrauliki.
Przybyli aktorzy, a nas gapiów zdumiało co mają pięknie pomaranczowe twarze. Dopiero ktoś litościwy z ekipy wyjaśnił, ze na taśmie czarno białej narualna karnacja ludzka wychodzi jak białe oblicze sztywnego nieboszczyka lub ducha, to i grającym kolorków trzeba dodać. Zdjęcia trwały wspaniale ,acz parabellum z któergo p. Gliński odstrzeliwał sierżanta szefa zacinało się co i raz bo pistolet byl niemiecki, a ślepaki ruskie od TTetki i jak tłumaczyl piroman " Nie każdy, cholera zaskakuje, bo sie milimetra nie zgadzają"
Zaś najpiękniej było gdy dzielny por. Zadra wracal do kanałów szukać swych żolnierzy a dwaj panowie pomocnicy machając kartonami czy inszą sklejką potężny wiatr czynili któren malowniczo papiery kompanii po bruku i historii rozwiewał.

Agi - 27 sierpnia 2008, 14:49

Wieńczysław Gliński, którego aktorstwo bardzo lubiłam, ostatnio odszedł do innego wymiaru, niestety.
dalambert - 28 sierpnia 2008, 21:27

Skoro strzelanie ma być na ostro - to cóż, Panom Artystom Reżserom różnie odbijało, a i wypadki się wredne zdarzały.
Ot choćby w "Wizji lokalnej 1902" gdzie tło do podmęczania polskiej dziatwy w niemieckiej szkole stanowił nieustający przemyt stad gesi przez granice z zaboru rosyjskiego do pruskiego. Film kończył się niesłychanie dramatyczną i krwawą sceną .
Wredne prusaki wytrzeliwały cały przemyt / duże stado gęsi/ na żywca z CKM/Maxim zreszta/.
I owo strzelanie to nie jest żaden efekt - poprostu postawiono CKM, zalożono ostrą amunicje, pognano gesi i łubudu.
Ekipa miała potem gęsiny po kokardę, a miłośników ptactwa i innych ekologów wtedy jeszcze nie było.
Ale w takiej "Lotnej" mistrza Wajdy zdarzył się wyjątkowo przykry incydent bo w trakcie , idiotycznej zresztą szarży na czołgi/ koń grający tytułową klacz Lotną /siwek jablkowity/ nadzial się na malowniczo wbitą w ziemią lancę i trzeba bylo zwierzę odstrzelić. Poza tragedia zwierzaka jeszcze charakteryzacja kłopot do końca zdjęć miala, bo trzeba było następcę / tyż siwy/ stosownie podmalowywac, co by się widzowie nie poznali.
Zaś najwrednejszy numer to każdy oglądacz "Popiołów" na wlasne oczy zobaczyc może ;
Tam gdy Krzysio Cedro błąka się po hiszpanskich górach /Bułgania/ koń mu się wyrywa z dłoni omdlalej i w przepaść leci, tak, to nie trick - tam NAPRAWDĘ w przepaśc żywy koń dla "dobra" sztuki polecial.
Dziś coś takiego na szczęście jest niemożliwe, ale wtedy.....

Godzilla - 28 sierpnia 2008, 21:50

Ponure historie. Szkoda zwierzaków. Wypadek wypadkiem, ale te zamierzone "efekty specjalne", fatalna sprawa. Dobrze że teraz da się to na kompie zmontować, jak komuś odbije.
Martva - 28 sierpnia 2008, 21:54

Godzilla napisał/a:
Szkoda zwierzaków.


A już myślałam, ze jestem dziwna... :|

dalambert - 28 sierpnia 2008, 22:18

Godzilla, Martva, to Wam Dziewczyny jeszcze wspomnę gdzieś w 1988 roku chodziła po kuluarach filmowych wieść o wyjątkowo wrednej sprawie, otóż w pewnej koprodukcji, czyli usłudze dla zagranicy / z KDLów/ pani reżyser zażyczyła sobie by na ekranie spłonęło stadko owiec.
No to wysmarowano zwierzaki napalmem i "dla dobra sztuki"....
oczywiście dzieło owej damy walczyło z okropnym faszyzmem i nietolerancją, ale w/g mnie pies takie metody twórcze je.... :evil:
ale jak slyszałem tego już było za wiele i w następstwie owa wybitna dama nie mogła się w Polsce przez ładne parę lat pokazać, bo proces o znęcanie jej groził, ale po parunastu latach "dla dobra sztuki" ....

Agi - 28 sierpnia 2008, 22:21

Okrutna ta X Muza dalambercie,
Martva - 28 sierpnia 2008, 22:24

Jestem w stanie zrozumieć zabijanie zwierząt na mięso, ale jak słyszę co ci pożal się Boże artyści z różnych dziedzin wyprawiają ze zwierzakami dla dobra sztuki, to dostaję furii :evil:

Może powinno się ich oblać napalmem i podpalić, zrzucić w przepaść, zarżnąć, wypchać i ustawić w piramidkę, albo przywiązać do ściany w galerii i nie karmić? To by dopiero była sztuka.

Godzilla - 28 sierpnia 2008, 22:33

Jeżeli aktor X do jednego filmu odchudza się na kościotrupa, do następnego tyje o 100 kg a do trzeciego pakuje na siłowni bo go na supermena najęli, to jest jego prywatna sprawa. Ale za te zwierzęta to cholera bierze. Niech sobie ta paniusia fryzurę napalmem posmaruje, chętnie służę zapałką.
dalambert - 28 sierpnia 2008, 22:40

Agi, Martva, Godzilla, jestem po waszej stronie, o ile można tu mówić o stronie na szczęscie w filmie to zbydlęcenie coraz mniej ma miejce = dziś za takie numery prasa by ich zatłukla, chociaż przecie pani od ustawiania zwierzatek w piramidkę do dzis jest ulubienicą mendiów i czołową pożal się Boze "artystką " nowatorką brrrrr :evil:
Godzilla - 28 sierpnia 2008, 22:56

Nie pamiętam czy gdzieś tu jest wątek o "sztuce" nowoczesnej. Artystyczne ekskerementy w artystycznej puszce, i inne takie cuda. Podobno pewnemu miliarderowi ekskrement przeżarł artystyczną puszkę na wylot i był proces o wypłatę z ubezpieczenia, odszkodowanie i te sprawy. To była dopiero radość w mediach!
Martva - 28 sierpnia 2008, 22:58

Kurczę, to co on jadł, ten artysta? :shock:
Godzilla - 28 sierpnia 2008, 23:03

No wiesz, produkty rozkładu agresywne są z natury. A metal z czasem się utlenia, nie wiem z czego była puszka. Nawet srebro rozpuszcza się i reaguje z kwasami organicznymi, archeolodzy znajdują na mumiach raczej ślady po srebrnych ozdobach niż same ozdoby, tak słyszałam. A ta zawartość wysuszona na mumię raczej nie była, to i reagowała intensywnie.

OK, koniec offtopu, bo śmiecimy w wątku.

Gustaw G.Garuga - 28 sierpnia 2008, 23:08

O tych owcach słyszałem. Chętnie usłyszałbym też nazwisko reżyser. Ogólnie za mało nazwisk w tym wątku.
gorat - 28 sierpnia 2008, 23:14

Gustaw, wstydź się, masz dość danych, by grzebać po całkiem dokładnych bazach filmów...
dalambert - 28 sierpnia 2008, 23:18

Gustaw G.Garuga, nie lubię procesów, jeszcze sie na papugi czy inne najmimordy niedorobilem :wink:
Homer - 29 sierpnia 2008, 09:16

dalambert napisał/a:
" A no podnoszę rękę i zdejmuję kapelusz' powiedział pirotechnik i tak zrobił.
Saper czuwający przy zapalarce od 6 rano precyzyjnie polecenie wykonał/, z HUKIEM.


No, no - "nic śmiesznego" :)

Titus Pullo - 29 sierpnia 2008, 09:30

[quote="dalambert"]Gustaw G.Garuga, nie lubię procesów, jeszcze sie na papugi czy inne najmimordy niedorobilem :wink: [/quote

Z urzędu możesz dostać :mrgreen:

dzejes - 29 sierpnia 2008, 13:18

Takie traktowanie zwierząt to nie nasza specjalność.

Pokarm bogów - z 1976 r. - szczury obrywają z dubeltówki.

Martva - 29 sierpnia 2008, 13:32

Nikt nie mówi, ze nasza.
NURS - 29 sierpnia 2008, 16:30

dalambert napisał/a:
Godzilla, Martva, to Wam Dziewczyny jeszcze wspomnę gdzieś w 1988 roku chodziła po kuluarach filmowych wieść o wyjątkowo wrednej sprawie, otóż w pewnej koprodukcji, czyli usłudze dla zagranicy / z KDLów/ pani reżyser zażyczyła sobie by na ekranie spłonęło stadko owiec.
No to wysmarowano zwierzaki napalmem i "dla dobra sztuki"....
oczywiście dzieło owej damy walczyło z okropnym faszyzmem i nietolerancją, ale w/g mnie pies takie metody twórcze je.... :evil:
ale jak slyszałem tego już było za wiele i w następstwie owa wybitna dama nie mogła się w Polsce przez ładne parę lat pokazać, bo proces o znęcanie jej groził, ale po parunastu latach "dla dobra sztuki" ....


Marta Mesaros, czy jak jej tam, tfu byóo.

Adashi - 29 sierpnia 2008, 16:36

Ta od Nowickiego, jestem w lekkiej konsternacji :shock:
BTW Jej Córy szczęścia były całkiem znośne.

dalambert - 29 sierpnia 2008, 18:19

Adashi, taz wspominałem co dama zawsze o tolerancyje i postęp wszelaki walczy , a i postępowa i twórcza nieslychanie jest :evil:
dalambert - 30 sierpnia 2008, 15:24

A skorośmy sobie podagali o wrednych przypadkach jakie zwierzatka spotykały, to wspomnę sobie o zdarzeniu w ktrórym bralem udział.
Na szczęcie nikt tam niczego pod kamera nie ubijał, za to martwa zwierzyna solidnie się wszystkim dala we znaki.
Była to jak na owe czasy /1977/ mocno eksperymentalna realizacja "Kronika Polska " w/g Galla Anonima Grzegorza Królikiewicza.Od Piasta Kolodzieja po Bola Krzywoustego tam się działo i między innymi realizowalismy również bitwę na Psim Polu , eksperymentalnie wprawdzie, bo opowieść Galla o przewagach Krzywoustego zilustrowana była widokiem pajęczyny na której motyla pajączek zamotywał, ale potem pole bitwy to już było na żywo, a włściwie na martwo.
Bowiem kolo Tumu pod Łęczycą na malowniczej łące rowami pocietej zwieźliśmy kilkanaście końkich trupów / z jakiejś rzeźni, czy rakarni/ a wśród nich rozłożyli się Panowie Kaskaderzy udekorowani świerzym mięsem za rany i ciecia robiacym, zaś w złomki uzbrojenia wszelakiego i ogólny balagan pobojowiska zostały wpuszczone wygłodzone pieski, które owe truchła zgodnie z legenda szarpać i konsumować miały.
Szczególne zadanie mial jeden który mial przymocowaną do grzbietu kamerę, a ta włączona poprzez pysk ziwrzaka filmowala jak się glodny "Azor" do pobitych cesarkich dobiera.
Zdjęcia mimo okropnego smrodu i upału szly wspaniale, my ekipa padalismy ze zmęczenia i warunków, gdy w środek planu wjechał nagle czarny "mercedes" a zeń wysiadl w eleganckim bielusienkim garniturze, czarnej koszuli, kremowym krawacie, czarnych okularach i kapeluszu panama, przystojny wysoki blondynek /asystent w kier. prod filmu/ któren uznal, że ma niecierpiącą sprawę do pana Reżysera- bodajże informację, ze obiad dla ekipy będzie później, a wód chlodzacych załatwić się nie dało..
Boze jak ten facet po chwili uciekal z tego pola, nawet do samochodu wskoczyć nie zdołal jeno na piechotę wyp.....
A zdjecia udały się nad podziw i / czasm to dzieło TV pusza/ można je zobaczyć.

Tomcich - 1 września 2008, 15:35

Z tego co kiedyś słyszałem, o tym koniu z "Popiołów" to już głośno było zaraz po premierze filmu. Cóż, Wajda wielkim reżyserem jest. :roll:
dalambert - 22 września 2008, 22:27

Tomcich, a no nawet wtedy ktoś tam ponarzekał, ale koninie to nie pomogło, ja zaś wspominam moje najbardziej "zwierzątkowe" przeżycie filmowe - był to film "Fort XIII" Grzegorza Królikiewicza, rzecz była na faktach.
Austriacy poddając ruskim twierdzę Przemyśl w 1915 roku i wysadzając poszczególne jej forty /między innymi Fort XIII- San Rideau/, zapomnieli o trzymanych tam dwu jeńcach rosyjskich złapanych na przedpolu twierdzy w trakcie oficerskiego patrolu. Ci przeżyli wybuch, ale z ruiny wydostać się nie mogli, a że taki fort to było dzieło obronne na 800 chłopa, ze stosownymi zapasami, to mieli co zjeść i wypić.
Jeden przeżył 3 lata/ skończył ze sobą jak się rum skończył/ drugi pisał pamiętnik, myślał o wszechświecie i ontologii tudzież ze szczurami się zaprzyjaźnił . jego to nasi wyciągnęli, gdy twierdzę odgruzowywali w 1922- zmarł zabity światłem i dźwiękiem bo dobre 4 lata przeżył w ciszy i ciemności.
Myśmy wnętrze fortu odrobili w WFD w Łodzi na Kilińskiego i przez trzy miesiące zdjęcia się kręciło /rzecz rzadka chronologicznie- bo zmian dekoracji nie dawało się odwrócić/ w towarzystwie dwu setek uroczych szczurów którymi się Pani Czerwińska z małżonkiem opiekowała, cała ekipa chodziła na zdjęciach w strojach roboczych - czyli sowieckich mundurach z magazynu wziętych/ kurzyło się nieustannie w różnych kolorach dekoracje postarzając i własne ciuchy szlak by po góra dwu dniach trafił/.
Szczury zaś tak się wycfaniły, ze jedzonko wypraszały u całej ekipy, a grały jak hoollywódzkie gwiazdy.
Powstał jeden z najciekawszych filmów Królikiewicza - niestety dziś nie do zobaczenia - bo by go zobaczyć trzeba na dużym ekranie, żadne TV czy dvd nie da rady- tam zdjęcia kręcono w scenach wnętrz wyłącznie przy świetle świec i subtelne cienie, blaski i ciemności są do odczytania wyłącznie na dużym ekranie.
A szczurki to niektórym paniom z ekipy to podobno śnią się do dziś. :wink:

Martva - 22 września 2008, 22:46

dalambert napisał/a:
durzym ekranie, rzadne


Aua!

dalambert - 22 września 2008, 23:05

Martva, już poprawiam jak to czasem z mózgiem bywa gdy alcajmerek sie odzywa :x
dalambert - 1 października 2008, 23:08

Hej, to ja - PUCEK - pod skrzydełkiem Dalamberta też sobie powspominam:
Cóś ze cztery lata temu miałam zaszczyt widzieć na Nowym Świecie artystę Seagala we własnej osobie. Za kucyk nie szło pociągnąć, bo go otaczało czterech! facetów w czerni - za cholerę nie wyglądali na filmowców... Niedawno TV puściła film kręcony przez w/w w Polsce, więc poczułam się w obowiązku. O treści szkoda gadać, za to dwa pałace w Łazienkach robiły za trzy rezydencje + widoczki Warszawy z samochodu. Poza tym wybuchnięto w hameryckim stylu dwie chałupy, jakiś dworzec i twierdzę w Kazuniu/"Pan Tadeusz" - zamek/.Ciekawa byłam, czy i Pałac na wodzie też podpalą, ale doczekałam bardziej osobistych wrażeń. Otóż BOHATER dwakroć forsował płot Łazienek, co by się na teren wrażej rezydencji dostać. Dokładnie z mostku na Agrykoli - mały zwis, bujnięcie pod prętami i już.
Za drugim razem BOHATER też przeszedł, za to bandzior za nim ... cóż, widać było dwie spadające poza kadr rączki. Chlupnięcia nie było, zresztą w następnym ujęciu bandzior był suchy./ Nie stać ich było na dubla, czy co ?/
A teraz w czym był dowcip: Kiedyś Liceum Plastyczne, znaczy moja szkoła - było w Łazienkach. Przejściem przy mostku łaziło pół szkoły, sportowo. Ja też. I za mojej pamięci NIKT się nie sp.. spadł znaczy. Z wrażenia zadzwoniłam do kumy - rzekła, że nawet najgorszym fajtłapom się udawało. Jakże miło...
Poza tym BOHATER notorycznie wrzucał do stawu ochronę rezydencji. Liczną.Ciekawe, co na to karpie? Tak z nienacka butem po płetwach dostać?
:mrgreen:

Kruk Siwy - 6 października 2008, 10:03

He, he. Jak sobie wyobrażę Ciebie Pucek skaczącą przez płoty... A film z moim ulubionym kucykiem miał jakiś tytuł?
dalambert - 6 października 2008, 18:33

Kruk Siwy, "Cudzoziemiec", 2003r., USA/Polska. Azaliż Pan mnie sobie wyobraził ówczesną? 40 lat / i kilo.../ temu ? Hi,hi. ;P:
to oczywiscie znowu Pucek u mnie na gościnnym wystepku :mrgreen:

dalambert - 6 października 2008, 21:00

To dalej Ja czyli Pucek :
To właśnie z okien naszej klasy - róg Podchorążówki najbliższy Pałacyku Myślewickiego - pierwszy raz patrzyłam na kręcenie filmu. Przed pałacyk zajeżdżały powozy, konie rżały/matma była nudna/, przemykał wielki Balzac/ polski też/. Hrabianka Tyszkiewiczówna raczyła grać hrabinę Tańską, jego wielką miłość. A nam /ku wielkiej uciesze/ ekipa kazała gasić światło w klasie, bo im się jarzeniówki w tło wcinają/ polska prawdziwa zima/.
Budynek ma też cudne strychy - dokładnie takie, jak w szkole Feliksa i ferajny. Nie będę Kosikowi chleba odbierać opisem; tyle, że tutaj wścibskich uczniaków straszyły stare rzeźby. Konstrukcja dachu prastara, a kurz na pewno przedwojenny. Muzeum Paderewskiego raczej tam telewizji nie wpuści, a szkoda, bo byłaby to super scenografia. O ile wezmą się za kręcenie FNiN, co oby nastąpiło. Amen.

Witchma - 6 października 2008, 21:01

dalambert napisał/a:
O ile wezmą się za kręcenie FNiN, co oby nastąpiło. Amen.


Za to nawet ja się pomodlę :)

dalambert - 7 października 2008, 18:37

No, no Pucek mi się tu nasładza strychem swej szkółki byłej jako ewentualną scenografią, to i ja Wam coś opowiem.
Robiłem wieki temu bardzo ciekawy film/widowisko "O coś więcej niż przetrwanie". Rzecz była o gen. Grocie-Roweckim i Polskim Państwie Podziemnym, a że było to w 1977 roku to oj działo się dużo, choćby to, że okres zdjęciowy dwu częściowego dzieła /łącznie około 180 minut projekcji/ trwał 30 dni, a my szaleliśmy po Warszawie i okolicach szukając tzw. wnętrz naturalnych. Parę istotnych scen działo się w gabinecie i sali konferencyjnej niejakiego H.Himmlera i gdzie tu w pięknej stolicy Polski znaleźć cos podchodzącego .
A no nie jest to takie trudne, wszak mamy w Warszawie wielkie dzieło architektury innego totalitaryzmu, ale tyż socjalistycznego i mienie godnego partnera Adolfa H. w wywołaniu II św.
I tak gabinet ReischFurrera SS wspaniale się udał umieszczony na zapleczu Sali Kongresowej w PKiN im. Józefa Stalina / sala im. Walentyny T./, jedynym dodatkim scenograficznym była duża plastikowa Gapa ze swastyką pięknie złocona i na plastelinę, skocz i slowo honoru przyklejona do wspaniałych stiuków nad lustrzanym stołem konferencyjnym.
Zaś sale narad adm. Canarisa umieściłem równie dobrze, bo w sali obrad ZBOWiD / takie ówczesne związkowe kombatanty/ czyli moi drodzy UWAGA w tym samym gmachu gdzie my dziś piwko pijem i Paradox się mieści / jeno na pierwszym piętrze nad salą balową w której w tym roku Zajdle wręczali.
A przysięga twórców Związku Walki Zbrojnej która odbyła się przed kapitulacją Warszawy na ręce gen. Karaszewicza -Tokarzewskiego kręcona była tam gdzie naprawdę się obyła: czyli w głównym skarbcu siedziby PKO na rogu Świetokrzyskiej i Jasnej w śród zachowanych sejfów depozytowych / obecnie Poczta Główna/
I to by było na tyle / narazie/ :)

NURS - 30 października 2008, 09:46

patrzaj, dalambert, co kumple kaczora robią z filmowcami
:twisted: http://wiadomosci.gazeta....i_mieczem_.html

dalambert - 30 października 2008, 18:14

NURS, a jestes pewien, że to nie koledzy pana Janukowycza, Putina, czy Kwaśniewskiego - oj szeregowcowi Krupie wszystko sie z d... wiązalo , a Tobie...
stan chorobowy, ale wybaczalny, jak każda umyslu ułomność :twisted:

NURS - 30 października 2008, 19:02

Wiedziałem, że naskoczysz na kaczki, a ja to specjalnie tak zdywersyfikowałem. ale problem przyznasz, niekiepski.
dalambert - 30 października 2008, 19:42

NURS, problem tradycyjny w kręgu kultury post sowieckiej - toż ZSRR nigdy nie podpisał jakiejkolwiek konwencji o ochronie praw autorskich, a i w Polsce za komuny coś takiego jak tantiemy od kasowego filmu nie istniało / była wypłata-premia nazywająca sie tantiemy : jeżeli film w ciągu roku od premiery trafił milion widzów to ją jednorazowo wyplacali - reżyserowi, scenarzyście,operatorowi i scenografowi/
To obecnie jest taka rozpusta że każdemu wymienionemu w liście plac "aktorowi" co emisja w TV to bulą - nawet ja co "Przylbice i Kaptury" puszcza to za IX odcinęk i rolę "Krzyżackiego szpiega-mordercy" biorę coś 12 zl.
A widać Ukraińce jeszcze na Sowieckim rabunku funkcjonują - zresztą wydając książkę w tamtych stronach to jak zaliczki z góry nie weźmiesz to "łutsze dienieg nie pałuczysz" a Hoffman naiwniak zrobił "OiM" takie jak zrobił .co by chachłów nie urazić i dopieścić w niższości kompleksa, a Ci go w podzięce w portfel trafili :mrgreen:

NURS - 30 października 2008, 21:18

trza dokrętkę zrobić i w przez łeb pohańca, bukłaczkiem! :-)
Kurczaki, wiedzialem, ze cię skądś znałem... ty krzyżacki szpiegu i morderco!
Mój, jak to było. Byłeś taki straszny, jak Nowak w Gniewku?

ilcattivo13 - 30 października 2008, 21:23

muszę przypomnieć sobie ten odcinek :D .

I może by tak dalambertowi zmienić status na "krzyżackiego szpiega i mordercę" :mrgreen:

Kruk Siwy - 30 października 2008, 21:27

Jeszcze się w dumę wbije...
NURS - 30 października 2008, 21:53

można dodać; tfu... :twisted:

jak na janosiku

gorat - 31 października 2008, 14:13

Obecnie dalambert jest Beastmaster, czy to nie na jedno wychodzi?
dalambert - 8 listopada 2008, 19:19

Tak, za "krzyżckiego szpiega i morgercę" robiłem w "Przyłbicach i Kapturach" /zwanych zresztą w czasie kręcenia przez kochane koleżeństwo z innych ekip zdjęciowych "Czapki i Berety" albo "Rózowe Czuby"/,
a nawet wrednym ciosem w plecy zamordowałem tam artystę dramatycznego p. Szenajcha.
Ale wredne informacje dzielnym postrzegaczom Jagiełły podpowiadalem w świeżo zdobytej Bydgoszczy. Robiły za nią dwa zamki - z wierzchu mazurski Reszel - jak raz do zamku kanalizcję doprowadzana i cała górka zamkowa pięknie rozkopana była. To i wystarczyło ułomki broni porozkładać, parę trupo-statystów położyć i już pobojowisko oblężeniowe mieliśmy jak cholera .nawet z gotowymu robotami oblężniczymi.
Natomiast dzidziniec zamkowy to już był Falkenstein w ówczesnym NRDówku i tam to wybieralem z pośród niemieckich statystów odpowiednich, a wielkich chłopów, zaś na zapytanie kogo zagrają ?
Odrzeklem krótko ; KREUTZRITTER, co wywołało radosne usmiechy i poszedl po grupie pogłos : ja, ja kreutzritter..
Miło mi bylo potem ułożyć to towarzystwo na brukowanym dziedzińcu Falkenstein'u w charakterze trupów pobitych krzyżaków , półgołych i obdzieranych z resztek cennych zbroi przez ciurów zwyciezkich polskich rycerzy.
No cóż byli "kreutzritter" byli, a że po mancie , to cóż tak scenariusz przewidywał, no może w trakcie kręcenia było o trzy , cztery duble czy proby za dużo, no ale to niewątpliwie była staranność pracy pana Operatora i dbałość o artystyczną jakość dzieła. :wink:

ilcattivo13 - 17 listopada 2008, 15:14

Tyś radził Włodkowi, żeby jechał na Inowrocław i Łęczycę?
dalambert - 17 listopada 2008, 20:24

Jam ci to był, a wspominając moje dokonania "aktorskie" to w bardzo ciekawej trylogii Grzegorza Królikiewicza - "Idea i miecz' robiłem za wrednego spowiednika.
Cóż, byla to bardzo interesująca rzecz w trzech cześciach :
1/ Jak to sie stało, że Jadwiga Andegawenka KRÓLEM Polski koronowana była.
2/ Jak to sie stało, ze Król Polski pojęla za męża litewskiego kniazia Jogajłę
3/ jak to mieczowych efektów owej Unii / Grunwald/ trzeba bylo w sferze idei i polityki bronić / Paweł Włodkowic, Laskarys, Mikolaj Trąba i sobór w Konstancji/
Rzecz nakrecona w 1978 roku i niemilosiernie pochlastana przez owczesnego vprezesa TVP Janusza Rolickiego / obecnie bezpartyjny autorytet niezależny/. Ale mialo być o moim występie otoż:
w cześci 2 gdy walka szła o to co by Wihelma Habsburga /Andrzej Żółkiewski/ do Jadwiżki nie dopuścić i Jogajłę / Emil Karewicz - oczywiscie/ jej na męża konferować. Jednym z elementów oddziaływania na ową Monarchinię / grała autentyczna 14-latka Ilonka Kardaszewicz/, bylo podstawienie jej nowego, oczywiście projogajlowego spowiednika / ja/
Scenka miala być następująca: na jakimś mostku, czy inszej hurdycji zamkowej / za Wawel robil Malbork/ do Jadwigi zasmuconej podchodzi jakieś mniszysko i oznajmia iż jest jej spowiednikiem NOWYM, na takie diktum królewna szału dostaje, krzykiem donośnym wybucha i rzeczonego tlukąc przepędza.
Mostek byl na Wysokim Zamku do folusza prowadzący, panna idzie ja podbiegam ,zamaszysćie kwestię głoszę, a Ta - idź sobie ty brzydki , ot ledwo ledwo popiskuje.
Coż miałem robić przy trzecim dublu uszczypnąlem lalunie w kształtną pupcie i to z zakrętasem.
Ta jak nie piśnie! Jak mnie w obleśny pysk / robiłem co mogłem/ nie łupnie! Ja w nogi Panienka za mną z pretensjami , a REŻYSER w zachwyt i dubli więcej nie było :mrgreen:

Kruk Siwy - 18 listopada 2008, 12:01

Obleśny pysk... hihihi. I tak mu już zostało. Ale historyjka zacna. Czternastolatek peddyfilemonie Ci się zachciało? Uważcie jak żałuje że dup... to jest dubli nie było!
ilcattivo13 - 18 listopada 2008, 12:29

i tak miałeś dalambercie szczęście, że zamiast ręki nie użyła kolanka. Wtedy to dopiero by była przerwa w zdjęciach :wink:
Kruk Siwy - 18 listopada 2008, 12:35

I dużo dubli!
ilcattivo13 - 18 listopada 2008, 13:00

prawdziwie "przez ból do perfekcji" :wink:
dalambert - 18 listopada 2008, 13:24

Kruk Siwy, ilcattivo13, Strój mialem dość bezpieczny, bo i habit jakowys i skaplerz itd, tak, że poza pyskiem to walnąć mnie ciężko bylo, a panienka mila byla i rolę swą traktowala z ogromną powagą, ale skupienie wychodziło jej lepiej niż scenki "aktywne'. Krzyki protesty i opory itp.
kiedyś na międzymurzu kręciliśmy scenkę jej dystusji z głównym architektem porozumienia z Litwą niejakim Dymitrem z Goraja / Seweryn Bialoszczyński, ten ci com go ostatnio w quizie wspomniał z okazji Racławic Lejtesa/ .
Panna grała w ogromnym skupieniu, Białaszczyński jak zwykle doskonale, ale robiliśmy rzecz trudną, czyli tak zwane "setki" / dźwięk nagrany w trakcie ujęcia jest od razu dźwiękiem ekranowym/ więc cisza być musiała stosowna.
Jedna próba, druga, ujęcie na ostro - hmm średnio to idzie, więc DUBELEK.
Tym razem Panienka znakomita, Bialoszczyński wspaniały, gdy z dala dobiega narastający szum startującego z pobliskiego sowieckiego lotniska odrzutowca / było takie pod Malborkiem/ i
PAN DŹWIĘKOWIEC oznajmia donośnym glosem :"STOP". brr konsternacja Reżyser purpurowieje ,po czym bluzga potężną tyradą : " Ty..Twoja... Taka ... , wuju zlamany ..OD MÓWIENIA STOP to JA tu jestem i do ciężkiej cholery zapamiętajcie sobie, że w XIV wieku BYŁY ODRZUTOWCE TYLKO MY NIE MAMY NA TO PRZEKAZÓW ŹRÓDŁOWYCH" :twisted:

Rafał - 18 listopada 2008, 13:33

:lol: :bravo *)




*) - to w ramach upowszechniania dnia bez emotikona :wink:

Agi - 18 listopada 2008, 13:36

dalambert, rozkręcasz się! Brawo! Prosimy o jeszcze.
ilcattivo13 - 18 listopada 2008, 15:39

:bravo mało mnie tym nie zabiłeś dalambercie :D
dalambert - 18 listopada 2008, 18:53

Agi, cóż tenże sam Reżyser popełnil m/n "Fausta" wielkie dzielo TV z szeroką obsada ST.Faust - Emil Karewicz, Mł.Faust - Olgierd Łukasiewicz, Mefisto - Franio Trzeciak.
Spektakl byl niesłychanie nowatorski.
I tak sławetna orgia, czy inna noc walpurgii i wszelkiego łajdactwa inscenizowana była w studio TV, a jej głównym elementem był basen / 3 na 3 m. płytki/ wypełniony kisielem różowiutkim w którym namiętnie miało się taplać kilkanaście gołych par / serdecznie oczywiscie ze sobą zaprzyjaźnionych/ .
No jakoś scena szła kamety TV ze statywów i z ręki nagrywały, ale orgii ciągle ognia i namiętności brakowało, więc p. Reżyser bezlitosnie kazał nagrany materiał kasować i apiać orgiować, nie wiadomo ile by to trwało / Reżyser znany był z licznych powtórzeń/ gdyby nie Kazio K. II reż. któren w taplający się w kisielu heteroseksualny tłumek wpuścil dwu namiętych, jak to sie dziś mówi kochających alternatywnie,, hu, ha,, oj... zagotowalo się w kisielu, aż para poszła i scena podobno znakomita była - niestety w dziele antenowym ostały się jeno drobne, acz znaczące fragmenty - :wink:

Agi - 18 listopada 2008, 19:21

Pan Kazio słynie z niekonwencjonalnych poglądów, a jak widać i pomysłów!
Pyszne!

dalambert - 18 listopada 2008, 21:55

Coż krecenie filmu wyczerpujace w różnych aspektach jest i to mi przypomina wydarzenie które miało miejsce przy kreceniu serialu "Lalka" / zresztą dobra opowieść/, serial był duży, wieloodcinkowy, odcinki solidne, to i zdjęcia łacznie trwały coś dwa lata. Jak już ekipie przeszedl dobry rok wspólnej pracy , wysiłku twórczego napiecia, stosunków i ukladow wszelakich i mieszanych, pięknym latem upalnem kręcona byłla scena wyścigów na Polu Mokotowskim / tam gdzie Wokulski wygrywa i znowu piekną Belcie kasą usiłuje zdobyć, aż w koncu barona Krzeszowskiego na ustawkę wyzywa/
Zdjecia zaaranżowano gdzieś pod Kampinoską Puszcza, a baza ekipy / garderoby, produkcja była na ul. Mokotowskiej w wielkiej kamienicy kolo pl. Zbawiciela . Tam też o 6 rano stawić sie miało w któryś poniedzialek parę setek statystów i z tegoż miejsca wynajęte z komunikacji miejskiej autobusy mialy to towarzystwo po stosownym przebraniu na plan zdjęciowy wozić.
Jest TEN PONIEDZIAŁEK i okolo 7 alarmowe telefony sciagaja na Mokotowską Kier. Prod. filmu a tu sodoma i gomoria :
Satysty nie ubrane kłębią się po podwórku-studni / Kostiumerka zniknęła z kluczami od garderób/
autobusów nie ma / a MZA na telefoniczne zapytania o zamowiony transport odpowiada ,że nikt niczego nie zamawiał/
Statystami nikt nie dowodzi / as rez. zniknął/
Zaś kasa zamknięta na głucho i nikt wydać "kartek za statystowanie " druk ścislego zarachowania nie może bo Pani Administrator filmu zniknęła.
Kier. Prod. najwyższym wysiłkiem wlasnym opanowuje katastrofe ;
Drzwi garderoby zostają wyważone w asyście milicji,
Asystetki z trudem opanowują rozsierdzonych statystów i jakos tam kostiumują.
a na plan do kampinosu wozi ich wachadlowo kilkanaście ad'hoc wynajętych taksowek i sam Kier.Prod. wozem własnym.
Ale gdzie Pani Kostiumograf filmu, gdzie Pan AS. Reżysera, gdzie Pani Administrator, gdzie AS.Kier. Prod NIE WIADOMO - milicję wzywać / w domach ich nie ma/ czekać, cóż robić ???
Sprawe wyjaśnia telegram dostarczony do Kierownictwa Produkcji Filmu wieczorem tegoz dnia : "KOCHANI JESTESMY W KRYNICY MORSKIEJ STOP TU JEST CUDOWNIE STOP PRZYJEDŹCIE DO NAS'" :lol:

Agi - 18 listopada 2008, 22:08

Kasę na statystów przeznaczoną też zabrali?
Zdradź jeszcze dalambercie, w jaki sposób wybiliście ząb Czesławowi Wołejko, czyli hrabiemu Krzeszowskiemu?

dalambert - 19 listopada 2008, 08:13

Agi, kasy nie zbrali, bo to nie był przekręt jeno odpał, zaś mimo ogromnej burzy w sumie rozeszło sie po kościach - wyleciał jedynie ten któren na ową wycieczkę uwiózł panią będacą przyjaciółką samego Kier.Prod. filmu. :oops:
Co to owych "kartek za statystowanie" rzecz polegała na tym iż owe kwity rozdawano statystom po dniu zdjęciowym i następnego mogli w kasie odebrać należność, a tu musiano specjalne potwierdzenia udzialu wystawiać na "kartki" wymieniac itd.
Co do Barona to nie wiem, ale sądze , że umiejętne machnięcie kamerą, aktor buzię ma z góry ucharakteryzowaną, a co trzeba w garści trzyma i w obiektyw pcha, a widz łyka :wink:

Kruk Siwy - 19 listopada 2008, 11:16

No, no. Dalambert znaczy robił nawet przy tych filmach które znam. I lubię. Czy Belcia na planie była równie sina i niewydarzona jak w zapisie filmowym? Bo to dla mnie jedyna wada tego serialu.

