FORUM SCIENCE FICTION FANTASY & HORROR
BABYLON 2007

Powrót z gwiazd - Co pije NURS? A co Wy pijecie?

mawete - 26 lutego 2006, 15:33
Temat postu: Co pije NURS? A co Wy pijecie?
NURS w innym temacie napisał/a:
mawete napisał/a:
Wiem.... znam tem ból... Chociaż NURS twierdzi, że kaca da sie uniknąć... Miszczuniu oświeć nas :mrgreen:


Proste, pic sprawdzone trunki, nie mienszac i zakanszać :-) wiadro można wypić i człowiek normalnie wstaje. BTW, nad morzem jeszcze lepiej wchodzi.


To mów kierowniku tejn łajby co pijesz... sprawdzimy i ocenimy...

A Wy co pijecie?

NURS - 26 lutego 2006, 15:38

Znaczy, zalezy kiedy. W piatek, jak mnie Pawlak z loganem nawiedzili, to pilismy bolsa z sokiem z grenadyny i tabasco, czyli psiliśmy :-)
(Pawlak pił żubrówkę z sokiem jabłkowym)

Iscariote - 26 lutego 2006, 15:38

Ja jako osoba niezabardzo pełnoletnia bede poprawny politycznie i napisze że CocaCola 8)
Dunadan - 26 lutego 2006, 15:39
Temat postu: Re: Co pije NURS? A co Wy pijecie?
NURS w innym temacie napisał/a:
mawete napisał/a:
Wiem.... znam tem ból... Chociaż NURS twierdzi, że kaca da sie uniknąć... Miszczuniu oświeć nas :mrgreen:


Proste, pic sprawdzone trunki, nie mienszac i zakanszać :-) wiadro można wypić i człowiek normalnie wstaje. BTW, nad morzem jeszcze lepiej wchodzi.


Oj, ja bym tu polemizował... ja wiem, doświadczenie NURSa w polu wysysania jest o niebo większe ale i ja robiłem doświadczenia, jak przystało na szalonego acz genialnego naukowca, :twisted: na sobie. Mieszałem, mieszałem i... nic :)tzn. tyle tylko że efekt silniejszy i sybszy niż zwykle! czyli lepiej bo mniej trzeba wyssać. Jest zasadniczo jeden warunek! nie jeść! w szczególności nie jeść kiełbasek z ogniska! pod żadnym pozorem. Wiem bo zrobiłem szereg doświadczeń statystycznych - znaczy się pobrałem próbę i utworzyłem wykres korelacyjny... a w zasadzie liniowy bo współćzynnik korelacji wynosił 1. Zjesz - oddasz.

NURS - 26 lutego 2006, 15:39

A jak pytasz, co lubię, to chyba wszystko, byle nie jakieś ziołowe ścierwa i wódę saute.
Rodion - 26 lutego 2006, 15:39

Jako ze NURS napisal: " Nad morzem jeszcze lepiej wchdzi", wjaśnilo się czemu po niektórych imprezach dziwilem sie skad tyle pustych flaszek i kto to wszystko do cholery wypil? :evil:

A pijam prawie wszystko, za wyjatkiem sake i wina ryzowego, ochyda! :x

elam - 26 lutego 2006, 15:41

ja jako osoba ledwo-co pelnoletnia odkrylam kiedys Cuba libre :
coca-cola, rum i sok z cytryny.
ale najchetniej pijam herbate. czarna, z cytrynka i cukrem... dobra na wszystko. :)

Dunadan - 26 lutego 2006, 15:43

NO tak, nie powiedziałem co piję... najbardziej to lubię szarlotkę. Pić oczywiście :D
Aga - 26 lutego 2006, 15:44

Iscariote napisał/a:
Ja jako osoba niezabardzo pełnoletnia bede poprawny politycznie i napisze że CocaCola 8)

A ja to mogę z czystym sumieniem napisać, nie tylko, żeby być poprawną politycznie. :wink: Właściwie jedyna używka, z jakiej korzystam to kawa. I to też w niezbyt dużych ilościach. Za to uwielbiam kawę gotowaną z cynamonem. Jak ktoś nie zna a lubi słodko i korzennie, mogę zapodać sposób wytwarzania. Po prostu niebo w gębie.

mawete - 26 lutego 2006, 15:51

To napiszę i ja.
Wódka: w zasadzie wszystko z wyjątkiem smakowych - to sie nie da pić...
Piwo: Hevelius Kaper, Peła... jak nie ma to pije co jest...
Miód: dwójniak, półtorak (ten najlepiej własny - NURS: przegrasz)
Wino: to sok ze "zgnitych" winogron....

Pako - 26 lutego 2006, 15:53

A fe kawa.. kawy nie lubię :P
A co pijam? Z piw to żywiec, warka, warka stron (wszyscy psioczą a to jest dobre, byle najpier warkę strong pić, a potem bardziej gorzkie piwa, nigdy na odwrót). Z win - czerwone, półwytrawne, Sofia :) Z wódek? Kurde, wódki to mało piłem w życiu, ale bols wchodzi dobrze :) (pół litra na mnie jednego i do domu sam doszedłem bez problemu, starsi nie zczaili nawet, że pijany jestem, tylko lekko wcięty - moja duma :mrgreen: ).

A tak ogólnie? Lipton, mocno zaparzony, trzy łyżeczki cukru i dużo cytryny. Naprawdę dużo - z brązowej ciemnej herbaty robi się jasny płyn o lekko metalicznym (?) posmaku :) Jakoś tak mi sie to kojarzy smakowo. Ale pycha i pobudza lepiej niż kawa.
No i ciepłe kakao :)

Dunadan - 26 lutego 2006, 15:57

Pako napisał/a:
A fe kawa.. kawy nie lubię :P
A co pijam? Z piw to żywiec, warka, warka stron (wszyscy psioczą a to jest dobre, byle najpier warkę strong pić, a potem bardziej gorzkie piwa, nigdy na odwrót). Z win - czerwone, półwytrawne, Sofia :)


Hehe, klasyka klasyk :D ale mnie się Sofia znudziła, to straszne świnstwo jest, szczególnie Sofia rozlewana w Polsce ( błe! ). Spróbuj Kadarkę ( ale też trzeba dobrze trafić, Kadarek jest wiele ). Albo wino Mołdawskie :D poluję teraz, pod wpływem Kuzynek, na wino gruzińskie - ktoś wie gdzie w wawie można dostać? oczywiście za w miarę rozsądną cenę.

Pako - 26 lutego 2006, 16:06

W gruzji :P
A okazji do picia wia to już dawno nie było... dawno... pewnie dopiero jak się turnieje zaczną... albo matury skończą :mrgreen:

elam - 26 lutego 2006, 16:10

wy pijaki! :D
a kefirek??

GAndrel - 26 lutego 2006, 16:10

1. Kawa. Czarna bez cukru. Ostatnio smakwe. Cynamonowa, czekoladowo-miętowa itp.
2. Herbata. Earl Gray. Najlepiej liściasta Dilmah. Oczywiście nie słodzona.
3. Piwo. Jakiekolwiek. Nie przepadam, ale może być.
4. Wino. Półwytrawne lub wytrawne. Czerwone. Nie sofia, nie kadarka (nie trafiłem w testową butelkę, zbyt wodnista była)
5. Alkohole wysokoprocentowe. Wódka = paskudztwo, tylko w drinkach i wściekłych psach. Preferuję tequilę, whisky (Jack Daniels). Kiedyś jakoś wszedłem w posiadanie butelki Yukon Jacka - pycha.

A na kaca to są sposoby naukowe. ;) Witamina B6, sowie jaja, itd. A najlepszym sposobem na kaca jest nie pić za dużo. ;)

Este - 26 lutego 2006, 16:15

Aga napisał/a:
Właściwie jedyna używka, z jakiej korzystam to kawa

Nie pijesz herbaty :roll: ?

Pako napisał/a:
A Z piw to żywiec, warka, warka stron (wszyscy psioczą a to jest dobre, byle najpier warkę strong pić, a potem bardziej gorzkie piwa, nigdy na odwrót).

Słusznie. Strong jest dobry. Nie rozumiem tylko, dlaczego smaczniejszy jest z puszki niż z butelki.
A niedawno odkryłem, że czerwoną półsłodką kadarkę można mieszać z sokiem grejpfrutowym z kartonu, pół na pół. Całkiem dobre.

Aga - 26 lutego 2006, 16:30

Este napisał/a:
Aga napisał/a:
Właściwie jedyna używka, z jakiej korzystam to kawa

Nie pijesz herbaty :roll: ?

Herbata tak spowszedniała, że nawet jej nie wzięłam pod uwagę. Ale owszem, piję. W dużych ilościach.

NURS - 26 lutego 2006, 16:31

Rodion napisał/a:
Jako ze NURS napisal: " Nad morzem jeszcze lepiej wchdzi", wjaśnilo się czemu po niektórych imprezach dziwilem sie skad tyle pustych flaszek i kto to wszystko do cholery wypil? :evil:

A pijam prawie wszystko, za wyjatkiem sake i wina ryzowego, ochyda! :x


dobra sake nie jest zła, zwłaszcza na gorąco. BTW miałem z sake taka przygodę. W tokio. W dzielnicy targowej wyczaiłem fajny bar, gdzie podawali krewetki panierowane, ale takie ogromne, ogonki po 20 cm miały. Brałem 3 takie, do tego w sklepie obok kupowalem flachę sake, taka 0,7 i popijałem nia te krewetki. Pychota (ta sake nie smierdząca jest lepsza). Dziwiło mnie tylko jedno, czemu japcoki przyklejaja się do szybu pobliskiego dwoeca i gapia się jak sroka w gnat :-)
Wyjasniło się po kilku dniach, miejscowa przewodniczka objaśniła mi, ze przeciętny mieszkaniec wyspy po takiej flaszce ma odlaot, więc na ostatni dzień nabyłem taką 1,5 l i skończylem ją do 5 krewetek na oczach rozentuzjazmowanego tłumu:-)
Nie pilem z gwinta, mialem taki fajny ceramiczny kubek do sake. Druga taka flache przywiozłem do Polski, mam ja do dzisiaj, ale pustą.

BTW mawete, w Tokio-Ropongi, jest taki bar Geronimo, gdzie robia konkurs. kto wypije 20 drinków i wypełni potem własnoręcznie formularz, dostaje koszulkę pamiątkową i robia mu grawerowana tabliczkę na ścianie.

Aga - 26 lutego 2006, 16:42

NURS napisał/a:
BTW mawete, w Tokio-Ropongi, jest taki bar Geronimo, gdzie robia konkurs. kto wypije 20 drinków i wypełni potem własnoręcznie formularz, dostaje koszulkę pamiątkową i robia mu grawerowana tabliczkę na ścianie.

Próbowałeś swoich sił? Bo wnosząc z poprzedniego opisu, to głowę masz mocną...
NURSie, wyobrażam sobie to zdziwienie. Polak to jednak potrafi.
NURS napisał/a:
więc na ostatni dzień nabyłem taką 1,5 l i skończylem ją do 5 krewetek na oczach rozentuzjazmowanego tłumu:-)

I nic? Poszedłeś potem prosto od krawężnika do krawężnika? :wink:

Pako - 26 lutego 2006, 16:45

NURS - bo polacy to trenowani są od pokoleń w takim piciu. A w japoni to cesarz był, peweni im zabraniali :P

Piwa ogólnie z puszek jakoś tak inaczej smakują. Inaczej, ale dla mnie nie lepiej z pewnością. Wolę z flaszki :)

mad - 26 lutego 2006, 16:48

Co za degustacyje popisy (ale nie PO PiSy).
Ja powiem tak: dobra wódka nie jest zła, złe piwo nie jest dobre, większość kolorowych nalewajek jest złych, a ekskluzyw to szkocka.

Rodion - 26 lutego 2006, 16:48

Miałem pecha trafić na tą "śmierdząca" i to caly dzban! :(

Ciekawe jak wygladałoby polaczenie Japończyka i polskiej typowej imprezy? :twisted:

dzejes - 26 lutego 2006, 16:52

[pies na kolanach mode on]
ostatnio pijam kawe zbozoa w ilosciach przemyslowych.
czasem mieszam z cykoria - tez niezle.
a z pijackich wyczynow - pewnego upalnego dnia wypilem 2 butle mineralnej, 5l kazda :twisted:

NURS - 26 lutego 2006, 16:55

Aga napisał/a:

Próbowałeś swoich sił? Bo wnosząc z poprzedniego opisu, to głowę masz mocną...
NURSie, wyobrażam sobie to zdziwienie. Polak to jednak potrafi.


mam koszulke, mam tabliczkę! Schlalismy sie dopiero na imprezie z okazji wygranej :-)

Cytat:
I nic? Poszedłeś potem prosto od krawężnika do krawężnika? :wink


przeciez to ma z 18% jak mocne piwo :-)

NURS - 26 lutego 2006, 16:56

Pako napisał/a:
NURS - bo polacy to trenowani są od pokoleń w takim piciu. A w japoni to cesarz był, peweni im zabraniali :P

Piwa ogólnie z puszek jakoś tak inaczej smakują. Inaczej, ale dla mnie nie lepiej z pewnością. Wolę z flaszki :)


oni maja jakies problemy z enzymami, nie wchłaniają, czy coś tam. uwalą się byle czym.

Pako - 26 lutego 2006, 17:00

E to techniczna raczej sprawa. A szkoda.. bo nie ma to jak z kumplami usiąść i się napić (nie mylić z upić).
Ale z tym barem to jest na serio fajna sprawa. Żeby tak jeszcze oni te drinki stawiali (jak komuś uda się wygrac, oczywiście :P ). Ale swoją drogą pogratulować :)

Aga - 26 lutego 2006, 17:04

NURS napisał/a:
Aga napisał/a:

Próbowałeś swoich sił? Bo wnosząc z poprzedniego opisu, to głowę masz mocną...
NURSie, wyobrażam sobie to zdziwienie. Polak to jednak potrafi.


mam koszulke, mam tabliczkę! Schlalismy sie dopiero na imprezie z okazji wygranej :-)

A ja już odniosłam wrażenie, że jesteś niemożliwy do schlania :wink:

NURS napisał/a:
Cytat:
I nic? Poszedłeś potem prosto od krawężnika do krawężnika? :wink


przeciez to ma z 18% jak mocne piwo :-)

Ja się na wyskokowych nie znam... A jak napisałeś, że Japończykom by zdrowo odwaliło po takiej ilości, to miałam po prostu nieco inne wyobrażenia.

NURS - 26 lutego 2006, 17:05

Gdyby stawiali, to by tam tłumy waliły drzwiami i oknami :-) Ale bój był fajny. Międzynarodowa obsada :-) Najlepszy był Australijczyk, który zapytal mnie skąd jestem, a potem powiedział: na sztrofie :-) ciotke polkę miał, jak sie okazało, ale pić nie umiał.
Aga - 26 lutego 2006, 17:09

NURS napisał/a:
na sztrofie

Hihi... To jak z Holendrami, którzy usiłowali mówić po polsku. Nieziemskie jaja były. Zwłaszcza, że większość uczyła tych swoich wyrazów, które się do druku nie nadają. A później Holendrzy się chcieli przed nauczycielami pochwalić, że coś potrafią po polsku. Efekt łatwo zgadnąć.
Cytat:
ciotke polkę miał, jak sie okazało, ale pić nie umiał.

Bo to się może po mieczu przenosi, nie po kądzieli?

Pako - 26 lutego 2006, 17:10

A teraz szczegółowsze pytania :) Pamiętasz kto jeszcze był w międzynarodowej obsadzie?
No i skoro to w Tokio było, to formularz in inglisz czy po japońsku pisać trzeba było? Bo jak po japońsku, to drinki musialy nieźle kopać, zkoro nawet bariery językowe aż tak różne znikają :)

A mi się fajnie z białorusinami piło. Piwo za darmo było (fakt, nie był to żywiec, ale w zimna, deszczową i sierpniową noc to obojętne było). I co? I pięciu polaków do końca dotrwało i pięciu białorusinów. Az się beczki z piwem skończył.... :(

Argael - 26 lutego 2006, 17:41

Rodion napisał/a:
Ciekawe jak wygladałoby polaczenie Japończyka i polskiej typowej imprezy? :twisted:
W krakowskich akademikach to nie taki znowu rzadki widok :)

Hmm... w kwietniu się wybieram do Japonii, o Tokio też zahaczę, może zajrzę do tego baru? :twisted:
Chociaż biorąc pod uwagę ceny drinków w Japonii, to chyba jednak sobie daruję :(
Zgadzam się z NURSem, że sake na gorąco może byc naprawdę dobra. Zwłaszcza dobrej marki.

Moim ulubionym trunkiem jest umeshu, czyli japońskie wino ze śliwek. Zwłaszcza domowej roboty, mające więcej procentów i mocniejsze w smaku niż sklepowe.
Z piw najbardziej lubię Warkę Strong.

NURS - 26 lutego 2006, 17:53

Pako napisał/a:
A teraz szczegółowsze pytania :) Pamiętasz kto jeszcze był w międzynarodowej obsadzie?
No i skoro to w Tokio było, to formularz in inglisz czy po japońsku pisać trzeba było? Bo jak po japońsku, to drinki musialy nieźle kopać, zkoro nawet bariery językowe aż tak różne znikają :)

A mi się fajnie z białorusinami piło. Piwo za darmo było (fakt, nie był to żywiec, ale w zimna, deszczową i sierpniową noc to obojętne było). I co? I pięciu polaków do końca dotrwało i pięciu białorusinów. Az się beczki z piwem skończył.... :(


Był gostek ze stanów i ktoś jeszcze, ale się alienował :-) A formularz po angielsku, tabliczki też. Argael, knajpa nazywa się Geronimo shot bar i jest w dzielnicy Roppongi.
A tu zestaw, jaki trzeba obalić:
Illusion
Jaffa
Dances with Wolves
Eggnog
Dream Katcha
Magic mushroom
Blow Job
Kamikaze
Fire Water
Praire Fire
B-52
Slippery nipple
Die Hard
Quick Phuck
Pow-wow
Frozen Cactus Juice
Peyote
Lemondrop
Purple Mother Fucker
Orgasm

Nazwy z koszulki przepisałem:-)
A co do japońskiego pisania, to wsamolocie poznałem japonkę, ktora przeziębiona była, więc ja koniaczkiem podleczyliśmy :-) no i nauczyła nas pisać nasze nazwiska, tak ze się w hotelu po ichniemu podpisywałem na kwitach.

Aga - 26 lutego 2006, 17:56

Niektóre nazwy jakby z podtekstem :mrgreen: W zasadzie można się domyślić tylko zawartości Frozen Cactus Juice. Ale jaka inwencja... Choćby dwa ostatnie. Ciekawa tylko jestem, czy ten ostatni powodował zjawisko obecne w nazwie?
NURS - 26 lutego 2006, 17:58

Raczej nie, chyba, że u właściciela, że kolejny leszcz kupił 20 drinków :-) ale zdaje się, że one w kupie taniej wychodziły niz na sztuki.
Niestety koledzy postanowili uczcić mój sukces i zrobiła się popijawa:-)

Aga - 26 lutego 2006, 18:04

NURS napisał/a:
Raczej nie, chyba, że u właściciela, że kolejny leszcz kupił 20 drinków

Myślisz, że ta świadomość jest aż tak emocjonująca?
NURS napisał/a:
ale zdaje się, że one w kupie taniej wychodziły niz na sztuki.

Niech żyje sprzedaż hurtowa, tak?
A właśnie, jak tam z cenami? Chyba jest dość drogo?
NURS napisał/a:
Niestety koledzy postanowili uczcić mój sukces i zrobiła się popijawa:-)

Dalej w tym samym barze?

Rodion - 26 lutego 2006, 18:12

Argael napisał/a:
W krakowskich akademikach to nie taki znowu rzadki widok


Mi przed oczami zawsze staje w takich momentach Palestyńczyk w garnku na glowie opowiadajacy o swych przewagach wojennych, oczywiście opowiadajacy po ichniemu, na imprezie gdzie lal sie miedzy innymi nie przegryziony bimber. :D

Miria - 26 lutego 2006, 18:39

Aga napisał/a:
Niektóre nazwy jakby z podtekstem W zasadzie można się domyślić tylko zawartości Frozen Cactus Juice. Ale jaka inwencja... Choćby dwa ostatnie. Ciekawa tylko jestem, czy ten ostatni powodował zjawisko obecne w nazwie?

fakt, nazwy drinków ciekawe, aż pic się chce... niee! czy to juz alkoholizm? :|
Od ok. 2 lat twierdze, że nie ma to jak dobre piwo. Ewentualnie winko. Zupełnie nie mogę pić wódki, chyba że w drinkach, bardzo mocno rozcieńczonych i ładnie kolorowych :)
Piwo rulez!

NURS - 26 lutego 2006, 19:05

Aga napisał/a:
NURS napisał/a:
Raczej nie, chyba, że u właściciela, że kolejny leszcz kupił 20 drinków

Myślisz, że ta świadomość jest aż tak emocjonująca?
NURS napisał/a:
ale zdaje się, że one w kupie taniej wychodziły niz na sztuki.

Niech żyje sprzedaż hurtowa, tak?
A właśnie, jak tam z cenami? Chyba jest dość drogo?
NURS napisał/a:
Niestety koledzy postanowili uczcić mój sukces i zrobiła się popijawa:-)

Dalej w tym samym barze?


Nie pamiętam ile to kosztowało, nie ja płaciłem. I, tak, impreza trwała w tym samym lokalu. Tylko uprzedzam, poszliśmy tam na głodno, a oni tylko orzeszki mieli, tak że...

Rafał - 27 lutego 2006, 08:37

Chyba pora w kompleksy się wpędzić :cry: Jeśli nikt już nie lubi czystej tylko drinkami się wolą truć to chyba ja już z nie tego pokolenia :cry: Dobrze zmrożona wódeczka, destylat jak najczystszy np.Finlandia, albo Danska, nalewany do zmrożonych kieliszków strugą gęstą jak olej daje niezłe walory smakowe. Wódka nie powina mieć żadnego aromatu i delikatny posmak. Po przełknięciu kieliszka, od żołądka powinno stopniowo rozchodzić się ciepełko aż do schłodzonego gardła. Jak można to uczucie zastąpić piciem drinków. Nie rozumiem. Jak inaczej zakończyć kulig, ognisko na śniegu z kiełbaskami, czy zwykłe spotkanie w interesach? Po drinkach niejednokrotnie walczyłem z wątrobą i polegałem sromotnie w tej walce :oops: A po czystej raczej zdrów byłem :wink: Jak już się truć to porządnymi truciznami. A już broń Boże nic gazowanego.
A i tak najlepsze zawsze jest piwo. Na wszystko. W kolejności marek to będzie zwykły Żywiec (polecam zwiedzenie browaru i browarnianą knajpę) i Carlsberg, niedostępna u nas Kruszowicka Desitka, a z kufla to strong na zmianę z Żywcem. Zresztą o piwie to ja moge godzinami, musze się kontrolować i kończyć. A najlepsze piwo to lokalny wyrób nieistniejącego browaru w Boguszowie z dodatkiem byczej żółci jako goryczki maksymalnie dwa dni od rozlania. A wie kto co to pipa i do czego służy? A bywał kto na karczmach piwnych? No i kurczę rozgadałem się :evil: Kończę i spadam :mrgreen:

mawete - 27 lutego 2006, 08:50

Jadę do Japonii - też chcę koszulkę :mrgreen:

A orgazm to już wolę od kobietki jakiejś ładnej... od drinka nigdy nie miałem... :mrgreen:

Rodion - 27 lutego 2006, 10:16

Rafał napisał/a:
Dobrze zmrożona wódeczka, destylat jak najczystszy np.Finlandia, albo Danska, nalewany do zmrożonych kieliszków strugą gęstą jak olej daje niezłe walory smakowe. Wódka nie powina mieć żadnego aromatu i delikatny posmak. Po przełknięciu kieliszka, od żołądka powinno stopniowo rozchodzić się ciepełko aż do schłodzonego gardła.


OOOO TAK!!! :bravo Kieliszek przymarza do stołu a w tle ogień na kominu. A potem ogień w trzewiach! 8)
Nie, nie, dość starczy bo sie ślinię. :oops:

:wink: :lol:

Vykosh - 27 lutego 2006, 11:15

W akademiku albo na stancji to można pic wszystko :) Najlepsze są rożnorodne alkohole produkowane domowo w różnych częściach Europy Środkowo - Wschodniej ( z tego co piłem) - rakija, cvieka, śliwowica, jałowcówka i białoruska wódka w różnych odmianach.
A z najbardziej experymentalnych drinków polecam:
- wódkę mineralną - spirytus wymieszany 1:1 z wodą mineralną
- Atomic Bomb - absynt mieszany 1:2 albo 1:1 z brandy np. Napoleon VSOP
- Death in the Afternoon - absynt mieszany 1:1 z szampanem, czyli z winem musującym
- dobre są drinki z napojami energetycznymi - np. biały i niebieski Bols z Red Bullem - ale najlepiej pamietam czeski absynt mieszany z ichnim drinkiem energetycznym - Erektus albo Semtex :)

Z drinków dla smaku najlepsze jest Mohito albo Caipirinia albo Rocket Fuel (tez podobny skład).

Z japońskich wódek najlepiej wspominam taką z Okinawy w słomianym koszyczku :) - sake jest paskudne i słabe - jedynie znośne jest to maskymalnie słodkie.

Polak nie wielbład - pić musi :twisted: :twisted: :twisted:

Piech - 27 lutego 2006, 12:01

NURS napisał/a:
oni maja jakies problemy z enzymami, nie wchłaniają, czy coś tam. uwalą się byle czym.

Ten enzym, to dehydrogenaza alkoholowa. U Europejczyków jest zwykle sprawniejsza niż u Azjatów i natywnych Amerykanów. Wszyscy podejrzewamy, zapewne słusznie, że nasza podwyższona tolerancja jest efektem selekcji naturalnej wskutek presji środowiska. Otóż alkohol ma właściwości dezynfekcyjne i tradycyjne zakrapianie nie zawsze świeżej żywności chroni nas przed zatruciem pokarmowym. Azjaci nie muszą się dezynfekować alkoholem, bo do konserwacji żywności wystarczają im ich ostre przyprawy, które z kolei nie rosną w naszym klimacie.

Jakże to wszystko w naturze jest pięknie poukładane! :roll:

Gustaw G.Garuga - 27 lutego 2006, 16:32

GAndrel napisał/a:
A na kaca to są sposoby naukowe. ;) Witamina B6, sowie jaja, itd. A najlepszym sposobem na kaca jest nie pić za dużo. ;)

Dokładnie na odwrót - najlepszym sposobem na kaca jest pić bardzo dużo, co najmniej póltora litra. Jako mieszkaniec gorzystych terenów przygranicznych stwierdzam autorytatywnie, że po "zakrapianej" wyprawie do południowych sąsiadów najlepiej jest wsiąść w pociąg z butlą wody mineralnej. Na drugi dzień człowiek jak nowy, choćby w przeddzień litrami pił tmave, moravske zelene i starą myśliweczkę :D
Piech napisał/a:
Wszyscy podejrzewamy, zapewne słusznie, że nasza podwyższona tolerancja jest efektem selekcji naturalnej wskutek presji środowiska. Otóż alkohol ma właściwości dezynfekcyjne i tradycyjne zakrapianie nie zawsze świeżej żywności chroni nas przed zatruciem pokarmowym. Azjaci nie muszą się dezynfekować alkoholem, bo do konserwacji żywności wystarczają im ich ostre przyprawy, które z kolei nie rosną w naszym klimacie.

Serio? Jakoś mi się to nie widzi. Tzn., brak jakiegoś czynnika odpowiadajacego za rozkładanie alkoholu np. u Japończyków to fakt, ale że to wynik ewolucji wymuszonej odmiennymi zwyczajami żywieniowymi, to pierwsze słyszę :?

Pako - 27 lutego 2006, 16:53

A mi się wcale prawdopodobne to wydaje. Też o tym nie słyszałem, ale może być tak jak mówi Piechu. BO faktycfznie - zwyczaje żywieniowe są u nas różne. Czy aż tak? Nie wiem.
Piech - 27 lutego 2006, 17:13

Cytat:
Serio? Jakoś mi się to nie widzi. Tzn., brak jakiegoś czynnika odpowiadajacego za rozkładanie alkoholu np. u Japończyków to fakt, ale że to wynik ewolucji wymuszonej odmiennymi zwyczajami żywieniowymi, to pierwsze słyszę Confused

Różnie ludzie gadają, ale ta teoria jest na serio. Nieświeże jedzenie na pewno było poważnym niebezpieczeństwem, o wiele poważniejszym niz dziś. Europejczycy bili się o orientalne przyprawy nie tylko dlatego, żeby sobie smak urozmaicić. Na upartego, my mamy też lokalne bakteriobójcze przyprawy, np. czosnek, ale nie wszyscy go lubią cały czas.

A z tym piciem wody na kaca, trafiłeś w dziesiątkę. Dobrze jest zacząć uzupełniać płyny już w czasie libacji.

Piech - 27 lutego 2006, 17:25

Pako napisał/a:
zwyczaje żywieniowe są u nas różne

Jeszcze jedna ciekawostka: Większość Azjatów nie znosi mleka. Oczywiście, nie dotyczy to dzieci, ale dorośli tracą zdolność metabolizowania cukrów w mleku. Zdarza się to też wśród Europejczyków, ale dość rzadko. Więc skąd ta różnica? Być może stąd, że Azjaci to tradycyjnie ludy rolnicze, a my prawdopodobnie wywodzimy się z koczowniczych ludów pasterskich. Koczownicy piją zwierzęce mleko całe życie.

Aga - 27 lutego 2006, 17:38

Piech napisał/a:
Europejczycy bili się o orientalne przyprawy nie tylko dlatego, żeby sobie smak urozmaicić.

Ale żeby też zabić zapach i smak zepsutego mięsa. To dlatego Sarmaci jadali tak "korzennie" :wink: Tak w każdym razie słyszałam.

EDIT: Piechu, boski podpis... To twoja maksyma życiowa?

Lu - 27 lutego 2006, 18:36

Piech napisał/a:

A z tym piciem wody na kaca, trafiłeś w dziesiątkę. Dobrze jest zacząć uzupełniać płyny już w czasie libacji.

Alkohol w organiźmie zamienia się w bezwodną postać kwasu octowego - czyli aldehyd octowy. W takiej postaci nie jest możliwe wydalenie go, więc kazda cząstka aldehydu octowego musi przyłączyć do siebie cząsteczkę wody - to stąd zwiększone zapotrzebowanie na H2O. Przy okazji trzeba koniecznie coś zjeść żeby przyspieszyć trawienie i wydalanie alkoholu.

Piechu: uroczy podpis... :)

joe_cool - 27 lutego 2006, 18:58

ja się napić lubię, chociaż czas picia na potęgę już minął (nie te lata, nie ci ludzie :roll: ).
piję chętnie piwo (wareczka strążek dobra jest, ale lubię też becksa - to u sąsiadów, chociaż u nas też jest) - ale PLIIZZZ bez soku!
wina też lubię, najchętniej białe wytrawne - chardonnay, grauer burgunder (rodzice mojego byłego mieli winnicę w rheinhessen, to były czasy 8) ).
wódki - tak, dobrze zmrożone, mogą też być kolorowe. kiedyś, gdy wtajemniczałam moich niemieckich znajomych i moją knajpianą szefową w arkana picia wściekłych psów, krupnika i żołądkowej gorzkiej (klęli następnego dnia na mnie, oj, klęli), piłam taką oto nowinkę - w zmrożony kieliszek lejemy pół na pół żubrówkę i bitter lemon. pycha! :mrgreen: w oryginale (czyli wódka + bitter lemon) to to się nazywa voudini.
jedyne czego nie lubię to ouzo. kiedyś wypiłam o jedną szklankę za dużo (nie wiedziałam, ile to ma procent, piłam szklankami :wink: )
jest parę książek, które mnie wprawiają w nastrój pijawkowy - polecam 'hollywood' charlesa bukowskiego...

dzejes - 27 lutego 2006, 19:05

joe_cool napisał/a:

jest parę książek, które mnie wprawiają w nastrój pijawkowy - polecam 'hollywood' charlesa bukowskiego...


A ja polecam coś takiego.

Piotrek Rogoża - 27 lutego 2006, 19:31

Czytam te wasze posty, czytam, i czuję że wymiękam :shock: . Bo najbardziej odjechana rzecz, jakiej kosztowałem, to marna sake-samoróbka. Kumpel napędził tego dziadostwa parę litrów. Ja przełknąłem tylko parę łyków, tak śmierdziało. I było mętne. I gęste. Ale inny kumpel wypił dwie szklanki, mieszając z colą. Piętnaście minut później zasnął z głową w umywalce. A potem haftował, Boże, jak haftował. Po nocach mi się to śniło.

Najgorsze wspomnienia wiążę z likierem mandarynkowym. Takie to ładne, pachnące, kolorowe... Lało się strumieniami. A następnego dnia czułem się, jakbym zjadł perfumerię. Nigdy więcej.

joe_cool - 27 lutego 2006, 20:08

dzejes napisał/a:
joe_cool napisał/a:

jest parę książek, które mnie wprawiają w nastrój pijawkowy - polecam 'hollywood' charlesa bukowskiego...


A ja polecam coś takiego.

eee... nie jarzę. za duży skrót myślowy i mi związek przyczynowo-skutkowy umknął...

dzejes - 27 lutego 2006, 20:14

joe_cool napisał/a:
dzejes napisał/a:
joe_cool napisał/a:

jest parę książek, które mnie wprawiają w nastrój pijawkowy - polecam 'hollywood' charlesa bukowskiego...


A ja polecam coś takiego.

eee... nie jarzę. za duży skrót myślowy i mi związek przyczynowo-skutkowy umknął...


Pisałaś o nastroju pijawkowym. No to właśnie też prezentuję książkę, która u mnie wywołała takie ciągoty. Nie tylko u mnie zresztą. Co się wtedy działo... Piliśmy m.in "drinki": 1/3 wódki, 1/3 koniaku, 1/3 spirytusu.

W tej ksiązce jest parę ciekawych przepisów, w tym na t. zw. witraże. Niestety za huhu nie mogliśmy w Toruniu kupić białego rumu, a chcieliśmy być "kanoniczni".

Jeśli jużmówimy o najgorszych wspomnieniach, to u mnie są dwa: piwo Megawat (o którym już na tym forum wspominałem) oraz nalewka miętowa.

joe_cool - 27 lutego 2006, 20:36

teraz wszystko jasne :mrgreen: to zdrowie wasze w gardła nasze!
Gustaw G.Garuga - 27 lutego 2006, 20:44

Otwieram sobie stronę naszego (wciąż) publicznego radia, a tam:
Cytat:
W Ułan Bator siarczysty mróz. Ale Mongołowie wyszli na ulice. Drastyczna podwyżka cen wódki? Niechby ktokolwiek spróbował! Naród walczyłby do upadłego. Mongołowie biją wszelkie rekordy w spożyciu alkoholu. 800-lecie ustanowienia Imperium Czyngis-chana? A gdzie tam? Kto by w ogóle o tym pamiętał? A i sam Czyngis-chan musi się chyba teraz przewracać w grobie.

Cały (NB bardzo ciekawy) artykuł tutaj.
To jak to z tym piciem jest? Bo o słabych głowach Japończyków czytałem, ale im więcej o tym myślę, tym większe mam opory, żeby uwierzyć w teorię odkażania przez Azjatów potraw ostrymi przyprawami, przez co nie wytworzyła im się odporność na alkohol. Powyższy przykład z Mongołami ponoć pijącymi rekordowo dał mi do myślenia. Np. Chińczycy wcale abstynentami nie są, mają to swoje "baijiu", najpopularniejszy gatunek "Czerwona Gwiazda" ma 52% "pałeru", od piwa też nie stronią. Czyżby chodziło o to, że podczas gdy oni popijali sobie ot tak, dla kurażu, to myśmy pili ile wlazło, żeby pozabijać bakterie? Czy ta teoria jest osadzona na jakichś badaniach, czy to po prostu spekulacja? Zwyczaje żywieniowe Azjatów i Europejczyków są różne, tu się zgadzamy, ale czy naprawdę mogły one wymusić zmiany fizjologiczne w naszych organizmach? Czy też te różnice były "już przedtem" (jak kolor skóry) a nawyki żywieniowe dostosowały się do fizjologii? Po prostu nie wiem :?

mad - 27 lutego 2006, 20:55

Rafał napisał/a:
Wódka nie powina mieć żadnego aromatu i delikatny posmak. Po przełknięciu kieliszka, od żołądka powinno stopniowo rozchodzić się ciepełko aż do schłodzonego gardła. Jak można to uczucie zastąpić piciem drinków. Nie rozumiem.

Mniam, mniam, paluszki lizać! :bravo

Henryk Tur - 28 lutego 2006, 10:01

BTW na kaca polecam ciepły prysznic. Wczoraj wyleczyłem się po niedzielnym grzaniu w pięc minut.

BTW II - jestem abstynentem. Z wyjątkami :)

Piech - 28 lutego 2006, 13:30

Gustaw G.Garuga napisał/a:
Chińczycy wcale abstynentami nie są

Indianie też lubią wodę ognistą, ale głowy nie mają. Dziś piją cienkie amerykańskie "piwo" i to też dla nich za dużo. Zrobiła na mnie wrażenie droga między Tucson a rezerwatem San Xavier Indian Papago (południowa Arizona). Wzdłuż tej drogi widać setki wyrzuconych butelek po piwie i mnóstwo krzyży (Papago są katolikami). Widzę to tak: jedzie sobie Indianin swoim pick-up'em, wypije piwo, butelkę wyrzuci, wpada w jakąś dziurę (bo drzew tam nie ma), stawiają mu krzyż. I znów - jedzie sobie Indianin...
Cytat:
Czyżby chodziło o to, że podczas gdy oni popijali sobie ot tak, dla kurażu, to myśmy pili ile wlazło, żeby pozabijać bakterie? Czy ta teoria jest osadzona na jakichś badaniach, czy to po prostu spekulacja?

Czysta spekulacja, no ale od czegoś trzeba zacząć.

Cytat:
Piechu, boski podpis...

Aga, Lu - dzięki.
Cytat:
To twoja maksyma życiowa?

Tak, ale dopiero wczoraj uświadomiłem to sobie.

mawete - 28 lutego 2006, 13:35

Piech: żółte sobie kup... i wiadro jabola :mrgreen:
Gustaw G.Garuga - 28 lutego 2006, 13:39

Jak spekulacja, to OK - pomysłowa :D Ja jednak poczekam na jakieś badania :)

A wracając do picia (zaschło mi w gardle :wink: ), to coś złego dzieje się z Okocimiem. Sztandarowe "zielone" jasne pełne osłabło, Harnaś też, szeroko teraz reklamowana Zagłoba mnie rozczarowała :? A tak Okocimia lubiłem...

Piech - 28 lutego 2006, 13:45

mawete napisał/a:
Piech: żółte sobie kup... i wiadro jabola

Rozumiem, że chodzi Ci o kolor słomkowy. Też ładnie, choć białe, to jednak klasa.

Aga - 28 lutego 2006, 15:17

Piech napisał/a:
Cytat:
To twoja maksyma życiowa?

Tak, ale dopiero wczoraj uświadomiłem to sobie.

Droga ku oświeceniu, tak? :mrgreen: Odkrywasz siebie samego?

NURS - 28 lutego 2006, 16:31

Piech napisał/a:
Gustaw G.Garuga napisał/a:
Chińczycy wcale abstynentami nie są

Indianie też lubią wodę ognistą, ale głowy nie mają. Dziś piją cienkie amerykańskie "piwo" i to też dla nich za dużo. Zrobiła na mnie wrażenie droga między Tucson a rezerwatem San Xavier Indian Papago (południowa Arizona). Wzdłuż tej drogi widać setki wyrzuconych butelek po piwie i mnóstwo krzyży (Papago są katolikami). Widzę to tak: jedzie sobie Indianin swoim pick-up'em, wypije piwo, butelkę wyrzuci, wpada w jakąś dziurę (bo drzew tam nie ma), stawiają mu krzyż. I znów - jedzie sobie Indianin...


Te ich piwa... ble. Tylko Corona z limonka jakoś wchodzi :-) Generalnie nie wiem, jak oni się tym mogą upić.
ale są tam tez tacy, co maja mocne głowy. Na Maratonie w hotelu zagadali nas miejscowi, no i okazało sie, że jeden z Marlinowców był Marines i kiedys do gdańska dopłynął z jakimś niszczycielem czy inna cholerą. no i uparł się, że pokaże mi, że amerykanie pić potrafią. dobry był, aż barmanka odmowła współpracy - chyba z rodziny była - bo facet wciąż stawiał :-)
Jak odmówiła, to zaproponował, ze pokaże mi swoja łódź. no i pojechalismy jego jeepem, bo to kawałek było, po drodze patrol nacierał murzynami asfalt, tam tak mają. a my nabombieni ze szklankami w rekach, tak sobie pomyślałem, ze może byc marnie, ale oni sobie pokiwali, i zero reakcji.
No i gościu mi mówi - nigdy tak nie rób, nie jeździj po pijaku, za to straszne kary są, chyba że szeryfowie to twoi bracia :-)
Po obejrzeniu łodzi wrócilismy do baru. Barmanka znowu okazała sie chetna do współpracy - tym razem ja postawiłem, no i kapitan był odszedł do krainy wiecznych łowów delikatnie spływając twarzą na blat. honor narodu został ocalony...
Jezu, ja mam same pijackie wspomnienia :-)

Pako - 28 lutego 2006, 16:52

Hyhy... ja się cieszę, że przede mna jeszcze jest to wszytko :)
Piotrek - może kiedyyś razem nadrobimy starty do starszych tego forum ;)
Najgorsze co piłem? To był chyba Pilsner w plastikowej butelce. Nie było złe, ale do dobrego to temu brakowało sporo. A najlepsze? Miód pitny po raz pierwszy, całkiem mocny, do tego dobry. Tylko na drugi dzień mnie nieludzko głowa bolała :( I to tylko po miodzie, bo piwa wtedy ani wódki ne piłem wcale. Jakoś nie siadł ;)

Piech - 1 marca 2006, 10:28

NURS napisał/a:
Te ich piwa... ble. Tylko Corona z limonka jakoś wchodzi Smile Generalnie nie wiem, jak oni się tym mogą upić.

Corona jest niezła, ale to chyba piwo meksykańskie, więc zero punktów dla USA.

Amerykańskie piwo najlepiej chyba opisał Eric Idle. Powiedział, że
"Americal beer is like making love in a canoe... It's f*cking close to water."

Piech - 1 marca 2006, 10:31

Pako napisał/a:
Hyhy... ja się cieszę, że przede mna jeszcze jest to wszytko Smile
Piotrek - może kiedyyś razem nadrobimy starty do starszych tego forum Wink

Wierzę w was, chłopaki. Wierzę, że dacie radę.

mawete - 1 marca 2006, 11:14

Pako napisał/a:
Miód pitny po raz pierwszy, całkiem mocny, do tego dobry. Tylko na drugi dzień mnie nieludzko głowa bolała :(

To albo sklepowy piłeś albo jakiś cienias robił...

Pako - 1 marca 2006, 18:56

mawete - ty byś butelkę podesłął, a nie psioczył na innych :P porównałbym wyroby :)
Ale fakt, miodzio był dobry. Jak potem piłem inny, sklepowy tak na 99%, to też mi smakował, alwe głowa już nie bolała, bo cienki był jak mało co...

Aga - 1 marca 2006, 19:09

Cytat:
Amerykańskie piwo najlepiej chyba opisał Eric Idle. Powiedział, że
"Americal beer is like making love in a canoe... It's f*cking close to water."

Ponoć takie samo jest holenderskie. Ci, co pili - opowiadali.

Lu - 1 marca 2006, 19:10

Aga napisał/a:
Ponoć takie samo jest holenderskie. Ci, co pili - opowiadali.


Zaprzeczam. Może źle trafiłaś.... :wink:

Aga - 1 marca 2006, 19:11

Dlatego napisałam "ponoć". Bo sama nie piłam.
Gustaw G.Garuga - 1 marca 2006, 19:59

Aga napisał/a:
Ponoć takie samo jest holenderskie. Ci, co pili - opowiadali.

Nie zgodzę się, choć bazuję tylko na gatunkach dostępnych w Polsce. Taka np. trójca z browaru Amsterdam - Explorator 6%, Navigator 8 i Maximator 11 godna polecenia.

Rafał - 2 marca 2006, 07:54

Aga, Aga, jak mogłaś ... Najlepszym browarem w Holandii jest nowoczesny Grolsh w Enschede - obok niemieckiego Gronau. Sam browar wygkąda jak gigantyczne pudełko zapałek postawione na sztorc. A piwo ... palce lizać. Wyrób podstawowy to oczywiście Grolsh (wymawiają G przez H i stąd zamawiając mówisz "Hroolsz", BTW Gute morgen wymawia się Hudje morhen, z zanikowym d :mrgreen: ) Lany jest w specyficzne butelki z porcelanowym kapselkiem - nie mylić tylko z tą nędzną podróbą pędzoną w Polsce. Poza tym robiony jest jeszcze bezalkocholowy napoik i ciemne piwko - to w niewielkich ilościach, raczej na lokalny rynek. No a w Amsterdamie króluje Heineken. Stary browar w środku miasta, z taką wielką żelazną bramą, marka piwa chyba jest powszechnie znana i ceniona, w ogóle Holenderskie piwo - w szczególności Grolsh uważam za jedno lepszych w świecie. Ma wyrazisty, aczkolwiek łagodny smak, specyficzny bukiet, jest mocno gazowane i dzięki porcelanowemu kapslowi zawsze świeże. wypijasz kilka łyków, zamykasz i piwo się nie psuje.
No jak mogłaś Aga. Jak mogłaś. :wink: :wink:

Lu - 2 marca 2006, 08:52

Rafał napisał/a:
Lany jest w specyficzne butelki z porcelanowym kapselkiem - nie mylić tylko z tą nędzną podróbą pędzoną w Polsce. (...) Holenderskie piwo - w szczególności Grolsh uważam za jedno lepszych w świecie.

W całej rozciągłości zgadzam się z opinią Rafała :bravo
Grolsh w Polsce również jest dostępny w wersji z pocelanowym kapselkiem, tylko w Holandii leją go w butelki ciemnobrązowe (chodzi bodajże o zapobieżenie utlenienia witamin z grupy B czy C) a w Polsce w jasnozielone. Przy czym polski Grlosh to sikacz w porównaniu z głębokim smakiem Grolsha holenderskiego. Przywizłam kiedyś kilka butelek ichniego i porównywałam bezpośrednio z naszym - to są dwa zupełnie inne piwa. Nie da sie ich nawet porównać... :cry: :cry:

Duke - 2 marca 2006, 09:28

Pierwsze przykaznaie mówi - nie pij z marynarzami.
Mam kumpla marynarza. Kiedyś myślałem, że mogę duzo wypić, ale on mnie z tego błedu wyprowadził. Skończyłem jako zwłoki w taksówce, a on poszedł pić dalej. Moja zdolnośc kojarzenia faktów zakończyła się wtedy na czwartej flaszce orginalnej łąckiej śliwowicy (vo 70%). Z uwagi na powyższe nie wnikam co i ile Nurs wypija :lol:

Vykosh - 2 marca 2006, 09:29

Gustaw G.Garuga napisał/a:
Aga napisał/a:
Ponoć takie samo jest holenderskie. Ci, co pili - opowiadali.

Nie zgodzę się, choć bazuję tylko na gatunkach dostępnych w Polsce. Taka np. trójca z browaru Amsterdam - Explorator 6%, Navigator 8 i Maximator 11 godna polecenia.

Tej Swietej Trojcy to sie praktycznie nie da pic :) Juz lepiej walic wodke i popijac piwem.
Grolsh jest niezly. czy to własnie grolsh nie ma u siebie muzeum piwa, gdzie można pić do oporu?

Emilia - 2 marca 2006, 15:50

No i w końcu ja też tu trafiłam (drogą kretą i wyboistą) potykając się o wątki alkoholowe w innych tematach. :D :D :D

Piwo - tradycyjnie nasz Lech (zimą grzany i z sokiem malinowym) , ale tak naprawdę to Fisher :bravo (piwo z pszenicy a nie jęczmienia) panom może nie smakować bo jest takie lekko słodkie (gold) chyba że bardziej gorzkie biter. Ma duuużą pianę przez cały czas, więc oprócz tego że jest dobre (dziewczyny polecam) to ładnie wygląda w pokalu czy kufelku dla panów (picie piwa z butelki albo co gorsza z nieumytej puszki :shock: to paskudny zwyczaj, brr). Ma tylko jedną wadę takie zamknięcie nie na kapsel ale klips z porcelany i nieraz nie mam siły go otworzyć.

Wino - jakieś dobre słodkie, a jak inne to grzane z przyprawami korzennymi ale sama na gatunkach się nie znam więc nic nie mogę powiedzieć. Szampana nie ruszam, bo zaraz boli :( mnie głowa i koniec imprezy.

Wódka wcale - jedyny wyjątek to "krwawa mery" - sok pomidorowy pół szklanki, kieliszek wódki (i tu ja używam nie czystej tylko koniecznie gin) sól specjalnie przygotowana (trzeba ją równomiernie rozsypać na plastrze selera przykryć drugim i zawinąć na jakiś czas folią, ta kupowana jest za mocna i ma jeszcze jakieś paprochy) pieprz cayenne (tak tycityci, ponieważ daję gin to nie używam sosu tobasco) i troszeczkę soku z cytryny - zmiksować, kostka lodu i listek bazylii (panom bez bazylii) - pycha. :bravo

Prywatny drink, który tylko ja lubię i nigdzie go nie spotkałam (mój Michał nazwał go "królewna snieżka" :) ) to roztopione (ale nie ciepłe) lody śmietankowe wymieszane w połowie z białym zmrożonym martini a do tego paseczek (częściej niestety dwa :) ) gorzkiej czekolady. Może warto byłoby go rozpropagować?

Osobna sprawa to miód sycony. Robiony samemu (forumowym specjalistą jest mawete) - sycony bo najpierw miód się poddgrzewa i zdejmuje szumy,a dopiero po tym następuje dalszy proces. Miód ze sklepu jest jakiś inny (raczej wino miodowe - ładnie pachnie ale nie ma dobrego smaku). Mój dziadziuś robił co roku ( w tajemnicy próbowałam już jako nastolatka :) ), teraz niekiedy tato ale coraz rzadziej. Jałowcowy (chmiel i nasiona jałowca) albo bez dodatków gryczany (cudowny kolor i specyficzny wspaniały smak). :bravo

Ale naprawdę najlepiej działa na mnie koktajl przygotowany w taki sposób: :wink: (Uwaga: zestaw dla pań)
weź gorącą kąpiel lawendową do tego odrobinę dobrego koniaku, aromat paczuli i czułego mężczyznę. Podawać w wygodnej pościeli, delektować się do woli... :roll:

Vykosh - 2 marca 2006, 17:18

Emilia napisał/a:
Prywatny drink, który tylko ja lubię i nigdzie go nie spotkałam (mój Michał nazwał go "królewna snieżka" :) ) to roztopione (ale nie ciepłe) lody śmietankowe wymieszane w połowie z białym zmrożonym martini a do tego paseczek (częściej niestety dwa :) ) gorzkiej czekolady. Może warto byłoby go rozpropagować?

Drinki mlekopodobno-alkohole mają zgubienny wpływ na żołądek - przynajmniej u mnie :) To pewnie przez denaturację białek :P Może lepiej nie rozpropagowawywać.
Emilia napisał/a:
Ale naprawdę najlepiej działa na mnie koktajl przygotowany w taki sposób: :wink:
weź gorącą kąpiel lawendową do tego odrobinę dobrego koniaku, aromat paczuli i czułego mężczyznę. Podawać w wygodnej pościeli, delektować się do woli... :roll:

Co najmniej połowa a zgodnie ze statystykami 80% populacji forum mogłoby się nie zgodzić :D

Pako - 2 marca 2006, 17:21

Ano, ja się nie zgadzam. Ale przecież sztuka gotowania i przygotowywania wszystkiego polega na eksperymentach. Gdyby więc czułego mężczyznę spróbować zamienić... no, mogłoby smakować wybornie :)
Aga - 2 marca 2006, 17:37

Rafał napisał/a:
Aga, Aga, jak mogłaś ...

Psieplasiam... Widocznie moi znajomi mieli nieszczęście pić jakieś niedobre.
Rafał napisał/a:
BTW Gute morgen wymawia się Hudje morhen, z zanikowym d :mrgreen:

Wiem... :mrgreen: Słyszałam na własne uszy. Przy oficjalnym powitaniu w szkole. A potem Holedrzy się dziwili, że Polacy wybuchli gromkim śmiechem.
Rafał napisał/a:
No jak mogłaś Aga. Jak mogłaś. :wink: :wink:

Psieplasiam do kwadratu :wink:
Odszczekuję to:
Hau, hau, hau!

NURS - 2 marca 2006, 20:22

Vykosh napisał/a:
Emilia napisał/a:
Prywatny drink, który tylko ja lubię i nigdzie go nie spotkałam (mój Michał nazwał go "królewna snieżka" :) ) to roztopione (ale nie ciepłe) lody śmietankowe wymieszane w połowie z białym zmrożonym martini a do tego paseczek (częściej niestety dwa :) ) gorzkiej czekolady. Może warto byłoby go rozpropagować?

Drinki mlekopodobno-alkohole mają zgubienny wpływ na żołądek - przynajmniej u mnie :) To pewnie przez denaturację białek :P Może lepiej nie rozpropagowawywać.


to się nazywa White russian i tym sie doprawilismy na amen w Tokio. Błee...

Aga - 2 marca 2006, 20:43

Po biciu rekordu? :P Po dwudziestu drinkach jeden White Russian załatwił wszystko? Nooo... to to mocne musi być draństwo. Albo podstępne.
Emilia - 2 marca 2006, 21:23

NURS napisał/a:

to się nazywa White russian i tym sie doprawilismy na amen w Tokio. Błee...


O niie nie NURS, sprawdziłam to nie White russian. Wprawdzie przepis jest zbliżony, ale mój jest pycha. Więc możesz sobie robić to błee... do woli.
(I już, już Emilia miałała się obrazić ale jak wyobraziła sobie NURSa w wielkiej niedyspozycji to jej przeszło :lol: )

mawete - 3 marca 2006, 10:38

A ja delektuję się właśnie Perełką Mocną.... :mrgreen:
Lu - 3 marca 2006, 10:51

mawete napisał/a:
A ja delektuję się właśnie Perełką Mocną.... :mrgreen:

A nie macie tam jakiegoś wakatu? :P

Nie przepadam za drinkami z mlekiem, ot, klasycznie malibu z mlekiem i lodami waniliowymi czasami wypiję, ale to na prawdę rzadko. Ale jest jeden drink którym zapijałam sie kiedyś przez całe lato we Francji (bo w Andorze tanio nabylismy Cassis i whisky)

Drink nosi wdzieczną nazwę Pupcia niemowlaka (ale niech Was to nie zmyli - jest groźny ;) )
- Whisky
-Cassis (można ew. zastąpic innym gęstym likierem porzeczkowym)
- mleko skondensowane
-lód
Proporcje dowolne

A jeśli chodzi o whisky, to moją ulubioną jest Tullamore Dew - jest bardzo delikatna i ma wyraźny migdałowy posmak pestki wiśni...

joe_cool - 3 marca 2006, 12:14

tak mi się przypomniało - na ostatnim roku studiów miałam straszną fazę na campari. zazwyczaj z sokiem pomarańczowym (mniej 1 część soku do 3 części campari :wink: ), ale potem stwierdziłam, że z samym lodem jest znacznie lepsze. chlałyśmy to butelkami - wprawiało w bardzo zabawny nastrój :mrgreen: muszę kupić koniecznie następnym razem u najeźdźcy... (u nas za drogo :? )
Gustaw G.Garuga - 3 marca 2006, 12:36

Jakiż ja jestem mało wyrafinowany :oops: Tu o takich i owakich drinkach mowa, a ja przyswajam alkohol głównie w postaci prostej!

Edit: przywrócenie postowi wczesniejszej postaci z powodu nieoczekiwanego zacytowania przez innego użytkownika forum.

Miria - 3 marca 2006, 12:38

Gustaw G.Garuga napisał/a:
Jakiż ja jestem mało wyrafinowany Tu o takich i owakich drinkach mowa, a ja przyswajam alkohol głównie w postaci prostej!

Nie jesteś sam :)

Rafał - 3 marca 2006, 12:42

To jest nas już troje. Ich troje :wink:
Po co psuć czysty alkochol jakimiś dodatkami?

Gustaw G.Garuga - 3 marca 2006, 12:44

Miria napisał/a:
Nie jesteś sam :)


I NIGDY WIECEJ JUŻ NIKT
NIE POWIE SĘPIE MIŁOŚCI!
(Albo "sępię miłości?" Czasownik czy rzeczownik? Zawsze mnie to nurtowało. Wie ktoś? Cheers!)

Gustaw G.Garuga - 3 marca 2006, 12:47

Rafał napisał/a:
To jest nas już troje. Ich troje
Po co psuć czysty alkochol jakimiś dodatkami?

Właśnie. Np. austriacki rum Inlander 80%. I pomyśleć, że niektórzy dodaja tego do herbaty albo coli! Skandal.

Edit: kolejny edit, bo literówka i cytat nie wyszedł. A nic nie piłem!

Lu - 3 marca 2006, 12:53

Chyba będzie "Sępie" - ale kto ich troje tam wie...
Miria - 3 marca 2006, 14:47

Gustaw G.Garuga napisał/a:
I NIGDY WIECEJ JUŻ NIKT
NIE POWIE SĘPIE MIŁOŚCI!
(Albo "sępię miłości?" Czasownik czy rzeczownik? Zawsze mnie to nurtowało. Wie ktoś? Cheers!)

Hehe, ciekawe pytanie :) Próbowałam guglac, ale tam różne wersje się pojawiają. Może to jakieś głębsze przesłanie? :wink:
Gustaw G.Garuga napisał/a:
Edit: kolejny edit, bo literówka i cytat nie wyszedł. A nic nie piłem!

Czy aby na pewno? :twisted:

Ja się dzisiaj na tę okoliczność (reaktywacji Ich Troje) napiję czystego piwka 8) Tylko może lepiej nie będę się udzielać na forum. :roll:

Rafał - 3 marca 2006, 14:51

Miria napisał/a:
Tylko może lepiej nie będę się udzielać na forum.

No co ty??? Udzielaj się, udzielaj, fajnie będzie. :wink: :mrgreen:

Miria - 3 marca 2006, 15:07

Rafał napisał/a:
No co ty??? Udzielaj się, udzielaj, fajnie będzie.

Żebym znów wypisywała przemyślenia o Bravo? :P I kto poprawi te wszystkie literówki?

No dobra, a napije się ktoś ze mną tego piwka wieczorem? :twisted: Żeby nie było, że sama piję. Jestem dopiero na etapie negacji problemu alkoholowego :P

mawete - 3 marca 2006, 15:21

Miria napisał/a:
No dobra, a napije się ktoś ze mną tego piwka wieczorem? :twisted: Żeby nie było, że sama piję. Jestem dopiero na etapie negacji problemu alkoholowego :P

To jeszcze wszystko przed Tobą... :twisted: Jak chcesz to się mogę z Tobą piwka napić. Czy teraz czy wieczorkiem - mi to obojetne. Twoje zdrowie. :D

Miria - 3 marca 2006, 18:27

mawete napisał/a:
Jak chcesz to się mogę z Tobą piwka napić. Czy teraz czy wieczorkiem - mi to obojetne. Twoje zdrowie.

To do dzieła! Zdrówko!
A jutro powtórka, przy bilardzie. :lol: A w niedzielę kino. Da się żyć :mrgreen:

elam - 5 marca 2006, 17:04

przez was i to gadanie tez sie wzielam i napilammmmmm.... :D
Dunadan - 5 marca 2006, 17:23

ja też choć teatu jakoś strasznie nie śledzę... eh, ta niedziela...
Rodion - 6 marca 2006, 11:09

elam napisał/a:
przez was i to gadanie tez sie wzielam i napilammmmmm...


I co? Zdegremlinowalo Cie? :twisted:

mawete - 6 marca 2006, 15:51

Miria napisał/a:
mawete napisał/a:
Jak chcesz to się mogę z Tobą piwka napić. Czy teraz czy wieczorkiem - mi to obojetne. Twoje zdrowie.

To do dzieła! Zdrówko!
A jutro powtórka, przy bilardzie. :lol: A w niedzielę kino. Da się żyć :mrgreen:

Się zastosowałem do instrukcji mam nadzieje że Ty też :D

Miria - 6 marca 2006, 18:36

mawete napisał/a:

Się zastosowałem do instrukcji mam nadzieje że Ty też

No ba! Cały weekend się stosowałam :twisted:

Vesper - 24 marca 2006, 10:36

nieładnie, nie ma mleka na liście... nieładnie :P
Godzilla - 24 marca 2006, 10:52

Och, a moja firma się dzisiaj integruje. Chyba sobie strzelę jakiegoś drinka.
reginald - 24 marca 2006, 12:14

Fajny jest czeski Plisner Urguell, polska wersja też da się wypić. A z piw, które jeszcze można od biedy nazwać jasnymi (chociaż już ledwo ledwo) to najmocniej kopie Amsterdam Maxymator (11 voltów). Wiem, że są mocniejsze napoje o smaku piwa z gatunku dla podsklepowych koneserów, ale one nic nie mają wspólnego z piwem. Maxymator w dużych ilościach zwala z nóg.

Dla lubiących fajne klimaty np. sesje LARP albo zwykłe RPG u kumpla polecam miód trójniak jako pomoc w zbudowaniu nastroju karczmy :mrgreen: . Niestety są tez pewne minusy - pod żadnym pozorem nie można dawać go MG, a po drugie nie wszyscy członkowie druzyny chcą być nazajutrz wskrzeszani po gwałtownym zejściu w wyniku kozackiego szturmu na jaskinię pełną Olbrzymów.

mamcia65 - 5 kwietnia 2006, 10:46

Najlepsze są nalewki na spirytusie, z miodem i sokiem z własnych owoców. Nie ma kaca!
Gustaw G.Garuga - 5 kwietnia 2006, 11:13

A ja popijam sobie flegaminę. Nie śmiać się - 4% alkoholu!
Godzilla - 5 kwietnia 2006, 11:21

Taki sobie był ten drink, z dużą ilością świeżej mięty (lubię ten zapach, ale nie w tym stężeniu). A teraz popijam na przemian kawę i herbatę. Jak jestem w domu, to herbatkę doprawiam dużą ilością soku malinowego.
Lu - 5 kwietnia 2006, 11:54

A mnie odwiedziła koleżanka z GB - whisky leje się strumieniami..... CHYBA WEZMĘ URLOP ;)
Piech - 5 kwietnia 2006, 14:20

Ja tradycyjnie jem jadło i piję piwo.
Aga - 5 kwietnia 2006, 18:46

A propos Flegaminy... Jest ponoć taki syrop dla dzieci, który wypity w większych ilościach daje odlot jak po prochach. Nazwy nie pamiętam, ale wiem, że jest dostępny bez recepty i podobno młodzież kupuje w masowych ilościach. Aptekarze są bezradni. :shock: :shock: :shock:
Miria - 5 kwietnia 2006, 19:59

Jest, wiem, jak się nazywa, ale nie będę propagować. Nie tylko syrop, sporo leków daje takie efekty. Kiedyś trafiłam na stronę, gdzie ludzie wymieniali się doświadczeniami i włos mi się na głowie zjezył. To było przerażające.
Argael - 5 kwietnia 2006, 20:08

Wie ktoś może, jak się w Polsce nazywa wódka z tonikiem? W Japonii piłem to pod nazwą Moscow Mule, ale w Polsce jeszcze w żadnej knajpie nie widziałem czegoś takiego w menu.
joe_cool - 5 kwietnia 2006, 21:25

pewnie w każdej knajpie się nazywa inaczej :roll: czasem aż się boję zamawiać, bo nie wiem, na co trafię. jedynie wściekłe psy są wszędzie takie same (albo bardzo podobne, ale to już zależy od ręki barmana...)
elam - 5 kwietnia 2006, 21:55

ja wiem tylko, ze Cuba libre to rum cola i cytrynka.
a ja sobie pijam drinki wlasnej roboty; coco punch+sok z ananasa+sok z zielonej cytryny+kropelka wodeczki. mniaaaaam :P

NURS - 5 kwietnia 2006, 22:02

Hej, cuba libre, to jest to, zwłaszcza w tropikach, mniam.
generalnie to jedyny stan, w którym wchlaniam colę, znaczy Cuba Libre.
A propos co pija NURS, własnie stałem się właścicielem kielonków firmowych Olmeca, wziałem udzial w konkursie Bum bum (kto szybciej wypije dwa drriniole tequila i sprite :-) Na koszulke nie czekałem, bo mnie zabrali na druga imperezę. Sława pijacka rosnie!

elam - 5 kwietnia 2006, 22:06

a francuskie wina? :)
ja jeszcze bardzo lubie piwo z pradem, czyli z wodka. :mrgreen: ale nie wolno mi sie potem o nic zakladac... :cry:

joe_cool - 5 kwietnia 2006, 22:15

o tak, zakłady po drinkach to niebezpieczna sprawa... kiedyś się założyłam z kolegą postury trzy razy takiej jak moja o to, kto pierwszy padnie pod stół podczas picia wódki. w ramach "nagrody" było tańczenie nago na stole... na swoje usprawiedliwienie dodam, że kolega był niemcem, a niemcy - wiadomo - alkoholi wysokoprocentowych pić nie umieją.
kolega na szczęście też był po paru głębszych w momencie zakładu, więc na drugi dzień nic nie pamiętał, a ja mu nie przypominałam :wink:

mawete - 6 kwietnia 2006, 07:42

Cytat:
pewnie w każdej knajpie się nazywa inaczej :roll: czasem aż się boję zamawiać, bo nie wiem, na co trafię. jedynie wściekłe psy są wszędzie takie same (albo bardzo podobne, ale to już zależy od ręki barmana...)


Nieprawda... prawdziwy "wściekły pies" powinien być robiony na spirytusie... a w większości knajp podają na wódce... :evil:

Lu - 6 kwietnia 2006, 08:38

Argael
Cytat:
Wie ktoś może, jak się w Polsce nazywa wódka z tonikiem?


Ja mówię na to "wódka z tonikiem" ;)

Nurs
Cytat:
generalnie to jedyny stan, w którym wchlaniam colę, znaczy Cuba Libre.


Mam podopnie. Colę pijam TYLKO z alkoholem - sama jest niewypijalna.

Elam
Cytat:
ja jeszcze bardzo lubie piwo z pradem, czyli z wodka.

:shock: :shock:
Nie cierpię mieszania piwa z wódką i wina z wódką... brrrrrrr... herbata z wódką też mi nie podchodzi... :?

a u nas w jednej knajpie podaje się, oprocz "wściekłych" - "łosie" - taki prawie "wściekły" tyle że wódka zastąpiona jest żóbrówką a oprócz tobasco dodaje się kilka kropel cytryny. Też dobre.

NURS - gratuluję kieliszków 8)

Urbaniuk - 6 kwietnia 2006, 08:39

Mawete "prawdziwy "wściekły pies" powinien być robiony na spirytusie..."

EEEE tam bądźmy twórczy, spirytus przepala przełyk, więc nie ma co szpanować :mrgreen: poza tym żyjemy w czasach novelle cuisine czy jak to się tam pisze, podają rybę z burakami to czemu nie można by pic psa z wódką? :D
Dobrze zrobiony pies na wódce, to mój ulubiony drink. Oczywiście koniecznie z tabasco McIlhenny, wódka nie gra roli, byle by zmrożona (ale już dez przesady z Lodową czy Tesco vodka pić tego nie wypada). Sok najlepiej domowy, ale w praktyce jak się kupi porządny sklepowy to też jest ok byle by nie ten *beep* syrop który polewaja w knajpach.
Poza tym legendarna pozywka U et O czyli tzw. "Zdrówencjum", wódka z energetyzujacym (lansowana na konwentach ko przerażeniu towarzystwa), podobno jedyny drink bezpśrednio niszczący serce, ale serc to nam akurat nie brakuje. :twisted:
Na co dzień piwko, tu nie jestem koneserem w najmniejszym stopniu :oops: byle by to nie był strzelec :shock: Bardzo lubię piwo królewskie, browar warszawski, ale jakoś rzadko się trafia, najlepsza opcja to tyskie 0.66, człowiek jest o te 166 do przodu, w knajpie najlepiej wziąsc warkę butelkową .

A tak wogóle to jestem raczej niepijący, najwyżej dwa trzy razy w tygodniu cos tam chlapne.

Lu - 6 kwietnia 2006, 08:44

Urbaniuk
Cytat:
"Zdrówencjum", wódka z energetyzujacym


:bravo :bravo :bravo
UWIELBIAM- był okres kiedy tylko to piłam - wódka z red bullem .... ten drink dostał mojego osobistego nobla. 8)

elam - 6 kwietnia 2006, 09:52

Urbaniuk napisal:
A tak wogóle to jestem raczej niepijący, najwyżej dwa trzy razy w tygodniu cos tam chlapne.
:bravo
ja jak chlapne dwa razy w miesiacu, to jest dobrze...
oto, jak mezczyzni pojmuja okreslenie "niepijacy"... :mrgreen:

Rafał - 6 kwietnia 2006, 10:27

Widzę, że w większości to jesteście "pijaki knajpiane - drinujące", a ja to osobnik z gatunku "pijaka ogrodowego - podtyp piwny z inklinacją do czystych gatunkowych wyrobów". Nie trawię żadnych drinków na bazie jakichkolwiek napoi gazowanych, a odrdzewiacz typu cola w szczególności. Jedyny wyjątek robię czasami dla gin&tonic. Ewentualnie z bardzo żadka bywa Rumburak (naprawdę wyjątkowo - Becherowka z colą). Lubię natomiast - z drinków oczywiście - krwawą maryśkę i ostatecznie w "babskim" towarzystwie ujdzie mi jeszcze żubr z jabłkiem.
A ogólnie jestem zwolennikiem zasady, że jak się truć to czymś porządnym i w stanie czystym. Żadnych u-bootów, wynalazków i drinków typu "wynieśmnie" lub "możetrzy". Upadek kultury picia. Buuuee.

elam - 6 kwietnia 2006, 10:47

Rumburak (naprawdę wyjątkowo - Becherowka z colą) :bravo mniaaaaam
i zagryzc to piernikiem domowym, wypieku mojej mamy :P

Pako - 6 kwietnia 2006, 11:01

Boze.. Ślinka mi cieknie :) pokosztowałoby się.. ale jak piję, to albo czystą, albo piwo albo winiacza jakiegoś taniego. Ale mam jeszcze wiele przyjemności do wypróbowania :mrgreen:
elam - 6 kwietnia 2006, 11:03

- a ty nie jestes na to za mlody?? :wink:
fonsztyk - 6 kwietnia 2006, 11:14

Cytat:
Widzę, że w większości to jesteście "pijaki knajpiane - drinujące", a ja to osobnik z gatunku "pijaka ogrodowego - podtyp piwny z inklinacją do czystych gatunkowych wyrobów".


A ja to hybryda tych dwóch rodzajów. Lubię ogródki przyknajpiane tym bardziej teraz gdy wiosna startuje. A wieczorkiem whisky z lodem i odrobiną odrdzewiacza. Mniam

Pako - 6 kwietnia 2006, 11:17

elam - w sam raz jestem. Od roku prawie już z dowodzikiem paraduję :) Teraz to mogę spokojnie próbować wszystkiego, co z procentami jest :)
Urbaniuk - 6 kwietnia 2006, 11:28

Elam "oto, jak mezczyzni pojmuja okreslenie "niepijacy"... "

Wszystko zależy od tła. W niektórych regionach Rosji, robiłbym zqa całkowitego abstynenta i pewnie by mnie do znachora z tym schorzeniem wysłąli :mrgreen:
A jestem niepijący w porównaniu z tym jak drzewiej bywało i jak potrafia tankować niektórzy moi znajomi :D

Orbitoski - 6 kwietnia 2006, 21:10

Ja się pod Urbaniukowym menu podpisuję, czasem do kwadratu podnoszę, a nawet więcej, plus chętnie wchodze w kolor z przechyłem na krupnik. I balsam pomorski czasem jest przyjemny, choć budzi agresję w pijącym. W czasach bidy i szczeniactwa waliło się również piwa łamane, jasne na pół z ciemnym. Wart polecenia jest również miód. BTW, ostatnio bawię się w przepalanki domowej roboty na spirytusie. Co nieskończenie smutne, żona zabrała mi rzeczony spirol w ramach postu przedświątecznego, więc muszę post łamać na inne sposoby.
mawete - 10 kwietnia 2006, 12:39

Urbaniuk: słusznie napisałeś... na wódce to jest pies... na spirycie - wściekły pies i szpanowanie to mam w *beep* bo nie o to chodzi - przyjedź na Polcon to się napijemy :mrgreen:
Diefenbaker - 24 kwietnia 2006, 21:00

ja ostatnio piję czewrone wytrawne kalifornijskie. Bo chilijskie się skończyło :-)
W kolejce czeka mołdawskie - Dusza Monacha.

elam - 25 kwietnia 2006, 00:02

heh... dobrego winka to bym sie napila...
ach pojde rano do sklepu po jakies cote du rhone..

Lu - 25 kwietnia 2006, 00:15

Ja też czuję że muszę się napić, a w domu jak na złość tylko herbatka i woda mineralna :lol:
mawete - 25 kwietnia 2006, 07:19

Ja ostatnio piję to :twisted:
Rafał - 25 kwietnia 2006, 08:53

A na mnie czeka Prava Makovicka Slivovica 52 vol. 0,7 l
W celach zdrowotnych rzecz jasna :wink:

Pako - 25 kwietnia 2006, 15:07

Heheh... Rafał - też bym tak chciał ;)
a amwete by chciał tak, jak ma na fotce :P Ale nikt nie ma tak dobrze. Nawet właściciel baru ;)

elam - 30 kwietnia 2006, 16:13

ech, wy....
ja sie bobrego, polskiego piwka najchetniej napije. bo mocne, nie to, co te cienkusze zachodnie, co powyzej 4,5 procenta nie podskocza.
ale wodki, blee

Ticho - 30 kwietnia 2006, 16:42

Co pija Ticho?

hmmm kawe i wszystko co ma alkohol (byle nie zbyt tanie) ;)
no i mleko... ogromne ilości mleka (dziennie z 2-3 litry ;) )

Fidel-F2 - 30 kwietnia 2006, 16:54

Wszystko oprocz słodkich win.
Pako - 30 kwietnia 2006, 18:20

E no.. słodkie sa dobre. Najlepsze pół wytrawne.. takie w sam raz są. Ale słodkie też git.
Tylko wytrawne są niedobre :/
I kawa jest niedobra :P

Lu - 30 kwietnia 2006, 21:06

Odkrywam na nowo zalety "Żołądkowej gorzkiej" - doskonała w podróży, nie wymaga dodatkowych popitek, do tego posiada niewątpliwe walory smakowe, o zdrowotnych nie wspomnę.... oczywiscie używam w celach leczniczych. ;)

Pako
, o co chodzi z tą kawą.? ..:twisted: Od czasu tej imprezy pożegnalnej w szkole jesteś podejrzanie szczęśliwy :twisted:

elam - 30 kwietnia 2006, 21:08

... dopoki ciebie, ciebie nam pic,
dopoty jak w niebie, jak w niebie nam zyc
herbatko, herbatko...

ech... :)

Pako - 1 maja 2006, 07:22

Lu, opdejrzanie szczęśliwy? Ty nawet nie wiesz, co sie tam działo i jak się namęczyłem ;)
A kawy nie lubię. Nie smakuje mi w ogóle. W życiu może z 6 wypiłem (czarnych). Nie smakowały i koniec. Niedobre są :) I niezdrowe ;)

I elam ma pełną rację: herbatko!

Miria - 1 maja 2006, 09:40

A ja dziś zaczęłam dzień od kawki. Na czym się skończy, nie wiadomo... :twisted:

Kawę lubię, ale bardzo słabą, z duża ilością cukru i mleka (profanacja?). Czarnej nie jestem w stanie wypić.

Pako - 1 maja 2006, 09:49

Kawa jest niedobra nawet z mlekiem i cukrem.
Herbata jest dobra, ale z cukrem. Bez cukru jakoś tak nie umiem sie przekonać.

Miria - 1 maja 2006, 09:55

A ja coraz bardziej zmniejszam ilość cukru w herbacie. Kiedyś słodziłam dwie łyżeczki, teraz pół, i to nie dlatego, że się odchudzam (broń Boże!) ale po prostu słodka mi nie smakuje. Czy to coś znaczy? :wink:
Pako - 1 maja 2006, 10:00

To może coś znaczyć.
Zapewne coś znaczy.
Ale nie wiem co :P

Rodion - 1 maja 2006, 11:09

Piwo Arka!
Ticho - 1 maja 2006, 11:34

heh
u nas właśnie zaczeli rozlewać do butelek Piwo "odra" z piłkarzami ODRY Wodzisław na butelce ;)
Aż starch się napić :)

lavojtek - 1 maja 2006, 12:33

Gin z tonikiem :D Wiem ze jest troche za wczesnie ale co mi tam :lol:
Pako - 1 maja 2006, 14:43

Ticho, serio?! Kirde... bałbym się dotknąć ;)
Jeśli smakuje tak, jak oni grają... to bałbym się ;)

Ticho - 1 maja 2006, 16:33

tylko że nie grają tragicznie :P dobrze że nie ma drużyn w stylu "Volt" oni grali by źle:P

a Volt hmmm
otwierasz gulgulgul i koniec, byleby smaku nie poczuć ;>

Pako - 1 maja 2006, 16:39

E... zależy jak podejść. Jedni piją piwo, żeby pić. Ja piję bo lubię smak. Przez to Voltów i Sarmackich nie pijam :)
Ticho - 1 maja 2006, 19:43

Husara bracie Husara ... ;)

nie no ja tam Carsbergi popijam ;>

Yeri - 5 maja 2006, 03:13

A ja pijam napoje izotoniczne,ale tylko Inkospora,najlepszy jest o smaku cabanjy(ciekawe co to jest cabanja??).Pije tez hurtowo zielona herbate.Kawy nie pijam.Alkoholu tez nie,za wyjatkem Sylwestra,wtedy sie do towarzystwa dostosowuje,czsem mnie Hauer na jednego drinka rumu z cola namowi.W zimie albo na jesieni moze mi sie tez zdarzyc grzanca wypic(robie najlepsze grzance na swiecie!!).
Rafał - 5 maja 2006, 09:42

Śliwowica słowacka była naprawdę przednia. Tych 52 vol prawie nic, a nic nie było czuć. I co najważniejsze zero kaca. Umieją Słowaki pędzić bimber ze śliwek, oj umieją.
Miria - 5 maja 2006, 20:25

A jak to jest możliwe, że nie ma kaca? Dlaczego nie ma? Bardzo mnie ten temat interesuje. 8)
Pako - 5 maja 2006, 20:28

Kac jest, jak się coś tam wytwarza w cielsku z alkoholu. I to potrzebuje wody bodaj, żeby sie nie robiło,. Dlatego jak się pije, to się pije też i wodę. Albo chociaż z pół litra kranówy przed spaniem. Mi zawsze pomaga, kaca ni ma :)
Miria - 5 maja 2006, 20:31

Pako, depczesz mi po piętach dziś. :wink: No to dlaczego po śliwowicy nie ma? teoretycznie powinien byc tak samo, jak po każdym innycm alkoholu.

Wypróbuję Twój sposób.

Pako - 5 maja 2006, 20:37

:) wiem, że depczę. Bo nie dość, że pięty ładne, to nikt inny się nie odzywa ;)
A czemu po śliwowicy nie ma? Może po prostu Rafał nie miał? A może to ja coś pochrzaniłem ;) ? Nei wiem :) Wszystko możliwe :)

Miria - 5 maja 2006, 20:42

Trzeba Rafała dopaść, może zdradzi sekret. Chociaż najpewniej wypisze jakieś ogromne chemiczne równanie (czy jak to się zwie), z którego nic nie zrozumiem. :P

Edit: Nie mów nic o moich piętach, bo zaraz plotki będą :mrgreen:

Pako - 5 maja 2006, 20:44

Plotki i tak są :)
A ja bym się napił.... Norlamnie bym usiał, napił się z przyjaciółmi. Z wami, z innymi. A amtury przeszkadzają mi w tym.

Miria - 5 maja 2006, 20:46

Przecież jest weekend. Dziś spokojnie możesz pić. 8) Nie powiesz mi, że się uczysz? :twisted:
Pako - 5 maja 2006, 20:56

Od jutra siadam do amtmy porządnie :) Trzeba nadrobić 9miesięcy zaległości. Ale potem.. potem to będzie ciekawie ) kumpel ma altankę fajną, ciepło bedzie... zimne szklaneczki, zimna wódeczka... i świętujemy i zacieślamy więzy :)
Lu - 5 maja 2006, 21:24

Pozwolę sobie zacytowac savikola z wątku o gwiezdnych alkoholach:

"Dehydrogenaza alkoholowa (enzym odpowiedzialny za rozkład alkoholu) przerabia cząsteczkę etanolu do aldehydu octowego, następnie kwasu octowego, a ten rozbijany jest na dwutlenek węgla i wodę. I po kłopocie. "

Chodzi mniej wiecej o to że kac pojawia sie w wyniku odwodnienia organizmu. Alkohol w procesie trawienia rozkłada się na aldehyd octowy, a aldehyd musi się uwodnić, czyli przyłączyć cząsteczkę wody aby przyjąć postać kwasu octowego. Dopiero w postaci kwasu octowego może być wydalony z organizmu.
Stąd pragnienie 8) Organizm potrzebuje wody 8)
Tabletki 2KC dostępne w sklepach przyspieszają proces trawienny (zdaje mi się że zawierają coś tam potrzebne do cyklu Krebsa) i w ten sposób przyspieszamy cały cykl wydalania alkoholu z organizmu.

Lu - 5 maja 2006, 21:34

A specjalnie dla Mirii wzór:

Moment w którym jesteśmy pijani = 2n + 1

gdzie n jest liczbą półlitrowych, jasnych piw po których wypiciu po raz pierwszy wychodzisz do toalety (zakładając że nie zaczynaliśmy picia z wypełnionym pęcherzem).

Wzór na pierwszy rzut oka jest niedoskonały i niezbyt precyzyjny, ale proponuję sprawdzenie go w praktyce :twisted:
Wiadomo bowiem że każdego dnia inny mamy poziom odporności na alkohol, zależy to od naszego zmęczenia, tego co w dnym dniu zjedliśmy itp. Ten uniwersalny wzór uwzględnia wiekszość zmiennych. :)

Wśród kobiet wartość n oscyluje najczęściej w przedziale (1-1,5), u mężczyzn ok. 2 ;)

dzejes - 6 maja 2006, 00:47

Cytat:

Lu
... u mężczyzn ok. 2 ;)


:oops:
Ja już tylko kawę zbożową, naprawdę :oops:

Rafał - 6 maja 2006, 06:12

Ale was dopadł problem kaca :wink: :lol:
Prawdę mówiąc nie wiem dlaczego nie było kaca po śliwowicy, wedle wszelkich reguł powinien być! Może to wina karkówki albo boczku z grila? Może zapijania ostrym pomidorowym sokiem? Może coś na rzeczy miał fakt, że po śliwowicy była jeszcze jakaś nasza rodzima produkcja? No nie wiem. A może po prostu dawno nie piłem :lol:
A najlepszą metodą na brak kaca jest impreza w zmienionym klimacie. Jak byłem pierwszy raz w Bieszczadach, to przez całe 5 dni pobytu nie miałem ani razu kaca. A rankiem (tzw.bladoświt) obowiązkowo w górki.

Miria - 6 maja 2006, 09:41

Dzięki Lu! Będę jutro sprawdzać ten wzór. Mechanizm powstawania kaca był mi mniej więcej znany, więc tym bardziej zafrapował mnie Rafał, twierdząc, że kaca nie miał. :P

A zmiana klimatu faktycznie działa! Będąc w Hiszpanii kilka lat temu, piłam nieprawdopodobne ilości alkoholu :wink: a rano budziłam sie świeża i pełna zycia. :)
Przydały by się jakieś solidne badania naukowe na temat kaca. A raczej walki z nim.

mawete - 6 maja 2006, 10:11

Pamiętajcie jeszcze o tym, że alkohol wypłukuje witaminy z krwi - to również przyczynia się do powstawania kaca. Polecam przed snem 3-4 tabletki vit. C. Pomaga :D
Rafał - 6 maja 2006, 10:17

A mi kiedyś pomogło wbijanie szpilek w..... korek od wódki.
Pako - 6 maja 2006, 10:17

O.. to też słyszałem, że Witamię C można brać i pomaga. A przedawkować sie jej normalnie nie da. :)

A mawete zna się na rzeczy moim skromnym zdaniem :)

Lu - 13 maja 2006, 21:20

RAFAŁ
Cytat:
A mi kiedyś pomogło wbijanie szpilek w..... korek od wódki.


Zająłeś sie wbijaniem szpilek i zapomniałes się napić ?


Witamina C faktycznie pomaga, ale nie jestem pewna czy nie mozna jej przedawkować.... owszem, tak mówią, ale czy to prawda... ?

Pako - 14 maja 2006, 13:18

Witaminy C praktycznie nie da się przedwawkować. W razie czego organizm bardzo szybko się jej pozbędzie, ale jest to cieżko zrobić - przedawkować witC.
A dwie-trzy tabletki na pewno nie spowodują przedawkowania.

