|
Kościotrzep - wspaniale ponury świat w zasięgu ręki! |
|
SFFH poleca
|
|
22.02.2012. |
Cherie Priest"Kościotrzep"
Wydawnictwo Książnica Data premiery: 13 lutego Oprawa miękka ze skrzydełkami Format: 155x230 Liczba stron: 350 Wspaniale ponury świat śmiercionośnych gazów, tajemniczych machin, piratów na zeppelinach i nieustępującej plagi zombie. Dzięki Kościotrzepowi Priest ma szanse na tytuł nowej królowej steampunku. - Mark Henry Gdyby scenariusz do „Bardzo Dzikiego Zachodu“ napisał Mark Twain przy pomocy Juliusza Verne’a i Brama Stokera, nie byłby on tak udany i fantastyczny jak „ Kościotrzep“. Cherie Priest popełniła pełną wigoru przygodówkę, która wtłacza nowy oddech i grzmoczące serce we wciąż żywą powłokę steampunku. Zgrabna i wspaniała pod każdym względem, literacka przejażdżka, jakiej nie można sobie odmówić! Kat Richardson, autorka bestsellerowego „Greywalkera“ Cherie Priest stworzyła opowieść tak przekonującą, tak sugestywną i tak przerażającą, że musiałem czytać tę książkę przy pozamykanych drzwiach, ze strzelbą na kolanach. „ Kościotrzep“ to steampunkowa mieszanina thrillera i horroru. Mario Acevedo, autor bestsellerowego „Jailbait Zombie“ Wszystko, czego byście sobie życzyli od takiej książki, a nawet więcej… Pełna przygód i dających się lubić postaci, a przy tym zabawna. Czysta, szalona przygodówka, przy której można boki zrywać od początku do końca. Cory Doctorow, autorka bestsellerowego „Little Brother“ Szalona przygodówka zrodzona z tradycji strasznych opowieści groszowych. Priest udało się napisać książkę, na którą składa się wyjątkowa narracja i zakręcona fabuła, jej strony zaludniają dzielni bohaterowie i podstępne czarne charaktery, zombie i powietrzni piraci, niesamowite urządzenia i bohaterka, której będziecie kibicować. „ Kościotrzep“ to zdecydowany steampunk, unikalny i niesamowicie zabawny. Caitlin Kittredge, autorka serii „Nocturn City“ Niesamowita. Podobało mi się w niej wszystko i po prostu nie mogę się doczekać, kiedy ukaże się drukiem, żeby reszta świata mogła ją przeczytać i przekonać się, czemu byłem tak zachwycony Wil Wheaton, autor „Just a Geek“ |
|
Czytaj całość…
|
|
Fragment opowiadania Anny E. Walczak "Bożowola" |
|
Nowy numer SFFH
|
|
02.02.2012. |
 SkyLARK jest niezastąpiony do jazdy w najbardziej ekstremalnych warunkach pogodowych i to pod każdym względem. Sprawdzony zarówno w trasie jak i na bezdrożach, zaspokoi potrzeby nawet najwybredniejszych kierowców. Na szerokich autostradach Niemiec, krętych drogach Tyrolu, niebezpiecznych szutrach Indii albo firnowych pustkowiach Laponii. Czy to w zamarzniętej tundrze Syberii, palącej spiekocie dubajskich pustyń, czy w warunkach 99% wilgotności względnej, gdzieś w sercu Amazonii, SkyLARK spełnia wszystkie wymogi bezpieczeństwa i gwarantuje trwałość oraz najwyższą jakość wykonania w każdych okolicznościach. UWAGA: Parametry te nie mogą być brane pod uwagę w przypadku planet nieatestowanych. UWAGA: Homologacja pojazdu SkyLARK nie obejmuje planet nieatestowanych. UWAGA: Poprzez planety nieatestowane, rozumie się te, na których nie dokonano pełnych testów terenowych oraz wytrzymałościowych. Przykłady planet nieatestowanych: Mars, Nemesis, Uranobos, Proxima 5, Erydan Beta Si, Taotad, Freien Welt oraz inne planety kolonizowane po roku 2022. WAŻNE: Za uszkodzenia wynikłe z przyczyn niezależnych od użytkownika lub szkody spowodowane niewłaściwym wykorzystaniem odpowiada eksploatator, nie producent. Nie są one podstawą do roszczeń. |