A ten kisiel... mniam! Hihihi

dalambert - 19 listopada 2008, 11:40

Kruk Siwy, przy "Lalce" nie robiłem / robił mój kumpel ze studiów/ i to on był uczestnikiem owej sławetnej ekskursji , ale ,że swego czasu rzecz była glośna i szerokim echem się odbiła w tzw. "środowisku" tom ją przypomniał jako przykład do jakich to hopsztosów doprowadzała długo okresowa praca ekipy przy jednym dziel sztuki, coż dziś to już jeno legenda bo producenci na kasę patrzą i za taki numerek to by sie z zawodu na psyk wylecialo jak nic.
A długo terminowe i wieltysięczno odcinckowe barachla to inna bajka i o tym nie ma co gadac. Na razie grzebię we wspomnieniach, jak mi co skleroza odpuści to dam głos :P

Kruk Siwy - 19 listopada 2008, 11:47

Dawaj. Bo i uczą i bawią te wspomnienia. Spisałbyś jakieś memuary leniuchu!
ilcattivo13 - 20 listopada 2008, 15:00

popieram, zbiłbyś na takich pamiętnikach majątek :D
dareko - 21 listopada 2008, 14:22

dalambert, :bravo
jeszcze!

dalambert - 21 listopada 2008, 14:52

To będzie o sztandarach:
Przy "Przyłbicach i Kapturach" gdziem militariow pilnował Pucek via Sp.Plastyków dostał zamówienie na wykonanie choragwi -
-Królewskiej
-Wielkiego Księstwa
-Odziału Zakliki co to onalezioną Unę z Czarnym do świeżo wyzwolonej Bydgoszczy odwozi.
Namęczyła się setnie /Pucek nie Una/, bo na Wielkiej Choragwi Królewskiej wspaniałego orła wyszyła sadzonego klejnotani / perły sztuczne z Jablonexu/ i niewiele się taż chorągiew nagrała - ot dwie czy trzy scenki, aleć potem Poltel ją przy mej kosultacji przechwycił i w "Królewskich Snach" to miała parę niezłych wejść, głównie za tronem Jagiełły /dla odmiany Holoubek/.
Co do"Chorągwi Zakliki" to jako człek skromny i bezpretensjonalny zaordynowałem jako herb na niej widniejący mój wlasny klejnot i niezłą miałem satysfakcję widząc ów "Nałęcz z Rębami" w polu powiewający nad rycerstwem zacnym,
Zaś co do Litewskiej Pogoni to był pewien kłopot jak w materiałe, bez malatury oddać zbroicę owego dzielnego rycerza Pogonią będącego. Po pewnych poszukiwaniach okazało sie , że najlepiej koloryt stali bojowej oddają moje stare dżinsy / jeans/ już zbyt podarte by je nosić, za to odpowiednio powycierane i odpowiednio przykrojone za rycerza pięknie robiące = tyż radość miałem sporą gdy forpoczta wojsk litewskich wyłaniała się z puszczy dumnie wznosząc moje portki stare :wink:
poprawiono literówki

gorat - 21 listopada 2008, 15:01

Zaczęło mnie boleć ze śmiechu, a to częste nie jest ;) Brawo!
dalambert - 22 listopada 2008, 14:20

Dla odmiany Pucek:
Pierwszą moją robotą dla filmu był orzeł perłami haftowany na suknię Jadwigi - króla polskiego, na okoliczność ślubu z Jagiełłą. Królikiewicz zachwycony biust królewski kamerami ogrywał, orzeł błyskał i wzbudzał że ho, ho...
No i jak jeno po skończonych zdjęciach kostium ów zdany został do magazynów TVP, to haft orli natychmiast, dla bezpieczeństwa został od sukni odpruty i tak solidnie zabezpieczony, że i wid i słuch wszelki po nim zaginął :twisted:
Dla orientacji - haft był duży, na szerokość przodu sukni, wypukły, perełki oczywiście Jablonex.Zrobiony na płótnie, kontur podszyty pod spód - tak, że do sukni wystarczyło go delikatnie przyfastrygować.

ilcattivo13 - 23 listopada 2008, 17:54

chyba jeszcze raz w tym miesiącu będę "PiK" oglądał :D
dalambert - 23 listopada 2008, 21:51

Jak raz na TVPolonia leci serial "Pierścień i róża" /soboty z rana/ Jerzego Gruzy - tyż robiłem i ciepło wspominam kręcenie bitwy.
Było to w Kielcach gdzie na Kadzielni kręciliśmy katowanie królewny Różyczki /młoda i piękna Kasia Figura/, a w pobliskim kamieniołomie / park przyrody/ właśnie BITWĘ z wojskami Padelli / Rewińki/ Lulejki / Każuro/ z Brodaczem Pancernym /Bilewski/ i kpt. Zerwilebski / Benoit/ .
Cały ten kamieniołom aranżowaliśmy na bitwy pole - armaty po "Potopie" z Gołub-Dobrzynia, koszokopy, wozy taborowe jakieś namioty i wszystko miało być gotowe na 7 rano, co by zdjęcia w jeden dzień skończyć. Skończyliśmy pięknie z wieczora a Milicja Obywatelska miała przez noc pilnować co by nikt nie ruszał i....
Z rana oczywiście alarm i draka - młódź miejscowa gliny wykołowała, a dekoracje w trakcie libacji zdemolowala.
Efekt: to co dnia poprzedniego stawialismy i cyzelowaliśmy przez 10 godzin, to następnego odpastowalismy w godzinkę intensywnej i wrednie szybkiej roboty/ fakt wszystko już bylo wymyślone i jeno trzeba było stan pierwotny przywrocić, ale i tak brrrr../
A potem przez dzień cały małymi scenkami batalię kręcono, ot takie pyk, pyk od scenki do scenki w rytm piosenki :
"Naprzod żołnierze
Niech żyje Król
Nie są nam straszne
Rany i ból...."
I co ? wyszła z tego jedna z najpiękniejszych scen musicalowo-batalistycznych, sprawna, zręczna i bardzo zacna - kto nie wierzy to polecam sobotnie projekcje :)

Agi - 26 listopada 2008, 11:35


dalambert we własnej osobie!

dalambert - 26 listopada 2008, 12:04

Agi, dzięki serdeczne nie wiedziałem jak to upchnąć, a właśnie w zeszłą środę odkryliśmy z Krukiem w mych przepastnych szufladach sporo fotek z czasów mojej filmotwórczej działalności.
A na porteciku to może nie tyle we własnej osobie jestem, ale w roli o której tu już wspominałem czyli "wrednego krzyżackiego szpiona i mordercy" prawda jak niewinnie wyglądam?
A ta ruda szopa na moim brodarym łbie to oczywiście peruka przez pudernice / popularne określenie Pań Charateryzatorek/ naszego filmu mi zaaplikowana.
Damy te zresztą peruki i brody pakowały gdzie tylko mogły mimo mych nieśmialych protestów ze:
- skoro braci Zakonu Krzyzackiego w XIV wieku nazywano popularnie w Polsce "Bibry" albo "brodacze" to jednak musieli się ludzie powszechnie w kraju golićskoro posiadanie zarostu było wyróżnikiem.
Cóż peruki i brody były prywatną robotą na zlecenie KPF wykonywaną przez pudernice i sprzedawaną do filmu, a potem po ograniu to potrzebna była tylko " Bitwa na bagnach z ogniem i zimą" by do następnego te kudełki jeszcze raz opychać.
Przy"Przylbicach" najlepiej wypadła Rada Królewska Jagiełły / kręcona w wspaniałych wnętrzach Wrocławskiego Ratusza/ gdy kilkunastu wrocławskich starszych aktorów dobranych do tego epizodu pod kątem szlachetnych twarzy rysów zostało "opatulonych" w długowłose peruki, brody wielkie i wąsiska. Tak , że bardziej wyglądali jak dostojny Sanchedryn króla Heroda niż Panowie Polscy na jagiellońskim dworze :twisted:

Kruk Siwy - 26 listopada 2008, 12:27

Tak samo musiało być przy produkcji flmu Gettysburg. Kupa znanych aktorów grała a ja nie rozpoznałem ani jednego. Brodate, wąsate tylko im oczy widać było. Sam nosiłem brodę wiele lat ale to już przesada.
Precz z pudernicami!

dalambert - 26 listopada 2008, 12:40

Kruk Siwy, Precz z Pudernicami :!:
ale przy Gettysburgu to znane aktory grały konkretne postacie historyczne, po których fotografie pysków pozostały / Wojna Secesyja to pierwsza szeroko obfotografowana wojna, pierwsza w ogóle to Krymska/ więc ichnie pudernice robily w/g solidnego wzoru, a że wtedy zarost był w modzie no to...
w przeciwieństwie do II pol. XIV wieku czy i poł. XV w. - patrz "portrecik" Władysława Jagiełły na jego nagrobku w Wawelskiej Katedrze.

dalambert - 10 grudnia 2008, 18:58

Zmarl wczoraj Władysław Ślesicki reżyser i człek zacny. Znakomity dokumentalista przyrody i twórca wspaniałego "W pustyni i w puszczy" czy serialu "Lato leśnych ludzi" - postawilem mu tablicę na Forum i świeczki zapalilem.
Tu jednak wspomina mi się opowieść związana z realizacją zdjęć w Egipcie do "W pustyni i w puszczy" .Krążyła ona po bufetach i kuluarach Hoolyłódź i mimo wielokrotnego zaprzeczania pozostała w pamięci starych filmowych repów.
Wyjazd do Egiptu film robić to było COŚ i to przy ograniczeniavh dewizowych wręcz super COŚ. tak , ze ekipa była równie ograniczona co dobrana . Oczywiście reżyser, operator, kostiumerka, AKTORY, producent, jakiś tlumacz i odrobina pomagierstwa techniczno niezbednego, typu scenograf z rekwizytami / a na co nam rekwizytor/ charakteryzatorka bez asystentek , szef oświetlaczy z reflektorami / sam operator okazuję się - potrafi reflektorki ustawiać/ jakiś as. producenta bo ten się sam o wszystko wykłócał nie będzie, pan Józio pomagier rączka złota i dwie prześliczne panienki z dalszych szeregów ekipy za to urodne i wielce wszystkim a producentowi szczególnie przyjazne.
wyjazd przebiegł by bez specjalnych zgrzytów , ze zwyczajnymi plotami i skaldalikami , gdyby nie to że po jakichś dwu tygodniach jedna z Panienek zniknęła / widziano ją wprawdzie z jakimś złotoupirścienionym arabusem, a nawet ktoś ją podobno w jakimś mercu z nim zobaczył , ale nikt nic nie wie/ i
Kier. Prod już ogłasza PORWALI NAM DZIEWCZYNĘ ruszamy szukamy , ekipa baczność...
gdy nic niaznaczący pomocnik "złota rączka " przerwa mu w pół tyrady i -
"-Spokój panowie , nikodo nie szukamy"
-"A ty Józiu czego się wtrącasz, musimy..." - huczy Kier.Prod.
-"Nie Józiu tylko kapitanie Józefie"- oznajmia Jozio - " a Panną to ja sie zajmę
I faktycznie wywabiona z apartamentów swej egipskiej miłości panna wróciła ciupasem do kraju czartezowym samolotem"LOT'u wśród skrzynek importowanych z Egiptu wzamian za czołgi pomidorów i mango. :cry:
czy to prawda nie wiem, ale opowieśc uporczywie po WFF-1 krążyła wielkiej uciechy dostarczjąc tym którzy się na zdjecia w Egipcie nie załapali :wink:

Agi - 10 grudnia 2008, 19:54

dalambert, pyszne to!
A w Pustyni i w puszczy wielu wzruszeń mi swego czasu dostarczyło

Lynx - 10 grudnia 2008, 20:22

dalambert, czytanie/słuchanie waścinych wspomnień cudne jest :) :bravo :bravo jeszcze! jeszcze!! :mrgreen:
dalambert - 15 grudnia 2008, 21:31

Jak raz na "Kino Polska" leci Modrzejewska Jana Łomnickiego , a i okres mamy taki bardziej patriotyczny / 90 lat od Niepodległości, 13 XII niedawno/ więc wspomnę wam jak to we Lwowie zdjecia kręciliśmy / było to w listopadzie 1988 dokladnie 30 lat temu/.
Opera Lwowska za teatr wiedeński robiła, Lwów za Lwów, a Cmentarz Łyczakowski za cmentarz w Czerniowcach na ktorym Modrzejewska pochowala swą córeczke zmarłą w dziecięctwie i przed ucieczką od wrednego Zimmajera / p. Bargiełowski/ poszła się ze zmarlą pożegnać i świeczkę czy inny zniczyk bidulce zapalić.
Co by p. Janda mogla swobodnie duble robić jako dekorator wnętrz tegoż filmu zaodynowalem pp. Rekwizytorom zakup 400 porządnych zniczy i jakoś tak sie złożyło, że po zakończemiu zdjęć / dość szybkim/ część ekipy z Panią Jandą i śp. Jej mężem Edwardem Kłosińskim na czele przez dziurę w płocie przełażąc znalazła się na Cmentarzu Orląt. Górna część jego była cmentarną bazą transportowa, ale dolna cześciowo oczyszczona i z rozbitą płytą smutno lecz jakoś się prezentowała .
I tamże by nie wozić do Polski z powrotem zapaliliśmy starannie na oczyszczonych nagrobkach i nieoczyszczonych miejscach pozostałe 390 pare zniczy.
Cmentarz pięknie rozbłysnął światłami a my obfotografowani dla potomności przez p. Kłosińskiego / za naszą pełną aprobatą/ i z za krzaków przez cholera wie kogo, przez dziurę w płocie na zasłużony odpoczynek się udaliśmy.
dobrze było :!:

Agi - 15 grudnia 2008, 23:44

Piękna opowieść.
Byłam we Lwowie w 1996 roku. Wybraliśmy się na Cmentarz Łyczakowski. Ileż tam grobów znanych Polaków. Cmentarz Orląt był już dostępny, ale jego stan pozostawiał jeszcze dużo do życzenia, o czym świadczą zrobione przeze mnie zdjęcia.




dalambert - 18 grudnia 2008, 11:55

Agi, Dzieki za zdjecia , za mojego pobytu Cmentarz Orląt wyglądal dużo gorzej , na górze tam pod kaplicą / ten budyneczek z okrągły - kopułki też mu brak/ była baza śmiecia smochodowego zarządu cmetarnego, jakies półspalone ciężarówki, niebieski autokar z wybitymi szybami ohydny baraczek, beki z ropą / cieknące/ itd.
A pobyt ekipy we Lwowie w 1988 był nad wyraz pouczający,
Nie dość , ze miasto solidnie zwiedzilim, znicze gdzie należy zapalilim to jeszcze i zdolności handlowe wykazalim,
Celnik przed wyjazdem odwiedzil spakowaną ekipę na Chelmskiej celem dokumentów wystawienia i oplombowania samochodów z naszym sprzętem / reflektorki, rekwizyty, kostiumy itp./.
przyjelismy Go serdecznie i gościnnie w rekwizytorni, tak że po jakiejś gdodzince z hakiem omawiania ciżkiej doli filmowca i celnika polskiego oświadczył:
"a co się będziemy, ep, chłopaki szczypać, ep, macie tu plombownicę i zaplombjcie co trzeba ep, a my tu jeszcze po maluchu ...."
Tak że wszystko co wieźlim dla Braci Ukrainców trafiło gdzie trzeba bez zbytnich trudności, a bylo tego troche.
Z ciekawszych rzeczy to 50 alkoholomierzy / gorbaczowowska prohibicja wtedy w Sajuzie szalala/ i pp. Oświetlacze załadowali do swego wozu obok relektorków wszelakich i generatorków , coś z 1000 ezemplarzy " Swierszczyków" ślicznych a kolorowych.
Tak, ze w powrotną drogę, co by się miejsce nie marnowało zbrali jakieś 30 TVkolor Elektron /"Świerszcyki zbyli hurtem w barterze za wspomniane telewizorki/
Zdolne byly chłopaki ;P:

dalambert - 21 grudnia 2008, 19:19

Święta Bożego Narodzenia idą, a mnie się przypomina jak Wigilie w filmie robiliśmy / ekranowe oczywiscie /
pierwszą w dziele p. Grzegorza Królikiewicza "Klejnot wolnego sumienia' - skrzyżowanie poematu "Jan Bielecki" Jula Słowackiego z uchwaleniem konfederacji warszawskiej / szczegółu na stronie GK/
a Wilia odbywała się w skansenie w Zubrzycy Górnej pod Babią Górą i tzw. zdjęcia uciekające na śniegu to w lutym w 1980 byly / rózne obrzędy, zaspy śniegowe , zawieje i zamieci/ a potem w czerwcu to ja musialem tę zamieć powtarzac coby jeden z bohaterów przez Pana Mieczyslawa Voita grany przed straszliwa zadymką do domu się cofa i na Wigilii sam kalwin u katolickich krewniaków zzostawał.
Więc pożyczyłem od chłopa wiejaczkę / wialnię do plewów/ naładowalem mielonym styropianem, z dwu odkurzaczy mialem wiatr dodatkowy a fryzjerski pulweryzator wilgoci dodawal i było piknie - p.Voit pod uderzeniem wichru do chałupy sie cofał , zadymka byla jak cholera - tylko z materiałów zdjęciowych trzeba było usunąc momenty gdy "śnieg" na wargach artysty osiadał, topić się za cholerę nie chcial i artysta zamaszyście nim spluwał w kierunku kamery :mrgreen:
Za drugim razem to w halach zdjęciowych wytwórni na Chelmskiej robiłem wigilję z roku mniej więcej 1850, gdzie stęskniona Helenka Mitzel czeka na wyjście z pudła niejakiego Zimmajera co ją później na wybitną artystkę H.Modrzejewską przerobił, ale tam wszystko było prosto jeno choinka nad stolem wisiała, a Pucek w ramach spoleczej produkcji rekwizytów pierniczkow lukrowanych na nią napiekl i zloconych orzechow dorobil - piknie było :)
iI tak Wszystkim Wam którzy tu zaglądacie Życzę Zdrowych Szczęśliwych i Spokojnych Świąt Bozego Narodzenia
i co by nadchodzący 2009 gorszy nie był, a daj Boze i lepszy dla Nas Wsztstkich :D :D :D

Agi - 21 grudnia 2008, 21:47

Dzięki dalambercie, Tobie i Puckowi również wszystkiego najlepszego.
Dosiego Roku.

dalambert - 5 stycznia 2009, 12:56

Witajcie w Nowym Roku, na początek historia równie dramatyczna co autentyczna / przy tm obecny bylem osobiście/:
Krecilismy "puszcz litewskich przepastne ostępy" w jednym z najbardziej filmowych miejsc pod Warszawa, czyli na łęgach i terenach zalewowych starorzecza Wisły od hotelu"Podębami" w kierunku Błot.
Hotel z niezłą knajpą jest usytuowany przy starym przedmościu / most wysadzony w 1939. resztki do dziś sterczą z Wisły/ .
Dzieło filmowe bylo "Królowa Bona", ale tam to i p.Solarz "Balzacka" kręcił/ podróże mistrza na Ukrainę/i "Ojca Królowej"/ cala makieta wilanowskiego pałacu z 1683 była stawiana/ i p.p. Petelscy z "Bołdynem" ganiali bo topole potężne rosną, bajorka starorzecza urokliwe są i jak to na międzywalu żadnych słupów czy budynków nie ma.

Tu Topole i inne drzewka robiły za litewskie ostępy, Zyzio Gucio / p. Zelnik/ mial się w saniach czulić do Basi R./ p. Dymna/
Sanie góralskie na dworskie pięknie adaptowaliśmy / obicia, adamaszki, zlocenia/ , para koni w stosownej uprzęży, a i skory niedźwiedzie do kochanków okrycia się znalazły.
Zasadzono więc PP. Aktorostwo w saniach / po czym okazuję się, że ujęcie jest na zakochaną parkę - więc i koni i górala stangreta w godnej kierezyji widać nie będzie/, za to do sań ładuje się kamera z kamermanem i asystentem, pan oświetlacz z reflektorkiem i akumulatorem do niego, Pan dźwiękowiec z "Nagrą" i Pan Reżyser.
Na ten widok Tomek Biernawski i ja stanowczo zarządaliśmy by zamiast koni do sań zaprząc taksowkę , bo przy tym przyładowaniu dzielne koniki mają dwie możliwości ; albo nie ruszą z miejsca olewając taką robotę, albo ponioną!!!
Reżyserostwo z Kier. Planu oświadczyło nam, że to nie nasz interes, a o przeprzęganiu nie ma mowy!
Cóż jako specjaliści od koni, broni i zaprzęgów oświadczyliśmy uprzejmie,że są durnie , a my udajemy się na zasłużone śniadanko "Pod Dęby"
Zasiedliśmy wygodnie, zmówiliśmy po befsztyczku tatarskim i secie na twarz. Podano.
Wymieszalim i doprawilim "tatarka" stwierdzlismy, że dobry, gruchnęliśmy pierwsze pięćdziesiątki gorzałeczki ,gdy do recepcji hotelu z obłędem w oku wpadl as. reż. w poszukiwaniu ratunku, telefonu i apteczki na początek.
Okazało się, ze dzielne, a przeciążone koniki jednak poniosły i to tak skutecznie, że przemknąwszy przez szosę tuż przed autobusem podmiejskim, w ciągnącym się za nią młodniaku rozwaliły sanie i całe towarzystwo w drobny mak.
Najbardziej poszkodowana była p. Anna Dymna / wstrząs mózgu i żeberka połamane/ i p. Zelnik / złamany palec/ reszta jak gruszki się wyturlała, jeno lekko sprzęt uszkadzają.
My cóż, zamówiliśmy po "tatarku", barszczyk z krokiecikiem i wzięliśmy połówkę bo nakręcić się tego dnia i przez parę następnych nic nie dało.
Literówkę w nazwisku p. Dymnej poprawiłem, zresztą ta znakomita Pani miała wybitnego pecha do wypadków na planie , czy przy wariackim powrocie ze zdjeć na termin do teatru, ale to już inna historia.

Fidel-F2 - 5 stycznia 2009, 13:01

dalambert napisał/a:
bo przy tym przyładowaniu dzielne koniki mają dwie możliwości ; albo nie ruszą z miejsca olewając taką robotę, albo ponioną!!!
:mrgreen:
Kruk Siwy - 5 stycznia 2009, 13:06

dalambercie to one obadwa w ciąży były? A tak w ogle aborcja zakazana jest i wymuszone poronienie do niej się zalicza.
Generalnie to filmowcy tymi "setkami i tatarami" to ciągle nakręceni chodzili, albo i leżeli...

dalambert - 5 stycznia 2009, 14:03

Kruk Siwy, a no pijało się w tym zawodzie , ale nie tylko w tym. Czasy były znacznie bardziej rozchlane niż dziś, a i aktorostwo pijało oj pijało, jak to w jennej z fraszek o swym koledze ujął Igor Śmiałowski:
"Tu leży Sławek Voit
W domu zwany ptaszek
Żona żyje -
- że sprzedaży flaszek"
Takie to epitafijka mistrzowie sobie pisywali, hi , hi :wink:

Adon - 6 stycznia 2009, 15:45

Dalambercie, weź Ty spisz jakieś pamiętniki, zacna kniga z tego będzie.
dalambert - 6 stycznia 2009, 19:35

Ależ drogi Adon, przecież czytaz właśnie moje pamiętniki, pisuję je tu sobie od czasu do czasu, jak mi się co przypmni, a jak się lepszego computra dorobię to i trochę zdjęć bedzie, bom je niedawno odnalazł w szuflad czeluściach :D
Pucek - 9 stycznia 2009, 20:35

Podłączę się odrobinkę do tego wątku, bo i ja palce maczałam w różnych filmach robiąc rekwizyty czy kostiumy. Właśnie "ALE KINO" wydłubało film S. Różewicza "Nocny gość". Zrobiony 1989. Rzecz była o Villonie - noc z życia poety. Kostiumy p. Maria Wiłun chciała mieć "prawdziwe", znaczy wymięte, zużyte i wyszurgane - jak na bandyterię przystoi. Nawyciągała z magazynów wytwórnianych starych, złachanych kostiumów w burych kolorach i z tego wedle projektów miałam szyć.Pierwsze co zrobiłam - pranie, bo brud wszeteczny, a potem poszyłam kurty i kabaty pikne i w charakterze. Na p. Trelę nawet dwie, bo plan zdjęciowy przewidywał zaciukanie artysty / dziura, krew/ na początku. Przez resztę zdjęć hasał zdrowo. Osobna zabawa była z gorsetem Grubej Małgośki. Najpierw długo szukano młodej aktorki, co by przy kości była albo przynajmniej duży biust miała. Potem było kombinowanie, wypychanie, podkładki, cuda wianki. Wyszło kiepsko, co dziwne, bo na goło panienka wcale obficie się przedstawiała... Mojej roboty nie widać wcale, bo cały czas nocne zdjęcia, a bandziorki jeszcze w różnych pelerynkach i habitach. Normalnie - zawód... Film zresztą nudny okrutnie, co właśnie sprawdziłam - po 20 latach jak obszył.
dalambert - 16 stycznia 2009, 10:23

AAaapolinary mi sie przypomniał!!
znaczy inż.strzałowy Apolinary Ch. któren jako pirotechnik vel piroman do sztuki filmowej tafił po przejsciu na górniczą emeryturę w 1977, gdy dzieło wspominane tu już G.Królikiewicza "Kronika Polska " pirotechnika gwałtownie poszukiwało. Pan A byl uroczym starszym Panem / tak wtedy *beep* sądziłem/ po pracy w górnistwie z uprawnieniami do materiałów wybuchających itd, więc kwalifikacje posiadał, ale z tej to pracy wyniósł wręcz "genetycznie" zakodowaną OSZCZĘDNOŚĆ , /jak się coś zamiast kilogramem odstrzeliło 300 gramami to premia była/.
Cóż w kinie sprawdzało się to nieszczególnie.
No bo scena we mgłach się kreci i w połowie mgła się rozwiewa, z tyłu wyłażą jakieś nie chciane elementa / co je mgła skrywać miała/ a Apolinary na okrzyk dawaj świece albo oświadcza :
-"przecież już dałem!!!'
albo po opieprzu z rozpaczy czarną puszcza , bo mu się regularnie myliły , i zamglony krajobraz zmienia w "nastojaszczy" pożar.
Ale najwybitniejszym osiągnięciem Apolinarego były zdjęcia w Strzelnie .
Kręciliśmy w nowo odkonsewowanej rotundzie / tam gdzie są cztery wspaniałe romańskie kolumny/ scenę jakiegoś uroczystego pogrzebu książęcego / chyba syna Śmiałego - Mieszka chowalim/. Katafalk wspaniały , cały w kwieciu wszelakim, tłum statystów i aktorów modly wznosi, a wkolo ogniem dostojnym pochodnie / robota Apolinarego/ wspaniale płoną.
Pęklo coś dopiero gdy wokół zaczeły unosić sie pasma dlikatnej i czarnej sadzy, zaś ktoś popatrzywszy w górę na romanskie świeżo zakonserwowane sklepienia krzyknął w głos:
"OQ rrr, ale śmy spierd,,,,, kościół!!"

Całe skepienie było kompletnie zakopcone, gdyż piroman pochodnie porobił ze szmat na drągach maczanych w silnikowym oleju.
Apolinary z Strzelna umknął, na jakieś trzy dni kryjąc się przed Reżyserskim gniewem. Produkcja i TVP koszta znaczne ponownej konserwacji pokryła/ coś ówczesne 100 000 złp/ , a A dalej w PolTelu przez lat ładnych parę działał.
Ale jak w tym że dziele kręcilismy pogoń szukającą B.Śmiałego w jaskini Raj to już pochodnie ja robiłem z malowanej i opalanej waty nasączane spirytusem rektyfikowanym / oj serce bolało na takie marnotrastwo /ale pomnik przyrody ocalał.
i to by było na tyle
:)
choć o przypadkach Apolinarego można by jeszcze sporo, ale to na następne razy sobie zostawiam :mrgreen:
edit: parę literówek poprawiłem.

NURS - 16 stycznia 2009, 10:28

Pucku drogi, a nie można było zaciukać Treli na koniec zdjęć?
Pucek - 17 stycznia 2009, 12:49

Drogi Ojcze Redaktorze! Jakże miło powitać w tym wątku!
Cóż, niezbadane są wyroki Kierownictwa Produkcji.Co mnie małej myszce wykonawczej wiedzieć w tak odgórnych kwestiach... Może któryś z aktorów niezbędnych w scenie miał czas tylko w tym terminie albo musieli zgrać obiekt / dekorację/ w konkretnym czasie. Filmu nigdy nie kręci się w kolejności akcji. ;P:

NURS - 17 stycznia 2009, 13:29

Ja tu czujnie czuwam.
No wiem, że się nie kreci, dlatego można było na Treli zaoszczędzić :-)

Nocturn - 17 stycznia 2009, 15:06

Alem się naczytał. Chcę jeszcze Dalambercie i Pucku. Chce jeszcze duuuużo.
Eh pozazdrościć wspomień.

Kruk Siwy - 17 stycznia 2009, 15:12

I mocnej wątroby.
dalambert - 17 stycznia 2009, 16:09

Kruk Siwy, co do wątroby to się jutro po SKOFie wypowiem , a wspomnienia Nocturn, to się z wiekiem nabywa parszywiejąc i brzydnąc po drodze więc trochę "skorka za wyprawkę".
Wspomniany przeze mnie Apolinary CH. w niejednym filmie się zasłużył , ot choćby :
Pan Lorentowicz kręcił ostatnie dzieło swego życia górski serial / znany potem jako "Gazda z diabelnej"/ no i wspomniany gazda mial dzielnie łazić po górach wsród mgiel i widoków /czyli pasaże kręcimy/. Miejsce zdjęć dobre 60 km. od bazy w Polanicy, dojazd górskimi drogami w zimie ze dwie godziny, ekipa wyrusza gdzieś koło 7 rano co by o 11 zdjęcia zacząć i o 15 o zachodzie skończyć, jadą, jadą
z trudem bo i zaspy jakoweś na drodze.
Aż AS.Kier. Prod jadący jednym wozem z Apolinarym widząc, ze nie taszczy on szczególnych bagaży ze sobą rzuca pytanie sprawdzające :
"Panie Pirotechnik mgły dzisiaj w gorach robimy?"
"A no " odpowiada Apolinary
"A świece dymne Pan masz ?"
"A no !" odpowiada A.
"Ile ? pokaż Pan!'
Tu Apolinary sięga pod kurtkę z dumą wyciąga DWIE świece i skromnie oświadcza:
"Proszę !!!!"
No i KONIEC ZDJĘĆ - wracamy do bazy Hu, Ha :P

Agi - 19 stycznia 2009, 14:52

"Gazdę z Diabelnej" czytałam i oglądałam. Książka, jak to zwykle bywa, bardziej od filmu mnie się podobała.
Prosimy o jeszcze.

dalambert - 19 stycznia 2009, 17:13

Agi, cóż narazie masz małą "ekonomiczną " anegdotkę, otóż roboczym tytułem "gazdy " w czasie krecenia było" Jan Luszczek" czy Łuszczyk , jakiś narciarz wtedy 1979 coś osiągnął więc nazwisko było popularne.
A dlaczego film? Poprostu zakupy były wtedy mocno reglamentowane i "instytucja" nie mogła otrzymać w sklepie rachunku, więc co było robić ?
Szedł rekwizytor po zakup jakichś potrzebnych szpejów i spokojnie oświadczal iż jako osoba prywatna rachunek dla "Wuja Edzia" potrzebuje,
- A jak się Pan nazywasz ?
- Ano Jan Łuszczek , Łódź ul. Łąkowa 26.
Potem tylko wystarczyło przed Janem literki KP dopisać i nazwisko wziąć w cudzysłów i się zgadza , a bilans wychodzi na zero :mrgreen:
Szczytem bezczelności były urocze rachunki wystawione dla niejakiej :
Bony Sforzzy tyz zamieszkałej w Łodzi przy ul. Łąkowej 26 :P

Lynx - 19 stycznia 2009, 17:28

dalambert, dołączam swoje: jeszcze, jeszcze :mrgreen:
dalambert - 24 stycznia 2009, 22:38

No to jeszcze mała opowieść o Apolinarym i serialu "Gazda z Diabelnej": pierwsze podejście do skrecenia tegoż dzieła robił Pan ST>Lorentowicz przy bazie w kotlinie klodzkiej i zadaniu co by 80% zdjeć do filmu / góry, zima , krajobrazy, obiekty zdjęciowe/ na które się składała fabuła tej opowieści o pionierszczeniu naszych po wojnie na Ziemiach od Wroga Wrednego Odzyskanych, skręcić miedzy listopadem , a kwietniem.
Okazało się jednak że w tym czasie wprawdzie zdolano wydać 90% kasy ale skręcono jeno 10 % zdjeć. Nie tylko Apolinary się zasłużył, ale ekipa bawiła się w Polanicy wspaniale , fejerwerki humoru i życie towarzyskie kwitło / 3 nieslubnych i 3 śluby/
wiec po stosownej aferze Kier.TV odsunęło od realizcji dzieła P. Lorentowicza, kierownika produkcji filmu, scenografa i z obietnicą, ze jak to nakręci de novo, to będzie kręcil co chce,powierzyło ratowanie filmu G.Warchołowi / "Życie Kamila Kuranta""Paziowie króla Zygmunta potem zrobił/.
No i w nastepnym sezonie zimowym , już w kotlinie jeleniogórskiej zaczęły się zdjęcia / PRZY O POŁOWĘ MNIEJSZYM BUDŻECIE/.
W scenariuszu była grupa złych Niemców, SSmanów i inszego werwolfu co po okolicy się włócząc NASZYM PRZESZKADZA W OBJĘCIU I ZAGOSPODAROWANIU.
Apoliary jako Piroman miał dla nich broń dostarczyć.
wyciągnął z magazynów ze 3 mauzery, parę parabelek. ale szmajsera / Mp wz.40/ za cholerę nie było
i w końcu, tuż przed zdjęciami, z dumą dostarcza sturmhgewerh wz. 43 fakt broń ciekawa / acz używana mało/ i co najważniejsze z niej to Tow. Iżn. K. skopiował założenia do Kałasznikowa.
Popatrzyl reżyser na tą wspaniałą giwerę i spokojnie zapytał Pana Pirotechnika :
Panie Apolinary Pan naprawdę sądzisz, ze widzowie nam uwierzą, ze Werwolf czy inne SS w 1945 roku to nie byli Palestyńczyczy :?:
Nosili toto potem aktorzy na plecach, ale i tak nie strzelali, bo i stosownej amunicyji nie było.

feralny por. - 24 stycznia 2009, 23:42

dalambert napisał/a:
sturmhgewerh wz. 43 fakt broń ciekawa / acz używana mało/ i co najważniejsze z niej to Tow. Iżn. K. skopiował założenia do Kałasznikowa
Obawiam się, że to nie takie proste.
dalambert - 25 stycznia 2009, 00:17

feralny por., jako znawca militariów masz racje, ale na pierwszy rzut oka sturmgewerh cholernie przypomina kałacha więc pokazanie go widzowi w rękach niedobitków SS pętających sie po Sudetach w 1946 roku raczej nie podbudowywało by skojarzeń z przegranymi Niemcami u widzow, ale z pokazywanymi co i raz w TV Palestyńczykami co nieustająco kałachami wymachują .
Reżyser marzył o klasycznym MP wz.40 co to jest z Niemcem równo kojarzony.

dalambert - 25 stycznia 2009, 12:52

Pucek wspomniała żyjącego w naszym domu Kicusia, otóż i w filmie sie on zasłużył.
Była jesien 1982 r. szykowała się prokukcja filmiku "Na odsiecz Wiednia" no bo za rok niecały przypadała 300 rocznica.
Z moją skromną osobą Kier. Prod. nawiazało kontakt co bym militaria w tym dziele prowadził / szczególy domówione być miały/. Telefony wtedy rzadkością były, więc Kier. prod. przez umyślnych wieści przesyłało.
Siedzę sobie w domku sam /Pucek z dziećmi gdzieś spaceruje/ dzwonek do drzwi. Idę otworzyć, tam As.Kier.Prod. zaczyna wygłaszać kwestię:
"Pan Kier.Prod. filmu chciałby spotkać się z Panem...."
I tu milknie stawiając oczy w słup / ja wyczuwam z ust jego otwartych szeroko znajomy "delikatny" aromat wódeczki/ oglądam się za siebie, a tu w ciemnym korytarzu Kicuś ciekawski jak zwykle gdy ktoś przychodził, słupka stoi i czerwonymi oczkami błyska - normalka.
Więc odwracam sie do młodzieńca i pytam:
"Słucham, co Kier. Prod. ?"
On zaś , wskaując palcem za mnie:
"ZAJĄC!!??"
Tu ja spokojnie:
"JAKI ZAJĄC :?: "
W klijenta jakby pierun strzelił, przetrzeźwiał błyskawicznie, a Kicuś spokojnie odkicał w kierunku kuwetki , zapewne by go olać :P

Godzilla - 25 stycznia 2009, 13:15

Hi hi. Pamiętam podobną scenę. Na wstępie dłuższe wyjaśnienie - mieszkaliśmy w dużym bloku, i przyszła pora na wymianę rur. Po tej wymianie (demolka w całym bloku) we wszystkich mieszkaniach pozostały dziury między piętrami, które lokatorzy własnym już przemysłem musieli łatać, bo robotnicy swoją robotę wykonali i poszli. Co tu gadać, te dziury trwały. Mogliśmy sobie zajrzeć do sąsiadów z góry, albo oni do nas. Sąsiadka tymczasem hodowała chomika, ksywa Kubuś. Czasem dawała mu przespacerować się po mieszkaniu.

Przyszedł do nas w gości znajomy taty, dziwny człowiek. Teraz po latach podejrzewamy, że zatrudniony był nie na uczelni, ale w pewnym dobrze znanym urzędzie. Przyniósł butelkę tokaja aby oblać jakąś na prędce wymyśloną okazję (ciekawe po co). My jak to my, w zasadzie nie piliśmy, łyknęliśmy co nieco z grzeczności, za to on w krótkim czasie zatankował chyba pół butelki. Nagle - oczy w słup, i drżącą ręką wskazuje gdzieś w kąt między drzwiami a pianinem: "C-c-c-co to jest?!" Zdążyłam zauważyć rudy chomiczy tyłeczek znikający za rogiem. Idę do dziury w suficie i krzyczę: "Majka! Majka!" - "Co?" - "Chomik ci przypadkiem nie zginął?" - "A tak, wiesz, szukam go od pół godziny!"

Tak to Kubuś zapisał się w historii rodzinnej.

Martva - 25 stycznia 2009, 13:28

A ja kiedyś miałam myszkę. Białą. Myszka zwiała z akwarium, ojciec wrócił z popijawy w klubie jeździeckim i spotkał ją na schodach...