Piech - 14 maja 2006, 15:36

Linus Pauling (noblista w dziedzinie chemii) witaminę C jadł łyżkami i w późniejszych latach swego życia intensywnie promował przyjmowanie jej w dużych dawkach. Wierzył, że działa zapobiegawczo przeciw przeziębieniom i innym zakażeniom, nowotworom i schorzeniom wielu starszego. Sporo opublikował na ten temat, no i starał się sam świecić przykładem. Byłem na jednym z jego wykładów na ten temat, bodajże w roku 1990. Zaczęło się tak, że na podium wbiegł w lekkich podskokach prawie 90-letni staruszek w charakterystycznym bereciku. W czasie wykładu brylował intelektem. Pewnie nie dowiemy się nigdy czy był to skutek dużych dawek witaminy C, czy on po prostu tak miał. Tak czy owak, te duże dawki chyba mu nie zaszkodziły. Pauling zmarł w wielu 93 lat.
Pako - 14 maja 2006, 15:46

Zaszkodzić, nie zaszkodziły :) Ale też pewnie aż tak nie pomogły, nie przesadzajmy ;)
Ale fakt, żę badania mówią, żę witC nie da się jako tako przedawkować. Czasem organizm może sie lekko burzyć, ale wtedy wszystko przez układ wydalniczy przeleci i tyle widzieli.

Lu - 15 maja 2006, 00:59

Zmienie chwilowo temat rozmowy - czy wy też macie tyle ataków wirusów na komputer?
Dzisiaj od rana miałam ok 30 informacji że coś mi się próbuje połączyć z komputerem.... jakiś wiosenny wysyp koni ?

Czarny - 15 maja 2006, 05:49

Lepiej nie zmieniaj Lu tematu, bo offtop będzie :evil:
Rafał - 15 maja 2006, 07:22

Cytat:


JA: A mi kiedyś pomogło wbijanie szpilek w..... korek od wódki.

LU: Zająłeś sie wbijaniem szpilek i zapomniałes się napić ?



Niee, to taki rytuał voo-doo, duch kaca zamieszkuje korek od flaszki, rankiem jak znajdzie się korek, to należy wbić w niego dwie-trzy szpilki, wymamrotać pod nosem "paszoł won ty taki owaki*" i od razu poczujesz się lepiej. Można też poskakać po korku. Pomaga :wink: :mrgreen:


* - tu w zależności od nastroju należy wstawić pewne przymiotniki :wink:

Lu - 15 maja 2006, 23:59

Czarny - strasznie przepraszam, pomyliłam wątki. :oops:
Myślałam ze napisałam to w "luźnych rozmowach" :roll:

elam - 20 maja 2006, 00:36

na kaca i zgage pomaga mieszanka: mieta, szalwia, dziurawiec i czarna herbata. bez cukru. a potem sok pomaranczowy :)
mawete - 29 sierpnia 2006, 12:27

Na NURS-conie piliśmy to co było widać :D
Agi - 29 sierpnia 2006, 13:06

Piję w zależności od sytuacji, raczej wino i to wytrawne. Piwo do dań z rusztu, a wtedy najchętniej Tyskie. Dobra szkocka też nie jest zła, ale nikt nie namówi mnie na burbona.
Rodion - 29 sierpnia 2006, 13:07

Woda, herbata, pepsi :mrgreen:
dareko - 29 sierpnia 2006, 13:09

Wlasnie, co zobaczylismy, to wypilismy :)
Agi - 29 sierpnia 2006, 13:09

Rodion zachorzałeś :?: :(
Rodion - 29 sierpnia 2006, 13:12

Wyszlo ze mnie zwierze :twisted:
Tomcich - 29 sierpnia 2006, 13:54

Rozważania nad piwem w kostkach tak na Rodiona wpłynęły. :mrgreen:
Z tego co pamiętam to w moim przypadku była głównie Perła, miodzik mawete i trochę politury. :mrgreen:

mawete - 29 sierpnia 2006, 14:02

jak niżej - forum znowu nie chce chodzić...
mawete - 29 sierpnia 2006, 14:02

Politura w wykonaniu harkonnena RULEZ!!!
Kruk Siwy - 29 sierpnia 2006, 14:05

Generalnie nie przebredzam ale politura jakoś mi nie wchodzi. Gęste to jakieś...
mawete - 29 sierpnia 2006, 14:08

Kruk Siwy: my to tak nazwaliśmy - pod kolorek było - a to normalny dobry bimberek :D
Kruk Siwy - 29 sierpnia 2006, 14:16

A! To co innego. Zwracam honor i szelki. Bimberek przednia rzecz - dobry lepiej się wchłana niż produkcje polmosów.
dareko - 29 sierpnia 2006, 14:24

Mi czasem wpada w rece buteleczka dobrego bimberku, rodzina przysyla :) Jak mi wpadnie to moze mi sie uda przetrzymac do jakiegos spotkania. Oczywiscie pod warunkiem, ze wpadnie rano a spotkanie bedzie wieczorem ;)
Rodion - 29 sierpnia 2006, 14:51

Tak sie zastanawiam, czemu nikt inny nie partycypował wraz ze mna w delektowaniu sie przepysznym Kaperkiem? :roll:
Kruk Siwy - 29 sierpnia 2006, 16:27

Rodion, nie pijam Kaperka jest wstrętny. Szok co? Ale ja pamiętam Kaperka z połowy lat 90 tych. To było cóś!!
mawete - 29 sierpnia 2006, 16:43

Rodion: jak ... zapali to z Tobą wypiję. :mrgreen:
dareko - 29 sierpnia 2006, 16:46

Sie tak zapytam, jak potyczla sie historia Specjala?
mawete - 29 sierpnia 2006, 16:49

Czeka na Mirię :D
dareko - 29 sierpnia 2006, 17:22

Nie wypila? :shock: :shock: :shock:
mawete - 29 sierpnia 2006, 17:37

Zapomniała zabrać.
Miria - 29 sierpnia 2006, 17:53

:oops: :oops: :oops:

Ale nie wierzę, że czeka... :twisted:

dareko - 29 sierpnia 2006, 18:00

Nie wiem co ty z nim zrobilas, ale sadze, ze czeka.
mawete - 29 sierpnia 2006, 18:13

Czeka..... a jak kusi..... :evil:
Lu - 29 sierpnia 2006, 18:18

Cytat:
Czeka..... a jak kusi..... :evil:

Jejku.... ja chwilowo mogę pić tylko wodę 8) Gratuluję zdrowia 8)

Nexus - 29 sierpnia 2006, 18:24

Dla wszystkich eksperymentujących (a widzę, że takich tu wielu :D ) proponuję to:
Minttu
Fantastyczna sprawa, kiedy jest mocno zmrożona. Przybiera wtedy oleistą konsystencję i "wchodzi" jak dobrze nasmarowany tłok w cylindrze :) Mięta rządzi!
Z drinków: "Czerwony Diabeł" - 50 wiśniówki, 50 czystej i 50 soku z czarnej porzeczki. Po paru drinkach widzi się tylko diabły :twisted:
Nie znoszę politur w postaci b-łyskaczy i b(r)andy.
Z niewyskokowych napojów to mineralka (najlepiej Staropolanka 2000) i zielona miętowa herbata.
A co do piwa... tylko w dobrym towarzystwie... ale bez mieszania, jakoś się u mnie nie toleruje z czystą... nie wiem, czy wpadają w imprezowy nastrój, czy co... :D

dzejes - 29 sierpnia 2006, 22:54

Ja z największym rozrzewnieniem po Polconie wspominam częstochowską plastikówkę pitą w jednej z konwentowych księgarń pod świeżo kupiony tomik "Kaznodziei".
Lana wprost z półtoralitrowej butelki, o temperaturze otoczenia - a było gorąco, w smaku nie podobna absolutnie do niczego, popita wygazowaną wodą mineralną :D

Rafał - 30 sierpnia 2006, 09:01

Plastikówka? Kiedyś, ponad 10 lat temu (cholera, jak ten czas zleciał, jeszcze nie dzieciaty byłem) sąsiad prowadził metę z ukraińskim spirtem rozlanym do PETów. Półtora litra spirtu w cenie litra czystej. P O E Z J A! Tylko jak się trochę wody wlewało co by moc osłabić to cholerstwo się grzało i ciężko wchodziło, trza było konsumować niezmieszane. Ale miało wykop!
A z aktualnych wieści to nabawiłem się Tatrowstrętu. Już nie mogę. A zostało jeszcze pół zgrzewki, szkoda co by aluminium nasiąkało i muszę ratować to piwo biedne. Nigdy więcej nie będę kupował Tatry na zgrzewki. Nawet za pół ceny. Nawet za darmo. Na pohybel Tatrze.

Fidel-F2 - 30 sierpnia 2006, 09:19

naturalny proces przegryzania się wody i spirytu ma to do siebie, że się cholerstwo grzeje. Natura panie.
Rafał - 30 sierpnia 2006, 09:22

Cóż poradzić, natura.
dareko - 30 sierpnia 2006, 09:57

Wymieszac godzine wczesniej i do zamrazarki. Mozna sobie poradzic :)
Gorzej jak przypili :?

Piech - 30 sierpnia 2006, 12:25

Cytat:
Rafał: nabawiłem się Tatrowstrętu. Już nie mogę.

Być może Twój organizm próbuje Ci coś powiedzieć.
Gdy spróbowałem kiedyś Tatry, byłem mile zaskoczony, bo i smaczek niezły i swojskie to takie, i niedrogie. A potem dowiedziałem się, że producent spirytu dodaje, żeby było mocniejsze i żeby było szybciej. Błe.

GAndrel - 28 września 2006, 20:53

Hurra! Domowe nalewki będą legalne

Moja smorodinówka gdy dojrzeje będzie legalna. :) W końcu na coś ten parlament się przydał. :mrgreen:

hjeniu - 28 września 2006, 21:48

He, he to znaczy że moja wiśniówka i aroniówka są nielegalne? Jutro oddałbym się w ręce policji, tyle że to są straszne pijusy i pewnie opiliby mnie do sucha :mrgreen:
Ixolite - 28 września 2006, 22:15

Niee, to nie tak. Ani nie jest legalna, ani nie jest nielegalna :D
hjeniu - 29 września 2006, 06:42

Czyli polski standard, każdy urzędas może sobie zinterpretować jak mu się podoba :mrgreen:
Rafał - 29 września 2006, 07:17

Tak w temacie, ostatnio wpadło mi w ręce Rosolio di Pistacchio dell' Etna - Liquore Artiginale Tipico di Sicilia (28%). Zielone takie jakieś, zobaczymy co ufoki piją :wink:
krisu - 29 września 2006, 11:20

Ufoki piją księżycówkę, ci z Księżyca przynajmniej. :D
Angelus - 29 września 2006, 13:12

Ja ostatnio gustuje w winie i martini bianco...wstrzasniete niemieszane oczywiscie. :wink:
mawete - 30 września 2006, 13:01

Angelus: Martini Bianco? Z ogórkami kiszonymi? Zdrówko :!: :mrgreen:
Agi - 30 września 2006, 13:34

mawete takiej perwersji, to nawet ja bym nie wymyśliła :P :twisted:
mawete - 30 września 2006, 13:36

Agi55 za mało masz praktyki :D ja też tego nie piłem, ale może kiedyś :mrgreen:
Agi - 30 września 2006, 13:44

No kochanieńki i tu byś się pomylił :mrgreen: piłam już różne dziwne trunki z różnymi zagryzkami :twisted:
Do najmocniejszych należała śliwowica łącka, łagodna w przełykaniu, piekielna w działaniu :mrgreen:

mawete - 30 września 2006, 13:47

To co? Siadamy do stołu? Na Falkonie? :mrgreen:
Agi - 30 września 2006, 13:50

Pewnie trzeba by się było wreszcie napić, nie tylko w Karczmie Pod Zdechłym Smokiem :D , ale czy na Falkonie to nie obiecuję.
Edit: sprawdziłam, że Falkon będzie od 17 do 19 listopada, u mnie to będzie najgorętszy okres po wyborach, a do Lublina (600 w jedną stronę) trzeba by się wybrać na dłużej - rodzina by nie darowała, gdybym ich nie odwiedziła. Zatem nie, nie przyjadę :(

mawete - 30 września 2006, 14:00

To "baw" się dobrze :mrgreen:
Agi - 30 września 2006, 14:02

Nie dziękuję :twisted:
Fidel-F2 - 30 września 2006, 14:26

Agi55 to nic nie mów rodzinie, no chyba, że oni też na Falkonie będą.
Agi - 30 września 2006, 14:32

Nie pytałam ich czy będą, bo nie planowałam wyjazdu.
Godrik - 30 września 2006, 23:57

Najlepiej Jabol. Ktos u nas w szkole pije na lekcjach jabole, ktoś u nas na lekcjach pije jabole, ktoś... itd.
asiontko - 16 października 2006, 18:49

ja wlasnie robie winko z winogron. wlasnych, ciemnych, z ogrodu. chociaz nie bardzo wiem, jak. podobno tu sa specjalisci? :wink:
moze cos doradza?

dareko - 17 października 2006, 14:46

Doradzam: po zrobieniu przedestylowac i przywiezc na jakas impreze! :mrgreen:
Kruk Siwy - 17 października 2006, 14:52

asiontko, nie słuchaj go! On tylko by ksiązki by czytał, a niektórzy przecież i miesięczniki lubią.
dareko - 17 października 2006, 14:55

Eeeee tam :mrgreen: Dobre wino to winiak :mrgreen:
Godzilla - 17 października 2006, 15:00

Kruku, ależ to była propozycja solidnej, treściwej broszury informacyjnej, a nie książki! Destylacja? Zapewne do 96%? :mrgreen:
hjeniu - 17 października 2006, 15:36

Co najmniej :mrgreen:
asiontko - 17 października 2006, 18:49

hjeniu, odessij sie od mojego winka :!:
liczylam na fachowe porady a nie marzenia alkoholika :wink:

dareko - 17 października 2006, 19:48

asiontko, nie to nie :P Jak kamboje, bedziemy pic swoje :P
Tomcich - 17 października 2006, 20:18

"Tyle mi zostało, co mi nakapało,
jak przyjdzie policja, będzie prohibicja"



:mrgreen:

dareko - 17 października 2006, 20:44

:mrgreen:
Janus - 20 października 2006, 18:46

Mój faworyt - czyściocha o temperaturze pierwszego zimowego śniegu, przegryzana dobrze, dużo i tłusto. Tak można przez całą noc.

Później następuje whisky, Jack Daniels no.7 moim przyjacielem, lecz prym wiedzie pewna szkocka.

W dalszym szeregu idą wina reńskie, chilijskie i południowoafrykańskie.

Piwo to szara codzienność, kiedyś Lech, po wynikach wyborów prezydenckich na znak protestu Harnaś.

Poniżej znajdują się kolorki, smaczki i patyczki, oraz woda kolońska którą zdarzyło mi się pić raz z pewnym panem świerzo po wczasach w ośrodku przy Montelupich i czego NIGDY nie powtórze.

Pozdrawiam,
Janus.

Rafał - 22 października 2006, 05:54

Aktualnie trzecie piwo :mrgreen:
elam - 22 października 2006, 10:05

Rafal, o 6tej rano????
czlowieku, a co zona na to? :mrgreen:

Agi - 22 października 2006, 11:46

Dostałam od znajomej owoce pigwy i produkuję z niej nalewkę. Pić ją będzie można w przyszłym roku, ale nie szkodzi, na dobre warto poczekać.
Kruk Siwy - 22 października 2006, 23:24

Agi55, dobrze zrobiona pigwówka to jedna z najepszych nalewek jakie piłem. Nie żałuj spirytusu. I warto poczekać nawet pełny rok... naprawdę mniam!
Agi - 23 października 2006, 06:13

Dzięki Kruku Siwy wykażę hojność (spirytus) i cierpliwość (oczekiwanie na efekt)
mawete - 23 października 2006, 11:12

hojność to lepiej wykaż przez poczęstunek :D
Kruk Siwy - 23 października 2006, 11:47

Dla pigwówki w towarzystwie Agi55, warto wsiąść w pocięg i przybyć do Wielkopolski. Jakby co to już dwóch chętnych widzę...
hjeniu - 23 października 2006, 12:00

Ja mam nawet niedaleko a dla pigwówki mógłbym nawet na drugi koniec Polski :D
Agi - 23 października 2006, 12:02

Panowie trzymam za słowo :D Jak pigwówka dojrzeje dam hasło i będę oczekiwać stosownego odzewu.
Kruk Siwy - 23 października 2006, 12:06

Agi55, powiedziała. Dyskusja zakończona. Czekamy.
hjeniu - 23 października 2006, 12:27

Czyli za rok mamy Agicon :D
Agi - 23 października 2006, 12:32

Może być :mrgreen:
Kruk Siwy - 23 października 2006, 12:54

Agi55, szanowna damo trzymamy za słowo!
mawete - 23 października 2006, 13:37

Mam nadzieję że przynajmniej baniak 25 l. robisz.... bo o kilka butelek to się pobijemy.... :mrgreen:

//edit: i Kruk znowu będzie musiał ceremonię wymyślać :D (już nie mówię że sam pigwówkę wypije... :mrgreen: )

GAndrel - 24 października 2006, 17:15

Smorodinówka została zabutelkowana. :) Na tym etapie produkcji wygląda i smakuje cudnie. ;) Jeszcze tylko kilk amiesięcy i będzie gotowa.
gorat - 16 grudnia 2006, 17:19

Zna ktoś w Warszawie miejsce, gdzie można dostać piwa zagraniczne, np. angielskie? I prosiłbym też o jakieś wskazówki, które warto - zwierzę jestem, nie orientuję się, co ludzie piją.
Kruk Siwy - 16 grudnia 2006, 17:27

W każdym hipermarkecie jest dział z piwem. I są tam "wynalazki" angielskie, irlandzie, amerykańskie itd. Piwo to rzecz gustu. nureczka pije guinnesa, ja do gęby nie wezmę ale za to kilkeny - mniam! Ciężko doradzić...
gorat - 16 grudnia 2006, 17:30

(Rzut okiem na stronę) A jak ktoś pija Złotego Bażanta? Możecie już dookreślić?
Ziemniak - 16 grudnia 2006, 17:34

KOżystając z okazji i dużego grona f(l)achowców na forum chciałem się dopytać w jakiej postaci pije się śliwowicę (czystą, mieszaną ajeżeli mieszaną to z czym) żeby nie sprofanować szlachetnego trunku :D
Piech - 16 grudnia 2006, 17:47

Co do piwa: angielskie piwo, to rzeczywiście kwestia gustu. Letnia brązowa lura, którą Anglicy nazywają bitter (rzeczownik), to to co uchodzi tam za prawdziwe piwo. W Anglii można też zamówić lager, czyli piwo w stylu kontynentalnym - jasne, z pianą i schłodzone. Ale to wg Anglików nie jest piwo, tylko właśnie lager. Guiness chyba jest irlandzki.

Śliwowica: to to można mieszać?

Kruk Siwy - 16 grudnia 2006, 17:49

Złoty Bażant? To chyba czeski lager? Znaczy piwo jasne? Pytam bo pamięć już nie ta...

Ziemniak, prawdziwą, dobrej klasy śliwowicę pije się czystą trochę schłodzoną - trochę żeby aromatu nie zabić. Mieszać można, ale po co? Do robienia drinków - ok ale łatwiej stworzyć coś na bazie whisky lub whiskey albo rumu, czy ginu.
Jeżeli chcesz koniecznie zrobić drinka to proponuję: 1/3 objętości śliwowicy, 1/3 wermutu wytrawnego 1/3 gazowanej wody mineralnej. Kostka lodu - przybranie - kawałek śliwki na szpadce.
Może się nazywać na Twoją cześć : Old Potato hihihi

Fidel-F2 - 16 grudnia 2006, 17:50

naturalnie że czystą

Kruku guinnes kicha straszna ale ponoć można się przezwyczaić
kilkeny piłem w Polsce i mi smakowało, nawet bardzo, jak pojechałem do Irlandii to z miejsca kupiłem kilka puszek i... bleee straszny sikacz to był. Na eksport lepsze dają? :D

Kruk Siwy - 16 grudnia 2006, 17:56

W Polsce to ja pijam kilkeny z beczki, piwo zawsze wtedy lepiej smakuje. A może mają różne gatunki tego piwa? Taki piwożłop znawca przyznaję (ze wstydem) żeby to wiedzieć to ja nie jestem.
Adashi - 17 grudnia 2006, 00:16

Złoty Bażant to najlepsze słowackie (a nie czeskie) piwo. A kupić światowe wynalazki (polecam Kirin Ichiban Made in Japan) można w każdym porządniejszym markecie.
Kruk Siwy - 17 grudnia 2006, 01:02

Adashi, piłem to piwo gdy Czechy i Słowacja były jednym państwem.
Jeżeli ktoś lubi klasyczne jasne piwa to polecam coś z niemieckich produkcji.

Adashi - 17 grudnia 2006, 10:16

A to chyba, że tak. W sumie gdzieś czytałem, że po separacji na 2 oddzielne państwa doszło też do kłótni, kto może produkować oryginalną, jedynie słuszną śliwowicę.
Fidel-F2 - 17 grudnia 2006, 10:24

polecam Zwierzyniec, lokalne piwko ze Zwierzyńca w zamojskiem
niestety to dostępne w supermarketach produkowane jest w Lublinie - Browary Lubelskie jakiś czas temu kupiły Browar Zwierzyniecki - i nie jest niestety robione na specyficznej wodzie ze Zwierzyńca. To oryginalne często nawet trudno kupić w samym Zwierzyńcu :shock:

gorat - 17 grudnia 2006, 20:07

Prosiłbym jednak o konkretne nazwy - zwierzę nie rozróżniać, zwierzę kupować.
Fidel-F2 - 18 grudnia 2006, 11:38

Piwo nazyw się Zwierzyniec, o ile to do mnie było.
mawete - 19 grudnia 2006, 08:44

Śliwowica - czysta
Zwierzyniec - dobre :D :bravo
Perła Mocna - mniam.

Padre - 19 grudnia 2006, 08:56

czrny , złoty i srebrny smok to jet to piwko wyśmnienite.
a z regjonalnych to browar Jagiełlo polecam prosto z chełma lubelskiego mały nikomu nie wadzi a p[iwo wyśmienit warzą

Rafał - 19 grudnia 2006, 09:13

Nie wiedzieć czemu smak mi się popsuł, to znaczy wyrobił. Nie trawię innej wódy niż Finlandia, a z piw to każde byle Żywiec. Za to zaczeły smakować mi wina. Chyba się starzeję, wzorem pewnej forumowiczki :wink: :lol:
mawete - 19 grudnia 2006, 09:17

Wino to sok ze "zgnitych" winogron... :mrgreen:
Rafał - 19 grudnia 2006, 09:41

Zaczęło się jeszcze na koloniach, w pierwszy dzień nalewało się kompot do słoików i stawiało pod łóżkiem, a już po tygodniu można było się nim uwalić. Chyba dziadzieję :shock: Teraz kompot pijam do obiadu zamiast zrobić z nim coś pożytecznego.
mawete - 19 grudnia 2006, 10:34

Rafał: starość... :mrgreen: Może bloga założysz? :twisted: :mrgreen:
Rafał - 19 grudnia 2006, 10:40

:twisted: :mrgreen:
Agi - 6 lutego 2007, 21:50

Moja pigwowka dojrzała do zlania z gąsiorka do butelek. Poświęciłam chwilkę temu obowiązkowi, a teraz delektuję się próbką :D Moc, owszem ma, jakieś 60%, ale musi jeszcze trochę dojrzeć.
Tomcich - 6 lutego 2007, 21:52

Nam się nie spieszy, poczekamy. Może do Pyrkonu dojrzeje. :wink:
Agi - 6 lutego 2007, 22:16

Nalewka może dojrzeje, ale ja jeszcze nie dojrzałam do wzięcia udziału :wink:
Lu - 6 lutego 2007, 23:36

Agi55 napisał/a:
Nalewka może dojrzeje, ale ja jeszcze nie dojrzałam do wzięcia udziału :wink:

To może przyprowadzisz chociaż te pigwówkę ? ;)

Fidel-F2 - 19 lutego 2007, 19:14

najlepszy drink z limonką to:?
hijo - 19 lutego 2007, 21:02

carpirosca :mrgreen:
NURS - 19 lutego 2007, 21:14

o, to ponoć dobre.
Niedawno dojechałem na imprezę, spóźniony z deczka. Koledzy mówia, pijemy bonda, no i pani przyniosła mi szklankę. Nawet nie najgorsze było. Potem okazało się, że to 150 gr wódy i 50 martini ;-)

hijo - 19 lutego 2007, 21:16

NURS napisał/a:
o, to ponoć dobre.
najlepsze robią w katowickim Źródle :mrgreen:
NURS - 19 lutego 2007, 21:20

Dzieki za cynk. Teraz troche miedzi :-)
A gdzie to żródełko bije?

hijo - 19 lutego 2007, 21:22

Katowice na samym końcu ul Sobieskiego - fajne miejsce na jakiś Katowicki odpowiednik Pszczykonu :mrgreen:
NURS - 19 lutego 2007, 21:24

Hm, kiedys miałem biuro na sobieskiego :-)
joe_cool - 27 kwietnia 2007, 17:16

trochę ten wątek kurzem zarósł, no to przetrę szmatą barmana <przeciera>

naszła mnie dziś refleksja, że mamy w narodzie taką piękną tradycję powiedzonek pijackich typu "no to siup!", "chluśniem, bo uśniem", "zdrowie na budowie", itepe. piękna to tradycja i niepowtarzalna, przynajmniej nie przypominam sobie jakoś zagranicznych odpowiedników. a wy?
nawet kiedyś widziałam w empiku taką małą książeczkę, w której owe powiedzonka były zebrane, przez samego pilcha chyba...
i jak tu się zdecydować na opuszczenie kraju? :roll:

Słowik - 27 kwietnia 2007, 20:09

My, na Melmak, mówimy: najpierw kicie, potem picie!
Lump Kałmuk - 27 kwietnia 2007, 22:06

No chyba,że zagryzamy kocurkiem kiszonym, to wtedy na odwrót :wink:
savikol - 27 kwietnia 2007, 22:32

Przyznaję, że jestem starym pijakiem, ale właściwie nigdy nie wygłaszałem toastów. Wydaje mi się, że to nieco archaiczna tradycja (extradycja).
W chwili obecnej tankuję własną nalewkę (staropolska chlebowa), która ma już prawie rok i akuratnie doskonale nadaje się do picia.
Przedwczoraj nastawiłem balon wina ryżowego. Taki experyment. Dziś me oko i ucho cieszy nieomal rytmiczny bulgot z rurki fermentacyjnej. Jeszcze pół roku i będę delektował się 15 % winkiem. Czekam cierpliwie.

joe_cool - 28 kwietnia 2007, 09:52

ooo, też bym zrobiła jakąś naleweczkę :D tylko nie wiem, jaki spirytus kupić :?

pić bez toastów można piwo albo wino, w tym wypadku nawet te ciągłe toasty mogą denerwować. ale wódeczkę to tylko z toastami, które z każdym kieliszeczkiem są zabawniejsze :mrgreen:

mBiko - 28 kwietnia 2007, 22:04

Jak jesteśmy przy nalewkach, to zeszłej jesieni zrobiłem wiśniową i malinową, w tym roku do zestawu dorzucę miodową i może jeszcze jakąś ( np. figową ).

joe_cool spirytusik najwydestylowaniuchniejszy oczywiście :mrgreen: .

savikol - 30 kwietnia 2007, 08:43

Cytat:
ooo, też bym zrobiła jakąś naleweczkę tylko nie wiem, jaki spirytus kupić


Moim zdaniem taki spirytus musi spełniać tylko jeden warunek – musi pochodzić z pewnego źródła, to znaczy ma być w miarę czystym alkoholem etylowym. Lepiej nie kupować od Ruskich na stadionie, itp. Poza tym jego jakość nie ma znaczenia, i tak aromaty z owoców całkowicie usuną nieprzyjemne zapachy (dobrze zrobiona nalewka nie ma prawa śmierdzieć wódą!).
Jeszcze jedna uwaga.
Nigdy nie zalewamy owoców czystym spirytem – zamyka pory i nie ekstrahuje cennych składników. Przypominam, że do nalewek najczęściej używamy roztworów 70%. Bardzo łatwo go zrobić bez skomplikowanych obliczeń. Wystarczy zmieszać ze sobą jedną część spirytusu z jedną częścią zwykłej, czystej wódki. I gotowe.
Trafiają się też przepisy na lekkie nalewki robione na wódce. Też można spróbować.

mawete - 30 kwietnia 2007, 08:55

Mi kolega własnie ostatnio przywiózł Haryłke Domasznoj Raboty... niebo w gębie... :D
savikol - 30 kwietnia 2007, 08:57

Bimbrownictwo też mnie kusi, ale o tym sza...
;-)

Rafał - 30 kwietnia 2007, 09:32

Od kilku lat zbieram się do destylacji i zbieram i zbieram i kupa. Mam dostęp do tego i owego, ze stali kwasówki, z termometrami, manometrem, zaworem bezpieczeństwa, dwoma deflegmatorami, miedzianą chłodnicą istne cudo narodowej myśli racjonalizatorskiej, a tu zawsze coś po drodze nie wypali.

Ostatnio pijam jasny żywiec pół na pół z mocnym okocimiem. Pomysł Józka Oppenheimera, jego znak rozpoznawczy :wink: (Dla niegórali: Józio wespół z Zaruskim TOPR założyli)

mawete - 30 kwietnia 2007, 09:45

Pisz wiecej... pisz... :mrgreen: jeszcze troche popiszesz i 2 smutnych panów zapuka... puk... puk... :mrgreen:
Rafał - 30 kwietnia 2007, 09:52

Eksponat muzealny opisuję ;P: sokownik do wyciskania płynów z owoców i innych takich :wink: Zresztą lada chwila (ta lada chwila co prawda już kilka la się ciągnie) ma być dozwolone pędzenie na własny użytek - takie jest ponoć prawo unijne. Dziadek w spadku zostawił mi przepis na destylat z kaszy jaglanej, podobno najlepsza wódka na świecie.
gorbash - 30 kwietnia 2007, 09:52

to juz tylko krok do trocin :D
Kruk Siwy - 30 kwietnia 2007, 09:53

karbid lepszy.
Rafał - 30 kwietnia 2007, 10:11

A fuj.

I tutaj widać jak na dłoni, że szlachetna sztuka propinacji została skutecznie pogrzebana.

BTW, przypomniał mi się stały toast jednego z moich kolegów, taki w krukowym tonie:
Cytat:
No to CIACH, babę w piach (niech wierzy, że na plaży leży - dodawał jak pań nie było w pobliżu)

Kruk Siwy - 30 kwietnia 2007, 10:13

Karbid lepszy, ale niebezpieczny, niech no Ci się tylko odbije...

No to siup babę w grób, coby cicho leżała i pić nie przeszkadzała!

Rafał - 30 kwietnia 2007, 10:28

Karbid to jest symbol komuchowatego robolizmu stosowanego. Nam picie takich trunków nie przystoi, Kruku, w ramach naukowych doświadczeń i obserwacji reakcji własnego organizmu na różne substancje organiczne można ładować się karbidówą, ale chwalić się tym nie przystoi :roll: :wink:
Kruk Siwy - 30 kwietnia 2007, 10:39

Góffno a nie prawda jest.
Karbid to wynalezek sprzed komuchlandii. Kto nie spróbował karbidówki, brukiwi, kaszy jaglanej z cukrem i czarnego chleba tymże cukrem posypanego i polanego wodą ten nie wie jakimi rarytasami przodkowie nasi we wojnę i tuż po niej się raczyli...
Taa... bimber na karbidzie naprawdę zwala z nóg. Młodemu pokoleni nie polecam.


Nalewka na mrówkach przebija nawet bimberek z karbidu... odważni prosze na włąsne ryzyko testować!

Szara opończa - 30 kwietnia 2007, 10:41

czysta wodka, glownie maximus
browar - specjal i tyskie
wino czerwone wytawne, tak kwasne ze az policzki sciska

do tego wódzia z redbullem jako zapojka do czystej

czasem aquavit...

hijo - 30 kwietnia 2007, 11:33

wódki: zawsze kwadraciok,
wina chardonnay, shiraz, muskat (najlpeszy izraelski yarden) merlot
piwa coraz mniej przestaje mi smakować i zaczyna szkodzić :cry:

mawete - 30 kwietnia 2007, 12:16

Do dna :mrgreen:
aqulka - 30 kwietnia 2007, 12:23

ja jestem mocno-trunkowa, chociaz najczesciej pijam piwo.
Ale za dobry bimberek to wiele bym zrobiła...;))
taki "Mańka 60" na przykład...
co mi przypomniało, że w moim rodzinnym mieści bimber tradycyjnie nazywa się od wytwórcy - najcześciej kobiety;D - i tak w LO pijaliśmy "Made by Celyna", a teraz właśnie "Mańkę":))
A Mańkę to sama producenka nazwała - to sąsiadka mojej cioci - i kiedyś będąc u cioci pani Marysia namawiała moją siostrę, którą głowa bolałą - "Walnij Mańki 60 to od razu Ci przejdzie":D i tak zostało...

Szara opończa - 30 kwietnia 2007, 14:26

tfu! ale byka walnalem! jakie tyskie, bron Heimdalu! tatra oczywiscie!

a kiedys pytajac o moje ukochane piwo w jednym z kileckich sklepow uslyszalem od sprzedawcy: Pan nie pyta o to piwo tutaj. ja na to: ale czemu?, a sprzedawca - tak bedzie lepiej , niech Pan nie pyta..

spotkaliscie sie z czyms takim kiedys?

mawete - 30 kwietnia 2007, 14:41

Wyborową.
hijo - 30 kwietnia 2007, 14:55

Szara opończa, tyskie jedyne prawdziwe piwo :twisted: najlepiej książęce
Fidel-F2 - 30 kwietnia 2007, 21:25

Szara opończa napisał/a:
wino czerwone wytawne, tak kwasne ze az policzki sciska
:mrgreen:
joe_cool - 1 maja 2007, 18:03

jakie dzisiaj dobre biale wino pilam... mmmmm... o tym winie francuzi mowia, ze to najlepsze biale niefrancuskie wino :mrgreen:
merula - 1 maja 2007, 20:32

Po pierwsze robienie nalewek nie jest bimbrownictwem, to całkiem legalny interes.

Po drugie, mam mocno naciągnięte nastawy zeszłoroczne już i chyba najwyższy czas je uszlachetnić . Zwłaszcza, ze zaasy ostatnio cosik się kurczyć zaczęły.

A dziś piłam własnoręcznie wyżynane winko jabłkowo-pomarańczowe i całkiem zacne, lekki winko sie urodziło.

A tak w ogóle to ja nietrunkowa jestem :wink:

savikol - 2 maja 2007, 06:51

Cytat:
Po pierwsze robienie nalewek nie jest bimbrownictwem, to całkiem legalny interes.


Owszem, nikt nie twierdzi, że jest inaczej. Polskie prawo zezwala na domową produkcję win i nalewek, tylko nie wolno ich sprzedawać bez spełnienia pewnych formalności.
Natomiast surowo zabrania się, nawet na skromne, domowe potrzeby, pędzić bimber (grozi za to rok odsiadki i zniszczenie aparatury).

aqulka - 2 maja 2007, 08:54

Szara opończa napisał/a:
a kiedys pytajac o moje ukochane piwo w jednym z kileckich sklepow uslyszalem od sprzedawcy: Pan nie pyta o to piwo tutaj. ja na to: ale czemu?, a sprzedawca - tak bedzie lepiej , niech Pan nie pyta..

spotkaliscie sie z czyms takim kiedys?

Może mają kompleks niższości;)) Bo te górale niskopienne scyzoryki są bardzo honorne;)
Chociaz u mojej babci w sklepie (w świętokrzyyskim jak najbardziej) panuje pełna trunkowa tolerancja - piwo jakie chcesz i reszta zreszta też;))
Chociaż pija się tam głównie Tyskie:)

Duke - 2 maja 2007, 10:04

Ja się ostanio przerzuciłem na Broka. Tu zapewne naraze się na małą wendettę, ale za namową mawete nabyłem ostnio Perłę (jasną i ciemną) i się mocno roczarowałem. Już Kolejorz jest lepszy.
Miria - 3 maja 2007, 20:23

A ja ostatnio spróbowałam porterówki i umarłam z zachwytu. Ktoś robił, ma wypróbowany przepis?
hjeniu - 3 maja 2007, 21:06

Znajoma robi, mogę podpytać. Tyle, że czasem wychodzi jej genialna a czasem taka sobie i nikt nie wie dlaczego :mrgreen:
Miria - 3 maja 2007, 21:37

Podpytaj, proszę. :)
hjeniu - 3 maja 2007, 21:49

Jutro dam znać co mi wyszło z wywiadu (no chyba, że wyjechała gdzieś na NWNE :mrgreen: )
mawete - 4 maja 2007, 07:12

Duke napisał/a:
Ja się ostanio przerzuciłem na Broka. Tu zapewne naraze się na małą wendettę, ale za namową mawete nabyłem ostnio Perłę (jasną i ciemną) i się mocno roczarowałem. Już Kolejorz jest lepszy.

Nie wiesz co dobre :mrgreen:

hjeniu - 4 maja 2007, 07:22

Składniki i sposób przygotowania a'la Asia:
- 1 porter;
- 1 cukier waniliowy;
- niepełna szklanka cukru;
podgrzewać (i tu są dwie wersje: 1. zagotować, 2. nie zagotować - obie się nadają do picia), zdjąć z ognia, dolać szklankę spirytusu (albo więcej jak ktoś lubi :mrgreen: ), jeszcze chwilkę pogotować na leciutkim ogniu żeby się dokładnie wybełtało, ostudzić, wlać do butelek, odstawić na czas jakiś i pić :D

Przepis można traktować dosyć dowolnie i dopasowywać ilości do swojego gustu.

Miria - 4 maja 2007, 12:00

Dzięki, wypróbuję z pewnością. :D
savikol - 4 maja 2007, 12:10

Hej, ja też kiedyś robiłem porterówkę. Trochę inaczej niż pisze hjeniu. Niestety nie pamiętam dokładnie proporcji, ale to było jakoś tak:
Do spirytusu o stężeniu 50-60 % dodałem laskę wanilii i zostawiłem na jakieś 3 tygodnie. Usunąłem wanilię. Wyszedł z tego ekstrakt waniliowy. Do gara wlałem kilka butelek portera i to zagrzałem. Mieszałem, aż piwo się porządnie odgazowało. Do gorącego piwa sypałem cukier (proponuję dodawać do smaku). Powstał z tego syrop cukrowy o smaku portera. Całość pozostawiłem do wystygnięcia, a potem wlałem spirytus. Zamieszałem, przelałem do butli ze szczelnym zamknięciem. Zostawiłem na kilka tygodni, aby się porządnie przegryzło.
Wyszedł z tego napój alkoholowy o smaku kawy z wanilią, całkiem dobre. Uwaga na ilość wanilii, łatwo przesadzić i mogą wyjść perfumy. Laskę można zastąpić cukrem waniliowym i nie trzeba czekać, ale według fachowców to nie to samo.

A robiliście kiedyś kukułkówkę?

hjeniu - 4 maja 2007, 12:10

Pamiętaj o zdjęciu z ognia przed wlaniem spirytusu (chyba, że chcesz zrobić sobie remont kuchni po pożarze :twisted: )
merula - 4 maja 2007, 20:44

kukułkówka w wersji prostej stoi u mnie w barku, już jakiś czas.

Za to wyżłopali mi ostatnio cytrynówkę, pomarańczówkę i wszytkie wódki na myszach.
Czas ponowić produkcje. A porterówka sympatycznie brzmi.

savikol - 5 maja 2007, 07:48

A myślałem, że was czymś zaskoczę :-)
Z własnych, moim zdaniem ciekawych, eksperymentów, to otrzymałem kiedyś bananówkę (którą nazwałem Tak bym chciała damą być...), pomarańczówko-grejpfrutówkę, pieprzówko-paprykówkę i jabłkówko-pigwówkę.
Dwa lata temu, na konkursie nalewek (w jury zasiadali Binkot z Makłowiczem) wygrała nalewka czosnkowa (!).
Układanie nalewek to świetna sprawa. Można kobinować ze sobą wszystkie możliwe owoce i zioła, otrzymując czasem zaskakujące rezultaty. Było by extra gdyby spiryt nie był tak drogi.

merula - 6 maja 2007, 00:26

czosnkówkę sporządziłam na zamówienie męża, podobno na choróbska dobra, ale mnie przez gardło nie przechodzi. A z ceną spirytusu to niestety prawda.
Kruk Siwy - 14 maja 2007, 15:06

Właśnie degustuję rakiję, świeżo przybyła z Sarajewa. Daje w dekiel!
gorim1 - 14 maja 2007, 16:20

ja sobie sączę ballantinesa lubię tę whiskey
Rafał - 14 maja 2007, 16:58

Ja już nic nie piję, ciiicho! Muchy, tupią :?
gorim1 - 15 maja 2007, 11:18

rafał zabij kaczora co cię męczył :mrgreen:
Khorne_S - 15 maja 2007, 14:55

MLEKO Z MIODEM PITNYYYYYYYYYYYYYM !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Mniam i miaoooow :mrgreen:

mawete - 15 maja 2007, 16:07

Khorne_S napisał/a:
MLEKO Z MIODEM PITNYYYYYYYYYYYYYM !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Mniam i miaoooow :mrgreen:

Kropla mleka do wiadra miodu? :D Lubię takie drinki :mrgreen: :bravo

Agi - 15 maja 2007, 17:09

Wczoraj piłam ukraińską wódkę na miodzie z papryką. Produkowana pod marką Nemiroff. Szef z delegacji przywiózł, a że nie sknerus, to poczęstował. Całkiem nieźle smakowała.
hijo - 15 maja 2007, 18:47

Agi55, mam flaszkę tego w domu, czeka na otwarcie i okazję do wypicia :) ktoś reflektuje?

Edit: jedna literka a tyle znaczy

Agi - 15 maja 2007, 18:49

hijo, w domu to ja pigwówkę mam. Ukraińską zostałam tylko poczęstowana, a nie obdarowana :(
Kaxi - 15 maja 2007, 18:55

Ja miałem okazję pić słowacki absynt - z tego co się orientuję nie bardzo legalnie sprowadzony do Polski :twisted: Ale mi nie podeszło - wygląda to, pachnie i smakuje jak płyn Ludwik :mrgreen: Piłem rozcieńczony z wodą i słodozny cukrem (tak mnie pouczono, że tak sie to pije), ale co twradsi pili sam - potem dostawali niezłeog kopa :lol:
lokje - 15 maja 2007, 21:13

Kaxi napisał/a:
Ja miałem okazję pić słowacki absynt - z tego co się orientuję nie bardzo legalnie sprowadzony do Polski :twisted:

Nie ma chyba zakazu sprowadzania do nas, w zeszłym roku wwoziłam bez problemu... Ale nie wiedziałam, że Słowacy też produkują, długo tylko Czesi mogli.
Cytat:
Piłem rozcieńczony z wodą i słodozny cukrem (tak mnie pouczono, że tak sie to pije)

Błagam, nie mów, że słodziliście tak jak herbatę :P

mawete - 15 maja 2007, 21:38

Agi55 napisał/a:
hijo, w domu to ja pigwówkę mam.

Jesteś pewna, że masz? :twisted: Coś kilku osobom kiedyś obiecałaś... :mrgreen:

Miria - 15 maja 2007, 21:40

mawete napisał/a:
Jesteś pewna, że masz? Coś kilku osobom kiedyś obiecałaś...


Poczekamy do FLIPA. :twisted:

Kaxi - 15 maja 2007, 21:51

lokje napisał/a:
Kaxi napisał/a:
Ja miałem okazję pić słowacki absynt - z tego co się orientuję nie bardzo legalnie sprowadzony do Polski :twisted:

Nie ma chyba zakazu sprowadzania do nas, w zeszłym roku wwoziłam bez problemu... Ale nie wiedziałam, że Słowacy też produkują, długo tylko Czesi mogli.
Cytat:
Piłem rozcieńczony z wodą i słodozny cukrem (tak mnie pouczono, że tak sie to pije)

Błagam, nie mów, że słodziliście tak jak herbatę :P



Szczerze mowiac ja sie nie orientuję, mówię tylko to co pamietam z tego co mowila właścicielka napoju 8) Więc mogę mylić. Ale w każdym razie to była jakaś grubsza akcja :wink:

Nie wiem co masz na myśli pisząc 'tak jak herbatę', ale jelsi chodiz Ci o to ze cukrem to tak ;P: Powiesz szczerze, ze mi to w ogole nie smakowalo - ja moze jednak zostane przy porządnych piwach :roll: We Wrocławiu mozna mnie najczescie spotkac na placu Solnym w John Bullu :P

Agi - 15 maja 2007, 21:59

mawete napisał/a:
Agi55 napisał/a:
hijo, w domu to ja pigwówkę mam.

Jesteś pewna, że masz? :twisted: Coś kilku osobom kiedyś obiecałaś... :mrgreen:

Na razie nikt z zaproszenia nie sorzystał...

Rafał - 16 maja 2007, 08:12

Agi55, Nemiroff to przedwojenna polska marka wódki produkowanej we Lwowie - musi być dobra. Robią ją w kilku wersjach smakowych, ta z papryczką i miodem chyba najlepsza, choć nie każdemu (czyt.każdej :wink: ) podchodzi.
Agi - 16 maja 2007, 08:15

Rafał, mi akurat smakowała. Marka Nemiroff jest na Ukrainie bardzo ceniona również teraz.
Kruk Siwy - 16 maja 2007, 08:16

Mam jeszcze trochę tego specjału (papryka i miód) i sam go jak jakiś ankoholik pijam, nikomu to jakoś nie podchodzi...
savikol - 16 maja 2007, 09:40

Mi też nie podchodzi. Kupiłem miodówkę Nemiroffa w Auchanie, czyli podróbą nie była, a i tak się potwornie naciąłem. Śmierdziała ohydną, tania wódą, w smaku ostro jechała ledwie przegryzionym spirytem. Ewidentnie wyczułem w błędy technologiczne ;-) Alkohol był niedokładnie rektyfikowany, łatwo można było wywąchać smród fuzli i wyższych alkoholi. Nieprzyjemny efekt w ustach to też efekt fatalnie przeprowadzanego procesu „zestawienia”, czyli zmieszania spirytusu z wodą.
Zmęczyłem jakoś tego flakona, bo szkoda było wylać do zlewu. I to był błąd. Za każdym razem łeb mnie po tym cholerstwie bolał jak diabli.

Może po prostu trafiłem na kiepską serię, każdemu się zdarza, nawet Smirnoff ma złe dni. Mimo to więcej tego nie kupię. Tfu, paskudztwo!

Rafał - 16 maja 2007, 10:02

A bo trzeba kupować we Lwowie ;P:
Kruk Siwy - 16 maja 2007, 10:05

I ja właśnie taką - kupioną u batiarów piję. Dobra jest, choć specyficzna. No i zazwyczaj drogi savikolu, nie walisz tej wódeczki po 3/4 na raz. To nie czyściocha!
Agi - 16 maja 2007, 10:18

savikol, ze zdziwieniem czytam Twoją negatywną opinię na temat miodowej paprykówki. Ta, którą piłam nie wykazywała takich wad, ale została przywieziona wprost ze źródła.
Kruk Siwy, ma rację, tego typu alkoholem można się jedynie podelektować. W większych ilościach bywa zabójczy. Największego kaca w życiu miałam po wiśniówce, a tak dobrze się piło.

savikol - 16 maja 2007, 10:25

Ha! Wszyscy zadowoleni nabyli ta wódeczkę u źródła, a nie w hipermarkecie. Być może tu jest wampir pogrzebany!
Kruku, ten napój był tak ohydny, że byłem w stanie zmęczyć jedynie 1/4 litra na raz. Faktem jest, że jak wódzia smakuje, nie jestem w stanie się delektować jednym, czy dwoma kieliszkami i trąbię bez opamiętania.

Adanedhel - 24 czerwca 2007, 15:16

Najlepsze piwa świata.

Taka ciekawostka, a miła :D Ciekawe ile z pierwszej 50 znacie (znaczy próbowaliście) :D Możecie też sobie poszukać polskich piw.

gorat - 24 czerwca 2007, 15:35

Czy ja dobrze rozumiem, że to głosowanie można łatwo ustawić? Ta kolumna "count"...
I czemu miła? :twisted:

Adanedhel - 24 czerwca 2007, 15:38

gorat napisał/a:
I czemu miła? :twisted:


Piwa same w sobie są miłe :D

ocset - 24 czerwca 2007, 17:16

Alkohol jest bardzo pożyteczną używką pod warunkiem, że potrafi się zachować umiar.
elam - 24 czerwca 2007, 20:29

jeeeeej odkryto Ameryke :mrgreen:
gorbash - 24 czerwca 2007, 20:41

Parafrazujac:
alkohol pity z umiarem nie szkodzi nawet w najwiekszych ilosciach :D

Pako - 24 czerwca 2007, 22:19

Masz trochę umiaru na zbyciu w takim razie?
Poza tym ta strona jest nie fair... w polskich piwach pierwsze miejsca zajmują.... miody pitne. Ja wiem, że one mniam i w ogole, ale to nie piwo przeca. Co robi na liście najlepszych piw?

Rafał - 25 czerwca 2007, 06:25

co za bzdura, w kategorii klasyczny niemiecki pilsner w Polsce mamy:
Cytat:
Apis Póltorak Jadwiga Spółdzielnia Pszczelarska Apis 216 4.11

2 Apis Dwójniak Kurpiowski Spółdzielnia Pszczelarska Apis 47 3.84

3 Zywiec Porter Bracki Browar Zamkowy (Zywiec Heineken) 333 3.83

4 Lednicki Miód Nectar Polska (TiM S.A) 18 3.68

5 Apis Trójniak Bernardyński Spółdzielnia Pszczelarska Apis 19 3.6

6 Okocim Porter Carlsberg Polska SA 298 3.6

7 Lodzkie Porter Browary Lodzkie S.A. 36 3.59

8 Smocza Glowa Amber Ale Browar Stary Krakow 10 3.56

9 Kasztelanski Miód Trójniak TiM S.A 49 3.54

10 Staropolskie Mocne Ciemne Browar Staropolski

Adanedhel - 25 czerwca 2007, 08:15

No to głosuj, żeby zmienić tą klasyfikację :D
mawete - 25 czerwca 2007, 12:53

ocset napisał/a:
Alkohol jest bardzo pożyteczną używką pod warunkiem, że potrafi się zachować umiar.


No tu kolega przesadził :mrgreen:

hjeniu - 25 czerwca 2007, 18:33

W ogóle te rankingi do d... wypowiadają się głównie Amerykanie i Anglicy - co oni mogą o piwie wiedzieć.
Ziuta - 27 czerwca 2007, 12:20

American beer is like having sex in the canoe: f*cking close to water.
joe_cool - 27 czerwca 2007, 15:51

a ja od Nidzicy nie tknęłam nawet kropelki alkoholu... co się ze mną dzieje, czy jest na sali doktor??? :shock:
hjeniu - 27 czerwca 2007, 18:04

joe_cool, spokojnie - to się leczy :mrgreen:
joe_cool - 27 czerwca 2007, 19:12

chyba sobie 'szczelę' w ramach terapii campari albo bailey'sa ;P:
hjeniu - 27 czerwca 2007, 20:09

No! Od razu objawy powrotu do zdrowia się pojawiają :mrgreen:
Adanedhel - 27 czerwca 2007, 20:17

Wystarczyło powiedzieć, że to uleczalne :mrgreen:
joe_cool - 27 czerwca 2007, 22:38

żeby kuracja była na pewno skuteczna, zaaplikowałam sobie oba trunki :D
Adashi - 16 lipca 2007, 10:28

Wakacje nad morzem - piwko rzecz jasna jest obowiązkowe. Ale tak zwane Pomorze Środkowe jest nastawione w dużym stopniu na turystów z Pyrlandii, więc co knajpa to Lech i Tyskie, tak, że jak się już w poprzednich latach spróbowało piwa tubylców w stylu: Brok, Sambor, czy Bosman to należy poszukać czegoś innego...
W tym roku:
Noteckie Jasne Pełne - browar Czarnków
Eire Irlandzkie Ciemne - browar Czarnków
Irlandzkie Mocne - browar Krajan - Trzeciewnica, Nakło nad Notecią

:mrgreen:

Kruk Siwy - 16 lipca 2007, 10:29

Adashi napisał/a:
Wakacje nad morzem - piwko rzecz jasna jest obowiązkowe. Ale tak zwane Pomorze Środkowe jest nastawione w dużym stopniu na turystów z Pyrlandii, więc co knajpa to Lech i Tyskie, tak, że jak się już w poprzednich latach spróbowało piwa tubylców w stylu: Brok, Sambor, czy Bosman to należy poszukać czegoś innego...
W tym roku:
Noteckie Jasne Pełne - browar Czarnków
Eire Irlandzkie Ciemne - browar Czarnków
Irlandzkie Mocne - browar Krajan - Trzeciewnica, Nakło nad Notecią

:mrgreen:



To Eire brzmi nieźle, piłeś?
I w ogle opowiedz o wrażeniach.
Hm, bo przecież nie polecasz w ciemno?

Adashi - 16 lipca 2007, 10:37

Wujku Kruku, polecam wszystkie trzy. Piłem wszystkie i jak najbardziej polecam.

Eire naprawdę świetne, mocne, super barwa i smak. Krajan też dobry, słabszy nieco, ale w smaku oki. Noteckie zaś bursztynowe :)

Kruk Siwy - 16 lipca 2007, 10:39

Tak mi mów! Tylko, gdzie ja to kurczę dostanę... Znaczy poza Pomorzem.
Agi - 16 lipca 2007, 10:40

Piwo Noteckie ma wieloletnią tradycję i naprawdę dobrą jakość. Najlepsze jest Noteckie niepasteryzowane. Czarnków leży o dwa rzuty kuflem ode mnie, stąd wiem.
Kruk Siwy - 16 lipca 2007, 10:41

Agi55, hm, hm wiesz, że Cię lubię...
Adashi - 16 lipca 2007, 10:45

Jak to mówią, Czarnków leży w połowie drogi między Poznaniem a Wałczem :)

Agi55, Chodzież? Dobrze kojarze, prawda? Szpiegi Szoguna są niezastąpione, po prostu. W każdym razie przejeżdżaliśmy przez Chodzież, rzecz jasna :)

savikol - 16 lipca 2007, 10:47

Zdaje się, że piwa, które fajnie smakują pochodzą tylko z małych, lokalnych browarów. Duże firmy, które zostały wykupione przez wielkie korporacje dostosowały technologie do masowej produkcji i produkują w ogromnych ilościach wodniste szczyny. No niech ktoś z ręka na sercu powie, że taki np. Żywiec, Harnaś, Lech czy inna Warka dobrze smakuje i że faktycznie czymś się te piwa różnią, prócz nazwy rzecz jasna.
Za to takie browarni jak wspomniany Czarnków, Sierpc, Lwówek Śląski, hmmm. Niebo w gębie i smak prawdziwego piwa…

Jest jeszcze wrocławski Spiż i warszawska Browarmia królewska, ale to zupełnie inna bajka.

Agi - 16 lipca 2007, 10:48

Kruku Siwy, ja też Cię lubię, a zaproszenie jest aktualne.
Adashi, dobrze kojarzysz, na mapie forumowiczów jest mój proporczyk.
Do Czarnkowa mam 30 km. Noteckie można u nas kupić.

Adashi - 16 lipca 2007, 10:52

A teraz usiądę do butelki Krajana i może opowiem Wam o Zamku Templariuszy, na który natknęliśmy się po drodze :mrgreen:
Rafał - 16 lipca 2007, 11:02

Nie no, savikolu, dobry Żywiec nie jest zły, zdarza się, że wareckiego stronga z kufla zapijam butelkowanym żywcem, nie, Żywiec to nie jest szczyna :)
Kruk Siwy - 16 lipca 2007, 11:13

Aczkolwiek po trzecim piwie odróżnić Żywca od Lecha i Tyskiego dość trudno. Warka to inna sprawa - jest dość specyficzna. Piję jak innego nie ma...
Rafał - 16 lipca 2007, 11:17

Iiii tam, po trzecim, a w szczegóności czwartym i piątym piwie oczekiwania co do jakości spożywanych płynów drastycznie spadają :mrgreen:
Kruk Siwy - 16 lipca 2007, 11:19

Nawet nie chodziło mi o jakość, tylko o to że piwa z wielkich browarów tak naprawdę są bardzo podobne.
Ach... niegdysiejszy Belfast...

Martva - 20 lipca 2007, 13:56

Piję właśnie sok jabłkowo-burakowy, czyli barszczyk z Hortexu. Był to jedyny sok kartonowy, jaki się ostał w domu. I powiem Wam, że z duuużą ilością lodu całkiem nieźle gasi pragnienie i smakuje też nie najgorzej - chociaż plasterek cytryny by się przydał :)
savikol - 23 lipca 2007, 13:46

Taka ciekawostka. Zrobiłem wino ryżowo-rodzynkowe. Wczoraj dokonałem drugiego, przepraszam za wyrażenie, obciągu i butelkowania. Cały proces produkcyjny trwał trochę ponad dwa miesiące, ale się opłaciło. Winko jest klarowne, kolor ma słomkowo-żółty. Ładnie pachnie, w smaku delikatne, półsłodkie. A do tego mocne jest jak diabli, ma chyba z 15 %. Moja dziewczyna wypiła wczoraj dwa kubeczki i ululała się jak złoto.
Teraz wino powinno postać jakieś pół roku, by się ładnie ułożyć, ale obawiam się, że nie ma szans.
Tymczasem w dymionie już bulgocze wiśniowo-jęczmienne. Mój własny, autorski pomysł. Zobaczymy co to będzie.
Nieźle mnie to winiarstwo wkręca, chyba kupię sobie jeszcze dwa balony. A co!

Pako - 23 lipca 2007, 16:44

Ryżowo rodzynkowe?Wino to podobno można ze wszystkiego prawie wypędzić, byle słodu swojego trochę miało, ale takie kombinacje... hoho, z chęcią bym skosztował!
W ogóle ojciec ma w dymionkach (jakie durne słowo, po naszemu to jest korbflasza) tak na oko z 80 litrów wina... podobno nawet bardzo dzielnie bulgocze, co nie zawsze się udawało. Wino standardowo z wiśni czy wiśniocześni, nie pomnę dokładnie. Ale zawsze ojcu coś z tym winem nie teges wyjdzie. Ostatnio jabłkowe wyszło w konsystencji miodu, bynajmniej nie pitnego. dało się to pić tylko rozcieńczone wodą mineralną, inaczej dosłownie zaklejało usta. było przeraźliwie słodkie (mi to nawet nie przeszkadzało tak bardzo) ale też słabe, co wydaje się dziwne, bo słodkie zazwyczaj właśnie mocniejsze są. Mimo najszczerszych chęci ostatnimi czasy ojcu nie mogą jakoś porządnie te wina wyjść...

mBiko - 23 lipca 2007, 22:22

Pako mój dziadek robił takie wino jak savikol pisze, po prostu niebo w gębie, ale faktycznie mocne jak zaraza. Na weselu mojej cioci jej kuzyn, chłop jak dąb, łyknął ze cztery duże lampki i stwierdził, że nogi to mu się kończą przy samych biodrach. Niby był trzeźwy, a wstać od stołu nie mógł.
rysiull - 23 lipca 2007, 22:42

moja mama też coś takiego a la ryżowego robi ! tylko dodaje jeszcze cytrynkę i full imbiru i gałki muszkatołowej i jeszcze jakich tam rzeczy .... a potem sobie taki gąsiorek stoi w moim pokoju .... a ja mam rurkę przez którą sobie je popijam czasem.... :mrgreen:
Ixolite - 23 lipca 2007, 22:58

Kuzyn mój jakiś dość daleki, pracując dawno temu w jednostce wojskowej, obsługiwał przez czas dłuższy stołówkę. Z jakiegoś przydziału dostali od groma żurawiny, z którą nie było co zrobić, to zaczęli hmm... pędzić wino ryżowo-żurawinowe. Pędzić, bo wyszło im coś sake-podobnego, z tymże stało gdzieś zapomniane w kącie, więc i mocy nabrało niezgorszej. Ogólnie, niezły ubaw mieli, jak to znaleźli po paru latach :mrgreen:
krisu - 23 lipca 2007, 23:04

Ja to nie wiem, na co czekam. Mamy gaz za darmo w hausie, woda darmo, pedzic czy nie pedzic, oto jest pytanie? :roll:
savikol, winko mozesz jeszcze przedestylowac, nabierze mocy i szlachetnosci. Chyba ze juz to zrobiles.

Rafał - 24 lipca 2007, 06:21

W starych rodzinnych recepturach mam "wino" z kaszy jaglanej. Podobno ma wyjść kryształ.
savikol - 24 lipca 2007, 06:29

Cytat:
savikol, winko mozesz jeszcze przedestylowac, nabierze mocy i szlachetnosci. Chyba ze juz to zrobiles


Można, można. Wyszedłby z tego winiaczek, czy z francuska – koniak (jakby poleżało trochę w beczce). Tylko, że to wino ryżowe, czyli po destylacji powstałaby sake ;-)
Nie zamierzam destylować, chcę się nacieszyć winkiem. Otrzymałem równo 30 butelek, gdybym to przepędził wyszłyby dwie-cztery butle wódy ryżowej. Szkoda dobrego smakowo wina. Gdyby wyszło ohydne w smaku, destylacja byłaby jedynym wyjściem na uratowanie cennego alkoholu.

Myszkuje sobie w sieci i szukam ciekawych przepisów na winka. Mam już w planach dość karkołomne eksperymenty alkoholowe:
- wino z młodych liści dębu (bo na działce mam dęba, wokół rośnie ich cała masa);
- wino z żołędzi (jak wyżej);
- wino z marchwi;
- cydr;
- wino z kwiatów koniczyny;
- wino z kwiatów mlecza (mniszka lekarskiego);
- wino z cebuli i ziemniaków (podobno pyszne, o smaku nie pozwalającym odgadnąć surowców);

Cytat:
W starych rodzinnych recepturach mam "wino" z kaszy jaglanej. Podobno ma wyjść kryształ.


Kryształ w sensie, że idealnie klarowne?
Spoko, większość win da się wyklarować. Polecam bentonit, albo ziemię okrzemkową (celit, dekalit, etc.)
A wino z kaszy, to dobry pomysł. Poszukam sobie przepisu. Chyba, że się podzielisz?

Rafał - 24 lipca 2007, 06:39

Tak, chodzi o klarowanie. Przepisu w sensie aptekarskim nie posiadam, takie tam ogólne pomysły :D
mawete - 24 lipca 2007, 06:41

Plusssssza piję aktualnie... zamykają mi się oczy...
joe_cool - 30 lipca 2007, 09:49

byłam w sobotę na imprezie na stateczku i tutaj mam drinka z palemką:

a tutaj jestem dziewczyną z perłą ;) :

Kruk Siwy - 30 lipca 2007, 10:03

O moja ulubiona owieczka z perłą...
Zacnie!
Hm a kim jest ta duża blądyna?

joe_cool - 30 lipca 2007, 10:27

blądyna to koleżanka z biura, laska do tańca i do wypitki, czy jak to tam było...
Kruk Siwy - 30 lipca 2007, 10:36

Taniec z laskami... Kruk się rozmarzył...
Boh, ale ta owieczka patrzy!
A coby nawiązać do wątku - ostatni bourbona z lodem piłem, potem piłem bez lodu, potem z colą, potem piwo, wino...
nie pamiętam.

mawete - 30 lipca 2007, 10:46

joe_cool: niech zgadnę :D w Kazimierzu byłaś.... :D i nic nie powiedziałaś... :evil:
joe_cool - 30 lipca 2007, 11:13

mawete, nie, to był rejs po odrze we wrocku... a perłę zaimportował jeden kolega z lublę :D
mawete - 30 lipca 2007, 11:18

joe_cool napisał/a:
mawete, nie, to był rejs po odrze we wrocku... a perłę zaimportował jeden kolega z lublę :D

To masz szczęście :mrgreen:

Agi - 31 lipca 2007, 17:50

Zrobiłam sobie gin z tonikiem i dużą ilością cytryny. Jak, urlop, to urlop :D
mBiko - 31 lipca 2007, 19:04

A ja skończę dwójniak, a co.
Kruk Siwy - 31 lipca 2007, 23:13

Agi55, niemal wpadłem w alkoholizm swego czasu.... Gin Lubuski i i tonic. Szklaneczka dziennie. Dwie szklaneczki po pracy. Butelka tygodniowo. Samemu oczywista.
Agi - 1 sierpnia 2007, 09:09

Kruku Siwy, zbyt często muszę siadać za kierownicą, o najdziwniejszych porach dnia i nocy, żeby mi to groziło. Lubię dobre trunki dla ich smaku, ale równie dobrze mogę nie pić pół roku. Gin, to dla mnie taki urlopowy trunek, kojarzy się z beztroską i lenistwem. W poniedziałek wracam do kieratu, a gin głęboko do barku, do następnego urlopu.
Kruk Siwy - 1 sierpnia 2007, 09:15

Nic nie sugeruję.
Po prostu tak mi zasmakowało, że naturalne u mnie bariery opadły. A potem przez parę miesięcy czegoś mi brakowało... chyba cofnąłem się znad przepaści.
Ale - muszę kupić gin, w barku powinien byc. Choćby dla gości.

joe_cool - 1 sierpnia 2007, 13:41

dobry gin z tonikiem nie jest zły... chociaż ostatnio dałam się namówić koleżance, aby do gordons'a zakupić tonic firmy 'zbyszko' :evil: nigdy więcej nie popełnię tego błędu...
Kruk Siwy - 1 sierpnia 2007, 13:44

Bo to trzeba odwrotnie. Gin powinien być polski - Lubuski jest najlepszy a tonic Kinleya albo Schwepsa cy cóś.
joe_cool - 1 sierpnia 2007, 13:54

gin lubuski to klasyk, ale najpierw musze skończyć tego gordonsa ;P:
Kruk Siwy - 1 sierpnia 2007, 14:04

Byle co byle sponiewierało...
mBiko - 1 sierpnia 2007, 16:53

Kruku może być politura?
Agi - 1 sierpnia 2007, 22:02

Normalnie sprowadzacie mnie na złą drogę :wink:
Przeczytałam i poszłam sobie drinka zrobić.
Ja piję Seagram's Gin ze Schweppsem.

elam - 1 sierpnia 2007, 22:04

nie lubie ginu ani toniku. :?
mam traume z dziecinstwa - sosnowe szyszki do kapieli ....

Adashi - 1 sierpnia 2007, 22:06

Gin to najlepiej, żeby był z lampy, z braku laku może być z butelki :mrgreen: No to polejcie, gin z tonikiem, czy rum z colą. Że co? Że to nie ten temat, czepiacie się ;P: :mrgreen:
Agi - 1 sierpnia 2007, 22:07

elam, gin to jałowcówka! dlaczego Ci się z sosną kojarzy? :shock:
elam - 1 sierpnia 2007, 22:14

gin z tonikiem kiedys pilam, i smakowalo to prawie tak samo, jak woda z wanny wzbogacona szyszka kompielowa ;) , jaka sie kiedys zachlysnelam jako dziecko ....

za to Cuba libre (rum+cola+limonka) jest ok. ;P:

Adashi - 1 sierpnia 2007, 22:16

Cuba Libre rządzi, kolejka dla wszystkich! Gin z lampy też może być :mrgreen:
Piech - 2 sierpnia 2007, 00:15

Skończył się Staropramen, więc piję polskie gatunki piwa. Też niezłe. Żywiec, Tyskie i Dębowe Mocne.
Z mocniejszych trunków mam głównie whisky. Nazwy takie, że nie pamiętam i nie chce mi się wstać żeby sprawdzić. Pamiętam tylko, że wszystkie mają dużo lat: 8, 12. Piję je tylko, gdy przyjdzie ktoś pijący. Wtedy piję chętnie, ale bez okazji nie jestem trunkowy.

Kruk Siwy - 2 sierpnia 2007, 07:22

elam, sosnowe szyszki do kąpieli to jedno z najmilszych moich wspomnień. Jakby gdzieś były do dostania nabyłbym z miejsca. No, ale ja w przeciwieństwie do Ciebie nie piłem wody z wanny...
savikol - 2 sierpnia 2007, 08:17

A piliście Boroviczkę? To taka czesko-słowacka wersja ginu. Jałowcówa z iście hard-corowym smakiem i ferią zapachów. Po niej dopiero można się nabawić traumy i wstrętu do choinek w alkoholu...
Agi - 2 sierpnia 2007, 08:25

savikol, dzięki za ostrzeżenie. Obiecuję, że nie będę próbować.
Kruk Siwy - 2 sierpnia 2007, 08:28

A gdzie duch eksperymentatora? Ja spróbuję jak tylko gdzieś dopadnę.
Agi - 2 sierpnia 2007, 09:00

Kruku Siwy, eksperymentuję na innych polach. Picie alkoholu samo w sobie jest eksperymentem, który może dać hm... ciekawe wyniki.
elam - 2 sierpnia 2007, 17:16

... co mi przypomnialo, ze mialam sobie zrobic piwna kuracje na nerki dzisiaj ;)
Zlaty Hrad :D

Godzilla - 4 sierpnia 2007, 21:54

Mnie kiedyś poczęstowano litewską "Trejos dyvenarios" czy jakoś tak ("trzy dziewiątki", o ile się orientuję), ale mi nie posmakowało. Nie w tym stężeniu. Wykręca gębę na lewą stronę :wink: No chyba że ktoś wprawiony. Boroviczkę też spróbowałam raz jedyny i nie powtarzałam eksperymentu. Ale co ja się tam znam, dla mnie musi być słodkie i pachnące. Na przykład pinia colada.
joe_cool - 6 sierpnia 2007, 11:01

boroviczka jest jednym z kultowych napojów towarzystwa, z którym imprezuję, ale się dzielnie wymiguję od wypicia, tak samo jak uciekam przed absyntem (kolejny kultowy alkohol towarzycha)...
Godzilla - 14 sierpnia 2007, 13:42

Trafiłam na literaturę fachową
Rafał - 14 sierpnia 2007, 14:35

Od jutra nie piję :?
dalambert - 18 września 2007, 13:11

Piiiiwwwaaa, bo dobre i kac jakby mniejszy... :wink:
mawete - 18 września 2007, 13:12

dalambert: a tu się z Tobą zgodzę... :D
agnieszka_ask - 29 września 2007, 19:33

piłam dzisiaj nalewkę z jeżyny bezkolcowej - ło boziczku jakie to pyszne! :lol:
już wiem, co zrobię z przyszłorocznymi zbiorami :mrgreen:

Martva - 29 września 2007, 19:38

Dziś w Wyborczej był dodatek o nalewkach, cos mi się wydaje że jak moja siostra go zobaczy to nam się butelki skończą ;)
Rafał - 2 października 2007, 08:03

Cieniasy jesteśmy, taki Pan Prezydent to potrafi się bawić:
Cytat:
76 tys złotych na alkohol wydała w ciągu pierwszych czterech miesięcy tego roku Kancelaria Prezydenta - poinformował TVN w programie "Teraz my". Według danych, które do programu nadesłali urzędnicy kancelarii było to nawet 83 tysiące złotych przez 4 miesiące - podaje gazeta.pl.

To jest 680 zł dziennie - czyli Pan Prezydent obala z kolegami 22 flaszki Finlandii każdego dnia. Ma Pan moje poważanie Panie Prezydencie.

PS. W razie gdyby potrzebował Pan doradcy, czy cóś...

Piech - 2 października 2007, 08:12

Rafał napisał/a:
Cieniasy jesteśmy, taki Pan Prezydent to potrafi się bawić:
Cytat:
76 tys złotych na alkohol wydała w ciągu pierwszych czterech miesięcy tego roku Kancelaria Prezydenta - poinformował TVN w programie "Teraz my". Według danych, które do programu nadesłali urzędnicy kancelarii było to nawet 83 tysiące złotych przez 4 miesiące - podaje gazeta.pl.

To jest 680 zł dziennie - czyli Pan Prezydent obala z kolegami 22 flaszki Finlandii każdego dnia. Ma Pan moje poważanie Panie Prezydencie.
PS. W rzie gdyby potrzebował Pan doradcy, czy cóś...

Nowo mianowani profesorowie wychlali.

Fidel-F2 - 2 października 2007, 18:56

Rafał wystarczy, że dwa sensowne szampany kupią i już po dziennym limicie, a poza tym dostawca pewnie też po minimalnej marzy nie jedzie
elam - 2 października 2007, 19:14

na pewno nie.
to tak, jak z woda mineralna dla szpitali - NB skandal - dyrektor ma obowiazek utrzadzic przetarg na dostawe wody mineralnej. jest iles-tam firm. ale zadna nie zaproponuje 50 gr za litr... w efekcie koncowym, szpital kupuje te wode po cenach 4x wyzszych, niz w byle sklepie !!!! - ale nie ma prawa kupic w sklepie, ma obowiazek oglosic przetarg... a potem sie dziwimy, ze szpitale zadluzone.

Fidel-F2 - 2 października 2007, 19:50

elam napisał/a:
na pewno nie.
co na pewno nie?
Agi - 2 października 2007, 19:52

Na pewno nie jedzie po minimalnej marży. Elam się z Tobą zgodziła.
Fidel-F2 - 2 października 2007, 19:57

aha, nie załapałem

ale wstyd

Agi - 2 października 2007, 20:00

Ja dziś napiję się piwa, kupionego na koszt własny.
elam - 2 października 2007, 20:01

oczywiscie, ja zawsze zgadzam sie z Fidelem ;P: (oprocz przypadkow, kiedy on nie ma racji ;P: , ofkors )
Fidel-F2 - 2 października 2007, 20:02

elam napisał/a:
oprocz przypadkow, kiedy on nie ma racji
ala to się w zasadzie nie zdarza
Agi - 21 października 2007, 23:57

Piję Metaxę za naszą wspólną pomyślność. :D
savikol - 22 października 2007, 06:35

Metaxa zacnym trunkiem jest. Mam związane z nim miłe wspomnienia. Koniak ten jest wyjątkowo dobry, bo jest tani i dobry ;-)

Czekając na wyniki wyborów wypiłem wczoraj 2 litry cydru (gazowanego jabola) własnej produkcji. I zasnąłem nie doczekawszy…

Agi - 22 października 2007, 08:22

savikol, to była metaxa siedmiogwiazdkowa :wink:

a cydru nigdy jeszcze nie próbowałam, z jabłkami calvados mi się tylko kojarzy.

Martva - 22 października 2007, 08:24

savikol napisał/a:
Czekając na wyniki wyborów wypiłem wczoraj 2 litry cydru (gazowanego jabola)

:shock: yyyyyy :)
Kurczę, zazdroszczę facetom. Ja po wypiciu 2 litrów czegokolwiek mogłabym zamieszkać w łazience, 2 piwa to dla mnie bardzo górna granica normy, a zaśnięcie w ogóle odpada, chyba że na 10 minut ;P:

savikol - 22 października 2007, 08:41

Cytat:
Kurczę, zazdroszczę facetom. Ja po wypiciu 2 litrów czegokolwiek mogłabym zamieszkać w łazience, 2 piwa to dla mnie bardzo górna granica normy


Miałem tak samo bardzo dawno temu, ale jakoś z tego wyszedłem ;-) Praktyka i jeszcze raz praktyka! Póki co, możesz się cieszyć, że nie idzie ci zbyt dużo kasy na przelew.

Cytat:
a cydru nigdy jeszcze nie próbowałam, z jabłkami calvados mi się tylko kojarzy.


Ze wstydem się przyznaję, że nie piłem calvadosu. Nawet nie wiem co to. Likier jabłkowy?
Co do cydru to trochę zastanawiające, że nie jest u nas popularny, Polska jest przecież ogromnym producentem jabłek. Cydr jest za to niezwykle lubiany w Skandynawii, a u nas tylko wśród amatorskich, domowych winiarzy. To takie lekkie winko jabłkowe, które dofermentowuje się w butelkach, skutkiem czego wytwarzają się w nim naturalne bąbelki. Dobre na upały, orzeźwiające, choć zdradliwe (jak wszystkie młode wina).

Kruk Siwy - 22 października 2007, 08:43

savikol, ja cię napominam. Co za herezje głosisz! Calvados likierem?
To mocna wódka, wytrawna. U nas istniała a może i istnieje podróba pt. Złota Jesień.
Calvados bardzo często służy jako aperitif bo wytwarza w żołądku "dziurę normandzką".Można żreć jak prosię po tym...

Agi - 22 października 2007, 08:49

savikol, calvados to wytrawny destylat z wina jabłkowego, odkryłam go dawno temu i polubiłam (w granicach rozsądku oczywiście :wink: ).

Edit: widzę, że praca przeszkadza w szybkim odpowiadaniu na posty - Kruk mnie ubiegł.

Martva - 22 października 2007, 08:49

savikol napisał/a:
Co do cydru to trochę zastanawiające, że nie jest u nas popularny, Polska jest przecież ogromnym producentem jabłek.


Też nie mogę tego pojąć, zamiast robić cider robimy tanie wina owocowe strasznie niedobre (podobno)

savikol napisał/a:
Cydr jest za to niezwykle lubiany w Skandynawii,


I na Wyspach, znaczy przynajmniej w Anglii. We Francji też jest.

savikol napisał/a:
a u nas tylko wśród amatorskich, domowych winiarzy.


Czasem w knajpach występuje, w kosmicznej cenie za dość kiepską (o ile się nie mylę) markę.

Kruk Siwy napisał/a:
Można żreć jak prosię po tym...


Ja tam mogę nawet bez calvadosu ;P:

mBiko - 22 października 2007, 13:27

Robicie tylko apetyt. Metaxa, calvados i cydr, a tu człowiek na prochach.
A propos Agi, Tobie już wolno spożywać?

Agi - 22 października 2007, 13:43

mBiko, dziękuję za troskliwość :D antybiotyk przestałam przyjmować w czwartek, myślę, że odrobina słońca w kieliszku mi nie zaszkodzi.
mBiko - 22 października 2007, 14:00

To masz szczęście, ja muszę się abstynentować jeszcze kilka dni.
Agi - 22 października 2007, 14:00

To ja wypiję za Twoje zdrowie :D
mBiko - 22 października 2007, 14:03

Każdy pretekst jest dobry :wink: , ale wypij, mnie nie zaszkodzi, a to zawsze miłe jak ktoś pije za moje zdrowie :D .
Fidel-F2 - 22 października 2007, 17:01

Martva napisał/a:
Kurczę, zazdroszczę facetom. Ja po wypiciu 2 litrów czegokolwiek mogłabym zamieszkać w łazience, 2 piwa to dla mnie bardzo górna granica normy,
mam kumpla który rszył do kibelka dopiero po ósmym piwie ale fakt, że chwilę tam został, zdożyłem wypalić całą fajkę :D
joe_cool - 22 października 2007, 19:06

podobno są "odznaki" - brązowa, srebrna i złota nerka - przyznawane w zależności od ilości wypitych piw...

EDIT: oczywiście bez chodzenia do toalety!

Agi - 22 października 2007, 19:15

Dziś nie piję, zupełnie na trzeźwo zajęłam się produkcją pigwówki. Koleżanka obdarowała mnie co najmniej 5 kilogramami owoców, dobrze, że mam elektryczną szatkownicę.
emceha - 22 października 2007, 20:24

Piwska nie pijam (za duzo kalorii i mnie cisnie zaraz:) ) - wodke tylko, albo dannielsa z cola - swietny drin.
Miria - 22 października 2007, 20:51

Ja tam właśnie sie kuruję grzanym piwkiem, odpowiednio przyprawionym. 8)
Fidel-F2 - 22 października 2007, 20:58

winko grzane lepsiejsze
Tomcich - 22 października 2007, 21:54

Cider jest dobry. :D Pamiętam pewną promocję w markecie - "Buy 2 get 1 free", a butelki były 1,5 litrowe. :mrgreen: W smaku przypomina mi trochę Redsa jabłkowego. Szkoda, że w Polsce nie jest dostępny. :| A podobno kiedyś w Polsce jabłecznik był popularny. :roll:
Fidel-F2 - 22 października 2007, 21:57

w Irlandii od jakiegoś czsu mocno promowany jest cider gruszkowy, jakoś sie nie skusiłem choć lubie gruszki
nie lubie za to cidra

Martva - 22 października 2007, 21:57

Tomcich napisał/a:
Szkoda, że w Polsce nie jest dostępny. :|


Pamiętam jak kiedyś była w Tesco promocja typowo angielskich produktów, na pytanie o cidra i shortbready pani zrobiła takie oczy: :shock:

merula - 23 października 2007, 10:37

Piłam cider w knajpie na Placu Bankowym, więc bywa osiągalny.
Martva - 23 października 2007, 10:49

W knajpach tak, Stronbowa miewają, ale w handu butelkowym nie widziałam...
dalambert - 23 października 2007, 11:18

mnie tam dziecię cidra ze Szwajcarii, przywiozło, taki gazowany lekko kompocik jabłkowy trzymający 4% mocy, da się wypić,,
Lu - 8 listopada 2007, 18:53

Jakiego ja drinka ostatnio wynalazlam.....

do dużej szklanki (duzej i grubej) wsypać ok 2 cm cukru trzcinowego, wrzucic kilka kostek lodu, limonke przekroic na 4 części - wrzucić, dorzucić kawałek cytryny, wydusić moździerzem lub innym zgniataczem (może być ugniatacz do ziemniaków, makutra (takie urzadzenie drewniane z kulką na końcu do ukręcania ciasta), cokolwiek co zdusi cytryny na amen i może nawet pokruszy lód) , do tego wlać wódkę białą w ilości jak kto lubi, dopełnić tonikiem.

Rozbełtujemy słomką cukier z dna, aż zawisa jako beżowa mgiełka i pijemy (przez slomkę ofkors).

Cukier jest slodki i lekko gorzkawy, tonik gorzkawy, limonki kwaśno - gorzkawe i cytryny kwaśno-kwaśne. REWELACJA !

Miria - 8 listopada 2007, 20:53

Brzmi kusząco. 8) A jak już będę leżała na podłodze, to zbiorę resztki sił i zadzwonię do Ciebie, Lu! Z oskarzeniami o zły wpływ. :twisted:
Aga - 8 listopada 2007, 21:37

Ooooo... To mi się podoba. Może być bardzo dobre. :mrgreen:
savikol - 9 listopada 2007, 07:28

Babski ten drink. Mam coś dla gentelmanów. Drink, który wymyśliliśmy z kumplami w czasie studiów. Nie jest specjalnie odkrywczy, ale jaki smaczny, hmmm.
Do kufla wlewamy puszkę Warki Strong. Upijamy ze dwa łyki, by zrobić miejsce na resztę. Dopełniamy kufel wódką Gorzką Żołądkową. Mieszamy słomką. Słomkę wyrzucamy. Już można pić.
Słodkie, mocne piwo w połączeniu z wódką, która wbrew nazwie, jest słodka jak diabli daje ciekawe zestawienie smakowe. Żołądkowa, prócz mocy, pozostawia lekko korzenno-miodowy smak i aromat. Poza tym efekty wypicia trzech takich drinków są w pełni zadowalające. Poważnie, całkiem niezły napój wychodzi. Coś dla amatorów mocnych wrażeń. Smacznego.

gorbash - 9 listopada 2007, 08:50

savikol, już się bałem że po upiciu dwóch łyków drinka znowu trzeba uzupełnić żołądkową gorzką :) i tak dalej...
hrabek - 9 listopada 2007, 08:54

A czy po tych trzech drinkach nie nicuje zoladka na wylot?
savikol - 9 listopada 2007, 09:17

Czy nicuje to zależy od osobniczych możliwości organizmu pijącego ;-) Mogę tylko gwarantować ciekawe efekty, a jakie to różnie bywa (w zależności od tego co się wcześniej zjadło).

Inny drink z tego cyklu mi się przypomniał i to babski. Babski, bo piły go dziewczyny na jakiejś imprezie. Miałem przyjemność wytrąbić dwie szklaneczki.

Kroimy w plasterki lub kosteczkę ogórek. Nie kiszony, nie konserwowy, zwykły, surowy ogórek. Nie trzeba wcześniej go obierać. Ładujemy go do szklany i zalewamy Gorzką Żołądkową. Mieszamy. Pijemy.
Mocne (drink ma prawie 40%). Ogórek daje ciekawy smak w zestawieniu z ziołami Żołądkowej. Efekt podobny jak przy pierwszym drinku. Dwie, trzy szklaneczki i do widzenia.
Smacznego.

Fidel-F2 - 9 listopada 2007, 19:35

przypomniało mi sie tzw wiaderko roztoczńskie
jednego wieczoru wpadliśmy z nudów na ciekawy pomysł
pozbieraliśmy cały posiadany alkohol czyli: 2 butelki wódki, dwa tanie wina i cztery piwa
wszystko to poszło do wiaderka (tylko takie naczynie o stosownej objetosci mieliśmy) a wiaderko na kuchnię kaflową
po zagotowaniu, zebraniu piany i ponownym zchłodzeniu (początkowo niezupełnym) poszło w gardła
mogę tylko powiedzieć, ze to było ciekawe doswiadczenie

ihan - 9 listopada 2007, 19:56

Fidel-F2 napisał/a:
mogę tylko powiedzieć, ze to było ciekawe doswiadczenie

Nie wiem czy jesteśmy gotowi na poznanie szczegółów :)

Fidel-F2 - 9 listopada 2007, 20:03

nie poznacie
Piech - 9 listopada 2007, 20:09

Skoro mowa o brzydliwych drinkach, to polecam popijanie wódką taniego, niemieckiego wina musującego.
Dobrze mieć po ręką kogoś, kto by potem pomógł i przytrzymał łeb nad kiblem.

ihan - 9 listopada 2007, 20:19

Jestem za tym by przetrwali najmądrzejsi/najlepiej przystosowani. Kto popija wódką tanie, niemieckie wina musujące nie należy do tej kategorii. Ten pod ręką to raczej powinien potrzymać łeb pod wodą :)
Piech - 9 listopada 2007, 20:49

ihan, co cie nie zabije, to cie wzmocni.
Rafał - 12 listopada 2007, 11:15

Nie pijcie Sobieskiego. Nie pytajcie o szczególy :| :wink:
Lu - 14 listopada 2007, 20:23

savikol napisał/a:

Kroimy w plasterki lub kosteczkę ogórek. Nie kiszony, nie konserwowy, zwykły, surowy ogórek. Nie trzeba wcześniej go obierać. Ładujemy go do szklany i zalewamy Gorzką Żołądkową. Mieszamy. Pijemy.
Mocne (drink ma prawie 40%). Ogórek daje ciekawy smak w zestawieniu z ziołami Żołądkowej. Efekt podobny jak przy pierwszym drinku. Dwie, trzy szklaneczki i do widzenia.
Smacznego.