|
Czytaj całość…
|
|
Fragment opowiadania Kingi Tomczak "Podróżny" |
|
Nowy numer SFFH
|
|
02.02.2012. |
 Dzień był szary i ponury. – Taaa…– mruknął Bohater. – Jak Narrator nie wie od czego zacząć to mówi o pogodzie. Odczep się. Klimat buduję, takie dostałem zadanie. Bohater kontynuował swoją podróż na wschód. Im dalej od stolicy tym bardziej chłód i niewygoda dawały mu się we znaki. Północny wiatr przewiewał cienką kurtkę. – Przestań! Tylko zimniej się człowiekowi robi. – wykrzyknął Bohater pocierając zgrabiałe dłonie. – Dlaczego to musi być wrzesień? Dlaczego nie możesz opowiadać o lipcu? O to miej pretensje do Autora, nie do mnie. Podróżny zszedł z gościńca i skierował się w stronę wieży strażniczej. Dawniej górowała nad lasem i przypominała wielką figurę szachową. Teraz ruiny były niższe od koron drzew, ale budowla zachowała pierwotny kształt. W okolicy znajdowało się kilka takich wież. Starożytni władcy budowali je… – Średnio mnie to obchodzi. – burknął Bohater. Właśnie stanął nad wąwozem. Na dnie zieleniło się błoto. – Głębokie to? – spytał, marszcząc nos, bo smród był nie z tej ziemi. Nie. |
|
Czytaj całość…
|
|
Fragment opowiadania Marcina Rusnaka "Zabijając ptaki" |
|
Nowy numer SFFH
|
|
02.02.2012. |
 Korytarz, który pokonywałem wcześniej setki razy, teraz wydawał się ciągnąć w nieskończoność. Pod nogami migały identyczne szare kafle, po bokach bliźniacze metalowe drzwi. Wszystko wokół wygłuszone do tego stopnia, że słychać tylko moje kroki i sapanie. Abidemi Nwoso już na mnie czekał. Był w moim wieku, lecz pracował w Armasecu krócej, dopiero trzy lata. Do tego w innej komórce – był analitykiem, ja śledczym. – Witaj, Oluchi. – Wyszedł mi na spotkanie, uścisnął dłoń. Jego oliwkowa skóra skontrastowana z grafitowym garniturem, wydawała się ciemniejsza niż normalnie. – Cześć, Abi. Dzięki za cynk. – Przesunąłem wzrokiem po drzwiach, próbując się domyśleć, gdzie ją znajdę. Cały drżałem, ale wcale nie byłem pewien, czy to objaw choroby. – Gdzie ona jest? – Spokojnie. Posłuchaj mnie najpierw. Słyszałem od chłopaków z oddziału, że prosiłeś o informacje o tej kobiecie. Dlaczego? Ciekawski się znalazł. Ale miał rację. Gra, w której byliśmy pionkami, nie toczyła się o nic. Chodziło o życie tysięcy niewinnych ludzi i należało zachować ostrożność. – Znałem ją – odparłem. – Dawno temu, jeszcze jako dziecko. Chciałem... miałem nadzieję, że jakimś cudem dotrę do niej, zanim ją przekabacą. – W takim razie daj sobie spokój. – Abidemi cofnął się o krok, splótł ręce na piersiach, popatrzył w bok. – Zatrzymano ją w sprawie próby przeniesienia mocy w miejscu publicznym. Chodziło o te wczorajsze anomalie na stacji Jazair. Przyznała się. Zdrętwiałem, w ułamku sekundy zaschło mi w gardle. Nawet zamknięcie debilnie rozwartych ust kosztowało mnie sporo wysiłku. |
|
Czytaj całość…
|
|
Fragment opowiadania Romualda Pawlaka "Pusty ogród" |
|
Nowy numer SFFH
|
|
02.02.2012. |