:twisted:

dalambert - 25 stycznia 2009, 13:40

Godzilla, Martva, Dzięki za wizytę / opowiastki cudne/
To mi jeszcze przypomina jak przy robieniu "Modrzejewskiej" prowadziłem przez czas jakiś pięknego, duzego bialego szczura / Fredek mu było/ wpadał ze mną do Wytwórni na Chelmskiej / z luboscią w rękawie siedział/ i też mu sie zdarzyło pare razy ,przy pokątnych popijawach w rekwizytorni na stół wyleźć. :mrgreen:
Początkwy efekt był piorunujący, ale przyzwyczaiwszy się koledzy dranie usiłowali Fredzia rozpić , więc córce musialem go pod opiekę przekazać. :wink:

Pucek - 25 stycznia 2009, 18:41

W " Modrzejewskiej" dekoratorów wnętrz było dwoje: moje "szczęście" i pani Alfreda. Ekipa namawiała oboje, żeby nawiązali bliższy kontakt i "bardziej mieli się ku sobie". Pani Fredzia była osobą apodyktyczną i urody przeszłej, co szczęście moje skomentowało głośno w trakcie jakiejś filmowo-imieninowej bibki: "Proszę mnie w tę damę nie mieszać. Ja jestem z wykształcenia historyk sztuki a nie konserwator zabytków." Dama usłyszała. A potem już tylko mawiał, gdy szczur mu zza pazuchy wystawał - " Każdy ma taką Fredzię, jaką lubi"
dalambert - 13 lutego 2009, 10:44

Dawno mnie tu nie było, a Tv pokazała ostatnio jakiś kolejny hagiograficzny reportaż o naszych wspaniałych kaskaderach / Krzysio Fus end consortens/ zaś mnie to przypomniało pierwsze wielkie zderzenie kaskaderko pirotechniki polskiej i zachodniej / odbylo się to za późnego Gomułki/ gdy do Warszawy na zdjęcia zjechał film "Noc generałów" w/g powieści Kirsta z Peterem O'Toolem w roli gienierała zboczeńca co to panie lubił w trakcie patroszyć szablą swą.
Film jak film , ale te szoki kolejne gdy na pl. Trzech Krzyży pojawil się czołg Tygrys / pełnowymiarowa atrapa na elektryke/ i zaczął szyku zadawać!
-W naszych filmach wtedy za niemiecką broń pancerną robiły głównie IS-2 z obudowanym kadłubem i nietkniętą wieżą w piknym "hitlerowskim " malowaniu /"Jarzębina czerwona" czy "Lotna"/
Zaś szok kompletmy spowodował pirotechnik ichni prezentując MP-40 panu operatorowi z pytaniem jakiego koloru winszuje sobie Pan Operator PŁOMIEŃ z lufy - czerwony, żółty, niebieski czy bardziej biały? maszynka działała na zasadzie elekrtycznego przerywacza i wymiennych pojemniczków z gazem.
Nasi stosowali poprostu broń orginalną i ruskie ślepaki do pistoletów TT / czasem się zacinalo, czasem nie/
Zaś wybudowana kolo PKiN na ul. Żłotej z cegiel zrobionych z drzewa balsa kamienica do wzalenia na łby artysów / kolejna strzelanina/ była już kompletnym osłupieniem nad 'zachodnią' perfekcją i fanaberiami. :wink:

Kruk Siwy - 13 lutego 2009, 10:47

Ech dodaj rzecz o czołgu i ciężarówce. Bo szok kulturowy o ile pamiętam był obustronny.
dalambert - 13 lutego 2009, 10:58

Fakt jak to to u nas bawiło filmem akurat świeżo wyprodukownym był "Potem nastapi cisza'"- bajeczka o maturzystach rocznik 1939 z okolic Lublina , co to większość w AK była, a jeden na bitwę pod Lenino się załapał i jesienią 1944 do rodzinnej miejscowosci wrócił oficerem II Armii będąc . / dalej o filmie przy innej okazji ale bitwa pod Lenino była. Otózbitwa była głównie pokazana za pomocą pędzącego wśród wybuchów czolgu T-34 i malowniczo rozwalającego niemiecką ciężarówę z której szoferki w ostatniej chwili kierowca wyskakuje i ucieka.
Scenę tą pokazano w ramach kooperacji pirotechnikowi wspomnianej "Nocy Generałów" ten byl zachwycowny!
Poprosil o kolejną projekcję i jeszcze raz, i jeszcze raz w końcu z niesłychanym zdumieniem wykrzyknął:
"Ależ , ludzieee toż to jest PRAWDZIWY czołg i ciężarówka !!!!!'
ale go zszokowało :P

feralny por. - 14 lutego 2009, 20:34

pozwolę sobie cynicznie skomentować, podpierając się cytatem.

"Sfilmować Paryż latem, w Paryżu latem, to każdy potrafi. Sfilmować Paryż latem, w Nowym Jorku zimą, to jest sztuka!"

dalambert - 22 lutego 2009, 11:11

No, no na ostatniej SKOFie towarzyszyła nam w knajpie "Wieżyca" silna imieninowa ekipa jakiegoś mieczowego bractwa drąc się niepomiernie i "śpiewająć" rozgłośnie / wiem już co czują inni gdy JA śpiewam/ale to wywołało u mnie wspomnienie filmiku przy którym pracowałem w 1986 roku - był to serialik edukacyjny "Biała bron" 9 półgodzinnych odcinków bardzo ciewawie pomyślanych.
Znakomity znawca średniowiecza i kultury materialnej prof. Andrzej Nadolski dla paru osób prowadził opowieść o dziejach tutułowej broni białej jego słuchacze / była to grupa aktorów/ uczestniczyli również w scenkach iscenizowanych na wydarzenia z "epoki" -
a to warsztat płatnerza i rycerz, a to pojedynki w/g Boziewicza kodeksu .
Zaś całość oprócz prezentacji orginalnych egzemparzy starego żelastwa zawierała rówież starcia na starą / odtworzoną/ białą broń w wykonaniu Pana Wojciecha Zabłockiego bijącego się z synem własnym, a to na dwuręczne miecze, a to na szable, a to na rapiery z lewakami czy inne karabele.
Wspominam ten film tutaj by przypomnieć, że coś takiego powstało i 4 i pół godziny ciekawiej opowiesci spoczywa od dobrych dwudziestu lat w TV archiwach i nikt tego nie pokazuje brrrrr
:!: dlatego uczulam gdyby jednak jakiś kawałek TV to pozazal to wszelcy miłośnicy żelastwa zabójczego, rycerstwa i pisarze fantazy bojowych OGLĄDAJCIE bo rzecz zacna, pouczająca i ciekawie zrobiona :!:

feralny por. - 24 lutego 2009, 15:52

dalambert napisał/a:
No, no na ostatniej SKOFie towarzyszyła nam w knajpie "Wieżyca" silna imieninowa ekipa jakiegoś mieczowego bractwa drąc się niepomiernie i "śpiewająć" rozgłośnie
Mam poważne wątpliwości co do tego, czy oni mieli cokolwiek z mieczami wspólnego. Raz ze względu na repertuar, dwa z uwagi na to co mi się udało wywiedzieć od jednego z rzeczonych krzykaczy. Wzięty na spytki wyznał, że on jak i kilku jego kolegów rekonstruują USMC, co zdaję się potwierdzać śpiewany wielokrotnie hymn marines.
dalambert napisał/a:
"Biała bron"
Piękny serial, szkoda, że już takich nie robią.
Kruk Siwy - 26 lutego 2009, 11:14

Właśnie podano, że zszedł był Zbigniew Chmielewski. Masz jakieś wspomnienia o nim? Znałeś go?
Pytanie oczywiście do gospodarza wątku.

dalambert - 26 lutego 2009, 11:45

Kruk Siwy napisał/a:
zszedł był Zbigniew Chmielewski

osibiście Go nie znałem, ale moi kumple / konkretnie niejaki Antoni Sambor/ pracowali z Nim przy realizacji filmu "Operacja Himller" który On reżyserował ./ rzecz o prowokacjach niemieckich tuż przed wybuchem II światowej z z sfingowaniem ataku na radiostację w Gliwicach na czele/ No i Tośkowi udał się niechcący niezły wyczyn. Tak byli zdjęciami z wiosną zaabsorbowani, że nie zwracali uwagi na taką duperelę jak kalendarz /rok byl 1979 i rzecz na 1.IX. musiała być gotowa/ że jedną z głównych ulic Katowic udekorowali z wieczora 31 IV. wspaniałą kolekcją flag i tansparentów w kolorze wprawdzie czerwonym , ale z białymi kółeczkami w środku i czarnemy pokrzywionymi krzyżykami,
A z rana 1.V. to zdjęcia się odbyć miały :!:
Cóż Toska jako producenta filmu to wypuścili z aresztu po 12 godzinach, a przerwa w zdjęciach ze dwa dni trwała :mrgreen:

dalambert - 25 marca 2009, 14:23

No wracając jeszcze do "bialej Broni" w reż. Piotra Słowikowskiego robota była spora 9 odcinków po okolo 30 min. czyli 4 i pół godz. projekcji nakreciło się w jakieś 3 miesiące, a i to przy kompletnie niedoświadczonej produkcji.
Chłopcy byli z jakiejś redakcji Tv / nawet nie z PolTelu/ i nie mieli pojęcia jak się coś takiego robi i jakiego zaopatrzenia wymaga / przedtem robili jakieś dokumenty/. Najlepszy przkład - jadę do Łodzi do WFF-1 wybrać rekwizyty i kostliumy, trzeba było sporo bo słuchacze-aktorzy prof. A.Nadolskiego również grali w "obrazkach historycznych" i trzeba było spory wybór ciuchów i utensyliów zgromadzić. Przyjechaliśmy , ja wybieram i po magazynach ganiam i dociera do mnie / trzy lelefony/ iformacja że obiecanego przez kier.prod. magazynu na rekwizyty w Warszawie nie będzi bo jest od jutra, a "Robur" którym do Łodzi przjechał, jutro na inne zdjęcia z inną ekipą jedzie / jak to w TV/
Wracamy wyładowani do Warszawy. Zajechałem na plac Powstanców gdzie miał na minie czekać kier. prod., ale nie czekał.
Wiedzialem, że produkcję naszego filmu nadzoruje Pan "Pipsztycki" więc po małej dyskusji z ochroną gmachu udało mi się cały przywieziony z Łodzi towar załadować do sekretaritu owego pana, a "Robur" odjechał na baze , ja zaś do dom.
Rano awantura była niesłychana bo Pan Pipszt.. / jakiś vicPrezes TVP/ mial mieć zagranicznych gosci. Wlazi do gabinetu, a tam przerażona sektretarka siedzi na tarabanie halabardy wokół, kostiumy rózne porozkładane kontenerki z rekwizytami drogę go gabinetu-sanktuarium blokują.
Kiery Prody owego dzieła zebraly stosowne służbowe i partyjne op.., ale ja miałem na czas zdjęć w Warszawie wynajęte na kostiumerię i rekwizytornię pomieszczenia w Holtelu "Druch".
I jakoś to poszło :)

NURS - 25 marca 2009, 14:55

dalambert napisał/a:
Tak byli zdjęciami z wiosną zaabsorbowani, że nie zwracali uwagi na taką duperelę jak kalendarz /rok byl 1979 i rzecz na 1.IX. musiała być gotowa/ że jedną z głównych ulic Katowic udekorowali z wieczora 31 IV. wspaniałą kolekcją flag i tansparentów w kolorze wprawdzie czerwonym , ale z białymi kółeczkami w środku i czarnemy pokrzywionymi krzyżykami,
A z rana 1.V. to zdjęcia się odbyć miały :!:
Cóż Toska jako producenta filmu to wypuścili z aresztu po 12 godzinach, a przerwa w zdjęciach ze dwa dni trwała :mrgreen:


Jak w katowicach, to się pewnie lud radował, że nasi wrócili :-)

dalambert - 25 marca 2009, 15:28

NURS, co do ludu to nie wiem, ale "czynniki" to mocno wściekłe były, tem bardziej, że zgoda na zdjęcia i poparcie dla filmu było "warszawskie" a czynności miejsce w Katowicach miały :wink:
NURS - 25 marca 2009, 17:03

tu w niektórych domach jeszcze portrety właściwej wladzy wiszą. :twisted:
dalambert - 25 marca 2009, 21:31

NURS, znaczy sie Gierka Edzia :?:
NURS - 25 marca 2009, 21:57

Nie, tej poprzedniej.
dalambert - 25 marca 2009, 22:00

NURS, tyz piknie jak mawiał pewien bardzo mądry baca :wink:
a tak na marginesie;
Zwożę od wykonawców z Warszawy do Łodzi rekwizyty militarne / taxi po dach kuszami, mieczami, i innym szmelcem wyładowana/ do "Przyłbic i kapturów" - docieram po zamknięciu wytwórni, cieć mi po pertraktacjach rekwizytornię otwiera, ja z Panem taksówkarzem na przemian tachamy to wszystko.
Za trzecim obrotem cieć spokojnie stwierdza :
" Cóż to Panie Szanowny CZWARTĄ Wojnę Światową Pan szykujesz?" :wink:

Pucek - 26 marca 2009, 14:21

Eh, szanowny cieciu na nocnej zmianie to po prostu podwójnie wi... znaczy podwójnie rzecz potraktował ;P:
dalambert - 16 maja 2009, 20:05

uwaga - wspominałem tu o filmie Grzegorza Królikiewicza "Fort XIII" jako o jednej z bardziej ciekawych realizacjii tego reżysera. i oto w najbliższy poniedzialek na Kino Polska ten film nadają o 21/40.
Nie wiem czy subtelne czernie i ściemnienia / zdjecia kręcone wyłącznie przy świecach/ dadzą się dobrze w TV zobaczyć , ale jednak polecam oglądajcie i potem jak będziecie chcieli to pogadamy :!:

Kruk Siwy - 16 maja 2009, 20:47

Skłonni do depresji upraszani są o zażycie prozacu. Pozostali powinni zaopatrzyć się w pół metra wody życia. Tak na wszelki wypadek.
Ziuta - 16 maja 2009, 23:15

dalambert napisał/a:
zdjecia kręcone wyłącznie przy świecach

Ledwie 9 lat po Barrym Lyndonie Kubricka.

Kruk Siwy napisał/a:
Skłonni do depresji upraszani są o zażycie prozacu. Pozostali powinni zaopatrzyć się w pół metra wody życia. Tak na wszelki wypadek.

Znam legendę, na podstawie któej nakręcono film. Potwierdzam. I dlatego trochę boję się go obejrzeć. Na szczeście nie mam kablówki.

dalambert - 17 maja 2009, 11:18

Ziuta, 8 lat po Barrym Lyndonie, a warunki materiałowe / dostępność czułej taśmy/ były nieporównywalne, zaś
Ziuta napisał/a:
Znam legendę, na podstawie któej nakręcono film.
to nie legenda - naprawde dwu zapomnianych oficerów- jeńców rosyjskich- przeżyło wysadzenie fortu i jeden się skończył gdy po trzech latach rumu zabrakło, a drugiego wydobyto w 1922 / 7 lat przesiedział/.
Ale oczywiscie Królikiewicz dokumentu nie robil, tylko własne wizje i przemyślenia zawarł.
Film jest ciekawy i jak popatrzycie to i o kwestiach realizacyjnych możemy pogadać.
Nota bena jednego z oficerów gra Leon Niemczyk i jest to naprawdę rola wybitna , a nie tylko występik z serii"nie ma filmu bez Niemczyka" jakimi nieboszczyk kasę kosił.
Jeszcze raz podaję Kino Polska - jutro czyli 18.05.2009 r. godz. 21/40.

Ziuta - 18 maja 2009, 09:08

Właśie, że nie wiadomo. O człowieku znalezionym w forcie San Redieu pisał niegdyć Leszek Mazan (taki nasz krakowko-przekrojowski dziennikarz od Szwejka i jego najjaśniejszej epoki). Nie wiadomo, gdzie pochowano oficerów, nie ma nigdzie oryginału pamiętnika. Artykuł o "znalezisku" pierwotnie opisała tylko jedna gazeta. Właściiwe jedyną osoba ptwierdzająca prawdziwośc opowieści jest robotnik pracujący przy odgruzowaniu fortu. W latach 70 mówił, że widział (zachowały się nagrania jego relacji) na dziedzińcu fortu wychudzonego trupa, a w kazamatach szkielet. Tyle fakty. Tak, czy siak ponura opowieść.
Podobną słyszałem a propos umocnień polskich na wybrzeżu. W jednym ze zbombardowanych bunkrów pod Gdynią miał sześć lat siedzieć niemiecki żołnierz. Odnaleziono go przez przypadek i resztę życia spędził w szpitalu psychiatrycznym.

A odnośnie głównego tematu wątku. Dalej marnuję czas na oglądanie czeskich komedii. Jutro wstanę i oparzę się herbatą. Rewelacja. Czesi wymyślają wehikuł czasu i zakładaja w Pradze biuro podróży w przeszłość. Grupa emerytowanych oficeró armii niemieckiej z lat 39-45 postanawia porwac maszynę i zawieźć Hitlerowu bombę wodorową. Sprawa się sypie, gdy przekupiony pilot umiera, a jego miejsce zajmuje dobry, acz nieco niedowartościowany bliźniak. Świetne poczucie humoru, sympatyczne efekty specjalne i intryga na poziomie Powrotu do przyszłości. Pozycja obowiązkowa.

dalambert - 23 maja 2009, 12:29

Nie spodziewalem sie , że to kiedykolwiek napiszę ale jest reklama ktora mi sie podoba / oczywiście poza reklama piwa Żubr/ to urocza opowiastka w artuuriańskim klimacie gdzie sympartczna "Mama" proponuje królowi miękie podusie na krzesełka przy okrągłym stole i o ważniejsze jest to reklama polska.
Bo zbroję w której reklamowy monarcha marszczy sie na "rozmiekczające propozycje" to rekwizyt wykuty przez Michała Dąbka w 1979 roku do serialu "Królowa Bona" w/g mojego pomyslu zresztą.Jest to powiekszona - kopia jednej z dwu do dziś zachowanych zbroi o których wiemy, że były napewno w posiadaniu Zygmunta Augusta.
Otrzymał ją jako dziesieciolatek od narzeczonej Elżbiety Habzburzanki.

nureczka - 23 maja 2009, 22:13

Jeju, a ja nie sądziłam, że się kiedyś z Dalambertem w czymś zgodzę na 100%. ;)
A tu patrz pan!

Ziemniak - 23 maja 2009, 22:18

Ciekawe czy scenografię do tego spotu też robił Allan Starski. W każdym razie reklamy świetne.
Fidel-F2 - 24 maja 2009, 13:10

druga z serii chyba, wcześniej była z Kleopatra i kotkiem na łańcuszku, moim zdaniem lepsza od arturowej
Pucek - 24 maja 2009, 13:21

A czy ktoś jeszcze pamięta reklamę dżinsów puszczaną w kinach przed "Ogniem i mieczem"?
Króciuteńka: pupa w dżinsach, wyrażna metka firmy. Błysk miecza, płomienie i napis -
"Ani ogniem, ani mieczem"

dalambert - 10 czerwca 2009, 09:37

No po wyborach, kampaniach i innych dyrdymałach . :wink:
Można sobie co nieco powspominać.
A jest okazja - zmarł niedawno wybitny operator i reżyser, postać w filmie polskim znakomita i malownicza.A i oprócz dokonań artystycznych znany był on z wielkiej miłości do pań i równie wielkiego skąpstwa.
Opowiadano sobie w Łodzi , iż opracował on "genialną" metodę co by i panienkę kolacją podjąć i kasy za wiele nie wydać.
Polegało to natym, że wioząc pannę na kolacyję / oczywiście Grand Hotel/ zatrzymywał samochód gdzieś przy Piotrkowskiej i oznajmiał:
-"Miła poczekaj chwilkę , ja jedne małe spotkanko z Kier.Prod. mojego najnowszego filmu odbyć muszę, ale to góra pięć minutek i zaraz będę.
A cobyś się nie nudzila , o mam tu przypadkowo zdobyte troche chałwy"
/chałwa w owym czasie - głęboka komuna- to był rarytas i to trudny do zdobycia/
Maestro wykładał chałwę- sporo- i znikał w najbliższej bramie gdzie odczekiwał z dobry kwadrans, poczym pojawial się z przeprosinami- stwierdzał chałwa zjedzona i uwoził pannę na wystawną kolacje.
Ta objedzona słodyczą ledwo co zamówiła i skubnęła, kasa byla uratowana i przyjemności jakieś następowały.
Aż razu pewnego Mistrz powrócił z czatów w bramie, patrzy chałwy ni śladu, więc dalej na kolacyją i tu siurpryza.
Panna zamawia co droższe dania, je jak wygłodzony smok wawelski, a i co cenniejszymi trunkami nie gardzi.
A na lękliwe pytanie:
-"Kochanie Ty zawsze tak wiele jadasz?"
odpowiada z uśmiechem
-" Nie tylko wtedy gdy jestem niedysponowana, wiesz Miły - okres!"

Martva - 10 czerwca 2009, 09:43

Boskie :mrgreen: :bravo
Agi - 10 czerwca 2009, 09:45

dalambert, genialne! Woził wilk razy kilka...
baranek - 10 czerwca 2009, 09:56

tak mi się przypomniało.
Lata 60-te. "Kręci się" film. Nie pamiętam tytułu. Kierownik produkcji, Zygmunt Król, dzwoni z planu do hotelu. Przez pomyłkę połączono go z miejscowym klasztorem. Kierownik pyta:
- Czy Papierz (Zdzisław, charakteryzator) już przyjechał.
Chwila ciszy. Drżący głos mówi, że nic nie wie o przyjeździe papieża. I kończy słowami:
- A kto mówi?
- Jak to kto? Król.
- Jaki król?
- Zygmunt!
Jęk i trzask odkładanej słuchawki.
Podobno autentyk.

Piech - 10 czerwca 2009, 10:15

Cytat:
- Czy Papierz [...] już przyjechał.

Kto???

Martva - 10 czerwca 2009, 10:21

Piech,
baranek napisał/a:
Papierz (Zdzisław, charakteryzator)

dalambert - 10 czerwca 2009, 10:26

baranek, - Autentyk, acz przez liczne opowiadania i powtórzenia mocno zmitologizowany/ było, że telefom do kurii, lub w niektórych wersjach, że do Łódzkiego Komitetu PZPR/
jak każda zacna anegdota żyło to własnym życiem :)

Piech - 10 czerwca 2009, 10:28

Martva napisał/a:
Piech,
baranek napisał/a:
Papierz (Zdzisław, charakteryzator)

Aha, znaczy że tak się ten ktoś nazywał, przez er zet. Zwracam honor.

dalambert - 10 czerwca 2009, 11:32

Edh była w łódzkiej wytwórni postać przezacna:
niejaki Henryk Szlachet - trzymał się tam chyba jeszcze od Filmowej Czołówki LWP z czasów wojny - Zaopatrzeniowiec, rekwizytor, kierownik planu i produkcji.
Cecha charakterystyczna, znakomita obrotność, niesłychana energia i totalne niechlujstwo językowe.
Mówił w kilkunastu językach od idisz poprzez rosyjski, polski ,kazachski, perski itd.
Jego rozmowy przeszły do histori:
- " haloo, tu Szlachet z filmu, czy to ZOO?"
-" Tak, a o co ..."
-" Jak to o co , potrzebuje wirówkę, macie!!"
-"Co ooo?"
-" No wirówkę do zdjęć filmowych - macie ???"
-"Panie S. tu jest ZOO, a nie ..."
_" Musicie mieć to, to takie rude i z ogonem co po drzewach skika"

W ktorymś z filmow byla przewidywana strzelanina w kościele, w trakcie której kule w święty obraz trafiają- wiedomo parę razy - duble!
Więc Heniu :
-"haloo Veritas?"
-" tak czym możemy...?'
_"Tu Szlachet z Filmu- zamawiam dziesięć matek bosek do strzelania!!!"
No i najslynniejszy okrzyk Henia przy ocenie materiałów dla kostiumów;
"Jak ten szmat jest flanel- to kukurydz nie jest zbórz :evil: "
Mial też Heniu jako kierownik planu przy jakimś filmie zadbać, by grający w nim Gustaw Holoubek mieszkający w Hotelu Grad dobrze się wyspał, ale o 7 rano był w charakteryzacji.
Cóż Szlachet zaczął od telefonu do Aktora o 1 w nocy w którym go poinformował iż jest wlaśnie pierwsza w nocy i może on Aktor jeszcze parę godzin spokojnie spać. :wink:
Złośliwi twierdzą, że informowal artystę o upływie czasu co godzinę !!!
Ale to pewnie złośliwa plotka :mrgreen:

Agi - 10 czerwca 2009, 11:44

Bardzo smaczne!

Czytałam kiedyś anegdotę o panu Henryku, szczegółów już nie pamiętam, ale pointa była zacna. Tak w skrócie:
Na jakieś imprezie jedna z aktorek usiadła tyłem do Szlacheta, zorientowawszy się zaczęła go przepraszać, na co pan Henryk z całą powagą:
- Ależ droga pani, piękna kobieta jest jak róża, nie ma przód, nie ma tył.

baranek - 10 czerwca 2009, 11:49

Ulubiona zagadka Henia Szlacheta:
- Ma długi czerwony dziób, długie nogi. chodzi po łące i je żaby?
Odpowiedż:
- Boczek

Ziuta - 10 czerwca 2009, 13:09

Ja słyszałem jeszcze o czasach głębokiego kryzysu. Na planie na gwałt potrzebny był krochmal, gdyż kręcono film historyczny i kryzy musiały pięknie stac sztywne. Oczywiście towaru w sklepach nie było. Błąkał się pan Szachet po mieście, nie wiedząc co zrobić, gdy tu patrzy, a z naprzeciwka idzie wykwefiona zakonnica. No to pan Henryk pyta, skąd siostra wzięła krochmal:
- Proszę księdza samiczki...

dalambert - 18 czerwca 2009, 08:41

Ech, te męskie ambicje i zadęcia ....
Piliśmy wódeczkę u Tadka Procia w holtelu "Mazowieckim', w Łodzi/ Tadek as. reż. II reż. w wielu filmach szerszej publiczności znany z Vabanku gdzie go Kwinto mścił okruknie - sam znakomicie wyglądal na nagrobkowym zdjęciu/ no i o hotelu "Mazowieckim" przy ul. Łąkowej coś dodać trzeba - był to właściwie "hotel robotniczy" Wytwórni Filmowej. Mieszczacy się w pobliżu, stosunkowo najtańszy z łodzkich holteli/ klasa turystyczna, a pokoje dwu osobowe były dla filmowców przez Kier. Prod. wynajmowane jako jedynki/.
Zbyt wygodne nie były, ale łazienka przy pokoju, a że dwa łóżka w wąskim pomieszczeniu pod ścianą nogami do siebie stały , to i na długą kanapę do posiad towarzyskich nadawały się znakomicie.
Ale ad rem. Siedzi sobie zacne towarzystwo w rządku na łóżkokanapce u TP , a zgromadzenie uświetnia swoją Osobą Aktor Znakomity, Sportmen Wytrawny, Szermierz Zawołany Pan D.O. , oczywiscie jak to przy nim po kolejnej flaszce rzecz schodzi na : co to kto jeszcze może, ile może i jak może.
Aż Aktor rzuca spoglądając na nas ironicznie:
"A na głowie i rękach to ktoś z was ustoi???"
Poczym - myk i pod przeciwległą kanapie drewnianą ścianką STAJE na rękach- i myk z stosownym uśmiechem powraca na jedyny w pokoju fotel.
Gospodarz nie wstając z kanapki odbija się zręcznie, i myk pod tą że ścianką na rękach STAJE!
Następny się podrywa i TO SAMO!!!
Nastepny....
AktorWybitny potoczył wzrokiem po nas, po pokoiku i wycedził:
" *beep*"
i wyszedl drzwiami trzasnąwszy....
Ot dalej piliśmy już w mniej wrażliwym własnym towarzystwie :mrgreen:

Kruk Siwy - 18 czerwca 2009, 10:26

Sezon polowania na daniele... to tak by szerszej publice uświadomić o kogo szło.
Historia smaczna i dobrze że geniusz i ojciec młodego prawie geniusza sobie poszedł. Kto wie na czym później wiedziony fantazją kawaleryjską stanąć by chciał...

dalambert - 12 lipca 2009, 14:27

Cóż feralny por. zawsze w naszym kinie i nie tylko był kłopot z porządnym odtworzeniem broni pancernej. W Zlotym Pociągu B. Poręby odtworzono 3 TKS na trenażerach do trenowania jazdy czołgiem. Widziałem je w magazynach Filmu Polskiego na ul. Dominikańskiej, stały tam przez parę lat. Były dwa razy większe od rzeczywistych i ślicznie z dykty zrobione, afera się zrobiła gdy panowie magazynierzy pojechali jednym z nich na Ursynów w wybory 1984 r. do komisji głos oddać. Zajechali z fantazja atrapą TKS a odjechali SKOTem.
A z smiesznych pomysłó , to pamiętasz Komandosów z Nawarony, cała niemiecka dywizja pancerna to same ruskie T ileśtam.

Ziuta - 12 lipca 2009, 14:31

I nawet ich nie obite blachą. Czyste T-34 z krzyżykami na wieżach.
Sandman - 12 lipca 2009, 14:38

W "Złocie dezerterów" też.
feralny por. - 12 lipca 2009, 14:42

Problem ze sprzętem ciężkim był zawsze i wszędzie. Wystarczy wspomnieć superprodukcje amerykańskie jak Ardeny. Tam za tygrysy robiły M48, a za Shermany M24 (sic!), to dopiero przegięcie, mniej więcej to samo było w superwypasie pt. Patton. Komandosów słabo kojarzę. W O jeden most za daleko, tygrysy grały Leopardy 1 z bundeswery. No i standardem było, ze niemieckie transportery "robiło się" malując krzyże na burtach haftack'ów. Rodzynkiem było Złoto dla zuchwałych, tam na bazie T34 (film kręcono w Jugosławii) zrobiono rewelacyjne jak na tamte czasy repliki tygrysów.

Teraz jest trochę lepiej, paradoksalnie jest coraz więcej jeżdżącego sprzętu z epoki, przybywa także porządnych replik.

dalambert - 12 lipca 2009, 14:59

No tak u nas w WFF w Łodzi były kiedyś dwa niemieckie kołowo gąsienicowe transportery ich los chyba opisalem wyzej . Jeden z nich grał na pewno w Godzinach nadziei
a zgadzam sie Ardeny to koszmarne przegiecie jeżeli chodzi o rodzaje pokazywanych czołgów, najśmieszniejsze jest to, ze Złoto dla zuchwałych było kręcone w tym samym czasie , a proszę jaki sprzęt nawet feralny por., nie narzeka a chwali.
U nas przede wszystkim co zrobiono to po filmie ulegało zniszczeniu jak chociażby Tygrysy i Ferdynandy z Do krwi ostatniej . Mieliśmy robić serial w którym na początek do miasteczka z nienacka wchodzi stacjonować niemiecka Dyw. Panc. aż było świeżo po premierze Krwi to zaczęliśmy szukać gdzie te czolgi. Dali cyn że w Ostródzie pognaliśmy i niestety dopadliśmy je już tak rozdemontowane, ze nie było co zbierać.
Podobno kierownik produkcji filmu zamiast zapłacić za udział wojska w zdjęciach to zaslonil sie przyznaną przez Jaruzela / wtedy Min. Obr./ Nagroda i wyjednal zwolnienie z oplat. Na co wsciekle kwatermistrzostwo czym prędzej nakazało zlikwidowanie wykonanych dla filmu atrap.

feralny por. - 12 lipca 2009, 15:39

Chwalę złoto, bo to cudny film jest, Oddball i jego Shermany obwieszone patelniami i wszelkim możliwym badziewiem i strzelające farbą są rewelacyjne, a teto-tygrysy to był przełom w podejściu do tematu, bo wszystkim dookoła się wydawało, że wystarczy krzyż namalować. Na tym tle teciki w pudełkach, śmigające na planie pancernych, stawiają nas w pice i awangardzie produkcji filmowej na świecie. W całym złocie jest właściwie tylko jeden poważny babol, którego można było łatwo uniknąć, mianowicie strzelec wyborowy posługuje się karabinem mosin wz. 91/30 z celownikiem PU, zamiast springfield'a M1903. Widocznie jak ekipa jechała do Jugosławii to nie zabrali (shermany, thompsony garandy, BAR'y i halftracki wzięli), a potem załatali dziurę tym co było na miejscu.

Pamiętacie scenę ze złota, w której chłopaki wchodzą na pole minowe i jak w związku z tym się zachowują? No to teraz porównajcie ze sceną rozminowania terenu z 9 kompanii. Własną pięścią można się zabić jak się patrzy na takie debilizmy jak w tym, o dziwo niezwykle popularnym, rosyjskim filmie.

dalambert - 12 lipca 2009, 15:59

feralny por., 9 kompania to amerykański schemat z nostalgiczno sowieckim przesłaniem, więc czemu sie dziwić, że ruskim się podoba. Wszak to mówi wielcy byliśmy dzielnie sie biliśmy i złe polityki nam to przesrały. Przyjdzie dobry car to wyrówna i nasze będzie na wierchu. A strzelanina głośna i obfita więc publika szczęśliwa jest.
A pamiętasz w naszym wspanialym filmie Lotna te super coś wielkości prawie KoenigTigra ktore dzielny ula szablą po lufie grzmoci? Zresztą baboli tam sporo ot choćby ułani w mundurach garnizonowych, a nie polowych, z lancami w polu. No ale kiedy to Wajda zrobił to i tak niektórzy byli szczęśliwi, że w ogóle jest film o wrześniu i wojsko nasze wprawdzie idoci / na czołgi szarżują/ ale jacy dzielni :mrgreen:

feralny por. - 12 lipca 2009, 16:14

Lotnej nigdy nie dałem rady, na raz, całej obejrzeć. To ponad moje siły, tak samo jak Polskie drogi. Pamiętam finałową scenę z cięciem szablą po lufie i jarzmie armaty T-34-85.
NURS - 12 lipca 2009, 16:43

feralny por. napisał/a:
Widocznie jak ekipa jechała do Jugosławii to nie zabrali (shermany, thompsony garandy, BAR'y i halftracki wzięli), a potem załatali dziurę tym co było na miejscu..