Też to piłam :mrgreen: Oprócz ogórka był tam także tonik.Faktycznie, ogórek z wódką to bardzo interesujące zestwienie. W ogóle zestawienie czegokolwiek z wódką jest bardzo ciekawe 8) :P

Lu - 14 listopada 2007, 20:25

Rafał napisał/a:
Nie pijcie Sobieskiego. Nie pytajcie o szczególy :| :wink:


ależ Sobieski to świetna wódka....
mnie przynajmniej jeszcze nic nigdy nie zrobiła... :wink:

Lu - 14 listopada 2007, 20:26

Miria napisał/a:
Brzmi kusząco. 8) A jak już będę leżała na podłodze, to zbiorę resztki sił i zadzwonię do Ciebie, Lu! Z oskarzeniami o zły wpływ. :twisted:


Tylko błagam, nie mów Pawłowi skad masz przepis :wink: :lol:

Agi - 14 listopada 2007, 20:49

Lu, a nie dało się tego napisać w jednym poscie? :mrgreen:
Miria - 14 listopada 2007, 21:56

Lu pewnie uraczyła się wcześniej ogórkowym drinkiem. ;P:
hrabek - 15 listopada 2007, 09:25

Ja tez mam uraz do Sobieskiego, chociaz na drugi dzien nie jest zle. Ale w smaku lipa.
Adashi - 29 listopada 2007, 12:27

Wczoraj wieczorem - Okocim Pszeniczne - nowość zdaje się, ale mi nie podeszło za bardzo, takie sobie... :roll:
Kruk Siwy - 29 listopada 2007, 12:47

Popróbujemy. Poulaner na ten przykład dobry jest.
dalambert - 29 listopada 2007, 12:55

Kruk Siwy napisał/a:
Popróbujemy. Poulaner na ten przykład dobry jest.

no,no..hmmm... :P

Rafał - 29 listopada 2007, 13:02

Paulaner dobry, bardzo dobry, a moja ukochana to wprost przepada za nim, tylko ta cena, :?
Kostucha Drang - 29 listopada 2007, 16:54

Ostatnio znajomy poczęstował mnie nalewką z gałki muszkatołowej. Smakowała obrzydliwie. Bez tzw. "popychaczy" trudno to przełknąć. Za to efekt ( poza zwykłym działaniem alkoholu ) pojawiający się po ok. godzinie jest niesamowity. Dawno się tak nie ubawiłem, świetny humor i energia

Kac jest potężny ( nie przesadzam, a trochę się na tym znam ) i długotrwały. Cały nastepny dzień należy z góry spisac na straty. Zdecydowanie nie jest to napój który możnaby spozywać w środku tygodnia.

Iwan - 29 listopada 2007, 17:10

ja ostatnio wypiłem mieszanine która sporzadziłem według przepisu kolegi, spyrytus plus ciemne mocne piwo z dodatkiem cukru :D zwala z nóg a piłem juz rózne rzeczy :mrgreen:
Urbaniuk - 29 listopada 2007, 17:21

Kostucha Drang->"Ostatnio znajomy poczęstował mnie nalewką z gałki muszkatołowej."
Bożeesz ty moj Kostucha toz to był narkotyk,nie bopisz się ze skończysz na heroinie :mrgreen: Czytałem taka jedna broszurę że się konczy na heroinie jak się zaczyna na przyprawie czy tam trawie :twisted:

Ps. Czy nie masz może przepisu na tę nalewkę? jestem żywotnie zainteresowany.

Martva - 29 listopada 2007, 18:34

O, znałam tylko mieszanie zawartości torebki z wodą na papkę i jedzeniu tego, podobno robi się niedobrze po drugiej łyżce i w ogóle ciężko wchodzi. Nie żebym próbowała, jestem grzeczna. Nalewka? Brzmi jakoś tak łatwiej ;)
Rafał - 30 listopada 2007, 08:21

Pewnie bierze się gałkę muszkatłową całą, a nie sproszkowaną ;P: :wink: i robi się jak orzechówkę. a własnie orzechówka mi się skończyła :? nie ten wątek, nie ten wątek :idea:
merula - 30 listopada 2007, 08:33

Jak najbardziej.Ten :wink:
Kostucha Drang - 30 listopada 2007, 11:16

Faktycznie kolega mówił, że całe gałki ( nie sproszkowane ) zalewa się spirytusem 8 gałek na litr. Powinno postać kilka miesięcy .

TERAZ CAŁKIEM POWAŻNIE - uważam, że Urbaniuk ma rację. Znam działanie alkoholu a tu wyraźnie działa jescze coś innego. Lepiej uważać -tym bardziej, że to działanie jest opóźnione o jakąś godzinę więc chyba łatwo przesadzić.

Agi - 30 listopada 2007, 12:40

Na temat gałki muszkatołowej była już dyskusja w wątku kulinarnym. Nie chce mi się szukać więc sięgnęłam do Wiki:
"W dużych dawkach ma działanie halucynogenne, co zawdzięcza niewielkiej zawartości mirystycyny. "

Godzilla - 30 listopada 2007, 12:58

Trafiłam kiedyś na blog narkomana eksperymentującego z różnościami. Koleś bez żenady opisywał halucynacje. Podobno miał niezłe zwidy, ale odchorował ciężko eksperyment i zarzeka się że dostaje teraz mdłości na sam zapach gałki. Chyba nieopłacalna sprawa. Ale on zdaje się nie robił żadnych nalewek, tylko zmełł dwie sztuki i zeżarł :roll:
Kostucha Drang - 30 listopada 2007, 13:10

Godzilla napisał/a:
tylko zmełł dwie sztuki i zeżarł


Chryste Panie ! Czego to człowiek nie zrobi, żeby sie lepiej poczuć. :mrgreen:

Godzilla - 30 listopada 2007, 13:14

Prawda, jakie poświęcenie?
gorbash - 30 listopada 2007, 13:16

Kostucha Drang napisał/a:
Godzilla napisał/a:
tylko zmełł dwie sztuki i zeżarł


Chryste Panie ! Czego to człowiek nie zrobi, żeby sie lepiej poczuć. :mrgreen:

Tak, tak... otwarty umysł przede wszystkim :)
Na studiach niektórzy (bez pokazywania palcem) to nawet pietruszkę palili... :D

Iwan - 30 listopada 2007, 13:18

mam takiego kumpla eksperymentatora który też takie rzeczy wymyslał :D
np jak na chatce w górach brakło mu fajek to zawinął herbate do gazety i próbował palić :mrgreen: lub żeby miec odjazd to aviomarin popijał piwem, całą noc mielismy go z głowy bo spał jak suseł :mrgreen:

Martva - 30 listopada 2007, 14:03

Ehhh, robiłam kiedyś na jeden konwent prelekcję o roślinnych afrodyzjakach. Był tam opisany sposób na wywołanie miłości u faceta za pomocą gałki wg 'niemieckiej medycyny ludowej ' (ciekawe czy niemiecka medycyna ludowa o tym wiedziała) i nawet mi sie zrobiło... dziwnie po przeczytaniu tegoż sposobu. :roll:
Kostucha Drang - 30 listopada 2007, 14:10

Martva, mam nadzieje, ze chodziło o podanie jej przez otwór gębowy. :mrgreen:
gorbash - 30 listopada 2007, 14:11

Na czym ten sposób polegał? Zwykłe opisane wcześniej zażycie wystarczało?
Rafał - 30 listopada 2007, 14:11

Spadaj Kostek, ja przed obiadem jestem :mrgreen:
Martva - 30 listopada 2007, 14:16

Ekhem. :roll:
Wiecie? W sumie nie ma to nic wspólnego z piciem, to ja nie napiszę. Zwłaszcza że niektórzy jeszcze nie jedli obiadu :D

joe_cool - 30 listopada 2007, 17:44

Rafał napisał/a:
Paulaner dobry, bardzo dobry, a moja ukochana to wprost przepada za nim, tylko ta cena, :?


to trzeba by się za granicę wybrać i przywieźć zapasik.. w sumie wcale nie jest tak daleko. a jak już granice znikną, to w ogóle :D

Słowik - 2 grudnia 2007, 10:42

A co się będzie mówiło zamiast 'za granicę' jak nie będzie granicy?
elam - 2 grudnia 2007, 10:44

bedzie sie okreslalo kierunek...
Chal-Chenet - 3 grudnia 2007, 14:46

dzisiaj w pracy doceniam uroki bolsika z sokiem grejfrutowym (że pozwolę sobie spolszczyć...). mniam! :D
Martva - 3 grudnia 2007, 14:52

Fajną masz pracę :)
Chal-Chenet - 3 grudnia 2007, 14:53

prawda? ;) co lepsze to kierownik wpadł na ten genialny pomysł. ja tam nie protestuję :) ale tak nie jest codziennie, żeby nie było.. :wink:
Agi - 3 grudnia 2007, 17:31

Zabrałam się za zlewanie pigwówki z gąsiorka do butelek. "Trochę" tego wyszło :wink:
Pako - 3 grudnia 2007, 17:41

Jak by się przelewało, to mogę podać adres :P ;)
Agi - 3 grudnia 2007, 18:27

Pako, jeszcze by się potłukła! :shock: :mrgreen:

Degustuję właśnie resztkę pigwówki, która nie zmieściła się do ostatniej butelki :mrgreen:

Iwan - 3 grudnia 2007, 18:35

toś mi smaka narobiła :? chyba też se cos poleje :mrgreen:
ide pogrzebać w barku :D

Agi - 3 grudnia 2007, 18:41

To co, imprezkę robimy? :mrgreen:
Iwan - 3 grudnia 2007, 18:43

dobra :mrgreen: UWAGA UWAGA wszyscy wyciagają kieliszki :mrgreen: duże małe kolorowe kto co lubi :mrgreen:
Martva - 3 grudnia 2007, 18:55

Argh, troi mi się w oczach, ja już nie piję niczego ;)

A poważnie, sezon na herbatkę z imbiru trwa, nie pamiętam czy już to pisałam :D

Sosnechristo - 3 grudnia 2007, 19:00

O, temat, w którym, zdaje się, nie dałem głosu.
Piję nałogowo... herbatę-siekierę. Według słów katechetki, która była tymczasową wychowawczynią (w klasie z rozszerzonym WOSem... bez komentarza), jestem ćpunem, co się zowie. :twisted:

Kostucha Drang - 4 grudnia 2007, 11:43

Ćpun herbaciany :-)
Kruk Siwy - 4 grudnia 2007, 11:46

A co w tym śmiesznego. Herbata zawiera teinę. Więźniowie taką stężoną herbatą się zgłuszają,
Adashi - 4 grudnia 2007, 11:51

Sosnechristo, taki czaj jest gorszy od mocnej kawy :roll:
Martva - 4 grudnia 2007, 11:59

W jakim sensie 'gorszy'?
Kruk Siwy - 4 grudnia 2007, 12:00

Raz walnąłem... miałem gdzieś ze dwadzieścia pięć lat. Serce mi omal przez gardło nie wyszło.
Ten co to robił znał się na rzeczy.

Kostucha Drang - 4 grudnia 2007, 12:01

Bez przesady. Co innego "czaj" z ZK a co innego mocna herbata.
Kruk Siwy - 4 grudnia 2007, 12:03

Sam ją piję od czterdziestu lat. Nie mam wizji ani nie napadam na staruszki żeby zebrać kasę na narkotyk, ale jestem trwale uzależniony od dobrej, gorącej i mocnej herbaty.
Adashi - 4 grudnia 2007, 12:04

Martva, Wuj Kruk już wyjaśnił...
Kostucha, ale coś w podobie :roll:

Kostucha Drang - 4 grudnia 2007, 12:10

Ostatnio widziałem herbatę z guaraną. Z opisu na opakowaniu wynikało, że działa pobudzająco. Piliście to ?
p.s. - ja nic nie poczułem.

hrabek - 4 grudnia 2007, 12:13

To pewnie, jak snickersy z guarana. Smak inny, ale jakiegos przybytku mocy nie widac. Herbate z guarana tez pilem (Citrus & Guarana w wersji Liptona), w smaku nawet nawet, ale energii nie dodaje.
Chal-Chenet - 4 grudnia 2007, 12:14

natchnęła mnie ta dyskusja i idę zrobić sobie liptona. ale zwykłego. nie toleruję śmierdzących herbat.
Martva - 4 grudnia 2007, 12:17

Guaranę to ja przyswajam w tabletkach. Ostatnio zdarzyło mi sie zjeść 2 albo trzy, dodatkowo litr coli (właśnie ten litr wypijany raz na miesiąc z okazji zajęć) i owszem, nie spałam na wykładach, ale jak dotarłam do domu to też nie spałam.
Za to kupiłam kiedyś soczek z guaraną, ucieszona że taki soczek to fajniejsza rzecz niz cola, okazało się że ilość kofeiny na butelkę jest jakaś strasznie minimalna.

Iwan - 4 grudnia 2007, 12:19

z "mocnych" herbat to najbardziej mi leży taka z wkładką po góralsku :D
Kostucha Drang - 4 grudnia 2007, 12:22

o tak - guarana się chowa !
Martva - 4 grudnia 2007, 12:24

Kurczę, ale czasem trzeba sie obudzić, przekonać senność żeby sobie poszła chociaż jest nudno, kawa w moim przypadku odpada, herbata z wkładką po góralsku (oscypek? :wink: ) to też raczej nie bardzo, więc zostaje mi preparat 'Sesja' bodajże. I działa, może na zasadzie placebo i często za długo, ale działa.
Kostucha Drang - 4 grudnia 2007, 13:10

Martva, to taki proszek, który wciąga się do nosa poprzez rurkę ? :mrgreen:
Martva - 4 grudnia 2007, 16:35

:shock: fajnych macie studentów...
hrabek - 13 grudnia 2007, 11:59

Kruk napisał/a:
Koniak też mrozisz? A wódkę podgrzewasz?
No.?

Koniaku nie pije. Wodke mroze. Podobniez whisky, rum, tequille, ouzo i co tam jeszcze pije. Wina i piwa nie. I likierow tez nie. Chyba, ze ten cynamonowy, co mam od siostry z USA, ktory tez ma 40%. To tez go mroze.

Fidel napisał/a:
pewne alkohole muszą być cieplejsze by uwolnić stosowny aromat


Przeciez to sie pije, a nie wacha :!: :shock: . W zmieszaniu nawet z lodowkowa pepsi i tak temperatura sie podniesie. Wachac nie ma co, bo bedzie bimbrem zajezdzac.

EDIT: poprawilem tagi.

hjeniu - 13 grudnia 2007, 12:08

Mrozisz whisky? :shock: Janie! Fuzja! :twisted:
hrabek - 13 grudnia 2007, 12:15

No to znowu zapytam: co w tym zdroznego?
Fidel-F2 - 13 grudnia 2007, 12:23

hrabek, węch w spożywaniu jadła i napojów ma niebagatelne znaczenie

człowiek pozbawiony zapachu ma problemy z rozróżnieniem smaku nawet najprostszych potraw (np brokuł i banan smakują tak samo)
naturalnie, że wódka nie jest od tego by ją wąchać ale rum, whisky, koniaki, wina jak najbardziej

nawet szkło jest projektowane stosownie w tym celu
koniakówka jest szeroka u dołu by zwiększyć parowanie i wąska u góry by skoncentrować opary

stąd też stosowne temperatury zalecane przy podawaniu win, dobrane tak by maksymalnie uwalniać stosowne zapachy

hrabek, mrożenie takich alkoholi to nie tylko herezja ale krzywda czyniona samemu sobie

no chyba, że nie chodzi o delektowanie sie, ale o szybkie ululanie, wtedy jednak radzę pić tanie, proste wina z jabłek, maja najlepszy stosunek ceny do mocy lulania

hrabek - 13 grudnia 2007, 12:29

Ja tam sie delektuje smakiem z reguly w drinkach, nie pijam czysciochy, wiec zapach i tak jest zdecydowanie inny, a smaku nie wachajac nie trace.
Fidel-F2 - 13 grudnia 2007, 12:38

hrabek, zrobisz jak zechcesz, ale jeśli chodzi o smak to nie mój wymysł jeno wyniki badań, będziesz chciał to poszukasz w necie

wszystko co różni whisky, czy koniak od wódy to ów unikalny smak i zapach; ponieważ smak bez zapachu jest wykastrowany, bezcelowe wydaje się wydawanie kasy po to by przy piciu pozbawiać się podstawowych zalet trunku

kuchnia (do której zaliczają sie wszak napoje) nie znosi dróg na skróty, można różne rzeczy zrobić prościej, rezygnować z zasad, ale efektem zawsze będzie utrata pewnych wartości

edit: nie pijam drinków, a z pewnością nie z whisky czy koniakiem, więc o tym musisz pogadać z kim innym

hrabek - 13 grudnia 2007, 12:44

Pilem ciepla whishy i zimna. Ciepla jest do bani, nie da sie tego pic, gryzie w gardlo. Co innego zimna. Whisky z lodem tez nie jest rozwiazaniem, bo po pierwsze trzeba czekac, az whisky sie od lodu ochlodzi, a po drugie topniejacy lod rozciencza alkohol i traci on na smaku.
To tez nie jest tak, ze mi ktos pokazal, ze takie rzeczy trzyma sie w zamrazarce. Sam do tego doszedlem metoda prob i bledow. I wciaz nie uwazam, zebym cos tracil na smaku, czy aromacie. Tym bardziej, ze nie wacham tego, tylko pije.
Od potraw, szczegolnie goracych rozni sie to tym, ze potrawy same paruja pod wplywem temperatury i nie mamy wyjscia, jak je wachac. Alkoholu wachac nie trzeba, bo to nie perfumy, i co nie powiesz o jakimkolwiek alkoholu to przy glebszym wechu kazdy jedzie wódą. Dlatego nie wacham tego, tylko pije. A w smaku roznice dostrzegam.

hjeniu - 13 grudnia 2007, 12:46

Ale jak zmrozisz i wybełtasz z odrdzewiaczem, to nie ma właściwie różnicy czy pijesz 18-letnią whisky single malt czy Starogrodzką za 16 zeta flaszka. A skoro nie widać różnicy to po co przepłacać? :mrgreen:

Nie wiem co za whisky piłeś, ale niewielka ilość wody lub 2-3 kostki lodu podkreśla smaki i zapach porządnej whisky a nie osłabia.

hrabek - 13 grudnia 2007, 12:49

Widac widac. Starogrodzkiej co prawda nie pilem, ale nawet w zmieszaniu z pepsi widze roznice miedzy Johnnym W., a Ballantine'sem, a takze swiezym, badz 12/18 letnim.
A odwracajac zarcik: skoro na czysto mi to nie smakuje, to po co mam sie meczyc?

Piech - 13 grudnia 2007, 12:56

Gdy piję whisky typu Jaś Wędrowniczek, to dosypuję lodu, dolewam wody... whatever.
A gdy piję Glenfiddich, to piję neat. Tak jak by to był koniak.

hjeniu - 13 grudnia 2007, 13:00

Raz mi się zdarzyło pić whisky z odrdzewiaczem (i do dzisiaj się tego wstydzę :mrgreen: ) i czułem jedynie smak pepsi. Ale to już pewnie różnice osobnicze :D
hrabek - 13 grudnia 2007, 13:03

Ja juz tak dobrze znam smak pepsi, ze potrafie odroznic, co do niego dodano :)
Fidel-F2 - 13 grudnia 2007, 13:05

hrabek napisał/a:
Od potraw, szczegolnie goracych rozni sie to tym, ze potrawy same paruja pod wplywem temperatury i nie mamy wyjscia, jak je wachac. Alkoholu wachac nie trzeba, bo to nie perfumy, i co nie powiesz o jakimkolwiek alkoholu to przy glebszym wechu kazdy jedzie wódą.
alkohole też same parują ale różnica 30-40 stopni ma duże znaczenie i z tym wąchaniem nie chodzi o to, żeby siodzieć 27 minut i wdychać ale o to, że to co odczuwamy jako smak do mózgu dociera jako zapach + smak
hrabek - 13 grudnia 2007, 13:09

Chyba odwrotnie. Jesliby mozg smak rozbijal na zapach i smak, to faktyczny zapach nie bylby potrzebny, bo mozg ekstrahowalby go ze smaku. Raczej chodzilo Ci chyba o to, ze mozg scala smak i zapach w jedno. Nie mam racji? ;)

Osobiscie wystarcza mi walory smakowe nawet zmrozonego alkoholu, nie potrzebuje dodatkowych oparow. Moj mozg raguje wystarczajaco na smak trunku w odniesieniu do moich potrzeb. Nie czuje poprawy smaku pijac ciepla whisky, czy inny alkohol. Czuje natomiast inne rzeczy, ktore wplywaja co najwyzej negatywnie na jakosc doznania.

Koniu - 13 grudnia 2007, 13:11

Łiskacze są wogóle paskudne, a tanie polskie owocowe lepiej pachnie niż niejeden trunek. hrabek, Fidel ma niestety rację co do wpływu zapachu na smak.
hrabek - 13 grudnia 2007, 13:16

Koniu: moze i ma ogolnie (cos tam nawet o jakichs badaniach wspominal). Ale ja pisze sam za siebie, nie mam pojecia, czy inni w ten sam sposob odbieraja zapach i smak. I dla mnie nie ma to znaczenia, bo pilem zimne i cieple i wiem jaka jest roznica. Zdecydowanie wole, jak mi sie zimny alkohol ociepla w przelyku i wtedy jego walory smakowe sie zwiekszaja, niz pic cieply, zeby mnie w gardlo palilo, bo wtedy przestaje czuc cokolwiek.

A whisky wcale nie jest paskudna.

Fidel-F2 - 13 grudnia 2007, 13:45

hrabek napisał/a:
Raczej chodzilo Ci chyba o to, ze mozg scala smak i zapach w jedno. Nie mam racji?
toż to właśnie napisałem
hrabek - 13 grudnia 2007, 13:46

No wedlug mnie odwrotnie, ale nie bede sie klocil.
mawete - 13 grudnia 2007, 13:48

O ile pamietam były robione doświadczenia w tym kierunku i nawet osoby na codzień pracujące jako testerzy nie potrafiły z zawiazanymi oczami i zatkanym nosem powiedzieć co jedzą/piją.
Piech - 13 grudnia 2007, 14:17

Mój szwagier kiedyś całkiem stracił węch wskutek jakiejś wirusowej infekcji. Mówił, że nigdy nie przypuszczał, że to robi aż taką różnicę w jedzeniu. Tak jakby jednocześnie stracił smak. A on jest smakosz. Z czasem węch mu stopniowo wrócił i smak również. Te dwa zmysły są chyba bardzo blisko ze sobą związane.
Albion - 13 grudnia 2007, 15:32

hrabek powiem stary tak. Bez względu na smakowo-zapachowe walory, picie zmrożonej Whisky, albo z colą/pepsi - czym kto sobie woli zęby rozpuszczać - jest czystą herezją. Nijak mi nie wmówisz, że zbełtana z jakimś napojem, albo zmrożona Whisky jest dobra. Toć to chodzi o stan ducha i degustację, a nie żłopanie... :mrgreen:

Podobnie kwestia rumu... Choć tu z żłopaniem prędzej :twisted:

hrabek - 13 grudnia 2007, 15:33

Albion: to jak sie wedlug ciebie pije whisky, czy rum?
Agata - 13 grudnia 2007, 15:37

?? Jak to jak?? Miło, przyjemnie i z uśmiechem na ustach :-) NO i na czysto, się rozumie.
Albion - 13 grudnia 2007, 15:38

hrabek ja piję Whisky w temperaturze pokojowej, jako ewentualny możliwy dla mnie dodatek, mozna dorzucić kostkę, lub dwie lodu. Rum natomiast bez lodu i lodówki.

I na miły Bóg, bez odrdzewiaczy!!! :mrgreen:

EDIT: z tego co przeczytałem to z kolei piwo pijesz tylko ciepłe?! Można niby, ale po co, skoro schłodzone - nie zmrożone - jest lepsze?

Adashi - 13 grudnia 2007, 15:41

Rum z colą, lodem i sokiem z limonki (Cuba Libre) albo z mleczkiem kokosowym i sokiem z limonki (Malibu) :mrgreen:
hrabek - 13 grudnia 2007, 15:52

Albion: toz pisalem przeciez, ze ja tak nie moge. Od cieplego alkoholu (jeszcze w postaci nierozcienczonej) pali mnie gardlo i boli brzuch. Po co mam sie meczyc?

O piwie i winie nie pisalem, wiec nie imputuj mi, ze pije cieple. Wino trzymam w lodowce, piwo tez, tylko piwo we fresh boxie - komorze lodowki, w ktorej jest 0 st. C.

mBiko - 13 grudnia 2007, 20:43

hrabek zrób eksperyment. Niech ktoś zrobi Ci kilka różnych drinków, a ty je wypij z zasłoniętymi oczyma i możliwie najszczelniej zatkanym nosem. Porównasz wrażenia. Ważne jest, żebyś nie wiedział co pijesz.

Piechu Glenffidich jest pyszna. Mniam.

Gustaw G.Garuga - 13 grudnia 2007, 21:23

Miałem ostatnio okazję kosztować Balsamu Żołądkowego (Polmos B-B) i wrażenia były całkiem przyjemne. Także węchowe, hrabku :wink:
Albion - 13 grudnia 2007, 21:51

hrabek napisał/a:
Koniaku nie pije. Wodke mroze. Podobniez whisky, rum, tequille, ouzo i co tam jeszcze pije. Wina i piwa nie. I likierow tez nie. Chyba, ze ten cynamonowy, co mam od siostry z USA, ktory tez ma 40%. To tez go mroze


No to albo ja czegoś nie zrozumiałem, albo ty sie walnąłeś pisząc :mrgreen:
Jak nie pijesz ciepłego piwska to dobrze - paskudztwo straszliwe.

A jak lubisz pić "spaskudzoną" Whisky, no problemo. Każdy ma gusta inne . :wink:

Natomiast popieram twierdzenia co do walorów smakowo-zapachowych sugerowanych wyżej. Zimna Whisky nie daje odpowiednich wrażeń.

Adashi - 13 grudnia 2007, 23:33

Przed chwilą właśnie, poszła kolejna butelka Peroni Nastro Azzurro. I powiem wam, że dobre to Birra Superiore :mrgreen:
Iwan - 13 grudnia 2007, 23:39

zdzrzało mi się pić takie rzeczy przy których byłoby lepiej jakby zmysł powonienia nie istniał :D i wbrew pozorom nie były to jakieś tanie dziadostwa :D
Agata - 14 grudnia 2007, 09:12

hrabek napisał/a:
Wino trzymam w lodowce,


Czerwone też?

hrabek - 14 grudnia 2007, 09:29

Kazde.
Agi - 14 grudnia 2007, 09:44

hrabek, błąd. Wina czerwone podaje się w temperaturze pokojowej 16 - 20 stopni. Istotne jest też, żeby wino otworzyć co najmniej pół godziny przed podaniem. W kontakcie z powietrzem jego bukiet nabiera pełnego kształtu.
A tu jest lektura:
Cytat:
Temperatura podawania wina

Wina typu aperitif podaje się w temperaturze pokojowej lub lekko ochłodzone do temperatury 10-12C.
Wina białe powinny być ochłodzone do temperatury 8-10C.
Wina czerwone podaje się w temperaturze pokojowej tj. 16-20C.
Szampan podaje się dobrze ochłodzony, do temperatury 5-8C. Powinien on być zimny, lecz nie zamrożony. Najlepiej podawać go w pojemniku z lodem, co jest o wiele korzystniejsze niż zamrożenie go w lodówce, wpływające ujemnie na subtelny i delikatny aromat tego szlachetnego trunku.
Również powszechnie stosowany do koktajlów (głównie w Ameryce) dodatek lodu do kieliszków w tym przypadku jest nie na miejscu i uważany przez smakoszy francuskich nieomal za barbarzyństwo.


Cały artykuł znajdziesz tu

Kruk Siwy - 14 grudnia 2007, 09:49

hrabek, a śledzia z dżemem jesz? Solisz herbatę? Spożywasz flaki na zimno?
Wszystko można, chłopie bo to Twój organizm i wolna wola. Ale spora część tych "okropnych i niezrozumialych" zasad jest po coś. Ludziska wymyślili, żeby sobie zrobić dobrze. Może by tak spróbować czy byli mondzy czy gupi?

Zdarza mi się chlapnąć whisky albo whiskey z oddrdzewiaczem, ale dobrego gatunku - żame!
Można oczywiście wbijać gwożdzie złotym zegarkiem. Można?

hrabek - 14 grudnia 2007, 10:22

No, wina czerwone podawane w temperaturze pokojowej 16-20C :shock: . Generalnie nie chce mi sie juz na ten temat rozmawiac, bo wyjasnilem chyba wystarczajaco dlaczego pcham wszystko do lodowy i dlaczego dalej bede to robil, ale niech ktokolwiek z reka na sercu powie, ze ma na stale temperature w pokoju na podanym poziomie.

Kruku: odpowiem jeszcze raz, ale juz ostatni, bo moj szacunek do Ciebie wymaga, zebym Twoich uwag nie ignorowal. Zmeczyla mnie ta dyskusja, wasze nabijanie sie ze mnie i proba indoktrynacji. Zasad nie znalem, ale zadnym tam smakoszem wina czy innego alkoholu nie jestem, po prostu mam swoj gust i wiem co lubie. Cieply alkohol w jakiejkolwiek postaci jest moim wrogiem. Ale zeby nie bylo, to pilem i ciepla wodke, i cieply rum, i ciepla whisky, cieple wino i piwo tez. I wiem, ze mi nie smakowalo. Dlatego pije zimne. EOT.

Czarny - 14 grudnia 2007, 10:26

Popieram hrabka, a co. Niektórzy mondrzy ludzie np. płacą furę pieniędzy za kawę przetrawioną przez takiego jednego zwierzaka, bo podobno jest NAJSMACZNIEJSZA. I tu jest pies pogrzebany, KAŻDEMU co innego smakuje - jednemu ZIMNE wino czerwone innemu pieczona szarańcza ;P:
Agata - 14 grudnia 2007, 10:27

O rrrany, rany... Toć my (znaczy się o sobie mówię :>) tylko pytamy, bo to dość ciekawe, co ludzie lubią, robią i dlaczego inaczej niż my (znaczy się ja :>). Bo a nuż widelec czełk trafi na coś ciekawego i wartego spróbowania. Się proszę nie obruszać :D
Kruk Siwy - 14 grudnia 2007, 10:32

No. Awantura o nic.
Moja kobita pija płyny wyłącznie letnie, O zgrozo - pije herbatę letnią i letnie piwo (co prawda głównie Guinessa) i cholela wódkę też. A koniak pije dopiero jak się borygo skończy a i to podawany po amerykańsku czyli po hrabkowemu - zmrożony na kość.
Ale próba logicznej rozmowy mija się z celem... sami wiecie kobieta. Dlatego męczyłem sami wiecie hrabka, bo chciałem ZROZUMIEĆ.
Dalej nie rozumiem, ale lubię i cenię tego faceta - więc siup tego koniaku z Grand Champagne zmrożonego na kość. Czego się nie robi dla kumpli...

hrabek - 14 grudnia 2007, 10:56

A pisalem, ze koniaku nie pije w zadnej postaci, nawet po zrobieniu z niego borygo :)
dalambert - 14 grudnia 2007, 11:04

hrabek, to zrób tak
pierś indyka w filety poroić, lekko rozbić posolić , popieprzyć pieprzem białym i w miseczce skropić koniakiem / naprawdę dobrym/ i po dwu godzinach marynacji oprószone mąką smażyć na maśle na złoto i na grzankach z bułki podać z boróweczkami smażonymi do miąs i Mrożoną wódeczkę do tego hlup, i tyż piknie, hej

mBiko - 15 grudnia 2007, 19:21

Nabyłem sobie na święta 12 letniego Jamesona, ale chyba zacznę go zużywać już dziś.
Fidel-F2 - 15 grudnia 2007, 19:26

o to miło, bardzo miło, ja mam 0,7 Bushmills i 1,0 Ballantines alemusimy poczekać na spotkanie z moim ojcem
mBiko - 15 grudnia 2007, 19:31

Bushmillsa również brałem pod uwagę, podobnie Tullamore Dew i kilka innych.
savikol - 15 grudnia 2007, 19:43

A ja, dla odmiany, przygotwałem sobie porterówkę.
Cztery portery zostały podgrzane, w tym rozpuściłem szkalnkę cukru, pół opakowania cukru wanilinowego, po schłodzeniu osiem setek spirytusu. Tydzień leżakowania i już, gotowe. Własnie sączę trzci kubeczek pysznej wódeczki w samu trochę karmelkowej, trochę... nie wiem jakiej. Za to efekty ciewawe...
Dobre, bo Polskie!

mBiko - 15 grudnia 2007, 19:54

Będę musiał spróbować, brzmi ciekawie.
bio - 30 grudnia 2007, 19:38

Ostrzeżenie - nie pijcie Gorzkiej Złotej - ohyda, chemia i popłuczyny z miski olejowej, albo mocz kobyły z potem muflona.
Ja piję absynt własnej produkcji w ilościach umownych, bo w większych ryje banię, jak gracka rabatkę. Absynt jest dobry i zdrowy, jest jedynym niezabronionym narko i mam nadzieję, że tak zostanie. Ale jak przy wszystkich psycho-aktywatorach wyższego rzędu należy zachować rozsądek.Świetnie koresponduje z piwem - 100 gramów piołunówki i dalej już piwo.

Czarny - 31 grudnia 2007, 07:02

bio nie używaj zarezerwowanych kolorów czcionki (znaczy zielonego i czerwonego)
bio - 31 grudnia 2007, 08:45

A jakim mam ostrzegać - zgniłosraczkowatym ? To jedyne forum we wszechświecie, gdzie chcąc zwrócić uwagę trzeba używać barw zasranej pieluszki mój drogi Brunecie - wszak wiadomo,że najważniejszy jest czerwony kapelusz.
Czarny - 31 grudnia 2007, 09:32

Takie mamy zasady i trza ich przestrzegać. Ostrzegać możesz boldem i wersalikami np. albo zwiększeniem czcionki ;P:
Iwan - 31 grudnia 2007, 11:24

a ja wczoraj pilem imbirówkę :D i to sklepową a nie własnej roboty i całkiem dobra musze powiedzieć :D
dalambert - 31 grudnia 2007, 11:33

Hmmmmm
Daje krzepę
Krasi lica
Nasza Łącka Śiwowica hejjjj :lol:

Iwan - 31 grudnia 2007, 11:49

od śliwowicy bardziej wole gruszkówkę :D też z Łącka :D
dalambert - 31 grudnia 2007, 12:18

Ale , ale ja o tym prawdziwym góralskim bimberku najzacniejszym , on zacny, oj zacny, a gruszkóweczka też może być, Najlepszego 2008 hej :)
Adashi - 9 stycznia 2008, 23:37

Byliśmy z Mientoto na drinku:
-Cuba Libre
-Zielona Żaba
-Blue Hawaii
-Sprite dla Mientoto ;P:

No to zdrówko!!! :mrgreen:

Iwan - 7 lutego 2008, 22:26

właśnie popijam sobie borowiczkę :D
Agi - 7 lutego 2008, 22:27

Iwan, zdradź skład chemiczny
Iwan - 7 lutego 2008, 22:28

niestety nie znam :D ale bardzo podobna do ginu :D
savikol - 8 lutego 2008, 08:29

W przypływie pychy zacytuje sam siebie, z tego wątku, z przed kilku miesięcy:

Cytat:
A piliście Boroviczkę? To taka czesko-słowacka wersja ginu. Jałowcówa z iście hard-corowym smakiem i ferią zapachów. Po niej dopiero można się nabawić traumy i wstrętu do choinek w alkoholu...


I jak się Iwan dziś czujesz? Dużo wypiłeś? Czy jałowiec paruje z ciebie każdym porem?
Niedawno na imprezie wypiłem masę drinków – gin z tonikiem. Podejrzewam, że opróżniłem butelkę. Następnego dnia myślałem, że zwariuję od tego smrodu choinki, który parował ze mnie do wieczora.

Iwan - 8 lutego 2008, 08:39

savikol, aż tyle nie wypiłem :D tego w sumie nie można dużo wypić tak że dziś jest ok :D
dalambert - 8 lutego 2008, 08:46

savikol napisał/a:
który parował ze mnie do wieczora.
ej te wspomnienia..
gdym matrurę zdał, babcia mego kolegi z ławy szkolnej zaprosiła paru nas / znaczy jego kumpli/ i z okazji zdania przez wnuka i nas "egzaminu maturalnego " postawiła flaszkę wina. Babcia była z jednego z najzacniejszych rodów arystokratycznych polskich i dana na stól przez Nią flaszka nie miała wprawdzie ekykietki, ale pieczęć lakowa na korku opiewała na rok 178.. któryś
gęstawe to było, ciemno machoniowe w kolorze, tokajowe i niesłychanie aromatyczne, a zacny zapach tokaju otaczał mnie milą mgielką przez tydzień.
Coś takiego to piję się raz w życiu, ech te wspomnienia :)

savikol - 8 lutego 2008, 09:53

Szczerze i z całych sił zazdroszczę takich wspomnień. Moje przygody alkoholwe były bardziej plebejskie i nie mogę pochwalić się takimi doznaniami :(
Kruk Siwy - 8 lutego 2008, 09:57

Mało kto może. Ja naprawdę dobrego wina napiłem się całkiem niedawno. Choć wątpię czy mogło konkurować z winem dalambert[a/b], .
Tyle że ja umiałem je docenić. A [b]dalambert
, jak go znam wypił swoją działkę metodą "chlust w gardło". I po ptokach...

dalambert - 8 lutego 2008, 09:57

Fakt, cóz rozparcelowana arystokracja miewała gest, a dzis to sądzę,że taka flaszka z "rodowodem" to na snobistycznej aukcji za cieżką poszła by forsę..
savikol - 8 lutego 2008, 10:32

Przypomniała mi się historia ze starym winem.
Kiedyś, na małej imprezie u znajomych, trąbiliśmy sobie różne winka. W pewnej chwili gospodyni postawiła na stole wielką, zakurzoną butlę z korkiem zalanym lakiem. Oświadczyła, że to wino jej ojciec nastawił kilkanaście lat temu i ta ostatnia butelka została przez starego przeznaczona na specjalną okazję. Gospodyni miała polecenie otworzyć ją z okazji urodzin dziecka, czyli wnuka producenta wina. Oświadczywszy to gospodyni kazała natychmiast butelkę otworzyć, bo była zdecydowana nigdy nie wychodzić za mąż, a w szczególności rodzić jakiegoś wstrętnego bachora. Okazja imprezowa była zatem dobra jak każda inna, by spróbować zacnego trunku. Upewniliśmy się, że gospodyni jest zdecydowana sprzeniewierzyć ojcowski prezent i nie dopełnić obowiązku wobec rodzica, ale dziewczyna byłą zdecydowana. Nie będzie mieć dzieci i już, polewaj!
Winko okazało się być doskonałe, to był jeden z najsmaczniejszych trunków jakie w życiu piłem. Też trochę tokajowe, ale z wyraźnym miodowym posmakiem. Z racji wieku nie sposób było oszacować z jakich owoców naprawdę je zrobiono. Delikatny, aromatyczny trunek, ambrozja.
A miesiąc później się okazało, że gospodyni jest w ciąży. Urodziła chłopczyka, który ma obecnie pół roku.

Rafał - 8 lutego 2008, 15:05

Wszystko przez to wino, to dopiero musiała byc impreza :wink: :D

Ja za to urzejmie donoszę, że Chińczycy w końcu się cywilizują. Byłem wczoraj w ichnim centrum w Wólce Kosowskiej i widziałem jak świętują nowy rok. Siadają w kółeczku na kartonach, na środku stoi słoik ze śledziami i polewają sobie do plastikowych kubeczków. Wietnamczyki za to nadal zacofane, bo jak sie dowiedziałem panuje wśród nich przekonanie, że jaki pierwszy dzień Nowego Roku, taki cały rok, w związku z czym siedzą w domach, żeby broń Boże pracą się nie zhańbić, pracują w ten dzień ich żony.

Caitleen - 28 lutego 2008, 05:38

Cywilizuję dzikich potomków Piktów - na ostatniej imprezie urodzinowej solenizant dostał butelkę Żubrówki i przez parę godzin wszyscy podziwiali kolor i dopytywali o co chodzi z tą trawą :> po otwarciu wysączyli raz dwa i zgodnie byli zachwyceni, ktoś zeżarł ukradkiem źdźbło i się nie przyznał a byliśmy ciekawi jak smakuje :D

Wódki nie pijam, pijam whisky bez domieszek, czyli wybrałam właściwy kraj do emigracji :P Whyte and MacKay aktualnie najsmaczniejsza. Oraz piwo, polskie piwo można kupić bez problemów, Stellę, Tenantsa warzonego w Glasgow i Carlsberga. Wino, czasami. Ale nigdy mi się nie zdarzyło skosztować takich pyszności, jakie dalambert opisuje. :(

ilcattivo13 - 28 lutego 2008, 09:10

W przeciwieństwie do Caitleen nie pijam whisky. Raz piłem u rodziny we "Francy" jakiegoś 25-letniego blenda z platynową nalepką (nie pamiętam nazwy, ale zdaje się że coś szkockiego) i był super. Wujaszek zarządzał alkoholami w E.Leclercu, więc miał dostęp do takich wynalazków (ech, ta wszechobecna korupcja). Od tamtej pory każda whisky którą mnie częstowano smakuje jak... No nie za dobrze smakuje.
Dlatego z mocnych trunków wolę bimberek (ech - malinowy, albo jabłkowy) i czystą. Z tych ostatnich najlepsza jest "Lithuania" w wersji "złotej". Produkowana na polskich, przedwojennych recepturach. W przeciwieństwie do wódek robionych u nas, nie śmierdzi spirytusem. Nawet jeśli jest letnia. Pod tym względem bije nawet produkty zielonogórskiego Polmosu.
Poza tym wina czerwone wytrawne z Węgier, Mołdawii, Macedonii i Bułgarii. Ew. francuskie "noveau".
I Carlsberg. Lubię ten nietypowy smak. Chociaż te robione u nas w dalszym ciągu nie jest równe smakiem (nawet w obrębie tej samej partii).

Dunadan - 28 lutego 2008, 09:14

ilcattivo13,
Cytat:
Poza tym wina czerwone wytrawne z Węgier, Mołdawii, Macedonii i Bułgarii.

:mrgreen: to zupełnie jak ja! a piłeś Gruzińskie? SPRÓBUJ!
Cytat:
Raz piłem u rodziny we "Francy" jakiegoś 25-letniego blenda

A tam blendy... polecam "malted" ;-)

ilcattivo13 - 28 lutego 2008, 09:23

Dunadan napisał/a:
a piłeś Gruzińskie?


nie, w Suwałkach takiego nie uświadczysz. A jak już znajdziesz, to tylko takie co stało na nasłonecznionej półce sklepowej przez pięć lat.

Dunadan napisał/a:
A tam blendy... polecam "malted" ;-)


E, dzięki. Nie stać mnie na naprawdę dobrą whisky, więc pozostanę przy tradycyjnych polskich destylatach.

Dunadan - 28 lutego 2008, 09:30

ilcattivo13, a te bułgarskie, mołdawskie...? to też tak na półkach stoją? Polecam skoczyc do jakiegoś supermarketu, czasem można znaleźć rodzynki! np. fantastyczne wino "Mołdawska dolina" - kosztuje chyba 12 zł (!!!) a jest lepsze od win za 30zł... ja nie wiem jak to działa...

Cytat:
Nie stać mnie na naprawdę dobrą whisky

Ani mnie :mrgreen: tacie kupiłem raz w prezencie i to udało mi się załatwić taniej.

Martva - 28 lutego 2008, 09:34

Dunadan napisał/a:
a piłeś Gruzińskie?


Mój ojciec jest zachwycony słowackim. zawsze jak ma szansę zaglądnąć na Słowację, to robi zapas i klnie ze do nas nie sprowadzają.

Dunadan - 28 lutego 2008, 09:38

Martva, no i chyba własnie dlatego ja też nigdy nie piłem... choroba, będę musiał kiedyś się o to pokusić. Mam znajomy sklep alko, poprosze ich żeby sprowadzili. Mam do ciebie prośbę - spytałąbyś się taty jakie konkretnie wino jest najlepsze ( i sensowne cenowo :mrgreen: tj. max 30zł )
ilcattivo13 - 28 lutego 2008, 10:05

popieram prośbę
Rafał - 28 lutego 2008, 10:45

Dun najlepsze jest wino bile nebo cervene. Tak tam jest, a wino jest w cenie piwa (przynajmniej 5l butla) w czyms w rodzaju tamtejszej Biedronki :D
Dunadan - 28 lutego 2008, 10:53

:oops: ale ze mnie... ehh, zawsze mi się Czechy ze Słowacją mylą :mrgreen: na Słowację to w sumie co roku jeżdżę w tym roku też więc tam będę musiał wpaść. Kupowałem różne wina ale chyba nie trafiłem niczego lepszego... tym bardziej jestem ciekaw tego wina taty Martvej
Martva - 28 lutego 2008, 10:55

Podpytałam Tatę i mam nadzieję że nie zrobię błędów teraz ;P:

Wytrawne lubi, i kosztują ok. 100 koron/0,7l
Czerwone: Frankovka modra z piwnicy Tibava (najlepsza), z Pezinok (Małe Karpaty, druga), i jeszcze bodajże z Nitry
Svetovavrineckie - Pezinok

Białe: Vetlinske zelene i Riesling vlasky, oba z Pezinok (z Pezinoka?
Thurgau Müller - bardzo wytrawny

Poza tym świetne są słowackie wina tokajskie, ale już droższe.

EDIT: literówka w drugim, ono jest od świętego Wawrzyńca i mi sie jedno v zgubiło ;)

Dunadan - 28 lutego 2008, 11:23

Dzięki :-) teraz sobie zapisać i nie zapomnieć :mrgreen:
ilcattivo13 - 28 lutego 2008, 22:26

senks :wink:
Iwan - 15 maja 2008, 17:35

właśnie popijam sobie news piwny DESPERADOS 8)
Witchma - 15 maja 2008, 17:49

i jak, Iwan?
Iwan - 15 maja 2008, 18:00

jeśli ktoś lubi normalny smak piwa to nie polecam, bardzo mi przypomina te rożne piwa smakowe jak coolery czy redsy

edit: ale kopa ma :D 6 woltów

Witchma - 15 maja 2008, 18:06

z "wynalazków" to tylko Gingers imbirowy trawię :)
Iwan - 15 maja 2008, 18:09

to to ci nie podejdzie :D
Martva - 15 maja 2008, 19:16

O, a ja to mogę lubić :) Normalnego piwa niet, Gingers jest pyszny, i Redds klasyczny, coolery trochę mniej. On jest dosmaczany czym konkretnie?
Iwan - 15 maja 2008, 19:27

tequilą :D ale mnie to jakoś zbyt owocowo zalatuje

edit: może dlatego ze zawiera syrop glukozowo-fruktozowy

Martva - 15 maja 2008, 19:46

Może kiedyś sprobuję, aczkolwiek przeraża mnie to 6 woltów ;)
Witchma - 15 maja 2008, 19:48

Martva napisał/a:
przeraża mnie to 6 woltów ;)


za mało? :D

Iwan - 15 maja 2008, 19:51

dla Martvych to stanowczo za mało one gustują w trunkach 96 % ;P:
Caitleen - 15 maja 2008, 22:32

Po nawracaniu Szkotów na polską wódkę sama zostałam przekonwertowana na pijawkę Guinessową. Mniam. I można rysować uśmieszki w pianie czubkiem paznokcia :>
May - 16 maja 2008, 16:43

Caitleen, Wodka jest zua, zdecydowanie wole szkockiego single malta.

A najlepszy jest cider, ale na polnocy nie mozna dostac takiego z farmy (Scrumpy, nie mylic z supermarketowym scrumpy jackiem), a supermarketowe sa takie sobie. Polecam wycieczke na poludniowy-zachod i sprobowanie :twisted:

Swoja droga Polska produkuje tyle jablek, ze az przykro sie robi, jak sa (czy nadal?) przerabianie na jabole a nie na pysznego cidra...

Studnia - 16 maja 2008, 19:31

Caitleen, dla mnie guiness jest bez smaku. Nie ma to jak dobre piwo z czeskiej Cernej Hory...

Edit: Literówka

ilcattivo13 - 16 maja 2008, 20:57

May, bój się Boga, od kiedy to krystalicznie czystą siarkę w jabolach psuje się jabłkami ;P:

Na zeszłotygodniowym weselu raczyłem się wódką z tradycyjnej staropolskiej gorzelni. Dzień później doszedłem do wniosku, ze nie wolno do wódki jeść sałatek z majonezem...

Iwan - 16 maja 2008, 21:01

ilcattivo13, a śpiewałeś :?:
Leżę, leżę
Uwaliłem się jak zwierzę
Czystą wódką
Leżę, leżę
Rzygam jajkiem w majonezie
I kiełbasą ;P:

dzejes - 18 maja 2008, 01:22

ilcattivo13 napisał/a:
nie wolno do wódki jeść sałatek z majonezem...


Ani ogórków kiszonych :roll: Zwłaszcza jeśli są to tylko ogórki w ilości kilograma.

Caitleen - 18 maja 2008, 11:59

May - single malty mogą być ale najlepsza whisky jaką odkryłam to 'Whyte&MacKay' yum yum :>

Studnia - nie chodzi o smak tylko o posmak heh

A wódki nie trawię, brrrr.

Agi - 18 maja 2008, 20:53

Dziś Hennessy
Kruk Siwy - 19 maja 2008, 08:31

Ho, ho Wielkopolanie pany.
Ja skromnie wczoraj. Odrobina białego wina z wodą mineralną, szprycerek po prostu.

ilcattivo13 - 19 maja 2008, 08:38

Iwan - nie śpiewałem, choć z tym zwierzęciem to było blisko (jeszcze tak ze dwie setki i pewnie bym się upodlił) :mrgreen:

dzejes - podobnie jest z piciem "pod jabłko" albo "z ogórka" (wydrążony ogórek służy za kieliszek). Ale najgorsze jest picie wódki pod sałatkę cebulową (zwłaszcza, jak się śledzie skończą) - taki błąd można popełnić najwyżej raz w życiu.

Caitleen - czy pisząc "wódki" masz na myśli byle jak rozrabiany z wodą spirytus, który sprzedają polskie Polmosy i inne Bolsy? Albo "koktaile" z Polmosu Białystok, który skupuje każdy zarekwirowany alkohol z przemytu (do niedawna jako jedyny w Polsce miał do tego prawo) i później je miesza, odbarwia (do żubrówki nawet nie musi odbarwiać :wink: ), rozciencza wodą i sprzedaje jako wódkę? Bo dla mnie to nie jest wódka.
Takie znane marki jak "Smirnoff" i "Finlandia" to też nie są zbyt dobre jakościowo wódki - można to poznać po "obezwładniającym spirytusowym wyziewie", który pojawia się po odkręceniu zakrętki.
Jedynym polskim Polmosem produkującym coś, co można było nazwać wódką był Polmos Zielona Góra (tylko jego produkty były uznawane na Zachodzie przez ostatnie kilkadziesiąt lat).
W Europie jest tylko kilka gorzelni, których produkty można nazwać wódką. Najbliżej Polski jest Stumbras z Kowna i tak na oko ze dwie (nigdy nie można powiedzieć na 100%, bo sytuacja się zmienia z miesiąca na miesiąc - ach ten rosyjski kapitalizm ;P: ) firmy z Rosji, produkujące luksusowe - bo kosztują tyle co naprawdę dobra whiskey - wódki.

Adashi - 19 maja 2008, 22:20

May napisał/a:
Swoja droga Polska produkuje tyle jablek, ze az przykro sie robi, jak sa (czy nadal?) przerabianie na jabole a nie na pysznego cidra...

Teraz produkują też Warka Strong Apple Wine :mrgreen: Ma kopa :!: :twisted:

dalambert - 20 maja 2008, 09:05

ilcattivo13, i dlatego nie ma to jak domowe przetwory :lol:
Studnia - 20 maja 2008, 11:47

Caitleen napisał/a:
Studnia - nie chodzi o smak tylko o posmak heh


Podobny mam po Karmi, za którym też nie przepadam. Ale co kto lubi. Z innych piw to polecam Piwo Miodowe z browaru Ciechan... ;P:

Edit: Karmi, to oczywiście NIE jest piwo.

Iwan - 20 maja 2008, 20:23

gin, sok z cytryny i lód :mrgreen:

edit: zapomniałem dodać że przegryzam marcepanem :mrgreen:

ilcattivo13 - 20 maja 2008, 21:35

dalambert - a wiesz, że tak jakoś od jakiegoś czasu łazi mi coś po głowie, żeby sobie własną aparaturkę zmontować. Gorzej, że na Allegro można kupić wszystko, oprócz zbiornika do gotowania zacieru. To znaczy można znaleźć takie zbiorniki, ale raz, że cena kosmiczna, a dwa, że mógłby być problem z kompatybilnością zbiornika i reszty. Jak się bardziej zdesperuję, to kupię sobie gotowy zestaw. Całkiem niezły (z akcesoriami typu termometr) mozna kupić już od 1500 peelenów.
dalambert - 21 maja 2008, 07:47

ilcattivo13, ja tam lecę na dwie miski / byle miedniczkę dobrze dopasować/ metoda prosta i starożytna , a aparaturę każdy w domu ma, jeno o tym nie wie. :D
? więcej nie powiem , bo mnie mody pogonią, ale trzeba się było chemii w podstawówce uczyć :mrgreen: /

Rafał - 21 maja 2008, 07:49

Ostatnio wina tylko obalam, wczoraj bukłaczek czerwonego semidry z Madery, 18 voltów, niezłe było.
ilcattivo13 - 23 maja 2008, 13:14

dalambert i co ja mam zrobić, skoro w podstawówce bardziej mnie chemia materiałów wybuchowych pociągała? Nawet mam jeszcze w domu trzytomową "Chemię i technologię materiałów wybuchowych" Urbańskiego :D
a co do aparatur domowego użytku to mam i sokownik i szybkowar gdzieś się po piwnicy walał. Tyle, że przy wykorzystywaniu domowych użądzeń AGD zamiast etylowego, można metyl zrobić, albo wzorem Filo z "UHF" "uzyskać pluton" :)

*****

A wczoraj stwierdziłem, że "Złota Lithuania" świetnie pasuje do kartaczy :D

dalambert - 23 maja 2008, 14:01

ilcattivo13, garek w garnku i miedniczka z zimną wodą na wierzchu jako chłodnica / skrapla się wewnętrznie patrz kolumna rektyfikacyjna :P
Agi - 23 maja 2008, 23:25

Proszę nie propagować bimbrownictwa
dalambert - 26 maja 2008, 14:11

Agi, Jakub Wędrowycz największym naszym przyjacielem jest
glory, glory.....
Jakub Wędrowycz naszm.....
czyli niezlamie wolnych rzadna klęska..
NARÓD MA PRAWO WIDZIEć

Kruk Siwy - 26 maja 2008, 14:14

Nie stary. Naród nie ma prawa wiedzieć. Zwłaszcza jeżeli znaczna część obecnego tu narodu nie skończyła osiemnastu lat.
Facet pogieło Cię?
To może jeszcze przepisik na amfę zapodasz?
Glory, glory...

Rafał - 26 maja 2008, 14:23

dalambert, nawet Wędrowycz nie zna patentu z miską, (A.Pilipiuk mi to kiedyś napisał) :wink:
dalambert - 26 maja 2008, 14:27

Kruk Siwy, na amfę nie podam, a rzeczony sposób do Pucek sama w mlodości wykombinowała uważając na lekcjach z chmii w ówczesnej klasie VII szkoły podstawowej !
Czego oni dzisiaj mlodych ucza same politpoprawne dyrdymaly a pożytku z tego rzadnego :mrgreen:

Kruk Siwy - 26 maja 2008, 14:30

dalambert bo mnie wnerwisz.
Skończ temat, co?

dalambert - 26 maja 2008, 14:33

Kruk Siwy, byłem wczoraj w Watkowie koło Golymmina - Mazowieckie MUzykowanie, harmonie graly aż miło i PIWO Ciechan - niepasteryzowane z beczki - poezja :lol:
Kruk Siwy - 26 maja 2008, 14:39

I tam.
A ja piłem coś lepszego. Naleweczkę na pigwie (nie pigwowcu) poezja warta pewnie z 65%...
A przedtem piwo Heineken z beczułki i Tyskie i Lech i...
A gront świeże leśne powietrze, kaca nie było...

dalambert - 26 maja 2008, 15:04

Kruk Siwy, a muzyczka Ci grała/ na żywo / karuzele się kręciły, chór dzieweczek szkolnych wdziecznie śpiewal + karkóweczka, szaszlyczek , kielbasa / znakomita/ i kaszaneczka z goryla i PIWO CIECHAN / miodowe tyż/ Niech żyji Watkowo w szczegolności hej :D
Kruk Siwy - 26 maja 2008, 15:09

Był i festyn i nureczka jeździła na słoniu niebieskim, grało tak że aż chcialbym żeby to moim wrogom w piersiach tak grało... karkóweczka jak najbardziej, żeberka, krewetki w sosie winnopomidorowym.
Boszsz wędliny, które smakowały jak wędliny a nie papier toaletowy i ciasta w czym jedno z taką dozą spirytu że aż na sercu gorąco się robiło.
Dalambert żałuj, żaluj.
Bidaku, harmonistów musiałeś słuchać.... hihihihi

ilcattivo13 - 26 maja 2008, 15:48

Kruku Siwy i dlatego ja nigdy się z Suwałk nie wyprowadzę - chyba, że na wieś :wink:
Takie jedzenie ja mam na co dzień. Prawdziwe "napoje jenergietyzujonce" troszkę rzadziej, ale to tylko ze względu na przywiązanie do mojej wątroby :D

Agi - produkcja na własne potrzeby to nie bimbrownictwo. Lepiej żeby młodzież wiedziała jak zrobić dobrą i zdrową księżycówkę, niż obalala tanie wina albo alkohol z przemytu. Poza tym zakaz produkcji i sprzedaży alkoholu może być w niedalekiej przyszłości zniesiony, a wtedy u nas będzie tak, jak jest np. w Niemczech, Austrii, Szwajcarii czy innych krajach zachodnioeuropejskich. I wtedy, to dopiero będzie glory, glory... :D

rumeli - 26 maja 2008, 16:49

Spłyneło na mnie troche niespoodziewanej gotówki (sprzedałem parę niepotrzebnych rarytasów - ani słowa tłumaczenia więcej) i kupiłem sobie parę butelek lepszego alkoholu. Dzisiaj oglądam mecz i zaczynam degustację od Stocka.
Agi - 26 maja 2008, 17:11

ilcattivo13, jak zakaz zostanie zniesiony, to przestanę się czepiać.
Chcecie, żeby nam Forum zamknęli?

ilcattivo13 - 26 maja 2008, 17:14

Ale polobbować można? :wink:
Agi - 26 maja 2008, 17:16

We właściwym miejscu, czyli tam, gdzie tworzy się prawo.
Tylko nie idź śladem Marka D. :wink:

ilcattivo13 - 26 maja 2008, 18:07

Agi napisał/a:
We właściwym miejscu, czyli tam, gdzie tworzy się prawo.


oki, tylko najpierw będę zabiegał o poparcie społeczne ludu ;P:

Urbaniuk - 26 maja 2008, 19:36

Ostatnio z moją kupiliśmy sobie w plusie jakies niemieckie piwo pszeniczne. Taniutko trzy z czyms, ale i tak nie warte swojej ceny smierdzi a pszenicznosci w nim tyle że mętne. nie polecam niestety :( Tak więc tzreba wywalać kase na paulanera i obolon. :evil:
Muriel - 26 maja 2008, 20:02

Nie ma to jak czysta... woda źródlana(ew.mineralna) :P Np. Żywiec Zdrój. Wypijesz 3/4 butelki i jest duża szansa, że zwymiotujesz :) Prawie jak wódka :twisted:
ilcattivo13 - 26 maja 2008, 20:08

:roll: typowy argument alkoholowych lamerów :|
w delektowaniu się destylatami nie chodzi o woomitowanie, tylko o możliwość wejścia na wyższy poziom świadomości ;P:

Muriel - 26 maja 2008, 20:16

:) Jako, że nie jestem pełnoletni, nie miałem jeszcze możliwości osiągnięcia owej "nirwany", czy co tam chcecie osiągnąć ;P: ;P: :P
Chal-Chenet - 26 maja 2008, 20:17

Od kiedy to wiek jest przeszkodą? :D
ilcattivo13 - 26 maja 2008, 20:51

właśnie :mrgreen:
a jako osoba niepełnoletnia i niedoświadczona w tej materii, powinieneś słuchać rad starych "wypijaczy" :wink:

gorat - 26 maja 2008, 22:54

Bimbrownictwo, teraz rozpijanie nieletnich... pijusy jedne.
dalambert - 27 maja 2008, 11:54

gorat, nieletni sami się rozpijają i to byle świństwem , a tu wogóle się dowiaduja , ze nie samym jabolem i podlym piwskiem czlowiek żyje hej :)
ilcattivo13 - 27 maja 2008, 13:31

Właśnie. A do jaboli i podłego piwska dodałbym jeszcze nalewki owocowe w kartonikach, po "czy-pindzisiont" sztuka :D . Ech ta dzisiejsza młodzież - zero kultury picia... Nic, tylko edukować :mrgreen:
dalambert - 27 maja 2008, 13:49

ilcattivo13 napisał/a:
nalewki owocowe
tylko NIE NALEWKi, nalewka, nastojka i ninna ratafia to trunki szlachetne i wiedzy pololeń wymagające, a to g....
to łajdaćtwo podszywające się pod szlachetne skojarzenia.
podobnie jak coctajle/ czytataj COCtajl/ brrrr

agnieszka_ask - 27 maja 2008, 15:51

poczytałam sobie z uwagą wcześniejszą (przedbimbrową) dyskusję i tak mnie naszło, żeby o detale poprosić.
czyli jak właściwie smakuje ten Guinness? bo mnie tu od jakiegoś czasu tubylcy namawiają, żebym wybrała się z nimi do tradycyjnego irlandzkiego baru na szklankę tego ciemnoniebieskiego piwa. jako, że piwoszem zdecydowanie nie jestem, to też i regularnie odmawiam (bo słyszałam, że cholerstwo gorzkie jest okrutnie), ale z tego co tu wyczytałam, to jest zupełnie odwrotnie, że to niby w smaku nasze Karmi przypomina.
Więc, jak to jest w końcu z tym Guinnessem?

Muriel - 27 maja 2008, 18:11

Chal-Chenet napisał/a:
Od kiedy to wiek jest przeszkodą? :D

Nie mówię, że nigdy nie piłem, ale była to raczej mała ilość :D Do upicia było jeszcze daleko :mrgreen:

Virgo C. - 27 maja 2008, 18:15

I nie ma sensu pić do upicia. Zresztą zawsze mnie w LO zastanawiało podejście moich kolegów, którzy szli na imprezy, zachlali się tak że im się firm urwał, a potem jeden przez drugiego krzyczeli jaka to fajna impreza była ;)
Muriel - 27 maja 2008, 18:24

To brawa dla nich :mrgreen: :mrgreen: :bravo 8) :lol:

Virgo.C widzę, że masz podobny avatarek do mojego :bravo (sorki za oftop :oops: ) :)

Fidel-F2 - 27 maja 2008, 20:03

agnieszka_ask napisał/a:
ale z tego co tu wyczytałam, to jest zupełnie odwrotnie, że to niby w smaku nasze Karmi przypomina.
Więc, jak to jest w końcu z tym Guinnessem?
mało goryczy, przypomina Karmi, jesli kto się nastawi, że to ma być piwo to nie ma prawa zasmakować, jeśli zaś podejdziemy do tego jak do odrębnej jakości to nabiera nowego wymiaru
mad - 27 maja 2008, 22:53

W jednej z knajpek, do których czasami zaglądam, właściciel przygotował niewielką ekspozycję starych butelek po piwie. Ech, łza się w oku zakręciła, gdy widziałem buteleczki takich znanych kiedyś marek, jak "10,5" czy "EB". Moje wy kochane maleństwa :cry:
Fidel-F2 - 27 maja 2008, 23:30

mad, ale oba to straszna sikacze były, nie dawalo sie tego pić
agnieszka_ask - 28 maja 2008, 05:39

Fidel-F2, dzięki za rozjaśnienie. czyli może jednak po powrocie z polszy dam się skusić na szklankę tego, chociażby z czystej ciekawości. no bo być w danym kraju i nie spróbować narodowego trunku? no nie może być! :)
ilcattivo13 - 28 maja 2008, 08:00

Dunadan - ja, broń Boże, nie zwalczam NALEWEK. Ja zwalczam "nalewki owocowe w kartonikach, po "czy-pindzisiont" sztuka " :D
dzejes - 28 maja 2008, 11:21

Tak, tak, najlepiej pić tylko destylaty własnej produkcji, olej osobiście z rzepaku tłoczyć, świniaka samemu utuczyć, jajec kurom podebrać :roll: Tylko gdzie czas na życie?
Kruk Siwy - 28 maja 2008, 11:27

Między.
dzejes - 28 maja 2008, 11:29

Między to trzeba pielić marchewkę, zbierać ślimaki z sałaty, łowić ryby, młócić pszenicę...
Kruk Siwy - 28 maja 2008, 11:30

Szybki Gonzales i Chuck Norris dadzą radę.
A reszta? Cóż, dobór naturalny jest okrutny.

Iwan - 28 maja 2008, 12:42

wczoraj popiwkowałem poprawiłem gruszkówką i śliwowicą :D i dziś łeb jakiś ciężki :?
Adashi - 28 maja 2008, 12:47

Wczoraj Perła była na rozkładzie :wink:
dalambert - 28 maja 2008, 12:55

Adashi napisał/a:
Wczoraj Perła była na rozkładzie

Zamojska :?: bo to piwo znakomite :)

Adashi - 28 maja 2008, 13:08

Lubelska jak mniemam :wink:
merula - 28 maja 2008, 14:12

dzejes wystarczy z piątka służby i czas na życie sie znajdzie. o ile na nich zarobisz :wink:
Adashi - 28 maja 2008, 21:45

W tej chwili właśnie Peroni Nastro Azzurro - Birra Superiore :mrgreen:
Homer - 28 maja 2008, 22:03

Iwan napisał/a:
poprawiłem gruszkówką

Chodzi Ci o Hruśke ?

Iwan - 29 maja 2008, 18:16

Homer, nie, o gruszkówke z Łącka :D
dalambert - 30 maja 2008, 14:48

Dziś piwo "Żubr" lub "Żywiec" hej :lol: oraz zeberrka z grila siup :D
Adashi - 30 maja 2008, 23:21

Zlaty Bazant, chipsy i komedia na dvd :)
Agi - 1 czerwca 2008, 00:16

Luksusowa w ilości znacznej, acz nie zwalającej z nóg
mBiko - 1 czerwca 2008, 19:11

Sobieski z lodu. 0,7. Z rodzicami do obiadu.
ilcattivo13 - 16 czerwca 2008, 11:27

W czasie sobotniej wycieczki do doliny Biebrzy napotkałem dwa Żubry, potem słynną Jagłowską czereśniówkę, potem jeszcze dwie Luksusowe i potem nie było już żadnego potem ;P:
Kruk Siwy - 16 czerwca 2008, 11:46

Dwójniak z Nidzicy - poczęstunek od imć Jacka Komudy, tajemniczy (wysoko procentowy) napój serwowany z piersiówki Wędrowycza przez Grafomana Andrzeja,
whisky którą poczęstował mnie niejaki Raku (znana w fandomie postać) wino białe i czerwone półwytrawne podane do biesiady w Nidzicy i morze piwa rozlicznych marek.
Żyję, nie ma jak trennig.

gorbash - 16 czerwca 2008, 12:09

Cztery guinessy w wannie w pieknych okolicznosciach Basingstoke - gdyby nie fakt ze lubie schlodzone piwo, pewnie plywalyby w pianie miedzy gabka, a gumowa kaczuszka grzecznie czekajac na spotkanie z przeznaczeniem.
pantufel - 16 czerwca 2008, 12:25

Kruku ten tajemniczy napój to bodajże wódka, gęsty sok malinowy i dwójniak - zmieszane w niewiadomych proporcjach. Przyznam, że smakowało wybornie.
Kruk Siwy - 16 czerwca 2008, 12:42

pantufel, znaczy że dwie piersiówki drań miał. Bo mój płyn był zręcznie wypędzony z pszenicy... I bez nikakich dodatków.
Witchma - 16 czerwca 2008, 12:46

Ciekawe, która piersiówka jest dla bardziej zasłużonych :D

edit:

literówka

Kruk Siwy - 16 czerwca 2008, 12:48

Nie wiem. Trzeba by Naczelnego Grafomana zapytać. Mój płyn dawał ostro po garach.
Lubię Andrzeja ale po trzeciej lufie omijałem go zręcznym łukiem.

jewgienij - 17 czerwca 2008, 01:10

Z powodu mistrzostw piwny tydzień: tyskie, tatra, żubr. Do tego urodziny siostry: wódka z tonikiem.
Od jutra bieganie po pracy, skakanka i zero alkoholu przez miesiąc. :(
Ale jeszcze dwa piwka w lodówce mam :wink:

Witchma - 17 czerwca 2008, 08:37

Ja ostatnio piłam pyszne piwko pszeniczne w Bierhalle, a prócz tego świetny drink - martini z herbatą zieloną, ale w miejscu, którego nikomu nie polecę (nie wrzucili do trunku listków mięty :cry: )
Martva - 17 czerwca 2008, 14:40

jewgienij, to co będziesz pił na spotkaniu krakowskim, hmm?
mBiko - 17 czerwca 2008, 21:23

Dostałem od meruli Chili Beer. Pyszne, ale ostre. Trzeba tylko zwrócić uwagę, żeby w butelce faktycznie była papryczka.
jewgienij - 19 czerwca 2008, 16:02

Martva napisał/a:
jewgienij, to co będziesz pił na spotkaniu krakowskim, hmm?


Wiadomo: piwo albo wódkę z czymś tam. :D
Muszę się pochwalić, że w swoich postanowieniach jestem mocno niekonsekwentny :wink:
A w dodatku siedzieć w knajpie przy płynach bezalkoholowych to jak leżeć latem na plaży w swetrze i kurtce - niekomfortowo i wstyd przed ludźmi.

ilcattivo13 - 19 czerwca 2008, 22:43

wczoraj tak się nawdychałem oparów z "lakiero*e*cy" Duluxa, że dziś musiałem poleczyć się Kadarką... przynajmniej rano nie będzie mnie bolała "głowica"... ;P:

EDIT: za * trzeba wstawić "b" i "j" w dowolnej kolejności

Virgo C. - 20 czerwca 2008, 09:43

Ja się przedwczoraj leczyłem Tribalem (wino, różowe półwytrawne), a wczoraj Hainekenem. Na dzisiaj jeszcze pomysłu nie mam ale coś się pewnie trafi. W każdym razie alkoholizm się pogłębia ;)
Rafał - 20 czerwca 2008, 11:04

Poleję jabłka żubrem, od czystej jakoś głowa nie teges, wino mi się przejadło, piwa chwilowo nie teges.
Caitleen - 20 czerwca 2008, 19:57

W zeszłym tygodniu znajoma mnie namówiła na piwo z jakiegoś małego browaru, które zdobyła na jakimś zlocie piwoszy, trunek o uroczej nazwie 'Stoney' był pyszny, ciemny, gorzki i z podstępnym kopem, po którym wracałam do domu o 4 rano, lekkim zygzakiem i z rosnącą paranoją bo miasto było jak wymarłe, zero ludzi, samochodów i innych oznak życia podobno inteligentnego. Piwo nadal rules :>
Iwan - 21 czerwca 2008, 10:00

tęsknie za słowackim piwem Šariš :(
Martva - 27 czerwca 2008, 20:37

W sklepie nie było Redd'sa (poza malinowym, który jest fe), więc w akcie desperacji kupiłam Coolera jabłkowego. Smakuje jak zwietrzałe piwo zmieszane z mydłem w płynie 'zielone jabłuszko'. Żałuję że kupiłam dwie puszki jabłkowego, cytrynowy był znośniejszy o ile dobrze pamiętam...
Adashi - 28 lipca 2008, 22:03

Uwaga, chwytam otwieracz :mrgreen: W drugiej ręcę dzierżę wynalazek o nazwie Desperados, czyli piwo o smaku tequili :roll: Dobra, otwieram!
NURS - 29 lipca 2008, 00:29

A propos, bo sie miło piło. Rum jamajski Appelton Special, to czyms takim nasączył się Jack Sparrow :-) U nas ciężki do dostania, w jednym sklepie internetowym go widziałem, nawet na cle w Niemczech nie było. ale jak znajdziecie,kupujcie wiadrami, bo warto.
Adashi - 29 lipca 2008, 18:06

Desperados - hmm... piłem tequilę i imho smakuje nieco inaczej. Tym niemniej niezłe piwo o ciekawym smaku :wink:
NURS - 29 lipca 2008, 18:47

to nie jest piwo o smaku tequilli, ale piwo i to specyficzne bo Corona, z domieszką tequilli :-)
feralny por. - 29 lipca 2008, 18:54

Corona kojarzy mi się tylko z tym:
http://pl.youtube.com/watch?v=P3LIJep4uGY
he, he, chyba bym się bał.

A osobiście ostatnio pijam Johnego Walkera, trochę na pamiątkę starych, dobrych czasów, ale głównie dlatego, ze jakoś mi posmakował.

Agi - 29 lipca 2008, 19:26

Coronę pijam od czasu do czasu, ale z Tequillą nie próbowałam... :mrgreen:
Dziś popijam gin z tonikiem i wieloma plasterkami cytryny, oczywiście z lodem.

NURS - 29 lipca 2008, 19:47

pozdrów tonika ode mnie, równy gość :-)
A co do Jaśka Wedrowniczka, toż to zlewki...

Agi - 29 lipca 2008, 19:52

tonik czuje się pozdrowiony :)
Adashi - 29 lipca 2008, 22:16

NURS napisał/a:
to nie jest piwo o smaku tequilli, ale piwo i to specyficzne bo Corona, z domieszką tequilli

Butelkę już utylizowałem, ale coś mi się wydaje, że stało tam 'piwo o smaku tequili' ino w mowie Szekspira, ale może coś pokręciłem ;)

feralny por. - 30 lipca 2008, 08:41

NURS napisał/a:
A co do Jaśka Wedrowniczka, toż to zlewki...
Wiem, że zlewki, ale to cała historia jest i jakoś się tak utarło miedzy kolegami.
M-kwadrat - 30 lipca 2008, 16:31

Dostałem trójpak Desperados od współpracownika i niestety zmęczyłem tylko jedną butelkę - dla mnie ohyda (ale jemu na przykład smakował). A tequila mi całkiem smakuje tak samo jak piwo - być moze ten napój nie ma zbyt wiele wspólnego ani z jednym ani z drugim?
Za to wczoraj po upalnym dniu otworzyłem sobie schłodzonego szaraczka - Krakonos'a dziesiątkę i było to dokładnie to czego oczekiwałem - lekka goryczka, nie za wiele alkoholu, miłe orzeźwienie.
Dzisiaj już czeka chłodzące się od wczoraj w lodówce domowe pszeniczne piwo - zapowiada się równie miło.

joe_cool - 1 sierpnia 2008, 19:31

Desperadosem opijałam się na studiach - bardzo sympatyczne piwko, smakuje jak oranżada i tak samo wchodzi, ale zupełnie inaczej kopie ;)

a wrzucacie kawałek limonki do środka? bo tak to się pije...

ilcattivo13 - 1 sierpnia 2008, 22:52

Dwa tygodnie z piwem. Nawet "Kasztelana" w Suwałkach znalazłem - a byłem święcie przekonany, że już go nie warzą. W każdym bądź razie, nigdy nie miałem tak przepłukanych nerek jak teraz :)
Adashi - 9 sierpnia 2008, 22:17

Po męczącym dniu odpoczywam przy Żubrze i chipsach :wink:
dzejes - 19 sierpnia 2008, 21:46

Miód dwójniak staropolski.

Achhhh...

Ochhhh...

jelun - 2 września 2008, 19:51

Jestem średniobardzo pełnoletni więc KOKAKOLA!!
Adashi - 3 września 2008, 23:01

Eire Noteckie z Czarnkowa. Dobre jest :D
Adashi - 18 września 2008, 22:54

My tu w karczmie gadu-gadu o rumie i naszła nas ochota. Bacardi poszło w ruch :mrgreen:
hrabek - 19 września 2008, 08:05

Kruk Siwy i Fidel beda pewnie ucieszeni, a ja chyba sie starzeje. Wczoraj obalilismy do spolki z zoba cwierc flaszki tequilli medotda "na sol i cytryne". W ktoryms momencie bylem juz tak zakwaszony, ze cytryne olalem. Tequilla byla w temperaturze pokojowej i smakowala wybornie.
MOFFISS - 19 września 2008, 08:45

hrabek napisał/a:
do spolki z zoba cwierc flaszki tequilli medotda "na sol i cytryne". .


Nadal masz kaca?

hrabek - 19 września 2008, 08:49

Nigdy nie mam kaca po takiej tequilli. ;P:
Iwan - 5 października 2008, 20:59

Daje krzepę
krasi lica
nasza łącka śliwowica


znowu sobie dziś zapodałem :mrgreen:

Kruk Siwy - 10 października 2008, 09:37

Wczoraj wieczorkiem bushmills z lodem. Dr House znaczne zyskał. O ile to możliwe.
Rafał - 10 października 2008, 09:43

Jutro odbędzie się nalot na Głuchołazy, jak ktoś tam ma rodzinę, albo nie daj Boże mieszka, niech wykupuje polisę od ognia i innych nieszczęśliwych przypadków, bierzemy na drogę 12 flaszek i nawiedzamy grupowo to miasteczko, detalicznie to będziemy składać hołd Janowi III Sobieskiemu, pod koniec zapewne będziemy na kolanach hołdować, możliwe, że jakowąś odsiecz Wiednia się zorganizuje, dlatego ostrzegam, kupujcie Głuchołazianie polisy :lol:
ilcattivo13 - 11 października 2008, 21:19

Złota Lithuania + soczek z czarnej porzeczki (wolałbym mieszany, z czarnej i czerwonej, ale akurat nie mieli).
Iwan - 11 października 2008, 21:21

żoładkowa gorzka de lux :D za te pieniądze całkiem niezła wódeczka ;P:
ilcattivo13 - 11 października 2008, 21:29

oduczyłem się picia wódek smakowych. Teraz jak czysta, to tylko czysta czysta :)
Iwan - 11 października 2008, 21:31

ilcattivo13, de lux to właśnie czysta :D
ilcattivo13 - 14 października 2008, 19:30

Iwan - uwierzyłem dopiero jak zobaczyłem na własne "łocy" :D

za to znalazłem coś na temat mojej "ukochanej" Złotej Lithuanii (z numerkiem 2) - okazuje się, że ja naprawdę smakosz jestem i byle czego nie piję :mrgreen:

Z tej firmy polecam też "Benediktinas" - zwłaszcza, jak się chce upić dziewczynę :mrgreen: . Słodkie, delikatne i .... mocne jak diabli.

EDIT: a na stronie producenta wyczytałem, że robią też wódkę miodowo-pieprzową. Chyba trzeba będzie spróbować, bo czegoś takiego jeszcze nie piłem... :D

Adashi - 31 października 2008, 14:09

Ostatnio raczyłem się piwem "Miodowe" z browaru Krajan :)
Chal-Chenet - 31 października 2008, 14:24

Hmm, a ja wódką z red bullem. Jakbym wiedział ile to kosztuje, wybrałbym piwo... :roll:
Adashi - 31 października 2008, 22:13

A przy tej okazji, to ja uraczyłem się grzanym winem, cuba libre i noteckim ciemnym :)
Virgo C. - 5 listopada 2008, 13:09

Adashi napisał/a:
Ostatnio raczyłem się piwem "Miodowe" z browaru Krajan :)

I jak Ci smakowało ? Ja tam co prawda ów miód wyczuwałem, ale już poczęstowany kumpel - ani trochę. W sumie to bardziej miodowe to podają u was w Brovari na Starym Rynku :)

Rafał - 5 listopada 2008, 13:15

A ja się zaprzyjaźniam z Panem Tadeuszem :wink:
merula - 5 listopada 2008, 13:17

miłośnik literatury sie znalazł :wink:
Adashi - 5 listopada 2008, 13:21

Virgo C. napisał/a:
I jak Ci smakowało ? Ja tam co prawda ów miód wyczuwałem, ale już poczęstowany kumpel - ani trochę. W sumie to bardziej miodowe to podają u was w Brovari na Starym Rynku :)

Imho, całkiem przyjemne doznania :) Czuć miodowy posmak, może nie bardzo intensywnie, ale jednak. W Brovari na Starym nie byłem, dzięki za cynka - trzeba będzie zajrzeć, natomiast mam porównanie z Ciechanem serwowanym na Skofie w stolYcy i oba piwka polecam, choć smak odmienny :D

Virgo C. - 5 listopada 2008, 13:27

Jeśli gdzieś znajdę to z pewnością spróbuje. A w ramach podziękowań - jeśli lubisz miodowe piwa i będziesz akurat we Wrocławiu to od razu uderzaj do Spiża na rynku. Najlepsze miodowe jakie w życiu piłem :)
Adashi - 5 listopada 2008, 14:09

Dzięki za polecankę :) Będzie okazja, skorzystam niezawodnie.

Co do piwa, to generalnie próbuje różnych marek dostępnych tu i ówdzie, taki ze mnie domorosły koneser :wink:

Adashi - 7 listopada 2008, 23:29

Desperados sączę :) Smaczy mi :mrgreen:
mBiko - 8 listopada 2008, 13:15

Adashi, w ramach Twoich eksperymentów polecam Chilli Beer, czyli piwko z papryczką.
Adashi - 8 listopada 2008, 13:21

Zapisuje w notatniku, dzięki :)
Ja polecam Peroni Nastro Azzurro - Birra Superiore, przedwczoraj się zaopatrzyłem, na razie mierzę butelkę wzrokiem :mrgreen: Może wieczorkiem, hmmm ;)
Już kiedyś o tym piwie pisałem, bardzo przypadło mi do gustu :D

ilcattivo13 - 14 listopada 2008, 00:41

w związku z dzisiejszą ośmiominutową wizytą na Litwie piję "Svyturys" w wersji "Baltas Kvietinis Alus" ("Wheat Beer"). Wzięliśmy też inne piwo z tego browaru, ale nie pamiętam który z kilkunastu gatunków. Do tego mam jeszcze "Kalnapilis Original" (też dobre).

A z cięższych kalibrów kilka butelek Złotej Lithuanii (dwie jadą ze mną na Falkon :wink: ) i pękatą buteleczkę mordercy kobiet, czyli "Benediktinisa" :D

Agi - 3 grudnia 2008, 21:08

Zimno mnie telepało, zaaplikowałam sobie pyszną miksturę:
cytryna, miód, herbata i duża ilość pigwówki.
Pomogło!

Nutzz - 4 grudnia 2008, 09:29

Zimno mnie telepało, zaaplikowałem sobie pyszną miksturę:
Wino Leśny Dzban & Pepsi.
Pomogło!

Pako - 4 grudnia 2008, 09:46

To ja zdecydowanie jednak piszę się na miksturę Agi. Dużo bardziej apetyczna :)
Nutzz - 4 grudnia 2008, 09:49

Nie będę sie wykłucał :D Twoja strata (zysk/oszczędność na lekarzu?)
merula - 4 grudnia 2008, 09:50

ja mam na to receptę - do łóżka pod kołderkę :wink:
Ziemniak - 4 grudnia 2008, 12:01

merula napisał/a:
do łóżka pod kołderkę


Taaak, okład z młodej piersi pomaga na wszystko :mrgreen:

Martva - 4 grudnia 2008, 12:14

Tylko, cholera, czasem trudno go sobie zrobić.

EDIT, żeby było na temat. Herbata z sokiem malinowym, albo sok malinowy z herbatą. Właściwie można zignorować herbatę ;)

Kruk Siwy - 4 grudnia 2008, 12:19

Generalnie dobry przepis - tyle że ja ignoruję sok malinowy. Reszta się zgadza.
Ziemniak - 4 grudnia 2008, 12:23

Sok malinowy to z piwem, a raczej piwo z sokiem malinowym. Można zignorować sok :twisted:
Rafał - 4 grudnia 2008, 12:26

A na poważnie to sok z całej cytryny, łyżka miodu, goździka, sok malinowy gorący do połowy szklanki, dopełnić spirytusem, wypić duszkiem i szybko hyc pod kołdrę (merula posuń się). Jak hyc nie będzie szybki to można nie zdążyć, szybko idzie w nogi.
Fidel-F2 - 4 grudnia 2008, 12:30

Rafał, zapomniałeś o łyżce dziegciu
Kruk Siwy - 4 grudnia 2008, 12:32

Hi,hi. Świńskie myśli mi przyszły do głowy. Jak zawsze zresztą.
Ostatnio piłem przyzwoite białe wino co to je nureczka z Francyji przywiozła. Ale jak się nazywa - przepomniałem.