 Najpierw ziemia zaszeleściła jak zmięty celofan. Zaraz potem, bez dalszych ostrzeżeń, w górę wystrzelił gruby, wysoki na kilometr słup ognia. W jednej chwili wypalił grunt w promieniu stu metrów i z paskudnym cmoknięciem wyssał powietrze dokoła. Odległy o trzy kilometry od naszej kryjówki pałacyk Schoena przestał istnieć, spowiły go płomienie i gęsty dym. Raz, dwa, trzy!, już nadbiegał stamtąd tajfun sprężonego powietrza. Wtuliliśmy się w ziemię, wczepiliśmy pazurami w nierówność gruntu, która musiała wystarczyć jako prowizoryczny okop. Czekaliśmy, aż fala przewali się nad naszymi plecami, zasypie grudami ziemi. Na szczęście odległość osłabiała impet. Zmiatała niewielkie kamyki, nabijała siniaki, ale nie łamała już kości, ani nie siekła odłamkami szkła wielkości sporych sztyletów. Po wszystkim zerknąłem na swój oddział. Nikomu nic się nie stało. Archib, Fajzel, Banach, Gryczewski oraz piękna Veidana ze spokojem zbierali z ziemi plecaki. Ich działania były zupełnie rutynowe, choć pół roku temu jeden z takich wybuchów zabił Ihario, poza mną najstarszego stażem członka naszej grupki. Tylko w oczach Kurczaka wciąż błyskał strach, dzieciak zawsze bał się hałasów. No i Strosz nie reagował, ale on tak po prostu miał, można było czasem pomyśleć, że jest głuchoniemy. Flegmatyczny Visarianin wnosił do zespołu spokój, jakiego zazwyczaj brakowało nam wszystkim. A Kum-Kumbi tylko uśmiechał się tymi żabimi ustami, choć gdyby podmuch był silniejszy, to właśnie jego delikatne ciało odniosłoby najwięcej obrażeń. |
|
Czytaj całość…
|
|
Fragment opowiadania Agnieszki Hałas "Córka sztukmistrza" |
|
Nowy numer SFFH
|
|
02.02.2012. |
 Mgła spowijała ulice Ziegelbergu; nieliczni o tej porze przechodnie wyłaniali się z niej i znikali. Mżył deszcz, widoczny w świetle gazowych latarni. Stella Fenchel przyspieszyła kroku, z determinacją brnąc przez błoto w starych, dziurawych trzewikach. Jej pończochy już dawno zdążyły przemoknąć, a stopy – zdrętwieć z zimna. Pod pachą niosła nieduży pakunek, owinięty w chustę. Lombard Mechlera mieścił się w zaułku na tyłach brzydkiej czynszowej kamienicy, jednej z wielu podobnych. Z szyldu oblazła farba, ale właściciel nie kwapił się go odnawiać. Kto miał tu trafić, trafiał i tak. Wewnątrz nieprzyjemnie pachniało stęchlizną i naftaliną, ale było ciepło. Na półkach oraz ladzie stały liczne pudła, których zawartości Stella mogła się jedynie domyślać. Właściciel grzał się przy piecyku, z nogami wspartymi na stołeczku. Kartkował rejestr klientów, od czasu do czasu stawiając ołówkiem znaczek przy tym czy owym nazwisku. – A, to ty – mruknął nieprzyjaźnie, nie wyjmując fajki z ust. – Słuchaj, ta wasza srebrna tabakierka poszła w zeszły czwartek. Mówiłem, że jak jej nie wykupicie… |
|
Czytaj całość…
|
|
Fragment opowiadania Marcela Głaza "Judyta z Betulii" |
|
Nowy numer SFFH
|
|
02.02.2012. |
 W namiocie pachniało paczulą i miętą. Judyta pierwszej z tych woni nie cierpiała, za to uwielbiała drugą, co sprawiało, że czuła się rozdarta między zadowoleniem a mimowolną złością. Zresztą, od trzech dni, wszystkie jej zmysły i myśli znajdowały się w podobnym stanie. Czekała. Niebawem powinien nadejść, upojony zapachem krwi niewinnych i winem. Powinien nadejść i posiąść ją gwałtownie, namiętnie, jak czynił to każdej z trzech ostatnich nocy. Czekała. Nie chciała, by przyszedł, a zarazem oczekiwała go z utęsknieniem. Obrzydliwy barbarzyńca! Po stokroć niech będzie przeklęty dzień, w którym przyszedł na świat! Czekała... – Pani – służąca nieśmiało pociągnęła za rękaw sukni – czy natrzeć ci stopy olejkiem różanym? Skinęła głową i patrzyła jak Miriam wprawnymi ruchami rozprowadza wonny płyn po delikatnej skórze podbicia, nie pozwalając ani jednej cennej kropli spłynąć na bogate kobierce, wyściełające namiot. – Masz piękne stopy, pani – szepnęła służąca. |
|
Czytaj całość…
|
|