Tu cię zdziwię, jugole mieli u siebie jednostkę wojskową dysponującą sprzetem różnych armii z II WŚ. Na potrzeby filmów. Byłem w niej w 85tym, jak jechaliśmy do zagrzebia. Nic nie trzeba było wozić.

feralny por. - 12 lipca 2009, 16:50

Aż takie dziwne to to nie jest, choć przypuszczam, że broń strzelecką to chyba jednak przywieziono z USA. Ale mogło być i tak, że mieli wszystko prócz nieszczęsnego Springfielda.
dalambert - 17 lipca 2009, 09:45

No to autentyczna opowiastka , wprawdzie nie o filmie , ale z życia wzięta:
Dla wyjaśnienia topografi w głębokiej komunie w Warszawie przy pl. Komuny Paryskiej/ i tak wszyscy mówili pl. Wilsona/ była znana knajpa "KOSMOS".
W kwietniu 1961 roku, po locie Gagarina TV i radio aż ociekały opowiesciami jak to tyn wspaniały kosmonauta był w Kosmosie godzinę i jaki to przełom dla ludzkości.
Ojciec mego kumpla mieszkający na Żoliborzu / entelygenckim jak cholera/ zacny i poważny Profesor / pijący jano toastowo i okazjonalnie/ wyszedl ktorejś niedzieli z domu na poranny spacer / tak koło 9 rano/ i:
Na drugim śniadaniu się nie pojawił,
na obiedzie się nie pojawił,
na kolacji się NIE pojawił...
Rodzina w strachu i szoku , zacnemu Panu Starszemu NIGDY się coś takiego nie przydarzyło...
Aż około 22 skrob klucza w zamku, drzwi się otwierają !!!
Pan Satrzy staje w drzwiach w stanie wskazującym na BARDZO mocne spożycie i oświadcza;
" I CO ? był ten bolszewik w kosmosie godzinę, a JA byłem 12 godzin!!!" ;P:

Karl - 17 lipca 2009, 12:45

OMFG. Zacne.
dalambert - 18 lipca 2009, 20:19

Znakomity reżyser szczególnie znany z pracy z naturszczykami , gzieś w początkach roku 1981 postanowil nakręcić opowieść o złotym FONie i gen. Tatarze / żyl jeszcze wtedy adiutant wspomnianego generała, któren miał na ekranie opowiadać o sprawie pod sceny inscenizowane i rozmowy ze świadkami .
Reżyser / człek absolutnie nie pijący/ wybrał sie do ówczesnego szefa NIK niejakiego Mieczysława M. / lub jak kto woli D./ znającego niewątpliwie kulisy i szczegóły sprawy.
Tow, M powitał go niełychanie serdecznie / było nie było był w absolutnej " odstawce"/
i przy rozpoczęciu rozmowy spytał po żołniersku :" Napijecie się czegoś?"
Reżyser licząc na kawę czy herbatę odparł :"Tak"
Gospodarz rzucił do telefonu '"Mańka - kilo i białe mięso!"
I po chwilce tow. Mania wniosła litr gorzały i połeć słoniny!!
Nie wiem jak rozmowa przebiegła, wiem , ze reżyser odchorował ją przez dni parę.
A film, a no wrona 13 przyleciała :mrgreen:

baranek - 18 lipca 2009, 21:16

aproposik pijanych filmowców mi się przypomniało. podobno autentyk.
kiedy kręcili Rejs, Jan Himilsbach popłynął gdzieś na mieście i strasznie narozrabiał. na tyle, że milicja go zgarnęła. poszła przeto delegacja filmowców, aby pana Jana z opresji uwolnić. i udało się. pod pewnym jednak warunkiem. kojarzycie scenę "państwa syn pozbawił mnie posiłku"? ten chłopak to syn ówczesnego komendanta toruńskiej milicji.
tak przynajmniej słyszałem.

dalambert - 31 lipca 2009, 11:47

Czasy były bardziej pijane niż dziś, oj chlało się w pracy, a i malownicze postacie bywały.
Jak robiliśmy "Modrzejewską" filarem ekipy była mocna grupa oświeltaczy pod przewodem Mistrza Miecia Kozaczyka / już śp./ super fachowcy / śp. Edward Kłosinski jak robił zdjęcia w Polsce zawsze starał się z nimi pracować/, ale i ochlaptusy i kombinatory były straszliwe.
Gdy miewaliśmy dłuższe zdjęcia na hali na Chełmskiej / dwa tygodnie jedna dekoracja/ to Mieciuchna zostawiał jednego dyrużnego a raszta ganiała po chałturach w TV, Poltelu i innych krótkich formach.
A poza tym to wydawało się że trzeźwi to oni byli w życiu może chwilę po urodzeniu, ale niewiele dłużej.
I przychodzi 1 sierpnia / rok był jak raz 1988/ i co? Banda Miecia pojawia sie odpastowana, wygolona i trzeźwa jak gwizdki! Lekki szok który zaczyna narastać z każdym kolejnym dniem: ONI dalej NIE piją!
I tak ten zdumiewajacy stan trwa do 3 października. :shock:
Sprawa zresztą wyjaśnia się wcześniej -chłopaki Miecia wraz z nim nigdy nie piły w tym czasie bo: BO Miecio był i walczyl w Powstaniu.
Taką to sobie chłopaki świecką dobrowolną tradycję ustanowili i co ciekawsze przestrzegana był :lol:

Ozzborn - 31 lipca 2009, 11:55

:shock: szacun dla ty Panów. Robi wrażenie i zapewne nieco przedłużało życie ;)

Tak w ogóle to pierwszy raz zajrzałem do dalambertowego przybytku - widzę, że warto poczytać :D

dalambert - 11 sierpnia 2009, 22:34

Ozzborn, czytaj , czytaj trochę wspominek tu jest.
Ot robiłem kiedys jako II scenograf od militariów i nie tylko filmoserial Alchemik / Sendiwius pana Koprowicza - taka bajka z elementami historii alchemika Sędziwoja / Olo Łukaszewicz/zły ksiąźę ukrywający kosmitę Michal Bajor, a wdowa po kumplu Sendiwiusa wybitna aktorka Joanna Sz. .
Rezyser miewał mnóstwo odczapowych pomysłów, miedzy innymi by scena miłosna miedzy wdową po Seldonie a Alchemikiem odbywała się gdy dama ubrana jest jedynie w pas cnoty,
Cóż miałem robić/ czegoś takiego w kostiumerii nie było/. Więc po konsultacji z współpracującym ze mną płatnerzem i jego małżonka zadzwoniłem do pani Joanny Sz. i zprosilem ją do miary w/w pasa cnoty którą oczywiście wykona małżonka płatnerza, jak najdelikatniej i stosownie fachowo.
Artyskta SZ. najpierw uznała ten telefon za kiepski dowcip, a następnie urządziła panu reżyserowi koszmarna awanturę i oświadczyła, ze orgazm to ona zgrać może, ale w długiej jedwabnej czarnej pelerynie, skromnie kryjącej jej nieodparte wdzięki!!
I tak tez się stało. :x
Do dziś nie wiem czy pomysł z pasem był tylko podpuchą Pana K. czy poważnym pomysłem artystycznym. :mrgreen:

Agi - 11 sierpnia 2009, 22:46

To było nagrywane zanim się jej komunizm skończył?
dalambert - 11 sierpnia 2009, 23:50

Agi, zanim - Film ma datę produkcji 1988 co oznacza , ze kręcony był w 1987r. W kinach szedł jako Alchemik , ale był jeszcze 4 odcinkowy serialik TV Alchemik Sendiwius.
Agi - 11 sierpnia 2009, 23:52

dalambert napisał/a:
Agi, zanim - Film ma datę produkcji 1988 co oznacza , ze kręcony był w 1987r. W kinach szedł jako Alchemik , ale był jeszcze 4 odcinkowy serialik TV Alchemik Sendiwius.


Chyba go pamiętam.

Ozzborn - 12 sierpnia 2009, 00:10

O rany, aż się chyba rozejrzę za onym dziełem ;P:
dalambert - 12 sierpnia 2009, 11:31

Ozzborn, ciężko bedzie na DVD to nie jest wydane, a ściagnąć nie ma skąd, szło w TV dawno temu, a na powtórkę się nie zanosi, chyba żeby TVP Historia puściło, ale ich to niewielu jest w stanie przez kabel trafić , choć program zacny.
A kręciło się to dość ciężko, bo Reżyser był pomysłów pełen w scenopisie nie ujętych, a i te ujęte realizował, ze Boże odpuść.
Mieliśmy scenę gdzie wredny książę Kiejstut terroryzując Alchemika jego żonę z synkiem / jakieś dwa latka/ na ręleku wrzuca do klatki z dzikimi głodnymi psami , tę ją usiłują zjeść , a Alchemik do klatki wskakuje , żonę ocala, ale wolę księcia spełnić musi / złoto mi rób/ - coż filmowo jeden piesek był wściekly i następnie małżonka na wściekliznę z dziecięciem kończyła.
Co by było realistyczniej asom pana reżysera udalo się wynająć jakiegoś idiotę któren dziecię małe do statystowania w tej scenie własne / chybać pod nieobecność małżonki / wynajął. :evil:
Kręciliśmy to na dziedzińcu Zamku Gołuchowskiego, gdzie scenografia wspomnianą klatkę postawiła i na moment wpuszczenia psów Akorka z dzieckiem na ręku tam była , a kundel jakiś wilkowty ją ostro obszczekiwał, dzieciak plakach jak cholera ku pana reyżserowej radości i ten dureń z sześć dubli tego zrobił nim się raczył wziąść za fotografowanie kaskadera z lalką na ręku i psami,
Obawiam się, że temu dzieciakowi to uraz na całe życie udalo się zafundować.
A film jak film - taki sobie, acz momentami niezły. :|

Ziuta - 12 sierpnia 2009, 11:47

Koprowicz się skarżył w wywiadach, że zamarzyły mu się konkretne efekty soecjalne, poszedł do Czechów, którzy byli wtedy najlepsi w bloku wchodnim w tym zakresie, ale zawalili sprawę i wyszło coś w rodzaju misia Colargola.

Edit: ale teraz kręci Mistyfikację, film o tym, że Witkacy żyje.

dalambert - 12 sierpnia 2009, 11:58

Ziuta, mial genialne pomysly, a to zeby w wielkiej sali Wrocławskiego Ratusza / zabytek klasy 0/ - u nas pałac księcia użyć miotacza ognia, i jeszce prosil by sprawdzić i załatwić to w wojsku. Wojsko jak się dowiedzialo to się tylko popukalo w czółko.
A to, co by grający w filmie lilipuci w pełnych zbrojach renesnasowych między sobą się tłuki / scena na tarasie kasztanowym na Zamku w Książu/ tu naszczęście okazało się to niemożliwe.
Panowie Lilipuci to byli goście starsi tak dobrze pod sześćdziesiatkę , więc w zbrojach to oni jeno dostonie chodzić mogli, to i tłuklo się dwoje dzieśięciolatków ze sportowej szkółki szermierczej,
Ja tylko mialem dotatkowe zajęcie gdyż zbroje były odkute na miare dla liliputów / długości goleni, ramion, odleglości zgięć/ a na szybko musiałem kombinować jak je na te młode szrmierzatka przerobić na miejscu w Wałbrzychu. Naszczęście jakiś zmyślny ślusarz się przy kopalni znalazł. :)

Ozzborn - 12 sierpnia 2009, 11:59

dalambert napisał/a:
TVP Historia puściło, ale ich to niewielu jest w stanie przez kabel trafić

ja mam, ciekawe - może się kiedyś trafi. A jakby tak dobrze poszukał po necie to kto wie, kto wie :P

dalambert - 12 sierpnia 2009, 12:01

Ziuta napisał/a:
Edit: ale teraz kręci Mistyfikację, film o tym, że Witkacy żyje.

jak mogli kiedyś na poważnie ukrainską horpynę jako Witkacego na Pęksowym Brzyczku w Zakopanem pochować to czemu nie ? :P

Virgo C. - 12 sierpnia 2009, 12:07

dalambert napisał/a:
A to, co by grający w filmie lilipuci w pełnych zbrojach renesnasowych między sobą się tłuki / scena na tarasie kasztanowym na Zamku w Książu/ tu naszczęście okazało się to niemożliwe.

A w jakim filmie to miało być ?

dalambert - 12 sierpnia 2009, 12:08

Virgo C., cały czas plotkujemu o filmoserialu Pana Jacka Koprowicza Alchemik / kino/ i Alchemik Sendiwius / 4 odcikni TV/ ;P:
Virgo C. - 12 sierpnia 2009, 12:31

Sądziłem, że może o coś innego chodzić. Ale rodzinnych stron na ekranie mi zawsze mało więc wolałem się dopytać :D
dalambert - 12 sierpnia 2009, 12:36

Virgo C., Zamek w Ksiązu to jeden z najbardziej filmowych obiektów w Polsce.
Tredowata - tarasy zamkowe , jak fontanny włączyli- to je definitywnie załatwili :(
Jakieś Klosy ,
Wielki Powrót - Grzegorz K.
Przyłbice i Kaptury - bramy Wilna, Wspaniałe stajnie jako gospodarstwo Vogelvedera krzyzackiego szpiona
Alchemik - już gadałem.
Ognisty Anioł - Macieja Wojtyszki,
i jeszcze pare co nie robilem, nie pamiętam :)
omal nie zapomniałem toż teraz idzie na TVP1 Twierdza szyfrów ale tu nie typowo Książ gra Książ :o
i i chyba w Białej wizytówce wystąpił - tam to głównie Pszczyna, ale chyba i Książ się zalapał.

dalambert - 14 września 2009, 15:03

Czytam właśnie Last Vikinga Delikatne uderzenie pioruna / dobre, nawet bardzo, ale o tym to jak skończę/ . Właśnie przelaciałem malowniczą scenę jak to polskie poselstwo przed Zamkiem Malborskim przez krzyżaków w deszczu jest trzymane, aż w koncu wielka brona bramna powoli się unosi.
Robiąc Przyłbice i Kaptury tez wjazd poselstwa na zamek robiliśmy. Wprawdzie nie w deszczu / rezyserowi chwała/ ale podnoszenie brony bramnej między Zamkiem Średnim a Niskim Pan Piestrak sobie zamarzył to i zaczeliśmy kombinować. Brona mechanizm podnoszący miała / komora z nim za gabinet kustosza robiła/ Kustosz dał się uprosić, mechanizm potężne przeciwwagi posiadał, więc dawaj kaskadery do kołowrotu . Próbę czy się dobrze rusza robim.
Ustawiliśmy się przed bramą, na sygnał kaskaderzy dźwignie w kolowrót zamontowali i go odblokowali...
Jak BRONA nie łupnie, Trzask i wiejście na zamek średni zablokowane :!: - kaskaderzy wygłupieni, ale okazało się poprostu, ze potężne walce przeciwwag to były blaszane atrapy puste w środku i za cholere ciężaru owej potężnej kraty przeważyć nie mogące.
Zamek zablokowaliśmy na trzy dni - wycieczki to przez boczne schody i fosy z zamku wyprowadzono, a i następne tamtędy pchano.
Zaś nam scenę unoszenia się kraty zamkowej załtwił potężny strażacki podnośnik widłowy spod którego szpaler knechtów i wjazd paru koni poselstwa jakoś się skręciło.

Kruk Siwy - 17 października 2009, 22:19

Obejrzałem sobie po raz kolejny "Na odsiecz Wiednia" co to przy niej gospodarz wątku paluchy maczał. Zacne. I łza się w oku kręci - kwiat aktorów gra. Gdybyż nie głupoty w rodzaju kolejnej komedii reumatycznjej kręcono obecnie a dobry film historyczny o tym że Polacy nie zawsze w dupsko politycznie i militarnie brali... Ech.
Sosnechristo - 18 października 2009, 11:44

Kruk Siwy, sugestie, by np. nakręcić film o wojnie polsko-bolszewickiej zbywa się milczeniem.
Kruk Siwy - 18 października 2009, 12:09

Aś tam. Monte Cassino poległo, Wiedeń poległ, durne komedie których nikt nie będzie pamiętał za pięć lat wygrały.
nimfa bagienna - 18 października 2009, 12:11

O jaki wspaniały wątek!
Dlaczego ja go wcześniej nie odkryłam?????

Kruk Siwy - 18 października 2009, 12:37

Bo leniuch jesteś i pereł naszej elokwencji nie chce ci się czytać. Mam przypomnieć jak SWOJEGO wątku nie znalazłaś? Hihihi
dalambert - 18 października 2009, 12:40

Pan Hoffman jak mu dawano w Gdyni "Platynowe Lwy" czyli nagrodę przedśmiertna wezwał do skŁadki na realizacje filmu o roku 1920 w jego wykonaniu.
Skoro tak rozpaczliwie wzywa to znaczy, że gucio z tego. Ploty chodziły o melu Gibsonie, co to po bajeczkach o majach czy Aztekach miał się przymierzać do Wiedenskiej Odsieczy, nawet w zeszłym roku książka-scenariusz tego wyszła drukiem, a i na radiowej 3 było niezle słuchowisko.
Ale... Instytut Filmowy Pani Odorowicz ma budżet roczny 100 milionów i trza to rozsmarowac po środowisku co by nie pyskowało/ temu dała na łyżeczkę, a temu dala troszeczke/ no i nieustający wrzask dajcie na debiuty, debiutanty filmy robią, jakość z lekka średnia i ... a no przetająaa być debiutantami i na następny czekają lata.
I jeszcze jedno jak się chce mieć filmy historyczne to trza mieć wole polityczną by powstawały. Zapytajcie Zgage ile i czego ruskie kręcą / ona się tym interesuje i kontakty liczne ma/ zauważcie kolejne francuskie filmy o epoce Ludwika XIV / Vatel, Król tańczy, Markiza i inne/ wcale nie hagiografie, ale jak pokazujące epokę.
A u nas same powtórki z epoki komunizmu i Szczepańskiego, ciekawe dla czego?

Kruk Siwy - 18 października 2009, 12:44

Quo Vadis długo się jeszcze czkawką będzie odbijał. Banki uznały że film to nie jest pewny interes.
I mają rację, niestety. Lepiej przeczekać żeby Hoffman filmu o 20 stym roku jednak NIE zrobił. To nie może być poprawny film nikogo nie urażający.

Ziuta - 18 października 2009, 12:49

To mi przypomina rekację Wiktora Jerofiejewa na wajdowski Katyń. Siergiej Garmasz gra tam rolę dobrego Rosjanina. I Jerofiejew stwierdził, że "dobry Rosjanin" to piękny mit. Ale mit.
Jeśli dobrze pamiętam, to o 1920 jest powieść, podobno świetna "W polu" Stanisława Rembeka. Słyszałem o niej same superlatywy, zdaniem Miłosza najlepsza polska powieśc wojenna, Cienka czerwona linia i Na zachodzie bez zmian w jednym. No ale 50 lat była na cenzurowanym i teraz mało kto pamięta.

nimfa bagienna - 18 października 2009, 13:02

Kruk Siwy napisał/a:
Mam przypomnieć jak SWOJEGO wątku nie znalazłaś? Hihihi

:oops:

feralny por. - 18 października 2009, 22:04

Ziuta napisał/a:
Jeśli dobrze pamiętam, to o 1920 jest powieść, podobno świetna "W polu" Stanisława Rembeka. Słyszałem o niej same superlatywy, zdaniem Miłosza najlepsza polska powieśc wojenna, Cienka czerwona linia i Na zachodzie bez zmian w jednym. No ale 50 lat była na cenzurowanym i teraz mało kto pamięta.
Nie przeceniałbym, na pewno wyróżnia się na tle polskiej literatury militarnej, ale ma również swoje niedostatki. kilkanaście lat temu wyszła nakładem jakiegoś efemerycznego wydawnictwa, zanabyłem za 2,50 w składziku taniej książki. Powieść ma raczej kameralny charakter, rzeczywiście mogłaby być niezłym punktem wyjścia dla scenariusza.
Ziuta - 18 października 2009, 22:06

Słowo Miłosza a słowo feralny por., cóż, ja mogę uwierzyć Tobie, ale naród to co innego ;P:
dalambert - 18 października 2009, 22:07

feralny por., jak masz pod ręką to przynieś na SKOFe - i pożycz :D
feralny por. - 18 października 2009, 22:14

Jestem w trakcie przeprowadzki, to też nie wiem gdzie mam, ani czy to jest pod ręką. Zobaczę, poszukam, jak znajdę, to przyniosę.
nureczka - 18 października 2009, 22:34

feralny por. napisał/a:
Ziuta napisał/a:
Jeśli dobrze pamiętam, to o 1920 jest powieść, podobno świetna "W polu" Stanisława Rembeka. Słyszałem o niej same superlatywy, zdaniem Miłosza najlepsza polska powieśc wojenna, Cienka czerwona linia i Na zachodzie bez zmian w jednym. No ale 50 lat była na cenzurowanym i teraz mało kto pamięta.
Nie przeceniałbym, na pewno wyróżnia się na tle polskiej literatury militarnej, ale ma również swoje niedostatki. kilkanaście lat temu wyszła nakładem jakiegoś efemerycznego wydawnictwa, zanabyłem za 2,50 w składziku taniej książki. Powieść ma raczej kameralny charakter, rzeczywiście mogłaby być niezłym punktem wyjścia dla scenariusza.

W sprawach literackich owszem Miłosz górą, ale co do szeroko pojętych zagadnień militarnych, to akurat feralny por. może być lepszy - z całym szacunkiem dla Mistrza.

feralny por. - 18 października 2009, 22:44

Nie śmiem kwestionować opinii Miłosza. Pod względem militarnym jest dobrze nie pamiętam żadnych spektakularnych baboli, właściwie żadnych nie pamiętam. Niektóre sceny są bardzo ciekawe np. walka z kawalerią, czy opis prowadzenia ognia przez baterię artylerii. Powieść jest króciutka, moim zdaniem porównania z "Cienką czerwoną linią" nie wytrzymuje. Fabuła trochę dziurawa, a zakończenie no cóż...

Postaram się znaleźć tę książkę, to sami zobaczycie.

Ziuta - 18 października 2009, 22:51

feralny por. napisał/a:
nie pamiętam żadnych spektakularnych baboli

Bo on się pod generałem Żeligowskim bił.
Z resztą, Rembek napisał jeszcze Nagana, Dzienniki 1920 (obie o polsko bolszewickiej), Balladę o wzgardliwym wisielcu, Wyrok na Franciszka Kłosa, a ostatnią powieść, o Powstaniu Warszawski, przerwała mu śmierć.
Smutne to, że z całej twórczości za komuny kwalifikowałsię tylko Wyrok...

feralny por. - 18 października 2009, 23:08

Książkę znalazłem, więc będzie na SKOFIE, tylko się nie pobijcie. ;P:

Dochodzę do wniosku, że chyba byśmy, jednak takiego filmu o '20 nie chcieli, bo byłby to kolejny film o klęsce. Rębek, bowiem opisuje w swojej powieści nie zwycięstwo, lecz spieprzanie znad Dźwiny...

Ziuta - 18 października 2009, 23:12

Ja tu mówię o filmach wojennych i fantastyce z szacunku wobec osób takie kino lubiących. Osobiście chciałbym coś o bezrobotnym menelu z zoną-dewotką i dziesięciorgiem dzieci, który w pięćdziesiąte urodziny dowiaduje się, że jest gejem, denaturat pije, bo pociagają go kolorowe drinki, a prezerwatyw nie używa nie z powodu nauk jakiegokolwiek kościoła, lecz ponieważ antykoncepcja jest gejowi zbędna...
To byłoby coś.

Virgo C. - 19 października 2009, 10:30

Ty się zdecyduj - najpierw książkę byś taką chciał, teraz film ;P:
dalambert - 19 października 2009, 12:18

Ziuta napisał/a:
Osobiście chciałbym coś o bezrobotnym menelu z zoną-dewotką i dziesięciorgiem dzieci, który w pięćdziesiąte urodziny dowiaduje się, że jest gejem

ależ fuwna w tym stylu to się kręci nieustająco, a jak się na Festiwalu w Gdyni podobają! a to Wrony, a to menele , a to Pipciusie Miauczyńskie - albo komediowe gangsteriady - jeno na porządny film historyczny doczekać sie nie moża,
Nawet jak sie za Westerplatte biora to najwazniejsze okazują się gole tyłki szczających na plaży żołnierzy i kto się głośniej bał!
Trynd mamy taki, ze ma być, albo wesoło, albo mamy być popaprani gnoje z narkotykowym problemem w tle.

Ziuta - 19 października 2009, 15:54

Virgo C. napisał/a:
Ty się zdecyduj - najpierw książkę byś taką chciał, teraz film

Jestem gotów napisać, a potem dostać ekstra kase za prawa do ekranizacji. :D

dalambert - 19 października 2009, 17:51

Ziuta, Pisz . koniecznie pisz Odorowicz szuka scenariuszy !
Ziuta - 19 października 2009, 18:09

W amerykańskim oryginale Niani był odcinek o gwieździe country, któa straciła wenę. Całe życie śpiewała o ciężkim zyciu na wsi, złamanym sercu i biedzie. A tu nagle przyszła miłość, pieniądze i szczęście. A z nimi klops. Boję się, że mnie tez by coś takiego spotkało. Siedzi człowiek nad kartką i duma: jak tu pisać o złym świecie, skoro świat jest taki piękny?
Virgo C. - 20 października 2009, 11:46

Puścić sobie muzykę country w tle ;P:
Np. takie
http://wiadomosci.gazeta....5.html?skad=rss

Zgaga - 22 listopada 2009, 11:18

Troszkę się wetnę dalambertowi w temat, ale to w końcu w czasie wczorajszej z nim rozmowy przypomniała mi się ładna anegdotka o Danielu Olbrychskim, przytoczona zresztą przez aktora we wspomnieniach Anioły wokół głowy.

Gdy otrzymał rolę Rafała Olbromskiego w „Popiołach” w reżyserii Wajdy, musiał szybko nauczyć się dobrze jeździć na koniu. Zaopiekował się nim wtedy Wiktor Olędzki - rotmistrz, trener kadry, przedwojenny reprezentant Polski w skokach, który przyłożył się do pracy solidnie. Tak, że u Olbrychskiego powstały krwawiące rany na łydkach. Olędzki skargę aktora skwitował:
- Rzeczywiście niedobrze, powinny być w innym miejscu.


Edit: poprawka po słusznej uwadze Agi.

Agi - 22 listopada 2009, 11:37

Zgaga, anegdotka zabawna, ale raczej o tatę niż syna chodziło :wink:
dalambert - 22 listopada 2009, 11:48

Wspomniany przez Zgagę, przedwojenny rotmistrz i instruktor Olbrychskiego , przypomniał mi innego wybitnego kawalerzystę co z filmem był związany do śmierci. To Adam Królikiewicz - znakomity żołnierz / Virtuti/ i sportowiec / brąz olimpijski/ kawalerzysta zawołany - poległ w "Popiołach " Wajdy. Był przy tym filmie konsultantem spraw kawaleryjskich i jeździectwa. Gdy szykowano się do kręcenia sceny szarży pod Somo- Sierra, okazało się , ze jeźdźców jest trochę przy mało / nawet nie grający w scenie Olbrychski do akcji się zgłosił i na szwoleżera załapał/.
Rotmistrz tez nie zdzierżył i w szarży wziął udział, było nie było Somo-Sierra. Sposobem ówczesnym na pokazanie skutków strzałów hiszpańskich armat walących na wprost w szarżujący szwadron były doły pułapki wykopane na trasie jazdy i wypełnione sianem co by równo było oraz zamaskowane darnią.
Konie pędza, armaty biją. ziemia sie z pod kopyt usuwa, jeźdźcy się walą - scena cudna/ kto film widział ten wie/ jeno Rotmistrz tak sie nieszczęśliwie na pułapce zwalił iż kręgosłup nie wytrzymał .
Zmarł po paru miesiącach ciężkiej choroby w Konstancinie w Instytucie Ortopedycznym prof. Weissa.
A anegdota Zgagi Daniela O. dotyczy - synek to jeno na gitarach jeździł :mrgreen:

dalambert - 7 grudnia 2009, 23:22

Właśnie chłopaki "ciepłym " słowem wspomnieli nadaną dziś na Kino Polska "Powrót Wilczycy' fakt kicha straszna, a pierwsza "Wilczyca" wcale taka koszmarna nie była, a i wiąże się z nią grudniowo styczniowa opowieść.
W filmie grała grupa góralskich koni dowodzona przez znakomitego Józka Galicę z Bańskiej, zaś pałac filmowy położony był koło Łodzi.
Film robiono w 1981 roku wiec "przylot wrony" 13 XII przerwał zabawę. Konie odesłano na Podhale i po ptokach,
Liczne molestowania władz i tłumaczenia, ze horror to nie polityka. ale rozrywka dla ludu poskutkowały i w końcu stycznia zezwolono na wznowienie zdjęć, Pierwsza kwestia do zrobienia bo śnieg "zejść może' to plenery i konie potrzebne. Więc posłano depeszę do Józka G co by załatwiał przepustki i ruszał w try miga.
Ten zaś grupę zebrał, sanie dołączył z prowiantem i w 15 koni ruszył pod Łódź lasami komunikiem, przepustki i stan wojenny w poważaniu mając.
Spodziewano się go za dwa tygodnie , a tu juz po tygodniu z pobliskiego lasu przy pałacu wyłania się dzielna kawaleria.
Poszło im koncertowo jeno musieli po drodze po wsiach ludziom tłumaczyć, że to jednak "się NIE zaczęło" i giwerów odkopywać , czy ze strzech wyciągać jeszcze nie trzeba. :P

Fidel-F2 - 7 grudnia 2009, 23:26

dalambert napisał/a:
Poszło im koncertowo jeno musieli po drodze po wsiach ludziom tłumaczyć, że to jednak "się NIE zaczęło" i giwerów odkopywać , czy ze strzech wyciągać jeszcze nie trzeba.
dobre
Zgaga - 8 grudnia 2009, 16:41

Kolejnego Powstania Styczniowego się zachciało psia mać.
Kruk Siwy - 8 grudnia 2009, 16:42

Postrzelać do ruskich zawsze miło.
Zwłaszcza jak z nieproszoną wizytą przyjdą.

Zgaga - 8 grudnia 2009, 16:43

A'propos Powstania...
Jakąś anegdotkę o Wiernej rzece, dalambert, masz?

dalambert - 8 grudnia 2009, 19:21

Zgaga, tyle tylko, ze robiono ją około 1980-81, a puszczono na ekrany dopiero w 1988 i to po lekkim okrojeniu przez cenzurę.
W początkowej scenie filmu gdy chłopi pod kierunkiem kozaków rabują i grzebią poległych powstańców, a na pytanie chłopa:
-Jak to żywego w ziemię pchać? / jeden z pobitych jeszcze dycha/
Kozak malowniczo przyszpila rannego spisą do ziemi - i już takowy go ziemi się nadaje.
Ta scenka została wycięta i do dziś nie przywrócona.
Ja ją widziałem bo w Wytworni Łódzkiej gdzieś 1983 zrobiono "mały" zamknięty pokaz na który do sali projekcyjnej wlazło tak z 500 osób./ sala była na 100/.

dalambert - 17 grudnia 2009, 10:48

Wspominaną już przeze mnie Wilczycę kończy malownicza scena zastrzelenia Pani Bielskiej czyli tytułowej wilczycy przez Pana Jasinskiego / późniejszy organizator Słynnych Krakowskich Benefisów w Teatrze STU/ strzałem z pistoletu w czółka środek.
Czasy były przed komputerowe, a i cieżko było aktorce spłonkę na czole montować bo dość subtelnych nasi piromani nie mieli, więc Panowie Kaskaderzy wpadli na inny genialny pomysł.
Pudernice przygotowały odpowiedni kubełek krwawego, gęstego i lepliwego kisielku, a kaskaderstwo dmuchawke a'la amazonia i z za kamery w odpowiednio wykrzywionej artystce w czólko tą miksturą mial kaskader dmuchnąć, co by sie malowniczo rozprysła, a nie sciekła. Efekt gwałtownej śmierci dając. Reszte artystka w innym ujęciu dogrywała.
A to siup i dmuch - trafiło wspaniale, ale w usteczka wykrzywione, a otwarte. Prych, fuj, pluj i godzinka przerwy na doczyszczenie artystki,
Dmuch - tfu tym razem w ucho i włosy poszło - czyli brr. i to samo.
Dopiero trzeci dumuch przepięknie na środku czółka przeslicznego się rozprysnął - ten efekt do dziś podziwiać można. Oczywiście jak ktoś do konca filmu wytrzyma :wink:

Kruk Siwy - 17 grudnia 2009, 10:50

Tak naprawdę to dopiero scena finałowa kładzie film na obie łopatki. Resztę da się wytrzymać, choć chyba tylko ze względów historyczno - poznawczych warto.
dalambert - 17 grudnia 2009, 10:54

Kruk Siwy, biega Ci o ten koszmarek rekwizytorsko plastyczny któren w trumnie z ukochaną żoną Pan Hrabia Patriota odkrywa, a co miał być dramatyczną puentą dzieła , a jest chichem śmichem i parsknięciem nad nedzą wykonania zwłok nieboszczki ,co to damsko-wilczo-horrorysteczne być miały ;P:
Kruk Siwy - 17 grudnia 2009, 11:07

Ano. Ale nie chciałem spoilerować...
dalambert - 17 grudnia 2009, 11:24

Kruk Siwy, po tylu latach to już nie spojler jeno rzetelna tandety ocena :mrgreen:
dalambert - 31 grudnia 2009, 13:54

A'propos pani Iwony Bielskiej / piękna kobieta/ co to za wilczycę robila.
W Przyłbicach i kapturach grała żonę jednego z kuzynów wrednego szpiona krzyżackiego Vogelwedera /p. Lesień/ i jako taka wpadała w łapy kontrwywiadu Jagiełly i do tortur straszliwych szykowana była .
W wytwórni wrocławskiej szykowałem ja. Dyby, kleszcze, rozpalone węgle , sznury , kajdany itp. no i Artystka w siódmym miesiącu ciąży / prawdziwej nie filmowej/.
Wiec usadziliśmy panią w dybach stosownie / poza zasięgiem kamery/ dyby poduchami wykładając, pod pupcię pierzynę podkładając i dbając piecykami / zimno było na hali/ co by się nam nie daj Boże nie zaziębiła.
Kontrast między sceną - TORTURY- a rzeczywistą dbałością o wygodę artystki był kolosalny :D
I oby nam wszystkim, w Nowym Roku tak się działo , czyli pozorne niewygody, sukcesami się kończyły, czego Wam i sobie w nadchodzącym 2010 życzę :D :D :D

Ozzborn - 31 grudnia 2009, 14:00

hehe cudnie :mrgreen:
Kruk Siwy - 31 grudnia 2009, 14:11

Nie wiem czy zauważyłeś Dalambertusie ale w telewizacji całkiem niedawno był wywiad a nawet interwiew z Twoim Ulubionym Reżyserem. Niestetyż w pierwszych swych słowach zaczął bredzić o przestrzeni poza kadrowej i nie zdzierżyłem... Rzeknij może co młódzi o tej przestrzeni żeby wiedziała komu to kamerę dawano do ręki.
dalambert - 31 grudnia 2009, 15:00

Grzegorz Królikiewicz wywodzi swa drogę z filmu dokumentalnego i tam stawiał pierwsze kadry / np. Psychodrama/ a i jego debiut fabularny Na wylot w znacznych stopniu opierał sie za takim wczuwaniu aktora , już nie w rolę , ale w wydarzenie , że mózg staje.
Dla nie zorientowanych film ten był fabularnym odtworzeniem casusu z lat dwudziestych gdzie małżeństwo zdeklasowanych, bezrobotnych inteligentów Maliszów zamordowało bogatego lichwiarza i za tę zbrodnie odpowiadało przed sądem w Krakowie.
W trakcie rozprawy oboje brali całą winę na siebie by to drugie od kary i śmierci uchronić.
G.K. umieścił zdjęcia w sali sądu krakowskiego gdzie odbywała się autentyczna rozprawa i poprzez cały anturaż poza kadrowy oddziaływał na aktorów psychikę, co by ich odpowiednio zmotywować.
Potem poszło mu dalej i w skrócie mówiąc dla zdjęć przy zastawionym stole również dekoracji w kuchni potrzebował, by świadomość istnienia "zagospodarowanej przestrzeni poza kadrem" na aktorów działała!

dalambert - 30 stycznia 2010, 15:12

Kruk Siwy napisał/a:
Niestetyż w pierwszych swych słowach zaczął bredzić o przestrzeni poza kadrowej i nie zdzierżyłem...
Jeszcze i taka refleksja co do"przestrzeni poza kadrowej"
w "Lamparcie" Lancaster wyjmuje koszulę z szafy /jedwabną/ wnętrza. Szafy w ogóle nie widać w kadrze . Ale reżyser zażyczył sobie co by szafa była w pełni wyposażona i to w "arystokratyczną" bieliznę.
Bo inaczej cóś się wyjmuje z pełnej szafy, a inaczej bierze jedyną koszule z półki w pustej .
Tak , że coś w tym jest - byle nie przesadzać :)

Kruk Siwy - 15 lutego 2010, 09:18

A Jerzego Turka nie spotkałeś gdzieś na planie?
dalambert - 15 lutego 2010, 09:34

Kruk Siwy, niestety nie -jak ja się wziąłem za robotę było już po Misiu, a i w historyczno kostiumowych pan Turek raczej nie grywał, zresztą bardziej był związany z Poltelem i WFDiF w warszawie.
Natomist inną mam refleksję . Pucek była na prezentacji teledysku "Wampirzego" Magdy Kozak i Anji Ortodox. Niezla trzepanka, acz podobno ,co artystka śpiewa trudno zrozumieć, natomiast w opowieściach p kręceniu pokazano , kolejne osobne ujęcia:
- pędzącego samochodu
- wywalającego się typa
- tryskającej juchy
- wybuchu jak cholera!
a w końcu jak to się ładnie komputerowo ponakładało na siębie i stworzyło dramatyczne jedno ujęcie!
Cóż za moch czasów jak facet wylatywał z wybuchem w powietrze, to musiał w ukryty batut trafić , a piroman czujnie odpalić, co by się za jednym zamachem rzecz sfilmowac dała.
Tak moi drodzy te stare filmy jedną zaletę mają - mino iż film to sztuka wielkiego oszustwa- t ojednak wiele trzeba było na żywac robic i to byl ten" urok tropików" :wink:

dalambert - 27 lutego 2010, 12:16

No Walentymko nie dawno były i inne świetowania zbliżeń męsko damskich, to i mnie się przypomniała jak w jednym z filmów w ktorych lapy maczałem scena łózkowo-goliznowo-romantyczna miała być.
My / znaczy scenografia z dek. wnętrz/ przygotowaliśmy co trzeba, a szczególnie łoże śliczne i dość antyczne. Parka artystów stosownie nieubrana / regulaminowe niebieski szlafroki kryły gołość- do czasu/ znalazła się na hali, ekipa z wyjątkiem naprawdę, niewątpliwie potrzebnych wywalona za drzwi została. I.... i.. no i po godzinie prób i ustawiania kamery się zaczęło, że skoro KAMERA już stoi to, a no to dekoracje / łoże/ trza przestawić.
Ruszyliśmy do pracy- wezgłowie 39 cm w górę , nie 40 dawać, lewy bok pod kątem ustawcie, poduchy przesunąć itd, itp....
Jak się zaczęli kochać w tym łóżeczku to bardziej niż o miłości i tekstach wygłaszanych bidne aktorostwo myślało, jak z tej przedziwnie ustawionej konstrukcji się nie wygruździć i na pysk czy pupcię gołą się nie zwalić.
OJ mówili o tym potem głośno, ze takiej "miłości" to w życiu nie mieli ;P:

Kruk Siwy - 27 lutego 2010, 12:19

Najbardziej i tak mi się podobało jak dalambert, lapy maczał w scenie łóżkowo-goliznowej.
I kurczę jeszcze mu za to płacili!

Rafał - 27 lutego 2010, 12:47

Znaczy się jak kandelabr trzymał? :wink: :mrgreen:
dalambert - 27 lutego 2010, 12:51

Rafał, nie łoze przestawial pod kamere, ale ale wtedy przynajmniej artystki personaliter osobą własną do zdjęć stawały, a dziś co druga pimpcia jak ma pupę pokazać to dublerki żąda i ONA to pod kamera najwyżej buzią kochać może i jęki stosowne wydawać, zaś reszta to kaskaerka ma być :mrgreen:
Zgaga - 28 lutego 2010, 17:27

dalambert, jak dalej są stosowane takie konstrukcje łóżkowe, to się nie dziwię, że kaskaderek żądają. Jeszcze by się biedactwa przy tej gimnastyce połamały.
dalambert - 18 kwietnia 2010, 12:45

tak sobie myślę, ze warto przypmnieć tu droge artystyczną

ŚP.
Janusza Zakrzeńskiego
08.03. 1036 - 10.04. 2010.

Teraz wszyscy wiedzą gdzie zginął i , że przez ostatnie lata odtwarzał w rekonstrukcjach i inscenizacjach historycznych postać Marszałka Józefa Piłsudskiego.
Ale jego droga była długa i bogata, ot pamiętacie "Popioły" Wajdy , no i Napoleon który tam w prawie milczącej pojawia się roli to On, w "Procesie Norymberskim" trudna rola Hansa Franka, a "Mieszczanin Szlachcicem" Moliera - wszyscy pamiętają Kobielę jako pana Jourdine a Markiza gra tam właśnie Zakrzeński. "Nad Niemnem" Benedykt Korczyński, ale i Erick von Hollstein w "Czarnych Chmurach".
Tak Marszałka grywał wielokrotnie - zaczął w "Polonii Restitucie" Bogdana Poręby
i w Niego wcielał sie z przekonania i miłości.
To był wspaniały artysta - warto o Nim pamiętać.