To mi przypomniało anegdotkę - świeżą z Łodzi. W Manufakturze w knajpie Hollyłodż pani na pytanie o kartę win zrobiła oczy jak pięć złotych a zapytana jakie też wina oferuje odparła: białe i czerwone.
Ostrzegam - wszystko tylko nie Hollyłodź, oprócz tego były tam inne ucieszne sprawy ale nie ma co się rozwodzić nad tą ponurą parodią knajpy w jednym z bardziej prominentnych miejsc miasta Łodzi.

ihan - 4 stycznia 2009, 13:13

Naturalne piwo zywe, niepasteryzowane. Mniam.
xan4 - 4 stycznia 2009, 13:15

Ja wczoraj grappę sobie zapodałem,
zaczynam lubić takie trunki, chyba starzeję się :D

Iwan - 4 stycznia 2009, 14:02

grappę raz kosztowałem, okrutna była
Agi - 13 stycznia 2009, 22:04

Zrobiłam sobie gin z tonikiem i dużą ilością cytryny, bardzo mi pomogło na całodzienne zmęczenie
mBiko - 13 stycznia 2009, 22:12

Towarzyszem mojej posiadówki jest Jack Daniels.
Witchma - 13 stycznia 2009, 22:17

A ja uzupełniłam dzisiaj zapas miodku :) Dobry trójniaczek nie jest zły.
mBiko - 13 stycznia 2009, 22:23

A uzupełniasz w sobie czy w butelkach?
Witchma - 13 stycznia 2009, 22:25

mBiko, to jest proces złożony. Najpierw w butelkach, następnie w sobie :)

Ale najważniejsze, że udało mi się go samodzielnie otworzyć i już mogę się raczyć ;P:

xan4 - 13 stycznia 2009, 22:40

a ja z okazji piję sobie nalewkę z wiśni na spirytusie, na jesieni robioną, mocna rzecz :D
Chal-Chenet - 13 stycznia 2009, 22:41

A ja dziś bezalkoholowo. Herbata w duuużym kubku. :D
Witchma - 13 stycznia 2009, 22:42

Ostatnio uczeń (khem, khem, taki ze dwadzieścia lat starszy) mi się pochwalił, że jest mistrzem w robieniu nalewek i obiecał, że mi jakąś przyniesie. No i się kurczę nie mogę doczekać :D
Agi - 13 stycznia 2009, 22:44

Poprawiłam pigwówką
merula - 14 stycznia 2009, 08:37

a ja wczoraj nie wpadłam na ten rewelacyjny pomysł i poszłam do łóżka rozbita i zziębnięta. o ja głupia...
mad - 19 stycznia 2009, 20:39

Chal-Chenet napisał/a:
A ja dziś bezalkoholowo. Herbata w duuużym kubku. :D


Polecam herbatkę z rumem. I już nie będzie bezalkoholowo. Smaczne małe co nieco ;P:

mBiko - 19 stycznia 2009, 20:45

Smaczne małe conieco to jest miodek grzany, ale tak uczciwie, nie jak w "Paradoxie".
mad - 19 stycznia 2009, 20:49

Z Puchatka chcesz alkochochlika zrobić? No wiesz... :wink:

Polubiłem rum chyba z powodu mojej niespodziewanej sympatii do morza, która nawiedziła mnie jakieś 2 latka temu.

Adon - 19 stycznia 2009, 20:54

Ech, miodku bym się napił, ale w tym barbarzyńskim kraju nie znają go i nie poważają. (Znajomy z Polski przywiózł jakiś czas temu dwie butelki, tedy poczęstowaliśmy trunkiem autochtonów, wśród których zaplątał się pewien Irlandczyk. Człek zacny, ale na alkoholach wybitnie się nie znający. Po pierwszym łyku miodu skrzywił się bardzo, a potem sprofanował go, dolewając doń coli i dodając cytrynę [!]. Innym razem gdyśmy z pewnym Szkotem raczyli się łącką śliwowicą - a pisząc raczyliśmy, mam na myśli picie jej, jak na Polaka przystało, nie zniewieściale, jak to Brytyjczycy w zwyczaju mają - także spróbował jej, po czym spojrzał na nas jak na umysłowo opóźnionych i powiedział, że czystego spirytusu z nami pić nie będzie.)
Pucek - 19 stycznia 2009, 21:00

Herbatka ze świeżego imbiru z goździkami. Może być z dodatkiem zwykłej herbaty, miodu, procentów - rozgrzewa w każdej wersji. W tej ostatniej 200% normy. ;P:
mBiko - 19 stycznia 2009, 22:10

Pucku, a jak się to cudeńko przyrządza?
Pucek - 19 stycznia 2009, 22:43

Bierze się kubek półlitrowy/ małe za szybko stygną/ imbiru kawałek jak pół orzecha włoskiego pocięty w cieniutkie plasterki, gożdzików 10 do 15,herbatę - zalewa wrzątkiem i przykrywa spodkiem. No i czeka się, żeby nie było bardzo gorące, bo zajzajer piekący z natury. Teraz można dodać miodu / bo mu wrzątek szkodzi/ i procentów /co by za szybko nie uciekały/. Smacznego!
mBiko - 19 stycznia 2009, 23:15

Z pewnością spróbuję. Dzięki.
Ambioryks - 22 stycznia 2009, 22:12

Piję wyłącznie wodę, mleko, kakao, czekoladę i soki owocowe. Nie piję alkoholu, bo nie lubię. Nigdy nie próbowałem ani nie zamierzam próbować piwa ani wódki - odstręcza mnie sam zapach - a wino wydało mi sie za cierpkie (mimo, że teoretycznie było słodkie), a szampan smakował mi podobnie jak ambrosol (taki syrop, wyjątkowo paskudny). Kawy też nie próbowałem, a herbatę przestałem pić 7 lat temu. Za to zanim przestałem ją pić, słodziłem ją mocarnymi ilościami cukru - na jedną szklankę 7 płaskich żyłeczek cukru lub 3 maksymalnie czubate.
Martva - 22 stycznia 2009, 22:15

Ambioryks napisał/a:
na jedną szklankę 7 płaskich żyłeczek cukru


O żesz.
Rozumiem że taka mało wysmażona musi być?

Ambioryks napisał/a:
Kawy też nie próbowałem,


Nie masz czego żałować, jest obrzydliwa 8)

mBiko - 22 stycznia 2009, 22:16

Biedaku. Jak wielu przyjemnych doznań nie zamierzasz doświadczyć.
Ambioryks - 22 stycznia 2009, 22:28

Martva napisał/a:
Rozumiem że taka mało wysmażona musi być?

:?: o_O Aa, to chyba przez tą literówkę. Chodziło oczywiście o łyżeczki. ;)
mBiko napisał/a:
Jak wielu przyjemnych doznań nie zamierzasz doświadczyć.

Przyjemne zamierzam doświadczyć. ;) Tylko nieprzyjemnych nie zamierzam.
Ja po prostu nie lubię alkoholu, a najbardziej lubię słodkie napoje. W ogóle to ja uwielbiam słodycze. Lubię też słodkie owoce, ale to już inny temat.

Nocturn - 22 stycznia 2009, 22:33

Ambioryks Ehhh młodys jeszcze podążając za Twoim profilem. Nauczysz się może co i jak pić, żeby było fajnie i ambrosolu nie przypominało. :P
dalambert - 22 stycznia 2009, 22:43

Ambioryks, o rany niedosć, że anarchokapitalistyczny misjonarz / patrz średniowiecze/ to jeszcze ABSTYNENT , oj to wszystko wyjaśnia :evil: :twisted: :evil:
Martva - 22 stycznia 2009, 22:50

Ambioryks napisał/a:
Aa, to chyba przez tą literówkę.


Przyzwyczajaj się, to wyjątkowo czepialskie literówkowo forum ;)

Ambioryks napisał/a:
a najbardziej lubię słodkie napoje.


A kakao z proszku czy słodzonych granulek? ;)

Ambioryks - 22 stycznia 2009, 22:54

dalambert napisał/a:
to jeszcze ABSTYNENT

Nie abstynent - bo abstynent to ktoś, kto powstrzymuje się przed piciem, choć chciałby pić - a ja po prostu jestem niepijący.
Martva napisał/a:
A kakao z proszku czy słodzonych granulek?

Z proszku lubię, ale z granulek - nie próbowałem.

Nocturn - 22 stycznia 2009, 22:56

dalambert ćsss już Kruk chce go upiec w ogniu a ja na jego oczy sobie ząbki ostrzę.

Juzniespamuje!

Martva - 22 stycznia 2009, 23:00

Ambioryks napisał/a:
Z proszku lubię, ale z granulek - nie próbowałem.


Granulki są strasznie paskudne w sumie, jestem z opcji proszkowej (ale prawie trzy łyżeczki cukru walę).

Fidel-F2 - 23 stycznia 2009, 06:19

Ambioryks napisał/a:
Nie abstynent - bo abstynent to ktoś, kto powstrzymuje się przed piciem, choć chciałby pić - a ja po prostu jestem niepijący.
abstynent alkoholowy to ten kto nie pije alkoholu, ni mniej ni więcej

poza tym wszystkiego trzeba się nauczyć, jak czerpać przyjemność też

Piech - 23 stycznia 2009, 08:12

abstinere znaczy powstrzymać się od (czegoś).
Abstynent to ktoś, kto założył sobie nierobienie czegoś i w tym postanowieniu trwa.

Pucek - 26 stycznia 2009, 23:16

Ściągnęłam dzisiaj wino z gąsiora, białe. Mocne. Ułoży się za parę miesięcy, tak myślę... Hm, niedużo go...
mad - 26 stycznia 2009, 23:56

Tydzień trzeźwości się szykuje. Może dopiero w piatek małe piwko. O, a może w czwartek?
mBiko - 27 stycznia 2009, 00:04

Najkrótszy Tydzień Nowoczesnej Europy?



:wink:

mad - 27 stycznia 2009, 00:28

:D :bravo
W zasadzie to już jutro środa.

merula - 27 stycznia 2009, 09:01

a moje wino jeszcze bulgoce, znak, że jeszcze nie czas na zlewanie.

a miałam nadzieję, na odkopanie trochę miejsca.

Gustaw G.Garuga - 22 lutego 2009, 22:50

Chińska wódka o nieznanej nazwie, na etykiecie prócz maczków i krzaczków żółwik z głową smoka i jelenie poroże. Uchowała się na półce w celach dekoracyjnych, pamiętam, że ma rzekomo właściwości wzmacniające. 33%, kolor sosu sojowego, bukiet bogaty, aromat gęsty, smak gorzko-słono-słodko-ziołowy. Pijalne :D
Virgo C. - 22 lutego 2009, 22:56

Ballantines z colą sobie sącze :)
Ozzborn - 23 lutego 2009, 00:48

Cytat:
Chińska wódka o nieznanej nazwie, na etykiecie prócz maczków i krzaczków żółwik z głową smoka i jelenie poroże. Uchowała się na półce w celach dekoracyjnych, pamiętam, że ma rzekomo właściwości wzmacniające. 33%, kolor sosu sojowego, bukiet bogaty, aromat gęsty, smak gorzko-słono-słodko-ziołowy. Pijalne


Piłem kiedyś coś takiego, nie pamiętam czy był żółwik, ale reszta się zgadza. Wydało mi się cokolwiek paskudne zbyt słodko-ziołowe jak na te 30parę % :P

Fidel-F2 - 23 lutego 2009, 05:31

Virgo C., blee
Nutzz - 23 lutego 2009, 08:48

Ostatnio ciągle grzaniec - gorrrrrące pieniste piffko, cynamon, goździki, plasterek cytrynki i pomarańczy, posłodzone miodkiem
Paluszki lizać :)

Pucek - 23 lutego 2009, 09:13

Nareszcie właściwa :wink: kuracja!
Gustaw G.Garuga - 23 lutego 2009, 09:54

Ozzborn napisał/a:
Piłem kiedyś coś takiego, nie pamiętam czy był żółwik, ale reszta się zgadza. Wydało mi się cokolwiek paskudne zbyt słodko-ziołowe jak na te 30parę % :P

Trunek specyficzny, nie da się ukryć, ale owe właściwości wzmacniające chyba posiada - pieruńsko ciężko było mi zasnąć :mrgreen:

savikol - 23 lutego 2009, 10:13

Kolega przywiózł mi z Chin flakon miejscowej czyściochy. Na etykiecie same znaczki i pięcioramienna gwiazda. W środku ciecz niepijana. Śmierdzi mocno denaturatowo, wyczuwalne fuzle, frakcje wyższych alkoholi. Najpodlejszy bimber, coś potwornego.
Widocznie dostałem wódkę plebejską, a Gustaw ma coś z wyższej półki. Słyszałem za to, że można tam korzystnie kupić świetne wina.

Virgo C. - 23 lutego 2009, 12:12

Fidel-F2 napisał/a:
Virgo C., blee

Co kto lubi, chociaż Jack Daniels byłby jednak lepszy do takiego zestawu ;P:

Rafał - 23 lutego 2009, 12:18

A gdzież w was umiłowanie ojczyzny? Przywiązanie do tradycyjnych wartości narodowych? Ja osobiście w zeszłą sobotę praktykowałem patriotyzm na Luksusowej, Sobieskim, a Finlandia w ramach wolności waszej i naszej też zmieściła się w ramach tradycji. :wink: ;P:
Virgo C. - 23 lutego 2009, 12:20

Nie przepadam za czystą ;P:
Nocturn - 23 lutego 2009, 12:24

ja już nic \%/ nie pijam :P
Fidel-F2 - 23 lutego 2009, 12:28

można Ci jakoś pomóc, Nocturn?
Pucek - 23 lutego 2009, 12:29

Ha! Prywatę stawiasz wyżej dobra ojczyzny? :mrgreen: Wszak kryzys mamy! Dochody z akcyzy obniżasz :!:
Virgo C. - 23 lutego 2009, 12:35

Akcyza co prawda na butelce jest ale ok - od jutra wspieram małą gospodarkę i przerzucam się na bimber ;P:
Nocturn - 23 lutego 2009, 12:35

Fidel-F2, wystarczy wykazać odrobinę delikatności i empatii :P Broń boże nie współczuć !!!
Pucek,
Cytat:

A kto wódki nie pije jest wywrotowcem, świadomie uszczuplającym dochody państwa bezideowcem ...


Za kazikiem z pamięci :P

Ozzborn - 23 lutego 2009, 13:15

Z drugiej strony:
Cytat:

Zbudowali kominy, postawili drabiny, produkują wódkę tak dużo, dużo, dużo wódki.
Bo im tylko o to chodzi abyś sam sobie szkodził, abyś sam nie mógł myśleć, abyś sam nie mógł chodzić.

również za Kazikiem (Kultem w zasadzie) i również z pamięci.

Ja tam wódkę lubię nie powiem. Łyskaczy w ogóle nie tykam, bo to ochydztwo - bimber na myszach pędzony. Natomiast z wyspiarskich specjalności najbardziej lubię dżin Beefeater.

gorbash - 23 lutego 2009, 13:23

Moim zdaniem do łyskacza trzeba się przyzwyczaić. Kiedyś też piłem - bo było, narzekając raczej. A teraz juz sprawia mi to przyjemność.
Ech, spróbowałbym znowu szpirytusu z woda, cytrynką i goździkami - smak dzieciństwa...

Virgo C. - 23 lutego 2009, 13:24

Ozzborn napisał/a:
Łyskaczy w ogóle nie tykam, bo to ochydztwo - bimber na myszach pędzony.

Lata temu też tak mówiłem męcząc przez kilka godzin jednego czerwonego jasia wędrowniczka. Ale człowiek ponoć trzy razy musi spróbować potrawy/napoju, by mu zasmakowały ;)

Ozzborn - 23 lutego 2009, 13:54

W moim wypadku to będzie musiało być duuużo więcej. Mój tatko jest wielbicielem łyskacza, więc już nie raz, nie 3 testowałem różne różniste balantajnsy, wędrowniczki tudzież inne markowe, ale nie podchodzi. A już do mieszanego z colą to mam mega awersję. Po jednej imprezie sponsorowanej m. in. przez taki zestaw zaliczyłem rekordowy womit i dwudniowego kaca. W ogóle alkohol z colą mi nie sztymuje, może dlatego, że nie jestem wielkim fanem coli w ogólności. Ale nie mówię, że nigdy, brandy też mi nie podchodziło, a teraz z przyjemnością sobie lampkę wysączę.
Piech - 23 lutego 2009, 14:33

Jaki jest sens picia whisky z coca colą? Z colą można równie dobrze zmieszać politurę.
Czerwony jaś wędrowniczek to taki prosty napój, który można pić na przykład zamiast wódki, jeżeli ktoś lubi.
Ballantines też, tylko jest to jakby coś lepszego, odpowiednik wódek luksusowych.
Zupełnie czym innym są whisky wieloletnie, typu Glenfiddich, Glenlivet. Są nie tyle do picia, co do smakowania, podobnie jak koniak. Nie warto mieszać z niczym. Nawet lodu bym nie dodawał. Co najwyżej można odrobinę rozcieńczyć wodą.

Fidel-F2 - 23 lutego 2009, 15:05

Piechu, graba
dalambert - 23 lutego 2009, 17:06

Piech, Święte Słowa :bravo
xan4 - 23 lutego 2009, 17:16

Piech, dołączam się :bravo

ale ja jednak lodu dodaję

Virgo C. - 23 lutego 2009, 23:18

Wiesz Piechu, jakbym nie był ubogim studentem, i sobie kupił np. Chivas Regal 18 YO to pewnie też sam bym co najwyżej dwie kostki lodu dodał. Ale tak to pije w zależności od nastroju - czasem z colą, czasem bez :)
Adon - 24 lutego 2009, 00:13

Widzę, że Piech zna się na rzeczy. :bravo Generalnie wszystkie maszynowo robione whisky zza oceanu można sobie podarować. Whisky musi mieć duszę i być robione pod kontrolą znającego się na rzeczy mistrza, wtedy może powstać rzeczywiście unikatowy trunek.
Tak się pochwalę, że niedawno, przy okazji zwiedzania pewnej destylarni, załapałem się na degustację pięćdziesięcioletniej whisky i kilku młodszych, trzydziestolatek. Niezapomniane wrażenia, dla tych, którzy lubią takie alkohole. :D

Gustaw G.Garuga - 24 lutego 2009, 00:38

savikol napisał/a:
Kolega przywiózł mi z Chin flakon miejscowej czyściochy. Na etykiecie same znaczki i pięcioramienna gwiazda. W środku ciecz niepijana. Śmierdzi mocno denaturatowo, wyczuwalne fuzle, frakcje wyższych alkoholi. Najpodlejszy bimber, coś potwornego.
Widocznie dostałem wódkę plebejską, a Gustaw ma coś z wyższej półki. Słyszałem za to, że można tam korzystnie kupić świetne wina.

Mam na półce butelkę po tym - nazywa się Czerwona Gwiazda, marka powstała bodaj już po założeniu Chin Ludowych. Wyrabia się ją z sorgo, o ile mnie pamięć nie myli. Niektórzy mają ją za aromatyczną - widzę, że nie tylko ja nie ;) Najtańsze wódki kupuje się tam w kanistrach za w przeliczeniu parę złotych. Nie piłem, ale domyślam się, co to może być... Wina robione podług klasycznych (francuskich) metod smakują takoż klasycznie; własnej receptury chińskie wina gronowe (w tamtych rejonach stosunkowo nowy trunek) są niesamowicie ciężkie, słodkie i mocne, trochę jak porto.

Rafał - 24 lutego 2009, 08:56

Whisky mam za ładnie opakowany pośledni bimber. Wstyd się przyznać, ale ponad pół roku męczę czarnego jasia i dałem sobie spokój, będę gości podtruwał. Fakt faktem, są szlachetniejsze odmiany - ostatnio smakowałem coś dobrego w trójkątnej butelce, ale cena jest porażająca. I żadna whisky nie może równać się z podgrzanym krupnikiem na zimowym kuligu czy podczas ogniska na śniegu, blado wypada nawet przy naszej żołądkowej gorzkiej, która tak po prawdzie to ani gorzka, ani żołądkowa :wink:

Inna bajka to koniaki. Ale tutaj obowiązuje znajomość reguł smakowania - dopiero wypełnienie rytuału uwolni pełen bukiet zapachu i pozwoli poznać wszystkie niuanse smakowe - picie koniaku jak wódki to nawet barbarzyństwo nie jest, dużo gorzej. Potrzebna jest i stosowna okoliczność i pewne namaszczenie. Ale dotyczy to wyłącznie koniaków i to tych lepszych.

Rum poza baccardim to jest rzecz od której raczej trzymam się z dala, zgodnie ze starym czeskim przysłowiem: na rum to ja srum - choć Czesi pomimo powtarzania tego przysłowia mają dziwne upodobanie do tej berbeluchy. A skoro jestem przy Czechach - godny polecenia jest Rumburak - jedyny drink robiony na bazie coli z becherowką, gdzie cola pasuje. Aromat becherowki przegryza fetor tego odrdzewiacza i trzeba uczciwie przyznać że się komponuje.

Ozzborn - 24 lutego 2009, 12:40

Rafał napisał/a:
Czesi pomimo powtarzania tego przysłowia mają dziwne upodobanie do tej berbeluchy


Ino czeski rum to nie rum, bo z buraka pędzony, a nie z trzciny cukrowej jak się należy. Ja osobiście prawdziwski rum uwielbiam. Również w wersji lajtowej czyli malibu. Bardzo fajnym drinkiem z rumem jest Bishop - w jednej z wersji. Lejemy ze 2 miarki rumu (na oko kieliszek do wina) dajemy trochę soku z cytryny, sypemy szczypte cukru pudru, zabarwiamy łyżeczką czerwonego wina i wytrzącamy z lodem - cedzimy do zimnego kieliszka od wina. W książce, w której znalazłem napisano, że pomysł pochodzi własnie od purpuratów, którzy lubili sobie takie "turbowinko" stosować zamiast zwkłego zachowując pozory. :mrgreen:

Adon - 24 lutego 2009, 12:43

Rafale, ale to co napisałeś o koniakach można powiedzieć o whisky. Jeśli próbowałeś jakichś Jasiów, to nic dziwnego, że do whisky się zraziłeś.
Rafał - 24 lutego 2009, 14:21

Może i tak, może i tak :D
Caitleen - 3 marca 2009, 00:42

Adon -> W pełni się zgadzam, prawdziwa whisky to trunek do smakowania, przyznam się że czasem pijam shotami ale to jak mnie nie stać na nic lepszego niż Whyte&McKay :P

Znajomy poczęstował mnie niedawno whisky z jakiejś północnej destylarni z posmakiem miodu i malin, brzmi paskudnie ale smakuje świetnie, najpierw jak normalna whisky a po paru łykach zaczyna się przylepiać do podniebienia delikatny posmak. Nie pamietam nazwy, jak kogoś zainteresowało to znajdę.

hrabek - 3 marca 2009, 12:35

Ja poprosze, chetnie tez sprawdze.
Marcin Robert - 3 marca 2009, 13:13

No więc tak. Pijam niegazowaną wodę mineralną, soki owocowe, zieloną herbatę, czasem piwo bezalkoholowe i mrożoną herbatę. :)
dalambert - 3 marca 2009, 13:57

Marcin Robert napisał/a:
No więc tak. Pijam niegazowaną wodę mineralną, soki owocowe, zieloną herbatę, czasem piwo bezalkoholowe i mrożoną herbatę.

Mam nadzieję , że to nie jest zaraźliwe :mrgreen:

mawete - 3 marca 2009, 14:12

dalambert: nie strasz :twisted:
dalambert - 3 marca 2009, 15:00

mawete, taz właśnie obawę sygnalizuję, toż to może być groźne dla otoczenia :twisted:
Nutzz - 3 marca 2009, 15:02

Dzisiaj skosztowałem herbaty pigwowej z odrobiną wódeczki i plasterkiem pomarańczy.
Bossskie!

xan4 - 3 marca 2009, 15:07

Marcin Robert napisał/a:
No więc tak. Pijam niegazowaną wodę mineralną, soki owocowe, zieloną herbatę, czasem piwo bezalkoholowe i mrożoną herbatę.


przebywał ostatnio na forum gościu co pisał tak jak Ty, na A... mu było, zapomniałem, oj źle skończył, źle :D

Kruk Siwy - 3 marca 2009, 15:12

A... pfuj!
Aczkolwiek, białe wino z wodą gazowaną, na drugi dzień... dobre. Soki pół na pół z białym winem 40% mogą być, zielona herbata... tu jakoś nie mam pomysłu. Piwo bezalkoholowe w ramach dowcipu na imprezie ok! Mrożona herbata ze spirytem, wchodzi.
Myślę że po prostu kolega Marcin Robert, skrótem myślowym poleciał.

Virgo C. - 3 marca 2009, 15:15

Sok grejpfrutowy w gorące dni ponoć całkiem niezły jest :roll:
Kruk Siwy - 3 marca 2009, 15:18

A jaki procent mu wlać należy żeby uzdatnić?
dalambert - 3 marca 2009, 15:48

Kruk Siwy, 99% ,ze spirytem wchodzi jak Pan Jezus w jedwabnej koszulce :P
Piech - 3 marca 2009, 15:55

Herbatę na zimno piją Amerykanie, ale oni mają kiepską herbatę (głównie Lipton). Natomiast jeżeli herbata jest dobra, taka do smakowania, nie widzę sensu jej schładzać, znieczulając kubki smakowe.
hrabek - 3 marca 2009, 15:57

Lipton to zla herbata? To jaka to jest ta dobra?
Piech - 3 marca 2009, 16:04

W zasadzie jakakolwiek angielska powinna być niezła. Tam się wciąż pije dużo herbaty (np. Twinings, Tetley). Za to w Ameryce Północnej herbata się po prostu nie przyjęła. Za gorąco i duszno na napary.
Jeżeli chodzi o wszechobecnego w Polsce Liptona, to ja się zastanawiam, co to jest za herbata, która zawsze naciąga? Nawet w niezbyt gorącej wodzie. Jak neska.

Martva - 3 marca 2009, 16:13

Piech napisał/a:
W zasadzie jakakolwiek angielska powinna być niezła. Tam się wciąż pije dużo herbaty.


O dziwo trudno jest dostać sypaną, przynajmniej w okolicach mojej siostry ;) Natomiast ichniejsza torebkowa jest dużo lepszej jakości niż nasza.

Piech napisał/a:
co to jest za herbata, która zawsze naciąga? Nawet w niezbyt gorącej wodzie.


Teoretycznie jak zalejesz herbatę zimną wodą i odstawisz na parę godzin, to też naciągnie - widziałam jakiś taki przepis na upały ;)

hrabek - 3 marca 2009, 16:14

To fakt, ze wole Tetley i Dilmah, ale Lipton tez jest u mnie w czolowce. Aczkolwiek wszechobecnosc rzeczywiscie sklania mnie do wybierania mniej popularnych marek.
Adanedhel - 3 marca 2009, 16:18

hrabek napisał/a:
Lipton to zla herbata? To jaka to jest ta dobra?

Lipton jest przeciętny. Z herbat we w miarę rozsądnych cenach lepszy jest już Tetley. Osobiście pijam Ahmad Tea, jest z nich chyba najlepsza.

Piech - 3 marca 2009, 16:23

Martva napisał/a:
O dziwo trudno jest dostać sypaną, przynajmniej w okolicach mojej siostry ;) Natomiast ichniejsza torebkowa jest dużo lepszej jakości niż nasza.

Sypanej dawno nie piłem. Nie jestem koneserem, tylko zwykłym herbaciarzem (ok. 1l dziennie). Zalewam torebkę jakiegoś Tetleya wrzątkiem, a po chwili torebkę wyrzucam, zanim herbata zrobi się cierpka.

Adon - 3 marca 2009, 16:36

Martva napisał/a:
O dziwo trudno jest dostać sypaną, przynajmniej w okolicach mojej siostry

Heh, a u mnie bez problemu.

Martva napisał/a:
Natomiast ichniejsza torebkowa jest dużo lepszej jakości niż nasza.

Fakt, nawet najtańsza angielska herbata z Liedla [sic!] za 30p jest smaczna.

dalambert - 3 marca 2009, 18:17

Yunan liściasty to jest TO :!:
Nutzz - 3 marca 2009, 18:18

Ja ze swojej strony polecam herbatki z czerwonokrzewu (wszelakie Rooibosy).
Nie jestem herbaciarzem, ale to jedyna herbata którą pijam z przyjemnościa bez cukru/miodu (pomijam smakowe).

Agi - 3 marca 2009, 18:28

Dobrze prawisz dalambercie, Yunan liściasty jest moim podstawowym napojem biurowym.
dalambert - 3 marca 2009, 18:50

Agi, duży wygrzany kubek, dwie łyzeczki Yunana czarnego lisciastego, odrobinka ErlGreya i mały płatek hibiskusa - zalać wrzątkiem przykryć talerzykiem i parzyć parę minut i to jest to na wczesne wieczory !
Rafał - 3 marca 2009, 18:51

Zwierzęta, normalnie jak zwierzęta :shock: :?

:wink:

Agi - 3 marca 2009, 18:53

Rafał, a Ty w pracy gorzałeczkę? :wink:
Pigwówką delektuję się teraz

Ozzborn - 3 marca 2009, 18:58

Nutzz napisał/a:
wszelakie Rooibosy

O fuj, nie cierpię. Ochyda przez gardło mi nie przechodzi. Bardzo lubię liściastą zieloną jaśminową, najlepiej z 2. parzenia. A na codzień najchętniej spożywam masowe produkcje najlepiej w wersji earl grey, Liptona, Tetley, Saga różnie co tam w sklepie w promocji :P

xan4 - 3 marca 2009, 19:00

Agi napisał/a:
Pigwówką delektuję się teraz


ale mi smaka robisz, zaraz ide czegoś poszukać :D

Piech - 3 marca 2009, 19:01

Ciekawostka: a wiecie, że Earl Grey po zagotowaniu (wystarczy tylko na chwilę doprowadzić do wrzenia) traci cały aromat i staje się zwykła, bardzo nienadzwyczajną herbatą? Nie żebym herbatę gotował. Raz mi się zdarzyło i zauważyłem takie cóś.
Piech - 3 marca 2009, 19:03

Ozzborn napisał/a:
Ochyda

Ja Ci dam "ochydę"!

Ozzborn - 3 marca 2009, 19:05

To dosyć logiczne, ponieważ charakterystyczny smak nadaje (temu elgreju) bergamotka, a olejki eteryczne w wysokich temperaturach szlag trafia, a co najmniej wyparowują :P
Ozzborn - 3 marca 2009, 19:11

Piech napisał/a:
Ozzborn napisał/a:
Ochyda


Ja Ci dam "ochydę"!


:oops: heh, tak własnie podejrzewałem, ale jakoś mi ładniej wyglądało... I nic to, że w pamięci miałem skecz kabaretu Potem o smoku, ze słowami: "ohydna ta poczwara" w których Sikora wymawia dźwięczne "h". No cóż tera zapamiętam.

Piech - 3 marca 2009, 19:16

Ozzborn napisał/a:
No cóż tera zapamiętam.

O to właśnie chodzi.

Pako - 3 marca 2009, 21:46

Mnię kobieta za każdym razem częstuje herbatką sypaną, mówi, że bio-active. Na przykłąd ostatnio był ogród miłości czy coś w tym stylu z tea club czy jakoś tak :P pysznosci. Lipton? Lupton to herbata do wypicia, jak sucho w gardle jest w porównaniu z tym.
E:
http://www.teaclub.pl/

Fidel-F2 - 4 marca 2009, 06:32

Yunan lisciasty miodzio, właśnie wciągam filiżankę,

torebek nie pijam prawie wcale, tzn nie jestem ortodoksem, jak trzeba to wypiję ale, żeby samemu sobie coś takiego kupić i zaparzyć to nie, unikam jak mogę

Lipton, Tetley, Saga czy inne podobne, nie rozróżniam, dla mnie śmieci, unikam jak mogę

bardzo zaś lubię Ahmad i Dilmah, moim zdaniem świetne herbaty dostepne masowo

sporo pijam wynalazków z małego herbacianego sklepiku ale prawie wyłącznie na bazie czarnej herbaty lub mieszanek owocowych

lubię intensywny smak, więc moje herbaty są mocne, bez dodatków typu cukier czy cytryna i pijam je gorące jak się tylko da, idea mrożonej herbaty jest dla mnie wewnętrznie sprzeczna

Agi - 4 marca 2009, 08:01

W zasadzie mogę się podpisać pod postem Fidela-F2, z wyjątkiem herbaty Ahmad, bo u nas jej nie spotkałam.
Właśnie zaparzam sobie pierwszy kubek Yunan.

Rafał - 4 marca 2009, 09:14

Agi napisał/a:
Rafał, a Ty w pracy gorzałeczkę?
Jak pracowałem w starostwie to bywało, nie powiem, taka była specyfika pracy terenowej i tradycja w narodzie. A teraz wchodzi w zakres obowiązków służbowych ;P:

A tak z ciekawości, pił ktoś z was herbatę z samowaru, takiego oryginalnego na węgiel drzewny?

Iwan - 4 marca 2009, 20:08

Piwo Żywe, całkiem smaczne :D
Ozzborn - 4 marca 2009, 20:09

Ja to po wczorajszym już nic nie piję...

...a przynajmniej do następnego razu :twisted:

xan4 - 4 marca 2009, 20:15

Whisky Williams, nie znam, dostałem za zrobienie deklaracji rocznej, w sumie z lodem ok.
ihan - 4 marca 2009, 20:51

Iwan napisał/a:
Piwo Żywe, całkiem smaczne :D


Fakt, smaczne. Niestety w Krakchemii/Almie już nie sprzedają.

Iwan - 4 marca 2009, 21:03

ja też je pierwszy raz spotkałem i to w małym sklepiku
Adon - 5 marca 2009, 12:53

xan4 napisał/a:
Whisky Williams, nie znam, dostałem za zrobienie deklaracji rocznej, w sumie z lodem ok.

Jest na etykietce podany wiek whisky? Dobra whisky zaczyna się koło 10 lat leżakowania w beczce - to co sobie potem stoi w butelce już się nie dolicza.

Pucek - 5 marca 2009, 21:15

Napiłabym się białego wina. Mogłoby być lekko musujące. Chyba coś kupię na sobotę :)
Ozzborn - 5 marca 2009, 22:39

Z takowych polecam reńskie: Nussdorfer Bischofskreutz, albo Liebefraumilch (takie w niebieskiej butelce z Maryją). Bardzo przyjemne i nie walą po kieszeni bardzo :P
Pucek - 5 marca 2009, 23:48

Sie zgadza. Dzięki.Tych niebieskich ostatnio w okolicy nie widzialam, reńskie zacne ale i rumuńskie smakowite bywają. Zatem byle do soboty :P
Ozzborn - 6 marca 2009, 00:03

Aż sam mam smaka, ale póki co, znalazłem w szafce 20 butelek zwrotnych, więc jutro będzie "darmowe" piwko :mrgreen:
hrabek - 13 marca 2009, 15:49

Przez parę ostatnich dni:



To już druga taka :D

Iwan - 13 marca 2009, 21:27

hrabek, tyle piany w kuflu! bój się boga ;P:

a ja tak pospolicie wódka ze spritem :D

Ozzborn - 13 marca 2009, 21:31

Ja raczę się winkiem tatusiowej produkcji jabłko/aronia.
dalambert - 13 marca 2009, 21:39

Iwan napisał/a:
wódka ze spritem

tfu co za chemia okropna - soku chćby i z grejfrucia nie masz :!:

Martva - 13 marca 2009, 21:53

Iwan, przeczytałam 'ze spiritem' i zwątpiłam ^^
Iwan - 13 marca 2009, 21:59

dalambert, no właśnie nie mam :? a że jak sam popijam to z kieliszka mi nie leży to pije takie "chemiczne" drinki

Martva, tez bym zwątpił :lol:

ihan - 15 marca 2009, 11:37

Karmi black zdecydowanie za słodkie. Palone dużo lepsze.
dalambert - 15 marca 2009, 14:25

ihan, tak Palone Okocimskie znakomie tylko w Warszawie sotatnie znikło ze sklepów nie daj Boże zawiesili produkcję :cry:
Adashi - 25 kwietnia 2009, 14:09

W ramach odpoczynku delektuję się intrygującym Desperados, a dla klimatu zapuściłem sobie El Mariachi 8) :lol:
Chal-Chenet - 25 kwietnia 2009, 14:13

Dobre piwko, dobre!
Nutzz - 25 kwietnia 2009, 15:01

Dane mi było wczoraj skosztować najlepszego (subiektywnie) drinka pod słoneczkiem
Vanilla blue - Wódka + mleko + ekstrakt waniliowy + blue curacao + lód + śmietanka
Miodzio!

Godzilla - 25 kwietnia 2009, 15:05

No proszę. Kiedyś muszę spróbować. Nie mam wielkiego rozeznania. Dotąd posmakowała mi pinia colada, tequilla sunrise i cuba libre.
Nutzz - 25 kwietnia 2009, 15:11

Tequilla do wczoraj była moim ulubionym drinkiem.
Vanilla należy do drinków hmmm... o gęstszej konsystencji, więc nie wiem czy Ci posmakuje.

merula - 25 kwietnia 2009, 22:37

a wiec reasumując jesienną akcję winną - czerwone wyszło w miarę wytrawne i nienajgorsze, jabłkowo-pomarańczowe bardzo przyjemne, a z samych jabłek leciutko musujące, nieco zbyt słodkie, ale całkiem fajne. Udało się nie spaprać.

a pigwówka robiona z pestkami jest według wszystkich degustujących intrygująca i smaczna.

teraz pozostaje już popaść w alkoholizm :twisted:

Martva - 26 kwietnia 2009, 09:06

merula napisał/a:
jabłkowo-pomarańczowe


Ojej :)

Iwan - 27 kwietnia 2009, 13:08

wczoraj znów się śliwowicą raczyłem :D ech miodzio :D
Fidel-F2 - 28 kwietnia 2009, 04:43

chivas regal z ojczulkiem obsmakowaliśmy w dwa wieczory
xan4 - 30 kwietnia 2009, 09:21

Poprzez akcję "deklaracje roczne" uzupełniłem sobie barek:
Green Label,
2 x Black Label
Jack Daniels
Hennessy

no to wystarczy na jakiś czas ;P:

edit: literówka

Fidel-F2 - 30 kwietnia 2009, 09:43

no ładnie, nie ma co narzekać
Agi - 17 maja 2009, 17:49

Hennessy i czarna kawa
ihan - 17 maja 2009, 20:50

Sok marchewkowo-selerowy Marwitu. Tak, tak, uznaje wyłącznie Marwit.
Martva - 17 maja 2009, 20:51

Taki jednodniowy? Lubię czystą marchew, wersji z selerem zawsze się bałam spróbować ;)
ihan - 17 maja 2009, 20:55

Wyłącznie jednodniowy. Z selerem najlepszy, choć z pietruszką (była edycja limitowana) też dobry.
NURS - 17 maja 2009, 21:05

A ja Jim Beam, właśnie przybył kartonik pod okienko...
joe_cool - 18 maja 2009, 00:09

NURSie, ładnie to tak popijać niewiadomoco, zamiast jedynie słusznego Skalaka na zamku w Leśnicy? ;P:

EDIT: wybiegłam myślą za daleko w przyszłość ;)

Ozzborn - 22 maja 2009, 19:30

Rum z sodówką i cytryną na poprawę humoru...
gudrun - 22 maja 2009, 21:15

A ja właśnie wróciłam z Bułgarii i sączę rakiję
Dobra, ale lepszą kiedyś piłam domowej roboty z Chorwacji

Agi - 22 maja 2009, 21:23

Herbata miętowa ze świeżej mięty prosto z ogródka
nureczka - 22 maja 2009, 21:25

Po ostatnim zebraniu z personelem Nervosol.
Lynx - 22 maja 2009, 21:47

merula, jabłkowe? Jej, chcę spróbować, czy istnieje szansa na degustację?
krisu - 22 maja 2009, 22:40

Whisky z colą, piwo , wódka z lodem i inne frykasy. Zdarzyło mi się nawet pić irlandzką odmianę wina na jabłkach pić. Nazywa się cider i jest mocno gazowane. tylko promili mało. Pijesz, pijesz a potem oddajesz, oddajesz...
Fidel-F2 - 23 maja 2009, 16:54

krisu napisał/a:
Whisky z colą
nic już lepiej nie mów
krisu napisał/a:
pić irlandzką odmianę wina na jabłkach pić. Nazywa się cider i jest mocno gazowane
jak tam irlandzka, pół Europy to pije
ihan - 23 maja 2009, 21:42

Whisky z colą mnie nie rusza, od kiedy usłyszałam o red bullu z wódką. I to ludzie piją dobrowolnie.
Piech - 23 maja 2009, 23:23

krisu napisał/a:
Zdarzyło mi się nawet pić irlandzką odmianę wina na jabłkach pić. Nazywa się cider i jest mocno gazowane. tylko promili mało.

Krisu, przez te bąbelki nie czujesz, że pijesz alkohol i dlatego cider jest zdradliwy. A mętna odmiana zwana scrumpy ponoć powoduje obłęd i trwałe zmiany w korze mózgowej.

dzejes - 24 maja 2009, 00:58

Piech napisał/a:
A mętna odmiana zwana scrumpy ponoć powoduje obłęd i trwałe zmiany w korze mózgowej.


Alkohol w każdej postaci może to spowodować.

Rafał - 25 maja 2009, 10:18

Nie znajdę na szybko linka, ale radzieccy, tfu, rosyjscy naukowscy dowiedli, że spożywanie alkoholu w pewnych okolicznościach powoduje regeneracje komórek nerwowych w mózgu. Na onecie jakiś rok temu pisali :lol:
ihan - 26 maja 2009, 08:39

A picie alkoholu w rozsądnych ilościach przez kobiety w ciąży podnosi poziom inteligencji dzieci. Też pisali jakiś rok temu, i to nie byli rosyjscy naukowcy.
Lynx - 26 maja 2009, 08:55

A wypijanie wiecej niż 0,33 l piwa dziennie ( codziennie) prowadzi do uzależnienia, czyli alkoholizmu.
Rafał - 26 maja 2009, 08:58

To na pewno przez efekt homeopatyczny :roll:
Fidel-F2 - 26 maja 2009, 09:41

może nie codziennie ale lekarz mojej żonie zalecał w czasie ciąży kieliszek wina co jakiś czas
hrabek - 26 maja 2009, 09:54

Mojej też. Do dzisiaj ma w książeczce napisane: "kawa z odrobiną alkoholu" jako zalecenie :)
dzejes - 26 maja 2009, 12:15

To debile byli, nie lekarze.
shenra - 26 maja 2009, 18:10

Dżizas przeca to dziecko może uszkodzić. Konowały.
ihan - 27 maja 2009, 08:19

Do wszystkich oburzających się, osobiście nie mam pojęcia jak alkohol w małych ilościach działa na płód. Niewątpliwie, dawkowany rozsądnie, o dziwo, poprawia pamięć i zdolność uczenia się osobników dorosłych. Dopóki nie znam wyników badań zrobionych na rozsądnej próbce statystycznej wstrzymywałabym się z osądami. I to nie tylko w sprawie picia alkoholu (rozmawiamy o dawkach typu lampka wina, a nie pół litra spirytusu) przez ciężarne.
dzejes - 27 maja 2009, 08:32

ihan napisał/a:
I to nie tylko w sprawie picia alkoholu (rozmawiamy o dawkach typu lampka wina, a nie pół litra spirytusu) przez ciężarne.


Płód nie metabolizuje alkoholu. O czym jeszcze chcesz rozmawiać?

ihan - 27 maja 2009, 08:36

dzejes, nie wiem w jakiej ilości alkohol przechodzi przez barierę krew-łożysko. Nie wiem jak organizm matki reaguje na małe ilości alkoholu, zwyczajnie nie wiem. Już wielokrotnie się okazywało, że prawdy, po pewnym czasie okazywały się jakby mniej prawdami.
dzejes - 27 maja 2009, 08:38

Alkohol to ryzyko poronienia, niedorozwoju umysłowego i tak dalej.
Jakie widzisz zalety?

Ziemniak - 27 maja 2009, 09:14

dzejes napisał/a:
To debile byli, nie lekarze.

shenra napisał/a:
Dżizas przeca to dziecko może uszkodzić. Konowały.

Kwestią zasadniczą jest to, kiedy zostały wydane te zalecenia. Dopiero ostatnio udowodniono szkodliwy wpływ alkoholu na płód, zwłaszcza w pierwszych trzech miesiącach ciąży, ponieważ nawet najmniejsze dawki alkoholu swobodnie pokonują barierę płód-łożysko a niewydolna wątroba u płodu słabo metabolizuje alkohol, co prowadzi do relatywnie wysokich stężeń we krwi.

joe_cool - 27 maja 2009, 22:53

w ostatnich "Charakterach" przeczytałam, że prawdopodobną przyczyną tego, czy alkohol komuś smakuje, czy nie, jest kontakt (lub jego brak) z alkoholem w łonie matki. eksperyment był przeprowadzony na gryzoniach...
xan4 - 28 maja 2009, 08:43

no to teraz już wiem, muszę pogadać z matką.

edit: lit.

merula - 28 maja 2009, 09:00

ale czy niewielkie ilości alkoholu nie są aby metabolizowane przez matkę zanim znajdą się we krwi i mają szansę przedostać się przez łożysko?

jeśli nie, to kobiety w wieku reprodukcyjnym nie powinny spożywać, bo zawsze mogą akurat być we wczesnej ciąży ;P:

Ziemniak - 28 maja 2009, 11:37

merula napisał/a:
czy niewielkie ilości alkoholu nie są aby metabolizowane przez matkę zanim znajdą się we krwi

Nie mogą być zmetabolizowane, bo do wątroby transportuje je właśnie krew.

merula - 28 maja 2009, 12:07

ale do płodu krew idzie juz , zdaje się, po wizycie w wątrobie.
Iwan - 28 maja 2009, 12:44

ja słyszałem że nawet najmniejsze ilości alkoholu maja wpływ na rozwój dziecka
shenra - 29 maja 2009, 10:29

Piszę o tym magisterkę, to jest przerażające. A mało kto chce uwierzyć, że faktycznie każda dawka alkoholu ma wpływ na płód. I takl są prowadzone szeroko zkrojone badania, wystarczy udać się na konferencję o FAS, szczeególnie do Lędzin, tam uświadomią, podadzą wyniki, procenty....to daje do myślenia. :|
krisu - 29 maja 2009, 18:54

[quote="Piech"]
krisu napisał/a:
przez te bąbelki nie czujesz, że pijesz alkohol i dlatego cider jest zdradliwy. A mętna odmiana zwana scrumpy ponoć powoduje obłęd i trwałe zmiany w korze mózgowej.

Hm... coś w tym jest. Normalni Irole to nie są...

Cytat:
A picie alkoholu w rozsądnych ilościach przez kobiety w ciąży podnosi poziom inteligencji dzieci.

A picie alkoholu w nierozsądnych ilościach przez kobiety niebędące w ciąży i ich partnerów podnosi odsetek tychże ciąż ;P:

Martva - 2 czerwca 2009, 13:34

Wczoraj zaczęłam robić syrop z kwiatów czarnego bzu. I mocno się zastanawiam co dalej, czy kombinować z rozlewaniem w słoiki i pasteryzacją, czy chlapnąć spirytusu :D
Fidel-F2 - 2 czerwca 2009, 14:03

też pytanie
gorbash - 2 czerwca 2009, 14:09

Tylko nie chlapnij za dużo bo nie trafisz do słoików.
dalambert - 2 czerwca 2009, 14:34

Martva napisał/a:
chlapnąć spirytusu
chlapnąć, stanowczo chlapnąć i do brzuszka :lol:
Martva - 2 czerwca 2009, 15:38

Na razie chlapnęłam do herbatki. Ale fajny wynalazek! Z tej partii chyba rzeczywiście zrobię czarnobzówkę, zwłaszcza że rodzicielce się oczy zaświeciły na samą myśl, ale mam nadzieję że uda się przetworzyć więcej kwiecia - tylko pogoda strasznie do kitu, przydałby sie suchy i słoneczny dzień zanim przekwitną :(
Marcin Robert - 2 czerwca 2009, 15:39

Marcin Robert napisał/a:
No więc tak. Pijam niegazowaną wodę mineralną, soki owocowe, zieloną herbatę, czasem piwo bezalkoholowe i mrożoną herbatę.


Zapomniałem dodać do listy cappuccino (którego spożycie staram się jednak ograniczać), a moim sposobem na ostatnie zimne dni jest kawa zbożowa z miodem i śmietanką.

Piech - 2 czerwca 2009, 16:32

A co można zrobić z owoców dzikiej róży? Bo blisko mojego domu rośnie wieeeelki krzew. Nie mam wielkiej ochoty katować się kolcami, ale gdyby ktoś podał apetyczny przepis na nalewkę to kto wie, kto wie...
Martva - 2 czerwca 2009, 16:37

Z owoców nie wiem, moja siostra robiła nalewkę z kwiatów. Ale nie dzikiej, tylko pomarszczonej, czyli tzw jadalnej (Rosa rugosa).
Agi - 2 czerwca 2009, 17:16

Piech napisał/a:
A co można zrobić z owoców dzikiej róży? Bo blisko mojego domu rośnie wieeeelki krzew. Nie mam wielkiej ochoty katować się kolcami, ale gdyby ktoś podał apetyczny przepis na nalewkę to kto wie, kto wie...

Nigdy nie robiłam nalewki z owoców dzikiej róży, ale przepis, który znalazłam wydaje się sensowny. Co prawda nie podoba mnie się pomysł gotowania miodu, ale niegotowany prawdopodobnie zacząłby fermentować. Mimo wszystko zaryzykowałabym rozpuszczenie miodu w ciepłej przegotowanej wodzie.
Tu znalazłam cały wątek o nalewce z owoców róży.
Zainteresował mnie przepis na różano - tarninową, to może być ciekawe połączenie, jesienią spróbuję zrobić. Zarówno tarninę, jak i dziką różę mam w okolicy.

Pucek - 2 czerwca 2009, 17:28

Spokojnie, nie zacznie fermentować, bo całość mieszaniny ma za wysoki procent jak na wytrzymałość drożdży. One są w stanie działać do 15 - 16% zawartości alk. , potem - zrobily swoje, mogą odejść...

Znajoma robi różne nalewki, czasem dodaje płatki różane i efekt jest rewelacyjny.
Owoce używa do ratafii.

Agi - 2 czerwca 2009, 17:39

Pucek, uspokoiłaś mnie. Nie jestem specjalistką od winiarstwa, a miód wolałabym zachować w nalewce wraz ze wszystkimi właściwościami.
Piech - 2 czerwca 2009, 17:50

Dzięki. To rzeczywiście brzmi apetycznie. Do jesieni mam czas przygotować się psychicznie do zbiorów.
Godzilla - 3 czerwca 2009, 09:26

W kwestii syropu z kwiatów bzu czarnego, kiedyś przygotowywaliśmy tak, że przesypaliśmy kwiaty cukrem w wielkim słoju. Warunek - nie były myte, czyli wybraliśmy ładne krzewy na łące z dala od cywilizacji. Nie gotowaliśmy, nie pasteryzowaliśmy, tylko zlaliśmy do butelek. W identyczny sposób przygotowaliśmy syrop z czarnej porzeczki. Porzeczki niemyte - za to osobiście zrywane z krzaka na działce teściów, wiadomo że niepryskane itd. Sok niepasteryzowany, a jednak pięknie się trzymał. Porzeczki umyte tak się przerobić nie dadzą, sok się spieni. No i to co wyszło przepięknie pachniało, takimi świeżymi porzeczkami prosto z krzaka.
baranek - 3 czerwca 2009, 09:32

Ajerkoniak pijam. Z wanilią. Masakra. Starzy kumple się w grobach przewracają.
Pucek - 3 czerwca 2009, 09:41

Aś tam, jak zaczniesz szałwię z rumiankiem zamiast herbaty - to dopiero będzie...
Martva - 3 czerwca 2009, 10:12

Godzilla, tak mam zamiar zrobić z agrestem. I czerwonymi porzeczkami może.
BTW zawsze mnie fascynowało czy Yennefer pachniała agrestem i bzem lilakiem, czy bzem czarnym ;)

ihan - 3 czerwca 2009, 10:51

Dla mnie było i jest oczywiste, że wyłącznie bzem lilakiem :mrgreen:
Martva - 3 czerwca 2009, 13:01

Dla mnie nigdy nie było oczywiste. I skąd mu przyszło do głowy połączenie? ;)
Nazbierałam drugą porcję kwiatów. Mrrrr :)

Iwan - 4 czerwca 2009, 19:08

mojej żonie przyszedł smak na wino...i kupiła czerwone mołdawskie, a nazwa mnie rozwaliła Samotny szaman :mrgreen: zaraz mi się jabole przypomniały :D
Zgredek - 4 czerwca 2009, 21:10

Iwan napisał/a:
mojej żonie przyszedł smak na wino...i kupiła czerwone mołdawskie

Mołdawskie są niezłe i tanie. Polecam Pinot Franc (czerwone, półsłodkie). Kosztuje grosze, a jest naprawdę smaczne.

Iwan - 4 czerwca 2009, 21:13

te też jest czerwone półsładkie i całkiem niezłe :D
Rafał - 5 czerwca 2009, 08:27

Coś-tam Monacha jest dobre, nie pamiętam tylko co, krew, albo dusza. Butelka opakowana w jutę, naprawde niezłe i tanie.
Iwan - 5 czerwca 2009, 08:44

ten Szaman też w jutę opakowany
gorbash - 5 czerwca 2009, 08:44

Rafał napisał/a:
Coś-tam Monacha jest dobre, nie pamiętam tylko co, krew, albo dusza. Butelka opakowana w jutę, naprawde niezłe i tanie.

Dusza

Rafał - 5 czerwca 2009, 08:53

Ano tak, krew to bycza była :wink: :oops: (egri bikawer)
Godzilla - 5 czerwca 2009, 19:34

Dusza Monacha. Wszystkie sprzedawczynie czytają to "Mohaksa" :mrgreen:
Gustaw G.Garuga - 13 czerwca 2009, 21:12

Sączę własnej roboty czereśniówkę. Hojnie sypane goździki, imbir i cynamon sprawiły, że w smaku przypomina raczej beherovkę :mrgreen:
ilcattivo13 - 14 czerwca 2009, 10:50

wreszcie porównałem "Złotą Lithuanię" i "Gorzką Czystą DeLuxe". Litwa nadal rządzi :D Ciekawe, kto teraz zmierzy się z czempionem...
Ozzborn - 14 czerwca 2009, 12:46

Mój kumpel twierdzi że Danska jest najlepsza, może ją przetestuj :D
ilcattivo13 - 14 czerwca 2009, 13:03

dzięki, jak wpadnie mi w łapki, to na pewno spróbuję
mad - 14 czerwca 2009, 22:37

Czerwiec póki co zupełnie bezalkoholowy. Jakoś żyję :roll:
ihan - 17 lipca 2009, 22:22

Nie lubię napojów energetycznych, ale chyba będę musiała się przełamać:

http://www.unia.tarnow.pl/index.php?id=2688

Jakiś tam procent na klub idzie.

dalambert - 18 lipca 2009, 10:31

ihan, wpłać im datek na klub jak popierasz , ale świństwa nie pij :!:
Karl - 18 lipca 2009, 11:25

Jakby to nie był fejk, to by podali jaki procent. Śmierdzi zwykłą akcją promocyjną... Dalambert ma rację.
ilcattivo13 - 19 lipca 2009, 02:45

Z okazji ślubu przyjaciela - piwo "Dawne" (wchodzi jeszcze lepiej niż "Ciechan" :wink: ) i prawie dwie butelki wina (mix win z Chile - wytrawne i półwytrawne).
A teraz siedzę na Centralnym i czuję się nawet nieźle ;P:

Ozzborn - 19 lipca 2009, 10:32

ilcattivo13 napisał/a:
Z okazji ślubu przyjaciela - piwo "Dawne" (wchodzi jeszcze lepiej niż "Ciechan" )

Browar z mojego miasta :D Jakoś nigdy mi nie podchodziły konstancińskie produkcje, ale czytałem jakiś artykuł o dobrych małych browarach i oprócz Ciechana wspomnieli także Konstancin i planowane poprawienie receptur i jakości... może to już nastąpiło, trza spróbować, choćby i z lokalnego patriotyzmu ;P:

Kruk Siwy - 19 lipca 2009, 10:36

Ozzborn, jest jakaś knajpa przy browarze? Albo choć sklep firmowy? Do Konstancina aż tak strasznie daleko nie jest...
Ozzborn - 19 lipca 2009, 10:49

Jeśli coś jest to nigdy o tym nie słyszałem. Przypuszczam, że nie, bo browar jest na wiosce, daleko od "centrum miasta". Natomiast bywa często w niektórych małych sklepach lokalnych. No i z tego co zauważyłem całkiem łatwo dopaść go w Wawie.

edit: mają całkiem zgrabną stronę http://www.browar-konstancin.pl/ z listą knajp gdzie można spożyć http://www.browar-konstancin.pl/index.php/ida/43/
Żeby było śmieszniej to jedyna konstancińska knajpa, która jest w spisie - to chyba najdrższa w mieście i na dodatek chyba zamknięta aktualnie :shock: Firmowego sklepu nie znalazłem.

ilcattivo13 - 19 lipca 2009, 21:11

Ozzborn - ja właśnie w tym pierwszym na liście piłem :) . Mieli beczkowane, więc może dlatego było delikatne i tak dobrze wchodziło :wink:
Kruk Siwy - 19 lipca 2009, 21:15

No i tak. Trzeba będzie na Pragie pojechać. Kurka żesz wodna w kuper szarpana.
Ozzborn - 19 lipca 2009, 21:26

Kruk Siwy, nie wiem czy to Cię cokolwiek uratuje, ale konstancińskie browary mają praktycznie cały czas w sklepie piwno-alkoholowym na Koszykowej w pobliżu Taniej książki oraz w osiedlowym sklepie Domino obok TVP na Wierzbnie (z resztą sklep ów posiada także Ciechana w stałej ofercie, więc jest powodem mojej nienawiści do kumpla, który tam mieszka i czerpie ze źródełka jak tylko ma kaprys i ochotę przejść 50 metrów :evil: )
ilcattivo13 - 19 lipca 2009, 21:30

Ozzborn napisał/a:
...ale konstancińskie browary mają praktycznie cały czas w sklepie piwno-alkoholowym na Koszykowej w pobliżu Taniej książki ...


niech Ci Bozia w dzieciach wynagrodzi, dobry człowieku :D Jak jestem w W-szawie, to prawie zawsze zachodzę do Taniej Książki. Od teraz, będę mógł pominąć "prawie" :D

Kruk Siwy - 19 lipca 2009, 21:34

Ozzborn, na wynos i i owszem połowa drogi, ale z beki się napić to dopiero jest smak.
dalambert - 19 lipca 2009, 22:32

Dawne bywa w "Markeciku" kolo mego domu - DOBRE JEST :D
Ozzborn - 19 lipca 2009, 22:34

Kruk, tyz prowda.
Kurde tak zachwalacie chłopaki, aż się chyba przy następnym upiwnianiu skuszę.

Ozzborn - 22 lipca 2009, 11:41

No i się skusiłem. Zapodałem sobie Dawne i Konstancin Bardzo Mocny. No cóż... nie jest najgorsze, bardzo się poprawiło od czasu kiedy był tylko Mocny Warszawiak w wiejskim sklepie. Ale dalej to nie jest to. Bardzo Mocny nadaje się jako utrwalacz (8% alk.) - samego bym nie wypił. Poza tym wszystkie konstancińskie mają podobną charakterystyczną goryczkę, która mi akurat nie odpowiada. Do Ciechana się nie umywa. Szkoda.

Ale co fajniejsze w sklepie, w którym kupowałem odkryłem Irlandzkie Mocne z Krajana. W butelkach półlitrowych (wcześniej bywało w 0,33l bardzo przyjemne na przechadzkę :P ). To dopiero jest pyszne piwo. Ciemne, z wyraźnym, słodkawym smakiem karmelizowanego słodu. Moc raczej kryje się w ekstrakcie, bo ma tylko 6% alk. (Co oczywiście wg standardów piwnych z Czech czy Anglii jest mocne, ale już u nas to standard :P )

Kruk Siwy - 22 lipca 2009, 11:42

Irlandzie Mocne powiadasz? Hm...
Chal-Chenet - 22 lipca 2009, 11:42

A mnie bardzo zasmakował Desperados. Bardzo dobre piwko, szkoda, że tylko 0,4. Ale i na to znajdzie się sposób, zawsze można sobie kupić więcej niż jedno... :mrgreen:
Ozzborn - 22 lipca 2009, 11:59

Kruk Siwy, polecam! Jak dla mnie podium razem z miodowym Ciechanem.
Chal-Chenet, Desperadoski smakowe są, takie właśnie na lato orzeźwiające. Ale trochę drogie jak na 0,4. Złotówkę mniej by kosztowały i by był cud malina. Nie wiem czy już nie pisałem, ale kumpel miał fazę na nie i jak mu się kasa skończyła robił "domowego desperata". Pół taniego piwa + sprite + gruby plaster cytryny. Smak podobny, portfel szczęśliwszy :mrgreen:

Kruk Siwy - 22 lipca 2009, 12:00

Ja tam piwo lubię. Oranżady z procentami to w postaci win musujących spożywam.
dalambert - 22 lipca 2009, 12:11

Chal-Chenet, Ty etykietkę doczytaj to ma 6.4 % ale świństwo straszne,
Desperados znaczy taka sama meskykanska orenżudu jak było Corona tfu z lansem reklamowym i tyle, nie mieszać mi do tego miodowego Ciechana któren zacny jest :twisted:

Kruk Siwy - 22 lipca 2009, 12:15

dalambert, ale tego Irlandzkiego Mocnego z Krajna to bym spróbował. Kiedyś takie piwko było Belfast się nazywało. Ale po roku straszną kupę zrobili zwykłego sikacza doprawianego spirytem.
gorbash - 22 lipca 2009, 12:33

Ja tam nadal lubie Belfasta. Na Rynku Głównym była kiedyś tawerna "Pod Jagnięciem" czy jakoś tak, surowe ściany, trochę pirackich ozdób, ale za to Belfast z beczki za (!!!) 3.50 (to było jakie 8 lat temu). Wypijał człowiek takie cztery i miał komplet witamin.
Ozzborn - 22 lipca 2009, 12:40

A ja czasem sobie walnę piwną oranżadkę, a co.
No hej miodowego Ciechana to tu nikt od oranżad nie wyzywa, a niechby spróbował to się spotkamy na udeptanej ziemi, na walkę konną alboli pieszą!

Kruk Siwy, ogólnie Jabłonowo stawia na moc - wszystkie są mocne lub niesamowicie mocne. ;P: Ponoć (przynajmniej niektóre gatunki) są robione tradycyjną metodą, ale głowy nie dam. Mocne piwa podjeżdżające spirytem wcale nie muszą być "doprawiane" po prostu dużo alkoholu daje taki smak. (choć nie zaprzeczam że akurat mogą być doprawiane). Ja swego czasu gustowałem w "23" - jego minusem było fakt, że były tylko puszkowe, teraz widzę, że mają też butelki.
Ładna strona http://www.jablonowo.pl

Kruk Siwy - 22 lipca 2009, 12:40

Obecny Belfast to nędzna podróba. Prawdziwy ten serwowany zaraz po rewolucji był zbliżony w smaku do Kilkeny ale bardziej konkretny. A spirytusu do piwa sam sobie potrafię dolać.
Rafał - 22 lipca 2009, 12:41

A ja albo się starzeję, albo piwo się kiepści. Mało brakuje abym napisał, że za moich czasów to ho, ho. Ale chyba to piwo się jednak kiepści i na dodatek tylko polskie. Kompletnie przestała mi podchodzić tatra, dębowe, żubr, carlsberg. Tyskie ujdzie ledwo-ledwo, poziom ledwo trzyma Okocim i Żywiec. Sikacze typu desperados i korona i tequila-coś tam jako napój gazowany dosładzany w największe upały ujdą jak są dobrze schłodzone. Dobre jest nasze pszeniczne i Haineken, niemieckie i czeskie są w porządku, genialny holenderski grolsch - ale tylko i wyłącznie oryginalny w zielonych flaszkach. Generalnie polskie piwo zalicza IMO jakościową padaczkę.
Ozzborn - 22 lipca 2009, 12:53

Rafał, już wyjaśniam dlaczego. Polskie browary, są w bodaj 90% wykupione przez koncerny zachodnie. Mają wprowadzane normy i metody produkcji owych, które stawiają na szybkość i ilość nie smak. Dodatkowo *beep* normy Łunji zabraniają (przynajmniej niedawno i zapewne ze szpecjalnymi certyfikato-wyjątkami) robić piwa z naturalnych składników - wszystko idzie z półproduktów. Taki żywiec czy inne tyskie robi się następująco. Robi się chmieloną brzeczkę (z półproduktów) która 2 tygodnie kotłuje się z drożdżami w dużym zagęszczęniu. Potem ów zajzajer rozcieńcza się i sztucznie gazuje i doprawia podczas rozlewu. Dzieki temu co 2 tyg. jest nowa partia piwa. Tylko, że to z piwem ma niewiele wspólnego. Piwo powinno być warzone z naturalnych składników, bez zagęszczania i rozcieńczania, natomiast gaz powinno wyrobić samo leżakując w butelkach co najmniej miesiąc - taki jest Ciechan i Konstancin.
dalambert - 22 lipca 2009, 12:53

gorbash, to było kiedys ! To co dziś sprzedają pod nazwą Belfst / browar w Łodzi/ to nędzny sikacz podbarwiany karmelem i szprycowany spirytem - taki wyrób piwopodobny :mrgreen:
Virgo C. - 22 lipca 2009, 13:26

Ozzborn napisał/a:
No hej miodowego Ciechana to tu nikt od oranżad nie wyzywa, a niechby spróbował to się spotkamy na udeptanej ziemi, na walkę konną alboli pieszą!

Ja mogę chociaż i zaraz tak nazywać, ale pod warunkiem że pojedynek będzie na to kto więcej tego cudu wypije, a pozywający będzie płacił :mrgreen:

@gorbash
Nie jestem pewny czy Belfast teraz w Starym Porcie nie serwują.

A jak tak teraz zaczęliście pisać o miejskich browarach to mi się od razu przypomniało jak w Świebodzicach mieliśmy swój browar i piwo Książ tam robili. Może nie rewelacyjne, ale w swojej klasie (ok. 2 zł) dawał radę. A potem przyszedł Carlsberg i najpierw produkcje ograniczył, a potem browar zamknął. Niby ciągle Książ na rynku dostępny, ale to już nie to samo :(

A z tego skiepszczenia to już niemal tylko Heinekena pije i takie małe cudeńko z Warszawy - Weissbier.

Rafał - 22 lipca 2009, 13:35

O to, to Weisbier - piwo pszeniczne, kapitalne.
Virgo C., pamiętam Książa za Świebodzic, straszny sikacz, dało się pić póki świeży. Bufetowe z gołej pipy lały razem z ludwikiem - nie raz kolory tęczy w kuflu wypatrzyć można było :mrgreen:

gorbash - 22 lipca 2009, 13:44

Virgo C. napisał/a:
Nie jestem pewny czy Belfast teraz w Starym Porcie nie serwują.

Nie widziałem chociaż może - napewno Murphy's tam jest z tych ciemniejszych.
Ech i narobiliście mi smaka...

hrabek - 22 lipca 2009, 13:50

Moja żona odkryła piwo Noteckie z browaru Czarnków. W całości naturalne. I ciemne. Mniam. Delektuję się.
Ozzborn - 22 lipca 2009, 13:55

Noteckie jest całkiem spoko... pojawiło się jakiś czas temmu w lokalnym sklepie razem z Hebanem (ciemny) i Faustem (pszeniczny), te dwa bywają, Noteckiego dawno nie widziałem.
Virgo C. - 22 lipca 2009, 14:24

Rafał napisał/a:
pamiętam Książa za Świebodzic, straszny sikacz, dało się pić póki świeży. Bufetowe z gołej pipy lały razem z ludwikiem - nie raz kolory tęczy w kuflu wypatrzyć można było :mrgreen:

Później mu się nieco poprawiło, przynajmniej za tych czasów jak ja piwa pić zacząłem (czyli od 2000 roku). Bo z opowieści wujka o jego smaku lata temu to wynika to samo co Ty napisałeś ;)

hrabek - 22 lipca 2009, 14:39

Kiedyś było takie piwo Okocim Palone, podobne w smaku do Noteckiego. Trochę bardziej gazowane i jeszcze mocniej palone. Ale już dawno go nie widziałem, ktoś wie, czy jeszcze je robią, czy dali sobie spokój?
Ozzborn - 22 lipca 2009, 14:44

Jeszcze niedawno je widziałem, ale faktycznie ostatnio jakoś nie. Jest nawet niezłe.
Agi - 22 lipca 2009, 14:58

hrabek napisał/a:
Moja żona odkryła piwo Noteckie z browaru Czarnków

Noteckie produkowane jest od wielu lat, ale widziałam je tylko w naszej okolicy, no i w Proletaryacie w Poznaniu. Widocznie ostatnio rozpoczęli szerszą ekspansję.

hrabek - 22 lipca 2009, 15:05

W Mrzeżynie nad morzem nawet z kija leją. W ten zresztą sposób padło ono łupem mojej żony eksperymentatorki. W tymże Mrzeżynie kosztuje piątaka za 0,33 w butelce w sklepie, a w Piotrze i Pawle w Szczecinie po 2,19 ;)
Virgo C. - 22 lipca 2009, 15:16

hrabek napisał/a:
Kiedyś było takie piwo Okocim Palone, podobne w smaku do Noteckiego.

Aha, czyli już wiem żeby z listy zakupów Noteckie wykreślić. Palonego kiedyś kupiłem jedną puszkę i z dwoma kolegami ledwo ją wypiliśmy. A godzina nam chyba na tym zeszła. Ekonomicznie może i opłacalne, ale doznania smakowe nie na mój gust.

ihan - 22 lipca 2009, 20:40

Zamiast się męczyć z tym palonym trzeba było cioci ihan podesłać.
Chal-Chenet - 22 lipca 2009, 20:47

Ozzborn napisał/a:
Złotówkę mniej by kosztowały i by był cud malina

Nie mogę się nie zgodzić... ;)
dalambert napisał/a:
Chal-Chenet, Ty etykietkę doczytaj to ma 6.4 % ale świństwo straszne

Aż poszedłem sprawdzić do kuchni... :D Ma 6,0. ;) Świństwo faktycznie jest, ale jakie dobre. :D

Okocim Palony był obleśny. Z ciemnych najlepsza jest czarna Fortuna. A już czarna Fortuna miodowa to istna ambrozja...

Virgo C. - 22 lipca 2009, 21:06

ihan napisał/a:
Zamiast się męczyć z tym palonym trzeba było cioci ihan podesłać.

Cioci ihan nie znałem jak palonego na rynek wprowadzali. Ale jak obiecasz przyjść na spotkanie krakowskie to Ci jakaś puszkę albo nawet karton puszek skombinuje ;P:

ihan - 22 lipca 2009, 21:44

Virgo C, przekupstwo jest karalne.

Pisałam już o piwie żywym. Podtrzymuję, niepasteryzowane piwa są fajne.

ilcattivo13 - 22 lipca 2009, 21:46

"Żywe" piłem w zeszłym tygodniu, jest pycha. Szkoda tylko, że kosztuje w sklepie 4 pln za butyłku.
Virgo C. - 22 lipca 2009, 21:47

@ihan
A jesteś urzędnikiem państwowym ?

Edit:
Się Ilcattivo z tym swoim postem wcisnąłeś ;P:

A żywe dobre jest, a ja mam jeszcze z dostawą do domu - współlokator pracuje w monopolowym, w którym je sprzedają. Więc dostaje kase, a wracając z pracy zabiera dla mnie piwo :D

Za to w Carrefourze widziałem żywe za 6 zł. Rozbój w biały dzień :|

ilcattivo13 - 22 lipca 2009, 21:51

nnniee...?
mad - 22 lipca 2009, 21:55

Do piwa mnie ostatnio nie ciągnie. Umieram?
W ogóle zastanawiam się nad abstynencją. Na poczatek tak dla jaj, żeby zadziwić ludzi. Potem - zobaczymy.
E, chyba głupoty wygaduję.

Agi - 22 lipca 2009, 22:04

ihan napisał/a:
Pisałam już o piwie żywym. Podtrzymuję, niepasteryzowane piwa są fajne.

Piwo Noteckie jest niepasteryzowane. Występuje jako ciemne i jasne.

illianna - 22 lipca 2009, 22:07

mad napisał/a:
W ogóle zastanawiam się nad abstynencją. Na poczatek tak dla jaj, żeby zadziwić ludzi. Potem - zobaczymy.
czyżby koniec ciągu :mrgreen:
dzejes - 22 lipca 2009, 22:08

Ot, dowcipna :lol:
mad - 22 lipca 2009, 22:16

illianna napisał/a:
mad napisał/a:
W ogóle zastanawiam się nad abstynencją. Na poczatek tak dla jaj, żeby zadziwić ludzi. Potem - zobaczymy.
czyżby koniec ciągu :mrgreen:


Jak znam siebie to raczej dywersyfikacja dostaw.

Kruk Siwy - 22 lipca 2009, 22:35

Uwielbiam palone pół na pół z dog in the fog. Dooobre!
dalambert - 23 lipca 2009, 07:37

Palone znakomite / prawie polski guines/ ale ostatnio tak ciężkie do kupienia, że nie wiwm czy Okocim to jeszcze produkuje ?
hrabek - 23 lipca 2009, 08:50

Agi napisał/a:
Piwo Noteckie jest niepasteryzowane. Występuje jako ciemne i jasne.


Wczoraj piłem także jasne. Również bardzo dobre. Zdecydowanie lepsze od Tyskiego i innych jemu podobnych.

xan4 - 23 lipca 2009, 09:10

Mimo, że z mojego regionu to Tyskie to nie jest piwo, tylko napój piwopodobny, pietnastokrotnie filtrowane, sama woda zostaje, takie popłuczyny jak Heineken, Carsberg itp.
Jaden Kast - 23 lipca 2009, 09:20

Kruk Siwy napisał/a:
Uwielbiam palone pół na pół z dog in the fog. Dooobre!


Kruku to lepiej zaopatrz się w jakiś zapas Doga, bo w marcu byłem w browarze w Tychach i facet, który nas po nim oprowadzał powiedział, że podobno zakończyła się jego produkcja i to co jeszcze jest w sklepach to ostatnie sztuki. Chociaż nie wiem na ile pewna jest ta informacja.

Zgaga - 23 lipca 2009, 09:32

mad napisał/a:
Do piwa mnie ostatnio nie ciągnie. Umieram?
W ogóle zastanawiam się nad abstynencją. Na poczatek tak dla jaj, żeby zadziwić ludzi. Potem - zobaczymy.
E, chyba głupoty wygaduję.


Eeeee... Sorry, że takie dalekie nawiązanie, ale mam to samo. Chyba ostatnio parę osób przestraszyłam. Jak to zgaga.

dalambert - 23 lipca 2009, 10:05

Zgaga, soda oczyszana, a potem setka "Żłotej Lithuanii" i git :)
Zgaga - 23 lipca 2009, 10:07

Mam leczyć samą siebie? Ja zgagi nie miewam. Ja Zgagą jestem. Proponowana terapia grozi utratą tożsamości.
Kruk Siwy - 23 lipca 2009, 10:09

I zostaniesz tfurcą. Bo żeby nim być trzeba mieć osobowość rozszczepioną. Schizofrenię znaczy.
No i uważaj! Choroba abstynencka szerzy się ostatnio okrutnie!

gorbash - 23 lipca 2009, 10:16

Kruk Siwy napisał/a:
Choroba abstynencka szerzy się ostatnio okrutnie!

Tak tak nie ma żartów. Ja wiem że czasami się nie chce i człowiek przestaje pić z lenistwa, ale trzeba się zmobilizować: praca, praca i jeszcze raz praca. Nic za darmo.

Ozzborn - 23 lipca 2009, 10:17

Zgadza się, ja też jestem abstynentem... ino niepraktykujacym :mrgreen:
Kruk Siwy - 23 lipca 2009, 10:18

To tak jak dalambert katolikiem... hihihi
merula - 23 lipca 2009, 10:19

ja ostatnio piłam jakiś wynalazek piwo mojito. nawet całkiem się przyjemnie piło to cudo dobrze schłodzone i w upał.

a w ogóle w przeważającej części swojego żywota alkoholu do szczęścia nie potrzebuję.
mogę dołączyć do klubu abstynentów.

Ozzborn - 23 lipca 2009, 10:20

Ja piłem wczoraj normalne mojito, tylko mało miętę było czuć, ale ogólnie rum to jest to!
Kruk Siwy - 23 lipca 2009, 10:21

No mówiłem... pandemia znaczy się. Ale będziemy walczyć z nią do ostatniej kropli.
merula - 23 lipca 2009, 10:22

Kruku, ale czego?

a mnie ostatnio nawet kawa nie smakuje :twisted:

Kruk Siwy - 23 lipca 2009, 10:24

merula, a Ty żyjesz jeszcze? Czy ci się zmarło nieboże i nie zauważyłaś? Bo objawy się zgadzają niestety...

Do ostatniej kropli Cuba Libre, oczywista!

merula - 23 lipca 2009, 10:25

nie wiem, nie mam czasu sprawdzać.
Kruk Siwy - 23 lipca 2009, 10:27

Ano tak mi się wydało.
Dziś jednak mimo antyantyalkoholizmu obawiam się będę przyswajał kefir. Może jak się schłodzi koło 22 to coś tam się procentowego zaordynuje.

Ozzborn - 23 lipca 2009, 11:19

Eee Cuba Libre to nie... nie przepadam za colą, a cola z alkoholem (jakimbądź) wywołuje u mnie odruch wymiotny.
Chal-Chenet - 23 lipca 2009, 11:29

hrabek napisał/a:
Wczoraj piłem także jasne. Również bardzo dobre. Zdecydowanie lepsze od Tyskiego i innych jemu podobnych.

O tak, jasne Noteckie jest znakomite. W Poznaniu serwują je m.in w Proletaryacie.
Ale mnie naszło, chyba coś sobie dzisiaj nabędę w drodze powrotnej...
Btw, powiem jeszcze, że dobre są też kolejne soczki: Freeq (to sobie wypiłem wczoraj, wersję zieloną) i Gingers. Wiem, profanacja piwa. ;P:

Kruk Siwy - 23 lipca 2009, 11:35

Ozzborn, bo się nie znasz. Rum kubański z colą (najlepiej oryginalną a nie papraną w Polsce) siedmioma kroplami cytytny albo limonki i lodem - pychota! Zwłaszcza na upały. Bo cytryna orzeźwia a kofeina i alkohol pobudzają.
Choć oczywiście jeżeli cola ci nie leży to możesz wybrać drinka Jamesa Deana. Mniej kłopotliwy jest.

Piech - 23 lipca 2009, 11:43

Wczoraj skończyło mi się piwo przywiezione z Czech (Budweiser i Staropramen), więc wrócę do piwa z pobliskiej Żabki. Na co dzień mi to wystarcza, bo nie jestem wymagający. Wśród dostępnych tam piw wyeliminowałem Tyskie. Zgadzam się tu z xan4, że jest to mało satysfakcjonujące piwo. Chyba faktycznie wyjałowione do cna. Wraz z tą "słomkową" barwą niezbyt apetycznie się kojarzy. Tatry nie piję od dawna. Podejrzewam, że coś robią z tym piwem, żeby miało więcej smaku. Słyszałem, że dodają spirytusu. Jeżeli tak, to fuj. Wielkie fuj. Heinekena od dawna pić nie mogę. Smakuje mi jak mydliny. Lech zyskuje. Całkiem przyzwoite piwo. Żywiec jest dobry. Warka może być od czasu do czasu. Pojawił się Okocim. Nie jest zły, choć spodziewałem się czegoś więcej. Co Urquell, to Urquell, ale jest idiotycznie drogie, a przecież to tylko piwo. Takie z taśmy produkcyjnej. Czuję się naciągany i przestałem je kupować. Dębowe mocne to jedyne z mocnych piw, jakie toleruję. Nie jest wg mnie tak muląco słodkie, jak inne piwa. Ale i tak latem mi nie smakuje.
Kruk Siwy - 23 lipca 2009, 11:47

O kurka! Aż mi się czasy przypomniały gdy bawiłem się w poszukiwaczy zaginionej warki... a pijałem z ochotą sikacza z browaru warszawskiego o mocy nominalnej jakiejś trzy wolty.
Ech, we łbach się wam panowla ( i mnie tyż) poprzewracało.

Ozzborn - 23 lipca 2009, 11:49

Kruk Siwy napisał/a:
drinka Jamesa Deana

Rozwiń myśl.

Jak nie mam w domu żadnych wymyślnych składników tylko rum to sobie mieszam z sodówką i sokiem z cytryny. Fajny jest też Biskup - sporą porcję rumu wytrząsamy na lodzie z łyżeczką cukru pudru, kilkoma kroplami soku z cytryny i łyżeczką czerwonego winka. Ponoć purpurarci dla pozorów serwowali sobie takie turbowinko :mrgreen:

Kruk Siwy - 23 lipca 2009, 11:57

Drink Jamesa Deana:
Idziemy do podłego baru. Zamawiamy kieliszek wódki. Stawiamy na ladzie. Obok kładziemy paczkę papierosów.
Walimy gołdę, zaciągamy się fają.
Smacznego!

dalambert - 23 lipca 2009, 12:08

Kruk Siwy, to ja już wolę klasyczną meduzę z lornetą :mrgreen:
Ozzborn - 23 lipca 2009, 12:33

Ja tyż bo nie lubie szlugów, ale sama idea ładna ;P:
Kruk Siwy - 23 lipca 2009, 12:35

Ech... zaciąganie się nie jest konieczne. Grunt żeby fajki leżały obok kieliszka...
A bardziej serio gdzie ty dziś prawdziwą lornete dostaniesz. Z meduzą zwłaszcza.

dalambert - 23 lipca 2009, 12:51

Kruk Siwy napisał/a:
A bardziej serio gdzie ty dziś prawdziwą lornete dostaniesz. Z meduzą zwłaszcza.
jak to gdzie :?: knajpa "Astoria" w Uniwersamie przy rondzie Wiatraczna ! Mają meduzę ;P:
Adashi - 24 lipca 2009, 19:01

No to po kolei:
Noteckie Ciemne Eire - jak najbardziej. Podobnie Irlandzkie Ciemne z browaru Krajan. Pisałem już o obu na forum, chyba ze 2 lata temu i o ile dobrze pamiętam Kruk już wtedy narobił sobie smaka, ale widać nie spróbował nadal :twisted: Noteckie jasne, zwane bodajże Bursztynowe także zacne. Tyskie, Carlsberg, Heineken, Okocim, Żywiec - typowe korporacyjne brandy (znaczy marki nie wypalanki) można wypić. Lech, mimo lokalnego patriotyzmu - Premium zawsze było kiepskie, Pils owszem, Mocne może być. Ogólnie marketingowo patrząc, to co robi KP z Lechem to psucie marki normalnie :shock: Dog in the Fog, kiedyś był lepszy, później miałem wrażenie, że smak się ciut popsuł. Z oranżadek rządzi Desperados i Gingers. Freeq, Cooler i Redd's - eee nie bardzo. Okocim Palone - zacne, Okocim Pszeniczne, ble. Co tam jeszcze; Brok (zwłaszcza Sambor), Bosman, nawet Królewskie ;P: może być. Żubr, tanie i dobre. Tatra, Harnaś - nie bardzo. Piast, dawno nie piłem. Kirin choć butelkowany w UK, a nie oryginalny japoński jak najbardziej tak. Goolman Gold też dobry, Miller takoż. Wojaki, Frater - ech no jakoś nie za bardzo mi podchodzą. Zlaty bazant - klasyk. No i Peroni Nastro Azzurro Birra Superiore, tak ostatnio zdecydowanie moje ulubione :D

Kruk Siwy - 24 lipca 2009, 19:05

Smak smakiem ale gdzie to kupić? Leniwy jestem i biegać po Polsce za piwem nie będę. No, mogę popełznąć do najbliższego sklepiku lub dać się podwieźć do galerii handlowej. A tam - standard w sprzedaży.
dalambert - 24 lipca 2009, 19:06

Adashi napisał/a:
Podobnie Irlandzkie Ciemne

czy to z wojakiem w czerwonym mundurze na etykietce ?

Adashi - 24 lipca 2009, 19:25

dalambert napisał/a:
czy to z wojakiem w czerwonym mundurze na etykietce ?

Ano, dokładnie to. Natomiast to Noteckie z Czarnkowa jest hmmm nie powiem, że nieco lepsze, na pewno inne, nie mogę się zdecydować, które bardziej mi smaczy.

Kruku, no to będę musiał Ci przywieść albo co :wink: Znaczy przytachać, mówmy po naszemu ;P:

Kruk Siwy - 24 lipca 2009, 19:29

Po naszemu też.
Adashi - 24 lipca 2009, 19:34

A może byś tak Kruku zawitał na jaki Pyrkon albo co. W Proletariacie zapodają Noteckie :)
Kruk Siwy - 24 lipca 2009, 20:12

Pyrkon? Pyrlandia? Brrr... Przecież z Pyrlandczykami musiałbym przestawać.
A serio - ograniczam pobyty na konwentach do minimum. Z kumplami po piórze spotkać się mogę bez takich okazji a czytelnicy i tak na szczęście wolą moje książki niż mnie oglądać.

Ozzborn - 24 lipca 2009, 20:20

Dziś poza Irlandzkim i Ciechanem miodnym był próbowany Krajan Miodowy.
Niestety ohyda - piwna woda zaprawiona cukrem i plastikowym aromatem... nawet niezbyt gazowana. Odradzam.

Adashi - 24 lipca 2009, 20:20

Kruk Siwy napisał/a:
Brrr... Przecież z Pyrlandczykami musiałbym przestawać.

:mrgreen:

No o PiwoKonie nie wspominam, bo to za mała impreza na taki szmat drogi. Stąd Pyrkon.

Adashi - 25 lipca 2009, 08:54

BTW, na ostatnim Winkonie (special edition of PiwoKon) wspomniałem o takowym wynalazku jak Warka Strong Apple Wine, w niektórych kręgach znanym też jako mamrot (wpływ Rancza zapewne).



Rozwala mnie slogan na tylnej etykiecie :lol:

Ozzborn - 25 lipca 2009, 09:00

Mistrz! :mrgreen: Mnie się też podoba, że jest "półmusujące gazowane" :mrgreen:
Adashi - 25 lipca 2009, 09:10

W smaku zaś, to taki "cydr" Made in Poland :wink: :lol:
Adashi - 25 lipca 2009, 14:18

Poobiedni desperadosik, jest dobrze :)
dalambert - 25 lipca 2009, 14:26

Panowie już w 1970 roku było w handlu "Wino Perliste" zwykły jabol GAZOWANY i pakowany do szampańskich butelek z drutowanym korkiem / plastikowym/
okropny trzepak to był / popijaliśmy tym wódeczkę na wykopaliskach w Sandomierzu w tymże roku, /ech to były czasy/ :P

Ozzborn - 25 lipca 2009, 15:04

dalambert napisał/a:
popijaliśmy tym wódeczkę

nie ma to jak turbodoładowanie :mrgreen:
bosh... nie wyobrażam sobie siebie po tym następnego dnia ;)

A ja sobie Paulanera na dobre rozpoczęcie wolnej chaty. A w zamrażarce dojrzewa Finlandia. :D

Adon - 25 lipca 2009, 16:04

A ja sobie Taterkę popijam. Tak sobie myślę, że nie jest taka zła i jeszcze za nią zatęsknię, bo pod koniec sierpnia wracam na Wyspy.
dalambert - 25 lipca 2009, 18:25

Adon, ja tam na Wyspy na pewno nie pojadę, a słyszało się sporo, choćby jest to ojczyzna pubów, domyślam się że Ty tam bardziej pracujesz niż popijasz, ale opowiedz trochę .
Jakie tam piwa są i na ile pijalne, jak tam piją i naprawdę co, czy te brytyjskie lub szkockie puby są fajne?

