| Science Fiction, Fantasy i Horror 37 |
|
|
|
| Wpisał: GAndrel | |
| 11.11.2008. | |
|
Wszyscy jesteśmy barbarzyńcami... Historia tekstów zamieszczonych w tym numerze ma już prawie dwa lata. W lutym 2007 roku zaproponowałem autorom współpracującym z SFFH konkurs na tekst, którym uczciliby 75. rocznicę pierwszej publikacji opowiadania o Conanie z Cymerii, chyba najbardziej znanym barbarzyńcy wszech czasów. Rzucając ten temat, miałem pewną wizję, nie chodziło mi li tylko o odkurzenie mitycznego górala - który skądinąd ma się dobrze, co widać po ukazujących się właśnie na świecie komiksach, grach, a nawet zapowiadanych filmach - lecz o coś więcej. Literatura fantasy jest niezwykle popularna, także w Polsce, ale klasycznego heroic fantasy w naszym wydaniu nie uświadczy. Owszem, mamy uśmierconego przed wielu laty Wiedźmina, ale potem długo, długo nic i... no właśnie. Żadnych ikon gatunku. Żadnych postaci, które wymienicie jednym tchem z Białym Wilkiem, jeśli ktoś obudzi Was w środku nocy. Teksty tego gatunku powstałe po roku dwutysięcznym nawet ostro pijący drwal może policzyć na palcach jednej ręki. Uznałem, że czas to zmienić. Jako redaktor prowadzący SFFH pismo, w którym zadebiutowało co najmniej kilkunastu dzisiaj znanych i lubianych autorów najmłodszego pokolenia - i jako Robert J. Szmidt - facet, który dwadzieścia pięć lat temu z uporem maniaka doprowadził najpierw do pierwszych bezdebitowych wydań prozy Howarda w Polsce, a potem zachęcił legalnych wydawców, a i po części sfinansował wydanie pełnej edycji dzieł tego autora - traktujących oczywiście o Conanie. Seria ta istnieje do dzisiaj, ale nie mam z nią już nic wspólnego. W jej ramach ukazało się ze sto tomów, w tym wiele kontynuacji epigonów rosyjskich, a nawet polskich, ale to zupełnie inna historia i nie będziemy jej tutaj rozwijać.W latach osiemdziesiątych teksty te były wielkim objawieniem. Choć dla wielu syn kowala z mroźnej Cymerii wydaje się dzisiaj obciachowy - a dzieje się tak głównie za sprawą mrowia nieudolnych kontynuatorów - to zapewniam Was, że te kilkanaście oryginalnych opowieści pisanych w latach trzydziestych minionego stulecia jest prawdziwą perełką literatury rozrywkowej, a może nie tylko. Większość utworów pisanych w tamtych latach (na długo przed Tolkienem) jest dzisiaj nieprzyswajalna, zarówno stylistycznie, jak i treściowo. Howard wręcz przeciwnie. Idę o zakład, że dla wielu młodych, niewyrobionych czytelników będzie równie świeży jak utwory o sześć czy nawet siedem dziesięcioleci młodsze. A Eragonów Conan wciąga nosem tuzinami na śniadanie. Dlaczego więc nie mamy swojego Conana? Dlaczego w tym miejscu fantastycznej sceny jest pustka? Pytania, pytania, pytania. Można by zadawać je w nieskończoność. Ale można też - zamiast tracić czas na czcze gadanie - zrobić coś, żeby tę sytuację zmienić. I dlatego rzuciłem pomysł, aby stworzyć bohatera, a nawet wielu bohaterów, którzy ożywią polską heroic fantasy. Pomysł chwycił, zarówno ze strony autorów, jak i wydawców. Podpisałem umowę z Fabryką Słów, która gwarantowała publikację w antologii wyselekcjonowanych tekstów konkursowych (a spłynęło ich w terminie niemal czterdzieści). Efekt już widać w księgarniach - masywny tom "Kanonu barbarzyńców" stoi na wielu półkach, ale na tym nie koniec. Trwają prace nad kolejną edycją, tym razem już nie konkursową. Zwróciłem się do kilku znanych i cenionych autorów, żeby spróbowali swych sił na tych samych zasadach. Żeby stworzyli postać Conana, ale takiego, jakim byłby, gdyby to oni go wymyślili. Mam nadzieję, że już za kilka miesięcy zasiądziecie do lektury drugiego tomu "Kanonu...". Na razie zapraszam do przeczytania ośmiu tekstów, które nie zmieściły się w antologii. To, że nie dostały się do ścisłego finału, nie oznacza wcale, iż są gorsze albo słabsze. Z bólem serca musiałem decydować o kolejności; niejednemu z Was wyda się, że wybór był niesprawiedliwy wobec któregoś z opowiadań, ale taki już los selekcjonera. To nie sport, w którym decydują fotokomórki albo stopery. Tu liczą się osobiste odczucia. I dlatego każdy wartościowy tekst, jaki spłynął na konkurs, znajdzie się na łamach pisma. I dlatego każdy cykl, zrodzony z tego konkursu - a jest ich co najmniej kilka, i to niezwykle obiecujących - będzie mógł rozwijać się w tym piśmie. Oto osiem opowieści o wielkiej przygodzie... Robert J.Szmidt |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|




Historia tekstów zamieszczonych w tym numerze ma już prawie dwa lata. W lutym 2007 roku zaproponowałem autorom współpracującym z SFFH konkurs na tekst, którym uczciliby 75. rocznicę pierwszej publikacji opowiadania o Conanie z Cymerii, chyba najbardziej znanym barbarzyńcy wszech czasów. Rzucając ten temat, miałem pewną wizję, nie chodziło mi li tylko o odkurzenie mitycznego górala - który skądinąd ma się dobrze, co widać po ukazujących się właśnie na świecie komiksach, grach, a nawet zapowiadanych filmach - lecz o coś więcej. Literatura fantasy jest niezwykle popularna, także w Polsce, ale klasycznego heroic fantasy w naszym wydaniu nie uświadczy. Owszem, mamy uśmierconego przed wielu laty Wiedźmina, ale potem długo, długo nic i... no właśnie. Żadnych ikon gatunku. Żadnych postaci, które wymienicie jednym tchem z Białym Wilkiem, jeśli ktoś obudzi Was w środku nocy. Teksty tego gatunku powstałe po roku dwutysięcznym nawet ostro pijący drwal może policzyć na palcach jednej ręki. Uznałem, że czas to zmienić. Jako redaktor prowadzący SFFH pismo, w którym zadebiutowało co najmniej kilkunastu dzisiaj znanych i lubianych autorów najmłodszego pokolenia - i jako Robert J. Szmidt - facet, który dwadzieścia pięć lat temu z uporem maniaka doprowadził najpierw do pierwszych bezdebitowych wydań prozy Howarda w Polsce, a potem zachęcił legalnych wydawców, a i po części sfinansował wydanie pełnej edycji dzieł tego autora - traktujących oczywiście o Conanie. Seria ta istnieje do dzisiaj, ale nie mam z nią już nic wspólnego. W jej ramach ukazało się ze sto tomów, w tym wiele kontynuacji epigonów rosyjskich, a nawet polskich, ale to zupełnie inna historia i nie będziemy jej tutaj rozwijać.