Kruk Siwy - 18 kwietnia 2010, 13:41

Nie wiem jakim był człowiekiem, ale u mnie w domu via telewizor był częstym gościem. Coś było w nim... coś co kazało mi śledzić po raz enty te same filmy z jego udziałem. I gdy innych z tej katastrofy zabierze mi już ten przeklęty niemiec to Janusz Korczyński pozostanie.
Choćbym imię zapomniał to osobowości z pewnością nie.

Eidti. Już się do mnie ten szkop zabrał. Ani chybi. Ale Korczyński w "Nad Niemnem" to moja ulubiona postać.

feralny por. - 18 kwietnia 2010, 14:21

Kruku Siwy, myślę, że to głos i sposób mówienia pana Zakrzeńskiego było tym czymś. Kiedyś przypadkiem trafiłem na wywiad z nim, tego wywiadu nie dało się wyłączyć.
Matrim - 18 kwietnia 2010, 14:38

Właśnie - głos. Niewielu już zostało aktorów polskich, którzy potrafią zaczarować głosem :(
Agi - 18 kwietnia 2010, 14:41

Bardzo zapamiętałam "Tumor Witakcego"
Godzilla - 18 kwietnia 2010, 16:56

Zakrzeński o mało co nie został śpiewakiem operowym. Ale w końcu zniosło go w stronę teatru a nie opery. Głos miał jak mało kto.
dalambert - 18 kwietnia 2010, 23:12

Godzilla napisał/a:
Zakrzeński o mało co nie został śpiewakiem operowym.

Miał za to wielką role śpiewaną !
pamiętacie "Na szkle malowane" Katarzyny Gertner i Ernesta Bryla ?
Janusz Zakrzeński 698 razy zagrał w tym Janosika

Kruk Siwy - 1 czerwca 2010, 01:00

Nie wiedziałem gdzie to wpisać. Oto dopiero co usłyszałem wieść przerażającą: Hoffman za miesiąc zaczyna kręcić BItwę Warszawską 1920. Piłsudskiego zagra Stara Indiańska Squaw z Wiedźmina czyli Olbrychski, a wymyślonego bohatera Ułana Jana - idealistę o prokomunistycznych zapatrywaniach - niejaki Szyc.

Mamy przes...ane. Warszawę dobrodzieje ze wschodu zdobędą jak nic. Nikt tak jak Stary Mistrz nie potrafi pokazać jak Polacy w rzyć dostają.

Godzilla - 1 czerwca 2010, 06:34

Gorze nam.
Agi - 1 czerwca 2010, 07:16

To mógł być piękny film
NURS - 1 czerwca 2010, 08:23

Ale będzie w 3D!
*beep* tu, *beep* tam, *beep* wszędzie...

dalambert - 1 czerwca 2010, 08:48

Pogoglalem trochę i fakt grozą wieje . mniejsza o tego kabotyna co to za Marszałka będzie robił ale technika 3d -zapowiedzi scenograficzne fiu, fiu i podany koszt filmu 20 milionow złotych.
Pamiętajmy "Ogniem i Miecze," 35 mln. "Qvo vadis" 80 mln / oj kradli chłopcy na potęgę/ ale nawet "Wiedźmin" koło 40 mln.
Za te pieniądze to tylko kit można wykonać.

nureczka - 1 czerwca 2010, 09:33

A ja wyczytałam, że mają być sceny erotyczne. Matko Boska Od Nikomu Niepotrzebnych Cudów, uczyń jeszcze jeden i nie dopuść do owej produkcji!
Kruk Siwy - 1 czerwca 2010, 09:38

Znakomita celebrytka Natasza Urbańska będzie grała. Ciekawe co będzie fikać? Kazaczoka?
nureczka - 1 czerwca 2010, 09:59

Goła Natasza U. to widok całkiem, całkiem. Ale obnażony Kmicic? Pfuj!
Ziuta - 1 czerwca 2010, 10:03

dalambert napisał/a:
Pamiętajmy "Ogniem i Miecze," 35 mln. "Qvo vadis" 80 mln / oj kradli chłopcy na potęgę/ ale nawet "Wiedźmin" koło 40 mln.

Nocna Straż powstała za 2 razy mniejsze pieniądze od Wiedźmina i wyszła.
Kruk Siwy napisał/a:
Indiańska Squaw z Wiedźmina czyli Olbrychski

Cóż, polskie kino historyczne=filmy z Olbrychskim, to jest wiadome od lat. A Szyc to dobry aktor.

Pewnie bronię nie tego, co trzeba, ale nie należy się uprzedzać. Poza tym Hoffman ma konkurencję telewizyjną:
http://www.nowiny24.pl/ap...ZESZOW/67911527


Edit: co do 3D – Bondarczuk robi Stalingrad 3D na rocznicę bitwy. Nie będzie nas Moskal przeganiał (bądźmy szczerzy - w kinie nas przegonił już dawno temu).

Kruk Siwy - 1 czerwca 2010, 10:09

Ziuta, ale komu wyszła? Hoffmanowi? Poza tym Bitwa Warszawska powinna być wielkim kinem batalistycznym, typu Szeregowiec Ryan albo O jeden most za daleko. No niechby Jarzębina czerwona.
Za dwie dychy?

Ziuta - 1 czerwca 2010, 10:24

http://www.youtube.com/watch?v=y4sjUMqqK28 - taka reklama Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Batalistykę robiło 20 statystów i jeden czołg. Oczywiście, jak zauważył jeden z komentatorów: on takich bitew w polskich filmach nie widział. Ja bym proponował parodię:
- Olbrychski na koniku na biegunach okłada szabelką tekturowy czołg (szalone wizje czcigodnych gerontów)
- łysy i brzuchaty koleś z kamerą (50 letnie debiuty)
- sala kinowa pełna najbardziej szowinistycznych wyobrażeń feministek (brzydkie, w okularach, nieogolone pod pachami i pod nosem) - (polskie kno na ważnych światowych festiwalach)
- potem drzwiami i oknami wpadają dzieci z podstawówki (frekwencja!)

Po prostu w wieku 23 lat mam święte prawo być idealistą i marzyć, że filmy będą fajne, robota dobrze płatna, a dziewczyny porządne. :)

Kruk Siwy - 1 czerwca 2010, 10:26

A Linda ponurym głosem przywita cię w drzwiach kina: Co ty wiesz o filmowaniu?
Bo Linda tyż ma grać. Ruskiego niedźwiedzia?

Ziuta - 1 czerwca 2010, 10:29

To nie jest zły aktor. Kieślowski, te sprawy.
gorat - 1 czerwca 2010, 10:29

Kapitalna bitwa, choć tutaj nie chciałem ludzi jej odgłosami straszyć - na niemo oglądałem:-)
dzejes - 1 czerwca 2010, 10:29

Ziuta napisał/a:
To nie jest zły aktor. Kieślowski, te sprawy.


Co? Przecież Linda najlepszy był w Psach.

Ziuta - 1 czerwca 2010, 10:40

No ale biedak wpadł przez Psy w stereotyp twardziela z niemieckim nazwiskiem i dziwnym podejściem do kobiet.
dzejes - 1 czerwca 2010, 10:41

I w równie idiotyczny stereotyp "Linda to dobry aktor, ot na przykład Kieślowski..." :mrgreen:
Ziuta - 1 czerwca 2010, 10:44

Erystyk jeden! ;P:
Kruk Siwy - 10 czerwca 2010, 10:43

Oglądałem ci ja wczoraj na BBC pierwszy odcinek serialu paradokumentalnego pt. Wojownicy. Było o pierwszych trzech miesiącach kariery Napoleona. Konkretnie Tulon. Świetna rzecz. Realia epoki (na ile się znam) oddane znakomicie, realia militarne takoż. Bosz - jak te armaty strzelały! Pokazane pełne kule w akcji a i kartacze. Niekompetencja dowódców rewolucyjnych i powszechny strach przed "komisarzami ludowymi".
Miodzio. Miałem oglądać jakąś durną fabułkę a śledziłem "Warriorów" z wypiekami na twarzy.
Nareszcie nikt nie obrażał mojej półinteligencji.

dalambert - 10 czerwca 2010, 10:57

Kruk Siwy, o cholera , nie trafiłem, ale może powtórzą, A swoją droga
Kruk Siwy napisał/a:
Pokazane pełne kule w akcji a i kartacze

o to co zawdzięczamy komuterkom w filmie. Za moich czasów nie było "uderzenia, upadku" Nikt nawet sie nie zstanawiał jak oddać uderzenia LANEJ czy kamiennej pełnej kuli. Dobrze było jeśli armaty po strzale się trochę cofały, a nie po potężnym łupnięciu z lufy grzecznie w miejscu stały.

Kruk Siwy - 10 czerwca 2010, 11:00

O tutaj armaty tak skakały że obsługa spier.... a oficjele dostawali trzęsionki. Albo taki momencik gdy przed szturmem zaczyna padać deszcz to Napolion nakazuje zakrycie zamków broni ręcznej natluszczonymi szmatkami.
Warto zerknąć jak będą powtarzać. Może wyczaję i dam znać.

Ziemniak - 10 czerwca 2010, 11:38

Kruk Siwy, na którym BBC?
Kruk Siwy - 10 czerwca 2010, 11:47

BBC HD
Memento - 10 czerwca 2010, 11:56

Przejrzałem temat, i mam pytanie. Skąd szanowny dalambertus wie tyle fajnych rzeczy o filmach, jak na przykład
Cytat:
W początkowej scenie filmu gdy chłopi pod kierunkiem kozaków rabują i grzebią poległych powstańców, a na pytanie chłopa:
-Jak to żywego w ziemię pchać? / jeden z pobitych jeszcze dycha/
Kozak malowniczo przyszpila rannego spisą do ziemi - i już takowy go ziemi się nadaje.
Ta scenka została wycięta i do dziś nie przywrócona.
Ja ją widziałem bo w Wytworni Łódzkiej gdzieś 1983 zrobiono "mały" zamknięty pokaz na który do sali projekcyjnej wlazło tak z 500 osób./ sala była na 100/.
? ;P:
dalambert - 10 czerwca 2010, 12:01

Memento napisał/a:
Ja ją widziałem bo w Wytworni Łódzkiej gdzieś 1983 zrobiono "mały" zamknięty pokaz na który do sali projekcyjnej wlazło tak z 500 osób./ sala była na 100/.

a potem widziałem "Wierną rzekę" w kinie jak ją w 1990 pozwolono puścić na ekrany, a tak w ogóle tom przy kinie robil od 1977 do 1001 i coś tam się widziało ;P:
powinno byc 1991, ale jak jest tyż jest piknie :mrgreen:

ed. cyferki.

Agi - 10 czerwca 2010, 12:07

dalambert napisał/a:
a tak w ogóle tom przy kinie robil od 1977 do 1001 i coś tam się widziało

dalambert, do tyłu robiłeś? :shock: :mrgreen:
Prawdziwy fantasta :bravo

Godzilla - 10 czerwca 2010, 12:08

W końcu kino ma za sobą kawał historii!
dalambert - 10 czerwca 2010, 12:11

Agi, ano to już sie cyferki nie mogą źle wklepać ?
A obleżenie Glogowa, Niemcze, Grunwald , Byczyne,i jeszcze pare mam na koncie ;P:
Pobjowisko na Psim Polu tyż zaliczyłem.

Agi - 10 czerwca 2010, 12:13

dalambert, nie masz tu monopolu na czepianie się. ;P: :mrgreen:

A Twoich zasług dla polskiego filmu bynajmniej nie neguję, a wręcz przeciwnie podziwiam i doceniam. :D

Kruk Siwy - 10 czerwca 2010, 12:14

Tak tak swoje łapska do kina przyłożył - patrzcie jak nam się film polski rozwinął! hehe
dalambert - 10 czerwca 2010, 12:15

Agi, miło mi Cię tu widzieć , a czepiaj się do woli
Cytat:
"Nigdy nie jesteś za stary, by wzniecić niezłą awanturę".

Nieprawdaż :wink: :?:

Agi - 10 czerwca 2010, 12:15

Prawdaż. :mrgreen:
Kruk Siwy - 10 czerwca 2010, 21:52

Za pół godziny (22.20) drugi odcinek Wojowników na BBC HD tym razem o Tokugawie Iyeasu.
dalambert - 10 czerwca 2010, 22:56

Niestety - gucio- Aster tego nie ma :cry:
Kruk Siwy - 10 czerwca 2010, 23:12

No szkoda. Jak na produkcję telewizyjną naprawdę dobre. Co prawda japońszczyzna mniej mnie interesuje.
dalambert - 16 lipca 2010, 19:56

No więc. Aktorem to minie wiki zrobiła, owszem wspominając mój występ jako strasznego szpiega w "Przyłbicach i kapturach' ale również dokładając mi jakieś występy w dubbingu i to w roku 2009 i 2010, co jako żywo nie miało miejsca.
Teraz jeno czekam aż mnie fiskus zapyta o te dubbingowe apanaże.
Zaś co do występków w filmach to i owszem zdarzało się.
Zadebiutowałem w roku 1958 w dyplomowej etiudzie mojej siostry "Cena barykady" jako trup małego powstańca przy tejże. taśma zaginęła w archiwach Filmówki Łódzkiej.
Następnie siostra zatrudniła mnie przy dubbingu filmu młodzieżowego "Latawiec z końca świata" jako jednego z paczki łobuziaków o wdzięcznej ksywce Nono.
Kasa jak na tamte lata była duże / dla smarkacza/ około 1000 zł- rok chyba 1960.
Kupiłem za to sobie dwu tomową pracę Bronisława Gembarzewskiego "Wojsko Polskie Tom I 1806-1815, tom II 1815-1830/ wydanie z 1912 r.. Stoi na półce do dziś.
Potem to juz było jak się po filmie zacząłem pętać.
Wspominałem już tu wyzej o mojej wiekopomnej roli "Nowego spowiednika" królowej Jadwigi w Idei i mieczu" Grzegorza Królikiewicza.
Dalej wymałpiałem się jak skryba w "Bonie'
No i już wspomniany"straszny szpieg" w "Przylbicach o Kapturach"
Więcej grzechów nie pamiętam....

Agi - 16 lipca 2010, 20:01

Całkiem sporo grzechów, jak na nie-aktora.
Virgo C. - 17 lipca 2010, 14:49

dalambert napisał/a:
również dokładając mi jakieś występy w dubbingu i to w roku 2009 i 2010, co jako żywo nie miało miejsca.

A właśnie miałem pytać o Twój udział w Planecie 51 :mrgreen:
http://www.filmweb.pl/per...Dybowski-339814

dalambert - 17 lipca 2010, 17:30

Virgo C., no właśnie - TO NIE JA :!:
w żadnej "Planecie..." ani "Niani..." nie brałem udziału :evil:

Zgaga - 5 sierpnia 2010, 14:37

dalambert, wpycham Ci to do wątku, bo być może natchnie Cię to i parę życiowych wspomnień wrzucisz, wątek odkurzysz?:
http://film.onet.pl/0,0,1621276,1,596,artykul.html

dalambert - 17 sierpnia 2010, 10:12

Zgaga, dzięki, bardzo sympatyczne wspomnienia, jak kto jeszcze ma ochote coś ciekawego z tej półki wrzucic to zapraszam.
A mnie sie ostatnio przypomniała chybać pierwsza koprodukcja w naszej powojennej kinematografii, wie ktoś co to było ?
Nie mowy nie ma by ktoś z was to pamiętał. Rzecz jest bowiem z roku 1958 i zrobiliśmy wtedy film na spółkę z Finami :!:
Było to dzieło antywojenne w kostiumie historycznym, a nazywało się "Noc poślubna" wiejskie wesela pięknej Hanki i Jasia przerwane przez ofensywa galicyjską Xięcia Jóefa Poniatowskiego w 1809 i austriackie przeciwnatarcie
/ przepiękny oficyjer austriackich dragonów/ - oczywiście w efekcie wojennego dramatu piękna Hanka zostaje na pogorzelisku wśród trupów sama i tragiczna jak cholera.
Ale obraz niejakiego Erica Blomberga / Fin/ był ze spora wystawą i niezłymi kostiumami zrealizowany i no właśnie gdzieś po roku 1960 kompletnie zapomniany, nie wykluczone, ze "pomogła" temu akcja tow. Wiesława "syjoniści do syjamu" rozpętana parę lat później.

Agi - 17 sierpnia 2010, 12:15

"Nocy poślubnej" nie widziałam, pewnie nie ma szans na obejrzenie tego filmu, ale może ta informacja Cię dalambercie zainteresuje.
Wczoraj dzięki barankowi odkryłam przypadkiem kanał ze starymi filmami CENTRUM STARYCH POLSKICH FILMÓW im. Z. Cybulskiego http://www.youtube.com/user/OldFilmPL,

Cytat:
Celem misji kanału OldFilmPl jest upload wszystkich
ważniejszych filmów oraz tych mniej znanych
polskiej produkcji lub stworzonych w kooperacji
z lat 1945-1980.
Mamy nadzieję iż poprzez tak nowoczesne medium
jakim jest internet oraz najpopularniejszy serwis filmowy
You Tube uda dotrzeć się do młodszej widowni dla której
te filmy są nieznane a mogą spowodować odwrót
od zamerykanizowanego komercyjnie kina
współczesnego...

Zamierzam subskrybować ten kanał, bo po wstępnym przejrzeniu gwarantuje oglądanie na długie tygodnie.

dalambert - 17 sierpnia 2010, 12:41

Agi, niestety na moim trupie komputerowym się nie otwiera, ale inicjatywa bardzo zacna, czy się "Nocy poślubnej" dogrzebią nie wiem.
Film jest naprawdę mocno zapomniany. grali z naszej strony Ryszard Barycz i Ignacy Gogolewski i w ich biogramach można jakąś mini wzmiankę znaleźć.
No , ale co by tak ponuro nie było, film dzieje się jak wspomniałem w roku 1809 gdy po bitwie pod Raszynem Poniatowski "wpuścił" Austriaków w okupację Warszawy / 10 000 wojska zblokowane/ i sam uderzył na Galicję czyli zabór austriacki.
Szły nasze dzielne wojska jak burza i mimo kontr uderzeń przeciwnika i Zamość , i Kraków zajęły, a Aleksander hr. Fredro / wtedy młody ułanów porucznik-ochotnik/ wspomina jak to w szpicy pułku będąc z wieczora wieś zajęli, po stodołach się ulokowali, a że gorąc był okrutny / jak nie przymierzając i tego lata/ spali w adamowych strojach.
Rankiem do wsi wpadli huzarzy austriaccy i ponad trabke alarmu wzbił się okrzyk jednego z Panów Oficyjerów :
"Franciszku gdzie gacie moje :!: " - Franciszek nie podołał wezwaniu i oficer ów uderzył na wroga strojny jeno w buty, czapkę i zbrojny w szablę.
Huzarów przegnano , ale okrzyk "Franciszku gdzie gacie moje!!!" stał się na długo zawołaniem bojowym szwadronu :mrgreen:

Zgaga - 17 sierpnia 2010, 12:51

dalambert napisał/a:
Huzarów przegnano , ale okrzyk "Franciszku gdzie gacie moje!!!" stał się na długo zawołaniem bojowym szwadronu :mrgreen:

Ładne :mrgreen:
A stąd już niedaleko do żurawiejek.

Agi - 17 sierpnia 2010, 12:51

Świetne zawołanie! :mrgreen: :bravo
dalambert - 17 sierpnia 2010, 13:00

Zgaga, do żurawiejek to jeszcze chwila / jakie sto dziesięć lat/ ale w "Trzy po trzy" - tam to Aleksander hr. Fredro wspomina - przyznaje się również, że jako uczestnik tej wiekopomnej walki napisał opiewającą ją balladę właśnie z refrenem:
"Franciszku gdzie gacie moje!" .
Niestety jeno wspomina- tekstu nie przytacza :(

Zgaga - 17 sierpnia 2010, 13:44

Zaintrygowałeś mnie, sprawdziłam na szybko. Ale Fredro w Trzy po trzy cokolwiek inaczej to wspomina:
Cytat:
W Krasnymstawie mieszkałem razem z podporucznikiem Jakubem Nowickim, który miał służącego Franciszka. Razu jednego wziąłem wstępnym bojem (necessitas frangit legem) pewną nieodzowną, acz tylko płócienną część ubioru, którą to słońce nie zwykło oglądać. Kiedy zaś kolega uporczywie upominał się o zwrot swojej własności, napisałem wierszyk pod tytułem: „Żale Jakuba nad utratą g..i”. Zwrotki kończyły się powtórzeniem: „Franciszku! Gdzież g...e moje?” Ta poezja zrobiła w pułku furorę. Ale jeden z kolegów, Dąbrowski (zginął pod Możajskiem), wziął mnie na stronę i zwrócił moją uwagę, że w kilku wierszach nie ma średniówki. – Średniówki?... Co to średniówka? – zapytałem. Dąbrowski wytłumaczył i to była pierwsza oraz jedyna nauka rymotwórstwa, którą w życiu otrzymałem.

dalambert - 17 sierpnia 2010, 14:07

Zgaga, widzisz ! i tak się tworzy legendy :D
Agi - 17 sierpnia 2010, 14:13

dalambert, znaczy Ty tworzysz?
dalambert - 17 sierpnia 2010, 14:15

Agi, od razu tworzysz :wink: anegdota ladna nawet jak prawda "drugiej świeżości" jest ;P:
dalambert - 29 sierpnia 2010, 19:50

Uwaga dzis / 29.08 2010/ o godz. 22,15 na ZoneEuropa - "Noc generałów" .
Pisalemm tu już jakim szokiem dla naszych pirotechników było spotkanie z zachodnimi kolegami/ i na odwrót/ . Dziś ten filmek , znaczna część kręcona w Warszawie jest do zobaczenie - popatrzycie , możemy pogadać :)

sneer - 30 sierpnia 2010, 00:04

To jest ten z Peterem O'Toole i śledzącym go detektywem?
Rzadkie kretyństwo :E

dalambert - 30 sierpnia 2010, 10:25

sneer, mnie nie chodzi o jakość artystyczno-historyczną filmu, sama zresztą książka Hansa Helmuta Kirsta - "Noc gemerałów"/ wyd. 1962/ jest dosć "bajkowa" .
Ale Kirst był wtedy na fali po 08/15 i Fabryce oficerów i natychmiast się rzucono na realizację i co ciekawsze zdjęcia naprawde kręcono w Warszawie. Widok "Tygrysa" na placu Trzwech Krzyży w 1964 roku był szokujący, a możliwości pirotechników zachodnich w stosunku do tego czym się nasi posługiwali - KOSMICZNE.
Sam zaś przekaz okupacyjnej Warszawy i niemieckich działań na jej terenie jest oczywiscie bałamutny i to cholerycznie.

sneer - 30 sierpnia 2010, 20:03

Ha, skoro to są wrażenia z młodości i mówimy o rzeczach technicznych... :D To niech będzie, że na tamte czasy super nie znam się. :)

Tak BTW - przeglądam forum i jak słusznie zauważyła Kai w wielu kwestiach mamy zbliżone poglądy. :bravo

feralny por. - 30 sierpnia 2010, 20:06

dalambert napisał/a:
Widok "Tygrysa" na placu Trzwech Krzyży w 1964 roku był szokujący,
tygrysek ładnie zrobiony i ładnie skadrowany, tak, ze nie kłuje w oczy.
sneer - 30 sierpnia 2010, 20:28

feralny por. napisał/a:
dalambert napisał/a:
Widok "Tygrysa" na placu Trzwech Krzyży w 1964 roku był szokujący,
tygrysek ładnie zrobiony i ładnie skadrowany, tak, ze nie kłuje w oczy.


T34 w "Czterech pancernych" ucharakteryzowany na Tygrysa robi większe wrażenie. :D

feralny por. - 30 sierpnia 2010, 20:31

sneer, no bez jaj.
sneer - 30 sierpnia 2010, 20:39

feralny por. napisał/a:
sneer, no bez jaj.


Bo nie jest z tektury i jeździ a nawet strzela. Że o I S2 bez charakteryzacji robiącego za Panterę nie wspomnę :D

feralny por. - 30 sierpnia 2010, 20:51

sneer napisał/a:
Bo nie jest z tektury i jeździ a nawet strzela
i tylko tygrysa mało przypomina, taki drobiazg...

Z tym strzelaniem to ja też bym nie przesadzał, bo on udaje że strzela. A jeździły jedne i drugie.

dalambert - 30 sierpnia 2010, 21:56

czołgi w polskich filmach to generalnie jedna wielka bajka na rosyjskim podwoziu.
W"czterech i sobace" to jedynie w pierwszej części w odcinku dziejącym się pod Studziankami to było coś mające przynajmniej z daleka sylwetkę "Tygrysa" i w "Do krwi ostatniej" Hoffmana były na T-34 porządnie wykonane cztery Tigry i dwa Ferdynandy.
Cała reszta to generalnie kicha.
Głównie IS-2 z adaptowanym kadłubem i nie ruszoną wieżą / "Jarzębina czerwona"/, owszem Wajdzie w "Kanale" goliat jeździł.

feralny por. - 30 sierpnia 2010, 22:03

dalambert, już Cię kiedyś uświadamiałem że w"Jarzębinie" to był T 34. :twisted:
W "Pancernych" Tet w pudełku pojawiał się kilka razy - pod Studziankami, przy bunkrach, w których utknęli Cernołusow i Marusia i pewnie jeszcze z raz, czy dwa. Generalnie słabe to było i raczej raziło niż cieszyło oko.

Bardzo ładne (przynajmniej na pierwszy rzut oka) tetotygrysy były w "Złocie dla zuchwałych"

sneer - 30 sierpnia 2010, 22:03

dalambert napisał/a:
czołgi w polskich filmach to generalnie jedna wielka bajka na rosyjskim podwoziu.
W"czterech i sobace" to jedynie w pierwszej części w odcinku dziejącym się pod Studziankami to było coś mające przynajmniej z daleka sylwetkę "Tygrysa" i w "Do krwi ostatniej" Hoffmana były na T-34 porządnie wykonane cztery Tigry i dwa Ferdynandy.
Cała reszta to generalnie kicha.
Głównie IS-2 z adaptowanym kadłubem i nie ruszoną wieżą / "Jarzębina czerwona"/, owszem Wajdzie w "Kanale" goliat jeździł.


Nie mówiąc już o tym, że w Czterech... od początku Szarik jeździ T34-85, a powinien T34-76. 85 LWP dostało już po zdobyciu Pomorza. Fakt, że ładnie usunęli powojenne zmiany (nie wszystkie, ale te najbardziej rzucające się w oczy).

dalambert - 30 sierpnia 2010, 23:05

feralny por. napisał/a:
Bardzo ładne (przynajmniej na pierwszy rzut oka) tetotygrysy były w "Złocie dla zuchwałych"

Wiezę miał / ten go z Lindą złoto gonił/ ruską jak cholera.

feralny por. - 30 sierpnia 2010, 23:10

dalambert, coś mi się wydaje, że o różnych filmach mówimy. Z jakim Lindą?
Kruk Siwy - 30 sierpnia 2010, 23:11

Ten Linda co to Eastwooda grał.
feralny por. - 30 sierpnia 2010, 23:12

Kruku Siwy, Linda grał Harisona Forda.
Kruk Siwy - 30 sierpnia 2010, 23:13

O żesz, ale mi wstyd. No tak się walnąć?
dalambert - 30 sierpnia 2010, 23:14

feralny por., fakt ty o "Złocie dla zuchwałych" mnie się pomyślało o "Złocie dezerterów" a tam super kicha była, co do pierwszego pełna zgoda, ale ja marudziłem o polskich produkcjach.
Memento - 18 września 2010, 21:46

dalambertusie, jak Ty jesteś taki obcykany we fylmach i tych inszych, to wiesz może gdzie można sprawdzić budżet konkretnego filmu? Google milczy na ten temat. :P
Godzilla - 18 września 2010, 22:02

Może to nie jest jawne, z nielicznymi wyjątkami?
Matrim - 18 września 2010, 22:36

Na IMDb, w większości przypadków.
dalambert - 18 września 2010, 23:38

Teraz to trzeba uważnie obserwować prasę i TV.
Najdroższe było "Qvo vadis" ponad 80 mln.
Ogniem i Mieczem 35 mln,
i chyba podobną kwotę zerbrał Hoffman na Bitwę warszawską.
Instytut Sztuki Filmowej informuje o dotacjach, chyba mają stronę, ale oni tylko mogą DOFINANSOWAĆ film, a nie pokryć całe koszta. zdaje sie, ze najwyższa kwota / na film kostiumowy/ to 12 mln.

Memento - 19 września 2010, 00:19

Matrim napisał/a:
Na IMDb, w większości przypadków.

A fucktycznie. :mrgreen:

hrabek - 20 września 2010, 13:45

A imdb bierze z boxofficemojo.com.
dalambert - 12 października 2010, 09:37

No , ale mnie walnęło :!: Właściwie , może powinno być w "niech mnie ktoś przytuli" ale skoro rzecz dotyczy filmu i mnie, to będzie tutaj.
Otóż wrszcie mój komp dostał głośniki i to dobrze działające, wlazłem na YouTube, posłuchałem sobie obu Jacków / Kowalskiego i Kaczmarskiego/ i nagle odkryłem, że jest tam od cholery filmowej batalistyki, fakt ekranik 10X6 centymetrów wielkiego wglądu nie daje , ale daje.
Na początek odkryłem, że sa do "popatrzenia",nie piszę "zobaczenia", bo popatrzeć można, ale zobaczy się stosunkowo niewiele, batalistyczne fragmenty wielkich czeskich produkcji z lat pięćdziesiątych.
Była taka trylogia husycka - "Jan Hus", "Jan Żiżka" i "Przeciwko całemu światu" kręcona między 1953- 1956, jak na tamte czasy mimo koszmarnego sosu stalinowskiej propagandy / Hus przywódcą proletariatu świata/ batalistyka była znakomita.
Zawsze chciałem do tych scen wrócić bo "nakład' kostiumowo scenograficzny był i jest godzien podziwu.
No, a tu pyk, klik , pach i proszę bardzo leci, każdy widzi.
A i z innych bijaktyk historycznych jest tam prawie wszystko, nic jeno odlądać i podpatrywać, lepsze i gorsze, ale SĄ!
Jest nawet szarża kirasjerów pod Eylau z "Pułkownika Haber' co to w ramach usługi w Polsce była robiona.
Ech, co ja wam będę gadał , sami sobie popatrzcie ....
Chyba przestanę tu ględzić , skoro każdy może sobie sam znaleźć :(

Agi - 12 października 2010, 10:00

dalambert napisał/a:
jest tam od cholery filmowej batalistyki, fakt ekranik 10X6 centymetrów wielkiego wglądu nie daje , ale daje.

Pod ekranikiem, w prawym rogu masz okienko "full screen" (4 strzałki) po kliknięciu na nie będziesz miał obraz na całym ekranie.

dalambert napisał/a:
Chyba przestanę tu ględzić , skoro każdy może sobie sam znaleźć

Nie przestawaj, Twoje anegdoty są równie interesujące, jak same filmy. :D

dalambert - 12 października 2010, 10:02

Agi, dzieki, jak wiesz moja wiedza komutrowa równa się zero, więc każda wskazówka jest cenna. Wrócę do dom z roboty to popatrze.
nimfa bagienna - 12 października 2010, 10:14

Agi napisał/a:
Nie przestawaj, Twoje anegdoty są równie interesujące, jak same filmy. :D

O tio, tio.

dalambert - 12 października 2010, 10:26

nimfa bagienna, owa wspomniana i ostatnio "popatrzona" czeska trylogia to w swoim czasie była , absolutna rewelacja scenograficzno-kostiumowa.
sala soboru w Konstancji odworzona dokładnie w/g miniatur z epoki. Uzbrojenie i kostiumy takoz. I to w metalu, acz z kolczugami to gorzej bywa, bo n/p Jan Żiżka do półpancerza od góry śliczny sweterek nosi.
No i ogromna ilosć nie zmarnowanych rekwizytów i uzbrojenia zaowocowala potem u Czechów kilkunastoma filmowymi bajkami, na zywca kręconymi, no bo zamki mają, a "trylogia" dostarczyła taką ilośc kostiumów i sprzetu, że wystarczyło tylko scenariusz napiaać i do roboty.
Nasi "Krzyżacy" / prod 1958-59/ byli zbrojni w nowatorskie plastiki i już w trakcie krecenia szlag je trafiał masowo, a po nie było czego zbierać :P

Martva - 12 października 2010, 11:18

dalambert napisał/a:
Chyba przestanę tu ględzić , skoro każdy może sobie sam znaleźć


No co Ty, przecież opowiadasz 'jak' a nie 'co' w starych filmach bywało ;)

dalambert - 12 października 2010, 11:32

Martva, chętnie bym czasem również pokomentował "co", bo i zachwyty i wycie czisną się czasem na usta, ale musze zaprosić do dom jakiegoś "naukowca" co by mi dokładnie pokazał i przetrenował jak n/p tu linka do konkretnego filmiku wstawić, co by se każdy mógł naocznie sprawdzić o czym ględzę i co mi sie podoba , albo i nie.
Po wczorajszej sesji z YouTube jestem przerażony i porażony ogromem materiału, ech jest o czym pogadać.
Ot choćby wspomniana "Trylogia husycka" i "Imię róży" i porównanie obu tych dzieł pod względem scenografi, kostiumu, czy detalu. Obie te rzeczy, jak na czas powstania były nieslychanie rzetelnie zrealizowane, oczywiście chodzi mi wyłącznie o plastykę filmów, bo porównywanie jadowitego stalinowskiego komunizmu z Uberto Ecco nie ma sensu, ale zastanowienie jak się robilo kostium i scenografię tu i tu , już sens ma.

ilcattivo13 - 12 października 2010, 12:08

dalambert napisał/a:
Chyba przestanę tu ględzić , skoro każdy może sobie sam znaleźć :(


breszysz :evil:

żebyś na ostatnim gorimokonie nie poprowadził prelekcji o filmie i w tym tutaj kąciku nie pisał, to nawet bym nie wiedział, że istniało coś takiego jak czeska trylogia husycka. Więc raczej powinieneś się cieszyć, że niesiesz w lud kaganek oświaty. I to taki kaganek, co to w nim się pali "aktoniczny ogień" ;P:

A z tym wklejaniem linków - otwierasz stronę, którą chcesz zalinkować, na samej górze masz pasek z adresem, zaczynający się od znaków http:// (np. http://www.science-fictio...post&p=636700), kopiujesz ten adres (CTRL C) i wklejasz w treść posta (CTRL V). Ewentualnie, jak chcesz, żeby ładniej wyglądało, to kopiujesz tenże adres, a przy pisaniu posta klikasz na przycisk "URL", w pierwszym okienku nazywasz link (np. "trylogia husycka"), klikasz "ok", w drugim okienku wklejasz adres i znowu klikasz "ok" i masz gotowy śliczny link

dalambert - 12 października 2010, 13:31

dzięki za info= spróbuję, a i zacznę się do Zgagi uśmiechać, co by wpadła, bo ona zdolna, to chyba wie.
A na razie jak wpiszesz w YouTube poprostu nazwisko Jan Żiżka to ci się wyświetla mnóstwo obrazków w tym dwie bitwy, podzielone na dwie części.
Pierwsz to jan Żiżka i pierwsze zwycięstwo husytów z użyciem wadenburga przeciw rycerskiej szarży - warte zobaczenia.
Sama "trylogia husycka" była ogromnym przedsięwzięciem realizacyjnym, z bardzo dokladną scenografiąhistoryczna, co nie zawsze znaczy , że udaną plastycznie. Zdjecia robono we wnętrzach z koszmarnym światłem i charakteryzacją wręcz "tynkującą" aktorów, ale z mniaturami i malarstwem średniowiecznym to się zgadzało. Gorzej bylo z realizmem. A to że ludzie wtedy chadzali brudni i obdarci raczej w rachubę i ekran nie wchodziło.

nureczka - 12 października 2010, 13:51

dalambert napisał/a:
ale musze zaprosić do dom jakiegoś "naukowca"

sie da zrobić :)

dalambert - 12 października 2010, 13:57

nureczka, Pana Worfa w koszyk i przybywajcie :!: piesunie się lukną, a ja zdobędę podstawy do rozpoczęcia - batalistycznego ględzenia na ruchomych podkładach :wink: a jakaś flaszka /Kruk/ tyz się znajdzie :D
Matrim - 12 października 2010, 21:58

dalambert, we mnie masz wiernego anegdotoczytacza, więc się podpisuję pod powyższymi pochwałami i zachętami :)
feralny por. - 12 października 2010, 22:34

dalambercie, strasznie tego Żiżkę polukrowałeś i w sumie to jestem jednak trochę rozczarowany. Niby fajnie, jak na lata '50 rzeczywiście dobre rekwizyty, ale "sweterek" Jana straszy na zbliżeniach, a sceny batalistyczne jednak są mocno naiwne (a fragmenty, w których dla dodania dynamizmu przyspieszono przesów taśmy niemal żenujące).
dalambert - 12 października 2010, 23:08

feralny por., toż mówię, że to jak na tamte lata rewelacja, a batalistyki w sumie dość proste- wystarczy zobaczyć nasz Grunwald Forda. Kostiumowo to w stosunku do czeskich husytów kicha . te kominiarki udające czepce kolcze, ta super blacha jako zbroja Jagiełły, i jeszcze kupa innych kich i kiszek, ale jako robota filmowa ?
No to tu się Czesi nie umywają, to naprawdę dobre dynamiczne kino, oczywiście nie mówię, ze prawdziwe historycznie, ale jest na co popatrzeć :D

Kruk Siwy - 28 listopada 2010, 21:47

A w zasadzie to jak wyglądała kamera gdy kończyłeś służbę we filmie? Nie narzuca się już koca na szwenkiera?
Takie mam pytanko ni z gruchy ni pietruchy.

dalambert - 28 listopada 2010, 22:00

No nie skąd były różne mniejsze na taśmę 16 mm i trochę większe na 32 mm. ot jakieś czarne pudełko szerokie na 10-12 cm. wysokie na 20 cm. a długie na 30-35 cm z obiektywem z przodu i lupą z drugiej strony plus drążek do trzymania czyli tak zwany szwenk, od góry wymienialna kaseta na taśmę plus oczywiście statyw.
Obsługiwało dwu facetów szwenkier czyli operator kamery co w lupę patrzył i asystent operatora co o taśmę dbał i w trakcie zdjęć ostrość na obiektywie prowadził. Te kamery z kocykiem to się skończyły gdzieś po październiku 1956.