Martva - 26 lipca 2009, 08:47

Wczoraj piłam domową wiśnióweczkę i była to najbardziej wiśniowa wiśniówka jaką mi się zdarzyło próbować. Pachnąca, słodka i owocowa, nie to co nalewki mojej rodziny w których czuć spirytus, spirytus, spirytus i jakieś owoce w tle, a różnią się od siebie głównie kolorem, bo smakiem nie bardzo ;P:
Mistrzostwo świata.

Adashi - 27 lipca 2009, 14:41

Rum Santana + Pepsi :D
merula - 27 lipca 2009, 14:46

o tej porze???
Adashi - 27 lipca 2009, 14:48

merula napisał/a:
o tej porze???

No co? Już po trzynastej ;P:

Karl - 27 lipca 2009, 17:12

Dobrze mówi! Dać mu wódki! ;)
joe_cool - 27 lipca 2009, 17:36

Ja popijam właśnie Beck'sa (no co, w Berlę z polskich mają tylko Tyskie, za którym nie przepadam, a pszeniczne w biodra idzie i nie da się za dużo tego wypić) :) Ale koniecznie się ze znajomym barmanem na picie mad dogów umówić muszę; niby Niemiec, a umie się napić wódeczki w nastroju melancholijnym ;)
Chal-Chenet - 27 lipca 2009, 19:21

Ja dzisiaj kupiłem piwko Capstrzyk. I tak sobie popijam. Dobre.
merula - 27 lipca 2009, 20:19

a ja mam morele i nastawię morelówkę
ilcattivo13 - 27 lipca 2009, 22:32

znalazłem suwalski sklep, dość dobrze zaopatrzony w różne-różniste alkohole. Mają nawet miodowego Ciechana (5 zeta za butyłku!!!!) i kilka innych piw niepasteryzowanych. Zakupiłem "Świeże: piwo z Mazur, niepasteryzowane", z browaru "Kormoran" w Olsztynie (butyłka 2,7 zeta) i jest o wiele lepsze od tradycyjnych sikaczy typu Tyskie, Okocim czy inne Lechy. Ma lekko słodkawy smak, ale to mi wcale a wcale nie przeszkadza...
Z piw niepasteryzowanych mają (w tej chwili) też "Żywe", "Koźlaka" i jakieś ciemne ("Warmiaka" ?). Szkoda, ze muszę pokonać całe 2 kilosy, żeby u nich zakupy zrobić :wink:

EDIT: "Świeże" ma 7 volt ;P:

Ozzborn - 28 lipca 2009, 23:51

Ćwiczenia patriotyzmu lokalnego ciąg dalszy: Zdrojowe pasteryzowane - Browar Konstancin. Smaczniejsze niż Dawne i Bardzo mocne, ale znów ta zostająca na języku goryczka, która mi nie pasuje :/

Do tego Koźlak - świetne piwo typu bock i Perroni, biorąc pod uwagę, że włoskie to szokująco dobre :P

Pucek - 29 lipca 2009, 08:46

Eeech, te niegdysiejsze wakacje: najbliższy sklep (kiosk) był w Słonej - po stoku w dół 15min. potem... z zakupami... pod... górę...uufff...
Zatem na miejscu robiło się podpiwek, ze świeżym chmielem z płota, ziołami i korzeniami ( wedle uznania) i potem w butelkach po "Mazowszance" odstawiało do ziemnej piwnicy. Pasowało wszystkim, niespodziewanym gościom zwłaszcza .
Któregoś roku po przyjeździe okazało się, że dwie butle zeszłoroczne w kącie zostały. To dopiero był rarytas - zapach drożdży gdzieś się zgubił, klarowne, moc jak trza :)

dalambert - 29 lipca 2009, 08:50

ilcattivo13 napisał/a:
"Świeże" ma 7 volt
to dość podejrzane 7 % pachnie dolewanym spirytem, ale jak dobre ?
Adashi - 29 lipca 2009, 15:39

Ozzborn napisał/a:
Perroni, biorąc pod uwagę, że włoskie to szokująco dobre

A nie mówiłem, obecnie moje ulubione :D

Ozzborn - 29 lipca 2009, 15:45

Do czego to doszło, żeby makaroniarze robili smaczne piwo... :roll: :wink:
Adashi - 29 lipca 2009, 15:48

U nas, to Kompania je robi, na ichniej licencji :wink:
Chal-Chenet - 29 lipca 2009, 20:20

Mam uraz do KP, ale chyba niedługo spróbuję, skoro tak wszyscy chwalicie. ;)
Martva - 30 lipca 2009, 20:04

Sok śliwkowy Fortuny - podszedł mi trochę bardziej niż sok gruszkowy, ale i tak raczej go nie kupię, jest zbyt dziwny.
Za to winogronowy mogłabym pić litrami, ale nie mogę się potem uśmiechać bo mi się robią zęby w dziwnym kolorze.

baranek - 30 lipca 2009, 20:07

po licznych eksperymentach z sokami i napojami gruszkowymi [na sobie eksperymentowałem] stwierdzam, że najlepszy [bo najbardziej gruszkowy] jest sok firmowy kerfura. muszą świetne aromaty identyczne z naturalnymi.
Ozzborn - 30 lipca 2009, 20:07

Winogronowy bleeee za słodki.

Dziś zapewne będzie grane Malibu - z braku wódki - z mlekiem.

hardgirl123 - 30 lipca 2009, 20:08

pu erh cytrynowa z płatkami róży :>
Martva - 30 lipca 2009, 20:09

Ozzborn napisał/a:
Winogronowy bleeee za słodki


Ja rozwadniam, ale tak odrobinę :)

Ozzborn napisał/a:
Dziś zapewne będzie grane Malibu - z braku wódki - z mlekiem.


A normalnie by była wódka z mlekiem? Aua!

Adashi - 31 lipca 2009, 12:44

Martva napisał/a:
A normalnie by była wódka z mlekiem? Aua!

Sama jesteś aua ;P: Taki drin to się Biały Rosjanin nazywa :) No ok, raczej powinna być śmietanka niż mleko.

Ozzborn - 31 lipca 2009, 13:14

Raczej miałem na myśli malibu z wódką i sokiem (różne propozycje są: jabłkowy, pomarańczowy, żurawinowy, wiśniowy) Samo malibu z sokiem jest za słabe i słodko-mdłe.
Biały Rosjanin jest zdaje się jeszcze z khalua (likier kawowy) i pijałem wersje z mlekiem skondensowanym - niezłe.
W odróżnieniu od Czarnego w którymż to jest tylko wódka i likier.

Adashi - 31 lipca 2009, 13:20

Ozzborn napisał/a:
Biały Rosjanin jest zdaje się jeszcze z khalua (likier kawowy)
A i owszem, Szanowny czarodzieju.
ilcattivo13 - 31 lipca 2009, 19:58

dalambert napisał/a:
ilcattivo13 napisał/a:
"Świeże" ma 7 volt
to dość podejrzane 7 % pachnie dolewanym spirytem, ale jak dobre ?


jest mało goryczkowe, leciutko słodkawe i nic nie ma w sobie ze spiryta :D "Żywe" i "Koźlak" są bardziej gorzkie.

merula - 31 lipca 2009, 22:43

japońskie wino śliwkowe. mniam.
Ozzborn - 1 sierpnia 2009, 01:12

Wódka z sokiem porzeczkowym i mój ukochany dźin z tonikiem :D
Agi - 2 sierpnia 2009, 20:25

Białe półwytrawne Bordeaux. Dobrze schłodzone, znakomite na upał.
Ozzborn - 2 sierpnia 2009, 22:28

klasycznie - malibu z mlekiem.
Adashi - 3 sierpnia 2009, 12:02

13:01 znaczy można pić :) Rum z pepsi, tradycyjnie.
dalambert - 3 sierpnia 2009, 12:19

Adashi, to Ty się jeszce jaruzela słuchasz ?
A dzentelnem i tak nie pije przed zmrokiem :mrgreen:

Adashi - 3 sierpnia 2009, 12:23

dalambert napisał/a:
Adashi, to Ty się jeszce jaruzela słuchasz ?

Nostalgia taka jakaś.

dalambert napisał/a:
A dzentelnem i tak nie pije pszed zmrokiem :mrgreen:

Gentelman to pija whisky, ew. whiskey, gin lub burbona :wink:

Virgo C. - 5 sierpnia 2009, 20:29

Ozzborn napisał/a:
Do czego to doszło, żeby makaroniarze robili smaczne piwo...

Bo nie robią. Jak we Włoszech kupiłem lokalne piwo to myślałem, że wodę o smaku piwa pije. A to Perroni też chyba spróbuje, jak tylko przestane być abstynentem ;)

Malibu z mlekiem - mniam :D

A co do Ciechana - zapytałem współlokatora czy u niego nie mają. Nie mają, ale zainteresowanie jest spore więc właściciele chcieli zamówić. I nagle się okazało, że w hurtowniach Ciechana nie dostaniesz :shock:
Na Dolnym Śląsku też nie mają - w zeszłym tygodniu sprawdziłem hipermarkety i lepsze sklepy monopolowe w Wałbrzychu, Świdnicy i Świebodzicach. Do Warszawy mam się przeprowadzić czy jak ? :(

xan4 - 5 sierpnia 2009, 20:33

Adashi napisał/a:
Gentelman to pija whisky, ew. whiskey, gin lub burbona


a koniak może jeszcze być?? bo może ja gentelman jestem, a nie wiedziałem ;P:

dalambert - 5 sierpnia 2009, 20:38

Virgo C., a w Lwóku Śląskim aby jakiegoś dobrego niepasteryzowanego nie robią?
Ozzborn - 5 sierpnia 2009, 20:47

dalambert napisał/a:
Virgo C., a w Lwóku Śląskim aby jakiegoś dobrego niepasteryzowanego nie robią?

Nie robili bo browar zamknęli - mimo, że Książece i Dobre Mocne Śląskie wygrywały nagrodę za nagrodą.
Ale oto niosę wam radosną nowinę! Czytałem wywiad z włascicielem Ciechana - wykupili Lwówek i niedługo reanimują produkcję Śląskiego! :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Virgo C. We wzmiankowanym wywiadzie gościo mówił, że nie nadążają nawet z zaopatrzeniem Mazowsza, więc im dalej tym gorzej.

Virgo C. - 5 sierpnia 2009, 21:19

Jeśli Śląskie ma znowu być dostępne to mi wystarczy :mrgreen:
vonulv3 - 5 sierpnia 2009, 21:37

W ramach lokalnego patriotyzmu pozwolę sobie zareklamować ŁÓDZKIEGO PORTERA. Świetne piwo do dyskusji nt. cybernetyki. - testowałem :twisted:
Kruk Siwy - 5 sierpnia 2009, 21:41

Ja też. Z pisarzem Kresem w krzakach w jakimś parku... tyle, że to dawno było.
ilcattivo13 - 6 sierpnia 2009, 19:09

załamałem się, bo ściągnąłem (dobrze, że nie musiałem sam jechać) z Litwy "Złotą L" i się okazało, że u nas jest minimalnie tańsza. Chyba znowu Litwini akcyzę u siebie podnieśli. Ale nic to, zakupione pięć połówek się na pewno nie zmarnuje.
dalambert - 6 sierpnia 2009, 19:47

ilcattivo13, do Warszawy się nie wybierasz ? :lol:
Ozzborn - 6 sierpnia 2009, 20:00

O to samo chciałem spytać :mrgreen:

Edzia: zdegustowałem Perłę Export - smakowo całkiem niezłe - niestety sztucznie gazowane, i to bardzo gazowne, czego nie lubię. Szkoda.

Gustaw G.Garuga - 6 sierpnia 2009, 21:45

Piernikówka, proszę Pań i Panów! Nazwana tak, bo skład przyprawowy ma zbliżony do porządnie pikantnego piernika. Mam właśnie przyjemność kosztować efektów kilkutygodniowego "naciągu" i jestem pod wrażeniem. Zatem:

pieprz
ziele angielskie
kolendra
kurkuma
cynamon
imbir
migdał
orzech włoski
goździki
gałka muszkatołowa
kminek
kajenna (chili)
szafran
kokos
anyżek
kardamon
wanilia
jałowiec
liść laurowy
gorczyca
kakao

To wszystko do woreczka po herbacie, woreczek do wódki, i zostawiamy, póki nie nabierze ciemnobursztynowej barwy. Proporcje dowolne, radzę tylko nie przesadzać z anyżkiem i cynamonem, bo może przykryć resztę. Przypomina trochę Balsam Pomorski, ale jest lepsza :) Ten bukiet! Niestety, płeć piękna krzywi się niemiłosiernie :? Zastanawiam się nad dodaniem miodu...

Adashi - 7 sierpnia 2009, 08:49

xan4 napisał/a:
a koniak może jeszcze być??
Absolutnie! ;)

BTW, przypomniał mi się dowcip - wiesz jaka jest różnica między koniem i koniakiem? :roll:

Virgo C. - 7 sierpnia 2009, 10:04

Dzięki agrafkowi miałem wczoraj przyjemność w Krakowie napić się Ciechana Miodowego. A później piwa mojego nazwiska z browaru mojego nazwiska. A oprócz tego dwadzieścia różnych innych rodzajów piwa mają, kocham tamtą knajpę :mrgreen:
Martva - 7 sierpnia 2009, 10:55

Nie lubię piwa, ale miodowy Ciechan... mmm... tylko tańszy by mógł być :)
ilcattivo13 - 9 sierpnia 2009, 09:26

dalambert, Ozzborn - na razie nie, bo:
- inwazja francmańska w pełni,
- od 10-go przyjeżdża do mnie kumpel z W-szawy,
- oszczędzam kasę (a przynajmniej staram się) :wink:

Ale zawsze możecie wpaść do mnie :D

Ozzborn - 9 sierpnia 2009, 09:32

ilcattivo13 napisał/a:
Ale zawsze możecie wpaść do mnie

Hmm w sumie od 17 do 29 bedę w Kortowie, a to już całkiem blisko... tyle, że raczej napięty program treningowy jest...

ilcattivo13 - 9 sierpnia 2009, 10:15

Ozzborn napisał/a:
bedę w Kortowie, a to już całkiem blisko...


Na rower, to trasa na kilka godzin.

Virgo C. - 11 sierpnia 2009, 19:58

Po wielu przychylnych opiniach kupiłem sobie dzisiaj piwo Belfast. Właśnie pije i utwierdzam się w przekonaniu, że póki co z ciemnymi piwami mi nie po drodze. Chociaż to i tak lepsze niż te, które zdarzało mi się pić (ustępuje tylko ciemnemu z wrocławskiego Spiża).
Ozzborn - 11 sierpnia 2009, 23:29

Ciemne piwa mistrz! Najlepsze piwo jakie kiedykolwiek piłem to było Belhaven Scottish Ale - drogie jak nieszczęście (11 zet za 0.5l) ale genialne!

Dziś w ramach szukania złotego środka Golden Rum w poręcznej buteleczce 200ml - akurat na piwny spacer gdy nie można pić piwa ze strachu przed przeziębieniem. ;P:
Całkiem spoko - zdecydowanie rum i gin to moje ulubione trunki!

Virgo C. - 14 sierpnia 2009, 11:04

Wczoraj kolejna polecanka sprawdzona - Peroni. O włoskich piwach dobrego zdania nigdy nie miałem, a tutaj proszę. Chociaż w smaku niewiele się różni od Pilsnera :)
hardgirl123 - 14 sierpnia 2009, 11:20

Gustaw G.Garuga, Twoja mieszanka przyprawia mnie o spazmy rozkoszy, moje ulubione składniki :>
mam nadzieję, że kiedyś spróbuje tego wynalazku :>
a teraz niestety muszę zadowolic się sokiem pomarańczowym :>

ilcattivo13 - 14 sierpnia 2009, 14:25

Warmiak i Świeże w słusznych ilościach. Warmiak smakuje jak domowej roboty podpiwek, ew. jeśli ktoś pamięta, to jak "szampan" z butelek po śmietanie. :D
Zgaga - 14 sierpnia 2009, 14:35

ilcattivo13 napisał/a:
[b]... to jak "szampan" z butelek po śmietanie. :D


A nie serwowit masz na myśli? Taki musujący napój z serwatki?

ilcattivo13 - 14 sierpnia 2009, 14:38

były różne, u mnie w takich butelkach był też kwas chlebowy. A i tak zawsze się na to "szampan" mówiło. W moim prywatnym rankingu "dziwnych napojów" zajmuje pierwsze miejsce przed herbatkami w folii i wodą z saturatora.
Zgaga - 14 sierpnia 2009, 14:42

Aaaa... jeszcze jest na "Kurpsiach" coś co się nazywa "piwo jałowcowe" - przepisu nie znam, ale smak przedziwny :P
ilcattivo13 - 14 sierpnia 2009, 14:43

przedziwny czy nie, aby gładko wchodziło ;P:
Agi - 14 sierpnia 2009, 21:21

Zostałam poczęstowana Desperados. Trochę dziwny smak, ale niezłe.
ilcattivo13 - 14 sierpnia 2009, 23:42

mam oryginalną koszulę jeansową Desperados, ale tego trunku nie trawię. A dziś od 16:00 poszło 1 x Świeże, 3 x Warka, 1 x Żywe, 3 x Lech (w tym 2 grzane z miodem i goździkami). I nawet mam siłę poprawiać błędy w postach :mrgreen:
Rafał - 14 sierpnia 2009, 23:50

Napiszę krótko: żołądkowa, bols, bols, absolwent, pół żołądkowej, w trzech i dwir.. dwie one (cytrynówka na spircie) ech, wiem, że cienko, poprawiamu jutro, toast wieczoru "sztob ne pasliednij" :lol: bar ba pa pa
ilcattivo13 - 15 sierpnia 2009, 00:14

Rafał - znaczit, Ty połucził? ;P:
Rafał - 15 sierpnia 2009, 00:19

Aś tam pałucził, pakupił i paznakomił. Acha, piesni były pajom :wink:
Lucyfer - 15 sierpnia 2009, 00:29

z ziomalami pod blokiem
piwo sie zlopie

Ozzborn - 15 sierpnia 2009, 01:09

czysta od żoładkowej gorzkiej x ileśtam + rum z sokiem limonkowym x ileśtam - fajnie :)
W ogóle jestem gotów zaryzykować stwierdzenie, że Czysta żołądkowa gorzka de luxe wchodzi znacznie lepiej od Wyborowej :shock:

baranek - 15 sierpnia 2009, 08:36

wczoraj się okazało, że becherovka bardzo smaczna jest. smaczna wódka! no masakra.
dalambert - 15 sierpnia 2009, 10:35

baranek napisał/a:
wczoraj się okazało, że becherovka bardzo smaczna jest.

DOPIERO wczoraj, cos Ty robił przez te lata ambitnych doświadczeń ?

baranek - 15 sierpnia 2009, 13:07

doświadczałem zgubnego wpływu tlenku [albo dwutlenku] siarki na organizm ludzki.
Chal-Chenet - 15 sierpnia 2009, 13:23

Desperadosik. Mniam. :D
Gustaw G.Garuga - 15 sierpnia 2009, 13:33

hardgirl123 napisał/a:
Gustaw G.Garuga, Twoja mieszanka przyprawia mnie o spazmy rozkoszy, moje ulubione składniki :>

Czyli jednak nie cała płeć piękna się na to krzywi!
baranek napisał/a:
wczoraj się okazało, że becherovka bardzo smaczna jest. smaczna wódka! no masakra.

Rychło w czas, pane Havrane :wink:

Memento - 15 sierpnia 2009, 15:34
Temat postu: Re: Co pije NURS? A co Wy pijecie?
mawete napisał/a:
A Wy co pijecie?


A ostatnio bardzo mi zasmakowało piwo Leżajsk Mocne. Do kupienia chyba tylko w biedronce, nigdzie indziej nie widziałem. Jedno z najlepszych mocnych piw jakie piłem. Na ten przykład, Tatra Mocne jest okrutnie gorzkie, a Leżajsk jest takie w sam raz. :mrgreen: Z mocniejszych - wszystko oprócz siarkofrutów i whisky. Mam uraz. Do tego smakuje jak lekarstwo, bueh.

Chal-Chenet - 15 sierpnia 2009, 15:35

Dębowe Mocne. Dawno nie pite. :D
Ozzborn - 15 sierpnia 2009, 16:04

Z mocnych piw polecam, a jakże, Ciechan Porter - 18% ekstraktu 9% alkoholu - niezły killer :mrgreen:
Taselchof - 15 sierpnia 2009, 17:13

wczoraj też próbowałem wesprzeć wydobycie w Tarnobrzegu mój błąd :|
Kruk Siwy - 15 sierpnia 2009, 17:48

Piłem jakieś zielone dziwne piwo w Krakau. Ale jakie to Iliana może powiedzieć...
No i piłem sok z Toudiego. Brzmi prowokacyjnie ale cóż... sami rozumiecie - Balkon!

Virgo C. - 15 sierpnia 2009, 18:11

Szkockie to chyba się nazywało, o ile chodzi o to co serwowali w Omercie :)
Kruk Siwy - 15 sierpnia 2009, 18:11

Pod stołem siedziałeś....?
Virgo C. - 15 sierpnia 2009, 18:13

Wydało się ?
Ostatnio jak tam byliśmy też je piła i jej smakowało, więc podejrzewam że o tym mowa ;)

Kruk Siwy - 15 sierpnia 2009, 18:14

Wygląda na to.
Ale więcej jak jedno nie dałem rady. Słodkie.

Iwan - 15 sierpnia 2009, 19:21

http://www.weizen.pl/home.php
takie piwko ostatnio próbowałem, ale nie podeszło mi za bardzo, chyba nie zostanę miłośnikiem pszenicznych

Adashi - 17 sierpnia 2009, 14:20

Ostatnio Smirnoff Vladimir głównie :mrgreen:
Agi - 17 sierpnia 2009, 15:54

Cola z lodem i cytryną
Adashi - 22 sierpnia 2009, 22:45

Tradycyjnie, rum z colą :mrgreen:
Ozzborn - 23 sierpnia 2009, 07:52

Ostatnio głównie Fervex, Aspiryn i wapno :roll:
Pucek - 25 sierpnia 2009, 17:26

Białe domowe z "Kingą Pienińską" solidnie gazowaną. Chłodzone.
Virgo C. - 25 sierpnia 2009, 23:25

Dzisiaj piłem Irlandzkie czerwone. Zacne piwo, zacne :)
lokje - 26 sierpnia 2009, 18:18

Odkryłam coś o nazwie Soplica Wiśniowa- smakuje jak domowa nalewka, mniam, mniam.
dalambert - 26 sierpnia 2009, 20:42

Można posiedzieć przy Żubrze :)
Agi - 26 sierpnia 2009, 20:48

I powiedzieć mu: zróbże minę przyjemną żubrze? :)
Popijam gorącą herbatę, to mój ulubiony wieczorny napój.

illianna - 27 sierpnia 2009, 15:43

Martva napisał/a:
Wino ma być tanie, ale znośne
czasem trudno utrafić z tą taniością, pamiętasz to, które agrafek znalazł w mojej lodówce, leżało tam już otwarte z miesiąc z powodu swojego oryginalnego posmaku siarki :twisted: miało być takie dość tanie włsokie do gotowania, a wyszło do wylania :mrgreen:
Martva - 27 sierpnia 2009, 15:47

Nie no, mój ojciec ma nosa do kupowania wina, w zeszłym roku mi nabył dwie półtoralitrowe butle i część nawet wypiłam ;P:
Virgo C. - 28 sierpnia 2009, 15:53

Siarki ? Mi to popiołem wulkanicznym smakowało, chociaż i tak nie przebiło pewnej osoby twierdzącej, że smakuje jak podpałka do grilla :lol:
illianna - 28 sierpnia 2009, 15:54

Virgo C., odlotowe było, no nie :wink:
Virgo C. - 28 sierpnia 2009, 16:00

Baa, nawet nie jestem pewny czy swój kieliszek dopiłem do końca :D

Chyba dzisiaj kumpla zamiast na piwo to na Komandosa albo innego patyka zaciągnę ;P:

Agi - 28 sierpnia 2009, 20:05

Miłą niespodziankę dziś miałam. W sklepie gdzie robię niemal wszystkie zakupy odkryłam piwo Noteckie jasne i ciemna. Właśnie się delektuję. Mówię Wam, pycha!
hrabek - 31 sierpnia 2009, 08:00

Pisałem o tym piwie niedawno.
Ja z kolei odkryłem, że w Realu też je sprzedają i to aż o 60gr taniej niż w Piotrze i Pawle. Na cenie 1,49 za butelkę, to prawie 40% ceny więcej. Od dzisiaj to piwo tylko w Realu biorę.

Kruk Siwy - 31 sierpnia 2009, 08:06

O qurde, nie pijam nic co kosztuje poniżej dwóch złotych...
Agi - 31 sierpnia 2009, 09:31

Kruk Siwy, to są małe butelki, 0,33 l.
Poza tym nie musisz kupować e Realu.

Kruk Siwy - 31 sierpnia 2009, 09:45

Nie o to chodzi. Sprawdziłem na swoim organizmie że rzeczy poniżej dwóch zeta mi nie wchodzą...
Tak samo nie piję "szampana" po pięć złotych. Trudno, zestarzałem się.

baranek - 31 sierpnia 2009, 09:52

hemp valley piłem. nawet niezłe. ale chyba spodziewałem się czegoś innego.
Agi - 31 sierpnia 2009, 10:22

Kruk Siwy napisał/a:
Nie o to chodzi. Sprawdziłem na swoim organizmie że rzeczy poniżej dwóch zeta mi nie wchodzą...
Tak samo nie piję "szampana" po pięć złotych. Trudno, zestarzałem się.

Też nie pijam "szampana" po pięć złotych, ale "Noteckiego" będę bronić, jak niepodległości.

hrabek - 31 sierpnia 2009, 11:51

Ja tak samo. To jest naprawdę znakomite piwo. Chyba najlepsze, jakie piłem. I całkowicie naturalne. A że nie robią reklam w paśmie największej oglądalności, to i pewnie stąd cena niższa.
Ozzborn - 31 sierpnia 2009, 12:02

Już wcześniej potwierdzałem, że Noteckie jest super, kiedyś było dostpne w Konstancinie, muszę się rozejrzeć czy znowu sie nie pojawiło.
Na mnie czeka w lodówce Koźlak i Ciechan Miodowy. Mam konflikt tragiczny, bo wczoraj mu się skończyła teoretyczna data przydatności, a ja ciągle mam spory katar...

Agi - 31 sierpnia 2009, 12:14

Ozzborn, wypij grzane.
Ozzborn - 31 sierpnia 2009, 12:18

Agi, jest to jakiś pomysł... nawet miodu nie trza dodawać ;P:
Rafał - 31 sierpnia 2009, 12:23

Hm, a mnie coś po palikotówce ostatnio kiszki pokręciło, w sumie pierwszy raz się zdarzyło, do tej pory czysta żołądkowa była ok, może za bardzo ją zmroziłem?
Ozzborn - 31 sierpnia 2009, 19:41

Za radą Agi, grzany Ciechan miodowy. Wrzuciłem tylko parę goździków. Niestety grzany traci nieco na smaku (miodowy aromat słąbiej wyczuwalny), ale to dalej Ciechan :mrgreen:

Poza tym empirycznie dowiodłem, że niepasteryzowany. Drożdże popracowały solidnie przez te 3 tyg. stania w lodówce, piana aż poszła spod korka po otwarciu, a po nalaniu do szklanki była gęsta i sztywna jak z niejednego pszenicznego. Aż żal było podgrzewać.
Teraz chyba będę kupował kilka na zapas żeby sobie jeszcze popracowały w lodówce.

Kruk Siwy - 31 sierpnia 2009, 20:00

A potem wybuchły...
Ozzborn - 31 sierpnia 2009, 20:04

Wybuchają w zamrażarce jak się zapomni i zostawi na noc - też przetestowane :lol:

Całkeim niezły sorbet miodowo-piwny - gdyby nie drobne szkło chrzęszczące między zębami ;]

Kruk Siwy - 31 sierpnia 2009, 20:07

Bardzo też dobrze wygląda bombaż piwnych puszek. Przetestowane.
Ozzborn - 31 sierpnia 2009, 20:12

Ale zamrażarkowy? Bo jeśli "zwykły" i w pasteryzowanym to gratuluję wytrwałości :mrgreen:
Kruk Siwy - 31 sierpnia 2009, 20:14

Zamrażalnik. U Kresia. Ale to było jakieś podłe piwo więc i płacz po nim był niewielki.
Ozzborn - 31 sierpnia 2009, 20:18

No tak, nam tego biednego Ciechana było mocno żal, na szczęście na otarcie łez mieliśmy jakieś 15 innych (bo to był już 2 dzień działkowania) :mrgreen:
Nutzz - 1 września 2009, 12:07

Herbatkę.
Najzwyklejszą w świecie.
Dobrze podchodzi pod rogalika :]

dalambert - 1 września 2009, 12:18

Kwas chlebowy - Kresowy - pycha :)
Iwan - 1 września 2009, 12:46

dalambert napisał/a:
Kresowy


to już wiem czemu Kres nie pisze, nie ma czasu jak kwas chlebowy produkuje

dalambert - 1 września 2009, 12:48

Iwan, napoleońska interpretacja, ale chyba nie te Kresy, a Kres podobno pisze :P
Iwan - 1 września 2009, 12:49

podobno, ha! :wink:
Kruk Siwy - 1 września 2009, 12:50

Kres(y) z bombelkamy są trochi przysłodkie.

Ale wszystko wypiję, oprócz politury.

Zgaga - 2 września 2009, 10:43

dalambert napisał/a:
Kwas chlebowy - Kresowy - pycha :)

To raczej polecam z Obolonia (ukraiński), lżejszy, mniej słodki i bardziej bąbelkowy.

Agi - 8 września 2009, 20:15

Piwo pszeniczne Paulaner. Całkiem niezłe.
Rafał - 8 września 2009, 21:06

Bombowe, ale dawno nie spotkałem :|
Kruk Siwy - 8 września 2009, 21:19

Jest w stałej ofercie Paradoxu - ciemne i jasne. Prosiemy!
Rafał - 8 września 2009, 21:24

Jeszcze kiedyś na jakieś szkolenie dwu-trzydniowe do Wawy zawitam, co się odwlecze nie uciecze :D
Iwan - 8 września 2009, 21:37

a miał juz ktoś okazje pić to?
http://www.luxlux.pl/artykul/2334/vodka_o2

Agi - 8 września 2009, 21:57

Rafał napisał/a:
Bombowe, ale dawno nie spotkałem :|
Kruk Siwy napisał/a:
Jest w stałej ofercie Paradoxu - ciemne i jasne. Prosiemy!

A ja w moim spożywczaku kupiłam. Zauważyłam, że bardzo poszerzyli ostatnio ofertę piwa, samego pszenicznego kilka marek. Będę degustować i dzielić się wrażeniami.

Ozzborn - 9 września 2009, 11:37

Z pszenicznego to całkiem niezły jest ukraiński Obołon. Natomiast strasznie mi nie smakuje pszeniczne od Ciechana. Bukiet ma faktycznie taki jak opisują na etykiecie - bananowo-goździkowy. Blee.

Ja wczoraj testowałem Świeże niepasteryzowane z browaru Kormoran - bardzo podobne do Konstancinów - lepsze pod względem goryczki, ale 7 voltów dosyć nachalnie wciska się w bukiet, jednym słowem - obleci.
Oraz: Grand Imperial Porter z Amberu, intensywny słodko-gorzki, dosyć ciężki. Duży plus za gęstą pianę. No i mocny. Piwo zdecydowanie deserowe.

Iwan - 10 września 2009, 11:31

piwko niepasteryzowane Engel Gold, nic szczególnego, a kosztuje dość sporo, piana zaszumiała jak w coli i opadła, nie pokuszę się więcej na nie
merula - 10 września 2009, 21:08

likier z kumkwatów z Korfu.

pachnie bosko...

Nutzz - 10 września 2009, 21:09

Nalewkę na cebuli i czosnku...
Musze wyplenić z siebie to choróbsko.

Ozzborn - 11 września 2009, 08:53

Nutzz napisał/a:
Nalewkę na cebuli i czosnku...

Nie powiem, mnie też by się przydała. Kiedyś nawet rodziciele robili i nas tym faszerowali - strasznie nie lubiliśmy, ale teraz to bym chętnie. Rzucisz przepisem?

Nutzz - 11 września 2009, 09:12

Ehh, okey, jak się skontaktuję z babcią to od niej wezmę.
Choć, tak na smak to wydaje mi się że po prostu, rozgnieciona cebula i czosnek, zalane spirytem, odstawione i potem rozcieńczone.
Strasznie mocne.
No i koledzy z pracy trochę nosem kręcą :|
No ale gdyby nie to to pewnie już bym leżał rozłożony na łopatki w łóżku.

Ozzborn - 11 września 2009, 09:36

Ja żrę kanapki z czosnkiem wieczorami, rano już nie czuć :P
Kruk Siwy - 11 września 2009, 09:38

Rano to ty nie czujesz. Cała skóra pachnie czosnkiem, super jest takiego kogoś spotkać w autobusie albo jeszcze lepiej metrze.
Nutzz - 11 września 2009, 09:44

Z drugiej strony to jakbyśmy wszyscy żarli czosnek to nikomu by to nie przeszkadzało.
A jaki naród byłby wtedy zdrowy!
Tyle że połowa aptek by pewnie upadła.

Ozzborn - 11 września 2009, 09:56

Kruk Siwy, gdybym jeździł ałtobusem to bym nie żarł, a to, że nie czuć to nie mówię z własnego węchu tylko po konsultacji z przebywającymi w moim otoczeniu.
Jakby wszyscy żarli czosnek to byśmy musieli zapuścić pejsy, żeby się nie wyróżniać ;)
Dobra koniec offtopa - jak co to rzućmy się do luźnych, albo kaszanki.

Martva - 11 września 2009, 20:42

Kakao z czekoladą i cynamonem, fajna rzecz na sam początek chandry. Z kocykiem, książką i kotem ma szanse zadziałać ;)
dalambert - 11 września 2009, 20:56

Martva, dodaj jeszcze odrobinę mielonych palonych migdałów :D
Rafał - 11 września 2009, 21:09

Jakiś kolega też by się przydał, ewentualnie koleżanka, samotność człowiekowi nie bardzo służy. :wink:
Martva - 11 września 2009, 21:11

No co Ty, czytanie w towarzystwie jest niegrzeczne ;)
Kruk Siwy - 11 września 2009, 21:36

Na głos?
Martva - 11 września 2009, 21:41

Nie lubię czytać na głos, ale odbiegamy od tematu :) Kot wystarczył za towarzystwo, kakao pomogło :)
Rafał - 11 września 2009, 23:07

To fajnie :D

A propos tematu, właśnie mieszam sobie kolejny już raz stronga dwusłodowego z żywcem dużym, nawet, nawet :D

Agi - 13 września 2009, 13:21

Piję kawę i zastanawiam się co wyniknie z nastawionego balona zawierającego lekko już podfermentowany przecier z węgierek, przegotowaną wodę, cukier i drożdze.
Może wino śliwkowe, a może śliwowica. Trzeba wykazać cierpliwość.

shenra - 13 września 2009, 13:36

A ja sobie dobrą flaszunię przywiozłam Vecchia Romagna...mmm :roll:
hrabek - 21 września 2009, 11:15

Meksykańska tequilla Monte Alban. Obowiązkowo z robakiem w środku. Rozpracowana w piątek i dokończona w niedzielę z okazji nowej pracy małżonki. Robak zjedzony przez podpisanego z lewej. Pychota (znaczy trunek, robak żadna rewelacja ;) ).
Swoją drogą to jeszcze nie piłem takiej tequilli. Ma zupełnie inny smak niż te najpopularniejsze, co można u nas kupić (Olmeca, czy Sierra).

Iwan - 21 września 2009, 18:09

a ja nie wiedziałem ze tego robaka się zjada :shock:
Kruk Siwy - 22 września 2009, 12:04

Się nie zjada. Ale wiesz, niektórzy są oszczędni i co się bydlątko będzie marnować. Takim nie dawaj szklanek ino kufle cynowe bo i to zeżrą.
Iwan - 22 września 2009, 15:14

Karlovačko, chorwackie piwo, dobre, ale u nas chyba niedostępne
Zgaga - 22 września 2009, 15:27

Podczytuję sobie Homo bmbrownikusa Pilipiuka. Piękny cytacik:
Cytat:
Jakub patrzy jak urzeczony na krystaliczną zawartość flaszki. Jej aura zdradzała pochodzenie trunku. Słód z syberyjskiego jęczmienia, odrobina miodu ze wsi Pokrowskoje i ziół. Fermentowane w beczce z dębu, który wyrósł na uralskiej żyle złota.

Prawda, jak poetycznie napisane, a żeby nie było offtopowo - dobry bimber, przeleżany, rzeczywiście może być cymes. Bardzo poetycznie nastraja.

Nutzz - 22 września 2009, 15:44

Koźlak.

Świetny, rubinowy bock i to u mnie, na zabitej dechami wsi.
Miodek!

Iwan - 22 września 2009, 19:06

białe Martini sobie sączę :D
joe_cool - 25 września 2009, 12:25

Cytat:
Swoją drogą to jeszcze nie piłem takiej tequilli. Ma zupełnie inny smak niż te najpopularniejsze, co można u nas kupić (Olmeca, czy Sierra).


Sierra to podobno w ogóle nic wspólnego z prawidziwą tequilą nie ma, taki szit na eksport po prostu, jak mnie uświadamiali tambylcy... W Meksyku w sklepach Sierry w ogóle nie ma, a Olmeca to taka najniższa półka.

Kruk Siwy - 28 września 2009, 22:12

Skomponowałem sobie na poczekaniu drinka do poduszki. Nazywa się Góralska vendetta.
Skład: 2/3 łąckiej śliwowicy, 1/3 martini bianco kropla soku malinowego lód, podawać ze słomką.
Kosa.

Witchma - 28 września 2009, 22:13

Kruku, wow, muszę kiedyś wypróbować, wygląda zaiste zabójczo.
Kruk Siwy - 28 września 2009, 22:15

Jeżeli ktoś się obawia mocy to wtyka rurkę w leżącą na dnie kroplę soku malinowego i pierwszy łyczek przepływa bardzo łagodnie. Niezłe mi wyszło.
Agi - 29 września 2009, 06:25

Piłam kiedyś w większym towarzystwie łącką nieopodal miejsca jej powstawania.
Jedna z koleżanek nie odważyła się przełknąć całej zawartości kieliszka na jeden haust.
Miejscowy Fundator powiedział wtedy - Jakbyś ty była chłopem, dałbym ci w pysk.
Taka anegdotka mi się przypomniała.
Moja śliwowica tymczasem nabiera mocy, zobaczymy co z tego wyniknie.

Iwan - 29 września 2009, 08:06

a ja wieczorem piłem śliwowicę, ale chorwacką, znaczy przywiezioną z Chorwacji, nasza lepsza, taka bardziej wyrazista
Ozzborn - 29 września 2009, 08:42

A ja nie lubię śliwowicy... blee. W zasadzie jedyna forma śliwek jaką lubię to drożdżówka ze śliwkami - i szczerze mówiąc równie dobrze mogłaby być bez śliwek :P
dalambert - 29 września 2009, 14:09

Ozzborn napisał/a:
A ja nie lubię śliwowicy... blee.

Wolno Ci, ale wiele tracisz ;P:

Ozzborn - 29 września 2009, 14:27

dalambert napisał/a:
ale wiele tracisz

Ależ skąd... w czsie kiedy rodzina raczy się domową śliwowicą ja piję pyszną wódkę :mrgreen:

joe_cool - 1 października 2009, 21:34

a ja mam taką straszną ochotę napić się wódki - już z miesiąc chyba. trzeba będzie zorganizować jakieś dekadenckie wyjście. szkoda tylko, że muszę pracować w weekend :evil:
Fidel-F2 - 1 października 2009, 21:35

joe_cool napisał/a:
a ja mam taką straszną ochotę napić się wódki - już z miesiąc chyba. trzeba będzie zorganizować jakieś dekadenckie wyjście.
dżizas
joe_cool - 1 października 2009, 21:36

no co, nie lubię pić sama. tak samo jak nie lubię sama jeść.
SithLady - 3 października 2009, 12:37

Na codzień najczęściej pijam owocowe herbatki
Piwa nie za bardzo lubię - chyba że jestem w Czechach w lecie. Kiedyś piłam jakieś bardzo smaczne lane, więc nie wiem jakie w barze na powietrzu pod Cervenym Klasztorem (10 km spacerkiem ze Szczawnicy)
Z alkoholi jeśli już to wino czerwone

Godzilla - 3 października 2009, 17:10

Ostatnio z alkoholi pijam 20 ml nalewki czosnkowej na przeziębienie :mrgreen:
Virgo C. - 5 października 2009, 13:37

Napój sojowy o smaku czekoladowym. Trochę dziwne, ale ogólnie całkiem niezłe w smaku. Chociaż takiego zwykłego napoju sojowego bez dodatków to bym chyba się nie podjął pić :)
merula - 5 października 2009, 19:14

herbatkę z pigowcowówką
Agi - 5 października 2009, 19:31

Gorzką, letnią herbatkę :(
Martva - 5 października 2009, 19:34

Wrzącą herbatę z masą soku malinowego.

Dlaczego chciałam napisać 'pomidorowego'? :shock:

Ziemniak - 5 października 2009, 19:40

Martva, takie wahanie między słodkim i kwaśnym, gwałtowne zmiany apetytu.
Hmm, jeszcze tylko porannych mdłości brakuje :mrgreen:

Martva - 5 października 2009, 19:52

Ziemniak, ja Ci dobrze radzę, nie denerwuj mnie, wystarczająco sie denerwuję sama :evil:
Poza tym tu nie ma wahania i apetytu, tu jest rozkojarzenie. Jakbyś nie zauważył.

Jedenastka - 8 października 2009, 14:51
Temat postu: Re: Co pije NURS? A co Wy pijecie?
mawete napisał/a:
A Wy co pijecie?


Jestem pijawką :D .
Jak powszechnie wiadomo...

dalambert - 8 października 2009, 14:53

Jedenastka napisał/a:
Jestem pijawką .

pijawka wampirea
czy
Pijawka Birrea :?:

Jedenastka - 8 października 2009, 14:55

dalambert napisał/a:

pijawka wampirea
czy
Pijawka Birrea :?:


Czy to zabawa z cyklu X czy Y ? 8)

Pijawka wampirea.

Picie piwa czy herbaty?

Virgo C. - 8 października 2009, 15:54

Kupiłem na dzisiaj Koźlaka, kolejne podejście do ciemnych piw. Oby się nie okazało, że z tego rodzaju piwa jedynie Irlandzkie mocne mogę pić ze smakiem :)

Edit:
Koźlak wypity. Ani w kolorze ciemny, ani w smaku ciemny. Dobre, ale bez rewelacji :|

mad - 8 października 2009, 22:02

Piwo Koźlak degustowałem niedawno. Piękna rzecz!
dalambert - 8 października 2009, 22:04

Podpiwek ukraiński - bardzo dobry 0 ta sama firma co kwas chlebowy :)
Virgo C. - 8 października 2009, 22:11

mad napisał/a:
Piwo Koźlak degustowałem niedawno. Piękna rzecz!

Ten który piłem był produkowany w Niemczech, jak mnie przed chwilą uświadomił kumpel. Może dlatego taki niespecjalny :roll:

Piech - 8 października 2009, 22:20

dalambert napisał/a:
Podpiwek ukraiński - bardzo dobry 0 ta sama firma co kwas chlebowy :)

Kwas chlebowy piłem na Ukrainie (pierwszy raz, bo nie chodzę do hipermarketów). Pyszny, i piłbym go więcej, gdyby nie to, że piwo też jest tam całkiem niezłe. Najbardziej smakowało mi Lwowskie. Niezłe jest Czernichowskie; Obołon (abałon) też ujdzie.

Jedenastka - 9 października 2009, 07:27

Jedną kawę (tylko) dzisiaj już wypiłam. Czarną, mocną z cukrem trzcinowym.
Od dłuższego czasu nie smakuje mi wersja z mlekiem.

Agi - 9 października 2009, 18:23

Popijam herbatę z plasterkami pigwowca, dobra.
Ozzborn - 9 października 2009, 21:47

Virgo C., Koźlak to w zasadzie nie jest ciemne piwo (zależy od definicji), to jest bock... na butelce piszo zdaje się, że rubinowe. Jak irlandzkie Ci podchodzi to popróbuj 'ale' ino, że te prawdziwne są straśnie drogie.
Virgo C. - 10 października 2009, 11:38

Straśnie drogie mnie nie odstrasza, odstrasza mnie bardziej to ile ja po to piwo musiałbym jechać. W mojej najbliższej okolicy brak sklepu, który miałby coś innego niż przegląd produkcyjny wielkiej trójcy plus Paulaner/Franziskaner (czasem jeszcze Guinness się trafi).

A Koźlak faktycznie chyba miał Bock napisane na butelce :roll:

Ozzborn - 10 października 2009, 16:49

To na sto procent. U mnie kiedyś Albert obfitował w różnej maści drogie piwa (np. genialny Beamish stout w puszce z kulką po 5 zet zdaje się, czy najlepsze piwo jakie kiedykolwiek piłem: Belhaven Scottish Ale) ale odkąd stał się Caerrefourem to marnizna. Natomiast często coś fajnego możgę znaleźć w osiedlowym lub w monopolowo-spożywczym po drodze z pracy :mrgreen:

edytka: a dziś do obiadu wypiłem pół tyskiego (z zasady nie pijam, ale zastosowałem zasadę ważniejszą tzn. "Jak dają - bierz, jak - biją uciekaj). Boossshhh jaki obrzydliwy sikacz - już to nie ma chyba nic wspólnego z prawdziwym piwem.

mad - 10 października 2009, 18:19

Testuję sobie różne piwa. To wstyd nawet nie spróbować gatunków mniej znanych.
Jedenastka - 11 października 2009, 05:34

Testuję kawę zestawiając ją z różnymi dodatkami. Może nic się nie stanie...
merula - 11 października 2009, 08:00

wczoraj Paulaner , przekonałam się do niego.
ilcattivo13 - 11 października 2009, 12:36

jakaś "sklepowa" (choć bardziej pasowałoby słowo "przemysłowa") wiśniówka. Jedyny plus jest taki, że po wczorajszej połówce dziś nie ma nawet śladu kaca. Ale może to zasługa porządnego jedzonka. W każdym bądź razie najlepiej smakowała zagryzana melonem.
Virgo C. - 11 października 2009, 15:28

Haa, po polecankę illianny znalazłem dzisiaj świetnie zaopatrzony sklep z piwami na Miodowej i wyszedłem z dwoma butelkami Irlandzkiego mocnego z browaru Krajan. Jak do tej pory piłem je tylko w Omercie, teraz czas na spożywanie w mieszkaniu razem z filmem :mrgreen:
Ziemniak - 11 października 2009, 15:32

Virgo C., adres, adres proszę.
Virgo C. - 11 października 2009, 15:40

Adresu dokładnego Ci nie podam niestety. Nie wiem czy kojarzysz gdzie na Miodowej jest Księgarnia na Kazimierzu (niemal przy ulicy Krakowskiej) - sklep znajduje się kawałek dalej.
Ziemniak - 11 października 2009, 16:19

Virgo C., kojarzę, chadzałem tam do taniej książki, dzięki :D
Iwan - 11 października 2009, 20:07

oj dzisiejszy wieczór był obfity :D
najpierw Budweiser potem rakija i śliwowica a na zakończenie właśnie sączę Desperados

Witchma - 11 października 2009, 20:09

Ja dzisiaj sączyłam gin z tonikiem, póki tonik się nie skończył :D
Kruk Siwy - 11 października 2009, 20:09

Dawaj dalej samą zakąskę.
Witchma - 11 października 2009, 20:16

Na szczęście moja chrzestna wybyła, więc już nie muszę.
mad - 11 października 2009, 20:54

Dzisiaj już tylko herbatka z rumem.
Jedenastka - 12 października 2009, 10:37

Jest mi zimno. Co radzicie na rozgrzanie?
Martva - 12 października 2009, 10:40

Herbatę z sokiem malinowym bądź kakao/gorącą czekoladę z cynamonem :)
Ziemniak - 12 października 2009, 10:47

Setę z pieprzem i golonkę z chrzanem :D
gorbash - 12 października 2009, 10:49

Ziemniak napisał/a:
Setę z pieprzem i golonkę z chrzanem

Od razu coś się gorzej poczułem. Chyba zastosuję dziś proponowaną kurację - wszak lepiej zapobiegać niż leczyć.

Kruk Siwy - 12 października 2009, 10:50

Trening lum - gom - pa.
Już po trzech latach osiągniesz całkowitą obojętność na warunki meteo.

Poza tym można zjeść gorącego rosołu lub innej zupy. Kalorie plus temperatura dania skutecznie załatwią chłód. Ale trening jest lepszy bo działa permanentnie.

Jedenastka - 12 października 2009, 11:43

Kruk Siwy napisał/a:
Trening lum - gom - pa.
Już po trzech latach osiągniesz całkowitą obojętność na warunki meteo.
(...) Ale trening jest lepszy bo działa permanentnie.


Nie mam pojęcia co to za trening... coś więcej na ten temat?

Kruk Siwy - 12 października 2009, 11:49

Trening jest dostępny w Himalajach. Tak ćwiczeni są gońcy, którzy przenoszą wieści pomiędzy buddyjskimi klasztorami na wysokościach powyżej czterech tysięcy metrów.
Trzy lata spędzasz w kompletnych ciemnościach i odosobnieniu. A potem to już z górki.
Powodzenia!

dalambert - 12 października 2009, 12:06

Kruk Siwy, a gdzie Ty w Himalajach masz buddyjskie klasztory, chyba Ci się z chńskimi konclagrami pomylil.
Taki treninng o 100 lat temu bywał.
A i tak goloneczka i seta humor podnosi i zdrowie wzmacnia ;P:

Kruk Siwy - 12 października 2009, 12:07

dalambert, dalambert, lamaiści to też buddyści. Nieprawdaż? Tybet nie jest tylko chiński. Powtórz lekcję geografii. Bo jak nie to cię herbatką po tybetańsku poczęstuję...
Jedenastka - 13 października 2009, 19:46

Kruk Siwy napisał/a:
Bo jak nie to cię herbatką po tybetańsku poczęstuję...

Jaka to jest? Dziękuję za himalajskie wyjaśnienia.

merula - 13 października 2009, 19:52

z masłem i solą
Nutzz - 13 października 2009, 20:08

Maaatkoooo!
Wreszcie, po tygodniach poszukiwań, odkryłem punkt dystrybucji CIECHANA w okolicach mego zamieszkania.
Ave Wyborne!
Ave Porter!
Ave Miodowe!

Virgo C. - 13 października 2009, 20:20

merula napisał/a:
z masłem i solą

No proszę, mongolskie kiedyś piłem i było z mlekiem jaka i solą. I było wyjątkowo ohydne :evil:

A teraz, by zmazać wspomnienie tego smaku, rozkoszuje się Strong Suffolk Vingate Ale :D

dzejes - 13 października 2009, 21:08

Nutzz napisał/a:

Ave Miodowe!


Czy fani Miodowego piją również inne, podobne piwa? Znaczy Redds, Karmi i tak dalej?

Martva - 13 października 2009, 21:12

dzejes napisał/a:
Znaczy Redds


Tak! ale jabłkowy, w ostateczności cytrusowy czy jak mu tam. Gingersa tez lubię.

dzejes napisał/a:
Karmi


Wydaje mi się że raz piłam i wydawało mi się gorzkie, ale może z czymś mylę (wiem że Warka Strong jest dla mnie równie gorzka jak inne piwa, a wszyscy mówią że to słodkie świństwo :shock: )

Nutzz - 13 października 2009, 21:13

Nie wiem.
Nigdy nie miałem okazji/nie wyraziłem chęci skosztowania.

Ale, np. za Desperados nie przepadam.
Miodowe to chlubny wyjątek spośród smakowych.

Godzilla - 13 października 2009, 21:14

Karmi jest słodkie jak coca-cola. Z leciutką goryczką.
Virgo C. - 13 października 2009, 21:15

Z takich słodkich to co najwyżej Reds malinowy. Jedyny, który akceptuje. Ale też ja po prostu kocham maliny, w każdej postaci ;)
Martva - 13 października 2009, 21:17

Redds malinowy smakuje jak piwo ze zbyt małą ilością soku ;P:
phenix - 13 października 2009, 21:19

Lech pils, właśnie kończę i zazdroszczę Poznaniakom, że chyba tylko u nich to piwo dostępne.
Warka w każdej wersji jest zbyt słodka. :D

Godzilla - 13 października 2009, 21:21

Właściwie Karmi to jedyne, które piję - moje dzieciaki nie znoszą zapachu piwa. No chyba że jakaś impreza, ale to rzadko. Braku specjalnie nie odczuwam.
Kruk Siwy - 13 października 2009, 21:39

Karmi jest bardzo słodkie i słabe. Gorzkie? Raczej nie. Generalnie trudno to uznać za alkohol
Miria - 13 października 2009, 22:04

Karmi Black jest jak najbardziej ok.
Kruk Siwy - 13 października 2009, 22:05

Narobili odmian. Ale ja nie krytykuję, ino stwierdzam fakt.
Miria - 13 października 2009, 22:08

Rozumiem, ale wersja Black jest bardziej alkoholowa (chyba 4%) i IMO smaczniejsza. Poema di Caffe też jest fajne, ale faktycznie, trudno to uznać za alkohol.
Kruk Siwy - 13 października 2009, 22:17

No to spróbuję tej "Czarnej" odmiany. Może i nureczce zasmakuje.
Ozzborn - 14 października 2009, 08:00

Zbluźnił!
Że tak polecę cytatem. Ciechan miodowy w odróżnieniu od różnych wynalazków typu reddsy czy inne karmi jest prawdziwym piwem zaprawianym miodem. Natomiast wyżej wymienione to sztucznie aromatyzowane produkty piwopodobne (ze względu na proces produkcji). Acz, nie zaprzeczam, że jakiś mały redds czy desperados w charakterze letniego drinka jest całkiem ok, ale za dużo się tego nie wypije.

edit: cytat oczywiście a propos dzejesa... i tak trochę wyrwany z kontekstu 8)

Martva - 14 października 2009, 09:57

Kruk Siwy napisał/a:
Karmi jest bardzo słodkie i słabe.


A to może mi się z czyms pomyliło.

seba - 14 października 2009, 10:00

Tatra Pils :D :D
Dobre i tanie

Tuborg - green
Dobre i tanie ;P:

dzejes - 14 października 2009, 10:34

Ozzborn napisał/a:
Acz, nie zaprzeczam, że jakiś mały redds czy desperados w charakterze letniego drinka jest całkiem ok, ale za dużo się tego nie wypije.


Wiedziałem.

Ozzborn - 14 października 2009, 11:10

Faktycznie coś w tym jest że wolę łagodne czy też wręcz słodkie piwa/produkty piwopodobne od klasycznych goryczkowych pilsnerów...
Pucek - 14 października 2009, 11:18

Dzisiaj to mniej ważne CO, ważniejsze JAK: z miodem, imbirem i na gorąco. Ooo!
I szybko zapomnieć co za oknem :wink:

joe_cool - 15 października 2009, 15:49

Co mi przypomina o zielonej herbacie z imbirem i pomarańczą, którą miałam sobie zaparzyć :D
Jedenastka - 15 października 2009, 17:31

Pucek napisał/a:
Dzisiaj to mniej ważne CO, ważniejsze JAK: z miodem, imbirem i na gorąco. Ooo!
I szybko zapomnieć co za oknem :wink:


Brzmi nieźle. Może to nieładnie się przyznawać ale... :wink: aktualnie piję sok pomarańczowy.
Z maleńkim dodatkiem śliwowicy łąckiej... naprawdę niewielkim... maleńkim i niewinnym.

Ozzborn - 16 października 2009, 20:29

Jedenastka, za to w duuużym kubku? :twisted:
Jedenastka - 17 października 2009, 07:33

Ozzborn napisał/a:
Jedenastka, za to w duuużym kubku? :twisted:

Nie. W szkle :D .

merula - 17 października 2009, 08:59

czerwone wino, bardziej lub mniej wytrawne. robi mi dobrze. i nie muszę o nim pamiętać dnia następnego. :mrgreen:
Jedenastka - 17 października 2009, 09:20

merula napisał/a:
czerwone wino, bardziej lub mniej wytrawne. robi mi dobrze.

Mi też robi dobrze. Nawet bardzo dobrze. Bardzo lubię czerwone wino :D .

NURS - 17 października 2009, 09:27

Spróbuj kiedyś Amarone, najlepiej od Bolli albo Masi. Tanie nie jest, ale boskie w smaku. Warto sie wykosztowac na jakąś specjalna okazje, albo z zagranicy przywieźć.
merula - 17 października 2009, 09:53

zapamiętam.
Jedenastka - 17 października 2009, 11:23

NURS napisał/a:
Spróbuj kiedyś Amarone, najlepiej od Bolli albo Masi. Tanie nie jest, ale boskie w smaku. Warto sie wykosztowac na jakąś specjalna okazje, albo z zagranicy przywieźć.

W Polsce jest do kupienia taniej niż poza? Czy odwrotnie?

Witchma - 19 października 2009, 21:12

Trójniaczek dzisiaj. Zdecydowanie.
Jedenastka - 21 października 2009, 13:32

Wróciłam z wyprawy do Warsaw City. Kupiłam prezent dla adoratorki mojego syna. W sobotę jest impreza urodzinowa na Bemowie.

Trochę zmarzłam, trochę się znudziłam deszczem.

Z uwagi na powyższe wypiłam dwa piwa. Warka :) . Takie sobie...

dalambert - 21 października 2009, 13:52

Jedenastka napisał/a:
dwa piwa. Warka

no i masz, jak się byle co pije, to potem
Jedenastka napisał/a:
Takie sobie...

Ciechan , Dawne , Łomża / z laleczkami/
Takie czasy, ze trzeba za mniejszymi browarami ganiać :D

Virgo C. - 21 października 2009, 15:49

Ale za to jaka radość, gdy się ten produkt małego browaru dorwie :)
Iwan - 21 października 2009, 23:46

wygrzebałem jakiegoś Tokaja rocznik 1996, nie wiem czy takie wina powinny tak długo być przechowywane ale jest ok, a nawet smaczne bym powiedział
Kruk Siwy - 21 października 2009, 23:50

Profanator. Im dłużej tym lepiej. Jakaś marka Tokaja? Ile putonów?
Iwan - 22 października 2009, 00:00

nie znam się, dopisek ma muskotaly , ale czy to coś mówi
Iwan - 24 października 2009, 21:46

właśnie cyckam sobie porto i czekam na walkę Gołoty z Adamkiem
Ozzborn - 24 października 2009, 22:17

A ja spożywam domowe winko tatusiowej produkcji - partia była już spisana na straty, bo po pół roku wyrobiło tylko kilka procen, ale okazało się, że po dodaniu "turbodrożdży" ruszyło - i jest całkiem niezłe.

Natomiast wczoraj skusiłem się na "Irlandzkie Zielone" z Krajana - w smaku słodkawe (nie najgorsze), koloru rzeczywiście zielonkawego.
Dopiero potem doczytałem co stało na etykiecie "Napój piwny - 83 %piwa" z dodatkiem tego jakiegoś soku. W każdym razie woltydż miało normalny.

merula - 24 października 2009, 23:33

aktualnie jeżynówkę
ilcattivo13 - 25 października 2009, 15:49

coś musiałem zrobić, bo zaczęło "chodzić" moje zeszłoroczne jabłkowe słodkie, które już było przeznaczone na destylację :D Ale moc ma. Bo po moim konwentowym kubeczku 0,6 l trochę mną zachwiało :D
Agi - 25 października 2009, 22:17

Degustujemy nalewkę z tarniny, niezła.
Martva - 29 października 2009, 21:05

Ciepła woda pół na pół z sokiem jabłkowym, duża łycha miodu, cynamon, goździki. Bo mi się sok malinowy skończył. Całkiem, całkiem.
Adon - 29 października 2009, 21:11

Taki przepis dziś dostałem na halloweenowy trunek (nieanglojęzyczni, wybaczcie, zostawiam jak w oryginale było):

Cytat:
James' Punch recipe

1 part vodka
1 part gin
2 parts cider
2 parts lemonade (at least)
lime cordial
sugar
fruit
ambulance


Wypróbuję w weekend. :mrgreen:

Ozzborn - 29 października 2009, 21:29

Adon napisał/a:
ambulance

:mrgreen:

Jedenastka - 31 października 2009, 15:46

Sok jabłkowy do pizzy i pieczywa czosnkowego. W tym soku jest tylko sok oczywiście.
Ze śliwek...

Iwan - 31 października 2009, 21:47

wódka głównie :D , na urodzinach teścia :D
ilcattivo13 - 1 listopada 2009, 21:33

umówiłem się wstępnie z ojcem na przepędzenie wina jabłkowego :D Tylko czy coś wróci ze mną do domu? :D
Agi - 1 listopada 2009, 22:07

Pijemy Dębową, jak zwykle świetna.
xan4 - 1 listopada 2009, 22:37

Ballantine's popijam grając w szachy i nie wiadomo czemu gram coraz gorzej :)
feralny por. - 1 listopada 2009, 22:40

xan4, to rzeczywiście dziwne, sprawdź czy z Ballantine'sem wszystko w prządku. :wink:
mBiko - 1 listopada 2009, 23:11


Ozzborn - 1 listopada 2009, 23:18

A myśmy w piątek na imprezie tankowali "kamikaze", potem wiśniówkę domową, a potem jako że jacyś tacy niedopici byliśmy to zabraliśmy się za żoładkową de luxe :P

Wszytsko w ilościach przemysłowych... albo kolega przyżydził z dodawaniem procentów do pierwszych dwóch, albo mój alkoholizm wskoczył na wyższy poziom rezistansu, bo kac był umiarkowany - podejrzanie łagodniejszy od spodziewanego. :mrgreen:

Dzisiaj do tradycyjnej pierwszolistopadowej kolacji babcia postawiła korporacyjne piwa m. in. Heineken i Pilsner Urquell... o kurde, to naprawdę już nie jest piwo - woda barwiona jakaś :roll:

Ave Ciechan!

Lynx - 1 listopada 2009, 23:37

Dziśśśiaj wódka s kolą....
mBiko - 2 listopada 2009, 01:14

A Kola zakąszał, czy pił "pod zapach"?
Virgo C. - 2 listopada 2009, 19:50

Lech, ale tylko dlatego że przez weekend z monopolowego obok mnie wyparował niepasteryzowany Kasztelan :(
Iwan - 2 listopada 2009, 19:52

miodowe mocne, całkiem całkiem :D
merula - 2 listopada 2009, 20:05

herbata z pigwówką
Chal-Chenet - 2 listopada 2009, 20:14

Virgo C. napisał/a:
Lech

KOLEJORZ!!!

Ja odkryłem bardzo dobry sok z Gardena. Śliwkowo-gruszkowo-jabłkowy. Pycha. Bezalkoholowo, a co.

hrabek - 2 listopada 2009, 20:17

Idę zaraz do lodówki po noteckie. Tylko nie wiem, czy mam większą ochotę na jasne, czy na ciemne. Chyba jednak dzisiaj jasne.
ilcattivo13 - 2 listopada 2009, 20:19

Chal - m.in. tego soku używaliśmy rok temu na Falkonie, "grając w erpegi". Wg. mnie to najlepszy sok do wódki.
Chal-Chenet - 2 listopada 2009, 20:21

Zapamiętam. ;)
Virgo C. - 2 listopada 2009, 20:40

Chal-Chenet napisał/a:
KOLEJORZ!!!

Jedno z ostatnich ogólnodostępnych piw, które można bez krzywienia się pić na trzeźwo ;)

Jedenastka - 4 listopada 2009, 08:49

Rano piję kawę oczywiście :D . Inne trunki później.
Chal-Chenet - 6 listopada 2009, 21:19

Okazuje się, że żołądkowa gorzka z miętą jest wcale pyszna... :D
Martva - 6 listopada 2009, 21:20

Chal-Chenet, jeśli to jest to co myślę to jest lepsze od żołądkowej gorzkiej klasycznej. Którą też lubię, bo wbrew nazwie nie jest gorzka ;)
Ozzborn - 6 listopada 2009, 22:14

A mnie jakoś nie podeszła. Straszny ulepek. Zwykła lepsza. Ale preferuję tę De Luxe :mrgreen:

Ja sobie wreszcie wypróbowuję drinka z przepisu pudełkowego: malibu + wódka + sok jabłkowy na lodzie i cząstkach jabłka. Wcale smaczne tylko jak dla mnie coś słabe z przepisowych proporcji - a wódki niestety miałem resztkę więc nie wzmocnię. :P

Rafał - 6 listopada 2009, 22:57

Żołądkowa gorzka miodowa dobra bardzo do piersiówki i pociągania w terenie, fajnie grzeje w brzusio :D
Kruk Siwy - 6 listopada 2009, 23:01

Ostatnio piliśmy z Dalambertem coś bardzo grzejącego. Spiryt. Ciepły. Tfu!
Rafał - 6 listopada 2009, 23:05

Pogięło was? :shock:

Aż się otrząsnąłem, chociaż, chociaż, kiedyś mój ś.p. sąsiad zawołał mnie na połówkę spirtu z kukurydzy, było lato, upał, spirt z plastiku też był ciepły, ale ... wchodził cudownie. Hm, różnie bywa.

Kruk Siwy - 6 listopada 2009, 23:22

Ten nie wchodził. I dobrze. Dzięki temu żyjemy. Już nie ta kondycja...
Agi - 6 listopada 2009, 23:25

Duże ilości gorącej herbaty z pigwowcem, smakuje nadzwyczajnie, a spirytus pijam w postaci nalewek.
dalambert - 6 listopada 2009, 23:29

Rafał, pod grzaneczki z razowczyka na gęsim szmalcu wchodzi :)
Kruk Siwy - 6 listopada 2009, 23:36

Nie udawaj zucha... a grzaneczki i owszem grzeczne były.
Rafał - 6 listopada 2009, 23:51

:lol: :mrgreen:
Jakbym to widział, a wstał który od stołu po wychyleniu? :wink:

Kruk Siwy - 6 listopada 2009, 23:52

Na stojaszczy było...
A w sobie mieliśmy już poziomkówkę i dużo Dawnego.

Piech - 6 listopada 2009, 23:57

Ostatnio piłem ze szwagrem czarnego Smirnoffa. Jak nie przepadam za wódką, tak ta mi podeszła. A rankiem nie było żadnych efektów, nawet choćby śladowego odwodnienia.
Kruk Siwy - 7 listopada 2009, 00:00

Może dobry dzień miałeś. Bywa.
Piech - 7 listopada 2009, 00:26

Być może. Jednak wódka jest to gładka, bardzo dobrze wydestylowana, nie otrząsa wcale.
Virgo C. - 7 listopada 2009, 11:55

Chal-Chenet napisał/a:
Okazuje się, że żołądkowa gorzka z miętą jest wcale pyszna... :D

Zgadzam się. Ale De-lux się po tym pić nie da (w ogóle jakoś się tej De-lux pić nie da).

Ozzborn - 7 listopada 2009, 16:12

A co tez Waćpan prawi, mnie wchodzi lepiej nawet od wyborowej - czego bym się w życiu po żadnej wódce nie spodziewał.
Nutzz - 8 listopada 2009, 04:33

Ciechan - stout.
Na moją prośbę sprowadzili do sklepiku osiedlowego - teraz mają już pełen (chyba?) asortyment :D

Ozzborn - 8 listopada 2009, 12:17

Nutzz, :bravo
Własnie chyba muszę zagadać z osiedlowym pozytywnym sklepem, żeby i do nas sprowadzali. ;P:

Pucek - 8 listopada 2009, 12:22

A my się tu "Dawnym" konstancińskim zapijamy. Cudze chwalicie, swego...
Ciechana też obok dostać można.

Zgaga - 8 listopada 2009, 12:26

Pozazdrościliśmy Lukasowi prezentu. I kupiliśmy znajomemu na 40 urodziny pijacką ruletkę. A tera wyobraźcie sobie, najpierw kurs robienia sushi (kolega robi wyśmienite), żeby zakąska była, a potem mocno zmrożona wódka i ... gramy... Oj się będzie działo....
Ozzborn - 8 listopada 2009, 13:13

Pucek napisał/a:
Cudze chwalicie, swego...

nie lubicie.
Kwestia degustibusów.

dalambert - 8 listopada 2009, 13:17

Ozzborn, sam ześ Dawne zachwalał i słusznie, odmieniło Ci się?
Ozzborn - 8 listopada 2009, 13:36

Zachwalałem pod kątem prawdziwej piwności. Wciąż uważam, że jest lepsze od tych wszystkich masowych szczochów, ale wg mnie nie umywa się w smaku do Ciechanów.
merula - 8 listopada 2009, 23:14

dżin z tonikiem w dużych ilościach ostatnio był.... cudownie bez konsekwencji :D
mBiko - 8 listopada 2009, 23:42

To zaczynam rozumieć dlaczego u mnie nie chciałaś napić się toniku. Nie zaproponowałem dżina do zestawu.
merula - 8 listopada 2009, 23:47

tak właśnie było...
ale śliwkówka też była dobra :D

mBiko - 8 listopada 2009, 23:50

Wiśniówka również. Przed chwilą sobie jeszcze raz zaaplikowałem.
merula - 9 listopada 2009, 00:11

cieszy mnie to :D
Kruk Siwy - 9 listopada 2009, 20:24

wódka martini. Jestem Kruk. Kruk Siwy.
Agi - 9 listopada 2009, 20:26

Herbata z pigwowcem. Jestem senna i wcale nie Ayrton.
Pucek - 9 listopada 2009, 20:32

Też jestem siwa - i chyba się wezmę za wiedźmią siwuchę.
merula - 9 listopada 2009, 21:06

był krupnik, dobrze mi zrobił
Witchma - 9 listopada 2009, 21:07

A ja wczoraj sobie dwójniaczek kupiłam i nie mam na niego ochoty... czy to się da leczyć?
Kruk Siwy - 9 listopada 2009, 21:17

Tak. Trójniaczkiem.
ilcattivo13 - 9 listopada 2009, 22:28

aktualnie (nawet bardzo) "Świeże. Piwo z Mazur" :D
Ozzborn - 9 listopada 2009, 22:53

Lol strasznie spirytem ciągnie wg mnie ;) Ogólnie nie jest złe (znów lepsze od masówek) ale nie powala.
ilcattivo13 - 9 listopada 2009, 23:05

właśnie skończyłem trzecie. Spirytu ani śladu :D
Chal-Chenet - 10 listopada 2009, 18:49

Piwko Satan. Dobre. Przy takiej nazwie, nie mogło być inaczej.
Jedenastka - 10 listopada 2009, 20:59

Chal-Chenet napisał/a:
Piwko Satan. Dobre.

Z którego browaru?

Rafał - 10 listopada 2009, 23:58

A ja sobie robię przegląd browarów, za mną Okocim, Żywiec, Dojlidy, przede mną zagramanica :wink:
Chal-Chenet - 11 listopada 2009, 03:01

Jedenastka napisał/a:
Z którego browaru?

De Block. Importer: Belgium's Best.

Jedenastka - 12 listopada 2009, 07:55

Trzeba będzie przeprowadzić degustację... :P .
Dzisiaj tylko miętę wypiłam na razie. I tak maleńką kawę, w rozmiarze z brazylijskich telenowel, że chyba się nie liczy.

Chal-Chenet - 12 listopada 2009, 07:59

A ja dzisiaj potrzebuję tylko wody. Dużo. :)
Ozzborn - 12 listopada 2009, 09:00

Eee czysta woda to zabójstwo dla "zmęczonego" żołądka. Poza tym znacznie słabiej nawadnia organizm, bo śmiga prosto w nery i do pęcherza. Znacznie lepsze są napoje izotoniczne lub chociaż rozcieńczony sok jakiś.
Chal-Chenet - 12 listopada 2009, 12:10

Jednak nabyłem Kubusia. ;)
Ozzborn - 12 listopada 2009, 12:18

słusznie słusznie - witaminy itp. :mrgreen:

Mnie niezawodnie w ciężkich przypadkach ratuje powerade, a najlepiej dwa ;P:

Jedenastka - 12 listopada 2009, 12:30

Ja wolę Burn'a :D
merula - 12 listopada 2009, 13:44

a gdzie tradycyjny sok z kiszonej kapusty???
Rafał - 12 listopada 2009, 13:46

Wypiłem wodę ze słoika z ogórkami kiszonymi, liczy się? :roll:
merula - 12 listopada 2009, 14:11

a też miałeś taką potrzebę?

chyba przestanę czekać na samochód i napocznę jakąś buteleczkę z prądem. może na początek o niskim napięciu :wink:

hardgirl123 - 12 listopada 2009, 14:29

pije soczur ananasowy :evil:
Rafał - 12 listopada 2009, 14:59

merula napisał/a:
a też miałeś taką potrzebę?
Jakoś tak wyschłem od środka :lol:
merula - 12 listopada 2009, 16:08

tak, to cieżkie uczucie, z którym należy walczyć :mrgreen:
ilcattivo13 - 12 listopada 2009, 17:54

Chal - zmiłuj się, w osłabiony po "ciężkich przeżyciach" żołądek lejesz Kubusia? W krótkim czasie będziesz miał wrzody jak hemoroidy u słonia. Wszystkie "soczki" przecierowe, bazujące na marchwi i/lub bananach strasznie zamulają żołądek i przez to nie są zbyt zdrowe. Wbrew obiegowej opinii.
Jak masz kaca giganta i żołądek się ździebko buntuje, to najzdrowsza jest zwykła czarna herbata (ma odczyn zasadowy), z sokiem z cytryny (odczyn zasadowy + witaminy) i łyżką miodu (glukoza + witaminy + magnez). Pijesz gorącą, ale nie wrzątek, małymi łyczkami i po 30 - 45 minutach idziesz spokojnie zjeść śniadanie. Nie znam nikogo, komu by to nie pomogło na przepicie.

A jeśli chodzi o samo picie, to na konwent dokupiłem jeszcze butyłku Benediktinasa :D Starych nie ma, chata wolna, oj, będzie bal...

Virgo C. - 12 listopada 2009, 19:16

Poważnie z tymi sokami? Jedynym znamy mi efektem ubocznym ich przedawkowania jest marchewkowy kolor skóry ;)

A na kaca popieram Ozziego - napój izotoniczny i raz dwa po problemie :)

Chal-Chenet - 12 listopada 2009, 20:09

ilcattivo13, dzięki za sugestię. Nie wiedziałem.
ilcattivo13 - 12 listopada 2009, 21:46

gdzieś kiedyś już o tym wspominałem, ale w którym wątku... nie mam pojęcia. :D
Chal-Chenet - 12 listopada 2009, 23:31

Nie czytuję wszystkich wątków. :)
Kruk Siwy - 12 listopada 2009, 23:32

Hihi.
Chal-Chenet, w nich tylko pisuje...

Chal-Chenet - 12 listopada 2009, 23:32

:mrgreen:
SithLady - 15 listopada 2009, 14:47

Ostatnio mnie naszło na Colę i Pepsi. A kiedyś mi zupełnie nie smakowały
ilcattivo13 - 16 listopada 2009, 14:44

od piątku do wczoraj - Perła, Warka, płyn do płukania jamy ustnej/prototypowy Ludwik, wiśniówka (?), Benediktinas, Złota Lithuania, Warka, Warka (? - ni hu-hu nie mogę sobie przypomnieć jakie piwo piłem na LUFIE) i na "fajrant" znowu płyn do płukania jamy ustnej/prototypowy Ludwik. Głowa leciuteńko bolała tylko raz, w sobotę rano :D
dzejes - 18 listopada 2009, 22:36

Sarajevsko Premium - ostatnie wspomnienie po urlopie. Kupione w Sarajewie.

Naprawdę dobre, lekki posmak miodowy. Niestety nie udało mi się kupić ciemnego z tego samego browaru, a piłem w restauracji przy browarze właśnie. Swoją drogą sama restauracja to cud prawdziwy. Działa od ponad 130 lat, wystrój jakby Austro-Węgry nigdzie się nie zwinęły ;)

Godzilla - 18 listopada 2009, 23:09

Pigwówka stoi sobie cichutko w kuchennej szafce. Czasem jej przeszkadzam i mieszam. Nabiera całkiem fajnego aromatu.
Zgaga - 19 listopada 2009, 12:33

Mam ochotę na malibu. Chyba wieczorem w Para zapodam. O ile mają. Ktoś wie, czy mają?
dalambert - 19 listopada 2009, 12:35

Zgaga, mają, a jak nie mają to coś wymyślą / rum ze śmietaną czy inną cholere/ ;P:
Zgaga - 19 listopada 2009, 12:36

rum ze śmietaną :?: :shock:
Brrr...

Ozzborn - 19 listopada 2009, 12:37

Pewnie mają, a jeśli mają to zapewne w okolicy 10 zet. Gin z tonicem po 9 zdaje się.

Hihi a u mnie w domu stoi jeszcze ponad pół butelki w szafce ;P:

dalambert - 19 listopada 2009, 12:38

Zgaga, ale białe i z palemką ;P:
brrrr
Człowiek nie świnia wszystko wypije :D
Politurki :?:

Zgaga - 19 listopada 2009, 12:38

Wody brzozowej?
dalambert - 19 listopada 2009, 12:40

Jagodzianka na piszczelach - RAZ :!:
Zgaga - 19 listopada 2009, 12:43

A swoją drogą, przeglądając Kuchnię Słowian natrafiłam na oskołę, czyli sok brzozowy. Ciekawe czy można go było poddawać fermentacji?
Rafał - 19 listopada 2009, 12:45

Zgaga napisał/a:
A swoją drogą, przeglądając Kuchnię Słowian natrafiłam na oskołę, czy li sok brzozowy.
Swoją droga przeglądając półki w sklepach natrafiam na sok brzozowy :wink: Słodkie to, to i pewnie nadaje się do fermentacji :lol:
Zgaga - 19 listopada 2009, 12:47

Sok brzozowy sprzedawany w sklepach może mieć różne dodatki uniemożliwiające rozwój np. grzybów i wtedy co?
Ozzborn - 19 listopada 2009, 12:49

W takich momentach zawsze przypomina mi się taka opowieść:
Ojciec koleżanki zajął kiedyś 2 czy 3 miejsce w konkursie na hasło reklamowe jakiejś wódki no i zaprosili ich na bankiet z rozdaniem nagród.
Oczywiście jakiś tam szycha-menadżer ich powitał i od razu zaprosił do barku gdzie mieszali różne fikuśne drinki z firmową wódzią. Wspomniany tatuś coś sobie wybrał, natomiast koleżanka speszona odprała, że jeszcze nie może bo ma dopiero 17lat (przy czym oczywiście nieoficjalnie była już całkiem nieźle zaprawiona w bojach :P ). Na co pan niezrażony mówi - ale może tatuś przymknie oko... i tu dochodzimy do puenty, bo gość po chwili dodał: a co w ogóle młodzież teraz najchętniej pije?
na co koleżanka bez namysłu: - ee wszystko - przy czym momencie w którym sama siebie usłyszała przed oczami przemknął jej firmowy napis "autovidol" :lol:

Rafał - 19 listopada 2009, 12:50

Zgaga,
A ma? Poszukajmy ...

O jest! Sok brzozowy z żubrówką, Polak potrafi :lol: :

http://www.oskola.pl/index.php?pid=0&id=7

edit, chyba nie do końca o taką żubrówke mi chodziło, z dołu ma dopisek "dla dzieci i dorosłych"

Zgaga - 19 listopada 2009, 13:04

Eeeee... tu tylko trawkę wrzucili...
dalambert - 19 listopada 2009, 13:12

To musi byc jakas lipa, Ile trzeba brzóz "wydoić" na litr soku ? Coś mi sie widzi, ze to jakaś mieszanka z dodatkami jest i tyle !
Rafał - 19 listopada 2009, 13:28

dalambert, na wiosnę obciąłem z brzozy jedną gałąź, bo mi wjazd tarasowała, tak na oko wiadro soku się wylało. Lało się jeszcze z tydzień, kałuża wielka, aż pies podchodził pić.
dalambert - 19 listopada 2009, 13:36

Rafał, na wiosne zgadza sie , a produkt przez cały rok sprzedajasz = zapasy robia? Z wiadrami po lesie ganiając ? przypuszczam, ze wątpię!!
Martva - 19 listopada 2009, 13:46

No chyba tak, bo na wiosnę leci, a potem nie.
Rafał - 19 listopada 2009, 13:47

Dalambert, no co ty, do tej pory boje się przejść obok brzózki, mówię ci, lało się strumieniami, lało się tak, że poziom rzek w południowo-zachodniej Polsce podniósł się o pół metra, a samochody cysterny normalnie w kolejkę na ulicy się poustawiały i tankowały do pełna, co pół minuty zmiana była. Słowo. :roll:
merula - 19 listopada 2009, 18:56

mam ochotę na dżin z tonikiem, ale zmotoryzowana dziś bedę :evil:
hardgirl123 - 19 listopada 2009, 19:13

soczur
hektolitry soczuru

mBiko - 19 listopada 2009, 23:10

Tak piszecie, że i mnie smaka na coś mocniejszego naszła.
Jedenastka - 20 listopada 2009, 18:44

Piję koniak bo dziś dostałam list z ZUS-u. Komisja wzywa 27 listopada 8) .
Ozzborn - 20 listopada 2009, 21:03

Boshhh ja już nic nie piję... :roll:
aż do następnego razu :twisted:

merula - 20 listopada 2009, 23:15

ostatnie dwie butelki swojego wina
Zgaga - 21 listopada 2009, 09:13

merula to posucha będzie. Chyba że Ci twoje przesławne nalewki zostały.
aniol - 21 listopada 2009, 11:58

miodek zacny, trojniaczek, szwagrowej produkcji

zal tylko ze na poltoraka jeszcze lekko 5 lat przyjdzie czekac...

Marcin Robert - 21 listopada 2009, 13:11

Byłem wczoraj w Almie, gdzie zwykle kupuję SFFiH, i oprócz najnowszego numeru naszego ulubionego czasopisma nabyłem herbatę z czerwonokrzewu - Rooibos - ulubiony napój Precious Ramotswe, bohaterki cyklu o Kobiecej Agencji detektywistycznej Nr 1. Wczoraj wieczorem spróbowałem go po raz pierwszy i przyznam, że jestem usatysfakcjonowany. :D
mBiko - 21 listopada 2009, 19:27

Rooibos jest bardzo dobry, tylko niezbyt wygodny w przygotowaniu.

Ja mam dzisiaj wieczór testów, na razie Chodovar Zamecke Cerne.

aniol - 21 listopada 2009, 22:05

jakie fajne pivko odkryłem
kiper miodowy ekstra mocny z piotrkowskiego browaru
jak nie lubie słodkich piw to to jest naprawde fajne

SithLady - 21 listopada 2009, 22:59

Dziś sok bananowy z sokiem z czarnej porzeczki na spotkaniu starwarsowym. W domu cola zero, cola normalna i herbatka owocowa
ilcattivo13 - 21 listopada 2009, 23:01

fuj, abstynenci to najgorsza z sekt :twisted: .

Ja sobie leciutko, wzorem starożytnych, własnej roboty winko jabłkowe deserowe sztuk jeden, pół na pół z zimną wodą :D

Rafał - 21 listopada 2009, 23:27

"wódą" nie pisze się przez "o" tylko "ó" :wink:
Kruk Siwy - 21 listopada 2009, 23:34

A ja tam martini z wudą. To tak żeby pomyłek interpretacyjnych nie było. I amol. Ale to zewnętrznie.
ilcattivo13 - 22 listopada 2009, 01:19

Rafał - ciii... bo inni usłyszą :wink:
Chal-Chenet - 22 listopada 2009, 13:50

Mam ochotę na jakiś słodki alkohol. Chęć ta została wzbudzona po spróbowaniu likieru amaretto. Mam w związku z tym pytanie, czy ktoś mógłby mi coś polecić? I czy taki na ten przykład krupnik jest dobry?
Fidel-F2 - 22 listopada 2009, 13:53

bardzo dobry
ilcattivo13 - 22 listopada 2009, 14:06

Chal - wpadnij do najbliższego Kauflandu. Poszperaj w dziale alkoholi i kup sobie "Krupnikas" (ciut mniej słodki) albo "Benediktino" (ciut bardziej słodki) z gorzelni Stumbras z Kowna. Ew. możesz wpaść do jakiegokolwiek dużego sklepu typu "alkohole świata". W dobrze zaopatrzonym znajdziesz oba.
Chal-Chenet - 22 listopada 2009, 15:10

Dzięki.
Iwan - 22 listopada 2009, 22:09

gin z tonikiem , a teraz doprawiam się winem swojskim :D
Iwan - 22 listopada 2009, 22:11

Chal-Chenet, balsam pomorski :twisted:
merula - 22 listopada 2009, 23:51

Kahlua też słodka i dobra.
Chal-Chenet - 22 listopada 2009, 23:55

Iwan napisał/a:
Chal-Chenet, balsam pomorski :twisted:

Pijałem w czasach liceum. ;P:
merula napisał/a:
Kahlua
Zainteresuję się...
ilcattivo13 - 23 listopada 2009, 20:05

pojadę po bandzie - koktail "Żółta śmierć". Czyli trzydniowy nastaw na soku z cytryny, czosnku, miodzie i soku z cebuli. Nawet nie pytajcie jak to smakuje :| poczarnobylski jod był smaczniejszy :|
Agi - 23 listopada 2009, 21:15

Hej ha kolejkę nalej
Hej ha kielichy wznieśmy
na skażenie popromienne
lugol jest najlepszy!