Kruk Siwy - 28 listopada 2010, 22:02

No i dobrze wiedzieć. Sam wiesz dlaczego.
dalambert - 28 listopada 2010, 22:18

Kruk Siwy, Pisać , pisać nie obcygalać sie :P
dalambert - 13 lutego 2011, 16:53

Odrobinkę się wzruszyłem,leci właśnie serialik "Na dobre i złe" gdzie jakaś dama prezentuje dr. Tretterowi / aktor Garlicki/ jago zdjęcie z przed lat / plereza, wąsy, broda - obecnie siwy i łysy/ i co ja widzę owo zdjęcie to elegancko wykadrowana sama buzia księdza Andrzeja / szef wywiadu Jagiełły - aktor Garlicki / w "Przyłbicach i kapturach'
Ubawiłem się, jak to się stare seriale przydają :wink:

Agi - 13 lutego 2011, 17:00

dalambert napisał/a:
jakaś dama

Anny Seniuk nie poznałeś, jest nadal świetna!

dalambert - 13 lutego 2011, 17:04

Agi, nawet poznałem, ale już się nie chciałem rozpisywać, dla mnie była urocza w "Ojcu królowej" jako królowa Marysieńka z Dmochowskim jako Sobieskim.
Agi - 13 lutego 2011, 17:21

dalambert, najbardziej pamiętam ją z roli w Wieczorze trzech króli Szekspira, którą miałam okazję widzieć w Teatrze Polskim w Warszawie. Była filarem przedstawienia.
dalambert - 10 marca 2011, 08:14

Byłem we wtorek na "Czwarnym czwartku" , a wczoraj popatrzyłem sobie na drugi odcinek serialu "Wojna i miłość 1920"
Pierwsze to rzecz doskonała i nareszcie prawdziwy "film historyczny" wierny, prawie nie skłamany, odtworzony z pietyzmem grup rekonstrukcyjnych,
drugie polTVserial w kostiumie.
Nie chcę tu się rozwodzić nad wartością merytoryczno-historyczną, ale nad sprawa scenografi, kostiumu , plastyki.
"Czarny czwartek" jest wierny, aż do bólu, wiem żylem wtedy , dzieckiem nie byłem - pamiętam.
Serial / żyć nie żyłem, ale .../, nie biega o absolutną dokładność, ale o wrażenie straszliwej "niedopiętości" zarówno kostumu , jak i scenografi, ciągłej bylejakości i to mimo widocznego trudu scenografa i kosliumologa, może to wina tego potwornego pospiechu w jakim się teraz realizuje filmy, może wyrywania kasy i przerw w produkcji...
Rzeczy niby są nieporównywalne, ale obie historyczne :?

dalambert - 29 marca 2011, 08:27

Na zachodzie sensacja i pokaz ludzko-biznesowo-producenckiego łajdactwa.
Okazuje się , że pani Portman tak zachwalana jako aktorka, która roli poświęciła półtora roku ciężkiej pracy i nauczyła się baletowo wspaniale tanczyć.
Która WSZYSTKIE scenki filmu, gdzie baletuje wykonała SAMA nie dość , że MIAŁA DUBLERKĘ - zawodową baletnicę, to oczywiście i pani Portman i jej menagi łgali w tym temacie jak bure suki.
95% scen baletowego tańca wykonała dublerka, której, ej te kompy, komputrowo doklejano buzię pani Portman.
To mi przypomina znacznie drobniejszy skandalik z naszego podwórka .
Po premierze "Pana Wołodyjowskiego" Hoffmana, artystka Madzia Z. / grająca Basię Wołodyjowską/ dała opowieść do / poczytnego wówczs "Życia Warszawy"/ jak to wcale nie potrzebowała dublerki, czy dublera.
Przed Tatarami sama uciekałe, sama do jaru sie z koniem zwalała, podnią z konie lód sie zarywał i w ogóle i w szczególe.
Była to oczywiście g*no prawda.
Uciekała przed Tatarami panna Oleńka Krzysztofikówna / córka dyrektora stadniny w Białym Borze/, gdzie końskie plenery kręcono/ i to jej rękę oparzyła atrapa pistoletu , odpalając nie w te manke.
Do jaru walił się z koniem kaskader i nieźle się uszkodził.
Lód się załamywał pod masztalerzem, ktory wyszedł z tego z życiem, ale ze złamanym kręgosłupem.
OT, przykładzik ludzkiej małości i głupoty młodej, wtedy, aktoreczki, która poczuwszy wiaterek w żagielkach kariery, chciała go za wszelką cenę dodmuchnąć, ile sie da.
Ludzkie ....

Iscariote - 29 marca 2011, 09:25

:| no to mnie ładnie z ta Portman zasmuciłeś. Teraz na temat tego filmu. nie mogę nawet powiedzieć, że Natalie w scenach baletowych dobrze wypadła, skoro to nie ona tańczy. Pewnie jakby dobrze poszukać to by i wiele innych filmów się znalazło, gdzie zabieg doklejania twarzy zastosowano. Chociaż ponoć najpopularniejsze jest to w scenach miłosnych albo innych rozbieranych. Przykładem niech będą piersi Żmudy-Trzebiatowskiej w filmie Ciacho, które wcale do niej nie należą. (tak mnie ten fakt swego czasu oburzył, taki brak szacunku do widza, że do tej pory tego fimu nie widziałem ;P: )

Ale ogólnie miło, że nasze poletko filmowe ma podobne do hollywoodzkich skandaliki i skandale. Kto by pomyślał.

dalambert - 29 marca 2011, 09:36

Iscariote, Filim to jest sztuka WIELKIEGO OSZUSTWA i oczywiscie jest ono dozwolone, bo nawet bez tego filmu by nie było.
Otym też tu czasami opowiadam, ale akurat ta draka z panią Portman nie dotyczy oszustwa filowego, dublerka rzecz normalna, a doklejanie rzeczy z kompa, ot nowe możliwości w starych numerach.
Tu biega o moralną/ wielokrotnie potwierdzoną/ małość markityngowców i reklamiarzy, jak i samego aktorostwa, które dla wyprowania czy siebie, czy filmu łże jak przysłowiowe bure suki.
Choć znałem pare suk - NIE łgały / mówię o psicach, nie homo sapiens/ :D

NURS - 29 marca 2011, 09:56

Kurna, dalambert - ale przy czarnym łabedziu chociaż tyle luda nie naginęło, jak przy Wołodyjowskim :-)

Ten biznes stoi mamieniem, nie oszustwem, w każdym wymiarze, co sam udowodniłeś, podając przykład basieńki-gierojki. Ci producenci/marketingowcy od Portman się czymś wyróznili od Madzi Z? Toż to to samo.

dalambert - 29 marca 2011, 10:04

NURS, Ależ ja tego nie przeciwstawiam. Fakt to sztuka manienia, lub jak kto woli oszustwa, jeno Madzia Z, jak pamiętam łgała sama, a potem musiała odszczekać, bo w tymże "Zyciu Warszawy' pojawiła sie wypowiedź dokładnie opisująca co kto robił i jakie uszczerbki na zdrowiu zarobił.
Różnica jest w skali jedynie.
Piary od pani Portman lansowali ją jako ciężko, przez długi czas ćwiczącą balet, poświecajacą wszystka dla roli i m/n za to członkowie Akademii Filmowej zagłosowali na nia i Oskara dostała !
A tu się okazuje kicha, pic na wodę i piarstwo do kwadratu kompem wsparte,
Coż jakie czasy- takie łgarstwa.
Awatar dostał Oskara za efekty specjalne, nie za grę aktorów, a tu się okazuje, ze "Czarnemu łabądkowi" tyż się za efekty specjalne jeno należy. :P

Iscariote - 29 marca 2011, 10:17

dalambert napisał/a:
Awatar dostał Oskara za efekty specjalne, nie za grę aktorów, a tu się okazuje, ze "Czarnemu łabądkowi" tyż się za efekty specjalne jeno należy.

Sugerujesz, że powinni zabrać Portman Oscara i oddać go twórcom efektów? :) W sumie chyba jeszcze nie było precederu odebrania komuś Oscara.

Ale z Czarnym Łabędziem, Portman i Oscarami jeszcze jeden skandalik jest związany. Mówi się, że Hailee Steinfeld, czyli ta nastolatka grająca w westernie Coenów "Prawdziwe Męstwo" rolę jakby nie było pierwszoplanową kobiecą (innych kobiet w tym filmie nie ma) otrzymała nominację do Oscara w kategorii "najlepsza aktorka drugoplanowa" tylko dlatego, żeby Portman otrzymała swoją statuetkę, a nie jakaś 15latka.

dalambert - 29 marca 2011, 10:27

Iscariote, nie przypuszczam by Oskara odebrano, nie ma precedensu to i pewnie nie ma "przepisów" mówiacych co i jak.
Natomiast skandal się kreuje zacny i pięknie napędzający publikę do kina. Teraz polecą pooglądać sobie gdzie jest ta 'doklejana " buzia, a gdzie nie :mrgreen:
Tak jak Jerzy Hoffman zapytany w TVP o ciężarowkę Star 20 wiozacą zaopatrzenie wojskom tureckim Kamieniec oblegajacym . Stowne kardy pokazano z ciężarówką w kółeczku. Ripostował:
A wiecie Państwo co to jest ta cieżarówka? To dodatkowy MILION widzów , którzy poszli do kina jej wypatrywać na ekranie :!:

NURS - 29 marca 2011, 10:45

dalambert - nie wiemy ile w tej roli portman a ile baletnicy. Tak się składa, ze znam ludzi tańczących w operze wrocławskiej i wiem, ile lat pracy i nauki trzeba, zeby opanować do perfekcji taki taniec. Żadna aktorka nie zagra primabaleriny, więc na pewnym etapie prac trzeba ją dublowac. Istotne jest yylko to, gdzie ta granica przebiegała - a tego nie wiesz ty, nie wiem ja, a ni nikt prócz samymi zainteresowanymi.

A Hailee sorki, ale jakoś niespecjalnie się nagrała. to nie była rola do Oskara. W książce (o niebo lepszej od spartolonej ekranizacji) jest faktycznie pierwszoplanową postacią, w filmie niekoniecznie. Ale o to można się sprzeczać.

dalambert - 29 marca 2011, 10:53

NURS, Draka o balet i Portman sie objawiła dzisiaj, bo Baletnica-Dublerka , nie wytrzymała opowieści i wywiadów Portman jak to ONA SAMA wszystko grałą i jak tańczyła do upadu.
Więc zdradziła kulisy kuchni , ale jak pisałem nie sądzę by filmowi wyszło to na złe / finansowo, a to się liczy, nie moralniak/, bo nic tak nie napędza widzów i kasy jak dobry skandalik :wink:
Tego drugiego filmu nie widziałem to i się wypowiadał nie będę, a książka to była po polsku wydana ?

NURS - 29 marca 2011, 11:46

Tak, dalambercie. I ja ja tłumaczyłem, ze się pochwalę. Zacna rzecz.
dalambert - 29 marca 2011, 11:59

NURS, :bravo i jaak to kupić poza Allegrem?
Bo osoba tłumacza gwarantuje dobry przekład, a osoba
Cytat:
Ojca Redaktora
rzetalną informację o jakości dzieła .
Kruk Siwy - 29 marca 2011, 12:03

Dzień bez wazeliny dniem straconym. Hihi
NURS - 29 marca 2011, 12:03

daj adres na priva to ci wyślę z autografem :-)
dalambert - 29 marca 2011, 12:04

Kruk Siwy, OCZYWIŚCIE, ze tak co se myślisz :twisted:
a zasługi, jeśli są to chwalić trzeba ;P:

Kruk Siwy - 29 marca 2011, 12:16

A czy ja coś mówię? Jak już przeczytasz książeczkę to i ja jej posmakuję.
Iscariote - 29 marca 2011, 12:17

dalambert napisał/a:
i jaak to kupić poza Allegrem?

To nowe wydanie, które wyszło przy okazji filmu jest raczej ogólnodostępne. I widzę, że tłumacz w tymże wydaniu to niejaki pan Robert ;P:

A co do aktorki, to sprzeczać się nie będę, bo mnie samego jej postać irytowała strasznie. Odnotowuję tylko fakt, że były takie podejrzenia, bo np. już BAFTA nominowała ją jako pierwszoplanową. Oscary zresztą słyną z tego, że przyznawane sa trochę po znajomości, a trochę "bo nie wypada inaczej".

dalambert - 29 marca 2011, 12:23

Iscariote napisał/a:
Oscary zresztą słyną z tego, że przyznawane sa trochę po znajomości, a trochę "bo nie wypada inaczej".

Oskar to wybory, a wybory wygrywa ten komu głosy liczą, nie ten komu bije dzwon :mrgreen:

Ozzborn - 29 marca 2011, 20:17

Iscariote napisał/a:
Przykładem niech będą piersi Żmudy-Trzebiatowskiej w filmie Ciacho, które wcale do niej nie należą.

serio? uff kamień z serca, bo były beznadziejne... :mrgreen: i te sterczące żebra... jest nadzieja, że oryginał jest lepszy, tylko pytanie czy się kiedyś objawi ;)

Iscariote - 29 marca 2011, 21:32

Pewnie połowa męskiej widowni w kinach poszła na ten film właśnie z powodu rzekomych piersi. A tu taki psikus :P
Ozzborn - 29 marca 2011, 22:24

dobrze, że nie wiedziałem o tym filmie, a teraz wiem o casusie biustu, bo bym niepotrzebnie polski film obejrzał ;) uff
dalambert - 30 maja 2011, 12:55

No, nooooooooo
Dotrwałem do końca czegoś co nazwał bym "serialem Grup Rekonstrukcji Historycznej" czyli 1920 - Wojna i Miłość.Tak dzielnie popatrzyłem na wszystkie odcinki / ostatnio to nawet odrywając sie od tłuki w Wieśka/ i co :?:
Uczucia mam dokładnie tzw. mięszane mocno.
Tak wiem. Kasy było mało, a po wznowieniu roboty to jeszcze mniej, czasu na sobotę niby więcej, ale w skutek właśnie przez w w robocie to poświęcano go nie na NIEZBĘDNE dopracowanie całości i szczegółów, a na pogon i żebraninę o kasę i ciężką frustracje.
Tak wiem to wszystko, ale ...
Normalne przygotowanie w fazie "literackiej" produkcji filmowej polega na :
Pomyśle/ wiadomo trzeba mieś pomysł/
Noweli scenariuszowej - Pomysł trzeba opisać i opowiedzieć , co , jak, gdzie , kiedy, kto, z kim , i dlaczego.
Scenariuszu - to samo jeno precyzyjnie opowiedziane , dopracowane , porozbijane na sceny dające pełny układ CAŁOŚCI przyszłego dzieła i wszystkie watki, niuanse itd. itp.
Scenopisie - tyż scenariusz, ALE wszystkie sceny rozbite są na opis działań , ujęć kamery i DIALOGI, wraz z precyzyjnym wyliczeniem czasu trwania/ kiedyś się nawet metraż, czyli "ile taśmy trza na to" precyzyjnie podawało.

Już scenariusz jest podstawą do : znajdowania lokalizacji scen, określenia potrzeb w zakresie projektowania dekoracji i kostiumów, budowania i kombinowania pierwszych, szycia i pożyczania, dobierania drugich.
Dalej kolejne prace przgotowawcze, ale scenariusz być musi.

Dlaczego tak sie tu rozpisuję, a no bo po obejrzeniu całości - 13 odcinków- jestem przekonany , że scenariusza w tym filmie serialowym - w ogóle NIE BYŁO :evil: :!:
Zabrakło czasu, talentu , odpowiedzialności / hej! chłopcy bagnet na broń, kamera do łapy i jakoś to będzie/,
Że scenopis filmu napisano na podstawie noweli scenariuszowej, nia zadając sobie trudu stworzenia scenariusza. Stąd wszystkie niedoróbki fabularne, wyskakujące skróty, małe "klamkówy" bohaterskie próby aktorów / dobrych/ ZAGRANIA postaci i ichmotywacji, a nie tylko oznajmienia , ze są i chcą.
Stąd jak sadzę koszmarna niedopiętość tego wszystkiego, nie tylko za dużych o dwa, trzy numery mundurach i porozpinanych kołnierzach kurtek polskich oficerów, stąd mundury LEGIONOWE noszone jaszcze w 1920 roku /wydarły by się dawno/,
stąd oficerowie sztabowi w mundurach wg. przepisów mundurowych 1923 / bodajże/ i zapomnienie, że nowo powstałe państwo polskie jakieś przepisy ubiorcze, ujednolicające wydało i w 1919. Na błękitno to w 1920 mogli ganiać jedynie chłopaki z "błękitniej armii" co to do Polski z Francji zdołali dotrzeć, mimo oporu postępowej klasy robotniczej państw ościennych.
Marudzę tu o mundurach, ot widać po prostu szeroki udział grup rekonstrukcyjnych w tym wszystkim, łącznie jak sądzę z pożyczaniem. od nich, strojów na aktorskie grzbiety.
Na razie nie marudzę o fabule, też niedopięta, oj jak bardzo.
Rozumiem , pionierska produkcja, pionierski temat, niesłychane trudnosci, brak kasy koszmarny. :?
: Tak rozumiem, ale się boję, by takie pionierskie produkcje + dzieło dziadka Hofmana nie zablokowały tematu na kolej ne 20 lat.
Ej, te uczucia męszne, a nawet mien..szanne....


ed.lit i pewnie jeszcze coś zgrzyta.

Ziuta - 30 maja 2011, 13:53

dalambert napisał/a:
: Tak rozumiem, ale się boję, by takie pionierskie produkcje + dzieło dziadka Hofmana nie zablokowały tamatu na kolej ne 20 lat.

Ja bym to widział na odwyrtkę. To, że w jednym czasie ta sama telewizja sfinansowała aż dwa projekty na ten sam temat (film i serial) świadczy o odblokowaniu. I nie będzie już tak, że nikt nie finansuje melodramatu, bo przecież wystarczy puścić Trędowatą z kasety.

Ja jestem "raczej na tak", zasadniczo zgadzam się z tym, co napisał o serialu Zaręba w "Uważam Rze" (nigdy nie pamiętam, czy ortografa mają w "uważam", czy w "że" ;P: )

Piotr Zaręba napisał/a:
Nie jest prawdą, że Migas [rezyser - przyp. mój] razem z autorami scenariusza niczego nie skomplikował. Na początku mamy i kontekst bolesnych społecznych konfliktów na wsi, i toporność polskich urzędów, potem polską brutalność wobec sowieckich jeńców, a wreszcie szczere przyznanie, że w końcowej fazie wojna zmieniła się w okrutną jatkę. Uważam wszystkie te wątki za prawdziwe. (...) Film zgrabnie pokazał wojnę z perspektywy jednostek. Tak zgrabnie, że omal nie przeoczyliśmy Bitwy Warszawskiej, która dla bohaterów jest tu mieszaniną bezładnych strzelanin, walk wręcz, zamętu i strachu. Oburzyło to z kolei patriotycznych widzów, na forach internetowych można było wyczytać tęsknotę za wojennym rozmachem. Ale pomijając inny powód tej wizji wojny — brak pieniędzy — zagubiony w lasach żołnierz mógł tak to widzieć.



i jeszcze jedno mnie nurtuje:
dalambert napisał/a:
nie tylko zadurzych o dwa, trzy mumery mundurach i porozpinachych kołnierzach kurtek polskich oficerów

Bardzo często zarzuca się polskim filmom historycznym, tym nowym, że wszyscy chodzą w odprasowanych i czystych kostiumach. Ty tu wspominasz z klei o niechlujnych i niedopiętych mundurach. Czy jest jakiś "złoty środek", który by wszystkich zadowolił. Nie wiem, może powstała jakaś instrukcja "o dopuszczalnym stopniu uszkodzenia uniformu", która by określiła po ilu urwanych przez nieprzyjacielskie kule guzikach oficer powinien palnąć sobie honorowo w łeb, a ile jest jeszcze koszer. ;P:

dalambert - 30 maja 2011, 15:05

Ziuta napisał/a:
Ty tu wspominasz z klei o niechlujnych i niedopiętych mundurach. Czy jest jakiś "złoty środek", który by wszystkich zadowolił. Nie wiem, może powstała jakaś instrukcja "o dopuszczalnym stopniu uszkodzenia uniformu", która by określiła po ilu urwanych przez nieprzyjacielskie kule guzikach oficer powinien palnąć sobie honorowo w łeb, a ile jest jeszcze koszer.

Oficer na polu bitwy to jest koszer zawsze, a ja używam określenia "niedopięty" również do calego filmu, a jeśli biega o mundury to szczególnie rzuciło mi się w ślepia, że komisja rekrutująca ochotników do kawalerii siedzi w dziwnych mundurach / może i dobrze, ze nie jednolitych - wiadomo wojna/, ale jej szef chybać major z pomarańczowymi patkami na kołnierzu / czołgista jakiś czy cóś/ przewodniczy przyjmowaniu ochotników w właśnie w za dużym i niedopiętym mundurze, ej ten pomarańczowy kołnierzyk, następnie postać w tym mundurze łazi przez resztę odcinków . Pojawia się parokrotnie, a kołnierzyk furt rozpięty jak u ostatniej łajzy taborowej, a nie dowódcy ułanów /bez lancowych zresztą/.
To mundurowo,ale jak się wgłębić to identyczne kity można złapać i w fabule.

Tu widać wyraźnie gruporekonstrukcyjność umundurowania, to nie kostiumy filmowe, które sie szlaja w/g potrzeb ale ukochane wdzianka, które można jeno z lekka podstylizować w/g potrzeb narracji .

Dźyngis Wum - 9 czerwca 2011, 22:16

Dalambert Piekne historyjki, smakowicie opowiedziane :bravo ...aż się jedna pani w autobusie na mnie dzisiaj dziwnie gapiła, ja uchachany szczerze zęby do monitorka, chciało by sie jej odpowiedzieć...no Co?Dalamberta nie czytałaś?! :mrgreen:
gorat - 10 czerwca 2011, 13:03

Trzeba się było do niej uśmiechnąć, jak na zdjęciu. Naprostowałoby ją.
feralny por. - 11 czerwca 2011, 14:06

Widzisz dalamberice to nie takie proste. To że w 1919 wprowadzono do użytku mundury wz. 1919 to nie znaczy że w 1920 wszyscy w takich mundurach chodzili. Wręcz przeciwnie, ty mundurów to mogło być najmniej akurat, bo dopiero trzeba było je uszyć, wysłać do jednostek itd. Tymczasem żołnierze musieli jakieś mundury nosić i właśnie "jakieś" nosili. Umundurowanie wz. 17 nie rozpłynęło się w powietrzu lecz było w 1920 używane i to dość powszechnie, zwłaszcza, że żołnierzom o przeszłości legionowej zdarzało się zamawiać takie mundury własnym sumptem (u krawca). Do tego dochodzi znacząca ilość pruskich mundurów wz. 1915 zdobytych w Poznaniu, mundury francuskie i last but not least dużo, dużo mundurów z amerykańskiego demobilu. A jak by tego było mało, to ze zdobytego na zaborcach sukna, też szyto mundury, dowolnego wzoru. Armia była pstrokata, a oficerowie wiedli tu prym, bo często, gęsto zamawiali mundury u krawca.

Oczywiście nie zmienia to faktu, że serial to wyjątkowe dziadostwo, z którego można wywnioskować, że cała wojna polsko - bolszewicka, to kilka bezładnych potyczek, w których z jednej strony byli wiecznie pijani kretyni (szarża na umocnioną piechotę, przez rzekę to jest szczyt kretynizmu), a z drugiej łajzy i lebiegi, co się o własne karabiny przewracały.

Ziuta napisał/a:
Bardzo często zarzuca się polskim filmom historycznym, tym nowym, że wszyscy chodzą w odprasowanych i czystych kostiumach. Ty tu wspominasz z klei o niechlujnych i niedopiętych mundurach. Czy jest jakiś "złoty środek", który by wszystkich zadowolił. Nie wiem, może powstała jakaś instrukcja "o dopuszczalnym stopniu uszkodzenia uniformu", która by określiła po ilu urwanych przez nieprzyjacielskie kule guzikach oficer powinien palnąć sobie honorowo w łeb, a ile jest jeszcze koszer.
Jest tylko jeden haczyk, w tym wyprysku polskiej kinematografii, główny bohater (oficer) nawet na własnym ślubie łazi z rozchełstanym kołnierzem. Normalnie ręce opadają.
dalambert - 11 czerwca 2011, 14:45

feralny por. napisał/a:
Jest tylko jeden haczyk, w tym wyprysku polskiej kinematografii, główny bohater (oficer) nawet na własnym ślubie łazi z rozchełstanym kołnierzem. Normalnie ręce opadają.

I o to mi głównie biegało, to właśnie ta niedopiętość, ta komisja / to , ze w różnych mundurach to pikuś- tak być mogło/ ale, że w nie dopiętych i w za dużych - stać tego szefa / major bodajże/ było na krawca co by mu właśnie mundur uszył i dopinać kołnierzyk powinien, a i"tfurcy " wiedzieć powinni, ze w całym okresie międzywojennym nie istniało coś takiego jak "baretki" Orderu Virtuti Militari - ten Order nosiło się wyłącznie w "oryginale i w oryginalnym rozmiarze" a w Filmie "poznaniak" odznaczony nim właśnie nosi baretkę.
Taki błędów sto, bardzo dużo o ....
Jak śpiewał chybac docent erotolog w Kabarecie panów Starszych.
niestety ten film to naprawdę na chybcika nakręcona "nowelka scenariuszowa" a nie porządne. choćby w miare kino.

dalambert - 12 czerwca 2011, 16:13

Dziś będzie poskofowo i optymistycznie, chłopaki wczoraj rzuciły cudną anegdotkę.
Kręci się jakiś teraz filmek sensacyjny, gangstery, windykatory i inne cholery. Scenka właśnie dotyczy dopadania dłużnika /oczywiście "predukcyha" kreci oszczędnościowo, na ulicy, przy normalnym ruchu nikogo, a policji przede wszystkim nie uprzedzając/
.Chodniczkiem drepcze sobie jakiś wymoczek, a tu z piskiem opon hamuje przy nim BMW i dwu karczystych dresów cabas pakuje piszczącego facecika do bagażnika.
Auto rusza i nim pan reżyser krzyknął "kamera stop" już na miejscu były dwa radiowozy prawdziwej policji, która przymknęła cale to artystyczne towarzystwo.
Ej, nie wiele się zmieniło produkcja dalej usiłuje oszczędzać na wszystkim. ale przygodni gapie komórki maja i nawet obywatelsko reagując na policję dzwonią. Jedno w tej opowiastce jeno cudem traci = gliny były na miejscu błyskiem po paru minutach. :wink:

NURS - 12 czerwca 2011, 16:46

pewnie przejeżdżali opodal :-)
Swoja drogą, takie sceny kręci się chyba przy calym sprzecie, kamerach itp. trudno tego nie zauważyć, stojąc obok.

Adanedhel - 12 czerwca 2011, 18:26

Może chcieli trochę jak w Bournach? Z ręki strzelić ujęcie. Bez świateł i tego typu pierdółek, bo na co to komu?
dalambert - 13 czerwca 2011, 11:38

NURS napisał/a:
Swoja drogą, takie sceny kręci się chyba przy calym sprzęcie, kamerach itp. trudno tego nie zauważyć, stojąc obok.

Raczej kręciło się, teraz możliwości techniczne / kamerki cyfrowe, super reflektorki i mikrofoniki/ są takie, że chybać mozna krecić jak się chce w sposób prawie dla postronnych nie zauważalny, a lege artis to by trzeba mieć zgode na zamknięcie ulicy, dogadaną i opłaconą obstawe / straży miejskiej i policji/ jakąś karetkę pogotowia na planie przy ostrzejszych zdjęciach i insze kosztowne bajery.
Tu zapewne chłopaki chciały szybciej, lepiej, TANIEJ :!: No i wyszło małe bach :wink:
Mozemy ogładać , choćby w TVPolsat serialik o starym SBeku Borewiczu, co to negatywnie zweryfikowany, zmienił nazwisko na Malanowski i firmę dedukcyjną otworzył. :mrgreen:
Tam, to jak sie nieco uważniej przypatrzeć, to poza artystą Cieślakiem jeszcze ze czwórka artystów gra, cała reszta to amatorzy z lapanki i agencji wynajmowania statystów z trudem dukająca swoje kwestie. Zdjecia natomiast w plenerze i ruchu ulicznym są wyrażnie kręcone na "szybkim nielegalu" tak, ze co by procesów uniknąć w oparowaniu obrazu maskują nawet numery smochodów w tle. ;P:
To jest ta nowoczesna tania produkcja.

ed.lit.

Matrim - 13 czerwca 2011, 11:42

dalambert napisał/a:
poza artystą Cieślakiem jeszcze ze czwórka artystów gra, cała reszta to amatorzy z lapanki i agencji wynajmowania statystów z trudem dukająca swoje kwestie.

dalambert, ale to chyba jest właśnie konwencja takich programów, że statyści są całkowitymi amatorami. A bywa, że i cała obsada. To jest reality-tv :)

dalambert - 13 czerwca 2011, 11:47

Matrim, moze i konwencja, a może usprawiedliwianie wciskania publice chłamowatego kitu, za psie pieniądze robionego i przekonywanie tejże publiki, że tak
być musi niczego nie mogą już zmienić brylanty na końcach twych rzęs... ;P:

Matrim - 13 czerwca 2011, 11:58

dalambert napisał/a:
niczego nie mogą już zmienić brylanty na końcach twych rzęs... ;P:


No wiesz... :oops: ;) Wiedźmin Cię uwiódł, zaprawdę ;)

dalambert, chłam, czy nie-chłam - publika CHCE to widać oglądać, bo programy typu Detektywi, czy W-11 są dość popularne. Nie wszystko musi być piękne i dopieszczone :)

dalambert - 13 czerwca 2011, 12:01

Matrim, Publika łyknie wszytko/ zawsze się jakaś znajdzie/ a ogrom czasu antenowego do zapchania jakimś kitem między reklamami tak wielki, ze masowa produkcja taniego guana idzie w najlepsze...
gorat - 13 czerwca 2011, 13:41

Niech mi ktoś pokaże drogie guano.
Matrim - 13 czerwca 2011, 13:49

Drogie guano

gorat, nie oglądałeś The Bucket List? ;)

gorat - 15 czerwca 2011, 12:09

Matrim, niezawodny jesteś.
dalambert - 15 czerwca 2011, 12:25

No fakt, bywa i guano drogie.
A to mi przypomina młodzieńczą fascynację i narzekania na "popioły" Andrzeja Wajdy. Jak ten film misł premierę to w miesiąć polazłem na niego z siedem razy, Na początek co by całośc i grę aktorów ogarnąć , potem by drugie plany poobserwowac, w koncu za szczegółami goniąc. Oj napatrzyłem sie setnie, a i młody miłośnik militariów i historyk sztuki dziury w całem szukać począłem.
A to, że w bitwie pod Raszynem / w filmie sekwencja "nad brzgami Rawki"/ austriacy jeno w dwu daszkowych kubełkach naszych atakują, a nasza dzielna piechoto w getrach mary,woju zasuwa wysokich do półłydki. To pierwsz to miał racje św. pamieci JJerzy Szeski / w 1809 z wszystych pułków piechoty austriackiej wyłączono kompanie grenadierskie, sformowano z nich osobne bataliony, które nieżle się pod Anspern i Wagram spisały/ więć w armi atakującej Księstwo Warszawskie grenadierów nie było.
A owe marynarskie getry na polskiej piechocie, coż dostał Szesio tysiąc getrów z marwoju to co miał nie użyć, a że wieksz i nie takie jak w 1809 coż - oszczędność na szyciu i licencja poetika artysty.
Wiele jaszcze misłem do tego filmu zastrzeżen i uwag, ale dziś to co pamiętam to wspaniałe, choć nie koniecznie prawdziwe obrazy i doskonałe oddanie epoki. Może nie w szczegółach, coż "popioły" to jednak nie "Barry Lyndon" ale w ogóle to TAK.

Tak mi się te dylemaciki przypomniały gdym deskusję w Roberta W. zobaczyłem o wierności możliwości i innej prawdziwości i to w magicznym swiecie...
Ej, łza się w oku kręci ;P:

dalambert - 1 września 2011, 15:40

Oglądany teraz zPuckiem rosyjski serial Mistrz i Małgorzata, jak na razie za nami 7 odcików / na 10/ i co tu nie mówić, DOBRZE jest, a Anna Kowalczyk jako Małgorzata wspaniała. Oddanie Moskwy roku 1935 rewelacyjne, wiecej będzie jak całość obejrzę, ale WARTO :D
fealoce - 1 września 2011, 18:43

Oglądałam, faktycznie świetny :)
Taselchof - 1 września 2011, 21:09

Równie zacna jest Polska wersja z Holoubkiem w roli Wolanda. :D
dalambert - 5 września 2011, 10:32

Mistrz i Małorzta / rosyjska 10/ obejrzne i to parokrotnie . Warto i warto porównać z naszym czteroczęsciowym dziełem Macka Wojtyszki . Róznice sa bo być muszą. Wojtyszko w 1988 krecił / premiera po dwu latach w 1990/ za "psi pieniądz' stawiając na aktorstwo i pomysłowość scenografa.
Trudno było zrobić z Warszawy Moskwę, trzeba było "grać nastrojem" mało znanymi ulicami i socrealem we wnętrzach.
Rosjanie mieli Moskwę do dyspozycji, znakomicie operowali orginalnymi miejscami i materiałem dokumentalnym, opisanymi przez Bułhakowa , choćby Patriarsze Prudy w filmie , to prawdziwe Patriarsze w Moskwie, a i aktorstwo choć równie doskonałe to inne,
Nasz Gucio Holoubek jako Woland to intelektualista z salonu,bardziej refleksyjny niż groźny, ich Woland to oszczędna groza i tragizm rewelacyjnie współgrajacy ze znakomita Małgorzatą.
Naprawde warto to objerzeć i podumać, o ile ktoś Bułhakowa nie nienawidzi, lubić nie trzeba, polubi się po obejrzeniu.
A i na koniec to co mnie u Rosjan zmartwiło - NIE BYŁO Anuszki, , a tak się szykowałem, jaka cholera zagra to co było perełką w wykonaniu Krystyny Feldman u Wojtyszki. A tu ani dudu, ot jeno wspmniano o rozlanym oleju i tyle - buuuuuuuuu :wink:

Kruk Siwy - 5 września 2011, 10:37

Mnie się ten serial nie podobał. Znaczy jako film jest ok, ale jest zbyt dosłowny. Nie oddaje ducha MiM tylko zapisane fabularnie zdarzenia (no może oprócz Annuszki hihi). Technicznie perfekcyjny, jednak jakiś taki... zimny. Wolę Wojtyszkę i naszego Holoubka.

Chodziłem po Patiarszych Prudach i nawet jakiś dziwny gość mnie zaczepiał. Azazello to nie był, ale może Behemot?

Edit. Dla wielbicieli gołych cycków - film jest mniam!

dalambert - 5 września 2011, 10:48

Kruk Siwy, ale obejrzeć niewątpliwie warto. Natomiast jak się ma prawdziwą Moskwę i kupę materiałów dokumentalnych z epoki, to nie trza ducha oddawac jeno się kreci i już.
Mnie własnie u Rosjan najbardziej podobał się Woland . Początkowo na Patriarszych jakby mało groźny, ot "konsultant", a potem stający się coraz bardziej potężnym i strasznym. Małgorzata natomiast dla mnie rewelacyjna , znaczy ta rosyjska - pani Kowalczyk bodajże, no i Kiciuś im jednak lepiej wszyszedł.
Natomiast może mam "spaczony" odbiór, bo po pierwszym ogladzie popatrywałem sobie na to całą niedzię, ot Pucek na działce, a ja do Moskwy i Jeruszalim się wybrałem.

Ps. Kruku co do biuścików to masz rację, ale i parę niezłych pupci tez tam można zobaczyć / Hella/ :P

Kruk Siwy - 5 września 2011, 10:52

Toż powiedziałem, że serial zacny. Ino nie dla mnie. Nie mogłem zaakceptować ani Wolanda ani Poncjusza Piłata.

A ducha zawsze trzeba oddawać bo inaczej wyjdzie rzecz bezduszna i w sumie taka jakaś płaska.
Uważasz, ze jak sfilmować konie w prawdziwym wąwozie Somosierry to będzie najlepszye przedstawienie szarży szwoleżerów? E tam.

dalambert - 5 września 2011, 10:59

Kruk Siwy napisał/a:
Nie mogłem zaakceptować ani Wolanda ani Poncjusza Piłata.