Tak śpiewaliśmy (a może raczej ryczeliśmy) w Katowicach :mrgreen:
Pamiętasz mawete?

Ja sobie grzecznie sączę czarnego Jacka z lodem.

Godzilla - 23 listopada 2009, 21:21

W Warszawie też ryczeliśmy, jest dokumentacja filmowa :mrgreen:
mBiko - 23 listopada 2009, 21:34

Agi, może uściślę. Ryczał mawete, my próbowaliśmy* śpiewać.




*kluczowe słowo

Jedenastka - 24 listopada 2009, 07:38

ilcattivo13 napisał/a:
pojadę po bandzie - koktail "Żółta śmierć". Czyli trzydniowy nastaw na soku z cytryny, czosnku, miodzie i soku z cebuli. |

Jesteś chory??? Czosnek z miodem - słabo mi...
Piję właśnie kawę ale mam wrażenie, że to nie bardzo na temat i chyba powinnam do tej kawy coś dolać :D .

ilcattivo13 - 24 listopada 2009, 08:27

Jedenastka - słaby by Ci było, gdybyś tego "szuwaksu" spróbowała. Z drugiej strony... wczoraj byłem ledwo żywy, dziś jest o.k. i, jak widać, "pracuję" :wink:
Jedenastka - 24 listopada 2009, 09:03

ilcattivo13 napisał/a:
Jedenastka - słaby by Ci było, gdybyś tego "szuwaksu" spróbowała.

Dzięki, może innym razem :wink: .
ilcattivo13 napisał/a:
Z drugiej strony... wczoraj byłem ledwo żywy, dziś jest o.k. i, jak widać, "pracuję" :wink:

Magiczna moc czosnku i miodu :mrgreen: .

Godzilla - 24 listopada 2009, 09:58

A ja próbowałam, i tak: mocno pachnie czosnkiem, jest kwaśne i trochę słodkie. O ile pamiętam, rozdrabnia się dwie główki czosnku, do tego sok z dwóch cytryn i cztery łyżki miodu (chyba nie pochrzaniłam proporcji?), zalewa się dwiema szklankami wody i odstawia w ciemne miejsce na dwa dni. Potem się cedzi i pije po 2 łyżki dziennie. Da się znieść.
Ozzborn - 24 listopada 2009, 10:00

A jak z ubocznymi efektami zapachowymi po spożyciu? ;P:
Godzilla - 24 listopada 2009, 10:02

Bo ja wiem... raczej nie biorę takich rzeczy przed wyjściem z domu. Na wszelki wypadek.
joe_cool - 25 listopada 2009, 22:56

Z okazji samotnych imienin na obczyźnie (mężczyzna wziął był i wyjechał w sprawach służbowych) wypiłam właśnie i w takiej kolejności:

- wino grzane + amaretto
- wódeczkę
- piwo

Jest mi wesoło :mrgreen: Zobaczymy, jak będzie jutro rano, ale w ramach zapobiegliwości do zestawu dorzucę jeszcze aspirynkę :mrgreen:

Martva - 25 listopada 2009, 22:58

joe_cool, o rany. Ja bym juz umarła, a jutro... brrr.
joe_cool - 25 listopada 2009, 23:53

gdyby nie to, że jutro mam mnóstwo roboty, pewnie bym zabalowała ciut bardziej ;) no cóż, co się odwlecze, to nie uciecze.
Jedenastka - 26 listopada 2009, 14:49

joe_cool napisał/a:
wypiłam właśnie i w takiej kolejności:
- wino grzane + amaretto
- wódeczkę
- piwo

Chylę czoło i biję brawo :bravo ! Nie dałabym rady wytrzymać takiej mieszanki.
Ja dzisiaj skromnie, piwo Żywiec i tradycyjny kotlet schabowy :D .

merula - 26 listopada 2009, 18:05

zrobiłam gotowe drinki na sobotnią imprezę, duuużo. i dobre :D
chyba powinno wystarczyć :mrgreen:

Ozzborn - 26 listopada 2009, 23:11

I że niby one do soboty wystoją? :twisted:
merula - 26 listopada 2009, 23:26

no wiesz, prawie 5 litrów chyba da radę :wink:
Ozzborn - 26 listopada 2009, 23:32

:shock: zbieram szczekę z podłogi... szykuje się nieeeezła imprezka :mrgreen:
merula - 26 listopada 2009, 23:38

no ba...

realnie oceniam, że większosć tego zostanie, ale czeba być przygotowanym na najgorsze. :mrgreen:

z drugiej strony pije się to, prawie nie czując alkoholu i jakoś tak gładziutko przechodzi. i zdrowe, akurat na sezon grypowy.

Kruk Siwy - 26 listopada 2009, 23:43

Jakąś moc to posiada?
Fidel-F2 - 26 listopada 2009, 23:45

:mrgreen:
merula - 27 listopada 2009, 01:12

około 20%
Kruk Siwy - 27 listopada 2009, 01:18

No to spoks. Można sączyć.
Fidel-F2 - 27 listopada 2009, 01:31

Kruku, wysypiać się trzeba, co Ty tu jeszcze robisz?
dalambert - 27 listopada 2009, 12:32

PRZEŁOM - prof. Jegienij Moskałow z Politechniki Petersburskiej wynalazł wódkę w kapsułkach :!: :!: :!:
Jednocześnie Jego Ekscelencja Prezydent Midwiediew podnosi ceny gorzały w Rosji o 50 % od Nowgo Roku.
No Ruskije pozdrawlaju z prazdnikom Nowego Goda :P

Kruk Siwy - 27 listopada 2009, 12:39

Będzie rewolucja. Styczniowa. "Wstawajtie ljudi ruskich ziem..."
Agi - 27 listopada 2009, 12:57

dalambert, popraw proszę literówki, bo zęby bolą.
dalambert - 27 listopada 2009, 13:34

Dobra - poprawione,
a wiedomość z dziejszego "Dziennika" tamże informacja, że J.E. Miedwiediew postawił przed Narodem Rosyjskim ambitne zadanie zmiejszenia spożycia gorzały z obecnych 18 litrów na łeb czystego spiryta rocznie , do 8 literków na rok.
W jakim czasie Naród ma prezydenckie zadanie wypełnić nie podano :mrgreen:

mad - 27 listopada 2009, 19:56

Dane statystyczne Rosjan są porażające. Cholercia, jak to możliwe wygutać 18 litrów spiritusu w ciągu roku? Może Rosjanie korzystają z pomocy białych niedźwiedzi? :wink:
Godzilla - 27 listopada 2009, 20:03

I pomyśl sobie, że jak się trafi jakiś abstynent, pijący z naparstka a nie ze szklanki, ktoś tę porcję musi wrąbać za niego.
dzejes - 27 listopada 2009, 20:25

Abstynent abstynentem, ale pomyśl o dzieciach. Przecież w tej statystyce liczą się też dzieci.
Kruk Siwy - 27 listopada 2009, 21:28

Ech. Wybieram się na konwent do Moskwy. Całą rodziną. Zapraszający uprzedzili "ale wiecie jak się u nas świętuje?"
Wiemy.
Zaczynam trening.

mad - 27 listopada 2009, 22:13

No to już widzę Twoje następne felietony :wink:
mBiko - 27 listopada 2009, 23:15

Kruku, to nie jest kwestia treningu, a raczej zorganizowania nowej wątroby jak wrócisz.
Kruk Siwy - 27 listopada 2009, 23:34

Tu chodzi o honor. Nie dość że chleje polaczek to po naszemu mówi o fantastyce i Griszkę do numeru odniósł.
O.

mBiko - 28 listopada 2009, 11:10

No jeśli to sprawa honorowa, to nawet zbiórkę funduszy zrobimy na nowy organ dla Ciebie.
mad - 28 listopada 2009, 21:29

Ech, małe martini wieczorkiem nie zaszkodzi.
Chal-Chenet - 29 listopada 2009, 00:38

Pyszne domowe naleweczki piłem. Pychota. :D
mad - 29 listopada 2009, 01:04

A ja jednak z martini zrezygnowałem. Zaczytałem się przy muzyce Stańki. Jakoś o alkoholu z żoną zapomnieliśmy.
ilcattivo13 - 29 listopada 2009, 02:28

Świeże mazurskie x5 + małe co-nieco :D
Jedenastka - 29 listopada 2009, 09:31

ilcattivo13 napisał/a:
Świeże mazurskie x5 + małe co-nieco :D

Czyli miodek? Był u Ciebie Puchatek? :P
Ja piję czarną kawę z miodem (używam zamiast cukru).

ilcattivo13 - 29 listopada 2009, 12:25

nie. Zdecydowanie to nie był ani Miodek, ani Bralczyk. Ale kolor z nazwy jest podobny do miodowego :wink:
Zgaga - 29 listopada 2009, 13:14

A ja od samego rana kawę, mocną, trenuję. Nie mogę się dobudzić.
merula - 29 listopada 2009, 13:55

a ja sie wczoraj radośnie upadlałam tonikiem z cytryną. chyba wniknął do szklanki też jakowyś wschodni demon. mówił, że zwą go dżinem.
Godzilla - 30 listopada 2009, 11:03

Dzieci uparły się, że koniecznie chcą zjeść ananasa, którego kupiliśmy w sobotę. Tym razem okazał się nie tak słodki jak te, którymi opychaliśmy się w zeszłym roku. Poszła połowa. Co zrobić z drugą - zostawić aż owocówki zeżrą? Na robienie dżemu nie miałam ani czasu ani ochoty. No to zasypałam cukrem, zalałam wódką, dorzuciłam trochę cynamonu i jeden mały kardamonek - zastanawiam się nad prawdziwą wanilią, mogłoby być też trochę rumu albo brandy, tyle że to wszystko dopiero musiałabym kupić, bo nie mam. No i stoi sobie ananasówka w słoiku :mrgreen:
Szenute - 30 listopada 2009, 11:06

Mmmmm ananasówka zazdroszę :)
Ja ostatnio jeno herbatkę zieloną...

Kruk Siwy - 30 listopada 2009, 11:40

Można chyba też grillować.
Godzilla - 30 listopada 2009, 11:42

Jak się ma czas i grilla.
Kruk Siwy - 30 listopada 2009, 11:42

Takiego elektrycznego nie masz? I co tu ma do rzeczy czas? Samo się robi.
dalambert - 30 listopada 2009, 12:16

Kruk Siwy, też masz pomysły - ananasówka zaniejsza niż jakieś tam plastry z soku opalane na ruszcie ;P:
Kruk Siwy - 30 listopada 2009, 12:18

Wiemy wiemy, płyn hamulcowy tyż waćpan uznasz że się w hamulcach marnuje...
Godzilla - 30 listopada 2009, 12:18

Poza tym ananasówka może sobie postać parę lat aż nam przyjdzie na nią ochota ;P: , a tego ananasa musielibyśmy jeść natychmiast, nie za bardzo mając na niego chęć. E tam.
dalambert - 30 listopada 2009, 12:20

Kruk Siwy napisał/a:
Wiemy wiemy, płyn hamulcowy tyż waćpan uznasz że się w hamulcach marnuje...

a pewnie, że się marnuje a i spryskiwacze do szyb bywaja zacne, a "Pzemysławka" to już prawdziwy rarytas :mrgreen:

Pucek - 30 listopada 2009, 12:27

dalambert , archeologią lecisz

Wodę cedrową po goleniu polecam. Może być Yardley'a, a potem ten aromat przez cały tydzień ;P:

Kruk Siwy - 30 listopada 2009, 12:28

Cedar Wood. Moja ulubiona. Człowiek ekskluzywnie pachnie. Z zewnątrz i od środka. Większą część komuny tym sobie organizm namaszczałem.
merula - 30 listopada 2009, 12:31

mit i legenda ;P:
dalambert - 30 listopada 2009, 12:33

merula, no i o to chodzi , toż to forum FANTASTYKI jest - :mrgreen:
Pucek - 30 listopada 2009, 12:34

Ciekawe czy "Wars" da się pić?

To idę po soczek z marchewki dokraszany witaminkami :wink: Może z malinami będzie?
samo zdrowie, ooo!

Kruk Siwy - 30 listopada 2009, 12:35

Aromat identyczny z naturalnym.
Rafał - 30 listopada 2009, 12:36

Jak o mitach i lyteratach, to przypomniała mi się jedna facecja: we Wrocławiu, u ojca kolegi (pewnego lyterata) siedzą sobie lyteraci w tym młody Wojaczek. Jak się skończyło wspomaganie dyskusji, wysłano najmłodszego po odpowiedni zapas wspomagaczy, Wojaczek wrócił z ... brzozową, bo taniej wyszło. Ponoć autentyk.
mad - 30 listopada 2009, 23:19

Brzozowa pasowała jak ulał to trenowania opisu krajobrazu.
Zgaga - 1 grudnia 2009, 17:04

ananas... Zrobiliście mi smaka
Chyba sobie jakiś likier dziś kupię... Może kokos, a może właśnie ananas trafię. Mmmmm

mad - 1 grudnia 2009, 20:29

Moja żona też lubi likiery. Ona ze smakiem sączy jakieś kokosy, ja - plebejskie piwsko.
No, ale to nie dzisiaj. Niestety.

Chal-Chenet - 1 grudnia 2009, 21:30

Ja niealkoholowo, ale wpasuję się w klimat. Sok (a właściwie napój) ananasowo-kokosowy. Mniam.
Agi - 1 grudnia 2009, 22:37

Po raz kolejny whiskey z lodem - czarny Jack Daniels
Zgaga - 2 grudnia 2009, 07:46

I był likier wczoraj. Czekoladowy. Mniam. Tak dwa-trzy łyczki (więcej takiej słodyczy się nie da pochłonąć). Bardzo miłe zamknięcie dnia. Mmmm
lucek - 4 grudnia 2009, 22:48

Jedenastka napisał/a:

lucek, co to jest kalmusówka?


Kalmusówka to nalewka z tataraku. Korzeni tataraku. Ryj wykręca, agnostura to przy niej małmazja.


l.

illianna - 4 grudnia 2009, 22:59

lucek napisał/a:
Ryj wykręca, agnostura to przy niej małmazja.
genialne zdanie :D

może bym pomarańczówkę zrobiła z imbirem na przykład, tylko nie wiem czy skórki usmażyć najpierw?

Godzilla - 4 grudnia 2009, 23:05

O mamo, nalewka na kłączach tataraku. Za jakie grzechy taka pokuta? To musi być gorzkie jak diabli!
Martva - 4 grudnia 2009, 23:07

Godzilla napisał/a:
Za jakie grzechy taka pokuta?


Strzelę: obżarstwa? ;)

lucek - 4 grudnia 2009, 23:09

Godzilla napisał/a:
O mamo, nalewka na kłączach tataraku. Za jakie grzechy taka pokuta? To musi być gorzkie jak diabli!


Jest bardziej. Ale po tym, jak już przejdzie, to człowiek czuje się... inaczej. I z każdym wypitym kieliszkiem jest mniej gorzkie. Podobno, nie wyszedłem poza pierwszy.


l.

Godzilla - 4 grudnia 2009, 23:12

Lucek, dostałam kiedyś na jakieś dolegliwości mieszankę ziołową do parzenia. Nie, nie alkoholową. Ale jak najbardziej z kłączem tataraku. Mordowałam się chyba tydzień, miałam pić tego trzy szklanki dziennie. Każdy łyk był torturą. W końcu dałam za wygraną. Po latach wywaliliśmy wielką torbę tych ziół, już zwietrzałą i przykurzoną.

Uwielbiam zapach tataraku latem nad jeziorem. Ale suszone kłącze budzi we mnie jak najgorsze skojarzenia.

illianna - 4 grudnia 2009, 23:13

Zróbmy ranking najbardziej niepijalnych trunków na świecie ;P:
Godzilla - 4 grudnia 2009, 23:14

Jak dla mnie może być Napoleon, na dobry początek.
lucek - 4 grudnia 2009, 23:15

1. Kalmusówka.
2. Kalmusówka.
3. Kalmusówka.
4. Kalmusówka.
5. Wszystko inne, co nie jest zmrożoną Wyborową lub nalewkami illianny.

Koniec listy ;-)


l.

Martva - 4 grudnia 2009, 23:15

Ale to może w temacie o trunkach ;)
Godzilla - 4 grudnia 2009, 23:16

Czemu nie, można by przenieść, ma tu ktoś miotłę albo szufelkę?
lucek - 4 grudnia 2009, 23:18

Chodźmy do Bloku C, bo kapo Martva nas bije za offtopic - i to w zastępstwie SS-moderacji ;-)


l.

Martva - 4 grudnia 2009, 23:20

Zgaga napisał/a:
Tak dwa-trzy łyczki (więcej takiej słodyczy się nie da pochłonąć)


Jak to nie? :shock:

ilcattivo13 - 6 grudnia 2009, 20:57

Przedskofowy 1 Ciechan Pszeniczny, Skofowe 6 x Ciechan Wyborne i na dwie nóżki genialnej dereniówki Pucka :D I szedłem spać (w miarę) trzeźwy :wink:
Godzilla - 6 grudnia 2009, 21:21

Bu, a ja się na dereniówkę nie załapałam. Ale grzaniec był dobry, chyba zdrowie mi uratował.
Adon - 6 grudnia 2009, 21:24

Właśnie popijam dwójniaczek Kurpiowski. Żona mi od teściów przywiozła. :mrgreen:
Godzilla - 6 grudnia 2009, 21:26

Ananasówka stoi sobie grzecznie w szafce i nabiera smaku. Ale to jeszcze ho, ho, zanim coś z niej będzie.
Ozzborn - 6 grudnia 2009, 21:39

Oj derenióweczka dobra była, ale wyszła chyba zaraz przed Twoim przyjściem. Ja do tego dołożyłem 2 dżiny z tonicem i ciechana. I też by było dobrze... gdyby nie to cygaro. Po drugim podejściu strasznie mnie zmuliło po nim - chyba jednak pozostanę niepalącym.

Mamunia zakomunikowała właśnie, że nalewka cytrynowo czosnkowa doszła. Zatem szykują się niezłe atrakcje ;)

dalambert - 6 grudnia 2009, 22:11

Godzilla, nie martw się SKOFa coś wstępnie na 23 stycznia się szykuje / Adi pertraktuje/ a dereniówka jeszcze JEST i będzie :D tylko kombinuj jak wpaść na pewno :!:
mBiko - 6 grudnia 2009, 23:05

Dereniówka bardzo zacna, a ja poza spożyciem wczorajszym, od samego rana molestowany byłem przez niecnego gospodarza Żubrem.
merula - 7 grudnia 2009, 00:03

a ja znowu dereniówki nie spróbowałam.

mBiko, Ty się ciesz, ze nie zostałeś dłużej, sąsiad miał urodziny.... trzeźwa do domu nie wrociłam :wink:

mBiko - 7 grudnia 2009, 00:07

Odejdź Szatanie, chcesz żebym dostał bana na wyjazdy do Warszawy? Przecież jakbym wypił cokolwiek więcej, to nawet ciasto już by nie pomogło.
merula - 7 grudnia 2009, 00:10

znowu mnie pędzisz precz...

i nie spróbowałeś jeszcze wielu dobrych rzeczy....

mBiko - 7 grudnia 2009, 00:12

Tak, wiem. Czterech litrów spirytusu. :wink:
merula - 7 grudnia 2009, 00:14

to też... ;P:
Chal-Chenet - 8 grudnia 2009, 14:12

Sobieski 0,5 i żołądkowa gorzka z miętą. Miło jest :mrgreen:
merula - 8 grudnia 2009, 14:55

o tej porze??? :shock:
Witchma - 8 grudnia 2009, 14:59

merula, jeśli odpowiednio się policzy, to wyjdzie, że to bardzo późny wieczór :D
Chal-Chenet - 8 grudnia 2009, 15:16

Już prawie ciemno... :mrgreen: przeca...
joe_cool - 8 grudnia 2009, 19:20

Baileys na kostkach lodu :D mniam :D
Ellaine - 8 grudnia 2009, 19:28

Herbata ekspresowa. może i jest ekspresowa, ale herbatą trudno to nazwać.
Jeśli chodzi o trunki z procentami, to właściwie będąc w Katowicach praktycznie nie pija. Chyba, że od wielkiego dzwonu. Zwykle pijam jak jestem gdzieś na wyjeździe, ale i to bardzo rzadko. I dość symbolicznie.

merula - 8 grudnia 2009, 19:35

joe_cool, niedobra jesteś, mi się ostatnio skończył i nie zdażyłam uzupełnić zapasów :evil:
joe_cool - 8 grudnia 2009, 19:37

No ja właśnie ostatnio uzupełniłam - przytachałam w walizie litrową butelczynę :) Niby mała rzecz, a jak cieszy ;P:
mBiko - 9 grudnia 2009, 01:22

joe_cool napisał/a:
przytachałam w walizie litrową butelczynę :) Niby mała rzecz, a jak cieszy ;P:


Ta litrowa buteleczka niby taka mała?

merula - 9 grudnia 2009, 02:05

mBiko, no mała... na długo nie wystarczy... :wink:
Zgaga - 9 grudnia 2009, 10:47

Błogosław Panie tych, co nauczyli nas parzyć kawę.
Ozzborn - 9 grudnia 2009, 11:26

W takim razie razie bardziej łalhamdu illahi ;P:
joe_cool - 9 grudnia 2009, 11:51

Cytat:
mBiko, no mała... na długo nie wystarczy... :wink:


otóż to! :wink:

Godzilla - 9 grudnia 2009, 12:55

Łalhamdu lillahi!
mBiko - 9 grudnia 2009, 22:37

merula napisał/a:
mBiko, no mała... na długo nie wystarczy... :wink:


To co ja biedny mam powiedzieć o moim łiskaczyku wzrostu 0,7 litra?

Duke - 10 grudnia 2009, 08:28

Ja ostatnio bardzo się cieszę z powrotu na poznański rynek browaru "Fortuna" - ciemna naprawdę jest ekstra. Witajcie po ciemnej stronie mocy! :wink:
Zgaga - 10 grudnia 2009, 12:23

Jeszcze raz
łalhamdu illahi
czyli
Błogosław Panie tych, co nauczyli nas parzyć kawę.

Chal-Chenet - 10 grudnia 2009, 12:26

Duke napisał/a:
Ja ostatnio bardzo się cieszę z powrotu na poznański rynek browaru "Fortuna" - ciemna naprawdę jest ekstra. Witajcie po ciemnej stronie mocy! :wink:

Widać nie wiedziałeś gdzie szukać. ;) Było już wcześniej. A "Fortuna" czarna faktycznie jest bardzo dobra. Zwłaszcza miodowa. Jak sama nazwa mówi - miodzio. :D

Duke - 10 grudnia 2009, 13:12

Wczesniej to była w "Piotrze i Pawle", ale teraz obrodziło Smokami. Zwłaszcza Czerwonym Smokiem. Mój szwagier jak go tym poczęstowałem od razu zamówił całą kastę ;-)
Zgaga - 11 grudnia 2009, 14:56

"Piotr i Paweł'? - ciekawe, czy w Wawie w/w piwo będzie?
Martva - 11 grudnia 2009, 14:57

Rooibos z cynamonem i pomarańczą byłby znacznie lepszym rooibosem, gdyby nie miał w składzie lukrecji.
ilcattivo13 - 25 grudnia 2009, 18:09

do obiadku u wujka literek "Żubrówki" i literek "Gorzkiej Żołądkowej". Na czech :mrgreen: A za godzinę goście przychodzą do mnie. Na "Złotą" :D
mBiko - 25 grudnia 2009, 22:10

U mnie dzisiaj spora różnorodność, miodzik, czysta i przegląd nalewek. Udało się jednak uniknąć strat w ludziach i sprzęcie.
Martva - 25 grudnia 2009, 22:21

Moja nowa miłość
Agi - 25 grudnia 2009, 23:04

Czarny Jack Daniels z lodem i plasterkiem cytryny, a wczoraj degustowaliśmy pigwówkę
Witchma - 26 grudnia 2009, 10:24

Agi napisał/a:
wczoraj degustowaliśmy pigwówkę


Jesteś okrutna...

Agi - 26 grudnia 2009, 11:38

Ależ skąd, zapasik mam zacny, wszystkiego nie wypiliśmy. :D
Kruk Siwy - 26 grudnia 2009, 12:00

Agi, z naszej Witchmy jest kawał wredniaczka - jej chodziło o to że Ty piłaś a ona nie.
To że nie wypiłaś z mążem całego baniaka rozumie się samo przez się...
Hehe i hihi.

Agi - 26 grudnia 2009, 12:08

Kruk Siwy napisał/a:
To że nie wypiłaś z mążem całego baniaka rozumie się samo przez się...

Mogliśmy degustować w gronie trzydziestoosobowym, dla naprzykładu...

Witchma - 26 grudnia 2009, 12:11

Kruku, jak Ty mnie dobrze znasz :D
Kruk Siwy - 26 grudnia 2009, 12:38

Agi, o takiej bibie jak nic byś wspomniała.
Witchma, jak zły szeląg...

A ja po bożemu - czerwone wytrawne winko pod bigosik.

ilcattivo13 - 26 grudnia 2009, 13:39

Rachunku sumienia za wczoraj cd.: 0,7 Czystej Żołądkowej, 0,5 dostanego Zawiszy, 10 Świeżych Mazurskich, dwa Miodne i bliżej niesprecyzowana ilość puszek Lecha i Carlsberga... Na "czech" i pół. Mam nadzieję, że pozostali dwaj i pół też dziś umierają :twisted:
Chal-Chenet - 27 grudnia 2009, 01:56

Finnland. Troll. Nah!
ilcattivo13 - 27 grudnia 2009, 13:52

Drugi dzień świąt był mniej mózgotrzepny... Ostatnie Miodne i butyłka półwytrawnej Kadarki.
ketyow - 27 grudnia 2009, 13:57

Agi napisał/a:
Czarny Jack Daniels z lodem i plasterkiem cytryny, a wczoraj degustowaliśmy pigwówkę


Jak mój ojciec pigwówkę zrobił, daliśmy jej czas żeby się dobrze odestała. Po otwarciu za to zniknęła w mgnieniu oka - cudowna nalewka!

Agi - 27 grudnia 2009, 14:02

ketyow napisał/a:
Jak mój ojciec pigwówkę zrobił, daliśmy jej czas żeby się dobrze odestała.

ketyow, zrobiłam około dziesięciu litrów, część zdąży się odstać. :wink:
Po trzech miesiącach od zrobienia też jest już niezła.

ketyow - 28 grudnia 2009, 23:56

Wódka z dziś przeniesiona na jutro (znajomy nie dojechał). Dziś skończyło się na ruskim Igristoje.
ketyow - 31 grudnia 2009, 03:12

Wczoraj się upodliłem tak, że dziś nie mogłem wrócić do żywych. Wieczorem do koleżanki na imprezę sylwestrową, bo jutrzejszą spędzam z kumplami. Wziąłem 4 piwa na kaca i - tak skończyło się na wódce. Z sylwkiem to już będzie niezły maraton. Koniec, nowy rok trza będzie odsapnąć :mrgreen:
SithLady - 1 stycznia 2010, 01:30

Malibu z mlekiem, potem butelka wina rozowego kalifornijskiego na spolke z kumpela (reszta towarzystwa pila wermut), i troche russkoje igristoje
mad - 1 stycznia 2010, 01:32

Sylwester z martini. Żona bardzo lubi, ja nie mam nic naprzeciwko :D
Piech - 1 stycznia 2010, 01:35

Wino różowe, piwo, wino czerwone, whisky, szampan, whisky.
Mieszanka potencjalnie niezdrowa, ale to zależy do ilości.

mad - 1 stycznia 2010, 01:36

Ładnie, ładnie :bravo
Rafał - 1 stycznia 2010, 01:45

Jednooki szaman (takie sobie), bąbelki (takie sobie) i aktualnie piwko (złoty gród). Zamykam lapka i siądę sobie na bujanym fotelu przy kominku z widokiem na świat i choinkę oraz z piwkiem na blacie kominka (normalnie dziadostwo w pełni, dobrze że kapci ciepłych nie mam :wink: :twisted: ) - zapomniałem, oczywiście książeczka w ręku :D
mad - 1 stycznia 2010, 01:48

Ja sobie jeszczę jakiegoś Star Treka zapuszczę. Do tego małe piwko.
ketyow - 1 stycznia 2010, 05:29

Wódka, wódka... eeee, wódka? :D
Martva - 1 stycznia 2010, 11:43

żurawinówka, neutralne mleko martvej, czekoladowe mleko martvej, *beep* drink do lucka, białe musujące, różowe musujące, drugie białe musujące, *beep* drink od lucka.
Rano nie było najlepiej, ale juz jestem w miarę przytomna :D

Godzilla - 1 stycznia 2010, 13:42

Troszkę białego wina z okazji północy. Nie pamiętam jakiego, pierwsze jakie wpadło w łapy, na dnie butelki było, tośmy dokończyli :)
Agi - 1 stycznia 2010, 14:29

Wódka zrobiona ze spirytusu (karmel i pół laski wanilii jako dodatki) wyszła taka w sam raz, nie za słodka. O północy białe musujące wino. Zero kaca.
Pucek - 1 stycznia 2010, 15:41

Białe wino, mołdawskie.

Herbata jaśminowa. Na zmianę. O.

Witchma - 1 stycznia 2010, 17:17

Pucek napisał/a:
Herbata jaśminowa.


:bravo A już myślałam, żem sama z tym upodobaniem we wszechświecie :D

Ziuta - 1 stycznia 2010, 18:36

Trójniak, whisky, trójniak, neutralne mleko martvej, czekoladowe mleko martvej, dwa wina musujące, drink od Lucka (mniam!), neutralne mleko martvej i sok z Toudiego (nie rozumiem, czemu ludziom nie smakuje).
Ellaine - 5 stycznia 2010, 10:27

Ziuta, a co to były za trójniaki, z czy bez dodatków?
W Sylwestra też raczyłam się trójniakami, jeden bez dodatków, a drugi to był z żurawiną (smakował mi trochę bardziej niż zwykły miód. Kiedyś piłam trójniaka z jarzębiną, też dobry był). Swoją drogą to rozbawił mnie tekst napisany na przywieszce na trójniaku bez dodatków: 1000 lat tradycji polskich miodów (czy coś w ten deseń) pod spodem nazwa firmy i rok założenia: 1932. (Tysiąc lat, jak nic! :D)

Kruk Siwy - 8 stycznia 2010, 22:55

Dereniówka na imprezie u dalamberta. Bardzo być dobra.
cherryen - 8 stycznia 2010, 23:49

Ruda na myszach, co ją starszy pan szmugluje.
Zgaga - 9 stycznia 2010, 08:52

Kruk Siwy napisał/a:
Dereniówka na imprezie u dalamberta. Bardzo być dobra.

Dereniówka rzeczywiście była dobra. Chociaż ja to piwko....

Miria - 14 stycznia 2010, 22:30

Odkryłam coś pysznego, mianowicie zrealizowałam przepis znajdujący się, o ile pamiętam, na etykiecie butelki czerwonego wermutu. Miesza się go z lemoniadą i doprawia sokiem cytrynowym. Alkoholu w tym niewiele, ale jest w smaku naprawdę rewelacja - a nigdy nie lubiłam wermutu.
Agi - 16 stycznia 2010, 00:51

Zaprzyjaźniłam się dziś z Jackiem Danielsem, bardzo się zaprzyjaźniłam.
Kruk Siwy - 16 stycznia 2010, 00:56

U mnie rzondzi Kapitan Morgan.
Agi - 16 stycznia 2010, 01:05

Taki trzystuletni?
Kruk Siwy - 16 stycznia 2010, 01:08

Raczej trzymiesięczny. No może trzyletni. Ciemny, o niezłym bukiecie. Ale ja go profanuję i dolewam różności.
A w tle Andrzej Zaucha.
Do rana posiedzę jak nic.

Agi - 16 stycznia 2010, 01:09

Piszesz?
Kruk Siwy - 16 stycznia 2010, 01:09

Bardzo chcę.
Agi - 16 stycznia 2010, 01:12

Pisz!
Zgaga - 16 stycznia 2010, 08:39

Dużo piwo. Ale nie spróbowałam koźlaka, buuuu....
Ozzborn - 17 stycznia 2010, 15:38

Trójniaczek dobry jest :D
dalambert - 17 stycznia 2010, 19:48

Zgaga, Koźlak w Blues Bar jest - masz szansę :)
Rafał - 20 stycznia 2010, 00:53

Siedzę sobie nad papierami do rozliczenia dwóch działalności za 2009 w ryczałcie i, cholera, muszę wykazywać się kreatywnością. Pod tą kreatywność nalałem sobie szklaneczkę jasia, bo coś mi się widzi, że szybko nie skończę.
Zgaga - 20 stycznia 2010, 08:36

Już przejrzałam menu Bluese Baru i ucieszyłam się.
Ozzborn - 20 stycznia 2010, 12:08

Mam dziką ochotę na dżin...
SithLady - 23 stycznia 2010, 17:24

napój orange & kiwi
malibu z mlekiem

Chal-Chenet - 24 stycznia 2010, 01:02

http://www.uratujmyczarnkow.pl/
Zgaga - 24 stycznia 2010, 13:40

Grzane wino z mnóstwem goździków i imbiru - doskonałe na mrozy.
Ozzborn - 25 stycznia 2010, 13:01

Ja już nie nie piję po sobocie.

Była wódka, wódka jeszcze trochę wódki, tequila, znowu wódka, wódka, żołądkowa gorzka na trawie z żubra (całkiem smakowa polecam) i potem jeszcze wódka, wódka i wódka... aha i wódka na koniec... ała. ;P:

merula - 25 stycznia 2010, 13:04

monotonna ta dieta :wink:
ilcattivo13 - 25 stycznia 2010, 13:56

bo to dieta imć Kwaśniewskiego :mrgreen:
Kruk Siwy - 25 stycznia 2010, 13:59

Filipińska znaczy. Jo hoho i butelka (tu wstawiamy ulubiony trunek).
dalambert - 25 stycznia 2010, 14:21

Ech filipinki, filipinki bardzo miłe to ..... :wink:
Agi - 25 stycznia 2010, 14:22

I Walentyna twist następnego dnia? :mrgreen:
dalambert - 25 stycznia 2010, 14:23

Agi, niewątpliwe orbitowanie i kosmos ...
Kruk Siwy - 25 stycznia 2010, 14:26

I twarde, bolesne lądowanie. Zbyt dużo G...
Ozzborn - 25 stycznia 2010, 14:36

Bossshhh nie przypominajcie mi :roll:
Zgaga - 26 stycznia 2010, 10:13

Ej, chłopaki, przyziemni jesteście. :wink:
dalambert - 26 stycznia 2010, 10:15

Zgaga, Ozi na kacu to NIE jest młodość wylatująca nad poziomy ;P:
Fidel-F2 - 26 stycznia 2010, 10:34

Zgaga, a Ty co ziemi nie tykasz? to masz przerąbane
dalambert - 26 stycznia 2010, 10:36

Fidel-F2, ona tak się tylko droczy - musi co dawno nic nie piła :wink:
Kruk Siwy - 26 stycznia 2010, 10:38

W porządnym towarzystwie.
Zgaga - 26 stycznia 2010, 10:57

Acha... ? Żeby ideał sięgnął bruku? :lol:
Zgaga - 7 lutego 2010, 11:36

A tak sobie, żeby ślinka pociekła:
http://picasaweb.google.pl/Sibarh

rybieudka - 7 lutego 2010, 12:13

Oj pociekła...
Rafał - 8 lutego 2010, 09:09

Początek kolekcji niezły :wink:
Zgaga - 8 lutego 2010, 09:11

Nie wiem, czy zauważyliście, ale pod nazwami krajów zlinkowany ciąg dalszy :)
ilcattivo13 - 11 lutego 2010, 00:50

w mój plecak "pajaka" mieści się 22 butelek piwa. Plus jedna w kieszeni. I to jest to, co pół godziny temu skończyłem z przyjaciółmi "przerabiać" :D

A-ha... 6xCiechan zwykły, 2xCiechan mocny, 10xŚwieże Mazurskie i 5xMiodne Mazurskie. :D Lakukaracza! Lakukaracza! Zjadła mucha kalarucha!!! :mrgreen:

Martva - 11 lutego 2010, 08:11

ilcattivo13, a piwo jest zgodne z Twoją grupą krwi?
Iwan - 11 lutego 2010, 13:13

Martva, piwo to jego krew, on tylko braki uzupełnia
Ozzborn - 12 lutego 2010, 03:49

Przy okazji tłustoczwartkowych ekscesów, oprócz wódki i żubrówki testowaliśmy fikuśny drink o nazwie Malibu Breaker. Takie szoty na otwarcie imprezy miksuje się to to 2cz. malibu 2 cz. wódki, 3 cz. soku ananasowego, 1 cz. sok uz cytryny + 0,2 cz. syropu cukrowego. Pyyyyyyycha :mrgreen: Zasadniczo działa też w formie uproszczonego long drinka malibu pół na pół z wódką dopełnione sokei mz ananasa do smaku. Normalnie szał tropików :P polecam.
Zgaga - 12 lutego 2010, 10:06

Malibu z wódką, sokiem jabłkowym i lodem też jest ok. Smacznie miesza się kokos z jabłuszkiem.
Kruk Siwy - 12 lutego 2010, 10:07

Ozzborn, lubię mieszanki, ale to mi ciut za słodko wygląda. Ulepek. No może ta cytryna ratuje sytuację.
ilcattivo13 - 12 lutego 2010, 12:43

Martva napisał/a:
ilcattivo13, a piwo jest zgodne z Twoją grupą krwi?


no jak nie, jak tak :D Tylko na drożdże jestem uczulony :D Swoją droga, wczorajszy dzień był tragiczny, dopiero czwarty Ibuprom Z pomógł mi zwlec się z łóżka i dotrzeć do roboty. Na dziesiątą :D Jak to dobrze, że szefowa jest wyrozumiała i miała dobry humor :wink:

Ozzborn - 12 lutego 2010, 13:53

Kruk Siwy, jest jak mówisz - słodkie (choć nie powiedziałbym, że ulepek), ale cytryna wyraźnie łamie tę słodycz. Dużo się tego wypić nie da, ale ostatecznie idea jest taka, że to taki starter.

ilcattivo13, mnie też zatoki strasznie męczą zawsze po pijaństwie. Póki co dziś na razie 1 Ibuprom Z poszedł.

dalambert - 12 lutego 2010, 14:00

Ozzborn, jak araista może wpadać w takie pijanstwo, toż pojedziesz cwiczyć na miejscu język i Cię ukamieniuja za deprawacje tubylców ;P:
Ozzborn - 12 lutego 2010, 14:27

Nie bój nic - oni mają inne ciekawe używki, natomiast z tego co zdążyłem się zorientować ci zamiejscowi bardzo udanie dokonują transferu kulturowego za pomocą naszego narodowego napoju ;) Poza tym skoro mam jechać to muszę sobie na zapas popijaczyć ;)
ilcattivo13 - 12 lutego 2010, 21:11

w tym tygodniu miałem już nic nie pić, ale że przyjaciel wraca do W-szawy i trzeba było jakoś godnie pożegnać... :D
Virgo C. - 2 marca 2010, 08:47

Wczoraj piłem piwo Warnijskie. Jeśli wierzyć etykiecie to pierwsze w Polsce piwo wielozbożowe (słód jęczmienny, pszeniczny, żytni, karmelowy, orkisz, owies, płaskurka, pszenżyto), którego spożywanie w większych ilościach "pozytywnie wpływa na metabolizm oraz sprawność umysłową i fizyczną człowieka" :mrgreen:
I tylko w smaku przypomina Żywe...

Zgaga - 3 marca 2010, 12:54

Yerba mate.
Przyszło mi dzisiaj naczynko, bombilla, yerba.
Zaparzyłam i piję.

Kruk Siwy - 3 marca 2010, 13:10

I?
Bo ja nie zmogłem, mimo bardzo pozytywnego nastawienia.

Zgaga - 3 marca 2010, 13:49

Pierwsze zaparzenie - obrzydliwe :lol: , ale już drugie spoko... Myślę, że można ten smak polubić.
dalambert - 3 marca 2010, 13:54

Zgaga, siano zaparzane też mozna polubić tylko po co ?
Zgaga - 3 marca 2010, 13:59

Siana zaparzanego nie piłam. A yerba ma wiele innych zalet, oprócz ciekawego smaku.
Poza tym :lol: stylowo wyglądam pałętając się tak z naczynkiem po wypożyczalni :lol: - szpan :lol:

Kruk Siwy - 3 marca 2010, 13:59

Yerba ma spore działanie pobudzające - ponoć. No i dobrze gasi pragnienie. Tak słyszałem ale powtarzać eksperymentu ani myślę.
dalambert - 3 marca 2010, 14:03

Zgaga napisał/a:
Poza tym stylowo wyglądam pałętając się tak z naczynkiem po wypożyczalni - szpan

Naczynko w porzo, ale czemu w środku nie masz pyfka :mrgreen:

Zgaga - 3 marca 2010, 14:03

Kruk Siwy napisał/a:
Yerba ma spore działanie pobudzające ...

I o to mi chodzi. Muszę zrezygnować z kawy, a bez dopalacza (różne redbulle - fuj) ani rusz.

hrabek - 3 marca 2010, 14:46

Dzisiaj rozmawialiśmy na ten temat, podobno oprócz kopa, pomaga także na odchudzanie :)
Zgaga - 3 marca 2010, 14:52

Zobaczymy. Potwierdzę lub zaprzeczę za czas jakiś.
hrabek - 4 marca 2010, 10:46

Czy ktoś pija yerba mate? Albo pijał? Podzielcie się wrażeniami.
Zgaga - 4 marca 2010, 11:07

hrabek, dopiero zaczęłam, za jakiś tydzień podzielę się szerzej. Na razie, w moim wypadku nie tyle "daje kopa" co podtrzymuje dobre samopoczucie. Co oznacza np. że przy wczorajsze pogodzie nie miałam uczucia obręczy zaciskającej się na czole. A to już dużo.
Ozzborn - 4 marca 2010, 11:46

Ja pijałem. Pierwsze wrażenie - jakby zaparzyć zawartość popielniczki - (czyli dalambertowi powinno smakować - wbrew uprzedzeniom :twisted: )
Ale smak jest interesujący i wciągający, mimo że obrzydliwy, jak tytoń, z tym, że ja np. znacznie chętniej wypiję yerbę niż zakurzę.

Martva - 4 marca 2010, 11:55

hrabek, mój ex pije. A pije, bo musi ograniczyć colę, której przyjmował jakieś 2 litry dziennie. I jest strasznie zajawiony na yerbę.
W sumie muszę kiedyś spróbować, mój żołądek i kubeczki smakowe bardzo się nie lubią z kawą, a ostatnio budzę się jakieś trzy godziny po tym jak wstanę...

hrabek - 4 marca 2010, 12:07

No właśnie ja mam tak samo z colą, jak próbuję ją ograniczyć, to idzie więcej kawy. Dlatego pytam, bo podobno yerba jest w stanie wszystkie inne tego typu używki pitne zastąpić. A dodatkowo ponoć odchudza, choć nie jest to czynnik kluczowy w moim przypadku.
To co Ozzborn pisze o smaku też już wyczytałem. Ale to podobno pierwsze wrażenie, które później przechodzi i człowiek się przyzwyczaja i rozsmakowuje.

Obczaiłem najbardziej podstawowy zestaw na allegro i chyba kupię, 50zł za kilogram yerby i bombillę, już z przesyłką. Niedrogo, więc jak mi się nie spodoba, to dużo kasy nie wtopię. A jak się spodoba, to będę myślał o bardziej tradycyjnym podejściu (czytaj: z dodatkowymi, droższymi akcesoriami).

mBiko - 5 marca 2010, 00:19

Jeżu kolczasty, na ile ma starczyć ten kilogram yerby?
hrabek - 5 marca 2010, 09:29

no nie wiem, zobaczymy, ale w mniejszych paczkach nie znalazlem na allegro w komplecie z bombillą. Znaczy znajdowałem, ale to były jakieś bardziej ekskluzywne herbaty/akcesoria, więc cena wcale nie była niższa.
Ozzborn - 5 marca 2010, 14:54

Jak najbardziej można się rozsmakować... i zdecydowanie zastępuje kawy i inne. To już nie jeden podróżnik Cejrowski czy inny Makłowicz opowiadał, że oni tam prawie kawy nie piją tylko każdy popyla z termosikiem, a ekspresy do kawy w makdonaldach i innych stoją zakurzone i nikt specjalnie nie wie jak ich używać.
Gustaw G.Garuga - 5 marca 2010, 15:01

Słodkie wino z Bóg wie czego o mocnym sfermentowanym aromacie, na gorąco i z rozbełtanym całym jajkiem. A myślałem, że alkoholowo nic mnie już tutaj nie zaskoczy :mrgreen:
Zgaga - 6 marca 2010, 08:41

To z tematu o spotkaniach krakowskich:
illianna napisał/a:
obok nas jest świetny sklep na miodowej, są tam wszystkie rodzaje ciechana, koźlaki, żywe piwo, wiśnie w piwie i mnóstwo innych fajnych piw typu swojski browar, polecam, można po drodze sobie nabyć...

Najpierw się napaliłam - fajny pomysł, tego nie znałam. Ale potem sobie w sieci poczytałam:
Wiśnia w piwie to niezwykle pyszny regionalny specjał z Warmii. Tradycyjnie warzone piwo o smaku wiśniowym swój niepowtarzalny smak zawdzięcza naturalnym sokom wiśniowym oraz specjalnej recepturze...
Takie rozczarowanie... A już się zastanawiałam, jak takie nasączone piwem wisienki smakują... Chyba sobie na to konto po pracy skoczę do Kredensu i kupię wiśnie w brandy.
Mniam...

Ha...

Virgo C. - 6 marca 2010, 15:47

Piliśmy to we wtorek. Na 5-6 osób które tego specyfiku próbowały tylko Martvej owe wiśnie smakowały :|
Martva - 6 marca 2010, 16:03

Smertowi chyba też, ale nie jestem pewna.
śmieszne toto było, trochę słodkie, trochę kwaskowate, nie było czuć chmielu/goryczki - idealna rzecz dla osób które nie lubią piwa ;)

aniol - 6 marca 2010, 18:05

nalewke spirytusowa na pigwie pilem ostatnio
mniam!

dalambert - 6 marca 2010, 18:11

aniol, pigwówka zawsze zacna, a jak spirytusik własnej roboty to dopiero pycha :D
Virgo C. - 7 marca 2010, 13:28

Martva napisał/a:
śmieszne toto było, trochę słodkie, trochę kwaskowate, nie było czuć chmielu/goryczki - idealna rzecz dla osób które nie lubią piwa ;)

Z takich specyfików (o smaku wiśni) lepsze Irlandzkie mocne :)

merula - 7 marca 2010, 14:12

herbata z łącką śliwowicą. dla zdrowotności.
Zgaga - 7 marca 2010, 14:59

O... to Paweł Ci śliwowicę zostawił!
Na SKOFIE cała dyskusja o łąckiej śliwowicy była.

merula - 7 marca 2010, 15:44

on ją dla nas przywiózł, specjalnie.
Ozzborn - 7 marca 2010, 15:46

Ja nie lubię śliwowicy... ale to dlatego, że nie przepadam za śliwkami.

Ostatnio w ramach ćwiczenia się w patriotyzmie lokalnym testowałem mniej i bardziej nowe wariacje z Browaru Konstancin:
Czarny Dąb - porządne ciemne piwo, jak dla mnie zbyt mocno palony słód, ale do mięcha z grilla może być niezłe.
K. Jasny Pełny - może być, aczkolwiek ma trochę specyficznej goryczki Konstancinów za którą nie przepadam.
Mazowieckie - o tu już znacznie lepiej smakowo, dobre normalne piwo.
i zwycięzca tego zestawienia
K. Lekki - rzeczywiście lekki i orzeźwiający, może to kwestia sentymentu, ale przypomina dobre piwka, z ery przed-korporacyjnej, które się podciągało po kryjomu w późnej podstawówce czy wczesnym liceum - jak np. Leżajsk czy Zagłoba. Może odrobinkę szczochowate ;) ale z dobrą pianą. Polecam.

Zgaga - 11 marca 2010, 15:21

Yerba - odsłona druga.
Kiedy tydzień temu pisałam, że ten smak można polubić, nie przypuszczałam, że stanie się to tak szybko. Teraz twierdzę - yerba jest pyszna. Ale fakt, trzeba uważać jaką temperaturę ma woda. Jeżeli woda będzie za gorąca, smak uzyskamy paskudnie gorzki.
Efektów wspomagających odchudzanie nie zauważyłam. I, w moim wypadku, nie daje wielkiego kopa.
W ciągu tygodnia zeszło trochę więcej niż 1/3 półkilogramowej paczki - to odpowiedź na pytanie "na ile może wystarczyć kilogramowa paczka".

Miria - 14 marca 2010, 21:24

Zaryzykowaliśmy takie coś:

Piwo Egzotyczne
Składniki:
0,5 l jasnego piwa
1,5 łyżki naturalnego miodu
1 jąjko
1 cytryna
1 pomarańcza

Sposób przygotowania:
Zagrzej piwo, dodaj miód i ubite na kogel-mogel jajko (w sensie żółtko, i rozrabialiśmy je piwem, a nie wlewaliśmy do garnka)). Rozdziel pomarańcze i cytrynę na pół (cytrynę daliśmy niecałą na litr piwa a i tak po chwili wyjęliśmy większość kawałków owoców, bo zbyt kwaśne się zrobiło). Połowę owoców pokrój i dodaj do ogrzanej masy, z drugiej części owoców wyciśnij sok i również dodaj da piwa. Ciągle mieszając doprowadz do wrzenia. Podawaj gorące w porcelanowych filiżankach lub kubkach.

Mało to piwo przypominało, ale wyszedł bardzo smaczny i mocno rozgrzewający napój. :)

Ozzborn - 17 marca 2010, 22:14

Oj z jajeczkiem grzaniec dobry jest :)

Ja dziś w ramach walki z przeziębieniem i przekonywania się, że łyski jest do bani, zmontowałem sobie kawę po irlandzku. Czerwony Jasio Wędrowniczek w tej formie był nawet w miarę przyswajalny, choć może za dużo sobie lunąłem przez wrodzoną pazerność ;)

Ozzborn - 21 marca 2010, 03:20

Na dzisiejszo-wczorajszej posiadówce królował rum i żubrówka.

2. podejście do pińacolady zakończone pełnym sukcesem. Zapewne ze względu na lepszą jakość mleka kokosowego (choć i tak podobno powinna to być śmietanka). I ogólnie rum to jest to! smakuje także w 'niezbyt-mojito' czyli z sokiem limonkowym.

Żubrówka też niezłą - choć tradycyjna szarlotka jednak lepsza niż wariant ekstrawagancki z sokiem gruszkowym.

Niemniej czuję się średnio wypity... może i dobrze - jutro to docenię ;P:

Kai - 24 marca 2010, 16:15

No cóż, najbardziej pasuje mi czysta brandy/whisky - mój żołądek nie ma ochoty na zwiększone objętości.

Ale nie pogardzę Lubelskimi - cytrynówka, wiśniówka, żurawinówka. Miodówke odradzam, jest ohydnie słodka.

Jeśli mam pić wino, to tylko wytrawne, białe lub czerwone.

Bąbelków nie tykam w ogóle.

Piwo - jeśli nie chcę nic zjeść w ciągu wieczoru. Ale uwielbiam, więc czasem się poświęcam.

Wytrzymałość - 1,5 l 40% wytrawnego alkoholu na dzień, pod warunkiem drobnych przekąsek. Żadnych oznak zewnętrznych.

Oczywiście mało kto w to wierzy, ale taki mam organizm - można mnie zabić kieliszkiem szampana, ale nie 2 but whisky.

Martva - 24 marca 2010, 23:14

Kai napisał/a:
można mnie zabić kieliszkiem szampana, ale nie 2 but whisky.


Eee, zależy jak mocno się walnie ^^
MSPANC ;P:

Ciechan miodowy. Jeden. Bo chciałam wrócić do domu z całymi nogami ;)

Kai - 25 marca 2010, 06:04

Polecam cytrynówkę lubelską. Pyszna.
Rafał - 25 marca 2010, 09:06

Kai napisał/a:
Wytrzymałość - 1,5 l 40% wytrawnego alkoholu na dzień,
Nie uwierzę póki nie zobaczę
Kai napisał/a:
Oczywiście mało kto w to wierzy,
Mają rację :wink:

Chyba, że jesteś 140 kg wiejską dziołchą i czapką sople z dachu zgarniasz trzymając po dwa tuczniki pod pachami :mrgreen:

Kai - 25 marca 2010, 09:19

Rafał napisał/a:
Nie uwierzę póki nie zobaczę

Nie ma sprawy, jeśli stawiasz :D

Rafał napisał/a:

Mają rację :wink:

Chyba, że jesteś 140 kg wiejską dziołchą i czapką sople z dachu zgarniasz trzymając po dwa tuczniki pod pachami :mrgreen:


No, do 140 kg trochę mi brakuje, ale obawiam się, że to nie ma nic wspólnego z wagą. Metabolizm taki dziwny. Przy czym obecność cukru w alkoholu/obok (w zakąsce) mnie momentalnie kładzie.

Rafał - 25 marca 2010, 09:28

A to jest zaskakujące, były robione badania na tolerancję alkoholu i według nich u kobiet tolerancja wzrasta przy połączeniu alkoholu ze słodyczami. To była prehistoria co prawda, jeszcze preinternetowa (ciężko w to uwierzyć, ale ponoć kiedyś były takie czasy :wink: ), a w roli głównej występowali radzieccy uczeni, ale tym bardziej bym im wierzył, bo do tej kategorii badań przystępowali z odpowiednim namaszczeniem.
Kai napisał/a:
Nie ma sprawy, jeśli stawiasz
No co ty, 3 x flacha kresowej to w porywach do 6 dych, przeslę ci mailem, a ty rzuć efekt na youtube.

1,5l, hm, w życiu może ze 3 razy mi się zdarzyło :roll:

A jak u ciebie z dehydrogenazą alkoholową?

Kai - 25 marca 2010, 09:37

No to ja może jednak kobietą nie jestem? Nie trawię słodyczy w ogóle, a słodkie alkohole powoduja u mnie nie upojenie, a zwyczajne zatrucie, z pawikiem.

A ta dehydro... to co takiego?

Jeśli pytasz o kaca, to nie miewam. Pomijam lekki szumek w głowie the day after.

Ozzborn - 25 marca 2010, 10:05

Ej może Ci nie powiedzieli, że tak na prawdę jesteś adoptowanym robotem?
Ja po przekroczeniu 0,5 czystej wprawdzie jestem w stanie wyartykułować proste zdania i dojść do domu, ale kaca mam przez 2 dni.... pozazdrościć.

Kai - 25 marca 2010, 10:12

Nie wiem, co ma w sobie czysta, ale ja jej nie lubię. Rzeczywiście niespecjalnie wpływa na organizm, jest niesmaczna, poza tym ją "czuć". Nawet najgorsza brandy jest lepsza, bo można ją pić samą bez odruchu "otrzepania", a w dobrym towarzystwie (nie tylko ludzkim, ale i zakąskowym) nawet zmieszanie jej z innymi trunkami nie szkodzi.
ilcattivo13 - 25 marca 2010, 11:54

Martva napisał/a:
Ciechan miodowy. Jeden. Bo chciałam wrócić do domu z całymi nogami ;)


o, to jutro i pojutrze nie będziesz musiała się ograniczać. W końcu śpimy i "tankujemy" w jednym miejscu :mrgreen:

Martva - 25 marca 2010, 15:21

Figę, jestem na antybiotyku od dziś...
:(

ilcattivo13 - 25 marca 2010, 19:05

no to będziemy mieli "stypę" :wink:
ilcattivo13 - 25 marca 2010, 22:09

piszę post pod postem, ale to z konieczności. Bo to, co przed chwilą golnąłem, zasługuje co najmniej na osobnego posta (jeśli nie cały wątek :wink: ).

Familia przepędziła moje półtoraroczne wino jabłkowe (o którym, dawno temu, była mowa w wątku "technologicznym" :wink: ) i teraz z ponad 11 litrów 15% słodkiego jabłkowego wina mam 2,5 litra 50% genialnego jabłecznika :D Dzięki temu, że nie dodałem do wina drożdży, samogon nimi nie śmierdzi, zapach jest lekko "antonówkowy", a smak? Niebo w gębie. Przez jakieś 5 sekund, bo potem przychodzi OGIEŃ :D

Szczęśliwi będą Ci, co jutro będą na Pyrkonie... I będą mogli pić ;P:

merula - 25 marca 2010, 22:15

ilcattivo13 napisał/a:
Szczęśliwi będą Ci, co jutro będą na Pyrkonie... I będą mogli pić


nie lubię takich wynalazków ;P:

ilcattivo13 - 25 marca 2010, 22:30

to nie jest wynalazek, tylko najczystsza i najszlachetniejsza z owocowych gorzał. I się pali :D
savikol - 26 marca 2010, 08:02

No pewnie, że to nie wynalazek, to polska odmiana Calvadosu. Dziwne, że u nas nie produkuje się tego przemysłowo skoro jesteśmy europejską, jabłkową potęgą.
Zazdroszczę, bo choć jestem w posiadaniu 40 litrów jabola, to wiem, że luba nie pozwoli mi tego przepędzić.
Zresztą, gdzież bym śmiał! To surowo zabronione! Przypominam, że na procesie destylacji i rektyfikacji alkoholu w ojczyźnie naszej łapę trzyma państwo. I nie puszcza, choć we wszystkich cywilizowanych krajach jest inaczej.

Cytat:
I się pali

Niestety to znaczy tylko, że to mocna wóda i nic poza tym. Palą się wszystkie roztwory etanolu o stężeniu powyżej 45-50%. Próba płomieniowa, to jedna z metod zgrubnego szacowania stężenia wódy. ;P:

Kruk Siwy - 26 marca 2010, 09:34

No i przecież o to ilcattivo13, chodziło. A płyn taki w czasach komuny zdarzyło mi się wytworzyć. Cudo! Niech się schowają sklepowe wynalazki! Pamiętam że jak się otworzyło naczynie to pachniało jabłkami w całym pokoju. Ech...
Zgaga - 26 marca 2010, 10:05

merula napisał/a:
ilcattivo13 napisał/a:
Szczęśliwi będą Ci, co jutro będą na Pyrkonie... I będą mogli pić

nie lubię takich wynalazków ;P:

Czego jak czego, ale tej próby uczestnikom Pyrkonu zazdroszczę.

merula - 26 marca 2010, 12:01

Zgaga napisał/a:
Czego jak czego, ale tej próby uczestnikom Pyrkonu zazdroszczę.


no przeciez moje stwierdzenie wynikało wyłącznie z walki ze smutkiem, że tego nie doświadczę :wink:

Silchas - 28 marca 2010, 22:14

Ja ostatnio na imprezie zakosztowałem drinku Bonda w wykonaniu mojego kumpla:
30 ml wódki
30 ml ginu
90 ml martini bianco
50 ml ginu
cytrynka
Jak dla mnie drink pierwsza klasa. Nawet się człowiek nie zorientował a już po kilku spadał z nóg (choć mocy w nich nie czuć). Problemem jest naturalnie koszt. Już dawno skończyły się bowiem czasy gdy litr martini kosztował 20 zł ;P:

Kai - 28 marca 2010, 23:52

A te 80 ml ginu to tak przypadkiem, czy w takiej kolejności się leje?

U mnie brandy jak zwykle.

Virgo C. - 29 marca 2010, 13:46

ilcattivo13 napisał/a:
Szczęśliwi będą Ci, co jutro będą na Pyrkonie... I będą mogli pić ;P:

Erm, piliśmy to w końcu czy nie? :roll:

Martva - 29 marca 2010, 13:58

piliście. w piątek.
Silchas - 29 marca 2010, 18:47

[quote="Kai"]A te 80 ml ginu to tak przypadkiem, czy w takiej kolejności się leje?

30 ml ginu :) . A kolejność raczej taka jak podałem (przynajmniej tak kumpel twierdził). Poza tym sporządzając drinki najczęściej zaczyna się od mocniejszych alkoholi ;P:

Kai - 30 marca 2010, 08:50

[quote="Silchas"]
Kai napisał/a:
A te 80 ml ginu to tak przypadkiem, czy w takiej kolejności się leje?

30 ml ginu :) . A kolejność raczej taka jak podałem (przynajmniej tak kumpel twierdził). Poza tym sporządzając drinki najczęściej zaczyna się od mocniejszych alkoholi ;P:


Rozumiem, że to drugie 50 ml to taka freudowska pomyłka :)

Silchas - 30 marca 2010, 13:32

Zgadza się że pomyłka powinno być 50 ml toniku :)
ilcattivo13 - 30 marca 2010, 20:02

Virgo - przyszedłeś spóźniony i załapałeś się chyba tylko na dwa - trzy kilonki...

Kruku - w te wakacje kupuję jeszcze ze sześć 25-cio litrowych gąsiorów, jabłek będę miał do oporu, obadałem już gościa pod litewską granicą, który ma prasę do jabłek, więc nie będzie ręcznego ciśnięcia soku (albo pogadam z bratem i sami taką zrobimy), dobrego "Pędzącego Jelenia" też już mam obadanego, więc sezon jesień 2010 - wiosna 2011 będzie stał pod znakiem jabłecznika :D

Kruk Siwy - 30 marca 2010, 21:43

I tak trzymać, tow. Jabłkowniku!
ilcattivo13 - 24 kwietnia 2010, 20:44

kończę moje wino jabłkowe (tzn. zostały jeszcze dwie butelki :D ), a żeby starczyło na dłużej i żeby popisać się ogładą i "kurturą", wzorem starożytnych Greków i Rzymian, piję je pół na pół z kranówą :D
Virgo C. - 25 kwietnia 2010, 11:38

Piwo Kapuziner jakiś czas temu nabyłem. Butelka fajna, ale dałbym głowę uciąć że zawartość wcześniej nazywała się Franziskaner :roll:
mad - 25 kwietnia 2010, 14:02

Małe piwko jedno wieczorkiem będzie. A wczoraj były 2. Podczas meczu.
merula - 25 kwietnia 2010, 14:22

herbata z cytryną i chyba chlupnę do niej coś mocniejszego.
Kruk Siwy - 25 kwietnia 2010, 22:05

kawę?
Duke - 26 kwietnia 2010, 09:29

Straszne teksty zamieszczają w tej Gazecie Prawnej. Polacy coraz mniej piją ;-)
http://biznes.gazetaprawn...waja_swiat.html

Zgaga - 26 kwietnia 2010, 09:41

Trzecia kawa za mną. Nie czuję się przez to przytomniejsza. Nabrałam tylko ochoty na jakiś obrzydliwie słodki likier. Rano :shock:
Kruk Siwy - 26 kwietnia 2010, 10:56

Zgaga, zara przecież ty stałaś się fanką yerba mate to co nam tu o kawie prawisz?
Plączecie się w zeznaniach obywatelko!

Kai - 26 kwietnia 2010, 12:46

Ziółka - to znaczy, przepraszam, herbatkę ziołową :twisted:
Jakoś "coś mocniejszego" wczoraj poza smakiem przyniosło tylko skromniutki efekt w postaci zgagi.

Zgaga, czy znów muszę wstawiać sakramentalne zdanie "wszelkie podobieństwa do istniejących osób i nicków są niezamierzone i przypadkowe"?

Zgaga - 26 kwietnia 2010, 12:50

Kruk Siwy napisał/a:
Zgaga, zara przecież ty stałaś się fanką yerba mate to co nam tu o kawie prawisz? Plączecie się w zeznaniach obywatelko!

Nie plączemy, tylko od czasu do czasu robimy sobie 1-2-dniową przerwę. Wówczas i kawa i yerba lepiej smakują. Jest do czego wracać.

Kai, i tak wszystko co napiszesz, zostanie użyte przeciwko Tobie :mrgreen:

Kai - 26 kwietnia 2010, 12:55

Zgaga napisał/a:

Kai, i tak wszystko co napiszesz, zostanie użyte przeciwko Tobie :mrgreen:


A to to wiem, ale nie skorzystam z prawa milczenia, bo bym się udusiła :mrgreen:

Zgaga - 27 kwietnia 2010, 16:53

Dziś króluje yerba. Jakiś ciekawy, z lekko dymnym posmakiem rodzaj.
ilcattivo13 - 27 kwietnia 2010, 16:59

może przypaliłaś? ;P:
merula - 27 kwietnia 2010, 17:13

lemoniadę zrobioną przez synusia popijam :D
Ozzborn - 27 kwietnia 2010, 20:21

merula, przypomniał mi się "Kochany Urwis" :twisted: :mrgreen:
hijo - 27 kwietnia 2010, 21:30

chce mi się kawy po arabsku ale nie chce mi się jej robić :wink:
Ozzborn - 27 kwietnia 2010, 23:36

ale takiej "zwykłej", z kardamonem, czy świątecznej syryjskiej co się jej robi pól litra z kilograma kawy i nie można pić wiecej niż naparstek, bo serce wybucha? ;P:
hijo - 28 kwietnia 2010, 05:41

Ozzborn, zwykłej, syryjskiego przepisu nie znam, ale chętnie poznam
Ozzborn - 28 kwietnia 2010, 08:48

Ja też :P Na razie nam pan nie zdradził - może sam nie wie ;)
Kai - 28 kwietnia 2010, 09:01

Wczoraj spróbowałam "Lady Grey" Twinningsa. Bardzo smaczna, choć pełno w niej płatków białych i niebieskich - zakładam, że jadalne.
hijo - 28 kwietnia 2010, 19:55

Ozzborn, ja i tak sypię sporo kawy do tego sporo cukru (1:1) na filiżankę. Co ciekawe nie daje to efektu adhd w płynie tylko ładnie mnie odpręża i dobrze po tym śpie. Zwykle wypijam ze 3, 4 filiżanki za jednym posiedzeniem :twisted:
czamataja - 28 kwietnia 2010, 20:00

A propos... kupiłam dzisiaj bezkofeinową. Zobaczymy ;) Już za kilka chwil....
Kai - 28 kwietnia 2010, 20:05

Kawa bezkofeinowa to jak piwo bezalkoholowe. Niby to samo, a nie to samo. Już wolę wtedy pić zbożową, zwłaszcza, że kawę pijam rzadko i jest to swego rodzaju rytuał.

czamataja, jaką kupiłaś? I wrażenia smakowe poproszę. Ciekawe, czy zbieżne z moimi.

hijo - 28 kwietnia 2010, 20:12

czamataja, to jak coke zero smak niby podobny ale jakoś w gębie pusto
czamataja - 28 kwietnia 2010, 20:30

Kai, zakupiłam mała Nescafe. Zazwyczaj piję Jacobs Cronat Gold, Nescafe kupiłam z ciekawości.
A jakie wrażenia....

Cóż, nie widzę wielkiej różnicy, nie czuję, co by brak kofeiny miał zmieniać smak. Chociaż może jest delikatniejsza niż zwykła Nescafe, która dla mnie jest mocno spalona.

Tak, czy inaczej, można mnie oszukiwać jeśli chodzi o zawartość kofeiny w kubku ;)
Kawę piję dla smaku, bo o pobudzeniu nie ma w ogóle mowy, a szkoda :)

hijo ostatnio zanurzam swoje kubki smakowe w tego typu napojach. Pepsi zero, Cola zera, Cola Light...One wszystkie mają inny smak. O, dziwo, jest różnica ;P

Kai - 28 kwietnia 2010, 20:35

czamataja, dla mnie one są o wiele kwaśniejsze i mniej aromatyczne. Ale ja uwielbiam kawę w wersji wietnamskiej, gotowaną z fusów i z masłem, więc mnie o zdanie nie pytaj.

Cola zero i light jest super na zimno, wtedy nie czuć smaku. Inaczej nie umywa się do niczego.

A piłaś kiedyś Polo-Cocktę? :D

Wolę soki 100%, wiem, że mają 99% albo mniej, ale przynajmniej są dobre.

hijo - 28 kwietnia 2010, 20:35

Cola Light nie smakuje mi na nic Coke zero na chwilę mnie oszukuje a potem jest kicha. Wolę oryginał ewentualnie chery coke
Ziemniak - 28 kwietnia 2010, 20:37

Ja z coli bezcukrowej toleruję tylko Pepsi MAX, żadna inna mi nie smakuje. A cukrowe to mógłbym pić wiaderkami :mrgreen:
hijo - 28 kwietnia 2010, 20:41

Ziemniak, na studiach i w szkole średniej wypijałem średnio 0,7 coli dziennie
czamataja - 28 kwietnia 2010, 20:43

Kai napisał/a:
czamataja, dla mnie one są o wiele kwaśniejsze i mniej aromatyczne. Ale ja uwielbiam kawę w wersji wietnamskiej, gotowaną z fusów i z masłem, więc mnie o zdanie nie pytaj.

A piłaś kiedyś Polo-Cocktę? :D



Mniej aromatyczna? Przyznam bez bicia- tak. Kwaśniejsza? Nie czułam. Może to wina coli? :wink:

Fusy+ masło? Nigdy o tym nie słyszałam. Potem fusy są w kubeczku? Bo tego bym nie zniosła!

A polo- cocta- zdecydowanie nie. Mam swoje zasady ;P:

Ozzborn - 28 kwietnia 2010, 20:50

Ja w ogóle nie uznaję drinków "bezczegosiowych" albo piję właściwy, albo wcale... częściowo dlatego, że czuć to w smaku, a częsiowo dlatego, że z racji wykształcenia (choć niepełniego :P ) wiem jaka trucizna kryje się pod pseudonimem "bez" :P
hijo napisał/a:
Co ciekawe nie daje to efektu adhd w płynie tylko ładnie mnie odpręża i dobrze po tym śpie. Zwykle wypijam ze 3, 4 filiżanki za jednym posiedzeniem :twisted:

Bo przedawkowanie powoduje efekt odwrotny. Pozdrawiam Twoją wątrobę i wrzody :twisted:

czamataja - 28 kwietnia 2010, 20:53

Ozzborn napisał/a:

Bo przedawkowanie powoduje efekt odwrotny. Pozdrawiam Twoją wątrobę i wrzody :twisted:


na niektórych kawa w ogóle nie działa. Tu wystąpię z szeregu jako przykład.

hijo nie przejmuj się, 3 kubki to norma. A te bóle brzucha czy wątroby- przejdą- każdy musi sobie pomarudzić :wink:

hijo - 28 kwietnia 2010, 21:06

Ozzborn napisał/a:
Pozdrawiam Twoją wątrobę i wrzody
ee tam z tym niem ma problemów. Za rzadko się tak "truję" to dla mnie trochę jak używka stosowana raz na jakiś czas.
Martva - 29 kwietnia 2010, 07:58

Mój ex pił średnio 2 litry coli dziennie.
A co do soków - też kupuję 100%, na ogół z pomarańcz, i jak czasem ktoś wo domu kupuje jakis napój czy inny nektar i naleję sobie nie patrząc, to, yyyy... woda z cukrem i kwaskiem cytrynowym.

Kai - 29 kwietnia 2010, 08:00

czamataja napisał/a:
Fusy+ masło? Nigdy o tym nie słyszałam. Potem fusy są w kubeczku? Bo tego bym nie zniosła!

Niee, zostają w tygielku, w którym się tę kawę gotuje. Do filiżanek nalewana jest tylko taka gęsta, mocna ciecz.

Martva, ostatnio Tymbark wypuścił mieszanki soków 100% - np pomarańcza, jabłko i limetka. Całkiem przyzwoite.

Ale najlepszy i tak jest pomidorowy :D

czamataja - 29 kwietnia 2010, 08:11

Dzisiaj mam sok warzywny Vega- pikantny. Łagodny, śródziemnomorski są smaczne. Sprawdzimy dziś ten z pieprzem.

Kai napisał/a:
Niee, zostają w tygielku, w którym się tę kawę gotuje. Do filiżanek nalewana jest tylko taka gęsta, mocna ciecz.


Brzmi tak szlachecko...Kawa gęsta jak miód...Tylko ten tłuszcz z masła :|

Kai - 29 kwietnia 2010, 08:20

Tylko oczka trochę się błąkają, ale są malutkie, a smaku dodaje dużo.
czamataja - 29 kwietnia 2010, 08:39

aż się głodna zrobiłam ;)
czas na herbatę jaśminową

Ozzborn - 3 maja 2010, 10:58

Czarrrna kawa z czajniczka i lampka metaxy, żyć nie umierać :D

A wczoraj krupnik i ten litewski zajzajer z trzema dziewiątkami - zestawienie mocno kontrastowe.

Kai - 3 maja 2010, 11:09

Szklaneczka xeres brandy z kotkami lodowymi. Nie, nie opuściłam "s" :)
Bob1970r - 3 maja 2010, 13:17

Hmmm... właśnie przypomniałem sobie o Guinnessie w lodówce - został od ostatniej imprezy.... Chlapnąć, nie chlapnąć... :wink:
Kruk Siwy - 3 maja 2010, 13:18

Bob1970r napisał/a:
Guinnessie w lodówce
herezja!
Easy - 3 maja 2010, 13:22

Martva napisał/a:
Mój ex pił średnio 2 litry coli dziennie.


Przebijam. W szczytowej formie 3 litry dziennie, ale obecnie faktycznie zjechałem do 2 litrów.

Kai - 3 maja 2010, 13:22

Bob1970r napisał/a:
Chlapnąć, nie chlapnąć...

Ale dylemat :) Nawet nie poczujesz.

Brandy xeres ciąg dalszy.

Ozzborn - 3 maja 2010, 13:24

Easy napisał/a:


Przebijam. W szczytowej formie 3 litry dziennie, ale obecnie faktycznie zjechałem do 2 litrów.

:shock:

e: cycata

Bob1970r - 3 maja 2010, 13:24

Kruk Siwy napisał/a:
Bob1970r napisał/a:
Guinnessie w lodówce
herezja!

Ja tam tego nie wstawiłem - to ktoś inny. :shock: :mrgreen:

Kai - 3 maja 2010, 13:26

Nie tłumocz się, to nie ten dział.

Kotki lodowe pyszne :D

ilcattivo13 - 6 maja 2010, 21:48

w "PlusMinus", dodatku do Rzeczpospolitej z zeszłego łykendu jest fajny artykuł o małych polskich browarach produkujących prawdziwe piwa.
Najlepszą wiadomością jest to, że właściciel "Ciechana" kupił już drugi browar (w Lwówku Śląskim) i niedługo startuje z produkcją :D

joe_cool - 6 maja 2010, 21:53

Czy wspominałam już, że w moim sklepiku osiedlowym pojawiły się trzy rodzaje Ciechana? Jasny jest bardzo przyjemny i delikatny. Miodowy - miło orzeźwiający i nawet wcale nie taki słodki. A Pszeniczny - też bdb, zwłaszcza, że ja lubię pszeniczne. Jest dobrze :D
Kruk Siwy - 6 maja 2010, 22:43

Haha. A u nas na Ząbkowskiej jest knajpka która serwuje Ciechana z beki. Może nawet przemogę niechęć do tego tandetnego napoju.
Kai - 7 maja 2010, 10:12

Herbata malinowo-granatowa z Vitaxu.

Komentarz koleżanki: chcesz się rozerwać?

Ozzborn - 7 maja 2010, 21:23

duża lampka wina tatowej produkcji. W tym roku naprawdę się udało - wytrawne, ale nie kwasior z intensywnym bukietem winogronowym. :D
Adon - 7 maja 2010, 21:55

Jakieś tanie wino marki Sainsbury. Różowe. Całkiem niezłe jak na swoją cenę.
merula - 7 maja 2010, 22:13

wódka z Kahlu'ą i lodem
mad - 7 maja 2010, 22:28

A ja dla odmiany abstynencję (czasową) głoszę. Jakoś tak od kilku dni nawet piwka nie łyknąłem.
ilcattivo13 - 7 maja 2010, 23:19

mad napisał/a:
A ja dla odmiany abstynencję (czasową) głoszę. Jakoś tak od kilku dni nawet piwka nie łyknąłem.


are You mad or something? :mrgreen:

Kai - 9 maja 2010, 11:39

Macka mi serwuje ostatnio coś, co podobno ma powalać. Mnie bardzo smakuje, ale rusza średnio. Martini, gin, curacao i chyba coś jeszcze, z wody tylko lód.
merula - 9 maja 2010, 11:41

nienajgorszego drinczka wczoraj piłam: Cointreau, Campari, wódka, gin i sok pomarańczowy.
Zgaga - 9 maja 2010, 11:58

W Krakowie - martini. Dobre.
ilcattivo13 - 9 maja 2010, 18:03

Moja ostatnia nadzieja polskiego przemysłu destylernianego, czyli Czysta Żoładkowa De Luxe to jednak dziadostwo jest... Wypiłem jakieś 0,4 na wczorajszym weselu, odbiło mi się spirytusem i stwierdziłem, że polskiej sklepowej wódki w najbliższych... hm... latach raczej nie tknę... Ani to przyjemne w piciu, ani się człowiek na drugi dzień dobrze po tym nie czuje. Howgh.
Złota L i destylaty z win rządzą nadal :|

hrabek - 10 maja 2010, 10:30

Zgaga napisał/a:
W Krakowie - martini. Dobre.


Śmiem zauważyć, że martini dobre jest nie tylko w Krakowie.

Kai - 10 maja 2010, 10:46

ilcattivo13, jeśli znosisz, a nawet jeśli nie znosisz słodkich wódek, cytrynówka lubelska daje radę... a w koktajlu z tonikiem wręcz pyszna, wchodzi jak sok.

Co do Żołądkowej, może po prostu miałeś zły dzień? Inna rzecz że mnie się zawsze wydaje, że smród wódy przenika nawet przez skórę. Ale wypić mogę sporo, tylko po co, jak nędzne wrażenia smakowe, a skutek żaden?

Muszę kupić martini i curacao pomarańczowe, bardzo mam ochotę na kopię mackowatego drinka!

ilcattivo13 - 10 maja 2010, 22:06

Kai - wódki smakowe (poza Benediktinisem) przestałem pić na początku studiów. Drinki też. Bo własną wątrobę trzeba szanować choć "ździebko" :mrgreen: W ogóle ostatnio staram się wódki nie zapijać, tylko zagryzać. Jakoś tak zdrowiej się na drugi dzień czuję, a i miejsca w żołądku na zbędne dodatki nie marnuję ;P:
Ozzborn - 11 maja 2010, 09:03

Ale w ten sposób strasznie odwadniasz organizm...
Kai - 11 maja 2010, 09:19

ilcattivo13, ja też nie pijam ani wódek, ani słodkich, ani smakowych, ale ta wyjątkowo mi smakuje, choć nie oznacza to, że się na nią przestawiam.

Zagryzanie od zawsze :) zapijanie jakoś mi nigdy nie podchodziło.

Zgaga - 11 maja 2010, 15:26

Rozbawił mnie przepis na koktajl od Pilipiuka:
Cytat:
Koktajl Królewna Śnieżka był to wynalazek pewnego miejscowego weterynarza, który sczezł z przepicia jeszcze przed wojną, ale jego pomysł nadal straszył. Koktajl robiony był w jakiś mętny sposób, na bazie mleka i proszku do pieczenia. Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków miał siedem procent, Królewna Śnieżka i dwunastu krasnoludków – dwanaście, Królewna Śnieżka i czterdziestu rozbójników – czterdzieści, a ostatni: Królewna Śnieżka i kompania gwałcicieli miał dziewięćdziesiąt sześć procent i nie zawierał już wcale mleka.

Kai - 11 maja 2010, 20:37

Ktoś kiedyś pijał gardłogrzmot na białostockich konwentach?
Kruk Siwy - 11 maja 2010, 21:35

To co piłem na białostockich konwentach (i innych okazjach) nie miało nazwy. Ale polewano to z metalowego kanistra, świadomość odzyskiwało się na trzeci dzień, bardzo zresztą tego żałując.
Fidel-F2 - 11 maja 2010, 21:40

w lesie mieliśmy 'wiaderko roztoczańskie', powstało z przypadku i zawierało dwie butelki wódki, cztery wina proste i resztę wiadra uzupeniało sie piwem, to kanon, potem nikt specjalnie o precyzyjne udziały nie dbał, no ale wkońcu tradycja umarła śmiercią naturalną
Ozzborn - 12 maja 2010, 00:31

ała



:mrgreen:

Kai - 12 maja 2010, 06:55

Kruk Siwy napisał/a:
To co piłem na białostockich konwentach (i innych okazjach) nie miało nazwy.
Możliwe że to nazwa na potrzeby pewnej grupy, w której akurat byłam :)

Czy receptura nie polegała na tym, że zlewało się co kto tam miał do jednego naczynia i mieszało?

ilcattivo13 - 14 maja 2010, 19:37

Ozzborn napisał/a:
Ale w ten sposób strasznie odwadniasz organizm...


nawadniam przed i po piciu :wink: I w czasie popijawy nie mam problemów z przepełnionym żołądkiem. A to się liczy dziesięciokroć :wink:

mad - 14 maja 2010, 23:47

Małe piwko. Wprawka przed jutrzejszym meczem.
Ozzborn - 16 maja 2010, 11:57

ilcattivo13 napisał/a:
nawadniam przed i po piciu

może można i tak :P Ale tak serio to faktycznie chyba wolę czyściochę zagryźć dobrym śledziem lub kiszoniakiem, a płyny uzupełniać w międzyczasie.

Do dziś moje niespełnione marzenie (jakoś nigdy się nie składa) to wypróbować 2 sposoby:
1. od mojego fizyka z LO - zagryzając połówką dużej cebuli
2. z "Nocnego Patrolu" Łukanienki - pod kapustę kiszoną.

ilcattivo13 - 17 maja 2010, 18:54

Ozzborn - nie tylko cebulę. Można też pić pod ogórka (ucinasz kawałek ogórka, drążysz w celu uzyskania "kieliszka, nalewasz wódę do ogórka, pijesz wódę i zagryzasz "kieliszkiem"), jabłko (jak wyżej, zamiast "kieliszka" robisz miseczkę jak do sake), itd. To są standardowe socjalistyczne sposoby picia, kiedy pić było co (legalne czy nie), za to zagrychy nie można było uświadczyć... Pierwszy lepszy budowlaniec z tamtych czasów podałby Ci setki takich sposobów na "oszukiwane zagryzanie"... Brrr... jak to dobrze, że te czasy się skończyły.

A tak w ogóle, to już dawno się nauczyłem - najlepiej się człowiek czuje po piciu gorzałki, jak porządnie mięsiwem zagryza (z dodatkowych sałatek dobre są pomidory i surówka ze świeżej kapusty). Śledzie są o.k. ... do pierwszego porządnego zatrucia. A picie pod kapustę kiszoną (pod cokolwiek kwaśnego), to świetny sposób na długie i męczące odchorowywanie picia, albo i rozwalenie żołądka. Przeca na drugi dzień po piciu żołądek jest fest zakwaszony, a tu jeszcze samą kiszoną kapustą wódę zagryzać? To chyba jakiś sposób na "wyjście z nałogu", albo co... :wink:

dzejes - 17 maja 2010, 19:07

ilcattivo13 napisał/a:
A picie pod kapustę kiszoną (pod cokolwiek kwaśnego), to świetny sposób na długie i męczące odchorowywanie picia


Tutaj moje doświadczenia życiowe zgadzają się w 100% The perfect katz dopadł mnie po zakąszaniu ogóreczkami. Do dziś pamiętam.

SithLady - 17 maja 2010, 19:39

Dzis kalifornijskie wino czerwone wytrawne z Tesco
Iwan - 17 maja 2010, 20:00



jak ktoś takie coś lubi to polecam :D

ilcattivo13 - 17 maja 2010, 20:21

blee... smakowa :?
Ozzborn - 18 maja 2010, 10:02

ilcattivo13 napisał/a:
A picie pod kapustę kiszoną (pod cokolwiek kwaśnego), to świetny sposób na długie i męczące odchorowywanie picia, albo i rozwalenie żołądka.

No proszę, to ciekawe a wydawałoby się, że witamina c i kwas mlekowy - znaczy trza stosować tylko po.

A pod ogórka to już się piło nie raz... choć nigdy kieliszka z niego nie robiłem :P

Martva - 18 maja 2010, 10:14

E, w kiszonej kapuscie wcale nie ma dużo witaminy C. A w ogórkach to już w ogóle. Niemniej coś w nich musi być że następnego dnia doprowadzają człowieka do stanu używalności ;)
Ozzborn - 18 maja 2010, 10:16

Martva, moja edukacja podpowiada mi, że jednak trochę jest, ale przede wszystkim chodzi o kwas mlekowy.
aniol - 18 maja 2010, 10:26

dostalem japonskie wino ze sliwek? moreli? ume
znajac paskudztwo jakie japonczycy pija pod nazwa piwo, do wina tez podchodzilem jak kot do jeza
a tu niespodzianka! baaaardzo dobre jak ktos lubi slodkie wina

Kruk Siwy - 18 maja 2010, 10:27

Raz rodyła maty raz nam UMEraty! Hihii
Naprawdę dobre? Porównałbyś do czegoś?

aniol - 18 maja 2010, 10:32

no wlasnie nie wiem z czym porownac, bo nie pilem nic podobnego wczesniej
moze z domowym winem z brzoskwin ;-) ? takie mialem pierwsze skojarzenie, ale chyba nic ci to nie da...
lagodny smak, slodkie, delikatnie szczypie w jezyk, smak taki brzoskwiniowo-morelowy (nie jadlem nigdy ume wiec nie mam innego punktu odniesienia)
nie znam sie na kiperskich okresleniach wiec nie napisze ci ze czuc nute truskawki czy jakos tak...
oczywiscie de gustibus... wiec mozesz miec zupelnie inne wrazenia
niemniej ja polecam bardzo


a japonskie piwo radze omijac z daleka - paskudne

Martva - 18 maja 2010, 10:32

Ozzborn, w świeżej kapuście jest porównywalna zawartość co w cytrynie, czyli wcale nie dużo (48 mg/50mg). W kiszonej jest jeszcze mniej (16 mg). W ogórkach to są w ogóle jakieś śladowe ilości, swieży ogórek to woda, a kiszony słona woda ;) Tylko że ludzie mają błędnie zakodowane kwaśne = witaminowoCowe. A tak naprawdę porządną zawartość to ma czerwona papryka (ta tabelka z której korzystam podaje 144 mg, na zajęciach mówili że może przekraczać 200).