Woland mi sie"podobał" jeśli o nim mozna tak powiedzieć, ale co do Poncjusza, to masz rację . Kudy temu łachurowatemu typkowi do Jeźdzca Złotej Włóczni. :twisted:
Jedyna dobra scena to jak dysponuje "ochronę Judy" prawdziwie NKWDowski macher z niego wylazł, ale to to Rosjanie mają na codzień, więc i zagrać umieją.
Ps, A na Sadowej byłeś? Czy "Sadowa z filmu" ma się jakoś do rzeczywistej ?

Kruk Siwy - 5 września 2011, 12:34

Sadowyje Kolco z lat dwudziestych a obecne trudno porównywać. Co prawda Moskwa zburzona nie była, ale to już dziewięćdziestiąt lat minęło. Zmiany, zmiany zmiany. Poszczególne budynki owszem, ale ulica jako całość uż nie bardzo. Filmowcy jednak starali się by zbytnich baboli nie strzelać, czyli Sadową pewnie grały inne mniej ruszone zmianami ulice. No, ale nie muszę przecież cię uczyć jak się to robi.
dalambert - 5 września 2011, 12:56

Kruk Siwy, nie nie musisz. Rosjanie bardzo umiejętnie łączyli zdjecia dokumentalne Moskwy z lat trzydziestych z ujęciami filmu, w których było stosunkowo mało statystów i tła.
Wielki pogrzeb Berlioza idzie pod murami Kremla właściwie pustą ulicą i parkiem w którym tylko na ławce Małgorzata z Asansellem gada.
Zresztą pomysł by "sceny nadprzyrodzono-szatańskie" rozgrywały się w pełnym kolorze, zaś "nomalne życie" było w sepii czy czarno-białe, też temu pomaga.

RD - 5 września 2011, 17:32

Kruk Siwy napisał/a:
Toż powiedziałem, że serial zacny. Ino nie dla mnie. Nie mogłem zaakceptować ani Wolanda ani Poncjusza Piłata.

O, to zupełnie jak ja. Piłat to normalnie mydłek jakowyś, a nie twardy legionista ze zdartym od komend głosem i naturalnym okrucieństwem w sercu. A Woland w wykonaniu Holoubka to dla mnie czysta, intelektualna groza, uprzejmość kata puszczającego ofiarę przodem na schodach prowadzących na szafot. I jakoś tak mi się wydaje, że polski serial jest bardziej rosyjski niż rosyjski. Tak, jakbyśmy lepiej czuli Bułhakowa. Co mnie zresztą nie dziwi...

nureczka - 6 września 2011, 09:57

A mnie najbardziej podobała się wersja teatralna, wystawiana wiele, wiele lat temu we Współczesnym.
Są książki, takie jak "Mistrz i Małgorzata" czy "Miłość w czasach zarazy", których urok polega na niedopowiedzeniu, aluzji i grze wyobraźni. Gdy się to to "zmaterializuje" rzecz robi się dosłowna i płaska. Dlatego teatr, który z definicji jest bardziej umowny niż film, w tym, przypadku wygrywa.

dalambert - 6 września 2011, 10:07

nureczka, Też byłem na tym we "Współczesnym" znakomita rzecz, acz próby szykowano z Czesławem Wołejką w roli Wolanda, bardzo się na niego "szykowałem". Niestey zmarł przd premierą i niejako z marszu zastąpił go Wakuliński - też doskonale zgrał, acz zapewne zupełnie inaczej niż mógłby to zrobić Wołejko.
Oczywiście wszelka książka / szczególnie dobra i aluzyjna/ polega na wyobraźni czytelnika, więc po przemyśleniu uważam, ze jeżeli można wartosciować obie realizacje telewizyjne/ Rosyjska i Polską/ to nasza lepsza :wink:
Wojtyszko kasy za bardzo nie miał, Moskwy tyż do dyspozycji nie mial, cenzura mu jeszcze mogla bruździć / rok prod. to 1988, dopiero premiera w TV w 1990/ więc musiał myśleć, myśleć , no i TO włąśnie dało znakomity rezultat, acz czasami sloma wyłazi.
Natomiast Rosjanie kasę mieli, Moskwę mieli, to może bardziej "obrazowali" książkę niz tworzyli dzieło i to się momentami mści.
Więcej tam znakomitych scen "pojedynczych" ale całość robi "trudne" wrażenie.

RD - 6 września 2011, 10:14

Znakomite było słuchowisko puszczane w radiowej Trójce... Miodzio...
dalambert - 6 września 2011, 10:19

RD, szkoda, ze mi się nie trafiło, można to jakoś ściagnąć , lub kupić?
A cóż w ogóle sluchowiska, czasami rzecz znakomita - głosy, aktorstwo, efekty są, a wyobrazić sobie trzeba.

nureczka - 6 września 2011, 10:25

Ja bym też kupiła, gdyby nagranie było dostępne. Często wolę słuchowisko od filmu. W ogóle boleję wielce nad tym, że słuchowiska trafiają się coraz rzadziej.
RD - 6 września 2011, 10:49

Pojęcia nie mam, czy można nagranie gdzieś zdobyć. To było z cyklu "Codziennie powieść w wydaniu dźwiękowym"
Agi - 6 września 2011, 11:04

Szukałam na www.mojepolskieradio.pl , ale nie ma archiwalnych nagrań powieści.
E.:lit.

dalambert - 2 października 2011, 11:42

No trochę "odparowałem" i uważam , że Jerzy Hoffman mnie oszukał, zaś Wojciech Kossak . tfu , pardon Sławomir Idziak nie :!:
Cala ta 1920- Bitwa warszawska
to zbiór znakomitych obrazkow batalistycznych i "innych scenek" które z ogromnym trudem opowiadają jakąś wykastrowaną historyjkę / taki mielony dramacik dla analfabetów/, malo tego dokladnie śledziłem wszelkie "doniesienia z planu filmowego" znacznej części scen jakoby nakręconych w kinie nie uświadczysz :!: miał być Wikcio Zborowski jako kpt. de Gaulle i nima go wcale, aktory różne opowiadały po tabloidach jak to się im tam wspaniale grało i co ? NIma guciów wcale :!:
Pytanie - czy to można polecić Wam - można :!: 3D w wykonaniu pana Idziaka jest doskonałe, kudy do niego drugiej części HarregoP. i insygniów... ale pamiętajcie idziecie na Wojciech Kossaka w kiepskich ramach fabularnych :!:

feralny por. - 2 października 2011, 13:36

Te sceny co ich nie ma może będą w wersji reżyserskiej, która ma się na DVD pojawić.
Kruk Siwy - 2 października 2011, 13:42

Oby. Bo choć wybieram się to jak słyszę, Hoffman dał ciała, tak jak się obawiałem. Ech.
dalambert - 2 października 2011, 13:44

feralny por., tak se gadasz, czy wiesz, jeżeli tak to zręczny numer marketingowy- ale co z 3D - jeżeli DVD to telewizorków to tej zabawy u nas nie za wiele, więc jak chcą to sprzedać to musi być dla zwykłych dostosowane, i 2/3 zabawy szlag rafia :wink:

Ale Idziak ciała nie dał więc Kruku czniaj fabułę - Kossaka se pooglądaj - ułany i bolszewiki cudnie się ruszają :D

feralny por. - 2 października 2011, 13:47

Tak se gadam, ale wiem że ma być na DVD film długi na 3 godziny, więc siłą rzeczy muszą się tam pojawić sceny, których w kinie nie było.
dalambert - 2 października 2011, 13:59

feralny por., tego co w kinie dają to jest tak ledwo półtorej godziny, odliczając koszmarne reklamy przed seansem / coś półgodziny bite- brrrrr/
feralny por. - 2 października 2011, 14:00

Informacja od ludzi, którzy przy filmie pracowali.
ilcattivo13 - 2 października 2011, 23:42

dalambert napisał/a:
No trochę "odparowałem" i uważam , że Jerzy Hoffman mnie oszukał...


po "Ogniem i mieczem" nie spodziewałem się już niczego dobrego od tego pana. Może poza wiadomości, że odchodzi na emeryturę.
"Bitwę..." chciałem obejrzeć jedynie dla scen batalistycznych - poza tą jedną, a której Józefowiczowa szczerzy zęby strzelając z maksima (?), ofkors - ale skoro wujek felelny napisał, to co napisał, to zaczekam na DVD i obejrzę film w domu.

Kruk Siwy - 3 października 2011, 00:05

I to jest błond, bo dużą batalistykę trza oglądać na możliwie dużym ekranie. DVD obejrzę sobie później, jak już mnie zainteresują (?) wątki poza batalistyczne.
dalambert - 3 października 2011, 10:29

ilcattivo13 napisał/a:
to zaczekam na DVD i obejrzę film w domu.

Mozna i tak, ALE jednak radził bym się przełamać i iść do kina. Tylko pamiętaj - idziesz na "Wojciecha Kossaka" czyli na piękne obrazy w kiepskich ramach.
Staruszkowi H. dobrze wychodzą sceny masowych marszy i parad - patrz "Ogniem i mieczem" z marszem armi Chmielnickiego - nikt tak nie pokazal "Ukrainskiej Chwały" jak dziadunio H. w tej scenie.
Podobnie i tutaj KonArmia z lotu zwiadowczego samolotu Eskadry kościuszkowskiej, to naprawdę znakomita imponująca scena.
Fakt wszystko w tym filmie dzieje sie za szybko, jakby na chybcika jest opowiadane, ale jest na co popatrzeć.
I jeszcze, pare stron wyżej w tym wątku narzekałem na serial "1920 - Wojna i miłość"/ kto ma ochotę to w soboty teraz leci na TVPolonia/ otóż jednak zwracam Twórcom honor.
Biedni byli, ubodzy, kudy im do hofmanowskiego rozmachu i pieniędzy, ale/ fakt -serial/ merytorycznie i faktograficznie to . w porównaniu z "Bitwą warszawską" rzecz znakomita i dobra.
Tam się opowiada, u dziadka H. bajdurzy i manipuluje.

feralny por. - 3 października 2011, 10:35

No weź mnie nie osłabiaj.
Kruk Siwy - 3 października 2011, 10:36

Aleczym?
feralny por. - 3 października 2011, 10:40

Że zwraca honor tfurcom Woja i mdłości.
dalambert - 3 października 2011, 10:43

feralny por., A wyobraż sobie, że jednak = oczywiścia cała "masówka" w serialu to nędza i kit wszeteczny, ale OPOWIADAJĄ jakąś historię, rózne wątki / fakt tyż nie doporacowane/ ale są, czegoś się można dowiedzieć / nie tylko jak u H. migawkowo /, jak to się w tych latach 1918-1920 działo i bywało, że walczyły wywiady stron obu, ze bywało propaganda socbolszewicka padała na podatny bidny grunt, że rżnęli nie tylko burżujów ale i swoich, że i polska intendentura miała lepkie łapy.
Oczywiście podtrzymuję wszystke uprzednie moje rastrzeżenia, ale po obejrzeniu dzieła dziadka H. widzę, że i w tej nędzy serialu coś jednak było wartego pooglądania.

Kruk Siwy - 3 października 2011, 10:44

Oglądałeś Żenadę 1920?, jak mniemam - nie. A dalambert zwraca honor i owszem ale w
p o r ó w n a n i u do tegoż dzieła. Tak ja to zrozumiałem i jak obejrzę film dam znać czy wg. mnie słusznie.

Ziuta - 3 października 2011, 10:45

dalambert napisał/a:
I jeszcze, pare stron wyżej w tym wątku narzekałem na serial "1920 - Wojna i miłość"/ kto ma ochotę to w soboty teraz leci na TVPolonia/ otóż jednak zwracam Twórcom honor.
Biedni byli, ubodzy, kudy im do hofmanowskiego rozmachu i pieniędzy, ale/ fakt -serial/ merytorycznie i faktograficznie to . w porównaniu z "Bitwą warszawską" rzecz znakomita i dobra.
Tam się opowiada, u dziadka H. bajdurzy i manipuluje.

I to jest piękne, że mając mikroskopijny budżet i tylko te rekwizyty, których nie zabrał Hoffman (na przykład niemieckie hełmy wz. 1916), zrobili coś lepszego. Co weselej, korzystali z podobnych wątków, bo jest i ułan zakochany w piosenkarce kabaretowej, która zostaje sanitariuszką, jest i wątek rosyjski – ale wszystko lepiej napisane.
Do tego scenarzyści serialu mądrze postąpili, nie wdając się w spory o autorstwo planu bitwy – po prostu wchodzi Piłsudski-Baka i mówi, że w sztabie zadecydowalim, że walimy znad Wieprza. U Hoffmana Piłsudski-Olbrychski wymyśla bitwę, a sztabowcy z Rozwadowskim na czele patrzą z otwartymi gębami na geniusz wodza.

Ja tam czekam na ekranizację Lewej wolnej. Jak nie schrzanią, to będzie kino.

feralny por. - 3 października 2011, 10:48

Ale Kruku mnie właśnie o to chodzi. To znaczy, że film Hoffmana to dno i worosty i to własnie mnie osłabia.
dalambert - 3 października 2011, 10:49

Ziuta napisał/a:
Ja tam czekam na ekranizację Lewej wolnej. Jak nie schrzanią, to będzie kino.

Ty dawaj co wiesz ? Ja zupełnie przeoczyłem, coś kręcą na taśmie, czy kręcą , ze nakrecą :wink:

Kruk Siwy - 3 października 2011, 11:02

Zwykłem byłem oceniać obejrzawszy. Ekhem... a może by tak razem skoczyć? Co feralny?
dalambert - 3 października 2011, 11:04

Kruk Siwy, Mogę się dołączyć :?: na Kossaka to i dwa razy można :D
feralny por. - 3 października 2011, 11:06

Kruk Siwy, no teraz to chyba nie mam wyjścia i muszę obejrzeć, byłbym rad obejrzeć grupowo ale nie wiem czy damy radę się zgrać. Masz jakiś termin na myśli?
Ziuta - 3 października 2011, 11:13

dalambert napisał/a:
Ty dawaj co wiesz ? Ja zupełnie przeoczyłem, coś kręcą na taśmie, czy kręcą , ze nakrecą

dalambert, niestety, na ekranizację Mackiewicza poczekamy jeszcze wiele lat. Ale polecam książkę. Dla mnie jest świetną odtrutką na talmudyczne dywagacje militarystów:
- kiedy ktoś znowu wykłóca się, czy ten typ broni był na wyposażeniu wojska w 1919, otwieram Lewą wolną i czytam, że jeden ułan ma Mosina, drugi Berdankę, trzeci jakiś brytyjski karabinek kawaleryjski, ciężki i ogólnie do bani. Mundury też, każdy z innej parafii, ale to pod warunkiem, że został mu takowy z wojska zaborczego, legionów, czy od Hallera. Ochotnicy muszą sobie buty, mundury i broń "zakombinować".
- kiedy gadają, że naród sto lat temu był moralny i cnotliwy, otwieram Lewą wolną i czytam, że u panienek z POW odchodzi na całego miłość lesbijska ("z nudów"), a oficerowie wywiadu korzystają z tajnych pertraktacji, szmuglując przez front kokainę.
- kiedy znowu słyszę, że oficerowie byli honorowi, męscy i lojalni i broń Boże nie łamali regulaminu (bo za niedopięty kołnierzyk posyłano do kompanii karnych), otwieram Lewą wolną i wracam do sceny w burdelu, gdzie główny bohater rąbie szablą naćpanego oficera dobierającego się do jego kuzynki. Trupa wrzucają do szamba i nikt więcej o tym nie wspomina.
- kiedy znawcy analizują kolejne filmowe/książkowe starcie pod względem taktycznych kiksów, otwieram Lewą wolną i czytam: o niewyszkolonych rekrutach, konnicy masakrowanej jedną serią z cekaemu, na który się wpakowała. O tym, że wojna jest leśną nawalanką luźnych kup żołnierskich.
- kiedy znowu wszyscy się kłócą, kto wymyślił plan Bitwy Warszawskiej, otwieram Lewą wolną i czytam, że to była zrzynka z identycznej operacji armii carskiej z 1914 roku, kiedy odepchnęła spod Warszawy wojska niemieckie. Różnica była tylko taka, że Niemcy mieli wywiad i zdążyli się na czas cofnąć.

dalambert - 3 października 2011, 11:15

Kruczysko jest raczej "zawód wolny", a jak tam u Ciebie feralny por., służba Ojczyźnie w tych dniach przebiega ?
Ja tam raczej popołudnie, ale i zręcznie urwać sie mogę, jakby co konkretnego było.

feralny por. - 3 października 2011, 11:21

W grę wchodzą popołudnia, a najlepiej łikend, przy czym sobotę to bym musiał skonsultować.

Ziuta, a potem mamy filmy z gatunku Ardenów, ale furda tam, wszystko wolno, po co się zastanaiwś, po co trudzić. I to zupełnie nie jest żaden błąd, że żołnierze są poubierani w hełmy Mle 26 (i to widać bo jakiś baran ciągle daje zbliżenia na te hełmy), a jest dopiero rok 1919, bo "otwierasz lewą wolną...". Ech, nigdy się nawet nie zblizymy do Kompani braci

dalambert - 3 października 2011, 11:57

Ziuta, wszystko to prawda, ale obowiązkiem rzetelnego scenografa, czy kostiumografa jest przynajmniej WIEDZIEC jak byłoi co jest prawdopodobne , a co nie. Mając taką, rzetelna. wiedze można dopiero zacząć kombinować co się chce pokazać, a co można za te pieniądze, których oczywiście nie ma !
Zaś bywają przykłady skandalicznej nonszalancji i mienia widza w pupci, jak choćby przywołane przez feralny por., "Ardeny" gdzie jakieś czołgi amerykańskie z wojny koreanskiej robia za KoenigsTigry, opowiastka jest skróconą bajeczką, a Bostogne to mała mieścinka w szczerym polu pod bezpośrednim ogniem giermańskich czołgów się broniąca. A w tym samym czasie powstale sensacyjna urocza bajeczka, bez ambicji "historycznych" - "Żłoto dla zuchwałych" gdzie scenograficznie i sprzętowo prawie wszystko jest idealne.
Lewa wolna - Mackiewicza faktycznie, aż WYJE o dobry serial, ale obawiam się, ze predzej powstanie kolejna opowiastka o "odwiecznym polskim antysemityźmie z lewicowym posłanie w tle"
Oczywiście, ze armia polska w latach 1918-1921 to była zbieranina różnego umundurowania i uzbrojenia, coż tworzenie wojska w warunkach frontowych, nie jest proste, ale nie można tym usprawiedliwiać zwyklego niechlujstwa i niedoróbek "Panów tfurców". I talmudtczne dysputy zawców czasami mają sens.

Ziuta - 3 października 2011, 12:50

feralny por. napisał/a:
Ech, nigdy się nawet nie zblizymy do Kompani braci

Ale to jest niemożliwe. Nawet HBO nie udało się drugi raz – czego dowodem Pacyfik. Kompania braci to przypadek jeden na milion. A imię tego przypadku jest Stephen Ambrose.

feralny por. - 3 października 2011, 15:22

Tak, to jest niemożliwe, zwłaszcza, że nikt nie próbuje. :|
dalambert - 3 października 2011, 15:23

feralny por. napisał/a:
zwłaszcza, że nikt nie próbuje

Otóż chcieć , to móc - a przynajmnie próbować warto .

Ziuta - 3 października 2011, 15:40

Najpierw trzeba by znaleźć nowego Ambrose'a.
Bo to był naprawdę ewenement. Historyk z bardzo dobrym piórem, połączył warstwę reportażową z historyczną, odpytał weteranów, wziął w końcu majora Wintersa, zabrał do Europy i kazał mu pokazywać, którędy kompania E szła, gdzie walczyła. A na dodatek pożył dość długo, żeby zostać konsultantem serialu. Same relacje by nie wystarczyły. Weterani mają tendencję do pomijania rzeczy, które uważają za oczywiste. Dlatego chociaż każdy szlachciura w XVII wieku pisał pamiętniki, to żaden wprost nie podał potomnym, czy husaria szarżowała w skrzydłach. :wink:
Bez Ambrose'a nie pomogłyby ani miliony dolarów, ani rozmach. "Pacyfikowi" nie pomogły.
Jeszcze jedno: "Kompana braci" zachowywała zasadę trzech jedności nie tracąc przy tym realizmu i atrakcyjności fabuły. No dobra, przesadzam trochę, ale fabularnie rzecz jest niesamowicie spójna.

feralny por. - 3 października 2011, 15:53

No właśnie trzeba zacząć od dobrego scenariusza i nie musi być jego autorem S. A. Ważne żeby był dobry i przemyślany, a nie był koszykiem z niedoważonymi pomysłami. Potem trzeba solidnej pracy na planie, a nie popeliny i bylejakości. Traktowanie konsultantów jak piąte koło u wozu też w niczym nie pomaga.
Ziuta - 3 października 2011, 18:11

Scenariusz? Daj spokój. Ta historia nie potrzebuje scenariusza! :lol:
feralny por. napisał/a:
Traktowanie konsultantów jak piąte koło u wozu też w niczym nie pomaga.

Ja mam cały czas zagwozdkę z konsultantami. Znaczy nie wiem, jak jest na planie, ale po drugiej stronie ekranu bywa nieciekawie. Bo spec od mundurów ma gdzieś, czy samochód jest dobry, gość od samochodów nie zna się na lokomotywach, a maniak lokomotyw uważa samochody i mundury za szczegóły. Równie nieznaczące, co scenariusz. Najważniejsze, że jest lokomotywa.

Jeszcze inaczej patrzy na film zwykły widz. Głupawi Pancerni rządzą polską wyobraźnią od półwiecza (dopiero teraz dogania ich Czas honoru – co Cię raczej nie ucieszy :wink: ), zaś Szwadron, zamiast przybliżyć XIX wiek, leży zapomniany.

Kino tworzy wielkie mity, ale nie nadaje się na bryk z historii.

feralny por. - 4 października 2011, 09:11

Na planie przeważnie jest tak, że jedyny akceptowany konsultant, to taki, który przyjdzie rano podpisać listę i się nie wtrąca, a najlepiej, żeby sobie poszedł. A potem efekt jest taki, że aktorzy, na których robi się zbliżenia, bo coś mówią, mają karabinki Kar98k z końca II wś, a drugi szereg, który robi tło ma pierwszowojenne Gew 98. Takie przykłady można mnożyć, bo prawie każda scena w 1920 wim tak wygląda. Jest zrobiona zupełnie bez głowy i przy ewidentnym braku konsultacji w czasie zdjęć. Naprawdę nie trzeba milionów dolarów, ani S. Abrose'a, żeby przed klapsem aktorom, którzy bedą w danej scenie mówić (i bedzie na nich zbliżenie) założyć na głowy odpowiednie hełmy i włożyć w ręce odpowiednie karabiny. Drugi szereg może mieć cokolwiek wmiarę podobnego i tak nie będzie widać. Albo inny przykład, przeprawiają się żołnierze z mauserami przez rzekę, a na drugim brzegu juz mają mosiny. Nikt nad tym nie panuje. To jest dziadostwo i tyle.

Pancerni są przykładem, że kiedyś w Polsce umiano tak zarządzać planem zdjęciowym, żeby to miało ręce i nogi. W wielu scenach brały udział czolgi T 55, ale jestem pewien, że tego nie zauważyłeś i to nie dlatego, że nie zwracasz uwagi, czy się nie znasz. Po prostu na planie był ktoś, kto dbał o to, by te czołgi nidy nie pojaiwły się biżeni niż 200 m od kamery i były widoczne najwyżej 15 s. Bliżej kamery były T 34, a T 55 jechały na trzecim planie wzbijając tumany kurzu i robiąc efekt nacierającej masy czołgów. Dziś takiego pomyślunku w polskich filmach nie widać.

A co do porównania Szwadron vs. Pancerni, to ja się nie dziwię, że ludzie wolą film, w którym nasi wygrywają, od kolejnej klęski na ekranie.

Kruk Siwy - 4 października 2011, 09:17

Dosłownej.
Scenariusz niestety spartaczony. Choć historyczna scenografia - mundury zwłaszcza miodzio.

dalambert - 4 października 2011, 10:31

Bo z konsultantami, szczególnie merytorycznymi / konsultantem tyż nazywają właściciel starych aut , co je filmowi pożycza/ to bywa jak w klasycznym przypadku "Krzyżaków" Forda - Zachorski wymyślił piękną wizję kostiumów , spójną plastycznie, i cywilnych i militarnych - skierowano rzeczy do wykonania i dopiero potem poproszono prof. Nadolskiego / znakomitego mediewistę i znawcę militarów/ by "skonsultował" już WYKONANE kostiumy i rekwizyty, ten najwięsze śliczne bzdury oprotestował, z mizernym skutkiem z resztą, ale wiele nie mógł.
No i go Szymon Kobyliński koncertowo obśmiał.
A jacy "Krzyżacy" są każdy widzi.

dalambert - 17 listopada 2011, 22:09

Skandal zjadlo wvczorajszy post feralnego i moj? dzisiejsza rozmowe z Ziuta , a iak sie nam m?drze rozmawialo :( :evil:
gorat - 18 listopada 2011, 19:19

Yyy... nadal mamy, ale byłby drobny problem z włączeniem tego do bazy :| :P:
dalambert - 19 listopada 2011, 12:11

gorat, no właśnie, a Feralny wale sensowną wypowiedź machnął o serialu Pacyfik i porównaniu Bitwy Hoffmana z serialem Wojna i Miłość 1920, potem przeszliśmy na pana Wajdę i tu Ziuta, przypomniał jak to zapytany na spotkaniu z młodzią szkolną Mistrz:
" Jaki film uważa Pan za najlepszy?"
skromnie odparł:
"Mnie się wszystkie moje filmy podobają" :mrgreen:

To tak dla porządku, bo mi żal zaginięcia tej rozmowy.

Kruk Siwy - 19 listopada 2011, 12:31

Czy ta uwaga feralnego o serialu była taka do końca akuratna to bym się spierał. Nasz zacny kolega wielbi wszyskto co amerykańską armią pachnie, a wg mnie serial nudny był z kiepsko zrobionym scenariuszem, bez nerwu.
Oczywiście w swojej klasie, nie mówimy o gniotach, które u nas się produkuje.

Fidel-F2 - 19 listopada 2011, 13:07

ja go zaprzestałem po 4 chyba odcinku
dalambert - 19 listopada 2011, 13:17

Scenariusz to jedna rzecz, może autor nie byl na miarę tego od Kompanii braci, ale i sam teatr działań wojennych znacznie trudniejszy.
Toż "spacer po Europie= od Normandii po Dachau" to już fabularny samograj.
W Pacyfiku natomiast ot.
zaciągnąć się do woja,
na wysepkę i łubudubu,
na statek,
Po Australii pohulać i na statek,
na wysepkę i lubidubu,
Nas statek , na wysepkę i łubudubu
itd,,,

Strzelaniny zacne, ale z fabułą kłopot.

Fidel-F2 - 19 listopada 2011, 13:22

dalambert, KB to przecież też były odrębne 'przygody'
dalambert - 19 listopada 2011, 13:51

Fidel-F2, Oczywiście, ale układające się w ciekawą opowieść o "całości" w Pacyfiku to . przynajmniej w moim odczuciu były osobne "łubudubu" i to mimo prób prowadzenia bohaterów przez wszystkie wysepki. Myślę , że jednak bardziej wynikało to ze "specyfiki" działań.
Fidel-F2 - 19 listopada 2011, 13:57

dalambert, ale cóż to za problem? Widz przecież nie widzi miesięcy pomiędzy wyspami. Dla niego to kolejna 'przygoda' tej samej paczki. Nie widzę tez problemu by zrobić z tego ciekawą opowieść o całości.
dalambert - 19 listopada 2011, 14:09

Fidel-F2, Tez bym chciał by ktoś potrafił ciekawie opowiedzieć o tym co było "pomiędzy" i z całości zrobił fajną bajkę.
Fidel-F2 - 19 listopada 2011, 14:29

Domyślam się, że 'pomiędzy' rozumiesz jako starcia morskie. Póki co polecam literaturę wspomnieniową z tamtego czasu i miejsc. Sporo rzeczy można znaleźć w wydawnictwie FINNA w Serii z kotwiczką. Szczególnie polecam przeciwną stronę barykady i Dowódcę niszczyciela autorstwa Tameichi Hara Świetna rzecz.

http://www.finna.com.pl/

dalambert - 19 listopada 2011, 15:53

Fidel-F2, Też, ale i ci marines to coś tam robili na tych okrętach= wiem zero strzelania sama gadka, ale jak kto zdolny.
Zas w serialu z okrętów to jeno coś tam było widać przy Guadalcanalu i jakieś horyzontowe sylwetki w innych kawałkach.
Za linka dziękuję = przyda się.

ilcattivo13 - 19 listopada 2011, 19:16

już to kiedyś pisałem, ale powtórzyć zawsze można - "Pacyfik" miał pokazać prawdziwe oblicze wojny na Pacyfiku i zrobił to genialnie. A że to była całkiem inna wojna od tej toczonej w Europie, zwłaszcza na Zachodzie, to i seriale się różniły.

dalambert - nie było okrętów, bo:
1. oszczędzali na kasie.
2. to serial o marines, a nie o US Navy :wink:

dalambert - 19 listopada 2011, 20:01

dalambert napisał/a:
ale i sam teatr działań wojennych znacznie trudniejszy.
Toż "spacer po Europie= od Normandii po Dachau" to już fabularny samograj.

A taz co ja gadam :mrgreen:

ilcattivo13 - 19 listopada 2011, 20:11

prawie gadasz, dać Ci Złotej L. ;P:
feralny por. - 20 listopada 2011, 11:11

Kruk Siwy napisał/a:
Nasz zacny kolega wielbi wszyskto co amerykańską armią pachnie
Kruk jak już coś wymyśli...

A w ogóle to jakaś ironia losu, że jak raz na pół roku napiszę długiego posta, to go od razu wetnie.

dalambert - 20 listopada 2011, 12:00

feralny por., Zal mi tej naszej gadki, więc po ustaniu kataklizmu na nowo pojąłem marudzenie, co by dla potomności cokolwiek ocalało :!:
fealoce - 21 listopada 2011, 08:14

gorat napisał/a:
Yyy... nadal mamy, ale byłby drobny problem z włączeniem tego do bazy :| :P:


A jakby tylko je skopiować i wkleić jako cytat?

Ziuta - 21 listopada 2011, 15:07

Że wpiszę to, co wykasowało (tylko lepiej):
Pacyfik miał na drodze kilka raf, na które po kolei wpadał.
1. Wojna na Pacyfiku jest mniej kojarzona niż w Europie. Tzn., ludzie pamiętają Pearl Harbor, Hiroszimę oraz ze po drodze było mnóstwo lotniskowców i wysepek, ale niewiele więcej. Taka jest pamięć w Ameryce, w Europie jest pewnie gorzej. Kompania braci opowiadała o czymś bardziej znanym, do tego drogę jej przygotował Szeregowiec Ryan. W przypadku Pacyfiku takiej roli nie spełniły ani Sztandar chwały, ani Listy z Iwo Jimy, ani tym bardziej Cienka czerwona linia (wszystkie zbyt artystyczne i hermetyczne).
2. Pacyfik mierzył się z mitem Kompanii braci. U nas takim filmem-monolitem są Czterej pancerni i pies. I każdy twórca zahaczający o wojnę czy czołgi musi się z tym zmierzyć. Nawet Operację Dunaj (pal licho, że kiepską) komentowano w mediach frazami typu "pancerni tym razem w Pradze". Filmowcy mogą w takiej sytuacji pójść z prądem i zrobić to samo, tylko bardziej (porażka murowana, Pancerni są mitem, nie normalnym serialem, z którym można konkurować) albo zrobić totalną antytezę (wtedy też widzowie rozszarpią). I ten właśnie problem miał Pacyfik, którego twórcy mierzyli się mitem poprzednika jednocześnie próbując zrobić coś innego, co broniłoby się samo, nie tylko jako "KB na Oceanie Spokojnym".
3. O sukcesie KB zadecydowały elementy, których nie miał P.
Trójjedność czasu, miejsca i bohaterów (1944/45 rok, Europa Zachodnia, szlak bojowy jednej kompanii i jej żołnierzy). W Pacyfiku wzięto trzech żołnierzy walczących co prawda w tej samej dywizji, ale w różnych pułkach (Basilone się potem przeniósł, co daje razem 2 dywizje, 4 różne pułki). Więc zamiast jednego są 3 wątki z dwoma punktami wspólnymi (Guadalcanal, Pelielu). Podobnie serial rozciąga się w czasie i przestrzeni, tracąc fabularną spójność (która była mocnym punktem Kompanii).
Stephen Ambrose. Dla mnie to wybitny pisarz/historyk. Spisał relacje żołnierzy, wziął mjra Wintersa do Europy i kazał mu pokazywać, którędy żołnierze szli, co robili, gdzie leżały okopy. Potem to wszystko złożył w spójną fabułę i jeszcze zdążył przed śmiercią zostać konsultantem serialu. Autorzy Pacyfiku musieli opierać się bezpośrednio na wspomnieniach nieżyjących weteranów. A to robi różnicę. Byli żołnierze (zauważyliśmy to z agrafkiem) mają tendencje pomijać w relacjach rzeczy dla siebie oczywiste (a dla cywili już nie). To widać kiedy piszą pamiętniki albo zostają pisarzami, jak Glen Cook.

Fidel-F2 - 21 listopada 2011, 19:23

1. error, ja znam ten kawałek historii dobrze a serial mnie znudził
2. to bardziej ale tez bez przesady, chętnie bym zobaczył kilka kolejnych seriali w tych klimatach dobrze zrobionych
3.
Ziuta napisał/a:
Podobnie serial rozciąga się w czasie i przestrzeni, tracąc fabularną spójność
czas i przestrzeń ogranicza się do jednego tygodnia interwału emisyjnego i pola bitwy które wszędzie może wyglądać tak samo, dla mnie to nie jest argument
Ziuta - 21 listopada 2011, 19:46

Ja to z punktu widzenia laika opisuję :) Odbiór "fanowski" to jest inna broszka.
"Spójność" (to chyba nie najszczęśliwsze słowo) Kompanii braci polega na tym, że narracja trzyma się kompanii E na froncie zachodnim. Pacyfik skacze między trzema bohaterami i różnymi lokacjami.
Kompania braci to rozszerzony Szeregowiec Ryan. Pacyfik chciał być jednocześnie Cienką czerwoną linią, Sztandarem chwały i jednocześnie odciąć się od Kompanii.... A tutaj dodatkowo niektórzy narzekają, że chcieli by jeszcze Bitwy o Midway (w sensie, że brakowało im okrętów ;P: )

feralny por. - 21 listopada 2011, 19:48

Ja się w zasadzie zgadzam z diagnozą Ziuty, przy zastrzeżeniu, że oglądało mi się całkiem nieźle.
Fidel-F2 - 21 listopada 2011, 19:59

Ziuta napisał/a:
że brakowało im statków
:twisted:
feralny por. - 21 listopada 2011, 20:00

W zlewie chyba. :mrgreen:
Ziuta - 21 listopada 2011, 20:00

Ups.
dalambert - 22 listopada 2011, 08:35

Dla mnie Ziuta, ma rację i bardzo sensownie ją wypowiedział. ja się psługuję krótkimi, epitetowymi zdaniami / co by referatów nie walić/ a Jego wypowiedź jest brdzo sensowna.Oczywiście jednym się Pacyfik mógł podobac bardziej, innym mniej. Ostatecznie feralny por., coś o wojsku WIE, a większość nas to jeno sobie myśli jak to jest i w filmy popatruje :mrgreen:

Natomiast w ostatnich dniach KinoPolska bawiło nadawaniem hoffmanoskórzewskiego "wisternu" Prawo i pięść / w/g powieści Hena =Toast/ i przy tej okazji pokazał się sam mistrz / w wyiadzie pod hasłem"Jedna scena"/ i trochę się porzyznawał..
I do tego, ze z poważnego przynudzania pana Hena o "pionierach Ziem Odzyskanych" starali sie zrobić coś bardziej żywego i o drobnych niedogodnosciach z kompletnie nieostrzelanym Gucien Holubkiem, którem intelektualistą kina już wtedy był, a tu z przewrotności reżyserskiej robił za "silnego, acz doświadczonego przez wojnę czleka".
No i co GH strzelił to oczka zamykał jak panienka przerażona, co lubudubu z Waltera czy innej Parabelki to "bohaterska twarz gieroja " stawała sie buzią dziewczynki ,co to strzela z oczkami zamkniętymi i jeszcze może piszczy.
Uratowl im sprawę prosty pomysł - jak bums na ekranie to i widz się wzdryga , więc z taśmy filmowej wycinano po trzy klatki, wlaśnie te na których GH miał oczka zamknięte.
Wtedy kreciło się 24 klatki na sekundę,więc numer przechodził prawie niezauważalnie i było git.

Ps. - dla mołodzi to są czasy BEZ computrów i fotoszopów - trzeba był myśleć ;P:

dalambert - 27 listopada 2011, 13:22

No chciałem w "co nas cieszy" , ale skoro to i cieszy i sztuka, to mimo że nie film bedzie tutaj :P
Jak zapowiadaliśmy, tak byliśmy wczoraj z Puckiem na koncercie Mistrza Jacka Kowalskiego , na Łowickiej / jakieś Centrum od Kultury/. Organizowała to bardzo zacna sprawa - Fundacja św, Kazimierza Królewicza, co to Polaków na Litwie wspomaga i kulturę wspiera.
Koncert był super Mistrz i dwu muzykusów, czyli zespolik mały ale JAKI :shock:
Jeden bębnił, czynelił i brzdąkał na dzwonkach, drugi grał na :
dwu lutniach/ wymiennie oczywiście/.
Teorbanie/ to dopiero jest machina/
i Sazie,
Jacek śpiewał generalnie w tematyce sarmacko, konfederackiej ze starymi polskimi dumami. Nam się bardzo podobało i zacnie było :bravo

Kto nie był- czyli wszyscy niech żałują, ale możecie sobie na Youtubie Jacka Kowalskiego znaleźć i posłuchać :D

feralny por. - 27 listopada 2011, 19:46

Nie tylko Ty się dobrze bawiłeś:


fealoce - 27 listopada 2011, 20:33

No właśnie! :D
dalambert - 27 listopada 2011, 21:15

Ej, Ekipo . Stanąłem przed klasycznym dylematem. Czyli osiołkowi w żłoby dano, lecz by nie paść z głodu jak biedna oślina wybrałem JK i muzykę, bitwa to się niewątpliwie pod Olszynką szykuje i tam to BĘDĘ :!: Ale o tym to się jeszcze pogada.
A zdjęcia fajne - dziękuję bardzo. Więcej nie macie ?

feralny por. - 27 listopada 2011, 23:00

A olszynka to dzisiaj nie była przypadkiem?
Zdjęcia robiło się ciężko, bo światło mało, skadrować ciężko i w sumie jakoś bez przekonania pstrykałem, ale kilka wyszło znośnie:




dalambert - 13 grudnia 2011, 10:40

13 XII 1981, ej wzieło mnie na lekkie wspominki, to była niedziela, a w piątek wróciłem radosny jak szczypiorek z Łodzi po podpisaniu umowy na robotę II scenografa w nowym serialu. Pracowałem wprawdzie przy arcydziele Frania Trzeciaka "Punkty za pochodzenie" - taka wariacja Franiowa o tym jak to sie przez trzy, czy cztery lata do Skoły Aktorskiej dostawał, czyli rzecz o wiejskim talencie co to przez miastowych niedoceniany uporem i determinacją na swoim stawia.
Było to współczesne i co tu gadać, co nieco megalomańskie, acz nie bez polotu. Ale dzieło miało być gdzieś w lutym 1982 skończone i trza się było mocno za nową robotą oglądać.
no i TAKA gratka - serial 13 odcinków w/g "Huraganu" Gąsiorowskiego, epoka napoleońska scenariusz i współautorstwo scenopisu Waldemar Łysiak- szwoleżery,ułani, Sommosierra, kampania 1809 - Hiszpania spodziewana / przez naiwnych = w rzeczywistości Jura Krakowsko-Częstochowska miała być/, ale tyż piknie.
Sporo juz w/g pomysłów głównego kostiumografa i militarysty Jerzego Szeskiego wykonane było. I szwleżerowie , i szasey francuskie i trochę piechoty poszyte, sześć armat wykonane i jeszcze trochę austriaków.
Fajna robota sie zapowiadała, a i gdyby wyszła to teraz byście o "kultowym' serialiku ględzili
Wrócilem w piatek do dom , umowa podpisana, w poniedziałek jakieś zdjecia u Trzeciaka się szykują i co?
A no pstro - wrona przyleciała i wszystko "zakrakała".
Trzeciak ledwo w kwietniu swoje dzieło skończył, jeno wymowę "ideologiczną" na gwałt zmieniając i niedoceniajacych talentu bidnego"Jaśka Muzykanta" partyjnych bonzów szkolnych, na gwałt na wrednych etyligyntów solidaruchów zmieniając.
Zaś "Huragan" odleciał w niepamięć, jeno ja za podpisanie umowy, jak i wszyscy inni majacy go robić, 10 % należnej kasy wziąłem. Coś na dzisiejsze licząc, to z 15 000 zł.
Ale i tak "Huraganu" żal, a w domu do dziś mam 13 scenopisu zaszytów. Ciekawa lektura.

Marcin Robert - 18 grudnia 2011, 16:44

To ja mam pytanie do dalamberta jako znawcy wszelkich tajników polskiej kinematografii. Czy cokolwiek z TEGO filmu się zachowało? Z informacji o występie Andrzeja Szczepkowskiego, zawartej w zalinkowanej notatce, domyślam się bowiem, że w całości nie przetrwał.
dalambert - 23 grudnia 2011, 20:34

Marcin Robert, nietety od Ciebie s\i z gogla się dowiedziałem, wprawdzie niektórzy twierdza, że już pod Grunwaldem byłem obecny / jako jeden z mieczy/ ale....

Natomiast z ukontentowaniem stwierdzam, ze moje zachwalanki Vatela / na "co leci w TV"/ się na coś przydały parę osób popatrzyło/
Na przykładzie Vatela / Rolanda Jofffe -2000 r/, Szkoły Dziewic /Patrycji Maruy - 2000/, Tańczącego króla /Gerarda Corbieau 2001/ czy nieco wcześniejszej Markizy Very Belmont - 1997. Oglądamy wspaniały zestaw dramatów w historycznym kostiumie razem sławiących epokę Króla Słońce gdy rodziła się la grandeuse de France.
Wszyscy Francuzi są głęboko przekonani o owej "wielkości Francji" noszą ją w sobie/ czy slusznie to już inna bajka/ ale są pewni i może właśnie dlatego stać ich na tak wspaniałe realizacje, tak doskonałą i wystawną opowieść o epoce i to bez maskowania rzeczy smutnych.
Nie mowie tu o kasie na film, ale o psychicznej potrzebie powstawania takich filmów. Cóż nas stać jedynie na "genialne" pomysły szczającej załogi Westerplatte i awantury w temacie.
Oj tak Świątecznie - oby i u nas zaczęto, no może nie zaczęto, ale przynajmniej spróbowano iść drogą francuskich dramatów i filmów historycznych,
Czego sobie i Wam życzę

Marcin Robert - 31 grudnia 2011, 17:33

Faktycznie, przesadziłem z tym pytaniem. :mrgreen: Ale ciekawie byłoby obejrzeć to dzieło. W końcu pierwszy powojenny film fabularny. :D
Zgaga - 11 lutego 2012, 12:35

Zupełnie nie wiedziałam, gdzie to wsadzić. A artykuł wart uwagi i może dalambert trochę później popyszczcy.
Ciekawy artykuł w Rzepie o braciach Kłoskowskich z Poznanie szyjących stroje historyczne do filmów:
http://www.rp.pl/artykul/...-Hollywood.html

Edit. Popr. nazwisko.

feralny por. - 11 lutego 2012, 18:34

Artykuł ciekawy, zastanawia mnie jednak to zdanie:
Cytat:
Ich mundury uchodzą za tak dobre, że kolekcjonerzy sprzedają je sobie często jako oryginalne z czasu I czy II wojny światowej. Tymczasem w Polsce, poza branżą filmową, mało kto o nich słyszał.
Może miało być "mało który dziennikarz słyszał", albo nie wiem co, bo każdy kto się starymi mundurami interesuje po prostu musiał słyszeć o "firmie z Poznania", a że ludzie, którym taki mundur niepotrzebny nie słyszeli, to chyba nic dziwnego. Wygląda mi to na kolejnego dziennikarza, który z wypiekami na twarzy informuje ludzkość, o tym, że księżyc nie jest z sera. Opinie na temat tej firmy też nie są tak jednoznacznie entuzjastyczne jak w artykule, choć może to być efekt środowiska hobbystów, w którym nie dość, że każdy wie wszystko najlepiej, do jeszcze chciałby "na wczoraj" i "za darmo".
dalambert - 12 lutego 2012, 15:40

Co by tu pogadać ?
primo - Zgaga, dzięki artykuł arcyciekawy, nie słyszałem o tej firmie, czemu trudno się dziwić, ja hulałem w kinematografii w latach 1977 - 1990. a więc wieki temu. Dziś jeno kibicuje i to bardziej grupom rekonstrukcyjnym niż filmowcom
W 'moich latach" filmy kostiumowo-historyczne obszywały w mniejszych zamówieniach same wytwórnie filmowe / Łódź miala wcale zacną pracownię krawiecka - mnie obszyli "Alchemika" Koprowicza/ a większe zamówienia załatwiał monopolista rynkowy czyli COPiA / taka pod spółdzielnia CEPELiA/ tam na pewno obszyto całą "Bonę" kostiumy pani Ptak - solidne, acz bez polotu. Św. pamięci Magda Teslawska raczej zlecała roboty indywidualny plastykom. ale ona to była ARTYSTKA i wiedzę miała i doświadczenie/ wszystkie filmy Hassa, debiutowała asystenturą w "Gnieździe".
feralny por., święte słowa co do kompetencji pana dziennikarza :mrgreen: dobrze, ze nazwy firmy nie pomylił. :|

dalambert - 23 lipca 2012, 12:04

FidelF2 opowiadałeś kiedyś o swym kawaleryjskim udziale w Ogniem i mieczem
a no zmarł nam własnie Bohdan Stupka , nadziałeś sie na niego oblegając Zbaraż ?
No i szlag mnie lekki trafił jak zobaczyłem dziś tytuł tekstu o Andrzeju Łapickim w GW ;
"Na wieki wieków amant..." po pierwsze lekko satyryczne, a po drugie ;
Faktycznie gdy do garderoby w teatrze / bodajże Narodowym/ wszedł jakśiejący urodą artysta Pluciński i powitał towarzystwo radosnym ;
"Niech będzie pochwalony..."
to Andrzej Szczepkowski odparł z powagą:
"Na wiek wieków AMANT!"

Ale ten żarcik dopiero smarkate dziennikusy przywaliły z okazji zejscia Łapickiemu
Ignorantia coronat opus, tfu :evil:

Fidel-F2 - 23 lipca 2012, 12:20

Niestety zero kontaktu. Między statystami a aktorami była niewidzialna ściana, a raczej trzy ściany z fosami pomiędzy nimi. Najbliższy kontakt trzeciego stopnia miałem z Olbrychskim gdy w jakiejś bitwie lałem się ze dwa metry od niego. :wink:
dalambert - 23 lipca 2012, 12:28

Fidel-F2, Tyż piknie, a robiłeś wtedy za tatara , czy inszego kozaka ?
Fidel-F2 - 23 lipca 2012, 12:34

za wszystko robiłem oprócz tatarów a co do konkretnych scen to trudno spamiętać zwłaszcza, że może się zdarzyć, że w danej scenie jestem po obu stronach i możliwe też że w jednej scenie jestem w pięciu egzemplarzach
dalambert - 23 lipca 2012, 12:41

No widzisz jaki wybitny z Ciebie ARTYSTA :D
gorat - 23 lipca 2012, 23:42

Na pewno masz gdzieś wykaz, z których sekundach filmu się pojawiasz i w którym miejscu klatki ;)
dalambert - 21 sierpnia 2012, 11:35

Na inszych wątkach aż furczy od damskich pogaduszek, że aż się prosi o walkę w tym kisielu / kiślu?/ .
To mi przypomniało jak w bodajże 1976 czy 75 Królikiewicz realizował w TV wielką inscenizację Fausta / Trzeciak - Mefisto, Stray Faust - Karewicz, młody - Łukasiewicz/ i oczywiście iście po "królikiewiczowsku' wymyślił "orgię nocy walpurgii' :
basenik z kisielem, w nim gluteńkie towarzystwo / zaprzegnięto do tego paręnaście par małżensko narzeczeńskich/ i kotłujta się orgiastycznie. Wychodziło to im jednak dość niemrawo pokąd II reżyser niejaki A.K. nie wpuścił go baseniku parki mocno aktywnych gejów - oj się działo, aż furczało. Materiału / na taśmie oczywiście magnetycznej/ było podobno na dobrą godzinę, ale óż do "dzieła" weszło jeno niecała minutka.

Co już to opowiadałem? Nieszkodzi ! - znacie ? Znamy ! No to posłuchajcie ;P:

Pucek - 21 sierpnia 2012, 14:02

Aś tam, taśmę magnetyczną szlag trafił, a reżyser... eee, no... kto to był Królikiewicz? Rafał może?

Ale tak mi się przypomniało - wczoraj w lumpexie byłam, tam skrzynia z różnościami, kobitki grzebią bo świeży towar. Jedna wykopała pudełko, pokazuje drugiej co w środku - "patrz pani, Palikotowi trzeba wysłać! Niech se pomacha!
Racja! I jeszcze kiślu ze dwie torebki " Się kobity obśmiały, ile ich tam było.

Ot, scenka jak z filmu.

Kruk Siwy - 10 września 2012, 17:04

http://polskalokalna.pl/w...tu,1840937,3345

Może to szczątki tego mostu co żeś o nim dość dużo opowiadał? hihih!

Zgaga - 7 października 2012, 08:21

I znów się wtrącę w wątek Dalamberta. Tak podczytuję Józefa Hena Dziennik 2000-2007 [na nowy wiek]. A tam znalazłam ładną anegdotkę o nie przyznawaniu się do własnej twórczości:
Cytat:
[Stanisław Nicieja, historyk sztuki, rektor Uniwersytetu Opolskiego] Uważa, że pani Ewa [Petelska, wdowa po reżyserze Czesławie Petelskim] jest współtwórcą nie byle jakich dokonań: "Bazy ludzi umarłych" i "Ogniomistrza Kalenia". O "Don Gabrielu" chyba nie wie. O "Don Gabrielu" , do którego ja napisałem scenariusz, prawie nikt nie wie. W roku 1966, w pełni powodzenia zdjęto go z ekranów na życzenie przywódcy endokomunistów, Moczara. Szło o to, co i dziś: "prawdziwi patrioci" przedstawlali kampanię wrześniową 1939 jako zwycięstwo. I gdyby nie ten nóż w plecu... "Don Gabriel pokazywał mimochodem to, co było naprawdę. Paradoks polegał na tym, że Petelski był zaprzyjaźniony z Moczarem. Po ataku generała tak się przeraził, że wykreślił "Don Gabriela" ze swojej filmografii.

Teraz Don Gabriela już można znaleźć w filmografii Petelskiego.

Pucek - 9 października 2012, 01:28

Noooo,,, To była potyczka, z filmem. Potknięcie. Pad na pysk wręcz, z wrażenia.
dalambert ostał się w domu z Moniuszkiem, a ja poszłam robić za dekorację przy premierze 'Bitwy Wiedeńskiej'. W zacnym a licznym gronie rycerstwa.
Spojlerować nie idzie, skoro na ekrany jeszcze nie poszło, ale wrażenia... no, daaawno czegoś takiego nie widziałam. Ale myślę, że rzeszom niepisatych i nieczytatych dziateczek afroamerykańskich może się podobać.
Spory kawał historii alternatywnej z elementami fantazy. Wnętrza pałacu (w Turynie chyba?) rewelacja. Bachleda-Curuś prześliczna. Wzrok Kara Mustafy przeszywający. Ksiądz Marko (zbawca tego świata) - joj, nie wiem co powiedzieć... Efekty komputerowe na każdym kroku. Choć zdaje mi się, że podmalówki w "Przeminęło z wiatrem" lepsze były.

Chcecie to idźcie, ale na własną odpowiedzialność. No.

Za to ogląd elit wkraczających na premierę przyczynił szczerej uciechy, gwiazdy, paparazzi (i ich komentarze), czerwony chodnik (tak z 10m) , nooo, taaakim hollyłódziem powiało...

Kruk Siwy - 9 października 2012, 10:07

A trzydzieści pięć lat temu znaleziono Maklakiewicza przed Bristolem. Żył i umarł tak jak chciał. Jak to mówili:"w epoce gdy modne było marnowanie talentu Maklak marnował go w sposób niezrównany"
Codziennie z Himlisbachem wypijali litra a czasem i półtora.

dalambert - 15 października 2012, 20:11

Auuuuuuuuuuuu


nie wytrzymałem do środy polazłem pod Wiedeń dzisiaj i, a no nie będę się wyrażał, nie będę przeklinał, spróbuję opowiedzieć o tym CO TO JEST.

To jest byle jak sfastrygowana i posklejana wycinanka z włoskiego serialu TV Rai.
Serial nie jest o bitwie pod Wiedniem, historii, czy polityce, lub muzułmańskim najeździe na Europe. czyli ostatnim wysiłku militarnym osmańskiego imperium
To bajeczka o ojcu Marku z Aviano i o tym jak ojczulek personalnie Europę zbawił.
Poziom jest włoskiego serialu tv i takież ma efekty wszelakie, pokazywanie tego na normalnym ekranie kinowym to nieporozumienie, coś co może ujdzie w telewizorni w kinie swą nędzą jeno wkurza i po oczach kiepskością wali / słowo "kiep" w sarmackich bluzgach oznaczało "penis"/.

Natomiast jeżeli się wie, że to wycinanka z serialiku o dzielnym kapucynie, to trudno mieć pretensje o kłamstewka, przeinaczenia, cy inne bzdury z historii wyciągane.

Kto chce zobaczyć jak / mniej więcej/ naprawdę było niech sobie na Yutubie znajdzie "Na odsiecz Wiednia" pp. Smolińskiej i Sroki, wcale zacny dokument inscenizowany / tymi łapami się dokładałem do militariów', a jak chce się pośmiać to polecam "Ojca królowej" więcej dobrej zabawy i prawdy historycznej w tej komedyjce pana Solarza niż w tym wloskim ....
Tu zmilczał, lecz róg trzymał... :mrgreen:

Agi - 15 października 2012, 20:16

dalambert napisał/a:
/ słowo "kiep" w sarmackich bluzgach oznaczało "penis"/.

Wprost przeciwnie, oznaczało damską część ciała.

dalambert - 15 października 2012, 20:22

Agi, co nie zmienia faktu, że w takim razie to dzieło kinematograficzne jest kompletnie fizdnięte :mrgreen:
A w którymś Bunshu jest przśypiewka wojsk B.Śmiałego co to nasze z kijowianami
"kochają się jako kiep i pyja". ale może stary Bunsh wiedział, że dzwonią, a "pyję" zmyślił :wink:

Martva - 15 października 2012, 20:27

Gugiel zna pyję :oops:
To znaczy, że istnieje i nie jest zmyślona. Znaczy, on. W sumie.

Agi - 15 października 2012, 20:34

dalambert napisał/a:
Agi, co nie zmienia faktu, że w takim razie to dzieło kinematograficzne jest kompletnie fizdnięte
dalambercie, na temat dzieła się nie wypowiadam, bo nie widziałam, a po tym co czytam na forum, pewnie nieprędko zobaczę.
Kruk Siwy - 15 października 2012, 21:08

To mówisz Dalciu ,że ogólnie trzepią kapucyna?
Zgaga - 15 października 2012, 21:19

Panowie... I Panie...
No, no, no

Agi - 15 października 2012, 21:24

Zgaga, widzę, że nieustannie i skutecznie Cię dziś gorszymy.
dalambert - 15 października 2012, 21:38

Kruk Siwy, trzepią owszem, ale z erekcją to już są poważne kłopoty :wink:
Zgaga, tez Cię kocham :D

Matrim - 15 października 2012, 22:15

Kruk Siwy napisał/a:
To mówisz Dalciu ,że ogólnie trzepią kapucyna?

Z recenzji dalamberta wynika raczej, że kapucyn trzepie wszystkich. I to pastorałem!

mesiash - 16 października 2012, 10:48

Matrim, ale dalej można powiedzieć że film przedstawia trzepanie kapucyna :)

Wiem przynajmniej żeby nie wydawać na to pieniędzy za dużo.

dalambert - 16 października 2012, 15:35

raczej można zpytac: Czego to nie przedstawia ? przede wszystkim jakiejkolwiek prawdy historycznej, że o dobrym opowiedzeniu opowieści nie wspomnę.
Jednak nie wytrzymam i skoro raczej niewiele z Was się na ten kit wybierze pospojleruję o tzw. bitwie pod Wiedniem.
1/Obleżenie zaczęło sie na dobry miesiąc przed odsieczą, tu trochę tego mamy. Obóz Kara mustafy a'la gra komputrzana, turecke prace ziemne, prawie mechaniczn\e kopane okopki jakowes i jedno bum pod bastionem/ nazwiska dowódcy obrony NIE pomylili.
Armia austriacka - jasne kurty, kirysy z naplecznikiem, hełmy typu "szturmak" równo w jeździe i piechocie używane.
nagle na murach wrzask się podnosi " Ooo jedzie Sobieski" z tychże murów doskonale widzimy i hussarię i Matkę Boską Częstochowską w pierwszych szeregach jazdy za królem wiezioną.
No i zaczyna się BITWA
2/Polacy cia]ągną armaty przez straszliwe wąwozy i wądoły Kalhenbergu prowadzeni cudami ojca Aviano / wilk ci drogę wskaże / mszy przed bitewnej na Kalhenbergo oczywiście nie ma, za to pan Skolimowski w karacenie osobiście armatę targa. nie skutecznie z reszta, ta jego w parów spadła.
temczesem a pustej łące trochę Austriaków kozłami hiszpańskimi osłoniętych, na widok Tatarów na gwałt i tempa wyrzuca przed kozły metalowe "ostowe" potykacze. tatary z łuków szyją a ci furt jeno to żelastwo ciskają, o kontrmarszu i strzelaniu ni mowy , ni widoku nima.
Ale dzielni Placy już wtargali armaty na sam wielki odkryty szczyt, pan Olbrychski łapką macha i "ognia" krzyczy, działa zanoszą się komputerowymi dymami wystrzałów / total war się kłania/ i traszliwy grad polskich bomb spada na turecki obóz, umocnienia, okopy i o się tyko tfurcom zamarzy, Bumbardowanie prawie jak aliancki nalot na Drezno w drugiej światowej.
Austriaki przyciśnięci przez Tatarów uciekają sic! z pola bitwa . pan Skolimowski ustawia w klin hussarie, upewnia się , że syn ukochany pierwszy raz do szarży się szykuje, Kara Mustafa namawia Tatarów na spotkanie z hussarią, Chan jest przeciw i spieprza, a Mustafa z jakąś jazda rusa w pieriod,
klin husari poowadzony przez pana Sklimowskiego/ albo kaskadera w jego ubranku/ uderza rozpieprza , trochę husarze ganiają Turków po obozie, krzycząc "dawać Mustafe Kara", ten przez osobnego psłańca przekazuje Polakom święta chorągiew proroka / i mamy po zawadach.
ojj ciężko był, widać jeszcze ciśnienie mam Ok i serce w porzo :wink:

Blue Adept - 16 października 2012, 16:21

dalambert - faktycznie "niezła jazda". Są jeszcze ludzie na tym świecie, co udając się do kina szukają prawdy historycznej. :shock: A wilkołak był? Gdzieś czytałem, że się pojawia, czyżby to ojciec Aviano jako wilk? :wink:

P.s. A seria "Total War" to fajne gry...

Zgaga - 16 października 2012, 16:35

dalambert, ale mam nadzieję, że Turcy tego starcia nie wygrali :mrgreen:
Adon - 16 października 2012, 17:05

A może nie jest wcale tak źle? Tu Radosław Sikora, znany z książek o husarii, pisze o filmie.
dalambert - 16 października 2012, 17:07

Cytat:
Gdzieś czytałem, że się pojawia, czyżby to ojciec Aviano jako wilk? :wink:

Nie - jego dziadunio osobisty co to go turki ubiły i teraz się Markowi A. w postaci wilka objawia co jakiś czas, drogę wskazuje, wycie wznosi i ogólnie pomaga, ale za to miecz gorejący, lub gorący / jak kto woli się pojawia/ elementy fantazy niewątpliwie są obecne :wink:
A Pucek już wspominała, ale i ja powtórzę Daniel O. wielkim aktorem jest. Ta etiuda, a co tam , Ten MONODRAM pt. " Grałem w dobrym filmie i rola ma znacząca była" któren odwalił przed tykamerami z okazji premiery, to prawdziwe osiągnięcie sztuki aktorskiej :mrgreen:
Adamczyk się przynajmniej w pierś uderzył i ma nadzieje co duch Cesarza Leopolda mu wybaczy, no bo ja wiem....
Zgaga, Kto wygrał ? Chyba nasi, ale którzy nasi to już pewien nie jestem :wink:

ilcattivo13 - 16 października 2012, 18:49

Adon, dzięki za linka. Sikora mnie przekonał do obejrzenia :)
dalambert - 16 października 2012, 20:33

Adon, dzięki za linka do wypowiedzi pana Sikory, zwróć uwagę, że właściwie ja mówię o tym dziele to samo, jeno mnie się nie podobało, więc się wyzłośliwiam, Z resztą Sikora nie zna jeszcze jednego usprawiedliwienia tej "jakości". To naprawdę jest wycinanka z włoskiego serialu telewizyjnego. Cóż poradzisz na to, że poziom telewizji RAI odpowiada tak ulubionymi przez jej właściciela bubgabunga, no i tu mamy bungabunga na historii Europy / tak ją spie.../
Fakt wypowiedzi naszych aktorusów z czasów realizacji są równie lojalne wobec filmu, jak i świadczące o kompletnej niewiedzy w czym grają.
Zaś porównywanie tego do ruskiej propagandówki 1612 to nieporozumienie. Ruskie łżą na swój szczot, ale za ogromne pieniądze to i efekty scenograficzne mają lepsze,
To obecne coś raczej porównać można do włoskiej adaptacji "Ogniem i mieczem" z lat sześćdziesiątych. Tej z baronem von Zagloba i husarią ze skrzydełkami na szyszakach,
No i w tym porównaniu "Bitwa pod Wiedniem" jest lepsza, przynajmniej scenograficznie.
ilcattivo13, ależ idź ciekaw jestem Twojej opinii, kino lubisz, a i na militariach się znasz :D

ilcattivo13 - 16 października 2012, 21:40

dalambert - ać tam się znam...
Mam wrodzoną mniejszą wrażliwość na kicz obecny we włoskich produkcjach. Żeby nie to, to ani teraz bym się za spaghetti westerny nie zabierał, ani na przyszłość nie planowałbym się w tzw. "sword and sandals" zagłębiać. Bo taka właśnie jest gatunkowa nazwa włoskich filmów awanturniczo-historycznych, o których wspomniałeś :wink:

A wracając do "Bitwy...", to do kina na nią nie pójdę - zaczekam na BR i obejrzę za duża mniejszą cenę w dużo bardziej komfortowych warunkach. Wtedy powiem, co myślę o filmie.

dalambert - 16 października 2012, 21:47

jeżeli BR to jest jakaś odmiana oglądania na ekranie telewizora czy z komputra, to masz może rację wszystkie efekty specjalne s na poziomie telewizyjnym - nie najlepszym, ale jednak te kity mogą być strawne.

ed.lit. klawiaturka mi pozamieniała literki miejscami :cry:

Kruk Siwy - 16 października 2012, 21:55

Blue Ray. A ilcat zdaje się ma projektorek i co najmniej jedno prześcieradło rezerwowe.
ilcattivo13 - 16 października 2012, 23:37

dalambert - Kruk jest lepiej poinformowany od Ciebie :wink: Jakość mam kinową, ekran dwumetrowy, a przy okazji nikt mi discopolowych muzyczek z komórki nad głową nie odpala i popcornu za kołnierz nie sypie :wink:
Ziuta - 17 października 2012, 08:12

ilcattivo13 napisał/a:
Mam wrodzoną mniejszą wrażliwość na kicz obecny we włoskich produkcjach. Żeby nie to, to ani teraz bym się za spaghetti westerny nie zabierał, ani na przyszłość nie planowałbym się w tzw. "sword and sandals" zagłębiać. Bo taka właśnie jest gatunkowa nazwa włoskich filmów awanturniczo-historycznych, o których wspomniałeś

Zależy też, jaką optykę przymierzasz. Spaghetti westerny to prawie że fantasy, miecze i sandały to fantasy jawne. :) Tu natomiast udają historię.

Pucek - 17 października 2012, 10:16

Pucek napisał/a:
Spory kawał historii alternatywnej z elementami fantazy


Ziuta napisał/a:
Tu natomiast udają historię.



Hi hi hi ...

Adon - 17 października 2012, 10:27

dalambert napisał/a:
[husarią ze skrzydełkami na szyszakach

Ale szyszaki ze skrzydełkami były - to dość późny typ szyszaków husarskich.
Proszę:


:wink:

dalambert - 17 października 2012, 10:52

Adon, to jest nieco bardziej wątpliwa sprawa. ZACHOWAŁO SIĘ W Muzeum WP / i nie tylko/ kilka takich szyszaków, ale niektórzy badacze wiążą je z ćwiczeniami wojsk autoramentu cudzoziemskiego i wojsk saskich urządzonymi / bodajże / w 1735 na polach miedzy Królikarnią, a Wilanowem pod Warszawą / nadworny malarz J.S. Mock odmalował dwa wielkie obrazy przedstawiające ich przebieg. Są ich precyzyjne kopie z czasów Królestwa Kongresowego w Muzeum WP.
Otóż tam właśnie widać dragonów i kirasjerów saskich przebranych za husarię w takich dokładnie hełmach z pięknymi kopiami w garściach / proporce zielono-różowe i żółto-błękitne, co barw tradycyjnych nie tykać/ narobili tych skrzydlatych szyszaków na dwa pułki kawalerii i po imprezie złożono w magazynach. To i trochę dotrwało do naszych czasów,
Zresztą w tym samym czasie co ćwiczenia pod Królikarnią zwołano Koło Generalne Wojsk Narodowego Autoramentu pod Lwowem, co by się pijane towarzystwo husarskie i pancerne Królowi pod nogami nie pętało, gdy się w wodza bawi.
Tak czy inaczej pokazany przez Ciebie szyszak pochodzi z drugiej ćwierci XVIII wieku i z czasami prawdziwej bojowej husarii nic wspólnego nie ma

Adon - 17 października 2012, 11:26

Niestety nie mam tutaj dostępu do źródeł, ale wg niektórych te skrzydlate szyszaki pojawiły się już na przełomie XVII i XVIII wieku. Niemniej można spokojnie założyć, że ich pod Wiedniem nie było.
A z innej beczki - tutaj jest niezła kolekcja zdjęć szyszaków.

dalambert - 17 października 2012, 11:38

Adon, znawcy tematy to sobie dywagują w tym temacie już dobre 150 lat. A kolekcja zacna, jest i "szyszak ALEXANDROWICZÓW" i sporo kapalinów, a ten ostatni bardzo interesujący, nie znałem go.
A'propos kapalinów to w okresie międzywojennym prowadzono na Wiśle badania na linii odwrotu wojsk polskich po trzydniowej bitwie pod Warszawa / Potop/ i wyciągnięto kilka kapalinów właśnie, pięknie muszelkami obrośniętych, parę lat temu były na expozycji w Muzeum WP.
To zaś dowodzi, że jak zwykle w wojsku nowości się powoli przyjmują i kapaliny które my raczej kojarzymy z husarią z pod Kircholmu i w Potopie bywały w akcji.

merula - 17 października 2012, 12:04

tyle, że te skrzydełka bardziej wachlarze przypominają.
ilcattivo13 - 17 października 2012, 14:15

Ziuta napisał/a:
Zależy też, jaką optykę przymierzasz. Spaghetti westerny to prawie że fantasy, miecze i sandały to fantasy jawne. :) Tu natomiast udają historię.
Nie zgadzam się z Tobą. Jedyna różnica pomiędzy spaghetti westernami a "sword and sandals", to umiejscowienie w czasie. I nic więcej. Nawet podziały wewnętrzne gatunków są bardzo do siebie podobne podobne. A to z "miecze i sandały to fantasy jawne", to jest prawdziwe, ale tylko w odniesieniu do trzeciej fali - tej z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Podobnie spaghetti westerny miały swoje "twilight westerns" z drugiej połowy lat siedemdziesiątych. Reszta to tylko wyjątki.
dalambert - 26 listopada 2012, 14:07

Jak by kto miał ochote :
Dziś / czyli26 XI/ o godz 10,05 na Ale kino leci "Ojciec królowej" tymy rencamy robiłem za asystenta scenografa od militariów :)

dalambert - 20 lutego 2013, 21:50

Tajemnica Westerplatte zaliczona, porównania z Westerplatte same się cisną.
To drugie to pomnikowa ekranizacja książki Wańkowicza z 1946 r. z ponurą rolą Hubnera jako niezłomnym mjr. Sucharskim i bohaterską załogą w tle.
To pierwsze to "wojna to nie zabawa to je rąbanka, flaki, strach i bohaterstwo" zarazem w dobrze zagranym filmie / fealoce pan Szyc ma niewiele do grania i w oczy nie włazi/
Racje i Sucharskiego i Dąbrowskiego pokazane w sposób uczciwy i wyważony.
Miłośnicy naigrawania się z "polskiej bohaterszczyzny" i obsrywania polskiego patriotyzmu mocno się rozczarują. Ta wojna jest poważna :!:
Choć skomputeryzowanie batalistyki nieco efekciarskie / nie sadzę by obrońcy ciągle strzelali smugową amunicją/. ale jakie to śliczne.
Uważam, ze naprawdę warto.
No i na koniec drobne pytanko:
jakiego naprawdę PSA miał mjr. Sucharski bo w jednym filmie jest wilczur sztuk raz, a w drugim płowy dog i jakiś spory kudłacz , razem sztuk dwa? Że o krowie bohatersko zaopatrującej załogę w świeże mleko nie wspomnę :wink:

No i nie wiem czy to znak naszych czasów, ale jak robiłem 9 odcinkowy serial "przyłbice i kaptury" to tzw. "pion reżyserski" oprócz Marka Piestraka / reżyser/ składał się z dwójki drugich reżyserów / Lidia Kucza i Andrzej Wróbel/ oraz dwójki asystentów/ Anka Witkowska i Wojtek jabłoński/.
W Tajemnicy Westerplatte pan Chochlew dowodzi armią 11/ jedenastu/ drugich reżyserów i 5 / pięciu/ asystentów :!:
Pytanie : Jak oni się zie zadeptali na planie zdjęciowym :?:

Agi - 20 lutego 2013, 22:06

dalambert napisał/a:
Pytanie : Jak oni się zie zadeptali na planie zdjęciowym

Pracowali na zmiany. Trzy zmiany.
Poczekam aż film tv puści, bo nie chce mi się do kina wybierać, chyba że efekty wymagają oglądania w kinie. Wymagają?

dalambert - 20 lutego 2013, 22:15

Agi, Zdecydowanie wymagają ! Szczególnie dźwiekowe, na dobrej aparaturze są znakomite. A na ekraniku w Tv to będzie kit.
Kruk Siwy - 20 lutego 2013, 22:16

Jakieś porównanie "Bitwa Warszawska" versus "Tajemnica Westerplatte"?
dalambert - 20 lutego 2013, 22:58

Kruk Siwy, Bitwa jak już mówiłem to Wojciech Kossak w bardzo kiepskich ramach fabularnych, a Tajemnica to kawal solidnej filmowej roboty.
Sama kwestia tajemnicy ? Cóż jeżeli przez kilkadziesiąt lat obowiązywała wańkowiczowska "prawda czasu'"to można się trochę zdziwić wersją z Tajemnicy, jednak oparta na solidnych badaniach historycznych. Ale tu na prawdę warto by każdy sam sobie zdanie wyrobił.

joe_cool - 20 lutego 2013, 23:33

Bitwy...nie ma co porównywać do Tajemnicy..., to zupełnie inna liga.
W ramach ciekawostki - rząd przed nami siedziała młodzież szkolna, przed filmem dość hałaśliwa, podczas filmu siedzieli cichutko jak trusie. A w ramach drugiej ciekawostki - w filmie nie występuje ani jedna kobieta.
I osobiście uważam, że niekoniecznie trzeba to zobaczyć w kinie, można w domu na dużym telewizorze.

Kruk Siwy - 20 lutego 2013, 23:35

To jednak poczekam, trailerki jakoś mnie nie przekonują.
dalambert - 20 lutego 2013, 23:47

Kruk Siwy, tajlerki sa wyjątkowo do d..., nie należy się nimi sugerować.
Kruk Siwy - 20 lutego 2013, 23:52

Widzisz, trailerki trailerkami a opinie wielu ludzi, których obeznanie z materią filmową cenię też mnie nie nastrajają pozytywnie. Twoje zdanie jest istotne, bo znaczy to, że przynajmniej w sferze scenografii jest w miarę ok. Ale aktorzy, scenariusz tu mnie boli. Sceny naparzanek w swoim tivi dam radę, a w razie czego pilot w garść i przewijam gupoty.
Pies był jajnik. Hihi!

joe_cool - 20 lutego 2013, 23:56

Moja uwaga odnosiła się raczej do tego, że efekty to nie jest jedyna zaleta filmu, jak to na przykład było w Bitwie Warszawskiej. Jest niezły scenariusz, kilka bardzo dobrych scen (jest też kilka nieco mniej dobrych, a nawet wręcz słabych, no ale nie oczekujmy cudów ;) ), nie traci się tego na małym ekranie. Po seansie nie było żal wydanych pieniędzy, jak na przykład po Bitwie pod Wiedniem. Chociaż to akurat jest ekstremalny przykład :mrgreen:
nureczka - 21 lutego 2013, 09:48

dalambert napisał/a:
jakiego naprawdę PSA miał mjr. Sucharski bo w jednym filmie jest wilczur sztuk raz, a w drugim płowy dog i jakiś spory kudłacz , razem sztuk dwa?

Czyżbyś chciał mnie nakłonić do obejrzenia dzieła?

dalambert - 21 lutego 2013, 13:07

popatrzeć na to warto, acz film zdecydowanie "damski' nie jes :wink: t. Natomiast oba piesunie śliczne, szczególnie dog płowy, zas kudłacz rasy nieokreślonej ale ładny, krowa łaciata holenderka.
dalambert - 12 września 2013, 11:09

No, przekopiowałem całą ta gadaninę, może coś z tym zrobię, ale wie miejsca toto nie zajęło, więc czekać sobie może..
Lynx - 14 września 2013, 00:25

dalambert, brakowałoby mi Twoich gawęd.
dalambert - 16 września 2013, 15:34

Jeszcze forum nie zginęło , czyli a jednak sie kręci :D

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group