ED. Piłam kiedyś japońskie wino sliwkowe i to była poezja :)

Agi - 18 maja 2010, 10:41

Martva napisał/a:
Piłam kiedyś japońskie wino sliwkowe i to była poezja

Też piłam, w Krakowie zresztą, potwierdzam, że świetne.

Kruk Siwy - 18 maja 2010, 11:00

aniol, opis dał sporo. Bardzo bogaty smak, takie wina lubię. Dzięki.
ilcattivo13 - 18 maja 2010, 17:45

Martva napisał/a:
Niemniej coś w nich musi być że następnego dnia doprowadzają człowieka do stanu używalności ;)


...i to pisze osoba, która zawsze się tłumaczy, że nie może pić, bo jeden kieliszek ją z nóg zwala... pffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffff <wycieranie_monitora/biurka/klawiatury_ze_śliny_mode on> <wycieranie_monitora/biurka/klawiatury_ze_śliny_mode off>

Żeby prawidłowo ocenić, czy "skwaśniałe" warzywa (lub płyn powstający przy ich "kwaszeniu") są dobre na kaca, trzeba najpierw wypić jakie 0,7 - 1,0 litra wódy na przysłowiowego "łba". Jak dla mnie, po takich ilościach, pomaga jedynie krótko parzona (15 - 30 sekund) czarna herbata (po zielonej lub erlgreju - który jakoś dla mnie zawsze plastikiem i tandetnymi chińskimi pachnidełkami jedzie - to rzucałem pawie dalej niż widziałem), posłodzona (lekki lipowy miód, albo cukier 2 łyżeczki na szklankę), rozrobiona z zimną wodą, plus trochę soku z cytryny. Pić powoli, małymi łyczkami i po 30 minutach można się brać za śniadanie. Lub, co bardziej prawdopodobne, poprawkę :mrgreen:

Martva - 18 maja 2010, 18:00

ilcattivo13 napisał/a:
jeden kieliszek ją z nóg zwala...


Ale jak mi się czasem zdarzy wypic trzy, to nastepnego dnia ogórek jest niezbędny.

ilcattivo13 napisał/a:
trzeba najpierw wypić jakie 0,7 - 1,0 litra wódy na przysłowiowego "łba".


Przy połowie z tego rzygałabym dalej niz widzę, taka konstrukcja.

Kai - 18 maja 2010, 18:05

Iwan, znam i także polecam.

aniol napisał/a:
dostalem japonskie wino ze sliwek? moreli?
a nie z liczi?
Podobno smaczne, ja się nie tykam słodkich win.

Dla mnie pewność bezkacowego poranka to unikanie słodkości w połączeniu z alkoholem. Czyli zero słodkich win, wódek (choć wspomniana Lubelska jest boska) i tylko prawdziwe, czyste alkohole.

A jeśli mimo to się zdarzy coś, co podejrzewam, że może być kacem (nie wiem, jak to jest, nie miałam chyba nigdy takiego prawdziwego, suszenie to wszystko), mocna herbatka pu-erh i jestem jak nowa.

ilcattivo13 - 18 maja 2010, 18:35

Martva napisał/a:
...taka konstrukcja.


to nie jest nic, czego by porządny trening nie mógł naprawić :mrgreen:

gorbash - 18 maja 2010, 19:21

ilcattivo13 napisał/a:
to nie jest nic, czego by porządny trening nie mógł naprawić

w takiej sytuacji też zawsze powtarzam: praca praca praca! :mrgreen:

joe_cool - 18 maja 2010, 19:58

Muszę rozpocząć jakiś trening przed Nidzicą, bo masakra jest normalnie - po jednym piwie jestem już nieźle ubzdryngolona, a po dwóch-trzech to nawet nie pamiętam, co taksówkarzowi opowiadam ;)
ketyow - 18 maja 2010, 20:04

Ja chyba Nidzicę odpuszczę na rzecz AC/DC, bo czuję, że biletów za free nie będzie. Nidzica jest co roku, a AC/DC mogę już nie mieć okazji usłyszeć. Szczególnie biorąc pod uwagę, że na Dio nigdy nie byłem i już nie będę :( A piję Łomżę Export i boli mnie, że zmienili butelki - stare były lepsze.
Pako - 18 maja 2010, 21:35

Dziś żywce dwa w towarzystwie dwóch anglików. Anglicy wydawali się być mocno zadowoleni z żywców. Na tyle mocno, że po dwóch odmówił jeden z nich trzeciego, obawiając się o swoją przydatność w trakcie rozmów, po takim podejściu do kolacji ;)
dzejes - 19 maja 2010, 07:44

A ja odkąd zacząłem pić niepasteryzowane piwa, wyszukiwać jakieś różne wynalazki, to nie bardzo mam ochotę na masowe produkcje typu żywiec, czy tyskie.

Ostatnio wypiłem Lecha i stwierdziłem, że nie umywa się nawet do Ciechana.

Pako - 19 maja 2010, 07:49

Lecha wypiłem jednego ostatnio na Igrach. Siki takie, że się wulgarne słowa cisną na twarz.
Ale trzeba przyznać, że taki porządnie schłodzony żywiec z beczki zdecydowanie daje rade. Porządna, gęsta piana, pyszny smak, nie ma co narzekać. Chociaż już taki "zwykły" Paulaner jest o rzad wielkości lepszy.

Kai - 19 maja 2010, 07:57

Pako, a trapistów próbowałeś? Po chimayu żadne piwo nie ma już dla mnie smaku. :(
dalambert - 19 maja 2010, 08:11

Raz mi coś takiego wpadło w lapy :
Porządna kamionkowa, czarna, litrowa flaszka. Zamykana prawdziwym korkiem, drutowanym zreszta. Na etykicie coś o klasztorze jakimś.
A w srodku piwan DOSKONAŁOŚĆ - ale koszt tego cudu był jakies 20 zł. Wiec jeno ten dar dobrych ludzi z szczunkiem wypiłem :D

dzejes - 19 maja 2010, 08:21

Pako napisał/a:
Ale trzeba przyznać, że taki porządnie schłodzony żywiec z beczki zdecydowanie daje rade. Porządna, gęsta piana, pyszny smak, nie ma co narzekać. Chociaż już taki "zwykły" Paulaner jest o rzad wielkości lepszy.


No fakt, żywiec z beczki z dobrego kurka (bez ekstra dodatków) daje radę. Choć odkąd przestawiłem się z ilości na jakość wolę zainwestować nawet i te 10 zł na butelkę, niż za te same 10 wypić 3/4 nie tak dobre. A gdy mogę kupić w sklepie Ciechana za 4 zł, a obok jest puszkowy Lech czy Tyskie za ponad 3 to wybór jest dość oczywisty.

Pako - 19 maja 2010, 08:34

Tyle się już nagadaliście o tym Ciechanie, że też sobie będę musiał popróbować.
Cóż, może w jakieś knajpie też się go znajdzie, gdyby znowu przyszło z klientami się gdzieś na mieście spotkać. Bo w tej chińskiej knajpie to i tak wielkiego wyboru nie było, lech, tyskie, żywiec, reeds i to chyba wszystko. A nie, jeszcze warka strong.

dzejes - 19 maja 2010, 08:36

Ciężko pewnie będzie, ja w Częstochowie nie widziałem ;) Jedna z zalet przeprowadzki bliżej browaru ;P:

Wpadnij na jakieś spotkanie, gdzie i ja będę i uprzedź wcześniej, to ci przywiozę kilka butelek :)

Martva - 19 maja 2010, 08:39

ilcattivo13 napisał/a:
to nie jest nic, czego by porządny trening nie mógł naprawić :mrgreen:


Ale ja nie mam problemu z tym że piję mało, bo mam słaby organizm. Po prostu wiem kiedy przestać i to 'kiedy' jest wcześnie. To inni mają z tym problem ;)

Ciechan miodowy jest fajny i miły :)

Pako - 19 maja 2010, 08:42

Dzejes, myślę, że może w końcu na NURSowo-wieczerzowe spotkanie uda mi się kiedyś wpaść, chociaż póki co zawsze jakieś przeszkody mi się pojawiały ;) Ale spoko, nie spieszy się przecież nam nigdzie :)
Kai - 19 maja 2010, 17:53

Dopadłam chilijskie wino wytrawne. Chyba pójdzie cała butelka, bo jest niewiarygodnie pyszne.
Witchma - 25 maja 2010, 17:36

Natknęłam się ostatnio na wynalazek - Okocim Pszeniczne. Da się wypić.
Ozzborn - 8 czerwca 2010, 21:19

Belhaven Scottish Ale - genialne piwo, ale jednak 12 zł za butelkę (w sklepie) to lekka przesada :roll:
Kai - 8 czerwca 2010, 21:20

Różowe wytrawne.
Na trzeźwo tego meczu nie da się oglądać :evil:

Kruk Siwy - 8 czerwca 2010, 21:21

Panowla! Ozzborn, stawia!
Ozzborn - 8 czerwca 2010, 21:29

Kruku, a skąd ten wniosek? ;]

Poza tym Karczmę mam w ignorach ;P:

Kruk Siwy - 8 czerwca 2010, 22:09

w realu Ozzborn, w realu. Może być Belhaven Scottish...
Jak postawisz to się na drugi raz zastanowisz nad drzaźnieniem publiki.

Agi - 15 czerwca 2010, 21:22

Testuję nowe lokalne piwo: Gniewosz z browaru Gontyniec, ciemne naturalne.
W smaku podobne do Noteckiego, bardzo dobre.

Martva - 16 czerwca 2010, 17:15

Towarzyszka rodzicielka wymyśliła nalewkę z kwiatów czarnego bzu. Poszłam i nazbierałam. Teraz powiedziała 'to znajdź przepis, ja swój zgubiłam' :D Znalazłam, teraz nie wiem czy fermentować czy nie fermentować, ale wiem że nie dodamy arcydzięgla. Chyba ;P:
Iwan - 17 czerwca 2010, 15:49

Lubuskie z browaru Witnica, całkiem niezłe i piana się długo trzyma a nie jak te szuminy w niektórych
Kai - 17 czerwca 2010, 16:54

ORIGINAL by Stock. Całkiem niezłe brandy.
Martva - 26 czerwca 2010, 21:55

Pu-erh smakuje jak błoto. Miałam nadzieję że wersja cytrynowa będzie lepsza, ale smakuje jak błoto w które ktoś wdeptał cytrynę. Podobno wersja różana jest znośniejsza, ale się nie spotkałam.
Zielona herbata cytrynowa smakuje nijak.
'Smukła talia' z Vitaxu jest mocno taka sobie.

Iwan - 26 czerwca 2010, 22:03

Martva napisał/a:
Pu-erh smakuje jak błoto


:D ja się przyzwyczaiłem

Kai - 26 czerwca 2010, 22:07

Martva, pu erh earl grey jest dobra. Zielona z jaśminem też. Spróbuj też La Karnita, nie jest zła.
NURS - 26 czerwca 2010, 22:08

fuj! to jest temat o pici, znaczy piciu!
Martva - 26 czerwca 2010, 22:12

No tak, w temacie jest 'Co Wy pijacie?' a ja pijam trzy paskudne herbatki i jeszcze paskudniejsze białko z proszku.
Kai napisał/a:
pu erh earl grey jest dobra.

Nie wierzę. Użycie w jednym zdaniu słów 'pu erh' i 'dobra' bez uzycia słowa 'nie' budzi moją nieufność.

Ellaine - 26 czerwca 2010, 22:13

A ja dzisiaj piwo piłam, te z Poznania.
ilcattivo13 - 27 czerwca 2010, 00:22

a ja gorzałkę :D
Kai - 27 czerwca 2010, 07:03

Martva, no nie capi tak starym sianem, jeśli o to chodzi. Bergamotka skutecznie ten zapach zabija. Ale ktoś, kto przez wiele lat pija najrozmaitsze zioła nie jest odpowiednią rekomendacją, więc musisz spróbować sama.

A oprócz ziół pijam czerwone wytrawne wino, brandy i mineralną, o!

Ozzborn - 27 czerwca 2010, 10:41

A ja Żywe i ukraińskie Białe. Żywe takie se, białe pycha - z takim lekko winnym posmakiem - lekkie i orzeźwiające.
Kai - 27 czerwca 2010, 10:49

Piwo to ja lubię przede wszystkim trapistów. Mrrrr........
Zgaga - 29 czerwca 2010, 18:25

A, trochę ładnego designu:
http://www.everydaynodays...myGunVodka1.jpg
http://mail.janussa.pl/zd...D070-007-00.jpg

ilcattivo13 - 30 czerwca 2010, 07:21

w suwalskim Imperium mieli wódkę w butelce w kształcie AK47 :D Szkoda, że w smaku była nietęga...
dalambert - 30 czerwca 2010, 07:22

ilcattivo13 napisał/a:
w suwalskim Imperium mieli wódkę w butelce w kształcie AK47 Szkoda, że w smaku była nietęga...

toż to zasada, kitu handlowego. Forma przerasta treść :evil:

ilcattivo13 - 30 czerwca 2010, 07:24

ale wiesz, jeden pozytyw w tym AK47 znajduję - nie ja musiałem za niego płacić :mrgreen:
dalambert - 30 czerwca 2010, 07:26

Ryj krzywy, Sęp, Jeleń, to niewatpliwie najzacniejsze gatunki, acz czasami z jakością bywa problem :wink:
Chal-Chenet - 8 lipca 2010, 12:54

Zimny Żuber nie jest zły.
ilcattivo13 - 8 lipca 2010, 17:17

a mnie wczoraj ledwo przechodził przez gardło. Chyba spaniałem na Ciechanie :wink:
marynarz - 8 lipca 2010, 17:25

ilcattivo13 napisał/a:
Chyba spaniałem na Ciechanie

Nic dziwnego, to jedne z niewielu prawdziwych piw w Polszy.
Nie próbowałem jeszcze Stouta i Portera ale się skuszę chyba jutro i nawiedzę jakiś sklep w Białymstoku.

///edyta

Łomża zrobiła też niepasteryzowane ale jakoś średnio mi smakuje.

ilcattivo13 - 8 lipca 2010, 17:31

Łomża niepasteryzowana to jest dokładnie ta sama Łomża co i w innych butelkach "bulta". W tej chwili to najmniej smaczne piwo na rynku. Najtańsze piwo z Biedronki smakuje lepiej niż Łomża.
Ale najlepsza jest reklama tejże Łomży - "Tego w Warszawie nie mają" :lol: Że niby co - tak ch*jowe, że go nie ściągają? :mrgreen:

marynarz - 8 lipca 2010, 17:42

Oooooo, a propos Suwałk, kiedyś baaardzo mi smakowało Polarne Mocne ale luje jakieś zlikwidowali Browar Północny :(
Łomża Export jeszcze jest niezła. Z Żubra i Specjala ostatnio przesiadłem się na 'Tyske' jeśli chodzi o piwa.

ilcattivo13 - 8 lipca 2010, 18:36

suwalski Browar Północny "luje" z zachodniej Polski wykupili, bo za dużą konkurencję robiło (3/4 produkcji wędrowało do Łodzi i Poznania, nawet tam na miejscu puszkowali). Potem zamknęli produkcję i tylko butelkowali swoje, dowożone cysternami, piwa, a potem rozkradli maszyny, a co zostało sprzedali w czortu matiery prawie trzy lata temu...

A żal, bo piwo robili wyłącznie tradycyjne - takie jak teraz w Ciechanie...

Ale może się jeszcze jaki Jakubiak znajdzie, co zechce zaiwestować...

Ozzborn - 8 lipca 2010, 21:11

A mój brat ostatnio przytachał z Lilda budżetowy dżin (już o nim kiedyś pisałem) okazuje się, że jednak nie jest taki tragiczny szczególnie biorąc pod uwagę cenę i budżetową tequilę i tu już pełna satysfakcja, bo smakuje jak tequila, jest produkowana w Meksyku, rozlewana w Argentynie i kosztuje 33zł za 0,7 :mrgreen:
Matrim - 8 lipca 2010, 21:22

Ozzborn napisał/a:
i budżetową tequilę i tu już pełna satysfakcja, bo smakuje jak tequila,


A robiłeś test porównawczy? :)

Ja jakoś ostrożnie podchodzę do takich wynalazków po ostrzeżeniach kolegi i (raz) doświadczeniu własnym z biedronkowym rumem Senorita ;)

Ozzborn - 8 lipca 2010, 21:44

No klika razy zdarzyło mi się pić "drogą" tequilę, przy tak niewielkim doświadczeniu różnicę wyczuwam znikomą.

Daj spokój Seńorita to nie rum tylko tania wódka z Polmosu z zapachem rumowym. :roll: Natomiast dobry, tani i podobno ze trzciny jest również polski Galeon.

Matrim - 8 lipca 2010, 21:52

Ozzborn napisał/a:
tania wódka z Polmosu z zapachem rumowym


Ja tego zapachu nawet nie poczułem, ale mnie odrzuciło momentalnie, więc może nie zdążyłem ;)

Droga w sensie, że np. Olmeca? Bo pewne i zaufane źródło (czyli meksykański Polak) mówił mi, że to ma mało wspólnego z tequilą również ;) Taka marka dla "bogatych" z Europy i Ameryki. Zaznaczę, że Olmeci nie próbowałem, ale prawdziwą meksykańską i owszem i mimo nietypowego smaku wchodzi fajnie i się chce jeszcze i jeszcze. I jeszcze. I kaca się nie ma ;)

Ozzborn - 8 lipca 2010, 22:33

Też to słyszałem. Nie, jedna to była Sierra chyba, a druga jakaś taka złota :P
Chal-Chenet - 8 lipca 2010, 22:41

Za to Lidlowe (chyba) Amaretto było naprawdę dobre.
Kai - 9 lipca 2010, 07:50

Matrim napisał/a:
z biedronkowym rumem Senorita ;)

Toż to kiedyś był pierwszy polski rum! Choć ostatnio kupowałam go do ciasta i to nie to, panie dziejku, nie to... białe, a nie brązowe, butelka plastykowa (małpka) a nie szklana. Chyba tylko nazwa została.
Z budżetowych to Dark Whisky i wytrawne wina Sophia i Sakar. Wódek sie nie odważę.

hrabek - 9 lipca 2010, 09:16

Generalnie jak się raz wypije prawdziwej meksykańskiej tequilli (np. sprowadzonej z USA, z robakiem w środku), to wszystkie dostępne w Polsce okazują się cienkimi szczochami. I nie mają nawet trzech procent smaku tamtej tequilli.
Kai - 9 lipca 2010, 09:26

To ja polskiej nie piłam i mówisz, żeby nie pić? Na targach kiedyś z Meksykanami obaliliśmy najpierw tequilę, potem Szopena ;) i tequila mi ogromnie smakowała.
hrabek - 9 lipca 2010, 09:32

mi też. zawsze mi smakuje. Ale jak się raz spróbuje tej prawdziwej, to później pijąc "polską" ma się świadomość, że to zdecydowanie nie to.
Matrim - 9 lipca 2010, 09:36

hrabek napisał/a:
prawdziwej meksykańskiej tequilli (np. sprowadzonej z USA, z robakiem w środku)


Prawdziwa tequila nie ma robali :) Prawdziwy meskal ma ;)

Kai - 9 lipca 2010, 09:37

A piłeś tak jak nakazuje obyczaj? :wink: Trzeba przyznać, że to bardzo ciekawa kompozycja smaków.
hrabek - 9 lipca 2010, 09:51

Tequilla to też rodzaj mezcala. Ale może tu leży główna różnica:

Cytat:
Mezcal (lub mescal) - narodowa wódka meksykańska. Odmianą mezcalu najbardziej znaną poza granicami Meksyku jest tequila.[1] W przeciwieństwie jednak do tequili tradycyjny mezcal jest nie destylatem sporządzonym ze sfermentowanego soku, lecz z całego rdzenia (piña) agawy.


Całość tu: http://pl.wikipedia.org/wiki/Mezcal

Kai: tequillę piję czystą, w temperaturze pokojowej poprzedzając każdy kieliszek odrobiną soli. Nie zagryzam cytryną, bo nie mam takiej potrzeby, a jakbym zagryzał, to po którymś kolejnym kieliszku jestem już tak nacytrynowany, że mam dosyć.

Kai - 9 lipca 2010, 09:58

No właśnie tak mi bardzo smakowała, ale z limonką. A Meksykanom nasz Szopen :D
Matrim - 9 lipca 2010, 10:18

hrabek, Wikipedia nie zawsze jest dobrym źródłem ;)

Tequilę można nazwać odmianą mezcalu, ale mezcal, to nie jest odmiana tequili. Robale (lub chrząszcze, czy insze paskudztwa) to wyłączna domena mezcalu, nie tequili.

Po Polsce właśnie krąży mit, że tequila to jest to z robakiem i pije się z solą i limonką. Ale cóż, w Polsce whisky też się pije jak czystą wódkę, więc co poradzić? :)

Kai - 9 lipca 2010, 10:23

Ta, którą piłam, żadnego robaka nie miała, ale Meksykanie tak ją pili właśnie. Cóż, alkohol mają znacznie lepszy niż kotły. :D
Matrim - 9 lipca 2010, 10:25

Kai, to dobrze pili, ale tequila robaka nie ma ;)

Edit: A wołali przy tym: "arriba, abajo, al centro, pa dentro"? ;)

hrabek - 9 lipca 2010, 10:27

Matrim napisał/a:
Ale cóż, w Polsce whisky też się pije jak czystą wódkę, więc co poradzić? :)


A co masz radzić? Każdy niech pije jak mu wygodnie. Ja np. ostatnio whisky sączę też w temperaturze pokojowej bez niczego ze szklanki, małymi łyczkami. Ale nauczyłem się tego dopiero ostatnio, wcześniej w ten sposób była dla mnie niestrawna. A mój sąsiad wciąż daje z colą. Nie przeszkadza mi to, albo doleję coli i wypiję z nim, albo on ma gazowane, a ja piję czystą. Najważniejsze, żeby się nie męczyć przy tym, bo wtedy to co to za przyjemność.

Kai - 9 lipca 2010, 10:29

Matrim napisał/a:
Edit: A wołali przy tym: "arriba, abajo, al centro, pa dentro"? ;)


A myślisz, że pamiętam? Mocną głowę to ja może i mam, ale Meksykanie nie byli jedynymi, z którymi się brataliśmy :mrgreen:

Matrim - 9 lipca 2010, 10:38

hrabek napisał/a:
A co masz radzić?


hrabek, nic. Nikomu nie bronię, niech pije na zdrowie. Ale... Jak widzę "wielce-obytych-w-świecie", którzy (np.) szpanują piciem dwunastoletniej whisky, a wlewają ją sobie w gardło, to mnie to śmieszy :) To tak, jakbyś śląską roladę jadł z kuskusem. Można? Pewnie, że można, ale nie smakuje tak jak z kluskami :) W przypadku pewnych alkoholi istnieje wielowiekowa tradycja i kultura ich picia. Z herbatą zresztą też tak jest ;)

Kai - 9 lipca 2010, 10:45

Matrim napisał/a:
szpanują piciem dwunastoletniej whisky, a wlewają ją sobie w gardło

No niestety, tak bywa też. I koniak za czterocyfrową sumę dolarów też tak piją. Cóż, nie politykując, 40 lat odcięcia od świata robi swoje...

Whisky z colą też nie mogę przełknąć, brandy gorszej marki to co innego.

hrabek - 9 lipca 2010, 10:48

A ja nie osądzam. Niech każdy pije jak lubi. Kupi sobie niebieskiego Walkera za 600 PLN i wypije całego z colą - jego sprawa, co mi do tego. Stać go, to niech ma.

Btw. jadę po robocie Grant's Ale Cascet Reserve. W Piotrze i Pawle mają promocję po 40zł za flaszkę 0,7. Ze cztery sobie kupię :)

A co do dwunastoletniej whisky, to ostatnio sąsiad przyniósł 12-letniego Chivasa i nie dało się go pić czystego. Palił w gardło, niedobry. A jak kiedyś kupiłem czarnego Walkera, to tak pięknie drewnem smakował, że nawet teraz jak o tym piszę, to mi ślinka cieknie.

Kai - 9 lipca 2010, 10:51

A u nas nie ma P&P :(

W niektórych przypadkach jednak nie jest to "pije jak lubi" tylko "pije jak umie". Ale na to się też nic nie poradzi.

Matrim - 9 lipca 2010, 10:52

hrabek, może mam po prostu uczulenie na ostentacyjność ;)

Btw. na zdrowie! ;)

Edit: hrabek, poszukaj sobie Glenfiddich albo Highland Park. Pierwsza w Polsce jest, drugiej nie widziałem.

hrabek - 9 lipca 2010, 10:53

Kai: a jaka różnica?

Matrim: ostentacyjność, to się zgodzę. Z drugiej strony jakbym miał 600zł do przepicia na jedną flaszkę, to pewnie też bym szpanował, bo kto mi zabroni? :P

Matrim - 9 lipca 2010, 10:57

hrabek, nikt - jeszcze byś się mógł w tym kąpać ;)
hrabek - 9 lipca 2010, 11:03

A pewnie, że mógłbym. Byle nie publicznie, bo wtedy będę ostentacyjny :mrgreen:
Matrim - 9 lipca 2010, 11:07

:D
Kai - 9 lipca 2010, 11:08

hrabek napisał/a:
Kai: a jaka różnica?

Parę razy zdarzyło mi się słyszeć niekorzystną opinię na temat jakiegoś trunku, zwykle okazywało się, że był spożywany w niewłaściwy sposób. Te wszystkie zasady wymyślono chyba po to, żeby wydobyć jak najwięcej smaku? Tak mi się wydaje.

I wracamy do kawału o kąpaniu koni w szampanie :mrgreen:

Rafał - 9 lipca 2010, 11:40

Szanowni praktykanci masochizmu. Żar się z nieba leje, a wy tu zamiast chłodne piwko w cieniu (ect.) o barbarzyńskich samogonach. Głowa boli od czytania. ;P:
Kruk Siwy - 9 lipca 2010, 11:51

Natychmiast przestań czytać marne alkohole! Głowa odpocznie...
Rafał - 9 lipca 2010, 11:54

Na całe szczęście znam jednego takiego co sam pisze, taki utalentowany amator, wieczorkiem siądziemy i poczytamy rękopisy.
Kruk Siwy - 9 lipca 2010, 11:55

Te starsze polecam. I jakąś przekąskę intelektualną.
Kai - 9 lipca 2010, 11:56

Rafałku, a ja podmarznięta siedzę - nie ma to jak strategiczne miejsce pod dmuchawą :D

Rafał napisał/a:
wieczorkiem siądziemy i poczytamy rękopisy

Żeby Wam tylko światło nie zgasło... :P

Agi - 9 lipca 2010, 11:59

Kai napisał/a:
Żeby Wam tylko światło nie zgasło...

Poczytają brailem :mrgreen:

marynarz - 9 lipca 2010, 16:14

Matrim napisał/a:
A wołali przy tym: "arriba, abajo, al centro, pa dentro"?


Czy raczej: "Salud, amor y dinero!" :P

Kai - 13 lipca 2010, 17:45

Pyyyyszne, przepyszne białe wino wytrawne Trebbiano. Muszę się nauczyć tej nazwy, bo moje panie w monopolu sprowadzają świadomie tylko to, co im powiem :)
nimfa bagienna - 13 lipca 2010, 17:51

O właśnie. Wino. Jeśli te upały nie zelżeją, popadnę w galopujący alkoholizm.
Czerwone półsłodkie pół na pół z mocno mineralizowaną, bardzo zimną wodą jest genialne.

Kai - 13 lipca 2010, 17:55

nimfa bagienna, u mnie białe wytrawne z pręcikami albo kotkami (tzn kostkami w kształcie kota) lodu, albo mrożonymi owocami. Mrrrrr....
Pako - 13 lipca 2010, 18:12

A mnie wczoraj z nagłą i zza rogu dopadła ochota na piwo. Ot, takie zwykłe, chociaż i czym porządniejszym bym nie wzgardził. To się zaopatrzyłem w Warkę, zwykłą. Kiedyś smakowała mi bardzo, potem nie, potem znowu. Zobaczymy jak bedzie tym razem :)
Kai - 13 lipca 2010, 18:14

Uwielbiam piwo, ale pijąc je umarłabym z głodu. Dwa piwa dziennie i nie jestem w stanie nic więcej wchłonąć.
Pako - 13 lipca 2010, 19:11

No ja właśnie uwielbiać nie uwielbiam, chociaż wypiję ze smakiem. Ale czasem mnie tak bierze, że mam ochotę i nie ma zmiłuj, musiałbym się ze sobą bić, żeby mi przeszło. Na szczęście raz czy dwa razy w roku mi się zdarzy ;)
A warka dała radę. Dobra jest :) Chociaż z puszki (fuj..., ale z przeceny była, a darowanemu...)

Agi - 13 lipca 2010, 20:21

Zrobiłam sobie mix: świeży ananas, czerwony grejpfrut i zielone winogrona.
Bardzo orzeźwiające, a jakie zdrowe.

nureczka - 13 lipca 2010, 21:19

Prowadzimy prace naukowo-badawcze mające na celu opracowanie idealnego przepisu na Sangrię.
Kruk Siwy - 13 lipca 2010, 21:24

Ale to trwa... i trwa. Zmuszony zostałem do wspomożenia się Cuba Libre.
mad - 13 lipca 2010, 22:01

Jeszcze małe piwko przed północą i "Atak klonów" do tego. Właśnie przypominam sobie nową trylogię.
Ozzborn - 13 lipca 2010, 23:32

Calimocho i fajka. Generalnie idea jest taka, że powinno być budżetowe wino na pół z budżetową kolą, znaleźliśmy tylko wino (akurat hiszpańskie) z ostatniej imprezy i akurat odpowiednią ilość coli (niestety bleee) zero. Ale dało się wyzerować. To chyba jedyna forma alkoholu z kolą, która mi smakuje.
Kruk Siwy - 14 lipca 2010, 21:56

Nocna Sangria dojrzewa w lodówce po raz drugi. Tym razem eksperymentalnie dodaliśmy maliny. Się zobaczy się wypije.
Kai - 14 lipca 2010, 21:58

Kruku, daj jakiś przepis...
Kruk Siwy - 14 lipca 2010, 22:01

A to jak się wypróbuje to podamy, my Kruk i nureczka tudzież aspirant Licho.
nureczka - 14 lipca 2010, 22:04

Kruk Siwy napisał/a:
A to jak się wypróbuje to podamy, my Kruk i nureczka tudzież aspirant Licho.

Próbujemy, ryzykując własnymi wątrobami, aby Kruk mógł wam przekazać przepis idealny.

mad - 14 lipca 2010, 22:18

Znów jakieś piwko na dobranoc.
Agi - 15 lipca 2010, 15:12

Koktajl z czarnych jagód i truskawek.

Polecam interesujący artykuł na temat wina http://zdrowie.onet.pl/16...styl_zycia.html

Kai - 15 lipca 2010, 16:44

Agi, nie psuj mi przyjemności :P
Agi - 15 lipca 2010, 16:58

Daje do myślenia, prawda?
Kai - 15 lipca 2010, 17:23

Fakt, zwłaszcza, że coraz więcej jest takich ludzi - samotnych i skazanych właściwie na towarzystwo butelki i komputera.

A w temacie - jutro dostarczą to cudne winko, a za tydzień mam imprezę - ciekawe, czy innym będzie tak smakować jak mnie.

Fidel-F2 - 17 lipca 2010, 22:47

byłem u ojca, jakichś nalewek na truskawkach narobił, słodkie strasznie ale mniamuśne, nie poleżą
Rafał - 19 lipca 2010, 06:52

Wracając z Radkowa zajechałem do Czech, nabrałem trochę piwa. Primator wypuścił serię piw tmawych (ciemnych), jest Primator double 24%, 18% i chyba 15%, są też fajne zakręcane flaszki 1,5l zlatopramena. Zlatopramen bardzo fajny, Primatora się spróbuje, się napisze :wink:
Pako - 19 lipca 2010, 07:21

Raz piłem primatora. Zwala z nóg raczej, nie tego człowiek oczekuje po piwie. Tyle procentów, uh... ;)
Rafał - 19 lipca 2010, 07:24

Pako, Radków jest tak odpicowany, że musicie koniecznie tam zawitać, zgarnęli sporo kasy z unii na działania transgraniczne, że nawet chodniki i obrzeża przy zalewie z piaskowca wstęgowego porobili, fajne miejsce na Ziemi.

edit: procenty oznaczają nie alkohol, tylko ekstrakt, alkoholu jest z reguły mniej niż połowa.

Pako - 19 lipca 2010, 07:27

Może i mniej, raz piłem, miało chyba 15%. W ciepłe, letnie popołudnie skosiło.
A Radków brzmi dobrze, chociaż wyjazd ciągle jest w sferze planów. Ale umieszczę go tam ;) (znaczy Radków na liście do odwiedzenia :) )

Agi - 10 sierpnia 2010, 00:12

Popijam sangrię i czytam forumowe króciaki, ciekawe co będzie rano, znaczy co bardziej mi zaszkodzi :?: :mrgreen:
Zgaga - 10 sierpnia 2010, 14:03

Dostała cudnego smaku rakiję. Dobre, mocne.
Chal-Chenet - 14 sierpnia 2010, 14:21



Oba baaardzo dobre!

Poza tym kupiłem jeszcze Orkiszowe Miodowe (zaiste, miód!) i piwo zwane "Irish beer" - także jak najbardziej do wypicia. Trochę mniej smakowało mi Orkiszowe Pszeniczne, zbyt kwaskowe.

Rodion - 14 sierpnia 2010, 14:49

Co do Koźlaka, to popieram, co do drugiego nie znam... jeszcze :twisted:
Kai - 14 sierpnia 2010, 15:38

Vina Altair.
Białe, wytrawne. Pyszne do ryby, do picia luzem nieco za ciężkie.

Ozzborn - 14 sierpnia 2010, 17:53

a ja nic, robię sobie tydzień detoksu przed weselem chrześniaka mamy ;P:
To będzie dziwne uczucie, bo zaraz idę na piwo z kolegami zaopatrzony w butlę szprajta.

Aha zanim zacząłem odwyk spróbowałem oryginalnego porto i w sumie mój tatko znając tylko ogólny sposób produkuje coś co w smaku jest podobne a nawet lepsze momentami - tyle że bukiet ma uboższy, bo nie leżakuje w beczkach...

Zgaga - 19 sierpnia 2010, 06:51

Kurczaczki, ta otrzymana rakija (już przeze mnie wspominana) jest rewelacyjna. Szkoda że niedługo dno w butelce zobaczę.
ilcattivo13 - 19 sierpnia 2010, 08:16

Ozzborn napisał/a:
a ja nic, robię sobie tydzień detoksu przed weselem chrześniaka mamy ...


błąd amatora... Trening, trening i jeszcze raz trening. Nie ma innej podstawy sukcesu/braku "zgonu" :mrgreen:

Ozzborn - 19 sierpnia 2010, 10:07

ilcattivo13, właśnie też to sobie pomyślałem... ale mam nadzieję, że okiełznam się też nieco na samym weselu... choć oczywiście bez przesady :wink:
dalambert - 20 sierpnia 2010, 11:50

wczoraj małe zderzenie z domowym śliwkowym bimberkiem - cudo absolutne :D :!:
ilcattivo13 - 20 sierpnia 2010, 18:41

co mi przypomina, żeby wreszcie kupić nowe galony i wiadra do stawiania moszczu :wink:
Kai - 21 sierpnia 2010, 08:31

dalambert, ja próbowałam morelowego, z Austrii. Pyyyycha.

A w poniedziałek muszę pamiętać - 13.05 toast za firmę.

Matrim - 31 sierpnia 2010, 23:25

Białe portugalskie Leira Do Canhoto - było i się skończyło. Ale okazało się zadziwiająco dobre.
baranek - 1 września 2010, 09:58

jeszcze nie wiem co, ale jestem umówiony na piątek w knajpce, która ma wypisane na szyldzie: 'ponad sto gatunków piwa z całego świata'. nie wiem czy dam radę. jeśli w sobotę się nie odezwę - nie dałem.
Zgaga - 1 września 2010, 10:30

Włączył mi się odruch obronny. Po paru dniach picia piwa na Triconie musiałam zmienić smak: likier tiramisu.
I wystarczy.

Rafał - 1 września 2010, 10:32

baranek napisał/a:
jeszcze nie wiem co,
Niech zgadnę, ... piwo? :mrgreen:
baranek - 1 września 2010, 10:40

Rafał, przenikliwość godna pochwały. pochwalony zatem, się czuj. :D
Virgo C. - 1 września 2010, 10:59

Daj namiar na knajpę, jak coś przyjedziemy Cię ratować :mrgreen:
baranek - 1 września 2010, 11:06

Virgo C., na rynku nowomiejskim, pod tą apteką na rogu. no wiesz, tam gdzie 'zielony wieloryb' był kiedyś, zdaje się.
baranek - 4 września 2010, 09:55

najlepsze to jednak chyba są piwa polskie. takie, dla naprzykładu, 'lipcowe' całkiem smaczne jest. piwa japońskie są bardzo delikatne w smaku, nieco bardziej wyraziste, ale tylko troszkę, są piwa włoskie. piwa hiszpańskie, bardzo smaczne, ale jeśli ktoś nie lubi piwa mocno gazowanego - odradzam. i jedyne chyba, którego nazwę zapamiętałem - belgijski 'satan' - straszny szit. mocne, słodkie jakieś takie, upiłem i odstawiłem. aha, i na koniec - indyjski 'kingfisher' [zdaje się]. dziwne troszkę, ale smaczne.
mówisz barmanowi czego oczekujesz od piwa i on ci doradza. barmanka troszkę mniej zorientowana, ale też obleci [chociaż to ona mi tego 'satana' dała].
i to wszystko jakieś 150, no może 200 metrów od miejsca, w którym odbędzie się 'copernikon'.
ceny od 4 zyli [za bączka] do 20. w sumie większość mieści się w przedziale od 7 do 10 [objętości przeróżne, czasami podawane do trzech miejsc po przecinku].
wada miejsca - o 23.00 ostatni dzwonek i ostatnie zamówienia. chociaż dla mnie w sumie żadna wada, bo o 23.30 mam ostatni autobus do domu.
czuję, że mam nowe hobby. jeszcze parę rzeczy do sprawdzenia zostało. tylko głowa troszkę jakby mnie napieprza.

Virgo C. - 4 września 2010, 10:53

Tego Satana to chyba nawet kiedyś w sklepie widziałem. Kosztował ok. 50 zł za dużą butelke (1 litr)
Ozzborn - 4 września 2010, 15:20

baranek, to mówisz, że ten Toruń tak z grubsza jak na Bygdoszcz? :mrgreen:
Kai - 4 września 2010, 15:43

baranek, chimaya sprawdź - w kolejności niebieski (fioletowy), czarny, czerwony i biały.
A potem to się chyba nazywało Weisbier z plasterkiem cytryny.

baranek - 4 września 2010, 19:00

Ozzborn, Toruń to takie miasteczko koło Lubicza.
Pucek - 4 września 2010, 19:55

Ozzborn, możesz tratwą spłynąć - nie zabłądzisz :P


E: W następny łykend ( 11 i 12 września) można będzie popić miodu Wikingów!
Gród Jomsborg oficjalnie otwiera bramę na terenach między Centrum Olimpijskim a mostem Grota, zapowiada się niezła balanga.
Więcej na www.jomsborg.pl

Przy lipcowej bitwie kłuszyńskiej też był niezły jarmark, jedzonka różniste - ale kwasu chlebowego nic nie przebiło! W kilku odmianach, butelkowany albo z beczki - pycha!!!
Piwo jałowcowe też było, ale jakoś gorzej podeszło...

baranek - 12 września 2010, 09:21

efekt kolejnych piwnych eksperymentów:
średniosmaczne
http://en.wikipedia.org/wiki/Radeberger_Brewery
http://en.wikipedia.org/wiki/Bitburger_brewery

smaczne
http://www.beerstore.com.au/detail.asp?beerID=140

bardzo smaczne
http://www.browar-amber.pl/pl/nasze-produkty/zywe

chłodzi się dopiero, więc jeszcze nie wiem:
http://www.beerstore.com.au/detail.asp?beerID=681

podczas tych eksperymentów nie ucierpiało żadne zwierzę.
pozdrawiam. baranek doświadczalny.

dzejes - 12 września 2010, 09:42

A mi piwo żywe wydało się bardzo średnie. Za to niezłe jest "świeże z Mazur".
Virgo C. - 12 września 2010, 09:48

A to widziałem dwa dni temu :mrgreen:
http://www.browar-amber.pl/pl/nasze-produkty/harde

Wczoraj w końcu udało mi się napić Krakonosa. To piwo jest w Świebodzicach znane, wiele osób o nim mówiło, ale kupić go w moim rodzinnym mieście ni cholery się nie dało. A wczoraj dostałem w Katedrze i faktycznie, jest dobre :D

baranek - 12 września 2010, 09:48

dzejes, pan w sklepie mi tłumaczył, piwo żywe ma 5 tygodni przydatności do spożycia. w ciągu tych pięciu tygodni jego smak się zmienia. najlepiej trafić na ten pierwszy tydzień.
dzejes - 12 września 2010, 09:56

No to dam mu jeszcze jedną szansę, ale będę sprawdzał datę przydatności do spożycia, dzięki za cynk.

Piłem niedawno jeszcze Miodne - ciekawe połączenie, za ciemnymi piwami nie szaleję, ale tutaj ładnie się wszystko komponuje.

Martva - 12 września 2010, 18:28

Herbatka z pokrzywy. Jest obrzydliwa przez duże OBRZY.
ilcattivo13 - 12 września 2010, 19:12

Martva - pokrzywa jest dobra, ale jako dodatek do szczawiówki, albo jako składnik szczawiówki bez szczawiu ;P: Ale żeby ją pić... Mnie na razie jeszcze politura wystarcza :mrgreen:
Miria - 12 września 2010, 19:22

Kiedyś zaparzałam pokrzywę razem z miętą. W ten sposób dawało się ją wypić, ale w sumie nie wiem, czy to połączenie nie jest jakieś szkodliwe, czy coś.
ilcattivo13 - 12 września 2010, 20:15

szkodliwe to na pewno nie. Chyba, że ktoś ma za dużo żelaza we krwi, bo pokrzywa jest chyba najbardziej "użelazioną" rośliną jadalną. Do tego dobrze robi na odporność, wątrobę, kości (ma dużo wapnia i zapobiega wypłukiwaniu wapnia z organizmu - dlatego dodaje się ją do szczawiówki) i skórę. Nie wiem jak z nerkami, bo na pierwszy rzut mózgu, skoro zatrzymuje wapno, to raczej nerkom nie pomaga... Moja babcia zawsze miała na zimę nasuszonej pokrzywy i moja mama też suszy. Zbiera się tylko młode listki i czuby, wczesna wiosną.
Gustaw G.Garuga - 12 września 2010, 20:29

Parę dni temu na moim uwielbionym Zaolziu wszedłem w bliższy kontakt z czterema piwami pszenicznymi. Trzy z nich znałem sprzed lat, kiedy jeszcze próbowałem wszystkich zagranicznych piw, jakie tylko można było w Polsce i nie tylko znaleźć, ale wywietrzały mi już dawno z pamięci. Mój prywatny ranking:

4 Erdinger (niem.) - rozczarowanie, jakaś woda aromatyzowana.
3 Primator (czes.) - całkiem odświeżający, ale zarazem solidny
2 Edelweiss (aust.) - rześki, lekki, świeży
1 Paulaner Dunkel (niem.) - nowość - rewelacja, krzepki i świeży, pyszny do ostatniej kropli

A teraz sączę z porcelanowej czarki Veltlinske Zelene :D

Miria - 13 września 2010, 13:56

Gustaw G.Garuga napisał/a:
1 Paulaner Dunkel (niem.) - nowość - rewelacja, krzepki i świeży, pyszny do ostatniej kropli

Też lubię, wczoraj właśnie konsumpcja była. :)

Gustaw G.Garuga - 13 września 2010, 18:56

A, i jeszcze przywiozłem wodę mineralną Vincentka. Mineralizacja 9854 mg, a pośród jej licznych zalet opiewanych na etykiecie jest i taka: Upravuje metabolismus po alkoholovych excesech :mrgreen:
Kai - 13 września 2010, 19:20

GGG, rodzima Wielka Pieniawa podobno ma te same zalety :D
Gustaw G.Garuga - 13 września 2010, 19:31

Nie zdziwiłbym się :) Piłem nawet kiedyś - nie w związku z ekscesami ;) - ale nie pamiętam smaku szczerze mówiąc. Ta Vincentka to smakuje jak gdyby ktoś łyżkę soli wsypał...
Iwan - 13 września 2010, 22:15



to dziś piłem, smakowało mi

Kai - 14 września 2010, 07:46

Gustaw G.Garuga, Pieniawa jest łagodniejsza, praktycznie bez smaku, no. może odrobinę goryczki. Też nie na to piłam, dowiedziałam się przy okazji sprawdzania, czy pomoże na nadkwasotę. Pomogła. A na kaca podobno pomaga jeszcze pu-erh. Czysta, bez cukru, aromatów i najlepiej liściasta.

A w temacie szukam lekkiego w smaku białego wytrawnego wina.

Fidel-F2 - 14 września 2010, 07:48

Kai napisał/a:
najlepiej liściasta.
o w mordę
Kai - 14 września 2010, 07:59

Cytat:
o w mordę
Całe życie na herbatce z torebek? Współczuję :(
Fidel-F2 - 14 września 2010, 08:16

A ja wiem co sie stało! Autobus się zepsuł.
Gustaw G.Garuga - 14 września 2010, 11:41

Iwan napisał/a:
to dziś piłem, smakowało mi

O właśnie, widziałem wczoraj w Euro kilka piw browaru Cornelius (wcześniej Kiper) - białe, porter i ale. Chyba się skuszę.

Chal-Chenet - 14 września 2010, 11:44

Kai napisał/a:
Całe życie na herbatce z torebek? Współczuję :(

Ja generalnie tak właśnie pijam, ale ostatnio spróbowałem w pracy herbaty ze świeżej mięty. Mniam. :)

Kai - 14 września 2010, 12:11

Chal-Chenet, swego czasu poszłam na kompromis i działam starą radziecką, choć unowocześnioną metodą - siteczko do zaparzania z listkami :D .

Prawdziwa, świeża mięta bez landrynkowego aromatu. Mrrrr...

Chal-Chenet - 14 września 2010, 12:19

Inna sprawa jest taka, że zajmuje takie parzenie pewnie trochę czasu, zanim się dobrze naparzy i takie szmery bajery...
A poza tym ledwo się zrobi, a już jest letnia, jak na chwile o niej zapomnisz... A miewam tendencje, zwłaszcza przy książce lub kompie. :) A letnia herbata jest be.

Kai - 14 września 2010, 12:24

Dlatego chętniej piję zioła albo herbaty owocowe, wtedy temperatura nie gra roli :) A herbata-herbaciana tylko przy specjalnych okazjach. Prawdę mówiąc, tej nowej mody z podgrzewaczami też nie bardzo lubię.

A parzę zwykle 3-5 minut.

Chal-Chenet - 14 września 2010, 12:32

Ostatnio też mam smaka na owocowe, piłem coś z serii Vitax Superfruits (chyba malina + granat) i muszę powiedzieć, że dobra jest.
Muszę też spróbować jakichś "prawdziwych" herbat herbacianych, bo jak tak patrzę, generalnie piję substytuty (vide Minutka :) )

Gustaw G.Garuga - 14 września 2010, 12:34

Mnie te wszystkie dylematy omijają, bo herbaty nie piję w ogóle :) Jak chcę coś ciepłego, to mieszam wrzątek z mineralną.
Fidel-F2 - 14 września 2010, 12:36

Gustaw G.Garuga, skąd taka awersja? pobyt w herbacianym kraju nie pomógł?
Chal-Chenet - 14 września 2010, 12:37

Cytat:
Mnie te wszystkie dylematy omijają, bo herbaty nie piję w ogóle

O, a dlaczemu? Smakowo nie pasuje, czy masz jakieś inne powody?

Gustaw G.Garuga - 14 września 2010, 12:53

Nie miałem kiedy się przyzwyczaić ani do herbaty, ani do kawy z powodu niegdysiejszych kłopotów z sercem - podnosiły mi tętno. Herbaty piłem dość rzadko i raczej ziołowe i owocowe. Teraz niby mogę już pić, ale po prostu nie odczuwam potrzeby. Jak ktoś mnie poczęstuje, to nie odmawiam, ale na co dzień piję wodę i soki.
Chal-Chenet - 14 września 2010, 12:59

Rozumiem.
Co do soków, ostatnio próbowałem ananas-kokos (nie jest to w sumie tyle sok, co napój, tyż w kartoniku, zdaje się, że Hortex) i zostałem oczarowany smakiem. Generalnie uwielbiam kokos...

Gustaw G.Garuga - 14 września 2010, 13:03

Fortuna ma serię soków stuprocentowych, w tym winogronowe, w których jako żywo nie czuję winogron - lata picia soków rozrzedzonych i dosładzanych zrobiły swoje ;)
Kai - 14 września 2010, 13:33

Gustaw G.Garuga napisał/a:
winogronowe, w których jako żywo nie czuję winogron
a bo tam niewiele jest owocu w owocu, a może te owoce są gorszej jakości, bardzo lubię sok pomarańczowy, ale w fortunowym też ledwie te pomarańcze czuję. A nawet jeśli nie mają cukru, to z pewnością dowalają tam fruktozy, która się liczy jako cukier owocowy. W końcu większość jest z koncentratów. Jedyne soki owocowe, to te, które się zrobi w domu, niestety.
baranek - 22 września 2010, 08:08

o 'łomży niepasteryzowanej' chyba już pisałem? ciągle smaczna. podobnie jak włoskie 'peroni'. po tym stary poczciwy 'calsberg' już nie jest taki dobry. i pomyłka wieczoru: 'okocim pszeniczne'. każde pszeniczne jest takie wstrętne, czy tylko to?
Adon - 22 września 2010, 09:52

Wiele pszenicznych mi się zdarzyło pić - większość dobra lub bardzo dobra.
Za to jak by kto był w Londynie, to London Pride jest fatalny. Jeśli to ma być ich duma... :shock: Na szczęście poprawiłem sobie humor beczkowymi czeskimi - bardzo to zacnie, że dało je się kupić (kilka gatunków) w knajpie. :mrgreen:

Ozzborn - 22 września 2010, 12:01

baranek, Okocim to syf... z pszenicznych spróbuj ukraińskiego Obolona i koniecznie Frazischkanera (ciemny F. to najlepsze pszeniczna jakie piłem), Paulaner też nie najgorszy. Ale są to piwa specyficzne nie każdemu podchodzą.
ilcattivo13 - 22 września 2010, 12:39

miałem dziś "przyjemność" pić najgorszą herbatkę owocową ever. Po zaparzeniu pachniała jak chińskie zapachy do kibli, a smak miała jak nie wiem co. Ale na pewno nie smakowało toto jak herbatka owocowa. I bez trzech łyżeczek cukru na szklankę nie da się tego wypić... Choć, czy ja wiem... Świat jest duży, może i jaki masochista herbaciany by się na nim znalazł...
dalambert - 22 września 2010, 14:04

Ozzborn napisał/a:
z pszenicznych spróbuj ukraińskiego Obolona

stanowczo - wogóle Obolon to BARDZO zacny browar, a i kwas chlebowy robia doskonały :D

Adon - 22 września 2010, 14:11

Ja ostatnio piłem bardzo zacne ale, zwie się ono Berserker, produkowane przez browar na Hebrydach. Polecam!
Kyle Katarn - 23 września 2010, 09:54

Lubię przede wszystkim soki owocowe, a z alkoholi to likiery i drinki. Czystej wódki nie lubię, ale sok pomarańczowy 'z prądem' już tak. Słodkie wina też mogą być.
Kai - 23 września 2010, 11:18

ilcattivo13 napisał/a:
Po zaparzeniu pachniała jak chińskie zapachy do kibli

Nie znam produktu Mokate, który bym lubiła. Dopóki nie zakazano senesu, niebieski Fit był całkiem dobry na wszelkie żołądkowe problemy, ale teraz to taka sama maść na szczury, jak inne herbatki, a smakowo też gorsza.

Marzę o dobrym rieslingu.

Rafał - 23 września 2010, 11:37

Wstyd się przyznać, na dodatek publicznie, ale coś mi organizm piwa nie pozwala konsumować. Nie wiem, starość idzie czy co, może swoje już wypiłem, w każdym bądź razie z alkoholi pozostała mi tylko czysta, a i to naprawdę czysta. :|
baranek - 23 września 2010, 11:47

Rafał, to mija. ja tak miałem przez ponad pięć lat. podroby odmówiły współpracy i nie było zmiłuj się. ale nie poddawałem się i próbowałem od czasu do czasu. ze skutkiem niejednokrotnie prawie śmiertelnym. wieczorem dwa, trzy piwa, a rano niby wszystko dobrze a po południu utrata przytomności i zjazd. ale od pewnego czasu jak ręką odjął. więc wykorzystuję ten czas, bo nigdy nie wiadomo jak długo... ;P:
Rafał - 23 września 2010, 11:53

Znaczy się, trzeba twardym być :D Nie poddawać się, nie zniechęcać, ot dosłownie przed chwileczką kumpel dryndnął, przyjdźcie do nas - mówi - pogadamy, zrobimy flaszeczkę, może browarka - wspomniałem twoje nauki mistrzu i z westchnięciem się zgodziłem, bo
baranek napisał/a:
bo nigdy nie wiadomo jak długo... ;P:
;P: :mrgreen: :bravo
Adon - 23 września 2010, 20:57

Moniack Mead. Coś, co udaje miód pitny. Niestety tylko udaje. Ale też nie jest takie złe, a wiadomo, że na bezrybiu i rak ryba.
ilcattivo13 - 24 września 2010, 08:29

tak trzeba pić tequilę :mrgreen:
Gustaw G.Garuga - 24 września 2010, 09:14

baranek napisał/a:
pomyłka wieczoru: 'okocim pszeniczne'. każde pszeniczne jest takie wstrętne, czy tylko to?

Pszeniczne są wspaniałe, pisałem o nich trochę dwie strony wcześniej. Okocimia pszenicznego raz kiedyś spróbowałem, ale nie pamiętam, jak smakował. Chyba sobie jutro odświeżę pamięć, a żeby przeciwdziałać skutkom ewentualnej wstrętności, zaopatrzę się też w rewelacyjnego Paulanera Hefe-Weissbier Dunkel :D Ostatnio w carrefourze widziałem - opróczy rzeczonych dwóch piw - także litewskiego białego Svyturysa. Dawno temu piłem chyba portera Svyturys, ale białe ciągle przede mną. Wspomniany tu ciemny Franziskaner też mnie kusi...

dalambert - 24 września 2010, 09:20

Gustaw G.Garuga napisał/a:
Wspomniany tu ciemny Franziskaner też mnie kusi...
nie wiem czy to to, ale kiedyś otrzymałem kamionkową litrową flaszkę, korkowaną naturalnym korkowym korkiem z oplotem drucianym PIWA. Chybać nie pasteryzowanego, bo przy końcu ostożnego nalewania pojawił sie mały osad, piana znakomita, smak doskonały, na etykiecie było co to jakieś "klasztorne" jest. Niestety nieodnotowałem namiarów.
Ale dobre to to było :D

Kai - 24 września 2010, 10:43

dalambert, a nie było to piwo trapistów? Podchodzi mi opisem.

http://vinotinto.files.wo...e-quadrupel.jpg

Chimay też dostarcza kamionkę z korkiem w oplocie.

dalambert - 24 września 2010, 10:50

Kai, możliwe, coś mi sie z trapistami łączy, ale etykietka chyba nieco inna.
Kai - 24 września 2010, 11:36

To tylko przykład. Chimay ma kamionkową butelkę zamykaną jak szampan.
Gustaw G.Garuga - 24 września 2010, 14:12

Też miałem wspomnieć o trapistach. Mieli chyba trzy "moce" tego piwa, dubel, tripel i quadrupel i krzepkie kamionki (także w kolorze beżowym). Po skosztowaniu czegoś takiego człowiek nie może patrzeć na harnasie itp.
Kai - 24 września 2010, 18:18

Gustaw G.Garuga, a co dopiero wspiąć się na kopiec Waterloo :d
dziko - 24 września 2010, 18:53

Miłośnicy piw mało znanych powinni spróbować też lambic'ów - są to piwa produkowane metodą najbardziej tradycyjną, za pomocą tzw. fermentacji spontanicznej. W smaku trochę jak szampan :) U nas można było kiedyś kupić, nie wiem jak teraz, lambica o wdzięcznej nazwie mort subite :lol:
Rukan Wista - 24 września 2010, 19:16

ciemne Krusovice to je to!

i to jest jakaś porażka, że tak trudno dostać niepasteryzowane piwo. że o ciemnym, nie-porterze i nie-słodzonym nie wspomnę.

Rafał - 24 września 2010, 21:47

Rukan Wista, przybij piątkę, tmave krusovice, nebo desitka to je ono!
mBiko - 25 września 2010, 16:00

Gorzowiak miodowe, jasne i ciemne. Na razie nie mogę się zdecydować, które smakuje mi bardziej.
Rafał - 27 września 2010, 22:13

Trafiliśmy kapitalny miodek, dwójniak dzierżoniowski z ... Mazur. A aktualnie, za słuszną radą Baranka, stosuję terapię odczulającą Strongami :wink:
Gustaw G.Garuga - 27 września 2010, 22:21

Parę dni temu odwiedziłem Słowację, miałem przyjemność z kilkoma piwami pszenicznymi oraz nieprzyjemność z jednym Carlsbergiem. Tego się prawie do ust wziąć nie dało - po niefiltrowanych, a czasem nawet niepasteryzowanych pszenicznych taka wydestylowana ciecz to szok dla organizmu.

BTW, Okocim Pszeniczne sprawdza się dobrze jako popijka do ciężkostrawnego posiłku.

hrabek - 28 września 2010, 09:13

ja, co prawda, nie pszeniczne, ale też od jakiegoś czasu tylko niepasteryzowane. I jak później łyknę Tyskie, czy Carlsberga, to się dziwię, jak to w ogóle pić można. A kiedyś to moje dwie ulubione marki były.
ilcattivo13 - 29 września 2010, 11:23

dostałem na maila i chyba tu najbardziej pasuje. Nadawcy nie podam, info jest z SG (poprawiłem jedynie pisownię):

Cytat:
...Najciekawsze jednak jest sprawdzanie czy alkohol jest z prawdziwy czy syntetyczny. Prawdziwy alkohol zawiera jeszcze aktywny izotop węgla C14 (każda roślinka rosnąca w ziemi taki pochłania ) i w takim liczniku bardzo łatwo go wykryć - ponieważ połowiczny rozpad dla c14 wynosi kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy lat. Sztuczny alkohol zazwyczaj produkowany z ropy, benzyny, rozpuszczalników, płynów do spryskiwaczy samochodowych, rozcieńczalników i beep wie czego jeszcze, nie ma prawie aktywnego C14, bo już nastąpił połowiczny rozpad kilkukrotnie. Taką metodą można wykryć czy alkohol destylowany z naturalnych składników i czy nie zawiera też dodatków syntetycznych. Nasi wschodni sąsiedzi (Ukraina, Białoruś, Rosja) potrafią *beep* podrabiać polska wódkę i nie tylko. Nie dość, że podrabiają samą wódkę to i jeszcze podrabiają butelki *beep* tłoczone czy odlewane w szkle z tymi fikuśnymi ornamencikami, to jeszcze drukują banderole :) Takiej wódeczki podrobionej to się nie da nawet degustatorom-profesjonalistom wykryć, bo skład chemiczny wbrew podejrzeniom taki sam lub niemalże identyczny.[...]
[...]najczęściej można to kupić w barach, rzadziej w hurtowniach, chociaż jak są jakieś układy, to nic nie pomoże...


mam też dołączone zdjęcia, ale nie mogę ich tu wstawić. Enyłej, na tych kilku zdjęciach są najlepsze i najpopularniejsze wódki (Sobieski, Bols, Finlandia i ze 30 innych: polskich, słowackich, rosyjskich, itp.), rumy, koniaki, whiskey i spirytusy (nasz rektyfikowany jest i America's Corn Tradition [w oryginalnym plastykowym opakowaniu - aż sie łezka w oku kręci na wspomnienie] też jest).

mBiko - 29 września 2010, 20:02

Koreb Herbowe, dobre, chociaż mocno specyficzne. Słodkawe i bardzo korzenne.
dalambert - 29 września 2010, 20:30

ilcattivo13, To co, gorzałę licznikiem Geigera sprawdzać, czy inną cholera :?:
ilcattivo13 - 29 września 2010, 21:28

dalambert - pędzić samemu, albo pić Złota L. (bo nie podrabiają) :D
dalambert - 29 września 2010, 21:30

ilcattivo13, pędze, ale do Paradoxu to z rzadka chodzę z własną produkcją :wink:
ilcattivo13 - 29 września 2010, 21:44

rób większe ilości i zostań dostawcą Paradoxu :)
krisu - 30 września 2010, 00:26

Ja powiem szczerze, że byłem ostatnio zaskoczony, bo znalazłem na Allegro całą instalację bimbrowniczą.
Dalambert, wyciągaj kasę i zostań dostawcą,hehe.

http://allegro.pl/destyla...1235777011.html

Swego czasu mieliśmy teorię z kolegami, że ruscy nie podrabiają ćwiartek, bo się nie opłaca. Kupowaliśmy w naszym barze tylko całe 0,25l. Bo jak człowiek wypił trochę, to spod lady lali jakieś syntetyczne badziewie.I na stępnego dnia nie dość że kac to jeszcze lekkie podtrucie dochodziło. A teraz jest problem, bo w Unii ćwiartek niet. :(

ilcattivo13 - 30 września 2010, 08:08

alkohole w butelkach 0,25l też były na zdjęciach :wink:
Matrim - 2 października 2010, 21:49

Pigwówka rządzi :!:
merula - 16 października 2010, 22:53

czerwone wino, wytrawne. duuuużo czerwonego wina... :D
Ozzborn - 17 października 2010, 10:08

u nas też było dużo wina... różnych kolorów... i nawet mnie głowa nie boli :P
ilcattivo13 - 23 października 2010, 17:46

wszystkim miłośnikom wina i szampana polecam jutrzejszą powtórkę programu dokumentalnego Czy wiesz co pijesz?, na Dwójce, bodajże o 5:25 (nagrywanie rządzi :D ). Ew. można się cofnąć w czasie i obejrzeć dziś o 17-tej :wink:

Ja w każdym bądź razie, wina z Włochów, czy z Francy, do ust więcej nie wezmę. HOWGH. Szampana też. Sovietskoje Igristoje jest pewnie zdrowsze i trzustka mi po nim nie wysiądzie.

Godzilla - 24 października 2010, 19:13

Herbata z łącką gruszkówką od znajomej z Murzasichla. Ciekawe: nie ma typowej akcyzy. Nie mam pojęcia co to za historia i mam nadzieję że skoro od urlopu sporo czasu minęło a ja żyję, to jest to uczciwy napitek :mrgreen:
Rafał - 25 października 2010, 08:28

Całkiem, całkiem jest biały Krupnik, praktycznie bez efektów ubocznych :wink:
ketyow - 2 listopada 2010, 15:14

A jam wczoraj dwie dobre nalewki degustował. Z pozdrowieniami dla Lynx i meruli :mrgreen:
Zgaga - 2 listopada 2010, 16:52

Za dużo piwa. To nie jest dobre.
merula - 2 listopada 2010, 17:44

a ja ostatnio profanowałam cześć nalewek i piłam drinka: nalewka + tonik. mnie bardzo smakowało.
Agi - 4 listopada 2010, 21:33

Wznosimy toast za sukces Kolejorza metaxą.
Kai - 4 listopada 2010, 21:52

I chardonnay :) Niech żyje Kolejorz! :bravo
Ozzborn - 4 listopada 2010, 23:13

podwójny dżin z tonikiem w Para jest zaiste lepszy niż dżin pojedynczy gdyż jest podwójny :P
merula - 4 listopada 2010, 23:26

sok z wodą też ma swoje uroki ;P:
Ozzborn - 5 listopada 2010, 07:49

w zasadzie nie mogę się z tym nie zgodzić ;P:
merula - 5 listopada 2010, 20:43

bluźniłbyś, gdybyś śmiał ;P:
ilcattivo13 - 6 listopada 2010, 21:07

przez ponad dwa miesiące abstynencji prawie zapomniałem, jak dobry jest Ciechan :)
ketyow - 9 listopada 2010, 20:30

Piję sobie Komandosa, wyklinając swego losa!
Zgaga - 14 listopada 2010, 10:25

Wiśniówka rządzi. Tylko muszę znaleźć bardziej wytrawną niż Lubelska.
Pucek - 15 listopada 2010, 23:32

Właśnie wykopałam z zakamarków kuchni nalewkę poziomkową. Zeszłoroczną.
Niezła, i naprawdę poziomki się czuje :) mniam :)

Fidel-F2 - 15 listopada 2010, 23:38

Pucek, jakim cudem, można zrobić nalewkę pozimkową? Co za hart ducha.
merula - 16 listopada 2010, 00:03

Fidelu normalnie. Bardzo dobra jest. Wiem, bo sama robiłam.
Fidel-F2 - 16 listopada 2010, 05:52

merula, rzecz w tym, że nie byłbym w stanie uzbierać więcej niż szklankę poziomek, stąd mój podziw dla Pucka. Że dobra, nie wątpię.
Kai - 16 listopada 2010, 20:09

Zgaga, popytaj, jest parę takich z wisienkami np Galicyjska, jest świetna.

Sączę Blanc de Blanc pod krewetki w warzywach.

Iwan - 25 listopada 2010, 22:55

Popijam porto i poczytuje Gottland Szczygła
Preissenberg - 2 grudnia 2010, 21:26

Coca-colę, ale ostatnio mi się znudziła.
Fidel-F2 - 2 grudnia 2010, 22:29

wham się pomiędzy 'fascynujące' i 'niemożliwe'
dalambert - 2 grudnia 2010, 22:46

Fidel-F2, a może by "noo , no nowatorskie"
ilcattivo13 - 3 grudnia 2010, 11:09

mama zaczęła kupować oskołę, całkiem niezła, ale to nie je ten smak, co taka prawdziwa, świeżo-wiosenna, zbierana przez mojego wujka.
ketyow - 13 grudnia 2010, 21:30

Przydałby się wątek co nas szokuje, bo mimo że w sklepie buchnąłem śmiechem, wcale się to z perspektywy czasu tam nie nadaje.

Stolica, sklep monopolowy (mają łomżę i ciechana):
- Poproszę specjala.
- Słucham?
- Specjala czarnego.
- Ale że piwo się tak nazywa?

mBiko - 25 grudnia 2010, 11:40

Pół na dwóch do sniadania zdecydowanie zmienia nastawienie do świata.
Agi - 25 grudnia 2010, 12:35

Metaxa do kawy również.
ilcattivo13 - 25 grudnia 2010, 23:10

4 x Wyborny i pół Miodowego na "fajrant" :D Ciechan rządzi :D
terebka - 26 grudnia 2010, 10:51

Grzaniec z miodem, to wczoraj. Dzisiaj jeszcze czas, muszę najpierw żółtko wciągnąć, jak to mawia moja rodzicielka :wink:
aniol - 26 grudnia 2010, 11:36

u tesciowej skosztowalem likieru z karamboli (caramboli?) - bardzo slodkie, landrynkowe wrecz, nic nadzwyczajnego
Kai - 26 grudnia 2010, 14:35

Na razie nie odchodzę od białego wytrawnego. Ale możliwe, że na 'wprowadzenie" na sylwka kupię metaxę.

Na razie chodzi za mną zielone wino Gatao. Jeszcze 3 dni...

merula - 26 grudnia 2010, 14:44

dżin z tonikiem... dużo dżinu...
cudownie bezboleśnie :D

ilcattivo13 - 27 grudnia 2010, 13:32

wczoraj przy okazji chrzcin cztery razy jakiś czeski Bud-cośtam. Takie gorzkie i takie zgagotwórcze, że następnym razem prędzej sobie urynoterapię zrobię niż znowu sięgnę po ten szajs z Czeskiej Budy... Dobrze, że w domu miałem zapasik Ciechana, to mi trochę smak wyprostowało... :wink:
Rafał - 27 grudnia 2010, 13:36

Mam problem z piwami, było, że już zwątpiłem, niby jest kilkanaście gatunków piw w sklepach, ale *beep* takie, że przełknąć nie można. Ciechana niestety nie ma na półkach, ratuję się Perłą Chmielową, którą wypatrzyłem w jednym ze sklepów. Co się porobiło z tymi piwami?
ilcattivo13 - 27 grudnia 2010, 13:39

Rafał - poszukaj w sklepach typu "alkohole świata", bo w normalnym sklepie Ciechana raczej nie dostaniesz. Chyba, że właściciel jest smakoszem i ściąga także dla siebie :wink:
Rafał - 27 grudnia 2010, 13:47

ilcattivo13 napisał/a:
poszukaj w sklepach typu "alkohole świata"
Do najbliższego sklepu tego typu mam jakieś 60-70 km, za jedną krzynką nie będę tyle latał :wink:

Szkoda, że lokalne, małe browary nie przetrwały. "Potentaci" produkują siki do wypożyczenia, a małe browarki padły. Sobótka, Boguszów, Świebodzice, Świdnica, Nowa Ruda, Radków - chyba tylko miejscami kominy zostały.

Kruk Siwy - 27 grudnia 2010, 14:00

ilcattivo13, Rafał, u mnie na wsi jest w co drugim sklepiku. Ofensywa Ciechana trwa. Czyli warto zapytać nawet w osiedlowym sklepie.
savikol - 27 grudnia 2010, 14:05

Cytat:
Szkoda, że lokalne, małe browary nie przetrwały.


Niezupełnie. Kilka lat temu rozpaczałem tu, że padł browar we Lwówku Śląskim. Na miejscu oglądałem nawet ruiny wielkiej, pamiętającej XIX wiek, słodowni. Fabryka została zamknięta na trzy spusty i wyglądało na to, że rozsypie się, jak owa, sąsiadująca z nią słodownia. A tu niespodzianka! Jakiś rok temu browar został wykupiony i to przez Ciechana! Produkcja znów ruszyła i do sklepów wróciło tradycyjne Książęce Lwóweckie tylko z etykietką nawiązującą do piw z Ciechanowa. Jest dostępne nawet na mazowieckich wiochach, w mojej okolicy te piwa są w dwóch marketach.
Małe browary nie mają szans na samodzielną działalność, ale istnieje nadzieja na korporacje klasy Ciechana, które je przytulą, a same stawiają na piwa tradycyjne, lokalne, często niepasteryzowane.

ilcattivo13 - 27 grudnia 2010, 14:06

Rafał - jak ja dam radę rowerem zimową porą całą skrzynkę na plecach przez pół miasta przewieźć. I w czasie przedświątecznego szczytu, to i Ty dasz radę :wink:

Kruku - tak w sumie, to nie chce, żeby Ciechan był dostępny w każdym sklepie. Jak będą za dużo produkowali, to na bank się zepsuje. Niech to dalej będzie piwo tylko dla wtajemniczonych :)

Kruk Siwy - 27 grudnia 2010, 14:09

ilcattivo13, nie stanowię dla ciebie niebezpieczeństwa. Ciechana nie piję. Zostawiam je wtajemniczonym.
ilcattivo13 - 27 grudnia 2010, 14:09

ulżyło mi :wink:
hrabek - 4 stycznia 2011, 09:44

A u nas Ciechana nie ma. Przez jakiś czas był w Piotrze i Pawle, Miodowy rozchodził się tak szybko, że zawsze tylko puste miejsce na półce było, a mimo to PiP zakończył dystrybucję. Zamiast tego raczę się Lubuskim miodowym ciemnym. Z oferty piw miodowych dostępnych w PiP to jest najlepsze.

A przez święta popijałem mezcale. Ze skorpionem i z robaczkiem. Pychota. Znaczy mezcal, nie robaczki i skorpiony ;)

ilcattivo13 - 4 stycznia 2011, 12:09

nigdy więcej benedikinasa pod suszone daktyle :|
Ozzborn - 15 stycznia 2011, 19:33

módlcie się i zmieniajcie swoje drogi albowiem koniec jest bliski!!

Nie myślałem, ze nadejdzie dzień kiedy powiem, że smakuje mi bimber na myszach... ale niestety drugi spróbunek potwierdził pierwsze wrażenie - smakuje mi Jack Daniel's :shock:

Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że potrzeba było 3 metrowej warstwy węgla drzewnego, żeby to sprawić*

* http://pl.wikipedia.org/wiki/Tennessee_Whiskey

Jedenastka - 15 stycznia 2011, 19:41

Ozzborn napisał/a:
módlcie się i zmieniajcie swoje drogi albowiem koniec jest bliski!!
Jakoś mi się nie wydaje... widzę raczej początek ;P:
merula - 15 stycznia 2011, 22:44

wczoraj gin z tonikiem, dziś mojito. bardzo mi umiliły wieczory. :D
Agi - 15 stycznia 2011, 23:17

Ballantines przeciwwirusowo.
Rafał - 16 stycznia 2011, 01:43

Absolut citron i red, i nawet nędzny Sobieski jak się okazało niczego sobie.
ilcattivo13 - 17 stycznia 2011, 21:53

Rafał - mnie po 0,7 na łba kiedyś nawet Bols posmakował... :roll: A na drugi dzień mdlałem :|
Jedenastka - 21 stycznia 2011, 10:46

merula napisał/a:
dziś mojito.
Fajne, lubię.




Absynt, to jest coś... :P

Rafał - 22 stycznia 2011, 00:30

A ja tam piwkuję sobie, bo nad robotą siedzę, 3,3 bańki dzielę ;P: a tego bez hm, hm, nie razbieriosz :wink:
Agi - 30 stycznia 2011, 22:34

Degustuję zeszłoroczną pigwówkę, zupełnie przyzwoita wyszła.
Witchma - 30 stycznia 2011, 22:34

Agi, jakby mogło być inaczej ;)
Agi - 30 stycznia 2011, 22:41

Ma jeszcze jedną zaletę - jest jej kilka litrów. :wink:
Mały Olaf - 3 lutego 2011, 19:48

Smirnoff black i możemy poczuć się jak car Mikołaj.
Nemiroff żytnia z miodem, leczy nawet choroby ducha.
Captain Morgan pół na pół z gorącą herbatą postawi na nogi umarlaka.
Bimberek produkcji [...] z [...] wykonany z rodzynek i pomarańczy, lepszy niż wszystko, co do tej pory Pan Bóg dał ludziom.
I teraz wszystkie trącące torfem wynalazki ze szkockich gór możemy o kant *beep* rozbić.

Godzilla - 4 lutego 2011, 17:54

Góralska herbatka z gruszkówką. Po mocnych przeżyciach łatwiej jest powiedzieć "p***lę to".
Kai - 4 lutego 2011, 18:33

Chardonnay, jak zwykle.
Zgaga - 4 lutego 2011, 18:38

Mały Olaf napisał/a:

Nemiroff żytnia z miodem, leczy nawet choroby ducha.

Eeee... na zimę wole piercówkę na miodzie, albo miodówkę na piercu, jak kto woli :wink:

Mały Olaf - 7 lutego 2011, 21:29

Mrrrrr... Ja zasię właśnie ukołysałem żołądek butelką bursztynowo-czarnego portera spod znaku żywca. Doskonały. Podziela ktoś moje zamiłowanie do nieco ciemniejszych piw?
Agi - 7 lutego 2011, 22:16

Mały Olaf, polecam nasze lokalne ciemne piwo Gniewosz z browaru Gontyniec.
dalambert - 7 lutego 2011, 22:27

A mnie się czasami Guines marzy i już :D
Agi - 7 lutego 2011, 22:37

dalambert napisał/a:
A mnie się czasami Guines marzy i już :D

Oryginalnego Guinnessa właśnie z Driverem pijemy.

merula - 7 lutego 2011, 22:39

Agi, jesteś okrutna, toć dalambert się zaślini... :mrgreen:
Agi - 7 lutego 2011, 22:45

Życie bywa okrutne. ;P:
Syn nam przywiózł z Anglii, to nie damy się mu zmarnować. Znaczy Guinnessowi, nie Szymonowi. :wink:

dalambert - 7 lutego 2011, 22:54

I tak mi nie wolno, ale lubię, pijcie na zdrowie :D
Agi - 7 lutego 2011, 23:00

Dzięki, właśnie skończyłam. :D
Adon - 7 lutego 2011, 23:15

Agi napisał/a:
Syn nam przywiózł z Anglii, to nie damy się mu zmarnować. Znaczy Guinnessowi, nie Szymonowi. :wink:

Agi, którego? Bo jest zwykły i draught (niby nazwa przeczy, ale w puszkach jest). Oba IMO zacne.

Agi - 8 lutego 2011, 07:13

Przywiózł nam draught w puszkach. Z kuleczką do robienia piany. Driver rozpruł puszkę, żeby sprawdzić co w niej stuka. :mrgreen:
Rzeczywiście był bardzo dobry, ja zresztą jestem miłośniczką ciemnych piw.

Ozzborn - 12 lutego 2011, 02:01

Ja też.
Ale będąc w Anglii opiłem się przede wszystkim różnych różnistych ale. Uwielbiam.

A teraz sobie gin-martini - drink idealny.

Witchma - 12 lutego 2011, 18:38

Cytat:
A teraz sobie gin-martini - drink idealny.


Ty to potrafisz człowieka namówić :D

Ozzborn - 12 lutego 2011, 19:15

Witchma, :mrgreen:
Jedenastka - 12 lutego 2011, 19:18

Ozzborn napisał/a:
A teraz sobie gin-martini - drink idealny.

Ale tak ogólnie idealny czy w tamtej chwili? Bo dla mnie różne trunki/drinki są idealne - w zależności od nastroju i okoliczności.

Ozzborn - 12 lutego 2011, 21:47

akurat to i to. Ale jest ogólnie idealny dla mnie, bo:
- jest smaczny (jak się lubi oliwki, martini i gin - a ja uwielbiam wszystko)
- prosty (wlewasz, dolewasz, mieszasz, wsadzasz oliwke, pijesz)
- niedrogi (bo nie zawiera mnogości kosztownych i fikuśnych składników)
- wydajny :mrgreen:

Matrim - 13 lutego 2011, 00:00

Ozzborn napisał/a:
wlewasz, dolewasz, mieszasz, wsadzasz oliwke, pijesz


Wstrząsasz! :twisted:

hrabek - 15 lutego 2011, 14:42

Kilka dni temu w Auchanie natknąłem się na piwo marki Pedritos. W smaku jak Desperados, ale kosztuje 2zł za pół litra. I ponad siedem procent alkoholu. A skoro nie czuć różnicy, to po co przepłacać?
Iwan - 15 lutego 2011, 15:00

to ja ostatnio takie kosztowałem


browar Van Pur, takie sobie było

Matrim - 15 lutego 2011, 15:09

Ale dlaczego trzeba pić piwo o smaku tequili, skoro można się napić tequili o smaku tequili i piwa o smaku piwa?
gorbash - 15 lutego 2011, 15:11

To tak samo jak z lodami truskawkowymi jak można zjeść truskawki i lód.
Iwan - 15 lutego 2011, 15:20

Matrim, bo smakuje, tak jak miodowe na przykład, a nie popijam miodu piwem
Matrim - 15 lutego 2011, 16:46

gorbash napisał/a:
To tak samo jak z lodami truskawkowymi jak można zjeść truskawki i lód.

Oj, nie całkiem - bo w tym równaniu brakuje mleka :)

Iwan, tak tylko pytałem. I nie chodziło mi o popijanie jednego drugim, tylko o sam wynalazek ;)

Chal-Chenet - 12 marca 2011, 13:23

Czy piwo, które o tydzień przekroczyło datę ważności, a jest przechowywane w lodówce będzie zdatne do spożycia?

A w ogóle popijam sobie ciemne Lubuskie Miodowe. Miodowe. :)

Fidel-F2 - 12 marca 2011, 13:34

Chal-Chenet, jeszcze przez pół roku będzie zdatne, a przez następne pół będzie możne jeszcze wypić, zresztą, w co drugiej knajpie takie pijesz
Chal-Chenet - 12 marca 2011, 13:42

Dzięki.
Kai - 12 marca 2011, 21:38

Iwan napisał/a:
A teraz sobie gin-martini - drink idealny.
Wolę to, co mój kolega przyrządza - ostatni nazwałam "Doda" bo kolor miał paskoodnie rushoffy, za to w smaku był dość wytrawny :P
Iwan - 12 marca 2011, 21:57

ale to nie ja pisałem :D tylko Ozzborn
Ozzborn - 12 marca 2011, 22:30

właśnie też bym se głowę dał uciąć, że ja :P

to różowe to pewnie cosmopolitan?

Ja sobie zapodałem dziś daiquiri dla ubogich czyli golden rum z obrzydliwie zielonym ludwikiem... e znaczy sokiem limetkowym hortexu.

Kai - 13 marca 2011, 10:34

Iwan, korzystałam z automatycznego cytatu, pewnie forum coś przekłamało.

Ozzborn napisał/a:
to różowe to pewnie cosmopolitan?

Nie, grenadina, uwielbiam to!

Rafał - 26 marca 2011, 00:53

http://wiadomosci.wp.pl/k...,komentarz.html
Kompletnie, zupełnie się z facetem zgadzam. Okocim, Żywiec, Lech, Tyskie i kupa innych to są mieszanki wody gazowanej z niewiadomoczym z dodatkiem alkoholu, po których to wynalazkach głowa napierd... no, boli. :wink:
Zastanawiam się jeszcze nad Lechem w buteleczkach 0,33. Ujdzie pomału. W miarę jest Perła Chmielowa, o Ciechanie mogę sobie pomarzyć, najbliższy jest w jednym (sic) sklepie w Świdnicy. Co byście ludzie polecili?

Ozzborn - 26 marca 2011, 02:43

Konstancin ofkors! :mrgreen: hmm może mi się zdawać (po Amarentcie - 12%, 3,85 zł za 0,7l, cytrynówce barmańskjej 28%, 9zł za 0,5l i 3 browarach) ale w twojej okolicy powinien być dostępny Lwówek -zacny browar reaktywowany przez Ciechan. Oprócz Konstancina, Ciechana i Lwówka z prawdziwych piw to w zasadzie ostał się browar Kormoran i kilka bardzo pomniejszych... korporacyjnego g*wna w stylu Warki czy Żywca nie tykam nawet patykiem....
ketyow - 27 marca 2011, 21:52

Ooo, zgodzę się z tym panem z artykułu, Fortuna wymiata. Piwa mają nieco słodkawe, Czarne może trochę za słodkie, ale wypić sobie Czerwonego smoka, a potem wziąć łyka czegoś masowej produkcji - szoku można doznać.
Martva - 30 marca 2011, 16:07

Wyciągnęłam blender z kąta. Trzy małe buraki, marcheff, kiwi, pomarańcza i sok z pomarańczy (kartonowy). Miksowało się dość długo, konsystencja nie wyszła jak w typowym smoothie, ale ogólnie jest zadziwiająco pijalne. A mam jeszcze banany, seler, jabłka i dwie formy pietruszki...
merula - 30 marca 2011, 16:33

mnie by to chyba musiał ktoś podawać zrobione i nie mówić z czego to. wiem, uprzedzenia to fatalna sprawa, ale czasem są silniejsze niż rozsądek.
Martva - 30 marca 2011, 18:45

Naprawdę jest całkiem całkiem, ale po komentarzach na FB sądząc mnóstwo ludzi nie lubi buraków :shock:
Moja matka mówi że lepsze by było z bananem, bo ciut więcej słodyczy i 'gładsze' by było, ale mnie smakuje jak jest. Jutro będzie burak i jabłko, i nie wiem co jeszcze, może pietruszka :D

ketyow - 30 marca 2011, 18:47

Kluczowe pytanie: alkohol na początku czy na końcu?
Martva - 30 marca 2011, 19:13

Ale po co w ogóle?
ketyow - 30 marca 2011, 20:13

No i tu się zaczynają różnice w potrzebach :mrgreen:
mBiko - 4 kwietnia 2011, 21:28

Spalski półtorak gronowy. Jeden z najlepszych miodów jakie piłem. Zostało już tylko pół butelki.
Virgo C. - 5 kwietnia 2011, 19:15

@Rafał
Nie wiem na ile Ci się ta informacja przyda, ale w Świebodzicach w monopolowym przy rynku (konkretnie to chyba jeszcze ulica Żeromskiego) można dostać wspomniane przez Ozzborna Lwówki :)

U mnie w lodówce chłodzi się Łomża export miodowa. Na jakiś szał się nie nastawiam, ale a nuż się okaże dobra?

nimfa bagienna - 5 kwietnia 2011, 19:19

Virgo C. napisał/a:
U mnie w lodówce chłodzi się Łomża export miodowa. Na jakiś szał się nie nastawiam, ale a nuż się okaże dobra?

Napisz, jak wrażenia, bo u mnie w sklepiku osiedlowym jest tego multum, a jakoś przekonania nie mam.

merula - 5 kwietnia 2011, 20:12

opróżniam flaszkę od illcattivo. dobreeeee.....
Ozzborn - 5 kwietnia 2011, 20:26

Virgo C., nimfa bagienna, od razu mogę Wam napisać, że niedobra ;]
Wali sztuczniakiem na kilometr - do Ciechana się nie umywa.

Ja natomiast testuję nowy Konstancin - Pszeniczny. I tu miłe zaskoczenie, bo jest bardzo dobry - znacznie lepszy od pszenicznego Ciechana. :mrgreen: Myślę, że uplasuje się na drugim miejscu w mojej wew. klasyfikacji Konstancinów, za Żytnim, ale jeszcze nie zdecydowałem czy przed czy na równi z Bardzo Mocnym :P

Virgo C. - 5 kwietnia 2011, 22:24

Widać mi kubki smakowe się jeszcze nie zregenerowały (albo ich już całkiem nie posiadam), bowiem piwo uważam za nadspodziewanie dobre. Owszem, nie jest to klasa Ciechana, ale w porównaniu do innych piw miodowych, które miałem okazje pić, wypada bardzo dobrze.
Nie wyczułem także walenia sztuczniakiem na kilometr, co jest raczej domeną piw w rodzaju Miodowe mocne czy Maciejowe.

ketyow - 7 kwietnia 2011, 18:55

Niestety ja się zgodzę z opinią Ozzy'ego. Jedno z najgorszych miodowych jakie piłem. Obok Ciechana warte jest spróbowania Czarne Miodowe z browaru Fortuna. Nawet nie wiem czy nie lepsze, smak ciemnego piwa ma jednak taką mocną charakterystyczną nutę. Łomża nawet mętna nie jest. Z miodowych przymierzam się jeszcze do naszych olsztyńskich piw z BK. Za to jeśli już przy BK jesteśmy, to REWELACYJNY jest Irish Beer. Ze dwa lata nie miałem w ustach, a dawno nie piłem tak wyważonego w smaku piwa. Idealne połączenie, ani zbyt goryczkowaty, ani zbyt słodowy, nie wali chmielem. Bardzo dobry też Kormoran, nieco bardziej gorzkawy, ale pomimo, że mocno chmielone (aż 5 odmian chmielu, które przy produkcji wykorzystano), nie wali zielskiem w ogóle.
Virgo C. - 7 kwietnia 2011, 19:13

Kormorana piłem ciemnego i faktycznie było to całkiem ciekawe piwo. Z innych dobrych to browar Cornelius produkuje całkiem niezłe piwo. Mają zarówno piwo górnej fermentacji (jeden z chyba niewielu przedstawicieli tego typu piw na rynku), piwo pszeniczne miodowe, portera, zwykłego lagera oraz piwo greener - niefiltrowane i bez konserwantów. W sumie najbardziej polecam dwa pierwsze :)
Ziemniak - 7 kwietnia 2011, 19:15

A co myślicie o Perle chmielowej? Warto?
Virgo C. - 7 kwietnia 2011, 19:19

Nie wiem jak chmielowa, ale właśnie spróbowałem niepasteryzowanej - bleee!!
ketyow - 7 kwietnia 2011, 19:43

Niepasteryzowana nie jest taka zła. Nie jest jakaś nadzwyczajna, ale wypić można. Chmielową piłem w puszcze, bo nie mieli butelkowej i była fatalna. Ciężko mi więc ocenić, ale strasznie smakowała zielskiem, czego ja w piwie nie lubię.
Chal-Chenet - 7 kwietnia 2011, 20:35

A ja sobie ostatnio piłem własnej roboty ajerkoniak. Zawsze lubiłem słodkie alkohole, a ten trunek należy w mojej opinii do najsmaczniejszych.
Martva - 7 kwietnia 2011, 20:38

Weź puszkę masy krówkowej, 1-2 szklanki wódki i pół szklanki mleka, a potem potraktuj mikserem/blenderem na gładko. Poezja :)

Znaczy podobno powinno odstać ze dwa dni, ale... :roll:

Chal-Chenet - 7 kwietnia 2011, 21:12

Jutro siano chyba przyjdzie, więc wypróbuję. :)
Ozzborn - 7 kwietnia 2011, 21:54

Martva, ja robiłem wersję easy-strong, po prostu ugotowana puszka mleka słodzonego na ćwiartkę wódki. A że nie opyla się gotować 1 puszki 3h to robiłem 2 puszki na pół litra :P
Matrim - 7 kwietnia 2011, 21:58

Ozzborn, a po co gotować, jak za 5 zł można mieć ugotowaną ze sklepu? :) Taniej niż płacić za gaz/prąd/drewno/węgiel ;)
Godzilla - 7 kwietnia 2011, 21:59

Myślę że jak ugotujesz 5 na raz, będziesz miał na zapas i możesz to trzymać długo, długo... znaczy do zużycia.

Edit: Matrim, fakt, ja też raz w sklepie gotową masę dostałam. I zwykła krówkowa była bardzo dobra, a taka z czekoladą była błe.

Ozzborn - 7 kwietnia 2011, 22:12

Matrim, to było już ładnych parę lat temu jak takie luksusa były niedostępne :P
Ale faktem jest, że mamusia zawsze gotuje kilka i ma na zapas. Chyba nie ma do końca zaufania do tych "kupnych".

Godzilla - 7 kwietnia 2011, 22:18

Tak naprawdę jak chcę zrobić kajmak, np. do mazurka, gotuję mleko z cukrem i nie korzystam z gotowej masy. Ale do wyżerania łyżeczką z puszki, czemu nie. Albo do takiego napitku.
Martva - 8 kwietnia 2011, 08:27

Matrim napisał/a:
Ozzborn, a po co gotować, jak za 5 zł można mieć ugotowaną ze sklepu? :)

+1 :)

Ozzborn napisał/a:
Chyba nie ma do końca zaufania do tych "kupnych".


Ale do 'kupnego' mleka w puszce ma zaufanie? ;P:

Godzilla napisał/a:
I zwykła krówkowa była bardzo dobra, a taka z czekoladą była błe.


Czekoladowa masa krówkowa jest mocno taka sobie. Kokosowa i orzechowa lepsze, jako składnik alkoholowy też. Ale bezdodatkowa jest chyba naj.

Zgaga - 9 kwietnia 2011, 10:32

Dziś to mi się marzy kieliszek dobrej brandy.
Ozzborn - 9 kwietnia 2011, 19:44

O no proszę a ja wczoraj otworzyłem łoryginalny zalakowany francuski aramaniak z bodajże 2003 roku. Kuuurde dobreee, lepsze niż niejedno brandy. Szczególnie aromat wspaniały, ale i moc słuszna :)
ketyow - 12 kwietnia 2011, 17:15

Kupiłem tę Perłę Chmielową w butelce. Może się nada dla wielbicieli pilznera, ale raczej kiepskie piwo, nie wiem co się tak tym wszyscy zachwycają.
Kruk Siwy - 12 kwietnia 2011, 17:26

Nalewkę na orzechach. Trzeci dzień.
Agi - 12 kwietnia 2011, 18:30

Zachorzałeś?
Kruk Siwy - 12 kwietnia 2011, 19:11

Cios mokrą ścierką byłby przysługą.
Coś zeżarłem, ale nie wiem konktetnie co.

Jedenastka - 13 kwietnia 2011, 08:28

Ozzborn napisał/a:
Ja natomiast testuję nowy Konstancin - Pszeniczny. I tu miłe zaskoczenie, bo jest bardzo dobry - znacznie lepszy od pszenicznego Ciechana.
Przetestowałam wczoraj, smakował mi.
Ozzborn napisał/a:
Myślę, że uplasuje się na drugim miejscu w mojej wew. klasyfikacji Konstancinów, za Żytnim, ale jeszcze nie zdecydowałem czy przed czy na równi z Bardzo Mocnym :P
Jaka jest ta Twoja klasyfikacja Wnusiu? Ile pozycji?
(Nie za dużo pijesz? :wink: )

Co myślisz o Dawnym niepasteryzowanym?

Adanedhel - 13 kwietnia 2011, 08:37

Potwierdzam, Konstanciny są zacne.

Ale nie ma to jak Ciechan Porter. Muszę sobie zapisać, żeby zapytać w Paradoxie, czemu nie mają.

dalambert - 13 kwietnia 2011, 08:38

Adanedhel, Święte Słowa - ruszamy na forum Paradoxu z postulacją ?
Adanedhel - 13 kwietnia 2011, 08:40

Z pochodniami i widłami do Paradoxu, a nie na ich forum. Można wypytać kogo trzeba i od razu... zachęcić do podjęcia działań.
aniol - 14 kwietnia 2011, 23:08

jak sie robi skitlesówke :wink:
http://kwejk.pl/obrazek/42117

Fidel-F2 - 15 kwietnia 2011, 07:16

interesujące
Virgo C. - 15 kwietnia 2011, 09:28

Warte wyprobówania :)
Agi - 15 kwietnia 2011, 09:30

Wolę pigwówkę.
Martva - 15 kwietnia 2011, 13:40

O, to jest coś co mogłabym lubić. Kukulanka (kukułówka?) też jest fajna :)
merula - 15 kwietnia 2011, 22:21

Martva, było powiedzieć, stoi jedna butelka u mnie w barku.
Martva - 16 kwietnia 2011, 15:17

merula, ale to co nalewałaś też było fajne i też lubię ;)
ketyow - 19 kwietnia 2011, 15:14

Ice'ówka tanio wychodzi czy kukułówka, ale na skittlesówkę to trzeba by trochę wydać pieniędzy jednak. Aczkolwiek efekty wizualne piękne.




Martva - 19 kwietnia 2011, 15:26

ketyow napisał/a:
Ice'ówka


Jest fe i leci syntetycznym bananem.

Iwan - 21 kwietnia 2011, 17:43




smaczne, choć dla mnie za słodkie

Witchma - 22 kwietnia 2011, 15:02

W sklepie przypadkiem trafiłam na miodowe piwo Maćkowe. Wcale przyzwoite, mało słodkie.
dalambert - 23 kwietnia 2011, 10:10

Witchma napisał/a:
W sklepie przypadkiem trafiłam na miodowe piwo Maćkowe

A i Maciejowe Ciechana wcale zacne :)
A w naszym przydomowym sklepiku postarali się świątecznie i to jak
Browar Oboloń - UKRAINA -
Aksamitne - czerwone
Pszeniczne.
Białe.
Porter lwowski

Jesteśmy godnie zapatrzeni :D :D :D

Godzilla - 27 kwietnia 2011, 11:47

Słuchajcie, towarzystwo wszystkopijące, a znacie jakieś fajne powiedzonka związane z mieszaniem drinków? W sensie, że kto miesza, ten sobie narobi kłopotów?
dalambert - 27 kwietnia 2011, 12:03

Określenie :
sok z grejpruciów + spirytusik - "to idzie jak Jezusek w jedwabnej koszulce"

aniol - 1 maja 2011, 22:00

a ja dzis sprobowalem sobie orzechowego "Soplice"
wielce zacne , slodkie, mocne, silny posmak i zapach orzechow
bardzo, bardzo dobre

Martva - 2 maja 2011, 09:10

Cytat:
bardzo, bardzo dobre


+1!
Jest mega. Wolę od wiśniówki nawet ;)

ilcattivo13 - 2 maja 2011, 11:49

aniol napisał/a:
a ja dzis sprobowalem sobie orzechowego "Soplice"
wielce zacne , slodkie, mocne, silny posmak i zapach orzechow
bardzo, bardzo dobre


a dasz radę wypić 0,7 tego szuwaksu? :wink:

aniol - 3 maja 2011, 15:31

podejrzewam ze nie
ale nie ze wzgledu na to ze slodkie tylko ja z natury mam kiepska przyswajalnosc alkoholu i w polowie flaszki zasnalbym na stole

Chal-Chenet - 11 maja 2011, 18:53

Ostatnimi czasy parę nowych piwek.
Pokrótce:
Magnus Śliwkowy - Poezja! Mała butelka 0,33l i świetny smak, oparty na suszonych śliwkach. Ja je bardzo lubię, a producentom udało się uchwycić esencję. Bardzo polecam.
Lubuskie Jagodowe - Do jednokrotnego spróbowania. Bardzo przyjemny aromat, ale smak nie oszałamia. Można, nie trzeba.
Lubuskie Miodowe - Dobre, ale najlepszym miodowym wciąż pozostaje Orkiszowe Miodowe. Nie zaszkodzi spróbować, jak ktoś lubi takie piwa.
Łomża Export Miodowe - j.w. Miód nieco chemiczny. Ale da się wypić. (Dzisiaj kupiłem dwa, bo nie było Wiśni w Piwie, którą, swoją drogą, bardzo polecam)

Witchma - 11 maja 2011, 18:54

Suszone śliwki są zdecydowanie "afuj", ale taka wiśnia w piwie brzmi nieźle :D
Chal-Chenet - 11 maja 2011, 18:57

O właśnie, co kto lubi. A jak już kto lubi, to pokocha. :)
Wiśni spróbuj koniecznie. Mistrzostwo. Browar Kormoran, jak co. ;)

E. http://www.browarkormoran...ia-w-Piwie.html

Witchma - 11 maja 2011, 18:59

Chal, ja to nawet gdzieś ostatnio widziałam, tylko nie mogę sobie przypomnieć, gdzie :(
Ozzborn - 12 maja 2011, 00:23

miałem dziś okazję popróbować żinżińji szpiniejry [Ginjinha Espinheira] czyli najlepszej portugalskiej wiśniówki... łaaał to jest dopiero wiśniówka :D

a poza tym wypiliśmy z koleżanką litrowe wiaderko Long Island Ice Tea w Rozbiegówce w Warszawkich Pawilonach... jeśli ktoś będzie miał okazję to polecam - najfajniejszy bar w Pawilonach!

Jedenastka - 12 maja 2011, 08:06

Chal-Chenet napisał/a:
Magnus Śliwkowy - Poezja! Mała butelka 0,33l i świetny smak, oparty na suszonych śliwkach. Ja je bardzo lubię, a producentom udało się uchwycić esencję. Bardzo polecam.

Magnus powiadasz? Ze śliwką nie próbowałam. Nie lubię piwa z owocami. Ale może poszukam. Ciekawe czy bardzo słodkie.

Chal-Chenet napisał/a:
Łomża Export Miodowe - j.w. Miód nieco chemiczny. Ale da się wypić.

Próbowałam, zgadzam się z Tobą, ta Łomża da się wypić ale nic specjalnego.

Adanedhel - 12 maja 2011, 08:52

Chal-Chenet napisał/a:
ale najlepszym miodowym wciąż pozostaje Orkiszowe Miodowe

http://terazpiwo.blogspot...nym-browar.html

Chal-Chenet - 12 maja 2011, 09:22

Brzmi ciekawie, poszukam w moim sklepie. Chociaż coś mi się wydaje, że nie ma, wpadłoby mi w oko...
Adanedhel - 12 maja 2011, 09:24

No, ja nie mam dostępu do Orkiszowego...
Martva - 12 maja 2011, 09:26

Piłam ostatnio Czarne Miodowe i bardzo bardzo.
aniol - 12 maja 2011, 17:14

Witchma napisał/a:
Suszone śliwki są zdecydowanie "afuj", ale taka wiśnia w piwie brzmi nieźle :D


widzisz, a ja dokladnie naprzeciwko - wisnia w piwie jest wstrtna, a magnus sliwkowy bardzo dobry
ale o degustibusach...

Chal-Chenet - 13 maja 2011, 05:35

Bracie w śliwkach! :wink:
Virgo C. - 14 maja 2011, 12:07

Adanedhel napisał/a:
Chal-Chenet napisał/a:
ale najlepszym miodowym wciąż pozostaje Orkiszowe Miodowe

http://terazpiwo.blogspot...nym-browar.html

True. Piłem w pubie raz i ostatnio znalazłem sklep, gdzie mają je w ofercie. Lepsze nawet niż Ciechan miodowy czy wspomniany przez Chala Orkisz z miodem :)

aniol - 18 czerwca 2011, 12:29

ciekawy artykul o tym co sie dzieje w swiatku browarniczym
http://wyborcza.biz/bizne...opiuja_ich.html

Ice - 18 czerwca 2011, 14:35

Dzięki temu artykułowi i złotoustej Pani Rzecznik, dowiedziałem się, że Carlsberg Polska piwa nie warzy, tylko destyluje, pewnie dlatego smakuje jak smakuje. ;P:
merula - 3 lipca 2011, 21:34

dżin z tonikiem. z przyjemnością.
Ozzborn - 4 lipca 2011, 01:55

a mnie właśnie ostatnio coś się zepsuł smak na dżin z tonikiem - znacznie bardziej wolę gimlet.

A wczoraj odkryłem, że cuba libre z Bacardi jest całkiem, całkiem. To już trzeci po Long Island Ice Tea i calimocho alkohol z colą, który mi smakuje (przy czym z innym rumem już nie bardzo)

Iwan - 7 lipca 2011, 13:54

pojawiło mi się w sklepie Noteckie jasne i ciemne, wieczorem degustacja :D
Ozzborn - 7 lipca 2011, 17:14

wczoraj chyba wszystko :P nawet czysty spirytus... ciekawe doznanie ;P:

dzisiejsze doznania nie są za to już tak ciekawe ;]

Rafał - 8 lipca 2011, 07:21

:mrgreen: :bravo :mrgreen:

Ucz się Ozzi ucz, ale z umiarem, wszak viviere militare est :wink:

Agi - 13 lipca 2011, 17:04

Lis Rudy w Ciszy wyborczej napisał/a:
Agi napisał/a:
możemy się napić
Agi napisał/a:
pigwówki przy sposobności


dobra pigwówka, dobra. Lis Rudy lubi. :mrgreen:
Mi w zeszłym roku nie wyszła. Przez tą pokręcona pogodę i przymrozki późną wiosną, krzak u moich rodziców stracił większość kwiatów, co w efekcie przełożyło się na brak owoców jesienią. Nie pomogło nawet drugie kwitnienie. Ledwie tych owocków (twardych jak jasna cholera) starczyło na 0,7 litra wódki. Normalnie nasz 1 krzak daje tyle owoców, że i ja i moi rodzice mżemy spokojnie zrobić oddzielne zapasy-przeciętnie zużywamy na taki jednorazowy i jednorodzinny zalew po ok. 2,5-3 litrów wódki.
Przez ciekawość spytam-dodajesz cynamon do alkoholu ? I jeszcze jedno, robisz pigwówkę taką supersłodką czy mniej słodką a bardziej wytrawną ? Ja i małżowina wolimy wytrawniejszą. Moi rodzice robią taki słodki ulep że trzeba ją rozrabiać przy spożyciu gdyż inaczej grozi połknięciem kieliszka razem z zawartością.

Moja pigwówka jest raczej półsłodka ze wskazaniem na półwytrawną. Nie lubię słodkich ulepków.
Robię ją z owoców pigwy, nie pigwowca. Cynamon, goździki i wanilię w postaci nie mielonej dodaję do gąsiorka na jeden dzień, przed zlewaniem do butelek.
Właśnie degustuję sobie zeszłoroczną, która ostała się jeszcze w stanie nietkniętym.

Witchma - 13 lipca 2011, 17:13

A ja właśnie dostałam ślinotoku :roll:
Adon - 13 lipca 2011, 17:22

Probowal ktos z Was robic miod pitny? Jesli tak, moze sie podzielic przepisem?
Agi - 13 lipca 2011, 17:25

Witchma napisał/a:
A ja właśnie dostałam ślinotoku :roll:

Nie wypiję całej. :mrgreen:

Lis Rudy - 13 lipca 2011, 17:27

Agi, aż musiałem sprawdzić CO MAM W OGRÓDKU u rodziców, boś mnie skonfundowała :oops:
No i po obrazkach mi wyszło że ja pigwówkę robię z pigwowca :shock:
Całe życie się człowiek uczy...

Ja nie mam czego degustować-co to jest dla dużego chłopa 0,7 litra PRZEZ ROK ?
Nie dostało.

Agi - 13 lipca 2011, 17:29

Mam jeszcze z pięć litrów.
Mam też nalewkę z czarnej porzeczki, ale może dziś nie będę jej próbować, bo się urżnę. :mrgreen:
Lis Rudy napisał/a:
No i po obrazkach mi wyszło że ja pigwówkę robię z pigwowca :shock:

Zorientowałam się, że to pigwowiec, gdy napisałeś o owocach rosnących na krzakach, też mam pigwowca, ale nalewki z niego nie robię.

Lis Rudy - 13 lipca 2011, 17:40

Agi napisał/a:
Zorientowałam się, że to pigwowiec
Agi napisał/a:
ale nalewki z niego nie robię


Ale dobra jest ! Nic jej nie dolega, robi dobrze na żołądek, rozgrzewa dodana do herbaty, kręci, poprawia humor :mrgreen:

Czego chcieć więcej ? Że na drzewie nie rośnie ?
Szto nie szyszki :D

Agi - 13 lipca 2011, 17:42

Nie mam nic do pigwowca, ale co roku dostaję od koleżanki skrzynkę owoców pigwy, co aż nadto wystarcza na moje potrzeby. Pigwowca mam jeden krzak, rośnie w celach ozdobnych, bo owocki ma małe i trudne do przeróbki.
Witchma - 13 lipca 2011, 18:00

Agi napisał/a:

Mam jeszcze z pięć litrów.


:mrgreen: :bravo

Lis Rudy - 13 lipca 2011, 18:10

Agi, skrzynka po przerobieniu dla siebie, a z krzaka dla zalkoholizowanych gości forumowych. Pewnie i tak nie poczują różnicy ;P:
Ja owoce pigwowca rozcinam na połowki i drąże niewielką łyżeszką od herbaty żeby pozbyć się tych do niczego niepotrzebnych pestek. Ale fakt, robota żmudna, jak robienie tunelu widelcem do małży ;P:

A tak z innej beczki, ostatnio nabyłem zielone piwo. Takie kurde zielone jak płyn do mycia szyb. Nazywa się to to "Lubuskie zielone" i jest dość interesujące, chociaż moja lepsza połowa skrzywiła się jakby dostała czarnej polewki.
tu linka do browara: http://www.browar-witnica.pl/
Z tym że ona tak słabo przyswaja piwa o smakach inne iniż piwny :mrgreen:

Generalnie to nawet polecam, nie wiem czy na dłuższą metę da się to spożywać, ale w mniejszych dawkach jest całkiem, całkiem.

Jakimś trafem w sklepie było jeszcze to: http://www.mackowe.pl/
Strasznie kiepskie-brakuje smaku miodku, zamiast niego pośmiarduje w smaku jakiś sztuczno-chemiczny ersatz. Nawet schłodzenie nie pomogło niestety., bo jak się lekko ogrzało to już było absolutnie niestrawne. Zupełnie jak syrop na biegunkę. Poziom atrakcyjności smakowej zbliżony :?
Nie polecam.

pytanie pozawątkowe, ale z NURSEM w temacie:
Agi, czy NURS w ogóle to bywa na forum? Pożegnał się jakiś czas temu, to fakt. Ale na na zawsze ? Wiesz coś ? Może przynajmniej wziął się za pisanie tych niesczęsnych "Pól..." bo zajawkę pokazał i dalej nic.

Kruk Siwy - 13 lipca 2011, 18:15

Zajrzyj do niego na stronę. Może tam coś napisał. A - przekaż wyrazy szacunku małżonce, ja też raczej pluję czymś co piwo udaje a nim nie jest.
Kai - 13 lipca 2011, 19:30

Ktoś pił piwo czekoladowe? Bo nie wiem, czy już robić Młodemu awanturę za gusta, czy nie. Aczkolwiek chyba sama z własnej woli to może tylko łyczek na spróbowanie...

W temacie - Riesling. Mniam.

Agi - 13 lipca 2011, 19:36

Lis Rudy napisał/a:
Agi, czy NURS w ogóle to bywa na forum? Pożegnał się jakiś czas temu, to fakt. Ale na na zawsze ? Wiesz coś ? Może przynajmniej wziął się za pisanie tych niesczęsnych "Pól..." bo zajawkę pokazał i dalej nic.

Niestety nie mam kontaktu z NURSEM.
Na jego stronie wpisy są sprzed roku, może wyjechał do ciepłych krajów.

Kai - 13 lipca 2011, 19:43

Też nie do końca wiem, co się dzieje. Może ktoś ma telefon, zadzwoni i zapyta, czy wszystko OK?
Agi - 13 lipca 2011, 19:47

Może RD będzie coś wiedział.
Lis Rudy - 13 lipca 2011, 20:17

Agi, no właśnie o to chodzi-po tym jak po jednej z awantur trzasnął drzwiami i powiedział "bye" zniknął jego wątek i nie bardzo jest jak się dopytać o tfurczość :wink:

A stronę to chyba zlośliwie tak aktualizuje-"Pola..." z opublikowanego fragmentu będę znał za chwilę na pamięć. Złości to Lisa Rudego okrutnie.
Bo to wyszło jak z dziewczyną na zaawansowanej randce-rozpali, da nadzieję, odrobinę do posmakowania i już, już witał się z gąską...
I NIC.

Kai napisał/a:
Ktoś pił piwo czekoladowe? Bo nie wiem, czy już robić Młodemu awanturę za gusta


Zrób, tak profilaktycznie. Piwo czekoladowe. fuj. Albo go napój do pełna. Może na zasadzie degustacji negatywnej przestanie pić wynalazki i zacznie jak normalny człowiek-jasne z pianką :mrgreen:

Kai - 13 lipca 2011, 20:45

Lis Rudy napisał/a:
jasne z pianką

Mrau.
Ale młodzież to młodzież, pewnie nie masz dzieci w tym wieku. Niech wypróbuje. Mamusia mu od zawsze wpajała swoje zasady, on teraz musi poznać i zastosować swoje, zobaczymy, co wygra.

Lis Rudy - 13 lipca 2011, 20:49

Kai,
Kai napisał/a:
pewnie nie masz dzieci w tym wi
-chłe, chłe....
Mój młody jak przyjechał do kraju, to nawet mnie zdziwił co i w jakiej ilości przyswaja ;P:
W kwietniu 18 sie mu zrobiło.

merula - 13 lipca 2011, 21:12

Adon, postaram się odkopać dostany i wypróbowany przepis.

co jest, zaraziłam Was tą przelaną dziś pigwówcowówką?

Agi - 13 lipca 2011, 21:55

merula napisał/a:
co jest, zaraziłam Was tą przelaną dziś pigwówcowówką?

Dyskusja w "ciszy wyborczej" wywołała u mnie gwałtowną chęć spłukania żółci czymś dobrym, dlatego zaproponowałam Lisowi Rudemu, kontynuowanie znajomości przy pigwówce. :mrgreen:

Ozzborn - 13 lipca 2011, 22:05

Kai napisał/a:
Ktoś pił piwo czekoladowe?

Mam nawet na półce pamiątkową flaszkę po Young's Double Chocolate Stout... zły nie był, czekoladowy też nieprzeraźliwie. Wolę zwykłego stouta.

ed. lit

Martva - 14 lipca 2011, 10:02

Piłam jakies piwo czekoladowe na zasadzie łyk z czyjejś butelki i dobre było, ale wolę miodowe wynalazki (takie bardziej miodowe, bo wczoraj piłam coś miodowego i miodu było za mało jak na mój gust).
Adon - 14 lipca 2011, 10:29

merula napisał/a:
Adon, postaram się odkopać dostany i wypróbowany przepis.

Bede zobowiazany.

Rafał - 14 lipca 2011, 10:30

Lis Rudy napisał/a:
Nazywa się to to "Lubuskie zielone"
Uwaga, Achtung, Wnimanie Daite Pozor, Warning, 网上娱乐及互联网服, ショッピング, երաժշտական! Nigdy, ale to nigdy i pod żadnym pozorem, żeby nie było , że nie ostrzegałem.

Może to i Lisy pijają, ale one pewnie jakoś filtrują to przez ogon, albo co. Nie znam zastosowania tego płynu, możliwe że ma coś wspólnego z płynem hamulcowym. Fuj.

Adon - 14 lipca 2011, 10:35

Zielonym uraczono mnie raz. Nie mialem pewnosci, czy nie to poczciwy Ludwik do zmywania naczyn. Od tego czasu unikam jak ognia.
Rafał - 14 lipca 2011, 10:45

Ludwik daje taki gorzkawo-słodkawy posmak i tęczę w pianie (właściwie to chyba nie dawał skutków ubocznych, choć niektórzy mówili, że lepiej kopie). Ale tam w zielonym nawet Ludwika nie było.
Adon - 14 lipca 2011, 10:48

Nie probowalem Ludwika, stad brak pewnosci. Ale kolor sie zgadzal. Trauma zostala. :wink:
Rafał - 14 lipca 2011, 10:55

Ludwik w piwie przypomniał mi browar w Boguszowie-Zdroju, słynący z piwa markowanego jako beczkowy Książ na goryczce z byczej żółci. Piwo było rewelacyjne o ile było świeże, a świeże było tak w porywach do 12 godzin od nalania piwa do beczki. Tak, że jak zamówiłeś beczkę w browarze to trzeba było się śpieszyć z konsumpcją, bo na drugi dzień robił się taki kwach, że mordę wykrzywiało. Sprytne ajentki kuflotek ratowały się wtedy poczciwym Ludwikiem i dawało radę. Po browarze chyba ślad zaginął, a i aluminiowych beczek na pipę też już chyba nikt nie używa. I pomyśleć, że było to jeszcze jakieś 15 lat temu.
baranek - 14 lipca 2011, 10:56

http://beerofthecaribbean.com/tag/red-stripe/

mniamuśne, nawet mi nie przeszkadzało, że butelka wygląda jakby w środku był syrop.

Lis Rudy - 14 lipca 2011, 11:22

Rafał napisał/a:
Lis Rudy napisał/a:
Nazywa się to to "Lubuskie zielone"
Rafał napisał/a:
Może to i Lisy pijają, ale one pewnie jakoś filtrują to przez ogon, albo co

Rafał napisał/a:
Nigdy, ale to nigdy i pod żadnym pozorem, żeby nie było , że nie ostrzegałem


Ale ja napisałem że w malych dawkach i schłodzone wchodzi nawet sympatycznie !
W MAŁYCH DAWKACH :!:

A tak poważnie, to ja więcej niż 2 puszki/butelki tych smakowych wynalazków nie dam rady. Tzn. dam ale efekty będą straszne-zgaga i bul :wink: brzucha potworny
Dlatego jak mogę wybrać, to wybieram smaki piwne. Nawet z małych i oryginalnych browarów. Zrobię na wczasach zdjęcie (jak dadzą) wnętrza takiego malego sklepiku nad morzem, w którym właściciel sprzedaje w większości takie produkty-małe i lokalne. A bedzie tego z 50 rodzjów i każde inne. Ja ten sklepik nazywam "Rajem alkoholika" bo można tam wejść i polec już na etapie smakowania :mrgreen:

A zgranicznych piw nie lubie, bo mi cienkuszem zalatują. Zwłaszcza ćeskie.
Kupiłem kiedyś takiego STRONGA. Miał 4,8 alc.

Kai - 14 lipca 2011, 11:25

Adon, z zielonych napojów to ja tylko absynt. Który zresztą uwielbiam, mrrrrr
Lis Rudy - 14 lipca 2011, 11:35

Kai, u mnie sobie stoi cichutko w szafie (w barku by nie ustał).
A daleko to nie masz do Czech, możesz sobie ichni oryginalny absynt nabyć, taki w sześciokątnych czy innych kątnych butlach nabyć-ma 70% i trzepie równo, nawet w małych dawkach :D

Rafał - 14 lipca 2011, 11:37

Lis Rudy napisał/a:
Zrobię na wczasach
A tak z ciekawości, gdzie będziesz?
Lis Rudy napisał/a:
cienkuszem zalatują. Zwłaszcza ćeskie.
http://www.piwarium.pl/piwo.php?id=239
Co prawda niesmaczne, ale widziałem jeszcze mocniejsze.

Godzilla - 14 lipca 2011, 11:37

Kurcze, chyba się czegoś napiję. Mam się dosyć.
Kai - 14 lipca 2011, 11:49

Lis Rudy, poczekam aż "koleżeństwo" przyjedzie z wywczasów, podsunąłeś mi świetny pomysł na wejściówkę na imprezę :D
Lis Rudy - 14 lipca 2011, 11:57

Rafał, ja mam z rodzicami kupioną przyczepę którą zostawiamy na stałe w Łebie, więc od 14 lat tem jeżdżę. Na przemian z Pasterką. Niestety w tej ostatniej chyba mi się skończyła stała kwatera-fajna i sprawdzona, więc nie byłem tam już 2 lata. A szkoda, bo mamy tam parę fajnych miejsc. Ze szlachetnymi grzybami do zbierania włącznie.

Rafał, Primatora to ja w Nachodzie bezpośrednio w sklepiku przy browarze kupuję przed powrotem do domu, dobieram także niebieskiego, który ma TYLKO coś z 8%. To gdyby mi się ten czarny znudził. Minusem zakupów w Czechach jest to, że jak kupujesz w butli, to musisz zostawić kaucję która przpada jeśli zabierasz napitek do domu i nie wracasz.

A Primator dobry, dobry... :mrgreen:

Rafał - 14 lipca 2011, 12:04

Lis Rudy, no to Ci pomacham z Ustki :D

Primator puścił serie mocnych piw w plastikowych (bleee-fuj) butelkach 1,0 albo 1,5 l. Z tego co widziałem kupują tylko Polacy.

Lis Rudy - 14 lipca 2011, 12:08

Rafał, to se pomachamy z nad morza :wink:

A plastikowe butle do piwa :?:
Ochyda :!: :!: :!:

Ja nawet w Nachodzie, w sklepie przy granicy widziałem takie 5 litrowe baniaki z winem po kilkanaście koron i chyba tylko polacy to brali. To jakiś resling czy inszy odrdzewiacz był :mrgreen:

A ten Primator 10,5 to nie jest zły, oryginalny w smaku jak polski porter ale mordoskrętu nie dostajesz. Chyba że wywalisz takich z 5.
Ale wtedy to i podpałka do grilla wchodzi bez bólu :D

Adon - 14 lipca 2011, 13:13

Kai napisał/a:
Adon, z zielonych napojów to ja tylko absynt. Który zresztą uwielbiam, mrrrrr

Mi niespecjalnie, tyle wydziwiania, zeby sie spirytu napic. ;)
Nieee, z zielonych to chyba nic dla mnie. Przemawiaja za to do mnie kolory od zlocistych, przez bursztynowe, czerwienie, po prawie czern. ;)

Kai - 14 lipca 2011, 13:46

Lubię też zielone wino portugalskie El Gatao, zgadnij dlaczego? :D

Bursztyn też może być i głęboka czerwień też.

Rafał - 14 lipca 2011, 13:57

Kolor transparentny też jest niczego sobie ;P:
Rafał - 17 lipca 2011, 00:12

Dziwnie się pisze post pod postem, ale po tylu dniach chyba trzeba odświeżyć wątek.

Przyszedł sąsiad i stwierdził, że 0,7 krupnika na dwóch to jest nic. Trzeba było przetestować to zdanie i wyszło, że ma rację. Przy okazji należało sprawdzić, czy perła się u mnie w lodówce nie zwietrzała, czy kasztelan nadal dobry i czy noteckie nie jest złe. No więc nie jest. Hm, chyba mam gdzieś jeszcze jakieś p.strongi :wink:

Dobranoc :D

ketyow - 28 lipca 2011, 12:36

Gorące mleko z miodem... mmmm, pycha. Idealne na jesienne popołudnie.
Iwan - 28 lipca 2011, 13:58

będąc w Ustce znalazłem sklep piwa świata, kupiłem sobie na spróbowanie Ciechana i Ciechana miodowego, chłodzą się w lodówce
Ozzborn - 28 lipca 2011, 14:17

:shock: są tacy co nie próbowali jeszcze? ;P:

A ja tu testuję różne holenderskie i belgijskie piwa. Całkiem, całkiem, choć jednak wolę angielskie. co ciekawe tutaj tendecja jest zupełnie odwrotna. Zamiast, dosyć słabych piw sprzedawanych na pinty, preferuje się bardzo mocne piwa w małych puszkach,a częściej bardziej ekologicznie - butelkach. Albowiem w większości przypadków są one zwrotne i bardzo sprawnie się je oddaje w automatach przy wejściu do sklepów, w zamian dostając paragon, który zmniejsza nam saldo przy kasie. I nie ma, jakiejś głupiej paranoi, że tu nie oddasz, bo nie sprzedają takich piw, a tu nie oddasz bo nie masz paragonu. :roll: Poza tym automaty oddają tez kaucję za kraty, albowiem często są promocyjki, np. jak wczoraj krata 24x0,3l za 9 jewro. I jaka przyjemność wyłuskiwać kolejne piwka z takiej kraty :mrgreen:
A wracając do mocy - to byłem mocno zaskoczony, że po 3 małych piwkach poczułem się odpowiednio zmiękczony... ale jak się okazało że jedno miało 8% alko, a pozostałe 11% to dziwić się przestałem :mrgreen:

Iwan - 28 lipca 2011, 17:31

Ozzborn napisał/a:
:shock: są tacy co nie próbowali jeszcze? ;P:


niestety w mojej okolicy są niedostępne,
a u nas kupiłem sobie jabłko w piwie z browaru Kormoran

ketyow - 28 lipca 2011, 18:06

Ozzborn, na Boga, chyba ekstraktu?

Co do nie picia Ciechana, wyjąłeś mi to z ust ;P:

Ozzborn - 28 lipca 2011, 18:13

no ale niepicie, a niespróbowanie to jednak różnica.
i nie Wojtuś, nie ekstraktu :twisted: Też tak myśleliśmy ale okazuje się, że większość tyle ma. Oczywiście jest też sporo takich niewiele ponad 5% - ale mniej ;P:

ketyow - 28 lipca 2011, 18:17

Przecież to nie jest już piwo w ogóle :roll:
Ozzborn - 28 lipca 2011, 18:49

jest jest... drożdże wyżyją do ok 14% alko w środowisku :mrgreen:
ketyow - 28 lipca 2011, 18:58

Wiem, ale co z tego? Piłem jakieś holenderskie 10% piwo, też w puszce niestety. Było tak ohydne, że po prostu nazywanie tego piwem przeczy moim uczuciom (niemal religijnym) ;P: Jeżeli piwo ma więcej niż 9% nie będąc porterem - to nic dobrego z tego wyjść nie może.
Ozzborn - 28 lipca 2011, 21:16

hmm... belgijskie są ok np. Kasteel albo La Chuffe czy Mc Chuffe, a mają ponad 8 % też kwestia gustu. Jak powiedziałem ja wolę słabsze angielskie ale :D
Kai - 31 lipca 2011, 13:20

Ozzborn, ja kocham Chimay, jest boski, zwłaszcza czarny.

A właśnie dopiłam koledze niekochaną butelkę mezcalu, zeżarłam robaczka i popiłam calvadosem :D

Lis Rudy - 31 lipca 2011, 20:38

Keytow, ja właśnie trafiłem na zestaw najmocniejszych piw obecnie produkowanych. Linka tu: http://finanse.wp.pl/gid,...l?T%5Bpage%5D=1
Normalnie strach się bać-to nie piwa, to jakieś mózghotrzepy ! Jakiego to trzeba mieć później kaca potwora !!!

Kai, poprawiony avik lepiej o niebo, na poprzedni nie dawałem rady patrzeć ze względu na jakość-wyglądał jak klatka z niemieckiego pornola na VHSie :mrgreen:

Pewnie i ja kiedyś wkleje swoją paszczękę, na razie liski.

Kai - 31 lipca 2011, 21:56

Lis Rudy napisał/a:
wyglądał jak klatka z niemieckiego pornola na VHSie
Nie wiem, czy to mi pochlebia, w żyzni w pornolach nie występowałam.

Za to Martva sobie zyskała klientkę, teraz albo mi powie, czym mi avka obrabiała, albo dostanie każdy kolejny :D

Ponad rok trwało, zanim się odważyłam. Nie widzę zmniejszenia ruchu na forum, więc chyba aż tak nie straszę (choć ta grzywka zmarszczona a la Obi Wan mnie wkurza!)

Martva - 1 sierpnia 2011, 10:39

W GIMPie, jak zwykle :)
Lis Rudy - 1 sierpnia 2011, 12:39

Kai napisał/a:
Nie wiem, czy to mi pochlebia


To miało przede wszystkim nie obrażać a jakoś nie zagrało. Sie wytłumaczyłem w wątku avatarowym... :oops:

Kai - 1 sierpnia 2011, 13:27

Lis Rudy, Spokojnie :)

Wymyśliłam też na imprezę amontillado. Świetnie pasowało :D

dalambert - 5 sierpnia 2011, 13:01

Heeeejjjj !!!
mamy dziś MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ PIWA - Wasze zdrowie :D :!:

Kai - 5 sierpnia 2011, 17:34

dalambert, i Twoje, ale rieslingiem. :)
merula - 10 sierpnia 2011, 19:53

piłam dzisiaj wino Vlad Dracula (słyszysz Viking?.) całkiem przyjemne.
Matrim - 10 sierpnia 2011, 20:35

merula, z lekką nutką hemoglobiny? ;)
merula - 10 sierpnia 2011, 20:38

nie zaobserwowałam.
Iwan - 12 sierpnia 2011, 16:52

kupiłem sobie czerwonego Wędrowniczka, bo w promocji był
ketyow - 13 sierpnia 2011, 08:45

merula, gdzie można coś takiego zakupić?
merula - 13 sierpnia 2011, 11:05

w Auchan. na pewno u mnie.
Kai - 13 sierpnia 2011, 19:56

Bordeaux rocznik 2008 pod lasagne.
Calvados pod Futuramę.
Grand Marnier na lepsze trawienie.
A wszystko przetykane El Gatao.

Iscariote - 14 sierpnia 2011, 10:10

Wczoraj:
Westons Premium Cider
Odsiecz Wiedeńska Pinta
i jakieś ukraińskie pszeniczne, białe. Nazwy nie pamiętam, ale smakowało w sumie. Chociaż prawie jak gazowane.

ketyow - 14 sierpnia 2011, 20:25

Kurde, u mnie w Auchanie nie ma Vlada Draculi. Kupiłem za to jakieś miodowe za 1,95 już z butlą, 7,2% - strach się bać co z tego wyniknie ;P:
Ozzborn - 15 sierpnia 2011, 13:04

Iscariote napisał/a:
jakieś ukraińskie pszeniczne, białe.

Obołoń zapewne.

Iscariote - 18 sierpnia 2011, 23:00

Dzisiaj znów moja miłość: Westons Premium Cider, a prócz tego:
- 70 Szylingów, ten sam browar co Odsiecz Wiedeńska, jednak Odsiecz smakowała, to zaś nie ma smaku w ogóle.
- czeski Skalak. Ciemne i słodkie. Smakowało.

ketyow - 20 sierpnia 2011, 09:09

Wódka, whiskey wczoraj, a dziś wciąż pijany do pracy. Umieram.
dziko - 23 sierpnia 2011, 21:31

Wpadł kumpel na degustację. Zaczęliśmy od 20-letniej sherry oloroso Royal Corregidor, potem stary francuski rum Dillon i na zakończenie nasza ulubiona szkocka whisky Laphroaig w wersjach Quarter Cask i Cask Strength (niefiltrowana, 57% vol). Jak sobie pomyślę, że jutro rano mam wstać do pracy... :roll:
Agi - 5 września 2011, 00:11

Leczę bezsenność pigwówką. Ciekawe kto za mnie wstanie o szóstej do pracy.
aniol - 13 września 2011, 00:03

a ja nastawilem sobie nalewke na malinach
ale zeby bylo weselej na malinach zoltych
smakowo wyjdzie podejrzewam tak samo, ale kolorkiem zaskocze rodzinke przy degustacji

Agi - 13 września 2011, 17:41

Pigwówka z lodem i plasterkiem cytryny smakuje znakomicie.
aniol - 14 września 2011, 22:42

Agi napisał/a:
Pigwówka z lodem i plasterkiem cytryny smakuje znakomicie.

cytryna do pigwowki? po co?
a z innej beczki: Zubr ciemnozloty - edycja limitowana - generalnie zubra bardzo lubie - ten ciemnozloty jest troche wyrazistszy w smaku - fajny bardzo

Kruk Siwy - 14 września 2011, 23:17

Pigwówka Agi o ile dobrze pamietam jest dość słodka. Przełamanie słodyczy cytryną jest jak najbardziej uzasadnione i pewnie tworzy ciekawą kompozycję.
aniol - 14 września 2011, 23:24

Kruk Siwy napisał/a:
Pigwówka Agi o ile dobrze pamietam jest dość słodka. Przełamanie słodyczy cytryną jest jak najbardziej uzasadnione i pewnie tworzy ciekawą kompozycję.

hmmm - generalnie przywyklem do pigwowki slodko-kwasnej z przewaga kwaskowatosci, stad moje zdziwienie, ale ok za wyjasnienie dziekuje

Agi - 15 września 2011, 05:13

aniol napisał/a:
hmmm - generalnie przywyklem do pigwowki slodko-kwasnej z przewaga kwaskowatosci, stad moje zdziwienie, ale ok za wyjasnienie dziekuje

Wiele osób robi pigwówkę z pigwowca, którego owoce są bardzo kwaśne, ja robię z pigwy. Ma o wiele łagodniejszy smak. Dodaję niewiele cukru, tyle żeby puściła sok, ale i tak nalewka jest słodka (jak na mój gust) i dodatek cytryny nie szkodzi.

Matrim - 15 września 2011, 10:10

Mój tata zrobił ze dwa lata temu eksperyment z pigwówką (pigwowcówką właściwie). Zalewał nie spirytusem, tylko po trosze chyba rumem, koniakiem itp. Genialna wyszła. Miała piękny złoty kolor i smakowała wyśmienicie. Na dodatek po roku zmieniła kolor na brązowy. I jest jeszcze lepsza (szkoda, że mało zostało). Jedyny minus: tata nie zapamiętał proporcji i składników, a przepis gdzieś przepadł :) One time wonder...
Lis Rudy - 15 września 2011, 20:04

Matrim, przepis na pigwówkę jest dość prosty-z zebranych owoców wydrążasz nasiona (najlepiej małą łyżeczką), opłukujesz i wsadzasz do słoja. Potem dodajesz szklankę albo dwie cukru (w zależności czy wolisz ulep czy bardziej wytrawną), dodajesz albo szczyptę cynamonu w proszku albo (jak jedziesz na bogato) kawałek całej kory (tylko nie za duzo, bo się wypić nie da). Potem zalewasz słój do pełna wódką albo spirytusem i odstawiasz w jakieś ciemne i niegorące miejsce. Po minimum 3 miesiącach zlewasz (najlepiej po pół roku) cedząc przez gęstą gazę/watę/inny filtr (chodzi o nadanie napitkowi klarowności) i wlewasz z powroten do czystego słoja. Odstawiasz na dalsze kilka miesięcy i już masz nalewkę do picia. Im dłużej stoi tym jest ciemniejsza.
Amen

Matrim - 15 września 2011, 20:07

Lis Rudy, co do zasady tak, ale zalewka tamtej była mieszaniną różnych alkoholi, proporcje których przepadły w odmętach historii. Taka sama już nie wyjdzie...
Lis Rudy - 15 września 2011, 20:11

Matrim, znaczy teraz musisz robić eksperymenty z proporcjami w mniejszych objętościach. Potem co wyjdzie konsekwentnie testować. Najlepiej na sobie. ;P:
Za którymś razem trafisz.

Gustaw G.Garuga - 16 września 2011, 03:15

Ale to tyle roboty... Ja robiłem kiedyś nalewki ze wszystkich możliwych przypraw korzennych jakie tylko mogłem dostać (chyba nawet pisałem tu o tym), ale mi przeszło.
Iscariote - 16 września 2011, 18:17

Dzisiaj skosztowałem likieru Sheridan's. Ten dwukolorowy wynalazek czarno biały. Nawet fajne, bo smakuje jak "tiramisiu" :) No i ma sprytnie wymyśloną butelkę.
Kai - 16 września 2011, 18:23

Niezły, ale dla mnie za słodki.
Lis Rudy - 16 września 2011, 20:42

Mi smakuje Malibu ze skondensowanym niesłodzonym mlekiem z puszki.
Wiem. Takie trochę damskie.
Ale mi smakuje.

Niezły jest coctail pn. "BETON"
Mimo zaskakującej nazwy, to mieszanka BEcherowki i TONiku

Jade Elenne - 16 września 2011, 23:46

Sheridan's nie jest zły, szczególnie ta wersja biało-czerwona.

Jade pija herbatę (kokeicha, mleczny oolong, Cesarska perła - mrrrau!), w przerażających dla otoczenia ilościach.

A na Nordcon czeka już miód pitny przywieziony z Litwy.

Rafał - 3 października 2011, 07:55

Szkolenia firmowe są bardzo wyczerpujące i dają bardzo dużo do myślenia. Obudzić się w spodniach to nie jest coś bardzo dziwnego, ale obudzić się cudzych spodniach, hm, daje do myślenia. :lol:
Kruk Siwy - 3 października 2011, 07:58

Damskie?
Rafał - 3 października 2011, 08:09

Niestety, a może i stety nie :| :wink:
Lis Rudy - 3 października 2011, 08:25

Rafał, chyba mam pewne obawy przed napiciem się z Tobą kufelka...
Bardzo lubię SWOJE spodnie :wink:

mBiko - 27 października 2011, 20:02

W celach leczniczo-psychologicznych grzaniec na miodzie. Z braku innych korzeni zadowalam się goździkami.
Iwan - 27 października 2011, 20:41

O, właśnieś mnie natchnął mBiko, idę se też naszykować
Ozzborn - 27 października 2011, 21:46

Ja zamierzam otworzyć właśnie rozpoczęty 5-dniowy weekend razem z moim kolegą Jackiem :D
Iwan - 28 października 2011, 14:34

Trybunał Miodowe, dobre piwo
Adon - 28 października 2011, 16:43

Ozzborn napisał/a:
Ja zamierzam otworzyć właśnie rozpoczęty 5-dniowy weekend razem z moim kolegą Jackiem :D

Sparrowem? :)

Ozzborn - 28 października 2011, 18:02

Nie do końca - choć efekt był sparrowopodobny :P
Iscariote - 29 października 2011, 11:32

Nie wiem czy jest w innych miastach też, ale byłem wczoraj w De Brasil. Coś jak Bierhalle tyle, że Brasil. Też robią swoje piwa na miejscu (pszeniczne, pils, miodowe, ciemne - 12zł/litr) Jakość chyba porównywalna.
Z ciekawostek, można tym piwem grać u nich w warcaby. Wlewają jasne i ciemne do takich mini kufli 0,2 i heja, co zbijesz to pijesz. Oczywiście szybko wygrałem. :twisted:

Witchma - 29 października 2011, 11:46

Iscariote, któryś Łosiek się tam nawet skończył :D
merula - 29 października 2011, 16:14

tym razem świeżuteńkie piwo z tanka w browarze Konstancin :D
Gustaw G.Garuga - 30 października 2011, 05:58

Erdinger Weissbier Dunkel. Najdroższe piwo w lokalnym supermarkecie - ok. 10 zł za buletkę - droższe od ginesów, karlsbergów i reszty ferajny, ale zdecydowanie warto. Jeszcze jakby sprowadzili Paulanera Weissbier Dunkel.......
Rafał - 2 listopada 2011, 21:58

Pierwszy raz żona każe mi wódkę pić. Niestety jakaś pogańska anyżówka w barku tylko była, a fuj. Grabarze po ekshumacji też mi kazali z rana setkę walnąć. Zmówili się czy co? Fakt faktem, buchnęło z grobowca nieziemsko.
Kruk Siwy - 2 listopada 2011, 22:13

Opowiadaj co, kto i kto prowadził ceremonię.
Rafał - 3 listopada 2011, 07:41

Chyba każdy stary, porządny cmentarz ma takiego swojego "Pana Roberta", grabarza z pokolenia na pokolenie. Pan Robert, szczupły, schludny, elegancko oprószony siwizną jegomość wraz z wesołą gromadką wiecznie napranych "pomocników" sprawuje niepodzielną władzę na cmentarzu, nie podskoczy mu nawet sanepid. Choć żalił się, że ostatnio za dwa klocki musiał kupić skrzynkę na szkielety, a procedury chociażby z ziemią ekschumacyjną są takie wydumane i wyśrubowane, że jakby w podobny sposób chciał o pracowników zadbać to musiałby chodzić za nimi, smarować denaturatem ich członki, a głowy posypywać wapnem niegaszonym. A przecież wystarczy dla zdrowia setka przed i setka po robocie.

Grobowiec był dziadkowy, nie otwierany od prawie 40 lat, szczelna betonowa skrzynka. Po wyłamaniu wieka tchnęło takim lodowatym powietrzem, że "chłopaki" jak na komendę zaczęli pluć, charkać i smarkać. Znaczy się, oddawali cześć Higienie. Dalsze procedury pominę milczeniem, bo obiecałem nie zdradzać sekretów bractwa. :wink:

Agi - 5 listopada 2011, 21:53

Przypadkiem odkryłam w piwnicy trzylitrowy słój nalewki wiśniowej zrobionej kilka lat temu.
Degustuję właśnie, bardzo zacna.

czterdziescidwa - 5 listopada 2011, 21:55

Agi, ale chyba nie wszystko naraz?
Agi - 5 listopada 2011, 22:03

Jeden kieliszek zupełnie wystarczy. Resztę zostawię na zimowe wieczory.
Ozzborn - 6 listopada 2011, 00:45

koncert Kultu zobowiązuje.. po zakończenu udaliśmy sie do pobliskiego nocnego i na pobliskim podwórku rozpracowaliśmy lubelską Cytrynówkę... niestety już tę z kłamliwie obniżonego procetarzu :( http://menstream.pl/wiado..._campaign=wykop
Iscariote - 6 listopada 2011, 10:19

Noteckie Eire bardzo mi zasmakowało.
aniol - 12 listopada 2011, 21:20

nalewka z czarnego bzu - robil ktos? pijal?
bo w ramach eksperymentu wlasnie jestem w trakcie robienia - ale na etapie macerowania smierdzi okrutnie - minie toto? i jak wychodzi smakowo?

Iwan - 12 listopada 2011, 21:33

nalewki nie robiłem, używałem bzu jako dodatek do wina, wychodziło pyszne
merula - 13 listopada 2011, 00:02

moja mama robiła wino z bzem i było fajne, ja dodałam soku z bzu do nalewki z pigwy, konsumenci sie zachwycali.
Godzilla - 13 listopada 2011, 15:05

Produkuję właśnie coś na kształt nalewki mandarynkowej, z naruszeniem wszelkich przepisów kulinarnych :mrgreen: Skórki zamiast 3 tygodnie leżały w spirytusie ponad rok, a teraz dla... no nie wiem, kawału czy głupoty, zlałam płyn do resztek ananasówki z goździkami i zaprawiłam rozpuszczonym cukrem. Co z tego wyjdzie, to sam Jakub Wędrowycz chyba nie będzie wiedział.
Agi - 13 listopada 2011, 15:12

Godzilla, to raczej będzie zaprawa do wódek, przy tak intensywnym bukiecie.
Godzilla - 13 listopada 2011, 15:16

Się zobaczy :mrgreen: Pewnie będę czasem dolewać do herbatki. Na razie stwierdzam, że jest dość słodka, trochę gorzka, a ten cynamon i goździki, które straszyły w ananasówce, nareszcie osiągnęły jakieś znośne stężenie. Teraz będzie sobie stać i nabierać mocy urzędowej.
baranek - 23 listopada 2011, 18:14

potrzebuję w miarę dobrej tequili [taka ciecz] w rozsądnej cenie. ktoś może mi przybliżyć temat?
Agi - 23 listopada 2011, 18:28

Porównanie cen
baranek - 23 listopada 2011, 18:34

Agi, ceny już porównywałem, ale bym nie chciał na pierwszy raz jakiegoś szitu kupić. szczególnie drogiego szitu :) nie trybię różnicy między tą tequilą z "Biedronki" [za trzy dychy] a tą ze "Świata alkoholi" [za sto parę złotych]. no i jeszcze 'silver', 'gold'... może ktoś jest smakoszem i mnie pokieruje?
Godzilla - 23 listopada 2011, 18:45

Kai kiedyś chyba wspominała o tequili, czy o mezcalu. Może coś będzie wiedzieć, tylko kiedy ona będzie na forum?
Agi - 23 listopada 2011, 18:55

Do Kai najlepiej wysłać wiadomość na FB, tam częściej zagląda. Ja na tequili nie znam się zupełnie, nawet nigdy nie piłam.
Dziś do popołudniowej kawy wypiłam odrobinę koniaku i jest mi cieplutko.

Kai - 23 listopada 2011, 19:50

Jestem jestem. Chcecie coś wiedzieć o tequili czy mezcalu?
Agi - 23 listopada 2011, 19:54

baranek napisał/a:
potrzebuję w miarę dobrej tequili [taka ciecz] w rozsądnej cenie. ktoś może mi przybliżyć temat?

Raczej w sprawie tequili.

Kai - 23 listopada 2011, 20:25

Niestety, wiem, jak pić tequilę, ale nie mam pojęcia, co jest dostępne na polskim rynku.
Iscariote - 23 listopada 2011, 20:27

Ja tam pijam tylko tę z Lidla :mrgreen: Ponoć osoby, które próbowały też tej popularnej marki Olmeca, która ponoć jest jakaś super, mówią że różnicy za bardzo nie czuć i dość często przelewają tę z Lidla do Olmecowej butelki i w towarzystwie udają że częstują jakimś lepszym trunkiem ;P:
No ale ja niestety porównania nie mam bo nie wychodzę poza 30 zł jeśli chodzi o alkohol w butelkach :lol:

merula - 23 listopada 2011, 22:18

srebrna od złotej różni się nieco smakiem i aromatem i podobno tę pierwszą pije się z cytryną i solą, a tę drugą z pomarańczą.
joe_cool - 23 listopada 2011, 22:44

Sierra to podobno shit dla gringos. Nikt tego w Meksyku nie pije, wszystko na eksport idzie. Olmeca ponoć nieco lepsza. Silver podaje się z solą i limonką lub cytryną, a gold z cynamonem i pomarańczą. Ale może shenra coś więcej się rozeznaje, z tego co pamiętam, robiła kiedyś w gastronomii ;)
Kruk Siwy - 23 listopada 2011, 23:51

Austryjackie wino musujące z regionu Steyr z okazji rocznicy Mistrza Lema.

Co do tequilli to ponoć srebrną daje się do drinków złotą pija się bez dodatków jak bóg słońce przykazał.

hrabek - 24 listopada 2011, 07:56

Tequilla z Lidla to jednak nie jest to samo co Sierra czy Olmeca. Piłem i mam porównanie. I też nie wiem, co ludzie chcą od Sierry, mi bardzo smakuje. Najchętniej piję złotą, z solą, bez cytryny, bo mi niepotrzebna.
Kosztuje niemało, ale moim zdaniem jak już kupować tequillę to co najmniej Sierrę, bo po lidlowej to można całkiem ochotę na ten trunek stracić.
Za to już np. między Sierrą, a droższą Olmecą różnicy za bardzo nie widzę. Ale też nigdy nie miałem obu naraz na stole, żeby móc porównać w czasie rzeczywistym, zawsze było to na zasadzie: dzisiaj pijemy jedną, a za miesiąc drugą. I zawsze mi obie bardzo smakowały. I tyle.

Agi - 22 grudnia 2011, 23:19

Sprawdzamy smak angielskich piw przywiezionych przez Drivera.
Godzilla - 22 grudnia 2011, 23:23

Agi, super.
merula - 22 grudnia 2011, 23:28

a ja ostatnio jakoś popijam wieczorami grzańca. i testuję, który lepszy.
hijo - 26 grudnia 2011, 23:16

dzisiaj JMF Periquita - ciekawe wino z Portugalii
aniol - 27 grudnia 2011, 13:55

merula napisał/a:
a ja ostatnio jakoś popijam wieczorami grzańca. i testuję, który lepszy.

ale w sensie grzanca z wina, z miodu czy piwnego?

merula - 27 grudnia 2011, 21:36

w sensie, że z wina.
Kruk Siwy - 27 grudnia 2011, 22:14

Orzechówka mon amore.
nimfa bagienna - 27 grudnia 2011, 22:16

Flegamina - jedyna rzecz, która tak samo ohydnie się nazywa, działa i smakuje. :mrgreen:
mBiko - 27 grudnia 2011, 22:21

Współczuję nimfo.

Tym bardziej, że ja sączę sobie pyszny półtoraczek.

Agi - 27 grudnia 2011, 22:23

A ja aspirynę musującą z dodatkiem witamin.
Lis Rudy - 27 grudnia 2011, 22:33

Pigwówka. Własnego wyrobu. Spijam bo wyjątkowo smaczna wyszła. Taka średnio słodka.
A ostatnio odkryłem piwo Tatra Grzaniec. Polecane do spijania na gorąco, ale ja wysiorbałem w temp. pokojowej i też smakowało. Wyraźnie wyczuwalny posmak przypraw korzennych i goździków.

hrabek - 2 stycznia 2012, 12:37

Mam pytanie dotyczące flaszkowego savoir-vivre'u. Zapraszam gości, wiadomo, że będzie pite, na ten cel leżakują butelczyny w zamrażarce, natomiast goście przychodzą z własną flaszką.
Powinienem zacząć od tej gościnej, czy swoich? Przy czym chodzi mi o zasadę, a nie że goście mnie tu dwunastoletnią whiskey, a ja im żytnią, czy na odwrót.

aniol - 2 stycznia 2012, 12:40

nie wiem jak mowia regulki, ale zdroworozsadkowo - powinienes ich flaszke wsadzic w zamrazalnik a swoja zmrozona postawic na stol
Rafał - 2 stycznia 2012, 12:44

Na moje wyczucie, w dobrym tonie będzie przyjęcie trunku od gości i rozpoczęcie degustacji właśnie nim :wink: , powinni poczuć się odpowiednio uhonorowani, w odwrotnym przypadku mogłoby to zostać poczytane za lekceważenie prezentu i tym samym obdarowujących.

Chyba, że straszną berbeluchę przynieśli :lol:

aniol - 2 stycznia 2012, 12:46

Rafal zawsze mozna dyplomatycznie powiedziec cos w stylu "lepsze zostawmy na pozniej, mniejszy kac bedzie" albo cos podobnego
Rafał - 2 stycznia 2012, 12:52

Nigdy nie miałem tego problemu, bo albo umawialiśmy się na jeden rodzaj alkoholu, albo już stało na stole, albo brało się czyje zimniejsze lub smaczniejsze (potem i tak różnicy nie wyczujesz :wink: )

Ale w kręgach towarzyskich, pół-oficjalne kolacje, domowo-biznesowe spotkania, może być nietaktem odesłanie flaszki gości na leżakowanie do lodówki, czy gdzieś tam. Chyba, że to prezent nie do picia, ale do kolekcji, albo na specjalną okazję.

hrabek - 2 stycznia 2012, 12:58

Właśnie tu nie chodzi o zamianę jednej wódki na drugą, to byłby żaden problem. Chodzi o zupełnie inny rodzaj alkoholu, np. jak mrozisz whiskey, a goście przychodzą z tequillą. I nie chodzi o to, co jest droższe, tylko właśnie teraz czy goście spodziewają się, że od razu rozpijemy to co przynieśli, czy jednak zawierzą gospodarzowi.
Dodatkowym problemem jest fakt, że przyniesiona flaszka na pewno do końca imprezy nie wystarczy i trzeba będzie mieszać, a zapasy zamrażarkowe jednak powinny wystarczyć.

dzejes - 2 stycznia 2012, 13:01

A nie można ze śmiechem sprawę obgadać? Ewentualnie ustalić wcześniej?
hrabek - 2 stycznia 2012, 13:06

Czasami można, czasami nie. Oczywiście, że do tej pory nie zamykałem się w sobie i nie szedłem płakać do kąta, bo osiołkowi w żłoby dano. Ale liczyłem na wsparcie doświadczonych forumowiczów, co nie raz w takiej sytuacji się znaleźli.
Wcześniej ustalić się nie da, bo nie zawsze wiadomo, że goście cokolwiek przyniosą, bo w końcu gospodarz powinien trunek zapewnić.

Fidel-F2 - 2 stycznia 2012, 13:12

hrabek napisał/a:
jak mrozisz whiskey
że co robisz? :shock:
hrabek - 2 stycznia 2012, 13:21

Lepiej smakuje niż z lodem.
Fidel-F2 - 2 stycznia 2012, 13:24

Okeeeey
hrabek - 2 stycznia 2012, 13:28

Czy wystarczająco się zrehabilituję gdy powiem, że dwunastoletniej bym nie zmroził?
A jak do Ciebie znajomi z flaszką przychodzą a Ty masz w zamrażarce (albo w kredensie) przygotowane co innego, to co robisz?

Fidel-F2 - 2 stycznia 2012, 13:35

dwa dni temu przyszedł znajomy i powiedział 'postaw swoją a moją wsadź do zamrażalnika bo zapomniałem schłodzić' :P
Lis Rudy - 2 stycznia 2012, 15:44

hrabek napisał/a:
mrozisz whiskey

:shock:
to jest chore :!:

Matrim - 2 stycznia 2012, 22:28

hrabek napisał/a:
np. jak mrozisz whiskey, a goście przychodzą z tequillą.

hrabek, mrożenie jednego i drugiego jest gwałtem na flaszkowym savoir-vivrze ;)

hrabek - 3 stycznia 2012, 07:36

Ale wiecie, że nie o to pytałem? Wyobraźcie więc sobie, że nie mam zamrażarki i nic nie mrożę. Lepiej? To teraz do rzeczy.
Fidel-F2 - 3 stycznia 2012, 08:08

hrabek, no to zależy od stopnia zażyłości, rodzaju trunku i osobistych preferencji. I jak nic nie mrozisz to możesz obie na raz postawić na stole a potem zadać kurtuazyjne pytanie 'od czego zaczynamy?'.
Kruk Siwy - 3 stycznia 2012, 18:05

Z rzadka, ale zdarza mi się bywać w gościnie u ludzi majętnych i obracających się w tzw. wyższych sferach biznesowych i towarzyskich (koligacje z książętami owszem zdarzają się). Na tych imprezach (zwykle garden party) alkohol gości traktowany jest jako dodatek do prezentu. Gospodarz zapewnia trunki dobrane do menu i pokątne wypijanie prezentów raczej się nie odbywa.
Ale sfery sferami a pamiętam, że raz zdarzyło się inaczej i towarzystwo na skutek pomieszania alkoholu a w następstwie i zmysłów nieźle dało do wiwatu wszelkiej okolicznej ludności.

Agi - 4 stycznia 2012, 21:46

Nalewką z czarnej porzeczki próbuję rozpuścić lodową kulę w przełyku.
Chal-Chenet - 4 stycznia 2012, 23:14

Wiśniówka od Soplicy. Pyszna. Z lekką nutką migdałową. Już wiem jaką będę kupował, gdy najdzie mnie na ten rodzaj.
hrabek - 5 stycznia 2012, 07:36

Od wiśniówki lepsze są orzechówka i malinówka. Do malinówki dajesz trochę tobasco i masz idealnego wściekłego.
Chal-Chenet - 5 stycznia 2012, 11:15

Też mówisz konkretnie o Soplicy?
hrabek - 5 stycznia 2012, 11:32

Tak, konkretnie od Soplicy. Ostatnio tylko te trzy kupuję i jeszcze mi się nie znudziły. Porządnie zmrożone nie wymagają popitki. Wiśniówkę mam za najsłabszą z tercetu.
Rafał - 5 stycznia 2012, 11:45

Chal-Chenet napisał/a:
Wiśniówka od Soplicy. Pyszna. Z lekką nutką migdałową.
Nutkę migdałową nadaje kwas pruski (niejaki cyjanek potasu :D ) zawarty w pestkach wiśni, dzieje się tak gdy surowiec nie jest dostatecznie oczyszczony przed produkcją :D

Ale te ilości są terapeutyczne, działają pozytywnie na odporność organizmu przed różnymi świństwami organicznymi i biologicznymi (podobnie jak maniok), tak więc śmiało :lol:

Martva - 5 stycznia 2012, 12:12

Jeśli mówimy o orzechówce z orzechów laskowych, to jest absolutnie mrrrrrr.
hrabek - 5 stycznia 2012, 12:24

Tak, Soplica z orzechów laskowych. Są na rynku inne orzechówki, ale nie piłem, więc nie wiem, tak szczerze mówiąc, czy są podobne, czy nie.
Te trunki od Soplicy to w zasadzie likiery, są cholernie słodkie i można wypić jedną flaszkę na pół, ale przy drugiej robi się już strasznie słodko. Ale tak do osłodzenia obiadu po kielichu nadaje się znakomicie.
Inne też są takie, czy to zwykłe wódki o lekkim tylko orzechowym posmaku?

Chal-Chenet - 5 stycznia 2012, 14:11

hrabek napisał/a:
Tak, konkretnie od Soplicy. Ostatnio tylko te trzy kupuję i jeszcze mi się nie znudziły. Porządnie zmrożone nie wymagają popitki. Wiśniówkę mam za najsłabszą z tercetu.

Dzięki za sugestię. Chętnie spróbuję w takim razie którejś z wymienionych. Oczywiście podzielę się wrażeniami. Bo samym alkoholem nie. ;)
Rafał napisał/a:
Nutkę migdałową nadaje kwas pruski (niejaki cyjanek potasu :D ) zawarty w pestkach wiśni, dzieje się tak gdy surowiec nie jest dostatecznie oczyszczony przed produkcją :D

Moja ładniejsza połowa wspominała, że to od pestek, ale jakoś nie chciało mi się wierzyć. ;)

Chal-Chenet - 5 stycznia 2012, 19:53

W sklepie, do którego się udałem nie było ani orzechówki, ani malinówki z Soplicy. :(
Poratowałem się zatem 0,5 wiśniówki. :D

aniol - 5 stycznia 2012, 22:23

nastawilem dereniowke
za jakis rok opowiem wam jak wyszla

aniol - 9 stycznia 2012, 10:16

sorki za post pod postem
otwarlem nalewke mietowa robiona na wiosne
bardzo dziwna jakas
kojarzy sie z pasta do zebow
mocna, slodka i baaaaaaaaaaaaardzo mietowa - za bardzo - juz wiem ze w nastepne lata nie bede jej robl -to nie jest to co lubia tygryski

Agi - 9 stycznia 2012, 10:20

aniol, wykorzystaj ją jako dodatek do drinków.
aniol - 9 stycznia 2012, 10:29

o! to jest jakis pomysl
moze i ma jakies cudowne wlasciwosci, ale niestety pic sie tego nie da
moze faktycznie w drinki pojdzie (duzo nie zrobilem jakies 3,5 litra)

dalambert - 9 stycznia 2012, 10:34

To jeden sposób, drugi to "rozcieńcz" dobrą gorzałką.
Gustaw G.Garuga - 23 stycznia 2012, 23:34

hrabek napisał/a:
Inne też są takie, czy to zwykłe wódki o lekkim tylko orzechowym posmaku?

Orzechówka lubelska (z orzechów włoskich) o ile dobrze pamiętam była niesłodzona, cierpka i gorzka, bardzo orzechowa.

Gustaw G.Garuga - 28 stycznia 2012, 14:19

Śrubokręt. Sok z koncentratu, a wódka koreańska, czyli ledwo 19,5%. Niestety, wódka chińska, choć tania jak woda mineralna i potężna (od 52 do 56%), śmierdzi okrutnie, a jedyna tu dostępna z zachodnich (Absolut) droga jak fiks.
dalambert - 28 stycznia 2012, 18:23

Gustaw G.Garuga napisał/a:
Niestety, wódka chińska, choć tania jak woda mineralna i potężna (od 52 do 56%), śmierdzi okrutnie,

Znaczy bimbrem leci ? Czy jakaś inna specyfika ?

Lis Rudy - 28 stycznia 2012, 18:59

dalambert napisał/a:
Znaczy bimbrem leci ? Czy jakaś inna specyfika ?

dalambert, Żmija utopiona w słoiku z gorzałą rzadko poprawia jej walory smakowe...
Zaryzykowałbym, że jest dokładnie odwrotnie...

Gustaw G.Garuga, a nie możesz Ty przeszkolić jakiegoś skośnego kolegi w tajnikach pędzenia klasycznej polskiej księżycówki ???
Mógłbyś potem jakieś opłaty licencyjne pobierać :wink:

Gustaw G.Garuga - 29 stycznia 2012, 07:51

Pierwej musiałbym sam się przeszkolić ;) Jest tu jednak pewien Amerykanin, któremu tak się sprzykrzyły lokalne piwa (Amerykanin, powiadam - wyrósł na tamtejszych "piwach", a i tak chińskie ledwo toleruje), że zakupił w internecie aparaturę i ingrediencje i zakłada własny mikrobrowar :mrgreen:
Iwan - 20 lutego 2012, 21:09



Cornelius pszeniczny grejpfrutowy, jako napój orzeźwiająco-chłodzący bardzo dobry

Iscariote - 20 lutego 2012, 21:21

Iwan, śmiali się ze mnie jak kiedyś na Łośku to kupiłem :(
Witchma - 20 lutego 2012, 21:22

Iscariote, który się śmiał, no który? ;P:
Iwan - 20 lutego 2012, 21:25

Iscariote, możne dlatego że mówiłeś im że kupiłeś sobie piwo :wink:
smakowo to nijak do piwa sie ma

Iscariote - 20 lutego 2012, 21:50

ano soczek, tu się zgodzę.
Agi - 29 lutego 2012, 21:58

Odwiedziła nas dawna sąsiadka, wypiliśmy butelkę "Dębowej". Zacny trunek.
Rafał - 2 marca 2012, 23:41

Siedzę nad żmudną robotą, zrobiłem sobie więc piwne wspomaganie x8, rano zobaczymy co mi wyszło, oby tylko nie wykusze w narożach :wink:
Pucek - 7 marca 2012, 19:53

Rafał napisał/a:
oby tylko nie wykusze w narożach


Właściwie czemu nie? Zobacz sobie kamienicę Pod Sowami :)
Ząbkowska 2 tyż pikna. Ooo.

Ed: tak bardziej w temacie - zaraz sobie zaaplikuję malinówkę do herbatki. Zmarzłam na psacerze, -7, grozą zawiało.

Rafał - 8 marca 2012, 08:05

Pucek, wiem, wiem, zobacz moją "dyskusję" z Fidelem w wątku o opowiadaniach nr 76 :lol:
aniol - 8 marca 2012, 11:34

na mazowieckim zadupiu trafilem w sklepie na orzechowego soplice :mrgreen:
nareszcie! :mrgreen:

Martva - 8 marca 2012, 11:49

Mrau.
Gustaw G.Garuga - 8 marca 2012, 16:31

Nigdy nie byłem fanem Guinnessa - a teraz organoleptyczna radocha że hej! Albo odwykłem od dobrego piwa i byle co mi teraz smakuje, albo licencyjny Guinness malezyjski lepszy niż oryginalny irlandzki...
Agi - 14 kwietnia 2012, 20:15

Pierwsze w tym roku piwo przy ognisku nastroiło mnie przyjaźnie do świata.
ilcattivo13 - 15 kwietnia 2012, 18:08

Mała degustacja. Kontrolnie Ciechan Wyborne i Perła Niepasteryzowana. A potem Ciechan Mocny (Nieutrwalony), Ciechan Lagerowe, Trybunał, trybunał Miodowy, Trybunalskie Miodowe. W różnych ilościach 8)

Ciechan Mocny zdał test i trafia na listę zdatnych do picia. Lagerowe na warunkowym - może się sprawdzić w upały. Trybunał oblewa test - tak ciężki, że aż mi wątroba jęknęła. Trybunał Miodowy - lepszy, ale w porównaniu z Ciechanem Miodowym, albo Miodnym z Kormorana, wysiada. Nawet zwykłe (budżetowe) Trybunalskie Miodowe bije Trybunała Miodowego na głowę i też trafia na listę.

Dla tych co nie wiedzą - Trybunalskie Miodowe, jak nazwa wskazuje, jest z Lublina ;P:

Lis Rudy - 15 kwietnia 2012, 19:40

ilcattivo13, poradzę Ci tylko, abyś nie mierzył się z Ciechanem Porterem. Już Guines jest mocno niestrawny poprzez swoją gorycz, karmel i specyficzny smak. Ciechan Porter, to wszystkie niedobre cechy Guinesa pomnożone przez trzy. A jestem w stanie wypić naprawdę różne dziwne rzeczy. Z wodą po goleniu Wars włącznie-ale wtedy poszło o zakład o przepustkę 96 h z wojska, więc to akurat się mniej liczy.
W Paradoxie nie dałem rady kuflowi Ciechańskiego Portera :roll:

dzejes - 15 kwietnia 2012, 20:11

A mojej żonie bardzo smakuje.
dalambert - 15 kwietnia 2012, 21:19

Ciechański porter jest nieco cienki, ale lwowski z Obołona znakomity, ale ja Guinesa lubię.
Miria - 15 kwietnia 2012, 22:53

Ale Guinness nie ma goryczki w zasadzie, jest kremowy i wyrazisty w smaku (przynajmniej ten prawdziwy, bo to co u nas sprzedają, to jakiś skandal jest). Ciechan Porter daje radę, jak na porter jest IMO dość słodki i ma mało goryczki, w każdym razie zniknął mi ostatnio szybko, a zazwyczaj ciężko mi idzie z porterami.
merula - 2 maja 2012, 22:05

Cornelius grejpfrutowy. o dziwo wcale nie taki zły i nawet aromat niezbyt chemiczny.
gorbash - 3 maja 2012, 20:14

merula napisał/a:
Cornelius grejpfrutowy.

Na upały w sam raz - wolę od piwa.

Lis Rudy - 3 maja 2012, 20:28

merula napisał/a:
Cornelius grejpfrutowy

nie znam :shock:
Ja próbowałem swoją pigwówkę, ale jakieś takie słabe siki mi w tym roku wyszły.
I mało.
Jestem ZUY :evil:
NA siebie...

Agi - 3 maja 2012, 20:40

Lis Rudy napisał/a:
Ja próbowałem swoją pigwówkę, ale jakieś takie słabe siki mi w tym roku wyszły.

A moja tradycyjnie trochę za mocna. :mrgreen:
Właśnie wypiłam kieliszek tej sprzed dwóch lat. Bardzo zacna.

aniol - 3 maja 2012, 22:44

a ja zeby uczcic nasz hymn na euro otwarlem zeszloroczna nalewke jarzebinowa
mniam
eksperyment sie udal, w tym roku robie powtorke w wiekszym litrarzu

Agi - 16 maja 2012, 17:04

Z niejakim zdziwieniem odkryłam w osiedlowym sklepiku "Perłę", tak, tę "Perłę".
Nie oparłam się i właśnie ją piję. Niezła.

aniol - 17 maja 2012, 18:51

otwarty kolejny eksperyment - nalewka kalinowa
kurcze smak niezly ale zapach zniecheca...

Rafał - 26 maja 2012, 00:42

No więc, piwo z browaru Fortuna zdecydowanie warto zdegustować. Kilka razy. Trybunalskie wprost przeciwnie. Lech - tylko jak człek bardzo spragniony.No więc, jestem zdegustowany :wink: Bye!
Witchma - 26 maja 2012, 07:59

Rafał napisał/a:
piwo z browaru Fortuna zdecydowanie warto zdegustować.


Ostatnio w Piwotece się ich przedstawiciel handlowy udzielał (niestety nie wygraliśmy konkursu, choć Master Moose się bardzo starał). Ich piwo wiśniowe jest lepsze do Wiśni w Piwie :D

aniol - 18 lipca 2012, 10:26

Rafał napisał/a:
No więc, piwo z browaru Fortuna zdecydowanie warto zdegustować. Kilka razy. Trybunalskie wprost przeciwnie. Lech - tylko jak człek bardzo spragniony.No więc, jestem zdegustowany :wink: Bye!


co do fortuny zgodze sie z przedpisaczem jesli chodzi o miloslawy - pilzner i kozlak
te wynalazki na slodko (wisniowe, miodowe itd) to niech se fortuna schowa gleboko w ... np piwnice
a trybunalskie piles slodkie? znaczy miodowe? to sie zgadzam w zupelnosci, ale trybunal trojslodowy to calkiem inna bajka
lech? lech? aaa taki napoj piwopodobny...

Gustaw G.Garuga - 19 lipca 2012, 13:05

Ja już tylko* radlery piję. Warka najlepsza, Lech Shandy najgorszy (dysgust).

*choć jeden porter żywiecki się ostatnio zaplątał.

Witchma - 25 sierpnia 2012, 14:53

Ponieważ zewsząd nas tu atakują wyroby browaru Amber, postanowiłam spróbować.
Piwo Żywe - bardzo mi podeszło, świeży smak, bez większej goryczy (piwo niepasteryzowane).
Amber naturalny - trochę nijakie w porównaniu z Żywym, dużo łagodniejsze, z odrobiną goryczy, więcej się nie skuszę (też niepasteryzowane).
Muszę się jeszcze zainteresować ichniejszym koźlakiem i porterem.

Rafał - 25 sierpnia 2012, 22:18

Piwo Miłosław pilsner nadal dobre, a aktualnie porównuję złoty luksus kontra finlandia. Hm, jsdnak finlandia.
Agi - 25 sierpnia 2012, 22:21

Ja dziś klasycznie: Ballantine's z lodem.
Chal-Chenet - 27 sierpnia 2012, 09:53

U mnie wczoraj parę kielonków amaretto. Lubię.
Witchma - 4 września 2012, 19:57

Krakowiak Nieklarowny mi smakował - bez goryczki, z delikatnym posmakiem jakby wody z pijalni w Polanicy :D
aniol - 4 września 2012, 20:03

czy tylko mnie Zubr przestal smakowac, czy rzeczywiscie mu sie smak na gorsze zmienil?
zupelnie mi nie lezy, a jeszcze niedawno cieszyl mnie bardzo... :cry:

Witchma - 4 września 2012, 20:06

A! I zapomniałam - próbowaliśmy Pszeniczniaka, bardzo przyzwoite, ale pod żadnym względem nie nadzwyczajne piwo pszeniczne.
Rafał - 5 września 2012, 07:49

aniol, żubr już od jakiegoś czasu wypadł mi z menu, faktycznie coś z nim nie teges.
dalambert - 5 września 2012, 07:52

aniol, Rafał, no tak, niestety, reklamy dalej znakomite, ale piwo jakby gorsze.
To smutne , że chęć "maksymalizacji zysków" zazwyczaj powoduje obniżenie jakości.

Witchma - 11 września 2012, 15:54

Lwówek Belg - piwa belgijskie, które piłam, nie były aż tak... rozgoryczone? Ale sprawdził się przy okazji upału.
Witchma - 20 września 2012, 16:20

Krakowiak miodowy - strasznie się zawiodłam, nie umywa się do Piwa na miodzie gryczanym. Smak miodu bardzo chemiczny, wypić się da, tylko po co?
Kruk Siwy - 23 września 2012, 12:01

Tu warto zajrzeć :
http://facet.interia.pl/m...wora,nId,635490

Sam zamierzam przetestować kilka z podanych przykładów.

Ziemniak - 23 września 2012, 13:42

Ja ostatnio spijam Noteckie i Gniewosza. Dobre, chociaż Noteckie lepsze.
Agi - 23 września 2012, 13:59

Ziemniak, to piwa z tego samego browaru. Teraz już chodzieskiego zresztą.
U nas jest sklep firmowy i można kupić wiele odmian Noteckiego i Gniewosza.
Mnie najbardziej smakuje Noteckie jasne niskopasteryzowane. Ciekawe jest też Noteckie korzenne sprzedawane w 3/4 litrowych butelkach zamykanych tradycyjnie.

Chal-Chenet - 23 września 2012, 14:27

Lubelska miętówka z limonką to zdecydowanie jeden z ich lepszych produktów.
A mam jeszcze małą buteleczkę Ouzo. Pachnie świetnie, mam nadzieję, że w smaku będzie podobnie.

Witchma - 23 września 2012, 19:49

Kruk Siwy napisał/a:
Tu warto zajrzeć :
http://facet.interia.pl/m...wora,nId,635490

Sam zamierzam przetestować kilka z podanych przykładów.


Na pierwszy rzut oka to już co najmniej połowę mam za sobą. Jednak Piwoteka i sklep z piwami regionalnymi za rogiem rozpieszczają :D

Agi - 9 października 2012, 20:49

Co prawda jeszcze nie piję, ale w przyszłości na pewno. Przytargałam osiem kilo dorodnej pigwy i będę ją przerabiać na jedynie słuszny trunek.
Żelazny - 11 października 2012, 18:28

A ja preferuję piwo regionalne czyli Perłę lubelską. Jest naprawdę dobra - jak Specjal nad morzem :)
Pucek - 15 października 2012, 16:04

Jeżdżę na działkę tydzień w tydzień koło browaru Jabłonowo. I dumam, że trza by wreszcie kupić i spróbować (w okolicy domu nie bywa).
Że zwykle jadę autobusem, to szkoda mi wysiadać przy tamtejszym sklepiku, a wczoraj jak raz z kumą, samochodem - chwila postoju i nabyłam.

Oj, niedobre, niedobre...

Gustaw G.Garuga - 15 października 2012, 17:26

Odkąd przyjechałem, czyli od sześciu tygodni, prawie wyłącznie Oettinger Weissbier. Masówka, ale w lokalnym supermarkecie w stałej promocji (w przeliczeniu 5 zł), no i polskie napisy na puszce :bravo
Witchma - 25 października 2012, 12:52

Mam pytanie do tych, co się znają - chciałam sprezentować whisky, mam dość ograniczony budżet, a widziałam dzisiaj w Galerii Alkoholu dziesięcioletnią Glenmorangie. Czy warto na to wydać ciężko zarobione pieniądze, czy może w podobnej cenie znajdę coś lepszego?
hrabek - 25 października 2012, 13:38

jack daniels honey - ostatnio odkryłem, rewelka.
80zl za 0,7l. Nie wiem czy się mieści w budżecie, ale jak widzę cokolwiek z 10letnią metką, to tak sobie myślę, że pewnie cena obu będzie zbliżona.

Witchma - 25 października 2012, 13:40

hrabek, dzięki, zbadam temat i zobaczę, czy w ogóle mają :) Za Glenmorangie chcieli chyba ok. 170 zł, więc mój budżet cieszyłby się ze zmiany :D
hrabek - 25 października 2012, 13:46

W podanej przez Ciebie cenie to znajdziesz "zielonego" Jaśka (15 lat), a jak się dobrze poszuka to i "złotego" (18).
Z kolei np. 12-letni Chivas Regal mógłby być tańszy, a może i ze szklaneczkami czy coś w tym guście, a podejrzewam, że i smakowo mógłby być lepszy.
Danielsa miodowego nie wszędzie mają, kilka dni temu szukałem i znalazłem w Makro, a kolega w Selgrosie, więc duże "firmowe" hale powinny mieć.

merula - 25 października 2012, 13:47

popatrz też, czy nie znajdziesz gdzieś single malta. w podobnej cenie powinien być lepszy.
Witchma - 25 października 2012, 13:49

hrabek, właśnie znalazłam ten sklep i dostałam oczopląsu ;)

merula, ale to jest single malt.

merula - 25 października 2012, 14:29

innego.
Witchma - 25 października 2012, 14:34

merula, łatwo powiedzieć, ich są miliony. Ale dzięki, będę szukać.